Siedmiomilowy krok Rosengård

EEhCIGKXoAE5Wgm

Dzisiejsze zwycięstwo mocno ułatwiło Rosengård drogę po tytuł (Fot. FCR)

Choć Rosengård już od pewnego czasu znajdował się na pole position wyścigu o mistrzowski tytuł, sceptycy nie bez racji zauważali, że drużyna Jonasa Eidevalla regularnie traci punkty w starciach z rywalkami z górnej połówki tabeli. Spotkanie na Valhalli było więc dla piłkarek ze Skanii świetną okazją, aby raz na zawsze uciąć wszelkie spekulacje i pokazać, że w Malmö udało się zbudować zespół, który potrafi zwyciężać na każdej z aren Damallsvenskan. Sztuka ta ostatecznie im się udała, ale zanim Rosengård w bardzo efektownym stylu wykonał być może najważniejszy krok w kierunku odzyskania tytułu, swoje szanse na rozstrzygnięcie meczu miały także zawodniczki z Göteborga, które pomimo niesamowicie napiętego terminarza i stosunkowo krótkiej ławki zdecydowały się podjąć otwartą grę. I w pierwszej połowie brakowało naprawdę niewiele, aby to gospodynie wyszły z tej niezwykle intensywnej, fizycznej walki zwycięsko. Choć stuprocentowych okazji nie doczekaliśmy się pod żadną z bramek, to piłkarki Marcusa Lantza były stroną prowadzącą grę i to one długimi minutami wymieniały między sobą podania na połowie Rosengård. Do pełni szczęścia zabrakło im jednak tego ostatniego, precyzyjnego zagrania, które stworzyłoby Rebece Blomqvist lub Julii Zigiotti szansę na pokonanie Zeciry Musovic. Stosunkowo niewiele w ofensywie przed przerwą pokazały natomiast przyjezdne, które swój jedyny celny strzał na bramkę Jennifer Falk oddały już w doliczonym czasie gry.

W drugiej połowie zaczęła zarysowywać się coraz większa przewaga motoryczna gości, a pojawienie się na placu gry Jeleny Cankovic sprawiło, że akcje Rosengård nabrały jeszcze większego tempa. Piłkarki z Göteborga wciąż potrafiły się jednak odgryźć przeciwniczkom ze Skanii i w 63. minucie uczyniły to na tyle skutecznie, że futbolówka zatrzepotała w siatce Zeciry Musovic. Radość na trybunach Valhalli trwała jednak niezwykle krótko, gdyż asystentka pani Tess Olofsson jak najbardziej słusznie dopatrzyła się spalonego Rebecki Blomqvist. Chwilę później defensywę z Västergötland czekały dwa sygnały alarmowe: z powodu kontuzji boisko przedwcześnie opuścić musiała trzymająca w ryzach tę formację kapitanka Beata Kollmats, a rozgrywająca kolejne w tym sezonie fenomenalne zawody Hanna Bennison sprytnym strzałem obiła słupek bramki Falk. Rozpędzające się z każdą kolejną minutą i z każdą kolejną udaną akcją przyjezdne zmuszały gospodynie do coraz bardziej rozpaczliwej obrony aż w końcu nadeszło nieuniknione. Caroline Seger wygarnęła niezwykle ważną piłkę, Jessica Samuelsson urwała się spod krycia Natalii Kuikki i zacentrowała spod końcowej linii, a stojąca na wprost bramki Anna Anvegård uderzyła tak, że nie wybroniłaby tego żadna golkiperka na świecie. Zawodniczki z Göteborga nie otrząsnęły się jeszcze po pierwszym ciosie, a po chwili na tablicy wyników widniał już rezultat 0-2. Raz jeszcze w rolę asystentki wcieliła się Samuelsson, a dzieła zniszczenia dopełniła tym razem Bennison.

Do końca meczu pozostawał wprawdzie jeszcze kwadrans, ale chyba już wówczas wszyscy zdawali sobie sprawę, że komplet punktów pojedzie w niedzielę do Malmö. Piłkarkom Marcusa Lantza nie sposób było odmówić ambicji i woli walki, ale do tego, aby raz jeszcze się zerwać i poszukać choćby kontaktowego gola, potrzeba było jeszcze sił. A tych zawodniczkom z Valhalli ewidentnie zaczynało już brakować. Co oczywiste, nie pomagał im również fakt, że po drugiej stronie napotykały one przeszkody w postaci Jeleny Cankovic czy Sanne Troelsgaard, które kolejnymi bezlitosnymi przechwytami odbierały im resztki wiary w cud nad Götą. Wyczekiwany tak naprawdę przez oba zespoły ostatni gwizdek pani Olofsson oznajmił więc wszystkim, że Rosengård pozytywnie przeszedł swój być może najpoważniejszy tej jesieni test i dzięki temu drużyna Jonasa Eidevalla na pięć kolejek przez końcem sezonu znalazła się na autostradzie do tytułu. Zwycięstwo w najbliższym meczu przeciwko Örebro może oznaczać, że w Malmö będą mogli zacząć planowanie mistrzowskiej fety, choć cały czas nie wolno zapominać o tym, że akurat w tej lidze przedwczesne rozdawanie medali jest zdecydowanie złym pomysłem.

******

Wydarzeniem dnia na szwedzkich boiskach był z pewnością mecz na szczycie w Göteborgu, ale nie oznacza to, że emocji zabrakło na pozostałych stadionach. Trzecie zwycięstwo z rzędu dopisały do swojego dorobku piłkarki Vittsjö, pokonując na własnym boisku Örebro po przepięknym golu Michelle De Jongh. Beniaminek z Närke postawił jednak podopiecznym Thomasa Mårtenssona niezwykle trudne warunki, a gospodynie miały w pierwszej połowie sporo szczęścia, gdy z powodu pozycji spalonej biorącej udział w grze Emmy Kullberg anulowany został gol Heidi Kollanen. W ostatnim kwadransie swój mecz przeciwko Växjö rozstrzygnęły mistrzynie z Piteå, które między innymi dzięki świetnie dysponowanemu duetowi Karlernäs – Janogy przełamały wreszcie passę ligowych remisów. Niezwykle istotny dla układu sił w dolnej części tabeli mecz odbył się na Stadionie Olimpijskim w Sztokholmie, gdzie naszpikowany gwiazdami Djurgården, nawet grając w liczebnej przewadze, nie potrafił sforsować defensywnych zasieków postawionych przez piłkarki Limhamn Bunkeflo.


Komplet wyników:

Vittsjö – Örebro 1-0 (De Jongh 55.)

Piteå – Växjö 4-1 (Karlernäs 41., 79., Janogy 75., Ekblom 83. – Alanen 44.)

Göteborg – Rosengård 0-2 (Anvegård 74., Bennison 77.)

Djurgården – Limhamn Bunkeflo 0-0

Reklamy

Popis Amandy

d50e0d79-36cf-411d-821d-5c6395ff00b9

Amanda Edgren potroiła dziś swój strzelecki dorobek (Fot. Per Lundberg)

Było ryzyko, że w tym meczu może w ogóle nie wystąpić, ale Amanda Edgren w deszczowe, sobotnie popołudnie nie tylko pojawiła się na murawie stadionu w Kristianstad, ale jeszcze zaaplikowała rywalkom z Kungsbacki aż cztery gole. Takie popisy strzeleckie oglądamy na boiskach Damallsvenskan wyjątkowo rzadko, więc i nagroda dla snajperki ze Skanii musiała być godna jej wyczynu. I rzeczywiście była, gdyż dzięki temu zwycięstwu drużyna prowadzona przez Elisabet Gunnarsdottir wdrapała się na ligowe podium, na którym pozostanie przynajmniej do zakończenia jutrzejszego starcia Göteborga z Rosengård. Biorąc pod uwagę, z jakimi problemami kadrowymi borykali się tego lata w Kristianstad, jest to wynik niewątpliwie ponad stan, ale trzeba mocno zaakcentować, że nie ma w nim ani krzty przypadku. Metody pracy islandzkiej trenerki i jej sztabu to temat na odrębną, niezwykle interesującą opowieść, ale nieprzypadkowo mówi się, że we wschodniej Skanii powstał jedyny na świecie piłkarski kult, do którego warto przynależeć. A wspomniana wcześniej Edgren to tylko jeden z wielu przykładów zawodniczek, dla których transfer to Kristianstad był być może najlepszą decyzją w karierze.

Pokonanie Kungsbacki nie było prawdopodobnie najtrudniejszym zadaniem, przed jakim stanęły w ostatnich tygodniach piłkarki z Kristianstad, ale jednak ligowy outsider potrafił już postraszyć niejednego potentata. Tym razem o żadnej niespodziance mowy być jednak nie mogło, a postarała się o to nie tylko Edgren, ale także jej koleżanki z drugiej linii. W 22. minucie była piłkarka Göteborga otworzyła wynik spotkania, korzystając z fenomenalnego, prostopadłego podania Anny Welin, a chwilę później drugiego gola wykreowała jej Rita Chikwelu. Także po przerwie spektakularne wykończenia akcji przez Amandę Edgren były bezpośrednim następstwem zespołowych akcji i niezwykle precyzyjnych wrzutek Sofii Hagman z lewego skrzydła. Swój udział przy seryjnie traconych golach miała także nie najlepiej dysponowana dziś defensywa gości, która momentami aż zapraszała zawodniczki Elisabet Gunnarsdottir do konstruowania kolejnych ataków, a to skrzydłami, a to środkiem. Niezależnie od wszystkich innych czynników, strzelecki popis Edgren zasługuje jednak na najwyższe słowa uznania, a w Skanii mogą się tylko cieszyć, że tuż przez zdecydowanie najważniejszymi meczami sezonu jeszcze jedna zawodniczka KDFF wyregulowała swój boiskowy celownik. Teraz tylko pozostaje mieć nadzieję, że odblokuje się także Svava Ros Gudmundsdottir i będzie można z powodzeniem rzucać wyzwanie wszystkim ligowym potentatom. Jeden z medali oraz debiut w europejskich pucharach cały czas są bowiem dla Kristianstad celem, a nie odległym marzeniem.

******

Swój marsz w górę ligowej tabeli kontynuuje także Eskilstuna, która w piątkowy wieczór pokonała na wyjeździe Linköping 1-0. Zwycięski gol padł po rzucie rożnym, kiedy to uderzona przez Matildę Plan futbolówka otarła się jeszcze o Annę Petursdottir, myląc w ten sposób próbującą zażegnać niebezpieczeństwo Emmę Holmgren. Pomimo straconej bramki, golkiperka LFC ponownie rozegrała jednak świetne zawody i to wyłącznie jej interwencje w pierwszej połowie utrzymywały w grze zespół Olofa Unogårda. Przyjezdne raz po raz stwarzały sobie bowiem dogodne okazje i nie robiło im wielkiej różnicy, czy były one wynikiem kolejnej, błyskawicznie wyprowadzonej kontry, czy może mozolnie budowanego ataku pozycyjnego. Gospodynie obudziły się dopiero tuż przed przerwą, w 65. minucie Lina Hurtig wywalczyła im nawet karnego, ale strzał Fridy Maanum z jedenastu metrów zatrzymał się ostatecznie na poprzeczce. I chyba stało się sprawiedliwie, gdyż zespołowo grająca ekipa z Tunavallen zwyczajnie zasłużyła, aby wywieźć z Östergötland pełną pulę. Aż trudno dziś uwierzyć, że drużyna Magnusa Karlssona przed mundialową przerwą w siedmiu rozegranych meczach ligowych potrafiła strzelić zaledwie … dwa gole. W klubie uniknęli jednak nerwowych ruchów i dziś mogą zbierać owoce swojej cierpliwości. Obecnie zasadne pozostaje pytanie, czy podobną wytrwałością i wiarą w długoterminowy plan wykażą się w Linköping, gdyż wszystko wskazuje na to, że klub z niemałymi przecież ambicjami będzie musiał spisać na straty drugi z rzędu sezon.


Komplet wyników:

Linköping – Eskilstuna 0-1 (Plan 17.)

Kristianstad – Kungsbacka 5-0 (Edgren 22., 31., 75., 85., Chikwelu 69.)

W niedzielę do wygrania jest wiele

Fotboll, Damallsvenskan, FC Rosengård - Djurgården

Niedziela będzie chwilą prawdy dla piłkarek i sympatyków Djurgården (Fot. Bildbyrån)

W najbliższą niedzielę czekają nas dwa mecze, które mogą okazać się kluczowe dla układu tabeli na koniec obecnych rozgrywek. Na Valhalli, w samym sercu Göteborga, drużyna prowadzona przez Marcusa Lantza spróbuje przełamać passę trzech meczów bez zwycięstwa w starciu z liderkami z Rosengård, a w stolicy o miejsce nad kreską oznaczającą degradację do Elitettan powalczą w bezpośrednim starciu Djurgården i Limhamn Bunkeflo. Zarówno w górnych, jak i w dolnych rejonach Damallsvenskan może zatem dojść do całkiem sporych przetasowań, które na nowo ułożą nam rywalizację o mistrzostwo, puchary i utrzymanie.

Zanim jednak przeniesiemy się do Sztokholmu i Göteborga, gdzie niewątpliwie czekają nas wielkie emocje, pierwszoligowe granie w siedemnastej serii spotkań rozpoczniemy na Arenie Linköping. Mocno porozbijana i niepotrafiąca utrzymać dobrej dyspozycji przez kilka kolejek z rzędu drużyna Olofa Unogårda zmierzy się z rewelacją letniej części sezonu z Eskilstuny w starciu, którego rozstrzygnięcia nie sposób przewidzieć. Gdyby oceniać wyłącznie kadry oby ekip, faworytkami tej potyczki wydawałyby się gospodynie. Gdyby patrzeć na obecną dyspozycję zawodniczek, nieco więcej szans należałoby przyznać przyjezdnym. Oba zespoły są jednak na tyle nieprzewidywalne, że dziś wieczorem nie zdziwi nas ani kapitalny mecz w wykonaniu Linköping, ani popis zespołowego futbolu ze strony Eskilstuny. Remis również nas nie zdziwi i nie ma większego znaczenia, czy mówimy tu o wyniku 0-0, czy może o 4-4. Na stadionie w Östergötland może wydarzyć się absolutnie wszystko i takiego wydarzenia przegapić po prostu nie wypada. Nawet jeśli z powodu urazu nie zagra w tym meczu Nilla Fischer.

Sobota to przede wszystkim pomarańczowe derby z udziałem Kristianstad i Kungsbacki. Jeśli gospodynie poradzą sobie z czerwoną latarnią ligi, to ponownie włączą się do gry nie tylko o miejsce w czołowej czwórce, ale nawet o lokatę uprawniającą do występu w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzyń. Therese Ivarsson, Svava Ros Gudmundsdottir i koleżanki zdają sobie jednak sprawę, że pomimo stosunkowo gładkiego zwycięstwa w Varbergu, pokonanie Kungsbacki wcale nie będzie tylko i wyłącznie formalnością. Beniaminek, dla którego debiutancki sezon w ekstraklasie okazał się niezwykle wymagający zarówno sportowo, jak i logistycznie, nikomu nie zamierza bowiem oddawać łatwych punktów, o czym przekonali się już między innymi w Linköping oraz Vittsjö. A skoro jesteśmy już przy naszej eksportowej wsi ze Skanii, to warto przyjrzeć się niedzielnemu starciu podopiecznych Thomasa Mårtenssona z Örebro. Na jednym boisku zobaczymy dwie rewelacje tegorocznych rozgrywek, które wciąż marzą o tym, aby obecny sezon stał się dla nich czymś absolutnie wyjątkowym. Komu uda się wykonać w tym kierunku jeszcze jeden krok? Miły powrót do przeszłości czeka natomiast kibiców w Piteå, gdyż to właśnie po domowym meczu z Växjö zespół Stellana Carlssona przed rokiem zapewnił sobie pierwszy w historii mistrzowski tytuł. Tym razem przyjazd ekipy ze Småland na daleką Północ nie wzbudza aż takich emocji, ale o powtórkę ubiegłorocznego wyniku fani gospodyń z pewnością by się nie pogniewali. Tym bardziej, że goście udadzą się do Norrbotten już bez Osinachi Ohale, choć warto pamiętać, że gotowe do gry w ich szeregach będą za to Sandra Lindkvist oraz Stina Lennartsson.

No i wreszcie dwa mecze, które siłą rzeczy skradną nam weekendowy, piłkarski show. Po zimowych wzmocnieniach wydawało się, że Djurgården powinno prawdopodobnie bić się o medale, a tymczasem w połowie września piłkarki ze stolicy, już pod wodzą nowego szkoleniowca, stoczą bój o sześć punktów ze skazywanym przez wszystkich na pewny spadek Limhamn Bunkeflo. Jego stawką jest miejsce nad kreską na pięć kolejek przed końcem rozgrywek. Oczywiście, nietrudno wskazać w tym meczu papierowego faworyta, ale zawodniczki ze stolicy zawodziły nas już tyle razy, że – paradoksalnie – one wcale nie muszą tego wygrać. Tym bardziej, że teraz doszliśmy już do punktu, w którym miejsca na ewentualne pomyłki najzwyczajniej w świecie nie ma. Degradacja byłaby dla Djurgården całkowitą katastrofą i choć w klubie nikt nie dopuszcza myśli, że za rok codziennością Dumy Sztokholmu będzie zwiedzanie stadionów Elitettan, to gdzieś w tle musi powracać świadomość, że jeden najmniejszy błąd, jeden przypadkowo stracony w niedzielę gol, może oznaczać wejście na drogę, której końca nikt nie zna i nikt poznać nie chce. Na przeciwnym biegunie znajduje się obecnie Rosengård, a każde kolejne zwycięstwo przybliża klub z Malmö do odzyskania mistrzowskiego tytułu po czteroletniej przerwie. Formacją, która w największym stopniu napędza coraz szybciej pędzącą po torach Damallsvenskan maszynę ze Skanii, jest fantastycznie złożona przez Jonasa Eidevalla druga linia, ale w rundzie wiosennej to właśnie Göteborg był jedynym zespołem potrafiącym wytrącić jej z rąk wszystkie największe atuty. Czy tym razem obejrzymy powtórkę z historii? Czy raz jeszcze wielki mecz w starciu z najbardziej utytułowanym krajowym rywalem rozegrają Julia Zigiotti lub Elin Rubensson? A może będzie dokładnie odwrotnie i to Anna Avnegård okaże się bohaterką niedzielnego popołudnia, na dobre wkupując się w ten sposób w łaski fanów z Malmö? Tak, czy inaczej, będzie się działo! I dobrze.

Zestaw par 17. kolejki:

omg17_01

omg17_02

omg17_03

omg17_04

omg17_05

omg17_06

Było blisko

fcb

Na skąpanej deszczem Gamla Ullevi obejrzeliśmy niezwykle emocjonującą końcówkę (Fot. FCB)

Sensacyjne rozstrzygnięcia w Damallsvenskan w sezonie 2018 sprawiły, że w tegorocznej edycji Ligi Mistrzyń posłaliśmy w bój duet zupełnie niedoświadczony w międzynarodowych zmaganiach. Zarówno Piteå, jak i Göteborg udowodniły jednak, że na europejskiej arenie absolutnie nie mają zamiaru statystować i zabrakło bardzo niewiele, aby oba zespoły urwały punkty wyżej notowanym rywalkom. Ostatecznie skończyło się niestety na dwóch domowych porażkach i mało przyjemnym poczuciu niewykorzystanej szansy, ale trzeba mieć świadomość, że na obu boiskach o końcowym wyniku zdecydowały te słynne już, piłkarskie detale. A gdybyśmy mieli być nieco bardziej precyzyjni, to zdecydowanie największą cegiełkę do takich rozstrzygnięć dołożyły dokładnie dwie osoby i – wbrew statystykom – wcale nie były to Mandy Islacker oraz Nicoline Sørensen, lecz … Olga Zadinova i Katrine Abel.

Zacznijmy jednak od Göteborga, gdzie pomimo lejącego (słowo ‚padającego’ byłoby tu sporym niedopowiedzeniem) deszczu, na trybunach Gamla Ullevi zasiadło pięć tysięcy widzów gorąco wierzących w to, że niemieckiego giganta można postraszyć. Wiara ta nie okazała się zresztą bezpodstawna, gdyż po mocnym początku ze strony gości, wicemistrzynie Szwecji postanowiły podjąć rzuconą rękawicę i pograć z drużyną prowadzoną przez Jensa Scheuera w piłkę.  Jeśli więc przyjezdne spodziewały się obrazu meczu, w którym to one przez cały czas prowadzą grę, to oczekiwania te należało natychmiast zrewidować. A gdy w poprzeczkę bawarskiej bramki pocelowała Beata Kollmats, nasze rywalki miały już całkowitą pewność, że ewentualne zwycięstwo w Västergötland trzeba będzie zwyczajnie wyszarpać. Druga połowa to już nieco większa dominacja gości z Monachium, choć ani niezwykle aktywne Gwinn i Dallmann, ani bramkostrzelna ostatnimi czasy Beerensteyn, nie potrafiły przełożyć jej na konkrety pod bramką dobrze dysponowanej Loes Geurts. Na kwadrans przed końcem losy meczu w swoje ręce postanowiła wziąć jednak czeska sędzia, dyktując mocno wątpliwy rzut karny dla Bayernu, który to na bramkę zamieniła rezerwowa Islacker. Najwyraźniej świadoma swego błędu pani Zadinova dziesięć minut później wskazała na wapno po drugiej stronie boiska, ale nawet wyrównujące trafienie autorstwa Elin Rubensson nie oddało nam tego, co chwilę wcześnie zabrał podarowany rywalkom wyjazdowy gol. Szkoda, gdyż na tym poziomie rozgrywek na takie pomyłki w żadnym wypadku nie powinno być miejsca. Potyczka na Gamla Ullevi ostatecznie nie zakończyła się zresztą nawet remisem, gdyż w doliczonym czasie gry defensorkom z Göteborga raz jeszcze urwała się Islacker, przesądzając o zwycięstwie ekipy z Bawarii. Emocji związanych z późno zdobytym golem nie wytrzymała jednak niemiecka ławka i miejmy nadzieję, że UEFA bliżej przyjrzy się zachowaniu między innymi trenera Scheuera, gdyż podobnych obrazków w przyszłości z pewnością nie chcielibyśmy oglądać.

Jednobramkową porażką zakończył się także europejski debiut Piteå. Cenne, wyjazdowe zwycięstwo zapewnił piłkarkom Brøndby gol-marzenie doskonale znanej nam ze szwedzkich boisk Nicoline Sørensen w 38. minucie, choć zarówno przed nim, jak i po nim, to podopieczne Stellana Carlssona nadawały ton boiskowej rywalizacji. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że był to jeden z najlepszych meczów zespołu z Norrbotten w tym roku kalendarzowym, ale nie od dziś wiemy, że największą bolączką Piteå jest strzelanie goli. I to właśnie skuteczność była jedynym elementem, którego zabrakło do tego, aby można było to spotkanie uznać za w pełni udane. Inna sprawa, że kapitalny mecz w bramce Brøndby rozgrywała Katrine Abel, która najpierw swoimi interwencjami w ogóle utrzymała mistrzynie Danii w grze, a następnie pomogła im dowieźć do końcowego gwizdka skromne zwycięstwo. Sprawa awansu w dwumeczu wciąż pozostaje jednak całkowicie otwartą i jeśli tylko Janogy i Karlernäs w rewanżu pokażą się z równie dobrej strony, to europejska przygoda Piteå wcale nie musi zakończyć się już za dwa tygodnie.


Komplet wyników:

Göteborg – Bayern 1-2 (Rubensson 86. (k) – Islacker 76. (k), 90+3.)

Piteå – Brøndby 0-1 (Sørensen 38.)

16. kolejka w liczbach

dam

16. kolejka w liczbach:

Gole: 12  (średnia 2.00 / mecz)

Rzuty karne: 2  (oba wykorzystane)

Żółte kartki: 5

Czerwone kartki: 0

Najwyższa frekwencja: 1 646  (Eskilstuna – Göteborg)

Najniższa frekwencja: 189  (Kungsbacka – Vittsjö)

Najszybszy gol: Anna Anvegård (Rosengård) – 1. minuta (vs. Djurgården)

Najpóźniej strzelony gol: Hailie Mace (Rosengård) – 85. minuta (vs. Djurgården)

Piłkarka kolejki: Sanne Troelsgaard (Rosengård)

Bramka kolejki: Julia Zigiotti (Göteborg)


Jedenastka kolejki:

team_16

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Komplet wyników:

Danielle, jesteśmy z Tobą!

rice-jpg

Danielle Rice nie będzie dobrze wspominać meczu z Kristianstad (Fot. Bildbyrån)

Nasza liga słynie z tego, że dostarcza nam bardzo wiele emocji, z reguły pozytywnych. W sobotnie popołudnie na Behrn Arenie byliśmy jednak świadkami scen, których nigdy i nigdzie nie chcielibyśmy oglądać. W siódmej minucie potyczki Örebro z Kristianstad doszło do zderzenia Svavy Ros Gudmundsdottir z Danielle Rice, po którym amerykańska golkiperka padła nieprzytomna na murawę. Z powodu konieczności udzielenia natychmiastowej pomocy medycznej, a następnie przetransportowania piłkarki do szpitala, mecz został przerwany na ponad dwadzieścia minut. Po jego wznowieniu inicjatywę natychmiast przejęły gospodynie, jakby podwójnie zmotywowane tym, aby wygrać to spotkanie dla swojej kontuzjowanej koleżanki. Na skrzydłach szalały Hellstrom i Braffet, tradycyjnie świetną partię rozgrywała ustawiona tym razem nieco dalej od bramki przeciwniczek Heather Williams, ale żadnej z zawodniczek Örebro nie udało się znaleźć sposobu na dobrze dysponowaną Brett Maron. Jedynego gola strzeliły za to przyjezdne, a konkretnie niesamowicie skuteczna w obecnych rozgrywkach Therese Ivarsson, Na mniej więcej kwadrans przed końcem stoperka Kristianstad pewnie wykonała podyktowany za faul Kollanen na Gudmundsdottir rzut karny, dzięki czemu zespół prowadzony przez Elisabet Gunnarsdottir wciąż ma pełne prawo marzyć o powtórzeniu lub nawet poprawieniu ubiegłorocznego wyniku. A to wszystko pomimo naprawdę niemałych ubytków kadrowych. Imponujące!

Innymi drużynami, które będą pozytywnie wspominać kończący się właśnie weekend, są z pewnością Eskilstuna i Rosengård. Podopieczne Magnusa Karlssona w starciu z solidnym przecież Göteborgiem rozegrały swój zdecydowanie najlepszy mecz w sezonie i w pełni zasłużenie pokonały uczestnika tegorocznej Ligi Mistrzyń. I to pomimo faktu, że po fenomenalnej kombinacji kwartetu Rubensson – Leach – Koivisto – Zigiotti, to przyjezdne trafiły na Tunavellan jako pierwsze. Dalsza faza spotkania należała już jednak w pełni do gospodyń, które całkowicie zdominowały zarówno boki, jak i środek boiska. Gole Kullashi oraz Tunturi były jedynie konsekwencją doskonałej postawy całego zespołu United, który odniósł w pełni zasłużone zwycięstwo nad dotychczasowym wiceliderem Damallsvenskan. Równie efektowną grę pokazały kilkadziesiąt godzin później piłkarki Rosengård, które potrzebowały zaledwie osiemnastu sekund, aby otworzyć wynik w starciu z odmienionym, choć wciąż szukającym swego stylu Djurgården. Gol Anny Anvegård był jedynie preludium do świetnego występu ekipy Jonasa Eidevalla, która szczególnie w pierwszej połowie dała nam prawdziwy popis futbolu na tak. A gdyby zespół ze Skanii miał w niedzielę nieco lepiej wyregulowane celowniki, to Pierre Fondin zaliczyłby jeszcze mniej przyjemną podróż powrotną do Sztokholmu.

Skoro Göteborg zwolnił fotel przeznaczony dla wicelidera, to ktoś musiał go zająć. Zaszczytu tego dostąpiło Vittsjö i na sześć kolejek przed końcem sezonu opowieść trenera Mårtenssona o klubie ze wsi w Lidze Mistrzyń wydaje się bardziej realna niż kiedykolwiek wcześniej. Powody do umiarkowanej radości mają także sympatycy Limhamn Bunkeflo, gdyż skazywany jeszcze przed chwilą na pewną degradację klub zaliczył właśnie trzeci z rzędu mecz bez porażki. A mogło być jeszcze lepiej, gdyż jeden punkt mistrzyniom z Piteå uratowała na Limhamns IP Julia Karlernäs, bezbłędnie egzekwując rzut karny.


Komplet wyników:

Eskilstuna – Göteborg 2-1 (Kullashi 46., Tunturi 65. – Zigiotti 9.)

Örebro – Kristianstad 0-1 (Ivarsson 73. (k))

Kungsbacka – Vittsjö 0-1 (Markstedt 57.)

Limhamn Bunkeflo – Piteå 1-1 (Sundqvist 63. – Karlernäs 83. (k))

Rosengård – Djurgården 3-1 (Anvegård 1., 13., Mace 85. – Jalkerud 72.)

Växjö – Linköping 1-0 (Nambi 83.)