Trudna droga obrończyń pucharu

kgfc_cupguld2019_2

Pucharu Szwecji broni w tym roku drużyna z Göteborga (Fot. Bildbyrån)

Wszyscy doskonale pamiętamy kontrowersyjne zakończenie finału Pucharu Szwecji 2019, kiedy to mocno wątpliwa decyzja Pernilli Larsson o podyktowaniu rzutu karnego w 90. minucie gry pozwoliła piłkarkom z Göteborga sięgnąć po trofeum bez konieczności rozgrywania dogrywki. Taki obrót spraw mocno zirytował islandzką trenerkę Kristianstad Elisabet Gunnarsdottir, która po ostatnim gwizdku musiała bardzo kontrolować swoje emocje, aby przypadkiem nie powiedzieć zbyt wiele. Zawodniczki z Västergötland miały na Valhalli swoje chwile radości, a ich rywalki ze wschodniej Skanii w tym samym czasie zastanawiały się dlaczego z marzeń o pucharze obdarto je w tak brutalny sposób.

Pernilla Larsson została przez wielu sympatyków szwedzkiej piłki nazwana antybohaterką finału Pucharu Szwecji, a rok wcześniej ten mało zaszczytny tytuł przypadł w udziale Tess Olofsson. Czy wiosną 2020 znów najwięcej dyskutować będziemy o dyspozycji pań biegających z gwizdkiem? Miejmy nadzieję, że nie, bo w zasadzie każdy z szesnastu uczestników fazy grupowej ma w swojej kadrze piłkarki gotowe na to, aby stać się bohaterkami pierwszego planu. Od dwóch lat pucharowe zmagania w niezwykle efektownym stylu otwierają nam kalendarzowy rok i to właśnie dzięki nim mamy okazję poznać nowe gwiazdy szwedzkich boisk na wiele tygodni przed rozpoczęciem ligowych zmagań. Przed rokiem zachwycała nas między innymi Svava Ros Gudmundsdottir, a jej gole doprowadziły Kristianstad aż do finału. Czy i tym razem eksplozja talentu którejś z nowych zawodniczek sprawi, że na tym etapie rozgrywek będziemy świadkami niespodziewanych rozstrzygnięć?

Dzisiejsze losowanie fazy grupowej Pucharu Szwecji nie okazało się przesadnie łaskawe dla obrończyń tytułu z Göteborga, które już pod wodzą nowego sztabu szkoleniowego powalczą o półfinał z Vittsjö, Linköping oraz Växjö. Trzecia, piąta i dziewiąta ekipa Damallsvenskan w sezonie 2019 z pewnością rzucą wyzwanie piłkarkom znad Göty, które oczywiście pozostają w tej stawce faworytkami numer jeden, ale ich odpadnięcie też trudno będzie rozpatrywać w kategoriach sensacji. Zdecydowanie lżejszy zestaw rywalek stał się udziałem mistrzyń z Malmö. FC Rosengård Jonasa Eidevalla czeka w fazie grupowej derbowa potyczka z Limhamn Bunkeflo, wyjazd do spadkowicza z Kungsbacki, a także starcie z nieobliczalnym Kristianstad, które na papierze powinno wyłonić nam zwycięzcę grupy.  W grupie C mamy solidną Eskilstunę, beniaminka z Umeå oraz … dwa zespoły ze Sztokholmu: Djurgården i AIK! Perspektywa wielkich derbów stolicy stała się tym samym faktem i choć nie będzie to rywalizacja o ligowe punkty, to emocji podczas nich z pewnością nie zabraknie. Już tradycyjnie na losowanie pucharowych zmagań narzekać nie mogą w Piteå, choć tercet Örebro, Uppsala, Mallbacken na pewno spróbuje postraszyć mistrzynie z roku 2018 i powalczyć o promocję do półfinału.


Losowanie fazy grupowej Pucharu Szwecji:

Grupa A: Rosengård, Kristianstad, Limhamn Bunkeflo, Kungsbacka

Grupa B: Göteborg, Vittsjö, Linköping, Växjö

Grupa C: Eskilstuna, Djurgården, Umeå, AIK

Grupa D: Piteå, Örebro, Uppsala, Mallbacken

Anna zamknęła udany rok

anna-jpg

Dwa gole Anny Anvegård zamknęły nam piłkarski rok (Fot. Bildbyrån)

Pierwsze zagrożenie nadeszło po trzydziestu sekundach, kiedy Tobin Heath postanowiła, że ogra Jonnę Andersson w niemal identyczny sposób jak niespełna pół roku temu w Hawrze i zakończy wszystko uderzeniem z ostrego kąta. Swój ambitny plan skrzydłowa Portland Thorns zdołała zresztą nawet wcielić w życie, ale na szczęście – dzięki przytomnej interwencji Magdaleny Eriksson – tym razem obyło się bez straty gola. Tyle szczęścia nie mieliśmy już jednak pięć minut później, kiedy to Christen Press w idealnym momencie zagrała do nabiegającej na wprost bramki Lindahl Carli Lloyd, a ta ostatnia zrobiła najlepszy możliwy użytek z niepewnej postawy szwedzkiej defensywy. Debiut Vlatko Andonovskiego na ławce trenerskiej USA rozpoczął się więc znakomicie, ale grająca w mocno eksperymentalnym ustawieniu kadra Petera Gerhardssona ani myślała oddawać mecz na stadionie w Columbus walkowerem. Ze swoich zadań już tradycyjnie dobrze wywiązywała się ustawiona przez selekcjonera na dziesiątce Kosovare Asllani, która dwukrotnie spróbowała zagrać efektowną kombinację z Liną Hurtig. Za pierwszym razem pomocniczce hiszpańskiego Tacon zabrakło jednak precyzji, a za drugim jej zamiar bezbłędnie odczytała Emily Sonnett, zażegnując w ten sposób niebezpieczeństwo. Do 25. minuty w Ohio byliśmy jednak świadkami bardzo wyrównanego widowiska, co biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności tego spotkania, kazało nam z umiarkowanym optymizmem wyczekiwać dalszego rozwoju wypadków.

Równa gra z mistrzyniami świata na ich terenie skończyła się jednak dość gwałtownie, a 180 sekund geniuszu Carli Lloyd mocno wstrząsnęło szwedzką kadrą. Bohaterka finału MŚ w Kanadzie najpierw odwdzięczyła się Press za asystę sprzed dwudziestu minut (choć byłej napastniczce Göteborga należy oddać, że w decydującej fazie akcji najbardziej pomogła sobie sama), a następnie skutecznym lobem po raz drugi tego wieczora umieściła futbolówkę w siatce Lindahl. To wszystko działo się niestety przy sporym udziale naszych defensorek, które zdecydowanie zbyt łatwo pozwalały Amerykankom na swobodne rozgrywanie piłki i kreowanie kolejnych, bramkowych sytuacji. Szczególnie niepokojąco wyglądała współpraca na linii Kullberg – Eriksson, a po obu stoperkach było widać zarówno brak zgrania, jak i nieprzystosowanie do gry w tym konkretnym ustawieniu. Swojego meczu na przełamanie nie zagrała również Andersson, która po przerwie zrehabilitowała się po części dobrej klasy dośrodkowaniami oraz uderzeniami ze stojącej piłki, ale bilans jej pojedynków z Heath nie prezentował się wiele lepiej niż podczas czerwcowego, mundialowego starcia. Zdecydowanie najwięcej problemów z napastniczkami z USA miała jednak debiutująca dziś w kadrze Kullberg, po której nie było widać ani krzty pewności charakteryzującej jej grę na boiskach Damallsvenskan. Rywalizacja z najlepszą ekipą świata nieco przerosła także duet naszych młodych pomocniczek Björn – Zigiotti i szczególnie ta ostatnia zdecydowanie często musiała uciekać się do nieprzepisowych zagrań, aby w ogóle spróbować powstrzymać amerykańską ofensywę. Całe szczęście, że karą za taką grę była tym razem jedynie żółta kartka, gdyż na tle takiego rywala powtórka z meczu z Portugalią i granie całej drugiej połowy w osłabieniu, mogły przynieść naprawdę opłakane skutki.

W przerwie meczu dwóch zmian dokonał trener Andonovski (na placu gry pojawiły się Williams oraz Sullivan), natomiast Peter Gerhardsson – jak to ma w zwyczaju – puścił w bój wyjściową jedenastkę. I ta zaczęła naprawdę odważnie, ale oprócz rajdów Jakobsson prawym skrzydłem oraz zamieszania po centrach Andersson z narożnika boiska, nie udało się poważniej zagrozić bramce Naeher. Z minuty na minutę rozkręcały się za to Amerykanki, co zdecydowanie najbardziej niepokoiło niezbyt pewne dzisiaj Kullberg i Eriksson. Ze szwedzkimi obrończyniami bez większych problemów radziły sobie obie jokerki w kadrze USA, ale na nasze szczęście, po ich uderzeniach na posterunku była Lindahl, która dwiema naprawdę niełatwymi interwencjami – jak się miało później okazać – utrzymała nas w meczu. Nasi przyjaciele zza Atlantyku nie nauczyli się bowiem jednej, podstawowej maksymy, która wyraźnie mówi, że kadra Petera Gerhardssona gra do końca bez względu na wynik. Tak było i tym razem, a nadzieję w nasze serca wlała trójkowa akcja piłkarek Rosengård. Całą zabawę rozpoczęła siedemnastoletnia Hanna Bennison, asystą popisała się Nathalie Björn, a na listę strzelczyń wpisała się niezawodna w takich okolicznościach Anna Anvegård. Nic więc dziwnego, że równie zadowolony jak selekcjoner Gerhardsson był w tym momencie Jonas Eidavall, który po chwili miał kolejne powody, aby pękając z dumy oklaskiwać swoje podopieczne. Björn zagrała precyzyjną, długą piłkę w kierunku Jakobsson, skrzydłowa Tacon wygrała pojedynek z Sonnett, a Anvegård … raz jeszcze zrobiła to, co no niej należało i z 3-0 dla mistrzyń świata zrobiło się już tylko 3-2.

Szwedzkie piłkarki próbowały jeszcze poszukać wyrównującego gola, ale koniec końców to Amerykanki były zdecydowanie bliżej zmiany wyniku, gdy Katja Koroleva dopatrzyła się faulu Jakobsson na szarżującej Casey Short. Przewinienie było dość dyskusyjne (piłkarka Chicago Red Stars zaczęła tracić balans zanim w ogóle doszło do jakiegokolwiek kontaktu z przeciwniczką), ale szczęśliwie decyzja ta nie miała wpływu na wynik, gdyż z dwunastu jardów pomyliła się Carli Lloyd, posyłając futbolówkę zbyt wysoko. Mecz, który miał różne oblicza, ostatecznie zakończył się więc jednobramkową porażką szwedzkiej kadry, co ujmy w najmniejszym stopniu nam nie przynosi. A jeśli mieliśmy już podsumowywać tak udany rok, to miło, że zrobiliśmy to dwoma golami na terenie mistrzyń globu i liderek światowego rankingu. I to by było na tyle, kolejne zgrupowanie i kolejne wyzwania czekają nas już w nowym roku.

Zwycięstwa Växjö i Djurgården

EIdWVaHWoAAOgE8

To był wyczerpujący, ale szczęśliwy finał dla piłkarek z Växjö (Fot. obosdamallsvenskan.se)

Choć nie brakowało sceptyków, ostatni akord klubowego sezonu 2019 w najmniejszym stopniu nie zawiódł oczekiwań. Piłkarki z Växjö i Göteborga stworzyły nam spektakl, który może nie porwał poziomem, ale pod względem emocji i dramaturgii mógłby konkurować z najlepszymi ligowymi widowiskami. Do jego rozstrzygnięcia ostatecznie potrzebne były rzuty karne, a te skuteczniej egzekwowały zawodniczki ze Småland, które jednak wyłącznie na własne życzenie zapewniły sobie aż tak nerwową końcówkę. W regulaminowym czasie gry wicemistrzynie strefy południowej długo prowadziły bowiem różnicą dwóch goli, ale późna pogoń zespołu z Västergötland okazała się na tyle skuteczna, że w 84. minucie cały finał rozpoczął się od nowa.

Zanim jednak to Göteborg doszedł do głosu, świetną partię rozegrała solidnie wzmocniona piłkarkami pierwszego zespołu ofensywa z Växjö. Doświadczeniem i obyciem na seniorskich boiskach wyróżniał się szczególnie tercet Kivumbi – Nambi – Strömgren i to właśnie ta ostatnia już w 7. minucie była niezwykle blisko otwarcia wyniku meczu. Efektowny strzał skrzydłowej ze Småland zatrzymał się jednak na poprzeczce bramki Matildy Johansson. Zdecydowanie bardziej precyzyjna była za to chwilę później wymieniona już dzisiaj Kivumbi, która doskonale odczytała dogranie koleżanki z reprezentacji Violah Nambi i mierzonym uderzeniem nie pozostawiła Johansson jakichkolwiek szans na skuteczną interwencję. Gdy wydawało się, że Göteborg powoli zaczyna łapać swój rytm gry, na ekipę znad Göty czekał kolejny cios. Na samym początku drugiej połowy Strömgren otrzymała piłkę jak na tacy i bez najmniejszych problemów skierowała ją do siatki. Na tamten moment zwycięstwo Växjö wydawało się być nieuniknione.

Szansa na powrót do meczu pojawiła się przed piłkarkami z Göteborga w 70. minucie, gdy w szesnastce Växjö sfaulowana została Elma Junttila. Intencje wykonującej rzut karny Molly Johansson bezbłędnie odczytała jednak Moa Edrud, udowadniając, że gra na linii i refleks zdecydowanie zaliczają się do jej atutów. Filigranowa pomocniczka KGFC zrewanżowała się jednak swojej rywalce po upływie zaledwie czterech minut, skutecznie dobijając do siatki futbolówkę trąconą wcześniej przez Andreę Simonovic Pajovic. Göteborg natychmiast zwietrzył swoją szansę, ale pomimo stworzenia kilku naprawdę dogodnych okazji (w ich marnowaniu przodowała Evelyn Ijeh), wyrównującego gola udało się zawodniczkom z zachodniego wybrzeża ustrzelić dopiero po nieco przypadkowej przebitce, po której najwięcej spokoju zachować zdołała rezerwowa Wilma Jensen Berg. Godne podkreślenia jest również to, że całą bramkową akcję zainicjowała na lewej flance prawdopodobnie najlepsza na murawie Hanna Wijk. Więcej bramek na Hammarby IP już w tym meczu nie padło, wobec czego o mistrzostwie Szwecji za sezon 2019 w tej kategorii wiekowej decydować musiał konkurs jedenastek, który zresztą od początku ułożył się po myśli Växjö. Swój naprawdę słaby występ w najgorszy możliwy sposób podsumowała nieskuteczna Ijeh, myląc się z wapna dwukrotnie (jej karny był powtarzany), a dwie inne koleżanki zdecydowały się pójść jej śladem, w efekcie czego mistrzowskie trofeum udało się w podróż do Småland,

Kilka godzin przed meczem finałowym odbyło się spotkanie o trzecie miejsce, w którym to Umeå pokonało Djurgården 3-1. Jako pierwsze, za sprawą fenomenalnej Hanny Ekengren, do siatki trafiły sztokholmianki, ale dwa gole niezastąpionej Moniiki Jusu Bah i jedno Mimmi Sellström sprawiły, że to na Pólnocy zdołali osłodzić sobie półfinałową porażkę. Zwycięstwo nad przeciwniczkami ze stolicy było także dla Umeå swego rodzaju rewanżem nad Djurgården za porażkę w rozegranym tydzień wcześniej finale w kategorii siedemnastolatek. Wtedy to o jedną bramkę lepsze okazały się zawodniczki Dumy Sztokholmu.


Wyniki turnieju F-19:

Finał: Växjö – Göteborg 2-2 (k. 3-1) (Kivumbi 14., Strömgren 47. – M. Johansson 74., Jensen Berg 84.)

Mały finał: Umeå – Djurgården 3-1 (Jusu Bah 13., 63., Sellström 58. – Ekengren 7.)

22. kolejka w liczbach

dam

22. kolejka w liczbach:

Gole: 14  (średnia 2.33 / mecz)

Rzuty karne: 1  (wykorzystany)

Żółte kartki: 7

Czerwone kartki: 0

Najwyższa frekwencja: 651  (Vittsjö – Djurgården)

Najniższa frekwencja: 167  (Växjö – Linköping)

Najszybszy gol: Ria Öling (Växjö) – 29. minuta (vs. Eskilstuna)

Najpóźniejszy gol: Taylor Leach (Göteborg) – 88. minuta (vs. Limhamn Bunkeflo)

Piłkarka kolejki: Caroline Seger (Rosengård)

Bramka kolejki: Ria Öling (Växjö)


Jedenastka kolejki:

team_22

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Komplet wyników:

Umeå i Uppsala – witamy!

contentmedium

Sensacja w Sztokholmie! Uppsala awansowała do Damallsvenskan! (Fot. SvFF)

Umeå oraz Uppsala uzupełnią skład Damallsvenskan na sezon 2020! Dla pierwszego z wymienionych klubów będzie to powrót do elity po trzyletniej karencji na zapleczu szwedzkiej ekstraklasy, drugi zaś wiosną przyszłego roku dostąpi zaszczytu debiutu gry w najwyższej klasie rozgrywkowej. Na dole tabeli Elitettan bez większych zaskoczeń; z drugoligowym graniem przynajmniej na pewien czas żegnają się Asarum, Borgeby i Sundsvall, a ich miejsce na szczeblu centralnym zajmą Bollstanäs, Alingsås, a także legendarny Jitex, który w barażu o awans nie pozostawił najmniejszych złudzeń ekipie Dösjöbro.

Wróćmy jednak to tych, którym w zakończonym dziś sezonie udało się wywalczyć promocję na najwyższy szczebel rozgrywek. Piłkarki z Umeå przystępowały do ostatniej ligowej kolejki pewne nie tylko awansu, ale i zwycięstwa w tegorocznej Elitettan, ale na stadionie w Kalmarze podopieczne trenera Bergströma chciały raz jeszcze udowodnić, że ich sukces absolutnie nie jest dziełem przypadku. Wyrównany mecz, w którym oba zespoły miały swoje lepsze fragmenty, zakończył się ostatecznie podziałem punktów, a jedynego gola dla nowego pierwszoligowca strzeliła Annina Wede, odpowiadając w ten sposób na trafienie Mathildy Johansson Prakt. Na przestrzeni całego sezonu najlepszą snajperką drużyny z Västerbotten okazała się pozyskana z Kvarnsveden Lova Lundin, której w pierwszej linii dzielnie sekundowała reprezentantka Nigerii Ebere Orji. Kluczem do sukcesu Umeå była jednak przede wszystkim najbardziej szczelna w lidze defensywa, tworzona najczęściej przez kwartet Nejati – Bloznails – Kullberg – Lundin Lundström. Ważną postacią w układance Roberta Bergströma była także niezwykle utalentowana, 20-letnia golkiperka Agnes Granberg, którą niektórzy eksperci nie bez powodu typują na przyszły numer jeden w reprezentacyjnej bramce. Piłkarskich kibiców cieszyć może również fakt, że w Västerbotten swoją przystań znalazła powracająca do futbolu po wielu pozaboiskowych perturbacjach Sarah Mellouk, która jesienią także dołożyła swoją cegiełkę do sukcesu siedmiokrotnych mistrzyń Szwecji.

Zdecydowanie większą niespodzianką, żeby nie powiedzieć sensacją, jest awans do Damallsvenskan Uppsali, która dysponowała zdecydowanie najmłodszą kadrą w Elitettan. Drużyna z byłej szwedzkiej stolicy budowana była bardzo rozważnie, według ściśle nakreślonego planu, ale nikt nie zakładał, że już w tym roku tej grupie piłkarek uda się skutecznie zaatakować pierwszoligowe bramy. Ofensywnym tercetem Olsson – Korhonen – Kapocs zachwycaliśmy się wszyscy właściwie przez cały miniony rok, ale wciąż bez odpowiedzi pozostaje pytanie czy te zawodniczki są już teraz gotowe na to, aby w roli liderek prowadzić swój zespół do wyrównanych bojów z rywalkami pokroju Rosengård i Göteborga. Wątpliwości nie ma natomiast co do tego, że jeśli Uppsala nie będzie chciała podzielić losu kilku poprzednich beniaminków, to zimą czeka ją mocne przemeblowanie kadry. Czy uda się pogodzić to z długofalową wizją klubu, która jak dotąd zbierała same pochlebne komentarze? Czy Märta Säfström i Sofia From to para wokół której da się zbudować solidną formację defensywną, skrojoną na miarę Damallsvenskan? O tym wszystkim w tej chwili w Uppsali chyba jeszcze nie myślą, bo dziś liczy się tylko to, że wyśniony awans stał się wreszcie faktem. Trzy gole po strzałach głową, autorstwa kolejno Bergman Lundin, Olai oraz Olsson, pozwoliły rewelacji sezonu odwrócić losy decydującego meczu z Hammarby i rozpocząć świętowanie na oczach równie smutnej, co zszokowanej takim przebiegiem wydarzeń sztokholmskiej publiczności.


Komplet wyników:

Hammarby – Uppsala 1-3

Kalmar – Umeå 1-1

Kvarnsveden – AIK 3-3

Asarum – Lidköping 0-9

Morön – Sundsvall 5-0

Mallbacken – Assi 4-1

Borgeby – Bromma 2-3

Vittsjö kończy na podium

jubelvittsjo

Vittsjö na podium! Sezon 2019 będzie długo pamiętany w Hässleholm i okolicach.

Gdy osiem lat temu awansowały do Damallsvenskan, wydawało się, że nie zabawią tu długo. To miała być po prostu jeszcze jedna historia klubu, dla którego szczytem możliwości okaże się sam awans do krajowej elity, a spędzony w niej jeden sezon wspominać będą w Hässleholm i okolicach latami. Prezes Calevi Hämäläinen, trener Thomas Mårtensson oraz grupa ambitnych piłkarek z Vittsjö negatywnymi prognozami przesadnie się jednak nie przejmowali. Oni mieli swój własny plan, który zresztą zaczęli kreślić tak szybko, jak to możliwe. W swoim debiutanckim sezonie na pierwszoligowych boiskach ekipa z północnej Skanii była prawdziwą rewelacją. Kolejni eksperci łapali się za głowy, gdy skazywana na niemal pewną degradację drużyna na półmetku ligowych zmagań stała w jednym rzędzie z potentatami nie tylko szwedzkiego, ale i europejskiego futbolu z Malmö oraz Tyresö. Runda jesienna nie była już aż tak efektowna, ale jednak szósta lokata na koniec sezonu była wynikiem więcej niż obiecującym. Następne lata to już jednak zderzenie z brutalną, ekstraklasową rzeczywistością, która momentami okazywała się zbyt wymagająca dla klubu z najsłynniejszej piłkarskiej wsi w Szwecji. Walka o utrzymanie, nierzadko rozstrzygana dopiero w ostatniej serii spotkań, mocno nadwyrężyła nerwy kibiców z Vittsjö, ale najważniejsze było to, że miejsce wśród dwunastu najlepszych drużyn w kraju niezmiennie udawało się zachować. W sezonie 2017 uratował je gol Hanny Wilkinson w doliczonym czasie gry, rok później wyjazdowe zwycięstwo w bezpośrednim meczu o pierwszoligowy byt przeciwko Hammarby, ale bez względu na okoliczności zespół prowadzony przez Thomasa Mårtenssona nie dawał się zepchnąć w otchłań Elitettan. Aż wreszcie nadszedł rok 2019 …

Przed ostatnią kolejką sezonu było już jasne, że w Vittsjö doczekają się najlepszego wyniku w historii klubu, ale zwycięstwo nad desperacko walczącym o utrzymanie Djurgården było gwarantem zakończenia ligowych zmagań na podium, bez względu na rozstrzygnięcie rozgrywanego równolegle meczu pomiędzy Växjö i Eskilstuną. Nawiasem mówiąc, wydarzenia na Myresjöhus Arenie potoczyły się ostatecznie po myśli podopiecznych trenera Mårtenssona, ale nie od dziś wiemy, że medal wywalczony na boisku smakuje tysiąc razy lepiej niż ten zdobyty na skutek szczęśliwego układu pozostałych wyników. Z takiego założenia najwyraźniej wyszły także piłkarki z Vittsjö, które pomimo znajdującej się w bardzo złym stanie murawy (w Skanii od kilkunastu godzin padał rzęsisty deszcz), od pierwszych minut postanowiły narzucić rywalkom ze stolicy swoje warunki gry. Przed przerwą nie doczekaliśmy się wprawdzie stuprocentowych okazji strzeleckich, ale optymizmem miejscowych kibiców napawać mogła chociażby postawa obu bocznych obrończyń: Catherine Bott oraz Lisy Klingi, z którymi defensywa Djurgården nijak nie potrafiła sobie poradzić. Niezwykle aktywna od pierwszego gwizdka była także raz po raz nękająca parę stoperek ze stolicy Clara Markstedt, a z dynamiczną Tove Almqvist wyrównane, indywidualne boje toczyć musiała Portia Boakye. Co ciekawe, w pierwszej połowie pod bramką Jennifer Pelley najgoręcej zrobiło się jednak po rajdzie Alexandry Benediktsson środkiem boiska. Defensorka ze Skanii zdołała nawet oddać celny strzał na bramkę rywalek, ale amerykańska golkiperka pewnie chwyciła mokrą futbolówkę.

W 51. minucie bramkarka z USA mogła jednak zachować się zdecydowanie lepiej, choć trzeba oddać, że zawodniczki z Vittsjö przeprowadziły niemal perfekcyjny atak pozycyjny. Wysoką, piłkarską jakość pokazała w nim Nellie Persson, która świetnie wypatrzyła podłączającą się do akcji na prawym skrzydle Klingę, a ta ostatnia dorzuciła idealną piłkę na głowę Markstedt. 30-letnia była napastniczka Hammarby wygrała walkę o pozycję z odpowiedzialną za jej krycie Ingibjörg Sigurdardottir, dzięki czemu miała czas, aby lepiej przymierzyć i choć uderzona przez nią futbolówka nie leciała idealnie, to i tak okazała się zbyt wielkim wyzwaniem dla nieprzygotowanej do interwencji Pelley. Skromne prowadzenie 1-0 zwycięstwa jednak nie gwarantuje, a Djurgården absolutnie nie zamierzało poddawać się bez walki. Defensywa Vittsjö, jak zresztą prawie zawsze w tym sezonie, była zorganizowana niemal wzorowo, ale trzeba z pełną mocą zaznaczyć, że przyjezdne również miały w tej fazie meczu swoje momenty. Jeden z nich był następstwem przytomnego dośrodkowania Olivii Schough w szesnastkę gospodyń, ale znajdująca się w dogodnej pozycji strzeleckiej Fanny Lång nie utrzymała równowagi na śliskiej murawie. Innym razem szczęścia spróbowała Ogonna Chukwudi, która pomimo asysty jednej z obrończyń zdołała oddać strzał, który zatrzymał się dopiero na poprzeczce. Nadzieje gości na wywiezienie z północnej Skanii punktów mocno zredukowały się jednak w 72. minucie. Jennifer Pelley wygrała wprawdzie pojedynek sam na sam z De Jongh, przy dobitce Persson piłkarki Djurgården uratował jeszcze słupek, ale kolejna poprawka Markstedt znalazła już drogę do siatki. Wtedy właśnie stało się jasne, że 26. października 2019 będzie kolejną niezwykle istotną datą w historii klubu z Vittsjö i choć pogoda nie zachęcała do celebracji, to świętowanie na murawie trwało jeszcze długo po końcowym gwizdku. I trudno się dziwić, bo w końcu na podium Damallsvenskan nie staje się codziennie. Postawa na przestrzeni całego sezonu każe jednak stwierdzić, że sukces podopiecznych Thomasa Mårtnenssona jest równie niespodziewany, co zasłużony, a jeśli w dziesięciu spośród jedenastu domowych ligowych meczów zachowuje się czyste konto, to można naprawdę oczekiwać rzeczy wielkich.

Swoje małe powody do radości miały także piłkarki Djurgården, choć ich pomeczowa reakcja nijak na to nie wskazywała. Dla drużyny ze Sztokholmu cały sezon 2019 był jednak ogromnym rozczarowaniem, a porażka w ostatnim meczu tylko spotęgowała całkowicie uzasadnione poczucie porażki. Oczywiście, utrzymanie w Damallsvenskan jest istotne, ale nawet dziś zawodniczki ze stolicy nie potrafiły pomóc sobie same, a ich pierwszoligowy byt uratowała wyłącznie postawa fair play ekipy z Göteborga w rywalizacji z Limhamn Bunkeflo. Nie znamy jeszcze prognoz meteorologicznych na najbliższe miesiące, ale możemy być pewni, że zarówno trenera Fondina, jak i zarząd klubu ze Sztokholmu czeka w tym roku wyjątkowo gorąca zima.


Komplet wyników:

Vittsjö – Djurgården 2-0 (Markstedt 51., 72.)

Limhamn Bunkeflo – Göteborg 0-2 (Hammarlund 69., Leach 88.)

Kristianstad – Rosengård 0-1 (Seger 84.)

Piteå – Kungsbacka 3-0 (Da Silva 58., Janogy 73., Karlernäs 84. (k))

Växjö – Eskilstuna 1-1 (Öling 29. – Rogic 53.)

Örebro – Linköping 1-3 (Williams 56. – Blackstenius 54., 78., Larsson 59.)