Spacerkiem przez Łotwę

hammarlund

Pauline Hammarlund dwukrotnie pokonała łotewską bramkarkę (Fot. Bildbyrån)

Dokładnie o godzinie dziewiętnastej reprezentantki Łotwy pierwszym kopnięciem piłki rozpoczęły rywalizację na murawie Gamla Ullevi. Dokładnie 52 sekundy później podopieczne trenera Didzisa Matissa … przegrywały już 0-1, a futbolówka ponownie wróciła na środek boiska. Nie był to rzecz jasna rekordowo szybko zdobyty przez szwedzką kadrę gol, ale bez względu na okoliczności otwarcie wyniku już w pierwszej minucie gry zawsze budzi szacunek. Tym bardziej, że premierowe trafienie było efektem nie przypadkowej wybijanki, a naprawdę składnej, zespołowej kombinacji. Na prawym skrzydle doskonale znalazła się Olivia Schough, która bezbłędnie spostrzegła podłączającą się do akcji Hannę Glas, a defensorka monachijskiego Bayernu dośrodkowała spod linii końcowej wprost na głowę nabiegającej na dalszy słupek Liny Hurtig. Ta ostatnia, dzięki fenomenalnej antycypacji, znalazła się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie, wobec czego skuteczne wykończenie akcji stało się wyłącznie formalnością. Jeśli jednak trafienie na 1-0 nazwalibyśmy efektownym, to przy drugim golu musielibyśmy poszukać jeszcze bardziej wyszukanych słów, aby opisać jego urodę. Na największe wyrazy uznania zasłużyła sobie oczywiście asysta Julii Zigiotti, po której Annie Anvegård właściwie nie wypadało już zmarnować tak dobrze rozpoczętej akcji. I trzeba przyznać, że liderka klasyfikacji strzelczyń Damallsvenskan z oczekiwań wywiązała się bez zarzutu, pokonując Sofię Nesterową pewnym, mierzonym strzałem. Nie zdążyliśmy jednak na dobre nacieszyć się perfekcyjną współpracą na linii Zigiotti – Anvegård, gdyż chwilę później na tablicy wyników było już 3-0, a swojego dziesiątego gola w reprezentacyjnej koszulce fetowała Olivia Schough. Nie minął nawet kwadrans, a mecz był już całkowicie rozstrzygnięty. Nas najbardziej cieszyło jednak to, że wszystkie trzy trafienia były konsekwencją płynnych, zespołowych akcji i choć rywalki przesadnie nie przeszkadzały w ich konstruowaniu (a raz nawet całkiem wydatnie pomogły), to warto pamiętać, że w pierwszym meczu z outsiderem grupy F trafialiśmy wyłącznie ze stałych fragmentów. Tak, tak, na Łotwie przez dziewięćdziesiąt minut nie potrafiliśmy wcisnąć choćby jednego gola z gry temu samemu rywalowi, którego w Göteborgu złamaliśmy w nieco ponad 50 sekund.

Jeśli jednak ktoś czekał na stałe fragmenty, to i one przełożyły się w końcu na poprawę wyniku. O to także nie było jednak przesadnie trudno, ponieważ rywalki notorycznie gubiły we własnym polu karnym krycie, skupiając więcej uwagi na piłce niż na mobilnych reprezentantkach Szwecji. A każdy, kto przynajmniej w minimalnym stopniu interesuje się futbolem, doskonale zdaje sobie sprawę z jak wielkim ryzykiem wiąże się odpuszczenie Nilli Fischer lub Magdaleny Eriksson w walce o górną piłkę. Swojego gola po rzucie rożnym dołożyła także Pauline Hammarlund, co szczególnie ucieszyło tych, którzy domagali się miejsca w wyjściowej jedenastce dla napastniczki Göteborga. Fani lidera szwedzkiej ekstraklasy mogli uśmiechnąć się jeszcze szerzej po przerwie, gdy okazało się, że ich najlepsza w obecnym sezonie snajperka na jednym trafieniu zatrzymywać się w żadnym razie nie zamierza, a na liście strzelczyń towarzystwa dotrzyma jej debiutująca dziś w kadrze A Filippa Curmark. Skoro jesteśmy już przy zawodniczkach KGFC to warto w tym miejscu nadmienić, że futbolówkę w łotewskiej bramce umieściła także Julia Zigiotti, ale jej celny strzał z dystansu nie poprawił naszej bramkowej zdobyczy, gdyż chwilę wcześniej włoska sędzia zdecydowała się przerwać grę z uwagi na kontuzję głowy jednej z piłkarek gości. I naprawdę szkoda, że tak się stało, gdyż akurat w tym meczu była zawodniczka stołecznego Hammarby na swojego gola zasłużyła jak mało kiedy.

Toczony w coraz wolniejszym tempie mecz zakończył się ostatecznie zwycięstwem szwedzkiej kadry w stosunku 7-0, choć w drugiej połowie obu drużynom bardzo dawał się we znaki coraz mocniej padający nad Göteborgiem deszcz. Bez względu na warunki atmosferyczne trzeba jednak podkreślić, że różnica klas między dwoma biegającymi po murawie Gamla Ullevi zespołami była wręcz kolosalna i gdyby oceniać z osobna każdą minutę rywalizacji, to w żadnej z nich Łotyszki nie prezentowały się lepiej. Trudno zatem oczekiwać, aby dzisiejsze zwycięstwo posłużyło nam przed wtorkiem jako jakikolwiek materiał poglądowy. Nie może jednak być inaczej, skoro defensywę możemy oceniać jedynie przez pryzmat kreowania ataków pozycyjnych, wyprowadzania piłki oraz ofensywnych stałych fragmentów, zaś Jennifer Falk prawdopodobnie najbardziej zmęczyła się śpiewając przed meczem hymn. W tym wszystkim szkoda jedynie tego, że z powodu urazu mięśniowego murawę jeszcze przed przerwą opuścić musiała Lina Hurtig, choć wciąż mamy nadzieję, że ta kontuzjogenna skądinąd zawodniczka włoskiego Juventusu już niebawem będzie ponownie gotowa do gry. Co ciekawe, blisko dokonania zmiany z konieczności były dziś także Łotyszki po tym, jak grająca na co dzień w islandzkim IBV Eliza Spruntule została znokautowana przez Pauline Hammarlund kopnięciem na wątrobę. Na szczęście, w tej sytuacji skończyło się wyłącznie na strachu.

7-0, 8-0, 7-0 – tak przedstawiają się domowe wyniki szwedzkiej kadry w eliminacjach do angielskiego EURO. W najbliższy wtorek czeka nas ostatni mecz na Gamla Ullevi podczas tej kampanii i nawet jeśli miło byłoby zakończyć kwalifikacje równie efektownym zwycięstwem, to nie zamierzamy się obrażać, jeśli po dobrym meczu podopieczne Petera Gerhardssona wygrają na przykład 1-0. Taki wynik oznaczałby bowiem tyle, że już za pięć dni moglibyśmy świętować awans na kolejną wielką imprezę. A przecież takich małych chwil radości potrzebujemy w tej niecodziennej rzeczywistości najbardziej. Poprzeczka w starciu z najgroźniejszym grupowym rywalem będzie rzecz jasna wisiała znacznie wyżej niż dziś, ale przecież ta kadra pokonywała już nie takie wysokości. I to w pierwszych próbach.

Cali przedłużyła emocje

kif

Piłkarki Örebro przywiozły z Göteborga w pełni zasłużony punkt (Fot. Rasmus Ohlsson)

Październik 2020 zdecydowanie nie jest na szwedzkich boiskach dobrym czasem dla liderek. Najpierw niespodziewany i kompletnie niewytłumaczalny kryzys dopadł kroczący dotąd od zwycięstwa do zwycięstwa Rosengård, a w ostatnich dniach do grona zespołów z problemami dołączył także Göteborg. W rywalizacji z mocno osłabionym przecież Örebro piłkarki Matsa Grena zaprezentowały się zdecydowanie poniżej oczekiwań i gdyby tylko przyjezdne lepiej ustawiły sobie celownik, to niewykluczone, że wyjechałyby z Valhalli z kompletem punktów. Na szczęście dla gospodyń, Jennifer Falk skapitulowała w sobotę tylko raz, gdy kapitalną wrzutkę Elli Pikkujämsä na równie efektownego gola zamieniła rekonwalescentka Cali Farquharson. W pozostałych sytuacjach zawodniczkom z Närke brakowało wyrachowania lub precyzji, w wyniku czego na przykład Karin Lundin nie wykorzystała idealnej okazji, aby mocno skomplikować swojemu byłemu klubowi końcówkę sezonu. Oczywiście, szansę rozstrzygnięcia meczu na swoją korzyść miał także Göteborg, jeszcze w doliczonym czasie gry piłkę meczową miała na głowie Natalia Kuikka, a trochę wcześniej słupek bramki gości obiła Filippa Angeldal, ale w niczym nie zmienia to faktu, że właśnie byliśmy świadkami zdecydowanie najsłabszego występu zawodniczek KGFC w sezonie 2020. I nawet jeśli nie jest to jeszcze powód, aby bić na alarm, to odpowiednie wnioski muszą zostać wyciągnięte, bo historyczna szansa zdobycia pierwszego mistrzostwa na 50-lecie istnienia klubu już nigdy się przecież nie powtórzy.

O to, aby w Göteborgu przez najbliższe dwa tygodnie mieli względny spokój, najbardziej zadbały piłkarki z Malmö. Jasne, derby to spotkania o specyficznym klimacie, ale czy gdy dowiedzieliśmy się, że Vittsjö przystąpi do batalii z jedenastokrotnymi mistrzyniami Szwecji bez chociażby Clary Markstedt, nie przeszło nam przez myśl, że teraz to Rosengård już na pewno musi się przełamać? Szybko okazało się jednak, że w futbolu aksjomatów jest stosunkowo niewiele i pomimo wymarzonego wręcz początku (już w trzeciej minucie Anna Anvegård zamieniła na gola wywalczony przez Mimmi Larsson rzut karny), czwarty raz z rzędu podopiecznym Jonasa Eidevalla nie udało się sięgnąć po pełną pulę. Strata punktów w Vittsjö okazała się tym bardziej bolesna, że wyrównujące trafienie w całości zrobiły gospodyniom byłe zawodniczki klubu ze stolicy Skanii. Z narożnika boiska dośrodkowała Ebba Wieder, a do siatki skierowała futbolówkę Mie Leth Jans. Dla duńskiej stoperki mecz przeciwko Rosengård okazał się szczególnie słodko-gorzki, gdyż niespełna kwadrans po zdobyciu gola na 1-1 musiała ona przedwcześnie opuścić plac gry. Od tej chwili duet środkowych defensorek w zespole Thomasa Mårtenssona stanowiły Sandra Adolfsson oraz Emma Pennsäter, którym przy wydatnej pomocy bramkarki Anke Preuss udało się dowieźć do końcowego gwizdka względnie korzystny rezultat. I choć Jelena Cankovic próbowała dosłownie wszystkiego, aby futbolówka przynajmniej jeszcze raz zatrzepotała w siatce Vittsjö, a piłkarkom z Malmö znów nie udało się dopiąć celu.

Ze zwycięskiej ścieżki nie zamierzają za to schodzić w Växjö. Klub, który jeszcze nie tak dawno zamykał ligową tabelę, kilka tygodni temu powrócił do zdecydowanie bardziej klasycznego ustawienia z czwórką defensorek, co okazało się prawdopodobnie najlepszą decyzją w trenerskiej karierze Marii Nilsson. W rywalizacji z beniaminkiem z Uppsali piłkarki ze Småland mogły pokusić się o znacznie bardziej efektowny rezultat, ale trafienia Signe Holt oraz najlepszej na boisku Amandy Johnsson Haahr pozwoliły im przynajmniej chwilowo na dobre zostawić w tyle strefę spadkową. A to wszystko pomimo faktu, że Växjö niezmiennie pozostaje zespołem z najmniejszą liczbą strzelonych goli w całej Damallsvenskan. Kolejne trzy punkty dopisał do swojego coraz bardziej imponującego dorobku także Linköping, pokonując na niełatwym przecież terenie w Sztokholmie stołeczne Djurgården. Kluczem do zwycięstwa ekipy z Östergötland okazały się niespotykana często na ligowych boiskach efektywność (tutaj największe słowa uznania warto skierować do Fridy Maanum), a także solidna niczym skała formacja defensywna, dowodzona przez niezastąpioną w tej roli Nillę Fischer. Paradoksalnie, nie można powiedzieć, że piłkarki Pierre’a Fondina rozegrały aż tak bezbarwny mecz, jak sugerowałby wynik, ale pomimo kilku naprawdę ciekawych pomysłów w ofensywie, ani razu nie udało im się znaleźć sposobu na pokonanie Cajsy Andersson.

I wreszcie dwa spotkania rozegrane w iście zimowej scenerii, które przypomniały nam o tym, jak bardzo wyjątkowy jest obecny sezon. Wszak w nieco bardziej spokojnej rzeczywistości, w tej chwili przymierzalibyśmy się właśnie do finiszu ligowych rozgrywek. Mamy jednak to, co mamy, w związku z czym na decydujące rozstrzygnięcia poczekamy sobie jeszcze miesiąc, a w Piteå gorąco (nomen omen!) wierzą, że nie okażą się one tragiczne dla zespołu Stellana Carlssona. Póki co, zawodniczki z Norrbotten zrobiły ważny krok w kierunku utrzymania, pokonując na własnym boisku Eskilstunę po golu niezastąpionej Madelen Janogy. Inna sprawa, że bramka ta jak najbardziej mogła nie zostać uznana, gdyż kilka sekund wcześniej faulowana we własnym polu bramkowym była golkiperka United Emelie Lundberg. Tym razem fortuna nieco szerzej uśmiechnęła się jednak do uczestniczek poprzedniej edycji Ligi Mistrzyń, dzięki czemu rywalizacja o pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej zapowiada się niezwykle smakowicie. Ze względu na niekorzystne warunki atmosferyczne, w niedzielę swojego meczu nie mogły natomiast rozegrać drużyny z Umeå i Kristianstad, które na zielonej (już nie białej!) murawie spotkały się ostatecznie dzień później. Efekt? Bezapelacyjne zwycięstwo gości, w wyniku którego z walki o bilety do piłkarskiej Europy definitywnie wypisało się Vittsjö.


19. kolejka w liczbach:

Gole: 14  (średnia 2.33 / mecz)

Rzuty karne: 1  (wykorzystany)

Żółte kartki: 10

Czerwone kartki: 2

Najszybszy gol: Anna Anvegård (Rosengård) – 3. minuta (vs. Vittsjö)

Najpóźniejszy gol: Amanda Johnsson Haahr (Växjö) – 86. minuta (vs. Uppsala)

Piłkarka kolejki: Nilla Fischer (Linköping)

Gol kolejki: Jutta Rantala (Kristianstad)


Komplet wyników:


Piłkarka kolejki:

lirare

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

19. kolejka – zapowiedź

s

W Umeå mocno liczą na skuteczność Therese Simonsson (Fot. Bildbyrån)

Gdyby sezon 2020 był rozgrywany według pierwotnego regulaminu, to właśnie ostatnia październikowa kolejka przyniosłaby nam odpowiedzi na wszystkie najważniejsze pytania w szwedzkiej piłce klubowej. Od kilku miesięcy żyjemy jednak w zupełnie innej rzeczywistości, w której to na decydujące rozstrzygnięcia przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. Jak długo? Jeżeli dane nam będzie doprowadzić rozgrywki do końca, to najpóźniej do 15. listopada. Nie oznacza to jednak, że w najbliższy weekend na boiskach Damallsvenskan zabraknie emocji, gdyż zdecydowana większość ekip doskonale zdaje sobie sprawę, o co obecnie toczy się gra. Trzy równoległe wyścigi o wielką stawkę z udziałem dziesięciu świadomych rangi każdego spotkania klubów to niewątpliwie przepis na pyszne, piłkarskie danie.

Jedną z drużyn, które stoją u progu największego w historii sukcesu, jest niewątpliwie walczący o prawo gry w kwalifikacjach przyszłorocznej Ligi Mistrzyń Kristianstad. W niedzielne popołudnie podopieczne Elisabet Gunnarsdottir spróbują wykonać kolejny krok ku marzeniom w starciu z beniaminkiem z Umeå. Zespół Roberta Bergströma, który w obecnym sezonie punktuje mocno nieregularnie, także ma jednak swoje cele i choć w Västerbotten na ligowe zwycięstwo czekają od 28. sierpnia, to mało komu w tym sezonie udało się skutecznie powstrzymać bramkostrzelną Therese Simonsson. Defensywę ze wschodniej Skanii niewątpliwie czeka więc niełatwe zadanie, ale skoro Maron, Barnes, Rybrink i spółka dopiero co podbiły Malmö, to możemy zakładać, że perspektywa rywalizacji z byłą snajperką stołecznego AIK specjalnie ich nie przeraża. Nieco większy niepokój w Kristianstad może natomiast powodować nadspodziewanie dobra postawa Linköping, które pomimo kolosalnych problemów kadrowych w ostatnim czasie nadzwyczaj konsekwentnie gromadzi ligowe punkty. Piłkarki Olofa Unogårda szczególnie upodobały sobie wygrywanie w najskromniejszym możliwym wymiarze (sześć zwycięstw w stosunku 1-0), ale jeśli w rywalizacji z Djurgården znów uda im się strzelić o jednego gola więcej od przeciwniczek, to w Östergötland z coraz większą śmiałością zaczną spoglądać w górę i będą mieli ku temu całkiem zasadne powody.

O zadziwiającej serii Rosengård można byłoby pisać eseje, a i tak na koniec wszystko sprowadziłoby się do skuteczności. A mówiąc bardziej konkretnie – do jej braku. Anna Anvegård i Mimmi Larsson walczą oczywiście o tytuł najlepszej strzelczyni Damallsvenskan w sezonie 2020, Jelena Cankovic ze stosunkowo bezpieczną przewagą lideruje klasyfikacji asystentek, ale gdyby w Malmö wykorzystywano przynajmniej połowę tych naprawdę klarownych sytuacji, to pozycja Rosengård w tabeli byłaby dziś zupełnie inna. Spoglądanie w przeszłość niewiele jednak zmieni, tym bardziej, że na horyzoncie już kolejne derbowe starcie, a te – jak doskonale wiemy – rządzą się własnymi prawami. W Vittsjö wciąż mają nadzieję na cud w postaci biletu do Europy, ale nawet jeśli na pucharowy debiut przyjdzie jeszcze trochę poczekać, to zwycięstwo nad utytułowanym, lokalnym rywalem również byłoby całkiem przyjemnym prezentem. Z takiego obrotu sprawy ucieszyliby się zresztą nie tylko kibice z Hässleholm i okolic, ale także ci z Göteborga. W mieście nad Götą koncentracja na każdym kolejnym meczu jest tak wielka, że niektóre piłkarki KGFC … nie zdawały sobie sprawy, że po potknięciach Rosengård lider wrócił już do Västerbotten. To pokazuje, jak wielka jest w obozie KGFC determinacja i że słowa o skupianiu się wyłącznie na najbliższym rywalu nie są w tym przypadku wyłącznie pustymi formułkami wypowiadanymi na potrzeby mediów. A to z kolei nie jest najlepszą informacją dla piłkarek Örebro, którym już jutro przyjdzie rozegrać na Valhalli mecz o ligowe punkty.

I wreszcie dwa starcia, które potencjalnie mogą odwrócić nam sytuację w dolnych rejonach tabeli. Uppsala kontra Växjö i Piteå kontra Eskilstuna. O ile obecność pierwszego z wymienionych meczów w tym akurat segmencie dziwić nie może, o tyle drugie zestawienie raczej nie jawiło się nam kilka miesięcy temu jako potyczka o pierwszoligowe być albo nie być. W dramatycznym położeniu znajdują się przede wszystkim piłkarki z Norrbotten, które wprawdzie cały czas mają swój los we własnych rękach, ale kolejna strata punktów może bardzo mocno skomplikować ich sytuację. Z drugiej jednak strony, na porażkę nie mogą pozwolić sobie także w Eskilstunie, gdzie listopadowa nerwówka jest chyba ostatnią rzeczą, jakiej władze klubu oczekiwałyby po tak absorbującym sezonie. Gdyby brać pod uwagę skuteczność i kreatywność, zdecydowanymi faworytkami tej batalii byłyby zawodniczki United, ale czy przed tak istotnym meczem warto w ogóle podpierać się jakimikolwiek statystykami? Historia uczy przecież, że w chwilach największej próby to nie one, a zupełnie inne czynniki, oddzielają ostatecznie zwyciężczynie od pokonanych.


Zestaw par 19. kolejki:

omg19_01

omg19_02

omg19_03

omg19_04

omg19_05

omg19_06

Kadra na Łotwę i Islandię

seger_asllani

Tak gratulują sobie liderki szwedzkiej kadry w pandemicznej rzeczywistości (Fot. Bildbyrån)

Rok 2020 to taki czas, w którym wszystko wydaje się zaprzeczać dotychczas panującym regułom. Gdyby jeszcze kilka miesięcy temu ktoś powiedział nam, że konferencja selekcjonera reprezentacji Szwecji z ogłoszeniem kadry na kluczowy dwumecz eliminacji piłkarskich mistrzostw Europy nie wywoła przesadnego zainteresowania, najpewniej nie potraktowalibyśmy takiej osoby poważnie. W ostatnim czasie wszystko wywróciło się jednak o sto osiemdziesiąt stopni, w efekcie czego dziś z równym zainteresowaniem jak Petera Gerhardssona, słuchaliśmy niepokojących doniesień z kolejnych krajów Europy. Na chwilę obecną wydaje się, że mecze z Łotwą i Islandią odbędą się zgodnie z harmonogramem, ale z drugiej strony jesienny, piłkarski lockdown przynajmniej w kilku krajach z godziny na godzinę staje się coraz bardziej prawdopodobnym scenariuszem. Żeby nie szukać daleko, swoje ligowe rozgrywki czasowo wstrzymała chociażby Islandia, co z pewnością mocno zaburzyło trenerowi Haukssonowi i niektórym jego kadrowiczkom plan przygotowań do decydującej, kwalifikacyjnej batalii.

Póki co skupmy się jednak na kwestiach czysto piłkarskich, gdyż wyłącznie na nie mamy jakikolwiek wpływ. A tutaj sprawy mają się tak, że – zgodnie zresztą z przewidywaniami – selekcjoner Gerhardsson postanowił nie eksperymentować i na październikowy dwumecz powołał niemal identyczną kadrę jak na wrześniowe starcia z Węgrami i Islandią. Jedyną zmianą w porównaniu z ostatnim zgrupowaniem jest powrót do reprezentacji Hanny Glas, która zdążyła już wrócić do optymalnej dyspozycji po niegroźnym urazie z początku sezonu. O tym, że defensorka monachijskiego Bayernu rzeczywiście znajduje się na fali wznoszącej, zdążyliśmy się zresztą przekonać regularnie oglądając transmisje niemieckiej Bundesligi. Poza tym, zaproszenie na zgrupowanie do Göteborga otrzymał dokładnie ten sam zestaw piłkarek, który w dwóch poprzednich meczach zapewnił nam cztery punkty w eliminacyjnej tabeli.

Co o zbliżających się wyzwaniach sądzi sam selekcjoner? Cieszę się, że mogę dziś ogłosić kadrę, która już za chwilę może nam zapewnić bilety na EURO 2022 w Anglii. Pamiętamy, że nasz los jest wyłącznie w naszych rękach, a to wszystko dzięki naszym dotychczasowym wynikom. To dzięki nim stoimy przed szansą przyklepania awansu na własnym stadionie, a takie sytuacje zarówno trenerzy, jak i zawodniczki lubią najbardziej – powiedział Peter Gerhardsson. I jak to często bywa, trudno z jego słowami polemizować.

W uzupełnieniu wypowiedzi selekcjonera przypomnijmy jedynie, że komplet punktów w październikowych meczach zagwarantuje nam zwycięstwo w grupie F, a co za tym idzie awans na EURO 2022. W przypadku zwycięstwa z Łotwą i niskiego remisu (0-0 lub 1-1) przeciwko Islandii, pierwsze miejsce w tabeli będziemy mogli zapewnić sobie pokonując za nieco ponad miesiąc Słowację w ostatnim meczu eliminacji. Wysoki remis lub porażka w starciu z Islandkami oznacza, że aby wygrać grupę, będziemy musieli liczyć na potknięcie podopiecznych Jona Thora Haukssona w rywalizacji ze Słowaczkami lub Węgierkami. Oczywiście, istnieje także szansa bezpośredniego awansu z tabeli drugich miejsc, ale nią póki co lepiej w ogóle nie zaprzątać sobie głowy. Tym bardziej, że wciąż nie wiadomo kiedy zakończy się rywalizacja w pozostałych grupach.


Kadra na Łotwę i Islandię:

Bramkarki: Jennifer Falk (Göteborg), Emma Holmgren (Uppsala), Zecira Musovic (Rosengård)

Obrończynie: Jonna Andersson (Chelsea), Nathalie Björn (Rosengård), Magdalena Eriksson (Chelsea), Nilla Fischer (Linköping), Hanna Glas (Bayern), Amanda Ilestedt (Bayern), Jessica Samuelsson (Rosengård), Linda Sembrant (Juventus)

Pomocniczki: Kosovare Asllani (Real), Filippa Curmark (Göteborg), Lina Hurtig (Juventus), Julia Roddar (Göteborg), Olivia Schough (Djurgården), Caroline Seger (Rosengård), Julia Zigiotti (Göteborg)

Napastniczki: Anna Anvegård (Rosengård), Stina Blackstenius (Göteborg), Rebecka Blomqvist (Göteborg), Pauline Hammarlund (Göteborg), Sofia Jakobsson (Real), Loreta Kullashi (Eskilstuna), Mimmi Larsson (Rosengård)


Terminarz kadry:

22. października, godz. 18:45: Szwecja – Łotwa (Göteborg)

27. października, godz. 18:30: Szwecja – Islandia (Göteborg)

Dokąd zmierza Piteå?

pif

2018 – mistrzostwo, 2019 – Liga Mistrzyń, 2020 – degradacja? W Piteå można już ogłaszać stan alarmowy (Fot. Bildbyrån)

Podsumowanie minionego weekendu na szwedzkich boiskach rozpoczniemy trochę nietypowo, bo … od dołu. Starcie dwóch mocno zaangażowanych w walkę o utrzymanie drużyn nie było porywającym widowiskiem, które będziemy pokazywać w materiałach promocyjnych kibicom z najdalszych zakątków globu, ale walki o każdy milimetr boiska na VISMA Arenie ewidentnie w nim nie zabrakło. I jak to często w przypadku takich potyczek bywa, o końcowym jej wyniku przesądził jeden mało efektowny, ale z pewnością bezcenny gol. Jego autorką, już w 12. minucie spotkania, okazała się była napastniczka angielskiego Brightonu Ini-Abasi Umotong, która sprytnie wykorzystała zamieszanie w polu karnym gości i strzałem po ziemi zmieściła futbolówkę między prawym słupkiem bramki Piteå i interweniującą Guro Pettersen. Trzeba jednak wyraźnie zaakcentować fakt, że jeśli ktoś w tym meczu zasłużył na to, aby sięgnąć po pełną pulę, to niewątpliwie były to gospodynie. Podopieczne Marii Nilsson nie stwarzały oczywiście taśmowo stuprocentowych okazji, ale właściwie od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty to one były stroną, której po prostu bardziej chciało się grać w piłkę. Świetną partię w środku pola rozgrywała Emmi Alanen, defensywę w ryzach trzymały Jennie Nordin oraz Nellie Karlsson, a Ria Öling do spółki z Amandą Johnsson Haahr raz po raz próbowały dostarczać dobre piłki dwójce mobilnych napastniczek. I nawet jeśli nie były to Himalaje futbolu, to na tle całkowicie bezbarwnych rywalek z Norrbotten piłkarki Växjö prezentowały się nadzwyczaj solidnie i w pełni zasłużenie opuściły po tej kolejce strefę spadkową. Ich miejsce pod kreską zajęły natomiast zawodniczki z Piteå i choć sensacyjne mistrzynie sprzed dwóch sezonów wciąż jak najbardziej pozostają w grze o zachowanie statusu pierwszoligowca na sezon 2021, to ich postawa w ostatnich tygodniach delikatnie mówiąc nie napawa optymizmem. Do zdobycia cały czas pozostało jeszcze aż dwanaście punktów, ale jeśli piłkarki z Norrbotten chcą aktywnie uczestniczyć w ich podziale, to muszą jak najszybciej przypomnieć sobie nie tak odległe przecież czasy, w których Piteå rok w rok była jedną z rewelacji ligi. W przeciwnym razie, na wiosnę trzeba będzie odwiedzać dawno niewidziane stadiony w Kalmarze i Sunne.

Z walki o utrzymanie nie zamierza rezygnować także mocno osłabione Örebro, które domowym meczem przeciwko Djurgården skutecznie przełamało serię ligowych porażek. Na zapewniające gospodyniom komplet punktów gole czekać musieliśmy aż do ostatniego kwadransa, kiedy to na listę strzelczyń dwukrotnie wpisała się Karin Lundin, najlepsza w tym sezonie snajperka w talii trenera Stefana Ärnsveda. Bohaterką numer jeden na Behrn Arenie była jednak 22-letnia pomocniczka Freja Olofsson, która nie tylko wykreowała obie bramkowe sytuacje, ale również dołożyła największą cegiełkę do tego, że w przekroju całego meczu to drużyna z Örebro zdominowała środek pola, co w konsekwencji okazało się kluczem do zwycięstwa. Swoje okazje na ustawienie boiskowej rywalizacji pod siebie miały rzecz jasna także sztokholmianki, ale bez zarzutu w bramce gospodyń spisywała się Mimmi Paulsson-Febo, która jeszcze przy stanie 0-0 instynktownie wybroniła chociażby niebezpieczny strzał reprezentantki RPA Lindy Motlhalo. Dobre wieści dla klubu z Närke w kontekście układu sił w dolnych rejonach tabeli płynęły także z innych aren, gdyż swoje spotkania solidarnie przegrały Umeå oraz Eskilstuna. Podopieczne Roberta Bergströma długo prowadziły z wyżej notowanym Vittsjö, ale dwa stracone w samej końcówce gole pozbawiły ich w tej rywalizacji jakiejkolwiek zdobyczy punktowej. Różnicą jednej bramki przegrała także Eskilstuna, którą z kolei kapitalnym strzałem z dystansu pogrążyła jedna z największych rewelacji piłkarskiej jesieni w szwedzkim futbolu Alva Selerud.

I wreszcie gra o tron, czyli korespondencyjny (jak przystało na pandemiczną rzeczywistość) wyścig o mistrzowski tytuł. O meczu w Göteborgu możemy napisać tyle, że drużyna Matsa Grena w starciu z beniaminkiem z Uppsali po prostu zrobiła swoje. W osiągnięciu oczekiwanego wyniku gospodyniom ani trochę nie przeszkodził fakt, że do boiskowej rywalizacji przyszło im przystąpić bez kontuzjowanej Julii Roddar, przeziębionej Filippy Angeldal i z niesamowicie skuteczną Rebecką Blomqvist na ławce rezerwowych. W role egzekutorek tym razem wcieliły się Stina Blackstenius oraz Pauline Hammarlund i trzeba przyznać, że obie napastniczki z zachodniego wybrzeża kolejny raz udowodniły, że całkiem dobrze znają się na swoim fachu. Ambitnym gościom nie pomógł nawet jeszcze jeden obroniony przez Emmę Holmgren rzut karny, gdyż w tej rywalizacji różnica piłkarskich potencjałów była po prostu niemożliwa do zasypania ambicją i determinacją.

A Rosengård? Tak, wydaje się to wręcz niemożliwe, ale piłkarki z Malmö właśnie straciły punkty w trzecim kolejnym ligowym meczu! Co więcej, w derbowej rywalizacji z Kristianstad ostatecznie nie udało im się uratować nawet remisu, pomimo całkowitej dominacji w końcowym kwadransie. Jeśli jednak znowu zaczyna się mecz od 0-2, to trzeba liczyć się z tym, że poniesione na początku straty nie zawsze da się odrobić. Żeby jednak była pełna jasność: to nie jest tak, że Rosengård wyłącznie na własną prośbę po raz pierwszy w historii przegrał na własnym boisku derby Skanii. To fenomenalna postawa zawodniczek z Kristianstad sprawiła, że Elisabet Gunnarsdottir ponownie mogła na koniec dnia podnieść ręce do góry w geście triumfu. Tych trzech, niesamowicie istotnych w kontekście walki o upragnioną Ligę Mistrzyń punktów, nikt piłkarkom z północno-wchodniej Skanii nie podarował, one same jej wywalczyły, wydzierając je z paszczy lwa. Tak, Rosengård miał swoje sytuacje i nie raz zachwycaliśmy się ofiarnymi interwencjami Brett Maron, czy wspaniałymi przechwytami Summanen i Rybrink. Ale przecież po drugiej stronie mieliśmy chociażby poprzeczkę Therese Åsland, czy zmarnowaną sytuację sam na sam Hailie Mace. I tutaj również możemy zastanawiać się, jak potoczyłoby się dalej to spotkanie, gdyby Kristianstad zamienił na gola choćby jedną z tych okazji. Dywagacje pozostawmy sobie jednak na długie, zimowe wieczory, a póki co skupmy się na niesamowicie ekscytującej rywalizacji o mistrzostwo, puchary i utrzymanie. Żaden z tych wyścigów nie został jeszcze rozstrzygnięty, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że sensacyjne rozstrzygnięcie w derbach Skanii może mięć przynajmniej na dwa z nich niemały wpływ.


18. kolejka w liczbach:

Gole: 15  (średnia 2.50 / mecz)

Rzuty karne: 2  (1 wykorzystany)

Żółte kartki: 17

Czerwone kartki: 0

Najszybszy gol: Eveliina Summanen (Kristianstad) – 2. minuta (vs. Rosengård)

Najpóźniejszy gol: Clara Markstedt (Vittsjö) – 90+3. minuta (vs. Umeå)

Piłkarka kolejki: Freja Olofsson (Örebro)

Gol kolejki: Alva Selerud (Linköping)


Komplet wyników:


Piłkarka kolejki:

lirare

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

18. kolejka – zapowiedź

20200720-185539_pm1969_9044

Jennifer Falk nie puściła gola w pięciu ostatnich meczach (Fot. Per Montini)

Osiemnasta kolejka Damallsvenskan zapowiada się o tyle interesująco, że w każdym jej meczu grać będziemy o naprawdę konkretną stawkę. W teorii, najbardziej jednostronne widowisko powinniśmy obejrzeć na Valhalli, ale na starcie liderek z czerwoną latarnią ligi również spoglądać będziemy z ogromnym zaciekawieniem. I choć na to, że podopieczne Matsa Grena akurat w niedzielę pogubią punkty, liczą chyba wyłącznie najwięksi optymiści z Malmö i Uppsali, to zawsze warto przekonać się, jak piłkarki Göteborga poradzą sobie z największą od czasu rewanżowego meczu przeciwko Rosengård presją. Na ich szczęście, terminarz okazał się w tym względzie nad wyraz łaskawy, ale warto mieć świadomość, że szóstego z rzędu czystego konta (biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki) nikt Jennifer Falk za darmo nie podaruje. A na przykład taka Cornelia Kapocs już wiele razy pokazywała nam, że akurat strzelać to ona potrafi.

Skoro wspomnieliśmy już o Rosengård, to warto zatrzymać się na chwilę przy zaplanowanych na niedzielne popołudnie derbach Skanii. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, jak niewygodnym rywalem potrafi być Kristianstad nawet jeśli piłkarkom Elisabet Gunnarsdottir akurat w Malmö nigdy nie grało się dobrze. Kiedy jednak przełamywać wszelkie bariery, jak nie w sezonie, który dla klubu z północno-wschodniej Skanii ma być z kilku powodów historyczny? Strzelecką formę złapała właśnie Jutta Rantala, w wyjściową jedenastkę doskonale wkomponował się amerykański zaciąg w osobach Hailie Mace oraz Lauren Barnes i jeśli na wyżyny swoich umiejętności (jak na przykład w meczu z Göteborgiem) wzniesie się Brett Maron, to niespodzianki w derbowej rywalizacji absolutnie nie można wykluczyć. Z drugiej strony mamy jednak naszpikowany reprezentantkami kilku krajów skład pałających żądzą rewanżu obrończyń tytułu, który zamierza tym meczem wysłać jasny sygnał, że gra o mistrzostwo nie jest jeszcze zakończona, a dwa kolejne remisy były wyłącznie przykrą wpadką. Z powagi sytuacji doskonale zdaje sobie sprawę trener Jonas Eidevall, który dał odpocząć swoim podstawowym zawodniczkom w pucharowym starciu z trzecioligowym Eskilsminne. Na Kristianstad rzucone jednak zostaną już wszystkie siły, a w Malmö w ogóle nie dopuszczają myśli, że ten mecz może zakończyć się inaczej niż pewną wygraną gospodyń.

Do najciekawszego z perspektywy klubów rywalizujących o pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej meczu dojdzie na VISMA Arenie w Växjö, gdzie drużyna Marii Nilsson podejmie wyprzedzającą ją w tabeli o punkt ekipę z Piteå. Sprawa wydaje się być banalnie prosta: przegrany z tego starcia znajdzie się po osiemnastej kolejce w strefie spadkowej i choć nie będzie to jeszcze oznaczało definitywnego pożegnania z Damallsvenskan, to na tym etapie sezonu nikt nie chciałby na dłużej zagościć pod kreską. Komu zatem uda się uniknąć tego cokolwiek nieprzyjemnego doświadczenia? Trudno o jednoznaczną diagnozę, choć nie da się oczywiście przejść obojętnie wobec faktu, że odkąd zespół ze Småland powrócił do klasycznego 4-4-2, w niczym nie przypomina on zagubionej drużyny z pierwszej fazy sezonu. W Växjö mogą tylko żałować, że pomimo tak dobrej postawy nie udało się wywalczyć kompletu punktów w rywalizacji z Djurgården i Örebro, ale na szczęście dla Marii Nilsson i jej podopiecznych, nic nie jest jeszcze definitywnie przegrane. Jeśli tylko Ria Öling i spółka w niedzielę potwierdzą coraz lepszą dyspozycję, to w Piteå będą musieli się martwić o najbliższą przyszłość. Czyżby więc sensacyjne mistrzynie z sezonu 2018 miały za chwilę znaleźć się nad przepaścią degradacji? Scenariusz ten wydaje się jak najbardziej prawdopodobny.

Pozostałe mecze także powinny przynieść nam sporo emocji, a pierwszą ich porcję otrzymamy już w piątkowy wieczór, kiedy to goniące ligowe podium Vittsjö podejmie beniaminka z Umeå. Faworyt w tej konfrontacji może być tylko jeden, ale pamiętamy chyba, jak dotkliwie piłkarki Thomasa Mårtenssona potłukły się przy okazji ostatniej rywalizacji z klubem z Västerbotten. A w najbliższym meczu gospodynie będą musiały dodatkowo radzić sobie bez zawieszonej za kartki Nellie Persson. Osłabiona do weekendowej rywalizacji przystąpi także Eskilstuna, ale i w Linköping wciąż trudno mówić o komforcie podczas selekcjonowania wyjściowej jedenastki. Doświadczenia ostatnich miesięcy sprawiły jednak, że oba zespoły traktują tego typu kryzysy jak wyzwanie, w związku z czym na Tunavallen możemy spodziewać się naprawdę ciekawego meczu, w którym więcej szans na zwycięstwo przyznajemy raczej gospodyniom. Jeśli jednak w szeregach LFC objawi się nam kolejna Alva Selerud, to absolutnie niewykluczone jest dokładnie odwrotne rozstrzygnięcie. Równie niewykonalnym zadaniem wydaje się prawidłowe wytypowanie wyniku rywalizacji na Behrn Arenie, gdzie o zwiększenie dystansu do strefy spadkowej powalczą zawodniczki Örebro i Djurgården.

Najciekawszym pozapiłkarskim wydarzeniem tygodnia była bez wątpienia czwartkowa konferencja prasowa, podczas której ogłoszono, że rząd w porozumieniu z Agencją Zdrowia Publicznego ostatecznie nie wyraził zgody na obecność 500 kibiców na szwedzkich stadionach piłkarskich. W praktyce oznacza to, że sezon 2020 zakończymy de facto bez publiczności. Co zrozumiałe, decyzja ta spotkała się z niezadowoleniem klubów i federacji, a swoją dezaprobatę głośno wyartykułował między innymi Håkan Sjöstrand. Wydaje się jednak, że w obecnej sytuacji zwyciężył zdrowy rozsądek, a nam wszystkim – bez względu na klubowe sympatie – pozostaje mieć nadzieję, że na wiosnę jedyne statystyki, które będą przykuwać naszą uwagę dotyczyć będą futbolu, a nie czynników epidemicznych.


Zestaw par 18. kolejki:

omg18_01

omg18_02

omg18_03

omg18_04

omg18_05

omg18_06