Podsumowanie 18. kolejki

damf

Podsumowanie 18. kolejki sezonu 2021 w Damallsvenskan:


Najlepszy mecz: Häcken 2-0 Rosengård. Może trochę kontrowersyjnie, choć z drugiej strony nawet fatalne warunki atmosferyczne nie przeszkodziły obu ekipom w zaprezentowaniu naprawdę wysokiej, piłkarskiej jakości. Oczywiście, możemy zastanawiać się, jak ten mecz przebiegałby, gdyby murawa na Bravida Arenie nie była w sobotnie popołudnie przesiąknięta wodą, ale – jak słusznie zauważyła Loreta Kullashi – żadna z drużyn nie miała z tego tytułu przewagi. I skoro sędzia Sara Persson zdecydowała, że mecz zostanie rozegrany, to musimy oceniać to, co obejrzeliśmy. A działo się i tak naprawdę sporo, bo przecież Stine Larsen i wspomniana Kullashi obijały słupki, Stina Blackstenius strzeliła gola ze spalonego, a Elin Rubensson i Katrine Veje pokazały nam jak powinny grać we współczesnym futbolu boczne defensorki. Pomimo tego, aż do 74. minuty na tablicy wyników utrzymywał się rezultat bezbramkowy, w pełni satysfakcjonujący gości z Malmö. Wystarczyła jednak chwila nieuwagi w szeregach Rosengård, aby Julia Zigiotti puściła w bój Blackstenius, a liderka klasyfikacji strzelczyń wygrała przepychankę z Gudrun Arnardottir i umieściła futbolówkę w bramce gości. Resztki nadziei przyjezdnych rozwiała dosłownie chwilę później Johanna Kaneryd, najpierw trafiając z dystansu w poprzeczkę, a następnie popisując się kapitalnym solowym rajdem, który zresztą sama wykończyła. Zwycięstwo gospodyń od tej chwili było już absolutnie niezagrożone, dzięki czemu możemy oficjalnie ogłosić, że mistrzowski wyścig rozpoczyna się na nowo. I choć dystans będzie iście sprinterski, to o odpowiedni poziom emocji możemy być względnie spokojni. Na ten moment wszystko w swoich rękach wciąż mają piłkarki ze Skanii, ale mecz w Hisingen pokazał, jak wiele w grze Rosengård zależy od Jeleny Cankovic. Nie więc dziwnego, że w Malmö data powrotu do treningów reprezentantki Serbii jest obecnie tematem numer jeden. Bo nikt w klubie nie wyobraża sobie przecież scenariusza, w którym trzeci raz w przeciągu ostatnich czterech lat najbardziej utytułowany szwedzki zespół daje sobie wyrwać mistrzowski tytuł na ostatniej prostej.

Wydarzenie kolejki: Jalkerud zatapia Djurgården. Nikogo nie trzeba chyba specjalnie przekonywać do tego, że Mia Jalkerud jest jedną z największych legend Djurgården. Kiedy jednak gra idzie o europejskie puchary, o żadnych sentymentach nie może być mowy. Fani Dumy Sztokholmu boleśnie przekonali się o tym w 60. minucie niedzielnej batalii na Tunavallen, kiedy to właśnie doświadczona napastniczka zachowała najwięcej zimnej krwi w podbramkowym zamieszaniu i sytuacyjnym strzałem wyprowadziła Eskilstunę na prowadzenie. Ten moment okazał się dla przebiegu meczu absolutnie kluczowy, gdyż jeszcze godzinę wcześniej wydawało się, że to Djurgården ma po swojej stronie wszelkie atuty, aby sięgnąć w tej rywalizacji po pełną pulę. Gol Sheili van den Bulk był efektem przewagi przyjezdnych w pierwszej fazie meczu i nawet błyskawiczna odpowiedź Vaili Barsley po stałym fragmencie gry nie wytrąciła z uderzenia dobrze dysponowanej drużyny Magnusa Pålssona. W drugiej połowie szala zwycięstwa systematycznie przechylała się jednak na stronę gospodyń, a gdy na listę strzelczyń wpisała się Jalkerud, w zawodniczki United ewidentnie wstąpiły nowe siły. Odważne zmiany dokonywane przez trenera gości tym razem nie przełożyły się na zmianę obrazu meczu i to Eskilstuna w końcówce całkowicie kontrolowała boiskowe wydarzenia. A trzy oczka okazały się o tyle cenne, że dystans między zespołem z Tunavallen, a goniącym go peletonem znów delikatnie się powiększył. W rywalizacji o prawo gry w eliminacjach przyszłorocznej Ligi Mistrzyń nic nie jest jednak jeszcze przesądzone.

Bohaterka kolejki: Jenny Danielsson (AIK). Jeśli zgodzimy się ze stwierdzeniem, że piłkarki wybitne charakteryzuje to, że na najwyższy poziom wchodzą w chwilach największej próby, to 27-letnia napastniczka z Finlandii właśnie zgłosiła akces to tego elitarnego grona. Sobotni mecz przeciwko Växjö był dla stołecznego AIK starciem, którego klub z Solnej pod żadnym pozorem nie mógł przegrać, a nieobecność zawieszonej Rosy Kafaji na pewno nie ułatwiała podopiecznym Maiju Ruotsalainen sprawy. Ustawiona na pozycji numer dziewięć Danielsson wzięła jednak na swoje barki odpowiedzialność za ofensywę AIK i niemal w pojedynkę zapewniła beniaminkowi pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Jasne, tego zwycięstwa nie byłoby gdyby nie ofiarna postawa w defensywie zbudowanego na ostatnią chwilę duetu Plummer – Davison, gdyby nie przytomna asysta Matildy Nildén, ale na koniec dnia to reprezentantka Finlandii sprawiła, że w stolicy pozostał ostatecznie nie jeden, a trzy punkty. A ten wynik oznacza, że skazywany przed sezonem na degradację AIK jest już o krok od tego, aby swoją pierwszoligową przygodę przedłużyć.

Gol kolejki: Nellie Persson (Vittsjö). Znów było w czym wybierać, gdyż zarówno precyzyjny strzał Alice Nilsson, jak i efektowny, indywidualny popis Johanny Kaneryd równie dobrze zasługiwałyby na to wyróżnienie. Tym razem trafia jednak ono w ręce Nellie Persson, która w … dwudziestej sekundzie drugiej połowy spotkania z Linköping odebrała gościom z Östergötland nadzieje na korzystny rezultat. A warto przypomnieć, że dla obu ekip był to mecz z gatunku tych o sześć punktów. Była pomocniczka między innymi Kungsbacki w najlepszy możliwy sposób zadbała o to, aby zwycięstwo pozostało w Skanii i zamieniła na naprawdę przepięknego gola sytuacyjne zgranie od Clary Markstedt. I jeśli przy pozostałych sytuacjach bramkowych możemy mieć do Anny Koivunen uzasadnione pretensje, o tyle tutaj młoda, fińska golkiperka nie miała absolutnie nic do powiedzenia. A Vittsjö już na dobre wraca do gry o medale i wcale nie jest w niej bez szans na sukces.

Sensacja kolejki: Växjö u bram Elitettan. W normalnych warunkach porażka ostatniej drużyny w tabeli nie jest zazwyczaj rozpatrywana w kategoriach sensacji. My jesteśmy jednak w Damallsvenskan, czyli w lidze, gdzie prawa logiki nie zawsze obowiązują. Bo o ile do widoku Växjö w roli czerwonej latarni zdążyliśmy się już przyzwyczaić, o tyle zespół prowadzony przez Marię Nilsson nie raz udowadniał, że w absolutnie żadnym meczu nie należy go skreślać. Ot, chociażby przed tygodniem, kiedy to w naprawdę niezłym stylu urwał dwa punkty mistrzyniom z Häcken. Nie więc dziwnego, że to właśnie w gościach ze Småland bukmacherzy widzieli zdecydowane faworytki potyczki z AIK, ale Växjö kolejny już raz postanowiło zaprezentować nam … klasykę gatunku. I pomimo optycznej przewagi oraz seryjnie bitych rzutów rożnych, defensywy z Solnej nie udawało się skruszyć żadnym sposobem. A gdy już Mimmi Strömgren poradziła sobie nawet z golkiperką AIK, to niczym spod ziemi wyrosła Hannah Davison i efektownym wślizgiem zapobiegła utracie gola. A ponieważ w futbolu niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, to w 86. minucie do siatki trafiła Jenny Danielsson, sprawiając tym samym, że szanse Växjö na pozostanie w krajowej elicie są już na ten moment wyłącznie matematyczne. Walczyć trzeba jednak do końca, choć każdy inny rezultat niż zwycięstwo w najbliższą niedzielę nad Piteå będzie równoznaczny z tym, iż piłkarki z VISMA Areny w sezonie 2022 będą zwiedzały stadiony Elitettan.

Liczba kolejki: 2.5. Tyle punktów realnie dzieli dwóch głównych pretendentów do mistrzowskiego tytułu na cztery kolejki przed końcem sezonu. Jeżeli bowiem Häcken wygra swój kolejny mecz, a Rosengård go przegra, to będziemy świadkami pierwszej od dawna zmiany w fotelu lidera. Takie końcówki bardzo lubimy, oczywiście pod warunkiem, że zaliczamy się do neutralnych sympatyków piłki nożnej w szwedzkim wydaniu.


18. kolejka statystycznie:

Gole: 16  (średnia 2.67 / mecz)

Rzuty karne: 0

Żółte kartki: 7

Czerwone kartki: 0

Najszybszy gol: Miranda Nild (Kristianstad) – 6. minuta (vs. Örebro)

Najpóźniejszy gol: Jenna Hellstrom (Örebro) – 90+3. minuta (vs. Kristianstad)


Jedenastka kolejki:

lag18

Sabrina D’Angelo (Vittsjö) – Sandra Adolfsson (Vittsjö), Konya Plummer (AIK), Faith Ikidi (Piteå) – Johanna Kaneryd (Häcken), Noor Eckhoff (Eskilstuna), Josefin Johansson (Piteå), Nellie Persson (Vittsjö), Mia Jalkerud (Eskilstuna) – Stina Blackstenius (Häcken), Jenny Danielsson (AIK)


Komplet wyników:


Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Piłkarka kolejki:

lirare

18. kolejka – zapowiedź

Z7vlkwzHNodmAtB9DSULmMdFBgk

W rundzie wiosennej Stina Blackstenius nie znalazła sposobu na defensywę z Malmö (Fot. Christian Örnberg)

To jest ten dzień, to jest ten moment, to jest ta chwila. Dwa zdecydowanie najlepsze kluby sezonu 2021 w Damallsvenskan wreszcie spotkają się na jednym boisku, aby w sportowej rywalizacji wyjaśnić sobie kilka spraw. Czy także kwestię mistrzowskiego tytułu? To akurat nie jest do końca pewne, gdyż stanie się tak wyłącznie w przypadku zwycięstwa gości z Malmö. A trapiony problemami natury zdrowotno-kartkowej Rosengård tym razem faworytem tej potyczki zdecydowanie nie będzie. W stolicy Skanii panuje jednak wyjątkowa mobilizacja, bo po fiasku w eliminacjach Ligi Mistrzyń nikt nie wyobraża sobie, aby również rywalizacja na krajowym podwórku zakończyła się podobnych rozmiarów rozczarowaniem. Nic więc dziwnego, że ani trenerka Renée Slegers, ani dyrektorka sportowa Therese Sjögran, nie były w swoich przedmeczowych wypowiedziach przesadnie rozmowne. W Malmö wiedzą, że nawet jeden punkt przywieziony z Bravida Areny byłby dla klubu kapitalną zaliczką, a nawet mocno osłabiony Rosengård jak najbardziej jest w stanie ugrać taki wynik. Tyle tylko, że z walki o Puchar Księżniczki Wiktorii nie zrezygnowali jeszcze w Hisingen, a patrząc z perspektywy Häcken, zwycięstwo nad najgroźniejszym rywalem jest warunkiem absolutnie koniecznym, aby mistrzowski wyścig znów rozkręcił się na dobre. Jeśli bowiem to podopieczne Matsa Grena okażą się w sobotę lepsze, dystans pomiędzy obiema ekipami zmniejszy się do zaledwie trzech punktów, a to będzie oznaczać już całkiem niezłą pozycję wyjściową do ataku. Innym smaczkiem tego meczu będzie z pewnością starcie dwóch najlepszych snajperek ligi w osobach Stiny Blackstenius oraz doskonale znającej klub z Göteborga Olivii Schough. Czy to właśnie któraś z nich zostanie bohaterką ligowego klasyka? A może o wyniku zadecyduje postawa formacji defensywnych, zarządzanych odpowiednio przez Emmę Kullberg i jej imienniczkę Berglund? Bez względu na wszystko, w sobotę na Bravida Arenie pojawić się po prostu trzeba, a jeśli ktoś do Hisingen dotrzeć nie jest w stanie, to obejrzenie transmisji z tego meczu wydaje się być pozycją absolutnie obowiązkową.

Mecz na szczycie Damallsvenskan rozpocznie się w sobotę o godzinie 15, a zaledwie kilka minut wcześniej zakończy się inne, niezwykle istotne dla kształtu ligowej tabeli starcie. Tutaj gra nie będzie jednak toczyła się o tytuły, puchary i zaszczyty, lecz o stawkę … jeszcze większą. Spadek do niższej klasy rozgrywkowej, szczególnie w takim momencie, byłby bowiem dla każdego klubu ogromną katastrofą, a takiej na pewno nie chcą przeżywać ani w Solnej, ani w Växjö. Pozornie może wydawać się, że beniaminek ze stolicy ma na pięć kolejek przed końcem sezonu stosunkowo bezpieczną przewagę, ale mając na uwadze aktualną dyspozycję drużyny prowadzonej przez Marię Nilsson, zaliczka ta wcale nie musi okazać się bezpieczna. Tym bardziej, że zawodniczki ze Småland po raz pierwszy w sezonie mają komfort gry w zasadzie najsilniejszą możliwą jedenastką, co już odbiło się na ich boiskowej postawie. W Sztokholmie wiedzą zatem, że na kontrolowaną porażkę żadnym sposobem nie można sobie pozwolić, ale w ostatnich tygodniach AIK wpadł w ewidentny dołek, z którego wydostać się wcale nie musi być łatwo. Tym bardziej, że w być może najważniejszym meczu rundy nie będzie mogła wystąpić być może największa gwiazda zespołu Rosa Kafaji. Trenerka Maiju Ruotsalainen będzie jednak mogła skorzystać z Joy Bokiri oraz Konyi Plummer i szczególnie na występ reprezentacji Jamajki z dużym zaciekawieniem czekają nie tylko fani ze stolicy. Dla piłkarek ze Småland liczy się jednak tylko i wyłącznie komplet punktów i patrząc na to w jakim uderzeniu znajduje się obecnie fiński tercet Engman – Kamppi – Alanen, przyjezdne jak najbardziej mają po swojej stronie wystarczająco dużo argumentów, aby swój cel w sobotnie popołudnie zrealizować.

Tu gra o tron, gdzie indziej gra o utrzymanie, a na Tunavallen wydarzenie wcale nie mniejszej rangi. Mia Jalkerud, bez wątpienia największa legenda Djurgården ostatniej dekady, po raz pierwszy zagra przeciwko klubowi, w którym spędziła najlepsze lata swojej kariery. Być może smaczek byłby jeszcze większy, gdyby mecz odbywał się na Stadionie Olimpijskim w Sztokholmie, ale i tak oczy niemal wszystkich obserwatorów skierowane będą na piłkarkę z numerem dziewięć na niebieskiej koszulce. Występ Jalkerud przeciwko klubowi, z którym kojarzy ją właściwie każdy, przyćmiewa nawet szerszy kontekst tej rywalizacji, a nie możemy zapominać, że Eskilstuna cały czas pozostaje w grze o podium i puchary. Ewentualne zwycięstwo nad rywalkami ze stolicy na pewno bardzo by w perspektywie tego wyścigu pomogło, ale i tak tematem numer jeden będzie to, czy na listę strzelczyń wpisała się Jalkerud. I nie będzie przesady jeśli powiemy, że w szwedzkiej piłce klubowej dawno nie wyczekiwaliśmy z tak wielką ekscytacją występu jednej zawodniczki w konkretnym meczu. Bo nawet przed pierwszy mecz Lotty Schelin przeciwko zespołowi z Göteborga – z wiadomych względów – nie wzbudzał chyba aż takich emocji.

A co czeka nas na pozostałych stadionach? Odrodzony Kristianstad na pewno będzie zdecydowanym faworytem w rywalizacji z niemal pewnym utrzymania Örebro, a duet Jonsdottir – Pridham postara się zadbać o to, aby w tym starciu nie doszło do żadnej niespodzianki. Ciekawie będzie także w północnej Skanii, gdzie w meczu dwóch mocno rozczarowanych swoją postawą drużyn Vittsjö podejmie Linköping. Obie ekipy wciąż mogą oczywiście włączyć się do walki o trzecią lokatę na koniec sezonu, ale aby tak się stało, muszą do końca wygrać w zasadzie wszystko. Kto zatem przedłuży jutro nadzieję na uratowanie sezonu? Nieco wyżej szacujemy szanse gospodyń, tym bardziej, że Linköping udał się na Południe osłabiony brakiem między innymi Nilli Fischer. Passę minimalnych porażek przerwać spróbuje natomiast Hammarby, które podejmie na własnym boisku rozpędzające się wyraźnie Piteå. Dla gości z Norrbotten wyjazd do stolicy będzie miał niezwykle prestiżowe znaczenie, gdyż jest on okazją na zrewanżowanie się za wstydliwą, wiosenną porażkę na LF Arenie. Wtedy jednak w drużynie prowadzonej przez Stellana Carlssona nie było jeszcze Fanny Andersson, a wszyscy widzimy, jak wielką różnicę w drugiej linii Piteå zrobiła pomocniczka pozyskana latem z Eskilstuny.


Zestaw par 18. kolejki:

m01

m02

m03

m04

m05

m06

Podsumowanie 17. kolejki

damf

Podsumowanie 17. kolejki sezonu 2021 w Damallsvenskan:


Najlepszy mecz: Djurgården 2-1 Hammarby. Piłkarki Djurgården w ostatnich latach regularnie fundowały swoim kibicom thrillery ze szczęśliwym zakończeniem, ale w tym roku o żadnej nerwowej jesieni nie może być mowy. Pierwsze w sezonie derbowe zwycięstwo okazało się o tyle słodsze, że zapewniło Dumie Sztokholmu pozostanie w piłkarskiej elicie na kolejny sezon. I nawet jeśli przyznamy, że beniaminek miał w sobotnim starciu swoje dobre momenty, to zwycięstwo gospodyń na Stadionie Olimpijskim jest wynikiem jak najbardziej zasłużonym. Nowy trener Magnus Pålsson na papierze dysponuje zdecydowanie skromniejszym potencjałem niż jego poprzednicy, ale pod jego wodzą gra zespołu ze stolicy naprawdę może się podobać. Trzeba wyraźnie podkreślić, że żaden z goli dla Djurgården nie był dziełem ani przypadku, ani błędu rywalek, a postawa chociażby Julii Walentowicz oraz Fanny Lång sprawia, że ręce same składają się do oklasków. A jeśli dobrych informacji dla fanów DIF wciąż mało, to dorzucimy w gratisie jeszcze dwie: Tilde Lindwall wróciła na piłkarską murawę po długiej rehabilitacji, a Hayley Dowd wciąż potrafi strzelać gole przeciwko Hammarby. I to w naprawdę efektowny sposób!

Wydarzenie kolejki: Derby okupione stratami. W 60. minucie derbowej potyczki na Malmö IP wszystko wydawało się układać po myśli Renée Slegers. Rosengård wprawdzie nie grał wielkiego (jak na swoje standardy) meczu, ale gol Sanne Troelsgaard z początku drugiej połowy pozwolił otworzyć wynik, a przewaga w wirtualnej tabeli nad Häcken wzrosła do ośmiu punktów. Wtedy jednak rozpoczął się szereg niefortunnych wydarzeń, który zapoczątkowała fatalnie wyglądająca kontuzja Jeleny Cankovic. Przeraźliwy krzyk reprezentantki Serbii słychać było nawet na Triangeln, a kilkadziesiąt sekund później liderka drugiej linii Rosengård na noszach opuszczała murawę. Kolejne minuty przyniosły wyrównujące trafienie Mii Carlsson, a także uraz Lorety Kullashi, która także meczu nie dokończyła. Jeśli dodamy do tego, że trzecią w sezonie żółtą kartkę obejrzała w końcówce Sanne Troelsgaard, a już wcześniej z kłopotami zdrowotnymi zmagały się Mimmi Larsson oraz Bea Sprung (o zerwanych więzadłach Fiony Brown nawet nie wspominamy), to można odnieść wrażenie, że mistrzowski wyścig, którzy niektórzy eksperci zdążyli już zakończyć, właśnie rozpoczyna się na nowo. A najbliższy tydzień będzie zdecydowanie najpoważniejszym do tej pory testem dojrzałości dla holenderskiej trenerki klubu ze stolicy Skanii.

Bohaterka kolejki: Mia Carlsson (Kristianstad). To właśnie ona zapisała na swoim koncie gola, który sprawił, że po raz pierwszy w sezonie ligowym 2021 Rosengård zgubił punkty na Malmö IP. I nie ma przy tym większego znaczenia, że jej skuteczny strzał był tak naprawdę … przedłużeniem lotu wrzuconej przez Sveindis Jane Jonsdottir futbolówki. Defensorka z Kristianstad bezbłędnie zachowała się jednak nie tylko w tej jednej sytuacji i naprawdę niewiele brakowało, aby po jej podaniu podopieczne Elisabet Gunnarsdottir raz jeszcze umieściły futbolówkę w siatce jedenastokrotnych mistrzyń kraju. Jeśli chodzi o zadania stricte obronne, to tutaj do Carlsson także nie można się przyczepić, a w samej końcówce to jej interwencje sprawiły, że Troelsgaard i Sanders nie przechyliły szali zwycięstwa na stronę FCR. I kto wie, być może niebawem okaże się, że ten świetny występ pomoże Kristianstad po raz drugi z rzędu zameldować się na koniec sezonu na ligowym podium.

Gol kolejki: Hayley Dowd (Djurgården). To zdecydowanie nie był weekend bogaty w gole, ale gdy już ktoś do siatki trafiał, to zazwyczaj robił to niezwykle efektownie. Przepięknej urody było chociażby trzynaste w sezonie trafienie Stiny Blackstenius, a także gol Jenny Hellstrom pieczętujący cenne zwycięstwo Örebro na Behrn Arenie. Wyróżnienie tym razem trafia jednak w ręce Hayley Dowd, choć mówiąc szczerze jest to w dużym stopniu nagroda zespołowa. Bo choć wolej reprezentantki USA sam w sobie był naprawdę spektakularny, to nie da się przejść obojętnie wobec tego, co podczas bramkowej akcji dokonały Julia Walentowicz oraz Elizabeth Addo. Kłaniamy się i prosimy o więcej takich futbolowych delicji!

Sensacja kolejki: Liderzy solidarnie gubią punkty. Byli bezbłędni, wydawało się, że przewyższają tę ligę o kilka poziomów, ale gdy już się wyłożyli, to solidarnie i razem. O kim mowa? O piłkarkach Rosengård i Häcken, które po letniej, olimpijskiej przerwie kroczyły od pewnego zwycięstwa do pewnego zwycięstwa. Obie maszyny zacięły się jednak w miniony weekend i trzeba uczciwie przyznać, że w obu przypadkach nie był to wyłącznie efekt ogromnego pecha. Zarówno mistrzynie z Hisingen, jak i liderki ze Skanii miały oczywiście w swoich meczach przewagę w posiadaniu piłki, częściej uderzały także w kierunku bramki rywalek, ale gdyby spojrzeć jedynie na klarowne sytuacje, to nagle dochodzimy do wniosku, że oba czołowe kluby na dobrą sprawę mogły swoje mecze w 17. kolejce nawet przegrać! Ostatecznie skończyło się na podziałach punktów, który podtrzymał status quo w górnej części tabeli przed wyczekiwanym chyba przez wszystkich, bezpośrednim starciem. A to oznacza, że w pierwszą, październikową sobotę na Bravida Arenie czeka nas naprawdę granie o wielką stawkę.

Liczba kolejki: 5. Na tyle kolejek przed końcem sezonu piłkarki Djurgården zapewniły sobie pozostanie w Damallsvenskan na kolejny rok. Jest to z pewnością miła odskocznia dla fanów Dumy Sztokholmu, którzy w dwóch ostatnich sezonach drżeli o ligowy byt swojej drużyny dosłownie do ostatniego gwizdka.


17. kolejka statystycznie:

Gole: 11  (średnia 1.87 / mecz)

Rzuty karne: 1  (wykorzystany)

Żółte kartki: 15

Czerwone kartki: 0

Najszybszy gol: Daniela Zamora (Djurgården) – 11. minuta (vs. Hammarby)

Najpóźniejszy gol: Jenna Hellstrom (Örebro) – 84. minuta (vs. AIK)


Jedenastka kolejki:

lag17

Melina Loeck (Kristianstad) – Julia Walentowicz (Djurgården), Matilda Plan (Eskilstuna), Mia Carlsson (Kristianstad), Fanny Lång (Djurgården) – Carly Wickenheiser (Örebro), Josefin Johansson (Piteå) – Elizabeth Addo (Djurgården), Yuka Momiki (Linköping), Nathalie Hoff Persson (Örebro) – Juliette Kemppi (Växjö)


Komplet wyników:


Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Piłkarka kolejki:

lirare

17. kolejka – zapowiedź

jalkerud

Mia Jalkerud to jeden z bardziej trafionych transferów Eskilstuny w ostatnich latach (Fot. Bildbyrån)

Kadra kadrą, a liga ligą. Emocje po starcie eliminacji piłkarskich mistrzostw świata nie zdążyły jeszcze dobrze opaść, a już za kilkanaście godzin do gry wracają kluby Damallsvenskan. Zgodnie z wieloletnią tradycją, jesień to zdecydowanie najbardziej gorący okres w kalendarzu szwedzkiego kibica i choć koniec sezonu wciąż majaczy stosunkowo daleko na horyzoncie, to już najbliższe tygodnie mogą przynieść nam odpowiedzi na szereg naprawdę istotnych pytań. A skoro tak, to z odpoczynkiem musimy jeszcze poczekać i dać porwać się potężnemu ładunkowi ligowych wrażeń. A tych, standardowo, w ten weekend również nie zabraknie.

Swój kolejny mecz ostatniej szansy rozegrają zawodniczki z Växjö, ale tym razem o jakąkolwiek zdobycz punktową może być im niezwykle trudno. Rywalki z Hisingen dopiero co awansowały do fazy grupowej Ligi Mistrzyń i choć na krajowym podwórku szanse na obronę mistrzowskiego tytułu wydają się być co najwyżej umiarkowane, to faworyta w tym starciu wskazać raczej nietrudno. Tym bardziej, że swój bramkowy licznik z chęcią znów wprawiłaby w ruch Stina Blackstenius, której zdobywanie ligowych goli póki co idzie zdecydowanie ciężej jesienią niż wiosną. Siła rażenia ekipy z Väastergötland jest jednak naprawdę imponująca, gdyż nawet wobec chwilowego przestoju liderki klasyfikacji strzelczyń, zawsze można liczyć na Dilję Zomers, Mille Gejl, czy Stine Larsen. Takiego komfortu zdecydowanie nie mają w Småland, choć Emmi Alanen przed dwoma tygodniami przełamała wreszcie strzelecką niemoc całego zespołu. Czy była to zapowiedź lepszej i przede wszystkim bardziej skutecznej postawy ofensywy z Växjö? Być może, ale aby sięgnąć po komplet punktów w najbliższej kolejce, trzeba będzie przynajmniej raz pokonać Jennifer Falk. A tego nie potrafiło zrobić wiele zdecydowanie wyżej notowanych zespołów.

Co tam słychać w stolicy? Dobrze słychać, bo już w sobotę czas na kolejne derby! W rundzie wiosennej, po niezwykle ekscytującym meczu, beniaminek z Södermalm okazał się minimalnie lepszy od Djurgården, więc trudno się dziwić, że gospodynie pałają żądzą natychmiastowego rewanżu. Ich atutem z całą pewnością będzie własne boisko, gdyż na Stadionie Olimpijskim piłkarki Bajen ostatnimi czasy niemal wyłącznie przegrywały. W teorii to Hammarby powinno podejść do sobotniej batalii zdecydowanie bardziej zdeterminowane, ale przy okazji takich starć o odpowiedni poziom zaangażowania możemy być całkowicie spokojni po obu stronach. Bo nawet jeśli kadra Djurgården jest obecnie bardzo międzynarodowa, to Hayley Dowd zapowiedziała, że z wagi tego konkretnego meczu wszystkie piłkarki Dumy Sztokholmu doskonale zdają sobie sprawę. A skoro tak, to zapinamy pasy i czekamy na naprawdę ostrą jazdę bez trzymanki! Nieco mniej energetycznie, choć równie ekscytująco, będzie w niedzielę na Behrn Arenie, gdzie Örebro podejmie AIK. Gospodynie grają o niemal pewne utrzymanie, przyjezdne – o spokojną końcówkę sezonu. Gdyby oceniać wyłącznie ostatnią kolejkę, zdecydowanymi faworytkami byłyby zawodniczki z Närke, ale jeśli tylko Hayashi, Kafaji i Danielsson wejdą na swój topowy poziom, to zdarzyć może się tu absolutnie wszystko.

A co czeka nas na pozostałych arenach? Derby Skanii, czyli jeszcze jeden odcinek rywalizacji piłkarek Rosengård i Kristianstad. W tym roku oba kluby mierzyły się już dwukrotnie i zarówno w lidze, jak i w Pucharze Szwecji, podzieliły się punktami. Kolejny remis byłby oczywiście sukcesem zespołu prowadzonego przez Elisabet Gunnarsdottir, choć z takiego obrotu spraw zapewne najbardziej ucieszyliby się w Hisingen i Eskilstunie. Futbolowych emocji powinniśmy doczekać się także na LF Arenie, gdzie po długiej podróży zawita Vittsjö. Podopieczne Thomasa Mårtenssona w Norrbotten zazwyczaj radziły sobie całkiem dobrze i jest to niewątpliwie dobry prognostyk przed niedzielnym spotkaniem. Bo w Vittsjö celują wyłącznie w komplet punktów, który pozwoliłby podtrzymać nadzieję na ligowe podium i puchary. Problem w tym, że podobne cele postawili sobie w Piteå, w związku z czym przynajmniej jedna z tych ekip zakończy weekend w niekoniecznie dobrych humorach.


Zestaw par 17. kolejki:

m01

m02

m03

m04

m05

m06

Meldujemy wykonanie zadania

contentmedium

Filippa Angeldal otworzyła wynik meczu z Gruzją (Fot. Bildbyrån)

Gruzja to kraj, który kojarzy nam się z wieloma rzeczami, ale piłka nożna z pewnością nigdy nie była jedną z nich. Naszą wiedzę o aktualnym stanie kaukaskiego futbolu trochę odświeżyła ubiegłoroczna edycja Ligi Mistrzyń, w której to los skojarzył ze sobą Rosengård i gruzińskie Lanczchuti, ale przebieg wspomnianego dwumeczu jedynie utwierdził nas w przekonaniu, że piłkarsko póki co znajdujemy się w dwóch odległych od siebie światach. I choć zestawień klubowych z zasady nie powinno przekładać się na zmagania reprezentacyjne, to podświadomie wszyscy spodziewaliśmy się w wykonaniu kadry Petera Gerhardssona podobnego występu do tego, który nie tak dawno stał się udziałem klubu z Malmö. Nasze pragnienie zostały zresztą wysłuchane, bo choć reprezentantki Szwecji znów nie zdecydowały się na strzelecką kanonadę, to różnica klas była widoczna w absolutnie każdej minucie tego starcia. I naprawdę trudno przypuszczać, aby dla którejkolwiek ze stron wtorkowa potyczka okazała się jakoś przesadnie wartościowa.

Nieco zaskakujący może być fakt, że na pierwszego gola szwedzcy fani musieli poczekać cierpliwie aż do 40. minuty meczu. Sytuacji na to, aby otworzyć wynik wcześniej, było oczywiście sporo, ale Gruzinki broniły się naprawdę skutecznie i z dużą dozą szczęścia. To dopisało im, gdy na samym początku spotkania w słupek strzeliła Lina Hurtig, a także gdy żadnej ze swoich klasycznych akcji nie potrafiła sfinalizować Kosovare Asllani. Sporo wiatru robiła także grająca tym razem w wyjściowej jedenastce Olivia Schough, ale choć skrzydłowa Rosengård raz po raz radziła sobie z defensywą rywalek, to futbolówka ani myślała wpadać do siatki Talii Gabunii. Mecz toczył się jednak bez przerwy wyłącznie na jedną bramkę i patrząc na jego obraz można było być pewnym, że gol dla Szwecji jest tu wyłącznie kwestią czasu. Piłkarska sprawiedliwość dopełniła się ostatecznie jeszcze w pierwszej połowie i choć nie da się powiedzieć, że w bramkowej akcji wszystko było doskonale zaplanowane, to jednak efekt finalny był w tym przypadku więcej niż zadowalający. Dośrodkować w szesnastkę gości najpierw próbowała Anvegård, następnie Schough, ale dopiero w wyniku sporego zamieszania piłka znalazła się pod nogami Filippy Angeldal. A ponieważ pomocniczka Manchesteru City takich okazji marnować nie zwykła, to po raz pierwszy tego wieczora szwedzcy fani mieli powody do radości. Inna kwestia, że jak się miało później okazać, był to jedyny gol zdobyty przed kadrowiczki Petera Gerhardssona z gry. Pozostałe trafienia były już bowiem bezpośrednim następstwem stałych fragmentów, dzięki czemu na moment cofnęliśmy się do tak udanych dla nas eliminacji angielskiego EURO, podczas których rzuty rożne i wolne stały się niemal naszym znakiem firmowym. Nie inaczej było w czwartej minucie doliczonego do pierwszej połowy czasu gry, kiedy to ze złego wybicia Tamari Tatuaszwili skorzystała Nathalie Björn, a Magdalena Eriksson w niezwykle efektowny sposób podwyższyła na 2-0. W tym momencie było już całkowicie jasne, że po wrześniowym zgrupowaniu szwedzka kadra będzie przewodzić tabeli grupy A z kompletem punktów na koncie.

Druga połowa okazała się niemal idealną kopią pierwszej, z tą różnicą, że tym razem na listę strzelczyń wpisywała się wyłącznie Caroline Seger. Na dłużej zapamiętamy z pewnością gola, który ustalił wynik spotkania dosłownie na kilkadziesiąt sekund przed ostatnim gwizdkiem czeskiej sędzi Lucie Sulcovej. Grające na maksymalnym luzie wicemistrzynie olimpijskie zaprezentowały wówczas jeden z wariantów rozegrania rzutu wolnego, a Magdalena Eriksson do kapitalnego gola sprzed przerwy dorzuciła jeszcze równie spektakularną asystę. Kapitanka Chelsea była zresztą najpewniejszym punktem szwedzkiej kadry podczas wrześniowego dwumeczu i akurat ona z pewnością może wrócić do klubu z poczuciem dobrze wypełnionego obowiązku. Inną wygraną kończącego się właśnie zgrupowania jest bez wątpienia Jennifer Falk, bo choć Hedvig Lindahl także zachowała w swoim meczu czyste konto, to jednak golkiperka Häcken była tą, która zdecydowanie częściej musiała wykazać się swoimi bramkarskimi umiejętnościami. Trudno natomiast o rzetelną ocenę zawodniczek ofensywnych, bo na przykład druga linia w konfrontacji z nieco silniejszym rywalem z pewnością nie będzie mogła rozgrywać piłki z taką swobodą, szczególnie na połowie przeciwnika. Jeśli zaś chodzi o napastniczki, to zauważyliśmy oczywiście, że wejście na plac gry Janogy, Jakobsson i Blackstenius wniosło sporo dynamiki, ale jednak piłkarki tej formacji, szczególnie w takich meczach, rozliczamy także z konkretnych liczb. A tych jak na złość całkowicie zabrakło, gdyż całym dorobkiem bramkowym podzieliły się po szwedzkiej stronie obrończynie i pomocniczki. Sceptycy mogą rzecz jasna zauważyć, że w potyczkach ze Słowacją i Gruzją strzeliliśmy łącznie mniej goli niż w dwóch pierwszych meczach na Igrzyskach, ale warto w tym miejscu nadmienić, że nadrzędnym celem eliminacji nie jest ściganie się z Hiszpanią i Anglią o to, kto strzeli podczas nich najwięcej goli. Jasne, jesienne granie w wykonaniu podopiecznych Gerhardssona nie było aż tak efektowne, jak wiosenno-letnie, ale podstawowe założenie udało się wykonać w stu procentach. Za miesiąc o tej porze trzeba będzie jednak pokazać się ze zdecydowanie lepszej strony, bo Irlandia oraz Szkocja (z tym drugim rywalem zagramy oczywiście towarzysko) to przeciwnicy o zdecydowanie wyższej, sportowej klasie. A jak powiedziała Kosovare Asllani w wywiadzie pomeczowym: Wczorajsze medale nie zapewnią nam jutrzejszych zwycięstw.

A co słychać u Słowaczek? Podopieczne trenera Kopuna znów zagrały niezłe spotkanie i porządnie postraszyły wyżej notowanego rywala. Po golu Marii Mikolajovej udało im się nawet wyrównać stan meczu w Turku, ale trafienie Rii Öling sprawiło, że ostatecznie to Suomi sięgnęły po komplet punktów. Dla ekipy prowadzonej przez szwedzką selekcjonerkę Annę Signeul nie było to jednak łatwe zwycięstwo, a to daje nadzieję, że przynajmniej w naszej grupie eliminacyjnej obejrzymy jeszcze podczas tej kampanii przynajmniej kilka ciekawych potyczek.

Falstart

maria-koreniova

Maria Korenciova pokazała się w meczu przeciwko Szwecji z naprawdę dobrej strony (Fot. Bildbyrån)

Ostatnimi czasy los dość często kojarzy ze sobą piłkarskie reprezentacje Szwecji i Słowacji. W eliminacjach EURO 2022 kadra Petera Gerhardssona bez większych problemów rozprawiła się ze znacznie niżej notowanym rywalem, zwyciężając w dwumeczu 13-0. Te mecze należą już jednak do przeszłości, a ci, którzy spodziewali się równie efektownego otwarcia nowej kampanii, mocno się przeliczyli. Wicemistrzynie olimpijskie z Tokio wprawdzie rozpoczęły drogę do Sydney od trzech punktów, ale oprócz nich nie zgadzało się dziś w zasadzie nic. Nie było ani oczekiwanego wyniku, ani – co gorsza – stylu, który na przestrzeni ostatnich miesięcy stał się znakiem firmowym drużyny Gerhardssona. I całe szczęście, że przynajmniej pierwszy kwadrans wyglądał tak, jak oczekiwaliśmy, gdyż to właśnie wtedy Fridolina Rolfö strzeliła, jak się miało później okazać, gola na wagę skromnego zwycięstwa. Pomocniczka Barcelony wykorzystała przytomne wycofanie piłki Liny Hurtig i pewnym strzałem umieściła futbolówkę w słowackiej bramce. W tym fragmencie meczu przewaga Szwedek była bezdyskusyjna, ale niestety nie udało się jej udokumentować więcej niż jednym trafieniem. Marię Korenciovą pokonała wprawdzie także niesamowicie skuteczna w tym roku Stina Blackstenius, ale napastniczka Häcken znajdowała się na spalonym i holenderska sędzia jak najbardziej słusznie gola anulowała. Na tamten moment nie wydawało się to jednak wielkim problemem, gdyż starcie w Senecu przypominało wiele innych eliminacyjnych spotkań strefy europejskiej, w których gra toczy się niemal wyłącznie na jedną bramkę.

O ile pierwszy kwadrans nas nieco uspokoił, o tyle kolejne minuty sprawiały, że w szwedzkich kibicach zaczynała narastać irytacja. Nie było oczywiście tak, że to Słowaczki dominowały na boisku, ale nie da się również zaprzeczyć temu, że gospodynie z każdą upływającą minutą sprawiały wrażenie drużyny coraz bardziej pewnej siebie i swoich umiejętności. Dynamika Patricii Hmirovej sprawiała nadspodziewanie dużo problemów Jonnie Andersson, a z powstrzymaniem niezwykle aktywnej Dominiki Skorvankovej kłopoty miały zarówno szwedzkie pomocniczki, jak i para stoperek. To wszystko sprawiało, że Jennifer Falk cały czas musiała mieć się na baczności i zupełnie niespodziewanie golkiperka Häcken przeszła na słowackiej ziemi kolejny egzamin reprezentacyjnej dojrzałości. I choć nie wymagał on tym razem uciekania się do spektakularnych interwencji, to jednak szczególnie w sferze mentalnej zdecydowanie nie był to dla Falk łatwy mecz. Tym większe zatem brawa, że 28-letniej bramkarce raz jeszcze udało się potwierdzić swoją klasę i pewnie wyłapać absolutnie wszystko, co było do wyłapania. A przecież Słowaczki swoje dośrodkowania ze stałych fragmentów gry miały nawet w doliczonym czasie gry, co najlepiej pokazuje, jak wyglądał rzeczywisty obraz meczu. Bo chyba nikt jeszcze kilka godzin temu nie spodziewał się, że akurat dziś Peter Gerhardsson w 93. minucie będzie musiał uciekać się do dwóch zmian taktycznych.

Jasne, cały czas to Szwedki miały po swojej stronie zdecydowanie większą piłkarską jakość i końcowe zwycięstwo jak najbardziej mogło być zdecydowanie bardziej okazałe. W poprzeczkę słowackiej bramki główkowała Magdalena Eriksson, stuprocentowej okazji nie wykorzystała Filippa Angeldal, a szarżującą Sofię Jakobsson w ostatnim momencie powstrzymała słowacka defensorka. Tyle tylko, że od grających w niemal galowym składzie wiceliderek rankingu FIFA zwyczajnie powinniśmy wymagać znacznie więcej. Bo choć sytuacje na podwyższenie wyniku były, to po szwedzkiej stronie mnożyły się także niedokładne podania, ofensywne koncepcje sprawiały wrażenie nieco chaotycznych, a dośrodkowania ze stojącej piłki zbyt często padały łupem dysponujących przecież wyraźnie skromniejszymi warunkami fizycznymi rywalek. A gdy jeden jedyny raz udało się zaskoczyć słowacką obronę nieszablonowo rozegranym rzutem wolnym, to na przeszkodzie skutecznie stanął gwizdek holenderskiej sędzi. Oczywiście, trzeba mocno podkreślić, że z bardzo dobrej strony pokazywał się duet Patricia Fischerova – Diana Bartovicova, który zaskakująco łatwo czytał szwedzkie zamiary i rozbijał w pył ofensywne zapędy wicemistrzyń olimpijskich. I gdyby nie nonszalanckie błędy przy wyprowadzaniu piłki, to obu słowackim defensorkom należałyby się za dzisiejszy występ naprawdę wysokie noty, a biorąc pod uwagę całokształt i tak nie będą one niskie. Swoje największe atuty wyeksponowała także rezerwowa bramkarka AC Milan Maria Korenciova, która wprawdzie nogami grać absolutnie nie potrafi (tuż po przerwie niewiele brakowało, abyśmy byli świadkami jednego z najbardziej kuriozalnych goli samobójczych w historii futbolu), ale chwytanie i refleks ma zdecydowanie na poziomie klubu, który aktualnie reprezentuje. Dodajmy do tego wspomnianą już Hmirovą z cypryjskiego Apollonu, a także robiącą sporo wiatru w okolicach szwedzkiej szesnastki Monikę Havanovą z austriackiego Wacker Innsbruck i dostaniemy satysfakcjonującą odpowiedź na pytanie dlaczego stadion w Senecu nagrodził swoje piłkarki w pełni zasłużonym standing ovation. Niewielka grupka szwedzkich fanów mogła oczywiście cieszyć się ze zwycięstwa, ale reakcja trybun jednoznacznie wskazała, która z ekip może być dziś zdecydowanie bardziej dumna ze swojej postawy.

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że tak grająca Słowacja będzie stanowiła w tych eliminacjach wyzwanie dla rywalek z wyższych koszyków. I gratulując naszym dzisiejszym przeciwniczkom naprawdę udanej postawy, pozostaje życzyć im przynajmniej tak udanych występów przeciwko Finlandii i Irlandii. Kadra Petera Gerhardssona udaje się natomiast na mecz z Gruzją, który przynajmniej na papierze wydaje się być zdecydowanie najłatwiejszym wyzwaniem podczas zaplanowanej na najbliższy rok kwalifikacyjnej kampanii. Ważne zatem, aby wrześniowe zgrupowanie zamknąć bez nieprzewidzianych strat (nie licząc oczywiście kartki Caroline Seger za faul taktyczny) i z pozycji lidera grupy przystąpić do kolejnych wyzwań. Bo choć dziś możemy z pełnym przekonaniem kręcić z niezadowoleniem głowami zarówno na grę, jak i na wynik, to jednak punktowy plan został przez szwedzką kadrę wypełniony w stu procentach. A to właśnie ta jedna statystyka zadecyduje o tym, kto ostatecznie pojedzie na finały do Australii i Nowej Zelandii. Pierwszy krok wykonany, pozostało jeszcze siedem.