Nie budźcie Piteå ze snu!

pa

Niemożliwe nie istnieje? Nie w tej lidze! Piteå znów o krok bliżej tytułu (Fot. Petra Älvstrand)

To była Damallsvenskan w najlepszym wydaniu! Choć na termometrach było zaledwie dziewięć stopni, na wypełnionej do ostatniego miejsca LF Arenie nikt nie odczuwał chłodu. Piłkarki z Piteå i Linköping wspólnie stworzyły widowisko, które okazało się nie tylko najciekawszym pojedynkiem dziewiętnastej kolejki, ale i mocnym kandydatem do miana meczu roku. Lider ostatecznie pokonał ustępującego mistrza 4-2, w związku z czym po ostatnim gwizdku naprawdę dobrze prowadzącej te zawody Pernilli Larsson cieszyć mogły się wyłącznie gospodynie, ale na wielkie słowa uznania zasłużyły dziś obie ekipy.

Zarówno Stellan Carlsson, jak i Olof Unogård zgodnie podkreślali, że starcie na LF Arenie może mieć kluczowe znaczenie dla układu sił w górnej połówce tabeli. Mocno pomylili się jednak ci, którzy w związku z powyższym oczekiwali od obu zespołów zachowawczej gry. Od pierwszych minut oglądaliśmy bowiem rywalizację na bardzo dużej intensywności i choć na stadionie w Norrbotten nikt nie odstawiał nogi, to w żadnym razie nie był to typowy mecz walki. Najpierw ukąsiły gospodynie; Maja Kildemoes pozostawiła zdecydowanie zbyt dużo miejsca szarżującej prawą flanką Lenie Blomkvist, a ta dośrodkowała idealnie na głowę Niny Jakobsson. Debiutująca na pierwszoligowych boiskach Julia Nyström (Stephanie Labbé przygotowuje się z reprezentacją Kanady do mistrzostw strefy CONCACAF) nie miała w tej sytuacji nic do powiedzenia. W Piteå nie zdążyli się dobrze nacieszyć świetnym otwarciem, a kilkadziesiąt sekund później, po niemal bliźniaczej akcji, ponownie mieliśmy remis. Tym razem w rolach głównych wystąpiły dwie rekonwalescentki grające w barwach LFC; asystowała Johanna Rasmussen, a skuteczną główką popisała się Lina Hurtig. Rollercoaster pod kołem podbiegunowym trwał w najlepsze i po niedługiej chwili Hurtig raz jeszcze umieściła futbolówkę w bramce Cajsy Andersson. Radość gości okazała się jednak przedwczesna, gdyż asystentka pani Larsson prawidłowo odgwizdała pozycję spaloną jedenastokrotnej reprezentantki Szwecji.

Po takim ładunku emocjonalnym w pierwszym kwadransie mogliśmy się zastanawiać, czy oba zespoły będą w stanie utrzymać ten ekstremalnie wysoki poziom przez dziewięćdziesiąt minut. Czasu na takie rozważania nie było jednak wiele, bo mecz trwał, a żadna ze stron nie wykazywała najmniejszych oznak fizycznego lub mentalnego zmęczenia. Najpierw stuprocentową okazję pod bramką Nyström zmarnowała Janogy, następnie po drugiej stronie boiska doskonale ustawiona Aronsson wygarnęła niechybnie zmierzającą do bramki piłkę z linii bramkowej, aż wreszcie to gospodynie wyprowadziły kolejny, skuteczny cios. Jak to często w ich przypadku bywa, zaczęło się od rzutu rożnego wykonywanego przez June Pedersen, który wprowadził popłoch w poczynania defensywy z Linköping, a skończyło na strzale głową potrafiącej wykorzystywać takie okazje Julii Karlernäs. 2-1 i znów to Piteå znalazło się bliżej upragnionego zwycięstwa.

Początek drugiej połowy to ponownie wzajemna wymiana uprzejmości w postaci strzałów i dośrodkowań, ale z tą różnicą, że tym razem to przyjezdnym udało się wykorzystać jedną ze stworzonych przez siebie okazji. Ellen Löfqvist straciła piłkę w strefie, w której pod żadnym pozorem nie powinna tego robić, a Hurtig zrewanżowała się Rasmussen za asystę sprzed kilkudziesięciu minut. Cała zabawa znów rozpoczynała się więc od nowa, ale … nie na długo, gdyż po czterech minutach Piteå znów wyszło na prowadzenie. Katastrofalny w skutkach błąd popełniła niedoświadczona Nyström, która wypuściła z rąk futbolówkę po centrostrzale Cecilii Edlund i Linköping raz jeszcze musiał odrabiać straty. Podobnie jak przed przerwą, podopieczne Olofa Unogårda postanowiły odpowiedzieć błyskawicznie, ale kapitalna parada Cajsy Andersson uchroniła zespół z Norrbotten przed utratą trzeciego gola. Sytuacja ta była o tyle kluczowa, że zamiast 3-3 po chwili zrobiło się 4-2. Jeszcze jeden korner Pedersen, jeszcze jedno potężne zamieszanie w szesnastce i jeszcze jeden raz najlepiej odnalazła się w nim Karlernäs. Sytuacja mistrzyń Szwecji robiła się coraz trudniejsza, ale Linköping nie w żadnym razie zamierzał tracić dziś resztek szans na obronę tytułu. Losy meczu odwrócić próbowała między innymi znajdująca się ostatnio w fenomenalnej dyspozycji Kosovare Asllani, ale jej strzał – podobnie jak próba Emmy Lennartsson – wylądował zaledwie na słupku bramki Andersson. Bliska szczęścia była także rezerwowa Alidou D’Anjou, lecz jej również nie udało się strzelić tak ważnego od strony psychologicznej gola kontaktowego.

Mecz zbliżał się ku końcowi, z powodu urazów murawę przedwcześnie opuściły Rasmussen oraz Oskarsson (Jakobsson pomimo ogromnego bólu w kolanie powróciła na boisko), ale tablica wyników niezmiennie informowała nas o dwubramkowej przewadze Piteå. Jeszcze seria rzutów rożnych dla gości, jeszcze strzał Filippy Angeldahl, jeszcze siedem doliczonych minut i … LF Arena eksplodowała po raz piąty tego popołudnia! Rewelacja rozgrywek zaskoczyła nas kolejny raz i w nagrodę przynajmniej przez najbliższe dwa tygodnie pozostanie na szczycie tabeli Damallsvenskan. A meta tego absolutnie niepodrabialnego sezonu 2018 zaczyna już powoli majaczyć w oddali …

******

Swoje zadanie nie bez problemu wykonali dziś dwaj inni pretendenci do mistrzowskiego tytułu. Rosengård po dwóch golach Anji Mittag pokonał w derbach Skanii ambitne Vittsjö, a Göteborg w ostatnich dwudziestu minutach rozstrzelał beniaminka z Kalmar. O trzy punkty wzbogaciło się także dzielnie walczące o pozostanie w Damallsvenskan Limhamn Bunkeflo, które okazało się o jedną bramkę lepsze od Växjö. Zwycięskiego gola dla klubu z Malmö w piątej minucie doliczonego czasu gry strzeliła osiemnastoletnia Julia Welin, dla której było to premierowe trafienie na tym poziomie rozgrywek. Kończący się weekend nie był za to udany dla obu pierwszoligowców ze stolicy; Hammarby nie sprostało na własnym boisku wciąż pozostającemu w grze o tytuł Kristianstad (choć trzeba zaznaczyć, że pani Lovisa Johansson nie uznała prawidłowego gola dla Bajen), a grający bez Gudbjörg Gunnarsdottir Djurgården uległ na Tunavallen miejscowej Eskilstunie.

Komplet wyników:

Hammarby – Kristianstad 0-1 (Edgren 44.)

Limhamn Buynkeflo – Växjö 2-1 (Hönnudottir 70., J. Welin 90+5. – Anvegård 9.)

Vittsjö – Rosengård 1-2 (Benediktsson 53. – Mittag 45+1., 62.)

Göteborg – Kalmar 5-1 (Zigiotti 15., Schough 26., Blomqvist 67., 81., Hammarlund 77. – Gunther 30.)

Piteå – Linköping 4-2 (Jakobsson 6., Karlernäs 42., 64., Edlund 58. – Hurtig 8., Rasmussen 53.)

Eskilstuna – Djurgården 3-1 (Larsson 14. (k), 51., Tunturi 57. – Jalkerud 52.)

Reklamy

#FIFAHallOfShame

HallOfShame.jpg

Kilka lat temu zdarzyło mi się powiedzieć, że najlepiej dla dyscypliny byłoby, gdyby publicznie na temat łyżwiarstwa figurowego wypowiadały się wyłącznie osoby potrafiące odróżnić flipa od lutza. Moją intencją nie było wówczas zniechęcanie ludzi do wyrażania swoich opinii (w końcu żyjemy w świecie, w którym każdy ma do tego prawo), lecz sprowokowanie pewnych refleksji. W erze nowoczesnych mediów łatwiej niż kiedykolwiek wcześniej kreuje się ekspertów w danych dziedzinach (w końcu do uzyskania tego statusu wystarczy odpowiednia liczba lajków i subów), a to z kolei niesie za sobą szereg poważnych konsekwencji. Niestety – z reguły negatywnych.

Ten wstęp jest oczywiście nawiązaniem do plebiscytu FIFA, który jak co roku rozpalił swoimi absurdalnymi wynikami całe środowisko piłkarskie. Wprawdzie obiecałem sobie, że tym razem nie będę już tego cyrku komentować, ale ponieważ kilka osób najwyraźniej ceni sobie moje zdanie, z szacunku do nich zdecydowałem się umieścić swoje przemyślenia w tym tekście. Z góry przepraszam, jeśli w niektórych punktach będzie on nie do końca spójny, ale chciałem bez wchodzenia w niepotrzebne detale poruszyć tu wszystkie najbardziej istotne kwestie.

Zacznijmy może od chyba najczęściej pojawiającego się pytania: Czy mam o to całe zamieszanie pretensje do FIFA? Nie, pretensji nie mam, gdyż nie mam prawa ich mieć. Jeśli uważająca się za poważnego gracza organizacja chce zrobić farsę z własnego plebiscytu, przy okazji ośmieszając się przed całym światem, to jest to wyłącznie jej sprawa. Jako obserwator tej zabawy, mam jednak kilka uwag. Oczywiście, doskonale zdaję sobie sprawę, że to nie FIFA bezpośrednio decyduje o wynikach głosowania. O jego formule FIFA decyduje już jednak jak najbardziej, a to właśnie kompletnie nietrafiona formuła sprawia, że ostateczne wyniki są takie, a nie inne. Analogicznie: jeśli FIFA podjęłaby decyzję, że mecze na MŚ 2023 rozgrywane będą bez spalonych i dziesięcioma piłkami jednocześnie to czy pretensje o wysokie wyniki meczów będziemy mieli do zawodniczek (bo tak dużo strzelają!), czy może do tych, którzy ustanowili aż tak oderwane od rzeczywistości reguły gry? Jeśli wybraliście opcję B, to chyba nie dziwicie się już, że zarzut o niewłaściwą formułę głosowania kieruję pod adres organizatora, którego logo było zresztą mocno eksponowane podczas całej ceremonii.

Do formuły głosowania jeszcze wrócimy, ale moja lista uwag do FIFA nie kończy się wcale na niej. Jeśli bowiem osoba (współ)odpowiedzialna za prowadzenie oficjalnego konta organizacji na jednym z portali społecznościowych twierdzi, że Samantha Kerr jest zawodniczką Sky Blue, to chyba dobitnie pokazuje to stosunek FIFA do wyborów najlepszej (najpopularniejszej?) piłkarki roku. Raz jeszcze zaznaczę, że nie jestem osobą, która chętnie wypomina innym błędy i pomyłki, bo – jak często powtarzam – nie popełnia ich tylko ten, co nie robi nic. Jest jednak bardzo niewiele rzeczy, które drażnią mnie tak, jak brak profesjonalnego podejścia do własnych obowiązków. Gdyby chociaż była to pierwsza tak wielka wpadka, to w drodze wyjątku można byłoby jeszcze przymknąć na nią oko. Niestety, wypuszczanie takich kwiatków przez oficjalki FIFA i UEFA wciąż pozostaje przykrą codziennością.

Wracając do tematu przewodniego, ktoś może powiedzieć, że przez wciągnięcie do zabawy aż tak szerokiego grona elektorów, FIFA chce, aby ostateczny wybór był możliwie najbardziej demokratyczny. Cóż, demokrację naprawdę szanuję, ale jednocześnie nie stoję na stanowisku, że o zdanie w kwestii tego, kto najlepiej kopie piłkę, należy pytać każdego z ponad siedmiu miliardów ludzi chodzących po naszej planecie. A to dlatego, że z tego grona zaledwie kilkaset (lub w wersji bardziej optymistycznej, choć zarazem mniej prawdopodobnej – kilka tysięcy) osób posiada kwalifikacje, aby się na ten temat wypowiadać. Nie ma w tym zresztą nic nadzwyczajnego, gdyż doba dla każdego z nas trwa zaledwie 24 godziny, w związku z czym nie sposób w tak ograniczonym limicie czasowym zgłębić tajniki każdej dyscypliny sportu, o innych dziedzinach życia nawet nie wspominając. Ja nie mam żadnego problemu z przyznaniem, że poza kobiecą piłką nożną i solowymi konkurencjami w łyżwiarstwie figurowym, jestem mniejszym lub większym laikiem w temacie każdej innej dyscypliny. Jasne, uwielbiam na przykład gimnastykę sportową, ale obecnie czas pozwala mi obejrzeć jedynie najważniejsze imprezy w gimnastycznym kalendarzu, co jak najbardziej upoważnia mnie do podjęcia dyskusji na temat pozytywnych aspektów coraz odważniejszego włączania elementów tańca współczesnego do ćwiczeń wolnych, ale już niekoniecznie do stworzenia rankingu pięćdziesięciu najlepszych gimnastyczek roku 2018. W związku z powyższym, moja przyjacielska rada dla decydentów z FIFA wygląda następująco. Po pierwsze, zrezygnujcie z głosowania kapitanek, trenerów i tzw. fanów. Po drugie, znajdźcie kilkanaście/kilkadziesiąt osób, które nie tylko mają pojęcie o tym, gdzie gra taka Kerr, ale wiedzą też jak tam sobie na co dzień radzi. I jak już wyselekcjonujecie taką kapitułę, to pozwólcie jej podjąć decyzję. Nie uwolni to nas oczywiście od wszystkich kontrowersji (bo te będą zawsze), ale przynajmniej poważna z założenia ceremonia przestanie być śmieszna. W porównaniu ze stanem bieżącym będzie to i tak spory krok naprzód.

Na sam koniec, warto jednak pamiętać o tym, że pewne rzeczy są na tyle niemierzalne, że nigdy nie da się sprowadzić ich do wspólnego mianownika. Z nieukrywaną radością czytam opinie, że zdaniem wielu najlepszą piłkarką świata jest obecnie Pernille Harder, ale w tym samym momencie zadaję sobie pytanie, czy Dunka w latach 2015-16 była aż tak wyraźnie gorszą zawodniczką niż obecnie. Moim zdaniem – niekoniecznie. Podstawowa różnica polega jednak na tym, że wówczas występowała ona na boiskach Damallsvenskan, a dziś gra w posiadającej większą, międzynarodową renomę Bundeslidze. Transfer do Wolfsburga i udane wejście do niemieckiej piłki sprawiły, że Harder błyskawicznie zaistniała w świadomości wielu tysięcy ludzi, którzy wcześniej postrzegali ją jako piłkarkę dobrą, ale kopiącą sobie gdzieś w Linköping. My natomiast znajdowaliśmy się w tej uprzywilejowanej sytuacji, że o absolutnej wyjątkowości Dunki mogliśmy przekonywać się w zasadzie co tydzień. I nawet jeśli ktoś z nas nie był do końca przekonany na początku (ja akurat do tej grupy się nie zaliczam, gdyż wielkim fanem jej talentu byłem od pierwszego obejrzenia), to szybko miał okazję się przekonać, że jednak rzeczywiście mamy do czynienia z zawodniczką jedyną w swoim rodzaju. Ci, którzy na szwedzkie boiska zaglądają od święta, takiej szansy już jednak nie mieli. Ta sama prawidłowość zachodzi oczywiście i w drugą stronę. Niewykluczone, że właśnie w tej chwili gdzieś we Włoszech lub w Szwajcarii zaczyna swoją wielką karierę talent, który nam w pełni objawi się dopiero za jakiś czas. I wtedy baczni obserwatorzy tamtych lig będą mogli powiedzieć, że oni przecież od dawna wiedzieli, że sprawy przybiorą taki obrót. Warto mieć to wszystko na uwadze, gdy będziemy krytykować te wybory innych, z którymi intuicyjnie nie zawsze potrafimy się zgodzić. Warto pamiętać również o tym, że każdy wybór jest w pewnym stopniu subiektywny, choć oczywiście dobrze jeśli jest oprócz tego przemyślany i poparty logicznym uzasadnieniem. I właśnie tego ostatniego powinniśmy wymagać od naszych elektorów.

Nie odpowiedziałem już chyba tylko na pytanie, jak wyglądałyby moje głosy w nieszczęsnym plebiscycie. Muszę przyznać, że organizatorzy przyjęli dość nietypowy okres, który należało brać pod uwagę podczas dokonywania wyboru, ale skoro tak, to moją trójkę stworzyłyby Kerr, Harder i Rapinoe. W takiej kolejności.

19. kolejka – zapowiedź

pite-jpg

Czy po meczu z mistrzyniami kraju piłkarki z Piteå będą miały powody do świętowania? (Fot. Bildbyrån)

Wyjazdy do Sztokholmu okazały się dla drużyn czołówki prawdziwą drogą przez mękę. O ile jednak Piteå potrafiło w wielkich bólach wyszarpać zwycięstwo na Stadionie Olimpijskim, o tyle Göteborg wracał do domu bez jakiejkolwiek zdobyczy punktowej w starciu z Hammarby. W tym samym czasie Rosengård stosunkowo pewnie pokonał Kristianstad w derbach Skanii i sytuacja w górnej połówce tabeli kolejny raz uległa mocnemu przetasowaniu. Czy najbliższy weekend także wstrząśnie układem sił w Damallsvenskan? Bardzo możliwe, bo już w niedzielę czeka nas mecz, który może mieć decydujący wpływ na to, kto będzie miał największe powody do radości 27. października. Przygotujmy się więc na porządną dawkę ligowych emocji!

Mecz kolejki: Piteå vs Linköping. Lider kontra mistrz. A jednocześnie prawdopodobnie najważniejszy mecz w historii klubu z Norrbotten. Zwycięstwo pozwoli podopiecznym Stellana Carlssona bardzo przybliżyć się do czegoś, co w Piteå i okolicach zagwarantuje im nieśmiertelność. Porażka sprawi, że historyczne osiągnięcie znów się od nich oddali. Na LF Arenę przyjeżdża coraz bardziej rozpędzony Linköping, który mistrzowskiego tytułu raczej już nie obroni, ale efektownym finiszem (jak to w przeszłości wielokrotnie bywało) spróbuje zaatakować ligowe podium. Czy Cajsa Andersson powstrzyma swoje byłe klubowe koleżanki? Jak spiszę się bezbłędna w ostatnich tygodniach ofensywa LFC? Kto wyjdzie obronną ręką z taktycznego pojedynku dwóch wysoko cenionych trenerów? Odpowiedzi na te pytania poznamy już w niedzielne popołudnie. Wtedy też dowiemy się, czy faktycznie staniemy u progu największej sensacji w historii szwedzkiej piłki klubowej. Na dalekiej Północy wszyscy mają nadzieję, że tak właśnie się stanie.

Wydarzenie kolejki: ostatnie takie derby. Dla obu zainteresowanych klubów będą to szóste i zarazem ostatnie derby Skanii w obecnym sezonie. Niewykluczone przy tym, że obie ekipy za rok zrobią sobie przerwę od bliższych kontaktów, gdyż kwestia pozostania Vittsjö w piłkarskiej elicie stanęła właśnie pod sporym znakiem zapytania. Drużyna trenerów Rossa i Mårtenssona przegrała w minioną niedzielę mecz o sześć punktów z Limhamn Bunkeflo, a teraz na jej drodze staje druga, ta zdecydowanie silniejsza ekipa z Malmö. Miejscowi fani liczą po cichu na to, że Lynn i Benediktsson tym razem unikną poważnych błędów, a De Jongh zapakuje coś z dystansu, ale o zwycięstwo nad grającym o równie wielką stawkę Rosengård będzie z pewnością ekstremalnie trudno. Chyba, że we znaki podopiecznym Jonasa Eidevalla zacznie dawać się napięty do granic, wrześniowy terminarz. Tak, czy inaczej, na Vittsjö IP komuś uda się osiągnąć swój cel. Tylko komu?

Zagadka kolejki: czy Limhamn Bunkeflo przedłuży zwycięską passę? Zwycięstwo na terenie bezpośredniego rywala w walce o utrzymanie jest oczywiście niezwykle cenne, ale jeśli w Malmö chcą za rok organizować pierwszoligowe derby, to nie można w tym momencie się zatrzymywać. Seria porażek na starcie rundy jesiennej sprawiła, że zespół prowadzony przez Otto Perssona musi najzwyczajniej w świecie robić swoje, nie oglądając się przy tym na nikogo. Do podniesienia z murawy pozostało jeszcze kilkanaście punktów i jeśli piłkarki Limhamn Bunkeflo nie chcą oddawać swojego losu w cudze ręce, to najlepiej byłoby po prostu zgarnąć je wszystkie. Pierwszą przeszkodę postawi na ich drodze niezwykle solidny beniaminek z Växjö. Czy Mia Persson, Anna Welin oraz Rakel Hönnudottir znajdą na niego sposób? Wiosną ta sztuka udała im się w samej końcówce spotkania, ale tym razem presja wyniku będzie nieporównywalnie większa.

BB180311AE027-Emma-Jansson

Emma Jansson we wrześniu imponuje skutecznością (Fot. Hammarby IF)

Piłkarka pod lupą: Emma Jansson. Do pewnego momentu sezonu pudłowała na potęgę, a złośliwi nie bez przyczyny nazywali ją mniej efektowną wersją Stiny Blackstenius. Kiedy jednak na szali leżało utrzymanie, najpierw dwa razy ukąsiła bramkarkę Limhamn Bunkeflo, a następnie przesądziła o niesamowicie ważnym zwycięstwie nad Göteborgiem. Jeśli jutro uda się jej podtrzymać tę strzelecką passę w rywalizacji z poobijanym dosłownie i w przenośni Kristianstad, to pozostanie Hammarby w Damallsvenskan na kolejny sezon może okazać się faktem zanim rywalizacja o ligowy byt wejdzie w swój punkt kulminacyjny. Czyżby zatem fani Bajen mieli – niespodziewanie nawet dla samych siebie – uniknąć październikowej nerwówki? Wszystko w nogach Emmy i jej koleżanek!

Na pozostałych stadionach: Göteborg w drugiej połowie września zgubił chyba wszystko, co tylko było można, ale w starciu z Kalmar zespół Marcusa Lantza będzie niemal stuprocentowym faworytem. Zwycięstwo nie jest więc opcją, lecz obowiązkiem, a jeśli spory udział będzie mieć w nim powracająca po wielomiesięcznej przerwie Pauline Hammarlund, to tym lepiej dla KGFC. Ważne punkty będą w grze również na Tunavallen, gdzie zarówno Eskilstuna, jak i Djurgården, poszukają zwycięstwa, które zapewniłoby im zdecydowanie spokojniejszą końcówkę sezonu.

Zestaw par 19. kolejki:

omg19_01

omg19_02

omg19_03

omg19_04

omg19_05

omg19_06

Bez strat

5483538

Dziesięć goli w dwumeczu – tak się bawi Linköping (Fot. Corren)

Cztery mecze, cztery zwycięstwa, 13-1 w bramkach – z takim bilansem szwedzkie kluby zakończyły pierwszą fazę rywalizacji w piłkarskiej Lidze Mistrzyń. Wynik ten trzeba docenić, bo przecież jeszcze dwa tygodnie temu rywale z dalekiego Wschodu budzili w nas delikatny niepokój. Na szczęście, w tym wypadku okazał się on mocno przesadzony, a nasz eksportowy w ostatnich latach duet wykonał zadanie w stylu, który zasługuje na największe pochwały. Cieszy również fakt, że Linköping i Rosengård już w tym momencie ugrały osiem punktów dla Damallsvenskan do rankingu UEFA. Jest to o tyle istotne, że z roku na rok o zwycięstwa w Europie może być coraz trudniej, szczególnie jeśli poślemy w bój ekipy, które od samego początku nie będą mogły liczyć na rozstawienie, a przestarzała formuła Ligi Mistrzyń nie ulegnie odświeżeniu. Tym jednak będziemy martwić się za rok, a dziś możemy sobie po prostu pogratulować, bo naprawdę jest czego.

Linköping kwestię awansu załatwił już w zasadzie w pierwszym meczu na Ukrainie, ale pomimo kilku roszad w wyjściowej jedenastce, podopieczne Olofa Unogårda nie zamierzały dziś grać na pół gwizdka. Wprawdzie w 5. minucie, za sprawą Olgi Owdijczuk, doskonałą okazję bramkową stworzyły sobie przyjezdne, ale później na stadionie w Östergötland dominowały już wyłącznie gospodynie. Wynik do przerwy został ustalony po dwóch stałych fragmentach, które perfekcyjnie egzekwowała niezawodna Kosovare Asllani. Pomocniczka LFC najpierw doskonale obsłużyła Lisę Lantz, a następnie rozpoczęła sekwencję, po której rezultat podwyższyła Filippa Angeldahl. Druga połowa to już spokojna postawa mistrzyń Szwecji, które w ostatnim kwadransie dołożyły do swojego bramkowego dorobku jeszcze dwa gole. Na listę strzelczyń wpisały się kolejno Marie Alidou D’Anjou (po asyście Emmy Jones) oraz Tove Almqvist (raz jeszcze przy sporym udziale Asllani) i to dzięki tym trafieniom dwumecz z mistrzyniami Ukrainy udało się zamknąć niezwykle efektownym 10-1. Biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki, w ostatnich pięciu meczach piłkarki z Linköping strzeliły swoim rywalkom 22 gole, tracąc w analogicznym okresie zaledwie trzy. Wystarczy jedno spojrzenie na te statystyki, aby mieć pewność, że przed niedzielnym starciem w Piteå, Stellan Carlsson i jego sztab mają o czym myśleć.

Mniej efektownie, ale równie efektywnie rozprawiły się ze swoimi przeciwniczkami piłkarki z Malmö. One także stosunkowo szybko napoczęły rywala i – podobnie jak w przypadku Linköping – pierwszy gol był następstwem dobrze (i trochę szczęśliwie) wykonanego stałego fragmentu gry. Bramka Fiony Brown pozwoliła rozegrać dalszą część meczu na zdecydowanie większym spokoju, choć ofensywne akcje Rosengård od czasu do czasu skutecznie rozgrzewały zmarzniętą publiczność na trybunach stadionu w stolicy Skanii. W 35. minucie futbolówkę w bramce najlepszej w szeregach gości z Riazani Kateryny Samson umieściła Caroline Seger, ale sędzia z Polski anulowała gola zdobytego przez kapitankę kadry Petera Gerhardssona. Swój moment tego wieczora Seger i tak jednak miała, bo to w dużej mierze dzięki niej Ebba Wieder na kwadrans przed końcem ustaliła wynik meczu, zamykając jedną z wielu składnych akcji Rosengård. Gdyby piłkarki Jonasa Eidevalla wykorzystały dziś wszystkie swoje okazje, wynik mógł być zdecydowanie wyższy, ale nieskuteczność Utland i Troelsgaard tym razem nie niosła za sobą poważniejszych konsekwencji. Dziesięciokrotne mistrzynie Szwecji w pełni zasłużenie zameldowały się tam, gdzie ich miejsce.

Komplet środowych wyników:

Linköping – Charków 4-0 (Lantz 9., Angeldahl 11., Alidou D’Anjou 78., Almqvist 84.)

Rosengård – Riazań 2-0 (Brown 18., Wieder 74.)

Losowanie par 1/8 finału odbędzie się w poniedziałek, 1. października o godzinie 13:00. Rosengård znajdzie się podczas niego w puli drużyn rozstawionych, natomiast Linköping wśród nierozstawionych.

Podsumowanie 18. kolejki

dam

Czas na podsumowanie 18. kolejki sezonu 2018 w Damallsvenskan

Najlepszy mecz: Rosengård 3-0 Kristianstad. W jaki sposób najlepiej odpowiedzieć krytykom? Na boisku! Z takiego założenia wyszedł również Jonas Eidevall i zamiast kontynuować bezsensowne dyskusje na temat sędziowskich kontrowersji (w czym przodowali jego poprzednicy na stanowisku trenera FCR), skupił się na właściwym przygotowaniu swojego zespołu do niezwykle istotnego, derbowego starcia. Efekty były więcej niż zadowalające – osłabiony Rosengård zagrał tak, jak przystało na faworyta rozgrywek i w pełni zasłużenie sięgnął po pełną pulę.

Najładniejszy gol: Glodis Perla Viggosdottir (Rosengård). Pierwsze minuty rywalizacji na Malmö IP to bardzo odważna gra gości z Kristianstad i kto wie, jak potoczyłoby się to spotkanie, gdyby nasza dzisiejsza bohaterka stosunkowo szybko nie wprowadziła meczu na właściwe dla Rosengård tory. Viggosdottir sama rozpoczęła bramkową akcję fenomenalnym przechwytem na wysokości własnego pola karnego, po czym przebiegła kilkadziesiąt metrów i po przeciwnej stronie boiska wykończyła ją celnym strzałem po ziemi. Tak się gra w Damallsvenskan!

Najlepsza piłkarka: Glodis Perla Viggosdottir (Rosengård). Ostatnie tygodnie to dla islandzkiej defensorki prawdziwy, emocjonalny rollercoaster, ale na szczęście nie odbija się to na jej boiskowej dyspozycji. Niewykluczone, że ponownie zobaczymy Viggosdottir w najlepszej jedenastce sezonu i jeśli tak się stanie, to będzie to wybór jak najbardziej właściwy. Cieszmy się póki tak często możemy ją oglądać, bo transfer do jednej z lig ścisłego, światowego topu jest w jej przypadku wyłącznie kwestią czasu.


18. kolejka w liczbach:

Gole: 20  (średnia 3.33 / mecz)

Rzuty karne: 3  (2 wykorzystane)

Żółte kartki: 9

Czerwone kartki: 0

Najwyższa frekwencja: 868  (Hammarby – Göteborg)

Najniższa frekwencja: 302  (Kalmar – Linköping)

Najszybszy gol: Beata Kollmats (Göteborg) – 1. minuta (dla Hammarby)

Najpóźniej strzelony gol: Tove Almqvist (Linköping) – 90+1. minuta (vs. Kalmar)


Jedenastka kolejki:

TEAM_18

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Komplet wyników:

dam

Trzynasty raz Piteå

Mia

Piteå górą, a finisz ligi coraz bliżej (Fot. DIF)

To nie był piękny mecz. To nie był mecz, do którego powracać będziemy po latach, aby docenić kunszt którejkolwiek z  biegających dziś po murawie Stadionu Olimpijskiego drużyn. Jestem jednak dziwnie spokojny, że dla kibiców z Norrbotten i całej północnej Szwecji nie ma to najmniejszego znaczenia. Najważniejsze, że w 20. minucie dośrodkowana przez June Pedersen piłka spadła na głowę Kim Sundlöv i chwilę później zatrzepotała w siatce stołecznego zespołu. Jeden dobrze wykonany rzut wolny i jedna nieszczęśliwa interwencja defensorki Djurgården przesądziły o tym, że trzy punkty poleciały razem z ekipą Stellana Carlssona do Piteå.

Gdyby oceniać dzisiejsze widowisko na chłodno, to bezbramkowy remis byłby chyba najbardziej sprawiedliwym rezultatem. Jeśli jednak któraś z piłkarek zasłużyła na to, aby mieć udział w zdobyciu zwycięskiego gola, to z całą pewnością była to Pedersen. Doświadczona Norweżka imponowała nie tylko precyzyjnie bitymi stałymi fragmentami, ale przede wszystkim niezwykle solidną postawą w defensywie. To głównie za jej sprawą mająca za sobą świetny początek rundy jesiennej Julia Spetsmark nie błyszczała dziś tak, jak w poprzednich spotkaniach. Nieco bardziej aktywna od swojej koleżanki z formacji ofensywnej była za to Mia Jalkerud, ale jej również nie udało się poważnie przetestować bramkarskich umiejętności Cajsy Andersson. Najbliżej wyrównania gospodynie były w doliczonym czasie gry, ale w ogromnym zamieszaniu w polu karnym Piteå żadna z nich nie potrafiła przepchnąć futbolówki za linię bramkową.

W ekipie gości – poza wspomnianą Pedersen – na plus wyróżniała się powołana przez Petera Gerhardssona na październikowe zgrupowanie reprezentacji Nina Jakobsson. 23-letnia pomocniczka bardzo mądrze przetrzymywała piłkę z dala od szesnastki Andersson, co było o tyle istotne, że im dłużej trwał mecz, tym bardziej otwarcie przyjezdne dawały do zrozumienia, że nie interesuje ich nic poza dowiezieniem skromnej zaliczki do końcowego gwizdka. Sztuka ta powiodła się miedzy innymi właśnie dzięki Jakobsson, która w drugiej połowie kilka razy dała formacji defensywnej chwilę wytchnienia pomiędzy kolejnymi atakami Djurgården. Gościom udało się również sprawić, że z minuty na minutę gra stawała się coraz mniej płynna, co z kolei nie pozwalało sztokholmiankom złapać właściwego rytmu. To wszystko złożyło się ostatecznie na trzynaste w tym sezonie ligowe zwycięstwo dla Piteå i nawet jeśli nie było ono z gatunku tych najbardziej efektownych, to za moment już mało kto będzie o tym pamiętać.

******

Swoje zadanie wykonały także osłabione absencją Sanne Troelsgaard oraz Nathalie Björn zawodniczki Rosengård, choć sam początek derbów Skanii zwiastował im ciężką przeprawę. Kristianstad przyjechał bowiem do Malmö bez respektu dla zdecydowanie bardziej utytułowanego rywala i w pierwszych minutach podopiecznym Elisabet Gunnarsdottir udało się kilka razy zagrozić bramce Zeciry Musovic. Na szczęście dla aktualnych wicemistrzyń kraju, stosunkowo szybko spokój przywróciła gospodyniom Glodis Perla Viggosdottir, która sama rozpoczęła i zakończyła otwierający wynik meczu kontratak Rosengård. Jeszcze przed przerwą, swoje premierowe trafienie na szwedzkich boiskach zanotowała Celia Jimenez i choć Tess Olofsson początkowo gola reprezentantki Hiszpanii nie uznała, to po konsultacji ze swoim asystentem skorygowała decyzję na właściwą. Resztki nadziei na sprawienie niespodzianki Kristianstad straciło pomiędzy 60., a 70 minutą. Wtedy właśnie padł trzeci gol dla gospodyń (strzelczynią Anja Mittag po akcji Fiony Brown), a także kontuzji uniemożliwiającej dalszą grę doznała golkiperka KDFF Brett Maron. Honorowego gola ambitnie grające piłkarki ze wschodniej Skanii szukały oczywiście do końca doliczonego czasu gry, ale sposobu na dobrze dysponowaną defensywę Rosengård znaleźć tym razem nie były w stanie. Tym samym, piękna seria zwycięstw zakończona została na stadionie, na którym Kristianstad nie wygrał oficjalnego meczu jeszcze nigdy w swojej historii.

Mecz o sześć punktów – to termin, który na finiszu tegorocznej Damallsvenskan słyszeć będziemy nader często. Jedno z takich spotkań rozegrano dziś nieopodal Hässleholm i zgodnie z przewidywaniami zwycięsko zakończyły je piłkarki Limhamn Bunkeflo. Dlaczego zgodnie z przewidywaniami? Ponieważ grały przeciwko drużynie, która jak żadna inna lubi komplikować sobie sytuację w tabeli. Dla Vittsjö nawet remis w starciu z lokalnym rywalem był wynikiem do przyjęcia, ale podopieczne duetu Ross – Mårtensson uznały chyba, że to byłoby za proste i podały tlen lokalnemu rywalowi. Bramkowa akcja była następstwem błędu szkockiej bramkarki Shannon Lynn, która źle obliczyła lot dośrodkowanej przez Annę Welin piłki, z czego skwapliwie skorzystała Rakel Hönnudottir.

Komplet niedzielnych wyników:

Vittsjö – Limhamn Bunkeflo 0-1 (Hönnudottir 55.)

Rosengård – Kristianstad 3-0 (Viggosdottir 9., Jimenez 42., Mittag 60.)

Djurgården – Piteå 0-1 (Sundlöv 20. (s))