Wracamy na koniec czerwca?

lfarenaentrance

Szwedzkie stadiony cierpliwie czekają na ligowe emocje (Fot. PG)

Bądźmy szczerzy – tak spokojnego miesiąca jak maj 2020 nie było w szwedzkim futbolu od początku jego istnienia. I choć w wielu krajach zachodniej Europy to właśnie Szwecja przedstawiana jest jako przykład liberalnego podejścia do problemu zagrożenia epidemicznego, to akurat kibice piłkarscy w poszukiwaniu emocji powinni chwilowo spoglądać w zdecydowanie innym kierunku. Ot, chociażby na Niemcy, gdzie już za chwilę wznowi rozgrywki tamtejsza Bundesliga. Kiedy natomiast możemy spodziewać się otwarcia sezonu 2020 na boiskach Damallsvenskan? Póki co pewne jest tyle, że nie nastąpi to w najbliższej przyszłości.

Według ustalonego jeszcze w ubiegłym roku terminarza, już od niemal dwóch miesięcy powinniśmy emocjonować się szwedzkimi rozgrywkami ligowymi. Ich planowy start skutecznie storpedował jednak doskonale znany nam już wirus, który następnie nie pozwolił także rozkręcić piłkarskiej karuzeli w żadnym z proponowanych terminów kwietniowych i majowych. Obecnie na stole leży propozycja rozpoczęcia sezonu Damallsvenskan 28. czerwca, lecz wciąż do ustalenia pozostaje formuła, według której wyłonimy w tym roku mistrza oraz spadkowiczów. Co ciekawe, większość klubów optuje za tym, aby – jeśli tylko okaże się to możliwe – rozegrać do końca roku kalendarzowego wszystkie 22 kolejki, choć nie możemy wykluczyć, że konieczne będzie skrócenie sezonu o połowę lub skorzystanie z jednego z wariantów pośrednich. Rozgrywki w pełnym wymiarze interesują także przedstawicieli drugiej w kolejności szwedzkiej klasy rozgrywkowej i gdyby pomysł ten udało się wcielić w życie, to Elitettan mogłaby rozpocząć granie nawet dwa tygodnie wcześniej (14. czerwca), w zasadzie bez żadnego oficjalnego okresu przygotowawczego. Ryzyko takiego działania, również w zakresie potencjalnych kontuzji i urazów, jest oczywiście ogromne, ale trzeba powiedzieć jasno, że idealne wyjście z obecnej sytuacji zwyczajnie nie istnieje.

Termin powrotu piłkarek Damallsvenskan i Elitettan na ligowe boiska uzależniony jest jednak w największym stopniu od rekomendacji głównego epidemiologa kraju oraz od Agencji Zdrowia Publicznego. To właśnie do tych instytucji należeć będzie decydujące słowo i to one będą musiały na początku czerwca dać ligowej piłce zielone światło. Póki co słyszymy, że futbol w żadnym razie nie powinien liczyć na specjalne względy, ale sytuacja na froncie walki z pandemią jest na tyle dynamiczna, że ligowe otwarcie w ostatnich dniach pierwszego półrocza wydaje się całkiem realną perspektywą. Wytypowanie drużyn, których starcie miałoby być pierwszym akordem sezonu 2020, jest już jednak zadaniem absolutnie karkołomnym.

W szwedzkiej piłce ligowej na chwilę obecną wciąż mamy zdecydowanie więcej znaków zapytania niż wykrzykników, ale pozostaje żyć nadzieją, że gdy tylko będzie to możliwe (i bezpieczne!), to błyskawicznie powrócimy do naszej piłkarskiej normalności. Póki co pamiętajcie jednak o rekomendacjach, które w tej nadzwyczajnej sytuacji są zdecydowanie ważniejsze od wyniku jakiegokolwiek meczu. Bo im bardziej będziemy ich przestrzegać, tym liczniej odwiedzimy stadiony, gdy znów przyjdzie na to czas.

******

Bądźcie zdrowi, dbajcie o siebie i – mam nadzieję – do następnego razu!

Göteborg w centrum uwagi

pobrane

Stina Blackstenius w niecodziennych okolicznościach zamieniła Linköping na Göteborg (Fot. Stefan Jerrevång)

Na ligowe granie na boiskach Damallsvenskan i Elitettan jeszcze trochę poczekamy, ale dzień odwołanego meczu finałowego o Puchar Szwecji wydaje się być wręcz idealną datą na zebranie w jednym miejscu tego, co w ostatnich tygodniach wydarzyło się w świecie szwedzkiego futbolu. Wszystkie te wydarzenia w dobie nierównej walki z pandemią koronawirusa zeszły niejako samoistnie na dalszy plan, ale szczególnie w Västergötland minione dni przyniosły bardzo wiele zmian, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. W informacyjnej podróży przez piłkarską Szwecję zatrzymamy się jednak nie tylko w Göteborgu, gdyż ciekawie działo się właściwie na każdej szerokości geograficznej między Skanią a Laponią.

Zacznijmy jednak od wizyty nad Götą, gdzie po wznowieniu rozgrywek grać będzie Stina Blackstenius. O przynależności klubowej 56-krotnej reprezentantki Szwecji zdecydować musiał trybunał arbitrażowy, przed którym swoich racji dowodzili prawnicy z Göteborga oraz Linköping. Z ostatecznego werdyktu cieszyli się jednak wyłącznie pierwsi z wymienionych, a w dokładnie odwrotnym nastroju (co zresztą całkowicie zrozumiałe) znajdował się trener LFC Olof Unogård, który planował zbudować ofensywę prowadzonego przez siebie zespołu na najbliższą kampanię właśnie wokół 24-letniej napastniczki. A co na to wszystko sama zainteresowana? Cieszy się, że całe to zamieszanie dobiegło wreszcie końca i znów może skupić się na rzeczach ważniejszych i znacznie przyjemniejszych. Warto jednak jednoznacznie pochwalić postawę Stiny Blackstenius, która do końca pobytu w Linköping podchodziła do swoich obowiązków w pełni profesjonalnie, a w swoim ostatnim jak się okazało występie w dotychczasowych barwach strzeliła nawet gola … drużynie z Göteborga. Jak wiemy, Damallsvenskan doskonale zna przypadki, w których z tym profesjonalizmem bywało nieco gorzej.

Skoro jesteśmy już przy napastniczkach KGFC, to jeszcze większy emocjonalny rollercoaster ma za sobą Rebecka Blomqvist, która podczas przerwy międzysezonowej stoczyła zwycięską póki co walkę z nowotworem jajnika. Symptomy choroby pojawiły się u piłkarki z Göteborga jeszcze podczas rundy jesiennej, ale nie przeszkodziło to 22-letniej snajperce w tym, aby podobnie jak w poprzednim sezonie zostać drugą strzelczynią oraz najlepszą asystentką w Damallsvenskan. Diagnoza lekarska okazała się dla Blomqvist prawdziwym szokiem, choć sama zawodniczka przyznaje, że w całym nieszczęściu spotkało ją jednak mnóstwo szczęścia. Po pierwsze dlatego, że podczas tej niesamowicie trudnej drogi mogła niezmiennie liczyć na wsparcie najbliższych, a po drugie z powodu bardzo wczesnego wykrycia choroby, co znacząco poprawiało jej rokowania. Młodą snajperkę czekają teraz cykliczne kontrole medyczne i pozostaje mocno trzymać kciuki, aby nie wykazały one niczego niepokojącego.

Zima 2019/20 przyniosła także daleko idące zmiany w defensywie ekipy znad Göty. W ostatnich sezonach parę środkowych obrończyń KGFC niezmiennie stanowiły Taylor Leach oraz Beata Kollmats, ale w najbliższym czasie żadna z nich nie założy charakterystycznej, czarnej koszulki wicemistrzyń Szwecji. Leach, o czym wiadomo już od kilku miesięcy, zdecydowała się na powrót do USA, zaś Kollmats, która barw klubowych nie zmieniła, doznała chyba najbardziej niewdzięcznej kontuzji w piłkarskim słowniku. Tak, chodzi tu o zerwanie więzadeł krzyżowych. Teoretycznie, obecność w kadrze Göteborga takich zawodniczek jak Emma Berglund czy Emma Kullberg sprawia, że nie trzeba jeszcze bić na alarm, lecz nie możemy zapominać, że obu wymienionym tu defensorkom stosunkowo często zdarza się łapać wykluczające je z gry urazy. A gdyby tak się stało, nowy szkoleniowiec KGFC Mats Gren musiałby prawdopodobnie ratować się przesunięciem na środek obrony Filippy Curmark lub Natalii Kuikki, co dla samych zainteresowanych nie byłoby z pewnością rozwiązaniem idealnym.

Po długim pobycie w Göteborgu zajrzymy na chwilę na południe, gdzie pomimo zmniejszonej aktywności na stadionach także wydarzyło się całkiem sporo. W Vittsjö, najsłynniejszej piłkarskiej wsi w Szwecji i nie tylko, ruszyła sprzedaż cegiełek mających pomóc klubowi w tych trudnych i niecodziennych okolicznościach. Jej wyniki mogą wskazywać na to, że w okolicach Hässleholm żaden wirus nie zabije pierwszoligowego futbolu. Z umiarkowanym optymizmem w przyszłość spoglądają także w Kristianstad, gdzie swoją zawodową przystań na najbliższą przyszłość odnalazła Elise Kellond-Knight. Piłkarkę, która była bliska zostania bohaterką australijskiej kadry na mundialu we Francji, doskonale pamiętamy chociażby z występów w stołecznym Hammarby, więc nic dziwnego, że transfer ten z miejsca stał się jednym z hitów zimowego okienka. Równie dobrą robotę wykonano także w zachodniej Skanii, gdzie pomimo zakusów potęg z Anglii i Francji udało się zatrzymać w Rosengård Annę Anvegård oraz Hannę Bennison. Pokusa sprawdzenia się w jednej z najlepszych lig świata była o tyle duża, że zainteresowanie dwiema nadziejami szwedzkiej piłki wyrażały naprawdę renomowane kluby (z tym najlepszym włącznie), ale obie zawodniczki zgodnie stwierdziły, że czas na podbój Lyonu czy Londynu jeszcze nadejdzie. A kiedy? Kibice z Malmö z pewnością liczą na to, że nie tak prędko, ale trudno powiedzieć jak długo przyjdzie im żyć tą nadzieją.

A co słychać na północy? Tam, ze względów geograficznych, koronakryzys może nieść za sobą najbardziej dramatyczne skutki. Beniaminek z Umeå radzi sobie z nimi jednak niesamowicie kreatywnie, a akcja sprzedaży fikcyjnych biletów na mecz otwarcia sezonu przeciwko Rosengård okazała się marketingowym strzałem w dziesiątkę. Rekordu frekwencji z czasów świetności klubu pobić się wprawdzie nie udało, ale po raz pierwszy od dawna Umeå znów stało się na chwilę stolicą szwedzkiej piłki. I bez względu na sympatie czy antypatie klubowe, jest to niezwykle przyjemna wiadomość. O skutkach kryzysu mocno myślą także w nieodległym Piteå, gdzie już liczą straty spowodowane zdecydowanie większymi kosztami podróży, z którymi nam wszystkim przyjdzie się zmierzyć w nowej rzeczywistości. Jak wiadomo, mistrzynie Szwecji z sezonu 2018 na wszystkie ligowe mecze (w tym roku oczywiście z wyłączeniem wyjazdu do Umeå) muszą latać samolotem, a korzystanie z tego właśnie środka lokomocji już za chwilę stanie się zdecydowanie droższą niż dotychczas przyjemnością. Nic więc dziwnego, że w Piteå wyszli z propozycją nowego, bardziej proporcjonalnego do poniesionych kosztów, podziału funduszu wyrównawczego pozwalającego klubom odzyskać część środków przeznaczonych na dojazdy na mecze. Pomysł ten niewątpliwie spodobał się w Umeå, ale czas pokaże, czy równie przychylnym okiem spojrzą na niego przedstawiciele klubów z południa, które na tym bardziej sprawiedliwym rozwiązaniu miałyby najwięcej do stracenia.

******

Bądźcie zdrowi, dbajcie o siebie i – mam nadzieję – do następnego razu!

Puchar Szwecji 2020 anulowany

cupen

Taniec radości piłkarek z Göteborga po zdobyciu Pucharu Szwecji 2019 (Fot. Bildbyrån)

Runda wstępna, faza zasadnicza, pierwsza kolejka fazy grupowej i … wystarczy! Przerwana pod koniec lutego tegoroczna edycja rozgrywek o Puchar Szwecji została oficjalnie anulowana i uznana za nieodbytą. Jednego z najbardziej charakterystycznych w szwedzkim futbolu trofeów nie wręczymy zatem w tym roku ani 1. maja, ani nigdy później.

Pierwotny plan zakładał, że to właśnie pucharowe zmagania będą swoistym papierkiem lakmusowym poprzedzającym start rozgrywek ligowych na szczeblu centralnym. Przedłużająca się przerwa, a także ostatnie rekomendacje Agencji Zdrowia Publicznego sprawiły jednak, że początkowe założenia trzeba było dość mocno zweryfikować. Tym bardziej, że wreszcie doczekaliśmy się również nieco bardziej spójnej reakcji SvFF oraz regionalnych związków piłkarskich, które dotychczas można było posądzić o wszystko poza posiadaniem wspólnej strategii działania w warunkach koronakryzysu. Dzięki nim do skutku nie dojdzie zresztą także między innymi planowany turniej towarzyski z udziałem czterech drużyn ze Sztokholmu (Djurgården, Hammarby, AIK, Bromma), co cieszy w szczególności tych, którzy od początku uważali, że granie w piłkę w sercu szwedzkiego epicentrum COVID-19 jest niekoniecznie najszczęśliwszym pomysłem.

Wróćmy jednak do pucharu, który w wyniku podjętych decyzji pozostanie w Göteborgu przynajmniej przez kolejnych dwanaście miesięcy. Swego rodzaju ciekawostką historyczną jest fakt, że ostatnim rokiem kalendarzowym, w którym nie rozegrano meczu finałowego o Puchar Szwecji był rok 2013 (przyczyną takiego stanu rzeczy była wówczas zmiana formatu rozgrywek) i wówczas także to piłkarki z Västegötland były posiadaczkami trofeum. W tamtym przypadku ich panowanie przedłużyło się jednak zaledwie o sześć miesięcy, a teraz okres ten będzie przynajmniej dwukrotnie dłuższy. Przynajmniej, gdyż na ten moment nikt tak naprawdę nie jest w stanie przewidzieć jak będzie wyglądać rzeczywistość jesienią, czy nawet wiosną 2021. Wszyscy życzylibyśmy sobie, aby kolejna edycja rywalizacji o najbardziej demokratyczny puchar w kraju odbyła się zgodnie z harmonogramem, ale takiej gwarancji najpewniej nie będziemy posiadać jeszcze długo.

Do anulowania rozgrywek Pucharu Szwecji 2020 w kilku zdaniach odniósł się także Karl-Erik Nilsson. W podjęciu tej trudnej decyzji dużą rolę odegrały opinie najbardziej zainteresowanych podmiotów, w tym wciąż uczestniczących w rozgrywkach klubów. Jest to oczywiście bardzo niefortunne, że nie będziemy w stanie wyłonić tegorocznego zwycięzcy, ale w obecnych okolicznościach zdecydowaliśmy się na najbardziej logiczny ruch – powiedział prezes Szwedzkiego Związku Piłki Nożnej. I akurat w tym przypadku nie można odmówić mu racji.

******

Na początku maja bliżej przyjrzymy się miedzy innymi czterem najważniejszym kwestiom, którymi podczas przymusowej przerwy w ligowym graniu żyje piłkarski Göteborg. Zajrzymy także do innych klubów Damallsvenskan oraz Elitettan, które na różne sposoby starają się utrzymać formę (oraz płynność funkcjonowania) w tych nadzwyczajnych czasach. Póki co, czas jednak na tradycyjne pozdrowienie: bądźcie zdrowi, dbajcie o siebie i – mam nadzieję – do następnego razu!

Zamiast startu ligi

tina

W Uppsali dłużej poczekają na pierwszoligowy debiut (Fot. Stina Stjernkvist)

Trzeci dzień kwietnia to wyjątkowa data w tegorocznym kalendarzu. To właśnie zaplanowane na dzisiejszy wieczór starcie zespołów z Växjö i Eskilstuny miało na dobre zainaugurować sezon 2020 w szwedzkiej piłce klubowej. Miało, ale z wiadomych względów stało się inaczej. O ligowe punkty nie zagramy dziś ani na Myresjöhus Arenie, ani na żadnym innym stadionie położonym między Skanią i Laponią.

Przymusowa przerwa nie oznacza, że na szwedzkiej ziemi piłka w ogóle przestała się kręcić. Każdy z klubów postawił na swój sposób radzenia sobie z tą nadzwyczajną sytuacją; jedni poszli w kierunku treningów indywidualnych, inni zaś nie zrezygnowali do końca nawet z rozgrywania meczów sparingowych. Te ostatnie w zdecydowanej większości odbywają się oczywiście za zamkniętymi drzwiami, ale bynajmniej nie przeszkadza to na przykład piłkarkom z Göteborga w odnoszeniu bardzo przekonujących zwycięstw nad zdecydowanie niżej notowanymi rywalkami z okręgu Västergötland. Potyczkę o lekkim zabarwieniu derbowym stoczyły także niedawno ekipy Örebro i Eskilstuny. Po wyrównanej pierwszej połowie, w drugiej zaczęła uwidaczniać się przewaga United i to drużyna prowadzona przez Magnusa Karlssona ostatecznie wyszła z tego starcia zwycięsko. Z poczuciem dobrze wykonanego zadania swój mecz zakończyły także zawodniczki z Linköping, które z kolei okazały się skuteczniejsze od reprezentujących lokalny klub chłopców z rocznika 2004. Co ciekawe, o tym ostatnim meczu ani słowa nie napisali ci, którzy często wykazują zaskakującą hiperaktywność w przypadku, gdy taka rywalizacja kończy się odwrotnym wynikiem. Ten jeden raz możemy im to jednak wybaczyć, gdyż akurat dziś to nie wyniki boiskowej rywalizacji są dla nas wszystkich najbardziej istotnym problemem. Zresztą, nawet gdyby było inaczej, to czwartkowe wytyczne zabraniające jakiegokolwiek współzawodnictwa w sportach kontaktowych sprawiły, że za kilka chwil również sparingi staną się elementem świata przeszłości.

Bardzo aktualne wciąż pozostaje jednak pytanie co dalej z ligą. Według ostatnich i zarazem obowiązujących na dziś rekomendacji, rozgrywki od trzeciego poziomu rozgrywkowego w dół wystartują latem i odbędą się w formule jednorundowej. Jest to równoznaczne ze zmniejszeniem liczby zaplanowanych na sezon 2020 meczów o pięćdziesiąt procent i oznacza, że wszyscy ligowi rywale spotkają się ze sobą na boisku tylko jeden raz. Końcowa klasyfikacja ustalana będzie oczywiście na podstawie wyników rozegranych spotkań i w oparciu o nią działać będzie system spadków i awansów.

Zdecydowanie więcej znaków zapytania mamy w przypadku rywalizacji na szczeblu centralnym. Optymistyczny plan zakłada powrót do ligowego grania w pierwszej połowie czerwca, czyi w terminie ósmej lub dziewiątej kolejki, ale trudno powiedzieć, jak dokładnie miałaby wyglądać organizacja meczów Damallsvenskan oraz Elitettan. Jeśli bowiem nie zmienią się wytyczne dotyczące imprez masowych, to nawet w tak beztrosko/liberalnie (w zależności od tego, jakie jest nasze stanowisko w tej kwestii) podchodzącym do problemu epidemii kraju, granie z kibicami byłoby po prostu łamaniem prawa. A perspektywa gry przy pustych trybunach zdecydowanie nie podoba się chociażby klubom ze Sztokholmu. Z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy jednak założyć, że o tym, kiedy i w jakiej formie wrócimy do ligowej normalności, zadecydują nie piłkarki czy kluby, a szalejący już na wszystkich kontynentach wirus. Nam pozostaje jedynie cierpliwie czekać, stosować się do zaleceń i dbać o swoje samopoczucie fizyczne i mentalne. A także – jeśli tylko sami mamy taką możliwość – wspierać lokalne kluby, które dziś bardziej niż kiedykolwiek wcześniej potrzebują naszej pomocy. Jeśli więc chcecie na przykład znaleźć się w elitarnej grupie sympatyków Vittsjö albo uczestniczyć w próbie pobicia (wirtualnego) rekordu frekwencji na stadionie w Umeå, to gorąco zachęcam do uczestnictwa w internetowych zbiórkach.

Bądźcie zdrowi, dbajcie o siebie i – mam nadzieję – do następnego razu!

Wszystko będzie dobrze!

hjarta

Jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że w ten weekend nasza uwaga skupiona będzie przede wszystkim na ośmiu spotkaniach fazy grupowej Pucharu Szwecji, które to na dobre miały zainaugurować nam sezon 2020 w piłce klubowej. Życie, jak nikt inny, potrafi jednak pisać bardzo niespodziewane scenariusze. Jak bardzo? Tak, że w tej chwili nikt odpowiedzialny i tak nie byłby prawdopodobnie w stanie skupić się na sportowej rywalizacji. Początkowo podjęto decyzję, że pucharowe mecze odbędą się bez udziału publiczności, wszak mówimy tu nie o kilku tysiącach (jak miałoby to miejsce w przypadku regularnej, ligowej niedzieli na wszystkich poziomach rozgrywek), lecz o „zaledwie” ośmiu starciach w skali kraju, ale i ten pomysł ostatecznie porzucono. Zwyciężył zdrowy rozsądek i możemy się z tego powodu tylko cieszyć. Tak, futbol jest ważny, ale są na świecie kwestie po tysiąckroć ważniejsze. A jeśli będziemy żyć i cieszyć się dobrym zdrowiem, to prędzej czy później zdążymy nadrobić wszystkie piłkarskie zaległości.

Każdy, kto miał w życiu jakikolwiek kontakt ze sportem, powinien doskonale znać od lat funkcjonującą w tym świecie zasadę, że aby osiągnąć sukces, nie można lekceważyć żadnego przeciwnika. A już szczególnie tego najgroźniejszego, a to właśnie do tej grupy zalicza się koronawirus COVID-19. Jest on o tyle niebezpieczny, że pomimo zaangażowania po naszej stronie największej klasy fachowców, wciąż nie potrafimy do końca rozpracować jego taktyki i strategii. Pomimo braku pełnej wiedzy, zdążyliśmy jednak poznać już najsilniejsze strony naszego rywala i – podobnie zresztą jak w na boisku – musimy teraz skupić się na tym, aby w możliwie największym stopniu je zneutralizować. Tak, zadanie to jest na mniej więcej podobnym poziomie trudności, co upilnowanie Wendie Renard przy stałym fragmencie gry, ale przecież nie oznacza to, że mamy poddać się bez walki.

Nasz przeciwnik bardzo lubi kontakt, a skoro tak, co całkiem przemyślana wydaje się opcja, aby skontrować go społeczną kwarantanną. Oczywiście, są zawody, które nie mogą pozwolić sobie na ten luksus (i to właśnie im należą się dziś zdecydowanie największe słowa wsparcia i uznania!), ale akurat bez meczów piłki nożnej świat jest w stanie normalnie funkcjonować. I nie chodzi tu nawet o kontaktowy aspekt futbolu, gdyż zdecydowanie bardziej poważną kwestią niż stykowe sytuacje między zawodniczkami w trakcie meczu jest fakt, że aktywne społecznie piłkarki oraz członkowie ekip stanowiliby idealną stację przekaźnikową dla wirusa. A przecież ustaliliśmy już, że w tym meczu nie chcemy oddawać piłki rywalowi. Bądźmy więc odpowiedzialni i nie prowokujmy niebezpiecznych i zupełnie niepotrzebnych sytuacji podbramkowych. Tym sposobem pozostawimy też więcej przestrzeni tym, którzy dzień i noc stoją na straży naszego bezpieczeństwa i dobrego samopoczucia.

Nie ma co ukrywać, że to Europa stanowi w tej chwili epicentrum światowej pandemii. W samej Szwecji liczba oficjalnie potwierdzonych zakażeń COVID-19 właśnie przekroczyła tysiąc, a najbardziej narażony na niekontrolowane rozprzestrzenianie się wirusa Sztokholm może stać się „czerwoną strefą”. Dane nieoficjalne mogą być zdecydowanie bardziej alarmujące, gdyż w kraju (ze szczególnym uwzględnieniem największych miast) zaczyna brakować wiarygodnych testów na obecność koronawirusa i od kilku dni coraz częściej odmawia się ich przeprowadzania. W zaistniałej sytuacji naprawdę nie jest najistotniejsze to, czy na piłkarskiej murawie Mallbacken zaskoczyłoby Piteå, a Vittsjö udowodniło, że ma sposób na Linköping. Tym zajmiemy się później, a teraz do wygrania jest inny, ważniejszy mecz. I choć już wiemy, że czystego konta nie uda nam się w nim zachować, to cały czas mamy jak najbardziej realną szansę zakończyć go zwycięstwem. A co z ligą? Kluby ze stolicy już wystosowały apel, aby nie starać się rozpoczynać jej na siłę i jeśli rzeczywiście tak się stanie, to najbardziej prawdopodobne wydają się trzy wersje wydarzeń. Pierwsza zakłada skrócony sezon, druga – czasowe lub permanentne przejście na system jesień-wiosna, trzecia i zarazem mająca chyba najwięcej zwolenników – granie zgodnie z terminarzem od momentu, gdy wszystko wróci do normy i nadrobienie początkowych kolejek zimą lub wczesną wiosną. Nad tym wszystkim będziemy już jednak debatować w innej rzeczywistości, w której – mam nadzieję – w komplecie się spotkamy. Allt kommer att bli bra! Wszystko będzie dobrze!

Wnioski po Pucharze Algarve

dam_swe_den

Za szwedzką kadrą trzy niezwykle cenne sprawdziany na portugalskiej ziemi (Fot. Bildbyrån)

Jedno zwycięstwo i dwie porażki – tak wygląda bilans kadrowiczek Petera Gerhardssona na zakończenie pierwszego tegorocznego reprezentacyjnego okienka. Biorąc pod uwagę suche liczby mogło oczywiście być zdecydowanie lepiej, ale w futbolu – szczególnie wtedy, gdy mówimy o meczach towarzyskich – to nie wyniki są najbardziej istotną kwestią. Doskonale przecież pamiętamy, że tak udany dla nas rok 2019 rozpoczynaliśmy od mało inspirującego bezbramkowego remisu w Kapsztadzie. Czas zatem przeanalizować portugalską eskapadę z nieco szerszej perspektywy i przedstawić tradycyjny, coroczny zestaw luźnych wniosków po Pucharze Algarve. A tych, jak zwykle zresztą, nie brakuje:

1. Magdalena Eriksson już dziś jest w pełni gotowa, aby być liderką szwedzkiego bloku defensywnego.

2. Jonna Andersson znajduje się obecnie w lepszej dyspozycji niż podczas swojego ostatniego sezonu w Linköping, a przy okazji stała się piłkarką jeszcze bardziej kompletną, co niejako w sposób naturalny rozwiązuje nam chwilowo problem lewej obrony / lewego wahadła.

3. Wysoki pressing w szwedzkim wydaniu zdaje egzamin. Każdy z naszych przeciwników podczas Pucharu Algarve miał dłuższymi lub krótszymi fragmentami problem ze swobodnym rozgrywaniem i wyprowadzeniem piłki.

4. W starciach z wyżej notowanymi rywalami warto jednak pamiętać o tym, że długotrwała gra wysokim pressingiem może wiązać się z konkretnymi zagrożeniami w defensywie. Co szczególnie w pierwszej połowie meczu otwarcia dobitnie pokazały nam Niemki.

5. Trio ofensywnych pomocniczek Jakobsson – Asllani – Rolfö staje się powoli jednym z symboli tej kadry. Jeśli chcemy liczyć się w grze o najwyższe cele, bezwzględnie potrzebujemy tych piłkarek w optymalnej formie.

6. Największą wygraną ostatnich tygodni wśród napastniczek jest bez wątpienia Anna Anvegård, która do Portugalii w ogóle nie poleciała. Występy Blackstenius, Blomqvist oraz Larsson pokazały, że właściwa obsada pozycji numer dziewięć może stanowić obecnie jedno z najpilniejszych wyznwań dla selekcjonera.

7. Gdyby trzeba było jednak wyróżnić jedną z napastniczek, która na boiskach Algarve zagrała, byłaby to najpewniej Mimmi Larsson.

8. Oceniając portugalskie zgrupowanie od strony klubowej, zdecydowanie najbardziej imponowały formą piłkarki Rosengård. Kibice w Skanii mogą zatem być umiarkowanymi optymistami przed startem nowego sezonu (przynajmniej jeśli chodzi o kwestie czysto sportowe).

9. A propos Rosengård, wszyscy z uwagą śledziliśmy boiskowe wyczyny Hanny Bennison, dla której był to pierwszy, poważny reprezentacyjny sprawdzian. Ocena? Jak najbardziej pozytywna! I wiele wskazuje na to, że siedemastolatka z Malmö już za chwilę będzie konkurować z Elin Rubensson o miejsce na pozycji numer osiem.

10. Mamy naprawdę nieźle obsadzone oba boki defensywy, ale przy taktyce preferowanej przez Petera Gerhardssona, współpraca pomiędzy wahadłowymi i skrzydłowymi musi być jeszcze bardziej płynna. Szczególnie gdy te ostatnie schodzą do środka, robiąc przy linii bocznej przestrzeń, z której nikt nie korzysta (najbardziej widoczne było to przez większą część meczu z Danią).

11. Dobry przegląd pola i duża liczba celnych, długich podań sprawiły, że w starciu z Portugalią bardzo przyzwoicie prezentował się szwedzki atak pozycyjny. Nie każdy rywal będzie jednak zostawiał nam aż tyle miejsca i czasu na rozgrywanie piłki. Dlatego, bijąc zasłużone brawa za ostatni mecz, pamiętajmy, że w tym elemencie gry wciąż daleko nam do Amerykanek.

12. Caroline Seger zbliżyła się do pobicia rekordu Therese Sjögran. Do osiągnięcia magicznej granicy 215 występów w kadrze, brakuje jej obecnie 11 meczów.

******

Tyle tytułem podsumowania. Niestety, wiele wskazuje na to, że w najbliższych dniach (tygodniach?, miesiącach?) to nie piłka nożna będzie dla nas wszystkich tematem numer jeden. Według terminarza, za nieco ponad trzy tygodnie powinien ruszyć szwedzki sezon ligowy, ale na dziś – z oczywistych względów – nikt nie jest w stanie jednoznacznie powiedzieć kiedy i w jakiej formule go rozegramy. Propozycji jest wiele, lecz żadna z nich nie wydaje się optymalna. Na dziś postanowiono tyle, że fazę grupową Pucharu Szwecji dogramy przy pustych trybunach, a co będzie dalej – zobaczymy. Kwestie sportowe schodzą jednak na drugi plan w obliczu zagrożenia, które czyha na nas nie tylko na stadionach, a na każdym kroku. Pamiętajmy, aby w tej nadzwyczajnej sytuacji zachowywać się odpowiedzialnie i nie powielajmy błędów popełnionych przez tych, którzy alarmujące sygnały świadomie bagatelizowali. Być może zabrzmi to górnolotnie, ale każdy z nas może przyczynić się do uratowania przynajmniej jednego ludzkiego życia. Pomyślmy o tym, zanim zdecydujemy się zrobić coś nieodpowiedzialnego. Nie panikujmy, ale zachowujmy maksymalną ostrożność, dbając w ten sposób o siebie i o innych. Trzymajmy się zdrowo!