Rywalki nie przeszkadzały

aewhun

Anna Anvegård potwierdziła swoją strzelecką dyspozycję z boisk Damallsvenskan (Fot. SVT)

Reprezentacja Szwecji bez Lindahl, Glas, Rolfö, Larsson i Blackstenius, które z różnych powodów nie znalazły się w meczowej kadrze. Reprezentacja Węgier bez ośmiu piłkarek przebywających na kwarantannie po tym, jak w drużynie MTK Budapeszt potwierdzono przypadek zakażenia koronawirusem. Puste trybuny Gamla Ullevi, od których odbijało się wyłącznie echo pokrzykiwania zawodniczek i obojga selekcjonerów. W takiej scenerii przyszło nam wznowić najdziwniejsze eliminacje do piłkarskich mistrzostw Europy w historii. Rozpoczęliśmy je nieco ponad rok temu, w dość niecodzienny zresztą sposób, bo od … straty gola na Łotwie. Zakończymy je – miejmy nadzieję – w grudniu, choć w innych grupach rywalizacja toczyć się będzie jeszcze przez wiele miesięcy. Te wszystkie fakty warto przywołać i usystematyzować choćby z tego powodu, że z dzisiejszej perspektywy, rozegrany we wrześniu 2019 na stadionie w Lipawie mecz wydaje się być częścią odległej przeszłości. Podobnie jak marcowe zgrupowanie w Portugalii, podczas którego po raz ostatni mogliśmy oglądać w akcji drużynę Petera Gerhardssona.

Czas oczekiwania na pierwszy gwizdek zdominowały przede wszystkim dwa tematy. Pierwszy dotyczył obsady szwedzkiej bramki, choć nie brakowało takich, którzy nie bez racji zauważali, że akurat w domowym starciu z Węgierkami nie będzie to najbardziej newralgiczna pozycja na boisku. Tak, czy inaczej, piłkarskie środowisko podzieliło się na zwolenników Jennifer Falk oraz sympatyków Zeciry Musovic, a w czwartkowy wieczór okazało się, że więcej powodów do radości będą mieć ci pierwsi. Golkiperka Göteborga dostała szansę rozegrania pierwszego meczu o punkty w reprezentacyjnych barwach i … w zasadzie w ten sposób moglibyśmy podsumować jej występ. W przeciwieństwie do meczu wyjazdowego, tym razem Węgierki nie potrafiły bowiem choćby raz porządnie zagrozić szwedzkiej bramce. Drugą kwestią, która mocno rozpalała naszą wyobraźnię był brak rytmu meczowego u niektórych piłkarek występujących w ligach zagranicznych. Szybko okazało się jednak, że i w tym przypadku powodów do obaw absolutnie nie ma, a obserwując boiskowe popisy Kosovare Asllani czy Sofii Jakobsson nie sposób było dostrzec, że obie te zawodniczki swój ostatni mecz o punkty rozegrały pół roku temu.

Sam mecz możemy natomiast podzielić na dwie części. Pierwszą, w której przeciwniczki z Węgier próbowały (choć bez wielkiego powodzenia) przeciwstawić się przeważającej, szwedzkiej sile oraz drugą, w której drużyna grająca w białych koszulkach na murawie Gamla Ullevi wyłącznie statystowała. Oczywiście, mamy na uwadze różnicę w piłkarskiej jakości, a także niecodzienne problemy natury nie tylko sportowej, z którymi w ostatnich dniach zmagały się Węgierki, ale tłumaczenie katastrofalnej postawy gości wyłącznie czynnikami obiektywnymi byłoby jednak sporym pójściem na łatwiznę. Podopieczne Ediny Marko gubiły się bowiem w absolutnie podstawowych elementach futbolowego rzemiosła, a próby krycia przy stałych fragmentach gry mogłyby posłużyć za materiał podczas niejednego seminarium dla trenerów. Rzecz jasna jako przykład postawy, która na piłkarskiej murawie jest absolutnie niedopuszczalna. Mówiąc te słowa, doceniamy oczywiście perfekcyjne dośrodkowania Kosovare Asllani oraz postawę Hurtig, Eriksson i Sembrant w walkach o górne piłki. Nie da się jednak ukryć, że dziś rywalki nie przeszkadzały naszym reprezentantkom w śrubowaniu wszelkiego rodzaju statystyk, a zdobywanie kolejnych goli przychodziło Szwedkom łatwiej niż na niejednym treningu. A tego nie da się usprawiedliwić ani kwarantanną zawodniczek z Budapesztu, ani czerwoną kartką dla Barbary Biro, ani wreszcie brakiem doświadczenia debiutującej w reprezentacyjnej bramce golkiperki z Miskolca Fruzsiny Schildkraut.

Co zatem zapamiętamy z chłodnego, wrześniowego wieczoru w Göteborgu? Na pewno górującą w powietrzu Linę Hurtig, skuteczną jak na boiskach Damallsvenskan Annę Anvegård (choć przy jeszcze lepszej efektywności napastniczka Rosengård mogła skończyć dzisiejsze spotkanie nawet z pięcioma golami na koncie), czy wreszcie precyzyjną jak zawsze Kosovare Asllani. Z bardzo dobrej strony pokazały się ponadto ustawione formalnie na bokach defensywy Jonna Andersson oraz Amanda Ilestedt, ale gdy prześledzimy, jak na przestrzeni meczu wyglądała ich średnia pozycja na boisku, to stanie się jasne, że mieliśmy do czynienia z grą wyłącznie na jedną bramkę. Na osobne słowa uznania zasłużyły ponadto Linda Sembrant i Magdalena Eriksson, które nie tylko zapisały na swoim koncie po golu, ale w zasadzie we dwie utrzymały w ryzach szwedzką defensywę. Wszystkie pozostałe piłkarki zdecydowanie bardziej były bowiem zaangażowane w grę ofensywną. Być może największym plusem pierwszego po długiej przerwie meczu kadry Petera Gerhardssona okaże się jednak fakt, że udało się rozegrać go bez żadnych dodatkowych kontuzji i urazów. Już za pięć dni czeka nas bowiem wyjazd na Islandię, gdzie rozegra się pierwszy z dwóch aktów bezpośredniej rywalizacji o bilety na EURO 2022, a nikomu nie trzeba chyba przypominać, że przy tej formule kwalifikacji miejsca i czasu na ewentualne odrabianie strat po prostu nie będzie. Oby jednak od najbliższego wtorku było to wyłącznie zmartwienie Islandczyków.

Växjö nie chce do Elitettan

fraine

Katie Fraine i jej Växjö wciąż pozostają w grze o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej (Fot. Bildbyrån)

Wyjazd do Umeå nie był jeszcze dla ekipy z Växjö meczem ostatniej szansy, ale ewentualna porażka mocno skomplikowałaby i tak już trudną sytuację piłkarek ze Småland. Nic więc dziwnego, że determinacja podopiecznych trenerki Marii Nilsson sięgnęła w piątkowy wieczór poziomu dotąd nieosiągalnego, co dało się zauważyć w zasadzie od pierwszego gwizdka Sary Wiinikki. Co równie istotne, efekty takiego zaangażowania pojawiły się błyskawicznie, gdyż już w 6. minucie gry Alexandra Jonasson obsłużyła Rię Öling idealnym podaniem, a reprezentantka Finlandii po raz pierwszy w sezonie 2020 wpisała się na listę strzelczyń. W Växjö nie zamierzali jednak zadowalać się skromnym prowadzeniem, a wysoki pressing na połowie rywalek i bezustanny napór na bramkę Tove Enblom trwały w najlepsze. Znajdujące się pod ciągłą presją zawodniczki z Umeå gubiły się, popełniając proste błędy, a przyjezdne po prostu konsekwentnie robiły swoje. Na 2-0 podwyższyła w 22. minucie Signe Holt, perfekcyjnie egzekwując rzut karny (i trzeba zaznaczyć, że słowo ‘perfekcyjnie’ naprawdę nie jest w tym miejscu hiperbolą), a trzeciego gola zapisała na swoim koncie Jennie Nordin, z najbliższej odległości wpychając futbolówkę do siatki po dośrodkowaniu z narożnika boiska. Koncert orkiestry ze Småland trwał więc w najlepsze, a fani tego zespołu mogli zastanawiać się jakim sposobem tak dysponowany zespół nie potrafił trafić do siatki w pięciu spośród sześciu ostatnich meczów.

W drugiej połowie przebudziły się gospodynie, ale na skuteczną pogoń było już za późno. Swoją niekwestionowaną klasę raz jeszcze pokazała jednak Therese Simonsson, która nie tylko przywróciła kibicom z Västerbotten nadzieję przepięknym golem z 62. minuty, ale z równie dobrym skutkiem wcielała się w rolę rozgrywającej, wraz z Fanny Hjelm napędzając kolejne akcje swego zespołu. Kto wie, jak potoczyłyby się ostatnie minuty tego widowiska, gdyby superrezerwowa Monica Jusu Bah wykorzystała przynajmniej jedną z dwóch stuprocentowych okazji, ale siedemnastoletnia nadzieja szwedzkiej piłki w obu sytuacjach zamiast do bramki, uderzała wprost w Katie Fraine, dzięki czemu nie udało się w samej końcówce postawić zawodniczek z Växjö pod większą presją. Komplet punktów odleciał więc na Południe, a w Småland przynajmniej przez dwa tygodnie będą teraz żyć nadzieją, że kapitalna pierwsza połowa w Umeå nie okaże się jedynie miłym wyjątkiem od mocno nieciekawej codzienności.

W drugim, niezwykle istotnym dla układu sił w dolnej części tabeli meczu, Piteå po raz pierwszy w tym roku kalendarzowym sięgnęło po komplet punktów na LF Arenie. Do zwycięstwa poprowadził drużynę Stellana Carlssona duet Madelen Janogy – Fernanda Da Silva, który po przerwie potrzebował zaledwie ośmiu minut, aby rozstrzygnąć ten niezwykle intensywny, ligowy bój. W pierwszej połowie także to gospodynie były stroną przeważającą, ale bardzo długo na drodze do pełni szczęścia stawała im jak zwykle doskonale dysponowana Emma Holmgren. W końcu jednak sprawdziło się powiedzenie, że sama bramkarka meczu nie zremisuje, a zawodniczki z Norrbotten – za sprawą swoich liderek – sięgnęły po swoje. Uppsala próbowała jeszcze poszukać chociażby gola kontaktowego, bliska zakończenia tej misji powodzeniem była nawet Ellen Toivio, ale beniaminkowi kolejny już raz zabrakło w rywalizacji na tym poziomie czysto sportowych argumentów. I choć matematyczne szanse na utrzymanie pierwszej ligi dla Uppsali wciąż oczywiście istnieją, to coraz bardziej prawdopodobny wydaje się błyskawiczny powrót zespołu Jonasa Valfridssona do Elitettan. Na szczęście, wiele przemawia za tym, że w obozie beniaminka są gotowi i na taki scenariusz, wszak tegoroczna kadra była przecież budowana z myślą o występach … na drugim poziomie rozgrywkowym i jeśli tylko uda się zatrzymać w klubie przynajmniej połowę spośród najbardziej wyróżniających się piłkarek, to w połowie listopada powiemy Uppsali raczej do zobaczenia niż żegnajcie na zawsze.

A co działo się na pozostałych arenach? Jak mawiają klasycy – bez niespodzianek. Rosengård zaciągnął ręczny hamulec, a i tak potrafił bez większego wysiłku wywieźć trzy oczka z Behrn Areny. Do siatki znów trafiała Anna Anvegård, a Sofie Svava oraz Jessica Samuelsson dały mały pokaz gry nowoczesnych wahadłowych. Osłabione brakiem Kollanen i Lundin Örebro próbowało się odgryzać, w pierwszej fazie meczu miało nawet swoje szanse na objęcie prowadzenia, ale w ostatecznym rozrachunku w tej potyczce zwycięzca mógł być tylko jeden. Podobnie zresztą jak na Stadionie Olimpijskim w Sztokholmie, gdzie Göteborg skutecznie wymęczył trzymającą się do pewnego momentu bardzo dzielnie defensywę Djurgården. Po komplet punktów sięgnęły także dwa pozostałe zespoły ze Skanii; Kristianstad odprawił po golu Hailie Mace Eskilstunę, zaś Vittsjö zdobyło Linköping Arenę dzięki perfekcyjnie wykonywanym stałym fragmentom gry. W roli dośrodkowującej wystąpiła tym razem Heather Williams, a w rolę snajperki wcieliła się Mie Leth Jans, dwukrotnie pokonując Cajsę Andersson strzałami głową. Czy możemy mówić tu o niespodziewanym rozstrzygnięciu? Absolutnie nie, gdyż już w zapowiedzi zwracaliśmy uwagę, że Linköping w najważniejszych dla siebie momentach regularnie przegrywa. Tradycja wypełniła się więc i tym razem, choć na decydującego gola sympatycy Vittsjö musieli czekać aż do 91. minuty. Z drugiej strony – zwycięstwa w takich okolicznościach smakują przecież jeszcze lepiej.


15. kolejka w liczbach:

Gole: 16  (średnia 2.67 / mecz)

Rzuty karne: 1  (wykorzystany)

Żółte kartki: 12

Czerwone kartki: 0

Najszybszy gol: Ria Öling (Växjö) – 6. minuta (vs. Umeå)

Najpóźniejszy gol: Rebecka Blomqvist (Göteborg) – 90+2. minuta (vs. Djurgården)

Piłkarka kolejki: Mie Leth Jans (Vittsjö)

Gol kolejki: Therese Simonsson (Umeå)


Komplet wyników:


Piłkarka kolejki:

lirare

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

15. kolejka – zapowiedź

martin avedal

Kontuzja Heidi Kollanen to olbrzymia strata dla drużyny z Örebro (Fot. Martin Avedal)

Czekaliśmy, czekaliśmy i się odczekaliśmy. Jutrzejsze starcie Umeå i Växjö zainauguruje ostatnią ligową kolejkę przed dwutygodniową przerwą reprezentacyjną. Wśród najbardziej zadowolonych z takiego obrotu spraw na pewno znajdziemy trenera Piteå Stellana Carlssona, który wielokrotnie dawał do zrozumienia, jak wielkim wyzwaniem dla całkowicie przemeblowanej zimą ekipy z Norrbotten jest konieczność grania co trzy dni, na dodatek właściwie bez jakiegokolwiek okresu przygotowawczego. Teraz wreszcie przyjdzie czas na odejście od praktykowanego niemal bez przerwy od ponad dwóch miesięcy trybu odprawa – mecz – regeneracja i powrót do rytmu, który nieco bardziej przypomina funkcjonowanie klubu piłkarskiego w warunkach zbliżonych do standardowych. Zanim to jednak nastąpi, na pozostające bez zwycięstwa od dziewięciu spotkań zawodniczki z Piteå czeka jeszcze jeden boiskowy test. A od jego wyniku zależy, czy sensacyjne mistrzynie Szwecji sprzed roku pierwszą w tym sezonie dłuższą przerwę w rozgrywkach spędzą w strefie spadkowej.

W teorii, patrząc z perspektywy kibica Piteå, trudno byłoby sobie wyobrazić łatwiejszego na ten moment rywala. Beniaminek z Uppsali na początku sezonu sprawiał sensację za sensacją, ale jak to w podobnych przypadkach bywa, impetu i fantazji wystarczyło pierwszoligowym debiutantkom na dokładnie cztery kolejki. Od tamtej pory sytuacja ustabilizowała się na poziomie, którego wszyscy sympatyzujący z drużyną Jonasa Valfridssona się obawiali. W praktyce wygląda to tak, że często do zdobycia punktów brakuje naprawdę niewiele, ale na poziomie Damallsvenskan różnice między zwycięstwem i porażką często wyrażają się w detalach, a te niewątpliwie nie są po stronie nieprzyzwyczajonego do rywalizacji na tym poziomie zespołu z Uppsali. Przebłyski Korhonen, Kapocs, czy Bergman Lundin, które niewątpliwie mają papiery na pierwszoligowe granie, czasami wystarczają do tego, by postawić się bardziej doświadczonym rywalkom, ale regularne punktowanie to już zupełnie osobny temat. Wydaje się, że na tę chwilę dla beniaminka jednak nieosiągalny.

Inna sprawa, że w Piteå z kolekcjonowaniem punktów także mają problem, choć potencjał kadrowy w Norrbotten wydaje się być znacząco większy. Jest solidna golkiperka w osobie Guro Pettersen (akurat na tej pozycji Uppsala także ma się kim pochwalić), defensywą dowodzi legenda Damallsvenskan Faith Ikidi, a w drugiej linii mamy grającą właśnie sezon życia Josefin Johansson oraz niezmiennie pukającą do bram kadry Petera Gerhardssona Julię Karlernäs. No i jeszcze ona … jedyna i niepowtarzalna Madelen Janogy, która w miniony weekend zaliczyła swój pierwszy po kilkumiesięcznej przerwie mecz w wyjściowej jedenastce i pokazała, że nawet bez rytmu meczowego stanowi dla swojego zespołu olbrzymią wartość dodaną. Jasne, wbrew temu co wieszczyli niektórzy eksperci, nie jest to na papierze kadra na europejskie puchary, ale w zestawieniu z Uppsalą prezentuje się ona niezwykle efektownie. O tym, która z dwóch omawianych tu ekip po piętnastej kolejce znajdzie się nad, a która pod kreską, zadecyduje jednak dziewięćdziesiąt minut boiskowej walki, a tam – jak wiemy – niespodzianki zdarzają się nadzwyczaj często. Choć oczywiście nie da się ukryć, że argumenty czysto sportowe znajdują się zdecydowanie po stronie gospodyń, a 13. września jawi się jako całkiem prawdopodobna data ponownego odczarowania LF Areny przez piłkarki z Piteå.

Drugi najbardziej interesujący mecz najbliższej serii spotkań czeka nas już jutro, kiedy to naprzeciwko siebie staną zespoły z Umeå i Växjö. Stawka tej rywalizacji jest oczywista, a jest nią prawo gry w najwyższej klasie rozgrywkowej również w sezonie 2021. Z tym, że gospodynie zagrają o to, aby do osiągnięcia tego celu się mocno przybliżyć, przyjezdne zaś – o przedłużenie nadziei. Wbrew pozorom, wskazanie faworytek tej potyczki jest zadaniem iście karkołomnym, bo z jednej strony drużyna trenera Roberta Bergströma na własnym boisku prezentuje się nadspodziewanie solidnie, a z drugiej nie sposób nie dostrzec, że beniaminek z Umeå w ostatnich tygodniach nieco wytracił swój impet. Zmęczenie niesamowicie intensywnym terminarzem coraz bardziej daje o sobie znać, o czym w ubiegłym tygodniu przekonała się nawet niezniszczalna wydawałoby się Sanna Kullberg, a wypowiedzi zawodniczek z Västerbotten jednoznacznie dają do zrozumienia, że czternaście dni oddechu od ligowego grania będzie dla nich swego rodzaju nagrodą. Po przymusowej pauzie za kartki do gry powróci jednak Therese Simonsson i być może obecność na placu gry najlepszej snajperki okaże się bodźcem, którego w Umeå tak bardzo teraz potrzebują. A Växjö? Dla klubu ze Småland w tym meczu liczy się tylko zwycięstwo, a zwyżkująca forma Rii Öling oraz Ini-Aabasi Umotong ma być zapowiedzią nadchodzących powoli lepszych dni. Aby jednak klub z VISMA Areny doczekał ich jako pełnoprawny pierwszoligowiec, Finka i Nigeryjka muszą powoli zacząć trafiać, gdyż póki co ich strzelecki dorobek w obecnym sezonie nie różni się nijak od tego, którym pochwalić się może większość spośród czytających tę zapowiedź.

I wreszcie Linköping kontra Vittsjö. Choć trudno w to uwierzyć, prezentujący mocno toporny styl zespół z Östergötland cały czas znajduje się w grze o puchary i wcale nie pozostaje w tym wyścigu bez szans. Aby jednak w Linköping do końca mieli o co grać, zwycięstwo nad odradzającym się (choć głównie dzięki wsparciu desantu zza oceanu) Vittsjö wydaje się być czymś mocno pożądanym, a remis w tym starciu to dla piłkarek LFC absolutne minimum. W teorii poprzeczka nie jest więc zawieszona ekstremalnie wysoko, ale ostatnimi czasy drużyna Olofa Unogårda najbardziej zawodzi właśnie w decydujących momentach, a niedzielny mecz z pewnością możemy do takich zaliczyć. Czy mało chlubnej tradycji raz jeszcze stanie się zadość? Nie będziemy po raz kolejny przypominać, jak absorbującym wyzwaniem jest powstrzymanie Emily Gielnik, a przecież wszechstronna Australijka nie jest jedynym zagrożeniem czyhającym ze strony gości z północnej Skanii. Jeśli zatem w Linköping chcą potwierdzić swoją przynależność do szerokiej czołówki, Fischer, Hurtig, Lennartsson i spółka będą musiały zachować pełnię koncentracji od pierwszej do ostatniej minuty. Bo akurat w rywalizacji z Vittsjö, nawet krótka z pozoru chwila nieuwagi może nieść za sobą naprawdę istotne konsekwencje.

A co słychać u naszych liderów? Stabilnie. Rosengård uda się po kolejne trzy punkty do Örebro, Göteborg złoży wizytę stołecznemu Djurgården, a Kristianstad podejmie na własnym boisku nieprzewidywalną, choć pogrążającą się chwilowo w przeciętności Eskilstunę. A my będziemy wyczekiwać niespodzianek, ponieważ – jak mówi stare powiedzenie – to one sprawiły, że zakochaliśmy się akurat w tej dyscyplinie sportu. O sprawienie sensacji zdecydowanie najtrudniej będzie piłkarkom z Örebro, które w rywalizacji z liderkami z Malmö będą musiały radzić sobie bez Heidi Kollanen. Reprezentantka Finlandii w końcówce meczu przeciwko Växjö zerwała więzadła krzyżowe przednie w kolanie i w najbliższym czasie czeka ją operacja, a następnie żmudna rehabilitacja. Na boisku zobaczymy ją najwcześniej latem przyszłego roku i chyba każdy, kto choćby pobieżnie śledzi tegoroczne zmagania na szwedzkich boiskach, zdaje sobie sprawę, jak wielka to strata dla klubu z Behrn Areny. Parane pian, Heidi!


Zestaw par 15. kolejki:

omg15_01

omg15_02

omg15_03

omg15_04

omg15_05

omg15_06

Kristianstad umie w wyjazdy

Zwycięskie gole w doliczonym czasie gry podobno cieszą najbardziej (Fot. Kristianstadsbladet)

Niespełna dwa lata temu w Linköping z wielkimi fanfarami rozpoczęto budowę drużyny, która miała stosunkowo szybko stać się wiodącą siłą ligi. Oparcie zespołu na reprezentantkach Szwecji miało zminimalizować ryzyko popełnienia ewentualnego błędu, ale nazwiska Asllani, Blackstenius, Hurtig, Fischer, Oskarsson i Larsson ostatecznie nie okazały się bynajmniej gwarancją sukcesu. Nie czas i pora dywagować co i w którym momencie poszło nie tak, ale zamiast kolejnych zwycięstw obserwowaliśmy w Östergötland kolejne roszady na ławce trenerskiej, a mająca kolekcjonować krajowe laury ekipa na dobre ugrzęzła w okolicach środka tabeli. Ów retrospektywny wstęp może na pierwszy rzut oka nieco dziwić, ale ma on z wydarzeniami minionego weekendu naprawdę wiele wspólnego. Większości wymienionych w tym akapicie piłkarek w Linköping już dawno nie ma, a w sobotnim meczu przeciwko Umeå po raz pierwszy od jesieni 2018 w wyjściowej jedenastce LFC nie wybiegła żadna z nich. Efekt? Najlepsze trzy kwadranse w wykonaniu podopiecznych Olofa Unogårda w sezonie 2020! Wszyscy mamy przecież doskonale w pamięci, jak jeszcze dwa miesiące temu zawodniczki beniaminka z Västerbotten długimi fragmentami dawały trzykrotnym mistrzyniom Szwecji lekcję futbolu. Tym razem przypadkowi obserwatorzy nie mieliby już jednak problemów ze wskazaniem drużyny, po stronie której jest większa piłkarska jakość. Do pewnego zwycięstwa poprowadziła gospodynie autorka dwóch goli Uchenna Kanu, choć pozyskanej z hiszpańskiej Sevilli Nigeryjce dzielnie asystowała tym razem druga linia LFC. Do poziomu regularnie wyróżniającej się na plus Fridy Maanum skutecznie dobiła młoda Dunka Sofie Bredgaard, a na skrzydłach świetną pracę dla drużyny wykonywały wahadłowe Johanna Alm oraz Elin Landström. Pamiętamy rzecz jasna o tym, że Umeå musiało w tej potyczce radzić sobie bez zawieszonej za kartki Therese Simonsson, ale wydaje się, że szczególnie w pierwszej połowie nawet obecność najlepszej snajperki w talii Roberta Bergströma nijak nie odmieniłaby obrazu gry. Po przerwie przyjezdne spróbowały trochę poszarpać, Emma Åberg Zingmark stanęła nawet przed stuprocentową okazją na ożywienie meczu golem kontaktowym, ale w sobotnie popołudnie futbolówka ewidentnie nie chciała wpaść do siatki Cajsy Andersson, dzięki czemu kibice spod znaku Lwa po raz pierwszy od dawna nie musieli drżeć o końcowy wynik do ostatniej akcji.

W rytmie 3-0 kroczyli także obaj liderzy, odprawiając właśnie w takim stosunku Djurgården i Eskilstunę. W obu tych meczach jak na dłoni widzieliśmy jakościową przepaść, jaka na ten moment dzieli Rosengård i Göteborg od ligowych średniaków. Drużynom prowadzonym przez trenerów Fondina i Karlssona nie sposób odmówić ambicji, szczególnie piłkarki United potrafiły na Valhalli stworzyć nawet kilka dogodnych sytuacji, ale prawda Damallsvenskan w pierwszej dekadzie września 2020 jest taka, że gdyby oba zwycięstwa były jeszcze bardziej okazałe, to nikt nie mógłby zgłaszać co do tego pretensji. W sobotę mieliśmy przecież zmarnowany przez Natalię Kuikkę rzut karny, a także nieprawdopodobne pudło Pauline Hammarlund, zaś w niedzielę Sanne Troelsgaard dwukrotnie obiła poprzeczkę sztokholmskiej bramki. Z kronikarskiego obowiązku: po jednym z tych strzałów futbolówka przekroczyła nawet całym obwodem linię bramkową, ale pani Sandra Almkvist nie zdecydowała się użyć gwizdka.

Bez zwycięstwa na LF Arenie niezmiennie pozostaje Piteå, choć Josefin Johansson do spółki z powracającą do regularnej gry Madelen Janogy robiły naprawdę wiele, aby ta katastrofalna passa dobiegła wreszcie końca. Ich starania przełożyły się ostatecznie na dwa gole, ale w rywalizacji z Kristianstad nie wystarczyło to nawet do tego, aby zapisać na swoim koncie jeden punkt. Wszystko to za sprawą niebywałej precyzji piłkarek ze Skanii, które w niedzielę zaprezentowały nam prawdziwy festiwal przepięknych goli. Rozpoczęła go w 10. minucie Therese Åsland, przymierzając z dystansu w samo okienko bramki strzeżonej przez jej rodaczkę Guro Pettersen. Norweska golkiperka mogła jedynie z uznaniem pokiwać głową, podobnie zresztą jak niespełna dwa kwadranse później, kiedy to pierwszego w sezonie gola zdobyła 19-letnia Tilda Persson, a my znów zachwycaliśmy się trajektorią lotu uderzonej przez nią piłki. Długo wydawało się, że pełna ostrej walki bitwa w Norrbotten zakończy się podziałem punktów, ale w doliczonym czasie gry Åsland i Summanen zrobiły to, co lubią najbardziej. A mówiąc bardziej dokładnie, pierwsza wrzuciła idealną centrę z narożnika boiska, a druga w swoim stylu wygrała walkę o górną piłkę i strzałem głową zapewniła swojej drużynie niezwykle cenne zwycięstwo. Trzy zdobyte w minioną niedzielę gole oznaczają, że Kristianstad znów poprawił swoje wyjazdowe strzeleckie statystyki, które na ten moment prezentują się następująco: siedem meczów i osiemnaście trafień. Widząc takie liczby zaczynamy rozumieć, dlaczego to zespół ze wschodniej Skanii jest obecnie głównym faworytem do tego, aby zakończyć ligowy sezon na najniższym stopniu podium. A Piteå? Zaledwie jeden punkt w dziewięciu ostatnich meczach zepchnął ubiegłoroczne mistrzynie tuż nad strefę spadkową, a przecież gdyby przedłużająca się strzelecka niemoc nie dopadła równocześnie klubów z Uppsali i Växjö, to sytuacja zespołu prowadzonego przez Stellana Carlssona byłaby jeszcze mniej komfortowa.


14. kolejka w liczbach:

Gole: 15  (średnia 2.50 / mecz)

Rzuty karne: 2  (1 wykorzystany)

Żółte kartki: 14

Czerwone kartki: 0

Najszybszy gol: Therese Åsland (Kristianstad) – 10. minuta (vs. Piteå)

Najpóźniejszy gol: Eveliina Summanen (Kristianstad) – 90+1. minuta (vs. Piteå)

Piłkarka kolejki: Filippa Curmark (Göteborg)

Gol kolejki: Therese Åsland (Kristianstad)


Komplet wyników:


Piłkarka kolejki:

Klasyfikacja strzelczyń:

Klasyfikacja asystentek:

14. kolejka – zapowiedź

thumb_k11fqfb5_004

Katrine Larsen pozostaje niepokonana od ponad pięciu godzin (Fot. Djurgården)

Sezon 2020 na boiskach Damallsvenskan ma wiele bohaterek, ale o niektórych z nich nie mówi się tyle, ile być może powinno. Za taki stan rzeczy odpowiada po części niezwykle intensywny terminarz, ale skoro wraz z nadejściem września częstotliwość rozgrywania meczów nieco spadła, to warto poświęcić ten czas na odpowiednie docenienie tych, które swoją postawą na to po prostu zasługują. Do tego grona bez wątpienia możemy zaliczyć bramkarkę, która nie puściła gola od ponad pięciu godzin (!), choć w tym czasie przyszło jej mierzyć się z dwoma ostatnimi mistrzyniami Szwecji oraz rewelacją tegorocznych rozgrywek. Dunka Katrine Larsen, bo o niej mowa, nie zalicza się do grona najbardziej efektownych golkiperek, ale akurat na jej pozycji zdecydowanie wyżej niż styl, cenić należy solidność i powtarzalność. A tych przymiotów pozyskanej zimą z Nordsjælland 27-latce zdecydowanie nie brakuje. Sama Larsen, nawet w wybitnej formie, nie byłaby jednak w stanie zatrzymać napastniczek z Malmö czy Kristianstad. To staje się możliwe dopiero z pomocą obrończyń, które za kadencji Pierre’a Fondina weszły na zupełnie inny poziom zarówno indywidualnie, jak i jako formacja. Gudrun Arnardottir, tak często krytykowana przez nas w poprzednim sezonie, w ostatnich tygodniach stała się centralnym punktem niesamowicie szczelnej defensywy Djurgården, a najczęściej występująca obok niej Rachel Bloznalis udowadnia, że przeskok z Elitettan do Damallsvenskan wcale nie musi być dla zawodniczek tylnych formacji drogą przez mękę. Boki obrony to królestwo Fanny Lång oraz Camili Huseby, czyli znów mamy do czynienia z zawodniczkami, dla których jest to pierwszy pełny sezon na tym poziomie, choć w trakcie gry ani trochę tego nie widać. I wreszcie Portia Boakye – pierwotnie lewa wahadłowa (a wręcz lewoskrzydłowa), która wraz z Arnardottir w razie potrzeby może w każdej chwili stworzyć na środku defensywy duet nie do przejścia. Ten zestaw, wspomagany jeszcze pomocniczkami w typie box-to-box (Malin Diaz, Frida Boriero), okazał się skuteczną receptą na ciągnące się od wielu miesięcy bolączki zespołu ze stolicy. I co by nie wydarzyło się w najbliższą niedzielę – warto nagrodzić ten fakt burzą oklasków. Szczególnie, jeśli wciąż mamy w pamięci jesień 2019.

Dosłownie za chwilę znajdujące się ewidentnie na fali wznoszącej zawodniczki Djurgården czeka kolejny poważny test. O podtrzymanie fenomenalnej passy na boisku w Malmö będzie jednak niezwykle trudno, gdyż w kadrze Rosengård nie brakuje piłkarek, które radziły sobie ze znacznie poważniejszymi wyzwaniami. Anna Anvegård nie tak dawno zabawiała się z defensywą reprezentacji USA, Mimmi Larsson dopiero co pięciokrotnie umieszczała futbolówkę w siatce Linköping, a Jelena Cankovic najprawdopodobniej za chwilę zacznie kręcić się niedaleko rekordu asyst w pojedynczym sezonie Damallsvenskan. Coraz pewniej krocząca po dwunasty w historii mistrzowski tytuł ekipa ze Skanii bez wątpienia będzie w tym starciu faworytem, ale nawet ewentualna strata punktów na terenie liderek nie powinna podłamać ambitnych sztokholmianek, które wreszcie odnalazły swój właściwy rytm. I możemy być pewni, że jeszcze wiele razy w tym sezonie nas pozytywnie zaskoczą.

O niespodziankę postara się także nieprzypadkowo dzierżąca miano postrachu faworytek Eskilstuna. Podopieczne Magnusa Karlssona obecnie sytuują się zaledwie cztery punkty nad strefą spadkową, ale w ich przypadku sugerowanie się wyłącznie tabelą nie ma najmniejszego sensu. Mówimy przecież o zespole, który w lipcu pokonał na wyjeździe Rosengård, a przed tygodniem – przy odrobinie szczęścia – mógł powtórzyć ten wyczyn na Tunavallen. A pamiętajmy, że w rywalizacji z Göteborgiem tradycyjnie idzie piłkarkom United jeszcze lepiej. Ot, weźmy chociażby ubiegłoroczny mecz na Valhalli, kiedy to długo wydawało się, że trzy punkty zostaną na zachodnim wybrzeżu. Na kwadrans przed końcem Jennifer Falk została jednak pokonana przez Loretę Kullashi i zespoły podzieliły się punktami. Niemal bliźniaczy przebieg miało zresztą również lipcowe starcie obu ekip, w którym remis znów uratowała Eskilstunie 21-letnia kadrowiczka Petera Gerhardssona. Czyli co, powtórka z rozrywki? Defensywa z Göteborga na pewno otoczy Kullashi szczególną opieką, ale to może oznaczać więcej przestrzeni dla Ngozi Okobi oraz Felicii Rogic, które także potrafią postawić na końcowym wyniku swoją pieczęć.

Pamiętacie jeszcze te chwile, gdy beniaminek z Umeå zamykał ligową stawkę z dorobkiem zaledwie jednego oczka w pięciu inauguracyjnych kolejkach? One należą już oczywiście do przeszłości, a marsz drużyny Roberta Bergströma w górę tabeli rozpoczął się od niewiarygodnego meczu przeciwko Linköping. Umeå przeważało w nim właściwie od pierwszego do ostatniego gwizdka, ale w 65. minucie Uchenna Kanu podwyższyła na 2-0 dla gości i wydawało się, że punkty raz jeszcze uciekną piłkarkom z Västerbotten. Super-rezerwowe w osobach Lovy Lundin, Olivii Holm i Moniki Jusu Bah pomogły jednak odwrócić losy meczu, dzięki czemu obejrzeliśmy najbardziej spektakularny come-back w obecnym sezonie Damallsvenskan. Teraz przyszedł czas na rewanż i w Linköping mają nadzieję, że tym razem na boisku będzie już wyraźnie widać, która z ekip jest zdecydowanie bardziej zaprawiona w pierwszoligowych bojach. Pytanie tylko, czy osłabione brakiem zaprezentowanej właśnie przez Juventus Liny Hurtig gospodynie mają wystarczająco dużo czysto sportowych argumentów, aby zdominować ambitnego beniaminka. Ech, kto by dwa miesiące temu pomyślał, że przed tym meczem formułować będziemy właśnie takie wątpliwości…

I na koniec trzy zespoły, które w najbliższy weekend spróbują przełamać trwającą już zdecydowanie zbyt długo passę porażek. Piteå podejmie na LF Arenie Kristianstad w poszukiwaniu pierwszego w tym roku zwycięstwa na stadionie, na który swego czasu bali się przyjeżdżać niemal wszyscy ligowi rywale. Uppsala postara się powstrzymać bramkostrzelną Emily Gielnik, a także zastopować dynamiczną Clarę Markstedt, gdyż bez zneutralizowania tych dwóch piłkarek nie ma co nawet myśleć o zdobyciu jakichkolwiek punktów na Vittsjö. I wreszcie czerwona latarnia z Växjö, gdzie przed meczem przeciwko Örebro warto byłoby wystosować do zawodniczek apel o następującej treści: Najwyższy czas zacząć trafiać, bo w przeciwnym razie niedługo na wyjazdy będzie się jeździć do Sunne i Alingsås.


Zestaw par 14. kolejki:

omg14_01

omg14_02

omg14_03

omg14_04

omg14_05

omg14_06

Kadra na Węgry i Islandię

contentlarge

Do boju! Reprezentacyjna piłka powraca do gry (Fot. Bildbyrån)

Powiedzieć, że eliminacje EURO 2021 2022 są wyjątkowe to tak naprawdę nie powiedzieć nic. W UEFA panuje obecnie taki chaos (dodajmy, że nie w stu procentach jest on winą wyłącznie piłkarskiej centrali, ale to niewielkie pocieszenie), że nie jesteśmy nawet pewni, kiedy ta kwalifikacyjna saga właściwie się zakończy. Pierwotnie zakładano uporać się z tym wyzwaniem podczas trzech, specjalnie wyznaczonych dla europejskich reprezentacji okienek w okresie jesienno-zimowym, ale to ze Szkocji, to z Portugalii, to z Azerbejdżanu napływają do nas kolejne rewelacje każące nam stawiać ów ambitny plan pod coraz większym znakiem zapytania. Na ten moment całkiem realny wydaje się scenariusz, w którym jedne grupy kończą zmagania na przełomie listopada i grudnia, a w innych na decydujące rozstrzygnięcia przyjdzie nam poczekać zdecydowanie dłużej. Jak długo? Póki co mówi się o lutym, ale czy ktoś dałby stuprocentową gwarancję, że jest to termin ostateczny? I czy aby na pewno system, w którym jedne ekipy grać będą kluczowe być może mecze, znając już układ tabeli w innych grupach, można nazwać sprawiedliwym? Nie trzeba przecież matematycznego geniusza, aby stwierdzić, że nie jest to rozwiązanie idealne, a jego potencjalne konsekwencje mogą za kilka miesięcy stać się tematem numer jeden w piłkarskich mediach.

Istnieje jednak pewien sposób, który pozwala skutecznie pokonać wszelkie przeciwności i jest on w swojej prostocie wręcz genialny. Wystarczy bowiem zakończyć rywalizację na pierwszym miejscu w grupie i wtedy wszelkie dywagacje można spokojnie odłożyć na bok. Kadra Petera Gerhardssona wykonała już w tym kierunku trzy ważne kroki, pokonując jeszcze w poprzedniej rzeczywistości kolejno Łotwę, Węgry i Słowację, ale teraz nadszedł moment, w którym trzecia ekipa ubiegłorocznego mundialu musi potwierdzić swoją prawdziwą wartość. Najpierw na Gamla Ullevi czeka nas rewanżowe starcie z reprezentacją Węgier, a pięć dni później – na nie zawsze gościnnej Islandii – zagramy prawdopodobnie jeden z najważniejszych meczów tych eliminacji, którego stawką może okazać się bezpośredni awans na EURO w Anglii. Dla nikogo nie jest to oczywiście idealny moment, aby szykować się na tak istotny bój, ale skoro w futbolu liczy się profesjonalizm, to właśnie tak trzeba podejść do tego zadania. I choć oba spotkania rozegrane zostaną przy pustych trybunach, warto dać spragnionym reprezentacyjnej piłki kibicom trochę radości, której w tych nadzwyczajnych czasach wszyscy przecież tak bardzo potrzebujemy.

Dzisiejsza konferencja selekcjonera dobitnie przypomniała nam, w jak nietypowych warunkach przychodzi nam wszystkim funkcjonować. Nic więc dziwnego, że w powołanej przez niego kadrze zabrakło miejsca na eksperymenty, choć na zgrupowaniu w Göteborgu pojawi się jedna debiutantka, która zresztą nie będzie musiała się udać w tym celu w daleką podróż. Jest nią oczywiście Filippa Curmark, która w obecnym sezonie wielokrotnie była wiodąca postacią w drużynie Matsa Grena. Wśród nieobecnych moglibyśmy natomiast wymienić chociażby jej klubową koleżankę Julię Roddar oraz kapitankę Kristianstad Alice Nilsson, która pomimo równej, dobrej dyspozycji wciąż nie może doczekać się pierwszej nominacji do najważniejszej drużyny w kraju. W każdym z tych przypadków trudno jednak mówić o kontrowersji, a wybory sztabu kadry na papierze wydają się bronić. Oby podobnie było za nieco ponad dwa tygodnie na boisku.


Kadra na Węgry i Islandię:

Bramkarki: Jennifer Falk (Göteborg), Hedvig Lindahl (Atletico), Zecira Musovic (Rosengård)

Obrończynie: Jonna Andersson (Chelsea), Nathalie Björn (Rosengård), Magdalena Eriksson (Chelsea), Nilla Fischer (Linköping), Hanna Glas (Bayern), Amanda Ilestedt (Bayern), Emma Kullberg (Göteborg), Jessica Samuelsson (Rosengård), Linda Sembrant (Juventus)

Pomocniczki: Kosovare Asllani (Real), Filippa Curmark (Göteborg), Lina Hurtig (Juventus), Fridolina Rolfö (Wolfsburg), Olivia Schough (Djurgården), Caroline Seger (Rosengård), Julia Zigiotti (Göteborg)

Napastniczki: Anna Anvegård (Rosengård), Stina Blackstenius (Göteborg), Pauline Hammarlund (Göteborg), Sofia Jakobsson (Real), Loreta Kullashi (Eskilstuna), Mimmi Larsson (Rosengård)


Terminarz kadry:

17. września, godz. 18:45: Szwecja – Węgry (Göteborg)

22. września, godz. 20:00: Islandia – Szwecja (Reykjavik)