Raz, dwa – i Anglia pokonana

jakobsson_1_0

Sobia Jakobsson pięknym lobem otworzyła wynik spotkania (Fot. SvFF)

Trzeba było listopada i wyjazdu na Wyspy Brytyjskie, aby reprezentacja Szwecji w końcu rozegrała mecz w sprzyjających warunkach pogodowych. Podopiecznym Petera Gerhardssona sprzyjała dziś jednak nie tylko aura i już w dwudziestej sekundzie rywalizacji Carly Telford mogła wyciągać futbolówkę z siatki po składnej akcji kombinacyjnej zapoczątkowanej przez Jonnę Andersson. Sytuacyjny strzał Kosovare Asllani okazał się wprawdzie minimalnie niecelny, ale była to tylko zapowiedź fantastycznego, piłkarskiego popołudnia w wykonaniu szwedzkich piłkarek.

Przed pierwszym gwizdkiem Słowaczki Petry Pavlikovej długo zastanawialiśmy się nad najbardziej prawdopodobnym zestawieniem ofensywnego tercetu pod nieobecność Stiny Blackstenius. Wariant z Anną Anvegård na szpicy wydawał się nam najlepszą opcją i – jak się ostatecznie okazało – tą samą drogą podążył szwedzki selekcjoner. Tuż za plecami napastniczki Växjö operować miała niesamowicie efektywna tej jesieni Asllani, która za kadencji Gerhardssona przeżywa zdecydowanie najbardziej udany okres w swej niekrótkiej już przecież reprezentacyjnej karierze, a ustawiona nominalnie nieco bliżej linii bocznej Sofia Jakobsson raz po raz zbiegała w pobliże sektorów centralnych, dezorientując w ten sposób dobrze zazwyczaj zorganizowaną angielską defensywę. W 20. minucie meczu tej wielokrotnie chwalonej przez trenera Neville’a formacji zabrakło jednak zdecydowania, w efekcie czego wspomniana Jakobsson mogła nie tylko swobodnie przemieścić się z piłką przy nodze wzdłuż linii szesnastego metra bez jakiejkolwiek presji ze strony obrończyń, ale nawet na spokojnie ustawić sobie futbolówkę i przymierzyć idealnie między rękawicę źle ustawionej Telford, a poprzeczkę angielskiej bramki. W taki właśnie sposób Szwedki znalazły się na prowadzeniu, które niespełna kwadrans później udało im się podwyższyć. Gol na 2-0 mógł nawet paść kilkadziesiąt sekund wcześniej, ale wówczas zamykającej na dalszym słupku dośrodkowanie Eriksson Caroline Seger zabrakło do pełni szczęścia kilku centymetrów. Gospodynie zlekceważyły jednak to ostrzeżenie i po chwili musiały za taką postawę naprawdę słono zapłacić. Po kolejnym rzucie rożnym wszędobylska Asllani wygrała ważną przebitkę w polu karnym, a pozostawiona zupełnie bez opieki Anvegård pewnym, mierzonym uderzeniem otworzyła swój reprezentacyjny licznik, który – miejmy nadzieję – będzie tykał jak najdłużej. Zgodnie z przewidywaniami, po stracie drugiego gola grające w swoim nominalnie najsilniejszym składzie Angielki jeszcze odważniej i bardziej zdecydowanie rzuciły się do odrabiania strat, ale przed przerwą nie udało im się wykreować choćby jednego poważnego zagrożenia pod bramką Hedvig Lindahl. Duża w tym zasługa całego szwedzkiego bloku defensywnego, który w sześcio-, a w razie potrzeby i w siedmioosobowym składzie wzorowo wykorzystywał każdy, najmniejszy nawet błąd po stronie rywalek. Świetnie na murawie New York Stadium czuła się między innymi Amanda Ilestedt, która zgodnie z instrukcjami selekcjonera przejęła dziś większość obowiązków Nilli Fischer i w roli zastępczyni (a kto wie, czy nie i następczyni) kapitanki Wolfsburga spisała się po prostu znakomicie.

Pierwszy kwadrans drugiej połowy to moment, w którym Angielki okazały się zdecydowanie najgroźniejsze i to właśnie wtedy gospodynie stworzyły sobie najlepsze okazje na to, aby jeszcze wrócić do meczu. Dużo ożywienia do gry zespołu prowadzonego przez trenera Neville’a wniosła przede wszystkim Toni Duggan, a i mało aktywna przed przerwą Nikita Parris wreszcie zaczęła pokazywać dlaczego jest obecnie nazywana jedną z absolutnie czołowych skrzydłowych świata. Czujność wciąż zachowywała jednak szwedzka defensywa, a gdy przyszła taka konieczność, próbkę bramkarskich umiejętności zaprezentowała nam także Lindahl, która – nawiasem mówiąc – zdecydowanie wygrała dziś niezwykle prestiżowy pojedynek dwóch golkiperek londyńskiej Chelsea. Jej interwencje po strzałach Duggan czy Stanway z pewnością były jednym z czynników, które pozwoliły nam dotrwać bez strat bramkowych do końcowego gwizdka, choć równie istotne było to, aby nie dać się zepchnąć coraz bardziej rozpędzającym się rywalkom do zbyt głębokiej defensywy. Żadnego déjà vu z ery słusznie minionej w postaci rozpaczliwego bronienia wyniku na stadionie w Rotheram nie przyszło nam jednak oglądać, a gdyby nie Carly Telford, to rezerwowa Fridolina Rolfö po jednym z błyskawicznych ataków jeszcze podwyższyłaby rezultat. Ostatecznie skończyło się jednak na 2-0, ale najbardziej w tym wszystkim cieszy nie tyle samo zwycięstwo na terenie silniejszego rywala, co styl, w którym zostało ono odniesione. W dzisiejszym wyniku nie ma bowiem ani trochę przypadku – ot, po prostu wygrała drużyna dojrzalsza i lepiej poukładana. I tak jakoś sympatycznie się robi, że znów doczekaliśmy chwili, w której takimi słowami możemy opisywać reprezentację Szwecji.

Piłkarski rok 2018 w reprezentacyjnym wydaniu otworzyliśmy zwycięstwem w Republice Południowej Afryki, a zamknęliśmy zwycięstwem na ziemi brytyjskiej. Po drodze przydarzyło się nam lwowskie tąpnięcie, pechowa porażka w Cremonie, ale przecież nie możemy zapominać przede wszystkim o fantastycznej wiktorii w Viborgu, dzięki której na przełomie czerwca i lipca będziemy w roli aktywnych uczestników emocjonować się wydarzeniami na francuskim mundialu. Na tradycyjne, coroczne podsumowanie roku w ujęciu kadry narodowej przyjdzie jeszcze jednak czas, a póki co pożegnajmy się ze znów szczęśliwą dla nas Anglią, do której mamy nadzieję powrócić latem 2021. I obyśmy wtedy także opuszczali ją w wyśmienitych nastrojach!

Reklamy

Ostatnie szlify przed Anglią

Fotboll, Dam, Algarve Cup 2018, Dag 1, Sverige, TrŠning

Fridolina Rolfö prawdopodobnie będzie mogła zagrać przeciwko Anglii (Fot. Bildbyrån)

Rozgrywki ligowe we wszystkich kategoriach wiekowych zakończone, baraże o awans na szczebel centralny rozstrzygnięte, starcie reprezentacji do lat 23 z rówieśniczkami z Norwegii przegrane (pomimo dwubramkowego prowadzenia po dwudziestu minutach). Rok 2018 w szwedzkiej piłce nożnej ewidentnie zbliża się do końca, ale zanim udamy się na mniej lub bardziej zasłużone urlopy, czekają nas jeszcze dwa bardzo istotne wydarzenia. W niedzielne popołudnie, na wypełnionym do ostatniego miejsca New York Stadium w Rotheram kadra Petera Gerhardssona zmierzy się z Anglią, a w poniedziałkowy wieczór, w równie licznym gronie, świętować będziemy w sztokholmskim Globen zakończenie sezonu. Miejmy nadzieję, że na tę coroczną fetę udamy się w dobrych nastrojach, podbudowani obiecującym występem najważniejszej drużyny w kraju na tle rywala z absolutnie najwyższej, światowej półki.

Trzeba jednak powiedzieć jasno, że w ostatnim tegorocznym meczu, reprezentację Szwecji czeka niezwykle trudne zadanie. O tym, jak wysoko zawieszona jest poprzeczka mogliśmy przekonać się wczoraj, oglądając potyczkę Angielek z Austriaczkami. Jasne, zespół trenera Neville’a był w tamtym starciu zdecydowanym faworytem, ale styl, w którym zawodniczki z Wysp Brytyjskich rozprawiły się z innymi półfinalistkami ubiegłorocznego EURO, musiał budzić szacunek. A nie zapominajmy, że angielski selekcjoner nie skorzystał tym razem z kilku swoich gwiazd, oszczędzając je na niedzielny mecz ze Szwecją. Wystawione w ich miejsce debiutantki spisały się jednak lepiej niż poprawnie; Chioma Ubogagu oraz Georgia Stanway zapisały na swoim koncie premierowe gole w seniorskiej reprezentacji, Ellie Roebuck zachowała czyste konto, a bardzo bliska pokonania Manueli Zinsberger była także Chloe Kelly. Pomimo dobrej i skutecznej postawy potencjalnych zmienniczek, trener Neville w Rotheram najprawdopodobniej postawi jednak od pierwszej minuty na bardziej sprawdzone nazwiska (Houghton, Bronze, Christiansen, Nobbs, Parris), ale akurat z naszej perspektywy zmienia to bardzo niewiele. Angielski selekcjoner i jego sztab dysponują bowiem na tyle szeroką i wyrównaną grupą piłkarek, że bez względu na decyzje taktyczno-personalne, w niedzielę czeka nas starcie z jednym z faworytów do awansu do strefy medalowej na przyszłorocznym mundialu. Tak, reprezentacja Anglii to na tę chwilę bezsprzecznie jeden z czterech najsilniejszych zespołów świata.

Wróćmy jednak do naszych problemów, gdyż tych w przeddzień tak ważnego meczu nie brakuje. Do listy nieobecnych, na której już wcześniej znajdowały się nazwiska Nilli Fischer i Stiny Blackstenius, dołączyła dziś Hanna Glas. Defensorka PSG wciąż uskarża się na problemy z kolanem, w związku z czym jej występ przeciwko Anglii jest absolutnie wykluczony. Szkoda, gdyż podobnie jak to miało miejsce w przypadku piłkarek Wolfsburga oraz Montpellier, Glas była szykowana do gry od pierwszej minuty. Absencja jednych jest jednak równocześnie szansą dla innych, a najbardziej ciekawa rywalizacja toczy się o wypełnienie luki po Stinie Blackstenius. Czy na szpicy zmieni ją klubowa koleżanka Sofia Jakobsson? A może młoda Anna Anvegård wreszcie otrzyma szansę w kadrze na swojej nominalnej pozycji? Te dwa warianty wydają się być najbardziej realne, choć już w trakcie meczu możemy się spodziewać zależnych od aktualnego wyniku roszad. Jedna z nich może zakładać na przykład przesunięcie na fałszywą dziewiątkę jednej z rekonwalescentek (Rolfö lub Hurtig). Lekarz kadry zapewnia, że przynajmniej na ten moment nie ma żadnych przeciwwskazań, aby obie wymienione zawodniczki pojawiły się w niedzielę na murawie, choć raczej mało prawdopodobny jest występ którejkolwiek z nich w pełnym wymiarze czasowym.

Przed pierwszym gwizdkiem trener Gerhardsson nie traci optymizmu i przekonuje nas, że dobrze się składa, że kończymy rok wyjazdowym starciem z tak wysoko notowanym rywalem. Selekcjoner nie bez przyczyny zauważa, że na mundialu też będziemy grali na wyjeździe, a przeciwniczki również należeć będą w zdecydowanej większości do światowej czołówki. Pozostaje życzyć, aby dobry nastrój i pozytywne nastawienie nie opuszczały jego i nas także po zakończeniu ostatniego w tej fazie przygotowań do mundialu meczu szwedzkiej kadry. Piłkarski rok 2018 rozpoczęliśmy od zwycięstwa w dalekiej Afryce, a w jakim stylu go zamkniemy?

A teraz – faza grupowa

jitex

Tak świętują sprawczynie największej pucharowej sensacji (Fot. Jitex BK)

Koniec sezonu ligowego absolutnie nie oznacza końca piłkarskich emocji. W minionym tygodniu rozegrano ostatnie mecze 3. rundy Pucharu Szwecji, które wyłoniły szesnastu uczestników fazy grupowej tych rozgrywek. Niespodzianki? Oczywiście były, a sprawczyniami tej zdecydowanie największej okazały się zawodniczki z Möldnal.

Jitex BK to niezwykle zasłużony dla szwedzkiego futbolu klub, ale ostatnimi czasy sześciokrotne mistrzynie kraju bezskutecznie walczą o powrót na szczebel centralny. Sztuka ta nie udała im się zresztą również w zakończonym właśnie sezonie, ale na Åbyvallen ligowe niepowodzenia odbili sobie z nawiązką w pucharze. W rywalizacji z występującym od siedmiu lat na boiskach Damallsvenskan Vittsjö piłkarki Jitexu z pewnością nie były faworytkami, ale nawet dwa stosunkowo szybko stracone gole nie zmąciły ich wiary w awans do fazy grupowej. I słusznie, gdyż dwubramkową stratę udało się odrobić, a trafienie Elin Hemdal w dogrywce pozwoliło trzecioligowcowi wyrzucić za burtę pierwszoligowca! Tym samym, faktem stała się jedna z największych sensacji w historii rozgrywek. Swoją pucharową przygodą w lutym kontynuować będzie także inny przedstawiciel Division 1 – Ljusdal, który po złotym golu Hayley Dowd w końcowych minutach meczu okazał się lepszy od Umeå.

W pozostałych parach najwięcej emocji przyniosła nam rywalizacja Örebro z Mallbacken, która przeciągnęła się aż do trwającej niemal w nieskończoność serii rzutów karnych. Tę prawdziwą próbę nerwów lepiej wytrzymały koniec końców zawodniczki z Behrn Areny, które mniej więcej pół godziny wcześniej, w ostatniej minucie doliczonego czasu gry, w niesamowicie dramatycznych okolicznościach doprowadziły w ogóle do dogrywki. Nie mniej interesująco było także w Kungsbace, gdzie starcie dwóch przyszłorocznych pierwszoligowców rozstrzygnął gol Nigeryjki Ogonny Chukwudi.

Komplet wyników (w nawiasach poziom rozgrywkowy klubu w sezonie 2019):

Lörby (III) – Kalmar (II) 1-5 (Lagerberg 30. – Haugstad 9., 41. (k), Johansson Prakt 62., 73., Åkerman 90+1.)

Ljusdal (III) – Umeå (II) 1-0 (Dowd 87.)

Infjärden (III) – Piteå (I) 0-10 (Edlund 6., Karlernäs 15., 33., Norheim 17., 59., Aronsson 19., Janogy 27., 44., Henriksson 56., Blomkvist 75.)

Mariebo (III) – Linköping (I) 0-1 (Alidou D’Anjou 61.)

Böljan (III) – Rosengård (I) 1-4 (Rydell 33. – Utland 29., 37., Harrysson 44., Troelsgaard 52. (k))

Örebro (I) – Mallbacken (II) 2-2 (k. 8-7) (F. Svensson 90+3., Steiner 103. – Herczeg 43., Lindgren 96.)

Bollstanäs (III) – Hammarby (II) 1-3 (Lundström 89. (k) – Sjöberg 1., Jansson 52., Kaskie 67.)

Norrköping (III) – Eskilstuna (I) 0-6 (Barsley 13., Karlsson 17., 53., Larsson 20., 51., Tunturi 54.)

Jitex (III) – Vittsjö (I) 3-2 (d.) (Paljevic 34., Mellouk 60., Hemdal 105. – Benediktsson 6., Cameron 27.)

Kungsbacka (I) – Kristianstad (I) 0-1 (Chukwudi 53.)

Asarum (II) – Växjö (I) 1-3 (Eriksson 15. – Holt 19., 51., Johansson 56.)

Dösjöbro (III) – LB 07 (I) 1-4 (Andersson 40. – Hönnudottir 9., 65., 76., Lenir 68.)

Västerås (III) – Djurgården (I) 1-2 (Smith 70. – Norlin 3., Sigurdardottir 76.)

Lidköping (II) – Göteborg (I) 1-4 (Lagerbratt 64. – Schough 11., 17., Blomqvist 53., Rubensson 65. (k))

Kvarnsveden (II) – Uppsala (II) 0-3 (Spitler 23., Mattsson 46., Sjösten 69.)

Bromma (II) – AIK (II) 1-5 (Simonsson 48. (s) – Modin 54., 57., 69., Ammanuel 66., Engström 76.)

Potrójne fiasko Rosengård

F19-Limhamn-Bunkeflo-2018-633x356

Gol dla LB 07 – tak wygrywa się mistrzostwo! (Fot. Tipselit)

Już przed pierwszym gwizdkiem niedzielnego meczu było jasne, że tegoroczny finał młodzieżowych mistrzostw Szwecji będzie czymś więcej niż tradycyjną walką o efektowny puchar i miejsce w galerii zwycięzców. Nie mogło jednak być inaczej, skoro do decydującej batalii stanęły dwa zespoły z tego samego miasta i na dodatek każdy z nich miał na boisku sporo do udowodnienia. Limhamn Bunkeflo chciał przekonać sceptyków, że nieprzypadkowo to właśnie ta drużyna uzbierała najwięcej punktów w sezonie zasadniczym, zaś celem numer jeden dla młodych zawodniczek Rosengård była poprawa nastrojów w klubie po tym, jak w odstępie zaledwie kilku dni podwójne fiasko (w lidze i w europejskich pucharach) zaliczyły seniorki z Malmö IP.

Po pierwszej połowie wydawało się, że to właśnie Rosengård będzie zespołem, który dopnie swego. Świetną partię nie tylko w defensywie rozgrywała Edina Filekovic i to po jej odważnym rajdzie w 18. minucie Anna Plantin doskonale znalazła pozostawioną bez opieki w polu karnym Johannę Limdblom, a ta ostatnia celnym strzałem wyprowadziła swój zespół na prowadzenie. Po zdobyciu gola, piłkarki FCR sprawiały wrażenie drużyny kontrolującej boiskowe wydarzenia i nawet nieplanowana zmiana bramkarki (Angel Mukasa musiała opuścić plac gry ze względu na uraz mięśniowy) nie wytrąciła ich z właściwego rytmu. Limhamn Bunkeflo szczególnie w końcówce tej części gry starał się oczywiście przenieść ciężar gry na połowę Rosengård, ale dyrygowana przez duet Filekovic – Svensson formacja obronna FCR bez większego trudu rozbijała ataki lokalnych rywalek, dzięki czemu rezerwowa golkiperka Wilma Johansson przed przerwą tylko raz musiała wykazać się swoimi bramkarskimi umiejętnościami.

Obraz gry znacząco zmienił się jednak w drugiej połowie, kiedy to sztab szkoleniowy LB 07 desygnował do gry mocno poobijaną po piątkowym półfinale przeciwko Umeå Julię Welin. Osiemnastoletnia pomocniczka, która kilka tygodni temu strzeliła swojego premierowego gola na boiskach Damallsvenskan, nie potrzebowała wiele czasu, aby również w Bosön zaznaczyć swoją obecność na placu gry. Jej dwa gole, z których szczególnie pierwszy wzbudził podziw kibiców w Vinnarhallen, całkowicie odmieniły losy finałowej rywalizacji, a w samej końcówce coraz bardziej bezradne zawodniczki Rosengård skutecznym lobem dobiła jeszcze słynąca z precyzyjnego uderzenia Elina Lenir, wykorzystując fatalne ustawienie Johansson. Zwycięstwo Limhamn Bunkeflo sprawiło, że kolejność z sezonu zasadniczego została zachowana, a piłkarki z nadmorskiej dzielnicy Malmö potwierdziły, że w tym roczniku to one są numerem jeden w Szwecji. Jeśli zaś chodzi o Rosengård, to chyba każdy w tym klubie chciałby, aby ta pełna frustracji i rozczarowań jesień dobiegła wreszcie końca. I tak po ludzku, trudno się nawet takiej postawie dziwić.

Dzień przed finałem na hali w Bosön rozegrano mecz o brązowe medale w kategorii U-19, w którym stołeczny AIK pokonał po pasjonującym boju inną lokalną potęgę młodzieżowego futbolu – zespół Umeå IK. Niezwykle emocjonujące i być może nawet trochę zbyt radosne spotkanie zakończyło się ostatecznie zwycięstwem sztokholmianek w stosunku 5-4, a bohaterką wieczoru została autorka dwóch goli – siedemnastoletnia napastniczka AIK Elsa Törnblom. Dla bardzo dbającego o swoją akademię klubu ze stolicy był to kolejny w tym roku sukces; przypomnijmy, że w październiku po tytuł najlepszej drużyny w Szwecji w swojej kategorii wiekowej sięgnęły szesnastolatki z AIK, które w finale ukazały się lepsze od zawodniczek Jitexu Möldnal.

SWExit

fcrprag

Slavia na pierwszym planie – tak momentami wyglądał ten dwumecz (Fot. Bildbyrån)

Było nawet miło, ale my już sobie chyba pójdziemy. Do zobaczenia przy następnej okazji – powiedziały piłkarskiej Europie szwedzkie kluby, które na przełomie października i listopada solidarnie zakończyły swoje występy w tegorocznej edycji Ligi Mistrzyń. Po naprawdę obiecujących dwumeczach w 1/16 finału, obaj przedstawiciele Damallsvenskan wyłożyli się na drugiej przeszkodzie i choć styl, w którym żegnali się z rozgrywkami był diametralnie różny, to efekt końcowy pozostaje niezmienny – na kolejne pucharowe emocje z udziałem klubów z naszej ligi poczekamy przynajmniej dziesięć miesięcy. W Malmö oraz w Linköping poczekają rzecz jasna jeszcze dłużej, gdyż żadnemu z tych zespołów nie udało się zakwalifikować do kolejnej edycji LM, w której to jesienią 2019 wystawimy nieco egzotyczny z perspektywy kontynentalnej Europy duet Piteå – Göteborg.

Jako pierwsze szansę na przedłużenie swojej europejskiej przygody straciły piłkarki z Linköping, choć akurat w ich przypadku trzeba naprawdę złej woli, aby odpadnięcie z francuskim potentatem z Paryża traktować w kategoriach klęski. Tym bardziej, że podopieczne Olofa Unogårda na murawie Stade Jean Bouin zaprezentowały się więcej niż przyzwoicie i pozostawiły po sobie bardzo korzystne wrażenie. Oczywiście, awans PSG ani przez moment nie był ani trochę zagrożony, choć gdyby udało się zamienić na gola choćby jedną ze stworzonych w pierwszej fazie meczu sytuacji bramkowych, to może udałoby się przynajmniej postraszyć faworyzowane rywalki znad Sekwany (a data ku temu była akurat najbardziej odpowiednia z możliwych). Niestety, ofensywny dorobek Linköping z tego okresu zamknął się na strzale w poprzeczkę i zmarnowanej setce, a później nastąpiło 120 sekund, które definitywnie rozstrzygnęły ten dwumecz. Przy pierwszym golu Francuzki miały tak naprawdę mnóstwo szczęścia, gdyż dośrodkowaną z prawego sektora piłkę do własnej bramki skierowała próbująca zażegnać niebezpieczeństwu Maja Kildemoes, ale przy trafieniu na 2-0 żadnych wątpliwości być już nie mogło. Na listę strzelczyń wpisała się zabójczo skuteczna tej jesieni Marie-Antoinette Katoto, która nie dała Stephanie Labbé najmniejszych szans na skuteczną interwencję.

Gościom z Linköping należą się oczywiście brawa, że pomimo cokolwiek niekorzystnego wyniku 0-4 w dwumeczu udało im się jeszcze zerwać do ataku na początku drugiej połowy, ale będący efektem nieporadnego zachowania defensywy PSG (i nieco szczęśliwej przebitki) gol Anny Oskarsson tylko na chwilę ponownie wzniecił nadzieje na wywiezienie ze stolicy Francji przynajmniej remisu. Bardzo szybko zgasiła je bowiem niezawodna Katoto, a gdy z kontuzją boisko przedwcześnie opuścić musiała mająca za sobą niezwykle pechowy rok Lina Hurtig, stało się całkowicie jasne, że pełen rozczarowań sezon 2018 zakończą w Linköping dopisaniem do tegorocznego dorobku jeszcze jednej porażki. O to, aby była ona stosunkowo mało dotkliwa, zatroszczyła się w końcówce Lisa Lantz i niech ten zdobyty przez nią kontaktowy gol będzie zapowiedzią powrotu zdecydowanie lepszych czasów w Östergötland. Chociażby dlatego, że ten klub i jego kibice z pewnością zasługują na więcej niż przez ostatnie miesiące regularnie dostawali.

Jeśli jednak zakończony właśnie sezon był dla Linköping rozczarowaniem, to chyba zabraknie nam skali, aby określić, czym był on dla Rosengård. Therese Sjögran zbudowała naprawdę ciekawą kadrę, Jonas Eidevall bardzo zgrabnie ją poukładał, ale gdy przyszło rozegrać decydujące mecze, cała magia ekipy z Malmö gdzieś uleciała. Jasne, możemy przywoływać tu niewykorzystane chociażby tylko przez samą Anję Mittag okazje z meczów z Göteborgiem i Slavią, ale prawda jest taka, że klub mający międzynarodowe ambicje, mecze tego typu powinien rozstrzygać na swoją korzyść nawet wówczas, gdy marnuje się dwie czy trzy dogodne sytuacje. Po pierwszym starciu ze Slavią napisałem, że z tej pary żaden z zespołów nie zasługuje na miejsce w czołowej ósemce Europy i po potyczce rewanżowej niestety zmuszony jestem te słowa powtórzyć. Z tą równicą, że gdyby trzeba już było koniecznie dokonać wskazania, to byłoby ono w kierunku wicemistrzyń Czech, które w pierwszej połowie dzisiejszego meczu potrafiły skutecznie zniwelować różnicę wynikającą z większych umiejętności indywidualnych po stronie FCR. Po przerwie inicjatywa należała już do Rosengård, sporo ożywienia do gry gości wniosła Hiszpanka Celia Jimenez (a przy okazji przebudziła się także Fiona Brown), ale jeśli przez dziewięćdziesiąt minut oddaje się dwa celne strzały na bramkę Votikovej, to naprawdę trzeba być niepoprawnym optymistą, żeby liczyć na strzelenie z tego dwóch goli. W końcówce prażankom ewidentnie zależało już przede wszystkim na obronie w pełni satysfakcjonującego je bezbramkowego remisu i pomimo kilku groźnych stałych fragmentów gry w wykonaniu dziesięciokrotnych mistrzyń Szwecji, cel udało im się osiągnąć. Slavia, której serdecznie przy okazji gratulujemy, zagra więc o półfinał, natomiast Rosengård może skupić się na przygotowaniach do … fazy grupowej Pucharu Szwecji, którą tuż po Nowym Roku trzeba będzie potraktować z pełną powagą. Limit porażek na Malmö IP został już bowiem wyczerpany na kilka lat do przodu.

Komplet wyników:

PSG – Linköping 3-2 (Kildemoes 30. (s), Katoto 32., 50. – Oskarsson 47., Lantz 70.)

Slavia – Rosengård 0-0

Piteå – to brzmi dumnie!

1a07a97f-a7fd-4dae-bd64-dc53ca97630a

Mistrzynie Szwecji 2018 (Fot. Robert Nyholm)

Powoli dociera do nas, że największy sukces w historii piłki nożnej w Norrbotten wcale nie był tylko nieprawdopodobnym snem, a cała ta przygoda wydarzyła się naprawdę. Powoli w jedną całość zaczynają się nam układać te wszystkie pojedyncze obrazki sezonu 2018, które połączone ze sobą doprowadziły nas do tak nieprawdopodobnych rozstrzygnięć. Znów widzimy June Pedersen precyzyjnie wykonującą rzut wolny na Valhalli i dogrywającą perfekcyjną piłkę na głowę Julii Karlernäs na Arenie Linköping. Raz jeszcze przypomina nam się szaleńcza pogoń piłkarek z Piteå w meczu z Göteborgiem, a także coraz bardziej rozpaczliwa obrona jednobramkowej zaliczki na Satdionie Olimpijskim w Sztokholmie. Gdzieś w tle przebijają się nawet obie potyczki z outsiderem z Kalmar, które przecież dla nowych mistrzyń były prawdziwą drogą przez mękę. I wreszcie ta ostatnia kolejka; LF Arena, nadkomplet publiczności i wybuch niepohamowanej radości, gdy śledzący na bieżąco wydarzenia w na stadionie w Göteborgu kibice zorientowali się, że po golu Rebecki Blomqvist w 90. minucie Rosengård przegrywa na Ullevi. Właśnie wtedy stało się całkowicie jasne, że oto na naszych oczach pisze się historia, choć była ona tak niewiarygodna, że nie wszyscy zdawali sobie sprawę ze znaczenia tej chwili.

W Piteå naprawdę nie mogli wybrać sobie lepszego momentu na to, aby stać się ogólnokrajową sensacją. W tym roku klub z Norrbotten obchodzi bowiem stulecie istnienia i świętowanie tak zacnego jubileuszu pierwszym w historii mistrzowskim tytułem to chyba najwspanialszy możliwy scenariusz. Tak olbrzymi sukces nie byłby jednak możliwy bez szkoleniowca Stellana Carlssona, który pomimo poważnych problemów natury rodzinnej zdecydował się szybko powrócić na ławkę trenerską, a także bez każdej spośród desygnowanych przez niego do gry piłkarek. Było ich zaledwie osiemnaście (pięć kolejnych przynajmniej w jednym spotkaniu znalazło się w gronie rezerwowych), ale wszystkie one szczerze wierzyły, że to nie ekonomia i geografia, lecz serce i wiara będą odgrywać kluczową rolę w walce o ligowe punkty. Wiara w siebie i w swoją drużynę, gdyż to właśnie zespołowość była tym czynnikiem, który zaprowadził zespół bez gwiazd na sam szczyt. Wiele razy wspominano o kolektywie, jakim ekipa z Piteå bez wątpienia była nie tylko na murawie, ale także poza nią. Warto jednak raz jeszcze wymienić z imienia i nazwiska piłkarki, które najpierw nie bały się uwierzyć w to, że niemożliwe naprawdę nie istnieje, a następnie same to udowodniły. Panie i panowie, oto mistrzynie Szwecji 2018:

1

2

3

4

5