One znów to zrobiły!

cef366a5-b817-4f8a-ad1b-4e66e84fbcc9

Julia Zigiotti ma sposób na bramkarki Rosengård (Fot. Jonas Ekströmer)

Lider przegrywa trzy mecze z rzędu, wicelider w ogóle z tego nie korzysta, a grupa pościgowa goni w tempie cokolwiek dostojnym – tak w największym skrócie przedstawia się obraz szwedzkiej ekstraklasy na przełomie czerwca i lipca. Na kolejkę przed końcem rundy wiosennej wciąż nie wiemy, kto będzie przewodzić stawce na półmetku, a drużyny skazywane na walkę o ligowy byt raz po raz udowadniają nam, że w Damallsvenskan dopisywanie komukolwiek punktów przed pierwszym gwizdkiem kompletnie mija się z celem. Tak, ta liga jest kompletnie nieprzewidywalna, ale – paradoksalnie – to właśnie ten stale wyrównujący się poziom jest jej największą siłą.

Dziś w rolę tych, które miały pokazać nam, że w Damallsvenskan nie ma już słabych drużyn, wcieliły się piłkarki Hammarby. Sztokholmianki przystępowały do starcia z Rosengård na fali dwóch kolejnych zwycięstw, ale jednak rywalizacja z krajowym potentatem jawiła się jako nieco trudniejsze wyzwanie niż pokonanie Vittsjö czy Kalmar. W pierwszych minutach rzeczywiście nietrudno było dostrzec, że sportowa jakość będzie w tym meczu po stronie gości, ale między słupkami bramki Hammarby doskonale spisywała się Emma Holmgren, dzielnie wspomagana przez swoje koleżanki z formacji defensywnej. To właśnie ich postawa sprawiła, że na tablicy wyników długo utrzymywał się rezultat bezbramkowy, który zmienił się dopiero po … wzorcowo przeprowadzonym przez zawodniczki ze stolicy kontrataku. Z prawego skrzydła dośrodkowała Olga Ekblom, a jej centrę na gola zamieniła Julia Zigiotti, która zdecydowanie zbyt łatwo uwolniła się spod opieki Simone Boye.

Można było się spodziewać, że podobnie jak przed tygodniem w meczu przeciwko Linköping, piłkarki z Malmö błyskawicznie rzucą się do odrabiania strat i niewykluczone, że podopieczne Jonasa Eidevalla miały właśnie taki plan. Defensywa ze Sztokholmu starała się jednak trzymać napastniczki oraz skrzydłowe ze Skanii w bezpiecznym dystansie od bramki Holmgren i trzeba przyznać, że w większości przypadków ów efekt udawało się osiągnąć. Jedynie w pierwszym kwadransie po przerwie zawodniczki Rosengård skutecznie zepchnęły swoje rywalki do głębokiej defensywy, ale wtedy swoją drużynę w kapitalny sposób dwukrotnie uratowała Holmgren. Wiele razy wspominałem już o tym, że w moim odczuciu klasową bramkarkę poznaje się przede wszystkim po tym, ile potrafi dać zespołowi w kluczowych momentach i 21-latka z Uppsali niewątpliwie zalicza się do tego grona. Interwencje po karnym Landeki i strzale Mittag z najbliższej odległości być może nie będą nominowane do parady sezonu, ale nie da się ukryć, że to właśnie one pozwoliły gospodyniom przetrwać najtrudniejszy fragment meczu bez poważniejszych strat. A później – patrząc z perspektywy Hammarby – było już tylko lepiej.

Upływający czas sprawiał, że w szeregach Rosengård zaczęło pojawiać się coraz więcej nerwowości, z czego skrzętnie korzystały gospodynie. Dwukrotnie w sytuacji sam na sam z Musovic znalazła się Emma Jansson, ale napastniczka ze Sztokholmu w obu przypadkach nie potrafiła zmieścić futbolówki w bramce gości. Sztuka ta udała się natomiast Australijce Elise Kellond-Knight, ale i tym razem radość gospodyń trwała krótko, gdyż brutalnie przerwał ją gwizdek Lovisy Johansson. Sędzia z Grums dopatrzyła się bowiem cokolwiek wątpliwego przewinienia jednej z piłkarek Hammarby na golkiperce ze Skanii. Gospodynie nie zamierzały jednak przesadnie długo rozpamiętywać tej sytuacji i w końcu udało im się podwyższyć rezultat. Raz jeszcze w roli głównej wystąpiła kapitanka Ekblom i choć tym razem jej dośrodkowanie dotarło do Glodis Perli Viggosdottir, to islandzka stoperka Rosengård zachowała się tak, jakby i ona miała na sobie biało-zieloną koszulkę Hammarby. Zecira Musovic mogła tylko popatrzeć, jak uderzona przez jej klubowa koleżankę futbolówka zmierza w okienko jej bramki i najbardziej efektowny tej wiosny gol samobójczy na boiskach Damallsvenskan stał się faktem. Gości ze Skanii stać było jeszcze na kontaktowego gola Landeki, która niezwykle precyzyjnym uderzeniem z rzutu wolnego po części zrehabilitowała się za niewykorzystaną wcześniej jedenastkę, ale trzeciemu z rzędu zwycięstwu Hammarby nad faworyzowanym rywalem i tak nie była w stanie zapobiec. Historia nieprawdopodobna, ale … czy właśnie taka nie jest cała ta nasza liga?

******

Emocji nie zabrakło także w Göteborgu, gdzie grające do końca gospodynie w ostatnich dziesięciu minutach całkowicie odwróciły losy meczu. Po golach Kivumbi oraz Anvegård beniaminek ze Småland prowadził już 2-0, ale czerwona kartka dla amerykańskiej golkiperki Växjö Katie Fraine okazała się punktem zwrotnym tego widowiska. Zastępująca ją Moa Edrud nie potrafiła bowiem powstrzymać nacierającej z coraz większą mocą ofensywy piłkarek z Göteborga, a zdobyte w odstępie niespełna trzech minut gole Zamanian oraz Rubensson pozwoliły gospodyniom na nowo uwierzyć, że to spotkanie będzie można jeszcze wygrać. Trafienie na wagę trzech punktów padło w trzeciej minucie doliczonego czasu gry, a tą, która pozwoliła drużynie prowadzonej przez Marcusa Lantza przedłużyć zwycięską passę, okazała się niezwykle bramkostrzelna w ostatnich tygodniach Rebecka Blomqvist. Choć zabrzmi to co najmniej zaskakująco, 20-letnia napastniczka póki co nie tylko doskonale wypełnia lukę po Christen Press, ale wręcz daje swojemu zespołowi więcej niż doświadczona Amerykanka. Oczywiście, tych faktów nie ta się łączyć w aż tak bezpośredni sposób, ale nie da się ukryć, że z Press w składzie Göteborg był drużyną środka tabeli, a z Blomqvist na szpicy – błyskawicznie doszlusował do ścisłej ligowej czołówki.

Komplet sobotnich wyników:

2

3

Reklamy

Gdzie się podział tamten lider?

pff

Trzecia porażka z rzędu – lider z Piteå ma o czym myśleć (Fot. Bildbyrån)

Jedenaście stopni na termometrze, silnie wiejący wiatr i lejący z nieba deszcz – w takiej scenerii piłkarki z Piteå miały powalczyć o przełamanie fatalnej serii w starciach z przeciwniczkami ze Skanii. Zwycięstwo drużyny Stellana Carlssona oznaczało powiększenie przewagi nad ligowym peletonem do pięciu punktów, porażka – wyciągnięcie ręki do grupy pościgowej ze szczególnym uwzględnieniem klubu z Rosengård. Przemoknięci i zziębnięci miejscowi fani bardzo liczyli na to, że spełni się ten pierwszy scenariusz, ale podobnej wiary nie było widać w snujących się po płycie LF Areny zawodniczkach z Norrbotten. Lider Damallsvenskan na tle walczącego o oderwanie się od strefy spadkowej rywala prezentował się żenująco słabo, w efekcie czego poniósł niezwykle dotkliwą, lecz w pełni zasłużoną porażkę.

Początkowo nic nie wskazywało na to, że sprawy na stadionie w Piteå przybiorą aż tak niekorzystny dla gospodyń obrót. Na boisku dominował bowiem chaos i to właśnie z niego rodziły się pojedyncze okazje bramkowe dla obu zespołów. Na minimalnie niecelny strzał Lindy Sällström w bardzo podobny sposób odpowiedziała Madelen Janogy, chwilę później błysnęła Emmi Alanen, ale poukładanej gry było na LF Arenie jak na lekarstwo. Nieco z przypadku wziął się także otwierający wynik spotkania gol dla miejscowych, gdyż po strzale Ronji Aronsson futbolówka tak niefortunnie odbiła się od pleców Sandry Adolfsson, że znalazła się pod nogami Julii Karlenäs. Najlepszej snajperce Piteå w rundzie wiosennej musimy oddać to, że doskonale potrafiła odnaleźć się w tej sytuacji i strzałem, który przełamał ręce Shannon Lynn wyprowadziła swój zespół na prowadzenie. W tamtej chwili absolutnie nic nie zapowiadało, że w najbliższych minutach będziemy świadkami aż takiej tragedii zespołu z Norrbotten. Tragedii w czterech aktach.

Pierwszy z nich miał miejsce zaledwie osiem minut później. Grające zdecydowanie bardziej ambitnie od swoich dzisiejszych rywalek piłkarki z Vittsjö przeprowadziły składną akcję lewą stroną, w szesnastkę gospodyń dośrodkowała Amanda Persson, a nabiegająca na dalszy słupek Lorina White wykorzystała fakt, że Pedersen i Henriksson kryły w polu karnym siebie nawzajem. Równie fatalnie defensywa z Piteå zachowała się przy golu na 1-2 i choć Adolfsson w momencie zagrania piłki przez De Jongh znajdowała się na minimalnym spalonym, w żadnym stopniu nie usprawiedliwia to aż tak katastrofalnego ustawienia często przecież chwalonych przez nas obrończyń z Norrbotten. Ani Pedersen, ani Lövgren ewidentnie nie miały jednak dziś swojego dnia, a reszta zespołu robiła bardzo niewiele, aby przynajmniej spróbować naprawić błędy piłkarek, które we wcześniejszych meczach nie raz ratowały swoją drużynę.

Jeśli ktoś liczył na to, że podrażniona niekorzystnym wynikiem ekipa z Laponii po przerwie pokaże nam tę lepszą twarz, to – mówiąc bardzo delikatnie – srodze się zawiódł. Posiadanie piłki było wprawdzie zdecydowanie na korzyść piłkarek z Piteå, ale gdybyśmy mieli wyróżnić jedną postać z obozu gospodyń, to musielibyśmy spojrzeć w kierunku Stellana Carlssona. Charyzmatyczny trener szalał przy linii bocznej boiska (niewykluczone, że zmęczył się bardziej niż kilka spośród jego podopiecznych), raz po raz wykrzykiwał swoje uwagi w kierunku zawodniczek w czerwonych koszulkach, ale te nie były w stanie choćby stworzyć zagrożenia pod bramką Shannon Lynn. Co więcej, gdy już futbolówka znalazła się w strefie, z której można było pokusić się o strzał, nie potrafiła oddać go ani ucząca się wielkiego futbolu w Lyonie Andrea Norheim, ani nadzieja szwedzkiej młodzieżówki Nina Jakobsson. Zdecydowanie bardziej korzystnie prezentowały się za to przyjezdne, które z niezwykłą regularnością zapędzały się w okolice pola karnego Cajsy Andersson i w zasadzie po każdym z ich wypadów pachniało golem na 3-1. To, że nie padł on wcześniej niż na w 74. minucie, było wyłącznie zasługą nie najlepiej nastawionych celowników piłkarek z Vittsjö, ale w końcu Michelle De Jongh przymierzyła tak, że – patrząc z perspektywy gospodyń – nie było już czego zbierać. W ostatnim kwadransie rezultat na 4-1 ustaliła jeszcze Linda Sällström i na LF Arenie można było gasić światło. Gdyby ktoś nieznający realiów szwedzkiej piłki miał na podstawie wyłącznie tego meczu powiedzieć, która z biegających po murawie drużyn jest liderem, a która broni się przed spadkiem, z pewnością nie udzieliłby na to pytanie prawidłowej odpowiedzi. Mając jednak na uwadze ogólną mizerię miejscowych, naprawdę warto docenić postawę Vittsjö – zespołu, który nie tylko chciał, ale także potrafił zaprezentować nam piłkę nożną na pierwszoligowym poziomie.

Czwartkowy wynik:

1.png

10. kolejka – zapowiedź

20170514-141443_GJ410_3385_

W poprzednim sezonie Hammarby dwukrotnie znalazło sposób na Rosengård (Fot. Göran Johansson)

Do końca rundy wiosennej coraz bliżej, a więc – jak to zwykle na finiszowych metrach bywa – Damallsvenskan mocno przyspiesza. Jeszcze nie zdążyliśmy dobrze ochłonąć po fenomenalnym rajdzie Natashy Dowie na wagę trzech punktów, a już za kilka godzin przyjdzie nam emocjonować się kolejnym meczem w wykonaniu sensacyjnych liderek z Piteå. Czy za trzecim podejściem uda im się w końcu pokonać rywalki ze Skanii? Odpowiedzi na to i wiele innych pytań poznamy w najbliższych dniach, a póki co zapraszam na zapowiedź dziesiątej kolejki szwedzkiej ekstraklasy.

Mecz kolejki: Hammarby vs Rosengård. Najbardziej utytułowany szwedzki klub przyzwyczaił swoich kibiców do tego, że niezwykle rzadko przegrywa dwa mecze z rzędu. Trzy kolejne porażki ligowe z tym samym rywalem również z zasady piłkarkom Rosengård się nie przytrafiają. Jeśli jednak w sobotnie popołudnie to gospodynie sięgną na stadionie w Sztokholmie po trzy oczka, oba wspomniane powyżej przypadki zmaterializują się na naszych oczach. Czy jest to w ogóle możliwe? Cóż, ostatnie lata nauczyły nas, że w tej lidze możliwe jest absolutnie wszystko, a nie możemy zapominać, że ekipa Jonasa Eidevalla przed wyjazdem do stolicy ma swoje problemy. Wciąż niepewny jest status Caroline Seger (przeciwko Linköping kapitanka Rosengård zagrała jedynie 45 minut), na kłopoty ze zdrowiem narzeka także Fiona Brown, a Ali Riley właśnie poinformowała, że za dwa tygodnie przenosi się do Chelsea. Oczywiście, nawet mając na uwadze wszystkie te kwestie, piłkarki z Malmö niezmiennie pozostają faworytkami sobotniej potyczki, ale Emma Holmgren już dwa razy potrafiła zagrać na zero przeciwko ofensywie Rosengård. Wiosenna dyspozycja bramkostrzelnego duetu Mittag – Troelsgaard sugerowałaby raczej powątpiewać w powtórkę z rozrywki, ale z drugiej strony defensywa Hammarby w obu dotychczasowych meczach pod wodzą Izaka Dahlina ani razu nie dała się zaskoczyć.

Wydarzenie kolejki: Skania przekleństwem Laponii. Tegoroczny bilans liderek z Piteå przeciwko drużynom ze Skanii? 0-0-2. Tegoroczny bilans liderek z Piteå przeciwko drużynom z pozostałych regionów Szwecji? 7-0-0. Szansa na poprawę tej pierwszej statystyki pojawi się przed ekipą Stellana Carlssona już dziś, gdyż z wizytą do Norrbotten przybywa nieobliczalne Vittsjö. W teorii – przeciwnik wydaje się być wręcz idealny na przełamanie. W praktyce – na dalekiej Północy z otwartymi ramionami przywitaliby napastniczkę o klasie choćby zbliżonej do Lindy Sällström. Jeśli reprezentantka Finlandii znów będzie miała swój dzień (a z rodaczką Emmi Alanen za plecami jest to całkiem prawdopodobne), to gospodynie mogą mieć w tym meczu nie lada kłopoty.

Zagadka kolejki: czy piłkarki z Eskilstuny znów przetestują cierpliwość fanów? Na początku sezonu słabe wyniki zespołu z Eskilstuny jak najbardziej można było tłumaczyć plagą kontuzji na Tunavallen. Trudno jednak z podobnym zrozumieniem przejść obok faktu, że punktów na koncie trzeciej drużyny poprzednich rozgrywek nie zaczęło przybywać nawet wtedy, gdy na boisko zaczęły wracać kolejne, kluczowe zawodniczki. Oczywiście, doskonale zdajemy sobie sprawę, że Magnus Karlsson (podobnie zresztą jak zwolniony w połowie rundy jego poprzednik) nie pracuje w całkowicie komfortowych warunkach, na ławce rezerwowych United wciąż brakuje jakości, a takiej Molly Menchel w barwach Eskilstuny najpewniej nie zobaczymy już nigdy, ale jednak powrót do pełni formy Barsley, Glas, czy Dahlkvist powinien mieć realne przełożenie na poprawę wyników zespołu. Tak się jednak nie dzieje, a mecz przeciwko Limhamn Bunkeflo jawi się jako ostatnia szansa na wydostanie się ze strefy spadkowej przed zakończeniem rundy wiosennej. Czy piłkarki z Tunavallen będą potrafiły ją wykorzystać? Oceniając wyłącznie potencjał obu zespołów, przywiezienie z Malmö trzech punktów powinno być dla gości obowiązkiem, ale bogatsi o tegoroczne doświadczenie nie zdziwimy się absolutnie żadnym rozstrzygnięciem.

montini

Nowa Christen Press? Nie, to Rebecka Blomqvist! (Fot. Per Montini)

Piłkarka pod lupą: Rebecka Blomqvist. Tego, że Christen Press jest piłkarką wybitną, nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć. Nic więc dziwnego, że pożegnanie ze 100-krotną reprezentantką USA było dla wielu kibiców z Göteborga niezwykle trudnym przeżyciem. Jasne, Press pod koniec swojej drugiej przygody z Damallsvenskan bynajmniej nie zachwycała (0 goli, 0 asyst, 0 kluczowych podań w pięciu ostatnich meczach), ale wobec przedłużającej się rehabilitacji Pauline Hammarlund wydawało się, że wraz z odejściem Amerykanki zespół z zachodniej Szwecji nagle został bez klasycznej napastniczki z pierwszoligowym doświadczeniem. Lukę po Press błyskawicznie postanowiła jednak wypełnić Rebecka Blomqvist i choć jeszcze nie pora na to, by obwoływać ją następczynią byłej królowej strzelczyń Damallsvenskan, to trzy zdobyte przez nią gole w dwóch ostatnich meczach muszą robić wrażenie. Nie możemy oczywiście wymagać, że 20-letnia piłkarka szwedzkiej młodzieżówki do końca sezonu będzie strzelać z aż taką regularnością, ale w sobotnie popołudnie naprawdę warto zwrócić baczniejszą uwagę na zawodniczkę z numerem 21 na czarnej koszulce.

Na pozostałych stadionach: Ciężkie zadanie czeka dwa zespoły, które pod koniec rundy wiosennej walczą bardziej z własnymi słabościami niż z ligowymi rywalami. Przetrzebiony kontuzjami stołeczny Djurgården podejmie na Stadionie Olimpijskim gości z Kristianstad, a znajdujący się w chyba jeszcze trudniejszym, kadrowym położeniu beniaminek z Kalmar uda się do jaskini podbudowanych sensacyjną wiktorią w Malmö lwic z Linköping.

Zestaw par 10. kolejki:

omg10_01

omg10_02

omg10_03

omg10_04

omg10_05

omg10_06

Podsumowanie 9. kolejki

dam

Czas na podsumowanie 9. kolejki sezonu 2018 w Damallsvenskan

Najlepszy mecz: Rosengård 1-2 Linköping. Ależ to było widowisko! Linköping jechał do Skanii rozbity i targany licznymi problemami, ale na boisku w Malmö udowodnił, że mistrza nigdy nie wolno lekceważyć. Henrik Jensen wygrał taktyczny pojedynek z Jonasem Eidevallem, a Natasha Dowie przeprowadziła rajd, którego ona sama i wszyscy kibice na trybunach nie zapomną bardzo długo. Odrodzenie obrończyń tytułu? Tego ogłaszać jeszcze nie będziemy, ale zwycięstwo na terenie głównego faworyta ligi to wyczyn, obok którego nie można przejść obojętnie.

Najładniejszy gol: Emma Jansson (Hammarby). Mecz w Kalmar kojarzyć będzie się nam przede wszystkim z wszelkimi możliwymi anomaliami pogodowymi oraz z kapitalnym strzałem Emmy Jansson. Była piłkarka Örebro najpierw zdjęła pajęczynę z bramki Tove Enblom uderzeniem zza pola karnego, a następnie zaprezentowała wraz z Julią Zigiotti efektowną cieszynkę, za którymi nota bene zdążyliśmy się już stęsknić.

Najlepsza piłkarka: Emma Lind (Limhamn Bunkeflo). Prawdą jest, że ekipa ze Skanii nie wygrałaby w Växjö gdyby nie fatalne zachowanie Katie Fraine, która w 82. minucie podała piłkę pod nogi Mii Persson, ale nie możemy zapominać, że zdecydowanie największy udział w zwycięstwie Limhamn Bunkeflo miała zupełnie inna bramkarka. Emma Lind popisała się na Myresjöhus Arenie pięcioma klasowymi interwencjami, wobec których bezradna była nawet niezwykle bramkostrzelna w ostatnich tygodniach Anna Anvegård. Jeśli klasową golkiperkę rzeczywiście poznajemy po tym, że potrafi wybronić swojej drużynie ważny mecz, to Lind pokazała, że ten warunek niewątpliwie spełnia.


9. kolejka w liczbach:

Gole: 15  (średnia 2.50 / mecz)

Rzuty karne: 2  (1 wykorzystany)

Żółte kartki: 10

Czerwone kartki: 0

Najwyższa frekwencja: 937  (Rosengård – Linköping)

Najniższa frekwencja: 263  (Kalmar – Hammarby)

Najszybszy gol: Julia Zigiotti (Hammarby) – 11. minuta (vs. Kalmar)

Najpóźniej strzelony gol: Alexandra Lindberg (Hammarby) – 88. minuta (vs. Kalmar)


Jedenastka kolejki:

TEAM_9

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Komplet wyników:

dam

Powrót króla!

lfc

Natasha Dowie i Anna Oskarsson – najlepsze aktorki pierwszoplanowe (Fot. Damallsvenskan)

W zapowiedzi tego meczu pisałem, że dla piłkarek z Linköping jest on ostatnią szansą na to, aby w tym składzie dały one sobie i swoim kibicom trochę powodów do radości. Już za niewiele ponad dwa tygodnie w klubie z Östergötland pojawi się nowy trener, nowa filozofia, mniejsza lub większa rewolucja nie ominie także szatni, a dobiegająca powoli końca runda wiosenna była jak dotąd dla obrończyń tytułu pasmem kolejnych upokorzeń. Jasne, przed letnią przerwą Linköping rozegra jeszcze dwa ligowe mecze, ale nawet dwucyfrowe zwycięstwo nad trapionym wszelkimi możliwymi nieszczęściami tego świata beniaminkiem z Kalmar z pewnością nie będzie czymś, co którakolwiek z obecnych zawodniczek LFC będzie z rozrzewnieniem wspominać po latach. Mecz na Malmö IP był więc jedyną okazją, aby spróbować poprawić sobie humory i choć trochę nawiązać do nie tak odległych przecież lepszych czasów.

Już pierwsze minuty pokazały, że drużyna Henrika Jensena nie przyjechała do stolicy Skanii prosić o najniższy wymiar kary. Duński szkoleniowiec najwyraźniej wyciągnął odpowiednie wnioski z przegranego nieco ponad miesiąc temu meczu w Pucharze Szwecji, a jego podopieczne konsekwentnie realizowały nakreślony przez pierwszym gwizdkiem Pernilli Larsson plan. Asllani i Lennartsson wykonywały tytaniczną pracę w środku pola, a wysoki pressing już na połowie gospodyń sprawiał, że zespół Jonasa Eidevalla nijak nie potrafił odnaleźć swojego rytmu. Na nic zdał się powrót do wyjściowej jedenastki Ali Riley i Caroline Seger, gdyż Rosengård – jeśli już w ogóle zagrażał bramce Matildy Haglund – to raczej po indywidualnych błędach obrończyń z Linköping niż po misternie utkanych, zespołowych akcjach. Te ostatnie nadspodziewanie odważnie przeprowadzały za to przyjezdne i jedna z nich pozwoliła im w 43. minucie uciszyć stadion w Skanii. Sørensen zagrała klepkę z Dowie, z pierwszym strzałem poradziła sobie jeszcze Musovic, ale wobec dobitki Filippy Angeldahl była już całkowicie bezradna.

Dziesięciokrotne mistrzynie Szwecji na straconego gola zareagowały jednak w najlepszy możliwy sposób, natychmiast rzucając się do odrabiania strat. Na przedpolu bramki Haglund wreszcie zaczęło robić się gorąco, a gdy w doliczonym do pierwszej połowy czasie Mittag obiła słupek bramki Linköping, wydawało się, że wyrównanie jest tu tylko kwestią czasu. Gościom udało się jednak dowieźć korzystny wynik do przerwy, a po niej czekał nas jeszcze jeden zwrot akcji. Zamiast oczekiwanej nawałnicy ze strony Rosengård oglądaliśmy bowiem wyrównane starcie dwóch klasowych zespołów, a jeśli ktoś w ogóle dochodził do sytuacji strzeleckich, to były to piłkarki z Östergötland. Henrik Jensen mógł triumfować, gdyż można było odnieść wrażenie, że znów udało mu się wytrącić z rąk ekipy z Malmö wszystkie atuty, ale na jego nieszczęście po boisku biegała ubrana w białą koszulkę rodaczka. Wystarczył jeden moment nieuwagi, aby Sanne Troelsgaard skorzystała z kawałka wolnej przestrzeni i posłała kilkudziesięciometrowe podanie w kierunku Mittag, a ta uprzedziła wychodzącą z bramki Haglund i w najmniej oczekiwanym momencie doprowadziła do remisu. Do końca pozostawały jeszcze dwa kwadranse i to gospodynie ponownie znalazły się na fali.

Ten mecz dostarczał nam jednak tak wiele niesamowitych wrażeń, że wciąż możliwe było w nim absolutnie każde rozstrzygnięcie. Prawdą jest, że z minuty na minutę to Rosengård uzyskiwał coraz większą przewagę, ale w bramce Linköping wspaniały mecz rozgrywała ta, do której nawet we własnym klubie jeszcze miesiąc temu nie mieli zbyt wielkiego zaufania (bo jak inaczej odczytywać informację o poszukiwaniu nowej golkiperki dosłownie chwilę po tym jak do końca roku wypadła z gry Hilda Carlén). Matilda Haglund bezbłędnie poradziła sobie ze strzałami Mittag oraz Landeki, a próbujące swoich firmowych rajdów Troelsgaard i Riley raz po raz były wybijane z uderzenia przez Arnth lub Oskarsson. W pewnym momencie zaczęliśmy nawet myśleć, że sprawiedliwy chyba z przebiegu gry remis utrzyma się do końcowego gwizdka, ale wtedy Natasha Dowie zrobiła coś, czego nie tylko ona sama, ale wszyscy kibice Linköping na pewno długo nie zapomną. Pamiętacie bramki, które Marta strzelała w meczach przeciwko Kristianstad, Frankfurtowi, czy reprezentacji USA? Z pewnością, gdyż jedną z podstawowych prawd futbolu jest to, że takich chwil piłkarskiej magii się nie zapomina. Dziś wieczorem, na starym, ale niezwykle urokliwym Malmö IP byliśmy świadkami właśnie takiego momentu! Natasha Dowie zdecydowała się na indywidualny rajd, przestawiła, a następnie ograła opiekującą się nią Simone Boye i z niemal zerowego kąta umieściła futbolówkę w siatce Rosengård! Oczywiście, będąc do końca precyzyjnym, trzeba odnotować, że finalnie piłkę do bramki wbiła sobie Zecira Musovic i to na jej konto powinien ostatecznie trafić ów gol, ale zagranie byłej reprezentantki Anglii niewątpliwie było z gatunku tych, które przypominają nam dlaczego pokochaliśmy akurat tę dyscyplinę sportu.

W ostatnich minutach mieliśmy jeszcze ostre wejście Viggosdottir, próbę z dystansu w wykonaniu Wieder (znów niezwykle pewna Haglund) i pretensje piłkarek z Linköping o to, że ich rywalki nie oddały piłki zgodnie z duchem fair play w sytuacji, gdy na murawie leżała Lennartsson. Gdy wybrzmiał ostatni gwizdek Pernilli Larsson, to wszystko przestało się jednak mieć aż takie znaczenie. Jeśli dzisiejszy mecz rzeczywiście miał być dla obrończyń tytułu egzaminem piłkarskiej dojrzałości, to trzeba przyznać, że zdały go one z wyróżnieniem. Oczywiście, wydarzenia ostatnich godzin nie zatrzymają pewnych przemian, które latem czekają klub znad Stångån, ale miło było znów – po długiej przerwie – zobaczyć w akcji tę drużynę, która swego czasu niemal co tydzień dostarczała nam tyle pozytywnych emocji. Mistrzu, jak dobrze, że znów jesteś z nami!

Poniedziałkowy wynik:

5

Wtorkowy wynik:

6

Porażka Växjö na własne życzenie

image

Katie Fraine nie zaliczy dzisiejszego występu do udanych (Fot. Josefine Loftenius)

Przez 82 minuty wydawało się, że w pięćdziesiątym meczu sezonu doczekamy się wreszcie pierwszego bezbramkowego remisu w tegorocznej Damallsvenskan. Na Myresjöhus Arenie piłkarki z Växjö próbowały na wszelkie możliwe sposoby pokonać Emmę Lind, ale rozkręcająca się z każdym kolejnym meczem golkiperka Limhamn Bunkeflo ratowała swoją drużynę w najbardziej nieprawdopodobnych sytuacjach. Czterokrotnie celnie uderzała Anvegård, swoje jak zwykle robiły Cankovic i Kivumbi, ale bramka gości z Malmö wciąż pozostawała niedostępnym dla gospodyń terytorium. Wtedy jednak sprawy w swoje ręce postanowiła wziąć Katie Fraine, która najwyraźniej stwierdziła, że kibicom, którzy przybyli na stadion należy się przynajmniej jeden gol i jeśli nie potrafią go strzelić ofensywne piłkarki ze Småland, to trzeba sprokurować niebezpieczną sytuację we własnej szesnastce. Mii Persson ów pomysł jak najbardziej się spodobał i to właśnie najskuteczniejsza w tym roku zawodniczka Limhamn Bunkeflo skorzystała z prezentu od amerykańskiej golkiperki, zapewniając swojej drużynie pierwsze w sezonie wyjazdowe zwycięstwo. Jeśli jest jeszcze na świecie ktoś, kto potrzebuje dowodu na to, iż futbol jest przede wszystkim grą błędów, dzisiejszy mecz definitywnie rozwiał w tej kwestii jakiekolwiek wątpliwości. I tylko dzielnych piłkarek z Växjö żal …

Mecz w Kristianstad był starciem dwóch największych rewelacji rundy wiosennej, ale obie przystępowały do niego po porażce w poprzedniej kolejce. Po wyrównanym początku, pierwszy krok w kierunku powrotu na zwycięską ścieżkę wykonały gospodynie. Będąca ostoją defensywy ze Skanii Sif Atladottir tym razem wystąpiła w roli egzekutorki rzutu wolnego, a futbolówkę w bramce Cajsy Andersson umieściła Amanda Edgren. Była napastniczka Göteborga tuż po przerwie podwyższyła także na 2-0, wykorzystując jeden z nielicznych tej wiosny kiksów Faith Ikidi i w tym momencie podopieczne Elisabet Gunnarsdottir były bardzo bliskie podtrzymania passy meczów bez porażki na własnym obiekcie. Laponki z Norrland wcale nie zamierzały jednak na dalekim Południu rzucać ręcznika przed końcowym gwizdkiem, a skutecznie wykonany przez Julię Karlenäs rzut karny (pechowa interwencja Edwards) pozwolił im relatywnie szybko złapać kontakt. Na doprowadzenie do remisu nie starczyło już jednak ani czasu, ani pomysłu, dzięki czemu to w Kristianstad mieli w niedzielne popołudnie znacznie więcej powodów do świętowania.

Powiedzmy to wprost – nawet w najsilniejszym zestawieniu beniaminek z Kalmar był drużyną skazywaną przez rozpoczęciem sezonu na niemal pewną degradację. Początek rundy wiosennej w wykonaniu zespołu Jonasa Walfridssona był nawet całkiem obiecujący, ale później na ekipę znad Bałtyku spadły wszelkie możliwe plagi, w efekcie czego dziś nawet w wyjściowej jedenastce znalazło się miejsce dla zawodniczek z drużyny U-19. W takim składzie personalnym trudno liczyć na podjęcie walki z którymkolwiek pierwszoligowym rywalem, choć zawodniczkom ze Småland w początkowej fazie meczu kilka razy udało się postraszyć defensywę Hammarby. Sztokholmianki przeczekały jednak wszystkie trudniejsze momenty i z niebywałą precyzją wypunktowały znacznie mniej doświadczonego przeciwnika. W odniesieniu pewnego zwycięstwa nie przeszkodziło im nawet oberwanie chmury nad Gröndals IP (przez krótką chwilę rozważano nawet przerwanie meczu), a dwa gole Julii Zigiotti, efektowny strzał Emmy Jansson oraz perfekcyjnie rozegrany rzut wolny pozwoliły niezwykle wytrwałym fanom ze stolicy udać się w powrotną podróż w bardzo dobrych humorach. Zadowolony był z pewnością także Izak Dahlin, który w dwóch pierwszych meczach w roli szkoleniowca Hammarby zgarnął komplet punktów. Nie zapominajmy jednak, iż identycznie rozpoczynała swoją przygodę z Bajen jego poprzedniczka, która ostatecznie nie doczekała na stanowisku nawet końca rundy.

Komplet niedzielnych wyników:

2

3

4