3. kolejka – zapowiedź

Po dwóch seriach spotkań jedynie dwa kluby szwedzkiej Damallsvenskan wciąż mogą pochwalić się kompletem punktów w ligowej tabeli i nie będzie chyba wielkim zaskoczeniem, jeśli przypomnimy, iż duet ów tworzą zdecydowanie najmocniejszy kadrowo FC Rosengård oraz broniące tytułu piłkarki z Linköping. Czy w najbliższej kolejce perfekcyjny rekord któregoś z liderów będzie szczególnie zagrożony? Zdecydowanie tak, bo choć obie ekipy przystąpią do swoich pojedynków w roli faworytek, to jednak ani Eskilstuna, ani Djurgården zadania ułatwiać im nie będą. Neutralni kibice z pewnością w sposób szczególny ostrzą sobie zęby na czekający nas w najbliższą środę wieczorny spektakl na Tunavallen, gdzie zawodniczki z Malmö jeszcze nigdy w historii nie poznały smaku porażki. Tym razem okoliczności również wydają się sprzyjać dziesięciokrotnym mistrzyniom Szwecji, gdyż – jeśli wierzyć doniesieniom ze Skanii – każdy kolejny dzień pozwala Schelin, Mittag i Nilsson zbliżyć się do optymalnej dyspozycji, a w tej już od początku sezonu znajdują się przecież Martens oraz Masar. Nadzieją gospodyń na końcowy sukces w starciu z pędzącą po tytuł maszyną może okazać się postawa regularnie przynoszącej Eskilstunie wiele cennych punktów formacji defensywnej, a także skuteczność prostopadłych piłek zagrywanych przez Diaz i Schjelderup w kierunku duetu napastniczek. Dokładność i precyzja, a także wystrzeganie się głupich błędów własnych mogą okazać się także kluczem do sukcesu piłkarek Djurgården, które w niedzielę udadzą się na Arenę Linköping, aby spróbować urwać punkty aktualnym mistrzyniom kraju. Rok temu do sprawienia niespodzianki zabrakło im zaledwie czterech minut, a obecnie różnica potencjałów między zainteresowanymi drużynami wydaje się być zdecydowanie mniejsza. Czy zatem właśnie w tym meczu należałoby upatrywać ewentualnej sensacji? Schmidt, Rytting Kaneryd i spółka na pewno nie pogniewałyby się, gdyby ziścił się taki scenariusz, ale zatrzymanie rozpędzonej Banusic może koniec końców okazać się zadaniem przekraczającym możliwości nie zawsze pewnej sztokholmskiej defensywy.

Na przeciwnym biegunie tabeli znajdują się Kristianstad oraz Hammarby, czyli dwa zespoły legitymujące się zerowym dorobkiem punktowym. Szczególnie w przypadku zawodniczek ze Skanii jest to jednak wynik mocno zakłamujący rzeczywistość, gdyż w żadnym z dotychczasowych spotkań Kristianstad nie był stroną wyraźnie słabszą od rywala. W najbliższą sobotę podopieczne Elisabet Gunnarsdottir czeka wyjazd na teren beniaminka z Malmö i jeszcze dwa tygodnie temu napisalibyśmy, że jest to idealna okazja na podreperowanie dorobku punktowego i bramkowego. Wydarzenia ostatnich dni, a ściślej rzec ujmując nadspodziewanie dobra postawa obrończyń i bramkarki Limhamn Bunkeflo sprawiły, że z dzisiejszej perspektywy zwycięstwo gości nie wydaje się już aż tak oczywiste, choć wciąż pozostaje najbardziej prawdopodobnym rozstrzygnięciem tej derbowej potyczki. Znacznie niżej stoją natomiast akcje zamykającego tabelę Hammarby, które w poszukiwaniu ligowych punktów zawita do Örebro, gdzie przegrało dziewięć z ostatnich dziesięciu meczów. Pomimo zaskakująco pozytywnych recenzji, jakie zawodniczki z Södermalm zebrały za występy przeciwko Eskilstunie i Linköping, o pierwsze od sierpnia 2005 zwycięstwo na Berhn Arenie może być biało-zielonym niezwykle trudno.

Pozostałe dwa mecze również zapowiadają się niezwykle ekscytująco, ale nie może być inaczej skoro Tabitha Chawinga zawita do Norrland, a część mieszkańców pewnej wsi w północnej Skanii odwiedzi Göteborg. W Piteå rzecz jasna jeszcze nikt nie myśli o jakichkolwiek nerwowych ruchach, ale rewelacja dwóch ostatnich sezonów na początku obecnego zaliczyła spory falstart i jedynie przytomność umysłu Hanny Pettersson w 93. minucie meczu w Malmö sprawiła, że udało się uniknąć chwilowego pobytu w strefie spadkowej. Podopieczne Stellana Carlssona z pewnością mogą pocieszać się tym, że na LF Arenie nikomu nie gra się łatwo, ale pamiętajmy, że akurat Kvarnsveden – w przeciwieństwie do pozostałych pierwszoligowych ekip – nie musi odbywać aż tak dalekiej podróży na Północ, a na dodatek ma swoich szeregach jeden niesamowicie mocny argument w postaci pewnej, afrykańskiej napastniczki. Wyraźnego faworyta trudno wskazać także w Göteborgu, choć jeśli akurat w tym konkretnym spotkaniu o zwycięstwie miałyby zadecydować indywidualne umiejętności zawodniczek, to szala zdecydowanie zaczyna przechylać się w stronę gospodyń.

omg3_01

omg3_02

omg3_03

omg3_04

omg3_05

omg3_06

Reklamy

Podsumowanie 2. kolejki

Wyjazdowe zwycięstwo nad Piteå niewątpliwie było dla piłkarek i sympatyków Djurgården wymarzonym początkiem sezonu, ale w Sztokholmie wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę, że w rywalizacji z Rosengård poprzeczka zostanie zawieszona jeszcze wyżej. Tym bardziej, że podopieczne Jacka Majgaarda wyszły na murawę Stadionu Olimpijskiego tak naładowane, jakby chciały od pierwszych sekund kontynuować rozpoczęty jeszcze w starciu z Kvarnsveden strzelecki festiwal. Przewaga gości z Malmö była w początkowej fazie meczu wręcz przygniatająca, ale ponieważ piłka nożna nie zawsze hołduje zasadom logiki, to w 10. minucie na prowadzenie wyszły gospodynie. Błąd Musovic i niefortunne przedłużenie piłki przez Troelsgaard pozwoliły Tempest-Marie Norlin wpisać się na listę strzelczyń i sprawić, że po raz pierwszy od wielu lat klub ze Sztokholmu został wirtualnym liderem Damallsvenskan. Ten stan utrzymał się jednak zaledwie 150 sekund, gdyż Lieke Martens (przy delikatnej pomocy Elli Masar) bez jakichkolwiek problemów rozklepała sztokholmską defensywę, a próbująca wybijać futbolówkę z linii Gisladottir zrobiła to tak nieszczęśliwie, że nastrzeliła stojącą nieopodal Kim Sundlöv. Jak się miało później okazać, był to dopiero początek kolejnego popisu ustawionej tego dnia nieco bardziej centralnie reprezentantki Holandii, która tuż po przerwie kilkudziesięciometrowym rajdem rozpoczęła akcję zakończoną ostatecznie golem Masar na 2-1, a w ostatnich minutach pozbawiła gospodynie resztek złudzeń, wykładając idealną piłkę Ivie Landece. Fenomenalna dyspozycja Martens w pierwszych dwóch kolejkach sprawia, że znacznie spokojniejsze wejście w sezon mają obie zawodniczki przedstawiane jako dwie najgroźniejsze strzelby ekipy z Malmö. Wciąż dochodzące do optymalnej formy Anja Mittag oraz Lotta Schelin także i tym razem nie poprawiły swojego dorobku strzeleckiego, ale uwaga większości obserwatorów i tak skupiona była na wyczyniającej prawdziwe cuda na sztokholmskiej arenie Holenderce. Dodajmy, że całkiem słusznie.

2_01

Na Behrn Arenie spotkały się dwa zespoły poszukujące pierwszych w sezonie ligowym punktów, ale zadanie ostatecznie udało się wykonać jedynie gospodyniom. O końcowym wyniku przesądziła sytuacja z 20. minuty, kiedy to Emma Jansson zaskoczyła Brett Maron uderzeniem zza pola karnego. Inna sprawa, że wyjątkowo mało rozważna postawa doświadczonej, amerykańskiej golkiperki Kristianstad w drugiej połowie mogła sprawić, że zwycięstwo Örebro byłoby koniec końców zdecydowanie bardziej okazałe. Na jej szczęście, ani była napastniczka Eskilstuny, ani żadna z jej koleżanek, nie były jednak w sobotnie popołudnie na tyle skuteczne, co w pewnym sensie zagwarantowało nam emocje do ostatniej minuty. Swoje okazje na pokonanie Caroli Söberg miały bowiem także podopieczne Elisabet Gunnarsdottir, ale zawodniczkom z Kristianstad – podobnie jak przed tygodniem – znów zabrakło postawienia przysłowiowej kropki nad i. Kolejny raz z bardzo dobrej strony pokazała się Nigeryjka Chikwelu, dzielnie sekundowała jej pozyskana zimą z Örebro jej rodaczka Chukwudi, ale żadnej z nich choćby raz nie udało się skierować futbolówki do bramki strzeżonej przez Söberg, w wyniku czego zespół ze wschodniej Skanii wciąż pozostaje w obecnym sezonie bez jakiegokolwiek dorobku bramkowego, choć samą grą na przynajmniej jednego gola z pewnością dziś zasłużył.

2_02

Jeszcze kilka tygodni temu nie byliśmy pewni, czy po zimowej przerwie Damallsvenskan w ogóle powróci do Vittsjö, ale skoro długa, stadionowo-licencyjna saga zakończyła się ostatecznie powodzeniem, to piłkarkom Thomasa Mårtenssona nie pozostawało nic innego, jak tylko podtrzymać dobrą passę w domowych potyczkach z Eskilstuną. Kibicom z północnej Skanii najwięcej powodów do radości przysporzyła tym razem siedemnastoletnia Ebba Hed, która w 17. minucie meczu, wykorzystując silne podmuchy wiatru oraz nienajlepsze ustawienie Lundberg, wyprowadziła swój zespół na prowadzenie uderzeniem bezpośrednio z rzutu rożnego. Prezentujące się znacznie korzystniej niż podczas ubiegłotygodniowego pojedynku z Hammarby zawodniczki z Eskilsuny momentalnie rzuciły się do odrabiania strat, znów świetną partię rozgrywała Szkotka Fiona Brown, ale stojąca w bramce gospodyń jej rodaczka Shannon Lynn interweniowała albo niezwykle skutecznie, albo niezwykle szczęśliwie, dzięki czemu Vittsjö schodziło do szatni przy korzystnym dla siebie wyniku. Druga połowa to dalszy ciąg coraz wyraźniejszej przewagi United, z której jednak aż do 72. minuty wynikało stosunkowo niewiele. Wtedy jednak solidnie spisująca się defensywa ze Skanii została rozklepana przez akcję tercetu Schough – Schjelderup – Larsson, a była napastniczka Mallbacken, która przed przerwą obiła poprzeczkę bramki Vittsjö, nie dała Shannon Lynn najmniejszych szans na skuteczną paradę, wyrównując w ten sposób stan rywalizacji. Na więcej – pomimo dwóch nieuznanych goli oraz ofiarnych interwencji Benediktsson na linii bramkowej – podopiecznym Viktora Erikssona nie wystarczyło już czasu, dzięki czemu obie ekipy wciąż zachowały status niepokonanych w obecnym sezonie ligowym.

2_03

Choć beniaminek ze Sztohkolmu zebrał nadspodziewanie pozytywne recenzje za inaugurację w Eskilstunie, to jednak mało kto przypuszczał, że Hammarby będzie w stanie podjąć walkę z mistrzyniami z Linköping. Rzeczywiście, w pierwszej połowie ambitne sztokholmianki nie miały zbyt wielu argumentów, aby przeciwstawić się rozpędzającej się z minuty na minutę drużynie Kima Björkegrena, ale pomimo przygniatającej momentami przewagi, piłkarkom LFC zaledwie raz udało się umieścić futbolówkę w siatce Emmy Holmgren. Kiedy jednak tuż po przerwie niezawodna Banusic ukłuła po raz drugi, mogło się wydawać, że w tym właśnie momencie w stolicy skończyły się emocje. Linköping miał w rękach wszystkie najmocniejsze karty, ale zamiast w stylu godnym mistrza kontrolować boiskowe wydarzenia, pozwolił gospodyniom na całkowicie nieoczekiwany powrót do meczu. Fatalny błąd Jonny Andersson udało się jeszcze w ostatniej chwili naprawić Mai Kildemoes, ale kilkadziesiąt sekund później ani duńska defensorka, ani Cajsa Andersson, nie była w stanie zapobiec zdobyciu kontaktowej bramki przez Julię Zigiotti Olme. Zamiast spokoju, piłkarki gości na własne życzenie zafundowały sobie nerwową końcówkę i choć przesadą byłoby stwierdzenie, że inicjatywa należała w niej do Hammarby, to jednak piłka kilka razy niebezpiecznie przecięła szesnastkę LFC, a w takich sytuacjach o jakieś przypadkowe nieszczęście nietrudno. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry, po przeciwległej stronie boiska, przekonała się zresztą o tym Alexandra Lindberg, gdyż to jej samobójcze trafienie ustaliło ostatecznie wynik spotkania na 1-3, a sympatykom Bajen pozostaje mieć nadzieję, że tym razem stracony w takich okolicznościach gol nie będzie niósł za sobą takich konsekwencji, jak analogiczna sytuacja sprzed dwóch sezonów.

2_04

Limhamns IP przywitał się z Damallsvenskan w niesamowicie chłodnej atmosferze, choć trzeba zaznaczyć, że nie mam tu na myśli piłkarek i kibiców z Malmö, a skutecznie utrudniające grę obu zespołom warunki pogodowe. Wprawdzie padający podczas rozgrzewki śnieg jeszcze przed pierwszym gwizdkiem Laury Rapp doszedł najwyraźniej do wniosku, że ostatnia dekada kwietnia to już nie pora na takie anomalie, ale wcześniejsze harce najwyraźniej na tyle zmroziły zawodniczki obu ekip, że emocji w pierwszej połowie było jak na lekarstwo. Piłkarki gości, które co pewien czas nawet zapuszczały się w okolice szesnastki Emmy Lind, były w swoich poczynaniach tak niemrawe, jakby faktycznie nie zamierzały zrobić krzywdy w historycznym dla gospodyń ekstraklasowym debiucie przed własną publicznością. Skoro nie chciało strzelać Piteå, to do roboty zabrało się Limhamn Bunkeflo i tuż przed gwizdkiem oznajmiającym przerwę, po kapitalnie rozegranym rzucie rożnym, zgromadzeni na kameralnym obiekcie sympatycy beniaminka mogli wydać z siebie głośny okrzyk radości. Niekorzystny z perspektywy podopiecznych Stellana Carlssona rezultat sprawiał, że w drugiej połowie spodziewaliśmy się bardziej zdecydowanego naporu gości, ale poza kilkoma pojedynczymi zrywami nic takiego nie miało miejsca. Świetnie dysponowana para stoperek Kristjansdottir – Winberg sprawiła, że w Skanii wszyscy zdążyli już zapomnieć, że w poprzednim sezonie to właśnie mało stabilna postawa formacji defensywnej była największa bolączką Limhamn Bunkeflo, ale gdy wszyscy w Malmö zaczynali się powoli szykować do świętowania historycznego zwycięstwa, piłkarki z Norrland w ostatniej akcji meczu zdołały uratować jeden punkt. Po nieco rozpaczliwej wrzutce z lewego skrzydła futbolówka znalazła się pod nogami Löfqvist, która intuicyjnie zagrała do Pettersson, a ta strzałem po ziemi pokonała Emmę Lind. Zawodniczki ze Skanii jeszcze długo po ostatnim gwizdku nie mogły uwierzyć w to, co się właśnie wydarzyło, ale w tych okolicznościach ich zachowanie jest całkowicie usprawiedliwione.

2_05

W Borlänge zastanawiali się, czy miejscowa drużyna będzie potrafiła we właściwy sposób zareagować na dwa niezwykle silne ciosy, jakie spadły na nią w odstępie zaledwie kilku dni. Siedem straconych goli w inauguracyjnej kolejce, a także poważna kontuzja kapitanki Denise Sundberg, to z całą pewnością nie był wymarzony scenariusz otwarcia drugiego w historii pierwszoligowego sezonu w Dalarnie, ale po pierwszym kwadransie pojedynku z odmłodzoną drużyną z Göteborga, Jonas Björkgren mógł mieć nadzieję, że były to jedynie złe lepszego początki. O ile jednak ofensywa Kvarnsveden na tle rywalek z najwyższej klasy rozgrywkowej prezentuje się całkiem solidnie, o tyle nijak nie można powiedzieć tego samego o zawodniczkach defensywnych i to w znacznym stopniu ich postawa sprawiła, że gospodynie schodziły do szatni, przegrywając 0-2. Pierwszy gol dla ekipy z Västergötland  był efektem przepięknej akcji w trójkącie Hammarlund – Blomqvist – Rubensson, ale drugi – zdobyty tuż przed gwizdkiem oznajmiającym przerwę – był już wyłącznie wynikiem mało odpowiedzialnego zachowania Lundqvist oraz Salander we własnej szesnastce. Na początku drugiej połowy nad Borlänge przeszła prawdziwa nawałnica i w tych nieco ekstremalnych warunkach zdecydowanie lepiej radziły sobie szukające kontaktowej bramki gospodynie. Padła ona w 72. minucie, kiedy to centrę Roddar z rzutu rożnego na gola zamieniła Salander, ale zaledwie kilkadziesiąt sekund później strzelczyni gola dla Kvarnsveden pozwoliła zagranej przez Rubensson futbolówce przedostać się pod nogi Hammarlund, a napastniczka reprezentacji Szwecji takich sytuacji nie zwykła marnować. 1-3 absolutnie nie oznaczało jednak końca emocji, gdyż w ostatnim kwadransie popis swoich nieprzeciętnych umiejętności postanowiła dać fenomenalna Tabitha Chawinga, która najpierw po kilkudziesięciometrowym rajdzie zakończonym przepięknym wykończeniem przywróciła swojej drużynie nadzieję, a następnie napędzała kolejne akcje dominujących w tej fazie meczu gospodyń. Już w doliczonym czasie gry jeden z takich wypadów przyniósł Kvarnsveden rzut rożny, po którym w podbramkowym zamieszaniu najlepiej odnalazła się Lara Ivanusa i nieco sytuacyjnym strzałem zapewniła ekipie z Dalarny jeden, kto wie czy nie bezcenny punkt.

2_06

2_07

2_08

2_09

Łatwo nie będzie

Caroline Seger świętuje zdobycie zwycięskiego gola w meczu z Danią (Fot. Bildbyrån)

Kilka miesięcy oczekiwań, dwadzieścia minut niepewności i poznaliśmy rywalki reprezentacji Szwecji w eliminacjach francuskiego mundialu. Pierwsze wnioski? Bez wątpienia los mógł być dziś dla nas bardziej łaskawy. Nawet sam Peter Gerhardsson nie ukrywał, że spośród drużyn rozstawionych w drugim koszyku wolałby uniknąć Dunek i Holenderek, ale informację, że już na samym początku selekcjonerskiej przygody przyjdzie mu rozegrać skandynawskie derby, przyjął z dużym spokojem. Szkoleniowiec z Uppsali podkreślił, że takie zestawienie z pewnością będzie niezwykle interesujące zarówno dla kibiców, jak i dla mediów, a swoją wyższość trzeba będzie po prostu pokazać na boisku. Skład szwedzko-duńskiej grupy eliminacyjnej uzupełniły ponadto Ukraina, Węgry oraz Chorwacja i choć nie są to rywalki, których należałoby się jakoś nadmiernie obawiać, to do każdej wyprawy na wschód Europy będzie trzeba podejść maksymalnie skoncentrowanym. W walce o bilety do Francji liczyć może się bowiem każdy punkt i każdy strzelony lub stracony gol, a nie tak dawno mogliśmy się przekonać, że chociażby Zsanett Jakabfi, czy Iva Landeka strzelać potrafią. Pozytywną informacją płynącą z dzisiejszego losowania jest za to uniknięcie dalekich podróży do Azji, bo pamiętajmy, że wsród potencjalnych przeciwniczek znajdowała się między innymi reprezentacja Kazachstanu, która ostatecznie trafiła do angielskiej grupy.

Bilans reprezentacji Szwecji z rywalkami w el. MŚ 2019:

Dania – 54 mecze; 30 zwycięstw, 12 remisów, 12 porażek; bramki 88-51

Ukraina – 2 mecze: 2 zwycięstwa; bramki 8-2

Węgry – 4 mecze; 4 zwycięstwa; bramki 22-1

Chorwacja – drużyny nigdy nie grały przeciwko sobie

Przed losowaniem el. MŚ

7a885c44c2e81ca298f68337d6d86967

Choć zasadnicza faza europejskich eliminacji do francuskiego mundialu rozpocznie się dopiero we wrześniu, to pierwsze bezpośrednio związane z mistrzostwami świata emocje czekają nas już jutro. Za mniej więcej 24 godziny dowiemy się bowiem czy droga szwedzkich piłkarek do wywalczenia ewentualnego awansu bardziej przypominać będzie popołudniowy spacer morskim nabrzeżem, czy może trafi się nam ekstremalnie trudna górska eskapada. Bez względu na ostateczne rozstrzygnięcia, pewne jest to, że odbywające się w szwajcarskim Nyonie losowanie – podobnie jak sympatycy pozostałych 34 ekip wciąż liczących się w grze o osiem biletów na najważniejszą imprezę czterolecia – śledzić będziemy z ogromną uwagą.

Dla tych, którzy wtorkowe emocje przeżywać będą z perspektywy Göteborga, Sztokholmu, Malmö, Minneapolis lub innego szwedzkiego miasta, najważniejszą informacją jest z pewnością fakt, iż Pii Sundhage nie udało się wypchnąć prowadzonej przez siebie reprezentacji z pierwszego koszyka. Wszyscy doskonale pamiętamy, że jesienne eksperymenty taktyczne kosztowały nas między innymi rozstawienie podczas losowania grup turnieju finałowego EURO 2017, ale w przypadku mundialowych kwalifikacji margines błędu był jednak znacznie większy i na całe szczęście jeszcze nie udało się go przekroczyć. Oznacza to tyle, że w swoich debiutanckich eliminacjach w roli opiekuna najważniejszej piłkarskiej drużyny w kraju, Peter Gerhardsson nie będzie musiał zmierzyć się z żadnym teoretycznie silniejszym rywalem. Ostatnie miesiące pokazały wprawdzie, że również wśród niżej rozstawionych zespołów nie brakuje takich, które z pewnością nie przestraszą się perspektywy rywalizacji o punkty ze Szwecją, ale umówmy się, że jednak korzystniej przystępować do losowania ze świadomością, że cokolwiek się nie wydarzy, to na Niemki i tak nie trafimy. Jest to niewątpliwie sprzyjająca okoliczność i wcale nie chodzi tu o to, że Die Nationalelf pod wodzą Steffi Jones byłaby absolutnie nie do ugryzienia. Po prostu, chyba wszyscy zgodzimy się co do tego, iż na tym etapie lepiej (i jednocześnie bezpieczniej) sprawdzać się na tle innych rywalek.

Analizę potencjalnych przeciwniczek rozpoczniemy od wspomnianego już drugiego koszyka, który z wiadomych względów obserwujemy z największą uwagą. Poziom znajdujących się w nim ekip jest niesamowicie zróżnicowany i choć do każdego rywala szwedzkie piłkarki z pewnością podejdą z szacunkiem (jeśli wierzyć zapowiedziom, podczas kadencji Gerhardssona nie będziemy oglądać powtórek z Viborga), to jednak dobrze byłoby uniknąć najsilniejszej piłkarsko Holandii oraz zawsze niewygodnej Danii. W obu tych reprezentacjach kluczowe role odgrywają byłe i obecne piłkarki Damallsvenskan, których umiejętności i sportową klasę znamy aż za dobrze. Równie trudną przeszkodą mogą okazać się rosnące z roku na rok w siłę i wciąż niedoceniane przez wielu obserwatorów Belgijki, które z walką o historyczny awans na mundial raczej nie zamierzają czekać do roku 2023. Jeśli chodzi o najlepsze opcje, to niemal wszyscy marzą o wylosowaniu znajdującej się obecnie w przebudowie (żeby nie powiedzieć: w chaosie) kadry rosyjskiej, której pomimo obecności w niej kilku naprawdę niezłych zawodniczek (Karpowa, Czernomyrdina) trudno będzie do rozpoczęcia eliminacji poradzić sobie ze wszystkimi trapiącymi ją problemami natury sportowej i pozasportowej. Rozpaczać nie będą z pewnością również ci, którym przyjdzie zmierzyć się ze Szkocją, gdyż nawet Beattie, Little i Ross nie budzą przesadnego lęku, gdy przypomnimy sobie ostatnie wyczyny szkockich bramkarek.

Koszyk trzeci to już drużyny, z którymi koniecznie trzeba sobie poradzić, jeśli myśli się o tym, aby latem 2019 mieć powód do odwiedzenia Francji. Największym zagrożeniem wydaje się tu być prowadzona od kilku miesięcy przez Colina Bella reprezentacja Irlandii, w niczym nie przypominająca kadry, z którą dokładnie pół wielu temu szwedzkie piłkarki potrafiły wygrać w stosunku 10-0. Obecnie osiągnięcie takiego wyniku byłoby oczywiście absolutnie niewykonalne, a mający w dorobku między innymi zwycięstwo w Lidze Mistrzyń angielski selekcjoner wydaje się być na najlepszej drodze do tego, aby zbudować ekipę, która będzie w stanie rzucić wyzwanie każdemu rywalowi. Pod względem piłkarskim, najsłabszym zespołem z trzeciego koszyka wydaje się być przechodząca w tej chwili olbrzymi kryzys Ukraina, ale ponieważ FIFA zadecydowała, że ze względów politycznych drużyna prowadzona przez Wołodymira Rewę nie może znaleźć się w jednej grupie z Rosją, to w ramach zastępstwa na listę życzeń wpisujemy Czeszki czyli zespół, którego kapitanką jest doskonale znana wszystkim szwedzkim kibicom Lucie Martinkova.

W czwartym koszyku widzimy między innymi Portugalię i choć najbardziej chyba niespodziewanym uczestniczkom EURO 2017 raczej trudno będzie włączyć się realnie do walki o awans na mundial, to chociażby przez wzgląd na Claudię Neto, wolelibyśmy uniknąć takiego zestawienia w eliminacjach. Znacznie dłuższa jest za to lista krajów, które przywitalibyśmy w „szwedzkiej” grupie z otwartymi ramionami. Na samym jej szczycie znajduje się przeżywająca trudne chwile (podobnie zresztą jak większość reprezentacji wywodzących się z byłego Związku Sowieckiego) Białoruś, ale perspektywą rywalizacji ze Słowenią (Lara Prasnikar, Lara Ivanusa) lub Bośnią i Hercegowiną (Milena Nikolic, Melisa Hasanbegovic) również byśmy nie pogardzili.

Koszyk piąty składa się w większości z drużyn, które aby w ogóle wystąpić w tej fazie rozgrywek, musiały przebijać się przez gęste sito preeliminacji. Analizowanie go od strony piłkarskiej chyba trochę mija się z celem, gdyż bez względu na to, kogo przydzieli nam los, z każdą z tych ekip podopieczne Petera Gerhardssona mają po prostu obowiązek w dobrym stylu wygrać. Gdyby – odpukać – stało się inaczej, wypowiadanie głośno słowa „mundial” kompletnie mijałoby się z celem. W takim układzie, do grupy marzeń dopisujemy Chorwację (Iva Landeka), która nie dość, że prezentuje w tym gronie najwyższy poziom sportowy (a w przypadku piątego koszyka jest to atut), to jeszcze gwarantuje niezwykle ciekawy wyjazd pod względem geograficznym. Zdecydowanie trudniej wytypować tu zespoły, którym nie życzymy eliminacyjnej wycieczki do Göteborga, ale po analizie wszelkich możliwych aspektów, na owej liście pojawiły się ostatecznie Irlandia Północna oraz Kazachstan.

Warto jednak pamiętać, że choć jutro czekają nas nie lada emocje, to ta prawdziwa walka o francuski mundial rozpocznie się dopiero jesienią i nawet najbardziej szczęśliwy układ kulek awansu nam nie zagwarantuje. Najnowsza historia futbolu zna mnóstwo przypadków niespodziewanych rozstrzygnięć, więc bez względu na to, co wydarzy się w Nyonie, z ewentualną celebracją i tak będzie trzeba poczekać. Podobnie zresztą, jak z lamentami i narzekaniami na zły los.

Dylematy szwedzkiej bramki

Fotboll, Dam, F19 Landskamp, Sverige - Norge

Fot. Bildbyrån

Kiksy Emmy Holmgren oraz Zeciry Musovic w pierwszych dwóch kolejkach nowego sezonu Damallsvenskan sprawiły, że znów niczym bumerang powrócił na tapet temat obsady szwedzkiej bramki w nie tak bardzo odległej przyszłości. Jak dotąd, przekazywanie pałeczki wśród golkiperek w zasadzie zawsze przebiegało niezwykle płynnie i bez większej szkody dla kadry w szerszym ujęciu. Nawet zakończenie reprezentacyjnych karier przez takie wirtuozki jak Leidinge czy Jönsson nie spowodowało wybuchu paniki, gdyż każda z nich przekazywała bluzę z numerem jeden w naprawdę godne ręce. Obecnie na horyzoncie pojawiło się jednak całkiem realne zagrożenie, że towarzyszący nam odkąd sięgamy pamięcią błogi spokój może wkrótce zostać poważnie zakłócony. Czy rzeczywiście istnieją realne przesłanki, aby bać się tego, jak może wyglądać życie po Hedvig Lindahl?

Analizę problemu rozpocznijmy może od informacji pozytywnych. Po pierwsze, choćby nie wiem jak starali się zakrzywić czasoprzestrzeń w Monachium, Paryżu lub Manchesterze, według stanu na kwiecień 2017, najlepsza golkiperka Europy jest Szwedką. Po drugie, Hedvig Lindahl nie zamierza jeszcze wybierać się na emeryturę i jeśli tylko będzie potrafiła utrzymać aktualną formę, to jej występy przyniosą nam jeszcze sporo radości. Po trzecie, bramkarka Chelsea jest najlepszym przykładem na to, że akurat na tej pozycji osiągnięcie szczytowej formy już po trzydziestych urodzinach nie jest wcale niczym nadzwyczajnym. W dalszej części rozważań skupimy się jednak na tym, jak przedstawia się teraźniejszość i przyszłość szwedzkiej bramki, gdybyśmy – z dowolnej przyczyny – nie mogli w danym momencie skorzystać z zazwyczaj niezawodnego planu A.

Nazwiska Holmgren i Musovic przywołałem na samym wstępnie nieprzypadkowo, wszak to właśnie te piłkarki były – i wciąż właściwie są – uważane za największe talenty ostatnich lat wśród szwedzkich golkiperek. Obie były gwiazdami roczników młodzieżowych, obie zanotowały całkiem obiecujące wejście do seniorskiej piłki i obu wróżono szybki przeskok do pierwszej reprezentacji. W tym aspekcie są więc w jakimś sensie do siebie podobne, ale na co dzień różni je niemal wszystko. Zawodniczka z Malmö przedstawiła się światu fenomenalnym występem w pechowo przegranym przez jej klub dwumeczu z Wolfsburgiem, co już samo w sobie jest potwierdzeniem, że przesadny strach i respekt przed nawet najbardziej utytułowanymi rywalkami są jej niemal zupełnie obce. Zecira Musovic nie boi się nie tylko wielkich meczów, ale także wielkich marzeń, w związku z czym przed kanadyjskim mundialem otwarcie przyznawała, że liczy na powołanie do kadry Pii Sundhage, a jego brak okazał się dla niej dużym rozczarowaniem.  Zdecydowanie bardziej tradycyjnym torem rozwijała się natomiast kariera Emmy Holmgren, która budowała swoje nazwisko równą i solidną grą w barwach występującej na zapleczu ekstraklasy Uppsali. To właśnie na drugoligowych boiskach pokazała, że niewątpliwie posiada papiery na granie, a wszyscy, którzy znają specyfikę Elitettan, zgodzą się chyba co do tego, że nie jest to delikatnie mówiąc najłatwiejsza liga dla bramkarek. Problemem Emmy jest jednak odpowiednie przygotowanie mentalne; o ile dla Musovic nie robi większej różnicy, czy akurat musi odbijać strzały napastniczek Wolfsburga czy Kvarnsveden (a wręcz te pierwsze stanowią dla niej dodatkową motywację), o tyle piłkarka Hammarby błędy popełnia zazwyczaj w momentach największej próby. Tak stało się zarówno w przypadku debiutu w narodowych barwach, jak i pierwszego meczu w najwyższej klasie rozgrywkowej.

W ujęciu czysto piłkarskim zdecydowanie bliżej pierwszej reprezentacji znajduje się na chwilę obecną Musovic, ale akurat w przypadku zawodniczek grających na tej pozycji ciężko o jakiekolwiek prognozy ze względu na jej specyfikę. Jeśli pamiętacie 20-letnią, również okrzykniętą swego czasu cudownym dzieckiem szwedzkiej piłki Hedvig Lindahl, to z pewnością doskonale wiecie, co mam w tej chwili na myśli. Analizując jednak wyłącznie aspekt czysto sportowy, sporym atutem zawodniczki z Malmö (oprócz wspomnianego mobilizowania się na najważniejsze mecze) jest z pewnością świetna skuteczność w sytuacjach jeden na jeden, a także przyzwoita gra na przedpolu, zaś refleks i gra nogami (wyprowadzanie piłki) to atrybuty, które nieco korzystniej przedstawiają się u Holmgren. Obie młode piłkarki mają za to dużo do poprawy w aspekcie gry w powietrzu i antycypacji, co z jednej strony może dziwić przez wzgląd na ich całkiem niezłe warunki fizyczne, ale nie możemy zapominać, iż te elementy bramkarskiego rzemiosła to przysłowiowa pięta achillesowa właściwie wszystkich szwedzkich golkiperek z wyłączeniem Lindahl. Nie jest to być może najweselszy i najbardziej oczekiwany wniosek, ale niestety tak przedstawia się rzeczywistość nawet wówczas, gdy w miejsce Musovic i Holmgren podstawimy nieco bardziej doświadczone Carlén, Söberg, Falk lub Lundberg.

Hedvig Lindahl wielokrotnie w ostatnich miesiącach powtarzała, że na ten moment w ogóle nie istnieje dla niej temat zakończenia kariery, ale nawet jeśli założymy, że wzorem Elisabeth Leidinge będzie z powodzeniem występowała w reprezentacyjnych barwach do czterdziestki (co – umówmy się – w dzisiejszych czasach byłoby nie lada wyczynem), to najpóźniej w roku 2023 i tak staniemy przed poważnym, bramkarskim dylematem. 26-letnia Holmgren oraz o rok starsza Musovic z dużym prawdopodobieństwem będą znajdowały się wśród najbardziej naturalnych kandydatek do tego, aby przejąć schedę po odchodzącej na piłkarską emeryturę utytułowanej koleżance. Jasne, pretendować do tego miana z pewnością będą także Jennifer Falk (30 lat w 2023), czy też Hilda Carlén (32 lata w 2023), a przykład płynący z USA pokazuje, że i to może być odpowiedni wiek na … rozpoczęcie prawdziwej reprezentacyjnej kariery, swój akces do kadry być może zgłosi także któraś z młodych gniewnych (ot, chociażby taka Agnes Granberg – 23 lata w 2023), ale to właśnie omawiana wcześniej dwójka będzie wówczas w bodajże najbardziej idealnym momencie kariery, aby wspiąć się na sam szczyt krajowej hierarchii i pozostać na nim przez kilka kolejnych lat. Historia szwedzkiej piłki wyraźnie pokazuje, że taki obrót spraw trzeba przyjąć za wysoce prawdopodobny, w związku z czym warto juz teraz bliżej przyjrzeć się bramkarkom, które w nie tak dalekiej przyszłości mogą stanowić o sile pierwszej reprezentacji. Bogatsi o te obserwacje, ewentualne przekazanie pałeczki obserwować będziemy już z nieco mniejszym niepokojem, choć – jako się rzekło – stuprocentowej pewności i tak w żaden sposób nie uzyskamy. W końcu powiedzenie, że bramkarki z definicji wymykają się jakiejkolwiek logice, nie wzięło się przecież znikąd.

2. kolejka – zapowiedź

Tym razem chyba nikt nie zdążył się jeszcze stęsknić za ligowymi emocjami, gdyż przerwa między zakończeniem inauguracyjnej serii spotkań, a rozpoczęciem drugiej potrwa zaledwie 48 godzin. Co więcej, już w pierwszym meczu kolejki czekają nas nie lada emocje, gdyż to właśnie dziś wieczorem główny faworyt do mistrzowskiego tytułu spotka się z drużyną, która w miniony weekend przywiozła komplet punktów z dalekiej Północy. Czy i tym razem Gudbjörg Gunnarsdottir uda się zachować czyste konto? Islandzka golkiperka z pewnością ma dokładnie taki plan, ale tym razem będzie musiała liczyć na wydatną pomoc ze strony całej formacji defensywnej, gdyż siła rażenia ekipy z Malmö jest po prostu olbrzymia. Mittag, Martens, Masar i Troelsgaard w meczu otwarcia pokazały, że o Barcelonie w stolicy Skanii nie pamięta już nikt, a rozgrywki ligowe stanowią całkiem osobną historię, w której to Rosengård będzie stroną mającą w ręku wszystkie najlepsze karty. Jedną z nich jest oczywiście również Lotta Schelin i niewykluczone, że kontuzjowana podczas zgrupowania reprezentacji była napastniczka Lyonu pojawi się na boisku w nieco większym wymiarze czasowym. W Sztokholmie mogą się pocieszać tym, że w poprzednim sezonie raz udało im się zatrzymać ligowego hegemona i to na dodatek na jego terenie, jednak nie zapominajmy, że miało to miejsce w okresie, gdy za najbardziej niebezpieczną napastniczkę w Malmö uchodziła znajdująca się kompletnie pod formą Macedonka Natasza Andonowa.

Trzy dni po piłkarkach FC Rosengård do stolicy wybiorą się także mistrzynie z Linköping, którym z kolei przyjdzie zmierzyć się z powracającym do ekstraklasy Hammarby. Skazywany na niemal pewną degradację beniaminek w pierwszej kolejce nadspodziewanie łatwo neutralizował ofensywne zapędy Eskilstuny i tylko fatalny błąd Emmy Holmgren sprawił, że z trudnego terenu nie udało się przywieźć do Sztokholmu choćby punktu. Tym razem, pomimo atutu własnego boiska, o jakiekolwiek zdobycze może być piłkarkom Bajen jeszcze ciężej, gdyż nawet bez Helin, Rasmussen i odpowiedniego zgrania poszczególnych formacji, drużyna Kima Björkegrena jest najzwyczajniej w świecie lepsza piłkarsko. Nawet jeśli defensywa Hammarby znów będzie tak szczelna jak w poniedziałek, zawodniczki pokroju Banusic, Hurtig i Minde, wspomagane niesamowitą Claudią Neto, powinny prędzej lub później znaleźć na nią sposób.

W dwóch spotkaniach drugiej kolejki spotkają się ekipy mocno podrażnione porażkami na inaugurację. Na Behrn Arenie wciąż szukające własnej tożsamości Örebro podejmie próbujący podnieść się po niespodziewanej porażce w derbach Skanii Kristianstad i choć to gospodyniom eksperci dają minimalnie większe szanse na końcowe zwycięstwo, to trudno powiedzieć, aby jakiekolwiek rozstrzygnięcie tego meczu można było nazwać zaskoczeniem. Jeśli jednak komplet punktów miałby faktycznie pozostać w Örebro, to druga linia ekipy Martina Skogmana (ze szczególnym uwzględnieniem Lisy Dahlkvist), a także środek defensywy będą musiały spisać się zdecydowanie lepiej niż ostatnio w Göteborgu. Emocji nie zabraknie także w Malmö, choćby z tego powodu, że Limhamn Bunkeflo w niedzielę rozegra pierwszy w historii klubu domowy mecz w najwyższej klasie rozgrywkowej. Słowo „domowy” jest tu o tyle na miejscu, że rywalki z Piteå będą musiały przebyć ponad 1200 kilometrów, aby zameldować się na Limhamns IP. Kto wyjdzie zwycięsko z rywalizacji Północy z Południem? Na pewno nie powinno zabraknąć goli, gdyż oba zespoły mają całkiem sporo do udowodnienia.

Z ekstraklasą już po raz szósty przywita się także najsłynniejsza na świecie pierwszoligowa wieś. Na kameralny obiekt w Vittsjö zawita bowiem Eskilstuna, która w przeszłości potrafiła wygrywać w północnej Skanii, ale odkąd oba zespoły rywalizują ze sobą w Damallsvenskan, jeszcze nigdy nie wyjeżdżała stąd z kompletem punktów. Do SvFF wpłynęły już certyfikaty Wilkinson i Ohale, więc możemy przypuszczać, że przynajmniej jedną z nich ujrzymy w najbliższej kolejce na boisku. Czy będzie to czynnik, który ostatecznie przesądzi o zwycięstwie gospodyń? Jeśli tak, to w Vittsjö będą mogli mówić o najlepszym w historii klubu wejściu w sezon. O takim mogą z całą pewnością zapomnieć w Borlänge, choć ewentualna zdobycz punktowa w starciu z młodą ekipą z Göteborga zdecydowanie pozwoliłaby wymazać z pamięci niedzielne upokorzenie w Malmö. Smaczku tej niewątpliwie i tak niezwykle interesującej rywalizacji dodaje ponadto snajperski pojedynek Tabithy Chawingi z Pauline Hammarlund. W ostatnich miesiącach nieco lepszą skutecznością wyróżniała się napastniczka z Malawi, ale to reprezentantka Szwecji ma wokół siebie więcej zawodniczek potrafiących dograć tę jedyną, idealną piłkę. Bez względu na końcowe rozstrzygnięcie z pewnością będzie ciekawie, celowniki już zostały odpowiednio nastawione.

omg2_01

omg2_02

omg2_03

omg2_04

omg2_05

omg2_06