Jeszcze punkt!

magda_eriksson

Magdalena Eriksson na lewej obronie? Plan Gerhardssona okazał się skuteczny (Fot. SvFF)

Plan na udany, czwartkowy wieczór w Göteborgu był niezwykle prosty: zagrać tak, aby czerwcowa porażka na Ukrainie na zawsze odeszła w zapomnienie. Przed trudnym wyjazdem do Viborga bardzo potrzebowaliśmy nie tylko kolejnych trzech punktów, które pomogą nam utrzymać się na szczycie grupy eliminacyjnej, ale także dobrego występu pozwalającego tej grupie piłkarek na nowo uwierzyć we własne umiejętności. Jak poszła realizacja założonego planu? Udało się go wypełnić w mniej więcej dziewięćdziesięciu procentach, więc narzekać na pewno nie będziemy. Tym bardziej, że uśmiechnięte i przepełnione radością twarze najmłodszych kibiców opuszczających trybuny Gamla Ullevi jednoznacznie wskazywały na to, że kadra Petera Gerhardssona dziś dostarczała nam przede wszystkim pozytywnych emocji.

Dobrze zaczęło się dziać w zasadzie już od pierwszego gwizdka prowadzącej to spotkanie Moniki Mularczyk i ku uciesze miejscowych fanów, zaledwie po kilkudziesięciu sekundach gry, Kateryna Samson musiała po raz pierwszy wyciągać piłkę z siatki. Radość z gola Kosovare Asllani, która przytomnie dobiła strzał Olivii Schough, trwała jednak bardzo krótko, gdyż polska sędzia słusznie dopatrzyła się w tej sytuacji pozycji spalonej. Szwedzkie piłkarki nie ustawały w atakach i chwilę później Samson musiała wznieść się na wyżyny swych bramkarskich umiejętności, aby sparować na poprzeczkę strzał Sofii Jakobsson. Wydawało się, że gol dla gospodyń jest wyłącznie kwestią czasu, ale po upływie pierwszego kwadransa, coraz śmielej zaczęły poczynać sobie podopieczne Wołodymira Rewy. Na szczęście, większość ich ofensywnych prób skutecznie kasowana była w bezpiecznej odległości od bramki rozgrywającej dziś mecz numer 150 w narodowych barwach Hedvig Lindahl, ale raz zrobiło się nam naprawdę gorąco. Prawym skrzydłem urwała się Andruchiw, z dystansu uderzyła Apanasczenko, a futbolówka tak nieszczęśliwie odbiła się od Nilli Fischer, że byliśmy o krok od olbrzymiego nieszczęścia. Golkiperka londyńskiej Chelsea pokazała jednak, że wciąż zalicza się do ścisłego, światowego topu i to głównie dzięki jej refleksowi na tablicy wyników wciąż widniał bezbramkowy remis.

Utrzymał się on jednak jeszcze tylko przez kilka chwil, gdyż w 34. minucie lokalna bohaterka Elin Rubensson huknęła z ponad dwudziestu metrów tak, że nawet dobrze dysponowana Samson była w tej sytuacji kompletnie bezradna. Warto podkreślić, że bardzo duży udział w bramkowej akcji miały także dwie zawodniczki francuskiego Montpellier; najpierw do źle zacentrowanej przez Schough futbolówki świetnie dobiegła Jakobsson, a następnie fenomenalną asystą popisała się Blackstenius. Była napastniczka Linköping w identycznej roli wystąpiła zresztą chwilę później, gdy dobrze dostrzegła podłączającą się do akcji na lewym skrzydle Magdalenę Eriksson. Jeszcze jedno dokładne zagranie i defensorka Chelsea mogła unieść ręce do góry w geście triumfu. 2-0 po dwóch pięknych, składnych, zespołowych akcjach – na Gamla Ullevi sprawy ewidentnie zmierzały we właściwym kierunku.

Druga połowa zaczęła się od równie mocnego uderzenia podopiecznych Petera Gerhardssona, które nie zamierzały przestać strzelać. Na drodze raz po raz stawała im jednak zdecydowanie najlepsza w szeregach gości Samson, która w sobie tylko znany sposób zatrzymała futbolówkę po strzale Asllani z najbliższej odległości, pozbawiając tym samym Stinę Blackstenius trzeciej asysty. Swojego gola Kosse i tak jednak tego dnia strzeliła, a celebrowała go w popularny ostatnimi czasy sposób, pokazując symbol albańskiego orła. Pozostaje mieć nadzieję, że FIFA nie nałoży na pomocniczkę Linköping kary za ten gest, gdyż pamięć o kraju pochodzenia nie jest chyba czymś zasługującym na potępienie. Wróćmy jednak na murawę, gdyż tam wciąż było ciekawie. Szwedki nie atakowały już może z aż tak wielką pasją, ale na przykład Julia Karlernäs była bliska okraszenia debiutu w seniorskiej kadrze Szwecji golem. Zawodniczka Piteå swoją część zadania wykonała nawet całkowicie bezbłędnie, ale ponieważ chwilę wcześniej Linda Sembrant zdemolowała próbującą interweniować Katerynę Samson, pani Mularczyk nie mogła w tej sytuacji wskazać na środek boiska. Więcej goli (uznanych lub nie) na Gamla Ullevi już nie padło, ale akurat tego dnia jeśli ktoś był z tego faktu niezadowolony, to na pewno nie my.

Po końcowym gwizdku wszyscy wyczekiwaliśmy na wieści z Viborga, gdzie Chorwacja sensacyjnie prowadziła z Danią 1-0, ale szczęśliwy gol Nadii Nadim w doliczonym czasie gry pozwolił ostatecznie gospodyniom uratować remis. Wyniki te oznaczają, że we wtorek satysfakcjonuje nas każdy remis i każda wygrana, gdyż takie wyniki pozwolą nam zakwalifikować się na francuski mundial z pierwszego miejsca w grupie. O tym będziemy jednak myśleć jutro, a dziś pogratulujmy sobie dobrze wykonanego zadania, trzech efektownych goli, perfekcyjnie funkcjonującego defensywnego kwartetu i udanie zestawionej ofensywy. Zgodnie z moimi przedmeczowymi obserwacjami (wszystkie dywagacje okazały się słuszne), selekcjoner zdecydował się na roszady zarówno taktyczne, jak i personalne , a one tym razem przyniosły oczekiwany efekt. A zatem – oby do wtorku!

Reklamy

Do góry czy w dół?

Fotboll, Dam, Sverige, Infšr VM-Kval, Presskonferens

Nadszedł tydzień prawdy dla kadry Petera Gerhardssona (Fot. SvFF)

W końcu nadszedł tydzień, na który czekaliśmy jednocześnie z ekscytacją i niepokojem. Tydzień, który z dużym prawdopodobieństwem określi dalsze losy kadry Petera Gerhardssona. Sytuacja w tabeli wygląda tak, że bez względu na wszystko, kwestia bezpośredniego awansu na francuski mundial rozstrzygnie się w najbliższy wtorek w Viborgu, ale jutrzejszy mecz z Ukrainą także ma swoją stawkę i nie jest nią wyłącznie przystąpienie do decydującej batalii z pozycji lidera grupy. Lwowska klęska, która spadła na nas niespodziewanie i zupełnie bez ostrzeżenia, była niewątpliwie bardzo ostrym zakrętem na drodze tej wciąż budującej się drużyny. Na tym zakręcie mocno się wszyscy poobijaliśmy, ale trzy miesiące to wystarczająco dużo czasu, aby bolące rany zdążyły się zagoić. Jeśli pamiętny, deszczowy wieczór na ukraińskiej ziemi był tylko nieszczęśliwym wypadkiem, to właśnie nadarza się idealna okazja, aby to udowodnić. Przede wszystkim sobie, a dopiero w dalszej kolejności reszcie świata. W roli gospodarza kadra Petera Gerhardssona jak dotąd wygrała wszystko, co było do wygrania. Wystarczy więc po prostu podtrzymać tę passę, dorzucić do tego solidną grę i będziemy mogli udać się do Viborga z poczuciem dobrze wykonanego zadania i nadzieją na zwycięski powrót do domu. Innych scenariuszy w ogóle nie bierzemy pod uwagę.

Czy Peter Gerhardsson wie, w jaki sposób zaskoczyć Ukrainę? Przekonamy się za kilkadziesiąt godzin, choć póki co udało mu się zaskoczyć nas. Jeśli bowiem środowy trening miał stanowić wskazówkę co do czwartkowego ustawienia wyjściowej jedenastki, to jutro czeka nas całkiem spora rewolucja. Największą niespodzianką jest chyba odejście od preferowanego dotychczas systemu z trójką obrończyń i dwiema wahadłowymi, które Gerhardsson (zazwyczaj z powodzeniem) forsował nie tylko w kadrze, ale również podczas wcześniejszej pracy z zespołami klubowymi. W trakcie zgrupowania w Göteborgu ćwiczone było jednak przede wszystkim klasyczne ustawienie z czwórką defensorek i wiele przemawia za tym, że właśnie w nim szwedzka kadra rozpocznie rewanżowy bój z Ukrainą. Żeby było jeszcze ciekawiej, do gry na lewej obronie przymierzana jest Magdalena Eriksson, która na co dzień występuje raczej bliżej środka. Niezaprzeczalnym atutem zawodniczki londyńskiej Chelsea jest jednak jej lewa noga i być może tym tropem poszedł również selekcjoner. O miejsce na prawej flance rywalizacja toczyła się natomiast pomiędzy Hanną Glas oraz Anną Oskarsson i na ostatniej prostej zwycięsko wyszła z niej pierwsza z wymienionych.

Nie mniej interesująco wyglądają przednie formacje, gdzie za plecami Stiny Blackstenius mecz rozpocząć może … Kosovare Asllani. Wybór nieoczywisty, ale jednocześnie pokazujący, że Gerhardsson pilnie odrobił zadanie domowe. Wobec plagi kontuzji w Linköping, Kosse często była desygnowana do gry przez trenerów Jensena i Unogårda właśnie jako fałszywa napastniczka i spisywała się w tej roli po prostu wyśmienicie. Jakiś znak zapytania może stanowić fakt, że Asllani w reprezentacji była regularnie ustawiana zdecydowanie głębiej, ale z drugiej strony mówimy przecież o doświadczonej piłkarce, która w lidze angielskiej z powodzeniem występowała przez pewien czas nawet na skrzydle. A propos kontuzji – nie sposób nie odnotować, że kolejny raz właśnie z tego powodu wypadła nam z kadry Fridolina Rolfö. Wielka szkoda, że jedna z najbardziej utalentowanych szwedzkich piłkarek ostatnich lat jest jednocześnie tak bardzo kontuzjogenna. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że gdyby nie urazy, pomocniczkę monachijskiego Bayernu już dziś stawiano by na jednej półce na przykład z Pernille Harder. Niestety, Rolfö więcej czasu niż na boisku spędza w ostatnich latach na rehabilitacji, co nie pozwala jej pokazać piłkarskiemu światu pełni swoich (skądinąd naprawdę ogromnych) umiejętności. Komunikaty sztabu medycznego nie wykluczają całkowicie występu Rolfö we wtorek, jednak trudno na dziś powiedzieć jaki wymiar czasowy mógłby on ewentualnie mieć.

Nastroje w kadrze? Pozytywne. Selekcjoner przekonuje wszystkich, którzy chcą go słuchać, że w kwestii awansu nie jesteśmy zależni od nikogo, a Anna Anvegård marzy o tym, żeby już w najbliższych dniach strzelić debiutanckiego gola w pierwszej reprezentacji (najlepiej, żeby był on na wagę wygrania grupy). Linda Sembrant i Nilla Fischer podkreślają, że gra czwórką z tyłu nie jest niczym nowym ani dla nich personalnie, ani tym bardziej dla szwedzkiej kadry, a błędy z czerwcowego meczu przeciwko Ukrainie nie mają prawa się powtórzyć. To wszystko każe nam podejść do jutrzejszego wyzwania z delikatnym optymizmem, choć – jak to zwykle w piłce bywa – na koniec dnia i tak wszystko zweryfikuje murawa. A ta na Gamla Ullevi ostatnio była dla nas nadzwyczaj łaskawa.

******

Wydarzeniem dnia jutrzejszego będzie oczywiście mecz reprezentacji Petera Gerhardssona z Ukrainą, ale warto także skierować uwagę na specjalną konferencję z udziałem Lotty Schelin. Najlepsza snajperka w historii szwedzkiej kadry podjęła bardzo ważną decyzję w kwestii swojej kariery zawodniczej i w mieście, w którym rozpoczęła się jej przygoda z wielkim futbolem, postanowiła się nią podzielić. Najbliższe godziny zapowiadają się więc bardzo emocjonująco!

Podsumowanie 15. kolejki

dam

Czas na podsumowanie 15. kolejki sezonu 2018 w Damallsvenskan

Najlepszy mecz: Eskilstuna 1-1 Rosengård. Gole strzelone w doliczonym czasie gry zawsze smakują wyjątkowo, a jeśli na dodatek trafia się w meczu z głównym faworytem ligi, to można już mówić o prawdziwej uczcie. Przez około czterdzieści minut wydawało się, że goście z Malmö wywiozą z Tunavallen komplet punktów, ale Hanna Glas do spółki z Felicią Karlsson skutecznie zatroszczyły się o nastroje kibiców w Södermanland.

Najładniejszy gol: Filippa Angeldahl (Linköping). Była piłkarka Hammarby w 17. minucie meczu przeciwko swojemu byłemu klubowi pokazała, że w profesjonalnej piłce absolutnie nie ma miejsca na sentymenty. Strzał z dystansu okazał się tak perfekcyjny, że nawet reagująca we właściwy sposób Emma Holmgren nie była w stanie dosięgnąć idealnie uderzonej futbolówki.

Najlepsza piłkarka: Filippa Angeldahl (Linköping). Na nieszczęście fanów Hammarby, 21-letnia piłkarka z Uppsali nie zamierzała zadowalać się jednym golem. W piątkowy wieczór Angeldahl zagrała nam cudowny koncert i to przede wszystkim dzięki jej fantastycznej postawie Linköping wciąż zachowuje matematyczne szanse na włączenie się do gry o mistrzowski tytuł. A gdyby Almqivst nieco lepiej podeszła pod dośrodkowaną przez nią piłkę, to do dwóch goli młoda pomocniczka dopisałaby jeszcze prawdopodobnie najpiękniejszą asystę sezonu.


15. kolejka w liczbach:

Gole: 13  (średnia 2.17 / mecz)

Rzuty karne: 2  (oba wykorzystane)

Żółte kartki: 9

Czerwone kartki: 3

Najwyższa frekwencja: 2 328  (Piteå – Kristianstad)

Najniższa frekwencja: 249  (Limhamn Bunkeflo – Göteborg)

Najszybszy gol: Julia Spetsmark (Djurgården) – 11. minuta (vs. Kalmar)

Najpóźniej strzelony gol: Felicia Karlsson (Eskilstuna) – 90+1. minuta (vs. Rosengård)


Jedenastka kolejki:

TEAM_15

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Komplet wyników:

dam

Koniec lapońskiego snu?

180826-damallsvpitea-744178-se-gp-1-jpg

Nina Jakobsson ma o czym myśleć – historyczny tytuł mistrzowski oddala się od Piteå (Fot. Stefan Jerrevång)

W ostatnich dniach w wyścigu o fotel lidera Damallsvenskan działo się tyle, że warto to wszystko na spokojnie uporządkować. Zaczęło się w czwarty wieczór, gdy Rosengård długo prowadził z Eskilstuną na Tunavallen, ale gol Felicii Karlsson w doliczonym czasie gry nieco popsuł humor Jonasowi Eidevallowi. Jeden punkt pozwalał wprawdzie piłkarkom z Malmö awansować po raz pierwszy w tym roku na sam szczyt ligowej tabeli, ale sobotnie zwycięstwo Göteborga nad Limhamn Bunkeflo przyniosło nam kolejne przetasowania i to w Västergötland spoglądali na wszystkich z góry. W niedzielę Piteå stanęło przed szansą przywrócenia nam porządku sprzed 15. kolejki, ale podopiecznym Stellana Carlssona nie udało się pokonać na własnym boisku dobrze zorganizowanego Kristianstad.

Elisabet Gunnarsdottir kolejny już raz doskonale trafiła z taktyką i personaliami, w wyniku czego zawodniczki z Norrbotten – choć bardzo chciały – długimi fragmentami nie były w stanie uszczęśliwić licznie przybyłych na LF Arenę kibiców choćby jedną, składną akcją ofensywną. Ich bezradność stała się jeszcze bardziej widoczna od 35. minuty, gdyż właśnie wtedy Ogonna Chukwudi zdobyła jedynego jak się później okazało gola w tym meczu. Nigeryjska napastniczka zachowała się najbardziej przytomnie po bilardzie w polu karnym Piteå, ale trzeba zaznaczyć, że cała bramkowa akcja rozpoczęła się od błędu słabo dziś dysponowanej June Pedersen, który wykorzystała ponad dwa razy od niej młodsza Evelina Duljan. Dla piętnastoletniej skrzydłowej był to zaledwie drugi występ od pierwszej minuty na poziomie Damallsvenskan, ale w jej grze nie dało się dostrzec ani krzty lęku przed bardziej doświadczonymi rywalkami. Wraz z Alice Nilsson i Ritą Chikwelu, Duljan całkowicie zdominowała środek pola, zmuszając w ten sposób zawodniczki z Norrbotten do gry długimi podaniami, a ta nie przynosiła dziś kompletnie żadnego rezultatu. Co więcej, zupełnie odcięte od podań były obie napastniczki z Piteå, w efekcie czego ani Andrea Norheim ani Cecilia Edlund nie były w stanie wykreować jakiegokolwiek zagrożenia pod bramką Brett Maron.

Prawdą jest, że Kristianstad również nie stworzył sobie dużej liczby dogodnych, bramkowych okazji, ale z drugiej strony wcale nie musiał tego robić. Prowadzenie, choć skromne, cały czas wydawało się być niezagrożone, a zawodniczki ze Skanii szczególnie w ostatnich dwudziestu minutach sprawiały wrażenie zespołu całkowicie kontrolującego boiskowe wydarzenia. Piteå próbowało, ale akcją, która najlepiej podsumowała dzisiejszy występ gospodyń, okazał się niestety brutalny faul Madelen Janogy tuż przy linii bocznej. Przechwyty Eveliny Duljan, a także udane interwencje Nilsson i Carlsson, skutecznie wybiły rywalkom z głowy marzenia o powrocie na fotel lidera. Czyżby tak właśnie miał wyglądać koniec pięknego, lapońskiego snu? Niewykluczone, choć doskonale wiemy, że w tej lidze zdarzyć może się absolutnie wszystko z wyjątkiem pozostania w niej Kalmar. A Kristianstad? Znów znalazł się w grze o puchary. Miało być jeszcze ciekawiej? No to jest, kolejna drużyna we wrześniu i w październiku będzie miała o co grać!

******

Drugi niedzielny mecz przyniósł nam kolejne domowe zwycięstwo beniaminka z Växjö, który po golach Nellie Karlsson i Anny Anvegård okazał się lepszy od Vittsjö. Honorowe trafienie dla klubu z północnej Skanii uzyskała Clara Markstedt. Drużyna prowadzona przez Pierre’a Fodina mogła na Myresjöhus Arenie zwyciężyć jeszcze bardziej okazale, ale dwukrotnie w sukurs gościom przyszła poprzeczka. W 60. minucie czerwoną kartkę za faul na wychodzącej na czystą pozycję Markstedt zobaczyła Jennie Nordin, ale nawet w liczebnym osłabieniu gospodynie były dziś zespołem lepszym i w pełni zasłużenie sięgnęły po trzy punkty.

Komplet niedzielnych wyników:

Piteå – Kristianstad 0-1 (Chukwudi 35.)

Växjö – Vittsjö 2-1 (N. Karlsson 52., Anvegård 87. (k) – Markstedt 44.)

Göteborg – miasto lidera

2018-08-19 Kopparbergs/Göteborg FC - Djurgårdens IF FF

Jak powstrzymać Göteborg? W Malmö nie znali odpowiedzi na to pytanie (Fot. Per Montini)

Rok temu o tej porze w Göteborgu zastanawiano się jak wydostać się ze strefy spadkowej. Sytuacja zaczynała robić się naprawdę niewesoła, bo koniec sezonu zaczynał powoli majaczyć na horyzoncie, a drużyna prowadzona wówczas jeszcze przez Stefana Rehna nijak nie potrafiła odbić się od ligowego dna. W decydującym momencie, ciężar przeprowadzenia zespołu przez największy od niemal dwóch dekad kryzys wzięła jednak na siebie Elin Rubensson i to głównie dzięki jej fantastycznej postawie, tej wiosny znów mogłem zaprosić wszystkich na pierwszoligowe relacje z Valhalli. Dwanaście miesięcy po tamtych wydarzeniach, nastroje na zachodnim wybrzeżu zmieniły się o sto osiemdziesiąt stopni. Nowy trener Marcus Lantz zadbał o to, aby Rubensson nie musiała już w pojedynkę odpowiadać za wyniki rozumiejącego się coraz lepiej zespołu i nawet transfer Christen Press do Utah Royals nie przeszkodził mu w zbudowaniu drużyny, której grę ogląda się po prostu z największą przyjemnością. Co ważne, w Göteborgu grają nie tylko efektownie, ale i efektywnie. Dzisiejsze zwycięstwo nad Limhamn Bunkeflo pozwoliło ekipie Marcusa Lantza objąć prowadzenie w przejściowej tabeli Damallsvenskan i nawet jeśli ten stan utrzyma się tylko do jutra, to KGFC wysłał właśnie jasny sygnał, że w tym roku walka o mistrzowski tytuł nie odbędzie się bez udziału piłkarek z Västergötland.

Wbrew pozorom, zwycięstwo na Limhamns IP nie przyszło zawodniczkom z Göteborga łatwo, choć od początku to one narzuciły rywalkom ze Skanii własne warunki gry. Bramka Emmy Lind stosunkowo długo pozostawała jednak dla nich niezdobytym terytorium, a golkiperka z Malmö dwiema naprawdę klasowymi interwencjami udowodniła, że znajduje się dziś w bardzo dobrej dyspozycji. W 33. minucie nawet ona musiała jednak skapitulować, gdy Beata Kollmats wygrała pojedynek główkowy z Rakel Hönnudottir i celnym strzałem wpakowała do siatki futbolówkę dograną z narożnika boiska przez Olivię Schough. Do szatni oba zespoły udały się już przy wyniku 0-2, gdyż przed przerwą gościom udało się zamienić na gola jeszcze jeden stały fragment gry; tym razem w rolę asystentki wcieliła się Catrine Johansson, a na listę strzelczyń wpisała się Julia Zigiotti.

Po przerwie gospodynie próbowały poszukać choćby kontaktowego gola, który pozwoliłby im wrócić do meczu, ale poza jednym strzałem Anny Welin, Loes Geurts nie musiała w zasadzie wykazywać się swoim bramkarskim kunsztem. Duża w tym zasługa defensorek z Göteborga, które raz za razem skutecznie wybijały z uderzenia coraz bardziej sfrustrowane zawodniczki z Malmö. Przebiegu gry zmienić nie był w stanie także Otto Persson, który bezskutecznie próbował coraz to nowych roszad taktycznych i personalnych. Nie przyniosły one jednak pożądanego skutku, a ofensywne zapędy LB 07 niezmiennie odbijały się od kwartetu Koivisto – Leach – Kollmats – Johansson jak od ściany. Gdy zegar na Limhamns IP wskazywał 90. minutę, wydawało się, że sobotnie popołudnie zakończy się dla przyjezdnych pełnym sukcesem, ale wtedy nastroje w obozie gości popsuł nieco prowadzący to spotkanie Niklas Olsson. Rozjemca z Ystad uznał, że sposobiąca się do wyrzutu piłki z autu Emma Koivisto gra na czas i pokazał reprezentantce Finlandii drugą tego dnia żółtą kartkę. Czy słusznie? Bardzo wątpliwe, a chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć, jak wielkim osłabieniem dla KGFC będzie brak Koivisto w meczu przeciwko obrończyniom mistrzowskiego tytułu z Linköping.

******

Bardzo podobny przebieg do meczu w Malmö miało także drugie sobotnie spotkanie. Choć beniaminek z Kalmar robił co mógł, ostatecznie musiał uznać wyższość zdecydowanie bardziej doświadczonej ekipy ze Sztokholmu. Pierwszoplanową bohaterką widowiska na Stadionie Olimpijskim była pozyskana latem z Manchesteru Julia Spestmark, która jeszcze przed przerwą ustaliła wynik meczu, dwukrotnie pokonując Tove Enblom (przy golu na 1-0 świetną asystę zanotowała Mia Jalkerud). W drużynie gości, która od 20. minuty musiała radzić sobie bez kontuzjowanej Ifeomy Dieke, na pochwałę zasłużyła przywrócona przez nowego trenera do wyjściowej jedenastki Amerykanka Shade Pratt, ale jej wysiłki nie przyniosły klubowi ze Småland nawet gola honorowego. Pierwsze od 27. maja (!) ligowe zwycięstwo pozwoliło Djurgården nieco odbić się od strefy spadkowej, choć drużyna prowadzona przez Joela Riddeza cały czas okupuje ostatnią bezpieczną lokatę w tabeli.

Komplet sobotnich wyników:

Limhamn Bunkeflo – Göteborg 0-2 (Kollmats 33., Zigiotti 43.)

Djurgården – Kalmar 2-0 (Spetsmark 11., 45+1.)

Angeldahl – Hammarby 2-1

lfc

Filippa Angeldahl pokonała swój były klub (Fot. Bildbyrån)

Recepta Linköping na pokonanie Hammarby? Dostarczyć piłkę Filippie Angeldahl, a ona już zatroszczy się o resztę. 21-letnia pomocniczka dwoma perfekcyjnie wymierzonymi strzałami pogrążyła swój były klub, dzięki czemu mistrzynie kraju znów zmniejszyły dystans dzielący je od ligowej czołówki. Czy drugie z rzędu zwycięstwo może być zapowiedzią marszu w górę tabeli? Cóż, w teorii wciąż realna jest nawet skuteczna obrona tytułu, ale patrząc na dzisiejszą dyspozycję podopiecznych Olofa Unogårda, taki obrót spraw możemy spokojnie uznać na skrajnie nieprawdopodobny. Linköping znów męczył się bowiem okrutnie i nawet trzy punkty nie są w stanie zmienić tego, że nowego trenera LFC czeka jeszcze mnóstwo pracy, zanim w Östergötland narodzi się coś na miarę legendarnej już drużyny Martina Sjögrena, którą wszyscy oglądaliśmy z niekłamaną przyjemnością.

Dzisiejszy mecz nie był niestety aż taką ucztą jak swego czasu popisy Pernille Harder i spółki, ale pierwsze 45 minut i tak upłynęło nam względnie szybko. Duża w tym zasługa przede wszystkim walecznych sztokholmianek, które schodząc do szatni były zespołem lepszym we wszystkich statystykach oprócz tej zdecydowanie najważniejszej. Jedynego gola zdobyła bowiem Angeldahl, która idealnie zmieściła futbolówkę między interweniującą Emmą Holmgren, a prawym słupkiem jej bramki. Wcześniej i później, głównie za sprawą świetnie rozdzielającej piłki w środkowej strefie boiska Australijki Elise Kellond-Knight, okazje na pokonanie Stephanie Labbé stworzyły sobie piłkarki Hammarby, ale ani Mijatovic, ani Jansson nie potrafiły zamienić na gola w zasadzie stuprocentowych sytuacji. Po stałym fragmencie gry szczęścia spróbowała także Alexandra Lindberg, ale jej również nie udało się doprowadzić w tym meczu do remisu.

Druga połowa nie była już aż tak ciekawa i długo wydawało się, że trafienie Angeldahl z 17. minuty okaże się jedynym golem obejrzanym dziś przez kibiców na Linköping Arenie. Gospodynie wreszcie uspokoiły grę, a gościom zdecydowanie trudniej było wykreować cokolwiek konstruktywnego na połowie rywalek. Na niespełna kwadrans przed końcem w polu karnym LFC starły się jednak Kellond-Knight oraz Janni Arnth, a prowadząca spotkanie Lovisa Johansson dopatrzyła się przewinienia ze strony duńskiej defensorki. Dyskusje na temat słuszności tej decyzji trwały naprawdę długą chwilę, ale nie wytrąciły one z równowagi Emmy Jansson, która wytrzymała próbę nerwów i pewnym strzałem pokonała Stephanie Labbé. Kanadyjska golkiperka nie obroniła zatem rzutu karnego, ale kilkadziesiąt sekund później to właśnie jej parada po strzale Hanny Lundqvist uratowała gospodynie przed utratą drugiego gola. Jak ważna była to interwencja, przekonaliśmy się po kolejnych czterech minutach, gdy po raz drugi na listę strzelczyń wpisała się Angeldahl i to ona została ostatecznie bohaterką tego nadspodziewanie emocjonującego widowiska. W doliczonym czasie gry strzelczyni dwóch goli dla Linköping mogła jeszcze postawić stempelek w postaci perfekcyjnej asysty, ale Holmgren zdołała sparować strzał Tove Almqvist na rzut rożny, który także nie przyniósł już zmiany wyniku.

Piątkowy wynik:

Linköping – Hammarby 2-1 (Angeldahl 17., 84. – Jansson 79. (k))