Pucharowiczki na start!

SONY DSC

Dekadę temu Jitex rywalizował z Linköping także na ligowych boiskach (Fot. Mats Andreasson)

Wprawdzie w niektórych częściach kraju śnieg dopiero spadł, lecz dla szesnastu szwedzkich klubów już w ten weekend kończy się skrócona, piłkarska zima. Okienko transferowe wciąż pozostaje oczywiście otwarte i aż do kwietnia możemy spodziewać się interesujących transakcji na futbolowej giełdzie, ale od teraz żyć możemy już nie tylko nimi, gdyż na krajowe boiska (i hale) wracają najbliższe naszym sercom zespoły. Wracają zresztą mocno odmienione, więc z tym większym zaciekawieniem będziemy przyglądać się ich poczynaniom, odliczając jednocześnie dni do nowego sezonu ligowego oraz do rozpoczynającego się niemal dokładnie za cztery miesiące francuskiego mundialu. W dużym błędzie są jednak ci, którzy twierdzą, że faza grupowa Pucharu Szwecji będzie jedynie przystawką do wspomnianych dań głównych. Już poprzedni sezon pokazał, że nowa formuła pucharowych zmagań okazała się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę, a mając na uwadze sporą aktywność szwedzkich klubów na zimowym rynku transferowym, mamy pełne prawo oczekiwać, że tym razem poziom emocji może tylko wzrosnąć.

W ostatnich dniach zdecydowanie najwięcej działo się w Linköping, w efekcie czego klub z Östergötland był naprzemiennie chwalony i krytykowany przez wielu piłkarskich publicystów. Jednoznacznie na plus oceniono równie głośne, co przemyślane (przynajmniej w momencie ich przeprowadzenia) transfery, dzięki którym autorska drużyna Olofa Unogårda wreszcie zaczęła nabierać realnych kształtów. Z Emmą Holmgren, Julią Ashley, Mimmi Larsson, czy wreszcie Stiną Blackstenius w kadrze ekipa z Linköping z miejsca stała się jednym z faworytów do sięgnięcia w tym roku po mistrzowski laur, a nie zapominajmy, że po mundialu dołączy jeszcze do niej powracająca z Wolfsburga Nilla Fischer. Przerzucenie wszystkich sił i środków na seniorski zespół okazało się jednak na tyle kosztowne, że w Östergötland podjęto decyzję o niezgłoszeniu do ligowych rozgrywek w sezonie 2019 drużyny dziewiętnastolatek, co natychmiast spotkało się z licznymi słowami krytyki. Czy słusznie? Z jednej strony mówimy o klubie, który nigdy nie stawiał mocno na piłkę młodzieżową (według stanu na 7.02.2019 w kadrach dwunastu klubów Damallsvenskan nie ma ani jednej piłkarki wychowanej w LFC), a zmuszanie na siłę do tworzenia określonej przepisami liczby drużyn juniorskich nigdy nie wydaje się być dobrym rozwiązaniem. Z drugiej – istnieją podstawy, aby obawiać się, że będzie to niebezpieczny precedens, a chętnych do podążenia tą samą ścieżką w Damallsvenskan i Elitettan jak wiemy nie brakuje. Pojutrze w centrum uwagi znów znajdzie się jednak pierwszy zespół Linköping, który w walce o premierowe w tym roku pucharowe punkty zmierzy się z niezwykle utytułowanym, lecz występującym od kilku lat na trzecim poziomie rozgrywkowym Jitexem Möldnal. Gol Stiny Blackstenius lub Mimmi Larsson w debiucie? Taki scenariusz wydaje się całkiem prawdopodobny i na pewno pomógłby on uspokoić nieco atmosferę wokół klubu.

Zdecydowanie bardziej wyrównanej walki spodziewamy się za to na odnowionej i świeżo wyremontowanej Valhalli, gdzie po półrocznej przerwie powracają wicemistrzynie z Göteborga. Marcus Lantz w porozumieniu z zarządem klubu postanowił, że ze względu na krótszą niż zwykle rundę wiosenną, kluczowych dla ostatecznego kształtu kadry wzmocnień nad Götą poszukają dopiero podczas letniej przerwy w rozgrywkach. Czy strategia ta nie okaże się zgubna? Pierwszą odpowiedź poznamy już w sobotę, a będzie ona o tyle ciekawa, że Växjö w dotychczasowych sparingach także nie sprawiało jeszcze wrażenia kompletnego projektu.

Co słychać w innych grupach? Derby Malmö zapowiadają się na jeszcze jedno starcie dwóch drużyn w budowie, czego oboje trenerzy nie zamierzają nawet ukrywać, a sprawczynie największej sensacji w historii Damallsvenskan z Piteå, po średnio udanej (przynajmniej jeśli chodzi o wyniki) serii sparingów z rywalkami z ligi szkockiej, postarają się wrócić na zwycięską ścieżkę w starciu z drugoligowym AIK. Duża wymienność piłkarek między klubami sprawia, że hitem pierwszej kolejki zmagań w grupie D wydaje się być potyczka Eskilstuny z Örebro, choć z pewnością nie zabraknie także chętnych do tego, aby po raz pierwszy zobaczyć w akcji odnowione i mierzące niezwykle wysoko Djurgården. Aby to zrobić, trzeba będzie udać się do Uppsali, gdyż to właśnie tam zainaugurują nowy, piłkarski rok zawodniczki ze stolicy.

Pucharowy weekend:

Grupa A: Göteborg – Växjö (sob., godz. 14), Jitex – Linköping (sob., godz. 14)

Grupa B: Rosengård – LB 07 (sob., godz. 13), Kalmar – Kristianstad (sob., godz. 15)

Grupa C: Ljusdal – Hammarby (sob., godz. 16), Piteå – AIK (niedz., godz. 14)

Grupa D: Eskilstuna – Örebro (sob., godz. 14), Uppsala – Djurgården (sob., godz. 14)

Reklamy

Złota dziesiątka szwedzkiej kadry

emguld1984

Mistrzynie Europy!! Szwedzkie piłkarki świętują w deszczowym Luton (Fot. SvFF)

Finał mistrzostw świata, mistrzostw Europy, czy Igrzysk Olimpijskich? A może żaden z nich? Piłkarska reprezentacja Szwecji rozegrała w minionym półwieczu tyle wspaniałych meczów, że wybór tego jedynego, najwspanialszego wydaje się wręcz niemożliwy. Okres przedmundialowy mocno sprzyja jednak wspominaniu pięknych kart z przeszłości, a skoro tak, to zapraszam na bardzo subiektywną (jak zresztą zwykle) listę dziesięciu boiskowych spektakli, których prędko nie zapomnimy. A coś podpowiada mi, że nie zapomnimy ich pewnie nigdy.

10. Dania – Szwecja 0-1 (eliminacje MŚ 2019)

Historia bardzo świeża, ale to nie powód, aby jej odpowiednio nie doceniać. Tym bardziej, że dla niektórych był to najlepszy mecz w wykonaniu szwedzkiej kadry od wielu lat. Kończące eliminacje do francuskiego mundialu starcie w Viborgu było jednocześnie bezpośrednią potyczką o pierwsze, gwarantujące bezpośredni awans, miejsce w grupie. Naszpikowana gwiazdami dużego formatu duńska ofensywa okazała się jednak całkowicie bezbronna w zderzeniu z zestawioną specjalnie na tę okazję przez Petera Gerhardssona szwedzką defensywą. Glas, Fischer, Sembrant, Eriksson i Andersson zagrały niemal bezbłędnie, a żeby radość była pełna, tuż po przerwie zwycięskim golem uraczyła nas jeszcze Sofia Jakobsson. Wywalczony w takich okolicznościach na duńskiej ziemi awans smakował bardzo podobnie jak ten sprzed ośmiu lat i należy sobie życzyć, aby analogie z turniejem w Niemczech wcale się w tym miejscu nie skończyły.

9. USA – Szwecja 1-1 (k. 3-4) (ćwierćfinał IO 2016)

Igrzyska w Brazylii to nie był dobry turniej w wykonaniu piłkarskiej reprezentacji Szwecji. Możemy nawet pokusić się o opinię, że nigdy wcześniej i nigdy później do finału wielkiej imprezy nie przedostał się zespół równie bezbarwny, co ówczesna kadra Pii Sundhage. Ale pomimo tych wszystkich obiektywnych okoliczności, ćwierćfinałowa wiktoria nad liderkami światowego rankingu miała jednak swój niepowtarzalny smaczek. Asystę Lisy Dahlkvist do Stiny Blackstenius będziemy doskonale pamiętać nawet za kilkadziesiąt lat, podobnie zresztą jak absolutnie prawidłowego gola Lotty Schelin w dogrywce, z którego okradła nas trójka sędziowska z Oceanii. Inna sprawa, że gdyby trafienie na 2-1 zostało jednak uznane, to prawdopodobnie nie mielibyśmy okazji przeżyć wspaniałego, zakończonego happy-endem konkursu jedenastek i nigdy nie zobaczylibyśmy Hedvig Lindahl odbierającej przed jego rozpoczęciem zwycięskie (jak się okazało) instrukcje.

8. Szwecja – Anglia 3-2 (dogr.) (półfinał EURO 1987)

Wielki rewanż za rozstrzygnięty dopiero w serii rzutów karnych finał poprzednich mistrzostw Europy miał miejsce na norweskiej ziemi. Głodne sukcesu Angielki od razu przystąpiły do działania i mogło się wydawać, że tym razem to one wyjdą zwycięsko z obustronnej wymiany ciosów na Melløs Stadion, gdyż na trafienia Jackie Sherrard oraz Lindy Curl Szwedki odpowiedziały „tylko” jednym golem Anette Börjesson. Wtedy jednak sprawy w swoje ręce postanowiła wziąć opromieniona tytułem królowej strzelczyń Damallsvenskan Gunilla Axén, która zabawiła się z angielskimi defensorkami tak, jak wielokrotnie robiła to z rywalkami na ligowych boiskach. Jej pierwszy gol przedłużył emocje o dogrywkę, a drugi – zdobyty wówczas, gdy wszyscy szykowali się już na powtórkę z rozrywki w postaci kolejnego rozstrzygnięcia w rzutach karnych – sprawił, że po raz pierwszy (i po dziś dzień jedyny) finał mistrzostw Europy był wewnętrzną sprawą państw skandynawskich.

7. Niemcy – Szwecja 2-1 (dogr.) (finał MŚ 2003)

Po przegranym w dogrywce finale EURO 2001 zasada złotego gola i tak nie kojarzyła się nam najlepiej, ale dwa lata później znienawidziliśmy ją ostatecznie i bezwarunkowo. Rywal ten sam, faza turnieju ta sama, ale stawka jeszcze większa, bo była nią gwiazdka na reprezentacyjnej koszulce. Przebieg samego meczu wszyscy do dziś pamiętamy chyba aż za dobrze: najpierw trafia Ljungberg, później – tuż po przerwie – wyrównuje Meinert, a w dogrywce, po błędzie Jönsson, Künzer doprowadza całą piłkarską Szwecję do łez. Wiele osób nie bez racji niestrudzenie przypomina, że zwycięski gol dla Niemek padł po rzucie wolnym, który nigdy nie powinien zostać podyktowany. Tak, to prawda, ale nie zapominajmy, że jeszcze w regulaminowym czasie gry rywalkom należał się przynajmniej jeden ewidentny rzut karny za faul na Garefrekes. 12. października 2003 rumuńska sędzia myliła się solidarnie w obie strony, choć dla drużyny, która w wyniku jednej z błędnych decyzji została pozbawiona szansy na zapisanie się w panteonie mistrzyń świata, jest to oczywiście niewielkie pocieszenie.

2011_kval

Gol Charlotte Rohlin – jedziemy na mundial do Niemiec! (Fot. Getty Images)

6. Dania – Szwecja 2-2 (dogr.) (baraże o awans do MŚ 2011)

Niemiecki mundial wspominamy całkiem miło, ale nie możemy zapominać, że tak naprawdę brakowało bardzo niewiele, abyśmy przeżywali go w charakterze neutralnych obserwatorów. Po skromnym, lecz niezwykle cennym 2-1 w Göteborgu, kadra Thomasa Dennerby’ego jechała do Danii pełna nadziei, ale rewanżowy mecz barażowy od początku nie układał się po myśli Szwedek. Kontuzja Lindy Forsberg, konieczne roszady taktyczne, nieuznany gol Josefine Ökvist i wreszcie dwie stracone w odstępie niespełna 120 sekund bramki tuż przed końcem pierwszej połowy całkowicie odmieniły losy rywalizacji. Teraz to sąsiadki zza Kattegatu znalazły się zdecydowanie bliżej awansu do turnieju finałowego, ale na nasze szczęście nie był to jeszcze koniec emocji. Ostatnie słowo należało bowiem do Charlotte Rohlin, a w zasadzie do jej głowy, gdyż to właśnie tą częścią ciała grająca przez całą swoją karierę w Linköping stoperka dwukrotnie uderzyła futbolówkę tak, że Heidi Johansen musiała wyjmować ją z siatki. Warto pamiętać, że to właśnie te gole pozwoliły nam kilka miesięcy później przeżyć piękną, mundialowi przygodę.

5. Szwecja – Niemcy 0-1 (półfinał EURO 2013)

Najważniejszy dla całego pokolenia ludzi szwedzkiej piłki turniej rozpoczął się wprawdzie od delikatnego falstartu (remis z Danią), ale później kadra prowadzona wówczas od niedawna przez Pię Sundhage kroczyła już od zwycięstwa do zwycięstwa. Rozgrywane na stadionie narodowym w Göteborgu półfinałowe starcie z broniącymi tytułu Niemkami było wydarzeniem, na które – bez cienia przesady – czekał z niecierpliwością cały kraj. Z większą niż kiedykolwiek wcześniej presją szwedzkie piłkarki poradziły sobie jednak znakomicie i długimi fragmentami całkowicie dominowały nad ówczesnymi mistrzyniami Europy. Niestety, piłka nożna nie zawsze jest sprawiedliwa, a gol Dzsenifer Marozsan sprawił, że to Niemki po ostatnim gwizdku Esther Staubli mogły cieszyć się z awansu do finału. Miejscowym kibicom, którzy do ostatniego miejsca wypełnili trybuny na Gamla Ullevi, na osłodę pozostała satysfakcja ze świetnej postawy szwedzkiego zespołu i wspomnienie kilkusekundowej euforii po nieuznanym ostatecznie wyrównującym golu autorstwa Lotty Schelin.

4. Brazylia – Szwecja 1-2 (ćwierćfinał MŚ 2003)

Kontuzja Caroline Jönsson sprawiła, że przed ćwierćfinałowym starciem z Brazylią Marika Domanski miała do dyspozycji zaledwie jedną zdolną do gry bramkarkę. Mało doświadczona na międzynarodowej arenie Sofia Lundgren zajęła więc miejsce między słupkami i … mało brakowało, a swój udział w meczu zakończyłaby jeszcze przed przerwą. Chińska sędzia uznała jednak, że faul na szarżującej Marcie kwalifikował się jedynie na żółtą kartkę i choć nastoletnia Brazylijka pewnie wykorzystała podyktowany za to przewinienie rzut karny (wyrównując tym samym stan meczu), to najważniejszą informacją dnia było to, że do szatni schodziliśmy w jedenastoosobowym składzie. A w nim udało się poszukać w drugiej połowie zwycięskiego gola, którego w niezwykle spektakularnym stylu zapisała na swoim koncie Malin Andersson. Mierzony strzał pomocniczki z Malmö z rzutu wolnego z pewnością do dziś śni się po nocach tym nieco starszym sympatykom Canarinhas.

3. Szwecja – Niemcy 3-2 (faza grupowa MŚ 1995)

Gdy na otwarcie ”domowych” mistrzostw świata nieoczekiwanie przegrywasz z Brazylią, zaczyna robić się naprawdę nieciekawie. Gdy w połowie drugiego meczu przegrywasz 0-2 z uznawanymi powszechnie za faworytki grupy Niemkami, można powoli zacząć mówić o sytuacji kryzysowej. Na szczęście, właśnie wtedy na scenę wchodzą Malin Andersson, Pia Sundhage i Lena Videkull, które w zaledwie dwadzieścia minut ratują nie tylko mecz (kompletnie odwracając jego losy), ale i cały turniej. Gol z karnego na 1-2 przywrócił wiarę, wyrównujące trafienie Sundhage roznieciło płomień nadziei, a po strzale Andersson stadion w Helsingborgu eksplodował po raz pierwszy (i wcale nie ostatni) podczas tego mundialu. I tylko szkoda, że tak pięknie rozpoczęta historia kadry prowadzonej przez Bengta Simonssona zakończyła się na równie dramatycznym ćwierćfinale, który zresztą również o mało co nie znalazł się na tej liście.

sundhage

Pia Sundhage strzeliła jedynego gola w meczu z Chinkami (Fot. Getty Images)

2. Chiny – Szwecja 0-1 (ćwierćfinał MŚ 1991)

Gospodynie szły przez fazę grupową jak walec; na otwarcie mistrzostw, w obecności ponad 60 tysięcy kibiców, rozbiły 4-0 broniącą tytułu Norwegię, tyle samo goli zaaplikowały walecznym Nowozelandkom, a w meczu przeciwko Danii jedynie brak skuteczności przeszkodził im w strzeleniu rywalkom więcej niż ”tylko” dwóch bramek. Najlepsza w historii (tak, bardziej kompletna niż w 1988 czy 1999) chińska ofensywa wydawała się być maszyną nie do zatrzymania, ale w ćwierćfinałowej potyczce z reprezentacją Szwecji natrafiła ona na zaporę, której pomimo trwającego 90 minut szturmu i ścian mocno pomagających gospodyniom, nijak nie udało się sforsować. Kapitalne zawody rozegrała doświadczona już wtedy golkiperka Jitexu Elisabeth Leidinge, ale wielkie słowa uznania należą się także Evie Zeikfalvy, Anette Hansson, czy Malin Lundgren, bez których sensacyjny awans do strefy medalowej nigdy by się nie wydarzył. Nie możemy oczywiście zapominać także o Pii Sundhage, gdyż to jej gol już z 3. minuty okazał się ostatecznie jedynym, jaki 24. listopada 1991 obejrzeli fani na stadionie w Guangzhou.

1. Szwecja – Anglia 1-1 (k. 4-3) (finał EURO 1984)

Nie mogło być inaczej – jedyny w historii szwedzkiego futbolu zwycięski finał wielkiej, seniorskiej imprezy ląduje na samym szczycie tego rankingu. Młodszym kibicom warto przypomnieć, że działo się to wszystko w czasach, gdy po raz ostatni najlepszą drużynę piłkarskiej Europy wyłaniał nie jeden mecz, a dwumecz. Skromne zwycięstwo w Göteborgu po golu Pii Sundhage dawało wprawdzie całkiem niezłą pozycję wyjściową przed rewanżem, ale to mecz na Kenilworth Road Stadium nieopodal Londynu miał zadecydować o tym kto ostatecznie sięgnie po palmę pierwszeństwa na Starym Kontynencie. I faktycznie zadecydował, choć efektowne trafienie Lindy Curl (nazwisko jak widać zobowiązuje) sprawiło, że emocje w deszczowym Luton przedłużyły się nam aż do rzutów karnych. W nich popis swoich umiejętności dała jednak Elisabeth Leidinge, w sobie tylko znany sposób broniąc strzał Lorraine Hanson. A później do ustawionej na jedenastym metrze futbolówki podeszła Sundhage i na brytyjskiej ziemi rozpoczęła się szwedzka feta. Ach, jak cudownie byłoby powtórzyć ten scenariusz latem 2021!

Kadra 2019

hedvig+lindahl+group+b+sweden+v+usa+womens+yhmrpbwgmbxl

Hedvig Lindahl już dwanaście lat temu grała na mundialu przeciwko USA (Fot. Getty Images)

Upływające w piłkarskim kalendarzu lata podzielić możemy na dwie zasadnicze grupy. Jedną stanowią te, w których uwaga kibiców skupia się przede wszystkich na rozgrywkach klubowych, natomiast drugą – te, w których latem (dawniej także jesienią, ale te czasy należą już chyba raczej do przeszłości) cała futbolowa rodzina przez kilka tygodni żyje nie kolejnymi rekordowymi transferami, lecz rywalizacją najlepszych reprezentacji narodowych. Rok 2019, czyli rok piłkarskich mistrzostw świata, należy rzecz jasna do tego drugiego zbioru, wobec czego nawet w połowie niezbyt mroźnej zimy, każda informacja na temat kadry Petera Gerhardssona urasta do rangi ważnego newsa. Siłą rzeczy coraz częściej zastanawiamy się również nad składem personalnym 23-osobowej reprezentacji, która już w czerwcu wyruszy na trudną misję uszczęśliwienia całej nacji. Kto na pewno znajdzie się w samolocie lecącym do Francji? Dla kogo może w ostatecznym rozrachunku zabraknąć w nim miejsca? Tego dowiemy się dopiero za kilka miesięcy, ale warto przyjrzeć się, jak na chwilę obecną przedstawia się szwedzki potencjał na poszczególnych pozycjach. Oczywiście, poniższe zestawienie oparte jest o założenie, że selekcjoner będzie mógł dokonać wyboru z pełnej puli piłkarek, co w przeszłości nie zdarzyło się wprawdzie nigdy, ale podobno zawsze kiedyś musi przyjść ten pierwszy raz …

Bramka. W sprawie obsady tej pozycji mamy akurat absolutną jasność i tylko ogromny kataklizm mógłby sprawić, że Hedvig Lindahl po raz czwarty z rzędu nie dostąpiłaby zaszczytu bronienia dostępu do szwedzkiej bramki podczas finałów MŚ. Sprawa komplikuje się nieco jeśli chodzi o nazwiska dwóch pozostałych golkiperek, gdyż reprezentacyjne doświadczenie wszystkich potencjalnych kandydatek do zajęcia tych miejsc jest właściwie zerowe. Na tę chwilę najbliżej wyjazdu do Francji wydają się być Zecira Musovic oraz Cajsa Andersson, ale niewykluczone, że hierarchia ta ulegnie zmianie podczas rundy wiosennej. Kto ma największe szanse na skuteczny atak z drugiego szeregu? Wydaje się, że raczej ktoś z dwójki Emma Holmgren – Jennifer Falk (ta ostatnia najpierw musi jednak wygrać rywalizację w klubie z Loes Geurts), gdyż zbierająca bardzo pozytywne recenzje za występy we włoskiej Fiorentinie Stephanie Öhrström zaproszenia na obóz kadry jak dotąd się nie doczekała.

Środek obrony. Analizując dotychczasowe powołania Petera Gerhardssona możemy przypuszczać, że na mundial do Francji pojadą przynajmniej cztery środkowe obrończynie. Trzy miejsca wydają się być już obsadzone, gdyż naprawdę trudno sobie wyobrazić, aby zdrowe Nilla Fischer, Magdalena Eriksson i Linda Sembrant miały obejrzeć turniej we Francji z perspektywy trybun lub kanapy. Stosunkowo optymistycznie prezentują się także mundialowe perspektywy dla Amandy Ilestedt, która w dwóch ostatnich sparingach kadry rozegrała pełne 180 minut i choć w Kapsztadzie nie zaprezentowała się aż tak fenomenalnie jak w listopadzie przeciwko Anglii, to z całą pewnością nie dała sztabowi szkoleniowemu żadnego powodu, aby z niej rezygnować. Istnieje jednak całkiem spore prawdopodobieństwo, że szwedzki selekcjoner koniec końców zdecyduje się na powołanie także piątej stoperki, którą mogłaby być na przykład Mia Carlsson z Kristianstad (jej niewątpliwym atutem jest wszechstronność) lub Sandra Adolfsson. Nieco dalej od kadry są na ten moment inne wyróżniające się na boiskach Damallsvenskan defensorki na czele z Jennie Nordin oraz Nellie Karlsson, a także powracająca powoli do gry po kontuzji Emma Berglund z francuskiego PSG.

Boki obrony. Hanna Glas oraz Jonna Andersson wielokrotnie w ostatnich miesiącach udowadniały swoją wartość zarówno w klasycznym, czteroosobowym bloku defensywnym, jak i na wahadle, w związku z czym ich pozycja w kadrze jest absolutnie niepodważalna. Oprócz wspomnianej dwójki do Francji pojedzie przynajmniej jedna, a co najwyżej dwie boczne obrończynie i jest to wiadomość o tyle interesująca, że szczególnie na prawej stronie kandydatek do wyjazdu na mundial naprawdę nie brakuje. Nathalie Björn, Anna Oskarsson, nieobecna przez niemal cały rok 2018 z powodu kontuzji Jessica Samuelsson, czy wreszcie mocno niedoceniana Lisa Klinga – to wszystko zawodniczki, które piłkarskiego poziomu szwedzkiej kadry z pewnością by nie obniżyły. Zdecydowanie skromniej przedstawia się zaplecze na lewej flance defensywy, gdzie w roli pierwszej alternatywy dla Andersson najprędzej widzimy chyba jednak jedną z nominalnych stoperek (Eriksson lub Carlsson).

Pomoc. Caroline Seger, Elin Rubensson oraz wystawiana przez selekcjonera na dziesiątce (jak najbardziej słusznie) Kosovare Asllani – to trzy pewniaczki do mundialowej kadry wśród środkowych pomocniczek. Walka o kolejne miejsca zapowiada się jednak bardzo ciekawie, gdyż wydaje się, że przynajmniej kilka piłkarek ma obecnie mniej więcej takie same szanse na znalezienie się w „szczęśliwej 23”. W tym gronie jest oczywiście duet sensacyjnych mistrzyń Szwecji z Piteå – Julia Karlernäs i Nina Jakobsson, nie zawsze efektowna, lecz zawsze efektywna Julia Roddar z Göteborga, świetnie bijąca stałe fragmenty Filippa Angeldahl z Linköping, kapitanka Kristianstad Alice Nilsson, rekonwalescentka Malin Diaz oraz jej nowa koleżanka ze stołecznego Djurgården Hanna Folkesson. Dla wszystkich miejsca w samolocie do Francji niestety nie wystarczy, ale Peter Gerhardsson ewidentnie ma z kogo wybierać.

Skrzydła i atak. Formacje, z którymi miewamy ostatnio chyba najwięcej problemów. W warunkach bezurazowych mocnymi kandydatkami do gry w wyjściowej jedenastce byłyby na pewno Fridolina Rolfö oraz Lina Hurtig, ale obie w minionym roku więcej czasu niż na boisku spędziły w gabinetach lekarskich i na salach treningowych. Rolę podstawowej dziewiątki po Lotcie Schelin przejęła w niejako naturalny sposób Stina Blackstenius, która jednak – podobnie zresztą jak Sofia Jakobsson – nie potrafi ustabilizować formy na zadowalającym dla niej samej poziomie. Jeśli jednak wspomniana czwórka upora się z chwilowymi trudnościami, to o szwedzki atak na francuskich boiskach możemy być względnie spokojni. Tym bardziej, że w odwodzie mamy przecież młode strzelby z Damallsvenskan w osobach Anny Anvegård i Rebecki Blomqvist, a także solidną Mimmi Larsson, która zimą zamieniła Eskilstunę na Linköping. Odpowiednie rezerwy posiadamy również wśród piłkarek występujących częściej bliżej linii bocznej: o miejsce w kadrze z pewnością zechcą powalczyć Olivia Schough (Djurgården), Madelen Janogy (Piteå), Julia Zigiotti (Göteborg), Amanda Edgren (Kristianstad) oraz jeszcze jedna rekonwalescentka Johanna Rytting Kaneryd (Rosengård).

Bez paniki – to tylko remis

cajsa

Cajsa Andersson zadebiutowała w reprezentacyjnej bramce (Fot. SvFF)

Bezbramkowy remis w Kapsztadzie nie jest być może wynikiem marzeń, ale – jak zresztą zapowiadała przed meczem Caroline Seger – nie wynik był dziś najważniejszy. Styczniowe zgrupowanie w RPA od początku miało bowiem przede wszystkim charakter szkoleniowy, a kończące je starcie z wicemistrzyniami Afryki stanowiło swego rodzaju podsumowanie tego, co przez ostatnie dni udało się wypracować. Analizując pierwszy w tym roku mecz szwedzkiej kadry warto więc mieć ten drobny szczegół na uwadze, choć oczywiście nie da się przejść zupełnie obojętnie obok faktu, że nie wszystko wyglądało dziś tak, jak życzyłby sobie tego sam Peter Gerhardsson.

Szczególnie w pierwszej połowie gra szwedzkich piłkarek wyglądała stosunkowo płynnie, a dokładne, prostopadłe podania wiele razy skutecznie rozerwały południowoafrykańską defensywę. O ile jednak do mniej więcej dwudziestego metra przed bramką Andile Dlamini wszystko udawało się realizować według wcześniej nakreślonego planu, o tyle na wysokości pola karnego zaczynały się prawdziwe problemy. Były one na tyle realne, że tak naprawdę jedyną dogodną okazję do otwarcia wyniku miała przed przerwą doskonale obsłużona przez Caroline Seger Stina Blackstenius. Poza tym, tuż przed gwizdkiem oznaczającym koniec pierwszej połowy Szwedkom należał się rzut karny po starciu Bambanani Mbane z Kosovare Asllani, ale prowadząca dzisiejsze spotkanie Letticia Viana nie dopatrzyła się w tamtej sytuacji przewinienia zawodniczki z RPA. Do szatni obie ekipy udały się zatem przy bezbramkowym remisie, który – mając na uwadze obraz gry – zdecydowanie bardziej satysfakcjonował zespół prowadzony przez Desiree Ellis.

Druga połowa była już zdecydowania bardziej wyrównana, a swoich szans doczekały się w niej także piłkarki z Afryki. Co ciekawe, te najlepsze udało im się wykreować już po zejściu z boiska dynamicznej jak zawsze Thembi Kgatlany; najpierw debiutującą w szwedzkiej bramce Cajsę Andersson efektownym wolejem próbowała pokonać Linda Motlhalo, a w ostatnich minutach groźnie z rzutu wolnego uderzała Jermaine Seoposenwe. Obu strzałom ostatecznie zabrakło jednak precyzji, choć od pełni szczęścia kibiców na stadionie w Kapsztadzie dzieliło zaledwie kilkadziesiąt centymetrów. Po drugiej stronie boiska jeszcze bliższa powodzenia była Hanna Glas, ale uderzenie z dystansu defensorki PSG zatrzymało się ostatecznie na poprzeczce. W doliczonym czasie gry raz jeszcze mocno zakotłowało się w szesnastce Dlamini, ale w przeciwieństwie do nieoficjalnego sparingu sprzed tygodnia, tym razem seria szwedzkich rzutów rożnych bramkowego efektu nie przyniosła i musieliśmy pogodzić się z faktem, że pierwszy w tym roku mecz kadry Petera Gerhardssona zakończył się mało satysfakcjonującym nas wynikiem 0-0.

Zanim jednak zaczniemy wyciągać z dzisiejszego meczu zbyt pochopne wnioski, musimy zwrócić uwagę na termin, w jakim został on rozegrany. Styczeń to dla zawodniczek występujących na co dzień w Damallsvenskan dopiero początek okresu przygotowawczego, co szczególnie w drugiej połowie było aż nadto widoczne. Kto wie, być może na innym etapie sezonu udałoby się zamienić na zwycięskiego gola jeden z szybkich ataków, które po stratach piłkarek z RPA w strefie środkowej można było bezkarnie wyprowadzać, ale dziś futbolówka nie zawsze chciała słuchać Olivii Schough, Julii Roddar, czy kolejnej debiutantki – Madelen Janogy (ta ostatnia i tak mocno postraszyła Dlamini strzałem głową z niełatwej pozycji). Być może to jedno, decydujące i otwierające drogę do bramki podanie udałoby się wykonać Fridolinie Rolfö, Elin Rubensson lub Linie Hurtig, ale z powodu mniej lub bardziej poważnych urazów żadna z nich zagrać w Kapsztadzie nie mogła. Najważniejsze mecze czekają nas jednak dopiero za pięć miesięcy i to właśnie wtedy motoryka i technika mają być na najwyższym możliwym poziomie. Oczywiście, dziś bez wątpienia dało się zagrać zdecydowanie bardziej efektywnie, ale jeśli wnioski wyciągnięte z bezbramkowej potyczki z RPA mają zaowocować we Francji, to … chyba jesteśmy w stanie taki układ zaakceptować.

Dobrze rozpocząć rok

Fotboll, Dam, Landskamp, Sydafrika - Sverige

Kosovare Asllani podczas ubiegłorocznego meczu przeciwko RPA (Fot. SvFF)

Już tylko godziny dzielą nas od pierwszego oficjalnego meczu kadry Petera Gerhardssona w mundialowym roku 2019 i choć potyczka w Kapsztadzie z pewnością nie jest najważniejszym elementem przygotowań do francuskiego turnieju, naprawdę trudno nie ekscytować się tym, co czeka nas we wtorkowy wieczór. Tym bardziej, że podopieczne Desiree Ellis we wczorajszym starciu z Holandią udowodniły, że ich dyspozycja na ubiegłorocznym Pucharze Narodów Afryki nie była przypadkiem i choć mistrzynie Europy stosunkowo szybko uzyskały dwubramkowe prowadzenie, zawodniczki z RPA potrafiły nie tylko zapisać na swoim koncie gola kontaktowego, ale jeszcze kilka razy mocno postraszyły Sari van Veenendaal. Spory udział miała w tym wszystkim niesamowita Thembi Kgatlana, która w zasadzie każdym kolejnym występem w reprezentacyjnych barwach potwierdza, że trwające już kilka lat moje zachwyty nad jej talentem jak najbardziej znajdują potwierdzenie w rzeczywistości.

My jednak patrzymy na wtorkowy pojedynek przede wszystkim ze szwedzkiej perspektywy, a ta każe nam zastanowić się na przykład nad obsadą bramki. Pod nieobecność Hedvig Lindahl oraz Hildy Carlén, na zgrupowanie do RPA udały się trzy golkiperki, które jak dotąd łącznie rozegrały w pierwszej reprezentacji zaledwie … dwa spotkania. W nieoficjalnym sparingu każda z nich zagrała jedną tercję i każda zachowała czyste konto. Na kogo zatem postawią szkoleniowcy i czy ewentualny dobry występ w Kapsztadzie może oznaczać większe prawdopodobieństwo znalezienia się w 23-osobowej kadrze na francuski mundial? Niewykluczone, choć akurat na tę odpowiedź będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. Pewną zagadką jest również to, kto zajmie zwolnione przez Nillę Fischer miejsce na środku bloku defensywnego. W meczu przeciwko Anglii ubiegłoroczną laureatkę Diamentowej Piłki z powodzeniem zastąpiła Amanda Ilestedt, ale obrończyni Turbine Poczdam końcówkę rundy jesiennej miała mocno pechową. Czy w związku z tym Peter Gerhardsson zechce w Kapsztadzie przetestować jeszcze inny wariant? Niekoniecznie, choć gdyby jednak się na to zdecydował, to w odwodzie pozostaje chociażby Sandra Adolfsson z Vittsjö.

Na koniec zostawiliśmy sobie analizę przednich formacji, gdyż to właśnie w nich pojawia się ostatnimi czasy zdecydowanie najwięcej znaków zapytania. Wczoraj dowiedzieliśmy się, że w Kapsztadzie na pewno nie zagra Lina Hurtig, która – jeśli wierzyć doniesieniom z RPA – według pierwotnego planu miała dostać we wtorek całkiem sporo minut. Przeszkodą w jego realizacji okazał się jednak problem mięśniowy i pozostaje tylko mieć nadzieję, że tym razem nie wykluczy on skrzydłowej Linköping z gry na dłużej. Sytuacja ta sprawiła jednak, że niejako w naturalny sposób blisko wyjściowej jedenastki znalazła się Olivia Schough, która w połowie stycznia znajduje się w zaskakująco dobrej dyspozycji i wszyscy bardzo chcielibyśmy, aby była to zapowiedź przełomowego sezonu w jej karierze. Kto wie, być może transfer do Djurgården okaże się w jej przypadku właśnie takim pozytywnym impulsem? Na ten ostatni z utęsknieniem czeka również nasz eksportowy, ofensywny duet z Montpellier, gdyż w bieżących rozgrywkach zarówno Stina Blackstenius, jak i Sofia Jakobsson mają we Francji swoje problemy i wydaje się, że przynajmniej jedna z nich może w najbliższym czasie zmienić barwy klubowe. Bez względu na to, co się wydarzy, zadaniem Petera Gerhardssona i jego sztabu jest jednak maksymalne wykorzystanie ich niepodważalnego potencjału w warunkach reprezentacyjnych, a mecz w Viborgu pokazał ponad wszelką wątpliwość, że jest to możliwe. Liczymy zatem na powtórkę zarówno we wtorek, jak i podczas francuskich mistrzostw, choć oczywiście idealnie byłoby do tego czasu rozwiązać wszystkie klubowe niejasności.

A zatem – doczekaliśmy się. Pierwszy gwizdek na stadionie w Kapsztadzie zaplanowano na godzinę 18:00 czasu szwedzkiego, a bezpośrednią transmisję wtorkowego meczu przeprowadzi TV 12. Oby były to miłe dobrego początki!


Terminarz reprezentacji na okres luty-kwiecień 2019:

27.02. – Szwecja – Szwajcaria (Algarve)

01.03. – Portugalia – Szwecja (Algarve)

06.03. – mecz rankingowy (Algarve)

06.04. – Szwecja – Niemcy (Sztokholm)

09.04. – Austria – Szwecja (Wiedeń)

Nieoficjalnie: czwórka do przodu

sydafrika-sverige

Wspólne zdjęcie obu reprezentacji po meczu (Fot. SvFF)

Bez mediów, bez kibiców, ale za to z bacznie obserwującym wszystko sztabem szkoleniowym – w takiej scenerii piłkarska reprezentacja Szwecji rozegrała swój pierwszy tegoroczny mecz. Potyczka, która ze względu na swoją bardzo nietypową formułę (trzy tercje po 30 minut każda, hokejowe zmiany) nigdy nie zostanie zaliczona jako oficjalna, okazała się jednak niezwykle cennym sprawdzianem dla grającej w mocno eksperymentalnym składzie kadry Petera Gerhardssona. Cieszyć mogą nas zarówno rozmiary zwycięstwa nad absolutną rewelacją ubiegłorocznego Pucharu Narodów Afryki, jak i postawa szwedzkich piłkarek przy ofensywnych stałych fragmentach gry, które przyniosły nam ostatecznie aż trzy trafienia. Jeśli więc dzisiejsze starcie miało służyć przetestowaniu właśnie tego elementu w warunkach meczopodobnych, to próba generalna wypadła więcej niż obiecująco i mamy pełne prawo ze spokojem wyczekiwać wtorkowej premiery już z udziałem publiczności.

Zadowolony z przebiegu meczu był również szwedzki selekcjoner, który podkreślił, że dzisiejsze obserwacje pozwolą na lepsze i bardziej kompletne przygotowanie się do czekającego nas już za cztery dni rewanżu. Teraz wiemy na ich temat zdecydowanie więcej – zauważył Gerhardsson, zwracając przy tym uwagę na stricte szkoleniowy charakter dzisiejszej potyczki. Takie mecze zawsze dają większą możliwość przyjrzenia się niuansom taktycznym niż zwykłe, codzienne treningi. Rok temu otwieraliśmy reprezentacyjny kalendarz w dokładnie ten sam sposób i przyniosło to później oczekiwane rezultaty. Myślę, że tym razem będzie podobnie – z optymizmem skomentował szkoleniowiec.

Warto zaznaczyć, że w nieoficjalnym sparingu szansę gry otrzymały wszystkie zawodniczki z wyjątkiem kontuzjowanej Fridoliny Rolfö (pomocniczka monachijskiego Bayernu we wtorek ma być już gotowa do gry). Żadna z piłkarek nie spędziła jednak na boisku więcej niż 60 minut, a łupem bramkowym podzieliły się Olivia Schough (dwa gole), Mimmi Larsson oraz Mia Carlsson. Skuteczność zawodniczek występujących na co dzień w Damallsvenskan niewątpliwie cieszy, choć selekcjoner mocno zaakcentował fakt, że u wielu z nich dało się zauważyć brak rytmu treningowego, co w niełatwych warunkach atmosferycznych i na nie najlepiej przygotowanej murawie wyraźnie utrudniało im grę. Mocno wierzymy jednak w to, że szwedzkie piłkarki od teraz będą się tylko i wyłącznie rozpędzać, a zatrzymają się dopiero w lipcu w Lyonie.

Tymczasem, niezwykle intensywny pod każdym względem piłkarski rok 2019 możemy uznać za otwarty, choć tego nieco bardziej oficjalnego otwarcia dokonamy dopiero w najbliższy wtorek. Pierwszy gwizdek na stadionie w Kapsztadzie zaplanowano na godzinę 18.