Sezon transferowy – listopad

temwa-chawinga-malawi_11flmfxq2su6h1cfvfallvc3nt

Czy nadszedł już czas na debiut Temwy Chawingi na boiskach Damallsvenskan? (Fot. Bildbyrån)

Choć szwedzkie okno transferowe na dobre otworzy się dopiero 11. stycznia, o budowaniu kadry na nowy sezon trzeba zacząć rozmyślać zdecydowanie wcześniej. Tym bardziej, że zakończone niedawno rozgrywki dostarczyły przedstawicielom wielu klubów Damallsvenskan sporo materiału do przemyśleń. Już dziś wiemy, że bez zimowej rewolucji na pewno nie obędzie się w Linköping, a w Sztokholmie oraz w Växjö nowi trenerzy, po utrzymaniu swoich zespołów na poziomie pierwszej ligi, muszą mocno zastanowić się nad strategią na najbliższe tygodnie. Wszak to właśnie od niej może w dużej mierze zależeć, czy za rok ponownie przyjdzie im grać jedynie o uniknięcie degradacji. W Malmö ewidentnie stawiają natomiast na cementowanie zwycięskiego składu, a w Göteborgu jesień przyniosła nam nie tylko silne podmuchy wiatru znad morza, ale i całkowicie nieoczekiwaną roszadę trenerską. Ale po kolei …

Wydarzeniem numer jeden w Djurgården było w ostatnich dniach przywitanie Jeana Balawo, który został nowym szefem pionu sportowego klubu. Czy we współpracy z Pierre’em Fondinem uda mu się wyciągnąć Dumę Sztokholmu z przedłużającego się kryzysu? Rokowania są dobre, ale na pierwsze konkretne wnioski przyjdzie nam poczekać przynajmniej do momentu ogłoszenia listy zawodniczek, z którymi w stolicy zimą się pożegnają. Na pewno nie znajdzie się na niej nazwisko Portii Boakye, która właśnie o kolejne dwa lata przedłużyła kontrakt z klubem oraz Irmy Helin, która również w sezonie 2020 reprezentować będzie barwy Djurgården.

Sporo dzieje się ostatnimi czasy w Eskilstunie, gdzie tym razem postanowiono poskładać kadrę … od przodu. Nowymi umowami z United związały się bowiem dwie bramkostrzelne napastniczki w osobach Lorety Kullashi oraz Kaisy Collin. Zdecydowanie mniej pozytywną wiadomością jest to, że ich dotychczasowa koleżanka z formacji ataku Felicia Rogic prawdopodobnie zdecyduje się tej zimy na transfer zagraniczny. W sezonie 2020 na Tunavallen ponownie zobaczymy za to pozostałe liderki zespołu prowadzonego przez Magnusa Karlssona: Vailę Barsley, Halimatu Ayinde oraz Ngozi Okobi. Nową twarzą w kadrze będzie pozyskana z Linköping Anna Oskarsson.

Listopad nad Götą przyniósł wiele zmian oczekiwanych oraz jedną kompletnie nieoczekiwaną. Tą ostatnią było oczywiście pożegnanie z trenerem Marcusem Lantzem, który po wywalczeniu dwóch tytułów wicemistrzowskich postanowił rozstać się z klubem z Västergötland. Jeśli zaś chodzi o kadrę zawodniczą, to prawdziwe okazały się krążące od kilku tygodni pogłoski o zainteresowaniu Göteborga Filippą Angeldahl oraz Emmą Kullberg – obie te piłkarki zobaczymy w kolejnym sezonie na Valhalli. Umowy z KGFC przedłużyły ponadto Julia Zigiotti i jej imienniczka Roddar, a wśród zawodniczek, których w zespole z zachodniego wybrzeża wiosną nie obejrzymy, wyróżniają się nazwiska Emmy Pennsäter, Karin Lundin oraz kończącej niezwykle bogatą karierę amerykańskiej stoperki Taylor Leach.

Zima 2019 w Kristianstad zapowiada się niezwykle interesująco, choć zadania przed Elisabet Gunnarsdottir niełatwe. Jednym z priorytetów będzie z pewnością znalezienie odpowiedniego zastępstwa dla Nigeryjki Rity Chikwelu, która po trzech sezonach żegna się ze wschodnią Skanią. Fanów KDFF cieszyć może natomiast fakt przedłużenia umów z dwoma filarami formacji defensywnej: Therese Ivarsson oraz Sif Atladottir, a także z wychowanką i kapitanką zespołu Alice Nilsson.

Linköping to miasto, w którym tej zimy na pewno dojdzie do niemałej, piłkarskiej rewolucji i wciąż nie jest pewne, czy za nowe otwarcie w dziejach LFC odpowiadać będzie dotychczasowy szkoleniowiec Olof Unogård. Wiemy jednak tyle, że trener trzykrotnych mistrzyń Szwecji (ktokolwiek by nim nie był) na pewno nie będzie w nowych rozgrywkach miał okazji współpracować z Anną Oskarsson, Dajan Hashemi, Anną Rakel Petursdottir, Filippą Angeldahl, czy Hildą Carlén. Bardzo możliwe, że lista piłkarek opuszczających Linköping okaże się jednak znacznie dłuższa, gdyż coraz częściej słyszy się o potencjalnych nowych klubach, do których miałyby trafić między innymi Emma Holmgren oraz Mimmi Larsson. A co słychać po stronie wzmocnień? Wydaje się, że do Östergötland zawitać może występujący dotychczas w Piteå duet Cajsa Andersson – Ronja Aronsson, a take niezwykle utalentowana defensorka młodego pokolenia Johanna Alm, ale jest to dopiero początek budowania odnowionego Linköping.

Ubiegłoroczne mistrzynie z Piteå w sezonie 2020 będą musiały radzić sobie bez doświadczonej norweskiej obrończyni June Pedersen, która po wielu latach zdecydowała się porzucić Norrbotten na rzecz Sztokholmu. Innymi piłkarkami, których najprawdopodobniej nie obejrzymy już w barwach klubu z dalekiej Północy, są przymierzane do Linköping Cajsa Andersson oraz Ronja Aronsson, a także kojarzone z beniaminkiem z Umeå Vilma Koivisto i Linnéa Selberg. Czerwony trykot Piteå w dalszym ciągu przywdziewać będą za to Julia Karlernäs, Ellen Löfqvist oraz nigeryjski filar defensywy Faith Ikidi. Zawodniczki te w komplecie parafowały nowe kontrakty z zespołem z LF Areny.

W Rosengård wychodzą ze słusznego założenia, że zwycięskiego składu się nie zmienia. Tym bardziej, że ekipa z Malmö ewidentnie znajduje się na fali wznoszącej. Priorytetem dla Therese Sjögran i Jonasa Eidevalla było zatem utrzymanie trzonu kadry, która w spektakularnym stylu odzyskała dla Skanii mistrzowski tytuł i póki co misja ta realizowana jest z powodzeniem. W barwach Rosengård wciąż oglądać będziemy między innymi Nathalie Björn, Hannę Bennison, Sofie Svavę, czy Sanne Troelsgaard, choć wszystkie te piłkarki z powodzeniem poradziłyby sobie w dowolnej lidze świata. Jedyną zawodniczką, która jak dotąd zapowiedziała rozstanie z klubem z Malmö, jest jego wychowanka Ebba Wieder.

Beniaminek z Umeå uczcił powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej przedłużeniem umów z dwiema golkiperkami: Agnes Granberg oraz Tove Enblom. W drużynie prowadzonej przez Roberta Bergströma na pewno oglądać będziemy także Nikolinę Lundin Lundström, Sarę Mellouk, Lovę Lundin i Ebere Orji, które walnie przyczyniły się do tego, że w zakończonym właśnie sezonie zespół z Västerbotten nie miał sobie równych w Elitettan. Jeśli chodzi o potencjalne wzmocnienia, to na liście życzeń beniaminka znajdują się między innymi Vilma Koivisto i Linnéa Selberg z Piteå, a także występująca dotychczas w fińskim Åland United Brazylijka Briana Campos.

Awans klubu z Uppsali do Damallsvenskan okazał się zarówno ogromną niespodzianką, jak i sporych rozmiarów … problemem. Realizujący długofalową strategię zarząd już latem zdążył bowiem w zasadzie dopiąć kadrę zespołu na sezon 2020, ale plan zakładał, że drużyna ta rywalizować będzie na boiskach Elitettan. Czy skład budowany na zaplecze ekstraklasy poradzi sobie w najwyższej klasie rozgrywkowej? Historia, także ta najnowsza, pokazuje, że może być o to niezwykle trudno, ale póki co nie zanosi się, aby w Uppsali zdecydowali się na głośne transfery. Oczywiście, bez zimowych wzmocnień najpewniej się nie obędzie, ale póki co prawdopodobny jest scenariusz, że Cassandra Korhonen, Beata Olsson i Sara Olai wciąż pełnić będą w ekipie z byłej stolicy Szwecji kluczowe role.

Historyczny dla klubu z Vittsjö sezon na zawsze pozostanie w pamięci kibiców w północnej Skanii, ale jeśli trzecia lokata w ligowej tabeli ma być czymś więcej niż tylko jednorazowym wybrykiem, to jak najszybciej trzeba się zabrać za kompletowanie kadry. Póki co wiemy tyle, że w drużynie Thomasa Mårtenssona wciąż oglądać będziemy jej tegoroczne liderki: Catherine Bott, Sandrę Adolfsson, Lise Klingę, Michelle De Jongh oraz Tove Almqvist. Jest to oczywiście całkiem solidna baza, ale jednak wydaje się, że przez przynajmniej dwóch-trzech konkretnych wzmocnień powtórzenie tegorocznego sukcesu może okazać się dla ambitnych piłkarek z Vittsjö zadaniem ponad siły.

W Växjö także czas na nowe otwarcie, ale dla odmiany od strony sponsorsko-dyrektorskiej. Roszad nie spodziewamy się na ławce trenerskiej, gdyż Maria Nilsson w dobrym stylu uratowała pierwszą ligę dla Småland z zapasem znacznie większym niż zakładał to nieco awaryjny w zamierzeniu plan. Spory udział miała w tym fińska pomocniczka Ria Öling, która – podobnie zresztą jak jej rodaczka Emmi Alanen – jeszcze przez rok dysponuje ważnym kontraktem z klubem. Jeśli jednak w Växjö marzą o czymś więcej niż tylko desperacka obrona przed spadkiem, transfery są konieczne i to zarówno w ofensywie, jak i w defensywie.

Mówi się, że drugi sezon po awansie/powrocie do pierwszej ligi często bywa najtrudniejszy, ale na Behrn Arenie chyba doskonale zdają sobie z tego sprawę, bo już poczynili kroki, aby udało się przejść przez niego bez większych turbulencji. Fenomenalnej Emmy Kullberg zatrzymać w Örebro się wprawdzie nie udało, ale Frida Abrahamsson i Eveliina Summanen wciąż reprezentować będą barwy klubu z Närke. A na tym nie koniec, bo coraz głośniej mówi się, że po zagranicznych wojażach na Behrn Arenę powrócą Addison Steiner lub Freja Olofsson, a wśród potencjalnych wzmocnień wymienia się chociażby nazwisko Temwy Chawingi, której nikomu nie trzeba chyba specjalnie przedstawiać.

Jedenastka roku Damallsvenskan

team_year

Jedenastka sezonu 2019 w Damallsvenskan

Emma Holmgren (Linköping) – Gdyby nie ona, sezon 2019 w Östergötland miałby jeszcze bardziej gorzki smak. Jej interwencje ratowały drużynie punkty w niezwykle prestiżowych starciach (jak chociażby domowa potyczka z Rosengård) i niemal do samego finiszu rozgrywek utrzymywały zespół Olofa Unogårda w grze o medale. Niestety dla sympatyków LFC, kolejny raz potwierdziło się powiedzenie, że piłka nożna to gra wybitnie zespołowa i nawet naprawdę wybitna dyspozycja pojedynczej zawodniczki nie zagwarantuje sukcesu całej drużynie, ale pochodząca z Uppsali bramkarka ze swojej postawy może być jak najbardziej zadowolona.

Emma Koivisto (Göteborg) – Boczne obrończynie często nazywa się przyszłością futbolu, a oglądając w akcji reprezentantkę Finlandii możemy zrozumieć skąd biorą się takie opinie. Niezwykle pożyteczna zarówno na prawym wahadle, jak i w klasycznym, czteroosobowym bloku defensywnym. W minionym sezonie stanowiła ogromną wartość dodaną nie tylko w obronie (uwagę zwraca duża liczba przechwytów), ale również w ofensywie, gdzie – jak na nowoczesną defensorkę przystało – stanowiła trwałe wsparcie dla niesamowicie kreatywnych koleżanek z drugiej linii.

Therese Ivarsson (Kristianstad) – Skała. Profesorka. Liderka formacji obronnej Kristianstad. A do tego najlepsza strzelczyni swojego zespołu, bezbłędnie egzekwująca rzuty karne, niezwykle skuteczna w szesnastce rywalek przy ofensywnych stałych fragmentach. Zapomnieliśmy o czymś? Ach tak, gdy zachodzi taka konieczność, potrafi jeszcze wyręczyć swoją bramkarkę, wygarniając futbolówkę z linii bramkowej. Taką zawodniczkę chciałaby mieć w swoich szeregach absolutnie każda drużyna.

Faith Ikidi (Piteå) – To już niejako tradycja, że reprezentantka Nigerii zalicza się do ścisłej czołówki środkowych obrończyń Damallsvenskan bez względu na to, jak radzi sobie w lidze ekipa z Piteå. Nie inaczej było i w zakończonym właśnie sezonie, podczas którego kolejne napastniczki przekonały się, że przeciwko Ikidi zdecydowanie nie gra się łatwo. A neutralni kibice mogli ponownie zachwycać się próbkami umiejętności technicznych defensorki z Norrbotten, które zachwyciłyby nawet miłośników futbolu spod znaku Nadeshiko.

Catherine Bott (Vittsjö) – W znalezieniu się w jedenastce roku nie przeszkodziła jej nawet złamana na francuskim mundialu ręka. I nic w tym dziwnego, gdyż reprezentantka Nowej Zelandii ewidentnie nie zalicza się do tych, którzy łatwo rezygnują z marzeń. Jej rajdy lewą flanką, a także niesamowicie precyzyjne dośrodkowania, stały się jednym ze znaków firmowych Vittsjö i możemy zaryzykować stwierdzenie, że bez nich rewelacja sezonu z północnej Skanii zakończyłaby ligowe zmagania z nieco skromniejszym dorobkiem punktowym. Ali Riley najwyraźniej doczekała się naprawdę godnej następczyni.

Caroline Seger (Rosengård) – Prawdziwa liderka zespołu w każdym znaczeniu tego słowa; zarówno na boisku, jak i poza nim. Jak zwykle nie zaliczała się do grona najbardziej efektownych piłkarek ligi, ale – co zdecydowanie ważniejsze – była w swojej grze niesamowicie efektywna. To właśnie u jej boku eksplodował i rozwijał się talent Hanny Bennison. Równa, stabilna postawa przez cały sezon, jej wkład w jedenasty w historii mistrzowski tytuł dla klubu z Malmö okazał się być nie do przecenienia.

Eveliina Summanen (Örebro) – Jedno z największych odkryć sezonu 2019 na boiskach Damallsvenskan. Kreatorka gry beniaminka z Örebro, bez której ciężko byłoby drużynie Stefana Ärnsveda tak szybko przyklepać utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Potrafi perfekcyjnie przymierzyć z dystansu, o czym boleśnie przekonali się w Kungsbace. Jej wielkim atutem jest wszechstronność, która pozwala jej bez konieczności zmiany systemu gry odnaleźć się zarówno na szóstce, jak i na dziesiątce.

Ria Öling (Växjö) – Trzecia zawodniczka z Finlandii w tym zestawieniu, która na szwedzkich boiskach pojawiła się latem i nie potrzebowała przesadnie wiele czasu, aby wziąć szturmem całą ligę. Była piłkarka Brøndby wielokrotnie zachwycała nas swoimi kilkudziesięciometrowymi, indywidualnymi rajdami, po których futbolówka finalnie lądowała w siatce rywalek. To, że kibice w Småland nie drżeli o ligowy byt do ostatniej kolejki, to w dużej mierze jej zasługa. Podobnie zresztą jak imponujący domowy rekord Växjö, gdyż to właśnie indywidualne popisy Öling pozwoliły uniknąć porażek w starciach z Kungsbacką oraz Eskilstuną.

Michelle De Jongh (Vittsjö) – Sezon rozpoczęła w niesamowicie spektakularnym stylu i w pełni zasłużenie zgarnęła nagrodę dla najlepszej piłkarki miesiąca. Niektórzy nie bez przyczyny domagali się dołączenia jej do kadry na francuski mundial, ale na debiut w drużynie Petera Gerhardssona przyjdzie jej jeszcze poczekać. W północnej Skanii nikt nie wyobraża sobie jednak życia bez 22-letniej pomocniczki, a jej współpraca w trójkącie z Tove Almqvist oraz Clarą Markstedt siała popłoch w formacjach obronnych niejednego zespołu ligowego.

Sanne Troelsgaard (Rosengård) – Jedna z największych gwiazd szwedzkich boisk, która poniżej pewnego poziomu schodzić absolutnie nie zwykła. W zakończonym właśnie sezonie Jonas Eidevall wystawiał ją w zasadzie na wszystkich możliwych pozycjach w drugiej linii (a gdy zaszła taka potrzeba, to i na prawym wahadle), a ponad 100-krotna reprezentantka Danii w każdym sektorze boiska spisywała się bez zarzutu. W Skanii mogą cieszyć się, że przedłużyła umowę o kolejne dwa lata, gdyż tej klasy piłkarka spokojnie poradziłaby sobie w dowolnej lidze świata.

Anna Anvegård (Rosengård) – Rozpoczynała sezon w Växjö, a kończyła go już w Malmö. Z Jeleną Cankovic rozumie się bez słów, a ich dwójkowa kombinacja, która zapewniła Rosengård bezcenny punkt w rewanżowym starciu z Linköping, stała się – obok ikonicznej interwencji Nilli Fischer na linii bramkowej – jednym z symboli roku 2019 w szwedzkiej piłce. Do dwóch tytułów królowej strzelczyń Elitettan dołożyła koronę najlepszej snajperki Damallsvenskan i nic nie wskazuje, aby było to jej ostatnie słowo.

Trudna droga obrończyń pucharu

kgfc_cupguld2019_2

Pucharu Szwecji broni w tym roku drużyna z Göteborga (Fot. Bildbyrån)

Wszyscy doskonale pamiętamy kontrowersyjne zakończenie finału Pucharu Szwecji 2019, kiedy to mocno wątpliwa decyzja Pernilli Larsson o podyktowaniu rzutu karnego w 90. minucie gry pozwoliła piłkarkom z Göteborga sięgnąć po trofeum bez konieczności rozgrywania dogrywki. Taki obrót spraw mocno zirytował islandzką trenerkę Kristianstad Elisabet Gunnarsdottir, która po ostatnim gwizdku musiała bardzo kontrolować swoje emocje, aby przypadkiem nie powiedzieć zbyt wiele. Zawodniczki z Västergötland miały na Valhalli swoje chwile radości, a ich rywalki ze wschodniej Skanii w tym samym czasie zastanawiały się dlaczego z marzeń o pucharze obdarto je w tak brutalny sposób.

Pernilla Larsson została przez wielu sympatyków szwedzkiej piłki nazwana antybohaterką finału Pucharu Szwecji, a rok wcześniej ten mało zaszczytny tytuł przypadł w udziale Tess Olofsson. Czy wiosną 2020 znów najwięcej dyskutować będziemy o dyspozycji pań biegających z gwizdkiem? Miejmy nadzieję, że nie, bo w zasadzie każdy z szesnastu uczestników fazy grupowej ma w swojej kadrze piłkarki gotowe na to, aby stać się bohaterkami pierwszego planu. Od dwóch lat pucharowe zmagania w niezwykle efektownym stylu otwierają nam kalendarzowy rok i to właśnie dzięki nim mamy okazję poznać nowe gwiazdy szwedzkich boisk na wiele tygodni przed rozpoczęciem ligowych zmagań. Przed rokiem zachwycała nas między innymi Svava Ros Gudmundsdottir, a jej gole doprowadziły Kristianstad aż do finału. Czy i tym razem eksplozja talentu którejś z nowych zawodniczek sprawi, że na tym etapie rozgrywek będziemy świadkami niespodziewanych rozstrzygnięć?

Dzisiejsze losowanie fazy grupowej Pucharu Szwecji nie okazało się przesadnie łaskawe dla obrończyń tytułu z Göteborga, które już pod wodzą nowego sztabu szkoleniowego powalczą o półfinał z Vittsjö, Linköping oraz Växjö. Trzecia, piąta i dziewiąta ekipa Damallsvenskan w sezonie 2019 z pewnością rzucą wyzwanie piłkarkom znad Göty, które oczywiście pozostają w tej stawce faworytkami numer jeden, ale ich odpadnięcie też trudno będzie rozpatrywać w kategoriach sensacji. Zdecydowanie lżejszy zestaw rywalek stał się udziałem mistrzyń z Malmö. FC Rosengård Jonasa Eidevalla czeka w fazie grupowej derbowa potyczka z Limhamn Bunkeflo, wyjazd do spadkowicza z Kungsbacki, a także starcie z nieobliczalnym Kristianstad, które na papierze powinno wyłonić nam zwycięzcę grupy.  W grupie C mamy solidną Eskilstunę, beniaminka z Umeå oraz … dwa zespoły ze Sztokholmu: Djurgården i AIK! Perspektywa wielkich derbów stolicy stała się tym samym faktem i choć nie będzie to rywalizacja o ligowe punkty, to emocji podczas nich z pewnością nie zabraknie. Już tradycyjnie na losowanie pucharowych zmagań narzekać nie mogą w Piteå, choć tercet Örebro, Uppsala, Mallbacken na pewno spróbuje postraszyć mistrzynie z roku 2018 i powalczyć o promocję do półfinału.


Losowanie fazy grupowej Pucharu Szwecji:

Grupa A: Rosengård, Kristianstad, Limhamn Bunkeflo, Kungsbacka

Grupa B: Göteborg, Vittsjö, Linköping, Växjö

Grupa C: Eskilstuna, Djurgården, Umeå, AIK

Grupa D: Piteå, Örebro, Uppsala, Mallbacken

Anna zamknęła udany rok

anna-jpg

Dwa gole Anny Anvegård zamknęły nam piłkarski rok (Fot. Bildbyrån)

Pierwsze zagrożenie nadeszło po trzydziestu sekundach, kiedy Tobin Heath postanowiła, że ogra Jonnę Andersson w niemal identyczny sposób jak niespełna pół roku temu w Hawrze i zakończy wszystko uderzeniem z ostrego kąta. Swój ambitny plan skrzydłowa Portland Thorns zdołała zresztą nawet wcielić w życie, ale na szczęście – dzięki przytomnej interwencji Magdaleny Eriksson – tym razem obyło się bez straty gola. Tyle szczęścia nie mieliśmy już jednak pięć minut później, kiedy to Christen Press w idealnym momencie zagrała do nabiegającej na wprost bramki Lindahl Carli Lloyd, a ta ostatnia zrobiła najlepszy możliwy użytek z niepewnej postawy szwedzkiej defensywy. Debiut Vlatko Andonovskiego na ławce trenerskiej USA rozpoczął się więc znakomicie, ale grająca w mocno eksperymentalnym ustawieniu kadra Petera Gerhardssona ani myślała oddawać mecz na stadionie w Columbus walkowerem. Ze swoich zadań już tradycyjnie dobrze wywiązywała się ustawiona przez selekcjonera na dziesiątce Kosovare Asllani, która dwukrotnie spróbowała zagrać efektowną kombinację z Liną Hurtig. Za pierwszym razem pomocniczce hiszpańskiego Tacon zabrakło jednak precyzji, a za drugim jej zamiar bezbłędnie odczytała Emily Sonnett, zażegnując w ten sposób niebezpieczeństwo. Do 25. minuty w Ohio byliśmy jednak świadkami bardzo wyrównanego widowiska, co biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności tego spotkania, kazało nam z umiarkowanym optymizmem wyczekiwać dalszego rozwoju wypadków.

Równa gra z mistrzyniami świata na ich terenie skończyła się jednak dość gwałtownie, a 180 sekund geniuszu Carli Lloyd mocno wstrząsnęło szwedzką kadrą. Bohaterka finału MŚ w Kanadzie najpierw odwdzięczyła się Press za asystę sprzed dwudziestu minut (choć byłej napastniczce Göteborga należy oddać, że w decydującej fazie akcji najbardziej pomogła sobie sama), a następnie skutecznym lobem po raz drugi tego wieczora umieściła futbolówkę w siatce Lindahl. To wszystko działo się niestety przy sporym udziale naszych defensorek, które zdecydowanie zbyt łatwo pozwalały Amerykankom na swobodne rozgrywanie piłki i kreowanie kolejnych, bramkowych sytuacji. Szczególnie niepokojąco wyglądała współpraca na linii Kullberg – Eriksson, a po obu stoperkach było widać zarówno brak zgrania, jak i nieprzystosowanie do gry w tym konkretnym ustawieniu. Swojego meczu na przełamanie nie zagrała również Andersson, która po przerwie zrehabilitowała się po części dobrej klasy dośrodkowaniami oraz uderzeniami ze stojącej piłki, ale bilans jej pojedynków z Heath nie prezentował się wiele lepiej niż podczas czerwcowego, mundialowego starcia. Zdecydowanie najwięcej problemów z napastniczkami z USA miała jednak debiutująca dziś w kadrze Kullberg, po której nie było widać ani krzty pewności charakteryzującej jej grę na boiskach Damallsvenskan. Rywalizacja z najlepszą ekipą świata nieco przerosła także duet naszych młodych pomocniczek Björn – Zigiotti i szczególnie ta ostatnia zdecydowanie często musiała uciekać się do nieprzepisowych zagrań, aby w ogóle spróbować powstrzymać amerykańską ofensywę. Całe szczęście, że karą za taką grę była tym razem jedynie żółta kartka, gdyż na tle takiego rywala powtórka z meczu z Portugalią i granie całej drugiej połowy w osłabieniu, mogły przynieść naprawdę opłakane skutki.

W przerwie meczu dwóch zmian dokonał trener Andonovski (na placu gry pojawiły się Williams oraz Sullivan), natomiast Peter Gerhardsson – jak to ma w zwyczaju – puścił w bój wyjściową jedenastkę. I ta zaczęła naprawdę odważnie, ale oprócz rajdów Jakobsson prawym skrzydłem oraz zamieszania po centrach Andersson z narożnika boiska, nie udało się poważniej zagrozić bramce Naeher. Z minuty na minutę rozkręcały się za to Amerykanki, co zdecydowanie najbardziej niepokoiło niezbyt pewne dzisiaj Kullberg i Eriksson. Ze szwedzkimi obrończyniami bez większych problemów radziły sobie obie jokerki w kadrze USA, ale na nasze szczęście, po ich uderzeniach na posterunku była Lindahl, która dwiema naprawdę niełatwymi interwencjami – jak się miało później okazać – utrzymała nas w meczu. Nasi przyjaciele zza Atlantyku nie nauczyli się bowiem jednej, podstawowej maksymy, która wyraźnie mówi, że kadra Petera Gerhardssona gra do końca bez względu na wynik. Tak było i tym razem, a nadzieję w nasze serca wlała trójkowa akcja piłkarek Rosengård. Całą zabawę rozpoczęła siedemnastoletnia Hanna Bennison, asystą popisała się Nathalie Björn, a na listę strzelczyń wpisała się niezawodna w takich okolicznościach Anna Anvegård. Nic więc dziwnego, że równie zadowolony jak selekcjoner Gerhardsson był w tym momencie Jonas Eidavall, który po chwili miał kolejne powody, aby pękając z dumy oklaskiwać swoje podopieczne. Björn zagrała precyzyjną, długą piłkę w kierunku Jakobsson, skrzydłowa Tacon wygrała pojedynek z Sonnett, a Anvegård … raz jeszcze zrobiła to, co no niej należało i z 3-0 dla mistrzyń świata zrobiło się już tylko 3-2.

Szwedzkie piłkarki próbowały jeszcze poszukać wyrównującego gola, ale koniec końców to Amerykanki były zdecydowanie bliżej zmiany wyniku, gdy Katja Koroleva dopatrzyła się faulu Jakobsson na szarżującej Casey Short. Przewinienie było dość dyskusyjne (piłkarka Chicago Red Stars zaczęła tracić balans zanim w ogóle doszło do jakiegokolwiek kontaktu z przeciwniczką), ale szczęśliwie decyzja ta nie miała wpływu na wynik, gdyż z dwunastu jardów pomyliła się Carli Lloyd, posyłając futbolówkę zbyt wysoko. Mecz, który miał różne oblicza, ostatecznie zakończył się więc jednobramkową porażką szwedzkiej kadry, co ujmy w najmniejszym stopniu nam nie przynosi. A jeśli mieliśmy już podsumowywać tak udany rok, to miło, że zrobiliśmy to dwoma golami na terenie mistrzyń globu i liderek światowego rankingu. I to by było na tyle, kolejne zgrupowanie i kolejne wyzwania czekają nas już w nowym roku.

Zwycięstwa Växjö i Djurgården

EIdWVaHWoAAOgE8

To był wyczerpujący, ale szczęśliwy finał dla piłkarek z Växjö (Fot. obosdamallsvenskan.se)

Choć nie brakowało sceptyków, ostatni akord klubowego sezonu 2019 w najmniejszym stopniu nie zawiódł oczekiwań. Piłkarki z Växjö i Göteborga stworzyły nam spektakl, który może nie porwał poziomem, ale pod względem emocji i dramaturgii mógłby konkurować z najlepszymi ligowymi widowiskami. Do jego rozstrzygnięcia ostatecznie potrzebne były rzuty karne, a te skuteczniej egzekwowały zawodniczki ze Småland, które jednak wyłącznie na własne życzenie zapewniły sobie aż tak nerwową końcówkę. W regulaminowym czasie gry wicemistrzynie strefy południowej długo prowadziły bowiem różnicą dwóch goli, ale późna pogoń zespołu z Västergötland okazała się na tyle skuteczna, że w 84. minucie cały finał rozpoczął się od nowa.

Zanim jednak to Göteborg doszedł do głosu, świetną partię rozegrała solidnie wzmocniona piłkarkami pierwszego zespołu ofensywa z Växjö. Doświadczeniem i obyciem na seniorskich boiskach wyróżniał się szczególnie tercet Kivumbi – Nambi – Strömgren i to właśnie ta ostatnia już w 7. minucie była niezwykle blisko otwarcia wyniku meczu. Efektowny strzał skrzydłowej ze Småland zatrzymał się jednak na poprzeczce bramki Matildy Johansson. Zdecydowanie bardziej precyzyjna była za to chwilę później wymieniona już dzisiaj Kivumbi, która doskonale odczytała dogranie koleżanki z reprezentacji Violah Nambi i mierzonym uderzeniem nie pozostawiła Johansson jakichkolwiek szans na skuteczną interwencję. Gdy wydawało się, że Göteborg powoli zaczyna łapać swój rytm gry, na ekipę znad Göty czekał kolejny cios. Na samym początku drugiej połowy Strömgren otrzymała piłkę jak na tacy i bez najmniejszych problemów skierowała ją do siatki. Na tamten moment zwycięstwo Växjö wydawało się być nieuniknione.

Szansa na powrót do meczu pojawiła się przed piłkarkami z Göteborga w 70. minucie, gdy w szesnastce Växjö sfaulowana została Elma Junttila. Intencje wykonującej rzut karny Molly Johansson bezbłędnie odczytała jednak Moa Edrud, udowadniając, że gra na linii i refleks zdecydowanie zaliczają się do jej atutów. Filigranowa pomocniczka KGFC zrewanżowała się jednak swojej rywalce po upływie zaledwie czterech minut, skutecznie dobijając do siatki futbolówkę trąconą wcześniej przez Andreę Simonovic Pajovic. Göteborg natychmiast zwietrzył swoją szansę, ale pomimo stworzenia kilku naprawdę dogodnych okazji (w ich marnowaniu przodowała Evelyn Ijeh), wyrównującego gola udało się zawodniczkom z zachodniego wybrzeża ustrzelić dopiero po nieco przypadkowej przebitce, po której najwięcej spokoju zachować zdołała rezerwowa Wilma Jensen Berg. Godne podkreślenia jest również to, że całą bramkową akcję zainicjowała na lewej flance prawdopodobnie najlepsza na murawie Hanna Wijk. Więcej bramek na Hammarby IP już w tym meczu nie padło, wobec czego o mistrzostwie Szwecji za sezon 2019 w tej kategorii wiekowej decydować musiał konkurs jedenastek, który zresztą od początku ułożył się po myśli Växjö. Swój naprawdę słaby występ w najgorszy możliwy sposób podsumowała nieskuteczna Ijeh, myląc się z wapna dwukrotnie (jej karny był powtarzany), a dwie inne koleżanki zdecydowały się pójść jej śladem, w efekcie czego mistrzowskie trofeum udało się w podróż do Småland,

Kilka godzin przed meczem finałowym odbyło się spotkanie o trzecie miejsce, w którym to Umeå pokonało Djurgården 3-1. Jako pierwsze, za sprawą fenomenalnej Hanny Ekengren, do siatki trafiły sztokholmianki, ale dwa gole niezastąpionej Moniiki Jusu Bah i jedno Mimmi Sellström sprawiły, że to na Pólnocy zdołali osłodzić sobie półfinałową porażkę. Zwycięstwo nad przeciwniczkami ze stolicy było także dla Umeå swego rodzaju rewanżem nad Djurgården za porażkę w rozegranym tydzień wcześniej finale w kategorii siedemnastolatek. Wtedy to o jedną bramkę lepsze okazały się zawodniczki Dumy Sztokholmu.


Wyniki turnieju F-19:

Finał: Växjö – Göteborg 2-2 (k. 3-1) (Kivumbi 14., Strömgren 47. – M. Johansson 74., Jensen Berg 84.)

Mały finał: Umeå – Djurgården 3-1 (Jusu Bah 13., 63., Sellström 58. – Ekengren 7.)