Iva i Fiona ostudziły emocje

andreas hillergren

W Malmö bez zmian – FCR wciąż numerem jeden (Fot. Andreas Hillergren)

Starcie Rosengård z Limhamn Bunkeflo zapowiadało się naprawdę elektryzująco, ale emocje na stadionie w Malmö skończyły się zanim w ogóle zdążyliśmy dobrze wejść w klimat meczu. Po zaledwie dwóch minutach gry Mia Persson niepotrzebnie sfaulowała w obrębie własnej szesnastki Anję Mittag, a rzadko myląca się z jedenastu metrów Iva Landeka całkowicie zmyliła Emmę Lind i faworytki prowadziły 1-0. Plan Otto Perssona, który zakładał przetrwanie pierwszych dwudziestu minut bez większych strat, można było już w tym momencie wyrzucić do kosza, ale piłkarki Rosengård postanowiły pójść za ciosem i stosunkowo szybko dołożyły do swojego dorobku jeszcze jednego gola. Na odważną szarżę środkiem boiska zdecydowała się Sanne Troelsgaard, a ponieważ defensorki Limhamn Bunkeflo nie wyrażały większego zainteresowania odebraniem piłki reprezentantce Danii, ta popisała się fenomenalnym podaniem do Fiony Brown, której pozostało jedynie dokończyć dzieła. Pokonanie Lind nie okazało się zadaniem przerastającym możliwości znajdującej się ostatnio w świetnej dyspozycji szkockiej skrzydłowej, w efekcie czego po zaledwie dwudziestu pięciu minutach derby Malmö można było oficjalnie uznać za rozstrzygnięte.

Do końca meczu pozostawało oczywiście jeszcze bardzo dużo czasu, ale grająca dziś bez Caroline Seger drużyna Jonasa Eidevalla po podwyższeniu wyniku postanowiła zagrać resztę spotkania z ogromnym szacunkiem do wypracowanego na jego początku dwubramkowego prowadzenia i bez większych turbulencji dowiozła je do ostatniego gwizdka. Momentami można było odnieść wrażenie, że skupiający się głównie na defensywie Rosengård cofa się za głęboko, ale występującym dziś w roli gospodyń zawodniczkom w czerwonych koszulkach inwencji i zapału nie wystarczyło nawet na zdobycie kontaktowego gola. W niektórych sytuacjach mogło się wydawać, że odrobienie połowy strat jest właściwie całkiem blisko (słupek Welin po centrze Wännerdahl, strzał Kristjansdottir po zamieszaniu w polu karnym, czy wreszcie szansa Persson po błędzie Musovic), ale od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty Limhamn Bunkeflo niezmiennie sprawiał wrażenie zespołu, który sam nie wierzy w to, że dziś jest w stanie ugrać korzystny wynik. Takie nastawienie nie ma rzecz jasna wiele wspólnego ze sportową postawą, ale biorąc pod uwagę potencjał obu ekip, przesadnie ostra krytyka pod adresem podopiecznych Otto Perssona nie miałaby większego sensu. One same muszą odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego dzisiejszy mecz wyglądał tak, a nie inaczej i do następnej potyczki z derbowym rywalem podejść ze zdecydowanie innym nastawieniem. A wtedy emocji będziemy mieć zdecydowanie więcej i – co najważniejsze – potrwają one zdecydowanie dłużej.

Czy Rosengård był dziś do pokonania? Nie wiadomo, ale gdy opadnie meczowa adrenalina, piłkarki Limhamn Bunkeflo z pewnością największy żal będą mieć do siebie o to, że nie potrafiły nawet tego porządnie sprawdzić.

Czwartkowy wynik:

1

Reklamy

7. kolejka – zapowiedź

bAh6ume7kcTg8hEW5gllqS8SX7o

Ella Masar za chwilę pokona bramkarkę Limhamn Bunkeflo (Fot. Björn Lindgren)

Złoty gol Mii Jalkerud zapewnił piłkarkom Djurgården niezwykle prestiżowe zwycięstwo nad Hammarby, ale najciekawsze rozstrzygnięcia siódmej kolejki Damallsvenskan wciąż przed nami. Oto piłkarski rozkład jazdy na najbliższe dni.

Mecz kolejki: Limhamn Bunkeflo vs Rosengård. Choć to derby Sztokholmu zapowiadane były zdecydowanie bardziej szumnie, istnieje całkiem duże prawdopodobieństwo, że to właśnie dwa kluby z Malmö zagwarantują nam w tej serii spotkań najwyższą, piłkarską jakość. Pomimo tego, że ligowa rywalizacja Rosengård z Limhamn Bunkeflo nie ma przesadnie długiej historii (oba zespoły po raz pierwszy spotkały się w poprzednim sezonie i w przeciwieństwie do kilku krajów kontynentalnej Europy nie będziemy nazywać jej klasykiem), obie ubiegłoroczne potyczki miejscowych klubów zapewniły fanom futbolu w stolicy Skanii olbrzymią dawkę emocji. Wiosną, bohaterką Rosengård była Lieke Martens, która żegnając się z publicznością na Malmö IP dała próbkę tego, co kilka tygodni później oglądaliśmy podczas holenderskiego EURO, a jesienią – w obecności ponad siedmiu tysięcy widzów – zawodniczki Limhamn Bunkeflo były o krok od sprawienia niespodzianki, ale skromne zwycięstwo zapewniła ostatecznie faworytkom Ella Masar, strzelając decydującego gola po asyście … swojej żony Erin McLeod. Czy jutro wieczorem o wyniku ponownie może zadecydować rodzinna akcja? Jeśli tak, to cieszyć będą się sympatycy LB 07, ale w obozie Rosengård nikt nie zakłada takiego scenariusza. W ostatnich dniach z mniej lub bardziej dokuczliwymi dolegliwościami zmagały się Boye, Troelsgaard i Seger, ale Jonas Eidevall doskonale zdaje sobie sprawę, że bez względu na zestawienie wyjściowej jedenastki (wszystkie wymienione piłkarki mają być gotowe do gry), jego zespół na kolejną stratę punktów po prostu nie może sobie w tym momencie pozwolić.

Wydarzenie kolejki: mistrz sprawdza lidera. Sześć meczów – sześć zwycięstw. Pomimo przedsezonowej plagi kontuzji i niespodziewanych zawirowań na ławce trenerskiej, Piteå jak dotąd gra tej wiosny bezbłędnie. Całkowicie odmienne nastroje panują za to w Linköping, gdzie wspomnienia mistrzowskiej fety i ćwierćfinału Ligi Mistrzyń stają się z każdym dniem coraz bardziej odległą przeszłością. Wydawałoby się, że w takich okolicznościach to w gościach należałoby upatrywać faworytek piątkowego starcia, ale – paradoksalnie – seria rozczarowujących występów może w końcu zacząć działać na korzyść zespołu z Östergötland. Z każdą kolejką wymagania kibiców i ekspertów w stosunku do ekipy Henrika Jensena stają się bowiem coraz skromniejsze, a to od Piteå zaczyna się oczekiwać konkretów. Czy perspektywa gry pod nieco mniejszą niż jeszcze chociażby przed miesiącem presją rzeczywiście pomoże obrończyniom tytułu? Cóż, na pewno im nie zaszkodzi, ale nie zapominajmy, że Stellan Carlsson potrafi znaleźć sposób na każdego rywala.

Zagadka kolejki: kto wydostanie się ze strefy spadkowej? Kalmar i Eskilstuna. Drużyny o całkowicie odmiennej charakterystyce, które niespodziewanie połączyła lokata w strefie spadkowej. O ile w przypadku Kalmar trudno mówić tu o zaskoczeniu, o tyle kończąca każdy z trzech ostatnich sezonów na ligowym podium Eskilstuna celowała raczej w inne rejony tabeli. Bezpośrednie starcie będzie dla obu zespołów szansą na wydostanie się nad kreskę. Komu uda się ją wykorzystać? Czy Mimmi Larsson i Loreta Kullashi zamkną usta krytykom i udowodnią, że powołanie od Petera Gerhardssona nie było na wyrost? A może napastniczki United pogodzi niezwykle dynamiczna Amanda Fredriksson, uszczęśliwiając w ten sposób nadbałtycką część Småland? Kalmar może, Eskilstuna musi, my czekamy na wielkie emocje.

pobrane

Moa Olsson spróbuje powstrzymać napastniczki z Göteborga (Fot. Peter Åklundh)

Piłkarka pod lupą: Moa Olsson. Jeśli w Kristianstad mają plan, aby status niepokonanej w obecnych rozgrywkach drużyny utrzymać przynajmniej do zakończenia przerwy reprezentacyjnej, 20-letnia golkiperka w niedzielne popołudnie będzie musiała zdać swój jak dotąd najpoważniejszy, piłkarski egzamin na boiskach Damallsvenskan. W dwóch ostatnich meczach defensywa Kristianstad dopuściła do zaledwie jednego celnego strzału na bramkę Olsson, ale możemy spodziewać się, że mocno podrażnione pechową porażką z Piteå zawodniczki z Göteborga zechcą nieco częściej sprawdzić kwalifikacje młodej bramkarki. Czy będzie ona na to gotowa? We wschodniej Skanii zapewniają, że tak, ale nie zapominajmy, że ze strzałami Press, Rubensson, Schough, czy Kollmats problemy miewały zdecydowanie bardziej doświadczone golkiperki.

Na pozostałych stadionach: Vittsjö od czterech kolejek nie potrafi strzelić choćby jednego gola, Växjö w miniony weekend strzeliło ich aż cztery. Nie jest jednak powiedziane, że tendencja ta za chwilę się nie odwróci, gdyż poza pojedynczymi wyjątkami, piłkarki obu zainteresowanych zespołów nie należą w tej rundzie do najbardziej powtarzalnych. Kto zatem ucieszy się w niedzielę? Na pewno nie zagraniczni komentatorzy, którym przyjdzie relacjonować to spotkanie.

Zestaw par 7. kolejki:

omg7_02

omg7_03

omg7_04

omg7_05

omg7_06

Podsumowanie 6. kolejki

dam

Czas na podsumowanie 6. kolejki sezonu 2018 w Damallsvenskan

Najlepszy mecz: Göteborg 0-1 Piteå. Kolejny raz w tym sezonie mecz typowany na hit kolejki nie zawiódł. Pomimo niesprzyjających warunków atmosferycznych, oba zespoły stworzyły na Valhalli niesamowite widowisko, z którego po złotym golu Norweżki June Pedersen zwycięsko wyszły piłkarki z Norrbotten. Dla Piteå trzy punkty wywiezione z Göteborga oznaczały nie tylko odczarowanie niezdobytego nigdy wcześniej stadionu, ale także utrzymanie bezpiecznej, pięciopunktowej przewagi w tabeli nad najgroźniejszym rywalem z Malmö. Czyżby rywalizacja Północy z Południem miała być w tym roku bardziej zacięta niż ktokolwiek przypuszczał?

Najładniejszy gol: Mia Persson (Limhamn Bunkeflo). Już drugi raz trafienie właśnie tej piłkarki zdobywa największe uznanie, choć tym razem Persson powinna podzielić się nagrodą z Elisą Lang Nilsson. Trudno bowiem orzec, czy więcej magii było w odegraniu piłki przez 18-letnią napastniczkę ze Skanii, czy w strzale jej bardziej doświadczonej klubowej koleżanki. Tak, czy inaczej, doskonała współpraca dwóch zawodniczek z Malmö pozwoliła doprowadzić do remisu na Stadionie Olimpijskim, dzięki czemu Limhamn Bunkeflo wywalczył w Sztokholmie jeden punkt.

Najlepsza piłkarka: Nellie Karlsson (Växjö). Kandydatek do MVP kolejki było tym razem sporo, ale defensorka Växjö skutecznie pogodziła całą konkurencję. Nie mogło jednak być inaczej, skoro Karlsson to bezbłędnej gry w obronie i niezwykle precyzyjnych, długich podań dołożyła jeszcze gola po stałym fragmencie gry. Przed rozpoczęciem rozgrywek można było zastanawiać się, czy w najwyższej klasie rozgrywkowej beniaminek ze Småland nie powinien zrezygnować z ustawienia z trójką defensorek, ale Pierre Fondin odważnie postawił na sprawdzone wzorce i póki co wychodzi na jego.


6. kolejka w liczbach:

Gole: 14  (średnia 2.33 / mecz)

Rzuty karne: 0

Żółte kartki: 7

Czerwone kartki: 0

Najwyższa frekwencja: 1 114  (Hammarby – Linköping)

Najniższa frekwencja: 220  (Djurgården – Limhamn Bunkeflo)

Najszybszy gol: Anna Anvegård (Växjö) – 4. minuta (vs. Kalmar)

Najpóźniej strzelony gol: Natasha Dowie (Linköping) – 90+3. minuta (vs. Hammarby)


Jedenastka kolejki:

TEAM_6.png

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Komplet wyników:

dam

Pressing sposobem na Press

sajt-jpg

June Pedersen i Faith Ikidi – bez nich o zwycięstwo w Göteborgu byłoby zdecydowanie trudniej (Fot. Nyhetsbyrån)

Dwa remisy, sześć porażek, bilans bramek 3-21 – tak jeszcze kilka godzin temu przedstawiał się dorobek piłkarek z Piteå w wyjazdowych meczach z Göteborgiem. Dane te są już jednak całkowicie nieaktualne, gdyż krocząca tej wiosny od zwycięstwa do zwycięstwa ekipa z Norrbotten w gorące, majowe popołudnie dokonała kolejnego historycznego wyczynu. Jeśli do tej pory komuś wydawało się, że dorobek punktowy Piteå jest przede wszystkim wypadkową stosunkowo korzystnego terminarza na początku rundy wiosennej, to dzisiejszy dzień pokazał, że drużyna z dalekiej Północy w tym roku naprawdę planuje rzucić wyzwanie ligowym potentatom. I żeby było jeszcze ciekawiej, póki co realizuje ów plan z żelazną konsekwencją.

Toczone w niemal trzydziestostopniowym upale spotkanie od pierwszej do ostatniej minuty było pojedynkiem dwóch taktycznych filozofii. Z tej batalii zwycięsko wyszedł ostatecznie Stellan Carlsson, który podobnie jak przed tygodniem Elisabet Gunnarsdottir w rywalizacji z Rosengård, postawił na wysoki pressing, a także otoczenie ścisłą opieką najgroźniejszej snajperki w zespole z Västergötland. Zagrożenia czyhającego ze strony Christen Press całkowicie zneutralizować się oczywiście nie udało, ale 98-krotna reprezentantka USA musiała włożyć mnóstwo wysiłku w wypracowanie sobie strzeleckiej okazji. Jak zwykle, kluczem do sukcesu Piteå okazała się postawa formacji defensywnej, na czele której niezmiennie stoi Nigeryjka Faith Ikidi. 31-letnia stoperka imponowała dziś nie tylko kryciem i przechwytami, ale również nienaganną techniką. Obrończyni z Afryki kilka razy bardzo odważnie wdała się w drybling na własnej połowie i za każdym razem wychodziła z niego zwycięsko! W przypadku większości defensorek taka gra najpewniej zakończyłaby się w końcu stratą i narażeniem swojej drużyny na niepotrzebne ryzyko, ale u Ikidi takiego niebezpieczeństwa zwyczajnie nie było.

Kibice z Göteborga mogą oczywiście narzekać, że gościom w kilku sytuacjach sprzyjało dziś szczęście i opinie te nie będą do końca pozbawione racji. Warto jednak mieć na uwadze fakt, że o ile na przykład po strzale Beaty Kollmats futbolówka rzeczywiście mogła równie dobrze polecieć kilka centymetrów niżej, o tyle w wielu innych przypadkach brak dokładności zawodniczek Marcusa Lantza był następstwem ofiarnej postawy piłkarek z Piteå, które niejednokrotnie całym zespołem skutecznie broniły dostępu do bramki Cajsy Andersson. Podobnie ma się sprawa z sytuacją, która przyniosła gościom zwycięskiego gola; z jednej strony to naprawdę niesamowite, że kopniętej przez June Pedersen futbolówki nikt nie strącił, ale z drugiej trzeba docenić niezwykłą precyzję doświadczonej Norweżki, która uderzając z ponad czterdziestu metrów zmieściła piłkę tuż przy słupku bramki Jennifer Falk. O tym, że w strzale tym nie było przypadku najlepiej świadczy to, że Pedersen wiele lat temu na boiskach Damallsvenskan zdobyła już niemal identycznego gola. Żeby było jeszcze zabawniej, wówczas także miało to miejsce w rywalizacji z Göteborgiem.

Osiemnaście punktów po sześciu rozegranych meczach to wynik, którego przed sezonem nikt w Piteå z pewnością nie zakładał. Czy oznacza on, że do czekających je w najbliższych tygodniach pojedynków z Linköping i Rosengård, piłkarki z Norrbotten będą mogły podejść bez większej presji? A może będzie dokładnie odwrotnie i presja ta będzie w tej sytuacji podwójna? Przekonamy się już za kilka dni, choć nie da się ukryć, że w dalszej części sezonu odpowiednie nastawienie mentalne może stanowić różnicę między zrobieniem kolejnego wyniku ponad stan, a zapisaniem się na zawsze w historii Damallsvenskan jako zespół, który był sprawcą najbardziej sensacyjnego rozstrzygnięcia w historii ligi. Kolejny test czeka piłkarki z Laponii już za tydzień, a w rolę egzaminatorek wcielą się tym razem wciąż urzędujące mistrzynie kraju.

******

Na pozostałych stadionach dzień upłynął pod znakiem potyczek derbowych. Zdecydowanie najbardziej szumnie zapowiadano starcie dwóch klubów ze stolicy, ale na Tele2 Arenie nie obejrzeliśmy dziś ani frekwencyjnego rekordu, ani porywającego widowiska. Obejrzeliśmy za to zwycięstwo występujących w roli gości piłkarek Djurgården, choć szczególnie w drugiej połowie to Hammarby sprawiało wrażenie zespołu bardziej sposobiącego się do wyprowadzenia decydującego ciosu. Wystarczył jednak moment nieuwagi i jedno zbyt krótkie wybicie defensorek Bajen, aby tuż przed linią pola karnego futbolówkę przejęła Mia Jalkerud i mierzonym strzałem zapewniła swojej drużynie komplet punktów, przerywając jednocześnie trwającą od początku obecnych rozgrywek serię meczów bez zdobytego gola. Sympatycy Djurgåden zapewne zgodziliby się co do tego, że lepszego momentu na przełamanie napastniczka ze Sztokholmu po prostu nie mogła sobie znaleźć.

Niespodzianki nie było w Växjö, gdzie w pierwszych w historii szwedzkiej ekstraklasy derbach Småland miejscowe piłkarki okazały się lepsze od Kalmar. Gospodynie zwyciężyły ostatecznie 4-1, a bohaterką drużyny prowadzonej przez Pierre’a Fondina była autorka trzeciego gola Jelena Cankovic, która zanim sama wpisała się na listę strzelczyń, miała udział przy trafieniach Anvegård i Karlsson. Dla byłej piłkarki Barcelony był to kolejny niezwykle udany występ na boiskach Damallsvenskan.

Swoje zadanie wykonały także piłkarki Rosengård, które zwycięstwem 2-0 nad Vittsjö odkuły się za poniesioną w identycznych rozmiarach porażkę w Kristianstad. Bohaterką klubu z Malmö była tym razem Fiona Brown, która dwukrotnie (po razie w każdej z połów) znalazła sposób na pokonanie swojej rodaczki Shannon Lynn. Dominacja wicemistrzyń Szwecji przez większą część meczu nie podlegała żadnej dyskusji, ale w końcówce to piłkarki z Vittsjö przejęły inicjatywę i dwukrotnie były bliskie zdobycia gola kontaktowego. Strzał Michelle De Jongh okazał się jednak minimalnie niecelny, a z próbą Lindy Sällström doskonale poradziła sobie Zecira Musovic, wykazując się przy tym bardzo dobrym refleksem.

Komplet niedzielnych wyników:

4

5

6

1

Twierdza wciąż niezdobyta

image

Ivarsson strzela, Kristianstad zwycięża – stały punkt wiosennego repertuaru (Fot. Kristianstadsbladet)

Choć na nowym stadionie w Kristianstad mieli już okazję zagrać wszyscy medaliści poprzedniego sezonu Damallsvenskan, otwarta w kwietniu tego roku arena wciąż pozostaje niezdobyta. Dziś próbę wywiezienia ze wschodniej Skanii kompletu punktów podjęła Eskilstuna, ale podobnie jak wcześniej między innymi Linköping oraz Rosengård, podopieczne Magnusa Karlssona wrócą do domu na tarczy.

Kluczowa dla losów sobotniego pojedynku okazała się 24. minuta, kiedy to Therese Ivarsson najlepiej odnalazła się w szesnastce gości i strzałem głową z najbliższej odległości pokonała Britę Elsert Gynning. Piąty w sezonie gol defensorki Kristianstad zapewnił zespołowi ze Skanii trzecie kolejne zwycięstwo i choć sam mecz nie był być może najbardziej porywającym widowiskiem, trzeba oddać, że ekipa prowadzona przez Elisabet Gunnarsdottir te trzy punkty sobie po prostu wybiegała. Zaangażowanie Ogonny Chukwudi, Becky Edwards, czy Alice Nilsson w walkę o każdy milimetr boiska było tak ogromne, że ich dzisiejszy występ spokojnie można pokazywać młodym adeptkom futbolu na całym świecie jako modelowy przykład pracy wykonywanej na rzecz drużyny. Świetną partię rozgrywała ponadto Amanda Edgren, która przy odrobinie szczęścia przynajmniej dwukrotnie mogła wpisać się dziś na listę strzelczyń (raz obiła poprzeczkę, raz kapitalną interwencją zatrzymała ją Elsert Gynning). Byłej pomocniczce Göteborga gola zdobyć się ostatecznie nie udało, ale jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości, czy Edgren na swojej pozycji należy do ścisłego, ligowego topu, to najpewniej właśnie zostały one całkowicie rozwiane.

Osobny akapit należy się także Eskilstunie, która po raz drugi podjęła próbę wydostania się ze strefy spadkowej i ponownie sztuka ta się jej nie powiodła. Od pierwszych minut dało się zauważyć, że planem Magnusa Karlssona na ten mecz miało być bazowanie na szybkości kwartetu Okobi – Larsson – Karlsson – Kullashi, ale pomimo narastającego szczególnie w ostatnim kwadransie zmęczenia defensorek Kristianstad, obrona ze Skanii wytrwała do końcowego gwizdka z czystym kontem. Co więcej, piłkarkom z Eskilstuny nie udało się oddać choćby jednego celnego strzału na bramkę Olsson, a z takimi statystykami zwyczajnie trudno liczyć na korzystny rezultat. Prawdą jest, że po stałych fragmentach gry oraz rajdach obu dynamicznych skrzydłowych, fanom ze Skanii kilka razy mogły zadrżeć serca, ale dyrygowanej przez niezwykle pewną Mię Carlsson formacji zawsze udawało się w porę zażegnać niebezpieczeństwo. Dobra komunikacja defensorek Kristianstad pozwalała im ponadto raz po raz łapać Kullashi i Karlsson na spalonym, co tylko potęgowało frustrację i bezradność gości z Eskilstuny.

Skromne zwycięstwo pozwoliło podopiecznym Elisabet Gunnarsdottir przeskoczyć w tabeli Rosengård i przynajmniej do jutra zajmować w niej drugą lokatę. Czy to już szczyt możliwości Kristianstad? Niekoniecznie, a mając na uwadze terminarz można nawet zaryzykować opinię, że to właśnie napędzana islandzką myślą szkoleniową drużyna ze Skanii może okazać się największą rewelacją tegorocznych rozgrywek. Ciekawe, czy gdy niespełna dwa miesiące temu Peter Gerhardsson w niezwykle uroczysty sposób otwierał nową arenę w Kristianstad, kibice tego klubu spodziewali się, że tak szybko na jej trybunach zacznie się całkowicie poważna dyskusja na temat gry miejscowych piłkarek w europejskich pucharach. Cóż, jak widać futbol lubi zaskakiwać.

Sobotni wynik:

3

Puchar nie dla Nilli

GettyImages-962159668

Lyon znów najlepszy w Europie (Fot. Getty Images)

Choć kadra Petera Gerhardssona na Ukrainę wybiera się dopiero za trzy tygodnie, jedna ze szwedzkich piłkarek już wczoraj miała okazję, aby w Kijowie wywalczyć niezwykle cenne trofeum. Niestety, prowadzony do boju przez Nillę Fischer VfL Wolfsburg nie sprostał w finale Ligi Mistrzyń francuskiemu Olympique Lyon, ulegając obrończyniom tytułu po dogrywce.

Choć do rozstrzygnięcia rywalizacji na stadionie im. Walerego Łobanowskiego mistrzynie Francji potrzebowały dodatkowych trzydziestu minut oraz superrezerwowej w osobie Shanice van de Sanden, nikt nie ma wątpliwości, że to właśnie w ich ręce powinien powędrować najcenniejszy puchar w klubowej piłce europejskiej. Lyon niemal przez cały mecz był stroną dyktującą warunki gry, ale podopieczne Reynalda Pedrosa nijak nie potrafiły przełożyć optycznej przewagi na konkrety w postaci goli lub choćby stuprocentowych okazji (a gdy już im się to udawało, to albo Le Sommer strzelała wprost w Almuth Schult, albo Jana Adamkova nie uznawała prawidłowo zdobytej bramki). Na początku dogrywki zrobiło się jeszcze bardziej interesująco, gdyż niezawodna Pernille Harder indywidualną akcją dała Wilczycom prowadzenie, ale później przyszło pięć minut, które wstrząsnęło drużyną z Niemiec. Najpierw drugą żółtą kartkę obejrzała Alexandra Popp, chwilę później do remisu doprowadziła Amandine Henry, a następnie podania van de Sanden na dwa kolejne trafienia zamieniły Le Sommer oraz Hegerberg. W samej końcówce Wolfsburg dobiła jeszcze kończąca niezwykle bogatą, piłkarską karierę Camille Abily (trzecia asysta Holenderki) i Lyon mógł rozpocząć świętowanie. Po raz piąty w historii ekipa z miasta nazywanego przez wielu kulinarną stolicą Francji nie miała sobie równych w Lidze Mistrzyń.

Jak zagrała Nilla Fischer? Kapitanka Wolfsburga długimi minutami była jedną z wyróżniających się postaci w drużynie mistrzyń Niemiec, a w swoich interwencjach była zdecydowanie bardziej pewna niż na przykład jej partnerka z środka defensywy Lena Goessling. Można by mieć pewne zastrzeżenia co do jej postawy przy kluczowym dla dalszego przebiegu meczu trafieniu Le Sommer, ale z drugiej strony musimy wziąć poprawkę na to, że zagrania najpierw Marozsan, a następnie van de Sanden były naprawdę najwyższej próby. Oczywiście, trochę szkoda, że Fischer nie dopisała do swojej niezwykle długiej listy trofeów jeszcze jednego zwycięstwa w Lidze Mistrzyń, ale lista szwedzkich triumfatorek tych rozgrywek i tak przedstawia się niezwykle imponująco.

Szwedzkie zwyciężczynie Ligi Mistrzyń:

2003 – Sofia Lundgren, Anna Paulson, Hanna Marklund, Maria Bergkvist, Linda Dahlkvist, Malin Moström, Anna Sjöström, Frida Östberg, Hanna Ljungberg, Ulrika Karlsson, Sofia Eriksson, Lotta Runesson, Madelene Göras, Maria Nordbrandt, Emma Lindqvist

2004 – Sofia Lundgren, Anna Paulson, Hanna Marklund, Maria Bergkvist, Malin Moström, Anna Sjöström, Frida Östberg, Marie Hammarström, Anna Hofwing, Sofia Eriksson, Linda Dahlkvist, Maria Nordbrandt, Therese Kapstad, Emma Lindqvist, Ulrika Karlsson, Kristina Wiklund

2011 – Lotta Schelin

2012 – Lotta Schelin

2014 – Nilla Fischer

2016 – Lotta Schelin

2017 – Caroline Seger

Szwedzkie finalistki Ligi Mistrzyń:

2002 – Sofia Lundgren, Anna Paulson, Hanna Marklund, Maria Bergkvist, Sofia Eriksson, Linda Dahlkvist, Marlene Sjöberg, Malin Moström, Anna Sjöström, Lotta Runesson, Therese Kapstad, Ulrika Karlsson, Maria Nordbrandt, Emma Lindqvist

2005 – Maja Åström, Helén Fagerström, Jane Törnqvist, Kristin Bengtsson, Elin Ekblom, Sara Thunebro, Malin Nykvist, Anna Hall, Ann-Marie Norlin, Linda Fagerström, Victoria Svensson, Jenny Curtsdotter, Linda Lekander

2007 – Carola Söberg, Anna Paulson, Johanna Frisk, Karolina Westberg, Maria Bergkvist, Lisa Dahlkvist, Hanna Ljungberg, Madelaine Edlund, Ulla-Karin Rönnlund, Emma Berglund, Emmelie Konradsson, Erika Karlsson

2008 – Ulla-Karin Rönnlund, Anna Paulson, Johanna Frisk, Karolina Westberg, Frida Östberg, Lisa Dahlkvist, Madelaine Edlund, Carola Söberg, Emma Berglund, Emmelie Konradsson, Emma Åberg-Zingmark, Sofia Jakobsson

2010 – Amelie Rybäck

2012 – Sara Thunebro, Jessica Landström

2013 – Lotta Schelin

2014 – Carola Söberg, Linda Sembrant, Lisa Dahlkvist, Caroline Seger, Malin Diaz, Lisa Klinga, Johanna Rytting Kaneryd, Madelaine Edlund

2015 – Kosovare Asllani

2016 – Nilla Fischer

2018 – Nilla Fischer

Tak, w całej historii Pucharu UEFA i Ligi Mistrzyń odbyły się zaledwie dwa (2006, 2009) finały bez udziału szwedzkich piłkarek. Wynik chyba całkiem przyzwoity, prawda?