Cudowny wieczór cudownej kadry

d_jubelefter

Wiecie co? Chyba jednak pojedziemy sobie do tej całej Francji (Fot. Bildbyrån)

Gdy obie jedenastki wychodziły na murawę stadionu w Viborgu, duńscy kibice zrobili taki hałas, że trudno było usłyszeć własne myśli. Gdy rozległy się pierwsze takty duńskiego hymnu, dziewięciotysięczny, ubrany na czerwono tłum zaczął śpiewać tak zawzięcie, jakby to właśnie od tego występu zależało, czy Pernille Harder i spółka pojadą na mundial do Francji. Później rozbrzmiał jednak dźwięk gwizdka Anastazji Pustowojtowej i okazało się, że drużyna Petera Gerhardssona nie czuje się na obcej ziemi ani trochę onieśmielona. Przez kolejne dwie godziny, jeśli ktoś miał problem, to były to zdecydowanie gospodynie.

Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że potencjał duńskiej ofensywy jest ogromny. W poprzednich sześciu meczach eliminacyjnych tercet Troelsgaard – Harder – Nadim zdobył dla swojej reprezentacji aż 17 goli, czyli niemal dokładnie tyle samo co … cała szwedzka kadra. Wiedząc, że gospodynie zagrają o zwycięstwo, nie bez przyczyny spodziewaliśmy się zatem sztormu Czerwonego Dynamitu na bramkę Hedvig Lindahl, a tymczasem pierwszy i jedyny (dodajmy do tego, że niegroźny) celny strzał golkiperka londyńskiej Chelsea wyłapała dopiero w 83. minucie. Wcześniej i później duńskie ataki seriami odbijały się od twardego, szwedzkiego muru, którego dziś nie dało się naruszyć żadnym sposobem. Podopieczne Larsa Søndergaarda próbowały się przebić zarówno środkiem, jak i skrzydłami, ale ani jedna z tych opcji nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Na niewiele zdawały się również długie, prostopadłe podania, które w przeszłości wiele razy okazywały się tajną bronią reprezentacji Danii w sytuacji zagrożenia. Rozgrywająca setny mecz w reprezentacyjnej koszulce Linda Sembrant oraz ustawione po jej bokach Nilla Fischer i Magdalena Eriksson raz po raz kasowały w kluczowych momentach duńskie ataki, frustrując w ten sposób publiczność w Viborgu, która do ostatnich chwil nie przestawała wierzyć w korzystne dla gospodyń rozstrzygnięcie. Szwedzkie defensorki imponowały nie tylko świetnym odbiorem, ale także doskonałym ustawianiem się, skutecznością w pojedynkach główkowych i niemal bezbłędnym przewidywaniem tego, co za chwilę zaproponują im rywalki. Stojący przez niemal cały mecz tuż przy linii bocznej boiska Peter Gerhardsson miał pełne prawo być zadowolony zarówno z pracy wykonanej przez sztab szkoleniowy podczas rozpracowywania przeciwnika, jak i z właściwej realizacji zadań taktycznych przez posłane w bój piłkarki.

Na słowa uznania zasłużyła dziś jednak nie tylko defensywa. Kosovare Asllani już w 2. minucie zagrała tak idealną piłkę do Stiny Blackstenius, że nieatakowana zupełnie przez nikogo napastniczka Montpellier popędziła samotnie na bramkę Stiny Lykke Petersen. Niestety, w tej sytuacji nie popisała się asystentka pani Pustowojtowej, która nie zauważyła, że Blackstenius do kopniętej przez pomocniczkę Linköping futbolówki ruszała z własnej połowy. Żeby być w pełni sprawiedliwym, trzeba przypomnieć, że kilkadziesiąt minut później podobny błąd popełniła także druga arbiter liniowa, dopatrując się rzekomej pozycji spalonej u Nadii Nadim. Wróćmy jednak do Asllani, gdyż co nie udało się jej na początku meczu, z nawiązką odrobiła sobie na starcie drugiej połowy. Schemat akcji był bardzo podobny, a jedyną różnicę stanowił fakt, że tym razem adresatką decydującego podania była Sofia Jakobsson, która pomimo asysty Sevecke umieściła piłkę w duńskiej bramce. Zdobyty gol oznaczał, że wyśniony awans na francuski mundial był już naprawdę blisko, ale szwedzkie piłkarki wcale nie zamierzały ograniczać się do obrony skromnego prowadzenia. Owszem, gdy było trzeba w defensywie mocno pracowały nawet wspomniane Jakobsson i Asllani, ale w duńskiej szesnastce raz na jakiś czas także robiło się gorąco. Tak było chociażby w 88. minucie, gdy klubowe koleżanki Schough i Rubensson całkowicie rozklepały mocno przerzedzoną z wiadomych względów defensywę gospodyń, a Stina Blackstenius oddała chytry strzał, który mógł definitywnie rozstrzygnąć losy tej rywalizacji. Niestety dla nas, zatrzymał on się zaledwie na słupku bramki Petersen, w związku z czym czekało nas jeszcze osiem minut emocji. A później … była już tylko radość. Może nie euforyczna, ale szczera i w pełni zasłużona!

Zwycięstwo w Viborgu jest o tyle cenne, że stawia wywalczony właśnie awans w zupełnie nowej i całkiem przyjemnej perspektywie. Wygrany walkowerem mecz z Danią stał się przed kilkoma godzinami kompletnie bezprzedmiotowy, gdyż nawet wysokie zwycięstwo naszych najgroźniejszych rywalek w tym nierozegranym meczu nie zmieniłoby kolejności na dwóch pierwszych miejscach w grupie eliminacyjnej. Każda z piłkarek ma oczywiście w tej kwestii własną opinię, ale jednak zawsze najbardziej sprawiedliwie jest wówczas, gdy o końcowych wynikach decydują wyłącznie aspekty sportowe. Jeszcze bardziej cieszy to, że wreszcie znów mamy sztab szkoleniowy, który nie tylko potrafi przygotować zespół do największego wyzwania całorocznej kampanii, ale i właściwie reaguje podczas meczu z ławki. Nie są to wyłącznie moje przemyślenia, gdyż w podobnym tonie w rozmowach zarówno oficjalnych, jak i nieoficjalnych wypowiadały się między innymi Kosovare Asllani i Caroline Seger. A przypomnijmy, że chociażby ta ostatnia na przykład podczas Igrzysk w Rio nie była w swoich ocenach aż tak entuzjastyczna. Podsumowując rok 2017 w wykonaniu pierwszej reprezentacji pisałem, że kadra pod wodzą Petera Gerhardssona ewidentnie wykonała krok do przodu i zasłużyła na spory kredyt zaufania. Dziś mogę powiedzieć, że kredyt ten został w stu procentach spłacony. Pokonanie wicemistrzyń Europy na ich terenie po TAKIM meczu w wykonaniu całego zespołu to rzecz absolutnie wielka i niech nikt nawet nie próbuje przekonywać, że jest inaczej. Świętowanie nie może być jednak zbyt długie, gdyż piłkarki już w ten weekend wracają do swoich klubowych obowiązków, a sztab szkoleniowy za chwilę zajmie się między innymi analizą Norweżek i Angielek, z którymi towarzysko zmierzymy się jeszcze w tym roku kalendarzowym. Dzisiejsza wiadomość dnia jest jednak tylko jedna: Francjo, nadchodzimy!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s