Szukając następczyń Pernille

anvegard

Anna Anvegård udanie przeskoczyła z Elitettan do Damallsvenskan (Fot. Tipselit)

Z czego słynie Damallsvenskan? Jednym z pierwszych, zresztą jak najbardziej słusznych skojarzeń jest z pewnością umiejętność szlifowania przyszłych piłkarskich diamentów. Lista zawodniczek, które właśnie na szwedzkich boiskach wykonały największy krok ku wspaniałej karierze z roku na rok robi się coraz dłuższa i jakoś jesteśmy dziwnie spokojni, że ten trend utrzyma się jeszcze przez wiele lat. A skoro tak, to może warto przyjrzeć się tym, które już niebawem zachwycać będą swoją grą nie tylko nas, ale również zdecydowanie bardziej liczną publiczność.

Poniższa lista dziesięciu piłkarek, wśród których być może znajdziecie nazwisko następczyni Marty, Ramony Bachmann czy Pernille Harder, powstała w oparciu o stosunkowo ostre kryteria. Pierwszym z nich był wiek (maksymalnie 21 lat), a drugim brak znaczącego dorobku na arenie międzynarodowej. Uznałem bowiem, że przedstawianie sylwetki Fridy Maanum, a nawet Filippy Angeldahl lub Nathalie Björn byłoby w tym przypadku mocnym pójściem na łatwiznę. Oczywiście, nie zaprzeczam, że najpewniej to właśnie te zawodniczki mają największą szansę na zaistnienie w światowym futbolu, ale na ich talencie piłkarska Europa już zdążyła się poznać (a przynajmniej powinna). Dlatego właśnie wolałem skupić swoją uwagę na tych piłkarkach, które póki co cieszą się rozpoznawalnością głównie wśród sympatyków i obserwatorów ligi szwedzkiej. A efekty tych poszukiwań ocenimy za kilkanaście lat …

Anna Anvegård (21 lat, napastniczka)

Dokładnie tydzień temu strzeliła swojego premierowego gola w narodowych barwach, w swoim czwartym reprezentacyjnym występie. Czy był to początek czegoś znacznie większego? Niewykluczone, gdyż jak dotąd kariera Anvegård rozwija się niezwykle harmonijnie. Dwa lata temu grała obok Stiny Blackstenius na młodzieżowym mundialu, rok temu była królową strzelczyń Elitettan, a z Damallsvenskan przywitała się w takim stylu, że od razu trafiła do notesu Petera Gerhardssona. W Växjö zrobią absolutnie wszystko, aby zatrzymać ją w Småland przynajmniej na kolejny sezon, ale większe kluby już zaczęły się jej bacznie przyglądać. I bardzo słusznie, bo naprawdę jest co (kogo!) podziwiać.

Rebecka Blomqvist (21 lat, napastniczka)

Przed startem sezonu 2018 w Göteborgu głośno zastanawiali się, czy centralną postacią formacji ofensywnej w zespole prowadzonym przez Marcusa Lantza będzie Christen Press, czy może jednak Pauline Hammarlund. Rzeczywistość jak zwykle napisała jednak swoją historię i to młoda Rebecka Blomqvist stała się prawdziwym odkryciem nie tylko KGFC, ale i całej ligi. Zawodniczka, która jeszcze nie tak dawno wydawała się w  najlepszym razie opcją numer cztery na swojej pozycji, zakończyła sezon z dorobkiem czternastu goli, ośmiu asyst i zwycięstwem w klasyfikacji punktowej. A to wszystko pomimo faktu, że nie od początku miała miejsce w podstawowej jedenastce. Całkiem niezłe wejście, prawda?

Evelina Duljan (15 lat, pomocniczka)

Zdecydowanie najbardziej „ryzykowne” nazwisko na tej liście, ale przecież – jak mawiają Rosjanie – kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Piętnastolatka z Kristianstad rzecz jasna nie zdążyła jeszcze podbić rodzimej ligi, ale już sam fakt, że Elisabet Gunnarsdottir wystawiła ją w jedenastce na Rosengård, świadczy o skali jej talentu. Teraz tylko pozostaje liczyć na to, że dalszy rozwój tej niesamowicie uzdolnionej piłkarki nie zostanie zakłócony przez kontuzje lub inne czynniki pozasportowe, bo naprawdę są widoki na to, że Szwecja wreszcie doczeka się pierwszej światowej klasy klasycznej skrzydłowej od czasów Josefine Öqvist.

hashemi

Dajan Hashemi – nadzieja Danii, nadzieja Linköping (Fot. Alexander Svarnström)

Dajan Hashemi (17 lat, napastniczka)

Na boiska Damallsvenskan trafiła latem 2018, ale już zdążyła pokazać na nich próbkę swojego nieprzeciętnego talentu. A ci, którzy mieli okazję obserwować ją jeszcze w lidze duńskiej, gorliwie zapewniają, że stać ją na jeszcze więcej. I w sumie trudno się z ich argumentacją nie zgodzić, gdyż to właśnie wokół Hashemi skupiona była ofensywa młodzieżowej reprezentacji Danii na tegorocznych mistrzostwach Europy. Z Linköping w wielki świat całkiem niedawno wyfrunęła już jedna jej rodaczka, czy młoda Dajan zamierza pójść w jej ślady?

Emma Holmgren (21 lat, bramkarka)

Futbolowe realia wyglądają tak, że wśród zawodniczek defensywnych młodych talentów mamy zdecydowanie mniej, ale 21-latka z Uppsali w jakimś stopniu przełamuje ten stereotyp. Pomimo największych wysiłków nie była w stanie utrzymać ekstraklasy dla Hammarby, ale akurat ona nie powinna mieć sobie w kwestii spadku Bajen wiele do zarzucenia. Nie jest jeszcze golkiperką kompletną, ustawianie się i gra w powietrzu to elementy nad którymi wciąż musi sporo pracować, ale nie ma wątpliwości, że to właśnie ona może stać się następczynią Hadvig Lindahl między słupkami reprezentacyjnej bramki. A to chyba całkiem niezła rekomendacja.

Signe Holt (19 lat, pomocniczka)

Jak widać, Pernille Harder zrobiła swoim rodaczkom tak świetną reklamę, że do Damallsvenskan w niemal hurtowych ilościach trafiają ostatnio młode, duńskie piłkarki. I dobrze, gdyż wśród nich możemy znaleźć zawodniczki z naprawdę sporym potencjałem, a jedną z nich jest niewątpliwie Signe Holt. Ta niezwykle wszechstronna nastolatka trafiła do Växjö w letnim okienku transferowym i w zasadzie z miejsca stała się ulubienicą trybun na Myresjöhus Arenie. Nic w tym jednak dziwnego, bo skoro witasz się z nowym klubem dwiema asystami i tytułem najlepszej zawodniczki meczu, to wysyłasz w ten sposób sygnał, że można na ciebie liczyć.

Loreta Kullashi (19 lat, napastniczka)

Trafiła na listę pomimo tego, że swego czasu znajdowała się w orbicie zainteresowań klubów z Monachium oraz Manchesteru, a w swoim pierwszym kontakcie z piłką w reprezentacyjnych barwach pokonała golkiperkę RPA. Później przyszły jednak zdecydowanie trudniejsze miesiące, a poważna kontuzja i przedłużająca się rehabilitacja skutecznie zahamowały eksplozję jej niewyobrażalnego talentu. Teraz jednak wszystko wydaje się wracać na właściwe tory i choć jeszcze nie do końca wyjaśniło się jakie barwy Kullashi będzie reprezentować w sezonie 2019, to możemy być pewni, że niebawem znów zrobi się o niej głośno. Oby tylko dopisywało zdrowie.

kaneryd

Johanna Rytting Kaneryd liczy na udany comeback po kontuzji (Fot. Sören Andersson)

Johanna Rytting Kaneryd (21 lat, pomocniczka)

Kolejna piłkarka, która straciła w zasadzie cały miniony sezon z powodu kontuzji. Kto wie, gdyby była w pełni sił, to może ona byłaby tą jokerką, której tak bardzo w decydujących momentach brakowało Jonasowi Eidevallowi. Jeśli jednak będzie w stanie wrócić do dyspozycji z czasów gdy występowała w Djurgården, to pociechę z niej będą mieć kibice nie tylko w Malmö, ale w całej Szwecji. A może i poza jej granicami, gdyż transfer do dużego, zagranicznego klubu jest opcją, której absolutnie nie można wykluczyć. Choć – podobnie jak w przypadku Kullashi – trzeba mocno zacisnąć kciuki, aby tej fantastycznie zapowiadającej się kariery przedwcześnie nie zakończyły kontuzje.

Ingibjörg Sigurdardottir (21 lat, obrończyni)

Gdy przyjeżdżała do Sztokholmu wiedzieliśmy, że mamy do czynienia z jedną z najbardziej utalentowanych islandzkich defensorek, ale dopiero obserwacje jej boiskowych poczynań pokazały nam, jak bardzo wartościową jest piłkarką. Odbiór? Klasa wyższa ligowa. Pozycjonowanie? Również. Gra głową? Biorąc pod uwagę stosunkowo skromne warunki fizyczne, procent wygranych pojedynków powietrznych musi imponować. A pamiętajmy, że w przypadku zawodniczek grających na tej pozycji, każdy upływający rok pracuje zazwyczaj na ich korzyść. A zatem – może być już tylko lepiej, co jest niewątpliwie pozytywną informacją dla Djurgården, a także jej przyszłych klubów.

Julia Zigiotti (20 lat, napastniczka)

Dlaczego Rosengård zaliczył trzy porażki z rzędu w starciach ze znacznie niżej notowanym Hammarby? Wyłącznie dlatego, że klub ze Sztokholmu miał w swoich szeregach tę zawodniczkę! Często niedoceniana, ale zawsze robiąca swoje, co w końcu musiało zwrócić uwagę bardzo ceniącego solidność Petera Gerhardssona. Wszystko wskazuje na to, że w najbliższym sezonie stworzy wraz z Rebecką Blomqvist ofensywny duet w Göteborgu i trudno się dziwić, że sympatycy klubu z Valhalli zacierają z tego powodu ręce. Wszak z takim tandemem w pierwszej linii można nawet pokusić się o podbój Europy. Oczywiście, przy odpowiednio sprzyjających okolicznościach obiektywnych, czyli niezłym losowaniu.

Reklamy

Nagrody przyznane

nilla1

Diamentowa Nilla, czyli trofeum w godnych rękach

Skoro mamy listopad, to znak, że najwyższy czas spotkać się w Globen, gdzie co roku przyznawane są najważniejsze nagrody w szwedzkim futbolu. Rok 2018 upłynął nam wprawdzie bez emocji związanych z wielkim, piłkarskim turniejem, ale i bez nich działo się przecież bardzo wiele. Kadra Petera Gerhardssona po fenomenalnym zwycięstwie w Viborgu zapewniła sobie ósmy (lub dziewiąty, jeśli liczyć także nieoficjalne chińskie mistrzostwa) z rzędu awans na mundial, Piteå po nieprawdopodobnym finiszu Damallsvenskan wywalczyło na stulecie istnienia klubu swój pierwszy tytuł, Kungsbacka – ku zaskoczeniu wszystkich – okazała się bezkonkurencyjna na boiskach Elitettan, a Rosengård i Linköping stosunkowo wcześnie pożegnały się z europejskimi pucharami. To właśnie w rytmie tych wydarzeń upływały nam kolejne tygodnie i miesiące, aż w końcu nadszedł moment, w którym przyszło to wszystko zważyć i zastanowić się w czyje ręce powędrować powinny niezwykle cenne nagrody. Oszacowanie osiągnięć poszczególnych piłkarek, trenerów i drużyn było niewątpliwie trudnym zadaniem i bez względu na to, jak brzmiałyby ostateczne werdykty szacownej kapituły, bez kontrowersji obyć się po prostu nie mogło. Z całą pewnością udało się jednak uniknąć dużych skandali, które niestety w wielu zakątkach świata cały czas towarzyszą tego typu wydarzeniom. Ale po kolei …

W zdecydowanie najważniejszej kategorii triumfowała Nilla Fischer i to właśnie w jej ręce powędrowała w tym roku Diamentowa Piłka. Czy słusznie? Cóż, muszę przyznać, że kapitanka Wolfsburga była także i moją faworytką, w związku z czym takie właśnie rozstrzygnięcie przyjąłem z nieukrywaną radością. Tym bardziej, że po raz pierwszy od trzynastu lat trofeum to trafiło do obrończyni, a przedstawicielki tej formacji są w mojej opinii najbardziej pokrzywdzone przy okazji wszelkiej maści plebiscytów. Do historii z pewnością przejdzie jednak nie tyle sam fakt zwycięstwa Fischer, ile przemówienie 34-letniej laureatki po odebraniu trofeum, w którym zawodniczka mistrza Niemiec i finalisty ostatniej edycji Ligi Mistrzyń przypomniała nam jakie wartości są ważne we współczesnym futbolu. A przynajmniej jakie wartości powinny być w nim ważne, gdyż niestety wciąż nie zawsze są.

Wielkich sensacji nie było również przy wyborze najlepszych piłkarek z podziałem na pozycje. Hedvig Lindahl kolejny raz okazała się bezkonkurencyjna wśród bramkarek, wspomniana Fischer wśród defensorek, a napastniczka Rosengård Anja Mittag odebrała nagrodę dla najbardziej wartościowej napastniczki (a przy okazji również koronę królowej strzelczyń Damallsvenskan). Najwięcej emocji wzbudził z pewnością wynik głosowania wśród pomocniczek, gdzie ostatecznie postawiono na Caroline Seger, choć wybór Elin Rubensson lub Kosovare Asllani na pewno nie byłby mniej zasadny. Inna sprawa, że wszystkie trzy wymienione tu piłkarki mają za sobą naprawdę udany rok.

Rubensson nie została wybrana także najlepszą zawodniczką Damallsvenskan w sezonie 2018, choć wybór Julii Karlernäs był raczej docenieniem fantastycznego wyczynu klubu z Piteå, który swoją postawą wprawił w osłupienie dosłownie wszystkich ekspertów i bukmacherów. Na daleką Północ powędrowała także statuetka Trenera Roku, z której mógł cieszyć się mający za sobą niezwykle emocjonujący rok Stellan Carlsson. Swój moment radości mieli podczas gali także sympatycy beniaminka z Växjö, gdy Odkryciem Roku 2018 wybrano Annę Anvegård. W tej kategorii napastniczka ze Småland po niezwykle wyrównanym boju okazała się ostatecznie lepsza od Rebecki Blomqvist – najlepszej asystentki sezonu 2018 w szwedzkiej ekstraklasie.

Największą kontrowersją wieczoru było natomiast nagrodzenie Tess Olofsson mianem najlepszej sędzi roku 2018. Najwyraźniej wszystkie nieprzyjemne emocje związane z finałem Pucharu Szwecji zdążyły już pójść tak bardzo w niepamięć, że nie miały one wpływu na decyzję panelu selekcyjnego, ale nawet pomijając ten jeden, nieszczęsny mecz (po którym nota bene osobiście próbowałem bronić podjętych przez panią Olofsson decyzji) i tak chyba bez większego trudu dałoby się znaleźć osobę bardziej godną tytułu najbardziej sprawiedliwej rozjemczyni biegającej z gwizdkiem po szwedzkich boiskach. Poszukać można było na przykład w Trollhättan. Trudno za to polemizować z faktem, że nagroda specjalna powędrowała do osoby, która może być wzorem do naśladowania dla tysięcy dziewczynek i chłopców w tej chwili rozpoczynających swoją futbolową przygodę. Do jednej z najwybitniejszych postaci wszech czasów w szwedzkiej piłce – Lotty Schelin, która z powodu kontuzji musiała nieco przedwcześnie zakończyć swą niezwykle udaną karierę.

Jeśli chodzi o nieco mniej eksponowane, ale równie istotne nagrody: stypendium Nordahla powędrowało do klubu z Sundsvall za modelowe wprowadzanie w życie idei integracji przez sport, Sandra Lagerbratt została uhonorowana za swoje osiągnięcia na boiskach Elitettan, Jennifer Björnler wybrano najlepszą młodą sędzią, a Danielę Chamoun – najlepszą futsalistką Szwecji. Jak zatem widać, laureatów było całkiem sporo, ale to tylko dobitnie pokazuje, jak długą drogę udało nam się przebyć od czasów pierwszej gali. A na kolejnej widzimy się już za dwanaście miesięcy. Kto wie – może honorować będziemy na niej medalistki francuskich mistrzostw świata?

Raz, dwa – i Anglia pokonana

jakobsson_1_0

Sobia Jakobsson pięknym lobem otworzyła wynik spotkania (Fot. SvFF)

Trzeba było listopada i wyjazdu na Wyspy Brytyjskie, aby reprezentacja Szwecji w końcu rozegrała mecz w sprzyjających warunkach pogodowych. Podopiecznym Petera Gerhardssona sprzyjała dziś jednak nie tylko aura i już w dwudziestej sekundzie rywalizacji Carly Telford mogła wyciągać futbolówkę z siatki po składnej akcji kombinacyjnej zapoczątkowanej przez Jonnę Andersson. Sytuacyjny strzał Kosovare Asllani okazał się wprawdzie minimalnie niecelny, ale była to tylko zapowiedź fantastycznego, piłkarskiego popołudnia w wykonaniu szwedzkich piłkarek.

Przed pierwszym gwizdkiem Słowaczki Petry Pavlikovej długo zastanawialiśmy się nad najbardziej prawdopodobnym zestawieniem ofensywnego tercetu pod nieobecność Stiny Blackstenius. Wariant z Anną Anvegård na szpicy wydawał się nam najlepszą opcją i – jak się ostatecznie okazało – tą samą drogą podążył szwedzki selekcjoner. Tuż za plecami napastniczki Växjö operować miała niesamowicie efektywna tej jesieni Asllani, która za kadencji Gerhardssona przeżywa zdecydowanie najbardziej udany okres w swej niekrótkiej już przecież reprezentacyjnej karierze, a ustawiona nominalnie nieco bliżej linii bocznej Sofia Jakobsson raz po raz zbiegała w pobliże sektorów centralnych, dezorientując w ten sposób dobrze zazwyczaj zorganizowaną angielską defensywę. W 20. minucie meczu tej wielokrotnie chwalonej przez trenera Neville’a formacji zabrakło jednak zdecydowania, w efekcie czego wspomniana Jakobsson mogła nie tylko swobodnie przemieścić się z piłką przy nodze wzdłuż linii szesnastego metra bez jakiejkolwiek presji ze strony obrończyń, ale nawet na spokojnie ustawić sobie futbolówkę i przymierzyć idealnie między rękawicę źle ustawionej Telford, a poprzeczkę angielskiej bramki. W taki właśnie sposób Szwedki znalazły się na prowadzeniu, które niespełna kwadrans później udało im się podwyższyć. Gol na 2-0 mógł nawet paść kilkadziesiąt sekund wcześniej, ale wówczas zamykającej na dalszym słupku dośrodkowanie Eriksson Caroline Seger zabrakło do pełni szczęścia kilku centymetrów. Gospodynie zlekceważyły jednak to ostrzeżenie i po chwili musiały za taką postawę naprawdę słono zapłacić. Po kolejnym rzucie rożnym wszędobylska Asllani wygrała ważną przebitkę w polu karnym, a pozostawiona zupełnie bez opieki Anvegård pewnym, mierzonym uderzeniem otworzyła swój reprezentacyjny licznik, który – miejmy nadzieję – będzie tykał jak najdłużej. Zgodnie z przewidywaniami, po stracie drugiego gola grające w swoim nominalnie najsilniejszym składzie Angielki jeszcze odważniej i bardziej zdecydowanie rzuciły się do odrabiania strat, ale przed przerwą nie udało im się wykreować choćby jednego poważnego zagrożenia pod bramką Hedvig Lindahl. Duża w tym zasługa całego szwedzkiego bloku defensywnego, który w sześcio-, a w razie potrzeby i w siedmioosobowym składzie wzorowo wykorzystywał każdy, najmniejszy nawet błąd po stronie rywalek. Świetnie na murawie New York Stadium czuła się między innymi Amanda Ilestedt, która zgodnie z instrukcjami selekcjonera przejęła dziś większość obowiązków Nilli Fischer i w roli zastępczyni (a kto wie, czy nie i następczyni) kapitanki Wolfsburga spisała się po prostu znakomicie.

Pierwszy kwadrans drugiej połowy to moment, w którym Angielki okazały się zdecydowanie najgroźniejsze i to właśnie wtedy gospodynie stworzyły sobie najlepsze okazje na to, aby jeszcze wrócić do meczu. Dużo ożywienia do gry zespołu prowadzonego przez trenera Neville’a wniosła przede wszystkim Toni Duggan, a i mało aktywna przed przerwą Nikita Parris wreszcie zaczęła pokazywać dlaczego jest obecnie nazywana jedną z absolutnie czołowych skrzydłowych świata. Czujność wciąż zachowywała jednak szwedzka defensywa, a gdy przyszła taka konieczność, próbkę bramkarskich umiejętności zaprezentowała nam także Lindahl, która – nawiasem mówiąc – zdecydowanie wygrała dziś niezwykle prestiżowy pojedynek dwóch golkiperek londyńskiej Chelsea. Jej interwencje po strzałach Duggan czy Stanway z pewnością były jednym z czynników, które pozwoliły nam dotrwać bez strat bramkowych do końcowego gwizdka, choć równie istotne było to, aby nie dać się zepchnąć coraz bardziej rozpędzającym się rywalkom do zbyt głębokiej defensywy. Żadnego déjà vu z ery słusznie minionej w postaci rozpaczliwego bronienia wyniku na stadionie w Rotheram nie przyszło nam jednak oglądać, a gdyby nie Carly Telford, to rezerwowa Fridolina Rolfö po jednym z błyskawicznych ataków jeszcze podwyższyłaby rezultat. Ostatecznie skończyło się jednak na 2-0, ale najbardziej w tym wszystkim cieszy nie tyle samo zwycięstwo na terenie silniejszego rywala, co styl, w którym zostało ono odniesione. W dzisiejszym wyniku nie ma bowiem ani trochę przypadku – ot, po prostu wygrała drużyna dojrzalsza i lepiej poukładana. I tak jakoś sympatycznie się robi, że znów doczekaliśmy chwili, w której takimi słowami możemy opisywać reprezentację Szwecji.

Piłkarski rok 2018 w reprezentacyjnym wydaniu otworzyliśmy zwycięstwem w Republice Południowej Afryki, a zamknęliśmy zwycięstwem na ziemi brytyjskiej. Po drodze przydarzyło się nam lwowskie tąpnięcie, pechowa porażka w Cremonie, ale przecież nie możemy zapominać przede wszystkim o fantastycznej wiktorii w Viborgu, dzięki której na przełomie czerwca i lipca będziemy w roli aktywnych uczestników emocjonować się wydarzeniami na francuskim mundialu. Na tradycyjne, coroczne podsumowanie roku w ujęciu kadry narodowej przyjdzie jeszcze jednak czas, a póki co pożegnajmy się ze znów szczęśliwą dla nas Anglią, do której mamy nadzieję powrócić latem 2021. I obyśmy wtedy także opuszczali ją w wyśmienitych nastrojach!

Ostatnie szlify przed Anglią

Fotboll, Dam, Algarve Cup 2018, Dag 1, Sverige, TrŠning

Fridolina Rolfö prawdopodobnie będzie mogła zagrać przeciwko Anglii (Fot. Bildbyrån)

Rozgrywki ligowe we wszystkich kategoriach wiekowych zakończone, baraże o awans na szczebel centralny rozstrzygnięte, starcie reprezentacji do lat 23 z rówieśniczkami z Norwegii przegrane (pomimo dwubramkowego prowadzenia po dwudziestu minutach). Rok 2018 w szwedzkiej piłce nożnej ewidentnie zbliża się do końca, ale zanim udamy się na mniej lub bardziej zasłużone urlopy, czekają nas jeszcze dwa bardzo istotne wydarzenia. W niedzielne popołudnie, na wypełnionym do ostatniego miejsca New York Stadium w Rotheram kadra Petera Gerhardssona zmierzy się z Anglią, a w poniedziałkowy wieczór, w równie licznym gronie, świętować będziemy w sztokholmskim Globen zakończenie sezonu. Miejmy nadzieję, że na tę coroczną fetę udamy się w dobrych nastrojach, podbudowani obiecującym występem najważniejszej drużyny w kraju na tle rywala z absolutnie najwyższej, światowej półki.

Trzeba jednak powiedzieć jasno, że w ostatnim tegorocznym meczu, reprezentację Szwecji czeka niezwykle trudne zadanie. O tym, jak wysoko zawieszona jest poprzeczka mogliśmy przekonać się wczoraj, oglądając potyczkę Angielek z Austriaczkami. Jasne, zespół trenera Neville’a był w tamtym starciu zdecydowanym faworytem, ale styl, w którym zawodniczki z Wysp Brytyjskich rozprawiły się z innymi półfinalistkami ubiegłorocznego EURO, musiał budzić szacunek. A nie zapominajmy, że angielski selekcjoner nie skorzystał tym razem z kilku swoich gwiazd, oszczędzając je na niedzielny mecz ze Szwecją. Wystawione w ich miejsce debiutantki spisały się jednak lepiej niż poprawnie; Chioma Ubogagu oraz Georgia Stanway zapisały na swoim koncie premierowe gole w seniorskiej reprezentacji, Ellie Roebuck zachowała czyste konto, a bardzo bliska pokonania Manueli Zinsberger była także Chloe Kelly. Pomimo dobrej i skutecznej postawy potencjalnych zmienniczek, trener Neville w Rotheram najprawdopodobniej postawi jednak od pierwszej minuty na bardziej sprawdzone nazwiska (Houghton, Bronze, Christiansen, Nobbs, Parris), ale akurat z naszej perspektywy zmienia to bardzo niewiele. Angielski selekcjoner i jego sztab dysponują bowiem na tyle szeroką i wyrównaną grupą piłkarek, że bez względu na decyzje taktyczno-personalne, w niedzielę czeka nas starcie z jednym z faworytów do awansu do strefy medalowej na przyszłorocznym mundialu. Tak, reprezentacja Anglii to na tę chwilę bezsprzecznie jeden z czterech najsilniejszych zespołów świata.

Wróćmy jednak do naszych problemów, gdyż tych w przeddzień tak ważnego meczu nie brakuje. Do listy nieobecnych, na której już wcześniej znajdowały się nazwiska Nilli Fischer i Stiny Blackstenius, dołączyła dziś Hanna Glas. Defensorka PSG wciąż uskarża się na problemy z kolanem, w związku z czym jej występ przeciwko Anglii jest absolutnie wykluczony. Szkoda, gdyż podobnie jak to miało miejsce w przypadku piłkarek Wolfsburga oraz Montpellier, Glas była szykowana do gry od pierwszej minuty. Absencja jednych jest jednak równocześnie szansą dla innych, a najbardziej ciekawa rywalizacja toczy się o wypełnienie luki po Stinie Blackstenius. Czy na szpicy zmieni ją klubowa koleżanka Sofia Jakobsson? A może młoda Anna Anvegård wreszcie otrzyma szansę w kadrze na swojej nominalnej pozycji? Te dwa warianty wydają się być najbardziej realne, choć już w trakcie meczu możemy się spodziewać zależnych od aktualnego wyniku roszad. Jedna z nich może zakładać na przykład przesunięcie na fałszywą dziewiątkę jednej z rekonwalescentek (Rolfö lub Hurtig). Lekarz kadry zapewnia, że przynajmniej na ten moment nie ma żadnych przeciwwskazań, aby obie wymienione zawodniczki pojawiły się w niedzielę na murawie, choć raczej mało prawdopodobny jest występ którejkolwiek z nich w pełnym wymiarze czasowym.

Przed pierwszym gwizdkiem trener Gerhardsson nie traci optymizmu i przekonuje nas, że dobrze się składa, że kończymy rok wyjazdowym starciem z tak wysoko notowanym rywalem. Selekcjoner nie bez przyczyny zauważa, że na mundialu też będziemy grali na wyjeździe, a przeciwniczki również należeć będą w zdecydowanej większości do światowej czołówki. Pozostaje życzyć, aby dobry nastrój i pozytywne nastawienie nie opuszczały jego i nas także po zakończeniu ostatniego w tej fazie przygotowań do mundialu meczu szwedzkiej kadry. Piłkarski rok 2018 rozpoczęliśmy od zwycięstwa w dalekiej Afryce, a w jakim stylu go zamkniemy?

A teraz – faza grupowa

jitex

Tak świętują sprawczynie największej pucharowej sensacji (Fot. Jitex BK)

Koniec sezonu ligowego absolutnie nie oznacza końca piłkarskich emocji. W minionym tygodniu rozegrano ostatnie mecze 3. rundy Pucharu Szwecji, które wyłoniły szesnastu uczestników fazy grupowej tych rozgrywek. Niespodzianki? Oczywiście były, a sprawczyniami tej zdecydowanie największej okazały się zawodniczki z Möldnal.

Jitex BK to niezwykle zasłużony dla szwedzkiego futbolu klub, ale ostatnimi czasy sześciokrotne mistrzynie kraju bezskutecznie walczą o powrót na szczebel centralny. Sztuka ta nie udała im się zresztą również w zakończonym właśnie sezonie, ale na Åbyvallen ligowe niepowodzenia odbili sobie z nawiązką w pucharze. W rywalizacji z występującym od siedmiu lat na boiskach Damallsvenskan Vittsjö piłkarki Jitexu z pewnością nie były faworytkami, ale nawet dwa stosunkowo szybko stracone gole nie zmąciły ich wiary w awans do fazy grupowej. I słusznie, gdyż dwubramkową stratę udało się odrobić, a trafienie Elin Hemdal w dogrywce pozwoliło trzecioligowcowi wyrzucić za burtę pierwszoligowca! Tym samym, faktem stała się jedna z największych sensacji w historii rozgrywek. Swoją pucharową przygodą w lutym kontynuować będzie także inny przedstawiciel Division 1 – Ljusdal, który po złotym golu Hayley Dowd w końcowych minutach meczu okazał się lepszy od Umeå.

W pozostałych parach najwięcej emocji przyniosła nam rywalizacja Örebro z Mallbacken, która przeciągnęła się aż do trwającej niemal w nieskończoność serii rzutów karnych. Tę prawdziwą próbę nerwów lepiej wytrzymały koniec końców zawodniczki z Behrn Areny, które mniej więcej pół godziny wcześniej, w ostatniej minucie doliczonego czasu gry, w niesamowicie dramatycznych okolicznościach doprowadziły w ogóle do dogrywki. Nie mniej interesująco było także w Kungsbace, gdzie starcie dwóch przyszłorocznych pierwszoligowców rozstrzygnął gol Nigeryjki Ogonny Chukwudi.

Komplet wyników (w nawiasach poziom rozgrywkowy klubu w sezonie 2019):

Lörby (III) – Kalmar (II) 1-5 (Lagerberg 30. – Haugstad 9., 41. (k), Johansson Prakt 62., 73., Åkerman 90+1.)

Ljusdal (III) – Umeå (II) 1-0 (Dowd 87.)

Infjärden (III) – Piteå (I) 0-10 (Edlund 6., Karlernäs 15., 33., Norheim 17., 59., Aronsson 19., Janogy 27., 44., Henriksson 56., Blomkvist 75.)

Mariebo (III) – Linköping (I) 0-1 (Alidou D’Anjou 61.)

Böljan (III) – Rosengård (I) 1-4 (Rydell 33. – Utland 29., 37., Harrysson 44., Troelsgaard 52. (k))

Örebro (I) – Mallbacken (II) 2-2 (k. 8-7) (F. Svensson 90+3., Steiner 103. – Herczeg 43., Lindgren 96.)

Bollstanäs (III) – Hammarby (II) 1-3 (Lundström 89. (k) – Sjöberg 1., Jansson 52., Kaskie 67.)

Norrköping (III) – Eskilstuna (I) 0-6 (Barsley 13., Karlsson 17., 53., Larsson 20., 51., Tunturi 54.)

Jitex (III) – Vittsjö (I) 3-2 (d.) (Paljevic 34., Mellouk 60., Hemdal 105. – Benediktsson 6., Cameron 27.)

Kungsbacka (I) – Kristianstad (I) 0-1 (Chukwudi 53.)

Asarum (II) – Växjö (I) 1-3 (Eriksson 15. – Holt 19., 51., Johansson 56.)

Dösjöbro (III) – LB 07 (I) 1-4 (Andersson 40. – Hönnudottir 9., 65., 76., Lenir 68.)

Västerås (III) – Djurgården (I) 1-2 (Smith 70. – Norlin 3., Sigurdardottir 76.)

Lidköping (II) – Göteborg (I) 1-4 (Lagerbratt 64. – Schough 11., 17., Blomqvist 53., Rubensson 65. (k))

Kvarnsveden (II) – Uppsala (II) 0-3 (Spitler 23., Mattsson 46., Sjösten 69.)

Bromma (II) – AIK (II) 1-5 (Simonsson 48. (s) – Modin 54., 57., 69., Ammanuel 66., Engström 76.)

Potrójne fiasko Rosengård

F19-Limhamn-Bunkeflo-2018-633x356

Gol dla LB 07 – tak wygrywa się mistrzostwo! (Fot. Tipselit)

Już przed pierwszym gwizdkiem niedzielnego meczu było jasne, że tegoroczny finał młodzieżowych mistrzostw Szwecji będzie czymś więcej niż tradycyjną walką o efektowny puchar i miejsce w galerii zwycięzców. Nie mogło jednak być inaczej, skoro do decydującej batalii stanęły dwa zespoły z tego samego miasta i na dodatek każdy z nich miał na boisku sporo do udowodnienia. Limhamn Bunkeflo chciał przekonać sceptyków, że nieprzypadkowo to właśnie ta drużyna uzbierała najwięcej punktów w sezonie zasadniczym, zaś celem numer jeden dla młodych zawodniczek Rosengård była poprawa nastrojów w klubie po tym, jak w odstępie zaledwie kilku dni podwójne fiasko (w lidze i w europejskich pucharach) zaliczyły seniorki z Malmö IP.

Po pierwszej połowie wydawało się, że to właśnie Rosengård będzie zespołem, który dopnie swego. Świetną partię nie tylko w defensywie rozgrywała Edina Filekovic i to po jej odważnym rajdzie w 18. minucie Anna Plantin doskonale znalazła pozostawioną bez opieki w polu karnym Johannę Limdblom, a ta ostatnia celnym strzałem wyprowadziła swój zespół na prowadzenie. Po zdobyciu gola, piłkarki FCR sprawiały wrażenie drużyny kontrolującej boiskowe wydarzenia i nawet nieplanowana zmiana bramkarki (Angel Mukasa musiała opuścić plac gry ze względu na uraz mięśniowy) nie wytrąciła ich z właściwego rytmu. Limhamn Bunkeflo szczególnie w końcówce tej części gry starał się oczywiście przenieść ciężar gry na połowę Rosengård, ale dyrygowana przez duet Filekovic – Svensson formacja obronna FCR bez większego trudu rozbijała ataki lokalnych rywalek, dzięki czemu rezerwowa golkiperka Wilma Johansson przed przerwą tylko raz musiała wykazać się swoimi bramkarskimi umiejętnościami.

Obraz gry znacząco zmienił się jednak w drugiej połowie, kiedy to sztab szkoleniowy LB 07 desygnował do gry mocno poobijaną po piątkowym półfinale przeciwko Umeå Julię Welin. Osiemnastoletnia pomocniczka, która kilka tygodni temu strzeliła swojego premierowego gola na boiskach Damallsvenskan, nie potrzebowała wiele czasu, aby również w Bosön zaznaczyć swoją obecność na placu gry. Jej dwa gole, z których szczególnie pierwszy wzbudził podziw kibiców w Vinnarhallen, całkowicie odmieniły losy finałowej rywalizacji, a w samej końcówce coraz bardziej bezradne zawodniczki Rosengård skutecznym lobem dobiła jeszcze słynąca z precyzyjnego uderzenia Elina Lenir, wykorzystując fatalne ustawienie Johansson. Zwycięstwo Limhamn Bunkeflo sprawiło, że kolejność z sezonu zasadniczego została zachowana, a piłkarki z nadmorskiej dzielnicy Malmö potwierdziły, że w tym roczniku to one są numerem jeden w Szwecji. Jeśli zaś chodzi o Rosengård, to chyba każdy w tym klubie chciałby, aby ta pełna frustracji i rozczarowań jesień dobiegła wreszcie końca. I tak po ludzku, trudno się nawet takiej postawie dziwić.

Dzień przed finałem na hali w Bosön rozegrano mecz o brązowe medale w kategorii U-19, w którym stołeczny AIK pokonał po pasjonującym boju inną lokalną potęgę młodzieżowego futbolu – zespół Umeå IK. Niezwykle emocjonujące i być może nawet trochę zbyt radosne spotkanie zakończyło się ostatecznie zwycięstwem sztokholmianek w stosunku 5-4, a bohaterką wieczoru została autorka dwóch goli – siedemnastoletnia napastniczka AIK Elsa Törnblom. Dla bardzo dbającego o swoją akademię klubu ze stolicy był to kolejny w tym roku sukces; przypomnijmy, że w październiku po tytuł najlepszej drużyny w Szwecji w swojej kategorii wiekowej sięgnęły szesnastolatki z AIK, które w finale ukazały się lepsze od zawodniczek Jitexu Möldnal.