Z nadzieją w nowy rok

BB171127BB318

Fot. Bildbyrån

Oglądanie gry reprezentacji Szwecji w wyjazdowym meczu z Francją przypominało trochę oddychanie świeżym powietrzem po czteroletnim pobycie w szczelnie zamkniętej, ciemnej piwnicy. Nawet wtedy, gdy nie wszystko działało w stu procentach tak, jak powinno, zmiana jakościowa była tak bardzo odczuwalna, że trudno było skupić się na drobnych niedociągnięciach. O ile po ostatnim spotkaniu eliminacyjnym wielu malkontentów wciąż miało w ręku mocny argument, że przecież po drugiej stronie biegały tylko Węgierki i to bez swojej największej gwiazdy, o tyle teraz kadra Petera Gerhardssona miała okazję sprawdzić się na tle rywala z najściślejszej światowej czołówki i nie dość, że z rywalizacji tej wyszła z tarczą, to jeszcze tak naprawdę powinna to spotkanie wygrać.

Oczy ze zdumienia przecierać mogliśmy już po 120 sekundach gry, gdyż zaledwie tyle czasu potrzebowały szwedzkie piłkarki na wykreowanie dwóch dogodnych sytuacji bramkowych. Owszem, w żadnej z nich Benameur nie została ostatecznie zmuszona do wykazania się swoimi umiejętnościami, ale sam fakt, że podopieczne Gerhardssona poczynają sobie tak swobodnie na boisku czwartej drużyny światowego rankingu, był już swego rodzaju miłą odmianą. Żeby zrobiło się jeszcze bardziej przyjemnie, warto podkreślić, że żadna ze wspomnianych okazji nie była efektem jakiejś przypadkowej przebitki lub siedemdziesięciometrowego podania od jednej ze stoperek, lecz dobrze zawiązanego ataku z udziałem dużej liczby piłkarek, z których każda zdawała się doskonale rozumieć swoją rolę na placu gry. Ten ostatni aspekt również stanowił sam w sobie powiew świeżości, gdyż jeszcze całkiem niedawno musieliśmy funkcjonować w rzeczywistości, w której szwedzkie pomysły taktyczne istniały jedynie podczas przed- oraz pomeczowych konferencji.

Dwie wykreowane w początkowej fazie meczu sytuacje nie były rzecz jasna ostatnim słowem ze strony zespołu Petera Gerhardssona. Grająca po raz pierwszy w ustawieniu 3-4-2-1 (dokładnie takim samym, w jakim obecny sezon kończyło Piteå) reprezentacja Szwecji potrafiła bowiem przez dziewięćdziesiąt minut wywierać maksymalną presję na francuską defensywę. Wysoki pressing i stała wymienność pozycji w ofensywnym trójkącie sprawiały zaskakująco dużo problemów gospodyniom najbliższego mundialu i gdyby tylko Blackstenius lub Jakobsson zachowały trochę więcej zimnej krwi w sytuacjach sam na sam z Benameur, starcie w Bordeaux z pewnością nie zakończyłoby się bezbramkowym remisem. Okazję, aby wpisać się do meczowego protokołu w najważniejszej rubryce miały jednak nie tylko szwedzkie napastniczki, ale także chociażby Eriksson (strzał w słupek bezpośrednio z rzutu rożnego), Roddar (nieczysto trafiła w piłkę na dwunastym metrze przed francuską bramką), czy Ilestedt i już samo to pokazuje, że występu na francuskiej ziemi żadną miarą nie musimy się wstydzić.

Oczywiste jest, że jadąc do Francji trzeba być przygotowanym na to, że swoje okazje będą miały także gospodynie, ale patrząc zupełnie obiektywnie, Hedvig Lindahl miała wczoraj zdecydowanie mniej pracy niż Karima Benameur. Jedyna godna odnotowania interwencja golkiperki Chelsea miała miejsce jeszcze w pierwszej połowie, a całą sytuację sprokurowała nonszalanckim podaniem w poprzek boiska Caroline Seger. Na szczęście, Lindahl bez większych problemów przeniosła nad poprzeczką futbolówkę uderzoną przez Diani, a w kolejnej fazie meczów jej aktywność ograniczała się przede wszystkim do dyrygowania trójką stoperek oraz wyłapywania francuskich dośrodkowań. Celnych strzałów ze strony gospodyń było bowiem jak na lekarstwo, a jeśli już takie miały miejsce, to nie stanowiły one większego wyzwania dla bramkarki tej klasy. Swój udział miały w tym oczywiście szwedzkie obrończynie i pomocniczki, gdyż to ich właśnie postawa sprawiła, że piłkarki pokroju Delie, Henry czy Sarr były długimi fragmentami całkowicie wyłączone z gry, a za rozgrywanie i finalizowanie akcji musiała brać się sfrustrowana takim obrotem spraw Renard.

Wczorajszy mecz nie był rzecz jasna występem pozbawionym błędów, a dwie sytuacje, w których wspomniana Renard została pozostawiona bez opieki w szwedzkim polu karnym z pewnością posłużą sztabowi Petera Gerhardssona jako doskonały materiał szkoleniowy. Mając jednak w pamięci chociażby ubiegłoroczny Viborg, nie można nie docenić tego, że dziś znajdujemy się w zupełnie innym punkcie niż dwanaście miesięcy temu. Na zakończenie roku, grając bez trzech podstawowych piłkarek, remisujemy po dobrej grze z czwartą ekipą światowego rankingu, kadra już dawno przestała być zamkniętą enklawą, jej szkoleniowiec zdaje się rozumieć na czym polega jego funkcja, a kompaktowa ofensywa nie oznacza już oddawania piłki Fischer, która kopnie ją w kierunku Schelin lub Blackstenius. Wczoraj, po raz pierwszy od dawna, można było pomyśleć, że my do tej Francji za mniej więcej półtora roku naprawdę wrócimy i to nie po to, aby jedynie odhaczyć w statystykach kolejny, wielki turniej. Reprezentacyjny rok 2018 bez wątpienia nie będzie łatwy, ale cieszy to, że możemy wejść w niego z naprawdę pozytywnym nastawieniem. I to właśnie jest zdecydowanie największy sukces listopadowej, francuskiej eskapady.

Reklamy

Jedenastka sezonu 2017

toty

Sezon zakończony, medale i nagrody rozdane, ale rok 2017 w szwedzkiej piłce ligowej nie może zostać oficjalnie zamknięty bez ogłoszenia nazwisk jedenastu najlepszych piłkarek biegających w ostatnich miesiącach po murawach Damallsvenskan. Konkurencja, jak to zazwyczaj w naszej lidze bywa, była oczywiście spora, ale koniec końców przemówiły liczby i to właśnie z ich pomocą udało się wyselekcjonować drużynę, która jest jednocześnie kwintesencją wszystkiego, z czego słynie szwedzka ekstraklasa. A przedstawia się ona tak:

Bramka: Shannon Lynn (Vittsjö) – w poprzednich latach połączenie szkockich bramkarek ze szwedzką ligą kończyło się z reguły piękną katastrofą. 32-letnia Lynn udowodniła jednak, że od każdej reguły jest wyjątek, a w północnej Skanii mogą się tylko zastanawiać dlaczego zawodniczka od czterech sezonów znajdująca się w kadrze Vittsjö aż tak długo musiała czekać na swoją prawdziwą szansę.

Środek obrony: Faith Ikidi (Piteå) oraz Therese Ivarsson (Kristianstad) – doświadczona Nigeryjka z Norrbotten poniżej pewnego poziomu nie schodzi od wielu lat i chyba nikogo nie dziwi fakt, że kierowana przez nią defensywa znów okazała się najbardziej szczelną w lidze. Zdecydowanie większą niespodzianką jest za to obecność w jedenastce roku defensorki Kristianstad, która ma za sobą zdecydowanie najlepszy sezon w karierze, co z pewnością ucieszyło nie tylko Elisabet Gunnarsdottir, ale także całkiem liczne grono fanów jej talentu.

Boki obrony: Ali Riley (Rosengård) oraz Mia Carlsson (Kristianstad) – jeśli u Ivarsson możemy mówić o wystrzale formy, to w przypadku Carlsson nastąpiła totalna jej eksplozja. Fenomenalna postawa w lidze sprawiła, że przekwalifikowana na lewą defensorkę piłkarka Kristianstad w brawurowym stylu powróciła po dłuższej przerwie do reprezentacji, ale mało kto zasłużył na powołanie tak, jak ona. Ze swoich zadań równie wyśmienicie wywiązywała się przez cały sezon najlepsza asystentka ligi Ali Riley, ale niestety do jej poziomu nie potrafiły dostosować się pozostałe obrończynie z Malmö.

Środek pomocy: Ella Masar (Rosengård), Elin Rubensson (Göteborg) oraz Katrin Schmidt (Djurgården) – historia Elli Masar z pewnością byłaby idealnym motywem przewodnim dla klasycznej, kalifornijskiej produkcji filmowej. 31-letnia Amerykanka przyjeżdżała do Damallsvenskan jako zawodniczka, z którą nie wiązano przesadnie wielkich nadziei, aby dwa lata później opuszczać szwedzką ligę jako jej absolutnie kluczowa postać. Równie wielkie znaczenie miała dla Göteborga postawa Elin Rubensson, która – jak na kapitankę przystało – niemal w pojedynkę przeprowadziła pogrążoną w kryzysie drużynę przez niespodziewany sztorm. Jeszcze jeden solidny rok zapisała na swoim koncie pochodząca z Westfalii Katrin Schmidt i kto wie, czy w poszukiwaniu idealnej defensywnej pomocniczki dla reprezentacji Peter Gerhardsson nie powinien zacząć częściej spoglądać w kierunku Sztokholmu.

Boki pomocy: Lieke Martens (Rosengård) oraz Fiona Brown (Eskilstuna) – relacja z niemal każdego wiosennego meczu Rosengård rozpoczynała się i kończyła na holenderskiej skrzydłowej. Wielki, futbolowy świat odkrył ją podczas lipcowego EURO, my mieliśmy ten przywilej, że jej umiejętnościami zachwycaliśmy się od wielu lat. Na nieco innym etapie kariery znajduje się na ten moment Fiona Brown, ale jej pierwszy sezon na szwedzkich boiskach w stu procentach potwierdził słowa Viktora Erikssona, że w jej osobie Damallsvenskan zyskała kolejną zawodniczkę o olbrzymich możliwościach.

Atak: Tabitha Chawinga (Kvarnsveden) – na jej temat zdążyliśmy napisać już chyba wszystko, więc teraz pozostaje jedynie życzyć powodzenia podczas chińskiego etapu kariery i oczekiwać na obiecany powrót, gdyż wiemy, że napastniczka z Malawi zawsze dotrzymuje słowa.

Jak widać, w jedenastce roku nie znalazła się choćby jedna piłkarka mistrzowskiego Linköping, co jest chyba ostatecznym dowodem na to, że piłka nożna to najbardziej zespołowy sport zespołowy. Błysk geniuszu pojedynczych zawodniczek jak najbardziej może pomóc wygrać mecz, ale mistrzostwo zawsze wygra najlepsza drużyna, a taką udało się zbudować Kimowi Björkegrenowi. Jeśli ktoś chciałby na przykład przekonać się, która z piłkarek LFC znalazła się najbliżej zestawienia, poniżej prezentuję szczegółowe klasyfikacje dla każdej pozycji.

Kto to? Katoto!

2392807_w2

Fot. UEFA

Obiecujący pierwszy kwadrans, błyskawiczna odpowiedź Katoto i pełna kontrola wyniku w wykonaniu Francuzek od momentu wyjścia na prowadzenie – tak w największym skrócie wyglądał ostatni w obecnym roku kalendarzowym występ szwedzkiej kadry U-23. Na boisku w Göteborgu piłkarki gości zaprezentowały zdecydowanie bardziej dojrzały futbol i w pełni zasłużenie sięgnęły po zwycięstwo w meczu, który nie dostarczył nam oczekiwanych fajerwerków. Sytuacje pod obiema bramkami w zdecydowanej większości były bowiem efektem prostych błędów indywidualnych, a fragmenty składnej i płynnej gry okazywały się jedynie krótkimi epizodami. Jak już wspomniano, piłkarska jakość była jednak w czwartkowy wieczór po stronie Francuzek, a obie bramkowe akcje były niewątpliwie ozdobami tego mało interesującego spotkania.

Warto jednak zaznaczyć, że spotkanie to wcale nie musiało ułożyć się źle dla podopiecznych kończących swoją trenerską przygodę z kadrą Callego Barrlinga oraz Anneli Andersén. W pierwszych minutach to Szwedki były bowiem stroną bardziej aktywną, a strzał w poprzeczkę Kullashi, czy odważny rajd Janogy we francuskie pole karne, dawały nadzieję na to, że ten niezbyt udany dla reprezentacji U-23 rok uda się zamknąć naprawdę solidnym występem. Niestety, były to jedynie miłe złego początki, a pierwsza groźna akcja w wykonaniu gości na tyle skutecznie odwróciła obraz meczu, że od tej pory toczył się on całkowicie pod dyktando Francuzek. Główną sprawczynią całego zamieszania okazała się Marie Antoinette Katoto, która idealnie w tempo wyszła do prostopadłego, czterdziestometrowego podania, na niewielkim dystansie oderwała się od Emelie Andersson niczym TGV od porannego pociągu relacji Malmö – Göteborg i – wykorzystując zbyt szybką reakcję Musovic – mierzonym lobem spokojnie umieściła piłkę w siatce. Zachowanie napastniczki PSG we wspomnianej sytuacji było o tyle imponujące, że od momentu, gdy dojrzała posłaną w jej kierunku futbolówkę, aż do zakończenia akcji strzałem, zrobiła wszystko dokładnie tak, jak należało, co biorąc pod uwagę jej młody wiek (przed niespełna miesiącem skończyła 19 lat), jest tym bardziej godne pochwały. Oprócz Katoto, na specjalne wyróżnienie zapracowała także Emelyne Laurent, która na prawym skrzydle bez większych problemów radziła sobie z Lottą Ökvist i jedynie mocno kontrowersyjnej decyzji norweskiej sędzi możemy zawdzięczać to, że po faulu na pomocniczce Lyonu w szwedzkiej szesnastce, gościom nie został przyznany rzut karny.

Szwedkom oczywiście nie można odmówić tego, że do ostatnich minut starały się szukać okazji na doprowadzenie do remisu, ale pomimo usilnych starań Diaz czy Almqvist, kreacja gry i budowanie ataku pozycyjnego wyglądały tak, jak w seniorskiej kadrze za kadencji Pii Sundhage. Zdecydowanie więcej zamieszania pod francuską bramką zrobiła za to … rezerwowa golkiperka gości Justine Lerond, ale ani Kullashi, ani Persson nie potrafiły w pełni wykorzystać jej nonszalanckich zagrań. Szanse na zdobycie gola pojawiały się także po stałych fragmentach gry, ale najlepszą z nich zmarnowała Nathalie Björn, nie trafiając czysto w futbolówkę dośrodkowaną przez klubową koleżankę z Eskilstuny. Zdecydowanie bardziej konkretne w swoich poczynaniach były za to Francuzki i w doliczonym czasie gry udało im się spuentować swoją przewagę w najlepszy możliwy sposób. Dwa długie podania wystarczyły, aby przenieść ciężar gry na szwedzką połowę, z prawego skrzydła poszło dokładne dośrodkowanie, a Lina Boussaha uderzyła tak, że Matilda Haglund chyba już rzucając się była świadoma tego, że nie będzie w stanie dosięgnąć kopniętej przez zawodniczkę z Paryża piłki. Porażka 0-2 z cała pewnością nie jest idealnym zakończeniem tegorocznej kampanii w wykonaniu szwedzkiej młodzieżówki, ale pozostaje mieć nadzieję, że francuska lekcja zostanie odrobiona w należyty sposób, a nowy sztab szkoleniowy dołoży wszelkich starań, aby już nigdy żadna kadra nie poczynała sobie na boisku w Göteborgu tak swobodnie, jak wczoraj robiły to nastolatki znad Sekwany.

******

Losowanie ćwierćfinałów piłkarskiej Ligi Mistrzyń było dla piłkarek z Linköping o tyle ciekawym doświadczeniem, że na tym etapie to one znajdowały się wysoko na liście życzeń potencjalnych rywalek. Nie ma się zresztą co temu dziwić, gdyż do rywalizacji z każdym przeciwnikiem oprócz praskiej Slavii, podopieczne Kima Björkegrena przystępowałyby w roli wyraźnego underdoga. Tym razem ręka Nadine Kessler nie okazała się jednak przesadnie łaskawa dla piłkarek i fanów z Östergötland i zamiast kolejnej wyprawy do stolicy Czech zafundowała im wczesnowiosenny wyjazd do Manchesteru. Oczywiście, nie trzeba specjalnie podkreślać, że to mistrzynie Anglii z Julią Spetsmark w kadrze będą w tym dwumeczu zdecydowanymi faworytkami, ale przecież w futbolu widywaliśmy już niespodzianki znacznie większego kalibru. Jeśli więc zawodniczkom ze Szwecji uda się połączyć w odpowiednich proporcjach swobodę gry bez presji wyniku z charakterystyczną dla nich koncentracją, to każde rozstrzygnięcie będzie tu jak najbardziej możliwe. Ewentualny awans do półfinału oznaczałby dla klubu z Linköping nie tylko poprawienie najlepszego wyniku w historii startów w europejskich pucharach, ale także możliwość zmierzenia się z Olympique Lyon, jeśli tylko obrończynie tytułu uporają się w poprzedniej rundzie z Barceloną.

Jak zwykle, w ćwierćfinałach Ligi Mistrzyń będziemy mieli także okazję obejrzeć w akcji wiele szwedzkich piłkarek grających na co dzień w klubach zagranicznych. W najciekawszym z tej perspektywy dwumeczu Montpellier (Linda Sembrant, Stina Blackstenius, Sofia Jakobsson) zmierzy się z londyńską Chelsea (Hedvig Lindahl, Magdalena Eriksson; Jonna Andersson nie będzie mogła zostać zgłoszona do rozgrywek), ale równie interesujące może okazać się starcie praskiej Slavii z drużyną gwiazd Damallsvenskan, nazywaną oficjalnie Wolfsburgiem (Nilla Fischer).

Puchar rozlosowany

damlott.jpg

W tym roku, po raz pierwszy w historii, przyjdzie nam emocjonować się rywalizacją w fazie grupowej Pucharu Szwecji. W gronie szesnastu drużyn, którym udało się z powodzeniem przejść przez trzy rundy eliminacyjne, znalazło się dziesięciu przedstawicieli Damallsvenskan, cztery kluby z Elitettan oraz dwa występujące na co dzień na trzecim poziomie rozgrywkowym. Wczoraj w godzinach wieczornych zostały one rozlosowane do czterech czterozespołowych grup, których zwycięzcy utworzą następnie pary półfinałowe. W teorii, nowy system rozgrywek znacząco zmniejsza prawdopodobieństwo sensacyjnych rozstrzygnięć, o które zdecydowanie łatwiej podczas rywalizacji klasycznym systemem pucharowym. Czy jednak reprezentanci niższych lig faktycznie zostali pozbawieni jakichkolwiek szans na przedostanie się do decydującej rozgrywki? Pobieżna analiza składu grup podpowiada, że niekoniecznie, choć rzeczywiście, aby awansować do najlepszej czwórki, drugo- i trzecioligowcy będą musieli wznieść się na absolutne wyżyny swoich umiejętności nie tylko przez dziewięćdziesiąt lub sto dwadzieścia minut.

W grupie pierwszej, pięciokrotne zdobywczynie Pucharu Szwecji z Linköping zmierzą się między innymi z odbudowującym swoją pozycję na futbolowej mapie kraju Göteborgiem i kto wie, czy to właśnie w piłkarkach z Västergötland nie powinniśmy upatrywać głównych kandydatek do awansu do fazy półfinałowej. Powrót do gry Jennifer Falk, a także transfer wszechstronnej Julii Roddar sugerują, że ekipa z Valhalli za rok może mierzyć niezwykle wysoko, a nie zapominajmy, że aktualne mistrzynie Szwecji wczesną wiosną będą musiały pogodzić puchar z rywalizacją w Lidze Mistrzyń. Swojej szansy na sukces poszukać zechcą z pewnością także zawodniczki zawsze groźnego i kompletnie nieobliczalnego Limhamn Bunkeflo, a stawkę rywalizujących w tej grupie drużyn zamyka tegoroczny beniaminek Elitettan z Lidköping.

Obrończynie tytułu z Rosengård czeka natomiast w fazie grupowej iście derbowa rywalizacja. Dodatkowej pikanterii nadaje jej fakt, że w ostatnich latach zazwyczaj bezbłędne w starciach z rywalkami zza miedzy zawodniczki z Malmö, potknęły się zarówno na Vittsjö, jak i na Kristianstad. Czy podopiecznym Jonasa Eidevalla uda się przywrócić dotychczasową hierarchię w piłkarskiej Skanii, czy może jesteśmy właśnie świadkami całkowicie nowego rozdania? Bez względu na odpowiedź, starcia trzech zespołów z Południa zapowiadają się niezwykle smakowicie, a swoje dwa centy do tego mocno buzującego kotła postara się jeszcze dorzucić trzecioligowe Qviding.

Najbardziej zadowoleni z wyników poniedziałkowego losowania mogą być w Eskilstunie, gdyż nowy trener United Jonas Björkgren, a także jego mocno przebudowana drużyna, na drodze do półfinału nie będą musieli zmierzyć się z żadnym z pierwszoligowców. W Borlänge i w Uppsali nikt nie zamierza jednak przed rozpoczęciem zmagań wywieszać białej flagi, w związku z czym mamy pełne prawo oczekiwać, że rozgrywki w tej grupie dostarczą nam niesamowitych emocji. Dodatkową gratką dla starszych fanów będzie możliwość obejrzenia w akcji piłkarek trzecioligowego obecnie Älvsjö, które w dawnych czasach pisało wspaniałą historię szwedzkiego futbolu, między innymi trzykrotnie sięgając po krajowy puchar.

Zdecydowanie najbardziej wyrównana wydaje się być jednak grupa czwarta, w której znalazło się miejsce dla dwóch ekip ze Sztokholmu (Djurgården, Hammarby), przedstawicielek dalekiej Północy (Piteå), a także niedawnych uczestniczek 1/8 finału piłkarskiej Ligi Mistrzyń (Örebro). Na chwilę obecną, poziom sportowy wszystkich wymienionych przed chwilą zespołów wydaje się być na tyle zbliżony, że z jakimikolwiek prognozami warto wstrzymać się przynajmniej do zakończenia intensywnej części zimowego okienka transferowego. Tak, czy inaczej, obecność w półfinale żadnego z tych klubów nie byłaby jakąś wielką sensacją.

******

Drugim ważnym wydarzeniem wczorajszego wieczora była podsumowująca rok 2017 gala piłkarska, podczas której poznaliśmy nazwiska laureatek najważniejszych nagród indywidualnych. Tym razem, odwrotnie niż chociażby w roku ubiegłym, akcenty zostały rozłożone tak, że głównymi bohaterami widowiska byli reprezentanci Szwecji, ale i dla nas znalazło się całkiem sporo naprawdę miłych niespodzianek, jak chociażby rewelacyjna kompilacja z Damallsvenskan, czy zapowiedź Tabithy Chawingi, która swoje krótkie wystąpienie zakończyła obietnicą powrotu do Szwecji za dwa lata. Szwecja to mój drugi dom – stwierdziła słynąca ze szczerych i rzeczowych wypowiedzi napastniczka Kvarnsveden. Z kronikarskiego obowiązku warto dodać, że oprócz zawodniczki z Malawi, nagrody za swoje tegoroczne występy otrzymały: Kosovare Asllani, Hedvig Lindahl, Jessica Samuelsson, Filippa Angeldahl, Tove Almqvist, Elisabet Gunnarsdottir oraz Pernilla Larsson.

Damallsvenskan w piętnastu smakach

daniel_eriksson

Fot. Daniel Eriksson

Rok temu, mniej więcej o tej porze, pisałem, że z Damallsvenskan często bywa tak, że najbardziej doceniamy ją podczas długiej, zimowej przerwy. Słowa te jednak kompletnie nie znajdują zastosowania w odniesieniu do zakończonego przed tygodniem sezonu, który cały czas dostarczał nam tak dużo skrajnych emocji, że na nudę i spokojne kontemplowanie otaczającej nas rzeczywistości czasu zwyczajnie nie było. Ostateczne rozstrzygnięcia wielu z nas wprawiły w niemałe zdziwienie, bo o ile pewnie znalazłoby się kilku takich, co wierzyli w mistrzowski tytuł dla Linköping, o tyle spadku Örebro, czarnej serii Rosengård, czy wreszcie olbrzymich problemów Göteborga w przededniu pierwszej kolejki nie przewidywał absolutnie nikt. A przecież do tego wszystkiego mieliśmy jeszcze parę poczynających sobie zupełnie bez kompleksów, skazywanych na niemal pewną degradację beniaminków, całkowicie odmienione Kristianstad, kompletnie nieprzewidywalną Eskilstunę i konsekwentnie ciułające punkty Piteå. Oj tak, 132 pierwszoligowe widowiska przyniosły nam tyle wrażeń, że spokojnie dałoby się obstawić nimi kilka sezonów francuskiej Division 1, czy włoskiej Serie A i choć czasami i nam trafiały się potyczki w stylu jesiennego Vittsjö – Piteå, to biorąc pod uwagę całokształt, w minionym roku szwedzką piłkę w wydaniu ligowym oglądało się jednoznacznie dobrze. To, co dobre niestety z reguły szybko się kończy, ale mam nadzieję, że poniższa lista sprawi, że niektóre momenty świetnego sezonu 2017 na zawsze pozostaną w waszej pamięci. Oto jedyne w swoim rodzaju futbolowe naj w sosie szwedzkim, czyli Damallsvenskan 2017 nie w pięciu, a w piętnastu smakach:

Najlepszy mecz: konkurencja była spora, ale jednak koniec końców wygrywa zakończone ostatecznie remisem 2-2 jesienne starcie Rosengård – Linköping. Dwa najlepsze zespoły w kraju, stawka najwyższa z możliwych, gol Banusic tuż po wyjściu z szatni, kontrowersje z brakiem czerwonej kartki dla Kildemoes i szaleńcza, nie zwieńczona ostatecznie pełnym sukcesem pogoń piłkarek ze Skanii. Ten mecz z pewnością kilka razy umili nam w tym roku długie, zimowe wieczory.

Najpiękniejszy gol: kto wie, czy tutaj konkurencja nie była jeszcze bardziej zażarta, gdyż szczególnie jesienią piłkarki uparły się, że jak już będą strzelać, to zrobią to w sposób niesamowicie spektakularny. Słowa te w szczególności odnoszą się do zawodniczek z Göteborga oraz Kristianstad, które od września do listopada niemal co kolejkę fundowały nam festiwal pięknych goli. Skoro jednak trzeba wybrać tę jedyną, to laur zwyciężczyni wędruje do belgijskiej napastniczki Tine Schryvers za perfekcyjnie wykonany rzut wolny, który w konsekwencji zapewnił Kristianstad pierwszą w historii ligową wygraną nad derbowymi rywalkami z Rosengård.

Najlepszy występ pojedynczej piłkarki: od pierwszej (Lieke Martens) do ostatniej (Madelen Janogy) kolejki byliśmy świadkami wielu indywidualnych popisów, ale wszystkie wcześniejsze oraz późniejsze wyczyny przyćmiła 2. września Elizabeth Addo. Pomocniczka z Ghany, która zaledwie kilka dni wcześniej wróciła z Afryki, gdzie uczestniczyła w smutnej ceremonii rodzinnej, w meczu z Örebro zaprezentowała nam występ ocierający się o perfekcję, stając się tego dnia bohaterką całej Dalarny. Trudno się zresztą temu dziwić, gdyż bez niej Kvarnsveden raczej nie miałoby prawa myśleć o wywiezieniu punktu z Behrn Areny.

Największa niespodzianka: tutaj na dobrą sprawę można byłoby nominować pół ligi, ale na koniec i tak wyszłoby nam, że najbardziej nieprawdopodobne i wymykające się jakiejkolwiek logice rozstrzygnięcie towarzyszyło rywalizacji Hammarby i Rosengård. Trudno powiedzieć, czy ktoś w ogóle brał pod uwagę scenariusz, w którym klub mający z hukiem spaść w otchłań Elitettan pokonuje w walce o ligowe punkty lokalną drużynę marzeń, ale nawet najwierniejsi fani Bajen raczej nie wierzyli, że ów wyczyn uda się powtórzyć dwukrotnie. Dwa fenomenalne mecze w wykonaniu sztokholmianek ostatecznie przekonały nas jednak do tego, że w szwedzkiej piłce niemożliwe naprawdę nie istnieje.

peter_jonsson

Fot. Peter Jonsson

Najbardziej efektowna celebracja: cóż, nie mamy w lidze Samanthy Kerr, ale piłkarki Hammarby udowodniły, że radość ze zdobytego właśnie gola okazywać można nie tylko za pomocą skomplikowanych figur gimnastycznych, ale także grając na przykład w … kamień, nożyce, papier. Taką, skądinąd niezwykle kreatywną formę cieszynki, spopularyzowały na szwedzkich boiskach Filippa Angeldahl oraz Julia Zigiotti Olme, a wynik ich rywalizacji stał się w pewnym momencie równie ekscytujący, co postawa beniaminka ze Sztokholmu w tegorocznych rozgrywkach.

Największa katastrofa: dwa lata temu jedynie mniejsza liczba goli strzelonych na wyjeździe sprawiła, że przegrały dwumecz o ćwierćfinał Ligi Mistrzyń z francuskim PSG. Tydzień temu, po serii jedenastu kolejnych meczów bez zwycięstwa, pożegnały się z pierwszą ligą. O kim mowa? Oczywiście o piłkarkach Örebro. Historia ich upadku jest o tyle wyjątkowa, że nie był on wynikiem kryzysu finansowego, czy masowego exodusu czołowych zawodniczek. Co więcej, kadra z zakończonego właśnie sezonu na papierze prezentowała się nawet bardziej solidnie niż ta, która niegdyś wywalczyła awans do europejskich pucharów. Raz jeszcze okazało się jednak, że papier nie gra, a piłkarska murawa potrafi naprawdę boleśnie zweryfikować każdego.

Największa metamorfoza: w tej kategorii również moglibyśmy wyróżnić wiele klubów i piłkarek, ale nikt i nic nie przebije tego, czego w odstępie zaledwie sześciu dni dokonały zawodniczki z Eskilstuny. Podopieczne Viktora Erikssona najpierw przegrały na własnym boisku z broniącym się przed spadkiem Göteborgiem aż 1-5 (prowadząc do 56. minuty 1-0), aby niespełna tydzień później pojechać do mistrza z Linköping i zapakować mu sześć goli, nie tracąc żadnego. Takiej metamorfozy nie powstydziłyby się nawet bohaterki popularnego niegdyś programu rozrywkowego emitowanego przez jedną z muzycznych stacji telewizyjnych.

Najbardziej dziurawa defensywa: jeśli z ligi spada klub, który ma w kadrze najlepszą snajperkę rozgrywek, a drugą linię tworzą w nim niemal wyłącznie reprezentantki swoich krajów, to problemu trzeba chyba szukać w mocno szwankującej defensywie. Z taką właśnie sytuacją mieliśmy do czynienia w Kvarnsveden i nawet poważna kontuzja liderki formacji obronnej Denise Sundberg nie tłumaczy tego, co w niektórych spotkaniach wyczyniały defensorki z Borlänge. Jak powszechnie wiadomo, atak wygrywa mecze, a obrona turnieje, więc trudno się dziwić, że z dziurawą bardziej niż swego czasu budżet Tyresö defensywą, ekipa z Dalarny zakończyła sezon pod kreską.

Największe rozczarowanie: o prymat w tej kategorii do samego końca mocno walczyła Lisa Dahlkvist, ale ostatecznie musiała jednak ustąpić miejsca Anji Mittag. 150-krotna reprezentantka Niemiec miała w Malmö nawiązać do najlepszych lat swojej kariery, a tymczasem jeśli już strzelała, to najczęściej grając przeciwko defensywie Kvarnsveden (patrz wyżej). Niestety, Mittag z sezonu 2017 zapamiętamy przede wszystkim z mało efektownych prób wymuszenia rzutów karnych, a od tak znakomitej napastniczki powinniśmy chyba wymagać zdecydowanie więcej.

680

Fot. Christian Örnberg

Największy talent MMA: był ciepły, majowy wieczór, Örebro niespodziewanie prowadziło z Rosengård 1-0, aż tu nagle pojawia się ona. Ella Masar. Pomocniczka z Illinois najwyraźniej zorientowała się, że piłkarkom ze Skanii ciężko będzie odrobić straty w konwencjonalny sposób, więc postanowiła spróbować czegoś nowego. Bezpardonowy atak na golkiperkę gości Carolę Söberg najpewniej wzbudziłby uznanie miłośników sztuk walki, ale wydawało się jednak, że w futbolu takie zagrania są raczej klasyfikowane jako przekroczenie przepisów. Prowadząca tamto spotkanie Tess Olofsson gola jednak uznała i choć był to jej ostatni występ na pierwszoligowych boiskach, drużyna z Malmö wzbogaciła się ostatecznie o jeden punkt.

Najbardziej spektakularny gol samobójczy: słynnego niegdyś na całą Europę trafienia Helen Eke nie pobił w tym roku chyba nikt, ale nie oznacza to, że na boiskach Damallsvenskan w ogóle zabrakło równie efektownych, co skutecznych strzałów do własnej bramki. Najczęściej gustowały w nich zawodniczki Kvarnsveden, które właśnie w taki sposób pozbawiły się chociażby niezwykle z ich perspektywy cennego zwycięstwa nad Göteborgiem, ale jednak w najbardziej finezyjny sposób swoją golkiperkę zaskoczyła Matilda Plan z Eskilstuny. Stoperka United tak precyzyjnie posłała w kierunku bramki piłkę dośrodkowaną z narożnika przez June Pedersen, że Emelie Lundberg mogła jedynie bezradnie odprowadzić ją wzrokiem.

bb1

Fot. Bildbyrån

Najlepsi kibice: tradycyjnie poniżej pewnego poziomu nie schodziła Eskilstuna, fani Hammarby okazali się równie wielką rewelacją ligi, co piłkarki tego klubu, ale numerem jeden zdecydowanie byli w tym roku kibice z Linköping. Dobrze znana w całym kraju (a także w Danii) grupa Lejonflocken przejechała za swoimi zawodniczkami tysiące kilometrów, towarzysząc im w drodze po trzeci w historii tytuł od Piteå po Malmö, a jesienią – po kilkuletniej przerwie – wyruszyła za nimi także w Europę. W ramach ciekawostki warto podkreślić, że fani z Linköping mają w swoim repertuarze piosenkę o każdej piłkarce znajdującej się aktualnie w kadrze klubu.

Najbardziej pamiętny mecz: było ich wiele, ale przynajmniej z kilku powodów warto wyróżnić sierpniowe derby Malmö. Po pierwsze, były one wydarzeniem historycznym, gdyż nigdy wcześniej w najwyższej klasie rozgrywkowej nie spotkały się dwa kluby ze stolicy Skanii. Po drugie, na trybunach stadionu Swedbank zasiadło niemal osiem tysięcy kibiców, co jak na szwedzkie warunki jest wynikiem wręcz fantastycznym. Po trzecie, sam mecz był naprawdę niezłym widowiskiem, w którym Limhamn Bunkeflo potrafił długimi fragmentami zdominować bardziej utytułowanego rywala. Po czwarte, Ellea Masar strzeliła zwycięskiego gola po asyście swojej żony i jednocześnie bramkarki Rosengård Erin McLeod.

Najbardziej niedoceniana piłkarka: do sukcesu Hammarby cegiełkę dołożyło bardzo wiele osób, ale pewne jest, że gdyby nie Julia Zigiotti Olme, wykręcić taki wynik byłoby ekipie z Södermalm zdecydowanie trudniej. Przed rozpoczęciem sezonu młoda pomocniczka ze Sztokholmu podkreślała, że bardzo chciałaby strzelić gola na wagę utrzymania Hammarby w pierwszej lidze i jej bramkę z meczu przeciwko Kristianstad można było potraktować jak taką właśnie pieczątkę. O Zigiotti Olme warto już teraz pomyśleć w kontekście reprezentacji, gdyż Włosi z pewnością równie chętnie widzieliby ją w swojej kadrze.

allt-annat_170829_thabita-chawinga

Fot. TT

Najbardziej wartościowa piłkarka: podobnie jak rok temu, ogłoszenie nazwiska najbardziej wartościowej zawodniczki ligi wydaje się być wyłącznie formalnością. Dwadzieścia pięć (a według oficjalnych statystyk nawet dwadzieścia sześć) goli autorstwa Tabithy Chawingi nie wystarczyło wprawdzie do tego, aby utrzymać Kvarnsveden w ekstraklasie, ale nikt nie ma wątpliwości, że to właśnie napastniczka z Malawi była zdecydowanie największym skarbem szwedzkich boisk w sezonie 2017. Jedynym, niewielkim minusem Chawingi jako piłkarki pozostaje to, że jest zawodniczką wybitnie jednonożną, ale mając taką lewą nogę i tak można spokojnie myśleć o podbijaniu świata futbolu. Jej nowy klub, bez względu na to, czy jego siedziba znajduje się w Anglii czy w Chinach, z pewnością będzie miał z niej wielką pociechę.

Lin(a)köping gra dalej

hurtigs-kanon-visade-vagen-til

Fot. Peter Jigerström

Przez siedemdziesiąt osiem minut piłkarki Linköping postanowiły trzymać w środowy wieczór swoich fanów w niepewności o awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzyń. Zaczęło się wprawdzie planowo i po dośrodkowaniu Jonny Andersson spod linii końcowej Lina Hurtig wyprowadziła mistrzynie Szwecji na prowadzenie, ale gospodynie, zamiast jeszcze przed przerwą dokończyć dzieła, cofnęły się w oczekiwaniu na ruch wicemistrzyń Czech. Takie igranie z ogniem mogło zakończyć się bardzo przykrą niespodzianką, gdyż piłkarki z Pragi potrzebowały zaledwie jednego gola, aby doprowadzić do dogrywki, a szans na jego zdobycie absolutnie nie brakowało. Szczególnie w pierwszym kwadransie drugiej połowy pod bramką Cajsy Andersson raz po raz robiło się gorąco, ale sposobu na nadzwyczaj solidnie spisującą się w obecnym sezonie Ligi Mistrzyń golkiperkę LFC nie potrafiła znaleźć ani doświadczona, 37-letnia Mocova, ani młodsza od niej o niemal dwie dekady Staskova, ani wreszcie zdecydowanie bardziej skuteczna przed tygodniem Amerykanka Strom. Fatalne błędy Artnh czy Oskarsson w wyprowadzaniu piłki sprawiały jednak, że kibice na trybunach Linköping Areny zdecydowanie zbyt często musieli wstrzymywać oddech, obserwując nacierające z coraz większą werwą na szwedzką bramkę czeskie piłkarki. Ulgę przyniosła dopiero wspomniana na wstępie 78. minuta i akcja zapoczątkowana przez długie podanie (uznajmy, że nie było to po prostu wybicie) Kildemoes, którą sfinalizowała mająca za sobą naprawdę udaną rundę Kristine Minde. Gol norweskiej skrzydłowej tak mocno podłamał liczące do tego momentu na korzystne dla siebie rozstrzygnięcie dwumeczu zawodniczki Sparty, że kolejne wydarzenia zdawały się być już tylko jego bezpośrednim następstwem. Była nim stuprocentowa okazja Asllani, był nim jeszcze jeden niezwykle odważny rajd Hurtig i wreszcie był nim także trzeci gol autorstwa Sørensen, który definitywnie rozstrzygnął kwestię awansu do najlepszej ósemki. Trudno powiedzieć, aby środowy mecz był tym, w którym Linköping w końcu zachwycił nas swoją grą, ale z drugiej strony nie da się ukryć, że plan na rundę jesienną udało się mistrzyniom Szwecji wykonać w stu procentach. Pomimo jak najbardziej zresztą uzasadnionych słów krytyki pod adresem stylu prezentowanego w ostatnich tygodniach przez drużynę Kima Björkegrena, warto więc docenić fakt, że to wyłącznie dzięki niej na wiosnę znów będziemy emocjonować się przynajmniej jednym, pucharowym dwumeczem z udziałem szwedzkiego zespołu.

Zdecydowanie mniej radośnie było za to w Malmö, gdzie miało miejsce jedno z najsmutniejszych, piłkarskich widowisk, jakie pamięta stolica Skanii. Przenikliwe zimno, mocno wiejący wiatr, garstka kibiców na trybunach, przywiezione z Kopenhagi banery i transparenty dotyczące nie meczu, a strajku duńskich piłkarek, zaledwie cztery strzały w wykonaniu gospodyń i wreszcie porażka na koniec krótkiej, trenerskiej przygody Malin Levenstad – w takiej scenerii zawodniczkom Rosengård przyszło zakończyć tegoroczną, europejską przygodę. Trudno mieć zresztą do nich o to żal, gdyż londyńska Chelsea na przestrzeni dwumeczu pokazała, że na tę chwilę jest drużyną zdecydowanie lepszą. Widać to było szczególnie w meczu rewanżowym, kiedy to nie zmuszone do gry na sto procent swoich możliwości piłkarki z Anglii długo wyczekiwały na odpowiedni moment, aż w końcu Dunn zagrała do Koreanki Ji i … nie było czego zbierać. To, że zdobyty przez zawodniczkę z Azji gol był jedynym, jaki padł w środę na Malmö IP, gospodynie mogą zawdzięczać przede wszystkim zdecydowanie najlepszej w ich szeregach Zecirze Musovic, która popisała się doskonałymi interwencjami po uderzeniach między innymi Mjelde oraz Eriksson. Młoda bramkarka, co zresztą całkowicie zrozumiałe, nie była jednak w stanie wygrać lub choćby zremisować tego meczu w pojedynkę, w związku z czym Rosengård zamknął niezbyt dla siebie udany rok 2017 drugą kolejną porażką. W przerwie zimowej, w klubie z Malmö szykuje się mnóstwo zmian i pozostaje mieć nadzieję, że ów nowy rozdział przyniesie dziesięciokrotnym mistrzyniom Szwecji więcej radosnych dni niż końcówka poprzedniego.

Przypomnijmy, że losowanie par ćwierćfinałowych piłkarskiej Ligi Mistrzyń odbędzie się w piątek, 24. listopada i na tym etapie nie będą już obowiązywać żadne uwarunkowania geograficzne. Dla zespołu z Linköping będzie to trzecie w historii podejście do gry o półfinał, w poprzednich przypadkach piłkarki z Östergötland musiały uznać wyższość kolejno angielskiego Arsenalu oraz duńskiego Brøndby. Do trzech razy sztuka? Być może, choć patrząc na zestaw potencjalnych rywali, łatwo z całą pewnością nie będzie.