17. kolejka – zapowiedź

jalkerud

Mia Jalkerud to jeden z bardziej trafionych transferów Eskilstuny w ostatnich latach (Fot. Bildbyrån)

Kadra kadrą, a liga ligą. Emocje po starcie eliminacji piłkarskich mistrzostw świata nie zdążyły jeszcze dobrze opaść, a już za kilkanaście godzin do gry wracają kluby Damallsvenskan. Zgodnie z wieloletnią tradycją, jesień to zdecydowanie najbardziej gorący okres w kalendarzu szwedzkiego kibica i choć koniec sezonu wciąż majaczy stosunkowo daleko na horyzoncie, to już najbliższe tygodnie mogą przynieść nam odpowiedzi na szereg naprawdę istotnych pytań. A skoro tak, to z odpoczynkiem musimy jeszcze poczekać i dać porwać się potężnemu ładunkowi ligowych wrażeń. A tych, standardowo, w ten weekend również nie zabraknie.

Swój kolejny mecz ostatniej szansy rozegrają zawodniczki z Växjö, ale tym razem o jakąkolwiek zdobycz punktową może być im niezwykle trudno. Rywalki z Hisingen dopiero co awansowały do fazy grupowej Ligi Mistrzyń i choć na krajowym podwórku szanse na obronę mistrzowskiego tytułu wydają się być co najwyżej umiarkowane, to faworyta w tym starciu wskazać raczej nietrudno. Tym bardziej, że swój bramkowy licznik z chęcią znów wprawiłaby w ruch Stina Blackstenius, której zdobywanie ligowych goli póki co idzie zdecydowanie ciężej jesienią niż wiosną. Siła rażenia ekipy z Väastergötland jest jednak naprawdę imponująca, gdyż nawet wobec chwilowego przestoju liderki klasyfikacji strzelczyń, zawsze można liczyć na Dilję Zomers, Mille Gejl, czy Stine Larsen. Takiego komfortu zdecydowanie nie mają w Småland, choć Emmi Alanen przed dwoma tygodniami przełamała wreszcie strzelecką niemoc całego zespołu. Czy była to zapowiedź lepszej i przede wszystkim bardziej skutecznej postawy ofensywy z Växjö? Być może, ale aby sięgnąć po komplet punktów w najbliższej kolejce, trzeba będzie przynajmniej raz pokonać Jennifer Falk. A tego nie potrafiło zrobić wiele zdecydowanie wyżej notowanych zespołów.

Co tam słychać w stolicy? Dobrze słychać, bo już w sobotę czas na kolejne derby! W rundzie wiosennej, po niezwykle ekscytującym meczu, beniaminek z Södermalm okazał się minimalnie lepszy od Djurgården, więc trudno się dziwić, że gospodynie pałają żądzą natychmiastowego rewanżu. Ich atutem z całą pewnością będzie własne boisko, gdyż na Stadionie Olimpijskim piłkarki Bajen ostatnimi czasy niemal wyłącznie przegrywały. W teorii to Hammarby powinno podejść do sobotniej batalii zdecydowanie bardziej zdeterminowane, ale przy okazji takich starć o odpowiedni poziom zaangażowania możemy być całkowicie spokojni po obu stronach. Bo nawet jeśli kadra Djurgården jest obecnie bardzo międzynarodowa, to Hayley Dowd zapowiedziała, że z wagi tego konkretnego meczu wszystkie piłkarki Dumy Sztokholmu doskonale zdają sobie sprawę. A skoro tak, to zapinamy pasy i czekamy na naprawdę ostrą jazdę bez trzymanki! Nieco mniej energetycznie, choć równie ekscytująco, będzie w niedzielę na Behrn Arenie, gdzie Örebro podejmie AIK. Gospodynie grają o niemal pewne utrzymanie, przyjezdne – o spokojną końcówkę sezonu. Gdyby oceniać wyłącznie ostatnią kolejkę, zdecydowanymi faworytkami byłyby zawodniczki z Närke, ale jeśli tylko Hayashi, Kafaji i Danielsson wejdą na swój topowy poziom, to zdarzyć może się tu absolutnie wszystko.

A co czeka nas na pozostałych arenach? Derby Skanii, czyli jeszcze jeden odcinek rywalizacji piłkarek Rosengård i Kristianstad. W tym roku oba kluby mierzyły się już dwukrotnie i zarówno w lidze, jak i w Pucharze Szwecji, podzieliły się punktami. Kolejny remis byłby oczywiście sukcesem zespołu prowadzonego przez Elisabet Gunnarsdottir, choć z takiego obrotu spraw zapewne najbardziej ucieszyliby się w Hisingen i Eskilstunie. Futbolowych emocji powinniśmy doczekać się także na LF Arenie, gdzie po długiej podróży zawita Vittsjö. Podopieczne Thomasa Mårtenssona w Norrbotten zazwyczaj radziły sobie całkiem dobrze i jest to niewątpliwie dobry prognostyk przed niedzielnym spotkaniem. Bo w Vittsjö celują wyłącznie w komplet punktów, który pozwoliłby podtrzymać nadzieję na ligowe podium i puchary. Problem w tym, że podobne cele postawili sobie w Piteå, w związku z czym przynajmniej jedna z tych ekip zakończy weekend w niekoniecznie dobrych humorach.


Zestaw par 17. kolejki:

m01

m02

m03

m04

m05

m06

Meldujemy wykonanie zadania

contentmedium

Filippa Angeldal otworzyła wynik meczu z Gruzją (Fot. Bildbyrån)

Gruzja to kraj, który kojarzy nam się z wieloma rzeczami, ale piłka nożna z pewnością nigdy nie była jedną z nich. Naszą wiedzę o aktualnym stanie kaukaskiego futbolu trochę odświeżyła ubiegłoroczna edycja Ligi Mistrzyń, w której to los skojarzył ze sobą Rosengård i gruzińskie Lanczchuti, ale przebieg wspomnianego dwumeczu jedynie utwierdził nas w przekonaniu, że piłkarsko póki co znajdujemy się w dwóch odległych od siebie światach. I choć zestawień klubowych z zasady nie powinno przekładać się na zmagania reprezentacyjne, to podświadomie wszyscy spodziewaliśmy się w wykonaniu kadry Petera Gerhardssona podobnego występu do tego, który nie tak dawno stał się udziałem klubu z Malmö. Nasze pragnienie zostały zresztą wysłuchane, bo choć reprezentantki Szwecji znów nie zdecydowały się na strzelecką kanonadę, to różnica klas była widoczna w absolutnie każdej minucie tego starcia. I naprawdę trudno przypuszczać, aby dla którejkolwiek ze stron wtorkowa potyczka okazała się jakoś przesadnie wartościowa.

Nieco zaskakujący może być fakt, że na pierwszego gola szwedzcy fani musieli poczekać cierpliwie aż do 40. minuty meczu. Sytuacji na to, aby otworzyć wynik wcześniej, było oczywiście sporo, ale Gruzinki broniły się naprawdę skutecznie i z dużą dozą szczęścia. To dopisało im, gdy na samym początku spotkania w słupek strzeliła Lina Hurtig, a także gdy żadnej ze swoich klasycznych akcji nie potrafiła sfinalizować Kosovare Asllani. Sporo wiatru robiła także grająca tym razem w wyjściowej jedenastce Olivia Schough, ale choć skrzydłowa Rosengård raz po raz radziła sobie z defensywą rywalek, to futbolówka ani myślała wpadać do siatki Talii Gabunii. Mecz toczył się jednak bez przerwy wyłącznie na jedną bramkę i patrząc na jego obraz można było być pewnym, że gol dla Szwecji jest tu wyłącznie kwestią czasu. Piłkarska sprawiedliwość dopełniła się ostatecznie jeszcze w pierwszej połowie i choć nie da się powiedzieć, że w bramkowej akcji wszystko było doskonale zaplanowane, to jednak efekt finalny był w tym przypadku więcej niż zadowalający. Dośrodkować w szesnastkę gości najpierw próbowała Anvegård, następnie Schough, ale dopiero w wyniku sporego zamieszania piłka znalazła się pod nogami Filippy Angeldal. A ponieważ pomocniczka Manchesteru City takich okazji marnować nie zwykła, to po raz pierwszy tego wieczora szwedzcy fani mieli powody do radości. Inna kwestia, że jak się miało później okazać, był to jedyny gol zdobyty przed kadrowiczki Petera Gerhardssona z gry. Pozostałe trafienia były już bowiem bezpośrednim następstwem stałych fragmentów, dzięki czemu na moment cofnęliśmy się do tak udanych dla nas eliminacji angielskiego EURO, podczas których rzuty rożne i wolne stały się niemal naszym znakiem firmowym. Nie inaczej było w czwartej minucie doliczonego do pierwszej połowy czasu gry, kiedy to ze złego wybicia Tamari Tatuaszwili skorzystała Nathalie Björn, a Magdalena Eriksson w niezwykle efektowny sposób podwyższyła na 2-0. W tym momencie było już całkowicie jasne, że po wrześniowym zgrupowaniu szwedzka kadra będzie przewodzić tabeli grupy A z kompletem punktów na koncie.

Druga połowa okazała się niemal idealną kopią pierwszej, z tą różnicą, że tym razem na listę strzelczyń wpisywała się wyłącznie Caroline Seger. Na dłużej zapamiętamy z pewnością gola, który ustalił wynik spotkania dosłownie na kilkadziesiąt sekund przed ostatnim gwizdkiem czeskiej sędzi Lucie Sulcovej. Grające na maksymalnym luzie wicemistrzynie olimpijskie zaprezentowały wówczas jeden z wariantów rozegrania rzutu wolnego, a Magdalena Eriksson do kapitalnego gola sprzed przerwy dorzuciła jeszcze równie spektakularną asystę. Kapitanka Chelsea była zresztą najpewniejszym punktem szwedzkiej kadry podczas wrześniowego dwumeczu i akurat ona z pewnością może wrócić do klubu z poczuciem dobrze wypełnionego obowiązku. Inną wygraną kończącego się właśnie zgrupowania jest bez wątpienia Jennifer Falk, bo choć Hedvig Lindahl także zachowała w swoim meczu czyste konto, to jednak golkiperka Häcken była tą, która zdecydowanie częściej musiała wykazać się swoimi bramkarskimi umiejętnościami. Trudno natomiast o rzetelną ocenę zawodniczek ofensywnych, bo na przykład druga linia w konfrontacji z nieco silniejszym rywalem z pewnością nie będzie mogła rozgrywać piłki z taką swobodą, szczególnie na połowie przeciwnika. Jeśli zaś chodzi o napastniczki, to zauważyliśmy oczywiście, że wejście na plac gry Janogy, Jakobsson i Blackstenius wniosło sporo dynamiki, ale jednak piłkarki tej formacji, szczególnie w takich meczach, rozliczamy także z konkretnych liczb. A tych jak na złość całkowicie zabrakło, gdyż całym dorobkiem bramkowym podzieliły się po szwedzkiej stronie obrończynie i pomocniczki. Sceptycy mogą rzecz jasna zauważyć, że w potyczkach ze Słowacją i Gruzją strzeliliśmy łącznie mniej goli niż w dwóch pierwszych meczach na Igrzyskach, ale warto w tym miejscu nadmienić, że nadrzędnym celem eliminacji nie jest ściganie się z Hiszpanią i Anglią o to, kto strzeli podczas nich najwięcej goli. Jasne, jesienne granie w wykonaniu podopiecznych Gerhardssona nie było aż tak efektowne, jak wiosenno-letnie, ale podstawowe założenie udało się wykonać w stu procentach. Za miesiąc o tej porze trzeba będzie jednak pokazać się ze zdecydowanie lepszej strony, bo Irlandia oraz Szkocja (z tym drugim rywalem zagramy oczywiście towarzysko) to przeciwnicy o zdecydowanie wyższej, sportowej klasie. A jak powiedziała Kosovare Asllani w wywiadzie pomeczowym: Wczorajsze medale nie zapewnią nam jutrzejszych zwycięstw.

A co słychać u Słowaczek? Podopieczne trenera Kopuna znów zagrały niezłe spotkanie i porządnie postraszyły wyżej notowanego rywala. Po golu Marii Mikolajovej udało im się nawet wyrównać stan meczu w Turku, ale trafienie Rii Öling sprawiło, że ostatecznie to Suomi sięgnęły po komplet punktów. Dla ekipy prowadzonej przez szwedzką selekcjonerkę Annę Signeul nie było to jednak łatwe zwycięstwo, a to daje nadzieję, że przynajmniej w naszej grupie eliminacyjnej obejrzymy jeszcze podczas tej kampanii przynajmniej kilka ciekawych potyczek.

Falstart

maria-koreniova

Maria Korenciova pokazała się w meczu przeciwko Szwecji z naprawdę dobrej strony (Fot. Bildbyrån)

Ostatnimi czasy los dość często kojarzy ze sobą piłkarskie reprezentacje Szwecji i Słowacji. W eliminacjach EURO 2022 kadra Petera Gerhardssona bez większych problemów rozprawiła się ze znacznie niżej notowanym rywalem, zwyciężając w dwumeczu 13-0. Te mecze należą już jednak do przeszłości, a ci, którzy spodziewali się równie efektownego otwarcia nowej kampanii, mocno się przeliczyli. Wicemistrzynie olimpijskie z Tokio wprawdzie rozpoczęły drogę do Sydney od trzech punktów, ale oprócz nich nie zgadzało się dziś w zasadzie nic. Nie było ani oczekiwanego wyniku, ani – co gorsza – stylu, który na przestrzeni ostatnich miesięcy stał się znakiem firmowym drużyny Gerhardssona. I całe szczęście, że przynajmniej pierwszy kwadrans wyglądał tak, jak oczekiwaliśmy, gdyż to właśnie wtedy Fridolina Rolfö strzeliła, jak się miało później okazać, gola na wagę skromnego zwycięstwa. Pomocniczka Barcelony wykorzystała przytomne wycofanie piłki Liny Hurtig i pewnym strzałem umieściła futbolówkę w słowackiej bramce. W tym fragmencie meczu przewaga Szwedek była bezdyskusyjna, ale niestety nie udało się jej udokumentować więcej niż jednym trafieniem. Marię Korenciovą pokonała wprawdzie także niesamowicie skuteczna w tym roku Stina Blackstenius, ale napastniczka Häcken znajdowała się na spalonym i holenderska sędzia jak najbardziej słusznie gola anulowała. Na tamten moment nie wydawało się to jednak wielkim problemem, gdyż starcie w Senecu przypominało wiele innych eliminacyjnych spotkań strefy europejskiej, w których gra toczy się niemal wyłącznie na jedną bramkę.

O ile pierwszy kwadrans nas nieco uspokoił, o tyle kolejne minuty sprawiały, że w szwedzkich kibicach zaczynała narastać irytacja. Nie było oczywiście tak, że to Słowaczki dominowały na boisku, ale nie da się również zaprzeczyć temu, że gospodynie z każdą upływającą minutą sprawiały wrażenie drużyny coraz bardziej pewnej siebie i swoich umiejętności. Dynamika Patricii Hmirovej sprawiała nadspodziewanie dużo problemów Jonnie Andersson, a z powstrzymaniem niezwykle aktywnej Dominiki Skorvankovej kłopoty miały zarówno szwedzkie pomocniczki, jak i para stoperek. To wszystko sprawiało, że Jennifer Falk cały czas musiała mieć się na baczności i zupełnie niespodziewanie golkiperka Häcken przeszła na słowackiej ziemi kolejny egzamin reprezentacyjnej dojrzałości. I choć nie wymagał on tym razem uciekania się do spektakularnych interwencji, to jednak szczególnie w sferze mentalnej zdecydowanie nie był to dla Falk łatwy mecz. Tym większe zatem brawa, że 28-letniej bramkarce raz jeszcze udało się potwierdzić swoją klasę i pewnie wyłapać absolutnie wszystko, co było do wyłapania. A przecież Słowaczki swoje dośrodkowania ze stałych fragmentów gry miały nawet w doliczonym czasie gry, co najlepiej pokazuje, jak wyglądał rzeczywisty obraz meczu. Bo chyba nikt jeszcze kilka godzin temu nie spodziewał się, że akurat dziś Peter Gerhardsson w 93. minucie będzie musiał uciekać się do dwóch zmian taktycznych.

Jasne, cały czas to Szwedki miały po swojej stronie zdecydowanie większą piłkarską jakość i końcowe zwycięstwo jak najbardziej mogło być zdecydowanie bardziej okazałe. W poprzeczkę słowackiej bramki główkowała Magdalena Eriksson, stuprocentowej okazji nie wykorzystała Filippa Angeldal, a szarżującą Sofię Jakobsson w ostatnim momencie powstrzymała słowacka defensorka. Tyle tylko, że od grających w niemal galowym składzie wiceliderek rankingu FIFA zwyczajnie powinniśmy wymagać znacznie więcej. Bo choć sytuacje na podwyższenie wyniku były, to po szwedzkiej stronie mnożyły się także niedokładne podania, ofensywne koncepcje sprawiały wrażenie nieco chaotycznych, a dośrodkowania ze stojącej piłki zbyt często padały łupem dysponujących przecież wyraźnie skromniejszymi warunkami fizycznymi rywalek. A gdy jeden jedyny raz udało się zaskoczyć słowacką obronę nieszablonowo rozegranym rzutem wolnym, to na przeszkodzie skutecznie stanął gwizdek holenderskiej sędzi. Oczywiście, trzeba mocno podkreślić, że z bardzo dobrej strony pokazywał się duet Patricia Fischerova – Diana Bartovicova, który zaskakująco łatwo czytał szwedzkie zamiary i rozbijał w pył ofensywne zapędy wicemistrzyń olimpijskich. I gdyby nie nonszalanckie błędy przy wyprowadzaniu piłki, to obu słowackim defensorkom należałyby się za dzisiejszy występ naprawdę wysokie noty, a biorąc pod uwagę całokształt i tak nie będą one niskie. Swoje największe atuty wyeksponowała także rezerwowa bramkarka AC Milan Maria Korenciova, która wprawdzie nogami grać absolutnie nie potrafi (tuż po przerwie niewiele brakowało, abyśmy byli świadkami jednego z najbardziej kuriozalnych goli samobójczych w historii futbolu), ale chwytanie i refleks ma zdecydowanie na poziomie klubu, który aktualnie reprezentuje. Dodajmy do tego wspomnianą już Hmirovą z cypryjskiego Apollonu, a także robiącą sporo wiatru w okolicach szwedzkiej szesnastki Monikę Havanovą z austriackiego Wacker Innsbruck i dostaniemy satysfakcjonującą odpowiedź na pytanie dlaczego stadion w Senecu nagrodził swoje piłkarki w pełni zasłużonym standing ovation. Niewielka grupka szwedzkich fanów mogła oczywiście cieszyć się ze zwycięstwa, ale reakcja trybun jednoznacznie wskazała, która z ekip może być dziś zdecydowanie bardziej dumna ze swojej postawy.

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że tak grająca Słowacja będzie stanowiła w tych eliminacjach wyzwanie dla rywalek z wyższych koszyków. I gratulując naszym dzisiejszym przeciwniczkom naprawdę udanej postawy, pozostaje życzyć im przynajmniej tak udanych występów przeciwko Finlandii i Irlandii. Kadra Petera Gerhardssona udaje się natomiast na mecz z Gruzją, który przynajmniej na papierze wydaje się być zdecydowanie najłatwiejszym wyzwaniem podczas zaplanowanej na najbliższy rok kwalifikacyjnej kampanii. Ważne zatem, aby wrześniowe zgrupowanie zamknąć bez nieprzewidzianych strat (nie licząc oczywiście kartki Caroline Seger za faul taktyczny) i z pozycji lidera grupy przystąpić do kolejnych wyzwań. Bo choć dziś możemy z pełnym przekonaniem kręcić z niezadowoleniem głowami zarówno na grę, jak i na wynik, to jednak punktowy plan został przez szwedzką kadrę wypełniony w stu procentach. A to właśnie ta jedna statystyka zadecyduje o tym, kto ostatecznie pojedzie na finały do Australii i Nowej Zelandii. Pierwszy krok wykonany, pozostało jeszcze siedem.

Hitowa, lecz wymagająca jesień

uwcl21-22

Tak w komplecie przedstawiają się grupy piłkarskiej Ligi Mistrzyń

Przed losowaniem fazy grupowej piłkarskiej Ligi Mistrzyń braliśmy pod uwagę bardzo różne scenariusze. Jedni najchętniej widzieliby mistrzynie Szwecji w grupie z samymi europejskimi tuzami, jeszcze inni oczekiwali rywalek, z którymi będzie realna szansa powalczyć o awans do ćwierćfinału, ale najczęściej o kształcie wymarzonej grupy decydowały po prostu indywidualne preferencje. Bez względu na nie, w poniedziałek o godzinie 13 wszyscy zwróciliśmy swoje oczy w kierunku Nyonu, gdzie Nadine Kessler i Lena Goessling powoli, acz skutecznie wprowadzały nas w klimat historycznej fazy grupowej. Sama ceremonia nie trwała przesadnie długo, co zresztą było jej zdecydowanie największym atutem, choć UEFA już na samym wstępie zaliczyła spektakularną wpadkę. Jak widać, coraz szerzej płynący strumień franków szwajcarskich nie zmienia starych przyzwyczajeń i w europejskiej centrali dane do prezentacji wciąż zbierane są ze źródeł pokroju Wikipedii. A ponieważ tam wciąż nie odnotowano faktu zdobycia przez piłkarki Häcken Pucharu Szwecji 2021, to z grafiki UEFA mogliśmy się dowiedzieć, że klub z Västergötland sięgał po to trofeum trzykrotnie, co jest oczywistą nieprawdą.

Wróćmy jednak do spraw istotnych, czyli do wyników samego losowania. A przedstawiają się one tak, że na przykład Emma Kullberg będzie dziś w pełni usatysfakcjonowana. Podobnie zresztą, jak ci, którzy już na tym etapie życzyli sobie wielkich wyzwań. Los skojarzył bowiem piłkarki Häcken w grupie z legendarnym Olympique Lyon, dobrymi znajomymi z monachijskiego Bayernu i wreszcie z portugalską Benficą, która powoli buduje swoją piłkarską potęgę. Już na wstępie, zdecydowanie najwięcej emocji generuje perspektywa rywalizacji z ekipą z niemieckiej Bundesligi, tym bardziej, że jej szkoleniowcem wciąż pozostaje Jens Scheuer. A jak od mniej więcej dwóch lat wiadomo, nie jest on najbardziej popularną osobą w Göteborgu i okolicach. Przyjazd Lyonu na Bravida Arenę też będzie jednak nie lada wydarzeniem, w związku z czym już teraz możemy szykować się na naprawdę pasjonującą jesień w Hisingen. I oczywiście trzymać kciuki za sensację, bo w takich kategoriach należałoby rozpatrywać ewentualny awans drużyny prowadzonej przez Matsa Grena do ćwierćfinału. Piłka nożna widziała już jednak nie takie rozstrzygnięcia, więc z nadzieją i wiarą czekamy na październik. I niech się wreszcie dzieje, bo europejska piłka klubowa na porządne, kontynentalne rozgrywki i tak czekała zdecydowanie zbyt długo.


Terminy fazy grupowej Ligi Mistrzyń 2021-22:

  1. kolejka – 5-6 października
  2. kolejka – 13-14 października
  3. kolejka – 9-10 listopada
  4. kolejka – 17-18 listopada
  5. kolejka – 8-9 grudnia
  6. kolejka – 15-16 grudnia

Podsumowanie 16. kolejki

damf

Podsumowanie 16. kolejki sezonu 2021 w Damallsvenskan:


Najlepszy mecz: Hammarby 1-2 Rosengård. Pierwsze dwa kwadranse to całkowita dominacja Rosengård, zwieńczona ostatecznie trafieniem Sanne Troelsgaard, choć wicemistrzynie kraju powinny na tym etapie meczu prowadzić zdecydowanie wyżej. Tak się jednak nie stało, dzięki czemu po przerwie ambitny beniaminek raz jeszcze pokazał swoją moc. Jasne, zwycięstwo faworytek z Malmö nie było właściwie ani przez moment bezpośrednio zagrożone, ale po raz pierwszy w tej rundzie obejrzeliśmy zespół, który długimi fragmentami próbował grać przeciwko Rosengård w piłkę, nie ograniczając się jedynie do przeszkadzania. Starania te zostały zresztą docenione, gdyż w doliczonym czasie gry gospodynie strzeliły nawet bramkę kontaktową, a dosłownie dwie minuty później miały na nodze Emilii Larsson piłkę na 2-2. Wyrównać stanu rywalizacji się ostatecznie nie udało, ale Hammarby wysłało w ten sposób jasny sygnał, że w Södermalm powalczą w tym sezonie o naprawdę historyczny wynik. A Rosengård? Trzy kolejne punkty wpadły do klubowego skarbczyka, ale postawa formacji defensywnej musi napawać niepokojem. A liczba prezentów, którą zawodniczki z Malmö obdarowują kolejne rywali, po prostu nie przystoi drużynie tej klasy.

Wydarzenie kolejki: Piteå dopina swego. W niezwykle istotnym dla układu dolnej części tabeli meczu, piłkarki AIK postanowiły przeprowadzić niezwykle ryzykowny eksperyment. Polegał on na tym, aby sprawdzić, czy uda się zagrać na zero z tyłu, dopuszczając do groźnego dośrodkowania we własne pole karne średnio co 120 sekund. Efekty tej zabawy przewidzieć było stosunkowo łatwo, bo jeśli igrasz z ogniem, to istnieje spora szansa, że się w końcu poparzysz i drużyna z Solnej doświadczyła tych mało przyjemnych konsekwencji w 72. minucie gry. Z rzutu rożnego dośrodkowała Sofia Wännerdahl, a Jennie Nordin poszybowała wysoko w górę i … przeznaczenie się dopełniło. Gdyby jednak nie świetna postawa Milli-Maj Majasaari, przyjezdne z pierwszego gola cieszyłyby się już zdecydowanie wcześniej. Fińska golkiperka broniła jednak w tak nieprawdopodobnych sytuacjach, że chyba sama nie spodziewałaby się po sobie takich interwencji. Z przeznaczeniem nie da się jednak wygrać, jeśli w ogóle nie próbujesz pomóc szczęściu i trzy punkty ostatecznie i tak odleciały samolotem na daleką Północ. W pełni zresztą zasłużenie.

Bohaterka kolejki: Sveindis Jane Jonsdottir (Kristianstad). Choć często zdarza nam się chwalić piłkarki z Kristianstad, to ostatnimi czasy nijak nie przekładało się to na zdobycz punktową zespołu prowadzonego przez Elisabet Gunnarsdottir. Dość powiedzieć, że jedyne zwycięstwo od początku rundy jesiennej, Pomarańczowa Armia odniosła w meczu eliminacji Ligi Mistrzyń z duńskim Brøndby. Na boiskach Damallsvenskan sięgnąć po komplet punktów nie udawało się od czerwca, ale każda passa kiedyś się kończy i w tym przypadku wypadło akurat na domowe spotkanie z mocno nieobliczalnym Linköping. Niedzielny mecz sam się jednak nie wygrał i kto wie, czy udałoby się gospodyniom sięgnąć po komplet punktów, gdyby nie postawa Sveindis Jane Jonsdottir. Islandzka skrzydłowa strzeliła jedynego gola w meczu (naprawdę warto go obejrzeć!), ale tytuł bohaterki kolejki trafia w jej ręce nie tylko z powodu tej konkretnej sytuacji. Pozyskana z Breidabliku piłkarka rozegrała bowiem zawody niemal perfekcyjne, a do pełni szczęścia zabrakło jej chyba jedynie nieco lepiej ustawionego celownika. Bo przy minimalnie lepszej skuteczności, mogła pokusić się nawet o hat-tricka. Paradoksalnie, może jednak jest to dobra wiadomość dla sympatyków Kristianastad, bo Jonsdottir ani myśli zwalniać tempa i kolejne ligowe rywalki będą miały z nią jeszcze trudniej.

Gol kolejki: Sveindis Jane Jonsdottir (Kristianstad). Na stadionie w Kristianstad padł w niedzielne popołudnie tylko jeden gol, ale za to jaki! A całe bramkowe zamieszanie zaczęło się dość nietypowo, bo od … rzutu rożnego dla Linköping. Gospodynie, a w zasadzie Sveindis Jane Jonsdottir, potrzebowały jednak zaledwie kilkunastu sekund, aby przenieść ciężar gry na drugą połowę boiska, a następnie sfinalizować kilkudziesięciometrowy, solowy rajd celnym strzałem. Jak się miało później okazać, było to uderzenie na wagę trzech punktów i choć Anna Koivunen z Alvą Selerud miały do siebie sporo pretensji, to trzeba uczciwie przyznać, że w 51. minucie meczu zagrał przede wszystkim mistrzowski kunszt reprezentantki Islandii. I niejedna defensywa świata miałaby spore problemy z jej powstrzymaniem.

Sensacja kolejki: Stadion Olimpijski znów niezdobyty. Miało być podtrzymanie zwycięskiej passy Vittsjö, a skończyło się mało satysfakcjonującym gości ze Skanii podziałem punktów. I to pomimo faktu, że to przyjezdne jako pierwsze wyprowadziły skuteczny cios, gdy Fernanda Da Silva wykorzystała precyzyjne dośrodkowanie od Michelle De Jongh i zabawiła się z Julią Walentowicz. Odpowiedź piłkarek ze stolicy była jednak piorunująca, choć … również nieco szczęśliwa, bo gdyby nie rykoszet od Tove Almqvist, to podopieczne trenera Mårtenssona schodziłyby do szatni z jednobramkowym prowadzeniem. Druga połowa przebiegała jeszcze bardziej pod dyktando gości, ale to gospodynie na samym jej początku wyszły na prowadzenie za sprawą pierwszego od ponad trzech miesięcy gola autorstwa Hayley Dowd. Skromnej zaliczki nie udało się ostatecznie zawodniczkom ze Sztokholmu obronić, ale wyrównujące trafienie Clary Markstedt (po sporym błędzie bramkarki oraz defensywy DIF) wystarczyło zaledwie do remisu. A taki wynik żadną miarą nie może satysfakcjonować mierzącej tej jesieni bardzo wysoko ekipy z Vittsjö.

Liczba kolejki: 74. Aż tyle minut zebrani na trybunach Bravida Areny kibice Häcken musieli czekać na pierwszego gola swoich piłkarek w starciu z Örebro. Przytomne zgranie Julii Zigiotti i fenomenalny strzał Elin Rubensson pozwoliły ostatecznie otworzyć wynik, ale klub z Närke był naprawdę blisko sprawienia kolejnej niespodzianki.


16. kolejka statystycznie:

Gole: 14  (średnia 2.33 / mecz)

Rzuty karne: 1  (wykorzystany)

Żółte kartki: 5

Czerwone kartki: 0

Najszybszy gol: Emmi Alanen (Växjö) – 18. minuta (vs. Eskilstuna)

Najpóźniejszy gol: Nina Jakobsson (Hammarby) – 90+2. minuta (vs. Rosengård)


Jedenastka kolejki:

lag16

Milla-Maj Majasaari (AIK) – Elin Rubensson (Häcken), Jennie Nordin (Piteå), Nilla Fischer (Linköping), Elise Stenevik (Eskilstuna) – Sanne Troelsgaard (Rosengård), Jelena Cankovic (Rosengård), Linda Motlhalo (Djurgården) – Sveindis Jane Jonsdottir (Kristianstad), Katrina Guillou (Piteå) – Fernanda Da Silva (Vittsjö)


Komplet wyników:


Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Piłkarka kolejki:

lirare

16. kolejka – zapowiedź

suvad_mrkonjic

Na Tunavallen Växjö spróbuje zrewanżować się Eskilstunie za wiosenną porażkę (Fot. Suvad Mrkonjic)

Domowa porażka z Örebro jeszcze bardziej skomplikowała sytuację piłkarek z Växjö. Podopieczne Marii Nilsson cały czas pozostają oczywiście w grze o utrzymanie, ale punktów i goli muszą teraz szukać już w absolutnie każdym meczu. Najbliższa ku temu okazja już w najbliższą niedzielę, ale wyjazd na Tunavallen na pewno nie będzie należał do tych łatwych i przyjemnych. Po pierwsze, stadion w Eskilstunie nigdy nie należał do ulubionych aren ekipy ze Småland, a jesienny powrót kibiców na trybuny jeszcze bardziej dodał skrzydeł i tak rozpędzonym zawodniczkom United. Po drugie, gospodynie dość niespodziewanie nawet dla samych siebie znalazły się w samym środku wyścigu o miejsce na najniższym stopniu ligowego podium i bez walki na pewno go nie oddadzą. Czy fiński duet Engman – Kemppi wreszcie odpali? A może show znów skradną wszystkim Mia Jalkerud z Felicią Rogic? Nie dajcie się zwieść tabeli, bo w tym starciu równie prawdopodobne jest w zasadzie każde możliwe rozstrzygnięcie. A to tylko zaostrza nam apetyt przed pierwszym gwizdkiem.

Równie ciekawie w kontekście rywalizacji o pierwszoligowy byt będzie w Solnej, gdzie AIK podejmie Piteå. Oba zespoły znajdują się na chwilę obecną tuż nad kreską, ale kilkupunktowa przewaga nad nieobliczalnym Växjö w żadnym stopniu nie gwarantuje im bezpieczeństwa. W stolicy liczą na to, że poważnym wzmocnieniem wzmocnieniem kadry okaże się Joy Bokiri, która już pojutrze najprawdopodobniej zaliczy swój oficjalny debiut na boiskach Damallsvenskan. W Norrbotten mają natomiast nadzieję, że przyzwoite występy przeciwko Eskilstunie i Häcken faktycznie okażą się zapowiedzią lepszych czasów dla futbolu w Piteå. Pewne jest, że remis nie zadowoli tu nikogo, a oba kluby zrobią wszystko, co w ich mocy, aby dopisać do swojego dorobku komplet punktów. A to z kolei brzmi już jak przepis na wspaniałe, piłkarskie widowisko.

Na Stadionie Olimpijskim w Sztokholmie swój być może najważniejszy, jesienny mecz rozegra z kolei Vittsjö. Choć na pierwszy rzut oka mamy tu do czynienia z potyczką dwóch zespołów środka tabeli, to piłkarki z północnej Skanii wciąż pozostają w grze o medale oraz prawo gry w europejskich pucharach. Podstawowym warunkiem do spełnienia jest jednak zwycięstwo nad Djurgården, a zadanie może okazać się o tyle łatwiejsze, że piłkarki ze stolicy przystąpią do gry osłabione brakiem pauzującej za kartki Portii Boakye. Czy Vittsjö zdoła te sprzyjające okoliczności wykorzystać? Szanse wydają się być całkiem spore, ale ewentualne zwycięstwo i tak trzeba będzie wyszarpać. Równie ciekawy mecz czeka nas w Kristianstad, gdzie z kolei zawita podbudowany ostatnim zwycięstwem Linköping. Goście udadzą się na Południe bez Uchenny Kanu, ale za to ze znajdującą się w wybornej dyspozycji strzeleckiej Cornelią Kapocs. Wśród miejscowych odpowiedzialność za strzelanie goli spoczywa przede wszystkim na barkach duetu Pridham – Jonsdottir i coś podpowiada nam, że to właśnie one będą na koniec weekendu cieszyć się z trzech kolejnych punktów. Pomarańczowa Armia nie przywykła do tak długich serii ligowych meczów bez zwycięstwa, a przyjazd LFC wydaje się doskonałym momentem, aby niekorzystną passę odwrócić.

I na koniec – już niemal tradycyjnie – nasza eksportowa dwójka. Piłkarki Häcken, w oczekiwaniu na poniedziałkowe losowanie fazy grupowej Ligi Mistrzyń, podejmą na własnym boisku Örebro i nawet w nieco kombinowanym ustawieniu wyjściowej jedenastki powinny to spotkanie wygrać. Z nieco poważniejszą przeszkodą zmierzy się natomiast Rosengård, gdyż Hammarby już wielokrotnie udowadniało, że akurat z tym beniaminkiem naprawdę trzeba się liczyć. Sytuację sztokholmianek nieco komplikuje fakt, że do starcie z liderem przystąpią osłabione brakiem Fanny Hjelm oraz Hany Folkesson, ale przecież Hoffenheim dopiero co pokazał, że da się pokonać zespół z Malmö, stwarzając sobie w całym meczu zaledwie trzy sytuacje bramkowe. A chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że akurat to jak najbardziej leży w zasięgu piłkarek ze stolicy.


Zestaw par 16. kolejki:

m01

m02

m03

m04

m05

m06