Mecz, którego nie będzie

Fot. Liselotte Sabroe

W tym miejscu miała pierwotnie znajdować się zapowiedź kluczowego meczu eliminacji piłkarskich mistrzostw świata. Nordyckie, szwedzko-duńskie derby miały dać nam odpowiedź na pytanie, która z tych reprezentacji znajdzie się zdecydowanie bliżej awansu na francuski mundial. Niestety, rzeczywistość napisała taki scenariusz, że dziś przyszło nam zastanawiać się nie nad tym, w jaki sposób powstrzymać Nadię Nadim, Sanne Troelsgaard, czy Pernille Harder, lecz nad tym, dlaczego tak ważny mecz w ogóle nie dojdzie do skutku.

O proteście reprezentantek Danii było wiadomo od dawna. Wszyscy zdawali sobie chyba sprawę, że podpisane przed wyjazdem na Węgry tymczasowe umowy nie rozwiążą tego konfliktu, ale początkowo mało kto wierzył, że sprawy zajdą aż tak daleko. Nic więc dziwnego, że wczorajsze oświadczenie duńskiej federacji było dla niektórych sporym zaskoczeniem. Owszem, temat odwołania meczu na Gamla Ullevi powracał w ostatnich dniach jak bumerang, ale jednak wydawało się, że obie strony koniec końców będą potrafiły – dla dobra wszystkich zainteresowanych podmiotów – dojść do porozumienia. Stało się jednak inaczej.

Nietrudno się domyślić, że nieprzystąpienie czołowej europejskiej reprezentacji do ważnego meczu eliminacyjnego natychmiast wywołało lawinę komentarzy na całym świecie. Jak to zwykle bywa, opinie są w tej kwestii bardzo zróżnicowane, choć przynajmniej w mediach nordyckich da się zauważyć tendencję do sympatyzowania w tym konflikcie z piłkarkami oraz podmiotami reprezentującymi ich interesy. Nie brakuje jednak również obrońców stanowiska prezentowanego przez federację oraz głosów, że to zawodniczki swoją postawą zdradziły własnych kibiców, jednym ruchem przekreślając fenomenalny dorobek ostatnich miesięcy. Która ze stron ma rację lub przynajmniej znajduje się bliżej prawdy? Dysponując jedynie szczątkowymi i na dodatek wykluczającymi się wzajemnie informacjami, nie sposób wystąpić tu w roli arbitra ludzkich sumień (nawiasem mówiąc, w takiej roli najlepiej w ogóle nie występować). Decyzja została podjęta i jedyne, co można zrobić, to ją w pełni uszanować. Jasne, argument, że gra w kadrze powinna być nobilitacją i wyróżnieniem brzmi niezwykle wzniośle i tak do końca nie sposób odmówić mu racji, ale wierzyć się nie chce, żeby chociażby Pernille Harder dobrowolnie rezygnowała z być może największej szansy na to, aby zagrać na mistrzostwach świata, gdyby nie miała ku temu konkretnych powodów. Czy rzeczywiście są one wystarczająco silne? Czy towarzyszy im przede wszystkim troska o własne interesy (co samo w sobie nie jest oczywiście także niczym nagannym), czy może o lepsze perspektywy dla młodych adeptek futbolu? Czy kolejne pokolenia duńskich piłkarek faktycznie będą za kilkadziesiąt lat dziękować dzisiejszym reprezentantkom? Odpowiedzi na te i inne pytania zależą w znacznej mierze od indywidualnego postrzegania rzeczywistości i chyba bezpieczniej będzie zachować je dla siebie, mając przy tym nadzieję, że już nigdy więcej nie będziemy zmuszeni do takich przemyśleń, gdyż zdecydowanie największym przegranym takich dni jak dzisiejszy jest niestety futbol.

Gdzieś z tyłu głowy pojawia się oczywiście myśl, że taki obrót spraw zdecydowanie ułatwił szwedzkim piłkarkom drogę na francuski mundial, ale nie spotkałem jeszcze osoby, która popadłaby z tego powodu w euforię. Na analizę sytuacji w grupie 4 (dziś punktami podzieliły się w niej Chorwacja i Węgry) przyjdzie jeszcze czas, ale bez względu na to, jakie decyzje podejmie ostatecznie UEFA, zdobytych w takich okolicznościach punktów nikt świętować nie będzie i nie jest to wyłącznie kurtuazja, ale nordycka rzeczywistość. Inna sprawa, że władze europejskiej piłki także stoją w tej chwili przed nie lada dylematem, gdyż obowiązujące przepisy nie do końca precyzują konkretne modele postępowania w takich przypadkach, co niejako automatycznie otwiera więcej niż jedną furtkę. Z której z nich ostatecznie skorzysta UEFA? Pozostaje liczyć na mądrość i rozwagę piłkarskich decydentów, choć historia pokazuje, że akurat z tym w przeszłości bywało różnie.

Do dnia wczorajszego na mecz Szwecja – Dania sprzedanych zostało około ośmiu tysięcy biletów i pomimo mało sprzyjającej prognozy pogody, frekwencja na Gamla Ullevi zapowiadała się więcej niż przyzwoicie. Dziś wiemy już, że ekscytującej, boiskowej rywalizacji jutro w Göteborgu nie zobaczymy, ale nie oznacza to, że Peter Gerhardsson oraz jego kadrowiczki nie pojawią się w piątkowy wieczór na Stadionie Narodowym. O 17:45 otwarte zostanie wejście nr 9 (od strony Ullevigatan), a pół godziny później rozpocznie się spotkanie zawodniczek z kibicami, na którym mile widziani są również ci, którzy nie zdążyli zaopatrzyć się w bilet na mecz, zanim ten został odwołany. Sesja zdjęciowo-autografowa potrwa nie krócej niż 60 minut.

Reklamy

Podsumowanie 19. kolejki

Wysokie zwycięstwo nad Limhamn Bunkeflo w rundzie wiosennej, a także dobra postawa całego zespołu w meczu przeciwko Piteå sprawiły, że piłkarki Kvarnsveden przyjechały do Malmö w całkiem niezłych nastrojach. Dodatkowo potęgował je jeszcze fakt, że zdolna do gry od pierwszej minuty była Tabitha Chawinga, która jesienią strzelała absolutnie każdemu, bez względu na klasę rywala. Na boisku w Skanii napastniczka z Malawi także była jedną z bardziej aktywnych zawodniczek, ale – pomimo wyraźnej dominacji gości z Dalarny – tak naprawdę ani razu nie udało jej się urwać defensorkom beniaminka. Długo wydawało się jednak, że gol dla przyjezdnych i tak musi w końcu paść, gdyż nie stanowiąca przecież monolitu formacja obronna Limhamn Bunkeflo nie próbowała nawet konstruować akcji ofensywnych, ograniczając się głównie do przeszkadzania i wybijania futbolówki byle dalej od bramki Emmy Lind. W teorii, taktyka ta powinna się w końcu zemścić, w praktyce – ani siostry Chawinga, ani Elizabeth Addo nie miały w sobotę swojego dnia, a zamiast nich na listę strzelczyń wpisała się Mia Persson. Kapitanka zespołu z Malmö dostała bardzo dobre podanie od Anny Welin i w 86. minucie zamieniła na gola pierwszą dogodną okazję, jaką w całym meczu stworzyły sobie gospodynie. Poniesiona w niezwykle dramatycznych okolicznościach porażka mocno skomplikowała sytuację Kvarnsveden w ligowej tabeli, ale trzeba uczciwie przyznać, że największe pretensje piłkarki z Dalarny mogą mieć przede wszystkim do siebie.

01

Pojedynek Djurgården z Vittsjö z całą pewnością nie był najlepszym, jaki w tym sezonie obejrzeli kibice na Stadionie Olimpijskim. Grające w całkowicie nowym dla siebie ustawieniu gospodynie szczególnie w pierwszej fazie meczu sprawiały wrażenie nieco onieśmielonych otrzymaną przed tygodniem z rąk Rosengård lekcją futbolu, natomiast piłkarki z północnej Skanii przyjechały do stolicy przede wszystkim po to, aby nie przegrać. Upragniony punkt podopiecznym Thomasa Mårtenssona i Andersa Johanssona koniec końców udało się zresztą zdobyć, choć to sztokholmianki jako pierwsze miały w sobotnie popołudnie powody do radości. Tuż przed przerwą, na akcję w swoim stylu zdecydowała się Johanna Rytting Kaneryd, a dośrodkowaną przez nią piłkę do siatki Vittsjö z najbliższej odległości wepchnęła Schmidt. Zdobyty do szatni gol sprawił, że piłkarki Djurgården wyraźnie odzyskały luz i w pierwszym kwadransie drugiej połowy stworzyły sobie kilka naprawdę niezłych okazji na podwyższenie wyniku. Okresu dobrej gry nie udało im się jednak spuentować kolejnymi trafieniami, a sympatycy drużyny prowadzonej przez Joela Riddeza mogli jedynie łapać się za głowy po strzale w poprzeczkę Kukkonen lub efektownej paradzie Lynn po uderzeniu Rytting Kaneryd. Niewykorzystanych szans żal mogło być tym bardziej, że w 88. minucie Daughetee wrzuciła piłkę w pole karne gospodyń, a nabiegająca na wprost bramki Sällström w niesamowicie efektowny sposób pokonała Gunnarsdottir, zapewniając swojej drużynie remis, który zdecydowanie bardziej ucieszył gości z Vittsjö.

02

Ileż to mieliśmy w obecnym sezonie Damallsvenskan meczów o sześć punktów? Całe mnóstwo, a starcie Hammarby z Örebro było niewątpliwie jednym z nich. Obie drużyny doskonale wiedziały, o co grają, ale tylko jedna zrobiła dostatecznie dużo, aby po ostatnim gwizdku Lovisy Johansson móc pogratulować sobie perfekcyjnie wykonanego zadania. Wszystko zaczęło się w sposób klasyczny dla Hammarby Olofa Unogårda, czyli od zamienionego na bramkę rzutu rożnego. Jak zwykle, w rolę asystentki wcieliła się Filippa Angeldahl, a futbolówkę do siatki brzuchem wepchnęła Julia Zigiotti Olme. Piłkarki z Örebro nie zdążyły się jeszcze dobrze otrząsnąć po pierwszym ciosie, a już musiały przyjąć dwa kolejne. Tym razem w rolach głównych wystąpiły bohaterki z Linköping Frida Sjöberg oraz Alma Nygren, które postanowiły zabawić się ze zdecydowanie bardziej od nich doświadczonymi defensorkami gości, dając im przy okazji lekcję technicznego futbolu. Jeśli ktoś w Örebro pocieszał się tym, że Hammarby potrafiło już w tym sezonie wypuścić z rąk trzybramkową przewagę, to dwójkowa akcja Zigiotti Olme – Nyberg tuż przed końcem pierwszej połowy dała ostateczną odpowiedź na pytanie, która z drużyn rządzi tego dnia na Zinkendamms IP. Pomimo starań najlepszych w szeregach gości Spetsmark i Hjohlman, druga połowa była dla miejscowych wyłącznie niezwykle przyjemnym dopełnieniem formalności, a asysta Sund przy ustalającym wynik na 6-1 trafieniu Olgi Ekblom okazała się przysłowiową wisienką na przepysznym, zwycięskim torcie, którym każda z piłkarek Bajen miała pełne prawo się delektować.

03

Tylko zwycięstwo w Göteborgu pozwalało piłkarkom Rosengård przedłużyć nadzieję na wywalczenie jedenastego w historii klubu mistrzostwa Szwecji. Podopieczne Malin Levenstad miały jednak pełne prawo oczekiwać, że na boisku rozpaczliwie broniącego się przed spadkiem rywala to one będą stroną dyktującą warunki gry. Dziesięć goli strzelonych przez zespół z Malmö w dwóch ostatnich meczach miało być sygnałem, że w końcu udało się znaleźć system pozwalający na maksymalne wykorzystanie ofensywnego potencjału, a na Valhalli w obecnym sezonie festiwal bramkowy urządzały sobie przecież nawet Hammarby czy Limhamn Bunkeflo. Raz jeszcze przekonaliśmy się jednak, że w tegorocznej Damallsvenskan przewidzieć nie sposób absolutnie niczego. Zaczęło się wprawdzie zgodnie z planem, gdyż to piłkarki ze Skanii ruszyły od pierwszych minut do zdecydowanych ataków i stosunkowo szybko – za sprawą niezastąpionej w takich sytuacjach Elli Masar – udało im się wyjść na prowadzenie, ale nonszalancka postawa gości w defensywie sprawiła, że korzystny dla nich wynik nie utrzymał się przesadnie długo. W 32. minucie slalom między zawodniczkami z Malmö urządziła sobie Rubensson, Engman wycofała do nabiegającej na bliższy słupek Hammarlund, a była napastniczka między innymi Linköping i Piteå sfinalizowała składną akcję gospodyń przepięknym uderzeniem z pierwszej piłki. Mając na uwadze przebieg spotkania można było oczekiwać, że to dopiero początek strzeleckich popisów obu ekip, ale pomimo naprawdę wielu wspaniałych okazji pod obiema bramkami, żadnej z piłkarek nie udało się zapisać na swoim koncie trafienia na wagę trzech punktów, których zarówno Göteborg, jak i Rosengård, tak bardzo przecież potrzebował.

04

Gdy sympatycy drużyny prowadzonej przez Stellana Carlssona dowiedzieli się, że Piteå wyjdzie na mecz przeciwko Eskilstunie trójką w obronie, mogli mieć podstawy do niepokoju. Kiedy ostatni raz piłkarki z Norrland eksperymentowały z takim właśnie ustawieniem, dopiero przy stanie 0-2 udało im się dojść do porozumienia w kwestii podziału ról w formacji defensywnej. Na szczęście dla gospodyń, tym razem powtórki z rozrywki nie było, choć czyste konto w pierwszym kwadransie było przeze wszystkim zasługą świetnego refleksu Hildy Carlén oraz … gęstej mgły nad LF Areną, która sprawiła, że Sara Wiinikka nie zauważyła ewidentnego faulu na Mimmi Larsson w polu karnym. Im dłużej trwał mecz, tym bardziej do głosu dochodziły jednak podopieczne Carlssona i choć po strzale z dystansu Lotty Ökvist gości uratowała jeszcze poprzeczka, to w kolejnej sytuacji Emelie Lundberg musiała już wyciągać piłkę z siatki. Dynamiczna Elin Bragnum zatańczyła przy linii końcowej z Hanną Glas i dograła do Janogy, która płaskim strzałem otworzyła wynik spotkania. Tuż przed przerwą, skromne prowadzenie udało się piłkarkom z Piteå jeszcze podwyższyć, gdy po centrze Pedersen z rzutu rożnego futbolówka niefortunnie odbiła się od dwóch defensorek United i – ku ich rozpaczy – wtoczyła się do siatki. Gospodynie miały więc w rękach wszystkie atuty, a gdy po faulu na wychodzącej na czystą pozycję Janogy, Matilda Plan musiała udać się pod prysznic nieco wcześniej niż zakładała, sytuacja Eskilstuny zrobiła się ekstremalnie trudna. Z tego samego założenia wyszły najwyraźniej piłkarki z Norrbotten, które postanowiły po prostu dograć ostatnie trzydzieści minut na zwolnionych obrotach, za co przyszło im zapłacić wysoką cenę. Najpierw kontaktowego gola dla Eskilstuny zdobyła Petra Johansson, a na trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry do remisu doprowadziła Olivia Schough, pewnie wykorzystując wywalczony chwilę wcześniej rzut karny. Gospodynie spróbowały raz jeszcze zerwać się do rozpaczliwych ataków, Janogy i Aronsson doszły nawet do sytuacji strzeleckich, ale więcej bramek na LF Arenie już nie zobaczyliśmy. Kolejne, niesamowicie interesujące spotkanie z udziałem obu ekip zakończyło się zatem podziałem punktów.

05

Wszystko, co najciekawsze w meczu pomiędzy Linköping i Kristianstad, wydarzyło się w jego jedenastej minucie. Właśnie wtedy na rajd przez niemal całe boisko z piłką przy nodze zdecydowała się Kristine Minde, urwała się próbującej ratować sytuację faulem Edwards, jednym zwodem oszukała Törnkvist i mocnym strzałem przy bliższym słupku pokonała Brett Maron. Indywidualna akcja, w której reprezentantka Norwegii zaprezentowała próbkę swoich nieprzeciętnych umiejętności, okazała się o tyle istotna, że to właśnie dzięki niej podopieczne Kima Björkegrena dopisały do swojego dorobku kolejne, jednobramkowe zwycięstwo. Styl, w jakim tego dokonały znów pozostawiał sporo do życzenia, choć w porównaniu chociażby z meczami przeciwko Apollonowi czy Hammarby, w grze mistrzyń Szwecji dało się zauważyć pewną poprawę. Oprócz wspomnianej Minde, z dobrej strony pokazały się ustawione na skrzydłach Sørensen oraz Hurtig, a ze swoich defensywnych zadań w drugiej linii wyśmienicie wywiązywała się Asllani. Piłkarki z Östergötland nie byłyby jednak sobą, gdyby w końcowej fazie spotkania nie wystawiły swoich kibiców na ciężką próbę, ale skuteczne piąstkowanie Cajsy Andersson, a także bezbłędna interwencja Jonny Andersson na linii bramkowej sprawiły, że scenariusza sprzed tygodnia tym razem udało się uniknąć. Zwycięstwo 1-0 na własnym boisku z niżej notowanym rywalem może i nie wygląda przesadnie efektownie na papierze lub ekranie, ale to takie mecze sprawiają, że od obrony mistrzowskiego tytułu dzieli piłkarki z Linköping już tylko jeden, mały kroczek.

06

07

08

09

Ze zmiennym szczęściem

uwcl.jpg

Już w poprzedniej rundzie przekonaliśmy się, że w obecnym kształcie piłkarskiej Ligi Mistrzyń, rozstawienia są przede wszystkim ciekawostką, a dzisiejsze losowanie jedynie nas w tym utwierdziło. Linköping, który przynajmniej w teorii musiał liczyć się z ewentualnością trafienia potencjalnie silniejszego rywala, o ćwierćfinał powalczy z praską Spartą, zaś legitymujący się trzecim najwyższym współczynnikiem w Europie Rosengård musi szykować się na batalię z londyńską Chelsea. Nic dziwnego, że to w Östergötland wyniki losowania spotkały się ze zdecydowanie bardziej pozytywnym przyjęciem, choć nie jest wcale wykluczone, że wiosną w pucharach wciąż będziemy oglądać dwóch przedstawicieli Damallsvenskan. Oczywiście, w starciu z przeżywającym olbrzymi kryzys (jedno zwycięstwo w sześciu ostatnich meczach ligowych) klubem ze Skanii to wicemistrzynie Anglii będą zdecydowanym faworytem, ale kibice w Malmö w tym roku widzieli już nie takie sensacje. Jasne, w większości przypadków to oni byli ich „ofiarami”, ale dlaczego tym razem role nie miałyby się odwrócić? Drużynę Hedvig Lindahl i Magdaleny Eriksson – jak zresztą każdą inną – też da się przecież pokonać.

W pozostałych interesujących nas parach Fiorentina Stephanie Öhrström zmierzy się z Wolfsburgiem Nilli Fischer, Lillestrøm zagra z angielskim Manchesterem, zaś Montpellier z włoską Brescią.

Pierwsze mecze 1/8 finału Ligi Mistrzyń rozegrane zostaną 8/9 listopada; rewanże tydzień później. Oba szwedzkie kluby najpierw zagrają na wyjeździe.

19. kolejka – zapowiedź

Dziś i jutro piłkarki Damallsvenskan rozegrają ostatnią kolejkę przed przerwą reprezentacyjną, ale możemy być pewni, że żadna z kadrowiczek nie będzie się w najbliższych godzinach oszczędzać. Każdy z dwunastu klubów gra bowiem o niezwykle wysoką stawkę, a czasu na odrabianie ewentualnych strat zostało coraz mniej. Wiedzą o tym przede wszystkim w Örebro, gdyż po niespodziewanej porażce przed tygodniem, sytuacja klubu z Behrn Areny stała się niemal dramatyczna. Potknięcie w starciu z Hammarby może skutkować tym, że drużyna, której barwy reprezentuje wiele byłych i obecnych reprezentantek Szwecji, stanie się głównym kandydatem do spadku. Co więcej, w otchłań Elitettan może zepchnąć ją zespół, który zdaniem wielu sam miał obecnie znajdować się na jej miejscu. Niebywała historia? Jak najbardziej, ale przy okazji doskonała wizytówka fenomenalnego sezonu w szwedzkiej piłce klubowej.

Równie istotne dla układu sił w dolnej połówce tabeli będą ponadto potyczki Djurgården z Vittsjö oraz Kvarnsveden z Limhamn Bunkeflo. Sztab medyczny z Borlänge dokonywał cudów, aby na ten bardzo ważny w kontekście całego sezonu mecz gotowa do gry była możliwie największa liczba piłkarek i wszystko wskazuje na to, że wysiłki te nie poszły na marne. Jeśli więc w obozie beniaminka z Malmö liczono na przykład na absencję sióstr Chawinga, to chyba najwyższy czas, aby nakreślić plan B na pojedynek z ekipą z Dalarny. W przeciwnym razie, zderzenie z afrykańskim tercetem Kvarnsveden może zakończyć się równie boleśnie, co w rundzie wiosennej. Innym klubem, który stanie przed szansą na zdobycie być może kluczowych w kontekście walki o utrzymanie punktów będzie Göteborg, ale Rosengård przyjedzie na Valhallę podbudowany nie tylko przełamaniem fatalnej passy meczów bez zwycięstwa, ale i odnalezieniem zagubionej podczas letniej przerwy skuteczności. Po serii słabszych występów, zespół z Malmö w końcu zaczął strzelać, a to z kolei nie jest dobrą informacją dla Stefana Rehna i jego podopiecznych.

Jeśli w Linköping chcą uniknąć nerwowej końcówki sezonu, to zwycięstwo na własnym boisku z Kristianstad jest obowiązkiem drużyny prowadzonej przez Kima Björkegrena. Goście ze Skanii przyjadą do Östergötland osłabieni brakiem Ogonny Ckukwudi, ale Piteå i Hammarby pokazały w ostatnich tygodniach, że wyjazdów na teren mistrza absolutnie nie należy się przesadnie obawiać. Linköping z jesieni 2017 to póki co mocno uśpiony tygrys, ale długo wyczekiwany powrót na ligowe boiska Portugalki Claudii Neto może okazać się dla obrończyń tytułu przysłowiowym światełkiem w tunelu. Meczem, który zamknie dziewiętnastą kolejkę, będzie starcie Piteå z Eskilstuną. Piłkarki Viktora Erikssona ponownie odwiedzą stadion, na którym przed dwoma laty pogrzebały szansę na wywalczenie sensacyjnego mistrzostwa kraju i choć tym razem stawką mogą okazać się „zaledwie” brązowe medale (w Szwecji nazywane popularnie małym srebrem), to możemy być pewni, że determinacji i woli walki nie zabraknie po obu stronach, a każde rozstrzygnięcie wydaje się na ten moment tak samo prawdopodobne.

omg19_1

omg19_2

omg19_3

omg19_4

omg19_5

omg19_6

Gramy dalej

4848849

Fot. Peter Jigerström

Przez około sto pięćdziesiąt minut mistrz Szwecji absolutnie nie był lepszą drużyną w rywalizacji z mistrzem Cypru. Oczywiście, trzeba odnotować, że Linköping tydzień temu przywiózł z Wyspy Afrodyty korzystny rezultat, a w rewanżu po perfekcyjnie wykonanym stałym fragmencie gry błyskawicznie objął prowadzenie 1-0, ale gdyby zliczyć klarowne okazje bramkowe stworzone przez obie ekipy, to obraz tego dwumeczu wcale nie przedstawiał się aż tak optymistycznie. Cajsa Andersson znów musiała dwukrotnie ratować swój zespół przed utratą gola i nie będzie wielkiej przesady w stwierdzeniu, że to właśnie bramkarka była najbardziej wyróżniającą się piłkarką LFC w pierwszej połowie. W ostatnich dwóch kwadransach wreszcie obejrzeliśmy jednak tę zdecydowanie bardziej efektowną twarz Linköping, a bohaterką wieczoru w Östergötland została znajdująca się ostatnio w wybornej dyspozycji Lina Hurtig. Reprezentacyjna lewoskrzydłowa w odstępie zaledwie czterech minut dwukrotnie pokonała Amerykankę Libby Stout, całkowicie pozbawiając Apollon resztek nadziei na awans do najlepszej szesnastki. W samej końcówce, rezultat powinna jeszcze podwyższyć Nicoline Sørensen, ale pozyskana latem z Brøndby Dunka przegrała pojedynek z golkiperką mistrzyń Cypru. Niewykorzystana okazja w żaden sposób nie zmąciła jednak nastroju wielkiego święta na Arenie Linköping, gdyż wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę, że – wbrew stosunkowo wysokiemu wynikowi – wcale nie tak wiele dzieliło drużynę Kima Björkegrena od porażki. Na szczęście, tego najbardziej czarnego scenariusza udało się uniknąć, a oprócz formy strzeleckiej Hurtig i kolejnego dobrego występu Asllani (asysta, kluczowe podanie i spora aktywność w drugiej linii), sympatycy LFC mogli jeszcze fetować powrót do gry Claudii Neto. Po kapitance reprezentacji Portugalii było wprawdzie widać, że ostatnie tygodnie spędziła przede wszystkim na rehabilitacji, ale jej obecność może okazać się kluczowa w perspektywie czekającego nas już za chwilę finiszu ligowych zmagań.

Zdecydowanie mniej emocji dostarczył nam drugi przedstawiciel Damallsvenskan w europejskich pucharach, choć Rosengård na trzydzieści minut przed końcem rewanżowego spotkania z rumuńską Olimpią Kluż również prowadził zaledwie 1-0. Wicemistrzynie Szwecji ani na moment nie dały jednak rywalkom z Transylwanii przejąć inicjatywy na boisku w Skanii, a gole zdobyte w ostatniej fazie meczu przed Landekę, Folkesson oraz Viggosdottir były jedynie podkreśleniem różnicy, jaka tego dnia dzieliła piłkarki z Malmö i ich zdecydowanie niżej notowane przeciwniczki. Największym wydarzeniem nie tylko tego meczu, ale i całego dnia pucharowych zmagań, okazało się jednak trafienie Anji Mittag z pierwszej połowy, dzięki któremu niemiecka snajperka jako pierwsza zawodniczka w historii dobiła do magicznej granicy 50 goli w rozgrywkach Ligi Mistrzyń. Cóż, jak widać, szwedzka piłka ma to do siebie, że nawet podczas pozornie spokojnych meczów, to właśnie tu pisze się historia futbolu. Nie da się bowiem zaprzeczyć, że ci, którzy pofatygowali się w środowy wieczór na Malmö IP, byli świadkami wydarzenia cokolwiek historycznego.

******

Już tradycyjnie, szwedzkie piłkarki grały właściwie w całej Europie i (również tradycyjnie) w wielu przypadkach były absolutnie pierwszoplanowymi bohaterkami boiskowych spektakli. Rekonwalescentka Sofia Jakobsson na własnych barkach zaniosła Montpellier do 1/8 finału i razem ze Stiną Blackstenius oraz Lindą Sembrant będzie kontynuować swoją pucharową przygodę w listopadzie. Co ciekawe, w dwumeczu wicemistrzyń Francji z rosyjską Zwiezdą Perm wszystkie gole zostały zdobyte przez Szwedki; większa ich część na szczęście do właściwej bramki. Równie spory wkład w awans swojego zespołu miała Stephanie Öhrström, która wybroniła Fiorentinie zwycięski remis w Hjørring i za miesiąc (miejmy nadzieję, że już wspólnie z Antonią Göransson) powalczy o historyczny ćwierćfinał dla Florencji. Popołudnie pełne ciekawych i niespotykanych doznań ma za sobą także Nilla Fischer, gdyż jej Wolfsburg dosłownie zabawił się z madryckim Atletico (kto nie widział, niech koniecznie zobaczy). W pozostałych „szwedzkich” meczach Brøndby nie sprostało na własnym boisku Lillestrøm, a Bayern pokonał 2-1 londyńską Chelsea i – podobnie jak przed dwoma laty – pożegnał się z Ligą Mistrzyń już w październiku. Paradoksalnie, spośród wszystkich kadrowiczek Petera Gerhardssona występujących w ostatnim z wymienionych spotkań, zdecydowanie najlepsze wrażenie zostawiła po sobie Fridolina Rolfö. Jej dobry występ, dodatkowo okraszony sporym udziałem przy golu na 1-1, nie wystarczył jednak wicemistrzyniom Niemiec do awansu, z którego ostatecznie cieszyły się Hedvig Lindahl oraz Magdalena Eriksson.

******

Jeśli w jutrzejszych meczach nie wydarzy się nic niespodziewanego, Linköping – w przeciwieństwie do Rosengård – nie będzie mógł liczyć na rozstawienie w poniedziałkowym losowaniu par 1/8 finału. Czy jednak w Östergötland na pewno powinni z tego powodu załamywać ręce? Sprawdźmy, jak przedstawia się lista potencjalnych rywali obu szwedzkich klubów w kolejnej fazie zmagań:

Potencjalni rywale Rosengård: Chelsea, Montpellier, Lillestrøm, Kazygurt, Gintra, Stjarnan, Fiorentina

Potencjalni rywale Linköping: Lyon, Wolfsburg, Barcelona, Manchester, Brescia, Slavia, Sparta

Jak widać, w Malmö najbardziej mogą obawiać się ewentualnego starcia z Chelsea lub Montpellier, choć jednocześnie w obu tych przypadkach doszłoby do elektryzującej wielu kibiców wizyty Hedvig Lindahl lub Sofii Jakobsson w Skanii. Zdecydowanie bardziej skrajne nastroje mogą za to panować w Linköping, gdyż dla aktualnych mistrzyń Szwecji los okaże się albo niezwykle łaskawy (Brescia lub kluby czeskie), albo jeszcze bardziej okrutny (Lyon, Wolfsburg, Barcelona, Manchester).

Podsumowanie 18. kolejki

Napisać, że mecz przeciwko Limhamn Bunkeflo był dla piłkarek z Örebro meczem o sześć punktów, to właściwie nie napisać nic. Dla zajmującego niezmiennie ostatnią lokatę w tabeli zespołu z Behrn Areny, każde z pozostałych do rozegrania spotkań może bowiem okazać się kluczowym w kontekście zachowania szans na utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Mając na uwadze sytuację obu klubów, wszyscy spodziewali się, że od pierwszych minut do huraganowych ataków na bramkę Emmy Lind ruszą potrzebujące punktów niczym tlenu podopieczne Martina Skogmana oraz Elin Magnusson, ale boisko – jak to często bywa – zweryfikowało te oczekiwania. To ekipa z Malmö sprawiała wrażenie zdecydowanie lepiej zorganizowanej i gdyby nie dobra postawa doświadczonej golkiperki Örebro Caroli Söberg, Anna Welin lub Eveliina Parikka wyprowadziłyby beniaminka na prowadzenie. Co nie udało się gościom, udało się gospodyniom, gdy po efektownym slalomie w wykonaniu Emelie Andersson, niezawodna Hanna Terry przymierzyła idealnie z linii pola karnego. Jeśli jednak ktoś spodziewał się, że zdobyty przez piłkarki z Behrn Areny gol odmieni obraz meczu, ten srodze się zawiódł. Po przerwie, inicjatywa cały czas należała bowiem do zawodniczek ze Skanii, a najlepsza na placu Anna Welin do świetnej gry tym razem dołożyła jeszcze skuteczność. Dwa gole jej autorstwa przesądziły nie tylko o zwycięstwie Limhamn Bunkeflo nad Örebro, ale również o tym, że pierwszy w historii klubu z Malmö sezon w Damallsvenskan z całą pewnością nie będzie równocześnie ostatnim.

01

Jeżeli piłkarki z Göteborga przed pierwszym gwizdkiem Lovisy Johansson wizualizowały sobie wymarzony początek meczu w Vittsjö, to z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy przypuszczać, że pragnienia te udało się w stu procentach urzeczywistnić. Po zaledwie kilkudziesięciu sekundach gościom udało się wywalczyć rzut rożny, z narożnika dośrodkowała Elin Rubensson, jej centrę przedłużyła Teegarden, a Filippa Curmark mierzonym strzałem głową nie dała szans Shannon Lynn. Podopieczne Stefana Rehna w ogóle nie celebrowały jednak błyskawicznie zdobytego gola, gdyż ich jedynym celem było tego dnia zwycięstwo, a do jego odniesienia niezbędne było utrzymanie maksymalnej koncentracji przez przynajmniej dziewięćdziesiąt minut. Przyjezdne wciąż grały więc bardzo uważnie, a gdy jeden jedyny raz defensywa z Göteborga dopuściła do tego, aby w sytuacji sam na sam znalazła się Linda Sällström, świetnym refleksem popisała się Line Johansen. Zdecydowanie więcej prostych błędów przytrafiało się za to gospodyniom i gdyby tylko Hammarlund lub Persson zachowały w dogodnych sytuacjach więcej zimnej krwi, już na początku drugiej połowy mogło być w zasadzie po zabawie. Najlepsza snajperka KGFC brak skuteczności powetowała sobie częściowo na kwadrans przed końcem, gdyż to właśnie po faulu na niej został podyktowany rzut karny, który na bramkę zamieniła chwilę później Rubensson. Warto podkreślić, że o ile w tamtej sytuacji decyzja o przyznaniu gościom jedenastki była jak najbardziej prawidłowa, o tyle w kilku innych przypadkach sędzia z Grums nie do końca potrafiła zapanować nad boiskowymi wydarzeniami. Przewaga gości z Göteborga była jednak na szczęście na tyle wyraźna, że owe kontrowersje nie wypaczyły ostatecznie końcowego rozstrzygnięcia, a co za tym idzie – kształtu ligowej tabeli w decydującej fazie sezonu.

02

Stare piłkarskie powiedzenie mówi, że lepiej wygrać pięć razy 1-0 niż raz 5-0, ale piłkarki Rosengård chyba nie wzięły go sobie do serca i po czterech meczach bez zwycięstwa postanowiły urządzić sobie na Malmö IP strzelecką ucztę. Zadanie to okazało się o tyle prostsze, że mający robić tego dnia za rywala Djurgården przyjechał do Skanii bez formacji defensywnej, która najwyraźniej zagubiła się gdzieś podczas podróży ze Sztokholmu. Biorąc pod uwagę olbrzymi potencjał, jakim dysponuje z przodu drużyna Malin Levenstad, nie były to dobre informacje dla gości i rzeczywiście jeszcze przed przerwą Gudbjörg Gunnarsdottir aż czterokrotnie musiała sięgać do siatki, aby wyciągać z niej piłkę. Choć w dwóch sytuacjach islandzka golkiperka mogła zachować się lepiej, to trzeba oddać, że na jakąkolwiek pomoc ze strony koleżanek z pola tego dnia liczyć nie mogła. Riley wchodziła w szesnastkę gości z większą swobodą niż na co dzień wchodzi do własnej łazienki, a Seger i Masar tyle miejsca do rozgrywania miały ostatnio podczas wakacyjnego wypadu na Ibizę czy inną Florydę. W drugiej połowie zrobiło się jeszcze bardziej interesująco, gdyż poziomem do przeciwniczek dostosowały się także obrończynie z Malmö i w pewnym momencie, po golu nieustępliwej Katrin Schmidt, zrobiło się tylko 4-3 dla miejscowych. Końcówka ponownie należała jednak do Rosengård, który w iście hokejowym stylu (piłkarki ze Sztokholmu rzuciły dosłownie wszystkie siły do ataku) wyprowadził dwa nokautujące ciosy. Najpierw raz jeszcze po skrzydle przebiegła się Riley, następnie Seger dobiła niewykorzystaną przez Masar jedenastkę i najbardziej nietypowy mecz tegorocznego sezonu przeszedł do historii. Gospodynie wciąż pozostają w grze o tytuł, natomiast przyjezdnym życzymy, aby w drodze powrotnej udało im się odnaleźć zagubioną defensywę, która jeszcze w tej rundzie może się przecież przydać.

03

Jak co roku, jeden ze swoich październikowych meczów piłkarki z Eskiltuny zagrały w różowych strojach, wspierając tym samym fundację zajmującą się profilaktyką i leczeniem nowotworów piersi. Trudno powiedzieć, czy to właśnie ów szczytny cel zmobilizował podopieczne Viktora Erikssona do lepszej postawy, ale po raz pierwszy od wielu tygodni kibice na Tunavallen mieli możliwość obejrzenia dobrego występu swoich ulubienic. Początkowe minuty należały wprawdzie do Ogonny Chukwudi i jej koleżanek z Kristianstad, ale im dłużej trwało to spotkanie, tym bardziej do głosu dochodziły zawodniczki United. To one, za sprawą Olivii Schough oraz Mimmi Larsson, otworzyły zresztą wynik, ale tuż przed przerwą straty gości wyrównała w niesamowicie spektakularny sposób Mia Carlsson. Reprezentacyjna defensorka najwyraźniej pozazdrościła Tine Schryvers zdobytego osiem dni wcześniej w derbach Skanii efektownego gola i przepięknym wolejem zza pola karnego nie dała najmniejszych szans Emelie Lundberg. W drugiej połowie inicjatywa należała już zdecydowanie do gospodyń, ale szczelna i zagęszczona przez trenerkę Gunnarsdottir defensywa Kristianstad długimi fragmentami skutecznie neutralizowała zagrożenie czyhające ze strony Larsson i Kullashi. Na osiem minut przed końcem sposób na nią znalazła jednak Schough i to właśnie ona przesądziła o tym, że Eskilstuna znów znalazła się na pole position w walce o brązowe medale tegorocznej Damallsvenskan. Pomimo pierwszej od czterech kolejek porażki, powodów do smutku nie powinni mieć także w Kristianstad, gdyż wczorajszy mecz tylko potwierdził, że w tym sezonie we wschodniej Skanii udało się zbudować naprawdę ciekawy zespół.

04

Trudno było zapowiadać rywalizację Kvarnsveden z Piteå inaczej niż jako starcie najlepszej ofensywy z najlepszą defensywą w Damallsvenskan. Kibice w Norrbotten z pewnością mieli nadzieję, że formacja dowodzona przez stanowiącą często zaporę nie do przejścia Faith Ikidi znajdzie receptę na zatrzymanie rozpędzonej Tabithy Chawingi, ale raz jeszcze okazało się, że napastniczka z Malawi gra w tym sezonie w innej lidze. Zdobyte w odstępie zaledwie pięciu minut dwa gole jej autorstwa (w roli asystentki młodszą siostrę Temwę zastąpiła tym razem reprezentantka Ghany Elizabeth Addo) były niewątpliwie punktem zwrotnym niedzielnego pojedynku na Ljungbergsplanen, a że nieco wcześniej jedno trafienie dołożyła Armisa Kuc, spotkanie wydawało się całkowicie rozstrzygnięte. W ostatnim kwadransie defensywa z Borlänge postanowiła nam jednak przypomnieć, że od pierwszoligowego poziomu dzielą ją całe lata świetlne, dzięki czemu w Dalarnie załapaliśmy się jeszcze na nadprogramowe emocje. Zaczęło się od Salander asystującej przy golu Janogy, następnie za dwie absolutnie zasłużone żółte kartki z boiska wyleciała Hermansson, a w ostatniej minucie przyjezdne dostały do tego w gratisie zmarnowany ostatecznie przed Pedersen rzut karny. Co więcej, gdyby tylko pani Camilla Eriksson zechciała być wczoraj trochę bardziej skrupulatna, Kvarnsveden kończyłby mecz w dziewiątkę. Te wszystkie problemy są jednak niczym wobec kontuzji ręki, której przy wyskoku do górnej piłki nabawiła się Tabitha Chawinga. Najlepsza snajperka Damallsvenskan opuściła boisko w 74. minucie z grymasem bólu na twarzy i możemy być pewni, że informacje o jej stanie zdrowia będą w najbliższych dniach wiadomością numer jeden nie tylko w Borlänge, ale i w całej Dalarnie.

05

Mecze przeciwko Djurgården i Apollonowi pokazały, że Linköping z jesieni 2017 wciąż nie jest drużyną kompletną. W tamtych spotkaniach słabszą postawę udawało się jeszcze przykryć korzystnym wynikiem, ale w starciu z Hammarby to do drużyny Olofa Unogårda należało ostatnie słowo. Co więcej, piłkarki ze stolicy mają pełne prawo wyjeżdżać z Östergötland z niedosytem, gdyż z przebiegu gry w pełni zasłużyły na to, aby z terenu mistrza wywieźć więcej niż jeden punkt. Godzący grę na trzech frontach Kim Björkegren postanowił zamieszać nieco w wyjściowej jedenastce przed meczem z beniaminkiem, ale w pierwszych minutach to jego zawodniczki sprawiały wyraźnie lepsze wrażenie. Optyczną przewagę udało się nawet udokumentować golem Almqvist po świetnym dośrodkowaniu Jonny Andersson, ale gospodynie – zamiast pójść za ciosem – postanowiły że przez osiemdziesiąt minut będą bronić wyniku. Taktyka ta zemściła się tuż przed gwizdkiem na przerwę, gdy fenomenalnym strzałem w okienko popisała się Frida Sjöberg, a niespełna pół godziny później grającą kompletnie bez wyrazu drużynę Kima Björkegrena dwukrotnie mogła pogrążyć Angeldahl. Nieco ożywienia w grę mistrzyń Szwecji wniosły wprowadzone w trybie awaryjnym Asllani oraz Hurtig, ale nawet one nie potrafiły tego dnia przesądzić o zwycięstwie Linköping. Faworytki raz jeszcze znalazły się wprawdzie na prowadzeniu po nieco przypadkowym (choć ładnym w obrazku) strzale Maanum, ale grający ambitnie beniaminek znów przejął inicjatywę, znów stwarzał sytuacje i w trzeciej minucie doliczonego czasu gry – za sprawą rezerwowej Nygren – znów doprowadził do remisu. Kto wie, być może w końcowym rozrachunku to właśnie ten wywalczony w takich okolicznościach punkt okaże się dla sztokholmianek kluczowy?

06

07

08

09