Niech los jutro nam sprzyja!

nintchdbpict000369915074

Czy szczęście uśmiechnie się jutro do kadry Petera Gerhardssona? (Fot. Getty Images)

Co łączy Pię Sundhage i Petera Gerhardssona? Na pierwszy rzut oka – niezbyt wiele. Na drugi – wciąż łatwiej o różnice niż o podobieństwa. Okazuje się jednak, że dwoje selekcjonerów piłkarskiej reprezentacji Szwecji w bardzo zbliżony sposób podchodzi do wszelkiego rodzaju losowań. Oboje ewidentnie stoją na stanowisku, że zwycięstwo koniec końców i tak trzeba będzie wybiegać na boisku i nawet najbardziej łaskawy układ koszyków nie sprawi, że bez gry dopiszemy sobie jakiekolwiek punkty. Mając na uwadze fakt, iż w ostatnich latach szwedzka kadra swoje najlepsze mecze rozgrywała z teoretycznie mocniejszymi przeciwnikami – takie myślenie nie jest nawet pozbawione sensu.

Mówiąc jednak już całkiem serio, trudno się dziwić, że zarówno zawodniczki, jak i sztab szkoleniowy unikali jednoznacznych deklaracji przed jutrzejszym losowaniem grup francuskiego mundialu. Nie jest przecież tajemnicą, że w takiej sytuacji zawsze lepiej powiedzieć o kilka słów za mało niż o jedno za dużo. Nasze położenie jest jednak o tyle bardziej komfortowe, że możemy pozwolić sobie na zdecydowanie odważniejsze rozważania, a skoro do ceremonii pozostało jeszcze kilkadziesiąt godzin, to można poświęcić je na przykład na analizę potencjalnych scenariuszy na sobotni wieczór. Bo chyba sami przyznacie, że grupa z USA, Koreą i Nigerią dość znacząco różni się od tej z Kanadą, Tajlandią i Argentyną. I to z wielu powodów.

Zdecydowanie najwięcej emocji wzbudzają póki co nazwy potencjalnych rywali z pierwszego koszyka i tutaj akurat zgodni możemy być co do jednego – byle nie USA. Dlaczego? Po pierwsze – obrończynie tytułu. Po drugie – liderki światowego rankingu. Po trzecie – wbrew wielu opiniom ich kadra wcale nie prezentuje się mniej spektakularnie niż cztery lata temu, a niewykluczone, że jest nawet dokładnie odwrotnie. Po czwarte i najważniejsze – z Amerykankami mamy sposobność mierzyć się w fazie grupowej każdego mundialu w tym wieku (!!!), więc trafienie piąty raz z rzędu tego samego przeciwnika byłoby naprawdę mało śmiesznym żartem. No dobrze, ale skoro nie ekipa Jill Ellis i Tony’ego Gustavssona, to w takim razie kto? Raczej nie Niemki, z którymi też znamy się aż za dobrze, a przy okazji mamy już zaklepany mecz towarzyski na kwiecień. Ciekawą, a zarazem interesującą ze sportowego punktu widzenia opcją byłoby trafienie do grupy kanadyjskiej. Starcie z zespołem prowadzonym przez naszego dobrego znajomego Kennetha Heinera-Møllera może nie byłoby hitem grupowych zmagań, który przyciągnąłby przed ekrany rekordową liczbę neutralnych kibiców, ale ze szwedzkiej perspektywy takie zestawienie jawi się jako otwarta furtka do nieco łatwiejszej drabinki już w fazie pucharowej. Oczywiście, pod warunkiem, że zagralibyśmy przynajmniej tak dobry mecz, jak w lutym podczas Pucharu Algarve. Jeśli mamy ambicje sięgające wspomnianej już fazy pucharowej, to niegłupim rozwiązaniem byłoby też wylosowanie … Francji. Wyjście z grupy razem z gospodyniami oznaczałoby bowiem tyle, że nawet awansując z drugiego miejsca uniknęlibyśmy potyczki ze zwycięzcą innej grupy w grze o ćwierćfinał. A to z kolei może mieć kluczowe znaczenie w kontekście walki o Igrzyska w Tokio, która przecież także czeka nas na francuskich boiskach.

Koszyk trzeci, to oczywiście Tajlandia, którą pomimo kilku naprawdę obiecujących występów (remis z Australią) każdy chętnie przywitałby w swojej grupie. Pożądaną opcję rezerwową stanowi natomiast Nowa Zelandia, która z kolei nie bez przyczyny liczy na to, że na francuskich boiskach odniesie pierwsze w swojej historii zwycięstwo w finałach MŚ, ale wciąż wydaje się być przeciwnikiem jak najbardziej w zasięgu. Tym bardziej, że w Szwecji doskonale znamy mocne i słabe strony przynajmniej kilku nowozelandzkich piłkarek. Silniejszą stronę Azji reprezentują w tej stawce Korea Południowa z fenomenalną Ji oraz Chiny z równie fenomenalną Wang, a najnowsza historia bezpośrednich potyczek podpowiada, że szczególnie tego drugiego zespołu mamy pełne prawo się obawiać. Podobnie jak obu potencjalnych rywali z Europy: Szkocja dysponuje niesamowitą generacją młodych zawodniczek, które z roku na rok będą już tylko lepsze, a z Włoszkami przegrywaliśmy zarówno za Sundhage, jak i za Gerhardssona, choć na papierze ekipa z Półwyspu Apenińskiego aż tak nie straszy. Dwukrotnie postraszyła nas za to na boisku i już chociażby to każe do następnych starć z tym przeciwnikiem podchodzić z wielką dozą respektu dla piłkarskich umiejętności Włoszek. Jak zatem widać, to właśnie wyniki losowania trzeciego koszyka mogą w największym stopniu zadecydować o tym, która z grup okaże się tą teoretycznie najsilniejszą, a która wręcz przeciwnie.

Koszyk czwarty to w największym skrócie gra o uniknięcie Nigerii oraz Republiki Południowej Afryki. Z tymi drugimi zagramy towarzysko w styczniu, a ponadto jest to mocny kandydat do miana rewelacji francuskiego mundialu. Nigeria natomiast na Pucharze Narodów Afryki nie zachwyciła, ale możemy być pewni, że akurat Szwecję Thomas Dennerby i jego skandynawski sztab mają dokładnie rozpracowaną. Zakładając rzecz jasna, że nasz były selekcjoner wytrwa do czerwca na stanowisku, gdyż w Afryce nie należy wykluczać absolutnie żadnego scenariusza. Wśród najniżej sklasyfikowanych w rankingu FIFA finalistów MŚ znajdziemy ponadto Kamerun, czyli największą niespodziankę rozegranego przed czterema laty turnieju w Kanadzie, debiutujące na wielkiej imprezie Chile z Endler i Aedo w składzie, a także Argentynę i Jamajkę, z którymi o zwycięstwo powinno być chyba najłatwiej. Zawodniczek z Ameryki Łacińskiej moglibyśmy się obawiać wtedy, gdyby jedną połowę meczu trzeba było zagrać na zasadach hokeja na trawie, a piłkarek z Karaibów gdyby trzeba było się z nimi ścigać, przekazując sobie przy tym pałeczkę. W piłce nożnej każdy zespół jadący na turniej z ambicjami na jednak obowiązek pewnie pokonać obie te ekipy.

Podsumowując te całe rozważania, lista życzeń przed jutrzejszym losowaniem prezentuje się mniej więcej tak:

Losy pozytywne: Kanada, Francja, Tajlandia, Nowa Zelandia, Argentyna, Jamajka

Losy neutralne: Anglia, Australia, Korea, Włochy, Kamerun, Chile

Losy niekoniecznie dla nas: USA, Niemcy, Chiny, Szkocja, Nigeria, RPA

A tak zupełnie na koniec – warto pamiętać o tym, że co by się jutro pod Paryżem nie wydarzyło, dopiero 7. lipca przyszłego roku będziemy mogli ocenić rzeczywiste skutki tego losowania. A zatem usiądźmy wygodnie i let’s enjoy the show

Reklamy

Kręta droga po puchar

cupen

Pierwsze z ważnych, grudniowych losowań za nami. Szesnaście klubów poznało swoich rywali w fazie grupowej Pucharu Szwecji, a my w związku z tym możemy być pewni tylko jednego – czeka nas niezwykle gorąca, piłkarska zima. I o to chodzi, gdyż właśnie temu służyć miała niedawna reforma rozgrywek.

Bardzo frapująco zapowiada się rywalizacja w grupie 1, gdzie los ponownie skojarzył zespoły z Göteborga oraz Linköping. Rok temu obie ekipy zakończyły zmagania z identycznym dorobkiem i dopiero ranking klubowy przesądził o awansie do półfinału piłkarek z Östergötland. Gdyby ta niecodzienna sytuacja powtórzyła się raz jeszcze, tym razem to podopieczne Marcusa Lantza mogłyby zacząć szykować się na półfinał, ale możemy być pewni, że obie drużyny dołożą wszelkich starań, aby tym razem rywalizację rozstrzygnąć na zielonej murawie. Wspomniany duet pogodzić spróbuje ubiegłoroczny beniaminek Damallsvenskan z Växjö, który nawet nie próbuje ukrywać rosnących z każdym kolejnym sezonem ambicji. Awans wywalczony kosztem dwóch utytułowanych rywali byłby z pewnością idealnym otwarciem nowego rozdziału dla zespołu prowadzonego od niedawna przez Henrika Larssona, ale poprzeczka zawieszona przez LFC i KGFC wisieć będzie bardzo wysoko. Stawkę ekip rywalizujących w grupie pierwszej zamyka sześciokrotny mistrz Szwecji Jitex Möldnal, który od kilku sezonów występuje na trzecim poziomie rozgrywkowym. Trudno oczekiwać, aby ekipa z Division 1 nawiązała w tym towarzystwie walkę, ale niewykluczone, że udział w fazie grupowej będzie dla zawodniczek występujących w charakterystycznych, liliowych strojach zapowiedzią rychłego powrotu przynajmniej na szczebel centralny.

Grupa 2 najbardziej ekscytować będzie kibiców piłkarskich w Skanii, gdyż los skojarzył w niej aż trzech pierwszoligowców właśnie z tego regionu. Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, faworytem numer jeden będą oczywiście piłkarki Rosengård, ale Kristianstad już kilka razy ostatnimi czasy udowodnił, że Elisabet Gunnarsdottir znalazła patent na teoretycznie silniejszego rywala. Czy i tym razem islandzka trenerka nie zawaha się go użyć? Swoje dwa centy do walki o pierwsze miejsce w grupie dorzuci najpewniej również ten drugi zespół z Malmö, czyli Limhamn Bunkeflo. Opiekunka klubu z nadmorskiej dzielnicy stolicy Skanii Holenderka Renee Slegers doskonale zna smak zwycięstwa na szwedzkiej ziemi i w nowej roli postara się dorównać swoim piłkarskim osiągnięciom. Zacząć może naprawdę efektownie, gdyż pokonanie dwóch derbowych rywali w grze o półfinał Pucharu Szwecji byłoby niewątpliwie imponującym startem. Czwartym zespołem w tej grupie będzie znajdujący się aktualnie w fazie mocnej przebudowy spadkowicz z Damallsvenskan z Kalmar i nie jest to raczej dobra wiadomość dla kibiców nadbałtyckiego klubu.

Największym wygranym dzisiejszego losowania bez wątpienia okazało się Piteå. Sensacyjny mistrz kraju uniknął bowiem konfrontacji z którymkolwiek z pierwszoligowców (!), dzięki czemu Stellan Carlsson i jego drużyna dostali od losu niespodziewany prezent w postaci autostrady do półfinału. Jeśli przejadą po niej bez turbulencji, to znów napiszą historię i na wiosnę zagrają o swój pierwszy finał. Naprawdę aż strach pomyśleć, co jeszcze pokaże nam ta równie fenomenalna, co nieobliczalna ekipa z Norrbotten, której sprzyjać zdaje się nawet fortuna. Ale ona akurat podobno zawsze sprzyja lepszym. Tak, czy inaczej, w lutym i marcu zespół z Piteå czeka test w postaci meczów z dwoma drugoligowcami ze Sztokholmu (Hammarby, AIK) oraz trzecioligowcem z Ljusdal.

W grupie 4 nie ma może żadnego z głównych faworytów do sięgnięcia po trofeum, ale rywalizacja Eskilstuny, Djurgården i Örebro zapowiada się naprawdę ekscytująco. Każdy z wymienionych klubów widzi bowiem, że oto pojawiła się szansa na osiągnięcie czegoś wielkiego, a od celu dzielą go zaledwie trzy dobre mecze. Szyki pierwszoligowcom spróbuje pomieszać zespół z Uppsali, który faworytem do awansu nie będzie, ale niespodziankę sprawić jak najbardziej może. A przecież każdy punkt, a nawet każdy gol może okazać się tu decydujący.

A teraz … Francja

gettyimages-1052407562-e1539821278852

Nicole McClure obroniła w eliminacjach dwa rzuty karne (Fot. Getty Images)

Najbliższy tydzień ewidentnie upłynie nam pod znakiem losowań – w poniedziałek poznamy składy grup w kolejnej rundzie zmagań o Puchar Szwecji, a w sobotę swoje rywalki na mundialu we Francji pozna kadra Petera Gerhardssona. Ta ostatnia informacja oznacza mniej więcej tyle, że końca dobiegły trwające niemal dwa lata eliminacje, które ostatecznie wyłoniły 23 finalistów piłkarskich mistrzostw świata. O tym, jak przebiegały kwalifikacyjne zmagania na kontynencie europejskim wiemy zdecydowanie najwięcej, ale w przededniu ważnego losowania warto również przyjrzeć się bliżej temu, co wydarzyło się w innych strefach, gdzie – o dziwo – także nie zabrakło niespodzianek oraz sensacyjnych rozstrzygnięć. I dobrze, bo to przecież między innymi dzięki nim tak bardzo kochamy futbol.

Azja

Azję na mundialu we Francji reprezentować będą dokładnie te same ekipy, które cztery lata temu uczestniczyły w kanadyjskich mistrzostwach: Japonia, Australia, Chiny, Tajlandia i Korea Południowa. O ile awans czterech z nich od początku wydawał się być wyłącznie formalnością, o tyle obecność w tym gronie ambitnych Tajek w miejsce piłkarek z Korei Północnej jest jednak w jakimś stopniu niespodzianką. Niestety, już w fazie przedwstępnej los skojarzył w jednej grupie eliminacyjnej oba koreańskie zespoły i choć ich bezpośrednie starcie zakończyło się remisem, to więcej goli zaaplikowanych pozostałym rywalkom przez zawodniczki z Południa sprawiło, że to właśnie one – kosztem sąsiadek z Północy – zameldowały się najpierw w kolejnej fazie kwalifikacji, a następnie na mundialu.

Ameryka Południowa

Opinie, że dzisiejsza Brazylia coraz mniej przypomina tę fenomenalną drużynę sprzed dekady nie jest do końca pozbawiona sensu, ale w strefie CONMEBOL Canarinhas wciąż nie mają godnych siebie rywalek. Oprócz nich, Amerykę Południową na francuskich boiskach reprezentować będą debiutujące na mistrzostwach świata Chile oraz powracająca do wielkiej gry po dwunastoletniej przerwie Argentyna. Pewnym zaskoczeniem może być brak awansu całkiem słusznie uważanej w ostatnich latach za drugą siłę kontynentu Kolumbii, ale Las Cafeteras najpierw zbyt łatwo wypuściły prowadzenie w starciu z Argentyną, a następnie – pomimo wyraźnej przewagi – nie znalazły sposobu na pokonanie wyczyniającej cuda w chilijskiej bramce Christiane Endler. Na turnieju zabraknie także reprezentacji Wenezueli, która na mundialowy debiut swojej złotej generacji poczeka jeszcze przynajmniej cztery lata.

Ameryka Północna

Dla Amerykanek i Kanadyjek mundialowe kwalifikacje są tylko i wyłącznie formalnością, ale analiza potencjału reprezentacji ze strefy CONCACAF podpowiadała, że o trzecie premiowane awansem miejsce powalczą najprawdopodobniej zespoły Kostaryki i Meksyku. Niestety, sensacyjne porażki z odpowiednio Jamajką i Panamą sprawiły, że eliminacje dla obu wymienionych drużyn zakończyły się spektakularną klęską, a na ich nieszczęściu najbardziej skorzystały wspomniane już Reggae Girlz. W ten sposób Jamajka – z bramkostrzelną Khadiją Shaw oraz doskonale znaną szwedzkim kibicom Nicole McClure w kadrze – stała się pierwszym karaibskim krajem, który dostąpi zaszczytu gry na najważniejszej piłkarskiej imprezie czterolecia.

Afryka

Szwedzki selekcjoner Thomas Dennerby wprowadził wprawdzie reprezentację Nigerii na ósmy z rzędu mundial, ale styl, w którym ów awans został osiągnięty absolutnie nie przypadł do gustu lokalnym mediom i kibicom. Zdecydowanie więcej euforii było za to w Republice Południowej Afryki, która w dużym stopniu dzięki świetnym występom fenomenalnego duetu Kgatlana – Motlhalo po raz pierwszy w historii zwycięsko przebrnęła eliminacyjne sito. Stawkę afrykańskich finalistów uzupełnia rewelacja MŚ w Kanadzie – Kamerun, choć w Jaunde i okolicach o awans drżeli dosłownie do ostatniej chwili. Największy przegrany? Zdecydowanie Ghana, która mogła utorować sobie drogę do Francji zwycięstwem na własnym boisku nad niżej notowanym Mali, ale przegrała to spotkanie 1-2.

Oceania

Eliminacje się odbyły. Awans wywalczyła Nowa Zelandia.

Wstępna kadra na RPA

sverige-damer

Pierwsze w nowym roku zgrupowanie kadry rozpocznie się już w połowie stycznia (Fot. Bildbyrån)

Choć wyjazdowy mecz przeciwko kadrze Republiki Południowej Afryki czeka nas dopiero 22. stycznia, Peter Gerhardsson już teraz postanowił opublikować wstępną listę 24 piłkarek, które pojadą na zimowe zgrupowanie do RPA. Skąd ten pośpiech? Najlepiej oddać głos samemu zainteresowanemu, który motywuje swoje postępowanie w następujący sposób: Do stycznia w Szwecji nie zostaną rozegrane żadne mecze, które mogłyby mieć znaczący wpływ na wybór. Poza tym, ogłoszenie kadry już teraz pozwala szwedzkim klubom lepiej przygotować wybrane zawodniczki na zimowy wyjazd z reprezentacją. Podobna strategia sprawdziła się rok temu i dobrze, że piłkarki będą miały wystarczająco dużo czasu, aby ewentualnie skorygować swój indywidualny plan przygotowań.

Selekcjoner nieprzypadkowo skupił się w swojej wypowiedzi na zawodniczkach z rodzimej ligi, gdyż to właśnie one stanowią tym razem zdecydowaną większość w kadrze. Do Kapsztadu nie poleci natomiast kilka absolutnie kluczowych dla reprezentacji zawodniczek występujących na co dzień poza granicami Szwecji. Na liście nieobecnych znajdziemy między innymi nazwiska Nilli Fischer, Hedvig Lindahl, czy ponownie borykającej się z kontuzją Jessiki Samuelsson, choć każda z nich cieszy się oczywiście pełnym zaufaniem sztabu Petera Gerhardssona. Styczniowe zgrupowanie będzie jednak okazją do kolejnych eksperymentów, szczególnie w kwestii obsady bramki i zestawienia formacji defensywnej. Zdecydowanie mniej roszad możemy za to spodziewać się wśród piłkarek ofensywnych, czego dowodem może być zaproszenie na obóz w RPA duetu z Montpellier, a także wciąż łapiącej meczowy rytm Fridoliny Rolfö z monachijskiego Bayernu. Pełna lista wybranek Petera Gerhardssona przedstawia się następująco:


Wstępna kadra na RPA:

Bramkarki: Cajsa Andersson (Piteå), Jennifer Falk (Göteborg), Zecira Musovic (Rosengård)

Obrończynie: Jonna Andersson (Chelsea), Nathalie Björn (Rosengård), Mia Carlsson (Kristianstad), Magdalena Eriksson (Chelsea), Hanna Glas (PSG), Amanda Ilestedt (Turbine), Anna Oskarsson (Linköping), Linda Sembrant (Montpellier)

Pomocniczki: Kosovare Asllani (Linköping), Lina Hurtig (Linköping), Julia Karlernäs (Piteå), Julia Roddar (Göteborg), Fridolina Rolfö (Bayern), Elin Rubensson (Göteborg), Olivia Schough (Göteborg), Caroline Seger (Rosengård)

Napastniczki: Anna Anvegård (Växjö), Stina Blackstenius (Montpellier), Sofia Jakobsson (Montpellier), Mimmi Larsson (Eskilstuna), Julia Zigiotti (Göteborg)

Warto podkreślić, że zaplanowany na 22. stycznia mecz towarzyski RPA – Szwecja będzie starciem dwóch finalistów przyszłorocznych mistrzostw świata we Francji. Zawodniczki z południowej Afryki swój pierwszy awans na mundial oficjalnie przyklepały kilkanaście godzin temu, dzięki zwycięstwu 2-0 nad ekipą Mali. Wszystkim piłkarkom z RPA, a także sympatykom tej drużyny, wypada rzecz jasna złożyć z tej okazji najszczersze gratulacje i życzyć udanego występu na francuskich boiskach w czerwcu oraz lipcu 2019. Do miłego zobaczenia!

Niechciane dziecko Damallsvenskan

640@60

Kungsbacka zagra wiosną w elicie. Ale na jakim stadionie? (Fot. Jesper Zerman)

Niespełna dwa miesiące temu Kungsbacka świętowała historyczny awans miejscowej drużyny do Damallsvenskan. Był to sukces równie zasłużony, co niespodziewany i – jak się okazuje – także w znacznym stopniu problematyczny. Nie tylko dla samego klubu, ale i dla lokalnych władz, które późną jesienią znalazły się w ogniu krytyki nie tylko środowiska piłkarskiego. Czy słusznie?

Na zapleczu ekstraklasy zawodniczki z Kungsbacki rozgrywały swoje domowe mecze na arenie Tingbergsvallen, która nawet na poziomie drugiej ligi raczej nie wyróżniała się nowoczesnością. Wybudowany w latach 50. minionego stulecia obiekt przechodził wprawdzie kolejne renowacje, ale te zazwyczaj odbywały się na zasadzie dostosowania go do wymogów obowiązujących w niższych ligach. Kryteria Damallsvenskan są jednak w tym względzie zdecydowanie bardziej rygorystyczne i szybko stało się jasne, że jedynym ratunkiem dla świeżo upieczonego beniaminka będzie wystosowanie prośby o przyznanie stadionowi w Kungsbace licencji warunkowej. W przeszłości z furtki tej korzystali między innymi w Vittsjö, ale tym razem o żadnej pobłażliwości absolutnie nie mogło być mowy. Okazało się bowiem, że Tingbergsvallen może liczyć na pozytywną opinię w zaledwie 17 spośród 48 warunków, które powinna spełniać arena aspirująca do goszczenia meczów Damallsvenskan. W tej sytuacji decyzja mogła być tylko jedna – piłki nożnej w pierwszoligowym wydaniu póki co w Kungsbace nie zobaczymy.

Rzecznik prasowy klubu z Kungsbacki Sören Bloom uważa, że znaczną część winy za taki stan rzeczy ponoszą lokalne władze. Czujemy się trochę jak niechciane dziecko, niekochane i odrzucone przez tych, którzy najbardziej powinni je kochać. Oczywiście, cieszymy się, że ktoś zgodził się nas przygarnąć do siebie, ale sezon złożony z 22 wyjazdowych meczów na pewno nie jest niczym przyjemnym – powiedział Bloom, potwierdzając przy tym medialne doniesienia, że to oddalony o mniej więcej pięćdziesiąt kilometrów Varberg stanie się nowym, tymczasowym domem piłkarek z Kungsbacki. W podobnym tonie wypowiada się Klara Rybrink, która swoją postawą na boisku dołożyła całkiem sporą cegiełkę do sensacyjnego awansu: Grać cały czas na wyjeździe nie jest miło. Mecze u siebie zawsze przeżywa się trochę inaczej. Nie tylko z naszej perspektywy, ale także z perspektywy gości, którym z kolei w Varbergu będzie się grało przeciwko nam łatwiej niż grałoby się w Kungsbace.

Nietrudno domyślić się, że samorząd winy szuka przede wszystkim nie u siebie, a w klubie, w efekcie czego obserwujemy klasyczne odbijanie piłeczki, które żadnej ze stron nie przyniosło póki co jakichkolwiek wymiernych korzyści. Prawicowe władze gminy, bez względu na swoje racje (które w wielu punktach są w nawet jakimś stopniu zasadne), na pewno nie przysporzą sobie takim działaniem przychylności mieszkańców, a stojący u progu debiutu w najwyższej klasie rozgrywkowej zespół czeka perspektywa walki o pozostanie w Damallsvenskan bez możliwości rozegrania choćby jednego faktycznie domowego meczu. Jak to często w świecie współczesnego futbolu bywa, dosłownie chwilę po wspaniałym triumfie nastąpiło bolesne zderzenie z realiami pierwszoligowego rynku. Pozostaje mieć nadzieję, że okaże się ono jedynie chwilową turbulencją przed nadejściem lepszych czasów, gdyż w przeciwnym razie o projekcie Kungsbacka zapomnimy szybciej niż ktokolwiek by przypuszczał. A byłoby szkoda, bardzo szkoda …

Przez Viborg do Lyonu

d_jakobsson

Sofia Jakobsson uciszyła stadion w Viborgu (Fot. Bildbyrån)

Piłkarski kalendarz ułożony jest w taki sposób, że raz na cztery lata trafia się nam rok bez wielkiego turnieju w wydaniu reprezentacyjnym. Absolutnie nie jest to jednak równoznaczne z tym, że kadra Petera Gerhardssona i Magnusa Wikmana mogła ostatnie miesiące potraktować w sposób ulgowy. Wyczerpujące i pełne nieoczekiwanych zwrotów akcji eliminacje do francuskiego mundialu miały swoją kulminację na stadionie w Viborgu i to właśnie tam ostatecznie przekonaliśmy się, że znów doczekaliśmy się drużyny, która w momencie najważniejszej próby jest w stanie rozegrać wielki mecz. Nie szczęśliwy, lecz taki, w którym od pierwszej do ostatniej minuty funkcjonować będą wszystkie elementy piłkarskiej układanki: defensywa, ofensywa i ławka dowodzona przez mającego konkretną i zarazem spójną wizję selekcjonera. Wyjazdowe zwycięstwo nad wicemistrzyniami Europy, a także listopadowa wiktoria w angielskim Rotheram z całą pewnością wlały w nasze serca ogromne pokłady optymizmu, z którymi to wejdziemy w nowy, niezwykle ważny z reprezentacyjnego punktu widzenia rok. Choć wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, że kadra Petera Gerhardssona nie zalicza się do głównych faworytów mistrzostw świata, to w przeciwieństwie chociażby do ostatniego turnieju rangi mistrzowskiej, możemy liczyć na to, że jej gra dostarczać nam będzie więcej radości niż frustracji. A to – bez względu na końcowy wynik – jest już samo w sobie naprawdę wielką wartością.

Już tradycyjnie, zanim przejdziemy do wyborów najlepszych meczów, goli i zawodniczek roku 2018 w wydaniu reprezentacyjnym, oddajmy się na kilkadziesiąt sekund rozważaniom matematyczno-statystycznym, których tym razem akurat nie musimy się obawiać. Z 12 rozegranych przez kadrę Petera Gerhardssona meczów aż 9 kończyło się bowiem zwycięstwami, 1 raz podzieliliśmy się punktami z rywalkami, a 2 razy schodziliśmy z boiska pokonani. Bramki? 26-6 na plus. W ujęciu indywidualnym, najwięcej strzelała Stina Blackstenius, a najlepszą asystentką została Kosovare Asllani. Pół-żartem możemy zatem powiedzieć, że wszystko wróciło wreszcie na swoje miejsce, a już zupełnie na serio dodać, że nie mamy nic przeciwko temu, aby pozostało na nim jak najdłużej ze szczególnym uwzględnieniem czerwca i lipca 2019. Póki co, wróćmy jednak do podsumowania tego, co za nami, gdyż i tu mamy z czego być dumni.

Najlepszy mecz: Dania – Szwecja 0-1. Wiele osób, które szwedzką kadrę oglądają przynajmniej tak długo jak ja, uznało ten mecz najlepszym w historii i nawet jeśli ocena ta była nieco przesadzona, to pokazuje ona jak wspaniale kadra Petera Gerhardssona zaprezentowała się w najważniejszym dla siebie starciu. Niemal bezbłędnie zagrała zestawiona w specjalnie na tę okazję szykowanym składzie defensywa, a Seger, Rubensson, Asllani i Blackstenius zapewniły nam równie efektowny koncert w przednich formacjach. Przysłowiową wisienką na zwycięskim torcie okazał się gol Sofii Jakobsson i to właśnie on ostatecznie i nieodwołalnie wprowadził nas na mundial, na który przecież nie było łatwo się dostać. Ach, co to był za wieczór!

Najgorszy mecz: Ukraina – Szwecja 1-0To był naprawdę smutny powrót ze Lwowa. Pierwsza w historii porażka z Ukrainą kiedyś nadejść musiała, ale chyba nikt nie spodziewał się, że nastąpi to już teraz i na dodatek w tak marnym stylu. Przecież gdyby nie fenomenalna dyspozycja Hedvig Lindahl, podopieczne Wołodymira Rewy mogły wygrać ten mecz w zdecydowanie bardziej okazałych rozmiarach. Bogatsi o dzisiejszą wiedzę wiemy oczywiście, że lwowska tragedia na szczęście nie zamknęła nam drogi na mundial, ale była ona z pewnością niezwykle cenną lekcją, której w żadnym razie nie można lekceważyć.

Najładniejszy gol: Filippa Angeldahl (na 1-0 z Rosją). Istnieje wiele sposobów na to, aby godnie uczcić swój pierwszy w reprezentacyjnej karierze występ w wyjściowej jedenastce, ale trzeba przyznać, że pomocniczka Linköping wybrała chyba najlepszą formę celebracji. Po prostu w 31. minucie przymierzyła z dystansu tak, że Julia Griczenko mogła tylko cmoknąć z uznaniem, a następnie odwrócić się i wyjąć futbolówkę z własnej bramki. Trudno jednak mieć w tej sytuacji jakieś pretensje do golkiperki moskiewskiego Lokomotiwu, gdyż z tak precyzyjnym, a jednocześnie silnym strzałem nie poradziłby sobie chyba nikt.

Fotboll, Dam, VM-kval, Sverige - Ukraina

Dla Kosovare Asllani i Hanny Glas był to bardzo udany rok (Fot. Bildbyrån)

Piłkarka roku: Kosovare Asllani. Drugi rok z rzędu była w kadrze najlepszą wersją samej siebie. Bez względu na to, czy akurat wprowadzała nas na mundial na boisku w Viborgu, czy zgrywała piłkę do Anvegård na angielskiej ziemi, niezmiennie zachwycała nas swoimi umiejętnościami. Krokiem we właściwym kierunku było niewątpliwie przestawienie jej na dziesiątkę, gdyż to właśnie w tej roli Kosse czuje się zdecydowanie najbardziej komfortowo. A to z kolei nierozłącznie wiąże się z olbrzymimi kłopotami dla rywalek, których – miejmy nadzieję – będzie przysparzać także w kolejnych latach.

Rozczarowanie roku: rezerwowe bramkarki. Z jednej strony nawet dobrze się składa, że żadna z piłkarek nie zapracowała sobie na indywidualne wyróżnienie w tej kategorii. Z drugiej – problem z obsadą bramki jest i choć Hedvig Lindahl nie schodzi poniżej pewnego poziomu bez względu na to jak akurat wyglądają jej notowania u Emmy Hayes, to za jej plecami trudno dopatrzyć się wielkiej konkurencji. W tej sytuacji, zdrowie i dyspozycja bramkarki Chelsea – szczególnie w perspektywie zbliżającego się wielkimi krokami mundialu – stają się rzecz jasna sprawą wagi państwowej, ale bez względu na to jak ogromna jest nasza wiara w Lindahl (a jest naprawdę ogromna!) byłoby dobrze, gdyby choć jedna z pozostałych golkiperek także wskoczyła na solidny, reprezentacyjny poziom. Lista potencjalnych kandydatek jest przecież długa i konkretna, a nazwiska Holmgren, Musovic, Falk, Andersson czy Carlén już dawno przestały być anonimowe.

Największa wygrana: Hanna Glas. Rozpoczynała rok w Eskilstunie, a zakończy go w Paryżu. Po drodze została jeszcze najlepszą prawą defensorką sezonu 2018 w Damallsvenskan i przebojem wdarła się do wyjściowej jedenastki kadry Petera Gerhardssona. Tak, miniony sezon był z całą pewnością przełomowy dla Hanny Glas, ale ani trochę nie zdziwimy się, jeśli kolejny okaże się jeszcze lepszy. 26-letnia obrończyni z Sundsvall wciąż znajduje się bowiem na ewidentnej fali wznoszącej i jeśli tylko będą omijać ją kontuzje (a z tym w jej przypadku bywało przecież bardzo różnie), to w stolicy Francji nie muszą obawiać się o obsadę prawej flanki bloku defensywnego. Choć z naszej perspektywy nie mielibyśmy oczywiście nic przeciwko, aby te absolutnie najlepsze występy przytrafiały jej się wtedy, gdy ma na sobie koszulkę reprezentacji Szwecji. A tak właśnie wyglądał w jej wykonaniu rok 2018.

Najbardziej niedoceniana: Elin Rubensson. Poprzednia selekcjonerka rzucała ją po tylu pozycjach, że chyba już tylko w bramce nie było dane jej zagrać. Nietrudno zgadnąć, że nie wpływało to korzystnie na jej dyspozycję, a każdy kolejny turniej w jej wykonaniu okazywał się mniejszym lub większym rozczarowaniem. Na szczęście, trener Gerhardsson na dobre odzyskał ją dla kadry, a my przekonaliśmy się, że Elin Rubensson wcale nie musi być piłkarką potrafiącą błyszczeć jedynie w warunkach ligowych. Francuski mundial będzie dla niej wielkim sprawdzianem, podczas którego będzie miała szansę przekonać do siebie ostatnich sceptyków. I nie mamy chyba wątpliwości, że dokładnie to zrobi.

pg

Peter Gerhardsson poprowadził szwedzką kadrę do awansu (Fot. Bildbyrån)

Nagroda specjalna: Peter Gerhardsson. Przy tak zaciętym i pasjonującym finiszu rozgrywek w Damallsvenskan nie miał szans na tytuł Trenera Roku (nic straconego – zdobędzie go za rok), ale na nagrodę specjalną zasłużył sobie jak mało kto. To właśnie on, oczywiście wraz z dobranym przez siebie sztabem, odzyskał dla reprezentacji wiele piłkarek. To dzięki jego pomysłom, szwedzka kadra znów zaczęła grać tak, że obserwowanie jej z bliska znów stało się przyjemnością, a nie przykrym obowiązkiem. To jego starania doprowadziły do tego, że mocno napięta sytuacja na linii związek – kluby wróciła do normy sprzed roku 2015. Drogi Peterze, dziękujemy za już i nieśmiało prosimy o więcej!