Skarb kibica – wiosna 2019

28. pppz

Choć runda wiosenna sezonu 2019 będzie nieco skrócona ze względu na rozpoczynające się już 7. czerwca piłkarskie mistrzostwa świata we Francji, to emocji na boiskach Damallsvenskan i Elitettan z całą pewnością nie zabraknie. Liczba hitowych starć w najbliższych tygodniach jest tak duża, że fani szwedzkiego futbolu w wydaniu ligowym na nudę narzekać raczej nie będą. Tym bardziej, że żadna z walczących o najwyższe cele ekip nie będzie chciała już na początku rozgrywek ponieść poważnych strat. Poprzedni sezon, zarówno na pierwszym, jak i na drugim poziomie rozgrywkowym, przyniósł nam rozstrzygnięcia, których nie spodziewał się absolutnie nikt. Czy i tym razem powinniśmy szykować się na sensacje? Niewykluczone, gdyż poziom sportowy zespołów w obu ligach nigdy w historii nie wydawał się aż tak wyrównany. Jeśli jednak chcecie przeżywać ligowe emocje w pełni, to warto jeszcze przed pierwszym gwizdkiem zapoznać się z wiosennym skarbem kibica Damallsvenskan i Elitettan. Znajdziecie w nim kadry wszystkich zespołów, a także spis dokonanych przez nie w zimowym okienku transferów. Kto się wzmocnił, kto osłabił? Oceńcie sami, wszystkie potrzebne do tego dane znajdziecie tutaj! Odliczanie do rozpoczęcia nowego sezonu czas oficjalnie rozpocząć.

Reklamy

Zbyt późne przebudzenie

csm_195707-hendrich_tor-_schweden_67be5735e8

Piłka po raz pierwszy wpada do siatki Hedvig Lindahl (Fot. Getty Images)

Na początku był festyn. Później rozpoczął się mecz i szczególnie w pierwszym kwadransie drugiej połowy, nastroje wśród szwedzkich kibiców stawały się coraz mniej optymistyczne. Ambitny zryw w końcówce przywrócił nam nadzieję i wiarę, ale poniesionych wcześniej strat w całości odrobić się nie udało, w efekcie czego Niemki zaliczyły zwycięski powrót na niezwykle dla nich szczęśliwy, sztokholmski stadion, a Martina Voss wciąż pozostaje bez porażki w roli selekcjonerki swojej rodzimej kadry.

Gdyby nie ostatnie dwadzieścia minut, pomeczowa relacja z Friends Areny byłaby utrzymana w bardzo pesymistycznym tonie. Na tle dobrze poukładanych i zdyscyplinowanych Niemek, kadra Petera Gerhardssona przez większą część meczu sprawiała wrażenie całkowicie bezradnej. Tę bezsilność najlepiej podkreśla fakt, że skutecznie wykonany przez Caroline Seger w 72. minucie gry rzut karny był jednocześnie … pierwszym celnym strzałem szwedzkiej piłkarki na bramkę Almuth Schult. Gol kontaktowy, a także doping ponad 25-tysięcznej publiczności zdołały na tyle poderwać nasz zespół do walki, że pod koniec meczu w niemieckiej szesnastce kilka razy zrobiło się naprawdę gorąco, ale – pomimo dogodnych okazji – odwrócenie losów meczu tym razem okazało się zadaniem ponad siły. Zmarnowanych szans najbardziej żałować mogą Anna Anvegård, która przegrała pojedynek sam na sam z golkiperką Wolfsburga, a także Linda Sembrant, gdyż to właśnie po jej główce futbolówkę tuż sprzed linii bramkowej wygarnęła Alexandra Popp.

Niestety, o grze szwedzkich piłkarek we wcześniejszej fazie meczu nie da się powiedzieć wiele pozytywnego. Jasne, mogliśmy oklaskiwać pojedyncze fajerwerki techniczne w wykonaniu Asllani czy Larsson, ale całościowo nie przekładały się one na jakiekolwiek realne zagrożenie pod bramką Schult. Zdecydowanie zbyt statyczna postawa gospodyń mocno utrudniała także kreację czegokolwiek konstruktywnego w ofensywie, z czego skwapliwie skorzystały zresztą Magull i Marozszan, dość łatwo wygrywając walkę o środek pola. Przed przerwą stosunkowo dobrze prezentowała się szwedzka defensywa, choć nawet wówczas podopieczne Martiny Voss zdołały wysłać nam kilka sygnałów ostrzegawczych. Nie zostały one jednak właściwie odczytane, w związku z czym na początku drugiej połowy Niemki w końcu dopięły swego. Po strzale Knaak w sukurs przyszła nam jeszcze poprzeczka, ale po wywalczonym chwilę później rzucie rożnym gościom udało się już otworzyć wynik. Z narożnika dośrodkowała Marozszan, bezustannie wywierająca presję na szwedzkich defensorkach Popp zmusiła do błędu Seger, a pozostawiona kompletnie bez opieki (z jakiego powodu?) rezerwowa Hendrich z najbliższej odległości dokończyła dzieła zniszczenia. Obrończyni monachijskiego Bayernu miała także udział przy drugim, niemieckim golu, kiedy to popisała się przytomnym wycofaniem futbolówki do Dallmann. Ta ostatnia na chwilę straciła balans, ale nawet to nie przeszkodziło jej w oddaniu perfekcyjnego strzału na bramkę Lindahl, która w tej sytuacji nie miała absolutnie nic do powiedzenia. A nie zapominajmy, że przyjezdne w tej fazie meczu grały z takim polotem, że mogły wypracować sobie jeszcze bardziej okazałą zaliczkę.

Musimy się jeszcze wiele nauczyć. Miałyśmy dziś momenty dobrej gry, ale teraz musimy sprawić, żeby było ich więcej i żeby były one dłuższe – powiedziała po ostatnim gwizdku fińskiej sędzi kapitanka reprezentacji Szwecji Caroline Seger i słowa te chyba najbardziej trafnie podsumowują sztokholmski występ kadry Petera Gerhardssona. Momenty jak najbardziej były, ale w perspektywie czekających nas już za dwa miesiące mistrzostw świata może to być zbyt mało na poważne rywalki, a właśnie z takimi przyjdzie się nam mierzyć w najważniejszych meczach podczas turnieju. Sporo ekspertów twierdzi, że rozpoczynający się za tydzień sezon Damallsvenskan pozytywnie wpłynie na postawę zawodniczek grających na co dzień w rodzimej lidze, ale przecież Rubensson, Anvegård czy Asllani już teraz należą do najlepszych w zespole. Podstawowy problem leży więc zupełnie gdzie indziej, a każdy, kto na bieżąco śledzi na przykład występy Fridoliny Rolfö w niemieckiej Bundeslidze i potrafi obiektywnie porównać je z tym dzisiejszym, doskonale wie, o czym teraz myślę. Gerhardssonowi, Wikmanowi oraz całemu dowodzonemu przez nich sztabowi pozostało jeszcze osiem tygodni, aby właściwie poukładać reprezentacyjne puzzle. Przed Viborgiem udało się to znakomicie, ale teraz poprzeczka wisi jeszcze wyżej.

Niemiecki test

euro2013-amnalg

Friends Arena to bardzo szczęśliwy stadion dla niemieckich piłkarek (Fot. WordPress)

28. lipca 2013 piłkarska reprezentacja Niemiec pokonała 1-0 Norwegię na wypełnionej po brzegi Friends Arenie, sięgając w ten sposób po ósmy w historii tytuł mistrzyń Europy. Sześć lat później Niemki wracają na szczęśliwy dla siebie stadion i choć jutro Anja Mittag na pewno nie strzeli zwycięskiego gola, a Nadine Angerer na pewno nie obroni dwóch rzutów karnych, to atmosfera w Sztokholmie może okazać się jeszcze bardziej gorąca niż podczas finału EURO 2013. Jedyną niewiadomą pozostaje to w jakim stopniu w klimat wielkiego, futbolowego święta wpisze się kadra Petera Gerhardssona, dla której będzie to niezwykle istotny sprawdzian w kontekście czekających nas już za dwa miesiące mistrzostw świata.

Jedną z największych atrakcji sztokholmskiej strefy kibica przed jutrzejszym meczem będzie możliwość obejrzenia z bliska pucharu, o który latem na dziewięciu francuskich stadionach rywalizować będą 24 reprezentacje. Na osiem tygodni przed meczem otwarcia mundialu wydaje się jednak, że zarówno Szwedek, jak i Niemek próżno szukać wśród głównych faworytek turnieju. Szczególnie dla naszych jutrzejszych gości jest to swego rodzaju nowa rzeczywistość, choć oczywiście wszyscy zdajemy sobie sprawę, że atakująca gdzieś z drugiego szeregu niemiecka kadra może paradoksalnie okazać się groźniejsza niż wówczas gdy wszyscy oczekiwali od niej serii wysokich zwycięstw. Nowa selekcjonerka Martina Voss z każdym upływającym dniem ma jednak coraz mniej czasu na podjęcie ważnych, strategicznych decyzji przed najważniejszą imprezą czterolecia. Lutowe zwycięstwo nad Francją (tyle nieoczekiwane, co w pełni zasłużone) z pewnością wlało sporą dawkę optymizmu w serca kibiców nad Renem i Łabą, ale nie sprawiło, że nagle zniknęły znaki zapytania wokół niemieckiej kadry. A tych było ostatnimi czasy więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Jak sprawdzi się Alexandra Popp w roli kapitanki? Czy młoda Lea Schüller utrzyma fenomenalną formę strzelecką przynajmniej do połowy lipca? Kiedy Svenja Huth zacznie w końcu grać w kadrze na miarę swojego niemałego przecież potencjału? Czy Sara Doorsoun zagra jeszcze choć jeden tak perfekcyjny mecz jak ten w Lavalu? Mecz ze Szwecją – choć tylko towarzyski – będzie dla Martiny Voss oraz jej sztabu okazją na poszukanie odpowiedzi na przynajmniej kilka takich pytań. I choćby dlatego powinniśmy cieszyć się, że jutro przyjdzie nam zmierzyć się z tak klasowym i jednocześnie zmotywowanym rywalem. Tym bardziej, że akurat Peter Gerhardsson już kilka razy zdążył udowodnić, że z takich meczów potrafi jak mało kto wyciągnąć właściwe wnioski.

Witajcie w Szwecji!

Vilde

Vilde Bøe Risa zamieniła Toppserien na Damallsvenskan (Fot. Bergenavisen)

Zimowe okno transferowe w Damallsvenskan niemal od zawsze oznacza przyjazd kolejnej grupy interesujących piłkarek na szwedzkie boiska i ten rok nie był w tej kwestii odstępstwem od reguły. Malkontenci mogą narzekać, że to już nie te czasy, kiedy do Sztokholmu, Malmö czy Umeå hurtowo zjeżdżały największe gwiazdy naszej dyscypliny, ale z drugiej strony nie sposób nie dostrzec tego, że liczba światowej klasy zawodniczek zwiększa się w tempie lawinowym, w związku z czym poziom sportowy szwedzkiej ekstraklasy w żadnym stopniu na tym nie cierpi. A patrząc na tegoroczny napływ świeżej krwi, można nawet zaryzykować stwierdzenie, że jest dokładnie odwrotnie. Tym bardziej, że kluby Damallsvenskan potencjalnych wzmocnień tradycyjnie szukały niemal w każdym zakątku globu.

Grupa I – gwiazdy Toppserien i Veikkausliigi – przegląd wzmocnień Damallsvenskan zaczynamy od bardzo mocnego uderzenia. Vilde Bøe Risa oraz Svava Gundumdsdottir były w poprzednim sezonie niekwestionowanymi gwiazdami norweskich boisk, a ich pierwsze występy na szwedzkiej ziemi tylko potwierdziły, że klubom z Göteborga i Kristianstad trafiły się prawdziwe perełki. Bøe Risa w pucharowych starciach udowodniła, że nazywanie jej bardziej wszechstronną wersją Caroline Seger nie jest ani trochę przesadzone, a Gudmundsdottir potrzebowała zaledwie czterech oficjalnych spotkań, aby stać się nową ulubienicą trybun we wschodniej Skanii. Eskilstuna, w przeciwieństwie do obu finalistów Pucharu Szwecji, w poszukiwaniu ewentualnych transferów udała się na wschód, a wyprawa ta zaowocowała podpisaniem kontraktu z Kaisą Collin – królową strzelczyń Veikkausliigi. Ten sam kierunek podczas zimowych łowów obrał beniaminek z Kungsbacki, pozyskując w swoje szeregi Jenny Danielsson oraz Lindę Nyman.

Grupa II – islandzka inwazja – opinia, że jednym z niepodważalnych plusów wylosowania Islandii jako rywala w eliminacjach EURO 2021 jest fakt, że większość reprezentantek tego kraju występuje, występowała lub będzie występować w szwedzkiej lidze jest być może delikatnie przewrotna, ale nie sposób odmówić jej racji. Islandzkie piłkarki bardzo często wybierają bowiem Damallsvenskan jako swój pierwszy zagraniczny adres, a nasze kluby równie chętnie spoglądają w kierunku Wyspy Gejzerów, szukając na niej interesujących i zapewniających solidną, sportową jakość wzmocnień. Tej zimy grupę piłkarek, które zdecydowały się zamienić Urvalsdeild na szwedzką piłkę ligową stanowią między innymi Anna Rakel Petursdottir (trafiła do Linköping), Gudrun Arnardottir (Djurgården), a także Thordis Sigfusdottir (Kristianstad).

062316-vr-ashleyunc

Julia Ashley ma za sobą bardzo udaną karierę w NCAA (Fot. UNC)

Grupa III – posiłki zza Atlantyku – jeśli zostajesz wybrana w pierwszej rundzie draftu NWSL, to chyba jest to całkiem niezła rekomendacja. Takimi właśnie referencjami mogą pochwalić się Hailie Mace oraz Julia Ashley, które jednak od kariery w barwach amerykańskiego Sky Blue, solidarnie wolały szwedzką ekstraklasę. Pierwsza z wymienionych trafiła do stale poszukującego dodatkowych alternatyw w ofensywie Rosengård, natomiast druga – nazywana przez wielu najbardziej kompletną defensorką w historii Uniwersytetu Karoliny Północnej – znalazła swoje miejsce w Linköping. Kadry klubów NCAA niestrudzenie prześwietlali także w Djurgården i w Göteborgu, w efekcie czego pod koniec zimowego okienka do stolicy Szwecji zawitała reprezentantka RPA Stephanie Malherbe, a do największego miasta zachodniej części kraju Finka Natalia Kuikka. Na zdecydowanie bardziej sprawdzone w profesjonalnym futbolu nazwiska postawiono natomiast w Vittsjö; do najsłynniejszej piłkarskiej wsi na północy Skanii przeniosły się Summer Green z Chicago Red Stars, a także dwukrotna mistrzyni NWSL Sabrina D’Angelo z North Carolina Courage.

Grupa IV – talenty z Elitettan – pewnie, można (a czasami nawet trzeba!) szukać wzmocnień nawet na krańcu świata, ale zawsze warto pamiętać, że największe talenty nierzadko trenują tuż za rogiem. To przecież dzięki wyciągniętej zimą z Uppsali Ariam Berhane Djurgården wygrał swoja grupę w Pucharze Szwecji, a pozyskana z Assi Fernanda Da Silva w tych samych rozgrywkach potwierdziła swoją jakość już w barwach Piteå. Z równie wielką ekscytacją oczekujemy debiutu na boiskach Damallsvenskan reprezentantki Nigerii Halimatu Ayinde (zamieniła Asarum na Eskilstunę) oraz mającej przed sobą świetlaną przyszłość Pauliny Nyström (transfer z Ljusdal do Vittsjö). Niezwykle ciekawą taktykę na rynku transferowym zastosował beniaminek z Örebro, który – korzystając ze sporej znajomości drugoligowych realiów – sprowadził na Behrn Arenę kilka kluczowych zawodniczek z kadr swoich dotychczasowych ligowych rywalek. W tym gronie znalazły się między innymi Kayla Braffet oraz Heather Williams (obie występowały dotychczas w Lidköping) oraz Danielle Rice (Assi).

1455986807

Stina Blackstenius znów w koszulce Linköping? Już za dwa tygodnie! (Fot. Bildbyrån)

Grupa V – powroty – nie od dziś wiadomo, że wracać lubimy tam, gdzie było nam dobrze. Szwedzka ekstraklasa najwidoczniej całkiem nieźle spełnia to kryterium, gdyż tylko tej zimy na powrót do Damallsvenskan zdecydowało się kilka naprawdę ciekawych piłkarek. Najgłośniejszym echem z pewnością odbił się transfer Stiny Blackstenius do Linköping, o którym mówiło się zresztą nie tylko w Szwecji, a przecież nie możemy zapominać, że już w lipcu kadrę zespołu prowadzonego aktualnie przez Olofa Unogårda wzmocni także kapitanka niemieckiego Wolfsburga Nilla Fischer, a dosłownie przed kilkoma dniami Arsenal na Rosengård zamieniła Jessica Samuelsson. Nie mniej interesującego wzmocnienia dokonano jednak również w Växjö, gdzie zameldowała się uznawana swego czasu za jedną z najlepszych bramkarek świata, doświadczona Kanadyjka Eric McLeod. Do Malmö prowadziły natomiast drogi z portugalskiej Lizbony oraz duńskiej Kopenhagi, dzięki czemu kadrę Limhamn Bunkeflo na najbliższy sezon wzmocniły odpowiednio Nathalie Hoff Persson i Sophie Sundqvist.

Która z wymienionych w powyższej wyliczance piłkarek okaże się na boiskach Damallsvenskan gwiazdą na miarę Hanny Ljungberg, Marty czy Pernille Harder? Na tę chwilę oczywiście nie sposób przewidzieć, ale dla tak zacnego grona zawodniczek na pewno warto śledzić tegoroczne zmagania na szwedzkich boiskach i przekonać się o tym na własne oczy. Ze swojej strony mogę zagwarantować tyle, że czas poświęcony szwedzkiej piłce na pewno nie będzie czasem niewłaściwie spożytkowanym. Bo choćby mając w pamięci ubiegłoroczny finisz rozgrywek można z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że TAKICH emocji nie zapewni wam żadna inna europejska liga.

Mjelde postrachem Francuzek

11535732-0-image-a-23_1553716796080

Chelsea po raz drugi wyeliminowała w ćwierćfinale LM francuskiego rywala (Fot. Reuters)

Piłkarska rzeczywistość pod koniec drugiej dekady obecnego stulecia jest bez wątpienia niesamowicie dynamiczna i mamy pełne prawo spoglądać przed siebie z narastającą ekscytacją. W tym błyskawicznie zmieniającym się świecie pewne elementy wciąż pozostają jednak na swoich miejscach – Fridolina Rolfö strzela dla Bayernu, Maren Mjelde swoim golem doprowadza do jednego z najbardziej niespodziewanych rozstrzygnięć w Lidze Mistrzyń, a Lyon zdaje się tym wszystkim w ogóle nie przejmować i pewnie zmierza po kolejne trofeum. Do tego ostatniego niektórzy przyzwyczaili się tak bardzo, że nie czekając na budapesztański finał, już dziś gratulują drużynie Reynalda Pedrosa czwartego z rzędu zwycięstwa w najbardziej prestiżowych europejskich rozgrywkach.

Na gratulacje i fanfary dziś wieczorem jest oczywiście zdecydowanie zbyt wcześnie, ale nie da się ukryć, że w Wolfsburgu piłkarki Lyonu zaprezentowały prawdziwy pokaz siły. Oczywiście, możemy dywagować, czy spotkanie potoczyłoby się tak samo gdyby Almuth Schult nie przepuściła w cokolwiek kuriozalnych okolicznościach strzału Dzsenifer Marozsan z rzutu wolnego, ale wydaje się, że na tak dysponowany OL nawet dobrze usposobione mistrzynie Niemiec nie znalazłyby tego dnia skutecznego sposobu. Pewności siebie nie odebrały Francuzkom nawet dwa gole Pernille Harder, na które błyskawicznie odpowiedziała Eugenie Le Sommer, ostatecznie gasząc nadzieje gospodyń na półfinał.

Największe emocje od początku towarzyszyły dwumeczowi PSG z londyńską Chelsea i choć po pierwszym spotkaniu to zespół Emmy Hayes znajdował się w zdecydowanie lepszym położeniu, to paryżanki zrobiły dziś znacznie więcej, aby znaleźć się wśród czterech najlepszych drużyn Europy. Wicemistrzynie Francji powinny prowadzić już do przerwy, ale co nie udało się gospodyniom przed przerwą, udało się tuż po niej. Paryski tercet TGV DLW (Diani – Lawrence – Wang) w końcu znalazł sposób na rozmontowanie brytyjskiego muru, a gdy osiem minut później całkowicie nieoczekiwany prezent podarowała rywalkom Ann-Katrin Berger, to PSG ponownie stał się faworytem dwumeczu. Jego losy raz jeszcze odwróciła jednak Maren Mjelde i to jej gol w doliczonym czasie gry zapewnił Chelsea awans do półfinału tegorocznej Ligi Mistrzyń. Co ciekawe, reprezentantka Norwegii strzeliła już w swojej karierze gola, który przyczynił się do odpadnięcia innego francuskiego giganta z europejskich pucharów, gdy jeszcze będąc piłkarką Turbine Poczdam pokonała bramkarkę Olympique Lyon.

Takich wielkich emocji nie było ani w Monachium, ani w Lillestrøm, choć ze szwedzkiej perspektywy warto odnotować gola Fridoliny Rolfö, który otworzył wynik rewanżowego starcia Bayernu ze Slavią. Na listę strzelczyń w Norwegii wpisała się natomiast była gwiazda boisk Damallsvenskan Lieke Martens, a jej trafienie przesądziło o tym, że Barcelona rozstrzygnęła na swoją korzyść oba mecze ćwierćfinałowe, co jeszcze bardziej podbuduje pozycję ligi hiszpańskiej w rankingu UEFA.


Ćwierćfinały Ligi Mistrzyń:

Wolfsburg – Lyon 2-4 (w dwumeczu: 3-6)

PSG – Chelsea 2-1 (w dwumeczu: 2-3)

Lillestrøm – Barcelona 0-1 (w dwumeczu: 0-4)

Bayern – Slavia 5-1 (w dwumeczu: 6-2)

Szwedzkie gole w Europie

Fridolina_Rolfoe_BL_FCB_gg._1._FC_Koeln_Muenchen-3

Bayern tylko zremisował w Pradze ze Slavią (Fot. Getty Images)

Ćwierćfinały piłkarskiej Ligi Mistrzyń kolejny raz odbywają się bez udziału klubów Damallsvenskan, ale szwedzkich akcentów na boiskach Europy mieliśmy w ostatnich dniach aż nadto. Jednym z najmilszych był z całą pewnością występ Fridoliny Rolfö, która ponownie udowodniła, że bez niej ofensywa monachijskiego Bayernu traci sporo ze swojej wartości. Była zawodniczka Linköping pojawiła się na placu gry w 60. minucie w miejsce Holenderki Lineth Beerensteyn i potrzebowała zaledwie kilkudziesięciu sekund, aby otworzyć wynik spotkania w Pradze. Gol ten okazał się niezwykle istotny, gdyż niespełna kwadrans później Manuela Zinsberger dała się zaskoczyć Katerinie Svitkovej, w efekcie czego wicemistrzynie Niemiec wywiozły ze stolicy Czech tylko remis. Czy praską Slavię stać na to, aby pójść za ciosem i sprawić jeszcze jedną niespodziankę w tym sezonie? Murowanym faworytem do awansu wciąż wydaje się być Bayern, ale akurat klub z Bawarii przyzwyczaił nas do tego, że w europejskich pucharach potrafi … odpaść w najmniej spodziewanym momencie. Jeśli jednak w najbliższą środę piłkarki FCB właściwie nastawią sobie celowniki, to Fridolina Rolfö i spółka najpewniej zameldują się w półfinale.

Zdecydowanie trudniejsze zadanie stoi przed Wolfsburgiem, który w dwumeczu z Olympique Lyon będzie musiał odrobić jednobramkową stratę. Z takiego obrotu spraw Wilczyce i tak mogą być jednak umiarkowanie zadowolone, gdyż początek meczu we Francji zwiastował jeszcze większe kłopoty mistrzyń Niemiec. Nadzieję przed rewanżem podopiecznym Stephana Lercha przywrócił jednak kontaktowy gol autorstwa Nilli Fischer, która znajdując się we właściwym miejscu i czasie pod bramką Sary Bouhaddi w pewnym sensie zrehabilitowała się za nienajlepsze zachowanie we własnej szesnastce przy drugiej bramce dla OL, kiedy to zdecydowanie zbyt łatwo dała się zwieść Adzie Hegerberg.

Bardzo miłą niespodziankę swoim fanom sprawiła londyńska Chelsea, która w zdecydowanie najbardziej szwedzkim ćwierćfinale okazała się o dwa trafienia lepsza lepsza od PSG. Momentem zwrotnym w tym bardzo taktycznym starciu dwóch dobrze poukładanych zespołów okazały się zmiany dokonane po przerwie przez Emmę Hayes, a konkretnie wprowadzenie na boisko duetu Kirby – Bachmann. Obie rezerwowe miały bezpośredni udział przy bramkowych akcjach, które swoją drogą były prawdziwym popisem gry zespołowej w wykonaniu mistrzyń Anglii. Trochę żałować możemy jedynie tego, że po paryskiej stronie najbardziej spektakularną, zespołową akcję przeprowadzili kibice ze stolicy Francji.

W czwartym z ćwierćfinałów pewne zwycięstwo odniosła Barcelona, pokonując Lillestrøm w stosunku 3-0. Wszystkie gole dla klubu ze stolicy Katalonii padły jeszcze przed przerwą, a na listę strzelczyń wpisały się Toni Duggan (dwukrotnie) oraz Mariona Caldentey.

******

Niezwykle ciekawą informacją w kontekście europejskich pucharów jest fakt, że UEFA bardzo mocno rozważa możliwość ustanowienia nowych rozgrywek, w których brałyby udział kluby zajmujące w swoich rodzimych ligach nieco dalsze lokaty. Idea ta wzbudza rzecz jasna sporo wątpliwości, a najważniejsze z nich dotyczą między innymi formuły, a także puli nagród, o którą walczyliby uczestnicy. Zasadne pozostaje też pytanie, czy przed startem całkowicie nowego projektu nie lepiej byłoby skupić się na dogłębnej analizie reformy Ligi Mistrzyń, która i tak wydaje się być nieunikniona. Najwięksi entuzjaści donoszą, że zmiany mogłyby wejść w życie już za dwa lata, a skoro tak, to na kolejne, już zdecydowanie bardziej oficjalne informacje w tej sprawie, nie powinniśmy czekać przesadnie długo. I dobrze, gdyż europejskie rozgrywki bezwzględnie powinny zyskiwać na znaczeniu, a obecna formuła nijak nie jest w stanie tego zagwarantować.