Wstępna kadra na RPA

sverige-damer

Pierwsze w nowym roku zgrupowanie kadry rozpocznie się już w połowie stycznia (Fot. Bildbyrån)

Choć wyjazdowy mecz przeciwko kadrze Republiki Południowej Afryki czeka nas dopiero 22. stycznia, Peter Gerhardsson już teraz postanowił opublikować wstępną listę 24 piłkarek, które pojadą na zimowe zgrupowanie do RPA. Skąd ten pośpiech? Najlepiej oddać głos samemu zainteresowanemu, który motywuje swoje postępowanie w następujący sposób: Do stycznia w Szwecji nie zostaną rozegrane żadne mecze, które mogłyby mieć znaczący wpływ na wybór. Poza tym, ogłoszenie kadry już teraz pozwala szwedzkim klubom lepiej przygotować wybrane zawodniczki na zimowy wyjazd z reprezentacją. Podobna strategia sprawdziła się rok temu i dobrze, że piłkarki będą miały wystarczająco dużo czasu, aby ewentualnie skorygować swój indywidualny plan przygotowań.

Selekcjoner nieprzypadkowo skupił się w swojej wypowiedzi na zawodniczkach z rodzimej ligi, gdyż to właśnie one stanowią tym razem zdecydowaną większość w kadrze. Do Kapsztadu nie poleci natomiast kilka absolutnie kluczowych dla reprezentacji zawodniczek występujących na co dzień poza granicami Szwecji. Na liście nieobecnych znajdziemy między innymi nazwiska Nilli Fischer, Hedvig Lindahl, czy ponownie borykającej się z kontuzją Jessiki Samuelsson, choć każda z nich cieszy się oczywiście pełnym zaufaniem sztabu Petera Gerhardssona. Styczniowe zgrupowanie będzie jednak okazją do kolejnych eksperymentów, szczególnie w kwestii obsady bramki i zestawienia formacji defensywnej. Zdecydowanie mniej roszad możemy za to spodziewać się wśród piłkarek ofensywnych, czego dowodem może być zaproszenie na obóz w RPA duetu z Montpellier, a także wciąż łapiącej meczowy rytm Fridoliny Rolfö z monachijskiego Bayernu. Pełna lista wybranek Petera Gerhardssona przedstawia się następująco:


Wstępna kadra na RPA:

Bramkarki: Cajsa Andersson (Piteå), Jennifer Falk (Göteborg), Zecira Musovic (Rosengård)

Obrończynie: Jonna Andersson (Chelsea), Nathalie Björn (Rosengård), Mia Carlsson (Kristianstad), Magdalena Eriksson (Chelsea), Hanna Glas (PSG), Amanda Ilestedt (Turbine), Anna Oskarsson (Linköping), Linda Sembrant (Montpellier)

Pomocniczki: Kosovare Asllani (Linköping), Lina Hurtig (Linköping), Julia Karlernäs (Piteå), Julia Roddar (Göteborg), Fridolina Rolfö (Bayern), Elin Rubensson (Göteborg), Olivia Schough (Göteborg), Caroline Seger (Rosengård)

Napastniczki: Anna Anvegård (Växjö), Stina Blackstenius (Montpellier), Sofia Jakobsson (Montpellier), Mimmi Larsson (Eskilstuna), Julia Zigiotti (Göteborg)

Warto podkreślić, że zaplanowany na 22. stycznia mecz towarzyski RPA – Szwecja będzie starciem dwóch finalistów przyszłorocznych mistrzostw świata we Francji. Zawodniczki z południowej Afryki swój pierwszy awans na mundial oficjalnie przyklepały kilkanaście godzin temu, dzięki zwycięstwu 2-0 nad ekipą Mali. Wszystkim piłkarkom z RPA, a także sympatykom tej drużyny, wypada rzecz jasna złożyć z tej okazji najszczersze gratulacje i życzyć udanego występu na francuskich boiskach w czerwcu oraz lipcu 2019. Do miłego zobaczenia!

Reklamy

Niechciane dziecko Damallsvenskan

640@60

Kungsbacka zagra wiosną w elicie. Ale na jakim stadionie? (Fot. Jesper Zerman)

Niespełna dwa miesiące temu Kungsbacka świętowała historyczny awans miejscowej drużyny do Damallsvenskan. Był to sukces równie zasłużony, co niespodziewany i – jak się okazuje – także w znacznym stopniu problematyczny. Nie tylko dla samego klubu, ale i dla lokalnych władz, które późną jesienią znalazły się w ogniu krytyki nie tylko środowiska piłkarskiego. Czy słusznie?

Na zapleczu ekstraklasy zawodniczki z Kungsbacki rozgrywały swoje domowe mecze na arenie Tingbergsvallen, która nawet na poziomie drugiej ligi raczej nie wyróżniała się nowoczesnością. Wybudowany w latach 50. minionego stulecia obiekt przechodził wprawdzie kolejne renowacje, ale te zazwyczaj odbywały się na zasadzie dostosowania go do wymogów obowiązujących w niższych ligach. Kryteria Damallsvenskan są jednak w tym względzie zdecydowanie bardziej rygorystyczne i szybko stało się jasne, że jedynym ratunkiem dla świeżo upieczonego beniaminka będzie wystosowanie prośby o przyznanie stadionowi w Kungsbace licencji warunkowej. W przeszłości z furtki tej korzystali między innymi w Vittsjö, ale tym razem o żadnej pobłażliwości absolutnie nie mogło być mowy. Okazało się bowiem, że Tingbergsvallen może liczyć na pozytywną opinię w zaledwie 17 spośród 48 warunków, które powinna spełniać arena aspirująca do goszczenia meczów Damallsvenskan. W tej sytuacji decyzja mogła być tylko jedna – piłki nożnej w pierwszoligowym wydaniu póki co w Kungsbace nie zobaczymy.

Rzecznik prasowy klubu z Kungsbacki Sören Bloom uważa, że znaczną część winy za taki stan rzeczy ponoszą lokalne władze. Czujemy się trochę jak niechciane dziecko, niekochane i odrzucone przez tych, którzy najbardziej powinni je kochać. Oczywiście, cieszymy się, że ktoś zgodził się nas przygarnąć do siebie, ale sezon złożony z 22 wyjazdowych meczów na pewno nie jest niczym przyjemnym – powiedział Bloom, potwierdzając przy tym medialne doniesienia, że to oddalony o mniej więcej pięćdziesiąt kilometrów Varberg stanie się nowym, tymczasowym domem piłkarek z Kungsbacki. W podobnym tonie wypowiada się Klara Rybrink, która swoją postawą na boisku dołożyła całkiem sporą cegiełkę do sensacyjnego awansu: Grać cały czas na wyjeździe nie jest miło. Mecze u siebie zawsze przeżywa się trochę inaczej. Nie tylko z naszej perspektywy, ale także z perspektywy gości, którym z kolei w Varbergu będzie się grało przeciwko nam łatwiej niż grałoby się w Kungsbace.

Nietrudno domyślić się, że samorząd winy szuka przede wszystkim nie u siebie, a w klubie, w efekcie czego obserwujemy klasyczne odbijanie piłeczki, które żadnej ze stron nie przyniosło póki co jakichkolwiek wymiernych korzyści. Prawicowe władze gminy, bez względu na swoje racje (które w wielu punktach są w nawet jakimś stopniu zasadne), na pewno nie przysporzą sobie takim działaniem przychylności mieszkańców, a stojący u progu debiutu w najwyższej klasie rozgrywkowej zespół czeka perspektywa walki o pozostanie w Damallsvenskan bez możliwości rozegrania choćby jednego faktycznie domowego meczu. Jak to często w świecie współczesnego futbolu bywa, dosłownie chwilę po wspaniałym triumfie nastąpiło bolesne zderzenie z realiami pierwszoligowego rynku. Pozostaje mieć nadzieję, że okaże się ono jedynie chwilową turbulencją przed nadejściem lepszych czasów, gdyż w przeciwnym razie o projekcie Kungsbacka zapomnimy szybciej niż ktokolwiek by przypuszczał. A byłoby szkoda, bardzo szkoda …

Przez Viborg do Lyonu

d_jakobsson

Sofia Jakobsson uciszyła stadion w Viborgu (Fot. Bildbyrån)

Piłkarski kalendarz ułożony jest w taki sposób, że raz na cztery lata trafia się nam rok bez wielkiego turnieju w wydaniu reprezentacyjnym. Absolutnie nie jest to jednak równoznaczne z tym, że kadra Petera Gerhardssona i Magnusa Wikmana mogła ostatnie miesiące potraktować w sposób ulgowy. Wyczerpujące i pełne nieoczekiwanych zwrotów akcji eliminacje do francuskiego mundialu miały swoją kulminację na stadionie w Viborgu i to właśnie tam ostatecznie przekonaliśmy się, że znów doczekaliśmy się drużyny, która w momencie najważniejszej próby jest w stanie rozegrać wielki mecz. Nie szczęśliwy, lecz taki, w którym od pierwszej do ostatniej minuty funkcjonować będą wszystkie elementy piłkarskiej układanki: defensywa, ofensywa i ławka dowodzona przez mającego konkretną i zarazem spójną wizję selekcjonera. Wyjazdowe zwycięstwo nad wicemistrzyniami Europy, a także listopadowa wiktoria w angielskim Rotheram z całą pewnością wlały w nasze serca ogromne pokłady optymizmu, z którymi to wejdziemy w nowy, niezwykle ważny z reprezentacyjnego punktu widzenia rok. Choć wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, że kadra Petera Gerhardssona nie zalicza się do głównych faworytów mistrzostw świata, to w przeciwieństwie chociażby do ostatniego turnieju rangi mistrzowskiej, możemy liczyć na to, że jej gra dostarczać nam będzie więcej radości niż frustracji. A to – bez względu na końcowy wynik – jest już samo w sobie naprawdę wielką wartością.

Już tradycyjnie, zanim przejdziemy do wyborów najlepszych meczów, goli i zawodniczek roku 2018 w wydaniu reprezentacyjnym, oddajmy się na kilkadziesiąt sekund rozważaniom matematyczno-statystycznym, których tym razem akurat nie musimy się obawiać. Z 12 rozegranych przez kadrę Petera Gerhardssona meczów aż 9 kończyło się bowiem zwycięstwami, 1 raz podzieliliśmy się punktami z rywalkami, a 2 razy schodziliśmy z boiska pokonani. Bramki? 26-6 na plus. W ujęciu indywidualnym, najwięcej strzelała Stina Blackstenius, a najlepszą asystentką została Kosovare Asllani. Pół-żartem możemy zatem powiedzieć, że wszystko wróciło wreszcie na swoje miejsce, a już zupełnie na serio dodać, że nie mamy nic przeciwko temu, aby pozostało na nim jak najdłużej ze szczególnym uwzględnieniem czerwca i lipca 2019. Póki co, wróćmy jednak do podsumowania tego, co za nami, gdyż i tu mamy z czego być dumni.

Najlepszy mecz: Dania – Szwecja 0-1. Wiele osób, które szwedzką kadrę oglądają przynajmniej tak długo jak ja, uznało ten mecz najlepszym w historii i nawet jeśli ocena ta była nieco przesadzona, to pokazuje ona jak wspaniale kadra Petera Gerhardssona zaprezentowała się w najważniejszym dla siebie starciu. Niemal bezbłędnie zagrała zestawiona w specjalnie na tę okazję szykowanym składzie defensywa, a Seger, Rubensson, Asllani i Blackstenius zapewniły nam równie efektowny koncert w przednich formacjach. Przysłowiową wisienką na zwycięskim torcie okazał się gol Sofii Jakobsson i to właśnie on ostatecznie i nieodwołalnie wprowadził nas na mundial, na który przecież nie było łatwo się dostać. Ach, co to był za wieczór!

Najgorszy mecz: Ukraina – Szwecja 1-0To był naprawdę smutny powrót ze Lwowa. Pierwsza w historii porażka z Ukrainą kiedyś nadejść musiała, ale chyba nikt nie spodziewał się, że nastąpi to już teraz i na dodatek w tak marnym stylu. Przecież gdyby nie fenomenalna dyspozycja Hedvig Lindahl, podopieczne Wołodymira Rewy mogły wygrać ten mecz w zdecydowanie bardziej okazałych rozmiarach. Bogatsi o dzisiejszą wiedzę wiemy oczywiście, że lwowska tragedia na szczęście nie zamknęła nam drogi na mundial, ale była ona z pewnością niezwykle cenną lekcją, której w żadnym razie nie można lekceważyć.

Najładniejszy gol: Filippa Angeldahl (na 1-0 z Rosją). Istnieje wiele sposobów na to, aby godnie uczcić swój pierwszy w reprezentacyjnej karierze występ w wyjściowej jedenastce, ale trzeba przyznać, że pomocniczka Linköping wybrała chyba najlepszą formę celebracji. Po prostu w 31. minucie przymierzyła z dystansu tak, że Julia Griczenko mogła tylko cmoknąć z uznaniem, a następnie odwrócić się i wyjąć futbolówkę z własnej bramki. Trudno jednak mieć w tej sytuacji jakieś pretensje do golkiperki moskiewskiego Lokomotiwu, gdyż z tak precyzyjnym, a jednocześnie silnym strzałem nie poradziłby sobie chyba nikt.

Fotboll, Dam, VM-kval, Sverige - Ukraina

Dla Kosovare Asllani i Hanny Glas był to bardzo udany rok (Fot. Bildbyrån)

Piłkarka roku: Kosovare Asllani. Drugi rok z rzędu była w kadrze najlepszą wersją samej siebie. Bez względu na to, czy akurat wprowadzała nas na mundial na boisku w Viborgu, czy zgrywała piłkę do Anvegård na angielskiej ziemi, niezmiennie zachwycała nas swoimi umiejętnościami. Krokiem we właściwym kierunku było niewątpliwie przestawienie jej na dziesiątkę, gdyż to właśnie w tej roli Kosse czuje się zdecydowanie najbardziej komfortowo. A to z kolei nierozłącznie wiąże się z olbrzymimi kłopotami dla rywalek, których – miejmy nadzieję – będzie przysparzać także w kolejnych latach.

Rozczarowanie roku: rezerwowe bramkarki. Z jednej strony nawet dobrze się składa, że żadna z piłkarek nie zapracowała sobie na indywidualne wyróżnienie w tej kategorii. Z drugiej – problem z obsadą bramki jest i choć Hedvig Lindahl nie schodzi poniżej pewnego poziomu bez względu na to jak akurat wyglądają jej notowania u Emmy Hayes, to za jej plecami trudno dopatrzyć się wielkiej konkurencji. W tej sytuacji, zdrowie i dyspozycja bramkarki Chelsea – szczególnie w perspektywie zbliżającego się wielkimi krokami mundialu – stają się rzecz jasna sprawą wagi państwowej, ale bez względu na to jak ogromna jest nasza wiara w Lindahl (a jest naprawdę ogromna!) byłoby dobrze, gdyby choć jedna z pozostałych golkiperek także wskoczyła na solidny, reprezentacyjny poziom. Lista potencjalnych kandydatek jest przecież długa i konkretna, a nazwiska Holmgren, Musovic, Falk, Andersson czy Carlén już dawno przestały być anonimowe.

Największa wygrana: Hanna Glas. Rozpoczynała rok w Eskilstunie, a zakończy go w Paryżu. Po drodze została jeszcze najlepszą prawą defensorką sezonu 2018 w Damallsvenskan i przebojem wdarła się do wyjściowej jedenastki kadry Petera Gerhardssona. Tak, miniony sezon był z całą pewnością przełomowy dla Hanny Glas, ale ani trochę nie zdziwimy się, jeśli kolejny okaże się jeszcze lepszy. 26-letnia obrończyni z Sundsvall wciąż znajduje się bowiem na ewidentnej fali wznoszącej i jeśli tylko będą omijać ją kontuzje (a z tym w jej przypadku bywało przecież bardzo różnie), to w stolicy Francji nie muszą obawiać się o obsadę prawej flanki bloku defensywnego. Choć z naszej perspektywy nie mielibyśmy oczywiście nic przeciwko, aby te absolutnie najlepsze występy przytrafiały jej się wtedy, gdy ma na sobie koszulkę reprezentacji Szwecji. A tak właśnie wyglądał w jej wykonaniu rok 2018.

Najbardziej niedoceniana: Elin Rubensson. Poprzednia selekcjonerka rzucała ją po tylu pozycjach, że chyba już tylko w bramce nie było dane jej zagrać. Nietrudno zgadnąć, że nie wpływało to korzystnie na jej dyspozycję, a każdy kolejny turniej w jej wykonaniu okazywał się mniejszym lub większym rozczarowaniem. Na szczęście, trener Gerhardsson na dobre odzyskał ją dla kadry, a my przekonaliśmy się, że Elin Rubensson wcale nie musi być piłkarką potrafiącą błyszczeć jedynie w warunkach ligowych. Francuski mundial będzie dla niej wielkim sprawdzianem, podczas którego będzie miała szansę przekonać do siebie ostatnich sceptyków. I nie mamy chyba wątpliwości, że dokładnie to zrobi.

pg

Peter Gerhardsson poprowadził szwedzką kadrę do awansu (Fot. Bildbyrån)

Nagroda specjalna: Peter Gerhardsson. Przy tak zaciętym i pasjonującym finiszu rozgrywek w Damallsvenskan nie miał szans na tytuł Trenera Roku (nic straconego – zdobędzie go za rok), ale na nagrodę specjalną zasłużył sobie jak mało kto. To właśnie on, oczywiście wraz z dobranym przez siebie sztabem, odzyskał dla reprezentacji wiele piłkarek. To dzięki jego pomysłom, szwedzka kadra znów zaczęła grać tak, że obserwowanie jej z bliska znów stało się przyjemnością, a nie przykrym obowiązkiem. To jego starania doprowadziły do tego, że mocno napięta sytuacja na linii związek – kluby wróciła do normy sprzed roku 2015. Drogi Peterze, dziękujemy za już i nieśmiało prosimy o więcej!

Szukając następczyń Pernille

anvegard

Anna Anvegård udanie przeskoczyła z Elitettan do Damallsvenskan (Fot. Tipselit)

Z czego słynie Damallsvenskan? Jednym z pierwszych, zresztą jak najbardziej słusznych skojarzeń jest z pewnością umiejętność szlifowania przyszłych piłkarskich diamentów. Lista zawodniczek, które właśnie na szwedzkich boiskach wykonały największy krok ku wspaniałej karierze z roku na rok robi się coraz dłuższa i jakoś jesteśmy dziwnie spokojni, że ten trend utrzyma się jeszcze przez wiele lat. A skoro tak, to może warto przyjrzeć się tym, które już niebawem zachwycać będą swoją grą nie tylko nas, ale również zdecydowanie bardziej liczną publiczność.

Poniższa lista dziesięciu piłkarek, wśród których być może znajdziecie nazwisko następczyni Marty, Ramony Bachmann czy Pernille Harder, powstała w oparciu o stosunkowo ostre kryteria. Pierwszym z nich był wiek (maksymalnie 21 lat), a drugim brak znaczącego dorobku na arenie międzynarodowej. Uznałem bowiem, że przedstawianie sylwetki Fridy Maanum, a nawet Filippy Angeldahl lub Nathalie Björn byłoby w tym przypadku mocnym pójściem na łatwiznę. Oczywiście, nie zaprzeczam, że najpewniej to właśnie te zawodniczki mają największą szansę na zaistnienie w światowym futbolu, ale na ich talencie piłkarska Europa już zdążyła się poznać (a przynajmniej powinna). Dlatego właśnie wolałem skupić swoją uwagę na tych piłkarkach, które póki co cieszą się rozpoznawalnością głównie wśród sympatyków i obserwatorów ligi szwedzkiej. A efekty tych poszukiwań ocenimy za kilkanaście lat …

Anna Anvegård (21 lat, napastniczka)

Dokładnie tydzień temu strzeliła swojego premierowego gola w narodowych barwach, w swoim czwartym reprezentacyjnym występie. Czy był to początek czegoś znacznie większego? Niewykluczone, gdyż jak dotąd kariera Anvegård rozwija się niezwykle harmonijnie. Dwa lata temu grała obok Stiny Blackstenius na młodzieżowym mundialu, rok temu była królową strzelczyń Elitettan, a z Damallsvenskan przywitała się w takim stylu, że od razu trafiła do notesu Petera Gerhardssona. W Växjö zrobią absolutnie wszystko, aby zatrzymać ją w Småland przynajmniej na kolejny sezon, ale większe kluby już zaczęły się jej bacznie przyglądać. I bardzo słusznie, bo naprawdę jest co (kogo!) podziwiać.

Rebecka Blomqvist (21 lat, napastniczka)

Przed startem sezonu 2018 w Göteborgu głośno zastanawiali się, czy centralną postacią formacji ofensywnej w zespole prowadzonym przez Marcusa Lantza będzie Christen Press, czy może jednak Pauline Hammarlund. Rzeczywistość jak zwykle napisała jednak swoją historię i to młoda Rebecka Blomqvist stała się prawdziwym odkryciem nie tylko KGFC, ale i całej ligi. Zawodniczka, która jeszcze nie tak dawno wydawała się w  najlepszym razie opcją numer cztery na swojej pozycji, zakończyła sezon z dorobkiem czternastu goli, ośmiu asyst i zwycięstwem w klasyfikacji punktowej. A to wszystko pomimo faktu, że nie od początku miała miejsce w podstawowej jedenastce. Całkiem niezłe wejście, prawda?

Evelina Duljan (15 lat, pomocniczka)

Zdecydowanie najbardziej „ryzykowne” nazwisko na tej liście, ale przecież – jak mawiają Rosjanie – kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Piętnastolatka z Kristianstad rzecz jasna nie zdążyła jeszcze podbić rodzimej ligi, ale już sam fakt, że Elisabet Gunnarsdottir wystawiła ją w jedenastce na Rosengård, świadczy o skali jej talentu. Teraz tylko pozostaje liczyć na to, że dalszy rozwój tej niesamowicie uzdolnionej piłkarki nie zostanie zakłócony przez kontuzje lub inne czynniki pozasportowe, bo naprawdę są widoki na to, że Szwecja wreszcie doczeka się pierwszej światowej klasy klasycznej skrzydłowej od czasów Josefine Öqvist.

hashemi

Dajan Hashemi – nadzieja Danii, nadzieja Linköping (Fot. Alexander Svarnström)

Dajan Hashemi (17 lat, napastniczka)

Na boiska Damallsvenskan trafiła latem 2018, ale już zdążyła pokazać na nich próbkę swojego nieprzeciętnego talentu. A ci, którzy mieli okazję obserwować ją jeszcze w lidze duńskiej, gorliwie zapewniają, że stać ją na jeszcze więcej. I w sumie trudno się z ich argumentacją nie zgodzić, gdyż to właśnie wokół Hashemi skupiona była ofensywa młodzieżowej reprezentacji Danii na tegorocznych mistrzostwach Europy. Z Linköping w wielki świat całkiem niedawno wyfrunęła już jedna jej rodaczka, czy młoda Dajan zamierza pójść w jej ślady?

Emma Holmgren (21 lat, bramkarka)

Futbolowe realia wyglądają tak, że wśród zawodniczek defensywnych młodych talentów mamy zdecydowanie mniej, ale 21-latka z Uppsali w jakimś stopniu przełamuje ten stereotyp. Pomimo największych wysiłków nie była w stanie utrzymać ekstraklasy dla Hammarby, ale akurat ona nie powinna mieć sobie w kwestii spadku Bajen wiele do zarzucenia. Nie jest jeszcze golkiperką kompletną, ustawianie się i gra w powietrzu to elementy nad którymi wciąż musi sporo pracować, ale nie ma wątpliwości, że to właśnie ona może stać się następczynią Hadvig Lindahl między słupkami reprezentacyjnej bramki. A to chyba całkiem niezła rekomendacja.

Signe Holt (19 lat, pomocniczka)

Jak widać, Pernille Harder zrobiła swoim rodaczkom tak świetną reklamę, że do Damallsvenskan w niemal hurtowych ilościach trafiają ostatnio młode, duńskie piłkarki. I dobrze, gdyż wśród nich możemy znaleźć zawodniczki z naprawdę sporym potencjałem, a jedną z nich jest niewątpliwie Signe Holt. Ta niezwykle wszechstronna nastolatka trafiła do Växjö w letnim okienku transferowym i w zasadzie z miejsca stała się ulubienicą trybun na Myresjöhus Arenie. Nic w tym jednak dziwnego, bo skoro witasz się z nowym klubem dwiema asystami i tytułem najlepszej zawodniczki meczu, to wysyłasz w ten sposób sygnał, że można na ciebie liczyć.

Loreta Kullashi (19 lat, napastniczka)

Trafiła na listę pomimo tego, że swego czasu znajdowała się w orbicie zainteresowań klubów z Monachium oraz Manchesteru, a w swoim pierwszym kontakcie z piłką w reprezentacyjnych barwach pokonała golkiperkę RPA. Później przyszły jednak zdecydowanie trudniejsze miesiące, a poważna kontuzja i przedłużająca się rehabilitacja skutecznie zahamowały eksplozję jej niewyobrażalnego talentu. Teraz jednak wszystko wydaje się wracać na właściwe tory i choć jeszcze nie do końca wyjaśniło się jakie barwy Kullashi będzie reprezentować w sezonie 2019, to możemy być pewni, że niebawem znów zrobi się o niej głośno. Oby tylko dopisywało zdrowie.

kaneryd

Johanna Rytting Kaneryd liczy na udany comeback po kontuzji (Fot. Sören Andersson)

Johanna Rytting Kaneryd (21 lat, pomocniczka)

Kolejna piłkarka, która straciła w zasadzie cały miniony sezon z powodu kontuzji. Kto wie, gdyby była w pełni sił, to może ona byłaby tą jokerką, której tak bardzo w decydujących momentach brakowało Jonasowi Eidevallowi. Jeśli jednak będzie w stanie wrócić do dyspozycji z czasów gdy występowała w Djurgården, to pociechę z niej będą mieć kibice nie tylko w Malmö, ale w całej Szwecji. A może i poza jej granicami, gdyż transfer do dużego, zagranicznego klubu jest opcją, której absolutnie nie można wykluczyć. Choć – podobnie jak w przypadku Kullashi – trzeba mocno zacisnąć kciuki, aby tej fantastycznie zapowiadającej się kariery przedwcześnie nie zakończyły kontuzje.

Ingibjörg Sigurdardottir (21 lat, obrończyni)

Gdy przyjeżdżała do Sztokholmu wiedzieliśmy, że mamy do czynienia z jedną z najbardziej utalentowanych islandzkich defensorek, ale dopiero obserwacje jej boiskowych poczynań pokazały nam, jak bardzo wartościową jest piłkarką. Odbiór? Klasa wyższa ligowa. Pozycjonowanie? Również. Gra głową? Biorąc pod uwagę stosunkowo skromne warunki fizyczne, procent wygranych pojedynków powietrznych musi imponować. A pamiętajmy, że w przypadku zawodniczek grających na tej pozycji, każdy upływający rok pracuje zazwyczaj na ich korzyść. A zatem – może być już tylko lepiej, co jest niewątpliwie pozytywną informacją dla Djurgården, a także jej przyszłych klubów.

Julia Zigiotti (20 lat, napastniczka)

Dlaczego Rosengård zaliczył trzy porażki z rzędu w starciach ze znacznie niżej notowanym Hammarby? Wyłącznie dlatego, że klub ze Sztokholmu miał w swoich szeregach tę zawodniczkę! Często niedoceniana, ale zawsze robiąca swoje, co w końcu musiało zwrócić uwagę bardzo ceniącego solidność Petera Gerhardssona. Wszystko wskazuje na to, że w najbliższym sezonie stworzy wraz z Rebecką Blomqvist ofensywny duet w Göteborgu i trudno się dziwić, że sympatycy klubu z Valhalli zacierają z tego powodu ręce. Wszak z takim tandemem w pierwszej linii można nawet pokusić się o podbój Europy. Oczywiście, przy odpowiednio sprzyjających okolicznościach obiektywnych, czyli niezłym losowaniu.

Nagrody przyznane

nilla1

Diamentowa Nilla, czyli trofeum w godnych rękach

Skoro mamy listopad, to znak, że najwyższy czas spotkać się w Globen, gdzie co roku przyznawane są najważniejsze nagrody w szwedzkim futbolu. Rok 2018 upłynął nam wprawdzie bez emocji związanych z wielkim, piłkarskim turniejem, ale i bez nich działo się przecież bardzo wiele. Kadra Petera Gerhardssona po fenomenalnym zwycięstwie w Viborgu zapewniła sobie ósmy (lub dziewiąty, jeśli liczyć także nieoficjalne chińskie mistrzostwa) z rzędu awans na mundial, Piteå po nieprawdopodobnym finiszu Damallsvenskan wywalczyło na stulecie istnienia klubu swój pierwszy tytuł, Kungsbacka – ku zaskoczeniu wszystkich – okazała się bezkonkurencyjna na boiskach Elitettan, a Rosengård i Linköping stosunkowo wcześnie pożegnały się z europejskimi pucharami. To właśnie w rytmie tych wydarzeń upływały nam kolejne tygodnie i miesiące, aż w końcu nadszedł moment, w którym przyszło to wszystko zważyć i zastanowić się w czyje ręce powędrować powinny niezwykle cenne nagrody. Oszacowanie osiągnięć poszczególnych piłkarek, trenerów i drużyn było niewątpliwie trudnym zadaniem i bez względu na to, jak brzmiałyby ostateczne werdykty szacownej kapituły, bez kontrowersji obyć się po prostu nie mogło. Z całą pewnością udało się jednak uniknąć dużych skandali, które niestety w wielu zakątkach świata cały czas towarzyszą tego typu wydarzeniom. Ale po kolei …

W zdecydowanie najważniejszej kategorii triumfowała Nilla Fischer i to właśnie w jej ręce powędrowała w tym roku Diamentowa Piłka. Czy słusznie? Cóż, muszę przyznać, że kapitanka Wolfsburga była także i moją faworytką, w związku z czym takie właśnie rozstrzygnięcie przyjąłem z nieukrywaną radością. Tym bardziej, że po raz pierwszy od trzynastu lat trofeum to trafiło do obrończyni, a przedstawicielki tej formacji są w mojej opinii najbardziej pokrzywdzone przy okazji wszelkiej maści plebiscytów. Do historii z pewnością przejdzie jednak nie tyle sam fakt zwycięstwa Fischer, ile przemówienie 34-letniej laureatki po odebraniu trofeum, w którym zawodniczka mistrza Niemiec i finalisty ostatniej edycji Ligi Mistrzyń przypomniała nam jakie wartości są ważne we współczesnym futbolu. A przynajmniej jakie wartości powinny być w nim ważne, gdyż niestety wciąż nie zawsze są.

Wielkich sensacji nie było również przy wyborze najlepszych piłkarek z podziałem na pozycje. Hedvig Lindahl kolejny raz okazała się bezkonkurencyjna wśród bramkarek, wspomniana Fischer wśród defensorek, a napastniczka Rosengård Anja Mittag odebrała nagrodę dla najbardziej wartościowej napastniczki (a przy okazji również koronę królowej strzelczyń Damallsvenskan). Najwięcej emocji wzbudził z pewnością wynik głosowania wśród pomocniczek, gdzie ostatecznie postawiono na Caroline Seger, choć wybór Elin Rubensson lub Kosovare Asllani na pewno nie byłby mniej zasadny. Inna sprawa, że wszystkie trzy wymienione tu piłkarki mają za sobą naprawdę udany rok.

Rubensson nie została wybrana także najlepszą zawodniczką Damallsvenskan w sezonie 2018, choć wybór Julii Karlernäs był raczej docenieniem fantastycznego wyczynu klubu z Piteå, który swoją postawą wprawił w osłupienie dosłownie wszystkich ekspertów i bukmacherów. Na daleką Północ powędrowała także statuetka Trenera Roku, z której mógł cieszyć się mający za sobą niezwykle emocjonujący rok Stellan Carlsson. Swój moment radości mieli podczas gali także sympatycy beniaminka z Växjö, gdy Odkryciem Roku 2018 wybrano Annę Anvegård. W tej kategorii napastniczka ze Småland po niezwykle wyrównanym boju okazała się ostatecznie lepsza od Rebecki Blomqvist – najlepszej asystentki sezonu 2018 w szwedzkiej ekstraklasie.

Największą kontrowersją wieczoru było natomiast nagrodzenie Tess Olofsson mianem najlepszej sędzi roku 2018. Najwyraźniej wszystkie nieprzyjemne emocje związane z finałem Pucharu Szwecji zdążyły już pójść tak bardzo w niepamięć, że nie miały one wpływu na decyzję panelu selekcyjnego, ale nawet pomijając ten jeden, nieszczęsny mecz (po którym nota bene osobiście próbowałem bronić podjętych przez panią Olofsson decyzji) i tak chyba bez większego trudu dałoby się znaleźć osobę bardziej godną tytułu najbardziej sprawiedliwej rozjemczyni biegającej z gwizdkiem po szwedzkich boiskach. Poszukać można było na przykład w Trollhättan. Trudno za to polemizować z faktem, że nagroda specjalna powędrowała do osoby, która może być wzorem do naśladowania dla tysięcy dziewczynek i chłopców w tej chwili rozpoczynających swoją futbolową przygodę. Do jednej z najwybitniejszych postaci wszech czasów w szwedzkiej piłce – Lotty Schelin, która z powodu kontuzji musiała nieco przedwcześnie zakończyć swą niezwykle udaną karierę.

Jeśli chodzi o nieco mniej eksponowane, ale równie istotne nagrody: stypendium Nordahla powędrowało do klubu z Sundsvall za modelowe wprowadzanie w życie idei integracji przez sport, Sandra Lagerbratt została uhonorowana za swoje osiągnięcia na boiskach Elitettan, Jennifer Björnler wybrano najlepszą młodą sędzią, a Danielę Chamoun – najlepszą futsalistką Szwecji. Jak zatem widać, laureatów było całkiem sporo, ale to tylko dobitnie pokazuje, jak długą drogę udało nam się przebyć od czasów pierwszej gali. A na kolejnej widzimy się już za dwanaście miesięcy. Kto wie – może honorować będziemy na niej medalistki francuskich mistrzostw świata?

Raz, dwa – i Anglia pokonana

jakobsson_1_0

Sobia Jakobsson pięknym lobem otworzyła wynik spotkania (Fot. SvFF)

Trzeba było listopada i wyjazdu na Wyspy Brytyjskie, aby reprezentacja Szwecji w końcu rozegrała mecz w sprzyjających warunkach pogodowych. Podopiecznym Petera Gerhardssona sprzyjała dziś jednak nie tylko aura i już w dwudziestej sekundzie rywalizacji Carly Telford mogła wyciągać futbolówkę z siatki po składnej akcji kombinacyjnej zapoczątkowanej przez Jonnę Andersson. Sytuacyjny strzał Kosovare Asllani okazał się wprawdzie minimalnie niecelny, ale była to tylko zapowiedź fantastycznego, piłkarskiego popołudnia w wykonaniu szwedzkich piłkarek.

Przed pierwszym gwizdkiem Słowaczki Petry Pavlikovej długo zastanawialiśmy się nad najbardziej prawdopodobnym zestawieniem ofensywnego tercetu pod nieobecność Stiny Blackstenius. Wariant z Anną Anvegård na szpicy wydawał się nam najlepszą opcją i – jak się ostatecznie okazało – tą samą drogą podążył szwedzki selekcjoner. Tuż za plecami napastniczki Växjö operować miała niesamowicie efektywna tej jesieni Asllani, która za kadencji Gerhardssona przeżywa zdecydowanie najbardziej udany okres w swej niekrótkiej już przecież reprezentacyjnej karierze, a ustawiona nominalnie nieco bliżej linii bocznej Sofia Jakobsson raz po raz zbiegała w pobliże sektorów centralnych, dezorientując w ten sposób dobrze zazwyczaj zorganizowaną angielską defensywę. W 20. minucie meczu tej wielokrotnie chwalonej przez trenera Neville’a formacji zabrakło jednak zdecydowania, w efekcie czego wspomniana Jakobsson mogła nie tylko swobodnie przemieścić się z piłką przy nodze wzdłuż linii szesnastego metra bez jakiejkolwiek presji ze strony obrończyń, ale nawet na spokojnie ustawić sobie futbolówkę i przymierzyć idealnie między rękawicę źle ustawionej Telford, a poprzeczkę angielskiej bramki. W taki właśnie sposób Szwedki znalazły się na prowadzeniu, które niespełna kwadrans później udało im się podwyższyć. Gol na 2-0 mógł nawet paść kilkadziesiąt sekund wcześniej, ale wówczas zamykającej na dalszym słupku dośrodkowanie Eriksson Caroline Seger zabrakło do pełni szczęścia kilku centymetrów. Gospodynie zlekceważyły jednak to ostrzeżenie i po chwili musiały za taką postawę naprawdę słono zapłacić. Po kolejnym rzucie rożnym wszędobylska Asllani wygrała ważną przebitkę w polu karnym, a pozostawiona zupełnie bez opieki Anvegård pewnym, mierzonym uderzeniem otworzyła swój reprezentacyjny licznik, który – miejmy nadzieję – będzie tykał jak najdłużej. Zgodnie z przewidywaniami, po stracie drugiego gola grające w swoim nominalnie najsilniejszym składzie Angielki jeszcze odważniej i bardziej zdecydowanie rzuciły się do odrabiania strat, ale przed przerwą nie udało im się wykreować choćby jednego poważnego zagrożenia pod bramką Hedvig Lindahl. Duża w tym zasługa całego szwedzkiego bloku defensywnego, który w sześcio-, a w razie potrzeby i w siedmioosobowym składzie wzorowo wykorzystywał każdy, najmniejszy nawet błąd po stronie rywalek. Świetnie na murawie New York Stadium czuła się między innymi Amanda Ilestedt, która zgodnie z instrukcjami selekcjonera przejęła dziś większość obowiązków Nilli Fischer i w roli zastępczyni (a kto wie, czy nie i następczyni) kapitanki Wolfsburga spisała się po prostu znakomicie.

Pierwszy kwadrans drugiej połowy to moment, w którym Angielki okazały się zdecydowanie najgroźniejsze i to właśnie wtedy gospodynie stworzyły sobie najlepsze okazje na to, aby jeszcze wrócić do meczu. Dużo ożywienia do gry zespołu prowadzonego przez trenera Neville’a wniosła przede wszystkim Toni Duggan, a i mało aktywna przed przerwą Nikita Parris wreszcie zaczęła pokazywać dlaczego jest obecnie nazywana jedną z absolutnie czołowych skrzydłowych świata. Czujność wciąż zachowywała jednak szwedzka defensywa, a gdy przyszła taka konieczność, próbkę bramkarskich umiejętności zaprezentowała nam także Lindahl, która – nawiasem mówiąc – zdecydowanie wygrała dziś niezwykle prestiżowy pojedynek dwóch golkiperek londyńskiej Chelsea. Jej interwencje po strzałach Duggan czy Stanway z pewnością były jednym z czynników, które pozwoliły nam dotrwać bez strat bramkowych do końcowego gwizdka, choć równie istotne było to, aby nie dać się zepchnąć coraz bardziej rozpędzającym się rywalkom do zbyt głębokiej defensywy. Żadnego déjà vu z ery słusznie minionej w postaci rozpaczliwego bronienia wyniku na stadionie w Rotheram nie przyszło nam jednak oglądać, a gdyby nie Carly Telford, to rezerwowa Fridolina Rolfö po jednym z błyskawicznych ataków jeszcze podwyższyłaby rezultat. Ostatecznie skończyło się jednak na 2-0, ale najbardziej w tym wszystkim cieszy nie tyle samo zwycięstwo na terenie silniejszego rywala, co styl, w którym zostało ono odniesione. W dzisiejszym wyniku nie ma bowiem ani trochę przypadku – ot, po prostu wygrała drużyna dojrzalsza i lepiej poukładana. I tak jakoś sympatycznie się robi, że znów doczekaliśmy chwili, w której takimi słowami możemy opisywać reprezentację Szwecji.

Piłkarski rok 2018 w reprezentacyjnym wydaniu otworzyliśmy zwycięstwem w Republice Południowej Afryki, a zamknęliśmy zwycięstwem na ziemi brytyjskiej. Po drodze przydarzyło się nam lwowskie tąpnięcie, pechowa porażka w Cremonie, ale przecież nie możemy zapominać przede wszystkim o fantastycznej wiktorii w Viborgu, dzięki której na przełomie czerwca i lipca będziemy w roli aktywnych uczestników emocjonować się wydarzeniami na francuskim mundialu. Na tradycyjne, coroczne podsumowanie roku w ujęciu kadry narodowej przyjdzie jeszcze jednak czas, a póki co pożegnajmy się ze znów szczęśliwą dla nas Anglią, do której mamy nadzieję powrócić latem 2021. I obyśmy wtedy także opuszczali ją w wyśmienitych nastrojach!