Poczet mistrzyń 2020

suvad mrkonjic

Tak świętują mistrzynie Szwecji 2020! (Fot. Suvad Mrkonjic)

Mistrzem zostaje drużyna, ale za sukcesem każdej drużyny stoją oczywiście ludzie. Nie inaczej jest w przypadku zespołu z Göteborga, który konsekwentnym dążeniem do celu, po wielu latach oczekiwań, wdrapał się na ligowy szczyt. Droga na niego wiodła przez szereg mniejszych lub większych rozczarowań, z których potrafiono jednak wyciągnąć najbardziej pożądane wnioski. A strategia przyjęta jesienią 2017, choć wtedy wydawała się być nieco szaloną, już trzy lata później przyniosła oczekiwane plony. I to pomimo faktu, że dokładnie dwanaście miesięcy temu w Västergötland doszło to nieplanowanej zmiany na stanowisku pierwszego trenera. Mats Gren okazał się jednak perfekcyjnym kontynuatorem myśli Marcusa Lantza i choć swój pobyt w KGFC nowy szkoleniowiec rozpoczął od jednej mało fortunnej wypowiedzi, to dziś już absolutnie nikt jej nie pamięta. Göteborg obronił się bowiem na boisku, a dwa pierwsze gole w pieczętującym mistrzowski tytuł meczu w Linköping z miejsca powinny stać się symbolem tegorocznej kampanii. Zespołowość, dokładność i tempo – te trzy słowa chyba najbardziej dokładnie charakteryzują styl prezentowany przez najlepszą ekipę Damallsvenskan w sezonie 2020. Ekipę, którą zawsze oglądało się z ogromną przyjemnością, a opisywanie jej boiskowych dokonań było wielkim honorem. Warto więc wymienić z imienia i nazwiska tych, którzy przez kolejny rok w pełni zasłużenie mogą z dumą tytułować się piłkarskimi mistrzami Szwecji.


Prezes: Peter Bronsman

Zarząd: Johan Blomdahl, Bengt Olvemark

Pierwszy trener: Mats Gren

Sztab trenerski: Jörgen Ericson, Mattias Gustafsson, Catrine Johansson, Jane Törnqvist

Sztab medyczny: Daniel Ahlstedt, Sadesh Balasingam, Matilda Lundblad, Karin Schröder

Osoby funkcyjne: Anders Abrahamsson, Lasse Claesson, Anders Goffe, Adde Larsson, Tore Lund, Pernilla Milton, Kristoffer Nilsson, Lasse Svensson


KADRA 2020:

mv

fv

mf

fw

gg

falk

Złota Jennifer Falk – dosłownie i w przenośni (Fot. Jimmy Vikström)

Mistrz, mistrz, Göteborg!!

guld1

Piłkarki z Göteborga świętowały historyczny sukces na pustej Arenie Linköping (Fot. Magnus Hallbäck)

Przed pierwszym gwizdkiem Sandry Almkvist wizualizowaliśmy sobie wiele scenariuszów, według których może potoczyć się starcie zespołów z Linköping i Göteborga, ale tego, co ostatecznie wydarzyło się na jednej z aren EURO 2013, nie przewidział chyba nikt. Styl, w którym piłkarki z Västergötland przypieczętowały pierwszy w pięćdziesięcioletniej historii klubu mistrzowski tytuł przejdzie oczywiście do historii, ale doceniając cudowny koncert ubranych tego dnia na biało zawodniczek KGFC po przerwie, nie sposób nie wrócić do tego, co wydarzyło się jeszcze w pierwszej połowie. To właśnie wtedy podopieczne Matsa Grena strzeliły bowiem dwa przepięknej urody gole, które całkowicie odebrały rywalkom jakąkolwiek chęć do walki. Wielkie strzelanie na Arenie Linköping rozpoczęła rozgrywająca swój zdecydowanie najlepszy sezon w karierze Pauline Hammarlund, która wbiegła idealnie w tempo między sygnalizujące pozycję spaloną defensorki gospodyń i zmieściła futbolówkę tuż przy prawym słupku bramki Cajsy Andersson. Cała akcja rozpoczęła się jednak od Rebecki Blomqvist, która nieco ponad kwadrans później miała swój udział również przy trafieniu na 2-0. Swoją rolę odegrała przy nim także Hammarlund, a całość w najlepszy możliwy sposób sfinalizowała Filippa Angeldal, oddając strzał, z obroną którego problemy miałaby każda bramkarka świata. Linköping w pierwszej połowie próbował jeszcze szarpać, szczególnie aktywna była lewa strona LFC z Elin Landström oraz Uchenną Kanu, ale poza pojedynczymi stałymi fragmentami, pod bramką Jennifer Falk niezmiennie panował względny spokój. Biorąc pod uwagę rangę meczu chyba nawet zbyt duży, gdyż od drużyny, która jeszcze całkiem niedawno mierzyła w puchary (inna kwestia, czy nie były to plany mocno na wyrost) powinniśmy wymagać zdecydowanie więcej konkretów. Te były jednak wyłącznie po stronie Göteborga, dzięki czemu w przerwie w szatni gości można było powoli zacząć przygotowywać okolicznościowe gadżety do pomeczowej celebracji.

Zanim jednak na dobre rozpoczęło się świętowanie, czekało nas jeszcze 45 minut meczu, podczas których piłkarki z Göteborga zapragnęły udowodnić wszelkiej maści sceptykom, że to one były w tegorocznych rozgrywkach najlepszą drużyną w kraju. Udowadnianie błyskawicznie rozpoczęła Vilde Bøe Risa, która potrzebowała siedmiu minut i dwóch asyst Pauline Hammarlund, aby zapisać na swoim koncie dwa premierowe trafienia w sezonie 2020. Dla reprezentantki Norwegii był to bez wątpienia niezwykle wzruszający moment, gdyż doskonale przecież pamiętamy, z jak wieloma przeciwnościami natury zdrowotnej przyszło jej się zmagać w ostatnich miesiącach. W najważniejszym meczu piłkarskiej jesieni Bøe Risa wystąpić jednak zdążyła i możemy być pewni, że był to występ, którego sama zainteresowana długo nie zapomni. Podopieczne Matsa Grena nie zamierzały jednak poprzestawać na czterech golach, a wprowadzane z ławki zawodniczki robiły bardzo wiele, aby także przyłożyć swoją pieczątkę na historycznym zwycięstwie. Efekt? Po golu dołożyły do klubowego skarbczyka rezerwowe w tym meczu Koivisto i Blackstenius, a Julia Zigiotti zapisała na swoim koncie asystę. Bez wpisu w meczowym protokole swojego przedostatniego (przynajmniej na pewien czas) występu na europejskich boiskach nie zamierzała kończyć również Natalia Kuikka, która zimą przywita się z NWSL nie tylko jako mistrzyni Szwecji, ale jako jedna z najbardziej wartościowych zawodniczek Damallsvenskan. Tak, Linköping w drugiej połowie prezentował się fatalnie, do tego stopnia, że kibicom miejscowej drużyny mogło przypomnieć się wyparte już najpewniej ze świadomości haniebne 0-6 z Eskilstuną, ale kwestionowanie przepięknego triumfu ekipy z Västergötland byłoby po prostu nie na miejscu. Po pierwsze, nie zapominajmy, że to Göteborg swoją kapitalną postawą sprawił, że gospodyniom zupełnie odechciało się w sobotnie, listopadowe popołudnie grać w piłkę. Po drugie, ten mecz stanowił dla klubu z znad Göty swego rodzaju klamrę podsumowującą trzyletni okres transformacji ligowego średniaka, który właśnie ledwo uniknął degradacji, w mistrza kraju. Droga ta – wbrew pozorom – była naprawdę długa i wyboista, ale tajemnica sukcesu polega na tym, że na żadnym jej etapie nie pozostawiono najważniejszych kwestii przypadkowi. I choć nie obyło się bez kosztownych pomyłek, to na ich dokładną analizę przyjdzie jeszcze czas. A póki co pozwólmy wybrzmieć okrzykom radości piłkarek i działaczy KGFC, gdyż one najlepiej puentują nam ten szalony i zarazem niesamowicie intensywny sezon, który na Valhalli na zawsze pozostanie już przekazywaną z pokolenia na pokolenie legendą.

******

Choć z wiadomych względów większość oczu była w miniony weekend skierowana na Linköping, historia pisała się także na innych arenach. Ot, choćby w Uppsali, gdzie Kristianstad zapewnił sobie prawo gry w eliminacjach piłkarskiej Ligi Mistrzyń 2021/22. Pewne zwycięstwo nad beniaminkiem było dopełnieniem fenomenalnego sezonu w wykonaniu podopiecznych Elisabet Gunnarsdottir, która podczas dekady spędzonej w północno-wschodniej Skanii najpierw przeprowadziła klub przez największy w jego historii kryzys, a następnie doprowadziła go do bram Europy. I jeśli ktoś w tym momencie pomyślał, że jest to kolejna pochodząca z naszej ligi opowieść idealnie nadająca się na scenariusz kalifornijskiego filmu, to … jak najbardziej ma rację! Jak widać, raz jeszcze potwierdza się stare przysłowie, że to życie pisze nam najbardziej wartościowe scenariusze. Z kronikarskiego obowiązku odnotujmy jednak, że zawodniczką, która poprowadziła Kristianstad do zwycięstwa w Uppsali, była dyrygentka środka pola Anna Welin i tylko kapitalna postawa Emmy Holmgren w bramce gospodyń sprawiła, że była piłkarka Limhamn Bunkeflo nie kończyła sobotniego meczu z hat-trickiem w statystykach. Swojego gola dołożyła także jedna z najbardziej niedocenianych (taki najwidoczniej już los defensywnych pomocniczek) piłkarek Damallsvenskan Eveliina Summanen, a wnosząca jak zwykle sporo ożywienia rezerwowa Maja Bodin tym razem upodobała sobie ostrzeliwanie obramowania bramki zespołu z Uppsali. Bez gola zakończyła swój boiskowy popis także największa gwiazda Pomarańczowych Therese Åsland, która jednak miała swój niezaprzeczalny udział przy decydującym dla końcowego wyniku trafieniu na 2-0. To właśnie zawodniczka z Norwegii dośrodkowała z narożnika boiska piłkę, którą chwilę później mocno niefortunnie, bo od pleców swojej klubowej koleżanki, piąstkowała Emma Holmgren. Beniaminka możemy oczywiście pochwalić za grę do końca (Linköping może w tym miejscu zrobić notatki), ale honorowy gol autorstwa Nicole Modin to zdecydowanie zbyt mało, aby toczyć równorzędne boje z drużyną, która już za kilka miesięcy będzie reprezentować nas w Europie. I wiele wskazuje na to, że będzie to naprawdę godna reprezentacja.

Innym miastem, w którym piłkarscy kibice mieli w miniony weekend mnóstwo powodów do radości, było niewątpliwie Växjö. Zespół prowadzony przez Marię Nilsson dokonał bowiem w rundzie rewanżowej prawdziwego cudu, najpierw wydostając się na powierzchnię z głębi strefy spadkowej, a następnie przyklepując utrzymanie w Damallsvenskan na kolejkę przed końcem sezonu. Czy mając w pamięci wydarzenia ostatnich tygodni ktoś uwierzyłby, że ta drużyna po trzynastu rozegranych meczach zamykała ligową tabelę z dorobkiem … ośmiu punktów i sześciu strzelonych goli? Obserwując aktualną dyspozycję Rii Öling, Amandy Johnsson Haahr, czy Ini-Abasi Umotong wydaje się to wręcz niemożliwe, ale historia Växjö pokazuje po prostu jak nieprzewidywalnym sportem jest futbol. I jest to niewątpliwie jeden z powodów, dla których pokochaliśmy akurat tę dyscyplinę sportu. Rozegrany wyjątkowo na Värendsvallen mecz przeciwko Eskilstunie nie był może popisem efektownej gry podopiecznych Marii Nilsson, ale gospodynie zrobiły w sobotnie popołudnie dokładnie tyle, ile trzeba było zrobić, aby odprawić wyżej notowane rywalki z bagażem dwóch goli. W strzeleniu tego drugiego wydatnie pomogła im golkiperka United Emelie Lundberg, która grając na tym poziomie ma obowiązek łapać takie piłki, jak ta uderzona przez Nellie Karlsson, ale czy za kilka lat ktoś będzie jeszcze wspominał okoliczności, w których padła ta bramka? Najprawdopodobniej nie, gdyż w naszej pamięci pozostanie raczej jesienne odrodzenie Växjö, które sprawiło, że niedawna czerwona latarnia zagwarantowała sobie utrzymanie wcześniej niż uczyniły to chociażby mające zdecydowanie wyższe ambicje Piteå i Eskilstuna. Obie wymienione tu ekipy mogły zresztą na własnej skórze przekonać się na czym polega fenomen skazywanego na porażkę klubu ze Småland, który zdecydowanie najlepiej gra właśnie wtedy, gdy już nikt na niego nie stawia.


21. kolejka w liczbach:

Gole: 21  (średnia 3.50 / mecz)

Rzuty karne: 0

Żółte kartki: 7

Czerwone kartki: 0

Najszybszy gol: Pauline Hammarlund (Göteborg) – 11. minuta (vs. Linköping)

Najpóźniejszy gol: Nellie Karlsson (Växjö) – 84. minuta (vs. Eskilstuna)

Piłkarka kolejki: Pauline Hammarlund (Göteborg)

Gol kolejki: Pauline Hammarlund (Göteborg)


Komplet wyników:


Piłkarka kolejki:

lirare

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

21. kolejka – zapowiedź

 
vvv

Czy już jutro Puchar Księżniczki Wiktorii oficjalnie zmieni właściciela? (Fot. Bildbyrån)

7. listopada 2020 – ta data może na zawsze zapisać się w pamięci każdego kibica piłki nożnej z Göteborga. Aby jednak tak się stało, drużyna prowadzona przez Matsa Grena musi w najbliższą sobotę pokazać mistrzowski charakter, sięgając po komplet punktów w wyjazdowym starciu w Linköping. Dokładnie tyle dzieli nas od tego, aby charakterystyczny puchar przyznawany co roku najlepszej drużynie w kraju, po raz pierwszy w historii trafił do gabloty na Valhalli. Próby sztucznego podkręcania napięcia akurat przed tym meczem wydają się całkowicie bezcelowe, gdyż każda z piłkarek KGFC jest w pełni świadoma faktu, że oto nadeszła chwila, w której w jeden wieczór można wywalczyć sobie trwałe miejsce w historii nie tylko klubu, ale i całej ligi. Czy świadomość ta poniesie zawodniczki z Göteborga do gwiazd? A może będzie dokładnie odwrotnie i presja będącego na wyciągnięcie ręki tytułu sprawi, że na pustej Arenie Linköping będziemy świadkami nieustannego festiwalu nerwów? Tego dowiemy się niebawem, ale jeśli Göteborg rzeczywiście miałby już w ten weekend rozpocząć mistrzowską fetę, to przy okazji przełamałby ciągnącą się już od ponad dekady wyjazdową niemoc w rywalizacji z klubem z Östergötland. Ostatnie ligowe zwycięstwo KGFC w Linköping miało bowiem miejsce wiosną 2009, a zwycięskiego gola dla ekipy z zachodniego wybrzeża strzeliła wówczas Johanna Almgren. O tym, jak odległe to czasy, najlepiej świadczy fakt, że w bramce Göteborga stała wówczas Hedvig Lindahl, parę stoperek stanowiły Jane Törnqvist oraz Stina Segerström, a w drużynie gospodyń o sile środka pola stanowiły Catherine Paaske i … Caroline Seger. Ostatnia z wymienionych jutro będzie zresztą żywo zainteresowana tym, aby domowa passa Linköping została podtrzymana, gdyż tylko takie rozstrzygnięcie może przedłużyć nam mistrzowskie emocje o kolejny tydzień.

Na dziś wiemy już tyle, że w obu klubach zimą dojdzie do wielu przetasowań kadrowych. Ostatnie dni przyniosły nam między innymi informację o czekającej nas niebawem roszadzie na stanowisku szkoleniowca Linköping, ale co zrozumiałe, najwięcej emocji wzbudzają póki co planowane zmiany w Göteborgu. Wielu ekspertów zastanawiało się, jaki wpływ na boiskową postawę zespołu będzie miało ogłoszenie transferu Natalii Kuikki do Portland Thorns, a także pojawiające się coraz częściej (i bynajmniej nie bez mocnych ku temu podstaw) głosy o rychłych przenosinach Emmy Berglund oraz Rebecki Blomqvist. Przed tygodniem, cała wymieniona tu trójka odpowiedziała jednak na zgłaszane wątpliwości w najlepszy możliwy sposób, prowadząc swoją drużynę do zwycięstwa na niełatwym terenie w Växjö i możemy być pewni, że również w najważniejszym meczu w pięćdziesięcioletniej historii klubu trener Mats Gren będzie mógł liczyć na ich dobrą dyspozycję. A czy przełoży się ona na trzy bezcenne punkty, to już zupełnie odrębny temat. Linköping matematycznie zachowuje jeszcze szansę na europejskie puchary, ale w praktyce w taki zbieg okoliczności nie wierzą w Östergötland chyba nawet najbardziej niepoprawni optymiści. Brak realnej stawki nie oznacza jednak, że Nilla Fischer, Frida Maanum i spółka nie będą miały jutro czegoś do udowodnienia, przede wszystkim oczywiście samym sobie. A nie od dziś wiemy, że taka wewnętrzna motywacja często potrafi przynieść najlepsze skutki. O tym, że drużynę z Göteborga można ukłuć lub przynajmniej mocno nastraszyć, przekonały nas ostatnio Örebro i Växjö. Czy Linköping dysponuje mniejszym potencjałem niż te dwie ekipy? Absolutnie nie! A skoro nie, to intensywności, napięcia i niespotykanych nigdzie indziej niż na sportowych arenach emocji, na pewno nam jutro nie zabraknie. A jeśli ciekawi was, kto rozstrzygnie na swoją korzyść tę piłkarsko-mentalną potyczkę, to mecz na Arenie Linköping z miejsca powinien stać się daniem głównym sobotniego menu każdego kibica.

O historyczny wynik zagrają także zawodniczki z Kristianstad, które potrzebują zaledwie punktu w rywalizacji ze zdegradowaną już Uppsalą, aby po raz pierwszy zameldować się w eliminacjach piłkarskiej Ligi Mistrzyń. Liderka KDFF Therese Åsland obiecała już z tej okazji okolicznościowy tatuaż, więc zwyczajnie nie wypada kazać reprezentantce Norwegii czekać z realizacją tego planu. Mówiąc jednak w stu procentach serio, miejsce na ligowym podium będzie wspaniałym podsumowaniem wieloletniej pracy trenerki Elisabet Gunnarsdottir oraz jej islandzko-duńsko-szwedzkiego sztabu, który pomimo wielu turbulencji niezmiennie cieszył się zaufaniem zarządu, co ostatecznie przyniosło naprawdę wspaniałe owoce. Czy historia ta będzie wskazówką dla innych właścicieli, że w futbolu pośpiech z reguły bywa złym doradcą? Czas pokaże. Warto jednak zauważyć, że Kristianstad wcale nie musi zadowalać się wyłącznie trzecią lokatą, gdyż ewentualne zwycięstwo nad Uppsalą sprawi, że Pomarańczowe przynajmniej do niedzieli wyprzedzą w tabeli Rosengård! Czy ktokolwiek spodziewał się, że rywalizacja o ostateczną kolejność w czołowej trójce nabierze na finiszu rozgrywek aż takich rumieńców? Oczywiście, prawdą jest, że nawet w przypadku triumfu Kristianstad nad Uppsalą, Rosengård wciąż będzie zdecydowanym faworytem w meczu przeciwko Piteå, ale obecny sezon przyniósł nam już przecież nie takie sensacje. A Madelen Janogy i Fernanda Da Silva tylko czekają, aby kolejny raz zszokować piłkarską Szwecję, przy okazji zapewniając klubowi z LF Areny pozostanie w Damallsvenskan na kolejny sezon. O ligowy byt zagrają także Umeå z Djurgården oraz Växjö z Eskilstuną i w obu tych meczach obowiązywać będzie niepisana zasada, że remis jest porażką, a porażka – zwiastunem nie lada kłopotów. Bo w tej części tabeli porażki potrafią kosztować nadzwyczaj drogo.


Zestaw par 21. kolejki:

omg21_01

omg21_02

omg21_03

omg21_04

omg21_05

omg21_06

Hej då, Uppsala!

upps

Drużyna z Uppsali po roku żegna się z Damallsvenskan. Na jak długo? (Fot. Bildbyrån)

Gdy rok temu klub z Uppsali sensacyjnie awansował do najwyższej klasy rozgrywkowej, nie brakowało opinii, że drużyna prowadzona przez Jonasa Valfridssona zafunduje nam na boiskach Damallsvenskan powtórkę z Kalmaru i Kungsbacki. Takie podejście do tematu nie wynikało bynajmniej z niechęci do nieoczywistego beniaminka, lecz z analizy kilku niezaprzeczalnych faktów. A te przedstawiały się tak, że wywalczony w iście hollywódzkim stylu awans zaskoczył nawet zarząd klubu z Uppsali, który konsekwentnie budował kadrę z myślą o występach na drugim poziomie rozgrywek w sezonie 2020. Niesamowita i zakończona ostatecznie pełnym sukcesem pogoń w wieńczącym ligowe zmagania meczu przeciwko faworyzowanemu Hammarby sprawiła jednak, że rzeczywistość wyprzedziła w tym przypadku marzenia, a od debiutu na pierwszoligowym froncie Uppsalę nagle zaczęły dzielić miesiące, a nie lata. Ta przyjemna skądinąd zmiana niosła jednak za sobą również wiele dylematów. Wszak już na koniec letniego okienka udało się w zasadzie zamknąć kadrę na następny sezon, a pierwotny plan zakładał, że skompletowany z największą starannością młody i niezwykle ambitny skład spróbuje włączyć się do walki o awans z Elitettan. W zaistniałej sytuacji trzeba jednak było stanąć przed niezwykle trudnym wyborem: czy wzmacniać kadrę nieco bardziej uznanymi nazwiskami, ryzykując przy tym spore turbulencje ekonomiczne, czy może dać drugoligowym piłkarkom szansę, aby już teraz rywalizowały z całą krajową elitą. Jak wiemy, zwyciężyła zdecydowanie bardziej rozsądna opcja numer dwa, a historie Limhamn Bunkeflo czy Kungsbacki z pewnością służyły włodarzom klubu z Uppsali za przestrogę podczas podejmowania decyzji. Wyobraźnię kibiców w Uppland w jakimś stopniu rozbudził oczywiście transfer Emmy Holmgren, ale pochodząca zresztą z Uppsali 22-letnia bramkarka była jedyną zawodniczką tej klasy, która zimą zasiliła szeregi beniaminka.

Pobieżna ocena faktów skłaniała nas ku tezie, że drużyna trenera Valfridssona będzie na pierwszoligowym polu bitwy skazana na rolę klasycznego dostarczyciela punktów. Jasne, może raz podczas całego sezonu uda jej się sprawić jakąś głośną sensację, ale to jest absolutne maksimum, na jakie stać w tych okolicznościach Uppsalę. Jakie więc było nasze zaskoczenie, gdy beniaminek najpierw odprawił na własnym boisku Djurgården (dwukrotnie odrabiając w tym meczu straty!), a następnie przejechał się po Umeå, po drodze wyrywając jeszcze bezcenny punkt z rąk Växjö. Cztery mecze, siedem oczek i lokata w górnej połówce tabeli – takiego wejście w nową rzeczywistość nie spodziewał się w Uppsali absolutnie nikt! Hurraoptymistom, którzy błyskawicznie uwierzyli w kontynuowanie pierwszoligowej przygody także i w przyszłym roku, nie bez przyczyny przypominano jednak, że do spokojnego utrzymania trzeba będzie wywalczyć nieco ponad dwadzieścia punktów. A pomimo startu zdecydowanie powyżej oczekiwań, realizacja tego celu wciąż wydawała się niezwykle odległą perspektywą. I rzeczywiście: choć Uppsali zdarzały się jeszcze pojedyncze przebłyski (jak chociażby wyjazdowe zwycięstwo nad zawsze groźną Eskilstuną), to strefa spadkowa najpierw zaczęła się niebezpiecznie przybliżać, a w końcu wchłonęła debiutującą na boiskach Damallsvenskan drużynę. I choć na półmetku rozgrywek Uppsala miała na swoim koncie więcej punktów niż Kalmar i Kungsbacka łącznie uzbierały przez cały sezon, runda jesienna brutalnie zweryfikowała pragnienia sprawienia kolejnej sensacji. Osiem porażek w ośmiu kolejnych meczach oznaczało, że budowana z myślą o Elitettan kadra za chwilę wróci tam, gdzie jej miejsce.

Czy będziemy za Uppsalą tęsknić i niecierpliwie wyczekiwać jej powrotu do krajowej elity? Na tak postawione pytanie trudno odpowiedzieć jednoznacznie. Z jednej bowiem strony im dłużej trwał sezon, tym bardziej klarowne stawało się, że piłkarki grające swoje domowe mecze w charakterystycznych, różowych koszulkach w wielu aspektach piłkarskiego rzemiosła wyraźnie odstają od swoich ligowych rywalek. Nie możemy jednak przy tym zapominać, że to właśnie dzięki pierwszoligowej przygodzie Uppsali mogliśmy poznać skalę talentu Cornelii Kapocs czy Mariki Bergman Lundin – dwóch poważnych kandydatek do tytułu Odkrycia Roku na boiskach Damallsvenskan. A swoje dobre momenty miały przecież także niewiele tylko starsza od wspomnianego duetu Cassandra Korhonen oraz spisująca się zdecydowanie najlepiej w roli superrezerwowej Beata Olsson. Swoją bramkarską klasę potwierdziła ponadto Holmgren, która wprawdzie nie dokonała cudu w postaci uratowania pierwszej ligi dla Uppsali, ale swoimi kapitalnymi interwencjami w wielu meczach dosłownie utrzymywała swoją drużynę w grze. Jest raczej przesądzone, że po degradacji w klubie nie pozostaną wszystkie liderki, ale wciąż żywa jest nadzieja, że na Studenternas IP również w kolejnym sezonie przyjdzie nam oglądać wiele piłkarek, które tego lata nabierały bezcennego doświadczenia, dzielnie rywalizując na pierwszoligowym froncie. A utrzymanie w kadrze takich nazwisk jak Strömblad, Nyberg czy Olai może okazać się kluczowe w ewentualnej walce o ponowny awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Nawiasem mówiąc, na dzień dzisiejszy wydaje się, że Uppsala nie będzie w niej pozbawiona argumentów, a mając na uwadze jaki los spotkał w ostatnich latach kilku innych spadkowiczów, możemy pokusić się o stwierdzenie, że obrana w Uppland taktyka okazała się jedyną słuszną. A skoro tak, to z największą przyjemnością przywitamy ulepszoną wersję Uppsali w szeregach Damallsvenskan na sezon 2022. I kto wie, być może jeśli wszystko pójdzie dobrze, to wówczas drużyna ta nie będzie już oczywistym kandydatem do spadku. Póki co wypada jednak pożegnać się klasycznym hej då i życzyć wiele sił na najbliższe miesiące. Każdy spadek, nawet ten po części spodziewany, jest bowiem zawsze dla klubu nie lada wyzwaniem. W Uppsali potrafili już jednak wychodzić nie z takich opresji, więc czemu akurat tym razem miałoby się nie udać?

Meczbol Göteborg

kgfc

Blisko, coraz bliżej! Piłkarki z Göteborga od upragnionego mistrzostwa dzieli już tylko jedno zwycięstwo (Fot. Per Montini)

Dwudziesta kolejka Damallsvenskan przyniosła nam całkiem sporo goli, jeszcze więcej emocji oraz – niejako przy okazji – odpowiedzi na pierwsze istotne pytania. I jak to zwykle w futbolu bywa: jedni mieli co świętować, inni natomiast mocno i czasami na własne życzenie skomplikowali swoją sytuację w ligowej tabeli. Aby to wszystko usystematyzować, przyjrzymy się więc największym zwycięzcom minionego weekendu na szwedzkich boiskach.

Poczet wygranych otwierać musi rzecz jasna Göteborg, choć piłkarki Matsa Grena wcale nie miały w Småland łatwej przeprawy. A przynajmniej nie była ona aż tak bezproblemowa, jak mógłby sugerować suchy wynik. Jasne, gole Kuikki oraz Hammarlund sprawiły, że zawodniczki z Västergötland już po trzynastu minutach prowadziły na VISMA Arenie 2-0, ale możemy tylko gdybać, jak wyglądałby obraz meczu gdyby gospodynie wykorzystały przynajmniej jedną z dwóch stuprocentowych sytuacji jeszcze przy stanie 0-0. W obu przypadkach kapitalnymi interwencjami popisała się jednak Jennifer Falk, wygrywając między innymi pojedynek sam na sam z Signe Holt, dzięki czemu to Göteborg ostatecznie ułożył spotkanie pod swoje dyktando. Reprezentacyjna golkiperka była niewątpliwie jedną z pierwszoplanowych postaci na placu gry, a odpowiedni poziom koncentracji udało jej się zachować także w drugiej połowie, kiedy to Växjö nie potrafiło przekuć na zdobycz bramkową żadnego spośród naprawdę wielu stałych fragmentów i dośrodkowań. W samej końcówce niezwykle cenne zwycięstwo Göteborga przypieczętowała jeszcze Julia Zigiotti, pokonując Verę Varis precyzyjnym strzałem zza pola karnego.

Jeżeli uznamy, że trzy wywalczone w Växjö punkty pozwoliły piłkarkom z Göteborga położyć jedną rękę na Pucharze Księżniczki Wiktorii, to używając tej samej analogii musielibyśmy powiedzieć, że Kristianstad bilety do eliminacji przyszłorocznej Ligi Mistrzyń chwyciło jedną ręką i czterema palcami drugiej. Derbowe starcie z Vittsjö było prawdziwym pokazem siły podopiecznych Elisabet Gunnarsdottir, które dopiero w ostatniej fazie meczu pozwoliły rywalkom spod Hässleholm przenieść ciężar gry nieco bliżej bramki Brett Maron. Wcześniej jednak to Anke Preuss aż czterokrotnie musiała wyciągać futbolówkę z siatki, a kolejny wielki mecz w barwach Pomarańczowych rozegrała Therese Åsland. Pominięta ostatnio przez selekcjonera Martina Sjögrena podczas powołań do kadry była pomocniczka Lillestrøm miała bezpośredni udział przy trzech golach dla ekipy z północno-wschodniej Skanii, a całe strzelanie na Arenie w Kristianstad rozpoczęło trafienie jej autorstwa bezpośrednio z rzutu rożnego. Z bardzo dobrej strony w niedzielne popołudnie pokazała się także jedna z bohaterek wyjazdowego zwycięstwa nad Umeå Amerykanka Hailie Mace, a mocno osłabioną przecież defensywą KDFF po profesorsku zarządzała wyrastająca nam powoli na jedno z największych pozytywnych zaskoczeń rundy jesiennej Josefine Rybrink. Po takim występie na osobne słowa uznania zasłużyła sobie jednak właściwie każda piłkarka Kristianstad i jeśli to właśnie ten zespół będzie za kilka miesięcy reprezentował nas w Europie, to z takiej reprezentacji możemy być wyłącznie dumni.

Po stronie zwycięzców dwudziestą serię spotkań kończy także Örebro, które zapewniło sobie ligowy byt, odprawiając beniaminka z Umeå w stosunku 5-1. Kto wie, czy drużyna z Närke nie jest największą rewelacją tegorocznych rozgrywek, gdyż nie zapominajmy, że przed rozpoczęciem sezonu wielu ekspertów wróżyło zawodniczkom z Behrn Areny trudny bój o utrzymanie, który wcale nie musiał zakończyć się powodzeniem. Co więcej, w połowie sezonu poważnej kontuzji doznała liderka KIF Heidi Kollanen, która podczas rozgrywanej latem rundy wiosennej raz po raz zapisywała swoje nazwisko w meczowym protokole. Siedem punktów w trzech ostatnich meczach sprawiło jednak, że w Örebro już dziś mogą budować kadrę na kolejny, pierwszoligowy sezon i wiele wskazuje na to, iż znajdzie się w niej miejsce dla Karin Lundin. Niechciana w Göteborgu napastniczka po transferze do klubu z Behrn Areny przypomniała sobie, że swego czasu była nazywana najbardziej regularną snajperką Elitettan, a jej jedenaście trafień niewątpliwie przyczyniło się do tego, że w Närke na finiszu rozgrywek spoglądać będą wyłącznie przed, a nie za siebie.

Niezwykle istotne zwycięstwa zapisały na swoich kontach także dwa zespoły, które mierzyły zdecydowanie wyżej niż w walkę o pozostanie w Damallsvenskan. W obu przypadkach nie uniknęliśmy zresztą dramatów, gdyż kapitalna postawa Olivii Schough sprawiła, że naprawdę niewiele dzieliło stołeczne Djurgården od wywiezienia z Tunavallen pełnej, punktowej puli. Niestety dla sztokholmianek, piłkarki z Eskilstuny najwyraźniej oglądały powtórkę meczu Vittsjö – Umeå i postanowiły, że w ostatnich minutach odwrócą losy rywalizacji w dokładnie taki sam sposób. Plan ten udało im się zrealizować, choć nieco pomogła im w tym powracająca po półtorarocznej przerwie do bramki Djurgården Gudbjörg Gunnarsdottir, przepuszczając niegroźny centrostrzał Felicii Rogic. Kibice z Piteå na zwycięskiego gola w rywalizacji z Linköping czekać musieli jeszcze dłużej, bo do trzeciej minuty czasu doliczonego. Właśnie wtedy bramkową akcję wykreowały drużynie prowadzonej przez Stellana Carlssona rezerwowe; dośrodkowała Linn Vikström, a jej wrzutkę na gola na wagę trzech punktów zamieniła Vilma Koivisto. Swój mecz w ostatniej kolejce pewnie wygrał także Rosengård, przełamując się po 49 długich dniach ligowej niemocy. Rezultat ten przypieczętował ostatecznie degradację beniaminka z Uppsali, któremu zdecydowanie więcej uwagi poświęcimy jednak w osobnym artykule.


20. kolejka w liczbach:

Gole: 27  (średnia 4.50 / mecz)

Rzuty karne: 2  (oba wykorzystane)

Żółte kartki: 11

Czerwone kartki: 0

Najszybszy gol: Therese Åsland (Kristianstad) – 3. minuta (vs. Vittsjö)

Najpóźniejszy gol: Vilma Koivisto (Piteå) – 90+3. minuta (vs. Linköping)

Piłkarka kolejki: Olivia Schough (Djurgården)

Gol kolejki: Olivia Schough (Djurgården)


Komplet wyników:


Piłkarka kolejki:

lirare

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

AIK i Hammarby – witamy!

aikjubel1

AIK świętuje powrót do Damallsvenskan po pięcioletniej przerwie (Fot. Bildbyrån)

Dokładnie rok temu zastanawialiśmy się, czy sezon 2020 nie okaże się pierwszym, w którym w najwyższej piłkarskiej klasie rozgrywkowej w Szwecji zabraknie choćby jednego klubu ze Sztokholmu. Minęło dwanaście miesięcy i wielce prawdopodobna stała się perspektywa Damallsvenskan 2021 z udziałem aż trzech ekip ze stolicy. Mając na uwadze wyłącznie czynniki demograficzne, awans AIK oraz Hammarby do krajowej elity należałoby przywitać z uśmiechem na ustach i otwartymi ramionami, wszak z oczywistych względów to właśnie w Sztokholmie wychowuje się najwięcej przyszłych gwiazd piłkarskich boisk. Tym bardziej, że mówimy tu o zespołach potrafiących pracować z młodzieżą, które po krótszym lub dłuższym niebycie wracają w poczet pierwszoligowców i dołożą wszelkich starań, aby tym razem pobyt w najwyższej klasie rozgrywkowej okazał się czymś więcej niż wyłącznie krótkim epizodem. Uwaga ta tyczy się w szczególności AIK, który w minionej dekadzie nie bez przyczyny nazywany był klubem zbyt słabym na Damallsvenskan, a jednocześnie zbyt silnym na Elitettan.

Tabela mogłaby sugerować, że wywalczenie awansu do krajowej elity była dla podopiecznych Caroline Sjöblom formalnością, ale rzeczywistość wyglądała zgoła inaczej. I to pomimo faktu, że już na otwarcie sezonu zawodniczki grające na co dzień w żółto-czarnych strojach sensacyjnie rozbiły faworyzowane Hammarby aż 4-1. W kolejnych tygodniach robiło się jednak coraz trudniej, a symbolem poświęcenia włożonego przez AIK w tegoroczną kampanię niech będą chociażby dwa wyszarpane w iście heroicznym stylu zwycięstwa nad Morön. Dzięki mocnemu otwarciu udawało się oczywiście zachowywać względnie bezpieczną przewagę punktową nad grupą pościgową, ale w Solnej doskonale zdawali sobie sprawę, że cały czas trzeba mieć się na baczności, gdyż rywalki łatwo tego awansu nie odpuszczą. Zawodniczki ze stolicy z presją sobie jednak poradziły, a domowe zwycięstwo nad Bollstanäs oznaczało, że powrót do Damallsvsnakan po pięcioletniej banicji stał się faktem. Spory udział miała w tym między innymi pewnie krocząca po tytuł królowej strzelczyń Elitettan Adelisa Grabus, która w Sztokholmie całkowicie odbudowała się po nieudanych, również ze względu na nawracające problemy ze zdrowiem, próbach podboju pierwszej ligi. Strzałem w przysłowiową dziesiątkę okazało się ponadto zakontraktowanie dwóch Finek: Milla-Maj Majasaari gwarantowała stabilność na pozycji bramkarki, zaś sprowadzona już w trakcie sezonu Emma Santamäki na naszych oczach stała się niezwykle istotnym ogniwem formacji defensywnej. Zestaw ten, uzupełniany dodatkowo pokładami doświadczenia (Jenny Danielsson, Sara Nordin) i młodzieńczej fantazji (Rosa Kafaji, Piyatida Somkumpee), z zadania w postaci wywalczenia promocji do najwyższej klasy rozgrywkowej wywiązał się ostatecznie bez zarzutu, ale w Solnej mają świadomość, że rywalizacja na poziomie Damallsvenskan to już zupełnie inny poziom. A skoro tak, to możemy spodziewać się, że Anne Mäkinen będzie tej zimy niezwykle aktywnym graczem na rynku transferowym. Wydaje się bowiem, że w AIK wyciągnięto odpowiednie wnioski z zakończonego kompletną klapą sezonu 2015, a nikt dwukrotnie tych samych błędów powtarzać nie zamierza.

hammarby-klara-for-obos-damalssvenskan

Hammarby nie popełnia dwa razy tych samych błędów – w tym roku końcówka sezonu należała do Bajen (Fot. Hammarby IF)

Według wielu ekspertów, sezon 2020 miał być dla Hammarby przyjemnym spacerkiem w kierunku Damallsvenskan. Jakie więc musiało być zdziwienie wszelkich obserwatorów, gdy okazało się, że zamiast spodziewanego marszu po posypanych kwiatami alejkach w rytm triumfalnych fanfar, piłkarki Bajen zostały zmuszone do wyczerpującej, wysokogórskiej wspinaczki, podczas której nie brakowało jeszcze zastawianych przez kolejne rywalki pułapek. Koniec końców szczyt udało się zdobyć, ale szczególnie w początkowej fazie wyprawy były momenty, gdy powtórka koszmarnego scenariusza sprzed roku wydawała się nie tyle realna, co po prostu bardzo możliwa. I nie chodzi to nawet o derbową wpadkę z AIK, którą w Södermalm przyjęto jak jednorazowy falstart. Po niej przyszedł jednak mało przekonujący mecz z Kalmar, wyjazdowe wpadki w Borlänge oraz Sunne i domowy remis z Brommą. Potknięć i zmarnowanych szans na dołączenie do czołówki wydawało się być zbyt wiele, ale niemal perfekcyjna jesień, podczas której udało się z nawiązką odrobić wszystkie poniesione wcześniej starty, pozwoliła trenerowi Pablo Pinonesowi-Arce zameldować wykonanie zadania. Co ciekawe, pomimo obecności w kadrze Hammarby znaczącej liczby uznanych jak na warunki Elitettan nazwisk, kluczem do sukcesu okazał się kolektyw. Żaden awans nie byłby oczywiście możliwy bez szczelnej defensywy, więc nie może dziwić, że pierwsze indywidualne gratulacje składać będziemy na ręce liderki tej formacji Elsy Karlsson. Docenić warto również całoroczny wysiłek niezmordowanej Ellen Gibson, która grając na chyba najbardziej niewdzięcznej pozycji na boisku, wielokrotnie (jak najbardziej zresztą słusznie!) uznawana była za najlepszą zawodniczkę na placu. O to, aby wszystko zgadzało się również z przodu, skutecznie zadbały przede wszystkim Emma Jansson oraz Emilia Larsson, strzelając gole właśnie wtedy, gdy zespół tych trafień potrzebował. To znamienne, że nie wymieniliśmy podczas tej wyliczanki piłkarek, które przed sezonem najczęściej wskazywane były jako potencjalnie największe gwiazdy ligi, ale jeśli Dajan Hashemi w porę przypomni sobie, że nie tak dawno nazywano ją największym talentem europejskiej piłki, a Hanna Folkesson oraz June Pedersen nawiążą do najlepszych okresów swoich karier, to nawet w obecnym składzie personalnym Hammarby nie byłoby w rywalizacji z pierwszoligowcami całkiem pozbawione szans. Skądinąd wiemy jednak, że w Södermalm szykują się na stosunkowo intensywne okienko transferowe, w związku z czym z jeszcze większą ekscytacją wyczekujemy powrotu Bajen do najwyższej klasy rozgrywkowej. Pamiętając oczywiście, jak wielką sensacją były piłkarki w zielono-białych strojach, gdy poprzednio przyszło im występować w roli beniaminka.