Podsumowanie 8. kolejki

dam.png

Czas na podsumowanie 8. kolejki sezonu 2018 w Damallsvenskan

Najlepszy mecz: Piteå 0-1 Rosengård. Wybór po prostu nie mógł być inny. Na Lombia IP w Kirunie napisała się historia szwedzkiego futbolu, a obie ekipy zaprezentowały nam naprawdę godną reklamę Damallsvenskan. Po ostatnim gwizdku bardziej zadowoleni mogli być fani z Malmö, którzy po przejechaniu ponad 1800 kilometrów obejrzeli na dalekiej Pólnocy zwycięstwo swojego zespołu. Najwięcej powodów do radości dała im Sanne Troelsgaard, gdyż to właśnie zdobyty w niecodziennych okolicznościach (pechowe wybicie June Pedersen) gol reprezentantki Danii przesądził o końcowym wyniku. Tak to już w futbolu bywa – szczęście jednych nieodłącznie wiąże się z niepowodzeniem drugich.

Najładniejszy gol: Anna Anvegård (Växjö). Jeśli strzela się hat-tricka, to niewątpliwie maksymalizuje się swoje szanse na zwycięstwo akurat w tej kategorii. Mówiąc jednak całkiem poważnie, drugi gol napastniczki ze Småland najzwyczajniej nie pozostawił nam wielkiego wyboru. Jasne, defensywa Kristianstad próbowała uskuteczniać na Myresjöhus Arenie krycie na odległość, ale precyzji Anvegård zwyczajnie nie można nie docenić.

Najlepsza piłkarka: Anna Anvegård (Växjö). Jeśli ktoś przed sezonem zastanawiał się, czy przeskok z Elitettan do Damallsvenskan nie okaże się zbyt trudny dla 21-letniej napastniczki, to w sobotę dostał na to pytanie odpowiedź. Nie chodzi tu tylko o trzy gole Anvegård w starciu z mocnym rywalem (choć one niewątpliwie budzą szacunek!), ale o ogólną ocenę jej występu. Zawodniczka, która na poziomie pierwszej ligi zadebiutowała zaledwie dwa miesiące temu zagrała tak mądrze i dojrzale, że po niemal każdym jej zagraniu ręce składały się do oklasków. Dziękujemy i prosimy o więcej!


8. kolejka w liczbach:

Gole: 13  (średnia 2.17 / mecz)

Rzuty karne: 1  (wykorzystany)

Żółte kartki: 6

Czerwone kartki: 0

Najwyższa frekwencja: 2 296  (Piteå – Rosengård)

Najniższa frekwencja: 218  (Limhamn Bunkeflo – Kalmar)

Najszybszy gol: Madeleine Tegström (Hammarby) – 6. minuta (vs. Vittsjö)

Najpóźniej strzelony gol: I. Sigurdardottir (Djurgården) – 90+1. minuta (vs. Linköping)


Jedenastka kolejki:

TEAM_8

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Komplet wyników:

dam.png

Reklamy

Tunavallen wstrząśnięte i zmieszane

sdltc26bbdf-nh-jpg

Po piątej porażce w sezonie, Eskilstuna znów wylądowała w strefie spadkowej (Fot. SVT)

Bez odpoczywającej po reprezentacyjnych wojażach Christen Press wyszła na murawę Tunavallen jedenastka z Göteborga, ale Marcus Lantz dobrze wiedział co robi, stawiając na Rebeckę Blomqvist. Napastniczka szwedzkiej młodzieżówki dwukrotnie znalazła dziś sposób na Emelie Lundberg i to w dużej mierze jej gole – dodajmy, że pierwsze w tegorocznej kampanii – przesądziły o tym, że ekipa z Västergötland wracała na zachodnie wybrzeże w doskonałych nastrojach.

Zwycięstwo Göteborga wcale nie było jednak aż tak oczywiste, jak wskazywałby końcowy rezultat. Choć w mecz faktycznie zdecydowanie lepiej weszły przyjezdne, to Eskilstuna stworzyła sobie pierwszą, stuprocentową okazję na zdobycie gola. Mimmi Larsson jednym zwodem zgubiła krycie i prostopadłym podaniem wypuściła w bój szybką jak błyskawica Felicię Karlsson. Doskonałą reakcją na to zagranie popisała się jednak Loes Geurts, która wyłuskała futbolówkę spod nóg atakującej Eskilstuny, ratując w ten sposób swój zespół przed utratą pewnej bramki. Interwencja byłej reprezentantki Holandii okazała się o tyle kluczowa, że zaledwie kilka minut później zamiast spodziewanego 1-0 zrobiło się 0-2. Dwa zdobyte w niespełna 180 sekund gole dla gości skutecznie wstrząsnęły Tunavallen, choć trzeba podkreślić, że przy obu trafieniach fortuna szeroko uśmiechnęła się do piłkarek z Göteborga. Najpierw Emelie Lundberg pokonana została przez … próbującą przeciąć dośrodkowanie Olivii Schough Vailę Barsley, a następnie rezultat podwyższyła Blomqvist, wykorzystując dość przypadkowe odbicie piłki od pleców Rubensson. Okoliczności te nie zmieniły jednak faktu, że to drużyna Marcusa Lantza udała się na przerwę w zdecydowanie lepszych humorach.

Plan gości na drugą połowę był stosunkowo prosty i polegał przeze wszystkim na zwalnianiu gry oraz wybijaniu z uderzenia zawodniczek z Eskilstuny. Te, również zgodnie z przewidywaniami, od pierwszych minut rzuciły się do odrabiania strat, ale szczęście ewidentnie nie było dziś ich sprzymierzeńcem. Po strzale Okobi ekipę z Göteborga uratował słupek, a po uderzeniu Larsson znów na miejscu była Geurts. Nadzieje na korzystny wynik ulatywały z Tunavallen z każdą minutą, a gdy Blomqvist mierzonym strzałem zza pola karnego podwyższyła na 3-0, stało się jasne, że gościom nie stanie się już absolutnie żadna krzywda. W samej końcówce rozmiary porażki United zmniejszyła jeszcze Dahlkvist, ale jej pierwszy od 1028 dni gol na boiskach Damallsvenskan był wyłącznie trafieniem na otarcie łez. Tych ostatnich w Eskilstunie z pewnością będą chcieli oszczędzić sobie w najbliższy czwartek, gdyż już za cztery dni zespół Magnusa Karlssona czeka mecz, którego najzwyczajniej w świecie nie będzie można przegrać.

******

Pięć kolejnych porażek i wystarczy! Mecz na Vittsjö IP nie był być może najlepszą reklamą szwedzkiego futbolu, ale dla gości ze Sztokholmu nie ma to jakiegokolwiek znaczenia. Dla nich liczyły się dziś tylko i wyłącznie punkty, których Bajen potrzebowały niczym tlenu i cel ten udało się zrealizować. Decydująca o losach rywalizacji akcja miała miejsce już w 6. minucie, gdy w ogromnym zamieszaniu pod bramką Shannon Lynn najbardziej przytomnie zachowała się Madeleine Tegström. Piłkarki ze Skanii nie potrafiły odpowiedzieć na szybko straconego gola, a spory udział miała w tym interweniująca równie pewnie, co szczęśliwie Emma Holmgren. Cenne, wyjazdowe zwycięstwo pozwoliło Hammarby opuścić strefę spadkową, do której już po najbliższej kolejce spaść może Vittsjö.

Swoje zadanie wykonały także piłkarki Limhamn Bunkeflo, pokonując na własnym boisku outsidera z Kalmar. Obie bramki na stadionie w Malmö padły w bliźniaczo podobny sposób: z lewej strony dośrodkowywała Sofia Wännerdahl, a jej centrę w doskonały sposób przecinała (raz nogą, raz głową) Rakel Hönnudottir. Beniaminek ze Småland stracił w stolicy Skanii nie tylko dystans dzielący go od bezpiecznej strefy, ale także Amandę Fredriksson, która już po kwadransie musiała opuścić boisko z powodu kontuzji. Jeszcze jeden uraz (nie tak dawno z gry wypadła przecież Ida Strömblad) z pewnością nie ułatwi życia Jonasowi Walfridssonowi, a już za tydzień prowadzoną przez niego drużynę czeka przecież arcyważny mecz z Hammarby.

Komplet niedzielnych wyników:

3

4

5

Poniedziałkowy wynik:

6

Taka noc się zdarza raz!

eliasson

Noc czy dzień? Dla piłkarek Rosengård najważniejsze były dziś trzy punkty (Fot. Simon Eliasson)

Taka noc nie zdarza się codziennie. Taka noc nie zdarza się nawet raz na kilka lat. Taka noc zdarzyła się po raz pierwszy. Futbol w pierwszoligowym, szwedzkim wydaniu zawitał za koło podbiegunowe, a dwa najlepsze kluby rundy wiosennej stanęły do rywalizacji, która zakończyła się na kilka minut przed północą. Pomimo stosunkowo późnej pory, nie było nam potrzebne żadne dodatkowe oświetlenie (no, prawie!), a w świetle dnia polarnego potyczkę na szczycie Damallsvenskan z trybun stadionu w Kirunie obserwowali nie tylko kibice z Piteå i Malmö, ale także goście z Norwegii, Wielkiej Brytanii, USA i wielu innych zakątków naszej planety.

Odświętna atmosfera niewątpliwie jeszcze bardziej napędzała do boju zawodniczki z Piteå, które nie rozstrzygnęły na swoją korzyść żadnego z poprzednich osiemnastu meczów przeciwko Rosengård. Zarówno historia bezpośrednich pojedynków, jak i potencjał kadrowy, jednoznacznie kazały upatrywać faworytek dzisiejszego starcia w piłkarkach ze Skanii, ale skoro i tak byliśmy świadkami wydarzenia na wskroś historycznego, to teoretycznie nic nie stało na przeszkodzie, aby również końcowy rezultat zapisał się na zawsze w annałach szwedzkiego futbolu. Podopieczne Stellana Carlssona najwyraźniej wyszły z podobnego założenia i w pierwszych minutach to one częściej gościły w okolicach szesnastki Zeciry Musovic. Próba błyskawicznego zaskoczenia rywala nie przyniosła jednak oczekiwanego efektu bramkowego, a po upływie początkowego kwadransa inicjatywę zaczął przejmować rozpędzający się z każdą kolejną akcją Rosengård. Znów bardzo aktywna była Fiona Brown, która na lewym skrzydle raz po raz urywała się defensorkom z Norrbotten, ale zdecydowanie najgroźniejszy przed przerwą strzał oddała Anja Mittag, zmuszając tym samym Cajsę Andersson do zaprezentowania swoich bramkarskich umiejętności. Narastająca przewaga gości z Malmö sprawiła, że to gospodynie przywitały głębokim oddechem ulgi gwizdek Sary Persson, która przy bezbramkowym remisie zaprosiła obie ekipy do szatni.

Z niej znów mocno naładowane wyszły zawodniczki z Piteå i ponownie to do nich należało pierwsze słowo. Seria rzutów rożnych, które zazwyczaj stanowią niezwykle silną broń drużyn prowadzonych przez Stellana Carlssona, nie pozwoliła im jednak otworzyć wyniku, podobnie zresztą jak minimalnie niecelny strzał Edlund po centrze Jakobsson. Po przeciwnej stronie boiska znów bliska szczęścia była Brown, ale reprezentantka Szkocji nie potrafiła wepchnąć futbolówki do siatki Piteå po niepewnej interwencji Andersson, a całe zamieszanie wyjaśniła ostatecznie Aronsson. Z każdą minutą stawało się jasne, że różnicę między zwycięstwem, a porażką może tego dnia stanowić jeden, indywidualny błąd i na nieszczęście miejscowych fanów popełniła go rozgrywająca do tamtej chwili całkiem udany mecz June Pedersen. Doświadczona obrończyni z Norwegii straciła równowagę w najgorszym możliwym momencie, a znajdująca się tej wiosny w fenomenalnej formie Sanne Troelsgaard nie mogła z takiego prezentu nie skorzystać. Duńska skrzydłowa znalazła się sama przed Andersson, z zimną krwią ograła golkiperkę Piteå i strzałem w zasadzie już do pustej bramki wyprowadziła Rosengård na prowadzenie. Gospodynie nie zamierzały oczywiście łatwo godzić się z pierwszą w sezonie porażką, ale sforsowanie defensywy z Malmö tym razem okazało się zbyt trudnym zadaniem, a gdy już udało im się dojść do naprawdę dogodnej sytuacji strzeleckiej, to uderzenie Madelen Janogy ofiarną interwencją wyblokowała Simone Boye. Szans na podwyższenie wyniku zawodniczki ze Skanii szukały przede wszystkim w kontratakach, ale te z kolei po profesorsku kasowała Faith Ikidi. Postawa nigeryjskiej stoperki pozwoliła zawodniczkom i kibicom z Norrbotten trwać w nadziei na doprowadzenie przynajmniej do remisu aż do ostatniej minuty, ale gol Troelsgaard okazał się jedynym zdobytym dzisiejszej nocy na Lombia IP. Trzy punkty pojechały więc do Malmö, a dziesięciokrotne mistrzynie Szwecji potwierdziły, że już dawno zapomniały o derbowej niemocy, a w tym sezonie liczy się dla nich tylko i wyłącznie jedenasty tytuł.

******

Bardzo prawdopodobne, że gdyby starcie Växjö z Kristianstad odbywało się w jakikolwiek inny dzień, to właśnie ono byłoby dla nas najciekawszym wydarzeniem dnia. Nocny mecz na szczycie w Kirunie sprawił jednak, że potyczka dwóch rewelacji rundy wiosennej została zredukowana do rangi przystawki, która – zgodnie zresztą z oczekiwaniami – okazała się naprawdę smaczna i lekkostrawna. Bohaterką beniaminka ze Småland została świeżo upieczona reprezentantka Szwecji Anna Anvegård, choć trzeba koniecznie podkreślić, że hat-trick 20-letniej napastniczki Växjö nie byłby możliwy bez ogromnego wsparcia ze strony jej koleżanek z formacji ataku. Ritah Kivumbi i Jelena Cankovic dołożyły do końcowego zwycięstwa równie pokaźną cegiełkę i dobrze się stało, że każda z nich zakończyła mecz z przynajmniej jedną asystą na koncie. Zawód swoim kibicom sprawiły natomiast defensorki z Kristianstad i choć Sif Atladottir robiła, co mogła, to w pojedynkę nie była w stanie naprawić wszystkich indywidualnych błędów Sandström czy Rybrink. Zwycięstwo Växjö oznacza, że klub ze Småland przeskoczył w tabeli swego dzisiejszego rywala i przynajmniej do jutra pozostanie w czołowej trójce Damallsvenskan. Niespodzianka? Sensacja? Na pewno, choć biorąc pod uwagę niezwykle ambitne cele, jakie stawia przed sobą szwedzki klub przyszłości, może nie powinniśmy się temu aż tak bardzo dziwić …

Komplet sobotnich wyników:

1

2

8. kolejka – zapowiedź

DfaQWyOWsAEjK-M

Mecz na szczycie w świetle nocy – tego jeszcze nie było! (Fot. Piteå IF)

Czerwcowa przerwa reprezentacyjna niewątpliwie przyniosła nam olbrzymią dawkę emocji. Jak na mój gust – nawet zdecydowanie zbyt dużą. Czas nie zamierza jednak stawać w miejscu nawet po takich przeżyciach, w związku z czym już dziś wracamy do ligowego grania. Na boiskach Damallsvenskan jak zwykle będzie ciekawie, choć tym razem na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się jedno wydarzenie. W nocy z sobotę na niedzielę w Kirunie odbędzie się bowiem mecz absolutnie wyjątkowy.

Mecz kolejki: Piteå vs Rosengård. Wydarzenie nie tylko ósmej kolejki, ale i całej piłkarskiej wiosny na szwedzkich boiskach. W tym miejscu znajdziecie bardziej szczegółową historię Polarnego Meczu, choć trzeba podkreślić, że obecnie zapowiada się on jeszcze ciekawiej niż w chwili, gdy pisałem tamte słowa. Boisko dopisało bowiem do tej nieprawdopodobnej historii jeszcze jeden rozdział, w wyniku którego na murawę w Kirunie wybiegną dwa najlepsze zespoły pierwszej części sezonu. Lider kontra wicelider. Niedoceniany underdog kontra murowany faworyt. Północ kontra Południe. Do tego dziesiątki indywidualnych historii, z których każda mogłaby stanowić osobną zapowiedź tego niesamowitego wydarzenia. Dość czekania – niech to się po prostu już zacznie!

Wydarzenie kolejki: starcie o sześć punktów. Gdyby patrzeć w stu procentach obiektywnie, należałoby w zasadzie w każdym z podpunktów wyróżnić nocne starcie na szczycie, ale wówczas zapowiedź kolejki zamieniłaby się nam w zapowiedź jednego meczu. Uwagę kierujemy więc na Vittsjö, gdzie zespół Thomasa Mårtenssona i Matta Rossa zmierzy się ze stołecznym Hammarby. Dla obu ekip będzie to potyczka o sześć punktów, a ewentualna porażka mocno zmaksymalizuje prawdopodobieństwo spędzenia letniej przerwy w rozgrywkach w strefie spadkowej. Gospodynie liczą na skuteczność Lindy Sällström (przynajmniej taką, jak przeciwko Växjö), błyskotliwość Michelle De Jongh i zapewniającą spokój w defensywie Sandrę Adolfsson. Sztokholmianki liczą na to, że limit pecha (pięć jednobramkowych porażek z rzędu) na ten sezon został już wyczerpany, a debiut trenerski Izaka Dahlina okaże się zwycięski. Już przed pierwszym gwizdkiem wiemy, że przynajmniej jedna ze stron mocno się przeliczy. A niewykluczone, że obie, wszak podział punktów na Vittsjö IP nie wydaje się wcale wielce nieprawdopodobnym scenariuszem.

Zagadka kolejki: czy Göteborg znów postrzela sobie na Tunavallen? Jesienią ubiegłego roku piłkarki z Göteborga jechały do Eskilstuny mocno poobijane. Passa meczów bez zwycięstwa robiła się alarmująco długa, sytuacja w tabeli była coraz cięższa, a terminarz wcale nie ułatwiał sprawy. Gdy po godzinie gry zawodniczki United prowadziły 1-0, zanosiło się na jeszcze jeden smutny powrót na zachodnie wybrzeże. Wtedy jednak nastąpiło coś, czego nie spodziewali się nawet najbardziej zagorzali fani KGFC, a pięć strzelonych na Tunavallen goli tak bardzo rozpędziło zespół z Göteborga, że ten do końca rozgrywek nie przegrał już ani razu! Czy jutro przyjezdne znów urządzą sobie w Eskilstunie ostre strzelanie? Tym razem to one przystąpią do tej rywalizacji jako wyżej notowany zespół, ale defensywa United nie jest już aż tak zdziesiątkowana kontuzjami jak jeszcze miesiąc temu. Nie zmienia to faktu, że goście wciąż pozostają minimalnymi faworytkami, ale jeśli zagrają Barsley i Glas, żaden rzultat nie będzie tu zaskoczeniem.

jigerström

Kibice w Linköping czekają na eksplozję formy Filippy Angeldahl (Fot. Peter Jigerström)

Piłkarka pod lupą: Filippa Angeldahl. Rok temu co tydzień zachwycała nas fenomenalnymi występami w barwach skazywanego na pewną degradację Hammarby. Wydawało się, że transfer do mierzącego zdecydowanie wyżej Linköping tylko pomoże jej rozwinąć skrzydła, ale po niezwykle obiecującym początku (gol i asysta w fazie grupowej Pucharu Szwecji), z każdym kolejnym dniem było już tylko gorzej. Słabsza dyspozycja Angeldahl nie uszła uwadze duńskiego szkoleniowca LFC Henrika Jensena, w efekcie czego słusznie nazywana odkryciem poprzedniego sezonu pomocniczka ostatnie mecze przed przerwą reprezentacyjną rozpoczynała na ławce rezerwowych. Kapitalny występ w starciu młodzieżówek Szwecji i Anglii (poparty solidną postawą na treningach) sprawił jednak, że w poniedziałkowy wieczór znów powinniśmy obejrzeć ją w wyjściowej jedenastce, a kibice z Linköping z pewnością mają nadzieję, że tym razem forma Angeldahl nie zagubiła się podczas powrotnej podróży do Östergötland.

Na pozostałych stadionach: Choć sezon 2018 wciąż dopiero się rozkręca, Växjö i Kristianstad już nie raz potrafiły nas tej wiosny pozytywnie zaskoczyć. Dziś okaże się, kto będzie górą w potyczce dwóch największych (nie licząc Piteå) rewelacji pierwszej fazy sezonu. W stolicy Skanii punktów spróbuje natomiast poszukać najsłabszy w ligowej stawce beniaminek z Kalmar, który w najbliższych miesiącach będzie musiał radzić sobie bez kontuzjowanej Idy Strömblad.

Zestaw par 8. kolejki:

omg8_01

omg8_02

omg8_03

omg8_04

omg8_05

omg8_06

Lizanie ukraińskich ran

Fotboll, Dam, Sverige, TrŠning

Peter Gerhardsson ma nad czym się zastanawiać (Fot. SvFF)

Ta niespodziewana porażka zmniejszyła nasze szanse na awans o więcej niż połowę – tak wyglądały najbardziej łagodne komentarze szwedzkich mediów po wtorkowej klęsce we Lwowie. Wystarczyło zaledwie dziewięćdziesiąt minut, aby wizje roztaczane przed kadrą Petera Gerhardssona zmieniły się o sto osiemdziesiąt stopni. Wzniecone we wrześniu ubiegłego roku w deszczowym Varazdinie i podsycane każdym kolejnym udanym występem coraz bardziej pozytywne emocje, nagle i całkowicie niespodziewanie ustąpiły miejsca smutkowi i rozczarowaniu. Na taki obrót spraw nie był przygotowany absolutnie nikt, co zdecydowanie nie poprawia sytuacji. Wprawdzie w zapowiedzi czerwcowego dwumeczu sam podkreślałem, że ewentualne potknięcie z Chorwacją lub Ukrainą będzie bolało bardziej niż wiele teoretycznie znacznie bardziej prestiżowych porażek z minionych lat, ale przyznaję, że również nie przewidywałem scenariusza, w którym przyjdzie mi poznać smak tego bólu.

Gdyby nie Hedvig Lindahl, ten mecz skończyłby się jeszcze gorzej – zauważają z goryczą niektórzy publicyści. Tak, to prawda i jest to niewątpliwie jeszcze jedna mało przyjemna konstatacja. Starcia we Lwowie nie wygrała drużyna, której wyszedł jeden przypadkowy strzał. Starcie we Lwowie wygrała drużyna tego dnia lepsza, mająca pomysł na grę i potrafiąca go zrealizować. Gdyby nie trzy kapitalne interwencje Lindahl, Ukrainki zwyciężyłyby we wtorek zdecydowanie wyżej i też nie mielibyśmy prawa na ten wynik narzekać. Prawdą jest, że w pierwszych minutach po końcowym gwizdku trudniej byłoby się pogodzić z porażką pechową, poniesioną na skutek braku skuteczności oraz sprzyjającego rywalkom szczęścia, ale z perspektywy dwóch dni po meczu oddałbym bardzo wiele, aby lwowskie fiasko wspominać jako festiwal nieskuteczności, a nie festiwal bezradności szwedzkich piłkarek.

Dania jest faworytem tej grupy – to akurat moje własne słowa, wypowiedziane tuż po losowaniu grup eliminacyjnych. Tak właśnie szacowałem siłę poszczególnych zespołów nieco ponad rok temu, a finały EURO 2017, podczas których Dunki pokazały się z naprawdę dobrej strony, tylko utwierdziły mnie w tym przekonaniu. Później jednak nastał październik, a wraz z nim nieprawdopodobny zwrot akcji, w wyniku którego Pernille Harder i spółka podały nam na talerzu może nie bilety do Francji, ale rolę zdecydowanego lidera w walce o przepustki na najważniejszą imprezę czterolecia. Decyzji podjętej przez duńskie piłkarki nie oceniałem wówczas i nie zrobię tego również teraz, ale z czysto sportowego punktu widzenia sytuacja wyglądała tak, że wystarczyło jedynie pokonać Chorwację, Ukrainę i Węgry, aby na decydujący mecz do Viborga jechać z trzypunktową przewagą nad najgroźniejszym grupowym rywalem. Niestety, drogę na mundial mocno wydłużyła nam akcja zapoczątkowana przez zawodniczkę Żytłobudu Charków, a wykończona przez piłkarkę, która najlepsze sezony w swojej karierze rozgrywała dekadę temu. Boli? Bardzo.

Bezwzględnie musimy wygrać rewanż z Ukrainą – powiedział na pomeczowej konferencji Peter Gerhardsson, który zauważył, że w kwestii awansu na francuski mundial szwedzka kadra wciąż zależna jest wyłącznie od siebie. Jasne, po takim gongu trudno silić się na optymizm, ale nie zapominajmy, że do końca eliminacji pozostały nam jeszcze dwa mecze i jeśli zdobędziemy w nich przynajmniej cztery punkty (bez względu na to w jakiej konfiguracji), na czerwiec 2019 wcale nie będziemy planować urlopów. Prawdą jest, że ostatni pojedynek zarówno z Ukrainą, jak i z Danią zakończył się dla szwedzkich piłkarek poniesioną w naprawdę marnym stylu porażką, ale kto powiedział, że na przełomie sierpnia i września musi być podobnie? Między słupkami wciąż mamy jedną z najlepszych bramkarek świata, przez nią biega kapitanka Wolfsburga, kapitanka Montpellier oraz duet z Chelsea, za zdobywanie goli odpowiedzialne są między innymi podstawowa zawodniczka monachijskiego Bayernu oraz napastniczka uważana za jeden z największych talentów w Europie. Tak, we Lwowie nic (poza bramkarką) nie funkcjonowało na właściwym dla siebie poziomie, ale w Göteborgu oraz w Viborgu obejrzymy już zupełnie inne mecze, zakończone zupełnie innymi wynikami. Jakimi? Tego nie jestem w stanie przewidzieć, ale na pewno takimi, które dadzą ten upragniony awans. Z tezą, że mundial bez Szwecji nie byłby taki sam, na pewno zgodziliby się wszyscy futbolowi romantycy, ale wiem, że są i tacy, którzy z zaciekawieniem obejrzeliby mistrzostwa bez udziału szwedzkich piłkarek. Nie mam oczywiście o to żadnych pretensji (sam zastanawiam się czasami, jak wyglądałby turniej finałowy na przykład bez Niemek), ale równocześnie mam dla nich złą wiadomość. We Francji w przyszłym roku organizują całkiem grubą imprezę i zamierzamy się na nią wprosić!

Nie tak miało być …

1616161616161206-1-min

Radość ukraińskich piłkarek po końcowym gwizdku (Fot. galinfo)

Mecz we Lwowie miał być zupełnie inny od czwartkowej potyczki z Chorwacją. Tyle wiedzieliśmy już przed pierwszym gwizdkiem Słowaczki Petry Pavlikovej. Nikt chyba jednak nie przypuszczał, że będzie on aż tak diametralnie inny.

Ze względu na popołudniową ulewę, spotkanie na niezwykle efektownej Arenie Lwów rozpoczęło się z trzydziestominutowym opóźnieniem, które ewidentnie nie podziałało na korzyść drużyny Petera Gerhardssona. Grająca w niemal identycznym składzie jak w zwycięskim meczu przeciwko Chorwacji (jedyną zmianą było zastąpienie chorej Hanny Glas Anną Oskarsson) reprezentacja Szwecji w ogóle nie potrafiła znaleźć swojego rytmu, a wolne i schematyczne próby zawiązania ataków pozycyjnych były najczęściej błyskawicznie rozbijane przez bojowo usposobione Ukrainki. Podrażnione wysoką porażką z Danią podopieczne Wołodymira Rewy nie zamierzały jednak ograniczać się wyłącznie do obrony własnego przedpola i już w pierwszym kwadransie wysłały w kierunku Szwedek bardzo poważne ostrzeżenie. Na szczęście dla nas, z bardzo nieprzyjemnym strzałem Olgi Owdijczuk poradziła sobie Hedvig Lindahl, ale ta sytuacja była zapowiedzią tego, że o wywiezienie jakichkolwiek punktów ze Lwowa wcale nie będzie łatwo.

Statystyka posiadania piłki była wprawdzie korzystna dla zespołu Petera Gerhardssona, ale tym razem wynikało z tego naprawdę niewiele. Ze zdwojoną mocą wróciły demony z przeszłości, kiedy to szwedzką ofensywę cechowały przede wszystkim bezradność i frustracja. Dziś było dokładnie tak samo, a jedyny celny strzał oddany przed przerwą na bramkę Kateryny Samson, który był efektem współpracy dwóch piłkarek Linköping, nie sprawił filigranowej golkiperce większych problemów. Podobnie zresztą jak rajd Fridoliny Rolfö, czy też bite przez Asllani oraz Andersson rzuty rożne. Zdecydowanie groźniejsze i bardziej konkretne były natomiast w swoich poczynaniach Ukrainki i taka postawa została nagrodzona w najlepszy możliwy sposób. Tuż przed końcem pierwszej połowy gospodynie zawiązały naprawdę składną akcję, trzema podaniami rozklepały szwedzką defensywę, a legenda miejscowego futbolu, Daryna Apanasczenko, strzałem po ziemi w długi róg pokonała bezradną Lindahl. Piłkarka, która była na Ukrainie absolutną bohaterką zwycięskich eliminacji EURO 2009, dokładnie dekadę później ponownie dała swoim kibicom chwilę radości.

W przerwie mieliśmy jeszcze nadzieję, że chwila ta nie będzie przesadnie długa, gdyż w ostatnich miesiącach szwedzkie piłkarki w drugich połowach prezentowały się zdecydowanie lepiej niż w pierwszych. Jeśli jednak ktoś liczył na to, że po wznowieniu gry obejrzymy nieustanny szturm na bramkę Samson, to srodze się rozczarował. Znów zgadzało się posiadanie piłki, ale oprócz tego we właściwy sposób nie funkcjonowało zupełnie nic. Wprawdzie kilka razy w szesnastce gospodyń zrobiło się gorąco, ale w zasadzie żadna z tych sytuacji nie była bezpośrednim efektem przemyślanej i dobrze skonstruowanej akcji. Szwedkom brakowało dokładności, tempa i cierpliwości, a nawet gdy już któraś z naszych zawodniczek mogła oddać sytuacyjny strzał, to jego jakość pozostawiała wiele do życzenia. Podobnie jak przed przerwą, to Ukrainki były zespołem, którego gra mogła bardziej się podobać, a każde udane zagranie napędzało je do jeszcze lepszej i odważniejszej gry. Wiara w coraz bardziej widoczny na horyzoncie sukces narastała z każdą minutą nie tylko w miejscowych piłkarkach, ale i w coraz bardziej żywiołowo reagujących na boiskowe wydarzenia kibicach, a gdy w 80. minucie Owdijczuk raz jeszcze znalazła się w sytuacji sam na sam z Lindahl, Arena Lwów szykowała się na drugą tego dnia celebrację. Kapitalna interwencja golkiperki Chelsea sprawiła jednak, że gola na 2-0 Ukraińcy się nie doczekali, podobnie zresztą jak kilkadziesiąt sekund później, gdy Lindahl w efektowny sposób (i z niewielką pomocą Fischer) zatrzymała strzał Andruchiw. Sama bramkarka, choć zdecydowanie najlepsza w szwedzkim zespole, meczu nam jednak wygrać nie zdołała, a gdy w jednej z ostatnich akcji Samson doskonale skróciła kąt i poradziła sobie z uderzeniem Asllani, stało się jasne, że punkty pozostaną na Ukrainie. I trudno nawet na taki obrót spraw specjalnie narzekać, wszak zwyciężyła dziś drużyna po prostu lepsza.

Pierwsza porażka kadry za kadencji Petera Gerhardssona nie zamyka nam oczywiście drogi do Francji, ale sprawia, że wyraźnie się ona wydłużyła. Faworytkami grupy znów stają się bowiem znajdujące się ewidentnie w uderzeniu Dunki, co może być o tyle dobrą informacją, że Szwedkom ostatnimi czasy łatwiej występuje się w roli underdoga. Zanim jednak udamy się we wrześniu do Viborga, czeka nas jeszcze sierpniowy rewanż z Ukrainą, który – bez względu na wszystko – trzeba będzie wygrać.