Śnieżny dramat

slegers

Trenerka Rosengård Renée Slegers zdecydowanie ma o czym myśleć (Fot. UEFA)

Sytuacja przed prawdopodobnie najważniejszym meczem piłkarek Rosengård w tegorocznej edycji Ligi Mistrzyń była banalnie prosta. Przynajmniej dwubramkowe zwycięstwo mocno przybliżało drużynę prowadzoną przez Renée Slegers do zajęcia trzeciej lokaty w końcowej tabeli grupy D, zaś jakakolwiek wygrana była gwarantem bezcennych punktów do rankingu UEFA, których obecnie pilnie potrzebuje nie tylko zespół z Malmö, ale cała szwedzka piłka klubowa. Najbardziej liczyliśmy jednak po prostu na dobrą postawę gospodyń, gdyż to, co mistrzynie Damallsvenskan zaprezentowały przed dwoma tygodniami na boisku nieopodal Lizbony, wzbudziło w nas delikatny niesmak. Przed pierwszym gwizdkiem trochę żartowaliśmy, że przyjezdne z południa Europy mogą przestraszyć się ujemnej temperatury oraz padającego w stolicy Skanii śniegu, ale stosunkowo szybko przekonaliśmy się, że to zawodniczki z Portugalii czują się na murawie Malmö IP zdecydowanie bardziej komfortowo. A liczenie na sprzyjające warunki atmosferyczne skończyło się w momencie, gdy zobaczyliśmy, w jakim stroju na rozgrzewkę wyszła chociażby Kika Nazareth. O ile jednak zawodniczki z Lizbony nie przeżyły w grudniowym, skandynawskim mrozie szoku termicznego, o tyle prawdziwy szok poznawczy dosłownie za chwilę miał stać się udziałem ponad tysięcznej grupy najwierniejszych sympatyków Rosengård, którzy ostatecznie zdecydowali się spędzić środowy wieczór na trybunach. Bo długimi momentami można było odnieść wrażenie, że oto do Skanii przyjechał Lyon lub inna Barcelona, nie zaś tylko mistrz Portugalii.

Pierwszy strzał na bramkę Rute Costy gospodynie oddały w dwudziestej minucie gry, drugi natomiast równo po upływie pół godziny. Jak na ironię, tak skromny dorobek wystarczył jednak, aby przez chwilę cieszyć się całkowicie niezasłużonym prowadzeniem. Mia Persson popisała się skutecznym pressingiem i przytomnym odegraniem do Olivii Schough, a skrzydłowa Rosengård uderzyła w swoim stylu i po chwili utonęła w objęciach koleżanek z drużyny. Kopnięta przez reprezentantkę Szwecji futbolówka po drodze odbiła się jeszcze od Paulety, ale skoro w sporcie czasami trzeba mieć trochę szczęścia, to dla mistrzyń Szwecji był to właśnie ten moment. Strzelony gol sprawił, że przez pięć kolejnych minut piłkarki z Malmö potrafiły nawet skutecznie przenieść ciężar gry na połowę rywalek, ale niestety były to wyłącznie miłe złego początki. Bo później – wyłączając może kilka ofensywnych zrywów w samej końcówce spotkania – na murawie w Malmö chęć gry w piłkę wykazywała wyłącznie jedna drużyna. I nie były nią niestety podopieczne Renée Slegers, a mające w swojej kadrze kilkanaście zawodniczek z półprofesjonalnymi kontraktami przyjezdne z Portugalii. I jest to naprawdę smutne podsumowanie tego, w którym miejscu znalazła się w tej chwili szwedzka piłka w wydaniu klubowym.

W zespole Rosengård na zdecydowanie najwyższą notę zasłużyła dziś australijska golkiperka Teagan Micah, która kilkoma najwyższej próby interwencjami bardzo długo utrzymywała swoją drużynę w grze. Niestety, najlepsza zawodniczka FCR swój udział w meczu zakończyła mocno przedwcześnie, w wyniku groźnie wyglądającej kolizji w polu karnym. Mały plusik możemy postawić ponadto przy nazwisku Frederikke Thøgersen, niesamowicie aktywnej przede wszystkim w początkowej fazie meczu. W tym miejscu kończy się jednak wyliczanie pozytywów po szwedzkiej stronie, bo nawet wykazujące zazwyczaj sporą chęć do gry Schough czy Bredgaard notowały dziś zdecydowanie więcej nieudanych zagrań. Pod nieobecność Emmy Berglund i Rebecki Knaak z bardzo słabej strony pokazała się również formacja defensywna FCR. I nawet jeśli gdzieś w środku mogliśmy spodziewać się, że stosunkowo mało zwrotne Lundgren i Arnardottir mogą być raz po raz wkręcane w ziemię przez zdecydowanie bardziej techniczne Portugalki, to już przegrywane przez Jessikę Wik oraz Fionę Brown pojedynki fizyczne były dla nas ogromnym zaskoczeniem. Podobnie zresztą, jak łatwość, z jaką Benfica kreowała sobie kolejne bramkowe sytuacje. Czasami wystarczyło tylko jedno dokładne prostopadłe podanie lub jeden prosty zwód i cała defensywa mistrzyń Szwecji sypała się niczym źle postawiony domek z kart.

Tak naprawdę przyjezdne mogły pokusić się w stolicy Skanii o zdecydowanie bardziej okazałe zwycięstwo, ale hat-tricka pozbawił Cloe Lacasse minimalny spalony, a po uderzeniu Jessiki Silvy w sukurs gospodyniom przyszła poprzeczka. Poza tym, jeden z najlepszych meczów na szwedzkich boiskach rozegrała wspomniana już wcześniej Teagan Micah, co jednak tylko trochę utrudniło gościom zadanie. Doceniając w pełni klasę sportową takich zawodniczek jak Kika czy Nycole, nie możemy jednak nie zadawać niewygodnych pytań o postawę Rosengård. Bo przegrać, nawet z teoretycznie słabszym kadrowo rywalem, oczywiście można, ale styl w jakim najlepszy zespół Damallsvenskan rozegrał właśnie dwumecz z mistrzyniami Portugalii, jest już zdecydowanie poniżej jakiegokolwiek akceptowalnego poziomu. Kadrę Rosengård stanowią bowiem profesjonalistki, wielokrotne reprezentantki liczących się na futbolowej mapie świata krajów, a sama Therese Sjögran nie tak dawno chwaliła głębię składu na wielu kluczowych pozycjach. Skoro zatem jest tak dobrze, to dlaczego na murawie wygląda to tak źle? I czy z tej drogi w ogóle da się jeszcze w miarę skutecznie zawrócić? Te pytania zapewne przynajmniej do wiosny pozostaną jednak bez jednoznacznej odpowiedzi.

fcrslb

Krajowa kadra na Algarve

Powrót legendy, posiłki z NWSL i zimowe urlopy dla piłkarek Rosengård – tak w największym skrócie można podsumować kluczowe momenty wtorkowej konferencji szwedzkiego selekcjonera. O ile jednak w temacie powołania dla nieobecnej w ostatnich miesiącach Hedvig Lindahl trudno doszukiwać się większych kontrowersji, o tyle gorące dyskusje na linii Peter Gerhardsson – Therese Sjögran wzbudziły niemało kontrowersji. Jedni konsekwentnie stali na stanowisku, że szczególnie w roku mundialowym kadra powinna stanowić absolutny priorytet, inni natomiast w pełni zgadzali się z argumentami dyrektorki sportowej mistrzyń Szwecji, która nie bez racji zauważała, że przy obecnym terminarzu ligi oraz europejskich pucharów styczeń jest jedynym miesiącem, w którym piłkarki Rosengård mogą pozwolić sobie na nieco dłuższy urlop. Koniec końców w samolocie lecącym do Portugalii nie znajdzie się żadna z zawodniczek z Malmö i jest to chyba rozwiązanie najbardziej optymalne. Teraz pozostaje już tylko czekać na ogłoszenie, czy na styczniowy termin uda się zakontraktować jakiś mecz towarzyski (niezmiennie prowadzone są w tym kierunku intensywne działania), a następnie liczyć na to, że portugalskie zgrupowanie okaże się niezwykle owocnym początkiem bardzo ważnego dla kadry roku. Bo to ostatnie zdecydowanie leży we wspólnym interesie nas wszystkich.

kadra

******

Zimowa sceneria z reguły kojarzy nam się przede wszystkim z bardziej lub mniej intensywnym okienkiem transferowym, ale w tym roku o odpowiednią dawkę emocji postarała się Komisja Licencyjna, która tym razem wyjątkowo postanowiła stanąć na wysokości zadania. Decyzja o karnej degradacji klubu z Eskilstuny boli oczywiście nie tylko sympatyków United, ale wszystkich, którzy chcieliby, aby ostateczne rozstrzygnięcia zapadały wyłącznie na murawie, w wyniku sportowej rywalizacji. Musimy jednak mieć na uwadze fakt, że w podobno profesjonalnej lidze nie powinno być miejsca na nieprofesjonalne zarządzanie, a z takim procederem (na niemałą zresztą skalę) mieliśmy ostatnimi czasy do czynienia na Tunavallen. Na chwilę obecną wolne miejsce w najwyższej klasie rozgrywkowej przejmuje pokonana z barażu Uppsala, ale cała ta licencyjna saga może jeszcze potrwać przynajmniej kilka tygodni, gdyż klubowi z Sörmland wciąż przysługuje odwołanie od wczorajszej decyzji. Tak, czy inaczej, zima 2002-23 w Damallsvenskan zapowiada się wyjątkowo gorąco, choć przyczyny takiego stanu rzeczy niekoniecznie napawają nas optymizmem.

Powody do zadowolenia mogą za to mieć kibice w Linköping, gdyż łączony ostatnimi czasy między innymi z wakującą posadą menedżera angielskiego Brighton Andrée Jeglertz zdecydował się przedłużyć o kolejny rok umowę z klubem z Östergötland. A ponowne roszady na ławce trenerskiej byłyby chyba najgorszym możliwym scenariuszem z perspektywy wciąż szukającego stabilizacji zespołu. W Linköping nie próżnują także w kwestii budowy kadry zawodniczej: kontrakt z zespołem podpisała już młodzieżowa reprezentantka Szwecji Felicia Saving, a wiele wskazuje na to, że w najbliższych dniach ogłoszone zostaną jeszcze dwa równie ekscytujące nazwiska, które bardzo wzmocnią rywalizację w przednich formacjach LFC.

Algarve? Tak, ale nieco wcześniej

contentmedium

Przygotowania do swojego drugiego mundialu w roli selekcjonera Peter Gerhardsson rozpocznie na portugalskim wybrzeżu Algarve (Fot. Bildbyrån)

Choć w przyszłym roku nie zostanie rozegrany tradycyjny turniej towarzyski o Puchar Algarve, to wcale nie jest to równoznaczne z tym, że kadra Petera Gerhardssona będzie omijać gościnne, portugalskie wybrzeże szerokim łukiem. Z tą jednak różnicą, że w Faro i okolicach pojawi się wyjątkowo nie w lutym, a w styczniu i w składzie wyłącznie krajowym. Całe zgrupowanie odbędzie się bowiem poza oficjalnym okienkiem reprezentacyjnym FIFA, w związku z czym nie będą mogły pojawić się na nim zawodniczki występujące na co dzień w klubach zagranicznych. Przedstawicielki Damallsvenskan mają jednak w tym terminie wolne, a skoro tak, to zaistniałą okazję warto wykorzystać, gdyż każdy spędzony wspólnie dzień oraz każda przepracowana razem jednostka treningowa mogą okazać się w perspektywie mundialu bezcenne. A czasu na eksperymenty, zarówno te taktyczne, jak i personalne, będzie w przyszłym roku mniej niż kiedykolwiek wcześniej.

Zimową eskapadę na południe Europy zachwala także sam selekcjoner, wychodząc najwyraźniej z bardzo podobnego założenia. To bardzo dobry sygnał, że będziemy mogli przeprowadzić to styczniowe zgrupowanie. Przed mistrzostwami dostaniemy od FIFA tylko dwa oficjalne terminy na wiosnę, więc ważna jest każda dodatkowa okazja na obejrzenie zawodniczek w warunkach reprezentacyjnych i dokonanie przeglądu kadr. Co więcej, będzie to również szansa, aby piłkarki, o których myślimy w kontekście kadry bardziej długoterminowo, lepiej poznały naszą etykę pracy i całą otoczkę towarzyszącą zgrupowaniom – podsumował Gerhardsson. I trudno nie przyznać mu racji, bo jeśli całe to zamieszanie ma przynieść efekt w postaci wyklarowania się dla kadry choćby jednego nazwiska lub jednego schematu, to zdecydowanie warto w tym kierunku podążać. A z doświadczenia wiemy, że akurat ten sztab szkoleniowy nie zwykł w analogicznych okolicznościach marnować nawet pojedynczego dnia.

Trzymając zatem kciuki za powodzenie misji Algarve informujemy, że do słonecznego nawet o tej porze roku Faro szwedzkie kadrowiczki udadzą się 9. stycznia, a powrót do kraju zaplanowano dokładnie osiem dni później. Na ten moment nie jest jeszcze przesądzone, czy uda się w tym okresie rozegrać jakiś mecz kontrolny, choć szwedzka federacja dołoży wszelkich starań, aby przynajmniej jedno takie spotkanie udało się zakontraktować. Gdyby wysiłki te zakończyły się ostatecznie powodzeniem, to pomimo teoretycznie mało korzystnego terminu, byłby to niewątpliwie cenny sprawdzian, a przy okazji odskocznia od tradycyjnej, zimowej rutyny dla samych piłkarek. A my, w zależności od wyniku i przebiegu gry, dostalibyśmy jeszcze jeden argument, aby narzekać lub wychwalać (niepotrzebne skreślić) naszą kochaną Damallsvenskan nawet w środku zimy, gdy za oknami sypać będzie (miejmy nadzieję) śnieg. Co także, nawiasem mówiąc, brzmi jak całkiem ciekawa propozycja na intensywne rozpoczęcie nowego, mundialowego roku.

Bardzo Pewnie

BP_01-NollEttFirande-848x400

Piłkarki ze stolicy zaskakująco łatwo odprawiły w barażu Uppsalę (Fot. Erik Bjemulf)

Piłkarski kalendarz ułożył się nam tak, że ostatnimi akordami roku w szwedzkiej piłce klubowej miały być występy Rosengård w fazie grupowej Ligi Mistrzyń, a także barażowy dwumecz o prawo gry na poziomie Damallsvenskan w sezonie 2023. I trzeba przyznać, że perspektywa rywalizacji Brommy z Uppsalą z perspektywy neutralnego widza zapowiadała się naprawdę interesująco. Oczywiście, nikt pozostający przy zdrowych zmysłach nie liczył tu na wyrafinowany pokaz pierwszoligowej piłki, ale jednak mogliśmy przynajmniej spodziewać się 180 minut bezwzględnej rywalizacji o każdy milimetr boiska, z której każda ze stron może wyjść zwycięsko. Co więcej, nie brakowało całkiem logicznych argumentów przemawiających za tym, że to drugoligowiec przystąpi do tego starcia z pozycji minimalnego faworyta, bo przecież w kadrze Brommy próżno szukać zawodniczek tak kreatywnych jak Hiszpanka Rosa Herreros, czy tak skutecznych i efektywnych jak amerykańska snajperka Nicole Robertson. Atutem sztokholmianek miała być natomiast defensywa, bo nawet jeśli Shannon Woeller i Vaila Barsley zdecydowanie znajdują się już na etapie post-prime, to na tle przeciwniczek z Elitettan ich spokój i doświadczenie jak najbardziej wciąż stanowią wartość dodaną. A i boczne defensorki w osobach solidnej Wilmy Wärulf oraz byłej reprezentantki Rosji Aleksandry Łobanowej również miały odegrać niemałą rolę w tym, aby w najważniejszym dwumeczu jesieni zadbać o upragnione zero po stronie strat.

Miało być zatem ciekawie i emocjonująco, ale z zapowiadanego starcia kreatywnej ofensywy ze zbilansowaną defensywą w praktyce nie wyszło nic. Piłkarki ze Sztokholmu wyszły na murawę stadionu w Uppsali jak po swoje i to one, pomimo faktu gry na wyjeździe, całkowicie zdominowały pierwszy mecz serii. Aż dziw bierze, że kwestii pozostania w najwyższej klasie rozgrywkowej nie udało im się załatwić już wtedy, ale jakimś dziwnym zrządzeniem losu futbolówka ani myślała wpadać wówczas do siatki gospodyń. Kto wie, być może zabrakło im właśnie nieco większej jakości z przodu, ale o poprawę humoru w obozie Brommy skutecznie zadbała Linnéa Selberg, gdyż to właśnie gol samobójczy jej autorstwa pozwolił zawodniczkom ze stolicy przystąpić do rewanżu przynajmniej ze skromną zaliczką. Przed rozpoczęciem rywalizacji na Grimsta IP piłkarki z Uppsali odgrażały się wprawdzie, że nie wszystko jeszcze stracone, a poprzedni weekend był tylko i wyłącznie mało przyjemną wpadką, ale wystarczyło osiem minut gry, aby te odważne zapowiedzi zostały w sposób niezwykle bolesny skonfrontowane z rzeczywistością. Strzegąca dostępu do bramki Uppsali Caroline Forsgren najpierw przepuściła do siatki niegroźny strzał Alice Ahlberg z rzutu wolnego, a następnie w sposób całkowicie niewytłumaczalny przegrała górną piłkę z Mathildą Johansson Prakt i w zasadzie można było się rozejść. A przesadnego tłoku przy bramkach i tak by nie było, bo patrząc po frekwencji, kwestia pozostania w najwyższej klasie rozgrywkowej ewidentnie kibiców z zachodnich przedmieść Sztokholmu nie grzała. Podobnie zresztą jak perspektywa awansu do Damallsvenskan fanów Uppsali, choć ci ostatni mogą przynajmniej powiedzieć, że przeczucie ich specjalnie nie myliło, a przynajmniej udało się zaoszczędzić nieco czasu, pieniędzy i nerwów.

Tym samym poznaliśmy już pełny skład Damallsvenskan na sezon 2023. Mając jednak na uwadze, jak bezradna na tle pierwszoligowego dostarczyciela punktów okazała się czołowa siła Elitettan, raz jeszcze możemy głośno zastanowić się nad sensem ubiegłorocznej reformy rozgrywek, a w zasadzie jego brakiem. To wszystko powinno jednak stanowić niezwykle cenną lekcję dla włodarzy klubów z Växjö oraz Norrköping, których już za chwilę czeka niezwykle intensywna zima i kluczowe okienko transferowe. Bo to właśnie od niego w zdecydowanie największym stopniu może zależeć, czy beniaminkowie już na starcie zostaną skazani na egzystencję w dolnych rejonach tabeli, czy może uda im się pokusić o coś więcej. Dla dobra szwedzkiej piłki zdecydowanie preferowalibyśmy opcję numer dwa i choć póki co wydaje się ona znacznie mniej realna, to mocno trzymamy za nią kciuki, bo solidna i możliwie wyrównana liga jest wspólnym interesem nas wszystkich, bez względu na prywatne sympatie i antypatie. Tak, czy inaczej, piłkarkom z Brommy gratulujemy oczywiście utrzymania i życzymy, aby kolejny sezon również w ich wykonaniu okazał się zdecydowanie lepszym od tego, który właśnie udało się naprawdę miłym akcentem zakończyć.

Na dnie Europy

cloe

Gol Cloe Lacasse szybko pozbawił złudzeń kibiców z Malmö (Fot. SL Benfica)

Gdy nieco ponad dwanaście miesięcy temu ówczesne mistrzynie Szwecji udały się w podróż na przedmieścia portugalskiej stolicy, udało im się przywieźć stamtąd skromną wygraną po golu Elin Rubensson z rzutu karnego. Od tamtych wydarzeń upłynął rok i historia na kameralnym stadionie w Seixal do pewnego stopnia się powtórzyła. Losy rywalizacji o bezcenne punkty w fazie grupowej Ligi Mistrzyń ponownie rozstrzygnęło bowiem jedno trafienie, choć tym razem nie było ono autorstwa żadnej z piłkarek gości. Na listę strzelczyń wpisała się za to Kanadyjka Cloe Lacasse, biorąc w swoje ręce sprawy po prostopadłym, choć trochę przypadkowym zagraniu Catariny Amado. Wykończenie akcji było już jednak absolutnie najwyższej próby i tutaj o żadnym szczęściu nie było już mowy. 29-letnia napastniczka najpierw bez większych problemów poradziła sobie z Bianką Schmidt, następnie ośmieszyła próbującą ratować sytuację Gudrun Arnardottir i spokojnym strzałem przy dalszym słupku wyprowadziła swój zespół na prowadzenie. A że – jak już ustaliliśmy – więcej goli tego wieczora nie padło, to Benfica sięgnęła w dzisiejszej rywalizacji po pełną pulę. I choć nie zagrała wcale wielkiego meczu, to na rywalki z Damallsvenskan taka gra w zupełności wystarczyła i nie mamy prawa mówić tu o jakimkolwiek niedosycie. I to jest chyba w tym wszystkim najbardziej przygnębiające.

Opisana powyżej bramkowa akcja miała miejsce w 23. minucie i trzeba przyznać, że do tego momentu gra Rosengård wyglądała naprawdę nieźle. Nie byliśmy oczywiście świadkami żadnej dominacji ze strony mistrzyń Szwecji, ale jednak dynamiczne, ofensywne próby Sofie Bredgaard i Olivii Schough dawały się lizbońskiej defensywie mocno we znaki. Nie brakowało także stałych fragmentów gry, choć w ich przypadku ilość niestety nijak nie przekładała się na jakość. I był to swego rodzaju problem, gdyż właśnie ten aspekt piłkarskiego rzemiosła miał być niezwykle istotnym punktem planu nakreślonego przez Renée Slegers. Holenderska trenerka mogła rzecz jasna żałować, że z powodu kontuzji w Lizbonie nieobecne były Emma Berglund oraz Rebecca Knaak, gdyż to właśnie ta dwójka w zdecydowanie największym stopniu odpowiadała za finalizację dośrodkowań ze stojącej piłki na boiskach ligowych, ale byłoby to usprawiedliwienie cokolwiek tanie. Bo jeśli aspirujemy do tego, aby podejmować rywalizację na poziomie fazy grupowej Ligi Mistrzyń, to nie mamy prawa opierać swojej gry na pojedynczych schematach i pojedynczych wykonawczyniach. A piłkarkom z Malmö ewidentnie zabrakło dziś pomysłu i sportowej jakości. I właśnie o to, a także o kompletnie niewytłumaczalną zapaść bezpośrednio po straconym golu, możemy mieć do nich największe pretensje. Bo prawda wygląda tak, że gdyby Benfice faktycznie dopisywało tego wieczora szczęście, to na przerwę mistrzynie Portugalii schodziłyby już z trzybramkową zaliczką i byłby to niestety rezultat tyle wstydliwy, co zasłużony.

Początek drugiej połowy nie przyniósł niestety zmiany na lepsze, w związku z czym trenerka Slegers musiała szybko reagować. Dobrym posunięciem okazało się na pewno ściągnięcie z placu gry elektrycznej Bianki Schmidt przy jednoczesnym przesunięciu Jessiki Wik na środek defensywy. Była reprezentantka Szwecji nie jest oczywiście przyzwyczajona do występów w roli stoperki, ale pomimo tego jej współpraca z Arnardottir pozwoliła zawodniczkom ze Skanii uspokoić grę w tym newralgicznym sektorze boiska. A było to o tyle istotne, że gospodynie ani myślały zwalniać tempa, z czym całkowicie nieprzygotowane do takiej intensywności mistrzynie Damallsvenskan w ogóle sobie nie radziły. A my raz jeszcze przekonaliśmy się, że kopiąc na co dzień z Kalmarem i AIK, do rywalizacji na choćby przeciętnym, europejskim poziomie się nie przygotujesz. Rosengård względną kontrolę nad wydarzeniami uzyskał dopiero w ostatnim kwadransie, kiedy na pierwszy plan zaczęły wysuwać się aspekty czysto motoryczne. W przeciwieństwie do meczu przeciwko Brann, tym razem jednak nie udało się przekuć tego na wyrównującego gola, choć pokusić o niego mogła się chociażby rezerwowa Karin Lundin. Skoro jednak zarówno ona, jak i nieco wcześniej Loreta Kullashi, potykały się na tak prostych elementach jak kierunkowe przyjęcie piłki, to o żadnym cudownym powrocie nie mogło być jednak mowy. A w doliczonym czasie gry Benfica raz jeszcze przycisnęła, zupełnie jakby chciała bez wątpliwości udowodnić komu należały się w tym starciu trzy punkty. Choć co do tego ostatniego, nikt nie miał chyba żadnych wątpliwości.

Terminarz ułożył się tak, że swój najważniejszy w tegorocznej Lidze Mistrzyń mecz piłkarki Rosengård rozegrają już 7. grudnia, kiedy to na stadion w Malmö zawita właśnie Benfica. Zwycięstwo różnicą przynajmniej dwóch goli powinno zagwarantować mistrzyniom Szwecji trzecie miejsce w grupie, a jakakolwiek wygrana najpewniej oznaczać będzie trzy miejsca dla Damallsvenskan w eliminacjach Lig Mistrzyń 2024/25. Stawka spotkania będzie więc nader wysoka i choć po dzisiejszej, iberyjskiej lekcji nastroje u nas raczej minorowe, to pamiętajmy, że za dwa tygodnie czeka nas całkiem inny mecz o – miejmy nadzieję – kompletnie różnym przebiegu. Szwedzkie kluby swego czasu wielokrotnie udowadniały, że akurat rewanże to zdecydowanie ich domena i naprawdę miło byłoby do tej tradycji nawiązać, bo w przeciwnym razie czekać nas mogą niezwykle trudne lata. A takiego scenariusza bardzo przecież nie chcemy.

03

Geografia ustawia puchar

contentmedium

Reorganizacja zmagań o Puchar Szwecji miała nieść za sobą dwa nadrzędne cele. Pierwszym z nich było stworzenie klubom Damallsvenskan i Elitettan platformy do wcześniejszego wejścia w sezon i tutaj perspektywa rozgrywania przynajmniej trzech meczów o punkty na przełomie lutego i marca jak najbardziej zdaje egzamin. Drugim, nie mniej istotnym, miało być podniesienie prestiżu pozostających niezmiennie nieco w cieniu rozgrywek, co chyba jednak nie do końca się powiodło. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest całkiem sporo, ale system przydzielania ekip do rzeczonych grup z całą pewnością znajduje się na jednym z czołowych miejsc. W piłkarskiej centrali zdecydowano bowiem, że ze względów logistyczno-ekonomicznych nadrzędnym kryterium będzie tu geografia i choć każdy kolejny sezon udowadnia, że było to założenie cokolwiek błędne, to na jakąkolwiek poważniejszą refleksję póki co nie możemy tu liczyć. Choć coraz bardziej otwarte głosy krytyki płyną nawet z samych klubów i to zarówno tych z teoretycznie pokrzywdzonego aktualnym regulaminem Południa, jak i z teoretycznie uprzywilejowanej obecnym podziałem Północy.

Póki co mamy jednak to, co mamy, a skoro tak, to już w lutym, w pierwszej kolejce fazy grupowej, czeka nas ewentualny, przedwczesny finał w postaci derbów Skanii. Na stadionie w Malmö podopieczne trenerki Renée Slegers podejmą zawsze groźny Kristianstad i postarają się ponownie znaleźć sposób na powstrzymanie niezwykle bramkostrzelnej Evelyne Viens, która dopiero co związała się ze swoim klubem nową, dwuletnią umową. W tej samej grupie znalazły się ponadto piłkarki z Linköping i trochę szkoda, że w wyniku regulaminowego absurdu na etapie półfinałów obejrzymy co najwyżej jedną z czterech najlepszych ekip Damallsvenskan sezonu 2022. O nieco większym szczęściu mogą natomiast mówić w Hisingen, choć rywalizacja z tercetem Vittsjö – Örebro – Växjö wcale nie musi okazać się dla wicemistrzyń z Häcken przyjemnym spacerkiem po parku. Zdecydowane faworytki możemy natomiast wskazać w obu grupach Północy, gdzie brak awansu Hammarby do najlepszej czwórki byłby chyba największą sensacją, jaką może nam przynieść faza grupowa. W roli pretendentek do zajęcia pierwszego miejsca przystąpią do rywalizacji także piłkarki z Piteå, choć podopiecznym Stellana Carlssona szyki spróbuje pomieszać przede wszystkim stołeczne Djurgården. I już tradycyjnie nie będzie w tej swojej misji bez szans, choć fani Dumy Sztokholmu przeżyli ostatnimi czasy tak wiele rozczarowań, że może lepiej po prostu przystąpić do nowego sezonu bez przesadnie rozdmuchanych oczekiwań i liczyć na to, że tym razem nadszedł czas na wyłącznie pozytywne niespodzianki.


Faza grupowa Pucharu Szwecji 2023:

Grupa 1: Rosengård, Linköping, Kristianstad, Alingsås

Grupa 2: Häcken, Vittsjö, Örebro, Växjö

Grupa 3: Hammarby, Eskilstuna, Bromma, Uppsala

Grupa 4: Piteå, Djurgården, Umeå, AIK