Styczniowy raport transferowy

8725516

Jenna Hellstrom powraca do Örebro po rocznej przerwie (Fot. Rasmus Ohlsson)

Zimowe okienko transferowe trwa w najlepsze i choć zdarzały się lata, w których styczeń bywał pod tym względem jeszcze bardziej gorący, to i w tym roku każdy z dwunastu klubów Damallsvenskan dołożył jakąś cegiełkę do tego, abyśmy mieli całkiem sporo tematów do dyskusji i analizy. W sezonie 2021 (oczywiście pod warunkiem, że zostanie on w ogóle rozegrany, bo w dzisiejszej rzeczywistości niczego nie można być w stu procentach pewnym), na szwedzkich boiskach zobaczymy wiele naprawdę interesujących piłkarek, wśród których wyróżnić możemy chociażby najbardziej rozchwytywany talent islandzkiej piłki, zawodniczkę mającą za sobą debiut w reprezentacji Japonii, czy byłą stoperkę hiszpańskiej Valencii. Nie zabrakło także godnych odnotowania roszad na rynku krajowym oraz spektakularnych powrotów, na przykład z ligi angielskiej. Przyjrzyjmy się zatem aktywności transferowej szwedzkich klubów, biorąc pod lupę potencjalnie największe i najbardziej wartościowe zimowe wzmocnienie kadry każdego z nich*.

* – stan na 21.01.2021

AIK – Honoka Hayashi (z Cerezo Osaka) – 22-letnia pomocniczka była podstawową piłkarką rewelacji poprzedniego sezonu japońskiej ekstraklasy. Występy w barwach beniaminka Damallsvenskan będą dla niej pierwszą zagraniczną przygodą, ale sam fakt, że mówimy o zawodniczce mającej już za sobą debiut w pierwszej reprezentacji Japonii, jest niewątpliwie wyznacznikiem jej sportowej klasy.

Djurgården – Hayley Dowd (z Morön BK) – podczas dwóch sezonów spędzonych w Elitettan strzeliła 48 goli, a jedno z jej trafień mocno przyczyniło się do tego, że Hammarby nie cieszyło się z powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej już jesienią 2019. Ten drobny szczegół sprawił, że 26-letnia Amerykanka już wtedy wkupiła się w łaski kibiców Djurgården, ale teraz ma szansę stać się prawdziwą legendą Dumy Sztokholmu. Poprzeczka zawieszona jest jednak niezwykle wysoko, gdyż niełatwo przejmuje się pałeczkę od takiej osobowości jak Mia Jalkerud.

Eskilstuna – Emma Holmgren (z IK Uppsala) – jedna z najbardziej utalentowanych szwedzkich golkiperek młodego pokolenia. W poprzednim sezonie nie dała rady niemal w pojedynkę utrzymać Uppsali w Damallsvenskan, ale w tym czeka ją gra o zupełnie inne cele. Tak przynajmniej rozumują na Tunavallen, gdzie chcieliby jak najszybciej zapomnieć o katastrofalnej kampanii 2020, a piłkarki pokroju Holmgren mają być gwarancją tego, że tak nieudany rok szybko się w Sörmland nie powtórzy.

Göteborg – Lotta Ökvist (z Manchesteru United) – swego czasu uznawana za cudowne dziecko szwedzkiej piłki, co zaowocowało nawet występami w popularnym serialu dokumentalnym. Od tamtej pory jej kariera przebiega jednak w sposób absolutnie niestandardowy. Z jednej strony wpisała już do CV angielski Manchester United, trzy kluby amerykańskiej NWSL oraz jeden występ w kadrze A, z drugiej – regularnie w piłkę grała dotychczas wyłącznie na poziomie Elitettan. Transfer do Göteborga będzie dla niej prawdziwą próbą charakteru, którą – miejmy nadzieję – uda jej się zaliczyć celująco.

Hammarby – Madelen Janogy (z Piteå IF) – pierwsza zagraniczna eskapada nie zakończyła się w jej przypadku powodzeniem, ale każdy kto widział jej popisy w barwach Mallbacken i Piteå, doskonale zdaje sobie sprawę z jak wielkim talentem mamy do czynienia. To ona ma być jedną z postaci, które rozpoczną pisać nowy rozdział w historii Hammarby. A jak dobrze przyłożymy ucho, to da się usłyszeć, że plany w Södermalm mają cokolwiek mocarstwowe.

Kristianstad – Sveindis Jane Jonsdottir (z UBK Breidablik) – oj, dała się nam ta dziewiętnastolatka we znaki podczas wrześniowego meczu w Reykjaviku! Nic więc dziwnego, że zimą chęć posiadania tej piłkarki w swoich szeregach wyrażały niemal wszystkie czołowe kluby Europy, ale koniec końców przynajmniej przez najbliższych 12 miesięcy będziemy mogli podziwiać jej grę na boiskach Damallsvenskan. A rywale Kristianstad już mogą zacząć zastanawiać się, jak powstrzymać islandzki ekspres.

Linköping – Heidi Ellingsen (z Lillestrøm SK) – kolejna na liście młodych pomocniczek z Toppserien, które zdecydowały się kontynuować karierę w Linköping. Przykład Fridy Maanum pokazuje, że droga ta jak najbardziej może być naznaczona sukcesami, a Ellingsen papiery na solidne granie absolutnie posiada. Mistrzostwo wywalczone jeszcze w barwach Lillestrøm, a także trzy występy w kadrze Martina Sjögrena nie wzięły się przecież znikąd.

Piteå – Jennie Nordin (z Växjö DFF) – jedna z najbardziej niedocenianych szwedzkich piłkarek. Była podporą defensywy najpierw w norweskiej Vålerendze, a następnie w Växjö, gdzie szczególnie upodobała sobie występy przeciwko Piteå. Kibice z Norrland nie muszą już jednak obawiać się kolejnych konfrontacji z zawsze groźną 27-latką, gdyż od tego sezonu będzie ona reprezentować barwy drużyny prowadzonej przez Stellana Carlssona. Jak widać zasada jeśli nie potrafisz znaleźć sposobu na konkretną zawodniczkę, to sprowadź ją do siebie, wciąż ma się całkiem dobrze.

Rosengård – Ria Öling (z Växjö DFF) – być może niektórzy spodziewali się w tym miejscu nazwisk Berglund lub Schough, ale niewykluczone, że to właśnie reprezentantka Finlandii okaże się kluczem w sprowadzeniu Pucharu Księżniczki Wiktorii z powrotem do Malmö. Osoby śledzące Damallsvenskan doskonale wiedzą, jak istotną rolę odgrywała Öling w swoim poprzednim klubie, a transfery liderek Växjö do Rosengård to ostatnimi czasy strzały w sam środek tarczy. Szlak zdążyły już przetrzeć Cankovic i Anvegård, 26-letnia Finka musi po prostu podążyć ich śladem.

Vittsjö – Briana Campos (z Piteå IF) – w północnej Skanii póki co próżno szukać spektakularnych wzmocnień, ale nauczeni doświadczeniem nie zamierzamy podsumowywać aktywności transferowej Vittsjö przed oficjalnym zamknięciem okienka. Pozyskanie meksykańskiej defensorki warto jednak odnotować, gdyż ona swoją klasę zdążyła już potwierdzić niezwykle solidnymi występami w barwach Umeå, a także w fińskim Åland United.

Växjö – Shannon Woeller (z Valencii CF) – swego czasu była podstawową stoperką Eskilstuny, a w swoim CV ma także występy na boiskach Hiszpanii, Niemiec oraz powołanie na finały mistrzostw świata. Doświadczenie zdobyte na międzynarodowych arenach może okazać się niezwykle istotne, gdyż po odejściu Jennie Nordin do Piteå defensywa ze Småland będzie potrzebować piłkarki, która utrzyma w ryzach tę chimeryczną czasami formację. A 31-letnia Kanadyjka wydaje się wręcz idealną kandydatką do tej roli.

Örebro – Jenna Hellstrom (z Washington Spirit) – amerykańskich boisk nie zawojowała, więc wraca do klubu, w barwach którego rozegrała swój zdecydowanie najlepszy jak dotąd sezon. W Damallsvenskan reprezentowała już cztery zespoły, ale to właśnie w Örebro weszła na poziom, który pozwolił jej pojechać na mundial do Francji. W Närke mocno wierzą, że sezon 2021 będzie w tej materii powtórką z rozrywki, gdyż nadchodząca kampania nie zapowiada się na łatwą dla drużyny prowadzonej od niedawna przez Rickarda Johanssona.

O Göteborgu raz jeszcze

kgfc

Dwa miesiące temu klub z Göteborga świętował wywalczenie mistrzostwa Szwecji (Fot. Bildbyrån)

Zgodnie z zapowiedzią wracamy do noworocznej telenoweli z Göteborga, która na kilkadziesiąt godzin wstrząsnęła nie tylko szwedzką piłką. Cała ta historia wydaje się być tak bardzo absurdalna i nieprawdopodobna, że gdyby nie wydarzyła się naprawdę, to nikt nie byłby w stanie wymyślić tak pokręconego scenariusza. I choć wciąż do końca nie wiemy jaki będzie jej finał, to nie zaszkodzi pochylić się nad tym, co już za nami. A jest tego wszystkiego tyle, że bez stworzonego specjalnie na potrzeby tej historii kalendarium raczej się nie obędzie. Bo choć w punkcie kulminacyjnym zwroty akcji były błyskawiczne, to nie da się analizować zamieszania z Peterem Bronsmanem w roli głównej bez osadzenia go w szerszym kontekście. Tym bardziej, że jeszcze dwa miesiące temu właściciel klubu z Göteborga był w oczach wielu bohaterem jednoznacznie pozytywnym.

Göteborggate 2020-21 – kalendarium zdarzeń:

7. listopada – okazałe zwycięstwo nad Linköping oznacza, że na kolejkę przed zakończeniem rozgrywek klub z Göteborga zapewnia sobie pierwszy w swojej historii mistrzowski tytuł.

13. listopada – Filippa Curmark oraz Jennifer Falk przedłużają umowy wiążące je z klubem z Göteborga o dwa lata.

15. listopada – ostatnia kolejka Damallsvenskan 2020, Göteborg potwierdza mistrzowską dyspozycję, pokonując Vittsjö 3-1.

24. listopada – losowania 1/16 finału Ligi Mistrzyń. Rywalem Göteborga zostaje wicemistrz Anglii Manchester City.

30. listopada – wskutek błędnej polityki kadrowej wygasają kontrakty Emmy Berglund, Rebecki Blomqvist, Natalii Kuikki oraz Emily Sonnett. Cała czwórka decyduje się na odejście z klubu. Vilde Bøe Risa przedłuża swój kontrakt do 16. grudnia, aby móc wystąpić w dwumeczu Ligi Mistrzyń.

1. grudnia – Peter Bronsman zostaje wybrany przez lokalne media jednym z najbardziej wpływowych ludzi sportu w Göteborgu i okolicach. Sam zainteresowany bardzo docenia ów wybór, snując przy tym odważne plany kolejnych sukcesów. Zakładają one, że wywalczenia tak długo wyczekiwanego mistrzostwa Szwecji absolutnie nie było celem ostatecznym, a jedynie narzędziem, które pozwoli zrealizować te prawdziwe cele.

9. grudnia – pierwszy mecz 1/16 finału piłkarskiej Ligi Mistrzyń. Manchester City zwycięża na Valhalli 2-1, a honorowe trafienie dla Göteborga zapisuje na swoim koncie Vilde Bøe Risa.

14. grudnia – Göteborg dokonuje pierwszego wzmocnienia w zimowym okienku transferowym. Piłkarką klubu znad Göty zostaje występująca dotychczas w FC Rosengård Johanna Rytting Kaneryd. Dodatkowo, dobrze poinformowane źródła donoszą, że bliski finalizacji jest także transfer Lotty Ökvist z Manchesteru United.

16. grudnia – Manchester City pieczętuje awans do 1/8 finału Ligi Mistrzyń, pokonując Göteborg 3-0 w spotkaniu rewanżowym.

17. grudnia – odbywa się spotkania zarządu w bardzo wąskim gronie, na którym ważą się losy dalszego funkcjonowania klubu. Po raz pierwszy pojawia się temat zaprzestania finansowania zespołu przez firmę Kopparberg, która przez siedemnaście ostatnich lat była głównym sponsorem klubu. Rozmowy te odbywają się za zamkniętymi drzwiami i przez kolejnych dwanaście dni prawie wszystkie osoby zatrudnione w klubie nie będą miały pojęcia, że przyszłość klubu dosłownie wisi na włosku.

29. grudnia – w godzinach porannych zostaje zdetonowana prawdziwa bomba. Właśnie tego dnia cały świat dowiaduje się, że Peter Bronsman nie planuje wystąpić o pierwszoligową licencję na sezon 2021 dla klubu z Göteborga, co jest równoznaczne z wycofaniem go z rozgrywek na szczeblu centralnym. Oświadczenie to jest szokiem nie tylko dla opinii publicznej, ale i dla zainteresowanych piłkarek i trenerów, którzy o całej sprawie dowiedzieli się … pół godziny wcześniej niż media.

30. grudnia – trwają gorączkowe próby ratowania pierwszoligowej piłki dla Göteborga. W sprawę angażują się pozostali dotychczasowi sponsorzy, którzy na pospiesznie zwoływanych zebraniach deklarują chęć pomocy w większym niż dotąd wymiarze. Bardzo aktywny podczas zakulisowych rozmów jest trener Mats Gren i bardziej zorientowani jednoznacznie potwierdzają, że gdyby nie jego opór i zaangażowanie, historia ta wcale nie musiałaby mieć pozytywnego zakończenia. Nową sytuację sondują także inne kluby z miasta i okolic, rozważając zalety i wady ewentualnej fuzji.

31. grudnia – mamy oficjalny komunikat, którego treść pozwala nam wziąć głęboki oddech ulgi. Pierwszoligowa piłka w sezonie 2021 na pewno zawita do Göteborga. Co więcej, klub planuje zgłosić się do eliminacji przyszłorocznej Ligi Mistrzyń, co jest równoznaczne z zachowaniem ciągłości licencyjnej.

12. stycznia – Lotta Ökvist drugą piłkarką, która wzmocniła zimą drużynę z Göteborga. 23-letnia defensorka występowała ostatnio w angielskim Manchesterze United.

13. stycznia – staje się coraz bardziej jasne, że Göteborg przystąpi do pierwszej w historii obrony tytułu mistrzowskiego pod nazwą BK Häcken. Według bardzo wstępnych ustaleń klub czeka relokacja do dzielnicy Hisingen, a trenerem pierwszego zespołu pozostanie Mats Gren.

Tyle suchych faktów. A teraz przyszedł czas na mity, a właściwie na ich obalanie, zaczynając od tego chyba najbardziej powszechnego. W wielu miejscach można było przeczytać informację, że szokująca decyzja Petera Bronsmana była podyktowana w największym stopniu względami ekonomicznymi. Stwierdzenie to nie ma oczywiście nic wspólnego z prawdą. W ostatnich latach budżet klubu z Göteborga był stabilny (z reguły drugi lub trzeci najwyższy w lidze) i zapewne podobnie byłoby także w sezonie 2021. Zarówno sponsor główny Kopparberg, jak i nieco mniejsi partnerzy, pomimo niełatwych czasów nie zamierzali pierwotnie zmniejszać swoich nakładów na futbol, co zapewne przełożyłoby się na to, że Göteborg znów byłby wymieniany w gronie faworytów jeśli nie do tytułu, to na pewno do walki o europejskie puchary. O tym, że to nie finanse stanowiły problem, świadczyć może również fakt, iż właściciel klubu zapewnił, że wszystkie obowiązujące kontrakty będą przez niego honorowane aż do momentu znalezienia przez każdą z piłkarek nowego klubu. Czynnikiem, który ostatecznie utwierdził Petera Bronsmana w realizacji najbardziej drastycznego scenariusza okazały się kwestie czysto piłkarskie. Dwumecz przeciwko Manchesterowi City utwierdził go bowiem w przekonaniu, że na tę chwilę przedstawiciele Damallsvenskan nie są w stanie podjąć wyrównanej walki ze ścisłym, europejskim topem, a prezes KGFC walką o pomniejsze cele zainteresowany zwyczajnie nie był. Obserwując rywalizację z wicemistrzem Anglii Bronsman doszedł do wniosku, że dalsze funkcjonowanie projektu FC Göteborg w obecnym kształcie będzie skutkowało systematycznym powiększaniem się przepaści pomiędzy mistrzem Szwecji, a najlepszymi klubami z kontynentu, a ta perspektywa w najmniejszym stopniu nie była dla niego interesująca. Sam zainteresowany stwierdził, że tak odważna decyzja jest konieczna, aby futbol w regionie Västergötland narodził się na nowo, wyrażając jednocześnie przekonanie, że za dwadzieścia lat zrozumiemy jego dzisiejszą motywację i ostatecznie podziękujemy mu za ten ruch.

Zagraniczne media podawały także informację, że zawodniczki oraz sztab szkoleniowy zostali poinformowani o podjętej decyzji już 17. grudnia. Nic takiego nie miało oczywiście miejsca, choć prawdą jest, że właśnie tego dnia odbyło się podsumowujące kończący się rok spotkanie zarządu. Grupa osób, które dokładnie zdawały sobie sprawę z nadchodzącej burzy była jednak bardzo niewielka, a należeli do niej wyłącznie wybrani przedstawiciele zarządu firmy Kopparberg. Jeszcze 28. grudnia zarówno piłkarki, jak i cały sztab szkoleniowo-medyczny, a nawet pozostali sponsorzy klubu, kładli się spać w błogiej nieświadomości. Jak wspominała chociażby Emme Kullberg, decyzja ta była dla wszystkich szokiem i w pierwszej chwili wydawała się wyłącznie mało śmiesznym żartem. W taki obrót wydarzeń uwierzyć nie mogły także legendy klubu z Göteborga, czego dowód swoimi wpisami w mediach społecznościowych dały między innymi Lotta Schelin oraz Hedvig Lindahl.

I wreszcie trzecia kwestia, czyli współpraca klubu z Valhalli z IFK Göteborg. Nie jest wielką tajemnicą, że obie te marki żyły w bardzo przyjacielskich relacjach, a zawodniczki, które przechodziły przez roczniki juniorskie IFK niezwykle często zasilały ostatecznie szeregi KGFC. Sytuacja ta zmieniła się nieco od sezonu 2019, kiedy to IFK zgłosił do rozgrywek na najniższym szczeblu rozgrywkowym swoją własną drużynę seniorek. Od tego momentu celem niebiesko-białych stał się błyskawiczny marsz w górę piłkarskiej piramidy, ale niekoniecznie z wykorzystaniem tak dobrze znanej nam choćby z angielskich czy hiszpańskich boisk drogi na skróty. Z tego właśnie powodu temat fuzji KGFC z IFK, choć rzeczywiście pojawił się na stole, nie był nigdy rozpatrywany jako wielce prawdopodobna opcja.

Peter Bronsman marzył o tym, aby KGFC stał się częścią większego projektu, który będzie w stanie rzucić wyzwanie największym na kontynencie. Ani przez moment nie było jednak mowy o wyprowadzce z Göeborga do innego miasta. Mając zatem na uwadze postawione przez byłego już właściciela warunki brzegowe, wydaje się, że mistrzynie Szwecji trafiły ostatecznie najlepiej, jak mogły. Można tez powiedzieć, że historia w jakimś sensie zatoczyła koło, bo przecież to wejście do klubu Bronsmana było głównym powodem przeprowadzki z wyspy Landvetter do centrum Göteborga. Po zwieńczonych wywalczeniem długo wyczekiwanego tytułu siedemnastu latach faktem staje się natomiast  wyprowadzka z Valhalli, ale nowych warunków treningowych może piłkarkom z Göteborga pozazdrościć niemal każdy nordycki klub. BK Häcken dysponuje bowiem niezwykle nowoczesnymi obiektami Gothia Park Academy, na których znajdziemy między innymi boiska z różnymi rodzajami nawierzchni, co w takiej lidze, jaką jest Damallsvenskan, stanowi niezaprzeczalny atut. I choć zamiast charakterystycznych czarnych koszulek mistrzynie Szwecji najpewniej założą wiosną żółto-czarne trykoty, to pozostaje cieszyć się, że ta saga ma właśnie takie zakończenie. Jasne, coś się zakończyło, ale piłkarski krąg życia w Göteborgu nadal trwa. Oczywiście pod warunkiem, że na ostatniej prostej nie dojdzie do kolejnego dramatycznego zwrotu akcji. Wszak ostateczne decyzje zapaść mają w dniach 27.-28. stycznia, a przecież wcale nie tak dawno w pewnym mieście oddalonym o nieco ponad dwieście kilometrów od Göteborga podobna fuzja zakończyła się piękną katastrofą.

Nowa dekada na start

160px-Australia–New_Zealand_2023_FIFA_Women's_World_Cup_bid_logo.svg

Nowy rok, nowa dekada, nowe nadzieje i oczekiwania. Ale zanim na dobre wrócimy do spraw bieżących, czas na tradycyjny rajd przez wydarzenia ostatnich dwóch tygodni. Oczywiście te piłkarskie, gdyż tym razem futbolowi działacze, do spółki zresztą z samymi zawodniczkami, mocno zadbali o to, aby podczas długich, zimowych wieczorów nie zabrakło nam interesujących i rozpalających wyobraźnię tematów do dyskusji. A oto najważniejsze z nich:

Zamieszanie w Göteborgu. Oj, to był dopiero poranek. Zaskakujące i jednocześnie szokujące oświadczenie Petera Bronsmana sprawiło, że 29. grudnia szwedzka piłka klubowa po raz pierwszy od dłuższego czasu przebiła się na nagłówki portali internetowych na całym świecie. A później pozostawała na nich jeszcze przez kolejnych 48 godzin, podczas których przyszłość pierwszoligowego futbolu w pewnym mieście nad Götą jawiła się raz w jaśniejszych, a raz w ciemniejszych barwach. Koniec końców, przy znaczącym udziale trenera Matsa Grena, pożar udało się ostatecznie ugasić, dzięki czemu mistrzynie Szwecji 2020 przystąpią w kwietniu do obrony tytułu. Na dziś nie jesteśmy jednak w stanie powiedzieć pod jaką nazwą i w jakim składzie personalnym, choć historia Damallsvenskan podpowiada, że zimowe turbulencje akurat w tej lidze czasami potrafią przełożyć się na sportowy sukces. Kwestia noworocznego dramatu ze szczęśliwym (przynajmniej na ten moment) zakończeniem była jednak na tyle nośnym tematem, że do mediów, ze szczególnym uwzględnieniem tych zagranicznych, przebiło się w związku z nią mnóstwo nieprawdziwych lub niedoprecyzowanych informacji. A skoro tak, to do tematu powrócimy jeszcze w osobnym wątku, gdzie spróbujemy odtworzyć dokładny harmonogram grudniowych wydarzeń, zastanawiając się przy tym nad potencjalnymi przyczynami i skutkami deklaracji Bronsmana, która już na zawsze wpisała się w historię szwedzkiej piłki.

Odświeżona Damallsvenskan. Na tę zmianę zanosiło się już od kilku lat, ale przeciwnikom powiększenia ligi do pewnego momentu skutecznie udawało się odsunąć w czasie wejście w życie tej kontrowersyjnej idei. Ustrój demokratyczny charakteryzuje się jednak tym, że decyzje podejmuje w nim większość, a ta – przy naprawdę minimalnym sprzeciwie – zdecydowała o tym, że od sezonu 2022 w najwyższej szwedzkiej klasie rozgrywkowej występować będzie aż 14 zespołów. Dla porządku dodajmy, że idea ta cieszyła się także całkiem sporym poparciem społecznym, gdyż w różnego rodzaju ankietach pozytywnie wypowiadało się o niej średnio około 80% kibiców. Czy przyszłość przyzna im rację? Wątpliwości jest póki co wiele, a sceptycy nie bez racji zauważają, że bezmyślne powiększanie lig i turniejów póki co skutkuje przede wszystkim rosnącymi dysproporcjami między wąską grupą najlepszych i całą resztą. Argument o konieczności rozgrywania większej liczby meczów także wydaje się tutaj niekoniecznie trafny, gdyż identyczny (a nawet lepszy) efekt można byłoby osiągnąć na przykład poprzez modyfikację systemu rozgrywek. W tej materii dobry przykład dała nam chociażby Norwegia, która zdecydowała się pójść w kierunku zmniejszenia liczby drużyn na szczeblu centralnym przy jednoczesnym podziale ligi na grupę mistrzowską i spadkową (podobny system od lat obowiązuje również w Danii). My zdecydowaliśmy się jednak pójść własną drogą, dzięki której już za dwanaście miesięcy będziemy mieć najbardziej obok Hiszpanii rozbudowaną ligę piłkarską. Czy przełoży się to także na wzrost jej jakości? W tej materii naprawdę trudno być optymistą …

Dubaigate. Tutaj akurat darujemy sobie szczegółowe opisy i cięte riposty, gdyż wszystko w tej sprawie zostało już właściwie powiedziane. Skrajnie nieprofesjonalne zachowanie pewnej grupy profesjonalnych piłkarek angielskiej WSL uwypukliło nam jednak jeszcze jeden problem. Okazuje się bowiem, że przynajmniej na Wyspach Brytyjskich nazwa klubu ma znaczenie, a podejmujący kluczowe decyzje zawsze najpierw dokładnie sprawdzą, czy właśnie przychodzi im debatować nad losem Bristol City, Birmingham City, czy może jednak Manchester City. Oczywiście, formalnie niby da się wszystko wytłumaczyć, ale jakoś trudno oprzeć się wrażeniu, że brzydki zapach po tej sprawie zdecydowanie pozostał i póki co nie zanosi się, aby przestał się on unosić nad najbardziej profesjonalną ligą świata.

Szczęśliwa dwunastka. Od początku wiedzieliśmy, że będzie mało poważnie, a jedyną niewiadomą pozostawała skala kolejnej kompromitacji FIFA. Ta okazała się być … spodziewana i zgodnie z tym, na co zanosiło się od pewnego czasu, podczas mundialu na boiskach Australii i Nowej Zelandii zaprezentuje się nam maksymalnie dwunastu przedstawicieli Europy. Mając na uwadze chociażby aktualny ranking FIFA (a to jest akurat jedna z niewielu rzeczy, która się włodarzom światowej piłki w miarę udała) liczba ta wydaje się oczywiście ponurym żartem, ale bądźmy szczerzy: mając na uwadze chociażby względy polityczne chyba nikt nie liczył na to, że w ostatniej chwili dojdzie w tym temacie do nagłego zwrotu akcji. Dobre chociaż to, że wnioski z popełnionych przez siebie błędów zdaje się wyciągać przynajmniej UEFA, dzięki czemu kwalifikacje do australijsko-nowozelandzkiej imprezy najpewniej nie będą serią meczów z rywalkami pokroju Gruzji, Łotwy, czy Macedonii Północnej. Wszystkim wymienionym tu reprezentacjom należy się rzecz jasna szacunek, ale jednak nie da się zaprzeczyć, że przynajmniej na tę chwilę potyczki te nie dają nikomu absolutnie nic. A wracając już do samych finałów, warto ściskać podczas nich kciuki za wszystkich przedstawicieli Europy, gdyż ewentualny awans całej dwunastki do fazy pucharowej byłby chyba najlepszym możliwym argumentem w dyskusji na temat przyszłych decyzji w zakresie alokacji miejsc. Tyle teorii, bo w praktyce najpewniej zawsze znajdzie się ktoś gotowy pójść w ślady Hiszpanii i Szkocji.

Na podbój Europy. Na bardziej szczegółowe podsumowanie rynku transferowego przyjdzie jeszcze czas, ale póki co warto docenić fakt, że dwie szwedzkie bramkarki zdecydowały się tej zimy na zagraniczny transfer. Do niedawna obie reprezentowały jeszcze barwy FC Rosengård, ale w niemal tym samym momencie postanowiły opuścić doskonale im znaną Skanię i udać się w dwóch różnych kierunkach. Zecira Musovic ma już za sobą pierwsze treningi w barwach londyńskiej Chelsea, zaś Emma Lind dopiero co została zaprezentowana jako wzmocnienie kadry Turbine Poczdam. Obu odważnym golkiperkom pozostaje zatem życzyć, aby omijały je kontuzje, a czas aklimatyzacji w nowym środowisku przeszedł w ich przypadku sprawnie i bezboleśnie. O kwestie czysto sportowe jesteśmy bowiem względnie spokojni, choć oczywiście rywalizacja o miano bramkarki numer jeden w swoich klubach będzie dla obu poważnym wyzwaniem.