O Göteborgu raz jeszcze

kgfc

Dwa miesiące temu klub z Göteborga świętował wywalczenie mistrzostwa Szwecji (Fot. Bildbyrån)

Zgodnie z zapowiedzią wracamy do noworocznej telenoweli z Göteborga, która na kilkadziesiąt godzin wstrząsnęła nie tylko szwedzką piłką. Cała ta historia wydaje się być tak bardzo absurdalna i nieprawdopodobna, że gdyby nie wydarzyła się naprawdę, to nikt nie byłby w stanie wymyślić tak pokręconego scenariusza. I choć wciąż do końca nie wiemy jaki będzie jej finał, to nie zaszkodzi pochylić się nad tym, co już za nami. A jest tego wszystkiego tyle, że bez stworzonego specjalnie na potrzeby tej historii kalendarium raczej się nie obędzie. Bo choć w punkcie kulminacyjnym zwroty akcji były błyskawiczne, to nie da się analizować zamieszania z Peterem Bronsmanem w roli głównej bez osadzenia go w szerszym kontekście. Tym bardziej, że jeszcze dwa miesiące temu właściciel klubu z Göteborga był w oczach wielu bohaterem jednoznacznie pozytywnym.

Göteborggate 2020-21 – kalendarium zdarzeń:

7. listopada – okazałe zwycięstwo nad Linköping oznacza, że na kolejkę przed zakończeniem rozgrywek klub z Göteborga zapewnia sobie pierwszy w swojej historii mistrzowski tytuł.

13. listopada – Filippa Curmark oraz Jennifer Falk przedłużają umowy wiążące je z klubem z Göteborga o dwa lata.

15. listopada – ostatnia kolejka Damallsvenskan 2020, Göteborg potwierdza mistrzowską dyspozycję, pokonując Vittsjö 3-1.

24. listopada – losowania 1/16 finału Ligi Mistrzyń. Rywalem Göteborga zostaje wicemistrz Anglii Manchester City.

30. listopada – wskutek błędnej polityki kadrowej wygasają kontrakty Emmy Berglund, Rebecki Blomqvist, Natalii Kuikki oraz Emily Sonnett. Cała czwórka decyduje się na odejście z klubu. Vilde Bøe Risa przedłuża swój kontrakt do 16. grudnia, aby móc wystąpić w dwumeczu Ligi Mistrzyń.

1. grudnia – Peter Bronsman zostaje wybrany przez lokalne media jednym z najbardziej wpływowych ludzi sportu w Göteborgu i okolicach. Sam zainteresowany bardzo docenia ów wybór, snując przy tym odważne plany kolejnych sukcesów. Zakładają one, że wywalczenia tak długo wyczekiwanego mistrzostwa Szwecji absolutnie nie było celem ostatecznym, a jedynie narzędziem, które pozwoli zrealizować te prawdziwe cele.

9. grudnia – pierwszy mecz 1/16 finału piłkarskiej Ligi Mistrzyń. Manchester City zwycięża na Valhalli 2-1, a honorowe trafienie dla Göteborga zapisuje na swoim koncie Vilde Bøe Risa.

14. grudnia – Göteborg dokonuje pierwszego wzmocnienia w zimowym okienku transferowym. Piłkarką klubu znad Göty zostaje występująca dotychczas w FC Rosengård Johanna Rytting Kaneryd. Dodatkowo, dobrze poinformowane źródła donoszą, że bliski finalizacji jest także transfer Lotty Ökvist z Manchesteru United.

16. grudnia – Manchester City pieczętuje awans do 1/8 finału Ligi Mistrzyń, pokonując Göteborg 3-0 w spotkaniu rewanżowym.

17. grudnia – odbywa się spotkania zarządu w bardzo wąskim gronie, na którym ważą się losy dalszego funkcjonowania klubu. Po raz pierwszy pojawia się temat zaprzestania finansowania zespołu przez firmę Kopparberg, która przez siedemnaście ostatnich lat była głównym sponsorem klubu. Rozmowy te odbywają się za zamkniętymi drzwiami i przez kolejnych dwanaście dni prawie wszystkie osoby zatrudnione w klubie nie będą miały pojęcia, że przyszłość klubu dosłownie wisi na włosku.

29. grudnia – w godzinach porannych zostaje zdetonowana prawdziwa bomba. Właśnie tego dnia cały świat dowiaduje się, że Peter Bronsman nie planuje wystąpić o pierwszoligową licencję na sezon 2021 dla klubu z Göteborga, co jest równoznaczne z wycofaniem go z rozgrywek na szczeblu centralnym. Oświadczenie to jest szokiem nie tylko dla opinii publicznej, ale i dla zainteresowanych piłkarek i trenerów, którzy o całej sprawie dowiedzieli się … pół godziny wcześniej niż media.

30. grudnia – trwają gorączkowe próby ratowania pierwszoligowej piłki dla Göteborga. W sprawę angażują się pozostali dotychczasowi sponsorzy, którzy na pospiesznie zwoływanych zebraniach deklarują chęć pomocy w większym niż dotąd wymiarze. Bardzo aktywny podczas zakulisowych rozmów jest trener Mats Gren i bardziej zorientowani jednoznacznie potwierdzają, że gdyby nie jego opór i zaangażowanie, historia ta wcale nie musiałaby mieć pozytywnego zakończenia. Nową sytuację sondują także inne kluby z miasta i okolic, rozważając zalety i wady ewentualnej fuzji.

31. grudnia – mamy oficjalny komunikat, którego treść pozwala nam wziąć głęboki oddech ulgi. Pierwszoligowa piłka w sezonie 2021 na pewno zawita do Göteborga. Co więcej, klub planuje zgłosić się do eliminacji przyszłorocznej Ligi Mistrzyń, co jest równoznaczne z zachowaniem ciągłości licencyjnej.

12. stycznia – Lotta Ökvist drugą piłkarką, która wzmocniła zimą drużynę z Göteborga. 23-letnia defensorka występowała ostatnio w angielskim Manchesterze United.

13. stycznia – staje się coraz bardziej jasne, że Göteborg przystąpi do pierwszej w historii obrony tytułu mistrzowskiego pod nazwą BK Häcken. Według bardzo wstępnych ustaleń klub czeka relokacja do dzielnicy Hisingen, a trenerem pierwszego zespołu pozostanie Mats Gren.

Tyle suchych faktów. A teraz przyszedł czas na mity, a właściwie na ich obalanie, zaczynając od tego chyba najbardziej powszechnego. W wielu miejscach można było przeczytać informację, że szokująca decyzja Petera Bronsmana była podyktowana w największym stopniu względami ekonomicznymi. Stwierdzenie to nie ma oczywiście nic wspólnego z prawdą. W ostatnich latach budżet klubu z Göteborga był stabilny (z reguły drugi lub trzeci najwyższy w lidze) i zapewne podobnie byłoby także w sezonie 2021. Zarówno sponsor główny Kopparberg, jak i nieco mniejsi partnerzy, pomimo niełatwych czasów nie zamierzali pierwotnie zmniejszać swoich nakładów na futbol, co zapewne przełożyłoby się na to, że Göteborg znów byłby wymieniany w gronie faworytów jeśli nie do tytułu, to na pewno do walki o europejskie puchary. O tym, że to nie finanse stanowiły problem, świadczyć może również fakt, iż właściciel klubu zapewnił, że wszystkie obowiązujące kontrakty będą przez niego honorowane aż do momentu znalezienia przez każdą z piłkarek nowego klubu. Czynnikiem, który ostatecznie utwierdził Petera Bronsmana w realizacji najbardziej drastycznego scenariusza okazały się kwestie czysto piłkarskie. Dwumecz przeciwko Manchesterowi City utwierdził go bowiem w przekonaniu, że na tę chwilę przedstawiciele Damallsvenskan nie są w stanie podjąć wyrównanej walki ze ścisłym, europejskim topem, a prezes KGFC walką o pomniejsze cele zainteresowany zwyczajnie nie był. Obserwując rywalizację z wicemistrzem Anglii Bronsman doszedł do wniosku, że dalsze funkcjonowanie projektu FC Göteborg w obecnym kształcie będzie skutkowało systematycznym powiększaniem się przepaści pomiędzy mistrzem Szwecji, a najlepszymi klubami z kontynentu, a ta perspektywa w najmniejszym stopniu nie była dla niego interesująca. Sam zainteresowany stwierdził, że tak odważna decyzja jest konieczna, aby futbol w regionie Västergötland narodził się na nowo, wyrażając jednocześnie przekonanie, że za dwadzieścia lat zrozumiemy jego dzisiejszą motywację i ostatecznie podziękujemy mu za ten ruch.

Zagraniczne media podawały także informację, że zawodniczki oraz sztab szkoleniowy zostali poinformowani o podjętej decyzji już 17. grudnia. Nic takiego nie miało oczywiście miejsca, choć prawdą jest, że właśnie tego dnia odbyło się podsumowujące kończący się rok spotkanie zarządu. Grupa osób, które dokładnie zdawały sobie sprawę z nadchodzącej burzy była jednak bardzo niewielka, a należeli do niej wyłącznie wybrani przedstawiciele zarządu firmy Kopparberg. Jeszcze 28. grudnia zarówno piłkarki, jak i cały sztab szkoleniowo-medyczny, a nawet pozostali sponsorzy klubu, kładli się spać w błogiej nieświadomości. Jak wspominała chociażby Emme Kullberg, decyzja ta była dla wszystkich szokiem i w pierwszej chwili wydawała się wyłącznie mało śmiesznym żartem. W taki obrót wydarzeń uwierzyć nie mogły także legendy klubu z Göteborga, czego dowód swoimi wpisami w mediach społecznościowych dały między innymi Lotta Schelin oraz Hedvig Lindahl.

I wreszcie trzecia kwestia, czyli współpraca klubu z Valhalli z IFK Göteborg. Nie jest wielką tajemnicą, że obie te marki żyły w bardzo przyjacielskich relacjach, a zawodniczki, które przechodziły przez roczniki juniorskie IFK niezwykle często zasilały ostatecznie szeregi KGFC. Sytuacja ta zmieniła się nieco od sezonu 2019, kiedy to IFK zgłosił do rozgrywek na najniższym szczeblu rozgrywkowym swoją własną drużynę seniorek. Od tego momentu celem niebiesko-białych stał się błyskawiczny marsz w górę piłkarskiej piramidy, ale niekoniecznie z wykorzystaniem tak dobrze znanej nam choćby z angielskich czy hiszpańskich boisk drogi na skróty. Z tego właśnie powodu temat fuzji KGFC z IFK, choć rzeczywiście pojawił się na stole, nie był nigdy rozpatrywany jako wielce prawdopodobna opcja.

Peter Bronsman marzył o tym, aby KGFC stał się częścią większego projektu, który będzie w stanie rzucić wyzwanie największym na kontynencie. Ani przez moment nie było jednak mowy o wyprowadzce z Göeborga do innego miasta. Mając zatem na uwadze postawione przez byłego już właściciela warunki brzegowe, wydaje się, że mistrzynie Szwecji trafiły ostatecznie najlepiej, jak mogły. Można tez powiedzieć, że historia w jakimś sensie zatoczyła koło, bo przecież to wejście do klubu Bronsmana było głównym powodem przeprowadzki z wyspy Landvetter do centrum Göteborga. Po zwieńczonych wywalczeniem długo wyczekiwanego tytułu siedemnastu latach faktem staje się natomiast  wyprowadzka z Valhalli, ale nowych warunków treningowych może piłkarkom z Göteborga pozazdrościć niemal każdy nordycki klub. BK Häcken dysponuje bowiem niezwykle nowoczesnymi obiektami Gothia Park Academy, na których znajdziemy między innymi boiska z różnymi rodzajami nawierzchni, co w takiej lidze, jaką jest Damallsvenskan, stanowi niezaprzeczalny atut. I choć zamiast charakterystycznych czarnych koszulek mistrzynie Szwecji najpewniej założą wiosną żółto-czarne trykoty, to pozostaje cieszyć się, że ta saga ma właśnie takie zakończenie. Jasne, coś się zakończyło, ale piłkarski krąg życia w Göteborgu nadal trwa. Oczywiście pod warunkiem, że na ostatniej prostej nie dojdzie do kolejnego dramatycznego zwrotu akcji. Wszak ostateczne decyzje zapaść mają w dniach 27.-28. stycznia, a przecież wcale nie tak dawno w pewnym mieście oddalonym o nieco ponad dwieście kilometrów od Göteborga podobna fuzja zakończyła się piękną katastrofą.

Nowa dekada na start

160px-Australia–New_Zealand_2023_FIFA_Women's_World_Cup_bid_logo.svg

Nowy rok, nowa dekada, nowe nadzieje i oczekiwania. Ale zanim na dobre wrócimy do spraw bieżących, czas na tradycyjny rajd przez wydarzenia ostatnich dwóch tygodni. Oczywiście te piłkarskie, gdyż tym razem futbolowi działacze, do spółki zresztą z samymi zawodniczkami, mocno zadbali o to, aby podczas długich, zimowych wieczorów nie zabrakło nam interesujących i rozpalających wyobraźnię tematów do dyskusji. A oto najważniejsze z nich:

Zamieszanie w Göteborgu. Oj, to był dopiero poranek. Zaskakujące i jednocześnie szokujące oświadczenie Petera Bronsmana sprawiło, że 29. grudnia szwedzka piłka klubowa po raz pierwszy od dłuższego czasu przebiła się na nagłówki portali internetowych na całym świecie. A później pozostawała na nich jeszcze przez kolejnych 48 godzin, podczas których przyszłość pierwszoligowego futbolu w pewnym mieście nad Götą jawiła się raz w jaśniejszych, a raz w ciemniejszych barwach. Koniec końców, przy znaczącym udziale trenera Matsa Grena, pożar udało się ostatecznie ugasić, dzięki czemu mistrzynie Szwecji 2020 przystąpią w kwietniu do obrony tytułu. Na dziś nie jesteśmy jednak w stanie powiedzieć pod jaką nazwą i w jakim składzie personalnym, choć historia Damallsvenskan podpowiada, że zimowe turbulencje akurat w tej lidze czasami potrafią przełożyć się na sportowy sukces. Kwestia noworocznego dramatu ze szczęśliwym (przynajmniej na ten moment) zakończeniem była jednak na tyle nośnym tematem, że do mediów, ze szczególnym uwzględnieniem tych zagranicznych, przebiło się w związku z nią mnóstwo nieprawdziwych lub niedoprecyzowanych informacji. A skoro tak, to do tematu powrócimy jeszcze w osobnym wątku, gdzie spróbujemy odtworzyć dokładny harmonogram grudniowych wydarzeń, zastanawiając się przy tym nad potencjalnymi przyczynami i skutkami deklaracji Bronsmana, która już na zawsze wpisała się w historię szwedzkiej piłki.

Odświeżona Damallsvenskan. Na tę zmianę zanosiło się już od kilku lat, ale przeciwnikom powiększenia ligi do pewnego momentu skutecznie udawało się odsunąć w czasie wejście w życie tej kontrowersyjnej idei. Ustrój demokratyczny charakteryzuje się jednak tym, że decyzje podejmuje w nim większość, a ta – przy naprawdę minimalnym sprzeciwie – zdecydowała o tym, że od sezonu 2022 w najwyższej szwedzkiej klasie rozgrywkowej występować będzie aż 14 zespołów. Dla porządku dodajmy, że idea ta cieszyła się także całkiem sporym poparciem społecznym, gdyż w różnego rodzaju ankietach pozytywnie wypowiadało się o niej średnio około 80% kibiców. Czy przyszłość przyzna im rację? Wątpliwości jest póki co wiele, a sceptycy nie bez racji zauważają, że bezmyślne powiększanie lig i turniejów póki co skutkuje przede wszystkim rosnącymi dysproporcjami między wąską grupą najlepszych i całą resztą. Argument o konieczności rozgrywania większej liczby meczów także wydaje się tutaj niekoniecznie trafny, gdyż identyczny (a nawet lepszy) efekt można byłoby osiągnąć na przykład poprzez modyfikację systemu rozgrywek. W tej materii dobry przykład dała nam chociażby Norwegia, która zdecydowała się pójść w kierunku zmniejszenia liczby drużyn na szczeblu centralnym przy jednoczesnym podziale ligi na grupę mistrzowską i spadkową (podobny system od lat obowiązuje również w Danii). My zdecydowaliśmy się jednak pójść własną drogą, dzięki której już za dwanaście miesięcy będziemy mieć najbardziej obok Hiszpanii rozbudowaną ligę piłkarską. Czy przełoży się to także na wzrost jej jakości? W tej materii naprawdę trudno być optymistą …

Dubaigate. Tutaj akurat darujemy sobie szczegółowe opisy i cięte riposty, gdyż wszystko w tej sprawie zostało już właściwie powiedziane. Skrajnie nieprofesjonalne zachowanie pewnej grupy profesjonalnych piłkarek angielskiej WSL uwypukliło nam jednak jeszcze jeden problem. Okazuje się bowiem, że przynajmniej na Wyspach Brytyjskich nazwa klubu ma znaczenie, a podejmujący kluczowe decyzje zawsze najpierw dokładnie sprawdzą, czy właśnie przychodzi im debatować nad losem Bristol City, Birmingham City, czy może jednak Manchester City. Oczywiście, formalnie niby da się wszystko wytłumaczyć, ale jakoś trudno oprzeć się wrażeniu, że brzydki zapach po tej sprawie zdecydowanie pozostał i póki co nie zanosi się, aby przestał się on unosić nad najbardziej profesjonalną ligą świata.

Szczęśliwa dwunastka. Od początku wiedzieliśmy, że będzie mało poważnie, a jedyną niewiadomą pozostawała skala kolejnej kompromitacji FIFA. Ta okazała się być … spodziewana i zgodnie z tym, na co zanosiło się od pewnego czasu, podczas mundialu na boiskach Australii i Nowej Zelandii zaprezentuje się nam maksymalnie dwunastu przedstawicieli Europy. Mając na uwadze chociażby aktualny ranking FIFA (a to jest akurat jedna z niewielu rzeczy, która się włodarzom światowej piłki w miarę udała) liczba ta wydaje się oczywiście ponurym żartem, ale bądźmy szczerzy: mając na uwadze chociażby względy polityczne chyba nikt nie liczył na to, że w ostatniej chwili dojdzie w tym temacie do nagłego zwrotu akcji. Dobre chociaż to, że wnioski z popełnionych przez siebie błędów zdaje się wyciągać przynajmniej UEFA, dzięki czemu kwalifikacje do australijsko-nowozelandzkiej imprezy najpewniej nie będą serią meczów z rywalkami pokroju Gruzji, Łotwy, czy Macedonii Północnej. Wszystkim wymienionym tu reprezentacjom należy się rzecz jasna szacunek, ale jednak nie da się zaprzeczyć, że przynajmniej na tę chwilę potyczki te nie dają nikomu absolutnie nic. A wracając już do samych finałów, warto ściskać podczas nich kciuki za wszystkich przedstawicieli Europy, gdyż ewentualny awans całej dwunastki do fazy pucharowej byłby chyba najlepszym możliwym argumentem w dyskusji na temat przyszłych decyzji w zakresie alokacji miejsc. Tyle teorii, bo w praktyce najpewniej zawsze znajdzie się ktoś gotowy pójść w ślady Hiszpanii i Szkocji.

Na podbój Europy. Na bardziej szczegółowe podsumowanie rynku transferowego przyjdzie jeszcze czas, ale póki co warto docenić fakt, że dwie szwedzkie bramkarki zdecydowały się tej zimy na zagraniczny transfer. Do niedawna obie reprezentowały jeszcze barwy FC Rosengård, ale w niemal tym samym momencie postanowiły opuścić doskonale im znaną Skanię i udać się w dwóch różnych kierunkach. Zecira Musovic ma już za sobą pierwsze treningi w barwach londyńskiej Chelsea, zaś Emma Lind dopiero co została zaprezentowana jako wzmocnienie kadry Turbine Poczdam. Obu odważnym golkiperkom pozostaje zatem życzyć, aby omijały je kontuzje, a czas aklimatyzacji w nowym środowisku przeszedł w ich przypadku sprawnie i bezboleśnie. O kwestie czysto sportowe jesteśmy bowiem względnie spokojni, choć oczywiście rywalizacja o miano bramkarki numer jeden w swoich klubach będzie dla obu poważnym wyzwaniem.

Szczęśliwego Nowego Roku!

80616429_455232465387855_600160965958303744_n

Kończący się właśnie rok narobił całkiem sporo zamieszania nie tylko w społeczności piłkarskiej. Dobra informacja jest jednak taka, że za kilkanaście godzin raz na zawsze go pożegnamy, wkraczając pełni obaw, ale i nadziei w nową dekadę. Wszystkim sympatykom szwedzkiej piłki (i nie tylko im!) życzę więc, aby rok 2021 był dla Was początkiem powrotu do normalności, której symbolem staną się przeprowadzone bez przeszkód Igrzyska w Tokio. Niech Wam i Waszym bliskim zawsze dopisuje zdrowie, bo jeśli ono będzie, to o resztę już sami się zatroszczymy. Pomimo wielu koszmarów, upływający rok uwolnił drzemiące dotąd głęboko w ludziach ogromne pokłady pozytywnej energii. Zabierzmy je więc ze sobą w Nowy Rok, bądźmy dla siebie dobrzy (no, jak się nie da, to przynajmniej neutralni) i celebrujmy naszą różnorodność, bo to właśnie ona jest siłą, która od wieków pcha ten świat do przodu. Dbajcie o siebie i do usłyszenia już w nowej dekadzie.

Szczęśliwego Nowego Roku!


* Serwis szwedzkapilka.com udaje się teraz na tradycyjną, noworoczną przerwę, ale mam nadzieję, że w tym samym, albo i szerszym składzie spotkamy się ponownie za około dwa tygodnie. A tematów do dyskusji z pewnością nam nie zabraknie: planowana reforma Damallsvenskan, nowości z transferowej giełdy i przyszłość europejskich pucharów już czekają, aby przyjrzeć się im z bliska. Do zobaczenia!

Szwedzkie TOP 50 – napastniczki

getty images

Kosovare Asllani chce poprowadzić madrycki Real do Ligi Mistrzyń (Fot. Getty Images)

Na początek szybka zagadka: jaki kolor najbardziej kojarzy nam się z madryckim Realem? Że niby biały? No tak, on oczywiście dominuje na pierwszym komplecie strojów piłkarek ze stolicy Hiszpanii, ale nie będzie przesady w stwierdzeniu, że w roku 2020 Madryt, a przynajmniej jego część, był niebiesko-żółty. Na wiosnę wynik zawodzącego na całej linii klubu ciągnęła Sofia Jakobsson, a jesienią postacią zdecydowanie pierwszoplanową była w jego szeregach Kosovare Asllani. Jasne, futbol to dyscyplina wybitnie zespołowa, ale z prawdopodobieństwem ocierającym się o pewność możemy stwierdzić, że bez swoich dwóch szwedzkich gwiazd sympatycy Realu raczej nie szykowaliby się w tej chwili na walkę o pierwszy w historii klubu występ w eliminacjach Ligi Mistrzyń. I właśnie to niech będzie najlepszym podsumowaniem wyczynów naszego eksportowego duetu na hiszpańskich boiskach.

W kraju rywalizację o miano napastniczki numer jeden stoczyły ze sobą Anna Anvegård z Pauline Hammarlund i trzeba przyznać, że niezwykle trudno wskazać w niej zwyciężczynię. Klasyfikację strzelczyń bezapelacyjnie wygrała oczywiście zawodniczka Rosengård, ale już po dodaniu do tego dorobku asyst i kluczowych podań na prowadzenie wysuwa się przedstawicielka mistrzowskiego Göteborga. Obie mocno zaznaczyły swoją obecność także podczas meczów reprezentacji, ale ze względu na to, że to Anvegård była autorką najważniejszego z perspektywy kadry gola (na 1-0 w Reykjaviku), to ona znalazła się w końcowym rankingu o oczko wyżej. Warto wspomnieć, że obie wspomniane w tym akapicie piłkarki miały w swoich klubach całkiem zacne towarzystwo. I tak, Hammarlund w stawianiu kolejnych kroków na drodze do mistrzostwa dzielnie sekundowały Rebecka Blomqvist oraz Stina Blackstenius, zaś Anvegård mogła niezmiennie liczyć na wsparcie Mimmi Larsson, która przez złapaniem kontuzji była nawet najskuteczniejszą napastniczką całej ligi. Trzecim klubem Damallsvenskan, o którym dużo mówiło się w kontekście piłkarek ofensywnych, była rozczarowująca na całej linii Eskilstuna. No, może nie na całej, bo do postawy duetu Loreta KullashiFelicia Rogic przyczepić się akurat nie sposób. Obie zakończyły ostatecznie sezon z dwucyfrową liczbą goli na koncie i to w dużej mierze ich trafienia spowodowały, że na wiosnę 2021 znów będziemy mogli zaprosić wszystkich zainteresowanych na pierwszoligowe transmisje z Tunavallen.

Na koniec zostały nam trzy piłkarki, które sklasyfikować było zdecydowanie najtrudniej. W przypadku Fridoliny Rolfö oraz Liny Hurtig problemem okazało się to, co zwykle, czyli kontuzje. Pierwsza potrafiła swoim golem wprowadzić Wolfsburg do finału Ligi Mistrzyń, druga omal nie stała się sprawczynią największej sensacji roku, jaką niewątpliwie mogła być klęska Olympique Lyon w Turynie. Mając jednak na uwadze cały rok, musimy pamiętać o tym, że na przestrzeni dwunastu miesięcy grały one jednak zdecydowanie mniej niż te, które w rankingu znalazły się na czołowych pozycjach. Powrót w wielkim stylu nie tylko do reprezentacji, ale i do serc szwedzkich fanów, zaliczyła natomiast Olivia Schough. 29-letnia skrzydłowa w iście spektakularnym stylu uratowała pierwszą ligę dla Djurgården i nic dziwnego, że w kolejnym sezonie – już w barwach Rosengård – przyjdzie jej rywalizować o zupełnie inne cele.

04

Szwedzkie TOP 50 – pomocniczki

seger

W drugiej linii bez zmian – Caroline Seger wciąż niepodważalną liderką (Fot. Bildbyrån)

Nie ma co się oszukiwać, rywalizacja wśród klasycznych pomocniczek nie stała w tym roku na przesadnie wysokim poziomie, ale nie jest to bynajmniej wina tej, która tę klasyfikację w kończącej się właśnie dekadzie całkowicie zdominowała. Nie inaczej było zresztą w roku 2020, w którym to Caroline Seger jako jedyna Szwedka znalazła się w najlepszej jedenastce Damallsvenskan, a w kadrze jako kapitanka poprowadziła najważniejszą drużynę w kraju do pewnego awansu na angielskie EURO. Indywidualnie zbliżyła się przy okazji do mocno wyśrubowanego rekordu Therese Sjögran, ale o nim więcej i bardziej donośnie wspominać będziemy zapewne już w roku 2021. U boku tak doświadczonej koleżanki harmonijnie rozwija się talent Hanny Bennison, która jeszcze przed osiemnastymi urodzinami wzbudzała niemałe zainteresowanie francuskich i angielskich gigantów. Młoda pomocniczka ostatecznie zdecydowała się jeszcze pozostać w Malmö i z perspektywy czasu decyzja ta wydaje się być nadzwyczaj rozsądna. Miniony rok dla Bennison rozpoczął się bowiem wyśmienicie, ale jego końcówka upłynęła już pod znakiem walki najpierw z wirusem, a następnie z urazem mięśniowym. Pozostaje życzyć, aby początek nowej dekady był już całkowicie wolny od takich problemów.

Duet pomocniczek Rosengård niewątpliwie robi wrażenie, ale w Göteborgu także nie mogą narzekać na zawodniczki akurat tej formacji. Julia Roddar nie sprawdziła się jako wahadłowa w rywalizacji z Manchesterem City, ale na boku pomocy spisywała się wprost kapitalne, wielokrotnie ratując swojemu klubowi bezcenne punkty w zwieńczonej sukcesem rywalizacji o najwyższy, ligowy laur. Powrót na pozycję, na której regularnie występowała jeszcze w czasach Kvarnsveden, okazał się w jej przypadku strzałem w przysłowiową dziesiątkę. Zdecydowanie największym odkryciem roku 2020 w obozie KGFC była jednak niewątpliwie Filippa Curmark. Była zawodniczka Jitexu przeszła błyskawiczną transformację z zawodniczki drugiego szeregu w liderkę, od której tak naprawdę zaczyna się ustalanie składu, a wisienką na torcie był w jej przypadku okraszony golem debiut w pierwszej reprezentacji. Stabilnie na przestrzeni całego sezonu prezentował się także nierozłączny duet Julia ZigiottiFilippa Angeldal. Piłkarki, które wcześniej występowały razem w Hammarby i Linköping, także w Göteborgu niejednokrotnie udowadniały swoją nieprzeciętną, sportową wartość i nie ma przypadku w tym, że obie znalazły się w podsumowującym miniony rok rankingu.

Na osobne słowa uznania zasłużyli sobie także w Kristianstad i choć na nagłówki internetowych portali we wschodniej Skanii zdecydowanie najczęściej trafiały nazwiska Åsland i Summanen, to nie sposób nie docenić roli Alice Nilsson, która jako kapitanka i cicha liderka drugiej linii poprowadziła drużynę Elisabet Gunnarsdottir do historycznego sukcesu. Swoja cegiełkę dołożyła do niego również Anna Welin, która optymalną dyspozycję łapała stosunkowo długo, ale jak już weszła na swój najwyższy poziom, to wszystkie rywalki miały z powstrzymaniem jej nie lada kłopot. Drugą, piłkarską młodość przeżywała w Piteå Josefin Johansson i kto wie, czy gdyby nie jej postawa, to mistrzynie sprzed dwóch lat w ogóle oglądalibyśmy w przyszłym roku w najwyższej klasie rozgrywkowej. Pamiętamy bowiem, że w na pewnym etapie sezonu widmo degradacji zajrzało w oczy klubu z Norrbotten tak mocno, że jego władze zaczęły nawet wstępnie planować budżet na Elitettan. Zdecydowanie bardziej spokojnie ligowy byt zapewnili sobie w Örebro, w czym ogromna zasługa chyba najbardziej niedocenianej zawodniczki roku 2020 Freji Olofsson. 22-latka wróciła do kraju po krótkiej przygodzie w norweskiej Toppserien, z miejsca stając się jednym z największych objawień ligowych boisk. I nie ma absolutnie żadnego przypadku w tym, że w kolejnym sezonie jej talent i kunszt oklaskiwać będą już kibice po drugiej stronie Atlantyku.

03

Szwedzkie TOP 50 – obrończynie

bildbyran

Magdalena Eriksson trzeci raz znalazła się na szczycie rankingu obrończyń (Fot. Bildbyrån)

Jeżeli któraś ze szwedzkich piłkarek może z przekonaniem powiedzieć, że rok 2020 należał do niej, to jest to niewątpliwie Magdalena Eriksson. Miarą sukcesu kapitanki Chelsea może być to, że większość obserwatorów angielskiej FA WSL bez wahania umieściło jej nazwisko w jedenastce sezonu, a informacja o przedłużeniu przez Eriksson kontraktu z londyńskim klubem była fetowana przez kibiców The Blues nie mniej niż transfery Samanthy Kerr, czy Pernille Harder. Swój najlepszy sportowo rok ma za sobą także Jonna Andersson, która wreszcie przypomniała sobie, że swego czasu potrafiła swoimi rajdami i dośrodkowaniami spędzać sen z powiek całej Damallsvenskan. Po przenosinach na Wyspy Brytyjskie jej kariera początkowo nieco wyhamowała, ale w tym roku oglądaliśmy już zawodniczkę kompletną, która nie pozostawia Emmie Hayes żadnych wątpliwości co do obsady lewej obrony. I jeżeli nasz duet z Chelsea może czegoś żałować, to wyłącznie tego, że miniony sezon FA WSL nie został dokończony, w związku z czym nie udało się odzyskać tytułu mistrzowskiego w boiskowej rywalizacji. Medale przyznane przy stoliku to jednak nie do końca to samo, a przecież nie możemy zapominać, że w momencie przerwania rozgrywek to Manchester City formalnie liderował tabeli. Taka szansa najpewniej pojawi się jednak już na wiosnę, a Eriksson, Andersson oraz ich klubowe koleżanki będą mogły przynajmniej na kilka miesięcy uciąć spekulacje co do tego, kto rządzi w angielskiej piłce klubowej.

W swoich ligach całkiem nieźle wygląda także sytuacja Bayernu i Juventusu, czyli zespołów, w których to szwedzkie piłkarki stanowią o sile defensywy. W Monachium bardzo dobrze zaaklimatyzowała się Hanna Glas, dzięki czemu fani z Bawarii nie muszą już drzeć o obsadę prawej flanki defensywy, a Beerensteyn, Schüller czy Lohmann o jakość posyłanych w pole karne piłek. Po przeciwnej stronie boiska w wyjściowej jedenastce najczęściej oglądamy Amandę Ilestedt, która w Bundeslidze stała się jedną z najbardziej wszechstronnych szwedzkich defensorek. A to niewątpliwie atut, który wykorzystać mogą szkoleniowcy nie tylko Bayernu, ale i reprezentacji Szwecji. I wreszcie Linda Sembrant, czyli nasza już bynajmniej nie tajna broń przy ofensywnych stałych fragmentach gry. Doświadczona stoperka Juventusu doskonale wywiązuje się jednak przede wszystkim z zadań defensywnych, choć akurat w dwóch zamykających piłkarski rok 2020 meczach nie zdołała ustrzec się błędów.

A co słychać na krajowym podwórku? Tutaj brylowała przede wszystkim Nilla Fischer, zamykając tym samym usta krytykom, którzy obawiali się, że po transferze do Linköping jej kariera de facto się zakończy. 36-letnia defensorka nie zamierza jednak składać broni, a następnym jej celem wydaje się być wyjazd na Igrzyska do Tokio. I jeśli tylko jej dyspozycja będzie taka, jak w zakończonym właśnie sezonie, to Peter Gerhardsson nie powinien pominąć jej podczas selekcji. Mocną i coraz bardziej ugruntowaną pozycję w rankingu wyrabia sobie również Nathalie Björn, która w kadrze występuje przede wszystkim na szóstce, ale w klubie jest niezmiennie pewnym punktem trzyosobowego bloku defensywnego Rosengård. Na specjalne wyróżnienie zasłużył sobie także duet obrończyń Växjö w osobach Jennie Nordin oraz Nellie Karlsson. Nie ma co się oszukiwać: gdyby nie ich postawa, to drużyna z najmniejszą liczbą strzelonych goli nie mogłaby nawet śnić o tym, aby zakończyć sezon w górnej połówce tabeli. Jedną z rewelacji roku 2020 była ponadto równa, wysoka dyspozycja Josefine Rybrink, która nareszcie potwierdziła, że jej dawny błysk jeszcze w barwach Kungsbacki nie był wyłącznie jednorazowym wyskokiem. I dobrze, bo akurat Kristianstad to chyba najbardziej odpowiednie miejsce do dalszego rozwoju tak dobrze zapowiadających się karier.

02