#ItsComingHome – tytuł blisko Malmö

anvegard-jpg

Czy Anna Anvegård i Jelena Cankovic przypieczętują w niedzielę mistrzostwo dla Rosengård? (Fot. Bildbyrån)

To ma być ten weekend, podczas którego piłka nożna – przynajmniej ta w szwedzkim wydaniu – na dobre wróci do domu. Na swój jedenasty w dziejach klubu mistrzowski tytuł piłkarki FC Rosengård musiały czekać cztery długie lata, ale wszystko wskazuje na to, że cierpliwość koniec końców się opłaci. Wystarczy tylko nie przegrać na własnym boisku z lokalnym rywalem z Vittsjö, a niedzielny wieczór upłynie w Malmö na ognistej celebracji. Prawda, że proste? W teorii jak najbardziej, wszak zespół prowadzony przez Thomasa Mårtenssona jeszcze nigdy w historii nie pokonał w wyjazdowym meczu o stawkę bardziej utytułowanego przeciwnika. Derby Skanii mają jednak do siebie to, że rządzą się absolutnie własnymi prawami, w związku z czym możemy być pewni, że Michelle De Jongh i spółka zrobią wszystko, aby przynajmniej odłożyć w czasie mistrzowską fetę. Tym bardziej, że same grają przecież o swój najlepszy, pierwszoligowy wynik. W Malmö gorąco liczą jednak na podtrzymanie strzeleckiej dyspozycji przez Annę Anvegård oraz na asysty najbardziej chyba obecnie wyszkolonej technicznie piłkarki Damallsvenskan Jeleny Cankovic. Pozyskany podczas letniego okienka transferowego z Växjö duet niejednokrotnie przesądzał już o ligowych zwycięstwach Rosengård i jeśli w niedzielę historia się powtórzy, to kwestia złotych medali za sezon 2019 będzie już definitywnie rozstrzygnięta.

Co ciekawe, istnieje także taki scenariusz, w którym Rosengård już w ten weekend zapewnia sobie mistrzowski tytuł nawet w przypadku derbowej porażki z Vittsjö. Aby tak się stało, punkty w starciu z Växjö musiałaby zgubić drużyna z Göteborga, co nie wydaje się jednak wielce prawdopodobne. Oczywiście, doceniamy fakt, że zespół Marii Nilsson jest niepokonany w trzech ostatnich meczach, ale o podtrzymanie tej passy na Valhalli nawet wobec problemów kadrowych gospodyń (na liście kontuzjowanych znów znalazła się m.in. Emma Berglund) będzie jednak niezwykle trudno. Inna sprawa, że w Malmö wcale nie liczą na potknięcie Göteborga, a bramkarka Rosengård Zecira Musovic jednoznacznie zapowiada, że … mocno trzyma kciuki za zwycięstwo KGFC, gdyż tytuły zdobyte w takich okolicznościach nie smakują tak samo, jak te wywalczone na boisku i celebrowane po ostatnim gwizdku sędzi. I taką postawę, bez względu na klubowe sympatie i antypatie, niewątpliwie należy mocno szanować.

W decydującą fazę wchodzi także walka o pozostanie w Damallsvenskan, a kluczowe w jej kontekście spotkanie odbędzie się w niedzielne popołudnie na Stadionie Olimpijskim w Sztokholmie. Do stolicy zawitają wciąż urzędujące mistrzynie z Piteå, które jednak w obecnym sezonie grają już wyłącznie o honor oraz powrót do górnej połówki tabeli. Czy wobec tego wystarczy im determinacji w zdarzeniu z mającym nóż na gardle Djurgården? Stellan Carlsson podkreśla, że w przypadku jego drużyny nietaktownie jest w ogóle rozpoczynać dyskusję na temat braku motywacji, ale jednak nie da się zaprzeczyć, że obie ekipy podejdą do rywalizacji na zupełnie innym ładunku emocjonalnym. Czy świadomość wagi najbliższego meczu poniesie Dumę Sztokholmu do niezwykle cennego zwycięstwa, czy może stanie się dokładnie odwrotnie i piłkarki ze stolicy raz jeszcze nie zdołają poradzić sobie z presją? Czysto teoretycznie, w kadrze Djurgården nie brakuje zawodniczek, które podczas swoich karier grały już wiele niezwykle ważnych meczów, ale przez wzgląd na przebieg tegorocznych rozgrywek, zalecalibyśmy jednak kibicom z niebieskiej części Sztokholmu pewnego rodzaju powściągliwość. Tym bardziej, że nawet oczekiwane zwycięstwo nie da jeszcze gwarancji pozostania w najwyższej klasie rozgrywkowej, gdyż kilka godzin później swój mecz rozegrają także piłkarki Limhamn Bunkeflo. W rywalizacji z Linköping, które dopiero co było bliskie przywiezienia kompletu punktów z Malmö IP, w normalnych okolicznościach podopieczne Renée Slegers z pewnością nie byłyby faworytkami. Drużyna z Östergötland także straciła już jednak szansę na włączenie się do gry o medale, wobec czego szanse ekipy ze Skanii na sprawienie sensacji na Arenie Linköping delikatnie rosną. Ale jeśli w Bunkeflo marzą o pozostaniu w najwyższej klasie rozgrywkowej, to stuprocentowe sytuacje Sophie Sundqvist musi po prostu bezwzględnie wykorzystywać.

Pozostałe dwa mecze 21. kolejki, choć pewnie pozostaną nieco w cieniu gry o tytuł i o utrzymanie, także będą miały swoje niezwykle ciekawe historie. W Varbergu będziemy świadkami oficjalnego pożegnania Kunsgbacki z Damallsvenskan i ze swoim tymczasowym domem, którym przez kilka ostatnich miesięcy stało się Påskbergsvallen. W Eskilstunie natomiast, krocząca jesienią od zwycięstwa do zwycięstwa drużyna Magnusa Karlssona podejmie nieobliczalne Kristianstad w meczu, którego stawką będzie podtrzymanie szans na zakończenie ligowej rywalizacji na podium. Czy zatem naprawdę trzeba kogoś specjalnie namawiać do tego, aby najbliższy weekend spędzić ze szwedzką piłką? W obecnych okolicznościach, to pytanie wydaje się być jeszcze bardziej retoryczne niż kiedykolwiek wcześniej.

Zestaw par 21. kolejki:

omg21_01

omg21_02

omg21_03

omg21_04

omg21_05

omg21_06

Reklamy

20. kolejka w liczbach

dam

20. kolejka w liczbach:

Gole: 18  (średnia 3.00 / mecz)

Rzuty karne: 1  (wykorzystany)

Żółte kartki: 10

Czerwone kartki: 0

Najwyższa frekwencja: 2 398  (Rosengård – Linköping)

Najniższa frekwencja: 411  (Djurgården – Kungsbacka)

Najszybszy gol: Sejde Abrahamsson (Örebro) – 2. minuta (vs. Växjö)

Najpóźniejszy gol: Nina Jakobsson (Piteå) – 88. minuta (vs. Göteborg)

Piłkarka kolejki: Mimmi Larsson (Linköping)

Bramka kolejki: Irma Helin (Djurgården)


Jedenastka kolejki:

team_20

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Komplet wyników:

Koronacja przełożona

Dzięki miedzy innymi dwóm golom Mimmi Larsson, nowe mistrzynie Szwecji poznamy najwcześniej za tydzień (Fot. Bildbyrån)

Przez cały miniony tydzień piłkarscy kibice z Malmö zastanawiali się, czy jedenasty w historii tytuł mistrzowski lepiej będzie zapewnić sobie w sobotę przed ekranami telewizorów, czy może w niedzielę na własnym stadionie. Zdecydowanie więcej zwolenników miała opcja numer dwa, choć nie brakowało i takich, którzy proponowali wersję znacznie mniej nerwową. Boisko tradycyjnie zweryfikowało jednak wszelkie życzenia i oczekiwania, a zwycięstwo Göteborga na LF Arenie w połączeniu ze stratą punktów przez Rosengård oznacza dokładnie tyle, że zarówno sobotnie, jak i niedzielne rezerwacje na mistrzowskie fety oraz celebracje w stolicy Skanii tym razem trzeba będzie jeszcze odwołać. Albo przynajmniej przełożyć na najbliższy weekend.

Udając się na daleką Północ, podopieczne Marcusa Lantza doskonale wiedziały, że tylko komplet punktów na terenie wciąż urzędujących mistrzyń Szwecji pozwoli im przedłużyć rywalizację o ligowy tron. Już w 6. minucie ich plany mocno skomplikowała jednak Julia Karlernäs, która wykorzystując brak zdecydowania defensorek z Västergötland, umieściła futbolówkę w siatce Loes Geurts. Szczęście piłkarek z Piteå było jednak wyjątkowo krótkotrwałe, gdyż pani Tess Olofsson zdobytego przez nie gola postanowiła anulować, co wywołało falę niezadowolenia na trybunach LF Areny. Kolejna faza meczu to wzajemna wymiana ciosów, w której jednak zdecydowanie bardziej precyzyjne były przyjezdne. Wynik meczu, po niespełna pół godzinie gry, otworzyła Julia Zigiotti, a tuż przed przerwą na 2-0 po niemal identycznej akcji podwyższyła powracająca do gry po długiej przerwie Pauline Hammarlund. Druga połowa toczyła się głównie pod dyktando gospodyń, ale na kontaktowego gola przyszło im czekać aż do 88. minuty, gdy dośrodkowanie June Pedersen na bramkę zamieniła Nina Jakobsson. Na doprowadzenie do remisu zabrakło już zawodniczkom z Norrbotten czasu.

Sobotni wynik nie był jednak problemem dla piłkarek Rosengård, które po prostu musiały zrobić swoje, aby już dziś rozpocząć świętowanie. Na Malmö Idrottsparken przyjeżdżał wprawdzie rywal na wskroś niewygodny, ale jesienią Linköping na wyjazdach przegrywał nawet z Växjö i z Kungsbacką. Wciąż osłabiony brakiem kontuzjowanej Nilli Fischer zespół Olofa Unogårda tym razem postanowił jednak dać z siebie absolutne sto procent, dzięki czemu przyszło nam obejrzeć jeden z najbardziej ekscytujących meczów obecnego sezonu. Za sprawą świetnie dysponowanych Liny Hurtig oraz Mimmi Larsson przyjezdne prowadziły już 3-1, ale pogoń ekipy ze Skanii za wymykającą się z rąk perspektywą mistrzowskiej fety o mało co nie zakończyła się powodzeniem. Po błędzie fenomenalnie spisującej się przez niemal całe spotkanie Emmy Holmgren zrobiło się już tylko 2-3, a nieco przypadkowa, choć jak zawsze spektakularna akcja dwóch byłych piłkarek Växjö (Cankovic – Anvegård) pozwoliła miejscowym wyrównać stan rywalizacji. Tuż przed końcem spotkania piłkę meczową miała jeszcze na nodze Sanne Troelsgaard, ale choć niektóre zawodniczki Rosengård już podnosiły ręce w geście triumfu, uderzona przez ponad 100-krotną reprezentantkę Danii futbolówka o centymetry minęła prawy słupek bramki Linköping. A to oznacza z kolei tyle, że następna szansa na oficjalne przyklepanie jedenastego w historii klubu z Malmö nadarzy się dopiero za tydzień.

Emocji nie zabrakło także na pozostałych czterech stadionach, gdzie jednak po ostatnim gwizdku z trzech punktów w komplecie cieszyły się gospodynie. O ile zwycięstwa Djurgården nad Kungsbacką oraz Eskilstuny nad Limhamn Bunkeflo były niejako wliczone w koszty, o tyle faworyta w derbach Skanii wskazać było nie sposób. Piorunująca końcówka Vittsjö sprawiła jednak, że to drużyna prowadzona przez Thomasa Mårtenssona ostatecznie postawiła na swoim, a gościom do wywiezienia z okolic Hässleholm przynajmniej remisu nie wystarczyły nawet dwie kapitalne interwencje Therese Ivarsson na linii bramkowej. Do małej niespodzianki doszło natomiast na Myresjöhus Arenie w Växjö, gdzie po golach Öling oraz Holt osłabiany regularnie zespół ze Småland okazał się lepszy od rewelacyjnego w pierwszej fazie sezonu beniaminka z Örebro.


Komplet wyników:

Piteå – Göteborg 1-2 (Jakobsson 88. – Zigiotti 31., Hammarlund 42.)

Djurgården – Kungsbacka 3-0 (Jalkerud 57. (k), Helin 66., Lindwall 82.)

Vittsjö – Kristianstad 2-0 (Bott 80., De Jongh 87.)

Växjö – Örebro 2-1 (Öling 38., Holt 74. – S. Abrahamsson 2.)

Rosengård – Linköping 3-3 (Svava 45+2., Troelsgaard 82., Anvegård 88. – Larsson 44., 49., Hurtig 73.)

Eskilstuna – Limhamn Bunkeflo 1-0 (Okobi 62.)

Czas rozstrzygnięć

pitea_kopparberggoteborg_5613

Piteå i Göteborg reprezentowały Szwecję w tegorocznej edycji Ligi Mistrzyń (Fot. Ola Norén)

To jest ten moment, to jest ta chwila! Październik jest miesiącem decydujących rozstrzygnięć w szwedzkiej piłce klubowej, a najbliższy weekend może przynieść nam na przykład koronację starego-nowego mistrza. Pytanie tylko, czy swój jedenasty w historii tytuł zawodniczki FC Rosengård przyklepią ostatecznie już w sobotę (stanie się tak w przypadku braku zwycięstwa Göteborga na LF Arenie w Piteå), czy może ze świętowaniem trzeba będzie wstrzymać się do niedzieli, kiedy to zespół Jonasa Eidevalla podejmie na własnym boisku Linköping. Za kilkanaście godzin swój los poznać może także beniaminek z Kungsbacki, który musi zgarnąć pełną pulę na Stadionie Olimpijskim w Sztokholmie, aby podtrzymać i tak niewielkie już nadzieje na pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Komplet spadkowiczów możemy poznać także w Elitettan, gdzie do zdegradowanych już wcześniej Sundsvall oraz Borgeby dołączyć może występujące drugi sezon na zapleczu Damallsvenskan Asarum.

Zdecydowanie najwięcej emocji wzbudzają jednak trzy wyścigi, których rozstrzygnięcia żadną miarą nie sposób na trzy kolejki przed końcem sezonu przewidzieć. Pierwszy z nich to bój o gwarantujące udział w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzyń wicemistrzostwo oraz o pozostałe medale, drugi to walka dwóch różniących się od siebie na niemal wszystkich płaszczyznach zespołów o utrzymanie w Damallsvenskan, a trzeci to rywalizacja czterech klubów o awans/powrót do grona dwunastu najlepszych drużyn w kraju. Warto więc przyjrzeć się nieco bliżej październikowemu rozkładowi jazdy najbardziej zainteresowanych ekip i zastanowić się, która z nich za dwa tygodnie (lub nieco wcześniej) będzie miała wiele powodów do radości:

01

Tutaj sprawa wydaje się być najbardziej skomplikowana, wszak o laury i zaszczyty bije się w zasadzie pół ligi. Kluczem do sukcesu może okazać się jednak jutrzejsze starcie naszych tegorocznych pucharowiczów, w związku z czym tym bardziej szkoda, że oba zespoły przystąpią do meczu mocno osłabione. Jeśli Göteborg przywiezie z LF Areny przynajmniej jeden punkt, szanse zespołu Marcusa Lantza na tytuł wicemistrzowski wyraźnie wzrosną. W takim układzie piłkarki znad Göty zależne będą bowiem wyłącznie od siebie, a zwycięstwa nad niżej notowanymi Växjö oraz Limhamn Bunkeflo zagwarantują im bilety do Europy bez konieczności oglądania się na wyniki z innych stadionów. Sytuacja zmienia się jednak diametralnie w przypadku ewentualnego zwycięstwa ekipy z Norrbotten, które to otworzyłoby drzwi do walki o srebro w zasadzie wszystkim zainteresowanym. Z takiego zaproszenia chętnie skorzystałaby zapewne rewelacyjna w rundzie rewanżowej Eskilstuna, której dodatkowo sprzyja stosunkowo łagodny terminarz, a także zwycięzca niedzielnej, derbowej batalii pomiędzy Vittsjö i Kristianstad. To ostatnie starcie zapowiada się o tyle ekscytująco, że w kontekście gry o europejskie puchary remis nie urządza w nim absolutnie nikogo, ale już w perspektywie batalii o medale (przypomnijmy, że w naszej lidze wręczane są one czterem najlepszym zespołom) szczególnie dla podopiecznych Thomasa Mårtenssona nie byłby to aż tak zły rezultat.

02

Tutaj trudno cokolwiek wyrokować, gdyż już sam zestaw drużyn bezpośrednio rywalizujących o pozostanie w Damallsvenskan wydaje się wystarczająco absurdalny. O ile w przypadku obecności w tym gronie Limhamn Bunkeflo nie sposób mówić o zaskoczeniu, o tyle w Sztokholmie celowali raczej w … grę o medale i puchary. Oczywiście, już przed sezonem nie brakowało głosów, że kadra Djurgården zbudowana została tak, że na papierze prezentuje się ona zdecydowanie bardziej spektakularnie niż na boisku, lecz nawet najwięksi sceptycy nie byli w stanie przewidzieć aż takiego fiaska Dumy Sztokhomu. Im dłużej trwały rozgrywki, tym bardziej stawało się jasne, że w stolicy mają jednak całkiem realny problem i dziś naprawdę można (choć wciąż z niemałym trudem) wyobrazić sobie scenariusz, w którym naszpikowana gwiazdami i reprezentantkami różnych krajów drużyna wita się z Elitettan. Oczywiście, w składzie DIF jest tyle indywidualności, że cały czas każda z nich może przy dobrym dniu niemal w pojedynkę rozstrzygnąć kwestię utrzymania, ale czasu na przebudzenie pozostaje już coraz mniej. A pamiętajmy, że planowe zwycięstwo nad Kungsbacką sprawy tu nie załatwi, trzeba będzie jeszcze dorzucić jakieś punkty w przynajmniej jednym z dwóch kolejnych meczów.

03

Uppsala vs Umeå oraz Hammarby vs AIK – sobota z Elitettan zapowiada się naprawdę fascynująco. Cztery walczące o miejsce w najwyższej klasie rozgrywkowej zespoły postarają się udowodnić swoją wyższość nad konkurentkami w bezpośredniej walce, a to zwiastuje nam naprawdę niemałe emocje. W teoretycznie najbardziej komfortowej sytuacji znajdują się siedmiokrotne mistrzynie kraju z Umeå, których szans na awans nie pozbawi nawet potencjalne potknięcie w Uppsali. Niemało zamieszania w ligowej tabeli wprowadzić mogą jednak także derby Sztokholmu, a wyjazdowe zwycięstwo AIK nad Hammarby oznaczałoby tyle, że cała batalia rozpoczęłaby się w zasadzie na nowo. Przysłowiowym języczkiem u wagi mogą okazać się w tej rywalizacji również ekipy Kalmar, Kvarnsveden oraz Brommy, które w najbliższych tygodniach staną przed szansą odebrania punktów liderkom i możemy być pewni, że spróbują z niej skorzystać. Czyżby więc miała powtórzyć się sytuacja z roku 2017, gdzie na samym finiszu ligowej kampanii karty rozdawały drużyny środka tabeli? Nie jest to wcale wykluczone, gdyż przy tak ogromnej stawce i tak niewielkim marginesie błędu, żadnemu z liderów na pewno nie będzie grać się łatwo.


Zestaw par 20. kolejki:

omg20_01

omg20_02

omg20_03

omg20_04

omg20_05

omg20_06

Kosse-show w Göteborgu

Duet z hiszpańskiego Tacon był siłą napędową reprezentacji (Fot. Petter Arvidson)

Stawką meczu ze Słowacją były nie tylko trzy niezwykle istotne punkty w eliminacjach EURO 2021, ale również postawienie pieczęci ze znakiem jakości na całości występów kadry Petera Gerhardssona w roku 2019. Jasne, za miesiąc w Columbus czeka nas jeszcze towarzyskie starcie z mistrzyniami świata z USA i nie zamierzamy umniejszać jego znaczenia, ale kolejny mecz o stawkę rozegramy dopiero wiosną 2020. Nic więc dziwnego, że reprezentantkom Szwecji, dla których był to pierwszy domowy mecz po francuskim mundialu, nie ani na moment nie zabrakło wczoraj motywacji i determinacji, chociaż bezpieczny wynik udało się osiągnąć jeszcze przed przerwą. Na rozwiązanie worka z bramkami dziesięciotysięczna publiczność na Gamla Ullevi musiała wprawdzie zaczekać do 26. minuty, ale gdy już się doczekała, to był to znak, że na stadionie w Göteborgu właśnie rozpoczęło się wielkie strzelanie. Tak wysokie zwycięstwo ostatni raz odnieśliśmy, gdy gościł u nas Iran, choć trzeba podkreślić, że wczorajsze gole były zdecydowanie bardziej efektowne niż te, które udało się zdobyć w konfrontacji z rywalkami z Bliskiego Wschodu.

Na osobny akapit z całą pewnością zasłużyła Kosovare Asllani, która rozegrała wczoraj jeden ze swoich najlepszych, jeśli nie w ogóle najlepszy mecz w reprezentacyjnej koszulce. Nie mam pojęcia, czy na trybunach Gamla Ullevi znajdowali się przedstawiciele CD Tacon, ale jeśli tak było, to mam nadzieję, że podczas 90 minut gry wykonali oni mnóstwo notatek. Nie ma bowiem krzty przypadku w tym, że zawodniczka beniaminka hiszpańskiej ekstraklasy kolejny raz przyjeżdża na kadrę i podczas zgrupowania staje się lepszą wersją siebie. Potencjału Asllani w pełni nie potrafili wykorzystać ani w Linköping, ani w Manchesterze, ani w Paryżu, ani w reprezentacji za kadencji poprzednich selekcjonerów i możemy się jedynie cieszyć, że sztab Petera Gerhardssona wreszcie zrobił z niej liderkę, na którą tak długo czekaliśmy. Można oczywiście nie bez racji zauważyć, że w sytuacji z golem bezpośrednio z rzutu rożnego sporych rozmiarów cegiełkę dołożyła słowacka bramkarka Korenciova, ale nie da się zaprzeczyć, że Asllani miała swój udział przy wszystkich siedmiu sytuacjach bramkowych. Za każdym razem, w którymś momencie futbolówka znajdowała się przy jej nodze, zupełnie jakby był to warunek konieczny powodzenia akcji ofensywnej. Zawodniczki ze Słowacji próbowały rzecz jasna znaleźć receptę na powstrzymanie piłkarki Tacon, ale próby te zawsze kończyły się całkowitym niepowodzeniem, a jedyną czasami skuteczną metodą było zatrzymywanie jej w sposób nieprzepisowy. Inna sprawa, że z tak dysponowaną Asllani spory kłopot miałyby defensorki każdej reprezentacji świata.

Bardzo dobre, choć nie poparte konkretnymi liczbami zawody rozegrała wczoraj także klubowa koleżanka Asllani, Sofia Jakobsson. To właśnie ona oraz często podłączająca się do akcji ofensywnych Hanna Glas ładnie napędzały prawe, szwedzkie skrzydło. Na przeciwległej flance sporo wiatru starała się robić aktywna jak zawsze Lina Hurtig, która jednak nieco dłużej szukała swojego miejsca na murawie Gamla Ullevi. Gdy już je jednak znalazła, to nie było czego zbierać, a Korenciova musiała wyciągać piłkę z siatki. Pewne zarzuty moglibyśmy mieć do postawy młodego duetu środkowych pomocniczek Björn – Zigiotti, choć od razu trzeba jasno zaakcentować, że obie spisały się zdecydowanie lepiej niż kilka dni wcześniej w Miskolcu. Do pełni szczęścia zabrakło jedynie jeszcze wyraźniejszej redukcji niepotrzebnych strat w kluczowych sektorach boiska oraz większej liczby podań bezpośrednio otwierających zawodniczkom pierwszej linii drogę do bramki. Gol na 4-0 (asysta Zigiotti, główka Björn) ponad wszelką wątpliwość pokazał jednak, że obie te zawodniczki już teraz potrafią robić różnicę na poziomie kadry. W ostatnich dwóch kwadransach Słowaczki na tyle straciły wiarę w swoje możliwości, że pozwoliły nawet … odblokować się Stinie Blackstenius. Napastniczka Linköping zagrała mniej więcej to, co regularnie możemy obserwować na boiskach Damallsvenskan, ale nie przeszkodziło jej to w dwukrotnym wpisaniu się na listę strzelczyń po podaniach od Asllani. A to wszystko dlatego, że rywalki tak nieudolnie zakładały pułapki ofsajdowe, że za każdym razem któraś z nich łamała linię spalonego. Żadnych wątpliwości nie było za to przy siódmym golu; powracająca powoli do gry po kolejnej kontuzji Fridolina Rolfö przymierzyła z dystansu tak, że sędzia z Kazachstanu mogła z czystym sumieniem zakończyć mecz. Tak spektakularnego występu w ostatnim tegorocznym meczu o punkty nie spodziewał się chyba nikt, choć z drugiej strony, jeśli już podsumowywać naprawdę wyjątkowy rok, to jedynie w taki właśnie sposób.

Złe dobrego początki

72pG00O9nCoWYaAjeGCJFuZ3AOE

Madelen Janogy odebrała Węgierkom wiarę w zwycięstwo (Fot. Anders Wiklund)

Gdyby wczorajszy mecz z reprezentacją Węgier zakończył się po 45 minutach, to dziś najpewniej obudzilibyśmy się w diametralnie innych nastrojach. I niewiele znaczyłby fakt, że kadra Petera Gerhardssona, dzięki perfekcyjnie rozegranemu rzutowi wolnemu, na stadionie w Miskolcu do przerwy prowadziła. W 13. minucie Kosovare Asllani popisała się kolejnym w tych eliminacjach perfekcyjnym dograniem ze stojącej piłki, a dobrze ustawiona Magdalena Eriksson strzałem głową zaskoczyła kompletnie nieprzygotowaną do interwencji Rekę Szöcs. Jednak poza wspomnianą tu sytuacją, a także fatalnym pudłem Stiny Blackstenius na pustą bramkę, to gospodynie były w pierwszej połowie drużyną sprawiającą zdecydowanie lepsze wrażenie. Już kilkadziesiąt sekund po stracie gola Węgierki stworzyły sobie stuprocentową okazję na doprowadzenie do remisu, ale strzał Zsanett Jakabfi zatrzymał się na słupku. Zmarnowana szansa na wyrównanie stanu meczu w najmniejszym stopniu nie zdemotywowała jednak podopiecznych Ediny Marko, o czym chyba najbardziej dobitnie przekonały się Hanna Glas i Jonna Andersson. To właśnie na szwedzkich bocznych obrończyniach spoczywało niełatwe zadanie powstrzymania niezwykle dynamicznych Zágor oraz Jakabfi i trzeba uczciwie odnotować, że do przerwy to węgierskie skrzydłowe częściej wychodziły z tych pojedynków zwycięsko. Nie inaczej wyglądała sytuacja w środku pola, gdzie zdecydowanie zbyt dużo strat notowała Julia Zigiotti, a doskonale usposobiona Henrietta Csiszár tylko czekała na to, aby zawiązać kolejną akcję ofensywną swojego zespołu. Nasze największe szczęście polegało jednak na tym, że do bezbarwnej gry większości koleżanek z pola nie zamierzała się dostosowywać Hedvig Lindahl i to wyłącznie dzięki jej kapitalnym paradom udało nam się dotrwać do końca tej części gry z czystym kontem. A kto widział mecz, ten doskonale zdaje sobie sprawę, że interwencje po strzałach Jakabfi czy Vagó do najłatwiejszych się nie zaliczały.

Druga połowa była już jednak całkiem odmienną historią, głównie dlatego, że sprawy w swoje ręce postanowiła wziąć Madelen Janogy. Wszystko zaczęło się od przebitki wygranej przez Asllani, a skrzydłowa Piteå, która w tym roku przebojem wdarła się do kadry, potrzebowała zaledwie kilkunastu sekund, aby wykonać slalom pomiędzy węgierskimi defensorkami, zakończony niezwykle precyzyjnym strzałem tuż przy lewym słupku bramki Szöcs. Błyskawiczny gol mocno osłabił wiarę naszych rywalek w końcowy sukces, w związku z czym po niespełna pięciu minutach Janogy postanowiła wyprowadzić jeszcze jeden, tym razem już nokautujący cios. Z prawego skrzydła dośrodkowała Jakobsson, a 23-latka z Falköping uwolniła się spod krycia obrończyń i strzałem głową podwyższyła na 3-0. W tym momencie było już właściwie jasne, że niebezpieczeństwo straty punktów w Miskolcu mocno się oddaliło, a Węgierki, choć wciąż próbowały znaleźć sposób na pokonanie Lindahl, nie nacierały już z taką werwą jak w pierwszej połowie. Długimi minutami wydawało się więc, że to, co miało się w tym meczu wydarzyć, jest już całkowicie za nami, ale w samej końcówce Szwedki postanowiły jeszcze podkręcić tempo i postawić pieczęć na – jak się miało wkrótce okazać – całkiem efektownym zwycięstwie. Na listę strzelczyń najpierw wpisała się bowiem Sofia Jakobsson, która swoją postawą po przerwie na gola w pełni zasłużyła, a rezultat na 5-0 ustaliła w szóstej minucie doliczonego czasu gry (trudno orzec z jakiego powodu turecka sędzia zdecydowała się na aż tak znaczące przedłużenie drugiej połowy) rezerwowa Loreta Kullashi. Jeśli dodamy do tego dwie asysty rekonwalescentki Fridoliny Rolfö, to wyjdzie nam, że z Miskolca wyjeżdżamy w nadspodziewanie dobrych humorach i pozostaje mieć nadzieję, że podobny nastrój będzie towarzyszyć nam po wtorkowym meczu ze Słowacją. A wtedy będzie już można oficjalnie nazwać rok 2019 wyjątkowym dla szwedzkiego futbolu w wydaniu reprezentacyjnym.