Szóstka w Trnawie i po sprawie

Football, UEFA Women's Euro Qualifier, Slovakia - Sweden

Piłkarki Göteborga, ze szczególnym uwzględnieniem Filippy Angeldal, zagrały w Trnawie naprawdę świetne spotkanie (Fot. Radovan Stoklasa)

Nieczęsto mamy okazję oglądać mecze reprezentacji Szwecji w grudniu, szczególnie jeśli mówimy tu o eliminacjach do wielkich, piłkarskich turniejów. Zwariowany na każdej możliwej płaszczyźnie rok 2020 przyniósł nam jednak i taką sposobność. Starcie na pustym obiekcie w Trnawie nie miało już żadnego wpływu na ostateczną kolejność w tabeli grupy F, ale kadra Petera Gerhardssona i tak przystąpiła do niego na maksymalnym poziomie koncentracji. Wola zwycięstwa w dobrym stylu nad niżej notowanym rywalem widoczna była w poczynaniu szwedzkich piłkarek od pierwszej do ostatniej minuty, co mając na uwadze różnicę potencjałów obu ekip, błyskawicznie przełożyło się na obraz gry, a w konsekwencji również na końcowy rezultat. Skalę dominacji naszej kadry najlepiej oddaje fakt, że przez cały mecz Słowaczki zaledwie raz skutecznie zagroziły bramce Jennifer Falk, ale nawet wówczas golkiperka Göteborga nie została zmuszona do interwencji. Ta wiele mówiąca statystyka jest jednak wypadkową solidnej i zdyscyplinowanej postawy całej szwedzkiej jedenastki, zaczynając od niemal bezbłędnych dziś defensorek, a kończąc na mającej w tym meczu ogromnego pecha Stinie Blackstenius. 24-letnia napastniczka pokazała się bowiem z naprawdę udanej strony i tylko brak elementarnego szczęścia sprawił, że znów przyszło jej kończyć mecz bez indywidualnej zdobyczy bramkowej.

Snajperkę Göteborga w strzelaniu goli skutecznie wyręczyła jednak klubowa koleżanka. Dla mającej za sobą średnio udany sezon Filippy Angeldal mecz w Trnawie był zaledwie piątym występem w reprezentacyjnych barwach, ale nie mamy najmniejszych wątpliwości, że oto właśnie pierwszy dzień grudnia 2020 na zawsze zapisał się w jej pamięci. Była piłkarka między innymi Hammarby oraz Linköping dwukrotnie pokonała bowiem słowacką bramkarkę Korenciovą, otwierając i zamykając wynik meczu. Jej gole przedzieliły jeszcze cztery trafienia, z których każde miało swoją wymowę. Jonna Andersson i Rebecka Blomqvist właśnie na słowackiej ziemi otworzyły swój bramkowy dorobek w kadrze A (ta ostatnia formalnie dokonała tej sztuki jeszcze jako zawodniczka Göteborga), zaś rekonwalescentka Fridolina Rolfö udanie zrehabilitowała się za fatalne pudło z ubiegłotygodniowej konfrontacji z Eintrachtem Frankfurt, tym razem zachowując zdecydowanie więcej zimnej krwi w polu karnym rywalek. Ze swojego gola cieszyć mogła się ponadto stoperka turyńskiego Juventusu Linda Sembrant, która raz jeszcze przekonała wszystkich, że przy ofensywnych stałych fragmentach gry jej obecność w szesnastce przeciwniczek zawsze zwiastuje im nie lada kłopoty. Zwycięstwo Szwedek mogło, a być może powinno być jeszcze bardziej okazałe, ale po strzałach Blackstenius i Anvegård futbolówka za żadne skarby nie zamierzała wpadać do siatki, a rzut karny egzekwowany przez Seger skutecznie na rzut rożny sparowała Korenciova. Inna sprawa, że akurat w tej ostatniej sytuacji podopieczne trenera Gerhardssona i tak kilkadziesiąt sekund później cieszyły się z gola.

Moglibyśmy oczywiście na siłę szukać problemów, zauważając na przykład, że aż cztery z sześciu szwedzkich goli padły bezpośrednio po stałych fragmentach gry i był to kolejny w tych eliminacjach mecz, w którym to właśnie ten element piłkarskiego rzemiosła stanowił zdecydowanie najgroźniejszą broń w naszym arsenale. Moglibyśmy klatka po klatce analizować zachowanie słowackich defensorek po dośrodkowaniach Asllani w ich pole karne i utyskiwać, że w finałach Igrzysk lub EURO raczej nie spotkamy się z sytuacją, w której cztery szwedzkie zawodniczki pozostaną w analogicznym przypadku bez jakiegokolwiek krycia. Możemy jednak równie dobrze zauważyć, że gdyby tylko fortuna zechciała uśmiechnąć się dziś do nas nieco szerzej, to goli z gry także mogło paść na stadionie w Trnawie zdecydowanie więcej. Przecież mecz, w którym dobrze dysponowaną Blackstenius cztery razy milimetry dzieliły od pełni szczęścia, ze statystycznego punktu widzenia po prostu nie ma prawa się powtórzyć. Możemy cieszyć się, że wchodzące przy rozstrzygniętym już wyniku Eriksson, Jakobsson, czy Schough dają fenomenalne zmiany i wprowadzają do gry szwedzkiego zespołu mnóstwo ożywienia. Możemy wreszcie celebrować każdego spośród czterdziestu zdobytych w zakończonych właśnie eliminacjach goli i choć zarówno ich formuła, jak i sposób ich rozgrywania momentami budziła jak najbardziej słuszny gniew, to akurat do naszych piłkarek pretensji nie możemy mieć żadnych. One zrobiły dokładnie to, co do nich należało i czego od nich oczekiwaliśmy, kolejny raz stając na wysokości zadania. Tylko tyle i aż tyle. Ot, nowa normalność, która jeszcze nie tak dawno wcale nie była przecież czymś oczywistym. A skoro tak, to cieszmy się chwilą i … do zobaczenia w nowym roku!

Dla kogo EURO 2022?

hi-res-174708040_crop_north

EURO 2013 było szczęśliwe dla reprezentacji Niemiec. Kto pójdzie w ich ślady latem 2022? (Fot. Martin Rose)

Gdyby wciąż obowiązywał nas pierwotny kalendarz, właśnie w tym momencie przygotowywalibyśmy się do losowania grup turnieju finałowego EURO 2021. Wirusowy koszmar sprawił jednak, że cały czas znajdujemy się na etapie eliminacji, a bilety do Anglii jak dotąd zapewniło sobie zaledwie pięć reprezentacji. Nas oczywiście najbardziej cieszy fakt, że w gronie tym znajduje się kadra prowadzona przez Petera Gerhardssona, co było możliwe przede wszystkim dzięki temu, że kwalifikacyjna grupa F już po wznowieniu rozgrywek nie narobiła sobie kolejnych zaległości. Nie wszyscy mieli jednak tyle szczęścia, w wyniku czego na przełomie listopada i grudnia eliminacyjna karuzela niezmiennie kręci się w najlepsze. Wiele przemawia jednak za tym, że najbliższe dni przyniosą nam wiele długo wyczekiwanych odpowiedzi, a lista potencjalnych rywalek szwedzkiej kadry na EURO 2021 2022 wreszcie zapełni się bardziej niż w połowie. A skoro tak, to nie będzie chyba lepszego momentu na to, aby bliżej przyjrzeć się każdej z grup i przeanalizować najbardziej prawdopodobne scenariusze na końcówkę eliminacji.


Grupa A:

Aktualna sytuacja (mecze/punkty): Holandia (9/27), Rosja (8/18), Słowenia (8/12)

Tutaj akurat wszystko wydaje się być rozstrzygnięte. Obrończynie tytułu, zgodnie zresztą z przewidywaniami, już zapewniły sobie awans i wiele przemawia za tym, że zakończą kwalifikacyjną kampanię z kompletem punktów. Drugiego miejsca nic nie odbierze natomiast Rosjankom, choć nawet dwa zwycięstwa na koniec eliminacji najpewniej nie wystarczą im do tego, aby uniknąć baraży.

Typ: Awans: Holandia; Baraże: Rosja


Grupa B:

Aktualna sytuacja (mecze/punkty): Dania (9/27), Włochy (8/21), Bośnia i Hercegowina (9/15)

Od razu po losowaniu było jasne, że w tej grupie kwestia pierwszego miejsca rozstrzygnie się w bezpośredniej rywalizacji reprezentacji Danii i Włoch. Obie ekipy spotkają się ponownie 1. grudnia, ale warto zauważyć, że przystąpią one do decydującego boju z zupełnie innych pozycji. Podopieczne Larsa Søndergaarda zdążyły już bowiem zagwarantować sobie awans na angielskie EURO, a ćwierćfinalistki ubiegłorocznego mundialu wciąż muszą o niego walczyć. Do zapewnienia sobie bezpośredniej kwalifikacji piłkarki z Półwyspu Apenińskiego potrzebują zwycięstwa w Viborgu, a jeden przywieziony z Danii punkt daje im niespełna pięćdziesiąt procent szans na awans bez baraży.

Typ: Awans: Dania; Baraże: Włochy


Grupa C:

Aktualna sytuacja (mecze/punkty): Norwegia (6/18), Walia (7/11), Irlandia Północna (6/8), Białoruś (5/6)

Kadra Norwegii pod wodzą szwedzkiego selekcjonera Martina Sjögrena jak dotąd była w tych eliminacjach nieomylna, dzięki czemu już w październiku definitywnie rozstrzygnięta została kwestia pierwszego miejsca w grupie. W grze o lokatę barażową wciąż pozostają za to trzy reprezentacje, wśród których wszystkie karty w ręku ma jedynie … losowana zaledwie z czwartego koszyka Irlandia Północna. Zawodniczkom z Ulsteru do pełni szczęścia brakuje już tylko i aż domowych zwycięstw nad Białorusią oraz Wyspani Owczymi. Jeśli w którymś z tych spotkań podopiecznym Kenny’ego Shielsa przytrafi się potknięcie, beneficjentkami takiego przebiegu wypadków okażą się Walijki. Matematyczne szanse na baraże wciąż zachowują także Białorusinki, ale w tak wielką liczbę szczęśliwych zbiegów okoliczności nie wierzy chyba nawet sam Alaksandr Łukaszenka.

Typ: Awans: Norwegia; Baraże: Irlandia Północna


Grupa D:

Aktualna sytuacja (mecze/punkty): Polska (7/14), Czechy (7/13), Hiszpania (5/13)

Hiszpania w tej grupie wprawdzie nie lideruje, ale to piłkarki Jorge Vildy już za kilka dni mogą świętować awans na EURO. Aby tak się stało, musi jednak zostać spełniony przynajmniej jeden z dwóch warunków. Pierwszym jest zwycięstwo Hiszpanii nad Polską, drugim – wywalczenie przynajmniej czterech punktów w dwóch listopadowo-grudniowych meczach. Taki scenariusz sprawiłby, że o drugą lokatę korespondencyjnie walczyłyby Czeszki i Polki, a arytmetyka tej rywalizacji jest niezwykle prosta. Drużyna Karela Rady zagra w barażach, jeśli w meczu z Mołdawią zdobędzie więcej punktów niż polskie piłkarki przywiozą z Hiszpanii.

Typ: Awans: Hiszpania; Baraże: Czechy


Grupa E:

Aktualna sytuacja (mecze/punkty): Finlandia (5/13), Portugalia (4/10), Szkocja (4/9)

Grupa, w której ze względu na ogromne zaległości, wciąż mamy zdecydowanie najwięcej niewiadomych. Co zaskakujące, w najtrudniejszym położeniu spośród faworytek znajdują się na ten moment Szkotki. Piłkarki z Wysp Brytyjskich absolutnie nie mogą pozwolić sobie na wpadkę podczas trwającego właśnie okienka, gdyż ewentualne porażki z Finlandią i Portugalią definitywnie zamknęłyby im drogę do awansu. Na przeciwnym biegunie mamy prowadzoną przez Annę Signeul reprezentację Finlandii, która w najbliższych dniach może wykonać naprawdę spory krok w kierunku powrotu do europejskiej czołówki. Możliwych scenariuszy jest tu jednak tak wiele, że w zasadzie dowolny układ sił w czołowej trójce wydaje się być jak najbardziej prawdopodobny i bez względu na końcowe rozstrzygnięcia akurat w tej grupie nie będziemy raczej mówić o sensacji.

Typ: Awans: Finlandia; Baraże: Szkocja


Grupa G:

Aktualna sytuacja (mecze/punkty): Francja (6/16), Austria (6/16), Serbia (7/12)

Kolejna z grup, w której dwa pierwsze miejsca zostały już rozdzielone. 27. listopada w Guingamp Francuzki i Austriaczki zagrają jednak o zwycięstwo w grupie i bezpośredni awans na EURO. Ten ostatni z dużą dozą prawdopodobieństwa przypaść może jednak także pokonanym, jeśli tylko uda im się wywalczyć komplet oczek w ostatnim meczu eliminacji (Austriaczki zmierzą się w nim z Serbkami, zaś Francuzki z Kazaszkami). Remis w rywalizacji francusko-austriackiej to z kolei niemal pewny awans obu ekip, przy założeniu, że żadna z nich nie zgubi nieoczekiwanie punktów cztery dni później.

Typ: Awans: Francja i Austria


Grupa H:

Aktualna sytuacja (mecze/punkty): Szwajcaria (7/19), Belgia (7/18), Rumunia (7/9)

Sytuacja niemal analogiczna do tej z grup B oraz G. 1. grudnia reprezentacja Belgii podejmie Szwajcarię na stadionie w Leuven i jeśli wyjdzie z tej konfrontacji zwycięsko, zagwarantuje sobie awans na EURO 2022. Szwajcarkom do wywalczenia bezpośredniej kwalifikacji wystarczy natomiast remis na terenie najgroźniejszych grupowych rywalek. Solidna postawa w meczach z niżej notowanymi ekipami podpowiada jednak, że oba czołowe zespoły grupy H już za kilka dni mogą mieć sporo powodów do świętowania.

Typ: Awans: Szwajcaria i Belgia


Grupa I:

Aktualna sytuacja (mecze/punkty): Niemcy (6/18), Irlandia (7/13), Ukraina (7/12)

Eliminacje do wielkich turniejów to dla reprezentacji Niemiec wyłącznie formalność i nie inaczej było także tym razem. Za plecami faworytek toczy się jednak interesujący bój o udział w barażach i choć długo wydawało się, że pewniakiem do zajęcia drugiej lokaty są Irlandki, to fenomenalny finisz Ukrainek sprawił, że musieliśmy nieco zmodyfikować nasze przewidywania. Podopieczne Natalii Zinczenko wygrały bowiem cztery mecze z rzędu i jeśli w ostatniej kolejce eliminacji wywalczą w starciu z Czarnogórą więcej punktów niż Irlandki przeciwko Niemkom, to Ukraina stanie przed szansą powrotu na wielką, piłkarską imprezę po trzynastoletniej przerwie.

Typ: Awans: Niemcy; Baraże: Ukraina


Rozstawienie ma znaczenie

gett

Fot. Getty Images

Rozstawienie ma znaczenie, czyli #SeedingMatters – te słowa najbardziej trafnie podsumowują zakończone właśnie losowanie 1/16 finału kadłubowej (jeszcze bardziej niż zwykle) Ligi Mistrzyń. Choć zdecydowanie bardziej trafna byłaby tu nazwa Pucharu Mistrzyń, gdyż o jakiejkolwiek lidze nie ma w tegorocznych rozgrywkach mowy, a zmagania o tytuł najlepszej klubowej drużyny na kontynencie od początku do końca toczą się wyłącznie systemem pucharowym. Oczywiście, w tym szczególnym wypadku wina za taki stan rzeczy spoczywa przede wszystkim na trudnej sytuacji epidemicznej w Europie, ale w takich dniach jak dzisiejszy jeszcze bardziej doceniamy fakt, że od następnego roku piłkarska Liga Mistrzyń wreszcie doczeka się należnego sobie prestiżu.

Zanim jednak zagramy w tej zdecydowanie bardziej elitarnej wersji europejskich pucharów, czeka nas jeszcze dokończenie sezonu 2020/21 z finałem na Gamla Ullevi. Droga do niego wiedzie przez cztery zwycięskie dwumecze, a pierwszy z nich obaj przedstawiciele Damallsvenskan rozegrają już w grudniu. W zimowej scenerii zdecydowanie łatwiejsze zadanie czeka piłkarki FC Rosengård, które o awans do najlepszej szesnastki powalczą z gruzińskim KSK Lanczchuti. Drużyna z siedmiotysięcznego miasteczka w zachodniej Gruzji sprawiła zdecydowanie największą sensację eliminacji, odprawiając kolejno kazachski Okżetpes Kokczetaw oraz rumuńską Olimpię Kluż. Wyczyn ten został zresztą odpowiednio doceniony przez mieszkańców, którzy pomimo ulewnego deszczu owacjami i pokazem fajerwerków powitali powracającą ze zwycięskich bojów drużynę. Wydaje się jednak, że piękna i wspaniała europejska przygoda byłych już mistrzyń Gruzji zakończy się właśnie na 1/16 finału, gdyż drużyna Jonasa Eidevalla na każdej pozycji dysponuje zdecydowanie większym potencjałem od swoich rywalek. I nie ma co kryć, że awans do kolejnej fazy zmagań jest dla klubu z Malmö obowiązkiem, a każde inne rozstrzygnięcie byłoby największą w historii kompromitacją szwedzkiej piłki klubowej.

Nieco innego rodzaju wyzwanie czeka ekipę z Göteborga, która zainauguruje pucharową kampanię starciem z angielskim Manchesterem City. Przeciwnik reprezentujący prawdopodobnie najsilniejszą ligę na świecie nie jest oczywiście wymarzonym rywalem na tym etapie rozgrywek, ale skoro rzeczywistości nijak już nie zmienimy, to warto podejść do tego dwumeczu bez przesadnej bojaźni. Ot, na przykład identycznie, jak do ubiegłorocznej potyczki z Bayernem, w której to Göteborg zaprezentował się lepiej od wicemistrzyń Niemiec pod względem piłkarskim i najpewniej awansowałby dalej, gdyby nie fałszywe tony z czeskiego gwizdka pani Adamkovej. Jasne, Manchester City w wersji 2020 to wyzwanie zdecydowanie trudniejsze niż Bayern w wersji 2019, ale jeśli chce się zagrać w maju na Gamla Ullevi, to i takie przeszkody trzeba pokonywać. Inna sprawa, że drużyna prowadzona od niedawna przez Walijczyka Garetha Taylora wydaje się produktem kompletnym i trudno znaleźć w nim jakiekolwiek słabe punkty. Na bramce mamy bowiem najbardziej utalentowaną golkiperkę młodego pokolenia w osobie Ellie Roebuck, o sile defensywy stanowią takie zawodniczki jak Bronze, Houghton, Greenwood, czy Stokes, w drugiej linii brylują między innymi dwie mistrzynie świata Samantha Mewis oraz Rose Lavelle, a za zdobywanie goli odpowiedzialne są takie nazwiska jak White, Stanway i Kelly. Piękno futbolu tkwi jednak także w jego nieprzewidywalności, więc nawet jeśli Göteborg przystąpi do grudniowej rywalizacji osłabiony brakiem Zigiotti, Berglund, Kuikki i Blomqvist, to przed pierwszym gwizdkiem absolutnie nie możemy odbierać mistrzyniom Szwecji szans. Tym bardziej, że nastroje w obozie KGFC są po losowaniu jak najbardziej bojowe. Julia Roddar zapowiada, że Göteborg będzie w stu procentach przygotowany zarówno defensywnie, jak i ofensywnie i nie boi się sytuacji, w której to rywalki z Manchesteru zechcą prowadzić grę. Jennifer Falk dodaje natomiast, że ta rywalizacja będzie miała dla niej wyjątkowy charakter i jako zdeklarowana fanka Manchesteru United postara się o jedyne właściwe rozstrzygnięcie. I tak ma być, i o to chodzi!


Zestaw par 1/16 finału Ligi Mistrzyń:

SKN St. Pölten (Austria) – FC Zürich (Szwajcaria)

KSK Lanczchuti (Gruzja) – FC Rosengård

FC Göteborg – Manchester City WFC (Anglia)

AC Sparta Praga (Czechy) – Glasgow City FC (Szkocja)

Juventus FC (Włochy) – Olympique Lyon (Francja)

ZFK Spartak Subotica (Serbia) – VfL Wolfsburg (Niemcy)

ACF Fiorentina (Włochy) – SK Slavia Praga (Czechy)

SL Benfica (Portugalia) – Chelsea FC (Anglia)

ZNK Pomurje (Słowenia) – Fortuna Hjørring (Dania)

Żytłobud-2 Charków (Ukraina) – BIIK-Kazygurt Szymkent (Kazachstan)

Vålerenga IF (Norwegia) – Brøndby IF (Dania)

AFC Ajax (Holandia) – FC Bayern Monachium (Niemcy)

PSV Eindhoven (Holandia) – FC Barcelona (Hiszpania)

FK Mińsk (Białoruś) – Lillestrøm SK (Norwegia)

GKS Górnik Łęczna (Polska) – Paris Saint-Germain (Francja)

Servette FC Chenois (Szwajcaria) – Atletico Madryt (Hiszpania)

O pucharze słów kilka

bd

Hammarby i Morön są wśród drużyn, które awansowały do fazy grupowej Pucharu Szwecji 2020-21 (Fot. Bildbyrån)

W poprzednim sezonie rozgrywki Pucharu Szwecji zostały przerwane po rozegraniu pierwszej kolejki fazy grupowej, a sytuacja epidemiczna w kraju ostatecznie nie pozwoliła na ich dokończenie. Od tamtych chwil minęło zaledwie kilka miesięcy, ale o tym, że w futbolu jest to cała epoka, najbardziej obrazowo może świadczyć pewna ciekawostka. Otóż w jednym z ostatnich pucharowych spotkań, które zdążyliśmy wczesną wiosną zagrać, stanęły naprzeciwko siebie drużyny z Göteborga i Linköping. Wynik tamtego meczu, na dziesięć minut przed jego zakończeniem, ustaliła Stina Blackstenius, wówczas wciąż reprezentująca barwy LFC. Kilka tygodni później reprezentacyjna napastniczka zamieniła jednak Östergötland na zachodnie wybrzeże i w listopadzie, już z nowym klubem, świętowała wywalczenie mistrzostwa Szwecji.

Czy obecna edycja pucharowego szaleństwa przyniesie nam równie ekscytujące historie? Tego dowiemy się tradycyjnie po jej zakończeniu, które – miejmy nadzieję – tym razem nastąpi dopiero po rozegraniu meczu finałowego. Póki co, udało nam się wyłonić prawie wszystkich uczestników fazy grupowej, która zgodnie z harmonogramem powinna odbyć się w lutym i marcu 2021. Z powodu negatywnej rekomendacji Agencji Zdrowia Publicznego w pierwotnym terminie nie odbył się jedynie mecz Norrköping – Linköping, ale pozostałych piętnaście par zdążyło zagrać swoje mecze w październikowo-listopadowym okienku. Jak nietrudno przypuszczać, nie brakowało w nich zaskakujących rozstrzygnięć, a o niespodziankę największego kalibru postarał się drugoligowy Morön, po fenomenalnym meczu wyrzucając za burtę niedawne mistrzynie kraju z Piteå. Na dwóch innych stadionach byliśmy jednak o krok od sensacji na naprawdę wielką skalę. Sprawczyniami jednej z nich mogły stać się zawodniczki czwartoligowego średniaka z Östervåli, które jeszcze na kwadrans przed końcem prowadziły z występującym o klasę wyżej Sundsvall. Dwa późne gole Jennifer Larsson sprawiły jednak, że na pierwszy w historii występ ekipy z Division 2 w fazie grupowej będziemy musieli poczekać jeszcze przynajmniej rok. Równie wiele emocji dostarczyły swoim kibicom piłkarki występującego na trzecim poziomie rozgrywkowym Eskilsminne, napędzając przy okazji sporo strachu pięciokrotnym zdobywczyniom pucharu z Rosengård. Grająca bez kilku podstawowych zawodniczek drużyna Jonasa Eidevalla zwyciężyła ostatecznie w najskromniejszych możliwych rozmiarach, ale możemy być pewni, że nie był to występ, do którego w stolicy Skanii będą powracać podczas długich, zimowych wieczorów.


3. runda Pucharu Szwecji 2020-21

Komplet wyników:

* w nawiasach podana została klasa rozgrywkowa, w której każda z drużyn rywalizowała w sezonie 2020.

Mariebo (III) – Vittsjö (I) 0-5 (Gielnik 29., Pennsäter 31., Leth Jans 36., Hed 65., 78.)

Hammarby (II) – Älvsjö (II) 2-0 (Wangerheim 39., Saving 85. (k))

Själevad (III) – Umeå (I) 0-7 (Sandström 3., 68., Lundin Lundström 41., Lundin 45+1., Simonsson 70., Mellouk 77., 82.)

AIK (II) – Djurgården (I) 1-3 (Härdling 89. – Lång 52., Bloznalis 56., Wilkinson 76.)

Kalmar (II) – Växjö (I) 1-3 (Asperot 14. – Nambi 12., 43., Umotong 74.)

Bromölla (III) – Kristianstad (I) 0-6 (Mace 19., Rantala 24. (s), 32., 43., Andersson 34. (s), Persson 60.)

Jitex (II) – Göteborg (I) 0-7 (Wijk 3., Csiki 12., Hammarlund 20., 35., Blackstenius 25., 44., 71.)

Morön (II) – Piteå (I) 4-3 (Guillou 35., 44., 60., Dowd 63. – Koivisto 12., Karlernäs 20., Janogy 89.)

Bollstanäs (II) – Eskilstuna (I) 0-6 (Eriksson 9., Collin 21., 23., 45., 52., Rogic 54.)

Västerås (III) – Örebro (I) 1-5 (Hedenström 23. – Lilja-Vidlund 13., 28., 38., 44., Hoff Persson 32.)

Lidköping (II) – Mallbacken (II) 2-1 (Townsend 40., I. Pettersson 81. – Kivumbi 16.)

Eskilsminne (III) – Rosengård (I) 2-3 (M. Eriksson 42., Eklöf 86. – Imo 36., 50., B. Persson 44.)

Östervåla (IV) – Sundsvall (III) 2-3 (Andersson 14., 31. – Strand 2., Larsson 77. (k), 88.)

GDFF (III) – Alingsås (II) 0-3 (L. Johansson 11., 34., Davin 70.)

Bromma (II) – Uppsala (I) 1-4 dogr. (Sjösten 9. – Toivio 77., Thoreson 103., Olsson 107., Modin 119.)

Norrköping (III) – Linköping (I) przełożony

Jedenastka roku Damallsvenskan

aretslag

Jennifer Falk (Göteborg) – bramkarka Göteborga nie w każdym meczu zmuszana była do największego wysiłku, ale w decydujących momentach to właśnie jej interwencje ratowały przyszłym mistrzyniom kraju bezcenne punkty. Tak było chociażby w domowym starciu z Eskilstuną, czy w wyjazdowym meczu w Växjö i choć obie te potyczki zakończyły się pewnymi zwycięstwami KGFC, to możemy zastanawiać się, jak wyglądałby ich obraz, gdyby nie efektowne parady Falk jeszcze przy stanie 0-0. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że z taką golkiperką za plecami piłkarkom z Göteborga grało się zdecydowanie pewniej.

Glodis Perla Viggosdottir (Rosengård) – nie da się ukryć, że sezon 2020 był dla ekipy z Malmö wielkim rozczarowaniem, ale akurat do postawy islandzkiej defensorki kibice ze Skanii nie mogą zgłaszać poważniejszych zastrzeżeń. Wysoki procent wygranych pojedynków, gole po stałych fragmentach i precyzyjne, kilkudziesięciometrowe podania to znaki rozpoznawcze 25-latki z Kopavogur i niewątpliwie cieszy fakt, że w zakończonej właśnie ligowej kampanii mieliśmy aż tyle okazji, aby te najwyższej klasy zagrania oklaskiwać.

Faith Ikidi (Piteå) – świat idzie do przodu, wiele aksjomatów zostaje skutecznie obalonych, ale jedno w tym globalnym zgiełku pozostaje niezmienne: kapitalna dyspozycja nigeryjskiej stoperki z Norrland. W swoim dziesiątym sezonie w barwach Piteå doświadczona obrończyni znów była solidna niczym skała i nie będzie wielkiej przesady w stwierdzeniu, że to jej postawa w dużej części zapewniła mistrzyniom sprzed dwóch lat ligowy byt. Fanów z Północy może ponadto cieszyć fakt, że legenda klubu nie wydaje się być ani trochę zainteresowana wyprowadzką z Norrbotten.

Natalia Kuikka (Göteborg) – rewelacja tegorocznych rozgrywek! Żadna inna piłkarka w lidze nie zaliczyła tylu udanych odbiorów, a przecież zasługi reprezentantki Finlandii nie ograniczają się wyłącznie do gry defensywnej. Pięć strzelonych goli było oczywiście miłym bonusem, ale wszyscy mamy chyba w pamięci kapitalne rajdy lewym skrzydłem, które do dziś śnią się po nocach piłkarkom w wielu szwedzkich miastach. Jeżeli kolejny rok będzie dla niej choćby w połowie tak udany, to w Portland mogą z czystym sumieniem pogratulować sobie niezwykle udanego transferu.

Caroline Seger (Rosengård) – kapitanka, liderka, serce drużyny. Niektórzy zarzucają jej, że swoim stylem gry obniża jej dynamikę, że zbyt często zagrywa do tyłu, ale wystarczy obejrzeć jedno dowolne spotkanie Rosengård, aby zrozumieć, dlaczego akurat ta piłkarka właśnie zbliża się do granicy 210 meczów w reprezentacji Szwecji. A jej asysta przy golu Mimmi Larsson w domowym meczu z Linköping była chyba najlepszą możliwą odpowiedzią dla wszystkich krytykujących jej styl. Kto nie widział, niech natychmiast nadrobi.

Therese Åsland (Kristianstad) – ze szwedzką piłką ligową przywitała się falstartem, czyli bardzo nieudanym meczem w Göteborgu, gdzie wystąpiła zresztą nie na swojej pozycji. Odpowiednie wnioski zostały jednak wyciągnięte na tyle szybko, że później z tygodnia na tydzień było już tylko lepiej. Jak bardzo lepiej? Ujmijmy to tak: siedem goli i dziewięć asyst reprezentantki Norwegii nawet w małym procencie nie oddaje jej wkładu w historyczny dla Kristianstad awans do europejskich pucharów. Klasa, klasa i jeszcze raz klasa.

Jelena Cankovic (Rosengård) – można kręcić nosem na to, w jaki sposób pożegnała się z Växjö, ale umiejętności piłkarskich nie odbierze jej nikt. Jedenaście asyst to bilans, który w ostatnich siedmiu latach potrafiła na boiskach Damallsvenskan osiągnąć jedynie Jonna Andersson, a obecność reprezentantki Serbii w takim towarzystwie niewątpliwie świadczy o jej futbolowym szlachectwie. Co więcej, dziesiątka z Malmö cały czas wydaje się być na fali wznoszącej, w związku z czym możemy oczekiwać, że najlepsze wciąż przed nią.

Frida Maanum (Linköping) – w Linköping bez większych zmian. Znów sporo emocji i materiału do analizy dostarczały nam nie tylko piłkarki, ale i działacze. Wróćmy jednak na boisko, gdyż tam niepodzielnie panowała 21-latka z Norwegii. W środkowej fazie sezonu można było odnieść wrażenie, że Maanum wraz z Uchenną Kanu dźwigają na swoich barkach cały ofensywny potencjał zespołu. W końcówce (wyłączając może blamaż z Göteobrigem) akcenty rozkładały się już nieco bardziej równomiernie, ale nie ma wątpliwości, że gdyby nie młoda Norweżka, w Östergötland oglądaliby się raczej za niż przed siebie.

Heidi Kollanen (Örebro) – w poprzednim sezonie znajdowała się nieco w cieniu Heather Williams, ale w tym roku jej talent wreszcie rozbłysnął pełnia blasku. Na półmetku rozgrywek miała bezpośredni udział przy ponad 60% goli strzelonych przez zespół z Behrn Areny, a jej mierzone na milimetry wrzutki na głowę Karin Lundin stały się znakiem firmowym Örebro. To przez nią musiała przejść każda dobrze zapowiadająca się akcja ofensywna ekipy z Närke, to ona musiała przyłożyć do każdej z nich pieczątkę jakości. Wielka szkoda, że tak fenomenalny sezon przerwała jej kontuzja, w następstwie której reprezentantkę Finlandii ujrzymy na boisku nie wcześniej niż latem 2021.

Anna Anvegård (Rosengård) – królowa zostaje na tronie! Pochodząca z Bredaryd napastniczka wygrywała już klasyfikację strzelczyń na trzecim i drugim poziomie rozgrywek, a teraz – drugi raz z rzędu – udało jej się sięgnąć po ten zaszczyt na boiskach Damallsvenskan. Dorobek strzelecki? O jeden szczebelek wyższy niż w sezonie 2019. Szczególnie udany był w jej wykonaniu początek rundy rewanżowej, kiedy to jej trafienia pozwoliły Rosengård choć na chwilę odzyskać fotel liderek. Nie sposób nie docenić jej współpracy z Jeleną Cankovic; ta dwójka byłych piłkarek Växjö na boisku rozumie się bez słów.

Pauline Hammarlund (Göteborg) – dwanaście goli, dziesięć asyst, niezaprzeczalny numer jeden w klasyfikacji punktowej. To jednak wyłącznie liczby, a najlepszy w karierze sezon napastniczki Göteborga zdecydowanie bardziej wymownie podsumują słowa. A także obrazy, które na zawsze pozostaną w pamięci fanów znad Göty. Ot, chociażby radość po golu na 1-0 w Linköping, kiedy to pierwszy w historii mistrzowski tytuł nagle stał się realny jak nigdy wcześniej. I dobrze się stało, że tego być może najważniejszego w całej kampanii gola strzeliła właśnie Hammarlund, gdyż nikt nie zasłużył na dostąpienie tego zaszczytu bardziej niż ona.

Nie od dziś wiadomo, że drużyna to nie tylko wyjściowa jedenastka, a skoro tak, to warto na koniec wymienić nazwiska ośmiu piłkarek mających za sobą niezwykle udany sezon, które w naszym zespole gwiazd Damallsvenskan wystąpią tym razem w roli rezerwowych. Choć w przypadku takich zawodniczek zdecydowanie bardziej na miejscu byłoby chyba określenie gamechangers, spopularyzowane ostatnimi czasy przez trenerkę Manchesteru United Casey Stoney.  A skoro tak, to ósemka gamechangers szwedzkiej ekstraklasy w roku 2020 prezentuje się następująco: Brett Maron (Kristianstad), Nilla Fischer (Linköping), Emma Koivisto (Göteborg), Eveliina Summanen (Kristianstad), Filippa Curmark (Göteborg), Freja Olofsson (Örebro), Olivia Schough (Djurgården), Mimmi Larsson (Rosengård).

Kadra na Słowację

rolfo

Jak co jakiś czas – Fridolina Rolfö wraca do kadry po wyleczeniu urazu (Fot. DN)

Selekcjoner Peter Gerhardsson powołał kadrę na kończący eliminacje EURO 2022 mecz ze Słowacją. I choć patrząc z naszej perspektywy kwalifikacyjna kampania jest już wygrana, to grudniowe starcie w Trnawie wcale nie musi być rywalizacją wyłącznie o prestiż. Wystarczy bowiem, że cztery dni wcześniej Słowaczki pokonają na własnym terenie Islandię i zupełnie niespodziewanie mecz ze Szwecją stanie się dla nich grą o marzenia w postaci awansu do baraży. Oczywiście, prawdopodobieństwo takiego przebiegu wydarzeń należy obiektywnie ocenić dość nisko, ale dopóki piłka w grze …

W tym miejscu zostawmy jednak na chwilę reprezentację Słowacji i skupmy się nieco bardziej na swoich sprawach. Kadra Gerhardssona również zagra bowiem w Trnawie o znacznie więcej niż tylko dobre samopoczucie. Po pierwsze, każdy mecz eliminacyjny jest niezwykle istotny w kontekście współczynników i rozstawień i choć koszyka, z którego będziemy losowani w finałach EURO 2022 jego wynik już nie zmieni, to cenę za ewentualną wpadkę i tak przyjdzie nam zapłacić później. Nie wierzycie? To zapytajcie Pii Sundhage, która w analogicznej sytuacji w katastrofalnym stylu przegrała mecz w Viborgu, w wyniku czego w rankingu reprezentacji narodowych UEFA o ułamek punktu przeskoczyły nas Angielki. A dalszą część historii umiemy już chyba dopowiedzieć sami. Jeśli jednak ktoś chciałby sobie chłodnym, jesiennym popołudniem odświeżyć tamtą nie zakończoną niestety happy endem historię, to gorąco zachęcam do kliknięcia w ten link. Wszak podobno najlepiej uczymy się na własnych błędach.

Obecna kadra podobnych wpadek póki co raczej się wystrzegała, więc pozostaje ufać, że rok 2020 również przyjdzie nam zamknąć pozytywnym akcentem. Patrząc oczywiście wyłącznie na kwestie piłkarskie, gdyż w szerszym wymiarze nazywanie ostatnich miesięcy dobrym czasem byłoby oczywiście ogromnym nietaktem. Wierzymy jednak, że drużyna prowadzona przez Petera Gerhardssona swoim występem na Słowacji przynajmniej na chwilę pozwoli nam zapomnieć o pandemicznym koszmarze. A za niespełna dwa lata, w możliwie najliczniejszym gronie, spotkamy się z nią i ze sobą na angielskich stadionach.

* W porównaniu z październikowym zgrupowaniem do kadry powróciły Hanna Bennison oraz Fridolina Rolfö, które podczas poprzednich selekcji nie były brane pod uwagę z powodu kontuzji.


Kadra na Słowację:

Bramkarki: Jennifer Falk (Göteborg), Emma Holmgren (Uppsala), Zecira Musovic (Rosengård)

Obrończynie: Jonna Andersson (Chelsea), Nathalie Björn (Rosengård), Magdalena Eriksson (Chelsea), Nilla Fischer (Linköping), Hanna Glas (Bayern), Amanda Ilestedt (Bayern), Emma Kullberg (Göteborg), Jessica Samuelsson (Rosengård), Linda Sembrant (Juventus)

Pomocniczki: Kosovare Asllani (Real), Hanna Bennison (Rosengård), Filippa Curmark (Göteborg), Lina Hurtig (Juventus), Fridolina Rolfö (Wolfsburg), Olivia Schough (Djurgården), Caroline Seger (Rosengård)

Napastniczki: Anna Anvegård (Rosengård), Stina Blackstenius (Göteborg), Rebecka Blomqvist (Göteborg), Pauline Hammarlund (Göteborg), Sofia Jakobsson (Real), Loreta Kullashi (Eskilstuna)


Terminarz kadry:

1. grudnia, godz. 18:00: Słowacja – Szwecja (Trnawa)