Podsumowanie roku – Kristianstad

image-php

Fot. Peter Åklundh

Miejsce w tabeli: 10

Punkty: 15  (3 – 6 – 13)

Bramki: 18 – 35

Najlepsza strzelczyni: Johanna Rasmussen (5 goli)

Piłkarka sezonu: Johanna Rasmussen

Największe rozczarowanie: Ida Rebecca Guehai

Przedsezonowa prognoza: 10. miejsce


Sezon w pigułce: Na początek mieliśmy stały element programu, czyli … informację o odrzuceniu przez Komisję Licencyjną wniosku złożonego przez Kristianstad. We wschodniej Skanii na nikim nie zrobiło to przesadnego wrażenia, gdyż w ostatnich latach wszyscy przyzwyczaili się już do kompletowania niezbędnej dokumentacji w ostatnich godzinach przed upływem terminu (co zresztą ostatecznie udało się i tym razem), więc skupić mogliśmy się przede wszystkim na wydarzeniach boiskowych. A tam działo się różnie. Mówiąc bardziej konkretnie, wyglądało to tak, że drużyna Elisabet Gunnarsdottir prezentowała się naprawdę dzielnie, zbierała sporo pochwał nawet za rywalizację ze ścisłą czołówką ligi, ale jej mecze najczęściej kończyły się jednobramkowymi porażkami, w związku z czym przerwę letnią Kristianstad spędził na samym dnie pierwszoligowej tabeli. Powiew nadziei przyniosło zwycięstwo nad Mallbacken na otwarcie jesieni, ale w kolejnych meczach piłkarki ze Skanii znów nie potrafiły wywalczyć na murawie punktów, które zapewniłyby im spokojną końcówkę sezonu, w związku z czym o ligowy byt trzeba było drżeć aż do końcowych sekund ostatniej kolejki. Na szczęście dla Kristianstad przyniosła ona pozytywne rozstrzygnięcia i najlepsze przez cały sezon w szeregach ekipy znad Hammarsjön Johanna Rasmussen i Amanda Edgren mogły w końcu pogratulować sobie dobrze wykonanego zadania – pomimo niesamowitej nerwówki Kristianstad pozostał w ekstraklasie.

Dzień, który zmienił wszystko: 5. listopada. W życiu wielu piłkarek przychodzi taki dzień, w którym trzeba rozegrać mecz o najwyższą możliwą stawkę. Wyjść na boisko ze świadomością, że tego dnia istnieją jedynie dwa wyjścia, z których jedno oznacza coś więcej niż tylko sportową degradację. Oznacza ono prawdziwą katastrofę i niepewność jutra. Takie myśli z pewnością towarzyszyły niektórym piłkarkom Kristianstad przed ostatnią kolejką obecnego sezonu. Jeden kiks, jedno nieprzemyślane zagranie (a na boisku przypominającym bardziej arenę do piłki wodnej wcale nie było o nie trudno) i wysiłek całych ośmiu miesięcy zostałby w mgnieniu oka przekreślony. Niektórzy sportowcy twierdzą, że za wytrzymanie presji w takich meczach powinno się przyznawać specjalne medale i jeśli będziemy się trzymać tej tezy, to podopieczne Elisabet Gunnarsdottir z pewnością na takie właśnie wyróżnienie zapracowały.

I co dalej? O tym, że klub od kilku lat balansuje na krawędzi utraty płynności finansowej wiedzą już chyba wszyscy i nawet w Kristianstad nikt nie próbuje udawać, że jest inaczej. Wobec tego możemy założyć, że lato znów upłynie nam pod znakiem licencyjnej sagi i nawet podczas finałów Mistrzostw Europy będziemy pilnie nasłuchiwać wieści ze wschodniej Skanii. Jeśli zaś chodzi o kwestie czysto sportowe, to jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że Kristianstad będzie za rok pierwszym kandydatem do spadku, ale utrzymanie w kadrze na przyszły sezon Nilsson, Carlsson oraz Edgren, a także całkowicie niespodziewany transfer Chikwelu zmienił nieco optykę i choć pozbawiona Rasmussen, Petersen i Danielsson drużyna wciąż powinna się raczej nastawiać na ciężki sezon, to światełko w tym niezwykle długim tunelu znów zaczęło świecić jakby wyraźniejszym blaskiem.

Podsumowanie roku – Umeå

bigoriginal

Fot. Johan Löf

Miejsce w tabeli: 11

Punkty: 13  (2 – 7 – 13)

Bramki: 16 – 47

Najlepsza strzelczyni: Hanna Sandström (4 gole)

Piłkarka sezonu: Rita Chikwelu

Największe rozczarowanie: Jenny Hjohlman

Przedsezonowa prognoza: 9. miejsce


Sezon w pigułce: Zaczęło się nawet całkiem obiecująco, bo od trzech remisów, ale seria porażek na przełomie maja i czerwca skutecznie zepchnęła ten zasłużony klub w okolice strefy spadkowej, z której – pomimo kilku szans – nie udało się wygrzebać już do końca sezonu. Analizując rok z perspektywy Umeå nie można oczywiście nie wspomnieć o niewiarygodnej wręcz pladze kontuzji, która wiosną i latem spadła na kluczowe piłkarki ekipy z Västerbotten, ale wydaje się, że liczne urazy najważniejszych ogniw zespołu nie mogą być jedynym wytłumaczeniem pierwszego od niemal dwóch dekad spadku z najwyższej klasy rozgrywkowej. Na degradację złożyło się bowiem wiele czynników, a coraz bardziej wyraźne sygnały alarmowe słyszane były w klubie już od kilku lat. Nawarstwiające się problemy finansowe, nieporozumienia na linii zarząd – zawodniczki i wreszcie zaskakujące zwolnienie cieszącej się sporym autorytetem szatni Marii Bergkvist nie mogło nie odbić się na postawie piłkarek z Umeå na boisku. Kulminację nieporadności w wykonaniu siedmiokrotnych mistrzyń kraju obejrzeliśmy podczas wysoko przegranego meczu w Vittsjö, gdzie wzmocniona już przecież kadrowo drużyna z Västerbotten stanowiła jedynie mało wyraziste tło dla poczynających sobie jak na treningu zawodniczek ze Skanii. Już tradycyjnie, zdecydowanie najmniej pretensji kibice w Umeå mogli mieć do walczącej jak zwykle o każdą piłkę Rity Chikwelu, ale Nigeryjka w pojedynkę nie mogła zapobiec nieuchronnemu i spadek do Elitettan stał się faktem.

Dzień, który zmienił wszystko: 18. lipca. Choć Umeå nie miało tego dnia zaplanowanego żadnego meczu, klub z Västerbotten od rana znalazł się na czołówkach wszystkich piłkarskich portali. Powód? Zarząd klubu postanowił, że ze względu na słabe wyniki sportowe Maria Bergkvist zostaje ze skutkiem natychmiastowym odwołana ze stanowiska trenerki pierwszego zespołu. Kolejne godziny przyniosły nam prawdziwą operę mydlaną ze scenariuszem, którego nie powstydziliby się nawet południowoamerykańscy klasycy gatunku. Zamiast dyskusji na temat zasadności tej decyzji mogliśmy obserwować publiczne obrzucanie się pretensjami, wzajemne wypominanie sobie braku taktu, stylu i wielu innych rzeczy, a na koniec usłyszeliśmy z ust samych piłkarek groźbę strajku generalnego. Chyba wszyscy przyznają, że przygotowywanie się do najważniejszej rundy od kilku sezonów w takich okolicznościach przyrody raczej nie zwiastowało szczęśliwego zakończenia.

I co dalej? W klubie oczywiście zarzekają się, że jedynym celem jest powrót do Damallsvenskan na stulecie istnienia klubu, ale póki co nie wydaje się to wcale takie oczywiste. Z pięciu piłkarek, które poziomem znacznie przewyższały swoje koleżanki, w kadrze nie ma już żadnej, a nie jest wcale powiedziane, że uda się zatrzymać resztę zespołu, gdyż przynajmniej dwie kolejne zawodniczki także sposobią się do odejścia. W ich miejsce pojawią się oczywiście następczynie, nie zabraknie z pewnością wzmocnień z wciąż stanowiącej wizytówkę klubu drużyny młodzieżowej, ale czy w okresie trzech najbliższych miesięcy rzeczywiście uda się na Północy zbudować ekipę gotową do walki o powrót na salony? Przekonamy się niebawem.

Podsumowanie roku – Mallbacken

2477802

Fot. Olle Persson

Miejsce w tabeli: 12

Punkty: 13  (3 – 4 – 15)

Bramki: 19 – 57

Najlepsza strzelczyni: Madelen Janogy (5 goli)

Piłkarka sezonu: Madelen Janogy

Największe rozczarowanie: Kirsty Yallop

Przedsezonowa prognoza: 11. miejsce


Sezon w pigułce: Patrząc zupełnie na chłodno, spadek Mallbacken był mniej więcej takim samym zaskoczeniem jak to, że po nocy przychodzi dzień. Jeśli bowiem założymy, że sezon wcześniej w niesamowicie dramatycznych okolicznościach pierwszą ligę dla Värmland uratował tercet Falk – McSorley – Larsson, a w obecnych rozgrywkach na Strandvallen nie oglądaliśmy żadnej z nich, to wszystko zacznie się nam układać w logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy. Oczywiście, w Sunne nikt nie zamierzał oddawać miejsca w Damallsvenskan bez walki, ale bardzo szybko okazało się, że Szkotki Alexander i Ness, które miały bezpośrednio zastąpić największe bohaterki poprzedniej kampanii, nie tylko nie dorównują im umiejętnościami, ale wręcz nie stanowią jakiegokolwiek wzmocnienia wyjściowej jedenastki. Uratować ekstraklasy nie pomogła także Antonia Göransson, która po niezwykle burzliwej amerykańskiej przygodzie, właśnie w Värmland postanowiła rozpocząć – jak sama przyznaje – swoje drugie, piłkarskie życie. Absolutny brak w kadrze piłkarek potrafiących brać na siebie odpowiedzialność w najtrudniejszych momentach, szczególnie widoczny w meczach z bezpośrednimi rywalkami w tabeli, był z pewnością jednym z powodów ostatecznej klęski Mallbacken. Do roli liderek ekipy z Sunne przymierzane były kolejno Tameka Butt oraz Kirsty Yallop, ale obie zawodniczki z Antypodów solidarnie zawiodły oczekiwania, co szczególnie w przypadku 100-krotnej reprezentantki Nowej Zelandii okazało się sporym, negatywnym zaskoczeniem. O ile wiosną piłkarki z Värmland stać było jeszcze na pojedyncze zrywy, o tyle jesienią ich gra wyglądała już fatalnie i mając to na uwadze za chyba największą niespodziankę można uznać fakt, iż Mallbacken tak naprawdę dopiero w ostatniej kolejce straciło szanse na utrzymanie w ekstraklasie.

Dzień, który zmienił wszystko: 27. sierpnia. Pierwszy mecz po letniej przerwie od razu okazał się klasycznym pojedynkiem o sześć punktów. Na Strandvallem przyjechała ekipa z Kristianstad i … odniosła pierwsze od ponad roku wyjazdowe zwycięstwo, które jeszcze niczego jej oczywiście nie zagwarantowało, ale w znacznym stopniu ustawiło rywalizację w dolnych rejonach tabeli. Całkowita bezradność piłkarek Mallbacken w tym meczu była bardzo niepokojącym sygnałem przed rundą jesienną, choć trzeba pamiętać, że mimo tak fatalnej postawy, zawodniczki z Värmland i tak miały w drugiej części gry okazję na to, aby spotkanie to zakończyć podziałem punktów. Niestety, Julia Karlernäs zamiast do bramki przeciwniczek, posłała futbolówkę w okolice rynku w Hagfors i kto wie, czy to właśnie w tym momencie nie rozpoczął się ostateczny zjazd zespołu z Sunne z pierwszoligowej karuzeli.

I co dalej? Spadek z najwyższej klasy rozgrywkowej zawsze wiąże się z rewolucją kadrową, więc nic dziwnego, że i w Värmland postąpiono według doskonale znanego scenariusza. Ze szkocko-nowozelandzkim zaciągiem pożegnano się raczej bez gorzkich łez i wielkich wzruszeń, ale już odejście Sary Bergman czy Madelen Janogy z pewnością wszystkich w Sunne zabolało znacznie bardziej. Wszystko wskazuje na to, że nie jest to jeszcze koniec zimowych osłabień, wobec czego najbardziej pilnym zadaniem dla włodarzy klubu, a także nowego sztabu szkoleniowego, będzie jak najszybsze znalezienie zawodniczek, które zapełnią zdecydowanie zbyt liczne na tę chwilę luki kadrowe, zapewniając przy tym odpowiednią jakość piłkarską. Takie rozmowy są już oczywiście prowadzone (między innymi w Kalmar i Karlstadzie), a ich efekty powinniśmy poznać w najbliższych tygodniach. Wydaje się jednak, że zbudowanie ekipy, która mogłaby od razu zawalczyć o natychmiastowy powrót do elity jest na dziś dość odległą, choć rzecz jasna nie pozbawioną do końca szans perspektywą.

Kadra na Norwegię i Anglię

Do styczniowych meczów towarzyskich z Norwegią i Anglią pozostało jeszcze kilka tygodni, ale Pia Sundhage już dziś zdecydowała się odkryć karty i podać do publicznej wiadomości nazwiska 25 piłkarek, które zamierza zabrać na będące kolejnym etapem przygotowań do przyszłorocznych finałów Mistrzostw Europy zgrupowanie w Hiszpanii. Po delikatnej, jesiennej rewolucji, kiedy to w kadrze na ostatnie mecze towarzyskie znalazło się kilka piłkarek rzeczywiście wyróżniających się w klubach (inna sprawa, że i tak zbyt wiele sobie nie pograły), obecne powołania jednoznacznie wskazują na powrót do doskonale wszystkim znanej taktyki obracania się w kręgu tych samych, sprawdzonych zawodniczek. Próżno więc szukać na liście chociażby Jennifer Falk, Julii Spetsmark czy Johanny Rytting Kaneryd, ale nie można zaprzeczyć, że znalazło się na niej kilka nazwisk, przy których warto zatrzymać się na nieco dłuższą chwilę.

Frauenfussball: U 19 Nationalmannschaft Deutschland 2004

Fot. Moritz Winde

Zaczniemy oczywiście od najbardziej wyczekiwanej debiutantki w osobie Katrin Schmidt. O tym, że pomocniczce Djurgården należy dać szansę w kadrze tak szybko, jak tylko będzie to formalnie możliwe, pisaliśmy już niemal rok temu, ale – co godne podkreślenia – w sprawie byłej młodzieżowej reprezentantki Niemiec jednym głosem mówiły chyba wszystkie media. Sundhage została więc niejako postawiona przed faktem dokonanym, choć niewykluczone, że i bez płynących niemal z każdej strony “podpowiedzi” również zdecydowałaby się dać Schmidt okazję do debiutu w żółto-niebieskich barwach (choć patrząc na logikę powołań, nie jest to wcale aż tak oczywiste). Wiadomo, że oczekiwania wobec piłkarki Djurgården są w zaistniałej sytuacji ogromne, ale chyba zdecydowanie bardziej zasadne byłoby traktowanie Schmidt w charakterze solidnego wzmocnienia, nie zaś recepty na wszelkie bolączki zadziwiająco niemrawej w ostatnich miesiącach szwedzkiej drugiej linii. Owszem, urodzona w Westfalii pomocniczka już wiele razy pokazywała, że potrafi w pojedynkę poprowadzić do zwycięstwa swoją drużynę, ale liczenie na to, że podobne obrazki będziemy od teraz oglądać przy okazji każdego meczu reprezentacji byłoby wyjątkową naiwnością. Oczywiście nie zmienia to faktu, że wszyscy liczymy, iż raz na jakiś czas Schmidt również w kadrze dołoży swoją cegiełkę do wywalczonych na boisku punktów, a jeśli jeden z takich dni trafi się akurat podczas otwarcie EURO 2017 przeciwko Niemkom, to chyba nikt nie będzie specjalnie protestował.

O ile obchodząca w przyszłym roku swoje 31. urodziny Schmidt jest zdecydowanie opcją na teraz, o tyle druga z potencjalnych debiutantek, Michelle De Jongh, nie jest raczej na chwilę obecną szykowana do tego, aby wychodzić w podstawowej jedenastce na holenderskim EURO. Nastolatka z Örebro to niewątpliwie wielki talent i jeśli tylko rozwinie się on we właściwym kierunku, to nasza kadra może mieć z niej w przyszłości bardzo wiele pożytku, ale jednak wydaje się, że na chwilę obecną nieco bardziej od De Jongh na nagrodę w postaci zaproszenia na zgrupowanie w San Pedro zapracowały chociażby Spetsmark (jej koleżanka klubowa) czy też Rytting Kaneryd (jej koleżanka z reprezentacji młodzieżowej). Trzecią i ostatnią z piłkarek, która w styczniu może rozegrać swój pierwszy mecz w seniorskiej kadrze jest Hanna Glas. Prawa defensorka Umeå, która od przyszłego sezonu występować będzie w Eskilstunie, z powodu odnawiających się urazów znajdowała się na uboczu poważnej piłki w zasadzie od sierpnia 2015, ale jeśli tylko po powrocie na boisko będzie spisywała się choć w dużym przybliżeniu tak, jak podczas ostatniej rozegranej w pełnym wymiarze rundy, to nie wątpimy, że jej miejsce jest właśnie w reprezentacji.

Pozostałe nazwiska kadrowiczek nie stanowią już jakiegokolwiek zaskoczenia, choć z kronikarskiego obowiązku warto odnotować na przykład powrót nieobecnych (z różnych powodów) podczas ostatniego zgrupowania w Göteborgu Fischer oraz Schelin. Na ten moment wydaje się jednak, że ważniejsze nawet od decyzji personalnych będzie uporządkowanie taktyczno-organizacyjnego chaosu, który zapanował w naszej kadrze po klęsce w Viborgu. Norwegia i Anglia na tę chwilę wydają się być niemal idealnymi rywalami, a oba styczniowe mecze – choć jedynie towarzyskie – jawią się jako niezwykle ważne sprawdziany, których przebieg może rzutować nie tylko na dalszą fazę przygotowań, ale nawet na występ w lipcowo-sierpniowych finałach Mistrzostw Europy. O powtórce z Danii nie może być zatem mowy.


Kadra na Norwegię i Anglię:

Bramkarki: Hilda Carlén (Piteå), Hedvig Lindahl (Chelsea), Emelie Lundberg (Eskilstuna)

Obrończynie: Jonna Andersson (Linköping), Emma Berglund (Rosengård), Magdalena Eriksson (Linköping), Nilla Fischer (Wolfsburg), Hanna Glas (Umeå), Hanne Gråhns (Örebro), Jessica Samuelsson (Linköping), Linda Sembrant (Montpellier)

Pomocniczki: Emilia Appelqvist (Djurgården), Kosovare Asllani (Manchester), Lisa Dahlkvist (Örebro), Michelle De Jongh (Örebro), Hanna Folkesson (Umeå), Fridolina Rolfö (Bayern), Elin Rubensson (Göteborg), Katrin Schmidt (Djurgården), Caroline Seger (Lyon)

Napastniczki: Stina Blackstenius (Linköping), Pauline Hammarlund (Göteborg), Sofia Jakobsson (Montpellier), Lotta Schelin (Rosengård), Olivia Schough (Eskilstuna)

Rok z reprezentacją

Z wielu stron słyszę opinie, że rok 2016 był bardzo dobrym, żeby nie powiedzieć wyśmienitym rokiem dla szwedzkiej reprezentacji. Niestety, moi rozmówcy najczęściej milkną w momencie, gdy proszę ich o wyliczenie tych wszystkich wyśmienitych meczów w wykonaniu naszej kadry. Bo chyba dobrze dedukuję, że świetny rok powinien charakteryzować się właśnie świetnymi meczami, prawda? Okazuje się jednak, że nie dla wszystkich. O ile drużyna Pii Sundhage faktycznie zasłużyła na pochwałę za to, że potrafiła zrobić na najważniejszej imprezie sezonu niesamowity wynik pomimo słabej gry, o tyle nawet przy największej dozie sympatii trudno pochwalić ją za prezentowany w ostatnich miesiącach styl. Dziś nie będziemy jednak po raz siedemnasty rozpoczynać dyskusji pod tytułem wynik vs wrażenia artystyczne, gdyż zajmiemy się czymś, co o tej porze roku wydaje się być rzeczą absolutnie naturalną. Mowa oczywiście o podsumowaniu roku 2016 w szwedzkiej i światowej piłce, które rozpoczniemy – jak nakazuje dobry obyczaj – właśnie od dokonań naszej reprezentacji. A zatem wyjmijmy z garderoby wieczorowe kreacje, udajmy się do Globen zasiądźmy przed ekranami komputerów/telefonów/innych urządzeń elektronicznych i przejdźmy do części zasadniczej tegorocznej gali portalu szwedzkapilka.com

Jak przystało na tego typu uroczystość, także i u nas nie zabraknie zwycięzców i pokonanych, ale zanim poznamy nazwiska (nie)szczęśliwych laureatek, pomówmy trochę o liczbach. Reprezentacja Pii Sundhage rozegrała w 2016 roku 18 oficjalnych spotkań. 10 z nich (czyli – jak łatwo obliczyć – niewiele więcej niż połowa) kończyło się naszymi zwycięstwami, 5 razy dzieliliśmy się punktami, a 3 razy musieliśmy uznać wyższość przeciwnika. Bilans bramkowy jest także korzystny dla naszych piłkarek i wynosi 38-12. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę jedynie potyczki z rywalami z czołowej dwudziestki światowego rankingu, wówczas statystyki szwedzkiej kadry stają się już znacznie mniej imponujące; na 11 takich spotkań wygraliśmy zaledwie 3, ujemny staje się także stosunek bramek (9-11). Wyraźnie zatem widać, że strzelanie goli przychodzi nam znacznie łatwiej, gdy mierzymy się ze znacznie niżej notowanym przeciwnikiem (średnia 4.16 bramki/mecz), a w starciach z nieco poważniejszymi rywalami sforsowanie ich defensywy jest dla kadry Pii Sundhage nie lada wyzwaniem, często zresztą niemożliwym do wykonania (średnia 0.82 bramki/mecz). Dla drużyny mającej ambicje sięgające pierwszej piątki na świecie, przytoczone powyżej statystyki nie są raczej powodem do dumy. Wróćmy jednak do naszego podsumowania, a żeby wprowadzić się w dobry nastrój, rozpoczniemy je od naprawdę miłej kategorii.

https-_blueprint-api-production-s3-amazonaws-com_uploads_card_image_180896_gettyimages-590199014

Fot. Martin Bernetti

Najlepszy mecz: Słowacja – Szwecja 0-3. Wpisywanie w tym miejscu zwycięskiego remisu z USA i/lub Brazylią byłoby zwyczajnie obrazą dla wszystkich zainteresowanych drużyn; wszak szwedzka piłka nie upadła jeszcze tak nisko, żeby za najlepszy występ roku uznać 120 minut mniej lub bardziej rozpaczliwego wybijania piłki z własnej szesnastki. Z podobnych względów na wstępie odrzuciliśmy kandydatury meczów z Norwegią i Holandią, choć tam desperacką obronę uskutecznialiśmy przede wszystkim w końcowej fazie gry. Na wyróżnienie z pewnością zasłużyły za to pojedynki ze Szkocją i Japonią, ale w nich zabrakło z kolei równej, solidnej postawy od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty. Drogą eliminacji decydujemy się więc na przyznanie zaszczytnej nagrody meczowi w Popradzie, gdyż tam na grę naszych piłkarek długimi fragmentami patrzyło się po prostu z przyjemnością, co akurat w minionym roku było przyjemnym wyjątkiem od reguły.

Najgorszy mecz: Dania – Szwecja 2-0. Owszem, w sierpniu przytrafiła nam się nie przynosząca splendoru klęska z Brazylią, ale dopiero na boisku w Viborgu przekonaliśmy się, jak wygląda prawdziwe upokorzenie. Pamiętacie słynne 0-4 z Anglią, przez wielu nazwane najgorszym meczem w historii szwedzkiej piłki? Od dwóch miesięcy można się naprawdę poważnie zastanawiać, czy przypadkiem w Danii nie byliśmy świadkami jeszcze większego blamażu niż swego czasu w Hartlepool.

Najładniejszy gol: Emilia Appelqvist (na 1-0 ze Słowacją). Jak to zwykle bywa w przypadku rozmaitych konkursów piękności, wybór ten jest całkowicie subiektywny i każdy może oczywiście w tym miejscu przedstawić swój własny, równie dobry typ. Mając to na względzie, trzeba jednak oddać, że pierwszy gol pomocniczki Djurgården w narodowych barwach był naprawdę wyjątkowej urody.

Piłkarka roku: Hedvig Lindahl. W tym przypadku bierzemy pod uwagę wyłącznie występy w reprezentacji, ale nie zmienia to faktu, że wyróżniona i tak zostaje tegoroczna laureatka Diamantbollen. Golkiperka Chelsea ponownie była najmocniejszą kartą w talii Pii Sundhage podczas najważniejszej imprezy roku, a w pozostałych spotkaniach prezentowała solidną, równą dyspozycję, która sprawiła, że jako jedna z niewielu nacji świata o obsadę bramki nie musieliśmy się martwić ani przez moment.

Rozczarowanie roku: Sofia Jakobsson. Przykro to pisać, ale bolesna prawda wygląda tak, że jedna z największych gwiazd francuskiej Division 1 nie zanotowała udanego występu w koszulce reprezentacji od wiosny 2015. Jest to o tyle zastanawiające, że przecież w barwach Montpellier Jakobsson w tym samym okresie radziła sobie wyśmienicie, nierzadko będąc postacią numer jeden swojej klubowej drużyny. Niestety, strzelająca jak na zawołanie i wygrywająca niemal w pojedynkę mecze piłkarka zmienia się nie do poznania w momencie przyjazdu na zgrupowania kadry. Pozostaje mieć nadzieję, że ta całkowicie niewytłumaczalna niemoc stanowi jedynie stan przejściowy (fakt, że trwający i tak zdecydowanie zbyt długo) i już za chwilę będziemy świadkami meczu na przełamanie, którego piłkarka Montpellier bardzo szybko potrzebuje.

Największa wygrana: Stina Blackstenius. Jest to kolejna “pozytywna” kategoria, w której wyboru musimy niestety dokonać drogą eliminacji. Eriksson naprawdę fenomenalne występy przeplatała tymi zdecydowanie słabszymi, a dodatkowo spisała się zdecydowanie poniżej oczekiwań na imprezie docelowej. Asllani, po niezwykle udanych występach wiosną, w drugiej części roku mocno spuściła z tonu. Bardzo mocne wejście do reprezentacji zaliczyła Rolfö, ale jej efektowny marsz w górę przerwała odniesiona w najgorszym możliwym momencie kontuzja. Zwyciężczynią zostaje zatem Stina Blackstenius, która na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy w reprezentacji wygrała chyba najwięcej i w niezwykle hermetycznej hierarchii napastniczek Pii Sundhage awansowała przynajmniej o kilka pozycji.

Najbardziej niedoceniana: Lina Nilsson. Na bokach defensywy nigdy nie narzekaliśmy na kłopoty bogactwa, więc rezygnowanie lekką ręką z zawodniczki regularnie wyróżniającej się w lidze może być co najmniej zastanawiające. Nigdy oczywiście nie dowiemy się, czy obrończyni z Malmö także nie zostałaby wsadzona na karuzelę przez dynamiczne Niemki lub Brazylijki, ale jednak całkowity brak zaufania do piłkarki mającej w zasadzie wszystko (doświadczenie, formę, warunki), co predestynowałoby ją do występów nawet w wyjściowej jedenastce bardzo mocno dziwi. Mając do dyspozycji gotową alternatywę, nasz sztab szkoleniowy konsekwentnie wolał jednak eksperymentować, w związku z czym na obu flankach defensywy oglądaliśmy nominalne stoperki, a nawet pomocniczki.

Nagroda specjalna: Lisa Dahlkvist. Piłkarki o jej charakterystyce niezwykle rzadko trafiają na czołówki artykułów. Trudno się nawet temu jakoś specjalnie dziwić, w końcu nasz świat skonstruowany jest tak, że ludzie zdecydowanie chętniej czytają o wirtuozkach niż o rzemieślniczkach. Tym bardziej jednak cieszy fakt, iż Dahlkvist w końcu doczekała się swojej chwili chwały, na którą wieloletnim poświęceniem dla reprezentacji zasłużyła jak mało kto. Perfekcyjnie wykonane rzuty karne, które otworzyły nam bramę najpierw do półfinału, a następnie do finału Igrzysk Olimpijskich, bez wątpienia zapewniły pomocniczce Örebro stałe miejsce w historii szwedzkiej piłki (i przy okazji w telewizyjnych archiwach), ale najważniejszym zagraniem w karierze Dahlkvist i tak pozostanie czterdziestometrowa asysta do Blackstenius w 61. minucie meczu przeciwko USA. Niewykluczone, że gdyby nie właśnie ten jeden niesamowity błysk, brazylijska bajka miałaby całkowicie inne zakończenie.

Raz jeszcze o Sundhage

Pia Sundhage to niewątpliwie postać charyzmatyczna, kontrowersyjna i wzbudzająca nierzadko skrajne emocje. Dziś jednak odłóżmy na bok wszystkie jej niezbyt fortunne wypowiedzi i całkowicie bezsensowną wojnę prowadzoną przez naszą selekcjonerkę z władzami ligi i spróbujmy maksymalnie obiektywnie odpowiedzieć na jedno pytanie: czy Sundhage była w 2016 roku jedną z trzech najlepszych trenerek świata?

680

Fot. Carl Sandin

Na początek uporządkujmy pewne fakty. Reprezentacja Szwecji zagrała w sierpniu w finale Igrzysk Olimpijskich. Abstrahując na moment od faktu, że na rozgrywany w Brazylii turniej awansowaliśmy tak naprawdę tylnymi drzwiami, wynik osiągnięty na boiskach Rio i okolic trzeba niewątpliwie docenić i traktować z należytym szacunkiem, bo wcale nie jest powiedziane, że w finałach wielkich imprez grać będziemy regularnie. Srebrne medale, uroczysta feta powitalna oraz stałe miejsce w historii szwedzkiego futbolu wydają się jednak być wystarczającą i sprawiedliwą nagrodą za trzy tygodnie emocji, których latem dostarczyła nam kadra narodowa. Ewentualne wyróżnienia indywidualne to już jednak całkowicie osobna kwestia i każdą z kandydatur należy rozpatrywać tu osobno, w oparciu o te same, obiektywne kryteria.

W moim rozumieniu, nagroda dla trenerki/trenera roku nie powinna być przyznawana za wygranie ligi, czy dojście do określonego etapu wielkiej imprezy, gdyż za te właśnie sukcesy przyznawane są wyróżnienia drużynowe. Gdyby patrzeć takimi kategoriami, to tegoroczne osiągnięcia Jacka Majgaarda powinniśmy cenić wyżej niż Stellana Calrssona (wszak Rosengård zajął lepszą pozycję w tabeli niż Piteå i dodatkowo awansował do ćwierćfinału Ligi Mistrzyń), a chyba nikomu z nas nie przeszło przez myśl, że to duński szkoleniowiec powinien tydzień temu odebrać statuetkę, która ostatecznie trafiła w ręce opiekuna rewelacyjnego zespołu z Norrland. Wracając do Sundhage, zastanówmy się, jak wielka była jej rola w osiągnięciu olimpijskiego finału? Czy rzeczywiście to jej obecność na ławce trenerskiej sprawiła, że pozostaliśmy w grze aż do ostatniego dnia turnieju? A może było zupełnie odwrotnie i bez Sundhage także wrócilibyśmy do domów w blasku srebra (albo nawet złota)?

Turniej w Brazylii rozpoczęliśmy od meczu z RPA i chyba wszyscy bardzo dobrze pamiętamy, że było to dość traumatyczne przeżycie. Wyłączając pierwszych pięć minut, nasza reprezentacja grała kompletnie bez pomysłu, taktyka na to spotkanie okazała się całkowicie nietrafiona, a korekty robione na bieżąco przyniosły więcej zamieszania niż pożytku. Koniec końców zwyciężyliśmy 1-0 tylko dlatego, że w 76. minucie Roxanne Barker w niegroźnej sytuacji postanowiła wrzucić futbolówkę do własnej bramki, ale chyba zgodnie przyznamy, że wybitnych zasług naszej selekcjonerki w tej wiktorii dopatrzeć się trudno. Później przyszła klęska z Brazylią, której nie będziemy szczegółowo analizować chociażby z tego powodu, że nawet Caroline Seger przyznała tuż po końcowym gwizdku, iż podczas bezpośrednich przygotowań do meczu z gospodyniami Igrzysk popełniono wiele błędów w aspekcie taktycznego rozpracowania rywala (podobnych wypowiedzi raczej nie słyszy się często), a na koniec fazy grupowej czekał nas jeszcze bezbramkowy remis po bezbarwnej grze z równie bezbarwnymi Chinkami. Możemy więc zaryzykować stwierdzenie, że większy od Sundhage udział w awansie Szwecji do fazy pucharowej miała chociażby wspomniana powyżej Barker; wszak niewykluczone, że gdyby nie mało odpowiedzialne zachowanie golkiperki Heerenveen, turniej zakończyłby się dla nas już po trzech spotkaniach.

Ćwierćfinał z USA i półfinał z Brazylią to pojedynki, które z pewnością za kilkadziesiąt lat staną się legendą, ale raz jeszcze należy zadać pytanie o to, jaką rolę odegrała w nich nasza selekcjonerka. Jasne, szczególnie w rywalizacji z Amerykankami udało się skutecznie zneutralizować wiele potencjalnych zagrożeń i za to sztabowi Sundhage należą się bezsprzecznie słowa uznania (inna kwestia, że spora w tym zasługa … Jill Ellis), ale nie wiem, czy w ujęciu czysto taktycznym nie wystawiłbym szwedzkiej trenerce wyższej noty za ubiegłoroczny remis z tym samym rywalem na kanadyjskim mundialu. Wówczas, na stadionie w Winnipeg, towarzyszyło mi poczucie delikatnego niedosytu, a spotkanie w Brasilii długimi fragmentami przypominało jednak mniej lub bardziej rozpaczliwą próbę dotrwania do dogrywki, a następnie rzutów karnych. Jeśli zaś chodzi o półfinał, to faktycznie wyglądał on minimalnie lepiej niż grupowe starcie z Brazylijkami (bo gorzej po prostu nie mógł), ale gdyby stworzyć listę osób, którym powinniśmy dziękować za awans do finału, to na samym szczycie znalazłaby się niewątpliwie dobrze dysponowana tego dnia Hedvig Lindahl, tuż za nią wyjątkowo nieskuteczne Canarinhas, a w dalszej kolejności trenerzy bramkarek i analitycy, którzy dobrze wykonali swoją pracę domową przy okazji konkursu jedenastek. Nazwisko Sundhage – jeśli w ogóle by się pojawiło – to najpewniej w kontekście pytania dlaczego nasza selekcjonerka przez 120 minut biernie przyglądała się temu, że Samuelsson i Rubensson raz po raz są niemal wkręcane w murawę przez dynamiczne skrzydłowe z Ameryki Południowej. Owszem, tym razem wszystko zakończyło się bez poważniejszych konsekwencji, ale już październikowa potyczka z Danią pokazała, że igranie z ogniem (w postaci braku jakiejkolwiek reakcji na boiskowe wydarzenia) najczęściej kończy się w dość smutny sposób.

Mecz w Viborgu był zresztą doskonałym podsumowaniem pracy wykonanej przez Pię Sundhage w roku 2016. Sama selekcjonerka zapowiadała, że to właśnie pojedynek z Danią będzie testem jej nowego, autorskiego pomysłu na kadrę i nie trzeba chyba nikomu przypominać, jakie były jego efekty. Szerzej o tej sprawie, jak i o pozostałych bolączkach reprezentacji według Sundhage pisaliśmy zresztą tutaj, nie ma więc sensu jeszcze raz powtarzać tych samych, wciąż niestety aktualnych zarzutów.

Na postawione na wstępie pytanie o zasadność dla nominacji Sundhage do tytułu Trenerki Roku 2016 należy zatem dać odpowiedź jednoznacznie negatywną. Nie ze względu na jakiekolwiek prywatne sympatie lub antypatie, ale ze względu na szacunek dla tych, którzy na takie wyróżnienie zwyczajnie bardziej w tym roku zasłużyli. A takich ludzi nie brakuje nawet w samej Szwecji, co zresztą zostało w bardzo ładny sposób zaakcentowane podczas Fotbollsgalan. Pii Sundhage z całego serca życzę jednak tego, aby za rok również znalazła się w gronie nominowanych i aby tym razem owa nominacja była już absolutnie niepodważalna.