Podsumowanie 9. kolejki

damf

Podsumowanie 9. kolejki sezonu 2021 w Damallsvenskan:


Najlepszy mecz: Piteå 0-3 Hammarby. Reprezentacyjna przerwa najwyraźniej ani trochę nie spowolniła rewelacyjnego beniaminka z południowego Sztokholmu. Hammarby udało się w podróż do Norrbotten bez swojej kapitanki (Alice Carlsson), jednej z absolutnie najważniejszych postaci drugiej linii (Hanna Folkesson) oraz współliderki wewnętrznej klasyfikacji strzelczyń (Emma Jansson) i nie brakowało głosów, że na dalekiej Północy czeka beniaminka bolesna weryfikacja. Tym bardziej, że Piteå w trzech ostatnich meczach straciło zaledwie jednego gola, a mierzyło się w tym okresie między innymi z Rosengård i Häcken. Te wszystkie głosy zostały jednak skutecznie wyciszone już w drugiej minucie gry, kiedy to Ellen Wangerheim wywalczyła rzut karny, a na gola zamieniła go niezastąpiona Madelen Janogy. Później oglądaliśmy całkiem wyrównany mecz, w którym zdecydowanie bardziej konkretne były jednak przyjezdne. Anna Tamminen obroniła jedenastkę, Hanna Lundkvist imponowała w defensywie, Matilda Vinberg grała tak, jakby na poziomie Damallsvenskan występowała regularnie przynajmniej od dekady, a duet Hjelm – Gibson wzorowo zarządzał środkiem pola. A żeby kibicom z Piteå zrobiło się jeszcze bardziej przykro, w doliczonym czasie gry ich drużynę dobiła jeszcze Nina Jakobsson. Cóż, jak głosi szwedzkie przysłowie, släkten är värst.

Wydarzenie kolejki: Nawałnica nad Behrn Areną. Gdy zespoły Örebro i Kristianstad rozpoczynały swój mecz, termometry na Behrn Arenie pokazywały ponad trzydzieści stopni w cieniu. Nic więc dziwnego, że w pierwszej połowie, po około 25 minutach, prowadząca to spotkanie Sara Wiinikka zarządziła obowiązkową przerwę na uzupełnienie płynów. Nieco ponad godzinę później aura zmieniła się jednak diametralnie. Rzęsista ulewa, burza i trzaskające błyskawice przypomniały nam chociażby o meczu Szwecja – Chile podczas MŚ 2019 i – podobnie jak wówczas w Rennes – także i tu obie ekipy przedwcześnie musiały udać się do szatni. Później było wyczekiwanie na to, aby płyta znów nadawała się do gry, ale koniec końców potyczkę na Behrn Arenie udało się zamknąć jeszcze tego samego dnia. Z korzyścią dla gości, gdyż to właśnie ekipa Elisabet Gunnarsdottir zapisała na swoim koncie komplet punktów po tym, jak na listę strzelczyń wpisały się kolejno Jonsdottir i Åsland.

Bohaterka kolejki: Madelen Janogy (Hammarby). Przyjechała na stadion, na którym przeżywała jak dotąd najwspanialsze chwile swojej piłkarskiej kariery i raz jeszcze zachwyciła nas kapitalnym występem. Jedyna różnica polegała na tym, że wraz z nią tym razem cieszyli się nie miejscowi fani z Norrbotten, lecz nieliczna i niezwykle głośna grupka ubranych na zielono-biało kibiców ze Sztokholmu. Dwa gole, asysta, tytuł piłkarki kolejki i chyba już absolutnie pewne miejsce w kadrze na Tokio – z takim bilansem Madelen Janogy opuszczała LF Arenę. A my tylko zacieramy ręce, gdyż doskonale wiemy, iż ta piłkarka jest zdolna do rzeczy jeszcze większych, jeśli tylko może skupić się wyłącznie na futbolu. A sztokholmskie powietrze póki co wydaje się jej bardzo dobrze służyć.

Gol kolejki: Olivia Schough (Rosengård). W tej akcji zgadzało się absolutnie wszystko. Od wyprowadzenia piłki z własnej połowy, poprzez fenomenalny przegląd pola Jeleny Cankovic i jej fantastyczną asystę, aż do klasycznego strzału Olivii Schough, która w doskonale znanym sobie stylu przymierzyła po długim słupku. Gol ten był o tyle istotny, że pozwolił on piłkarkom Rosengård w pełni kontrolować derby Skanii, a dzięki zwycięstwu nad zawsze niewygodnym Vittsjö, drużyna Jonasa Eidevalla zachowała pięciopunktową przewagę nad broniącym tytułu Häcken, co wydaje się być szczególnie istotne przed czekającym nas w najbliższą niedzielę meczem na szczycie.

Sensacja kolejki: Mecz-parodia w Göteborgu. Zacznijmy może od najbardziej oczywistej kwestii: Anne Mäkinen oraz Maiju Ruotsalainen miały pełne prawo desygnować do gry właśnie taki skład. I choć z wielu względów nie było to być może fortunne zachowanie, to jednak znajdujemy wiele argumentów, aby je zrozumieć. Pierwszym z nich jest plaga kontuzji trapiąca tej wiosny klub z Solnej, drugim natomiast fakt, że AIK czekają w najbliższych dniach zdecydowanie bardziej istotne mecze, a porażka na Valhalli i tak była niejako wliczona w koszty. Wraz z upływem czasu robiło się jednak coraz mniej przyjemnie, a gdy na kwadrans przed końcem na placu gry pojawiła się Vendela Persbeck, mieliśmy już do czynienia z prawdziwą parodią futbolu. Swoją drogą, siedemnastoletnia golkiiperka jeszcze kilka tygodni temu chyba sama nie spodziewała się, że debiut w najwyższej klasie rozgrywkowej przyjdzie jej zaliczyć w roli … lewoskrzydłowej. Czy wystawienie na mecz przeciwko mistrzowi kraju juniorek (i to jeszcze nierzadko na dość przypadkowych pozycjach) miało być próbą zwrócenia uwagi zarządu na pilną potrzebę wzmocnienia kadry już podczas najbliższego okienka? Takie tłumaczenie wydaje się być jedynym sensownym, szkoda tylko, że taka manifestacja odbyła się niejako kosztem kilku młodych piłkarek.

Liczba kolejki: 2. Tyle nominalnych bramkarek wystąpiło w niedzielę w barwach AIK. Tylko jedna z nich zagrała jednak na swojej pozycji.


9. kolejka statystycznie:

Gole: 20  (średnia 3.33 / mecz)

Rzuty karne: 3  (1 wykorzystany)

Żółte kartki: 15

Czerwone kartki: 0

Najszybszy gol: Stina Blackstenius (Häcken) – 3. minuta (vs. AIK)

Najpóźniejszy gol: Nina Jakobsson (Hammarby) – 90+2. minuta (vs. Piteå)


Jedenastka kolejki:

lag9

Kelsey Daugherty (Djurgården) – Elin Rubensson (Häcken), Hanna Lundkvist (Hammarby), Matilda Plan (Eskilstuna), Anna Csiki (Häcken) – Jelena Cankovic (Rosengård), Eveliina Summanen (Kristianstad) – Madelen Janogy (Hammarby), Loreta Kullashi (Eskilstuna), Olivia Schough (Rosengård) – Stina Blackstenius (Häcken)


Komplet wyników:


Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Piłkarka kolejki:

lirare

9. kolejka – zapowiedź

cf56ba81-eaa2-4c62-917f-9a59de5a3f8c

W Växjö wciąż czekają na pierwszego w tym roku gola z gry (Fot. Gustav Thiel)

Po emocjach w wydaniu reprezentacyjnym czas powrócić na ligowe boiska. A na nich czeka nas swego rodzaju mini-maraton w postaci czterech kolejek w osiemnaście dni. Ci, którzy jego trudy wytrzymają najlepiej, udadzą się na letnią przerwę (lub na zgrupowania kadr narodowych – to już sprawa indywidualna) w zdecydowanie lepszych nastrojach. Pozostali zaś będę mieli dokładnie siedem tygodni na postawienie właściwej diagnozy, aby popełnione wiosną błędy nie powtórzyły się jesienią. A zarówno w górnej, jak i w dolnej połówce tabeli, jak najbardziej jest o co grać.

Lato 2021 w Damallsvenskan otworzy nam starcie czerwonej latarni tabeli z zespołem okupującym w niej przedostatnią lokatę. Ewentualna strata punktów przez gospodynie oznaczałaby, że w Växjö zacznie się robić naprawdę nerwowo. Jeśli jednak podopieczne Marii Nilsson marzą o pierwszym ligowym zwycięstwie w sezonie, muszą wreszcie zacząć strzelać gole. Jak dotąd ich cały dorobek zamyka się bowiem w dwóch trafieniach Emmi Alanen po stałych fragmentach gry. I tak, doskonale pamiętamy, że rok temu Växjö także strzelało najmniej w lidze, a pomimo tego potrafiło wdrapać się aż do górnej połówki tabeli. Tyle tylko, że obecna niemoc wydaje się być zdecydowanie głębsza, a kontuzje i inne problemy kadrowe ograniczają rezerwy w ofensywie niemal do zera. Pozostaje więc liczyć na przełamanie Signe Holt Andersen lub Amandy Johnsson Haahr i mieć nadzieję, że nastąpi ono właśnie podczas meczu przeciwko Djurgården. A co słychać w stolicy? Gol Danieli Zamory w starciu z Eskilstuną pozwolił przerwać passę pięciu kolejnych porażek, a eksperyment z trójką (lub jak kto woli piątką) obrończyń zakończył się pierwszym od dawna czystym kontem po stronie Kelsey Daugherty. Czy była to rzeczywiście zapowiedź lepszych czasów, czy jedynie jednorazowy wyskok? Potyczka na VISMA Arenie z pewnością nie da nam na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi, ale jeśli i z Växjö uda się przywieźć punkt(y), Pierre Fondin będzie mógł wreszcie nieco głębiej odetchnąć.

W niezwykle ciekawym położeniu znalazło się także Hammarby, gdyż patrząc na terminarz końcówki rundy jesiennej, całkiem realny wydaje się scenariusz, w którym beniaminek spędza letnią przerwę w rozgrywkach na podium. Na LF Arenie ekipa ze stolicy będzie musiała radzić sobie bez swojej kapitanki Alice Carlsson, ale ofensywa Bajen wydaje się tak bardzo solidna, że w każdym kolejnym meczu sprawia wrażenie zdolnej do strzelenia przynajmniej o jednego gola więcej od rywala. Tym razem Janogy, Larsson i spółka zmierzą się jednak z mocno uszczelnioną w ostatnich tygodniach defensywą z Norrbotten. Podopieczne Stellana Carlssona na przełomie kwietnia i maja miały oczywiście swoje problemy, ale formacja dyrygowana przez duet Ikidi – Nordin w trzech ostatnich meczach dała się zaskoczyć zaledwie jeden raz (i to podczas wyjazdu na teren lidera). Czy ekipie z dalekiej Północy uda się zatem zatrzymać także rozpędzoną niemal do granic możliwości zielono-białą maszynę? Zobaczymy, ale pewni możemy być tego, że drużynie prowadzonej przez Pabla Pinonesa-Arce z każdym kolejnym tygodniem będzie się grało coraz trudniej, gdyż w jej przypadku zanika tak bardzo pomocny w pierwszej fazie sezonu element zaskoczenia.

Emocji nie powinno zabraknąć także na Tunavallen, gdzie zetrą się dwa mocno rozczarowane początkiem sezonu w swoim wykonaniu zespoły. O ile jednak w Linköping mogą pocieszać się, że mają Fridę Maanum, że czasami zwyczajnie brakowało szczęścia, a gra LFC momentami naprawdę wyglądała całkiem przyzwoicie, o tyle w Eskilstunie powodów do optymizmu póki co brak. No może poza tym, że po niespodziewanej porażce na Stadionie Olimpijskim może być już tylko lepiej, ale tutaj przestrogą wydaje się rok 2020. Wtedy też miały być fanfary, miały być puchary, a skończyło się na nerwowym liczeniu goli, które ostatecznie pozwoliły drużynie zachować status pierwszoligowej. W teorii takie zawodniczki jak Kullashi, Rogic i Andersson muszą przecież wreszcie odpalić, w praktyce jednak wcale nie jesteśmy pewni, że oto nadszedł ten długo wyczekiwany moment. Choć być może właśnie to powinno być powodem do optymizmu, wszak te najbardziej nieprzewidywalne zespoły najczęściej wracają do gry akurat wtedy, gdy większość przestała już w nie wierzyć.

A co tam u naszych pucharowiczów? Häcken oraz Rosengård podejmą na własnych boiskach odpowiednio AIK i Vittsjö i w obu przypadkach powinny powetować sobie straty punktowe poniesione tuż przed przerwą reprezentacyjną. Choć derby Skanii, jak to zresztą często bywa, mogą nas oczywiście swoim przebiegiem bardzo zaskoczyć. Na potwierdzenie zwyżkującej formy czekają także w Kristianstad, a Pomarańczowa Armia w poszukiwaniu czwartego w sezonie kompletu punktów uda się na Behrn Arenę. Gospodynie potrafiły już w obecnych rozgrywkach płatać figle papierowym faworytkom, ale tym razem będą musiały uczynić to bez zawieszonej Jenny Hellstrom, co niejako w sposób naturalny czyni misję sprawienia potencjalnej niespodzianki zdecydowanie trudniejszą. We wschodniej Skanii nikt nie zamierza jednak z tego powodu narzekać.


Zestaw par 9. kolejki:

m01

m02

m03

m04

m05

m06

Tack, Seger! #215

seger

EURO 2005 było turniejem, który zapoczątkował wiele wspaniałych karier. Na zdjęciu powyżej dwie rekordzistki Caroline Seger oraz Fara Williams (Fot. Lars Baron)

Gantofta to niewielkie miasteczko w okolicach Helsingborga, które wiosną 1985 liczyło sobie zaledwie nieco ponad tysiąc mieszkańców. Na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się ono niczym od innych podobnych ośrodków rozsianych po całej Szwecji. Ot, kilka sklepików, szkoła dla kilkuset uczniów, pizzeria stanowiąca miejsce częstych spotkań i dużo terenów zielonych. A właśnie, jeszcze klub piłkarski. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak od kilkudziesięciu godzin Gantofta stała się jednym z najbardziej popularnych miasteczek w Europie. Miejscem, którego nazwę kojarzyć powinien każdy sympatyk piłki nożnej. A to wszystko za sprawą pewnej doskonale znanej nam 36-latki, która jak mało kto nie bała się realizować swoich marzeń.

To właśnie w lokalnym klubie Gantofta IF Caroline Seger stawiała swoje pierwsze, piłkarskie kroki. Bardzo szybko stało się jednak jasne, że zawodniczka o tak wielkim potencjale nie zabawi długo na niższym poziomie rozgrywkowym. I choć wydawało się, że naturalna ścieżka rozwoju kariery powiedzie ją przez Helsingborg do Malmö, to sama zainteresowana postanowiła przywitać się z seniorską piłką w Linköping. To właśnie w Östergötland przyszło jej zresztą świętować pierwszy naprawdę poważny sukces, kiedy to LFC trochę niespodziewanie sięgnął w roku 2009 po krajowy dublet. Nawiasem mówiąc, ostatni jak dotąd w historii szwedzkiej piłki, gdyż od tamtego czasu nikomu nie udało się triumfować w jednym roku kalendarzowym zarówno w lidze, jak i w pucharze. Kolejne kroki w klubowej karierze Seger pamiętamy doskonale, więc nie ma większego sensu zarzucanie was w tym miejscu zbędnymi liczbami i statystykami. Dla porządku przypomnijmy może tylko, że pierwszym zagranicznym skalpem było mistrzostwo USA w barwach Western New York Flash, a po powrocie do kraju kolekcję uzupełniły dwa kolejne tytuły, wywalczone kolejno dla LdB Malmö oraz Tyresö. Z tym ostatnim klubem udało jej się także dotrzeć do finału Ligi Mistrzyń, ale po ten najcenniejszy w europejskich piłce klubowej puchar udało jej się sięgnąć dopiero wiosną 2017 dla Olympique Lyon. I choć Seger nie była bynajmniej podstawową zawodniczką ówczesnego mistrza Francji, a w samym finale na boisku się nie pojawiła, było to najlepsze możliwe dopełnienie jej kariery klubowej. Celowo nie używam tu słowa zwieńczenie, gdyż na nie będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. Seger nie zamierza się bowiem zatrzymywać, a po kolejnym powrocie do Damallsvenskan zdążyła już sięgnąć po jeszcze jeden puchar (2018) i mistrzostwo Szwecji (2019). A coś podpowiada nam, że na tym się nie skończy …

O Caroline Seger jest dziś jednak głośno nie ze względu na imponujące osiągnięcia klubowe, lecz na te reprezentacyjne. Cofnijmy się więc do początku tej wspaniałej opowieści, czyli do marca 2005. To właśnie wtedy selekcjonerka Marika Domanski postanowiła dać szansę obiecującej dziewiętnastolatce z Linköping, dla której okazją do reprezentacyjnego debiutu miał być – jak to często w przypadku szwedzkich piłkarek u progu XXI wieku – turniej o Puchar Algarve. I nawet jeśli sam mecz przeciwko Niemkom nie przeszedł w szczególny sposób do historii, to zaledwie kilka miesięcy później Seger była już podstawową piłkarką szwedzkiej kadry podczas EURO 2005 (według subiektywnej opinii autora tekstu najlepszej – obok MŚ 2011 – imprezy piłkarskiej w tym stuleciu). Na angielskich boiskach drużyna prowadzona przez Marikę Domanski dotarła do półfinału, a nasza dzisiejsza bohaterka od tej pory stała się centralnym punktem reprezentacji na każdym turnieju, na którym miała okazję wystąpić. A uzbierało się tego całkiem sporo, bo cztery mundiale, trzy kolejne finały Mistrzostw Europy i wreszcie trzy wyjazdy na Igrzyska Olimpijskie. Nie miało przy tym znaczenia, kto akurat sprawował funkcję selekcjonera, gdyż w kwestii przydatności Seger dla najważniejszej drużyny w kraju całkowicie zgodni byli Marika Domanski, Thomas Dennerby, Pia Sundhage oraz Peter Gerhardsson. A mając na uwadze, że jest to kwartet mocno różniący się w swoich spojrzeniach na wiele piłkarskich i okołopiłkarskich spraw, tym bardziej robi to wrażenie.

Skalę zaufania, jakim obdarzono w reprezentacji pomocniczkę reprezentującą wówczas barwy Linköping, najlepiej oddaje jednak całkiem inny fakt. Po klęsce na mundialu w Chinach w szwedzkiej kadrze doszło bowiem do swego rodzaju wymiany pokoleniowej, a jednym z najbardziej nurtujących opinię publiczną pytań stało się to dotyczące płynnego następstwa generacji. Sceptycy argumentowali, że oto kolejne zawodniczki ze srebrnej drużyny z przełomu wieków kończą kariery, a równie charyzmatycznych następczyń brak. Z nieco innego założenia wyszedł jednak selekcjoner Dennerby, który bynajmniej nie bał się odważnych decyzji. Ówczesny szkoleniowiec jasno zadeklarował, że to właśnie w Seger widzi przyszłą liderkę kadry i już wiosną 2008 powierzył jej opaskę kapitańską. Tym razem jeszcze tymczasowo, ale gdy rok później na zasłużoną, sportową emeryturę udała się legendarna Victoria Svensson, zawodniczka z południowo-zachodniej Skanii przejęła tę rolę już na stałe. I z powodzeniem pełni ją aż do dziś, po drodze prowadząc reprezentację do jednego finału i czterech półfinałów. A znowu trzeba zaznaczyć, że są to statystyki, które jak najbardziej mogą jeszcze ulec zmianie i mamy nawet głęboką nadzieję, że tak właśnie się stanie. Kto wie, być może już tego lata.

O tym, co przyniesie przyszłość, przekonamy się niebawem, ale bez względu na to Caroline Seger już zapisała swoje nazwisko w historii nie tylko krajowej, ale i światowej piłki. Choć bardziej zasadne byłoby powiedzieć, że ona to nazwisko po prostu tam wygrawerowała. 215 występów w pierwszej reprezentacji to od dziś nowy rekord Europy, ale żadna liczba, nawet tak imponująca, nie odda tego, jak wspaniałą kartę napisała pisze swoją karierą pomocniczka z Gantofty. Ani tego, jak wspaniałym wzorem do naśladowania może być dla tysięcy chłopców i dziewcząt właśnie teraz zaczynającym swoją przygodę … chciałoby się napisać z piłką, ale przecież nie musimy ograniczać się w tym miejscu wyłącznie do przyszłych piłkarek i piłkarzy, gdyż pewne wartości są po prostu uniwersalne. Dlatego dziś trafia się wspaniała okazja, aby za to wszystko powiedzieć po prostu: Tack, Caroline! Albo Tack, Seger!, bo chyba tę formę preferujesz.

Skromnie, ale pewnie

svenor

Dwie z czterech bohaterek bramkowej akcji celebrują zdobycie zwycięskiego gola (Fot. Bildbyrån)

Jeżeli to miał być jeden z ważniejszych sprawdzianów przed Igrzyskami, to konkluzja z niego wyciągnięta może być tylko jedna – jest nieźle! I choć na turnieju w Japonii kadra Petera Gerhardssona będzie musiała zmierzyć się z najtrudniejszą grupą, a do tego z najbardziej niekorzystnym terminarzem, to mając taki zespół nie musimy bać się żadnych rywalek. Jeżeli już mielibyśmy się po meczu w Kalmar do czegoś przyczepić, to do skuteczności oraz do funkcjonowania obu wahadeł, które dzisiejszego wieczora momentami mocno zaznaczały swoją obecność, a za chwilę przez dłuższy czas znajdowały się de facto poza grą. Ale to byłoby już szukanie rezerw trochę na siłę, bo ze starcia z Norwegią zapamiętamy przede wszystkim kapitalną Kosovare Asllani, Stinę Blackstenius potwierdzającą konkretną zwyżkę formy i wreszcie słabą postawę francuskich sędzi, które między innymi pozbawiły nas ewidentnego rzutu karnego. Taki już jednak urok piłki.

Pierwszy kwadrans to prawdziwy popis gry reprezentacji Szwecji, która większość swoich akcji w tym fragmencie meczu przeprowadzała prawą flanką. Wystawiona przez Martina Sjögrena na pozycji lewej defensorki dziewiętnastoletnia Julie Blakstad raz po raz była wsadzana na przysłowiową karuzelę przez duet Schough – Jakobsson i tylko brak dokładności po szwedzkiej stronie sprawił, że piłkarkom gości udało się przetrwać tę nawałnicę bez poważniejszych strat. Aktywne było jednak nie tylko skrzydło, ale i środek, co zaowocowało dwoma strzałami ze strony Kosovare Asllani. W jednym przypadku futbolówka uderzona przez zawodniczkę madryckiego Realu zatrzymała się jednak na słupku, a w drugim dobrą interwencją popisała się Cecilie Fiskerstrand. Golkiperka angielskiego Brightonu skutecznie interweniowała także w sytuacji sam na sam ze Stiną Blackstenius, która przez cały mecz sprawiała mnóstwo problemów norweskiej defensywie. Liderka klasyfikacji strzelczyń Damallsvenskan ostatecznie dopięła zresztą swego, gdyż właśnie ona była autorką jedynego tego dnia gola, którego obejrzeli kibice na Guldfågeln Arenie. Mając na uwadze obraz meczu, padł on zresztą w stosunkowo nietypowych okolicznościach, bo po … perfekcyjnie wyprowadzonym szwedzkim kontrataku. Najpierw długim, mierzonym podaniem popisała się Hanna Bennison, następnie Jakobsson podprowadziła akcję na połowę Norweżek, Asllani idealnie w tempo odegrała do wychodzącej na pozycję Blackstenius, a napastniczka Häcken sfinalizowała wszystko strzałem po ziemi w środek bramki. Ta sama zawodniczka niespełna kwadrans później raz jeszcze umieściła zresztą futbolówkę w siatce Fiskerstrand, ale francuskie sędzie dopatrzyły się w tej sytuacji spalonego.

Przed meczem długo dyskutowaliśmy o kondycji szwedzkiej defensywy bez Sembrant i Fischer, ale wystawiony dziś przez Gerhardssona tercet wypełnił swoje role bez zarzutu. Zdarzało się wprawdzie, że między trzyosobowym blokiem obronnym, a środkowymi pomocniczkami pojawiało się zbyt wiele wolnej przestrzeni, ale rywalki tym razem nijak nie były w stanie tego wykorzystać. Największy plus możemy postawić chyba przy nazwisku Nathalie Björn, która po raz pierwszy wystąpiła w narodowych barwach w roli środkowej stoperki i ten swoisty egzamin piłkarskiej dojrzałości udało jej się zdać z bardzo dobrym wynikiem. Reprezentacja Norwegii przekonała się ponadto, jak wielką stratą dla ofensywnej wartości tego zespołu jest nieobecność Guro Reiten oraz Caroline Hansen. Bez dwóch finalistek tegorocznej Ligi Mistrzyń norweski atak wydawał się całkowicie bezbronny i tak naprawdę w żadnym momencie szwedzkie defensorki nie zostały zmuszone do gry pod większą presją. A występu Hedvig Lindahl ocenić w ogóle nie sposób, gdyż w kierunku bramki golkiperki Atletico nie udało się gościom oddać choćby jednego celnego strzału. Żadne kontuzje i nieobecności nie mogą jednak stanowić usprawiedliwienia dla ogromnej liczby prostych strat i niedokładnych podań, które wręcz mnożyły się dziś w szeregach zespołu prowadzonego przez Martina Sjögrena. W równie zabawny, co trafny sposób skomentował to zresztą jeden z norweskich dziennikarzy, przyrównując postawę swojej reprezentacji do oglądania filmu grozy. I rzeczywiście, trzeba przyznać, że Norweżki mocno przetestowały dziś cierpliwość swoich fanów, a Fiskerstrand, Blakstad i Moe Wold były całkiem blisko tego, aby zapisać na swoim koncie nieformalne asysty przy trafieniach dla Szwecji. Na ich szczęście, akurat skuteczność była tym razem chyba najsłabszym punktem w zespole Gerhardssona.

Nie ma przypadku w tym, że w całej dotychczasowej relacji ani razu nie padło nazwisko Caroline Seger. Kapitanka reprezentacji Szwecji rozegrała dziś stabilne dziewięćdziesiąt minut w środku linii pomocy, ale jeśli w najbliższych godzinach nie wydarzy się nic nadzwyczajnego, to właśnie jej osobie poświęcony będzie niemal cały tekst po meczu z Australią. Za pięć dni w Kalmarze możemy być bowiem świadkami wydarzenia historycznego nie tylko dla szwedzkiej, ale i dla europejskiej piłki. Na celebrację fenomenalnego rekordu przyjdzie jednak czas, a tymczasem żegnamy się ze Småland w naprawdę dobrych nastrojach.

Podsumowanie 8. kolejki

damf

Podsumowanie 8. kolejki sezonu 2021 w Damallsvenskan:


Najlepszy mecz: Kristianstad 0-0 Rosengård. W Linköping obejrzeliśmy kapitalną wymianę ciosów, ale to derby Skanii ostatecznie zwyciężają batalię o miano najlepszego meczu ósmej kolejki. Wybór być może nieco kontrowersyjny, ale chyba wszyscy zgodzimy się co do tego, że takich bezbramkowych remisów chcemy oglądać więcej. Popis futbolu na najwyższym poziomie dały nam przede wszystkim obie formacje defensywne, które w piątkowy wieczór naprawdę miały co robić. Viggosdottir i Björn po jednej, a Carlsson, Rybrink i Törnkvist po drugiej stronie udowodniły jednak, że znają się na swoim fachu, dzięki czemu oba kluby dopisały sobie w tabeli po jednym punkcie. W Kristianstad, zdecydowanie bardziej niż z remisu z liderem, cieszyć mogą się jednak z postawy piłkarek, które w starciu z najsilniejszym w kraju przeciwnikiem rozegrały swój najlepszy w tym roku mecz. Elisabet Gunnarsdottir nie bała się posadzić na ławce Åsland i Welin, a także przesunąć mocno do przodu Sif Atladottir i te roszady – w połączeniu z powrotem do meczowej kadry rekonwalescentek Nilsson i Jonsdottir – przyniosły pożądany efekt. Czy długotrwały? Okaże się niebawem, ale po serii mocno rozczarowujących występów, we wschodniej Skanii znacząco poprawili sobie nastroje przed przerwą reprezentacyjną.

Wydarzenie kolejki: Kanonada w Östergötland. Ten mecz miał w sobie absolutnie wszystko, choć ostatecznie nie przyniósł pełni szczęścia żadnej z drużyn. W teorii zdecydowanie bardziej zadowolony z jednego punktu powinien być beniaminek ze Sztokholmu, ale w Södermalm mogą bardzo żałować poprzeczki Emilii Larsson i słupka Matildy Vinberg. Kto wie, być może gdyby choć jeden z tych strzałów znalazł drogę do bramki Cajsy Andersson, to Hammarby już oficjalnie stałoby się trzecią siłą Damallsvenskan. W Linköping mogą natomiast cieszyć się z przełamania strzeleckiej niemocy, ale trudno być zadowolonym z meczu, którego przebieg udało się w heroiczny sposób odwrócić tylko po to, aby za chwilę wypuścić zwycięstwo z rąk. Pewne jest natomiast to, że tercet Larsson – Jansson – Janogy niezmiennie zachwyca nas swoją boiskową dyspozycją, a rezerwowe Bajen raz po raz pokazują, że siłą kadry beniaminka jest nie tylko wyjściowa jedenastka. To ostatnie w równym stopniu tyczy się zresztą zespołu Andrée Jeglertza, gdyż wśród jego podopiecznych mocno na plus pokazały się Synne Skinnes Hansen oraz Sofie Bredgaard. Dziewiętnastolatka z Danii dwukrotnie pokonała zresztą Tamminen, znacząco przyczyniając się do przedłużenia serii meczów LFC bez porażki. Aktualnie wynosi ona siedem spotkań.

Bohaterka kolejki: Honoka Hayashi (AIK). Już zimą wiedzieliśmy, że 23-latka z Osaki może okazać się jednym z najcenniejszych nabytków ligi, a kolejne mecze tylko utwierdzają nas w tej opinii. W sobotę reprezentantka Japonii poprowadziła AIK do niezwykle cennego zwycięstwa nad Örebro, popisując się przy okazji golem i asystą i do teraz trudno stwierdzić, które z tych zagrań było bardziej efektowne. Oba okazały się jednak niesamowicie efektywne, podobnie zresztą jak postawa Hayashi w drugiej linii od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty meczu. I jeśli sympatycy stołecznych Gryzoni wierzą w pozostanie swojej ukochanej drużyny w krajowej elicie, to możemy być pewni, że to właśnie Japonka będzie kluczowym elementem skutecznej walki o utrzymanie.

Gol kolejki: Honoka Hayashi (AIK). Starcie z Örebro rozpoczęło się dla piłkarek AIK bardzo nieszczęśliwie, gdyż już w 9. minucie z powodu kontuzji plac gry musiała opuścić Nora Rönnfors. Kilkadziesiąt sekund później nastroje na Skytteholms IP zmieniły się jednak o sto osiemdziesiąt stopni. A wszystko za sprawą Honoki Hayashi, która podyktowany za faul na napastniczce za Sztokholmu rzut wolny zamieniła na niezwykle efektownego gola. Tak precyzyjnego strzału ze stojącej piłki nie powstydziłaby się nawet Aya Miyama.

Sensacja kolejki: Sztokholm w ofensywie. W sezonie 2021 na boiskach Damallsvenskan występują aż trzy kluby ze Sztokholmu. Liczbowo wygląda to zatem całkiem przyzwoicie, ale żaden ze stołecznych zespołów nie był raczej typowany do walki o najwyższe cele. I choć faktycznie na kolejny tytuł mistrzowski w stolicy najpewniej jeszcze poczekamy, to zakończony właśnie weekend był dla fanów piłki nożnej w Sztokholmie niezwykle udany. I to bez względu na klubowe sympatie i antypatie. Hammarby przywiózł niezwykle cenny punkt z Linköping, choć przy odrobinie szczęścia mógł to spotkanie nawet wygrać, mocno osłabiony AIK po profesorsku wypunktował nieobliczalne Örebro, a Djurgården w niezłym stylu sięgnął po komplet punktów w rywalizacji z Eskilstuną. Jak zatem widać, nie trzeba tworzyć sztucznego tworu o nazwie Stockholm United (ktoś pamięta jeszcze tę nieco absurdalną koncepcję?), aby kluby ze stolicy z powodzeniem rywalizowały na pierwszoligowych murawach. I całe szczęście.

Liczba kolejki: 7. Tyle punktów meczowych wywalczyły w miniony weekend na pierwszoligowych boiskach drużyny ze stolicy. A przecież nie tak dawno perspektywa Damallsvenskan bez żadnego klubu ze Sztokholmu wydawała się bardzo realna. To jest właśnie ta nieprzewidywalność, za którą kochamy futbol.


8. kolejka statystycznie:

Gole: 10  (średnia 1.83 / mecz)

Rzuty karne: 2  (oba wykorzystane)

Żółte kartki: 10

Czerwone kartki: 0

Najszybszy gol: Emilia Larsson (Hammarby) – 4. minuta (vs. Linköping)

Najpóźniejszy gol: Fernanda Da Silva (Vittsjö) – 86. minuta (vs. Växjö)


Jedenastka kolejki:

lag8

Nichole Persson (Piteå) – Mia Carlsson (Kristianstad), Sheila van den Bulk (Djurgården), Josefine Rybrink (Kristianstad), Glodis Perla Viggosdottir (Rosengård), Nellie Karlsson (Växjö) – Sofie Bredgaard (Linköping), Josefin Johansson (Piteå), Honoka Hayashi (AIK), Emilia Larsson (Hammarby) – Daniela Zamora (Djurgården)


Komplet wyników:


Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Piłkarka kolejki:

lirare

8. kolejka – zapowiedź

E2nws50XoAAS5bQ

FC Rosengård kroczy wiosną od zwycięstwa do zwycięstwa (Fot. Danny i fotoväst)

Kto jest numerem jeden w piłkarskiej Skanii? W ujęciu historycznym niewątpliwie jest to Rosengård, a i analiza tegorocznej tabeli poprowadziłaby nas do dość podobnych wniosków. Są jednak tacy, którzy stoją na stanowisku, że prymat w regionie wywalcza się właśnie w meczach derbowych, a te ostatnimi czasy stały się naprawdę wyrównanymi, ciekawymi widowiskami. Spora w tym zasługa piłkarek Kristianstad, które po latach bolesnych porażek z bardziej utytułowanym rywalem, wreszcie znalazły patent na hegemona z Malmö i jak już zaczęły wyrywać mu punkty, to od tej pory czynią to z niesamowitą regularnością. Tak było na przykład wczesną wiosną, kiedy to obie ekipy rywalizowały ze sobą w fazie grupowej Pucharu Szwecji. Po dwóch kwadransach podopieczne Jonasa Eidevalla prowadziły już 3-0, ale kapitalna pogoń Kristianstad sprawiła, że starcie to zakończyło się remisem. Równie wiele emocji towarzyszyło potyczkom ligowym, na przykład tej z 11. października 2020, kiedy to po golach Summanen i Welin Pomarańczowa Armia pod dowództwem Elisabet Gunnarsdottir, po wielu latach prób, wreszcie zdobyła twierdzę w Malmö. Dwa ostatnie mecze na Kristianstad Arenie przyniosły jednak skromne zwycięstwa gościom ze stolicy Skanii, a na listę strzelczyń (w obu przypadkach po strzałach głową) wpisywały się kolejno Seger oraz Viggosdottir. Gdyby patrzeć wyłącznie na aktualną dyspozycję obu ekip, zdecydowanych faworytek piątkowej potyczki należałoby oczywiście upatrywać w piłkarkach Rosengård, ale jeśli Åsland, Rantala i reszta ekipy spod znaku KDFF chciałaby wreszcie nawiązać do ubiegłorocznej dyspozycji, to lepszego momentu na to już chyba nie będzie. Tym bardziej, że gotowość do gry zgłasza Sveindis Jane Jonsdottir, a to stanowi ogromną wartość dodaną dla ofensywy z Kristianstad.

Drugi mecz, który niewątpliwie zasługuje na osobny akapit, to rywalizacja Linköping z Hammarby. Wydaje się, że to właśnie te zespoły są na tę chwilę najpoważniejszymi kandydatami do uzupełnienia ligowego podium i ewentualne zwycięstwo w bezpośrednim starciu byłoby dla obu niezwykle cennym łupem. W Östergötland dołożą oczywiście wszelkich starań, aby komplet punktów pozostał przy drużynie trenera Jeglertza, ale fanów LFC martwić może strzelecka niemoc, która w ostatnich tygodniach nawiedziła klub z Linköping. Rozpoczęła się ona w najmniej spodziewanym momencie, bo podczas domowego meczu przeciwko Piteå, w którym to po 35. minutach gospodynie prowadziły 4-0. Od tamtej pory piłkarki LFC spędziły jednak na boisku mniej więcej pięć i pół godziny i w tym czasie udało im się strzelić łącznie … jednego gola! Jak na drużynę mającą w swojej kadrze zawodniczki pokroju Maanum, Simonsson, Kanu, czy Kapocs, nie jest to bynajmniej rezultat godny pochwały. Ze zdobywaniem goli problemów nie mają za to w Hammarby, a kwartet Larsson – Jansson – Janogy – Wangerheim stał się prawdziwą sensacją Damallsvenskan (oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa). W Sztokholmie muszą jednak mocno skupić się na defensywie, gdyż od czasu przekonującego zwycięstwa nad Örebro, Annie Tamminen ani razu nie udało się zachować czystego konta. Oba zespoły w piątek zmierzą się zatem z własnymi słabościami, a ten, któremu uda się złą passę odwrócić, znajdzie się na najlepszej drodze do tego, aby letnią przerwę w rozgrywkach spędzić na podium. Prawda, że jest o co grać?

A co czeka nas podczas sobotnio-niedzielnego maratonu z Damallsvenskan? Przede wszystkim rywalizacje drużyn mających sobie mnóstwo do udowodnienia. Na Stadionie Olimpijskim Djurgården zmierzy się z Eskilstuną i choć trudno w to uwierzyć, oba zespoły wygrały jak dotąd zaledwie po jednym ligowym spotkaniu. Jest to oczywiście spore rozczarowanie szczególnie dla fanów z Tunavallen, choć i w obozie Dumy Sztokholmu po cichu liczyli na to, że po dwóch sezonach dramatycznej walki o utrzymanie, tym razem uda się uniknąć aż tak nerwowych chwil. Do powolnego wchodzenia w sezon przyzwyczaiły już swoich sympatyków zawodniczki z Växjö, ale czekanie na pierwszego gola z gry aż do ósmej kolejki nawet w ich przypadku jest swego rodzaju nowością. Czy podczas wyjazdu do Vittsjö uda się wreszcie przełamać ofensywną niemoc? Łatwo nie będzie, gdyż na swój dawny poziom zdaje się wracać Sabrina D’Angelo, a i dyrygowana przez duet Adolfsson – Polkinghorne defensywa z północnej Skanii zdaje się wystrzegać poważniejszych błędów. Te ostatnie co chwilę przydarzają się za to piłkarkom AIK, a to nie jest absolutnie dobrą informacją przed sobotnim starciem z Örebro. Podopieczne Rickarda Johanssona, choć nie zaliczają się do grona ligowych potentatów, z niezwykłą wręcz regularnością potrafią bowiem wykorzystywać stwarzane przez siebie sytuacje. W najbliższym meczu ekipa z Närke będzie musiała jednak radzić sobie bez zawieszonej za czerwoną kartkę Jenny Hellstrom. Czy absencja dynamicznej Kanadyjki zauważalnie wpłynie na jakość ofensywy z Örebro? Przekonamy się już za nieco ponad 48 godzin.


Zestaw par 8. kolejki:

m01

m02

m03

m05

m04

m06