
Anna Anvegård w lidze, Tabitha Tindell w pucharach – snajperki niepodzielnie rządzą w drugiej linii klubu z Hisingen (Fot. BK Häcken)
Całkiem niedawno, przy okazji reprezentacyjnych wojaży szwedzkich kadrowiczek, ostatecznie potwierdziliśmy tezę zachęcającą do oceniania każdego kolejnego meczu jako zupełnie nowej opowieści. A zakończona właśnie świąteczna, ligowa kolejka jedynie dostarczyła nam więcej argumentów na poparcie tego poglądu. Przed tygodniem zachwycaliśmy się bezbłędnym zarówno w ofensywie, jak i w defensywie beniaminkiem z Eskilstuny, szukaliśmy przyczyn efektownej, zimowej metamorfozy ekipy z Piteå, czy wreszcie wieszczyliśmy sporo potencjalnych problemów piłkarkom z Växjö. Wszystkie te przemyślenia były na tamten moment jak najbardziej uprawnione, lecz druga seria spotkań ponownie wzięła nas niejako z zaskoczenia, przynosząc ze sobą kompletnie inne oczarowania i rozczarowania.
Z tego gotującego się kociołka poniekąd wyłamuje się jedynie Kristianstad, który tradycyjnie niewiele robi sobie z następujących po sobie kadrowych ubytków. W sposób szczególny imponować może ofensywa zespołu z północno-wschodniej Skanii, która u progu wiosny zdążyła już zaaplikować sześć sztuk rywalkom z Piteå (dwumecz pucharowo-ligowy), trzy faworytkom z Malmö, a teraz cztery znajdującemu się ewidentnie na fali wznoszącej Djurgården. Linda Boama staje się powoli nową, islandzką gwiazdą naszych boisk, Tilda Persson i Alice Egnér zachwycają nie tylko na swoich nominalnych pozycjach skrzydłowych, a Kanadyjka Sadie Sider-Echenberg z tygodnia na tydzień notuje taki progres, że fani KDFF już za chwile przestaną z nutką nostalgii wspominać czasy Emmi Alanen, czy Amy Sayer. A przecież w tym wszystkim są jeszcze dostarczająca fenomenalne liczby super-rezerwowa Filippa Widén, jedna z najsolidniejszych golkiperek na boiskach Damallsvenskan Moa Olsson, czy niezwykle pewne w swoich poczynaniach wahadłowe Lova Sternfeldt oraz Viktoria Persson. Z grona nie-faworytek Kristianstad wszedł w sezon zdecydowanie najlepiej i pozostaje tylko trzymać kciuki za to, aby pomarańczowy ekspres nie wytracił zbyt szybko impetu, bo właśnie takich pozytywnych niespodzianek ta liga bardzo potrzebuje.
Powrót pierwszoligowej piłki do uniwersyteckiego miasta Uppsala przebiegał przy akompaniamencie podmuchów silnego wiatru i dźwiękach padającego ze zmienną intensywnością marznącego deszczu. Pogoda do gry ewidentnie więc nie zachęcała, lecz dobrze usposobione gospodynie nawet w takich okolicznościach przyrody potrafiły dopisać do swojego dorobku pierwszy w sezonie punkt. A mogło być ich nawet trzy razy więcej, gdyby tylko znajdująca się nieoczekiwanie w doskonałej pozycji strzeleckiej Julia Ragnarsson wykorzystała podarowaną przez rywalki piłkę meczową. Inna sprawa, że komplet punktów równie dobrze mógł tego dnia polecieć w podróż do Piteå, gdyż jeszcze dogodniejsze okazje na rozstrzygnięcie tego starcia zmarnowały kolejno Sharon Sampson oraz Shiho Matsubara. Teoretycznie wygrany mecz przeciwko stołecznemu AIK przegrał natomiast Rosengård, który najpierw po świetnie rozegranym stałym fragmencie gry (Filippa Sjöström do Molly Johansson) trochę szczęśliwie znalazł się na prowadzeniu, a następnie, dzięki odpowiedzialnej postawie dowodzonej przez dziewiętnastoletnią Cecily Wellesley-Smith defensywie, pilnował skromnej zaliczki, od czasu do czasu szukając szansy na podwyższenie wyniku. Niestety dla miejscowych, różnicę w końcówce zrobiły rezerwowe obu ekip, lecz tylko w przypadku gościń był to efekt dodatni. Po dośrodkowaniu Anny Oskarsson z prawego skrzydła do remisu doprowadziła bowiem pozostawiona na chwilę kompletnie bez krycia Ida Björnberg, a już w doliczonym czasie próbkę swoich umiejętności dryblerko-snajperskich dała nam Olivia Garcia, korzystając z fatalnego kiksu wprowadzonej chwilę wcześniej na plac gry Nigeryjki Anam Imo. Jako się rzekło na wstępie, na piątkowy mecz do Växjö zupełnie nie dojechały piłkarki z Eskilstuny, które na Spiris Arenie straciły nie tylko trzy gole, ale i bohaterkę sprzed tygodnia Rylie Combs (czerwona kartka jak najbardziej zasłużona). Mariann Høgh do spółki z Elin Nilsson zdecydowanie wygrały walkę o dominację w środku pola, a przy tak usposobionych Mai Bodin, czy Sadze Swedman zwycięstwo piłkarek z Kronobergu mogło tego dnia być nawet bardziej okazałe.
W poniedziałkowe popołudnie do gry wrócił tercet naszych eksportowych drużyn, które tym razem solidarnie rozjechały się po całym kraju w delegacjach. Jako pierwsze, na tle regularnie rozczarowującego ostatnimi czasy Vittsjö, swoje możliwości sprawdziły zawodniczki Häcken, które tym razem musiały wykazać się zupełnie innymi przymiotami niż podczas niedawnej konfrontacji z Eintrachtem Frankfurt. Tak było przynajmniej w pierwszej fazie gry, kiedy to różnicę na korzyść aktualnych mistrzyń Szwecji zrobiły przede wszystkim indywidualności, na czele z rozgrywającą swój najlepszy w tym roku mecz Anną Anvegård. Kapitanka Os najpierw wywalczyła dla swojej ekipy rzut karny, następnie sama podwyższyła wynik rywalizacji (tym razem w rolę kreatorki wcieliła się Paulina Nyström), a następnie wypuściła idealnie w tempo Felicię Schröder tak perfekcyjnym, prostopadłym podaniem, że ręce aż same składały się do oklasków. Piłkarki z Hisingen ewidentnie odczuwały jednak trudy niedawnych, pucharowych bojów, w wyniku czego im bliżej końca spotkania, tym bardziej nerwowo robiło się w okolicach bramki Fanney Ingi Bikrisdottir. Grające po zmianie stron pod wiatr gospodynie rozmiary porażki ostatecznie zmniejszyły, ale trafienie Sandry Lynn nie pozwoliło podopiecznym trenera Blagojevicia sięgnąć po pierwszy w tegorocznej kampanii punkt. Zdecydowanie mniej dramaturgii było za to w sztokholmskich derbach, gdzie Bromma jedynie statystowała, a Hammarby, choć na ewidentnie zaciągniętym ręcznym hamulcu, od pierwszego do ostatniego gwizdka posiadał pełnię kontroli nad boiskowymi wydarzeniami. Na zakończenie weekendowego grania obejrzeliśmy intensywne, lecz mocno przeciętne jakościowo widowisko z udziałem ekip z Norrköping oraz Malmö. Wyrównana rywalizacja zwycięzcy nam ostatecznie nie wyłoniła, a remis okazał się być z gatunku tych, po których obie strony – choć oczywiście z różnych powodów – mają prawo czuć wielki niedosyt. Najbardziej ukontentowana przebiegiem boiskowej rywalizacji mogła być za to niezbyt miło odpalona tej zimy z MFF Matilda Kristell, która na tle sprowadzonych w jej miejsce do stolicy Skanii rywalek wyglądała jak profesorka pierwszoligowych zmagań.
Komplet wyników:
Przejściowa tabela:

Liczby kolejki:

Jedenastka kolejki:











































