Do Austrii bez zaliczki

Bez tytułu

Gol Sanne Troelsgaard przywrócił nadzieje na korzystny rezultat (Fot. Christoffer Borg Mattisson)

Niespełna dwa tygodnie temu, na kameralnym stadionie w Paoli, kadra Petera Gerhardssona wysoko pokonała w meczu towarzyskim reprezentację Austrii. Dziś futbolowe losy obu tych nacji przecięły się ponownie i choć po obu stronach barykady nie brakowało zawodniczek doskonale pamiętających przywołany przed chwilą mecz, to tym razem stawka boiskowej rywalizacji była nieporównywalnie wyższa. Na szali leżał bowiem awans do ćwierćfinału obecnej edycji Ligi Mistrzyń, a do podniesienia z murawy Malmö IP były ponadto bezcenne punkty rankingowe, które mogą na kilka lat do przodu znacząco podreperować współczynnik klubowy i krajowy.

Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem dyrektorka sportowa Rosengård Therese Sjögran głośno narzekała na regulamin europejskich pucharów, który jej zdaniem znacząco faworyzuje ligi grające na co dzień systemem jesień – wiosna. Na tapecie znalazł się przede wszystkim przepis o możliwości zarejestrowania na wiosenne boje w Lidze Mistrzyń zaledwie trzech pozyskanych podczas zimowej przerwy piłkarek. Tym sposobem klub ze Skanii znalazł się w nie lada tarapatach, a w rywalizacji z mistrzyniami Austrii wystąpić nie mogła chociażby niesamowicie kreatywna reprezentantka Finlandii Ria Öling. Trener Jonas Eidevall zdecydował się bowiem na wpisanie do meczowej kadry nazwisk Stephanie Labbe, Emmy Berglund oraz Olivii Schough i jak byśmy nie patrzyli, wybór ten trudno nazwać kontrowersyjnym. Niemożność skorzystania ze wspomnianej Öling znacząco ograniczała rzecz jasna opcje w drugiej linii, ale akurat ta formacja wicemistrzyń Szwecji na papierze i tak prezentowała się nadzwyczaj efektownie. Niepokoić mógł za to brak na ławce choćby jednej nominalnej napastniczki, co w dużej mierze spowodowane było urazem Anny Anvegård, która – jak mówią lekarze z Malmö – jest na ten moment wyłączona z treningów na czas nieokreślony.

Tych, którzy oczekiwali powtórki z reprezentacyjnej rozrywki, stosunkowo szybko sprowadziły na ziemię przyjezdne z St. Pölten. Mistrzynie Austrii nie zamierzały bowiem odpuszczać wyżej notowanemu przeciwnikowi i choć to Rosengård częściej znajdował się w posiadaniu piłki, niewiele z tego wynikało. Zagrożenie pod bramką Isabelli Kresche podopiecznym trenera Eidevalla udawało się stwarzać głównie dzięki pojedynczym przebłyskom Jeleny Cankovic lub Olivii Schough, ale konkretów było po stronie zawodniczek ze Skanii zdecydowanie zbyt mało. Te, dość niespodziewanie, pojawiły się za to u rywalek i od razu przełożyły się na efekt bramkowy. Kluczową główkę w kole środkowym wygrała Bernadett Zagor, mało zwrotną defensywę Rosengård oszukała Maria Mikolajova, a całą akcję chyba zbyt łatwo sfinalizowała Mateja Zver. I choć można zastanawiać się, czy Stephanie Labbe nie zbierała się do interwencji zbyt ociężale, to obarczanie wyłącznie kanadyjskiej golkiperki winą za utratę gola, byłoby zdecydowanie ogromnym nadużyciem. Inna sprawa, że wicemistrzynie Szwecji ani myślały wyciągnąć z popełnionych przez siebie błędów właściwych wniosków i tuż po przerwie ponownie dały się zaskoczyć. Raz jeszcze w roli głównej wystąpiła doświadczona Słowenka Zver, która wykorzystała moment niezdecydowania duetu Viggosdotttir – Bennison i popędziła z kilkudziesięciometrowym rajdem na bramkę Labbe, której znów pozostało jedynie wyjąć futbolówkę z siatki. Nic więc dziwnego, że z ławki Rosengård raz po raz dobiegały komendy, które mówiąc oględnie w dość krytyczny sposób odnosiły się do postawy zawodniczek w białych koszulkach. Mecz, a tym bardziej dwumecz, absolutnie nie był jeszcze w tym momencie rozstrzygnięty, ale wicemistrzynie Szwecji niejako na własną prośbę znalazły się w nie lada kłopotach.

Z nich ostatecznie udało się wyjść, choć na rewanż do Austrii udamy się bez jakiejkolwiek zaliczki. Najważniejsze jednak, że dwubramkowy deficyt został koniec końców odrobiony, a nie brakowało przecież okazji, aby i w dzisiejszym starciu sięgnąć po pełną pulę. Doskonale pamiętamy przecież chociażby niepodyktowany po faulu na Olivii Schough rzut karny, zmarnowane sytuacje sam na sam Troelsgaard i Larsson, czy wreszcie rozpaczliwie wybijającą futbolówkę tuż sprzed linii bramkowej Leonardę Balog. To wszystko każe nam myśleć, że za tydzień wystarczy po prostu zagrać na swoim normalnym poziomie i europejskie puchary powinny pozostać w Malmö przynajmniej do kwietnia. Z drugiej jednak strony, gdzieś w oddali wciąż straszą nas duchy z pamiętnej rywalizacji z praską Slavią i całe szczęście, że w przeciwieństwie do tamtego dwumeczu, tym razem do pełni szczęścia wystarczy nam jakiekolwiek wyjazdowe zwycięstwo. A o tym, że w rywalizacji z St. Pölten można strzelać gole, przekonaliśmy się dziś dwukrotnie. Najpierw nadzieję przywróciła wszystkim kibicom ze Skanii Sanne Troelsgaard, korzystając z jednej z wielu kapitalnych wrzutek Cankovic, a już w doliczonym czasie gry do remisu doprowadziła niezastąpiona Caroline Seger, w swoim stylu wykorzystując ogromne zamieszanie w polu karnym. Czy któryś z tych goli okaże się w kontekście dwumeczu tym kluczowym? Odpowiedź poznamy już za tydzień, najwcześniej w okolicach godziny 22:30.

Osiem wniosków po kadrze

contentmedium

Lina Hurtig to jedna z największych zwyciężczyń lutowego zgrupowania (Fot. Bildbyrån)

Lutowe zgrupowanie z pewnością nie było przełomem w historii szwedzkiej kadry, ale nie da się ukryć, że nawet dwa zorganizowane naprędce mecze towarzyskie przyniosły nam wiele odpowiedzi na nurtujące nas wcześniej pytania. A skoro tak, to właśnie nadszedł czas na tradycyjne, szybkie wnioski po kolejnym reprezentacyjnym okienku.

1. Lina Hurtig na dziewiątce – ten eksperyment zakończył się pełnym sukcesem. Selekcjoner podkreślał, że pomysł gry z wysuniętą napastniczką będącą jednocześnie mistrzynią gry głową narodził się w jego głowie zimą, a piłkarka turyńskiego Juventusu od początku była w nim pierwszym wyborem. Wskazanie okazało się jak najbardziej trafne, o czym najbardziej boleśnie przekonały się austriackie i maltańskie defensorki, które w walce o górne piłki z Hurtig były z reguły całkowicie bezradne. A my chyba możemy powoli przygotowywać się na scenariusz, w którym to piłkarka występująca na co dzień na włoskich boiskach stanie się główną kandydatką do miana szwedzkiej napastniczki numer jeden podczas japońskich Igrzysk.

2. A skoro już jesteśmy przy Hurtig, to patrząc na jej grę na tym etapie sezonu, nie dziwimy się ani trochę, że to właśnie ona dopiero co sprawiła tak wiele problemów defensywie samego Olympique Lyon. Występująca do niedawna w Linköping skrzydłowa napastniczka kolejny raz dała jasny sygnał, że najbliższe miesiące w szwedzkim futbolu mogą należeć do niej. Inną zwyciężczynią lutowego zgrupowania jest niewątpliwie Fridolina Rolfö, która – jeśli tylko znajduje się w optymalnej dyspozycji fizycznej – jest jedną z najlepszych ofensywnych pomocniczek na świecie. I jeśli tylko obu wymienionym w tym akapicie piłkarkom będzie dopisywać zdrowie, to o resztę możemy być względnie spokojni.

3. Zdrowie i dobre samopoczucie dopisują także rekonwalescentce Hedvig Lindahl, która po niemal rocznej przerwie wróciła między słupki reprezentacyjnej bramki. I jak sama zapowiada, zamierza pozostać tam przynajmniej do mundialu w Australii i Nowej Zelandii, gdyż gra w piłkę cały czas sprawia jej wielką radość. Jeśli golkiperka madryckiego Atletico zrealizuje ów plan, to stanie przed szansą pobicia rekordu legendarnej Elisabeth Leidinge, która swój ostatni mecz na wielkiej imprezie rozegrała w wieku niespełna 39 lat. Tymczasem latem 2023 Hedvig będzie już szczęśliwą (miejmy nadzieję) czterdziestolatką.

4. Zatrzymywać się ani myśli także Caroline Seger, która z każdym kolejnym zgrupowaniem zbliża się do wyrównania, a następnie pobicia niewiarygodnego rekordu Therese Sjögran. Warto jednak podkreślić, że kapitanka Rosengård absolutnie nie występuje w kadrze wyłącznie za dawne zasługi, a jej aktualna dyspozycja jak najbardziej predestynuje ją do tego, aby to właśnie ona wyprowadziła szwedzką kadrę na murawę jednej z aren Igrzysk Olimpijskich 21. lipca bieżącego roku. A jeśli zdarzy się tak, że duet środkowych pomocniczek stworzy ona tego dnia z Hanną Bennison lub Nathalie Björn, to będziemy naocznymi świadkami prawdziwej sztafety pokoleń.

5. O ile o obsadę środka pola w perspektywie kilku lat możemy być względnie spokojni, o tyle temat zakończenia niezwykle bogatych karier przez ostatnie reprezentantki Złotego Pokolenia niezmiennie napawa nas delikatnym niepokojem. Roczniki 1998-2001 wciąż wydają się być najmniej imponującymi w całej historii szwedzkiego futbolu, a to właśnie przedstawicielki tej generacji teoretycznie powinny stanowić o sile kadry na przykład na mundialu 2027. Pamiętajmy bowiem, że podczas tej imprezy zawodniczki urodzone w tak lubianym przez nas roku 1993 będą już 34-letnimi weterankami i choć zapewne wciąż będą stanowić niezwykle ważne ogniwa reprezentacji, to nijak nie da się oprzeć zwycięskiego składu wyłącznie na nich. Kwestia trafnego uzupełnienia i odmłodzenia kadry może okazać się najpoważniejszym wyzwaniem, przed którym najpewniej stanie już kolejny sztab szkoleniowy.

6. No dobrze, to jak w takim razie podczas lutowego zgrupowania zaprezentowała się szwedzka młodzież? Zdecydowanie największy plus możemy postawić przy nazwisku Hanny Bennison (rocznik -02), która wydaje się być naturalną, choć nieco bardziej fizyczną i ukierunkowaną na ofensywę następczynią Caroline Seger. Oprócz niej, z dobrej strony pokazała się także debiutantka Johanna Kaneryd (-97); zawodniczka o kompletnie innej charakterystyce, stanowiąca opcję zarówno na skrzydle, jak i – w sytuacji awaryjnej – na dziesiątce. Dla obu wymienionych tu piłkarek czas spędzony w Paoli na pewno nie był czasem straconym, ale nie zaszkodziłoby, gdyby tych laurek szwedzkiej, piłkarskiej młodzieży można było regularnie wystawiać nieco więcej.

7. Stałe fragmenty gry – tak wiele czasu poświęcaliśmy temu właśnie elementowi piłkarskiego rzemiosła, ale przez lata, przez dekady, w najważniejszych momentach nie widzieliśmy jakichkolwiek wymiernych efektów tej nieustannej harówki. Te smutne czasy należą już jednak do przeszłości, bo dziś szwedzkich rzutów wolnych i rożnych musi obawiać się absolutnie każda defensywa świata. A jeśli tego nie zrobi, to skutki mogą być naprawdę opłakane, o czym dobitnie przekonały się Austriaczki. I nie, nie wystarczy pokryć w szesnastce Linę Hurtig (choć życzymy powodzenia w próbach), ani liczyć na to, że w meczu akurat nie będzie mogła zagrać Kosovare Asllani. W kadrze Petera Gerhardssona mamy bowiem całkiem długą listę zawodniczek, które z powodzeniem potrafią zarówno wykonać, jak i skutecznie wykończyć stały fragment. A co w tym wszystkim najlepsze, z każdym kolejnym obozem, dopisują się do niej nowe nazwiska.

8. Skuteczność, czyli coś, co było naszą piętą achillesową nie tylko za kadencji Pii Sundhage, ale również podczas rządów Thomasa Dennerby’ego. A jak sprawy mają się za Gerhardssona? Ujmijmy to tak: w meczu z Austrią w pierwszej połowie nie wykreowaliśmy sobie w zasadzie ani jednej stuprocentowej okazji, ale ani trochę nie przeszkodziło to nam w zdobyciu w tym okresie gry … czterech goli. Dwa stałe fragmenty i dwa błędy rywalek zostały wykorzystane ze stuprocentową skutecznością, a każda piłka lecąca w światło bramki Jasmin Pal, znajdowała drogę do siatki. Po przerwie nie było zresztą o wiele gorzej, a piąty celny strzał w meczu przyniósł nam piątego gola. Jasne, nie mamy prawa oczekiwać, że tak cudownie będzie teraz w każdym meczu, ale jednak mając w perspektywie wielkie turnieje zawsze lepiej podchodzić do nich ze świadomością, że do strzelenia jednego gola nie potrzebujemy dwudziestu bramkowych okazji. Uwaga: powyższe uwagi nie dotyczą Stiny Blackstenius, gdyż w temacie skuteczności napastniczki Göteborga niezmiennie mamy status quo. Gorąco wierzymy jednak, że do czasu.

Zgodnie z planem

mltswe

Reprezentacja Szwecji zagrała dziś w mocno eksperymentalnym składzie (Fot. SvFF)

Jeżeli są tu ludzie, którym odpowiada połączenie brytyjskiego charakteru i śródziemnomorskiego słońca, to Malta wydaje się być dla nich wręcz idealnym miejscem na spędzenie wolnego czasu. Jeżeli jednak szukamy rywala, który miałby na pięć miesięcy przed wielkim turniejem przetestować naszą piłkarską kadrę, to w Valletcie i okolicach raczej go nie znajdziemy. Nie ma się co oszukiwać: podopieczne trenera Marka Gatta to na chwilę obecną zespół dopiero uczący się futbolu i nie ma ani trochę przypadku w tym, że w zakończonych właśnie eliminacjach EURO 2022 zdarzyło im się zainkasować szesnaście goli w dwumeczu z Danią. I choć ambicji i woli walki młodym Maltankom odmówić nijak nie można, to w rywalizacji na profesjonalnym poziomie potrzebna jest jeszcze konkretna, piłkarska jakość. A tej naszym dzisiejszym przeciwniczkom najzwyczajniej w świecie brakuje.

Z drugiej jednak strony, nie da się przejść obojętnie obok faktu, że kadra Petera Gerhardssona rozpieściła nas tak bardzo, że przed dzisiejszą batalią na Hibernians Stadium nie brakowało głosów nawołujących do próby pobicia historycznego rekordu strzeleckiego. Do wyrównania pamiętnego wyniku z potyczki z Azerbejdżanem było ostatecznie bardzo, bardzo daleko, ale przywołane tu przedmeczowe nastawienie doskonale określa klimat, jaki panuje obecnie wokół szwedzkiej reprezentacji. I jeśli porównamy go z nastrojami, które towarzyszyły nam chociażby przed holenderskim EURO, to nietrudno zauważyć, że różnice odczuwalne są na każdym kroku. Dzisiejszy mecz z wiadomych przyczyn nie będzie przedmiotem burzliwych, wielogodzinnych analiz, ale i z niego jak najbardziej da się wyciągnąć kilka pozytywów. Być może niekoniecznie w perspektywie japońskich Igrzysk, czy angielskiego EURO 2022 (tam rywalki będą raczej biegały w innej lidze), ale zawsze.

Jedną z zawodniczek, które na pewno mogą zapisać dzisiejszy występ po stronie plusów jest bez wątpienia Johanna Kaneryd. Filigranowa skrzydłowa, która zimą zamieniła Malmö na Göteborg, zadebiutowała w wyjściowej jedenastce najważniejszej drużyny w kraju i zrobiła to w stylu, którego absolutnie nie musi się wstydzić. Do pełni szczęścia zabrakło jej jedynie liczb, ale – zupełnie jak w meczu przeciwko Austrii – fortuna znów ani myślała się do niej uśmiechnąć. Podobnie zresztą jak do Liny Hurtig, która dostała od selekcjonera niespełna trzydzieści minut i w tym okresie mogła pokusić się nawet o hat-tricka. Dwukrotnie przeszkodziła jej jednak poprzeczka, a raz rozpaczliwie interweniująca maltańska defensorka. Nie ma jednak wątpliwości, że zawodniczka Juventusu podczas lutowego zgrupowania zdała test z występów na dziewiątce, co jeszcze bardziej rozszerza Gerhardssonowi pole działania w perspektywie kolejnych turniejów. Ze swojej postawy zadowolona może być ponadto Hanna Bennison, która przed ponad godzinę była dziś mózgiem szwedzkiej ofensywy. Osiemnastolatka z Rosengård pokazała, że po jesiennych problemach zdrowotnych nie ma już u niej śladu, co cieszy z pewnością nie tylko selekcjonera kadry, ale także Jonasa Eidevalla. Wszak dwumecz, którego stawką będzie ćwierćfinał piłkarskiej Ligi Mistrzyń zbliża się wielkimi krokami. Obok wspomnianej Bennison zagrają w nim zresztą także miedzy innymi Mimmi Larsson oraz Nathalie Björn, które wzięły bezpośredni udział w akcji ustalającej ostatecznie wynik dzisiejszej batalii. Napastniczka wicemistrza Szwecji została w sposób nieprzepisowy zatrzymana w polu karnym, a jej koleżanka z formacji defensywnej popisała się skutecznym strzałem z dwunastu jardów.

Dla porządku zerknijmy jeszcze na licznik goli zdobywanych po stałych fragmentach, który przeskakiwał dziś dwukrotnie. Oprócz wspomnianego już rzutu karnego, bramkę przyniosła nam także jedna wrzutka z narożnika boiska. Futbolówkę w maltańską szesnastkę posłała wówczas Olivia Schough, a własną bramkarkę strzałem głową pokonała naciskana przez przeważające siły reprezentacji Szwecji Charlene Zammit. Pół-żartem można jednak powiedzieć, że mając na uwadze liczbę wywalczonych dziś rzutów rożnych, powinny one przełożyć się na znacznie bardziej okazałą strzelecką kanonadę. Inna sprawa, że rozmiary zwycięstwa absolutnie nie były dziś kwestią najważniejszą, choć oczywiście kilka pytań można nawet po tak pewnie wygranym meczu postawić. I na pewno będziemy to robić, ale na bardziej ogólne dyskusje o przyszłości tej kadry przyjdzie czas w osobnym wpisie. Póki co zamykamy jednak pierwsze w tym roku zgrupowanie z bilansem dwóch zwycięstw i gorąco liczymy na to, że wiosna będzie dla nas zdecydowanie bardziej łaskawa, szczególnie w zakresie planowania i logistyki. Opcja last minute czasami doskonale sprawdza się w biurach podróży, ale w piłkarskim kalendarzu zdecydowanie bardziej pożądane są jednak ład i porządek.

Najlepsze na świecie?

sverigejubel_dam

Kadra Petera Gerhardssona cały czas imponuje skutecznością (Fot. Bildbyrån)

Miał być nieźle obsadzony mini-turniej w Anglii, a było zorganizowane na ostatnią chwilę towarzyskie starcie z reprezentacją Austrii, na które piłkarki występujące na co dzień w lidze angielskiej nie mogły zresztą nawet przyjechać. Miały być przygotowania do finałów EURO, a są do Igrzysk, które przecież według oryginalnego, dawno zapomnianego już terminarza, miały zakończyć się w sierpniu ubiegłego roku. Na szczęście jednak jest coś, co w tej postawionej od pewnego czasu na głowie rzeczywistości, wydaje się być absolutnie niezmienne. A jest to perfekcja, z jaką kadra Petera Gerhardssona wykonuje stałe fragmenty gry i to nawet wówczas, gdy pod nieobecność kontuzjowanej Kosovare Asllani, w rolę egzekutorki wciela się Olivia Schough. A my, z każdym kolejnym rozegranym meczem, coraz bardziej wierzymy, że w tym elemencie futbolowego rzemiosła rzeczywiście jesteśmy najlepsi na świecie.

W eliminacjach mistrzostw Europy zachwycaliśmy się oczywiście seryjnie strzelanymi przez szwedzką kadrę golami po stałych fragmentach, ale nie sposób było nie zauważać, że na tym etapie rozgrywek mierzymy się często z rywalkami, które mają wciąż wiele do poprawy w zakresie organizacji gry defensywnej. Dziś jednak po drugiej stronie boiska stała rewelacja holenderskiego EURO, która dopiero co potrafiła zagrać na zero z tyłu przeciwko Francji. Oczywiście, w austriackiej bramce miejsce Manueli Zinsberger zajęła tym razem debiutantka Jasmin Pal, ale jednak cała linia obrony naszych przeciwniczek składała się z przedstawicielek niemieckiej Bundesligi, a to samo w sobie stanowi już pewną jakość. A jednak piłkarki pokroju Wenninger, Naschenweng, czy Kirchberger okazały się wobec szwedzkich wrzutek z narożnika boiska równie bezbronne, co ich łotewskie czy słowackie koleżanki po fachu. W efekcie, trzy pierwsze rzuty rożne przyniosły nam dwa gole oraz zmarnowany ostatecznie przez Nathaie Björn rzut karny. Prawda, że wygląda to całkiem nieźle? A warto dodać, że ani Linda Sembrant, ani Lina Hurtig nie uderzały z pozycji łatwych i choć szczególnie w tym drugim przypadku młoda, austriacka golkiperka powinna zachować się zdecydowanie lepiej, to obu szwedzkim strzelczyniom za postawę w szesnastce rywalek należą się największe słowa uznania. Podobnie zresztą jak doskonale im asystującej Olivii Schough.

W kadrze Petera Gerhardssona funkcjonowały jednak nie tylko stałe fragmenty, a skuteczność, która tak wiele razy bywała w przeszłości nasza piętą achillesową, w pierwszej odsłonie dzisiejszego meczu mocno zbliżyła się do stu procent. Niemała w tym zasługa Fridoliny Rolfö, która najpierw samodzielnie wykorzystała błąd austriackiej defensorki, a następnie doskonale obsłużyła Filippę Angeldal, która w doliczonym czasie gry ustaliła wynik do przerwy na 4-1. Po wznowieniu gry rywalki spróbowały na kilkanaście minut przejąć inicjatywę, ale najlepszy w ich wykonaniu okres gry zakończył się … perfekcyjnie wyprowadzoną szwedzką kontrą. Sofia Jakobsson urwała się prawym skrzydłem, a nabiegająca na wprost bramki Rolfö wygrała przebitkę w polu karnym, po raz drugi wpisując się w ten sposób na listę strzelczyń. Na niej znalazło się zresztą również nazwisko piłkarki madryckiego Realu, która w samej końcówce zakończyła bramkową kanonadę na kameralnym stadionie w Paoli, choć szans na uczynienie pierwszego w tym roku zwycięstwa jeszcze bardziej okazałym, absolutnie nie brakowało. Coś może powiedzieć na ten temat debiutująca dziś w pierwszej reprezentacji Johanna Kaneryd, która miała aż dwie okazje, aby ten szczególny dla siebie występ okrasić także indywidualną zdobyczą. W pierwszej sytuacji na drodze do pełni szczęścia stanęła jej jednak interweniująca Wenninger, a w drugim przypadku w pojedynku sam na sam lepsza okazała się Pal. Zarówno Kaneryd, jak i druga z debiutantek Josefine Rybrink, zanotowały jednak naprawdę obiecujący występ i naprawdę nie zazdrościmy szwedzkiemu sztabowi szkoleniowemu tego, że na Igrzyska do Tokio trzeba będzie z tak fantastycznej grupy wyselekcjonować zaledwie osiemnaście piłkarek. Bo tych, które zasługują na to, aby na tym turnieju zagrać, wydaje się być po prostu zdecydowanie więcej.

Kadra na Austrię i Maltę

rs

Filippa Angeldal i Stina Blackstenius znów będą mogły gratulować sobie zdobytych goli (Fot. Radovan Stoklasa)

Za nieco ponad pięć miesięcy rozegramy w Japonii pierwszy w tym roku mecz o punkty. Licząc jednak wyłącznie te dni, które spędzimy wspólnie na zgrupowaniach, czasu nie pozostało nam jednak aż tak wiele. Mówiąc bardziej precyzyjnie, czekają nas dokładnie trzy dziesięciodniowe zgrupowania: w lutym na Malcie, a także w kwietniu oraz w czerwcu. To właśnie jest ten czas, w którym musimy przygotować się na tyle skutecznie, aby ta drużyna na Igrzyskach zadowoliła nas zarówno grą, jak i wynikiem – tymi słowami Peter Gerhardsson rozpoczął swoją konferencję. A chwilę później przedstawił 27-osobową kadrę, która już za kilkanaście dni meczem przeciwko Austrii zainauguruje reprezentacyjny rok. Tak liczna grupa powołanych zawodniczek to oczywiście pokłosie restrykcji epidemicznych obowiązujących obecnie w Europie. Dla przykładu zaproszenia na maltańską eskapadę otrzymało chociażby trio z londyńskiej Chelsea, ale na tę chwilę nie jest jeszcze pewne, czy Jonna Andersson, Magdalena Eriksson oraz Zecira Musovic w ogóle uzyskają zgodę na opuszczenie Wysp Brytyjskich. To powinno ostatecznie rozstrzygnąć się w piętek, kiedy to władze Malty przekażą nowe wytyczne dotyczące podróży z tak zwanych niebezpiecznych krajów.

Z kwestii nieco bardziej optymistycznych warto odnotować powołania dla dwójki młodych piłkarek stołecznych klubów. Szansę od selekcjonera otrzymały niesamowicie skuteczna snajperka AIK Rusul Rosa Kafaji, a także wszechstronna piłkarka Hammarby Hanna Lundkvist. Sam Gerhardsson studzi jednak emocje i zapowiada, że są to nominacje przyszłościowe, a każdy dzień spędzony z kadrą A ma być dla wspomnianej dwójki nagrodą, a nie niepotrzebną presją. Obecność młodych zawodniczek grających dotychczas w kadrach młodzieżowych będzie dla nas wszystkich miłą odmianą. Poza tym, wydaje się, że na tej sytuacji zyskają wszyscy: same zainteresowane, ich rówieśniczki czekające na powołanie, starsze kadrowiczki, a także my w sztabie – podsumowuje Gerhardsson, który na pewno będzie bacznie śledził postępy reprezentujących barwy obu stołecznych beniaminków nowych reprezentantek.

Przypomnijmy, że podczas lutowego zgrupowania szwedzka kadra rozegra dwa mecze towarzyskie: 19. lutego przeciwko Austrii oraz cztery dni później przeciwko Malcie. Bezpośrednią transmisję z obu spotkań przeprowadzi kanał SVT 1.


Kadra na Austrię i Maltę:

Bramkarki: Jennifer Falk (Göteborg), Hedvig Lindahl (Atletico), Zecira Musovic (Chelsea)

Obrończynie: Jonna Andersson (Chelsea), Nathalie Björn (Rosengård), Magdalena Eriksson (Chelsea), Nilla Fischer (Linköping), Hanna Glas (Bayern), Amanda Ilestedt (Bayern), Josefine Rybrink (Kristianstad), Linda Sembrant (Juventus)

Pomocniczki: Filippa Angeldal (Göteborg), Kosovare Asllani (Real), Hanna Bennison (Rosengård), Filippa Curmark (Göteborg), Lina Hurtig (Juventus), Johanna Kaneryd (Göteborg), Hanna Lundkvist (Hammarby), Julia Roddar (Washington), Fridolina Rolfö (Wolfsburg), Olivia Schough (Rosengård), Caroline Seger (Rosengård)

Napastniczki: Stina Blackstenius (Göteborg), Rebecka Blomqvist (Wolfsburg), Pauline Hammarlund (Göteborg), Sofia Jakobsson (Real), Rusul Rosa Kafaji (AIK)

Lista rezerwowa: Emma Holmgren (Eskilstuna), Emma Kullberg (Göteborg), Amanda Nildén (Eskilstuna)

Na początek Paola

tumblr_ab5a8945e92482510fd0973033e11640_f1953586_500

Reprezentacja Malty będzie jednym z lutowych rywali szwedzkiej kadry (Fot. Joe Borg)

Rok 2021 (wciąż żyjemy nadzieją, że olimpijski) kadra Petera Gerhardssona miała pierwotnie rozpocząć od wyjazdu na mini turniej towarzyski do Anglii. Plany mocno pokrzyżowała nam jednak sytuacja epidemiczna w Wielkiej Brytanii i szybko stało się jasne, że o jakimkolwiek lutowym wyjeździe w tamte rejony nie może być mowy. Awaryjne poszukiwania potencjalnych rywalek zakończyły się jednak sukcesem i choć nie uda nam się otworzyć nowego roku kalendarzowego konfrontacjami z Anglią i Danią, to zimowe zgrupowanie kadry A udało się ostatecznie uratować. A to, jak przekonują zgodnie Peter Gerhardsson oraz Marika Domanski Lyfors, jest już niemałym powodem do radości.

Tegoroczne granie rozpoczniemy więc nie w Anglii, a na kameralnym Hibernians Stadium w malowniczej miejscowości Paola. Na tej nieodkrytej jeszcze piłkarsko ziemi najpierw sprawdzi formę naszych piłkarek półfinalista ostatniego EURO, a cztery dni później staniemy naprzeciw mającej za sobą całkiem udany okres kadry gospodyń. Choć oczywiście musimy pamiętać, że w przypadku zawodniczek z Malty wyznacznikiem wspomnianego sukcesu są zwycięstwa nad przeciwniczkami pokroju Izraela czy Gruzji, a także honorowa porażka po walce z Bośnią i Hercegowiną. Niewątpliwym plusem tej konfrontacji będzie jednak możliwość obejrzenia w akcji dwóch niezwykle utalentowanych nastolatek w osobach Nicole Sciberras oraz Haley Bugeji. Baczni obserwatorzy włoskiej piłki przekonują, że obie młode Maltanki mają papiery na wielkie, klubowe granie i choć szczególnie ta ostatnia raczej nie będzie miała na stadionie w Paoli wielu okazji do zaprezentowania swojej ulubionej gry, to starcie z solidną zazwyczaj szwedzką defensywą z pewnością będzie dla niej niezwykle ciekawym doświadczeniem.

A co o zgrupowaniu i najbliższych rywalkach sądzi sam Peter Gerhardsson? Z jego słów wyczytać możemy przede wszystkim radość i ulgę, że lutowy obóz w ogóle dojdzie do skutku. Cieszę się na spotkanie z drużyną i rozpoczęcie bezpośrednich przygotowań pod Igrzyska. Kalendarz mówi, że do turnieju wciąż pozostaje nam pół roku, ale jeśli policzymy tylko czas, który spędzimy razem, to tych dni wcale nie będzie aż tak wiele. Dlatego właśnie to zgrupowanie jest aż tak istotne – podsumowuje szwedzki selekcjoner.


Lutowy rozkład jazdy:

19. lutego, godz. 15:00: Austria – Szwecja (Paola)

23. lutego, godz. 14:30: Malta – Szwecja (Paola)

* – bezpośrednią transmisję z obu spotkań przeprowadzi SVT 1