No i polosowane

gs

Tak prezentuje się w obrazku skład wszystkich grup tegorocznej Ligi Mistrzyń (Graf. UEFA)

Przed losowaniem fazy grupowej Ligi Mistrzyń doszliśmy do jakże trafnego wniosku, że oto Rosengård znalazł się w dokładnie identycznym położeniu, co Häcken przed kilkoma tygodniami. Zdecydowanie najwięcej emocji towarzyszyło bowiem kulkom znajdującym się w drugim koszyku, w którym to spotkały się Arsenal, Bayern, Slavia oraz PSG. Czyli w komplecie te same ekipy, z którymi potencjalnie w poprzedniej fazie rozgrywek mogła rywalizować ekipa wicemistrzyń Szwecji. Raz jeszcze głośno wyrażaliśmy nadzieję na czeski los, choć gdzieś w środku nie mieliśmy również nic przeciwko temu, aby ponownie skonfrontować siłę czołowego klubu Damallsvenskan na tle paryskiej potęgi. Ewentualne starcie z Arsenalem nęciło konfrontacją z duetem Stina Blackstenius – Lina Hurtig, a także – co chyba jeszcze bardziej pikantne – perspektywą powrotu do Skanii Jonasa Eidevalla. Manon Melis oraz Nadine Kessler postanowiły jednak oszczędzić nam takich emocji, przydzielając ostatecznie do naszej grupy D monachijski Bayern. I choć również będzie to starcie, do którego bez trudu można dorobić wspaniałą otoczkę, to chyba zgodzimy się co do tego, że mając na uwadze wszystkie względy, był to zdecydowani najmniej pożądany rywal z tego zestawu. Szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę kontuzję Hanny Glas.

Z pierwszego koszyka trafiła się Barcelona. Nie doczekamy się więc powrotu do Malmö Zeciry Musovic i Jeleny Cankovic, a defensorek Rosengård nie postraszy znów Sveindis Jane Jonsdottir. W zamian za to dostaniemy jednak możliwość obejrzenia na żywo prawdopodobnie najbardziej efektownie grającego zespołu w Europie, a z dużym prawdopodobieństwem możemy założyć, że w wyjściowej jedenastce Dumy Katalonii wybiegnie na murawę Fridolina Rolfö. Co więcej, starcie z dysponującym niemal zabójczą ofensywą rywalem może dać nam jasną odpowiedź co do rzeczywistej wartości formacji obronnej FCR. W meczach ligowych mamy sporo zastrzeżeń zarówno do postawy Teagan Micah, jak i trójki stoperek z Malmö, ale prawdą jest to, że większość przeciwniczek na krajowym podwórku nie zmusza ich do nadmiernego wysiłku, a na koniec dnia sytuacja punktowa w tabeli i tak się zgadza. W Lidze Mistrzyń poprzeczka będzie jednak wisiała zdecydowanie wyżej, a każdy błąd może okazać się niezwykle kosztowny w skutkach. A skoro tak, to już zacieramy ręce na myśl o jesiennej konfrontacji z doskonale naoliwioną, katalońską maszyną.

Grupę uzupełniła nam Benfica, o której wiemy znacznie więcej niż rok wcześniej, kiedy to mistrzyniom Portugalii przyszło na tym samym etapie rywalizować z Häcken. Wówczas zarówno w bezpośrednim dwumeczu, jak i w końcowej tabeli, minimalnie lepsze okazały się piłkarki z Lizbony i ani trochę nie zdziwimy się, jeśli ten scenariusz miałby się powtórzyć. Tegoroczny Rosengård nie wydaje się bowiem zespołem bardziej kompletnym od ubiegłorocznej ekipy z Hisingen, która miała w swoim składzie takie nazwiska jak Falk, Kullberg, Rubensson, Kaneryd, Gejl, Larsen, czy Blackstenius. Z drugiej jednak strony, szwedzko-portugalska para wydaje się na tyle wyrównana, że każdy wynik jest w tym zestawieniu absolutnie możliwy. A punkty zbierać warto, gdyż nasza przewaga nad ligą czeską w krajowym rankingu UEFA wynosi na chwilę obecną zaledwie 1.5 punktu. I choć na ten moment jest to dystans względnie bezpieczny, to jednak warto zadbać o to, aby przynajmniej w najbliższej przyszłości za bardzo się on nie zmniejszał. Bo mając na uwadze dalekosiężne plany UEFA, lokatę w czołowej szóstce jak najbardziej warto szanować.

Podsumowanie 22. kolejki

nyst (emma wallskog)

Gol Pauliny Nyström mocno skomplikował ligową sytuację Kristianstad (Fot. Emma Wallskog)

Momenty 22. kolejki:

Ostatnia seria zmagań przed reprezentacyjną przerwą przyniosła nam namiastkę tego, to czeka nas już w listopadzie. Niedzielne popołudnie nie upłynęło nam wprawdzie pod znakiem klasycznej multiligi (nie wszystkie mecze rozpoczynały się o tej samej porze), ale natężenie futbolowych emocji i tak niezmiennie utrzymywało się zdecydowanie powyżej tegorocznej średniej. A najwięcej i najbardziej efektownie wcale nie działo się tam, gdzie oczekiwano hitu kolejki i być może kluczowego starcia w walce o pozycje medalowe. Na Linköping Arenie byliśmy bowiem świadkami starcia wyjątkowo jednostronnego, w którym to przyjezdne z Hisingen po mistrzowsku wypunktowały właściwie wszelkie deficyty w grze największej rewelacji tegorocznych rozgrywek. Fani LFC wciąż mogą się jednak pocieszać tym, że zawsze lepiej raz przegrać 1-5 niż pięć razy po 0-1, a wyszarpane w poprzednich tygodniach punkty cały czas utrzymują ekipę trenera Jeglertza w wyścigu o czołową trójkę. Co więcej, terminarz okazał się być na tyle łaskawy, że w Linköping będą mieli aż dwa tygodnie na wyciągnięcie z dzisiejszej porażki właściwych wniosków i odbudowanie niezbędnego na finiszu rozgrywek morale w klubowej szatni. A materiału do analizy będzie naprawdę sporo, bo Elin Rubensson do spółki z Filippą Curmark absolutnie zdominowały rywalizację w środku pola, a mocno odmłodzona defensywa Häcken na pierwsze zagrożenie pod bramką Jennifer Falk pozwoliła dopiero przy wyniku 0-4.

Zanim jednak na boiska wybiegły zespoły walczące o medale, w stolicy o bezcenne punkty rywalizowali za sobą dwaj tegoroczni beniaminkowie. I ich mecz naprawdę mógł się podobać, aczkolwiek z jednym istotnym zastrzeżeniem: gdyby jego stawką było utrzymanie w Elitettan. Jasne, emocje były, kontrowersje sędziowskie również, a Brommie prawie udał się nieprawdopodobny comeback, ale jednak pierwszoligowej piłki na Grimsta IP wiele nie uświadczyliśmy. A gdy pomyślimy sobie, że oba te zespoły mogą za rok znów rywalizować na boiskach Damallsvenskan, to … robi się jeszcze mniej miło. Oddajmy jednak zawodniczkom ze Småland, co im należne; raz jeszcze udało im się wyjść zwycięsko z potyczki z bezpośrednimi rywalkami z dołu tabeli, a Amanda Persson dzisiejszy dzień z pewnością zapamięta na długo. Nawiasem mówiąc, jeśli Kalmar doprowadzi do szczęśliwego końca misję utrzymanie, to będzie to chyba pierwszy w historii naszej dyscypliny przypadek, kiedy to degradacji z poważnej ligi (no, stosunkowo poważnej) uniknie drużyna grająca tak naprawdę bez bramkarki. Postawę Kariny Krok kolejny już raz najlepiej podsumować bowiem wymownym milczeniem, choć jej vis-a-vis w osobie Lovisy Koss po przeciwnej stronie boiska puszczała równie kuriozalne piłki. Zasady gry są jednak takie, że punkty ktoś tu zdobyć musiał i ostatecznie padło na Kalmar.

Komplet punktów zdobyły też liderki z Rosengård, zdecydowanie przybliżając się tym samym do obrony tytułu. Nie da się jednak ukryć, że w tym sezonie zespół z Malmö jest w dużym stopniu silny słabością całej ligi, bo skoro można kontynuować passę zwycięstw, bezkarnie tracąc po dwa gole na mecz, to nie jest to najlepszy prognostyk na jesień z Ligą Mistrzyń. Tak, czy inaczej, za dzisiejsze widowisko zdecydowanie bardziej niż ekipę Renée Slegers należy pochwalić ambitnie walczące zawodniczki z Örebro, bo gdyby nie dwa głupie (choć jak najbardziej słusznie podyktowane) rzuty karne, to kto wie, czy mistrz nie straciłby w Närke punktów. O ile jednak Rosengård ostatecznie się nie potknął, o tyle Kristianstad zaledwie zremisował z Eskilstuną na Tunavallen. Do przerwy podopieczne Elisabet Gunnarsdottir planowo prowadziły po akcji tych, co zawsze, ale piłkarki United ani myślały przedwcześnie godzić się z porażką. Dzięki temu mogliśmy obejrzeć żywy, wyrównany mecz, w którym to najpierw stan rywalizacji wyrównała Paulina Nyström, a następnie to gospodynie były bliższe tego, aby skutecznie powalczyć o pełną pulę. Szczęście było jednak tego dnia przy Kristianstad, gdyż Sara Wiinikka zdecydowała się nie używać gwizdka ani po ostrym wejściu Emmy Petrovic w Felicię Rogic, ani po kolizji Meliny Loeck z Mają Alvin. Skoro jesteśmy już przy remisach, to takim rezultatem zakończył się również mecz na LF Arenie, dzięki czemu Piteå wciąż pozostaje jedyną niepokonaną drużyną w rundzie jesiennej. I to jest doprawdy konkretny news!

Komplet wyników:

picks22

Przejściowa tabela:

dam2

Klasyfikacje indywidualne:

Kadra na Hiszpanię i Francję

gerhardsson-emtrupp-2022

Piłkarski tydzień pędzi w takim tempie, że aż trudno skupić się dłużej na jednym, konkretnym wydarzeniu. Dopiero co emocjonowaliśmy się meczem sezonu w Damallsvenskan, Rosengård skutecznie wypełnił misję awansu do Ligi Mistrzyń, a tu już za pasem kolejne okienko reprezentacyjne i czekające nas emocje z kadrą Petera Gerhardssona w roli głównej. A zapowiada się ono o tyle ciekawie, że przynajmniej w teorii wreszcie przyjdzie nam mierzyć się z rywalkami, które mają wszelkie atuty, aby mocno uwypuklić nasze ewentualne braki. Bo z całym szacunkiem do przeciwniczek z zakończonych właśnie śmiesznych eliminacji, starcia z nimi były w przeważającej większości niczym innym jak kompletnie bezwartościowym wypełnianiem kalendarza. Tym razem na być więc inaczej, choć nie jest też wielką tajemnicą, że zarówno hiszpańską, jak i francuską federacją wstrząsnęły ostatnimi czasy niemałe skandale. My jednak patrzymy głównie na siebie i na czysto sportowy aspekt tych potyczek.

Jeśli chodzi o powołania, to już tradycyjnie nie było w nich rewolucji, choć do bliższego przyjrzenia się niektórym nazwiskom zmusiła Gerhardssona sytuacja kadrowa. Mocno liczyliśmy, że miejsce kontuzjowanej Hanny Glas zajmie na prawym wahadle jej imienniczka Wijk, że poważną szansę otrzymają inne, zachwycające nas tydzień w tydzień na ligowych murawach młode strzelby (Sandberg, Vinberg), ale selekcjoner stwierdził, że … akurat te piłkarki swoje zadanie mają wykonać gdzie indziej. Tym sposobem na liście znalazło się nazwisko Stiny Lennartsson, która faktycznie notuje w barwach Linköping zdecydowanie najlepszy sezon od czasu pamiętnej kontuzji, ale czy aby na pewno jest to już ten poziom? Choć z drugiej strony, dopóki tego nie zweryfikujemy, nigdy nie będziemy mieć pewności. Dyskusja na temat kadr młodzieżowych, a także roli, którą mają one odgrywać w reprezentacyjnym łańcuchu pokarmowym, odżyła jednak właśnie na nowo i dopiero się rozkręca.

Między słupkami szwedzkiej bramki swoją długo wyczekiwaną szansę dostanie wreszcie Zecira Musovic. Golkiperka londyńskiej Chelsea na kadrę jeździ od pewnego czasu regularnie, ale wciąż czeka w niej na pierwszy, poważny test. I jeśli najbliższe godziny nie przyniosą nam niczego nieprzewidywanego, to próba ta czeka ją już na początku października w rywalizacji z Hiszpanią i Francją. Co ciekawe, miejsce w szerokiej kadrze wywalczyła sobie także Emma Lind, czyli zawodniczka z chyba najciekawszą ze wszystkich ścieżką kariery. Golkiperka ta objawiła nam się swego czasu w barwach Limhamn Bunkeflo, następnie reprezentowała między innymi w Turbine Poczdam, ale jeszcze na początku obecnego sezonu występowała w drugoligowym Jitexie Möldnal. Obecnie zawitała natomiast do wicemistrzyń Włoch z AS Roma, gdzie spotkała się między innymi ze Stephanie Öhrström, choć akurat żadna ze Szwedek nie jest naturalną jedynką w układance trenera Alessandro Spugny. W formacjach ofensywnych większych zaskoczeń nie stwierdzono, choć godny odnotowania jest powrót do łask duetu Julia Zigiotti – Sofia Jakobsson, co mając na uwadze szczególnie dyspozycję tej pierwszej, jest jednak pewną zagadką.


Kadra na Hiszpanię i Francję:

Bramkarki: Emma Holmgren (Lyon), Emma Lind (Roma), Zecira Musovic (Chelsea)

Obrończynie: Jonna Andersson (Hammarby), Nathalie Björn (Everton), Magdalena Eriksson (Chelsea), Amanda Ilestedt (PSG), Emma Kullberg (Brighton), Stina Lennartsson (Linköping), Amanda Nildén (Juventus), Linda Sembrant (Juventus)

Pomocniczki: Filippa Angeldal (Man. City), Kosovare Asllani (Milan), Hanna Bennison (Everton), Filippa Curmark (Häcken), Johanna Kaneryd (Chelsea), Fridolina Rolfö (Barcelona), Elin Rubensson (Häcken), Olivia Schough (Rosengård), Julia ZIgiotti (Brighton)

Napastniczki: Stina Blackstenius (Arsenal), Rebecka Blomqvist (Wolfsburg), Lina Hurtig (Arsenal), Sofia Jakobsson (San Diego), Madelen Janogy (Hammarby)


Terminarz kadry:

7. października, godz. 20:30: Hiszpania – Szwecja (Kordoba)

11. października, godz. 18:30: Szwecja – Francja (Göteborg)

Plan wykonany

BEN_2730-scaled-e1663839094968-2048x737

FC Rosengård – uczestniczki fazy grupowej Ligi Mistrzyń 2023 (Fot. Bildbyrån)

Gdyby spojrzeć na efekt końcowy, to można spokojnie przyznać, że szwedzkie kluby w eliminacjach Ligi Mistrzyń po prostu zagrały na miarę oczekiwań. Kto miał odpaść – odpadł, kto miał awansować – awansował, ale porażka piłkarek Kristianstad z Ajaxem, czy heroiczna walka Häcken z hegemonem z Paryża z pewnością ujmy naszej lidze nie przynoszą. Jak się jednak zwykło mówić, historię piszą zwyciężczynie, a tymi zdecydowanie były dziś wieczorem zawodniczki z Malmö. Zespół prowadzony przez Renée Slegers przed tygodniem przywiózł z norweskiego Bergen całkiem satysfakcjonujący remis i na własnym boisku miał postawić ostatni krok na drodze do europejskiego raju. Cel ten udało się zrealizować, choć do przerwy żadna z ekip nie potrafiła przechylić losów rywalizacji na swoją stronę. Mistrzynie Szwecji doskonale weszły jednak w drugą połowę i to właśnie początkowe fragmenty tej części gry przesądziły ostatecznie o wyniku dwumeczu. Spora w tym zasługa grającej dziś na prawym wahadle Rii Öling, która na swoim skrzydle była dosłownie i w przenośni nie do zatrzymania i to właśnie z jej sektora boiska zainicjowane zostały dwie bramkowe akcje Rosengård. Nie możemy jednak w tym miejscu nie docenić także zasług Sofie Bredgaard, gdyż to kapitalny strzał w wykonaniu młodej Dunki był de facto pierwszym sygnałem, że oto na Malmö IP będziemy za chwilę świadkami historycznego wydarzenia. I gdyby patrzeć na rywalizację z Brann jako całość, to chyba właśnie do Bredgaard lub do jej rodaczki Olivii Holdt powędrowałaby statuetka dla najbardziej wartościowej zawodniczki dwumeczu. W samej końcówce piłkarki z Norwegii stać było jeszcze na zdobycie trafienia honorowego, ale stało się to w momencie, gdy gospodynie prowadziły już 3-0, w pełni kontrolując boiskowe wydarzenia. I dobrze, gdyż dzięki temu szwedzka piłka klubowa pozostanie w tym roku w grze aż do połowy grudnia, bo właśnie wtedy zaplanowano ostatnią serię spotkań fazy grupowej Ligi Mistrzyń.

Zdecydowanie trudniejsze zadanie miały dziś podopieczne Roberta Vilahamna i choć potężnego PSG nie udało im się wyeliminować, to za postawę w rewanżowym starciu również należą im się spore pochwały. Tak, szczególnie w drugiej połowie przewaga górujących pod względem motorycznym wicemistrzyń Francji zaczęła się uwidaczniać, ale licznie zgromadzona na trybunach Bravida Areny publiczność na zawsze zapamięta na przykład okres między 20., a 35. minutą, kiedy to skromny klub z Hisingen potrafił dosłownie zepchnąć do narożnika europejskiego, futbolowego giganta. Niewykorzystana setka Stine Larsen, fenomenalne rajdy posiadającej chyba żelazne płuca Anny Sandberg, czy kapitalna współpraca Rubensson i Curmark w środku pola to obrazki, do których jeszcze długo będziemy wracać z nieukrywaną radością i dumą. A przecież gospodynie o choćby jednego gola walczyły naprawdę do końca i jeszcze w doliczonym czasie gry mogła zapisać go na swoim koncie Elma Nelhage. I bardzo szkoda, że tak się właśnie nie stało, gdyż byłoby to wspaniałe podsumowanie tej inspirującej historii. Ale fani Os z Hisingen i tak mieli mnóstwo powodów, aby po ostatnim gwizdku oklaskiwać swoje boiskowe bohaterki.

O awans do fazy zasadniczej Ligi Mistrzyń grano dziś nie tylko w Szwecji, ale w wielu miastach całej Europy. Wyniki sprzed tygodnia sugerowały, że możemy być świadkami przynajmniej jednej niespodzianki, ale faworytki ostatecznie w komplecie poradziły sobie z przejściowymi trudnościami, solidarnie awansując do kolejnej rundy. W najlepszej szesnastce kontynentu nie zabraknie zatem między innymi piłkarek Arsenalu, Juventusu, czy Benfiki, które już w najbliższy poniedziałek dowiedzą się, z kim przyjdzie im rywalizować o promocję do ćwierćfinału. Dodajmy tylko, że jeśli Bayern Monachium nie straci na własnym boisku zaliczki przywiezionej z Sociedad, to mistrzynie Szwecji podczas losowania fazy grupowej znajdą się w trzecim koszyku.

fcr

bkh

Podsumowanie 21. kolejki

jpeg

Olga Ahtinen raz jeszcze poprowadziła swój zespół do bezcennego zwycięstwa na niełatwym terenie (Fot, Corren)

Momenty 21. kolejki:

W derbach Skanii szanują tradycję. Bezpośrednie starcia Rosengård i Vittsjö zazwyczaj mają w sobie mnóstwo dramaturgii, ale choć ich przebieg bywa czasami naprawdę zaskakujący, to niezmiennie jest w nich jedno: klub z okolic Hässleholm jeszcze nigdy w historii nie potrafił pokonać bardziej utytułowanego rywala. I nawet gdy pełnia szczęścia wydawała się być dosłownie na wyciągnięcie ręki, to koniec końców piłkarki z Malmö zawsze znajdowały skuteczny sposób na uniknięcie derbowej porażki. Czasami był to gol Lotty Schelin w ostatniej akcji meczu, innym razem dwa szczęśliwe gwizdki prowadzącej mecz sędzi, ale nieskazitelny z perspektywy dwunastokrotnych mistrzyń Szwecji rekord trwał w najlepsze. Dlaczego wspominamy o tym akurat teraz? Ponieważ sobotnie popołudnie napisało kolejny, równie nieprawdopodobny rozdział rywalizacji dwóch ekip z południa kraju. A początek wcale nie wskazywał na to, że będziemy świadkami aż takiego emocjonalnego rollercoastera, gdyż faworytki stosunkowo szybko ustawiły sobie mecz, na raty pokonując Sabrinę D’Angelo po zamieszaniu w polu karnym. Autorką premierowego gola byłą niezawodna tej jesieni Rebecca Knaak, ale na jej trafienie przyjezdne odpowiedziały w najlepszy możliwy sposób. Clare Polkinghorne szybko i przytomnie zagrała ze stojącej piłki do Clary Markstedt, ta świetnie dojrzała nabiegającą na wprost bramki Lindę Sällström, a fińskiej snajperce pozostało jedynie dostawić nogę i doprowadzić w ten sposób do remisu. Taki przebieg boiskowych zdarzeń był dla miejscowych fanów małym szokiem, który szybko przerodził się jednak w całkowitą konsternację, gdy futbolówkę w szesnastkę gospodyń wrzuciła Charlotte Grant, a rozgrywająca kapitalny mecz Markstedt wygrała pojedynek powietrzny z Arnardottir i po raz drugi tego dnia zmusiła Teagan Micah do kapitulacji. Podopieczne Renée Slegers musiały więc gonić wynik, ale pogoń ta długo nie układała się po ich myśli. I choć kolejnych szans na pokonanie D’Angelo nie brakowało, to zawodniczki z Vittsjö także potrafiły odgryzać się bardzo niebezpiecznymi wypadami pod bramkę FCR. Dwie piłki meczowe miała chociażby na nodze Jutta Rantala, ale za pierwszym razem fińskiej skrzydłowej stanęła na drodze do szczęścia poprzeczka, a za drugim dobrze interweniująca Micah. Na dziesięć minut przed końcem wciąż utrzymywał się jednak korzystny z perspektywy gości rezultat, ale wtedy sprawy w swoje ręce postanowił wziąć niemiecki zaciąg w kadrze Rosengård. Pierwszoplanowa rola w tej misji przypadła znów Rebece Knaak, która najpierw zaliczyła asystę przy trafieniu swojej byłej koleżanki z Freiburga Stefanie Sanders, a w trzeciej z doliczonych minut już samodzielnie (oczywiście strzałem głową) przechyliła szalę zwycięstwa na stronę obrończyń tytułu. I choć niespodzianka znów była o krok, to hierarchia w Skanii wciąż pozostaje nienaruszona.

W szaleństwie metoda. Tuż po zakończeniu zwycięskiego meczu przeciwko Hammarby Elisabet Gunnarsdottir z rozbrajającą szczerością przyznała, że oto właśnie dane jej było posłać w bój najbardziej szaloną jedenastkę w dotychczasowej karierze trenerskiej. Od tamtej wypowiedzi upłynęło już kilka dni, ale sytuacja kadrowa Kristianstad wcale się w tym okresie nie poprawiła. Do rotacji wróciła wprawdzie reprezentantka Kamerunu Easter Mayi Kith, ale na liście kontuzjowanych cały czas pozostaje ostoja defensywy KDFF Gabrielle Carle, a do końca sezonu na placu gry nie zobaczymy już mistrzyni Europy sprzed pięciu lat Sheili van den Bulk. A jeśli komuś mało problemów defensywnych, to jeszcze w pierwszej połowie rywalizacji z Djurgården boisko przedwcześnie musiała opuścić Josefin Harrysson. W zaistniałej sytuacji trzeba było uciekać się do improwizacji, w wyniku której w trójce środkowych obrończyń obejrzeliśmy nominalną defensywną pomocniczkę Alice Nilsson oraz występującą zazwyczaj na skrzydle lub wahadle Emmę Petrovic. O ile jednak o występ swojej kapitanki fani z Kristianstad byli względnie spokojni, o tyle postawa młodzieżowej reprezentantki Serbii, z którą kilka dni wcześniej kilka razy zatańczyła na boisku Madelen Janogy, była swego rodzaju niewiadomą. Obawy sympatyków futbolu ze wschodniej Skanii okazały się jednak mocno przesadzone, a Petrovic udowodniła, że także w środku bloku defensywnego czuje się całkiem komfortowo. Największe owacje po końcowym gwizdku w pełni zasłużenie zebrała jednak Evelyne Viens, która z tygodnia na tydzień prezentuje na szwedzkich boiskach coraz większy luz, a obserwując jej grę jak najbardziej można mieć flashbacki z czasów gdy swoją grą cieszyły nas Pernille Harder czy Tabitha Chawinga. Tym razem była napastniczka Gotham FC zakończyła dzień z dorobkiem trzech goli i asysty, a to oznacza, że w obu klasyfikacjach indywidualnych Kanadyjka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Podobnie zresztą jak ekipa z Kristianstad w mistrzowskim wyścigu, w którym to o całkowite powodzenie może być jednak zdecydowanie trudniej.

Na pozostałych stadionach:

W miniony weekend na ligowych boiskach zaprezentował się nam kwartet drużyn walczących o utrzymanie zamykających ligową tabelę i nie będzie chyba wielkim zaskoczeniem, gdy powiemy, że żadna z tych ekip nie potrafiła dopisać do swojego dorobku choćby jednego oczka. A poprzeczka nie wisiała przecież przesadnie wysoko, gdyż AIK podejmował na własnym boisku targaną problemami natury wszelakiej Eskilstunę, do Umeå przyjechało niby solidne, aczkolwiek zbierające potężny łomot od niemal każdego wyżej notowanego rywala Örebro, a Kalmar mierzył się z nieobliczalnym jak zawsze Piteå. Na papierze zdecydowanie mocniejszego przeciwnika miał w tej serii spotkań jedynie beniaminek z Brommy, choć akurat piłkarki Häcken myślami były już chyba przy rewanżowej potyczce z PSG i przez cały mecz grały na zaciągniętym hamulcu. Raz jeszcze przekonaliśmy się jednak, że różnica w sportowej jakości między niekoniecznie zmotywowanymi średniakami, a grającymi teoretycznie o najwyższą stawkę zespołami z końca tabeli jest niestety mocno widoczna. A jedynym zaskoczeniem może być to, że najbliżej wyszarpania remisu były tym razem zawodniczki z Kalmaru, które nawet strzeliły prawidłowego gola za sprawą Allison Pantuso. Trafienie to z niewiadomych względów nie zostało jednak uznane, a już w doliczonym czasie gry prowadząca ten mecz sędzia w dość komiczny sposób próbowała chyba naprawić swój błąd, nie gwiżdżąc ewidentnego faulu amerykańskiej stoperki na Amandzie McGlynn. Niechybnie zmierzającą do siatki futbolówkę na linii bramkowej zatrzymała jednak Cecilia Edlund, dzięki czemu komplet punktów odleciał ostatecznie do Norrbotten. Zdecydowanie więcej emocji przyniósł nam za to poniedziałkowy wieczór, kiedy to przy głośnym akompaniamencie trybun Hammarby mierzyło się z Linköping. I choć to przyjezdne wciąż biją się o ligowe podium, przedmeczowymi faworytkami tego starcia były podopieczne trenera Pabla Pinonesa-Arce. I z roli tej, pomimo początkowej dominacji gości, wywiązywały się do pewnego momentu znakomicie. W pierwszej połowie czyste konto dwiema kapitalnymi interwencjami uratowała jednak zespołowi z Östergötland Cajsa Andersson, a po przerwie kolejną bohaterką LFC postanowiła zostać Olga Ahtinen. Rozgrywająca właśnie sezon życia reprezentantka Finlandii zdecydowała się na mierzony strzał zza pola karnego, którego żadnym sposobem nie byłaby w stanie wybronić nawet golkiperka światowej klasy. Ostatnie pół godziny to już reklama szwedzkiego futbolu w najlepszym wydaniu; dwie poprzeczki, dwie niewykorzystane sytuacje sam na sam, intensywna gra pod obiema bramkami i – wreszcie – sędziowskie kontrowersje. Końcowy rezultat nie uległ już jednak zmianie, dzięki czemu to Linköping na dobre zameldował się w grze o medale. Hammarby zaś na swoją szansę będzie musiało poczekać przynajmniej rok, ale patrząc na to, jak harmonijnie rozwija się piłkarski projekt w Södermalm, sezon 2023 w Damallsvenskan jak najbardziej może upłynąć nam pod znakiem zachwytów nad grą Zielono-Bialych.

Komplet wyników:

picks21

Przejściowa tabela:

dam2

Klasyfikacje indywidualne: