Na zachodzie bez strat

Anna Anvegård w lidze, Tabitha Tindell w pucharach – snajperki niepodzielnie rządzą w drugiej linii klubu z Hisingen (Fot. BK Häcken)

Całkiem niedawno, przy okazji reprezentacyjnych wojaży szwedzkich kadrowiczek, ostatecznie potwierdziliśmy tezę zachęcającą do oceniania każdego kolejnego meczu jako zupełnie nowej opowieści. A zakończona właśnie świąteczna, ligowa kolejka jedynie dostarczyła nam więcej argumentów na poparcie tego poglądu. Przed tygodniem zachwycaliśmy się bezbłędnym zarówno w ofensywie, jak i w defensywie beniaminkiem z Eskilstuny, szukaliśmy przyczyn efektownej, zimowej metamorfozy ekipy z Piteå, czy wreszcie wieszczyliśmy sporo potencjalnych problemów piłkarkom z Växjö. Wszystkie te przemyślenia były na tamten moment jak najbardziej uprawnione, lecz druga seria spotkań ponownie wzięła nas niejako z zaskoczenia, przynosząc ze sobą kompletnie inne oczarowania i rozczarowania.

Z tego gotującego się kociołka poniekąd wyłamuje się jedynie Kristianstad, który tradycyjnie niewiele robi sobie z następujących po sobie kadrowych ubytków. W sposób szczególny imponować może ofensywa zespołu z północno-wschodniej Skanii, która u progu wiosny zdążyła już zaaplikować sześć sztuk rywalkom z Piteå (dwumecz pucharowo-ligowy), trzy faworytkom z Malmö, a teraz cztery znajdującemu się ewidentnie na fali wznoszącej Djurgården. Linda Boama staje się powoli nową, islandzką gwiazdą naszych boisk, Tilda Persson i Alice Egnér zachwycają nie tylko na swoich nominalnych pozycjach skrzydłowych, a Kanadyjka Sadie Sider-Echenberg z tygodnia na tydzień notuje taki progres, że fani KDFF już za chwile przestaną z nutką nostalgii wspominać czasy Emmi Alanen, czy Amy Sayer. A przecież w tym wszystkim są jeszcze dostarczająca fenomenalne liczby super-rezerwowa Filippa Widén, jedna z najsolidniejszych golkiperek na boiskach Damallsvenskan Moa Olsson, czy niezwykle pewne w swoich poczynaniach wahadłowe Lova Sternfeldt oraz Viktoria Persson. Z grona nie-faworytek Kristianstad wszedł w sezon zdecydowanie najlepiej i pozostaje tylko trzymać kciuki za to, aby pomarańczowy ekspres nie wytracił zbyt szybko impetu, bo właśnie takich pozytywnych niespodzianek ta liga bardzo potrzebuje.

Powrót pierwszoligowej piłki do uniwersyteckiego miasta Uppsala przebiegał przy akompaniamencie podmuchów silnego wiatru i dźwiękach padającego ze zmienną intensywnością marznącego deszczu. Pogoda do gry ewidentnie więc nie zachęcała, lecz dobrze usposobione gospodynie nawet w takich okolicznościach przyrody potrafiły dopisać do swojego dorobku pierwszy w sezonie punkt. A mogło być ich nawet trzy razy więcej, gdyby tylko znajdująca się nieoczekiwanie w doskonałej pozycji strzeleckiej Julia Ragnarsson wykorzystała podarowaną przez rywalki piłkę meczową. Inna sprawa, że komplet punktów równie dobrze mógł tego dnia polecieć w podróż do Piteå, gdyż jeszcze dogodniejsze okazje na rozstrzygnięcie tego starcia zmarnowały kolejno Sharon Sampson oraz Shiho Matsubara. Teoretycznie wygrany mecz przeciwko stołecznemu AIK przegrał natomiast Rosengård, który najpierw po świetnie rozegranym stałym fragmencie gry (Filippa Sjöström do Molly Johansson) trochę szczęśliwie znalazł się na prowadzeniu, a następnie, dzięki odpowiedzialnej postawie dowodzonej przez dziewiętnastoletnią Cecily Wellesley-Smith defensywie, pilnował skromnej zaliczki, od czasu do czasu szukając szansy na podwyższenie wyniku. Niestety dla miejscowych, różnicę w końcówce zrobiły rezerwowe obu ekip, lecz tylko w przypadku gościń był to efekt dodatni. Po dośrodkowaniu Anny Oskarsson z prawego skrzydła do remisu doprowadziła bowiem pozostawiona na chwilę kompletnie bez krycia Ida Björnberg, a już w doliczonym czasie próbkę swoich umiejętności dryblerko-snajperskich dała nam Olivia Garcia, korzystając z fatalnego kiksu wprowadzonej chwilę wcześniej na plac gry Nigeryjki Anam Imo. Jako się rzekło na wstępie, na piątkowy mecz do Växjö zupełnie nie dojechały piłkarki z Eskilstuny, które na Spiris Arenie straciły nie tylko trzy gole, ale i bohaterkę sprzed tygodnia Rylie Combs (czerwona kartka jak najbardziej zasłużona). Mariann Høgh do spółki z Elin Nilsson zdecydowanie wygrały walkę o dominację w środku pola, a przy tak usposobionych Mai Bodin, czy Sadze Swedman zwycięstwo piłkarek z Kronobergu mogło tego dnia być nawet bardziej okazałe.

W poniedziałkowe popołudnie do gry wrócił tercet naszych eksportowych drużyn, które tym razem solidarnie rozjechały się po całym kraju w delegacjach. Jako pierwsze, na tle regularnie rozczarowującego ostatnimi czasy Vittsjö, swoje możliwości sprawdziły zawodniczki Häcken, które tym razem musiały wykazać się zupełnie innymi przymiotami niż podczas niedawnej konfrontacji z Eintrachtem Frankfurt. Tak było przynajmniej w pierwszej fazie gry, kiedy to różnicę na korzyść aktualnych mistrzyń Szwecji zrobiły przede wszystkim indywidualności, na czele z rozgrywającą swój najlepszy w tym roku mecz Anną Anvegård. Kapitanka Os najpierw wywalczyła dla swojej ekipy rzut karny, następnie sama podwyższyła wynik rywalizacji (tym razem w rolę kreatorki wcieliła się Paulina Nyström), a następnie wypuściła idealnie w tempo Felicię Schröder tak perfekcyjnym, prostopadłym podaniem, że ręce aż same składały się do oklasków. Piłkarki z Hisingen ewidentnie odczuwały jednak trudy niedawnych, pucharowych bojów, w wyniku czego im bliżej końca spotkania, tym bardziej nerwowo robiło się w okolicach bramki Fanney Ingi Bikrisdottir. Grające po zmianie stron pod wiatr gospodynie rozmiary porażki ostatecznie zmniejszyły, ale trafienie Sandry Lynn nie pozwoliło podopiecznym trenera Blagojevicia sięgnąć po pierwszy w tegorocznej kampanii punkt. Zdecydowanie mniej dramaturgii było za to w sztokholmskich derbach, gdzie Bromma jedynie statystowała, a Hammarby, choć na ewidentnie zaciągniętym ręcznym hamulcu, od pierwszego do ostatniego gwizdka posiadał pełnię kontroli nad boiskowymi wydarzeniami. Na zakończenie weekendowego grania obejrzeliśmy intensywne, lecz mocno przeciętne jakościowo widowisko z udziałem ekip z Norrköping oraz Malmö. Wyrównana rywalizacja zwycięzcy nam ostatecznie nie wyłoniła, a remis okazał się być z gatunku tych, po których obie strony – choć oczywiście z różnych powodów – mają prawo czuć wielki niedosyt. Najbardziej ukontentowana przebiegiem boiskowej rywalizacji mogła być za to niezbyt miło odpalona tej zimy z MFF Matilda Kristell, która na tle sprowadzonych w jej miejsce do stolicy Skanii rywalek wyglądała jak profesorka pierwszoligowych zmagań.


Komplet wyników:


Przejściowa tabela:


Liczby kolejki:


Jedenastka kolejki:

Wspólnie napisały historię!

Mamy to!!! Bez względu na to, komu na co dzień kibicujemy, co sądzimy o Damallsvenskan jako o lidze i jaka przyszłość czeka Puchar Europy – na przełomie kwietnia i maja 2026 będziemy świadkami wydarzenia absolutnie historycznego. Dwa szwedzkie kluby zmierzą się w finałowym dwumeczu, którego stawką będzie nie tylko zapisanie się w annałach jako zwycięzca premierowej edycji najnowszego z europejskich pucharów, ale także – z prawdopodobieństwem bliskim pewności – gwarantowany występ w fazie zasadniczej Ligi Mistrzyń 2026-27. I niezależnie od tego, jak ta konfrontacja się ostatecznie zakończy, jej bohaterki uzyskają sportową nieśmiertelność i nawet długo po zakończeniu swoich karier będą przy różnych okazjach wspominać właśnie te dwa wieczory, podczas których Södermalm oraz Hisingen rozstrzygały między sobą kwestię prymatu na kontynencie. Być może doczekamy się na ten temat filmu, serialu, być może innej formy uhonorowania, ale bez krzty przesady wiosna 2026 na wieki będzie wspominana jako czas dla szwedzkiej piłki klubowej absolutnie wyjątkowy. A my mamy to szczęście, aby być naocznymi świadkami tych niepowtarzalnych chwil.

Dziś merytoryki i chłodnej analizy będzie tu mniej więcej tyle, co ofensywnej gry piłkarek Häcken w rewanżu z Frankfurtem. Tak, Felicia Schröder tuż przed przerwą, a następnie Monica Jusu Bah dosłownie chwilę po wznowieniu gry miały swoje okazje, lecz poza tymi dwoma wypadami, przez bitych sześć kwadransów obserwowaliśmy klasyczny mecz na jedną bramkę. Gwiazdy legendarnego klubu z jeszcze bardziej legendarnej Bundesligi obstrzeliwały ją ze wszystkich stron i kątów, lecz drogę do niej odnalazły dzisiejszego wieczora zaledwie raz, a ich potrzeby sięgały przynajmniej trzech trafień. Jedyny gol dla gościń padł zresztą po… rzucie wolnym egzekwowanym na własnej połowie, po którym najpierw Nesrin Akgün przegrała istotny pojedynek z Ereletą Memeti, następnie w akcji nieco zagubiła się Emma Östlund i Nicole Anyomi strzałem pod poprzeczkę przywróciła kibicom znad Menu nadzieje. Te z każdą upływającą minutą robiły się jednak coraz bardziej ulotne, choć gospodynie fragmentami broniły się doprawdy rozpaczliwie i ze sporą dozą szczęścia. Absolutną życiówkę zagrała występująca przecież na całkowicie obcej dla siebie pozycji Tabitha Tindell, która kolejnymi wyblokami, przechwytami i ofiarnymi interwencjami raz po raz wybijała nacierające rywalki z rytmu. Amerykańskiej pomocniczce dzielnie sekundowała ustawiona na prawej flance Thelma Palmadottir, a trzymająca w ryzach formację defensywną Australijka Aivi Luik wyglądała na tle klasowych przecież rywalek tak, jakby przed chwilę świętowała 25., nie zaś 41. urodziny. Sztab szkoleniowy z Frankfurtu wściekał się przy linii bocznej, chorwacka sędzia rozdawała kartki, trener Arnautis w akcie desperacji rzucił do boju między innymi Reminę Chibę, Hayley Raso, a na środek ataku przestawił Amandę Ilestedt, lecz to wszystko po prostu nie wystarczyło do skruszenia trzymającej się momentami na ostatniej nitce defensywy z Västergötland. A gdy wybrzmiał ostatni gwizdek, stało się jasne, że ani mediolański Inter, ani Eintracht Frankfurt nie były w stanie powstrzymać lotu dzielnych Os do historycznego finału. I nawet jeśli ten wyczyn rodził się w trudach, bólach i znoju, to nijak nie da się powiedzieć, że Häcken znalazł się w tym miejscu przypadkowo. Bo ostatnimi czasy, jeśli na kogoś możemy w europejskiej rywalizacji zawsze liczyć, to jest to…

… ktoś z dwójki Häcken – Hammarby! Sztokholmianki także miały dziś swoje przestoje, już na samym początku spotkanie niepotrzebnie zrobiło się nerwowo (sytuację ratowała poniekąd Emilie Bragstad), a i na początku drugiej odsłony ponownie to Sparta rozdawała na stołecznej 3 Arenie karty. Cóż jednak z tego, skoro to Hammarby miał w swoich szeregach piłkarki, które nasi anglosascy przyjaciele określiliby mianem difference makers. Rzeczoną różnicę zrobiła na przykład Fanny Peterson, która już po raz czwarty tej wiosny (!) przymierzyła zza pola karnego tak, że dosłownie nie było czego zbierać. A jej zmienniczka Vilde Hasund zamknęła kwestię awansu kilkadziesiąt sekund po tym, gdy wróciła na plac gry pomimo doskwierającej jej kontuzji. Kto wie, czy janpiękniejszej historii ze wszystkich nie napisała jednak w czwartkowy wieczór Alice Carlsson – kapitanka Hammarby, która jest częścią tego klubu od początku okresu wielkiej odbudowy. Rutynowana stoperka najpierw pomogła Bajen powrócić w szeregi Damallsvenskan, następnie symbolicznie wbiła sztandar Hammarby w mapę piłkarskiej Europy, aby teraz poprowadzić tak bardzo odmieniony w ostatnich miesiącach zespół do historycznego sukcesu. I choć po drodze na brak ofert z silniejszych lig bynajmniej nie narzekała, ani przez moment nie rozważała zmian barw klubowych, a owocną przyszłość niezmiennie widziała właśnie w Södermalm. I jak się miało za chwilę okazać – miała w tej kwestii absolutną rację.

To jest ten dzień, to jest ta chwila:

HÄCKEN i HAMMARBY w finale Pucharu Europy!!


Komplet wyników:

Hanna zmieściła się w kadrze

Pomimo ciągłych problemów z grą w kolejnych klubach, Hanna Bennison niezmiennie zyskuje zaufanie selekcjonerów (Fot. Getty Images)

Pierwszego kwietnia selekcjoner Tony Gustavsson nie zaszokował opinii publicznej, a kadra na domowy dwumecz eliminacyjny w zdecydowanej większości pokrywa się z listą, którą dzisiaj spodziewaliśmy się zobaczyć. Nazwiska powracających do kadry po dłuższych nieobecnościach Zeciry Musovic oraz Amandy Ilestedt wzbudzają rzecz jasna różne emocje, lecz skoro pierwsza z wymienionych niemal z miejsca posadziła solidną przecież Moę Öhman na ławce w drużynie klubowej, a druga w reprezentacyjnej koszulce zawsze stanowiła wartość dodaną, to trudno mówić tu o szerszej kontrowersji. W podobnych kategoriach tym bardziej nie możemy rozpatrywać nominacji dla zachwycającej nas na angielskich boiskach Beaty Olsson, czy też ewidentnie cieszących się zaufaniem sztabu szkoleniowego, a na dodatek pozytywnie zweryfikowanych w niedawnych bojach Belli Andersson oraz Elmy Nelhage. Osobistym odkryciem selekcjonera wydaje się być wciąż czekająca na oficjalny debiut wszechstronna defensorka Hammarby Sofia Reidy, lecz – jak już wiele razy podkreślaliśmy – każdy trener ma prawo do swoich indywidualnych wyborów, a na obronę tego konkretnego spokojnie i bez większego wysiłku znalazłoby się przynajmniej kilka racjonalnych argumentów.

Jedyną nominacją wzbudzającą nieco większe emocje jest ta dla Hanny Bennison, która w wieku zaledwie 23 lat powoli staje się jedną z największych zagadek szwedzkiego futbolu obecnej dekady. Nieprzypadkowo nazywana swego czasu cudownym dzieckiem Rosengård filigranowa pomocniczka po wyjeździe za granicę wyraźnie wytraciła swój impet i o ile w Evertonie zdarzały się jej jeszcze pojedyncze przebłyski (dla jasności: niezwykle sporadycznie), o tyle w Hiszpanii Bennison przepadła już dokumentnie, a w zbieraniu chociażby skromnych, minutowych ochłapów (przez amerykańskich kibiców sportów wszelakich nazywanych pogardliwie garbage time) nie pomaga jej nawet ogromna rotacja stosowana przez trenerów madryckiego Realu. Całkowity zastój kariery klubowej nie stanowił jednak jakiegokolwiek problemu dla Petera Gerhardssona i najwyraźniej także jego następca nie dostrzega w tym miejscu sygnału alarmowego, choć sama zainteresowana podczas meczów kadry jak dotąd swoją postawą (przynajmniej tą na murawie) nie dostarczała przesadnie wielu argumentów na obronę tych decyzji. Inna kwestia, że nawet nie miała ku temu specjalnie okazji, bo choć nabijanie statystyki rozegranych meczów idzie jej całkiem płynnie, to jej reprezentacyjne występy najczęściej mają formę kilkuminutowych, dosłownie rozumianych epizodów. Tym sposobem, w kadrze mamy zawodniczkę z imponującym 60A przy nazwisku i nawet jeśli każdy z tych meczów obejrzeliśmy dokładnie po kilka razy, wciąż nie jesteśmy sformułować konstruktywnej opinii na temat jej przydatności dla drużyny. A kariera klubowa ani trochę nam w tej materii nie pomaga, gdyż przynajmniej na przestrzeni ostatnich osiemnastu miesięcy istnieje ona – cytując klasyka – wyłącznie teoretycznie.

Ani trochę nie obrazilibyśmy się, gdyby właśnie w kwietniu Hanna Bennison przeżyła przełomowy moment swojej reprezentacyjnej przygody, choć patrząc na aktualną dyspozycję Julii Zigiotti, a także pozycję wypracowaną w grupie przez Filippę Angeldal, nie wyobrażamy sobie, aby najbardziej optymalnie zestawiony duet w szwedzkim środku pola mógł na tę chwilę stworzyć ktoś inny. A przynajmniej podczas konfrontacji na Gamla Ullevi w Göteborgu, zadanie czekające na nasze pomocniczki będzie niezwykle wymagające. Nie bez przyczyny Olivia Holdt jest mocną kandydatką do najlepszej jedenastki sezonu angielskiej Barclays WSL, a Pernille Harder – choć chwilami nie aż tak eksplozywna i bezbłędna jak w swoim prime – przewodzi klasyfikacji strzelczyń niemieckiej Bundesligi, a przy okazji trafia jak na zawołanie w fazie pucharowej Ligi Mistrzyń. A nie zapominajmy, że sezon absolutnie wybitny rozgrywała także na włoskich boiskach Sofie Bredgaard, którą jednak w ostatnich tygodniach ewidentnie trapią kontuzje. Jasne, szczególnie w tyłach Dunki także mają swoje problemy i niepokoje, lecz na szczycie najciekawszej z kwalifikacyjnych grup nie znalazły się bynajmniej z przypadku i z pewnością zrobią wiele, aby przynajmniej do końca nadchodzącego dwumeczu na nim pozostać. Szczególnie, że po trzech ubiegłorocznych porażkach żądza sąsiedzkiego rewanżu zdaje się być za Kattegatem niezwykle silna, a stawka kwietniowej konfrontacji jedynie ją wzmacnia. Nie ma bowiem żadnych wątpliwości, że 14. kwietnia jedna ze skandynawskich ekip może znaleźć się na pole position w wyścigu na brazylijski mundial, a obok tak ewidentnej szansy nikt obojętnie przechodzić zdecydowanie nie zamierza.

Super-Nova odpaliła szybko

Podobnie jak przed rokiem, ligowy sezon rozpoczęliśmy domowym zwycięstwem AIK (Fot. AIK FF)

Zaledwie 122 sekundy czekaliśmy na premierowe trafienie w nowym sezonie Damallsvenskan. I ku radości zdecydowanej większości fanów obecnych na trybunach stadionu w Solnej, jego autorką okazała się piłkarka, którą zaledwie kilkanaście godzin wcześniej nazwaliśmy największą na ten moment gwiazdą stołecznego AIK. Wybór wciąż zaledwie siedemnastoletniej Novy Selin mógł na pierwszy rzut oka sprawiać wrażenie nieco odważnego, lecz tym razem boiskowa weryfikacja okazała się wyjątkowo pozytywna, a my możemy tylko zacierać ręce w oczekiwaniu na kolejne popisy niewątpliwie utalentowanej pomocniczki. A żeby sympatykom sztokholmskich Gryzoni zrobiło się jeszcze bardziej miło, to na równie wysoki poziom wskoczyła w sobotnie popołudnie także klubowa legenda Linda Sembrant. Etatowa niegdyś szwedzka kadrowiczka przynajmniej na jakiś czas uciszyła tym występem wszystkie głosy zwątpienia, których – jak być może pamiętacie – nie brakowało także i w tym serwisie. Na słowa uznania zapracowała jednak sumiennie cała defensywa AIK, gdyż to także dzięki Annie Oskarsson, Elli Reidy, czy rezerwowej tego dnia Jennie Nordin gościnie z Norrköping tak na dobrą sprawę przez cały mecz nie potrafiły wykreować realnego zagrożenia pod bramką Elviry Dannbäck.

Najbardziej poukładanym zespołem podczas weekendu otwarcia okazał się jednak beniaminek z Eskilstuny. Dla jednych niespodziewanie, dla innych wręcz przeciwnie, lecz bez względu na poziom zaskoczenia zgodnie chyba przyznamy, że ponowne przywitanie Tunavallen z najwyższą klasą rozgrywkową wypadło więcej niż przyzwoicie. I choć na zwycięskie trafienie autorstwa Rylie Combs trzeba było czekać aż do czwartej z doliczonych do drugiej połowy minut, to ekipę z Vittsjö w meczu trzymała jedynie fantastycznie tego dnia dysponowana Elin Vaughan. United mogło, a nawet powinno zwyciężyć w zdecydowanie bardziej okazałych rozmiarach, a na szczególne uznanie zasługują mądre i wyjątkowo przemyślane schematy ofensywnych stałych fragmentów gry, fenomenalna współpraca wahadłowych ze skrzydłowymi na obu flankach (duety Gärds – Rennie oraz Schampi – Rappole błyskawicznie podbiły nasze serca), a także konsekwencja i precyzja prostopadłych piłek od środkowych pomocniczek w kierunku wciąż niesamowicie dynamicznej Felicii Rogic.

W niedzielne popołudnie największy rollercoaster emocji czekał nas na LF Arenie w Piteå, co już samo w sobie jest swego rodzaju wydarzeniem. Szczególnie, że spory udział miały w tym same podopieczne trenera Bernhardssona, które najwyraźniej chcą przekonać nas, że wczesnowiosenne, pucharowe popisy nie były wyłącznie chwilowym kaprysem. I choć trzy oczka koniec końców i tak udały się najpierw na lotnisko, a następnie w daleką podróż do Skanii, to jednak Kristianstad zwyciężył głównie dzięki bardziej efektywnemu wykańczaniu akcji (ukłony w kierunku Lindy Boamy), zdecydowanie stabilniejszej golkiperce (ukłony w kierunku Moi Olsson), a także superrezerwowej Courtney Ruedt, która w samej końcówce na linii bramkowej popisała się interwencją tygodnia, miesiąca, a być może i całej rundy, choć z tą ostatnią konstatacją póki co się jeszcze wstrzymamy. Ekipie z Norrbotten na pocieszenia pozostaje efektowne trafienie Shiho Matsubary, świetna bez względu na sektor boiska Selina Henriksson, a także zaliczająca nadspodziewanie obiecujący debiut w naszej ligowej rzeczywistości Mia Endacott.

Po komplet punktów solidarnie sięgnęli nasi pucharowicze, choć z potencjalnego hitu pierwszej kolejki już po pierwszym kwadransie zostało wyłącznie wspomnienie. Dzieła zniszczenia w pierwszej kolejności dokonywała hasająca na lewej flance Vivienne Lia, choć dzielnie sekundowała jej zarówno stanowiąca największe objawienie przedwiośnia nie tylko w Södermalm Fanny Peterson, jak i solidny, norwesko-fiński triumwirat w środku pola. Zdecydowanie mniej efektownie zaprezentowały się za to broniące mistrzowskiego tytułu piłkarki z Hisingen, choć Felicia Schröder wynik domowego starcia z Brommą otworzyła stosunkowo szybko. Pomimo ciągłych apeli trenerki Eleny Sadiku, gospodynie sprawiały wrażenie mocno rozkojarzonych, co chwilę przytrafiały się im niewytłumaczalne w żaden sposób błędy, a brak punktowych strat Häcken zawdzięcza wyłącznie temu, że Clara Ekstrand raz jeszcze udowodniła, że do pierwszoligowego poziomu brakuje jej całkiem sporo, a tercet Wulff – Laukström – Garmfors dopiero uczy się wspólnego grania. Zdecydowanie spokojniejszy dzień miała w niedzielę defensywa z Malmö, gdyż beniaminek z Uppsali – po przeprowadzeniu szybkiego, kilkuminutowego szturmu – skupił się przede wszystkim na uniknięciu pogromu z rąk jednego z faworytów. I cel ten w zasadzie udało się podopiecznym trenera Brekkana osiągnąć, lecz gole odpowiednio D’Aquili, Sayer oraz Persson i tak zapewniły MFF fotel liderek. Nie bez problemów po trzy punkty sięgnęły w starciu z Växjö zawodniczki Djurgården, choć gdyby nie błysk jakości duetu Renmark – Åsland, a następnie kompletnie niepotrzebna strata Suzu Amano na własnej połowie, wynik tej konfrontacji mógł być zgoła inny.

UWAGA: w tym roku opisy kolejek z zasady będą mniej obszerne, a grafiki prezentowane w znacznej części w języku angielskim. Jest to spowodowane przede wszystkim brakiem czasu na przygotowanie wszystkich materiałów w dwóch wersjach językowych. Zdecydowanie więcej treści (także tych prezentowanych na bieżąco) pojawiać się będzie za to na portalu X (@JaredBeeSV), gdzie w tym miejscu serdecznie zapraszam.


Komplet wyników:


Przejściowa tabela:


Liczby kolejki:


Jedenastka kolejki:

Szklana kula 2026

Czy w tym roku piłkarki z błękitnej strony Malmö znów będą miały sporo okazji do wspólnego świętowania z kibicami? (Fot. Bildbyrån)

Nowy sezon, nowe nadzieje, nowe oczekiwania. Kto tym razem przystąpi do ligowej kampanii w roli faworyta? Komu przepowiadamy walkę o uniknięcie degradacji? Kto może potencjalnie oczarować, a kto rozczarować? Na te wszystkie pytania odpowiedź da poniższa analiza, która jednak – jak to zawsze bywa – zostanie pozytywnie lub negatywnie zweryfikowana przez boiskowe dokonania piłkarek czternastu klubów. Coś nieoczywistego zapewne zgodnie z tradycją uda się bezbłędnie przewidzieć, ale mimo wszystko na kilkanaście godzin przed meczem otwarcia życzę sobie i nam wszystkim sezonu obfitującego w wiele niespodzianek. Bo jakkolwiek pokrętnie na pierwszy rzut oka to brzmi: im bardziej się w naszych typowaniach pomylimy, tym ciekawiej będzie się nam śledziło ligowe granie w szwedzki wydaniu. Przede wszystkim jednak zawodniczkom, członkom sztabów szkoleniowych i przedstawicielom naszej społeczności życzę dużo zdrowia, pozytywnej energii i tego, aby jeszcze jeden futbolowy maraton udało się nam ukończyć w komplecie. A teraz już bez zbędnego przedłużania – zaczynamy:

Kategoria I – faworytki do tytułu

Duet, który przynajmniej w teorii powinien rozstrzygnąć kwestię mistrzostwa we własnym gronie. Z jednej strony broniący tytułu Häcken, z drugiej mądrze i systematycznie budowane do naprawdę wielkich celów pretendentki z Malmö. Co ciekawe, sucha analiza potencjałów obu ekip przyniosła nam ciekawe wnioski: Osy z Hisingen wciąż mają w swojej kadrze więcej indywidualności, lecz to w Skanii powstał zespół lepiej zbilansowany, a na dodatek dysponujący szerszą i bardziej jakościową ławką rezerwowych. Głębia składu MFF wydaje się być tym większą przewagą, że w obozie konkurentek na liście długoterminowych kontuzji znajdują się tak kluczowe nazwiska, jak chociażby Helena Sampaio oraz Johanna Fossdalsa, Elin Rubensson wraca do treningów po przerwie macierzyńskiej, a Jennifer Falk do Västergötland zawita najwcześniej na rundę rewanżową. A porównując chociażby do ubiegłorocznej kampanii, w klubie nie ma już na przykład Alice Bergström, Matildy Nildén, czy Hanny Wijk, bez których libańskiemu trenerowi Makowi Adamowi Lindowi ewentualne wywalczenie drugiego w historii franczyzy mistrzowskiego tytułu przyszłoby ze zdecydowanie większym trudem. Jasne, Felicia Schröder, Anna Anvegård i Monica Jusu Bah niezmiennie potrafią dokonać rzeczy absolutnie wielkich w pojedynkę, Tabitha Tindell to prawdopodobnie jednak z najbardziej niedocenianych postaci całej ligi, a Faith Chinzimu może okazać się kolejną reprezentantką Malawi robiącą na szwedzkich boiskach prawdziwą furorę, lecz nie da się ukryć, że to w Malmö tej zimy okienko transferowe mogli zapisać na wyraźny plus. O ile medialny transfer Zeciry Musovic jest oczywiście w pewnym stopniu znakiem zapytania, o tyle ściągnięcie do stolicy Skanii kluczowych postaci ligowych rywalek z pełną odpowiedzialnością możemy nazwać absolutnym majstersztykiem. Etatowe reprezentantki swoich krajów w osobach Emmy Petrovic, Amy Sayer (ex-Kristianstad) i Vesny Milivojevic (ex-Norrköping), stanowią perfekcyjne dopełnienie kadry, w której istotną rolę niezmiennie odgrywać będą tak uznane marki, jak chociażby Isabella D’Aquila, Sara Kanutte, Courtney Nevin, czy Nathalie Hoff Persson. Swoje atuty i mocne argumenty jak widać mają zatem w obu obozach i już teraz możemy z wielką ekscytacją oczekiwać zarówno tej korespondencyjnej, jak i bezpośredniej rywalizacji na linii Malmö – Hisingen.

Kategoria II – walka o podium

Tutaj największą uwagę zwracamy rzecz jasna na trzy ekipy ze stolicy, które być może stworzą nam klasyczny mecz w meczu, a rywalizację o prymat w Sztokholmie obserwować będziemy z nie mniejszym zainteresowaniem niż ogół ligowej tabeli. W tym swoistym triumwiracie najwięcej do stracenia wydaje się mieć Hammarby, gdzie rok bez podium z pewnością uznano by za dotkliwą porażkę, której w pełni nie osłodziłaby ani udana obrona Pucharu Szwecji, ani skuteczny rajd w Europie. Damallsvenskan zawsze pozostaje bowiem priorytetem i celem numer jeden, a przyzwyczajeni do zwycięstw fani z Södermalm ani trochę nie palą się do poznania nowej rzeczywistości, w której Bajen są li i wyłącznie jednymi z pretendentek atakujących z drugiego szeregu. Bez gwiazd pokroju Blakstad, Holmberg, Jøsendal, czy Wangerheim o powtórzenie na przykład ubiegłorocznego wyniku może być jednak trudno, choć warto pamiętać, że w drugiej linii Hammarby niezmiennie rządzi wybitna jak na warunki naszej ligi Emilie Joramo, a jej rodaczka Elin Sørum przywitała się z kibicami w południowym Sztokholmie w nadzwyczaj efektownym stylu. Problematyczną z perspektywy nowego trenera kwestią wciąż wydaje się jednak bardzo widoczna luka na pozycji numer dziewięć, ale jeśli z formą idealnie na rundę wiosenną wstrzeli się Vivienne Lia, a kolejne piłkarki z klubowej akademii będą coraz śmielej szturmować wyjściową jedenastkę, to może i te braki uda się skutecznie zakamuflować.

Problemy z obsadą newralgicznej jak widać pozycji środkowej napastniczki mogą mieć także w Djurgården po tym, jak szeregi Dumy Sztokholmu opuściły kolejno Pauline Rubin oraz Casey Phair, Mimmi Wahlström przekazała informację o ciąży, a Goodness Osigwe doznała podczas okresu przygotowawczego poważnej kontuzji. W pucharowych bojach na dziewiątce niejako z konieczności wystawiana była przede wszystkim Urara Watanabe, ale zarówno ona, jak i klasyczne skrzydłowe Johanna Renmark, Olivia Ulenius oraz Maria Olafsdottir Gros najbardziej efektywne są w innych sektorach boiska. W kadrze Djurgården imponować może jednak przede wszystkim niesamowicie zbilansowana i zarazem mocno jakościowa druga linia (Åsland – Eriksson – Pelgander), dynamiczne i nieszablonowe wahadła, a także zazwyczaj pewna i skuteczna w swoich interwencjach Anna Koivunen (choć akurat pre-season w wykonaniu fińskiej golkiperki może delikatnie niepokoić). Między słupkami kłopoty mają za to w AIK, gdyż podczas przygotowań do finałów Pucharu Azji urazu doznała niekwestionowana jedynka Jada Whyman. Gryzonie z Solnej więcej niż przyzwoicie prezentują się jednak zarówno w formacji defensywnej (Oskarsson, Plan, Nordin, Sembrant, Lindstedt), jak i z przodu (Garcia, Grabus, bramkostrzelna jokerka Bogucka), a gdzieś między nimi swoją historię pisać będzie kandydatka do miana największego objawienia całej ligi siedemnastoletnia Nova Selin.

Poza stolicą o medalach marzą także w Rosengård, gdzie wszyscy chcieliby jak najszybciej zapomnieć o absurdalnej drugiej połowie minionego sezonu, a także o wszystkich kibicowskich, właścicielskich i trenerskich problemach, które taśmowo nawarstwiały się zimą oraz wczesną wiosną. Czy receptą na przywrócenia normalności okaże się powrót z zagranicznych wojaży doświadczonej Rii Öling, a także wzmocnienia formacji defensywnej przedstawicielką angielskiej młodzieżówki Cecily Wellesley-Smith? Trudno o jednoznaczną ocenę, lecz bez wątpienia poczynania tych piłkarek warto będzie w najbliższych miesiącach bacznie obserwować. Jak zawsze na totalną przebudowę (bardziej wynikającą z konieczności niż ze strategii) postawiono w Kristianstad, lecz z czyniącą tak znaczące postępy Moą Olsson między słupkami, z dowodzoną przez niezniszczalną Alice Nilsson defensywą i wreszcie z nieszablonową Hanną Ekengren w ataku, piłkarki z północno-wschodniej Skanii znów mogą nas pozytywnie zaskoczyć. Szczególnie, że jak zawsze nie zabraknie w ekipie KDFF wyrazistego składnika islandzkiego, który akurat pod tą długością geograficzną niezmiennie smakuje wybornie. Zdecydowanie większe wyzwanie będzie miał natomiast w Norrköping trener Stellan Carlsson, bo o ile włodarze IFK w poprzednich latach konsekwentnie wykonywali kolejne kroki naprzód, tak teraz w kilka miesięcy cofnęli się o przynajmniej dwa do tyłu. Bez Wilmy Leidhammar, Vesny Milivojevic, Mai Antoine, Jessiki Wik, a także z wracającymi wciąż do zdrowia po kontuzjach Elin Rombing oraz Fanny Andersson, siła rażenia Peking wydaje się być wyraźnie skromniejsza, ale Carrie Jones, Julia Karlernäs i Isabella Sibley niejedną ekipę postraszą i niejednym faworytkom sprawią niemało problemów. Czy jednak w końcowym ujęciu wystarczy to na coś więcej niż rywalizacja o lokaty numer siedem lub osiem?

Kategoria III – walka o utrzymanie

Tutaj trzeba wyraźnie zaznaczyć, że z tego sześciozespołowego składu zdecydowanie najtrudniejsze zadanie przed Uppsalą, wszak beniaminek z uniwersyteckiego miasta najpierw niespodziewanie nawet dla siebie powrócił w szeregi pierwszoligowców, a następnie wcale nie poczynił zimą znaczących i głośnych wzmocnień. Wydaje się zatem, że gdyby zawodniczkom trenera Brekkana udało się chociażby powtórzyć osiągnięcie z poprzedniego sezonu w elicie (dziewiętnaście punktów, pięć pod kreską), to byłby to wynik znacząco powyżej oczekiwań. Nieco bardziej ambitne plany może mieć za to drugi z tegorocznych beniaminków, wszak w Eskilstunie rozsądnie wymieszali rutynę (Rogic, van den Bulk), solidność (Barth, Combs, Öhman) i nieszablonowość (Rennie, Sutter, Prambrant). Czy to pozwoli utrzymać pierwszoligowy futbol na Tunavallen? Szanse są, szczególnie że bezpośrednie rywalki nie wydają się znacząco odstawać sportowo od zawodniczek United. Wobec takiego stanu rzeczy, w poszukiwaniu potencjalnych spadkowiczów już trochę automatycznie spoglądamy więc w stronę Brommy, lecz absolutnie niewykluczone, że Frida Thörnqvist z Idą Bengtsson kolejny raz wyrzucą te nasze niezbyt z ich perspektywy sympatyczne przewidywania na śmietnik nietrafionych prognoz

Växjö i Piteå to zespoły, które przed rokiem najbardziej usypiały nas swoją grą, a szczególnie obserwowanie w akcji zespołu z Norrbotten spokojnie należałoby wpisać na listę sportów ekstremalnych. Czy podobnie będzie również w nadchodzącej rundzie? Pucharowe boje z Malmö i Kristianstad kazałyby spojrzeć w przyszłość z nutką delikatnego optymizmu, lecz czy Sharon Sampson i Alexandra Hellekant będą w stanie przełożyć aktualną dyspozycję także na wielotygodniową, ligową rywalizację? Jeśli tak, to trwajmy w nadziei, że Piteå znów da się lubić. Na wyraźne odmłodzenie tradycyjnie najbardziej doświadczonej w Damallsvenskan kadry postawili w Vittsjö i choć Sandra Lynn z Julią Tunturi, czy Nellie Persson cały czas będą stanowić istotne elementy układanki trenera Blagojevicia, to jednak coraz więcej w niej miejsca dostają wschodzące gwiazdy zarówno krajowych (Rolfsson, Larsson), jak i międzynarodowych (Galic) boisk. I nie da się ukryć, że tak prowadzonemu projektowi gorąco i z całą sympatią kibicujemy.

Owocne wyjazdy

Fanny Peterson w niezwykle dramatycznych okolicznościach zapewniła Hammarby zwycięstwo w Pradze (Fot. Hammarby IF)

Dramatyczne, ofiarne, pełne zwrotów akcji oraz – co absolutnie kluczowe – zwycięskie. Wyjazdowe potyczki naszych eksportowych klubów w półfinałach Pucharu Europy najlepiej byłoby podsumować właśnie taką zbitką słów, choć i one w pełni nie oddadzą huśtawki nastrojów, która dziś wieczorem stała się udziałem fanów futbolu z Södermalm oraz Hisingen. A także tych, którzy zwyczajnie dobrze życzą szwedzkiej piłce jako całości, choć akurat neutralsi musieli tym razem mocno podszkolić swoje umiejętności w zakresie multitaskingu. Bo pomimo obecności aż dwóch przedstawicieli Damallsvenskan na tym etapie rozgrywek, ich mecze zarówno dziś, jak i w czekających nas w przyszłym tygodniu starciach rewanżowych, odbywały się dokładnie w tym samym czasie.

Pierwszy gwizdek na stadionach w Pradze i Frankfurcie dzieliło dokładnie trzydzieści minut, ale czas, który upłynął pomiędzy pierwszymi tego wieczora golami na obu obiektach, można było liczyć w sekundach. Najpierw w Niemczech prawym skrzydłem urwała się Felicia Schröder i na raty – przy drobnej pomocy ze strony Moniki Jusu Bah – dostarczyła futbolówkę pod nogi Alvy Selerud, która tak doskonałej okazji zmarnować po prostu nie mogła. Tym bardziej, że dosłownie chwilę wcześniej była wahadłowa Linköping jeden pojedynek oko w oko z Liną Altenburg już przegrała i zwyczajnie głupio byłoby zaczynać mecz od dwóch podobnych kiksów. Cieszyło się Häcken, cieszyło się Västergötland, a dosłownie po chwili podobny okrzyk radości w zupełnie innej części naszego kontynentu mogli wznieść fani ubrani w tradycyjne i coraz bardziej rozpoznawane na całym świecie zielono-białe barwy Hammarby. I zupełnie jak w niedawnym półfinale Pucharu Szwecji na listę strzelczyń wpisała się pozyskana tej zimy z norweskiego Rosenborga Elin Sørum, stawiając w ten sposób pieczęć na naprawdę solidnym występie podopiecznych trenera Strömberga w pierwszej połowie.

Po przerwie oba nasze kluby przejściowo utraciły kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami, co dziwić mogło szczególnie w przypadku wcześniej dominujących nad swoimi rywalkami zawodniczek Bajen. To one poznały także gorzki smak uraty gola po tym, jak strzał w poprzeczkę Micheli Khyrovej do pustej już bramki dobiła głową Antonie Starova. Wyrównujące trafienie okazało się na swój sposób punktem zwrotnym, gdyż od tego momentu praska Sparta jakby uwierzyła w to, że z rywalem z Damallsvenskan można na przestrzeni dwumeczu realnie powalczyć. A gdy swój najlepszy moment dnia wspomniana już niezwykle aktywna w tym fragmencie spotkania Khyrova spuentowała golem na 2-1 dla miejscowych, sytuacja sztokholmianek nagle i niespodziewanie stała się absolutnie nie do pozazdroszczenia. Na szczęście dla Hammarby, na placu gry wciąż znajdowała się Sørum, która do spółki z wprowadzoną chwilę wcześniej na plac gry Mathilde Janzen wypracowała podłączającej się do akcji prawą flanką Sofii Reidy sytuację z gatunku tych nie do zmarnowania. A ponieważ gościnie ze Szwecji absolutnie nie przyjechały tu po remis, to już w doliczonym czasie gry szalę zwycięstwa na ich stronę ponownie przechyliła coraz częściej nazywana kolejnym cudownym dzieckiem akademii Bajen Fanny Peterson, która najwidoczniej na swoim koncie zapisuje wyłącznie gole nieprzeciętnej urody. W tym samym czasie we Frankfurcie Häcken bronił się szczęśliwie, mądrze, a na dodatek skrupulatnie korzystał z tego, że wyjątkowo niepewnie w defensywie trzeciej siły Bundesligi spisywała się dziś weteranka Sara Doorsoun. Była reprezentantka Niemiec najpierw w wyjątkowo niekontrolowany sposób wycięła równo z trawą Felicię Schröder, a następnie – choć chyba niekoniecznie w ramach rewanżu – dwukrotnie otworzyła swoim niefrasobliwym zachowaniem rewelacyjnej nastolatce z Västergötland autostradę do własnej bramki. A ponieważ Schröder prezenty ewidentnie lubi, to najpierw pokonała źle ustawioną Altenburg uderzeniem niemal z połowy boiska (nota bene: golkiperka Eintrachtu w tej konkretnej sytuacji powinna obejrzeć czerwoną kartkę), a następnie poprawiła jeszcze pewnym strzałem po dalszym słupku, ustalając wynik rywalizacji na 3-0. I nawet jeśli ani trochę nie oddaje on przebiegu dzisiejszego starcia, to osłabiony i waleczny Häcken bez wątpienia zasłużył na piękną, zespołową laurkę, a nazwiska Akgün, Selrrud, czy Palmadottir nie raz przyśnią się sympatykom legendarnej ekipy z Franfurtu w najbliższych dniach. A my życzymy sobie wyłącznie tego, aby sny te nie zakończyły się gwałtownym przebudzeniem już w najbliższy czwartek, gdyż póki co – sytuacja wyjściowa wydaje się być bardziej niż satysfakcjonująca.


Komplet wyników: