Podsumowanie 20. kolejki

Już po kilku minutach meczu na Vittsjö IP stało się absolutnie jasne, że obu drużynom zależy w pierwszej kolejności na tym, aby tego spotkania nie przegrać. Na stadionie w północnej Skanii oglądaliśmy rzecz jasna próby zawiązania ofensywnych akcji, ale żadna ze stron nie zamierzała przesadnie ryzykować. Przyjezdne liczyły przede wszystkim na kolejny błysk geniuszu rozgrywających fenomenalną rundę Angeldahl oraz Zigiotti Olme i rzeczywiście to właśnie za sprawą wspomnianego duetu zespół ze Sztokholmu stworzył sobie najlepszą okazję w pierwszej połowie, ale na posterunku była pewnie interweniująca Shannon Lynn. Po przeciwnej stronie boiska, zdecydowanie najwięcej spustoszenia w defensywie z Södermalm czyniły bite przez Persson i Alanen stałe fragmenty gry, a po jednym z centrostrzałów byłej piłkarki Växjö przed utratą bramki uratował gości słupek. Po przerwie, z minuty na minutę uwidaczniała się coraz większa przewaga optyczna Vittsjö, ale podopieczne Olofa Unogårda broniły się równie rozsądnie, co szczęśliwie i nawet niesamowicie aktywna tego dnia Clara Markstedt nie znalazła sposobu na umieszczenie futbolówki w siatce Emmy Holmgren. W samej końcówce piłkę meczową mogły mieć jeszcze sztokholmianki, ale duńska sędzia Frederike Sokjaer nie dopatrzyła się faulu na szarżującej na bramkę Lynn Astrid Larsson, a powtórki pokazały, że nie popełniła w tej sytuacji błędu. Mecz wciąż walczących o utrzymanie drużyn zakończył się więc bezbramkowym remisem, który przybliżył oba zespoły do tego, aby za rok ponownie spotkały się w rywalizacji o pierwszoligowe punkty.

01

Miniony weekend przyniósł nam mnóstwo piłkarskich emocji na wielu stadionach, ale to, co najważniejsze miało się wydarzyć w Borlänge. Broniące mistrzowskiego tytułu piłkarki z Linköping potrzebowały przynajmniej remisu na boisku desperacko walczącego o pozostanie w Damallsvenskan Kvarnsveden i chyba żaden z wielu kibiców, którzy w niedzielne popołudnie pofatygowali się z Östergötland do Dalarny, nie wyobrażał sobie, aby długo wyczekiwana koronacja miała zostać odłożona w czasie. W podobny sposób do tematu podeszły najwyraźniej także podopieczne Kima Björkegrena, które w pierwszej fazie meczu spróbowały zaakcentować swoją przewagę kilkoma ofensywnymi wypadami. Szczególnie dobrze prezentowała się w tym okresie lewa flanka Linköping i to właśnie ze strony świetnie współpracujących ze sobą Liny Hurtig oraz Jonny Andersson czyhało największe zagrożenie dla defensywy Kvarnsveden. Piłkarki z Östergötland cały czas były jednak świadome, że aby osiągnąć swój cel, wcale nie trzeba na Ljungbergsplanen wygrywać i z minuty na minutę coraz większą uwagę przywiązywały do tego, aby gola przede wszystkim nie stracić. Głównie z tego powodu, w drugiej połowie oglądaliśmy bardzo mało efektownego futbolu, ale taki obraz gry przyjezdnym absolutnie nie przeszkadzał. Z ich perspektywy, najważniejsze było bowiem to, aby Chawinga lub Addo jednym celnym strzałem nie popsuły mistrzowskiej fety i efekt ten udało się koniec końców uzyskać, dzięki czemu ostatni gwizdek Laury Rapp oznaczał dla całego Linköping początek długiego i przepełnionego niezwykle radosnymi emocjami wieczoru.

02

Choć na trzy kolejki przed końcem rozgrywek Rosengård wciąż zachowywał matematyczne szanse na odzyskanie mistrzowskiego tytułu, pierwsze minuty meczu przeciwko Piteå wyraźnie pokazały, że w taki obrót wydarzeń nie wierzyły już nawet same piłkarki z Malmö. Na tle apatycznych i bezbarwnych gospodyń zdecydowanie korzystniej prezentowały się za to grające od początku bardzo wysokim pressingiem podopieczne Stellana Carlssona, którym kilka razy udało się poważnie zagrozić bramce Zeciry Musovic. Stałe fragmenty June Pedersen oraz dynamiczne rajdy Aronsson i Janogy tym razem nie przyniosły jednak efektu bramkowego, choć to właśnie za ich sprawą serca sympatyków Rosengård biły zdecydowanie szybciej niż powinny. Swoje okazje w dalszej fazie meczu miały rzecz jasna także gospodynie, które ewidentnie uparły się, aby pokonać Hildę Carlén strzałami głową. Z uderzeniem Masar golkiperka z Norrland poradziła sobie jednak bez większego trudu, a próbę Viggosdottir na linii bramkowej zatrzymała Aronsson. Druga połowa okazała się być lustrzanym odbiciem pierwszej; przyjezdne znów dominowały w początkowym kwadransie, a następnie coraz bardziej oddawały pole rozpędzającym się zawodniczkom ze Skanii. Przeniesienie ciężaru gry na połowę gości nie wystarczyło jednak do tego, aby złamać defensywne zasieki z Piteå, a gdy Carlén do spółki z Blomqvist w ekwilibrystyczny sposób powstrzymały szrażujące na ich bramkę Mittag oraz Troelsgaard stało się jasne, że Rosengård tego meczu po prostu nie wygra. Bezbramkowy remis ostatecznie rozstrzygnął kwestię mistrzostwa, ale historyczny punkt wywieziony przez piłkarki z Norrbotten z Malmö IP sprawił, że coraz bardziej emocjonująca stała się rywalizacja o brązowe medale.

03

Historia potyczek Eskilstuny z Göteborgiem nie jest przesadnie długa, ale w ostatnich latach zdążyliśmy przyzwyczaić się do tego, że mecze pomiędzy tymi drużynami mają zazwyczaj mocno nieoczekiwany przebieg. Nie inaczej było i w dwudziestej kolejce obecnego sezonu, gdyż raczej niewielu spodziewało się, że zazwyczaj solidnie punktująca na własnym boisku drużyna Viktora Erikssona przegra ze znajdującym się w strefie spadkowej rywalem aż 1-5. Do przerwy nic nie zapowiadało aż takiej katastrofy piłkarek United, które – choć pozbawione czterech podstawowych ogniw – wydawały się kontrolować przebieg boiskowych wydarzeń. Co więcej, gdy w 54. minucie do prostopadłego podania Diaz doszła Mimmi Larsson i strzałem przy bliższym słupku pokonała Johansen, to gospodynie znalazły się o krok bliżej jeszcze jednego domowego zwycięstwa. Wtedy jednak nadeszło osiem minut, które na tyle skutecznie wstrząsnęło Eskilstuną, że trzecia ekipa poprzedniego sezonu zaliczyła naprawdę ciężki nokaut. Najpierw do remisu doprowadziła Engman, wykorzystując brak zdecydowania Björn, następnie centrę Blomqvist na drugiego gola zamieniła Hammarlund, a okres wspaniałej gry Göteborga w najlepszy możliwy sposób spuentowała Rubensson, zabierając rywalkom resztkę chęci do gry. Na nieszczęście dla United, mecz trzeba było jednak dograć, w związku z czym kapitanka KGFC zdążyła jeszcze podwyższyć na 4-1, ośmieszając przy tym Emelie Lundberg, a strzelanie na Tunavallen zakończyła efektownym uderzeniem w okienko Hammarlund. Nieoczekiwany pogrom sprawił, że zespół Stefana Rehna po raz pierwszy od dwóch miesięcy opuścił strefę spadkową i jeśli tylko Rubensson i Hammarlund utrzymają swoją dyspozycję z ostatnich tygodni, to wiosną znów będziemy mogli zaprosić wszystkich na pierwszoligowe relacje z Valhalli.

04

Dwunaste i zarazem ostatnie w obecnym sezonie Damallsvenskan derby Skanii nie miały aż tak wielkiego ciężaru gatunkowego, jak pozostałe spotkania dwudziestej kolejki. Piłkarki z Kristianstad zadbały jednak o to, aby ci, którzy zdecydowali się spędzić wietrzne, październikowe popołudnie na stadionie, nie żałowali później tej decyzji. Pierwsze minuty nie przyniosły nam wprawdzie większych emocji, ale im dłużej trwał mecz, tym wyraźniej widzieliśmy, dlaczego to grające po raz pierwszy od wielu tygodni w optymalnym składzie podopieczne Elisabet Gunnarsdottir uchodziły za zdecydowane faworytki w starciu z beniaminkiem z Malmö. Swoją bezdyskusyjną przewagę gospodynie podkreśliły dwoma golami, które – podobnie jak większość bramek zdobytych tej jesieni przez Kristianstad – padły po zagraniach niezwykłej urody. W 24. minucie wynik otworzyła Therese Ivarsson, popisując się efektowną przewrotką, a w drugiej połowie rezultat ustaliła Chukwudi tuż po tym, jak slalom pomiędzy piłkarkami Limhamn Bunkeflo urządziła sobie Amanda Edgren, a zrobiła to w stylu, którego nie powstydziłaby się sama Marta. Piłkarskich delicji we wschodniej Skanii mogło być jeszcze więcej, ale strzał Tine Schryvers z rzutu wolnego zatrzymał się na poprzeczce bramki gości. Beniaminek, przynajmniej do momentu czerwonej kartki dla Nellie Lilji, próbował odgryzać się pojedynczymi kontratakami, ale jedynym godnym odnotowania osiągnięciem zespołu z Malmö okazał się wywalczony przez Julię Welin rzut karny, którego ostatecznie nie zamieniła na gola jej starsza siostra – Anna.

05

Przedostatni dzień października miał być dla piłkarek Örebro prawdziwą próbą charakteru. Wprawdzie w utrzymanie w Damallsvenskan wierzyli już wyłącznie niepoprawni optymiści, ale dobry występ przeciwko Djurgården miał stanowić podwalinę pod otwarcie nowego, lepszego rozdziału w historii klubu z Behrn Areny. Niestety, te niezwykle ambitne plany rozsypały się nadzwyczaj szybko, gdyż już pierwsza ofensywna akcja gości przyniosła im prowadzenie. Dwa fatalne błędy w odstępie kilkudziesięciu sekund przytrafiły się doświadczonej Pettersson-Engström, a na listę strzelczyń wpisała się niezawodna Jalkerud. Niespełna dwie minuty później gospodynie miały wyśmienitą okazję na to, aby błyskawicznie doprowadzić do remisu, ale sytuacja, w której Jansson przegrała pojedynek sam na sam z Gunnarsdottir okazała się być jednocześnie jedynym celnym strzałem na bramkę drużyny ze Sztokholmu w pierwszej połowie. Nieco bardziej aktywne Örebro obejrzeliśmy dopiero po przerwie, ale nieliczna, choć niezwykle żywiołowo dopingująca do ostatniego gwizdka grupa młodych kibicek (i być może przyszłych gwiazd) miejscowego klubu nie doczekała się choćby jednego gola ze strony swoich ulubienic. Dwa kolejne trafienia dołożyły za to grające zdecydowanie bardziej poukładany futbol przyjezdne, a Carolę Söberg pokonywały kolejno Jalkerud oraz Wörner, pieczętując tym samym los zespołu z Behrn Areny. W najbliższym sezonie, po raz pierwszy od szesnastu lat, w Örebro nie zagości pierwszoligowa piłka. Jak długo potrwa rozbrat z ekstraklasą? Zdecydowanie za wcześnie na jakiekolwiek przewidywania, choć doskonale zdajemy sobie sprawę, że pierwsza zima po spadku z Damallsvenskan nigdy nie należy do najłatwiejszych.

06

07

08

09

Reklamy

Tytuł zostaje w Linköping

borlange-20171029linkopingsju

Fot. Ulf Palm

Z tytułami w sporcie najczęściej jest tak, że bardzo trudno je zdobyć, a jeszcze trudniej obronić. Piłkarkom z Linköping udało się jednak dokonać tej sztuki, choć na niezwykle wyboistej drodze do trzeciego w historii klubu mistrzostwa nie brakowało przeciwności. Pierwsze z nich pojawiły się zresztą jeszcze zanim na dobre zdążyły ucichnąć echa poprzedniej fety, gdy wraz z odejściem Harder, Blackstenius i Rolfö klub z Östergötland stracił – jak się mogło wówczas wydawać – niemal cały potencjał ofensywny. Żeby było mało, wkrótce potem mistrzowski statek opuścił kapitan Martin Sjögren oraz dwa niezwykle istotne elementy jego układanki w osobach Mariann Gajhede oraz Renee Slegers. Zimowe okienko w znacznym stopniu oszczędziło jedynie formację defensywną, ale letnie transfery Eriksson i Samuelsson, które zdecydowały się kontynuować swoje kariery w Londynie sprawiły, że z drużyny, która dokładnie dwanaście miesięcy temu wracała wesołym autobusem z Vittsjö, nie zostało prawie nic. Nowy trener Kim Björkegren potrafił jednak w błyskawicznym tempie odtworzyć w Linköping zwycięską formułę i choć kontuzje kluczowych piłkarek (Neto, Rasmussen, Helin) nie ułatwiały mu wcale zadania, a neutralni obserwatorzy często narzekali na minimalistyczną i mało efektowną postawę mistrzyń Szwecji, końcowy efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. Drużyna, której postawa miała być wielką niewiadomą, na dwie kolejki przed końcem sezonu zapewniła sobie mistrzowski tytuł i – żeby było zabawniej – po raz pierwszy miała okazje celebrować ten niewątpliwie wzniosły moment na murawie. Przypomnijmy bowiem, że rok temu piłkarki z Linköping świętowały w szatni kompleksu sportowego w Vittsjö, zaś przed ośmioma laty – w restauracji, wspólnie śledząc przebieg meczu pomiędzy Djurgården i Göteborgiem.

Gratulując drużynie z Linköping w pełni zasłużonego tytułu, warto w tym miejscu wymienić z nazwiska każdą z piłkarek, która dołożyła cegiełkę do tego wspaniałego sukcesu:

tit02

tit03

tit04

tit05

tit01

20. kolejka – zestaw par

Szczegółowym omówieniem tego, co w najbliższych godzinach może wydarzyć się na szwedzkich boiskach, zajęliśmy się wczoraj. W jedynym meczu, któremu nie poświęciliśmy wówczas należytej uwagi, Kristianstad podejmie na własnym boisku Limhamn Bunkeflo. Choć żadna z drużyn nie jest już zaangażowana ani w walkę o puchary, ani o utrzymanie, emocji na Vilans IP zabraknąć nie powinno i to nie tylko ze względu na derbowy charakter tego spotkania. Podopieczne Elisabet Gunnarsdottir z pewnością będą bowiem chciały przerwać passę trzech porażek z rzędu i powrócić tym samym do górnej połówki ligowej tabeli, zaś grające bez niepotrzebnej i często pętającej nogi presji piłkarki z Malmö spróbują powalczyć o dopiero drugie w historii zwycięstwo nad lokalnym rywalem. Czy jednemu z zespołów uda się zgarnąć pełną pulę? Przekonamy się już w niedzielne popołudnie.

Poniżej zestaw wszystkich par dwudziestej serii spotkań w Damallsvenskan:

omg20_1

omg20_2

omg20_3

omg20_4

omg20_5

omg20_6

Ligowy niezbędnik – jesień 2017

aik_hb_42_4444-1280x853

Mobilizacja w AIK. Powrót tego utytułowanego klubu do Damallsvenskan już dawno nie wydawał się aż tak realny (Fot. Anders H)

Ostatnie dni przyniosły nam całą serię emocji reprezentacyjnych w wydaniu zarówno boiskowym, jak i pozaboiskowym, ale już chyba najwyższy czas, aby wrócić myślami na ligowe stadiony. Piłkarkom Damallsvenskan oraz Elitettan do rozegrania pozostały już tylko trzy kolejki i to właśnie one przyniosą nam odpowiedzi na wszystkie najważniejsze pytania sezonu 2017. Ponieważ zdecydowana większość spośród dwudziestu sześciu występujących na szczeblu centralnym klubów cały czas ma o co grać, warto przypomnieć, jak przedstawia się ich sytuacja w przededniu decydujących rozstrzygnięć. Kto najbardziej potrzebuje zwycięstw? Kto będzie mógł głęboko odetchnąć już w najbliższą niedzielę? Zapraszam na szczegółową analizę tego, co czeka nas w najbliższych tygodniach.

1

Na początek drugi sezon szwedzkiej gry o tron z Linköping i Rosengård w rolach głównych. Długo wydawało się, że rywalizacja o prymat w kraju rozstrzygnie się dopiero w ostatniej kolejce, ale całkowicie niewytłumaczalna niemoc drużyny z Malmö (tylko jedno zwycięstwo w sześciu ostatnich meczach) sprawiła, że zawodniczki z Östergötland mają w tej chwili do dyspozycji aż trzy piłki meczowe. Pierwszą z nich spróbują wykorzystać w Borlänge, drugą – u siebie przeciwko Eskilstunie, a trzecią w wyjazdowym starciu z Limhamn Bunkeflo. Czy jest w ogóle realne, aby ekipa Kima Björkegrena wypuściła niemal pewny tytuł z rąk? Cóż, w futbolu, szczególnie tym szwedzkim, nie możemy być pewni niczego, ale jednak trudno zakładać, aby tak solidna drużyna nagle zaczęła przegrywać wszędzie i z każdym. Jasne, Linköping z jesieni 2017 swoją grą nie porywa nikogo, ale skoro pomimo tego udało się zbudować tak dużą zaliczkę, to nie po to, aby teraz w najgłupszy możliwy sposób ją roztrwonić. Inna sprawa, że bez względu na to, co wymyślą w Östergötland, Rosengård powinien skupić się wyłącznie na wygrywaniu swoich meczów. Komplet zwycięstw w trzech ostatnich kolejkach do złota najpewniej i tak nie wystarczy, ale zagwarantowanie sobie występów w Lidze Mistrzyń 2018/19 oraz odbudowanie mocno nadwątlonego morale przed arcyważnym dwumeczem z Chelsea to i tak niesamowicie wysoka stawka i koniecznie trzeba o nią zawalczyć.

2

Gdy w 53. minucie meczu na LF Arenie czerwoną kartkę obejrzała Matilda Plan, mało kto wierzył, że przegrywająca wówczas dwiema bramkami Eskilstuna zdoła jeszcze tego dnia odrobić straty. Zdobyte w osłabieniu gole Petry Johansson oraz Olivii Schough sprawiły jednak, że piłkarki United nie tylko wywiozły z Norrbotten bezcenny punkt, ale także ustawiły się w niesamowicie komfortowej sytuacji w rywalizacji o miejsce na najniższym stopniu podium Damallsvenskan. Teraz wystarczy już tylko na przykład pokonać u siebie Göteborg i Vittsjö (bardzo możliwe, że do pełni szczęścia wystarczą nawet cztery punkty) i nikt nie odbierze drużynie Viktora Erikssona brązowych medali. Na potknięcie ekipy z Tunavallen mocno liczą za to Piteå oraz Djurgården, którym marzyłoby się, aby kwestię podium rozstrzygnąć w bezpośrednim starciu 12. listopada. Aby tak się stało, obaj pretendenci muszą jednak nie tylko nasłuchiwać pomyślnych wieści z Eskilstuny, ale przede wszystkim dopisać do swojego dorobku sześć punktów w dwóch najbliższych kolejkach, co z pewnością nie będzie łatwym zadaniem. Podopieczne Stellana Carlssona czeka bowiem między innymi wyjazdowy mecz z próbującym powrócić na właściwe tory uśpionym gigantem z Rosengård, zaś sztokholmianki zmierzą się z walczącymi zaciekle o pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej Örebro oraz Göteborgiem.

3

W zasadzie od początku sezonu najwięcej przetasowań obserwujemy w dolnej części tabeli, więc chyba nikogo nie dziwi, że na trzy kolejki przed zakończeniem rozgrywek w walkę o utrzymanie realnie zaangażowane jest niemal pół ligi. To znaczy, żeby być do końca precyzyjnym, utrzymania nie zagwarantowały sobie jeszcze także Kristianstad oraz Limhamn Bunkeflo, ale oba zespoły ze Skanii wydają się być na tyle bezpieczne, że nie umieszczamy ich w poniższej analizie. Znalazło się w niej za to miejsce dla Hammarby, co już samo w sobie powinno być olbrzymim sukcesem drużyny Olofa Unogårda. Przypomnijmy, że przed rozpoczęciem sezonu niemal wszyscy wieszczyli piłkarkom z Södermalm rok pełen porażek i upokorzeń, ale Julia Zigiotti, Filippa Angeldahl i reszta biało-zielonej armady na tyle skutecznie zamknęły usta malkontentom, że w utrzymanie ekstraklasy dla Hammarby zaczęli wierzyć nawet najwięksi sceptycy. I słusznie, bo jedno zwycięstwo lub dwa remisy w trzech ostatnich meczach powinny wystarczyć do tego, aby beniaminek ze Sztokholmu dokonał czegoś naprawdę wielkiego. W niezłym położeniu wydają się być także piłkarki z Vittsjö, które po raz pierwszy w historii swoich występów w Damallsvenskan lepiej prezentują się jesienią niż wiosną. Jeśli uda im się pokonać na własnym boisku Hammarby lub Örebro, to za rok do najsłynniejszej wsi w Europie znów przyjeżdżać będzie cała krajowa czołówka. Balansujące na granicy strefy spadkowej Kvarnsveden i Göteborg czeka w najbliższych tygodniach prawdziwa próba charakterów, choć to zespół z Dalarny na papierze znajduje się w nieco bardziej skomplikowanej sytuacji. Perspektywa zmierzenia się z Linköping oraz Rosengård, zwieńczona wyjazdem na niezwykle mało gościnny Vilans IP w Kristianstad sprawia, że kibicom w Borlänge pozostało liczyć na cud, któremu na nazwisko Chawinga. Dobrej postawy od swoich liderek z całą pewnością oczekuje także Stefan Rehn, gdyż po prostu nie wypada, aby drużyna, w której występują między innymi Pauline Hammarlund oraz Elin Rubensson miała pożegnać się z ekstraklasą. Na koniec warto pochylić się nad Örebro, które w niespełna dwa lata przebyło drogę z Ligi Mistrzyń do bram Elitettan. Oczywiście, na Behrn Arenie wierzą, że pokonanie kolejno Djurgården, Vittsjö i Göteborga nie jest wcale misją niemożliwą do wykonania, ale przecież podobne zapowiedzi słyszeliśmy przez niemal cały sezon. Gdyby jednak podopiecznym Elin Magnusson rzeczywiście udało się w ostatniej chwili odmienić swój los, to bylibyśmy świadkami bodajże najbardziej spektakularnego powrotu w historii szwedzkiej piłki.

4

Nikogo nie trzeba chyba przekonywać, że ewentualny awans Assi do Damallsvenskan byłby historią, która przyćmiłaby nawet obronę tytułu przez Linköping i odwołany mecz z Danią. Tyle tylko, że pomimo tego, iż to właśnie piłkarki z Risögrund na tę chwilę jako jedyne są zależne wyłącznie od siebie, terminarz ewidentnie nie jest ich sprzymierzeńcem. Trudny wyjazd do Falkenbergu, mecz z dominatorem z Växjö i na koniec starcie z bezpośrednim rywalem z Kalmar – tak wyglądają przeszkody, które muszą pokonać Polarne Dziewczyny, aby stać się największą rewelacją sezonu. Czy jest to w ogóle realne? Na pewno, ale łatwo nie będzie. Zdecydowanie bardziej przyjazna końcówka sezonu czeka natomiast stołeczny AIK, a komplet zwycięstw z niżej notowanymi Västerås, Hovås Billdal oraz Holmalund najprawdopodobniej pozwoli im po dwóch latach przerwy powrócić do krajowej elity. Dwa gole Amandy Fredriksson w ostatniej kolejce sprawiły, że o awansie wciąż marzą również w Kalmar, ale jednak scenariusz, w którym klubom ze Småland udaje się na koniec sezonu ustrzelić dublet, wydaje się mimo wszystko stosunkowo najmniej prawdopodobny.

5

W Mallbacken miała być walka o błyskawiczny powrót do ekstraklasy, ale szybko okazało się, że w tym roku piłkarki z Värmland znacznie częściej będą oglądały się za niż przed siebie. Przebudzenie Elin Nyman, Nkemjiki Ezurike oraz sióstr Stolpe w decydującej fazie sezonu sprawiło jednak, że najprawdopodobniej uda się uniknąć całkowitej katastrofy i w Sunne wciąż będzie miał siedzibę klub występujący na szczeblu centralnym. Problemów z utrzymaniem nie powinni mieć także w Sundsvall, gdzie z kolei w odpowiednim momencie formą błysnęła Kamerunka Nchout. Zdecydowanie bardziej nerwowo będzie za to w najbliższych tygodniach w Alingsås, Falkenbergu i Östersundzie, a sytuacji z pewnością nie ułatwia fakt, że zaledwie jedno z wymienionych miast przedłuży swoją przygodę z Elitettan o kolejny rok. Wydaje się, że najbliżej celu znajdują się na ten moment piłkarki Holmalund, ale tak naprawdę żadne rozstrzygnięcie nie będzie tutaj sensacją.

Kadra zagrała na piątkę

BB170919BB538

Fot. Bildbyrån

Jeszcze dwa tygodnie temu październikowa faza eliminacji piłkarskich mistrzostw świata we Francji wzbudzała w nas całkowicie uzasadniony niepokój. Znajdująca się ewidentnie w fazie budowy kadra Petera Gerhardssona miała bowiem już na tym etapie zmierzyć się ze zdecydowanie najtrudniejszym z grupowych rywali, a zaledwie cztery dni później stanąć naprzeciw zawsze nieobliczalnych Węgierek. Taki układ gier z pewnością nie należał do najłatwiejszych, ale wydarzenia ostatnich dni sprawiły, że zamiast pełnej trudności i przeszkód wyboistej drogi ku awansowi, przed reprezentantkami Szwecji pojawił się czerwony dywan prowadzący wprost na francuski mundial. Duński bojkot oraz kontuzja Zsanett Jakabfi, która poprzednią wizytę na szwedzkiej ziemi zakończyła z hat-trickiem na koncie, zdecydowanie ułatwiły zadanie, ale oczywiście trzeba było jeszcze wyjść na murawę i wykonać swoją część planu. Pamiętając nie tak dawne męczarnie ze Słowacją, RPA, czy Meksykiem, ciężko było tak do końca pozbyć się towarzyszących nam obaw, ale drużyna Gerhardssona pokazała, w jaki sposób powinno się rozgrywać mecze z niżej notowanymi przeciwniczkami. We wtorkowy wieczór na stadionie w Borås obejrzeliśmy pierwszy od długiego czasu mecz tej reprezentacji, po którym można było naprawdę szeroko się uśmiechnąć.

Podobnie jak w debiucie selekcjonerskim Petera Gerhardssona, aura ewidentnie nie była dziś sprzymierzeńcem szwedzkich piłkarek. Szczęście w nieszczęściu, że murawa znajdowała się jednak w zdecydowanie lepszym stanie niż ta w Varazdinie, w efekcie czego rozgrywane przez Seger czy Asllani piłki nie stawały co chwilę w kałużach. Inna sprawa, że gospodynie od pierwszej minuty prezentowały się tak, że chyba żadne warunki nie byłyby im tego dnia straszne. Co ciekawe, pierwszą dogodną okazję do strzelenia bramki stworzyły sobie nawet Węgierki, ale próba strzału w wykonaniu Mosdoczi była jedynie niewiele znaczącym epizodem w całkowicie zdominowanym przez Szwedki meczu. Strzelanie w Borås rozpoczęła w 14. minucie Hurtig, wykorzystując w równym stopniu fenomenalne dogranie Rolfö oraz bierną postawę defensorek gości. Chwilę później było już 2-0 i raz jeszcze nie popisały się węgierskie obrończynie, które tak nieudolnie wybijały futbolówkę z własnej szesnastki, że ta najpierw znalazła się pod nogami Sembrant, a następnie Fischer, która w swoim stylu posłała petardę z dziesięciu metrów w sam środek bramki. Kapitanka Wolfsburga zdobytego przez siebie gola uczciła w niezwykle sympatyczny sposób, ale na tym wcale nie skończyły się tego dnia strzeleckie popisy Szwedek. Tuż przed przerwą, w odstępie zaledwie kilkudziesięciu sekund, bezradną Csiszar pokonały kolejno Asllani (przepięknym wolejem) oraz Seger (mierzonym uderzeniem z dystansu), w efekcie czego kibice mogli w przerwie spierać się o to, który z obejrzanych przez nich goli był najładniejszej urody (nawiasem mówiąc, przynajmniej trzy z nich o kilka długości deklasowały tak bardzo uwielbiany przez wielu gol Wenezuelki Castellanos). Wynik meczu na 5-0 ustaliła na początku drugiej połowy Asllani, która miała nawet okazję na to, aby ustrzelić najbardziej efektownego hat-tricka tych eliminacji. Niestety, na drodze do tego osiągnięcia stanął jej słupek, a ponieważ w stuprocentowych sytuacjach fatalnie pudłowały między innymi Rolfö i Blackstenius, więcej goli na stadionie w Borås już nie obejrzeliśmy. Po raz pierwszy od dawna nie musieliśmy jednak z tego powodu przesadnie narzekać, gdyż robiąc bilans plusów i minusów nawet najwięksi malkontenci musieli przyznać, że reprezentantki Szwecji wszystko nam z z nawiązką wynagrodziły.

Wiadomo, że Węgry – do tego grające bez swojej zdecydowanie największej gwiazdy – nie są idealnym papierkiem lakmusowym. Nie można jednak nie docenić tego, że nareszcie w grze ofensywnej reprezentacji Szwecji pomysł było widać nie tylko na konferencji przedmeczowej, ale także – a może przede wszystkim – na boisku, że coraz częściej do lotu wzbijały się mocno podcięte ostatnimi czasy skrzydła, a ofensywne stałe fragmenty (choć ćwiczone znacznie krócej niż podczas słynnych treningów tandemu Sundhage – Persson) w końcu stały się bardziej efektywne niż efektowne. Wiadomo, nie wszystko zagrało dziś w stu procentach perfekcyjnie, martwić może, że zimowo-wiosenną formę ewidentnie zagubiła Banusic, a Fischer i Sembrant miewają momenty przestoju, w których stanowią większe zagrożenie dla Lindahl niż napastniczki rywalek, ale mamy pełne prawo wierzyć, że i te elementy uda się podczas najbliższych zgrupowań poprawić. Skoro zaledwie dwa mecze wystarczyły do tego, abyśmy po raz pierwszy od niepamiętnych czasów zobaczyli dobrze funkcjonującą szwedzką ofensywę, to chyba jest to znak, że sztab szkoleniowy zasłużył na duży kredyt zaufania. Wszystko wskazuje na to, że najbliższy mecz o punkty zagramy dopiero w kwietniu, więc czasu na ewentualne eksperymenty i poszukiwania nowych wariantów pozostało naprawdę sporo. Tym bardziej, że tym razem nie będą one raczej przypominały błądzenia po omacku. Jasne, już za miesiąc na ziemię sprowadzić nas może znajdująca się w olbrzymim uderzeniu Francja, ale dziś zwyczajnie pozwólmy sobie na chwilę radości, wszak ostatnio nie było ich przecież tak wiele.

Beniaminkiem być

2017-09-09_00016

Beniaminek ze Sztokholmu wniósł do Damallsvenskan mnóstwo pozytywnego entuzjazmu (Fot. Peter Jonsson)

W Europie mamy bardzo wiele krajów, w których ruch między pierwszą i drugą klasą rozgrywkową odbywa się według w pełni usystematyzowanego schematu. Dobrym przykładem mogą być tu chociażby Niemcy, gdzie takie Kolonia czy Brema z zadziwiającą regularnością przesuwają się na piłkarskiej piramidzie naprzemiennie w górę i w dół. W Szwecji obracamy się jednak w nieco innej rzeczywistości, która wcale nie skazuje z definicji beniaminków Damallsvenskan na bój o pozostanie w krajowej elicie, a spadkowiczom nie wróży rychłego powrotu do ekstraklasy. Mając to na uwadze, ambitne plany właścicieli Växjö na kolejny sezon jak najbardziej powinniśmy traktować z należytą powagą, choć jednocześnie warto wiedzieć, że ewentualne włączenie się piłkarek ze Småland do gry o medale byłoby jednak wydarzeniem bezprecedensowym. Oto jak w obecnej dekadzie radziły sobie szwedzkie kluby szczebla centralnego w pierwszych miesiącach po awansie:

Beniaminkowie 2011 – Piteå i Dalsjöfors

Drużyna z Norrbotten powróciła wówczas do ekstraklasy po krótkiej przerwie i nie powtórzyła błędu, który za pierwszym razem kosztował ją szybką degradację. Bardzo dobra dyspozycja kanadyjskiej golkiperki Stephanie Labbe oraz trzymająca poziom defensywa pozwoliły w pierwszej części sezonu wyszarpać kilka ważnych punktów, które pozwoliły przystąpić do decydujących spotkań ze znacznie bardziej komfortowej pozycji. Utrzymanie w zasadzie udało się przyklepać zwycięstwem w Sztokholmie na trzy kolejki przed zakończeniem rozgrywek, a zawodniczkom z Piteå tak bardzo spodobało się w Damallsvenskan, że z powodzeniem występują w niej do dziś. Zdecydowanie inny los spotkał za to drugiego z beniaminków, choć w kadrze Dalsjöfors także nie brakowało uznanych nazwisk z Ameryki Północnej (Erin McLeod, India Trotter, Alex Singer). Całość nie zagrała jednak na tyle, aby pierwszoligową przygodę udało się przedłużyć o kolejny rok.

Beniaminkowie 2012 – Vittsjö i AIK

Historię Vittsjö wszyscy znamy chyba na pamięć, więc ograniczymy się wyłącznie do przypomnienia najważniejszych faktów. Drużyna ze wsi w północnej Skanii miała – zdaniem wielu fachowców – szybko wrócić tam, gdzie jej miejsce, a tymczasem na półmetku rozgrywek wspólnie z hegemonami z Malmö i Tyresö okupowała ligowe podium! Wprawdzie jesienią zawodniczki spod Hässleholm mocno wyhamowały, ale szósta lokata na koniec sezonu i tak była wynikiem dalece wykraczającym poza nawet te najbardziej optymistyczne prognozy. Zdecydowanie gorzej powiodło się za to drugiemu z beniaminków, który postanowił punktować wyłącznie w starciach z potentatami. Cztery oczka z Göteborgiem, zwycięstwo nad Malmö i remis w Linköping wprawiały opinię publiczną w zakłopotanie, ale utrzymania koniec końców drużynie ze Sztokholmu nie zagwarantowały, w efekcie czego Folkesson, Diaz, Chalupny i reszta ekipy spod znaku AIK poznała smak degradacji.

Beniaminkowie 2013 – Sunnanå i Mallbacken

Rok absolutnie wyjątkowy, ponieważ nie dość, że obaj beniaminkowie natychmiast wrócili skąd przyszli, to jeszcze dokonali tego w wyjątkowo marnym stylu. Sunnanå zaczęło nawet obiecująco (remis w Linköping), ale były to wyłącznie miłe złego początki, gdyż nigeryjski zaciąg z doświadczoną Perpetuą Nkwochą na czele nie potrafił wygrać w sezonie ligowym choćby jednego meczu! Walczyć próbowało za to Mallbacken, które – podobnie jak rok wcześniej AIK – potrafiło urwać punkty wszystkim medalistom. Niestety, w starciach w bezpośrednimi rywalkami w walce o utrzymanie piłkarki z Värmland nie okazały się równie efektywne, w efekcie czego na dwie kolejki przed końcem sezonu było już właściwie po zabawie.

Beniaminkowie 2014 – Eskilstuna i AIK

Gdyby ktoś zapomniał, jak może wyglądać naprawdę efektowne wejście, to warto przypomnieć sobie Eskilstunę z wiosny 2014. Zwycięstwa nad Tyresö, Örebro i Jitexem sprawiły, że ekipa z Tunavallen szturmem wzięła fotel lidera i choć w późniejszej fazie sezonu przyszło zderzenie z pierwszoligową rzeczywistością (że przypomnę chociażby 1-6 w Umeå), to siódma lokata na koniec sezonu i tak była wynikiem bardzo obiecującym. Dowodzona przez Viktora Erikssona mieszanka rutyny (Thunebro, Svensson) z młodością (Wahlström) i fantazją (Enganamouit) z całą pewnością spisała się więcej niż poprawnie. Zdecydowanie mniej spektakularnie prezentowały się na boiskach Damallsvenskan piłkarki AIK, które już tradycyjnie nie dały się pokonać Linköping. Tym razem sztokholmiankom udało się jednak utrzymać w ekstraklasie, choć trzeba pamiętać, że spory wpływ miały na to również względy pozasportowe.

Beniaminkowie 2015 – Mallbacken i Hammarby

Tym razem duet beniaminków wystąpił w rolach głównych w ostatniej kolejce, gdyż to właśnie Mallbacken i Hammarby stoczyły między sobą epicki, korespondencyjny bój o pozostanie w ekstraklasie. Zwycięsko wyszły z niego ostatecznie piłkarki z Värmland, które w przekroju całego sezonu okazały się lepsze od konkurentek o … jednego gola. Zdecydowanie największy wkład w powodzenie misji ratowania pierwszej ligi dla Sunne miał tercet Falk – McSorley – Larsson, a w Sztokholmie mogli tylko żałować, że w Hammarby nie udało się zbudować równie solidnego kręgosłupa. Żałować mogła także Helen Eke, że akurat w tym sezonie przyszło jej strzelić najbardziej efektownego samobója wszechczasów.

Beniaminkowie 2016 – Kvarnsveden i Djurgården

Mówisz Kvarnsveden – myślisz Chawinga. Napastniczka z Malawi najpierw pobiła wszystkie możliwe rekordy wszechczasów w Elitettan, a następnie awansowała ze swoim klubem do Damallsvenskan i w najlepszej lidze północnej Europy poczynała sobie równie śmiało. Oczywiście, szczególnie w jesiennej fazie zmagań Chawinga mogła liczyć na delikatne wsparcie ze strony afrykańsko-amerykańskiego letniego zaciągu, ale nie łudźmy się – bez niej końcówka sezonu w Dalarnie wyglądałaby zdecydowanie bardziej nerwowo. Cały czas spokojnie było za to w obozie drugiego z beniaminków, który bez wielkich fanfar powtórzył wynik Vittsjö sprzed czterech lat, kończąc ligowe zmagania w górnej połówce tabeli. Sukces drużyny prowadzonej przez Yvonne Ekroth był absolutnie niepodważalny, a efektowne rajdy będącej prawdziwym odkryciem tamtych rozgrywek Johanny Rytting Kaneryd na zawsze pozostaną jego symbolem.

Beniaminkowie 2017 – Limhamn Bunkeflo i Hammarby

Przed startem rozgrywek mówiło się, że tak słabego zestawu beniaminków nie mieliśmy już dawno, a ewentualne utrzymanie któregokolwiek z nich rozpatrywano w kategoriach ogromnej niespodzianki. Potem jednak zaczęło się granie, a piłkarska murawa kolejny raz pokazała nam, jak mało wiemy na temat futbolu. Limhamn Bunkeflo na półmetku zmagań zajmowało bowiem fantastyczną, czwartą lokatę i choć pozycji w okolicach podium nie udało się ostatecznie obronić, to zapewnienie sobie pozostania w ekstraklasie na cztery kolejki przed końcem rozgrywek niewątpliwie było dla piłkarek z Malmö wielkim wydarzeniem. Zdecydowanie bardziej w walkę o pierwszoligowy byt zaangażowane było Hammarby Olofa Unogårda, ale bez względu na jej ostateczny efekt (na chwilę obecną jest on więcej niż pomyślny – cztery punkty zapasu nad strefą spadkową), młoda drużyna ze Sztokholmu i tak już dokonała niemożliwego, tocząc wyrównane boje ze znacznie bardziej doświadczonymi rywalkami.

Za rok, swój rozdział do powyższej listy dopiszą między innymi piłkarki Växjö. Czy wzorem Vittsjö, Djurgården i Eskilstuny uda im się wziąć ekstraklasę szturmem? W Småland mają dokładnie taki plan, ale nie od dziś wiemy, że Damallsvenskan potrafi pisać najbardziej  nieprawdopodobne scenariusze. W stu procentach pewni możemy być więc jedynie tego, że absolutny beniaminek doda naszej lidze jeszcze więcej kolorytu, a to z kolei jest zapowiedzią jeszcze jednego niezwykle ekscytującego sezonu. Dobre wieści? Absolutnie, wszak nadmiar emocji nie zaszkodził jeszcze żadnym rozgrywkom na świecie.