Kristianstad ma tę moc

asland

Therese Åsland przywitała się ze szwedzką ligą w imponującym stylu (Fot. Kristianstadsbladet)

Nie będzie chyba wielkim nadużyciem, jeśli powiemy, że oto za nami najmniej jak dotąd ekscytująca kolejka Damallsvenskan w obecnym sezonie. Oczywiście, opinia ta dotyczy wyłącznie perspektywy neutralnych obserwatorów, ponieważ kibice z Malmö, Göteborga, Umeå czy Eskilstuny na pewno mieliby w tej kwestii nieco inne zdanie. Ci z Kristianstad zresztą też, ale im akurat należy się tym razem specjalny akapit. Zanim jednak przejdziemy do całkowicie zasłużonych pochwał pod adresem drużyny prowadzonej przez Elisabet Gunnarsdottir, zajrzyjmy na chwilę do Sztokholmu, gdzie odbył się jedyny w dziewiątej serii spotkań mecz, w którym losy zwycięstwa ważyły się do ostatnich jego sekund. Ostatecznie po komplet punktów na Stadionie Olimpijskim dość nieoczekiwanie sięgnęło Örebro, a sprawę przesądził gol znajdującej się obecnie w kapitalnej dyspozycji Heidi Kollanen z 16. minuty. Piłkarki Djurgården miały po zakończeniu spotkania sporo uwag do sędziego Robina Anderssona, ale nawet ich zasadność nie zmieniłaby faktu, że po drugiej porażce z rzędu zespół ze stolicy znów znalazł się niebezpiecznie blisko strefy spadkowej, od której na trochę bezpieczniejszy dystans chwilowo odskoczyła drużyna Stefana Ärnsveda. Nie zaryzykujemy jednak wiele, zakładając, że akurat w tej części tabeli sytuacja pozostanie niezmiennie dynamiczna aż do listopada.

A teraz czas na obiecane pochwały i słowa największego uznania dla piłkarek ze wschodniej Skanii, które przyjechały na bardzo niewygodny dla siebie teren w Linköping i w nieco ponad 45 minut pokazały rywalkom z Östergötland na czym polega piłka nożna. Tego, co wyczyniała w tym meczu Therese Åsland, słowami opisać się po prostu nie da. Można rzecz jasna próbować, ale chyba w żadnym języku nie istnieje fraza, która idealnie uchwyciłaby urodę asysty przy golu Amandy Edgren na 2-0. Norweska pomocniczka, pozyskana zimą z Lillestrøm, imponowała jednak nie tylko bezpośrednim udziałem przy wszystkich bramkach strzelonych w sobotni wieczór przez zespół z Kristianstad. Najlepszym podsumowaniem jej występu okazał się bowiem sprint w 96. minucie, kiedy to zdołała utrzymać futbolówkę w obrębie placu gry, a po chwili wykreowała okazję do strzelenia czwartego gola. Trzeba jednak mocno zaakcentować, że w pierwszej połowie wybitny mecz grała nie tylko wspomniana Åsland, ale cała drużyna gości. W ataku swoje zrobiła niesamowicie aktywna Gudmundsdottir, na lewej flance z tygodnia na tydzień coraz pewniej wygląda Rantala, a nieodpuszczająca żadnej piłki druga linia skutecznie zneutralizowała zagrożenie czyhające ze strony Fridy Maanum oraz Liny Hurtig. Po przerwie zawodniczki z Kristianstad cofnęły się nieco głębiej na własną połowę, ale to tylko jeszcze bardziej uwypukliło bezradność gospodyń, które niezmiennie biły głowami w szczelny, pomarańczowy mur. Nie pomogło doświadczenie Nilli Fischer, nie pomogły roszady Olofa Unogårda, ani rajdy Elin Landström – zwycięstwo Kristianstad nie było zagrożone ani przez moment, a Brett Maron zdołała dołożyć do niego jeszcze pierwsze czyste konto w sezonie. A skoro w ostatnich minutach debiut na boiskach Damallsvenskan zdążyła zaliczyć 15-letnia młodzieżowa reprezentantka Niemiec Matihlde Janzen, to możemy zaryzykować stwierdzenie, że wypad ekipy spod znaku KDFF do Östergötland okazał się stuprocentowym sukcesem.

Na pozostałych arenach obejrzeliśmy pojedynki jednostronne, w których emocji i pozytywnych wrażeń dostarczały nam przedstawicielki tylko jednej z drużyn. Tak było na przykład w Uppsali, choć w 6. minucie kilkudziesięciometrowe podanie Anny Rakel Petursdottir w kierunku Beaty Olsson mocno zaskoczyło defensywę Rosengård. Później na boisku niepodzielnie rządziły już jednak główne kandydatki do złota i między innymi dzięki hat-trickowi Jeleny Cankovic, a także dwóm trafieniom autorstwa Mimmi Larsson, beniaminek został na swoim boisku doszczętnie zdemolowany. Różnicę klas widzieliśmy także na LF Arenie, gdzie popisową partię rozegrał rozpędzający się z każdym kolejnym meczem ofensywny tercet z Göteborga, a także na Tunavallen, gdzie z kolei brylowała wciąż liderująca klasyfikacji strzelczyń Loreta Kullashi. Czwarty z rzęcu mecz bez porażki zaliczyło z kolei Umeå, które w starciu dwóch zespołów ze strefy spadkowej okazało się zdecydowanie bardziej konkretne od zadziwiająco bezbarwnego Vittsjö. Swoją przewagę podopieczne trenera Bergströma udokumentowały dopiero w drugiej połowie, ale trafienia Simonsson, Åberg Zingmark oraz Jusu Bah (dla liderki szwedzkiej kadry U-17 był to pierwszy gol na tym poziomie rozgrywek) sprawiły, że komplet punktów pozostał w Västerbotten. A wraz z nim coraz większe nadzieje na to, że założony na ten nietypowy sezon cel w postaci utrzymania statusu pierwszoligowca, uda się ostatecznie zrealizować.


9. kolejka w liczbach:

Gole: 26  (średnia 4.33 / mecz)

Rzuty karne: 1  (wykorzystany)

Żółte kartki: 11

Czerwone kartki: 0

Najszybszy gol: Therese Åsland (Kristianstad) – 4. minuta (vs. Linköping)

Najpóźniejszy gol: Julia Karlernäs (Piteå) – 90+3. minuta (vs. Göteborg)

Piłkarka kolejki: Therese Åsland (Kristianstad)

Gol kolejki: Amanda Edgren (Kristianstad)


Komplet wyników:


Piłkarka kolejki:

lirare

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

9. kolejka – zapowiedź

peterholgersson

Piłka w siatce – w ostatnich starciach ekip z Linköping i Kristianstad nie był to częsty widok (Fot. Peter Holgersson)

Tym razem rozpoczynamy naszą zapowiedź niestandardowo, czyli … od końca. A mówiąc nieco bardziej precyzyjnie: od meczu, który chronologicznie zostanie rozegrany jako ostatni. Nie może to jednak dziwić, gdyż właśnie w Linköping będziemy w sobotni wieczór świadkami czegoś, co spokojnie możemy nazwać batalią o Europę oraz najważniejszym dla obu klubów meczem pierwszej części sezonu. Zwycięstwo gospodyń oznaczałoby powiększenie dystansu między LFC, a resztą ligowego peleton do siedmiu punktów, co bezsprzecznie przełożyłoby się na idealną pozycję wyjściową zespołu Olofa Unogårda w wyścigu o europejskie puchary. Jeśli jednak to Kristianstad okaże się w najbliższy weekend lepsze (a przynajmniej bardziej skuteczne), to mając na uwadze terminarz, to drużyna ze wschodniej Skanii ustawi się wygodnie na wspomnianym pole position. A co, jeśli padnie remis? Na taki scenariusz na pewno nie obraziłyby się inne, marzące o europejskiej przygodzie kluby, choć one akurat przede wszystkim powinny skupić całą swoją uwagę na tym, aby samemu zacząć regularnie punktować. Wracając jednak na chwilę do naszego meczu kolejki, przewidzieć jego ewentualny przebieg jest zadaniem wybitnie karkołomnym. Z jednej strony, jeśli któraś z tych drużyn potrafiła nas tego lata zachwycić, to był to bez dwóch zdań Kristianstad. Therese Åsland pokazała nam, jak wiele warte mogą być dopieszczone i obliczone co do milimetra podania, Alice Nilsson stała się definicją walczącej o każdą piłkę pomocniczki, Jutta Rantala strzelała niezwykle efektowne gole, a Svava Ros Gudmundsdottir przekonała niedowiarków, dlaczego jej transfer był przed rokiem jednym z najbardziej dyskutowanych wydarzeń zimowego okienka. Po drugiej stronie mamy jednak Linköping, który w swojej twierdzy póki co w obecnych rozgrywkach nie tylko nie przegrał, ale nawet nie stracił gola. I nic to, że kolejne ekipy przyjeżdżały do Östergötland z konkretnym pomysłem, próbując następnie go realizować. Sposobu na rozmontowanie defensywy LFC nie znalazła póki co ani Loreta Kullashi, ani Olivia Schough, ani Heidi Kollanen i wcale nie jest powiedziane, że w przypadku wspomnianej już Åsland, czy Amandy Edgren musi być inaczej. Tym bardziej, że Kristianstad akurat na Arenie Linköping nigdy przesadnie wielu goli nie strzelał.

Wspomnieliśmy już o zespołach, które w pogoni za czołówką powinny przede wszystkim oglądać się na siebie i tak się świetnie składa, że już w sobotę zetrą się one w bezpośrednich pojedynkach. A skoro tak, to możemy na spokojnie założyć, że przynajmniej niektóre z nich podreperują w najbliższych godzinach swój punktowy dorobek. Gdyby ufać papierowym prognozom, to zarówno w potyczce Eskilstuny z Växjö, jak i w rywalizacji Djurgården z Örebro, zdecydowanie więcej szans należałoby przyznać gospodyniom. To po ich stronie wydają się być piłkarska jakość, umiejętności indywidualne (choć tu można byłoby oczywiście długo polemizować), a także – co w obecnie panujących warunkach może okazać się kluczowe – głębia kadry. Możemy być jednak w stu procentach pewni, że piłkarki z Växjö i Örebro bez walki na taki scenariusz nie przystaną, a to z kolei gwarantuje nam niezapomniane, boiskowe wrażenia. Bo przecież nie od dziś wiadomo, że od rywalizacji o mistrzostwo kraju ciekawsza może być jedynie … rywalizacja o pozostanie w gronie pierwszoligowców. A skoro już o niej mowa, to w sobotę warto także zerknąć w kierunku Umeå, gdzie podopieczne Roberta Bergströma stoczą z Vittsjö bój o przynajmniej chwilowe opuszczenie strefy spadkowej. Therese Simonsson, Lisa Dahlkvist oraz Fanny Hjelm kontra Clara Markstedt, Emily Gielnik i Michelle De Jongh – na stadionie w Västerbotten bez wątpienia będzie się działo!

Wyjazdowe batalie czekają w najbliższej kolejce naszych liderów, a nieco łatwiejsze zadanie tym razem staje przed zawodniczkami Rosengård. Drużyna z Malmö uda się bowiem na teren beniaminka z Uppsali, podbudowanego sensacyjnym zwycięstwem na Tunavallen, ale również wyczerpanego morderczą walką o każdy centymetr boiska w Eskilstunie. Lider z Göteborga poleci natomiast do Piteå, gdzie właśnie ogłoszono długo wyczekiwany powrót Madelen Janogy do klubu z Norrbotten. Czy to wydarzenie okaże się dla zespołu prowadzonego przez Stellana Carlssona punktem zwrotnym pozwalającym na uniknięcie czwartej ligowej porażki z rzędu? Trudno powiedzieć, ponieważ pomimo stosunkowo wąskiej kadry, Göteborg jest jak dotąd w obecnych rozgrywkach niemal bezbłędny. Z kronikarskiego punktu widzenia warto zaznaczyć, że na Północ wraz z koleżankami z drużyny wybrała się liderka drugiej linii KGFC Vilde Bøe Risa, cho sama zainteresowana nie potrafiła jeszcze powiedzieć, czy już w ten weekend uda jej się zaliczyć długo wyczekiwany boiskowy comeback.


Zestaw par 9. kolejki:

omg9_01

omg9_02

omg9_03

omg9_04

omg9_05

omg9_06

Beniaminkowie pokazali pazur

tobe

Emma Holmgren – bohaterka Uppsali (Fot. Tobbe Bengtsson)

Miało być ciekawie, miało być sensacyjnie i … nasza liga kolejny raz stanęła na wysokości zadania. Świadkami pierwszej niespodzianki byliśmy już w Kristianstad, gdzie drużyna prowadzona przez Elisabet Gunnarsdottir w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry dała sobie wydrzeć dwa punkty w starciu z beniaminkiem z Umeå. Gol rezerwowej Elin Nilsson, choć nieco przypadkowy, zapewnił jednak gościom z Västerbotten w pełni zasłużony remis na gorącym terenie w Skanii. Przystępujące do rywalizacji w roli zdecydowanych faworytek zawodniczki z Kristianstad długimi minutami nie potrafiły złapać właściwego dla siebie rytmu, a to, że właśnie im udało się otworzyć wynik, było efektem indywidualnych umiejętności Therese Åsland, która jeszcze w pierwszej połowie wrzuciła perfekcyjną piłkę na głowę Amandy Edgren. Po drugiej stronie boiska niezwykle aktywna była Kayla Braffet, znów z dobrej strony pokazał się ofensywny duet Simonsson – Lundin, ale aż do 90. minuty wydawało się, że podopieczne Roberta Bergströma udadzą się w powrotną podróż na daleką Północ na tarczy. Tyle tylko, że gospodyniom nie udało się definitywnie zamknąć meczu (najlepszą okazję po ich stronie zmarnowała Gudmundsdottir), a wspomniany już centrostrzał Nilsson całkowicie zmienił nastroje w obu ekipach.

W jeszcze lepszych humorach Eskilstunę opuszczać będą piłkarki Uppsali, które niespodziewanie chyba nawet dla siebie samych zgarnęły na Tunavallen pełną pulę. Gospodynie miały ogromną przewagę w posiadaniu piłki, ale ani Loreta Kullashi, ani Felicia Rogic, nie potrafiły znaleźć sposobu na pokonanie Emmy Holmgren, a gdy to już im się udawało, na drodze do szczęścia stawał im słupek. Przyjezdne były za to w poniedziałkowy wieczór niesamowicie skuteczne, a Cornelia Kapocs ponownie zgłosiła akces do tytułu Odkrycia Roku na szwedzkich boiskach. Czwarty raz z rzędu bez punktów wraca z ligowego wyjazdu stołeczne Djurgården, choć szczególnie przed przerwą fani ze Sztokholmu mogli mieć nadzieję, że oto nadszedł dzień przełamania fatalnej passy. W drugiej połowie obraz gry na VISMA Arenie mocno się wyrównał, a więcej konkretów było po stronie zawodniczek z Växjö, które pomiędzy 70., a 85. minutą aż trzykrotnie powinny podchodzić do rzutów karnych. Prowadząca to spotkanie Sara Persson na jedenasty metr wskazała jednak tylko raz, ale dla Signe Holt było to w zupełności wystarczające. 20-letnia Dunka pewnym strzałem pokonała swoją rodaczkę w bramce Djurgården i zwycięstwo zostało w Småland. Drugi z rzędu komplet punktów padł ponadto łupem Vittsjö, ale wciąż nie pozwolił on podopiecznym Thomasa Mårtenssona wydostać się ze strefy spadkowej. Jeśli jednak Nellie Persson wychodzą takie strzały jak w 90. minucie na Behrn Arenie, a Emily Gielnik zapisuje na swoim koncie kolejne asysty z precyzją szwajcarskiego zegarka, to po raz pierwszy od dawna w północnej Skanii mogą spoglądać w przyszłość nie tylko bez strachu, ale nawet z nadzieją.

Ze swoich domowych zadań bezbłędnie wywiązał się nasz duet liderek, choć oczekiwanych przez niektórych pogromów nie było ani w Malmö, ani na Valhalli. Niesamowicie intensywny, czwartkowy mecz ewidentnie zabrał zawodniczkom obu czołowych ekip sporo energii, ale dzięki piłkarskiej klasie zarówno Rosengård, jak i Göteborg, sprawę zwycięstwa załatwiły jeszcze przed przerwą. W barwach drużyny ze Skanii pierwszego w sezonie gola zanotowała Johanna Kaneryd, a świetną partię w defensywie rozegrała Glodis Perla Viggosdottir, zaś wśród podopiecznych Matsa Grena na szczególne wyróżnienie zasłużył najwyższej klasy duet napastniczek Blackstenius – Hammarlund, generałka formacji obronnej Emma Kullberg, a także szalejąca na lewej flance niezniszczalna Julia Roddar.


8. kolejka w liczbach:

Gole: 15  (średnia 2.50 / mecz)

Rzuty karne: 2  (oba wykorzystane)

Żółte kartki: 15

Czerwone kartki: 0

Najszybszy gol: Johanna Kaneryd (Rosengård) – 13. minuta (vs. Piteå)

Najpóźniejszy gol: Elin Nilsson (Umeå) – 90. minuta (vs. Kristianstad)

Piłkarka kolejki: Stina Blackstenius (Göteborg)

Gol kolejki: Josefin Johansson (Piteå)


Komplet wyników:


Piłkarka kolejki:

lirare

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

8. kolejka – zapowiedź

clara avdo bilkanovic

Clara Markstedt wypatruje kolejnych punktów dla odrodzonego Vittsjö (Fot. Avdo Bilkanovic)

Emocje po kapitalnym widowisku w Göteborgu, trzech golach Clary Markstedt na wagę pierwszego w obecnych rozgrywkach zwycięstwa Vittsjö i wielu innych niezapomnianych momentach siódmej kolejki nie zdążyły nawet ostygnąć, a tymczasem już jutro piłkarki Damallsvenskan powrócą na ligowe boiska, aby ponownie toczyć intensywne boje o ligowe punkty. Tym razem zaczniemy nietypowo, bo już w samo południe, od starcia znajdującego się ewidentnie na fali wznoszącej Kristianstad z beniaminkiem z Umeå. Nietypowa godzina rozpoczęcia meczu to oczywiście ukłon w stronę przebywających od kilku dni na południu kraju gości, ale w tym miejscu sentymenty raczej powinny się skończyć. Wszystkie argumenty piłkarskie i anatomiczne przemawiają bowiem za pewnym zwycięstwem ekipy ze Skanii. W Kristianstad więcej mają bowiem nie tylko jakości w wyjściowej jedenastce (i w kadrze ogółem), ale także … czasu na przedmeczową regenerację. Podopieczne Roberta Bergströma jeszcze w czwartkowy wieczór grały przecież niezwykle istotny mecz w Växjö, a już za chwilę czeka je kolejna, ciężka przeprawa. Owszem, Therese Simonsson oraz Lova Lundin zdążyły już pokazać, że są zawodniczkami potrafiącymi zrobić różnicę także na poziomie najwyższej klasy rozgrywkowej, a ostatnio mogły liczyć dodatkowo na wsparcie Kayli Braffet, czy super-rezerwowej Moniki Jusu Bah, ale to wszystko plus niesamowita ambicja i determinacja, której beniaminkowi z Västerbotten nie sposób odmówić, może na sześć kwadransów niezwykle intensywnej walki o każdą piłkę po prostu nie wystarczyć.

Zaledwie kilka godzin dłużej od Umeå odpoczywać będą piłkarki z Växjö, które w niedzielne popołudnie sprawdzą, na ile rzeczywiste są tezy mówiące o odrodzeniu stołecznego Djurgården. Przebłyski dobrej gry w zespole prowadzonym przez Pierre’a Fondina zaczynają bowiem dostrzegać nawet najwięksi sceptycy, a tego lata kolejni rywale wyjeżdżają ze Stadionu Olimpijskiego na tarczy. Tym razem zawodniczki ze Sztokholmu wystąpią wprawdzie w roli gości, ale na VISMA Arenie to one wydają się być faworytkami do zgarnięcia pełnej puli. Do pełni sił po bardzo długiej przerwie spowodowanej kontuzją wraca bowiem Sheila van den Bulk, a Malin Diaz najwyraźniej przypomniała sobie, że jeszcze nie tak dawno była jedną z czołowych środkowych pomocniczek w Szwecji. Dodajmy do tego Olivię Schough oraz Lindę Motlhalo na skrzydłach, a także dowodzoną przez niezwykle solidną Rachel Bloznalis defensywę i wyjdzie nam, że po raz pierwszy od dłuższego czasu, pisząc o Djurgården, możemy skupić się przede wszystkim na pozytywach. Z drugiej strony, borykające się z olbrzymimi problemami kadrowymi Växjö w dwóch ostatnich meczach również nie zaznało goryczy porażki, a Signe Holt i Jennie Nordin zdają się w ogóle nie dopuszczać do siebie myśli, że na wiosnę pierwszą ligę w Småland będzie można oglądać wyłącznie na ekranach komputerów.

Ciekawe starcie czeka nas także na Behrn Arenie, gdzie o ligowe punkty powalczą zespoły z Örebro i Vittsjö. O gościach z północnej Skanii i ich problemach napisano w ostatnim czasie już chyba wszystko, ale na szczęście wydaje się, że w trzeciej drużynie poprzedniego sezonu okres największego kryzysu należy już do przeszłości. Przed trzema dniami, w rywalizacji z Uppsalą, Vittsjö mogło wreszcie zgłosić do meczu pełną, 18-osobową kadrę, co błyskawicznie poprawiło morale w klubowej szatni. A dalej może być już teoretycznie tylko lepiej, bo przecież Heather Williams, Emily Gielnik, czy Anke Preuss to nazwiska, które na poziomie Damallsvenskan naprawdę robią wrażenie i jeśli dołoży się do tego zgranie z dotychczasowymi liderkami w osobach Markstedt i De Jongh, to ekipa ze Skanii może jesienią naprawdę porządnie odpalić. Póki co czeka ją jednak wyjazd do Örebro, a w Närke ostatnio także udowodnili, że potrafią się solidnie wzmocnić. Wypożyczenie Kanadyjki Lindsay Agnew z North Carolina Courage było jednym z najbardziej dyskutowanych wydarzeń minionego tygodnia w piłkarskiej Szwecji, a źródła znajdujące się w pobliżu najbardziej zainteresowanych osób podpowiadają, że to jeszcze nie koniec letniej ofensywy transferowej w Örebro. Czyżby więc liga miała stać się jeszcze ciekawsza? Niewykluczone.

No i na deser nasi kandydaci do tytułu, tym razem solidarnie na własnych śmieciach i solidarnie w roli zdecydowanych faworytek. Patrząc na tabelę, a także mając na uwadze, jak wiele kosztował zawodniczki Göteborga i Rosengård czwartkowy mecz, tak jasna deklaracja może trochę dziwić, ale … tylko trochę. Ani Linköping, ani Piteå nie stanowią bowiem monolitu, a im dalej w sezon, tym bardziej każdy wywalczony przez nie punkt jest zdobyty raczej pomimo, a nie w wyniku postawy na boisku. Oczywiście doskonale pamiętamy, że cały czas mówimy o klasowych ekipach, które w dowolnie wybranym momencie mogą zaskoczyć i wejść na taki poziom, na którym z automatu rzuca się wyzwanie największym ligowym potentatom. Nic nie wskazuje jednak na to, aby to przełamanie miało nastąpić właśnie teraz, choć Pierwsze Prawo Damallsvenskan nieśmiało wygląda zza rogu i tylko czeka, aby znów nam o sobie przypomnieć.


Zestaw par 8. kolejki:

omg8_01

omg8_02

omg8_03

omg8_04

omg8_05

omg8_06

 

Na Valhalli nikt nie przegrał

ENNSTc9BQBVupSOAU2P_Olg5JYQ

W meczu na szczycie walczono dosłownie o każdą piłkę (Fot. Sydsvenskan)

Gdy na dzień przed najbardziej wyczekiwanym meczem pierwszej części sezonu działacze Rosengård ogłosili, że środowy trening piłkarek z Malmö będzie całkowicie zamknięty i odbędzie się przy zachowaniu wszelkich zasad dyskrecji, już wiedzieliśmy, że nieco ponad 24 godziny później czeka nas widowisko, którego długo nie zapomnimy. Nie wiedzieliśmy jednak jeszcze jaką niespodziankę szykuje dla rywalek z Göteborga trener Jonas Eidevall. Roszad personalnych raczej się nie spodziewaliśmy, odejścia od sprawdzonego ustawienia z trójką defensorek również, więc najbardziej logiczną opcją wydawał się scenariusz, w którym zawodniczki ze Skanii spróbują zaskoczyć obraną strategią lub przygotowanym specjalnie na ten dzień schematem rozegrania stałych fragmentów. Przypuszczenia te okazały się trafne, a wysoki pressing zastosowany przez Rosengård w pierwszym kwadransie sprawił, że oto byliśmy świadkami prawdopodobnie najbardziej intensywnych piętnastu minut w historii Damallsvenskan. Gdy tylko piłka znajdowała się w posiadaniu którejkolwiek z piłkarek Göteborga, momentalnie doskakiwała do niej zawodniczka w białej koszulce, skutecznie niwecząc wszelkie próby gospodyń na złapanie właściwego rytmu. Nie ma więc ani krzty przypadku w tym, że zanim stadionowy zegar pokazał piętnastą minutę, w statystykach meczu widniał rezultat 0-4, choć – na szczęście dla miejscowych – „tylko” w rubryce rzuty rożne. Mats Gren nie mógłby mieć jednak pretensji, gdyby przyjezdne wykorzystały przynajmniej jedną ze stwarzanych taśmowo sytuacji, gdyż z tak usposobionymi mistrzyniami Szwecji problemy mógłby mieć nawet Wolfsburg lub Lyon.

Piłkarkom z Göteborga udało się jednak przetrwać początkowy sztorm bez bramkowych strat, a w 20. minucie Pauline Hammarlund chytrym strzałem sprawdziła nawet czujność golkiperki z Malmö Zeciry Musovic. Po chwili wróciliśmy jednak do sprawdzonego obrazu meczu, w którym to Rosengård dominuje, ale nie potrafi przełożyć swojej optycznej przewagi na konkrety. Blisko była obijająca słupek bramki KGFC Anna Anvegård, blisko była Jessica Samuelsson, która mając przed sobą w zasadzie pustą bramkę nie trafiła w piłkę, blisko była niezmordowana i biegająca więcej niż kiedykolwiek wcześniej w karierze Mimmi Larsson, ale pomimo upływu minut, Jennifer Falk wciąż zachowywała czyste konto. Co więcej, zawodniczki ze Skanii w końcu zmęczyły się narzuconym przez siebie tempem, a nieprzypadkowo przecież okupujące fotel liderek przejściowej tabeli gospodynie zdawały się tylko na to czekać. Świetną partię w środku pola rozgrywała Filippa Angeldal, zatrybiły wreszcie fińskie skrzydła w osobach Kuikki oraz Koivisto, a oglądający to widowisko zza bram stadionu miejscowi fani po raz pierwszy tego dnia obserwowali boiskowe wydarzenia z nadzieją, a nie z obawą. Do przerwy żadnej z drużyn nie udało się jednak otworzyć wyniku i trzeba przyznać, że to gospodynie mogły być z takiego obrotu spraw bardziej zadowolone.

Druga połowa okazała się być kompletnie inną opowieścią, gdyż tym razem to Göteborg rozpoczął zdecydowanie bardziej bojowo i odważnie. Takie nastawienie przyniosło efekt w 53. minucie, kiedy to lewym skrzydłem urwała się doskonale dysponowana dziś Julia Roddar, a akcję zamknęła nabiegająca na dalszy słupek Kovisto, która w walce o pozycję okazała się sprytniejsza i od Levenstad i od Viggosdottir. 1-0 dla miejscowych, trochę wbrew temu, co działo się na murawie, ale podopieczne Matsa Grena, jakby naładowane dodatkowymi pokładami energii, wcale nie zamierzały na tym poprzestać. Jeszcze jedno dośrodkowanie z lewej flanki i tym razem zabrakło dosłownie centymetrów, aby Pauline Hammarlund podwyższyła prowadzenie. Jonas Eidevall zaczął powoli korzystać z potencjału swojej nieprawdopodobnie mocnej ławki, ale w żaden sposób nie przekładało się to na zmianę obrazu gry. Wystarczył jednak moment, aby Jelena Cankovic zagrała perfekcyjną piłkę w kierunku Mimmi Larsson, a rozgrywająca swój najlepszy mecz w sezonie 24-krotna reprezentantka Szwecji – pomimo asysty Kuikki oraz Berglud – umieściła futbolówkę w siatce Jennifer Falk.

Na tablicy wyników znów mieliśmy więc remis, a do zakończenia meczu pozostawało jeszcze 25 minut. To sporo czasu, ale czy wystarczająco dużo, aby komuś udało się wyprowadzić decydujący cios? Nie tym razem. W ostatniej fazie meczu przy piłce częściej znajdowały się piłkarki Rosengård, ale to gospodyniom udało się wykreować dwie najdogodniejsze okazje do strzelenia zwycięskiego gola. W pierwszym przypadku w głównej roli wystąpiła stoperka Göteborga Emma Kullberg, która po kilkudziesięciometrowym sprincie była o krok od tego, aby stanąć oko w oko z Zecirą Musovic. W drugim na strzał z dystansu zdecydowała się niewidoczna dziś długimi fragmentami Julia Zigiotti i brakowało naprawdę niewiele, aby próba ta zamieniła się w strzał życia. Zmierzającą pod poprzeczkę piłkę końcami palców na rzut rożny sparowała jednak bramkarka z Malmö. Ostatecznie mamy zatem podział punktów, dwie umiarkowanie zadowolone drużyny, dwóch umiarkowanie zadowolonych trenerów i wciąż całkowicie otwarty wyścig o mistrzowski tytuł. I dokładnie 24 dni do rewanżu w stolicy Skanii, gdzie też na pewno będzie się działo. Po dzisiejszym kapitalnym widowisku akurat tego jednego możemy być więcej niż pewni.

******

Trochę w cieniu szwedzkiego klasyka, o pierwszoligowe punkty rywalizowano na pięciu innych stadionach. Na jednym z nich o hat-tricka pokusiła się Clara Markstedt, dzięki czemu Vittsjö po raz pierwszy w obecnym sezonie cieszyło się z kompletu punktów. Zwycięstwo nad Uppsalą nie pomogło wprawdzie drużynie Thomasa Mårtenssona opuścić ostatniej lokaty w tabeli, ale pozwoliło utrzymać bezpośredni kontakt z bezpośrednio wyprzedzającymi ją rywalami. Czwarty mecz na zero z tyłu rozegrał na własnym boisku Linköping, który po golu Ronji Aronsson pokonał w najskromniejszym możliwym stosunku Örebro. Fanów z Östergötland martwić może jednak kontuzja Fridy Maanum, która już w 66. minucie musiała opuścić plac gry. Jeśli ów uraz okazałby się poważniejszy, Olof Unogård będzie próbował bronić pięciopunktowej zaliczki nad ligowym peletonem bez możliwości skorzystania ze swojej najlepszej zawodniczki. A skoro już o ligowym peletonie mowa, to na jego czoło wysuwa się Kristianstad, który tym razem odprawił na własnym boisku rywalki z Piteå. Swoje trzy punkty zgarnął ponadto odradzający się z każdym tygodniem sztokholmski team Pierre’a Fondina, a na VISMA Arenie w Växjö obie ekipy opuszczały murawę z poczuciem wielkiego niedosytu. Gospodynie, gdyż nie udało im się pokonać na swoim boisku bezpośrednich rywalek w walce o utrzymanie, przyjezdne, ponieważ na własną prośbę zremisowały wygrany mecz.


7. kolejka w liczbach:

Gole: 20  (średnia 3.33 / mecz)

Rzuty karne: 2  (oba wykorzystane)

Żółte kartki: 11

Czerwone kartki: 1

Najszybszy gol: Fernanda Da Silva (Piteå) – 12. minuta (vs. Kristianstad)

Najpóźniejszy gol: Clara Markstedt (Vittsjö) – 90+1. minuta (vs. Uppsala)

Piłkarka kolejki: Clara Markstedt (Vittsjö)

Gol kolejki: Jutta Rantala (Kristianstad)


Komplet wyników:


Piłkarka kolejki:

lirare

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

7. kolejka – zapowiedź

bild

Starcia Julii Zigiotti z Caroline Seger są często ozdobą rywalizacji Göteborga z Rosengård (Fot. Bildbyrån)

To jest ten moment – w najbliższy czwartek o godzinie 19:00 na Valhalla IP w Göteborgu po raz pierwszy w obecnym sezonie ligowym zetrą się za sobą dwaj główni faworyci do tytułu mistrzowskiego. Na chwilę obecną o jeden punkt bliżej osiągnięcia celu są piłkarki Matsa Grena, ale w Skanii mają nadzieję, że stan tego wyścigu już za kilkadziesiąt godzin ulegnie znaczącej zmianie. Pewne zwycięstwo nad Örebro w poprzedniej kolejce było bowiem nie tylko pokazem ogromnej siły Rosengård, ale także potwierdzeniem często powtarzanej w Malmö tezy, że im dłużej trwa obecny sezon, tym lepiej zespół prowadzony przez Jonasa Eidevalla będzie prezentować się na boisku. Jeszcze miesiąc temu można było przeczytać wiele analiz krytycznie nastawionych przede wszystkim do ofensywnych poczynań jedenastokrotnych mistrzyń Szwecji, ale Anna Anvegård i Mimmi Larsson odpowiedziały na nie w najlepszy możliwy sposób, błyskawicznie przełamując strzelecką niemoc. Na osobny akapit zasługują ponadto skrzydła ekipy ze Skanii, których potencjał wzbudzałby całkowicie uzasadniony popłoch nawet w silniejszych od Damallsvenskan ligach. Na lewym wahadle trener Eidevall może dokonać wyboru pomiędzy Sofie Svavą, a Ali Riley, zaś na przeciwległej flance potężne zamieszanie w szeregach rywalek robią Jessica Samuelsson lub Johanna Kaneryd. Mało? Jeśli tak, to w rezerwie pozostają jeszcze wszechstronne Katrine Veje oraz Fiona Brown. Mamy więc sześć najwyższej klasy zawodniczek, co przy obowiązujących w dobie epidemii przepisach pozwalających na dokonanie aż pięciu zmian personalnych w czasie trwania jednego meczu, stwarza szkoleniowcowi Rosengård niemalże nieograniczone pole manewru. W środku pola także kłopoty bogactwa, bo nawet jeśli Caroline Seger, Sanne Troelsgaard i Jelena Cankovic to zawodniczki preferujące systemowe budowanie ataków pozycyjnych, to każda z nich potrafi w dowolnym momencie złamać akcję nieszablonowym, prostopadłym, otwierającym drogę do bramki podaniem. A do tego koktajlu musimy jeszcze dodać nazywaną jednym z dziesięciu największych talentów światowego futbolu Hannę Bennison. O defensywie ze Skanii nawet nie wspominamy, gdyż ona od początku rozgrywek zbiera jedynie pochwały, a Nathalie Björn w pełni słusznie okrzyknięto najbardziej wartościową piłkarką pierwszego miesiąca sezonu 2020 na boiskach Damallsvenskan.

Maszyna z Malmö wydaje się być naoliwiona tak doskonale, że rzucenie jej wyzwania powinno właściwie graniczyć z cudem. W Göteborgu nie zamierzają jednak się tym przejmować, choć komfort trenera Matsa Grena byłby znacząco większy, gdyby mógł on w czwartek skorzystać z Beaty Kollmats oraz Elin Rubensson, a Annika Schmidt i Emma Berglund nie znajdowałyby się na etapie wychodzenia z poważnych urazów. Te oczywiste utrudnienia nie załamują jednak nikogo na zachodnim wybrzeżu, gdzie pomimo kłopotów kadrowych wciąż mają swoje argumenty, aby z meczu na szczycie wyjść bez strat. Jednym z nich jest równie imponujący duet napastniczek w osobach Pauline Hammarlund oraz Stiny Blackstenius. Póki co na swoim optymalnym poziomie prezentuje się jedynie pierwsza z wymienionych, ale 56-krotna reprezentantka Szwecji kiedyś przełamać się zwyczajnie musi. A skoro tak, to czemu nie w chwili, gdy drużyna będzie najbardziej jej goli potrzebować? Wciąż mamy przecież w pamięci francuski mundial, na którym Blackstenius zostawiła to, co najlepsze na fazę pucharową. W Göteborgu nikt nie obraziłby się z pewnością za powtórkę. Swoją niepodważalną klasę mają także zawodniczki tworzące drugą linię KGFC. Vilde Bøe Risa i Julia Zigiotti nieprzypadkowo rywalizują o zwycięstwo w klasyfikacji asystentek, a strzały z dystansu w wykonaniu Filippy Angeldal to zmora niejednej bramkarki. I jeszcze wahadła: na prawym niezniszczalna od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty Emma Koivisto, a na lewym Julia Roddar, która w tym roku znów bryluje na pozycji, na której tak zachwycała nas jeszcze w barwach Kvarnsveden. Oczywiście, jeśli spojrzymy na ławkę rezerwowych, przewaga Rosengård wydaje się być niepodważalna, ale już analizując wyjściowe jedenastki aż tak znaczących różnic nie odnotowujemy. A nie zapominajmy, że istotnym atutem zespołu z Göteborga może stać się niepokonana w czterech kolejnych meczach Jennifer Falk, która chociażby w miniony weekend w Uppsali udowodniła, że zalicza się do ścisłej czołówki krajowych golkiperek. Patrząc analitycznie, w pierwszym z tegorocznych klasyków w roli minimalnych faworytek obsadzić musimy gości z Malmö, ale w praktyce oznacza to tyle, co nic. O podziale punktów zdecyduje bowiem boisko, umiejętności drużynowe i indywidualne, a być może nawet łut szczęścia. Niezależnie jednak od końcowych rozstrzygnięć, 30. lipca nie będzie dniem, w którym poznamy Mistrzynie Szwecji 2020. Już po 24 dniach czeka nas bowiem starcie rewanżowe (ach, te uroki sezonu w czasach epidemii), a do tego wszystkiego mamy jeszcze dziesięć pozostałych zespołów, które tylko czekają na okazję, aby urwać punkty wielkim faworytkom. I nie są w tym pragnieniu pozbawione szans, co dwukrotnie w przeciągu tygodnia pokazały nam chociażby zawodniczki z Eskilstuny. Nie zmienia to jednak faktu, że w najbliższy czwartek to Valhalla stanie się na dwie godziny centralnym punktem na piłkarskiej mapie Szwecji. I super, bo takich emocji jak najbardziej potrzebujemy!

A co czeka nas na pozostałych stadionach? Na VISMA Arenie w Växjö odbędzie się mecz o podobnym ciężarze gatunkowym, tyle że tu stawką będzie lepsza pozycja startowa w wyścigu o pozostanie w gronie pierwszoligowców. Zarówno piłkarki ze Småland, jak i ich rywalki z Västerbotten, w poprzedniej serii spotkań odniosły pierwsze w sezonie zwycięstwa. Kolejne trzy punkty byłyby z pewnością ogromnym zastrzykiem wiary i pozytywnej energii dla obu klubów, ale czy któremuś z nich rzeczywiście uda się kontynuować dobrą passę? Gdyby pójść śladem analizy meczu w Göteborgu, szacując piłkarski potencjał obu ławek, tutaj również zdecydowanie więcej argumentów znajdujemy po stronie gości. O tym, jak wielkie są umiejętności Lundin, Holm, czy Jusu Bah dopiero co przekonali się przecież w Linköping. Z drugiej jednak strony, na trudnym terenie w Piteå zawodniczki z Växjö udowodniły, że szeroka kadra niekoniecznie musi być gwarancją sukcesu. Niezwykle istotne dla sytuacji w dolnej części tabeli starcie czeka nas także w Vittsjö, gdzie żadna z drużyn absolutnie nie może pozwolić sobie na porażkę. Dla podopiecznych Thomasa Mårtenssona oznaczałaby ona powiększanie się dystansu dzielącego je od bezpiecznej strefy, zaś dla zespołu z Uppsali utratę jednej z najbardziej oczywistych okazji na dorzucenie kolejnego punkcika do klubowego skarbczyka. Siedem zdobytych jak dotąd przez beniaminka punktów budzi oczywiście szacunek, ale pamiętajmy, że z takim dorobkiem jeszcze nikt się w najwyższej klasie rozgrywkowej nie utrzymał.


Zestaw par 7. kolejki:

omg7_01

omg7_02

omg7_03

omg7_04

omg7_05

omg7_06