17. kolejka – zapowiedź

Siedemnasta seria spotkań zapowiada się na wielki test dla obu głównych pretendentów do mistrzowskiego tytułu. Liderujący stawce Linköping uda się na Stadion Olimpijski w Sztokholmie, gdzie stawi czoła niesamowicie skutecznie punktującej jesienią ekipie Djurgården, zaś goniący drużynę Kima Björkegrena Rosengård na mało gościnnym Vilans IP stanie w derbowe szranki ze znajdującym się wyraźnie na fali Kristianstad. Ostatnie tygodnie były niezwykle trudnym okresem dla obu faworytów tegorocznej Damallsvenskan: Linköping potrafił rozstrzygnąć na swoją korzyść zaledwie połowę z sierpniowo-wrześniowycyh spotkań (a gdy już się to udawało, to zazwyczaj w stosunkowo mało przekonującym stylu), natomiast klub z Malmö na ligowe zwycięstwo czeka już od czterech kolejek. Wszystko wskazuje jednak na to, że mistrz Szwecji ostatecznie wyłoni się właśnie spośród tej dwójki i niewykluczone, że to właśnie najbliższy weekend mocno przybliży nas do poznania odpowiedzi na najważniejszą zagadkę sezonu 2017. Czy pod nieobecność duńskiego duetu Troelsgaard – Boye Rosengård potknie się raz jeszcze? A może to piłkarki ze stolicy postarają się o sprawienie największej niespodzianki rundy, mocno spłaszczając w ten sposób górną połówkę tabeli? Tego wszystkiego dowiemy się już za kilkadziesiąt godzin i możemy być całkowicie pewni, że wspaniałych, futbolowych emocji nie zabraknie na obu stadionach.

Najbardziej nerwowy mecz tygodnia odbędzie się za to na Valhalli, na którą przyjedzie wyposażony w dwie armaty do strzelania goli Kvarnsveden. Sytuacja w tabeli sprawia, że przegrany w tym meczu mocno skomplikuje sobie pozycję wyjściową w walce o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej, a ani Rubensson z Hammarlund ani siostry Chawinga nie zamierzają zapisywać się w historii szwedzkiego futbolu jako te, które jako liderki popchnęły swój klub w przepaść Elitettan. Na papierze więcej atutów znajduje się po stronie gospodyń (tym bardziej, że treningi z pełnym obciążeniem wznowiła już Filippa Curmark), ale afrykańska ofensywa z Dalarny już niejednokrotnie udowadniała, że w tej lidze nie boi się absolutnie nikogo. Czy dwa żądła z Malawi, dzielnie wspierane przez Julię Roddar oraz pochodzącą z Ghany Elizabeth Addo raz jeszcze okażą się skarbem na wagę trzech punktów? Niewykluczone, bowiem defensywę z Västergötland nawet przy najlepszych chęciach trudno w tym sezonie nazwać monolitem.

Na pozostałych arenach także powinno być emocjonująco, gdyż na przykład Limhamn Bunkeflo (czy już z rekonwalescentką Emmą Lind między słupkami?) zmierzy się z Vittsjö o to, dla którego z klubów końcówka sezonu w mniejszym stopniu przypominać będzie wschodnioeuropejski film grozy. Takiego komfortu nie mają oczywiście w Örebro, ale na Behrn Arenie zdają sobie sprawę, że przywiezienie z Norrland korzystnego wyniku może okazać się pierwszym krokiem w kierunku pozostania w ekstraklasie na kolejny rok. Szansa wydaje się być o tyle większa, że piłkarki trenowane przez Martina Skogmana oraz Elin Magnusson prezentowały ostatnio coraz lepszą dyspozycję, a Piteå będzie musiało radzić sobie bez najlepszej snajperki Hanny Pettersson. Punktów mocno szukają także w Hammarby, ale gubiąca je z zadziwiającą regularnością Eskilstuna akurat w stolicy zostawiać ich nie zamierza, a pewne zwycięstwo podopiecznych Viktora Erikssona ma być wyraźnym sygnałem świadczącym o tym, że zawodniczki United miejsca na podium bronić będą ze wszystkich sił. Ciekawe, co na taką deklarację powie Olof Unogård i czym zaskoczy nas w niedzielę postawa stołecznego beniaminka?

omg17_1

omg17_2

omg17_3

omg17_4

omg17_5

omg17_6

Reklamy

Malinowa zagadka

0XSvbs9VRbabga-FLCaYfvxdqQU

Fot. Petter Arvidson

O tym, że Jack Majgaard może wkrótce pożegnać się z funkcją pierwszego trenera Rosengård mówiło się w Skanii od dawna. Pomimo tego, nic nie wskazywało na to, że do aż tak istotnej roszady dojdzie jeszcze przed zakończeniem obecnego sezonu. Trzy kolejne mecze bez zwycięstwa sprawiły jednak, że władze klubu postanowiły zareagować błyskawicznie, w związku z czym duński szkoleniowiec pożegnał się z zespołem tuż przed startem nowej edycji Ligi Mistrzyń oraz decydującymi rozstrzygnięciami w lidze. Jego tymczasową następczynią ogłoszona została Malin Levenstad, która już jutro, zasiadając na ławce w potyczce z Kristianstad, zapisze się na stałe w historii szwedzkiego futbolu. 29-latka z Vellinge będzie bowiem najmłodszą trenerką, która poprowadzi zespół w oficjalnym meczu na poziomie najwyższej klasy rozgrywkowej. Póki co, wszystko wskazuje na to, że rozwiązanie z Levenstad w roli pierwszej trenerki jest jedynie opcją tymczasową, a sama zainteresowana pozostanie na stanowisku jedynie do końca listopada, ale w nieoficjalnych rozmowach da się usłyszeć, że w przypadku naprawdę dobrych wyników ów okres próbny może się znacząco przedłużyć. Tym bardziej, jeśli na giełdzie nazwisk, na której już pojawiły się kandydatury Sundhage, Gunnarsdottir, czy Ekroth, nie uda się znaleźć lepszego wariantu. Nowej trenerce Rosengård warto więc przyjrzeć się z bliska i zastanowić się, czy jej nominacja – choć niespodziewana – rzeczywiście powinna być rozpatrywana w kategoriach sensacji.

Nazwiska Levenstad nie trzeba oczywiście przedstawiać nikomu, kto choć w minimalnym stopniu orientuje się w realiach szwedzkiego futbolu. Piłkarka ta swego czasu uchodziła bowiem za nieoszlifowany brylant i w kraju nie brakowało opinii, że wspólnie z Amandą Ilestedt na lata stanowić będzie podstawową parę stoperek nie tylko w Malmö, ale i w reprezentacji. Początkowo jej kariera rozwijała się w sposób jak najbardziej harmonijny, a debiut w seniorskiej kadrze w wieku zaledwie dziewiętnastu lat (co w przypadku środkowych obrończyń nie zdarza się przecież zbyt często) miał stanowić wspaniałą bazę dla kolejnych osiągnięć. Te rzeczywiście przyszły, ale z pewnością nie na taką skalę, jak oczekiwali tego najbardziej zagorzali zwolennicy talentu Levenstad. Co więcej, z roku na rok, kariera defensorki z Vellinge zamiast nabierać rozpędu zdawała się wyhamowywać, w efekcie czego na przykład jej dorobek reprezentacyjny zamknął się w zaledwie ośmiu rozegranych meczach. Levenstad zdołała się jednak załapać do kadry Szwecji na Igrzyska Olimpijskie w Londynie, a wyjazd na Wyspy Brytyjskie okazał się dla niej niezwykle istotny nie tylko pod względem sportowym.

W tym miejscu dochodzimy do punktu, w którym obecne wydarzenia w Rosengård zaczynają mocno przypominać fabułę klasycznej, amerykańskiej telenoweli. To właśnie podczas angielskich Igrzysk Malin Levenstad po raz pierwszy potwierdziła, że prywatnie związana jest z kapitanką reprezentacji Szwecji Caroline Seger, której byłą partnerką jest z kolei obecna dyrektorka sportowa klubu z Malmö Therese Sjögran. Żeby było jeszcze ciekawiej, bliskie związki łączą także Sjögran i Levenstad, choć w tym przypadku możemy mówić o relacji wyłącznie zawodowej. Obie panie zajmują się bowiem treningiem personalnym i wspólnie zaangażowały się w projekt, w promocję którego bardzo włączyła się grająca jeszcze wówczas we Francji Seger. Na tym nasza wyliczanka się jednak nie kończy, gdyż barwy Rosengård reprezentuje także mocno zaprzyjaźniona z całą trójką Lotta Schelin, którą przed rokiem do Skanii sprowadziła właśnie pełniąca wtedy rolę … tymczasowej trenerki pierwszego zespołu Sjögran. Złośliwi nie bez racji zauważają, że trudno się w tym wszystkim nie pogubić, a do pełni szczęścia brakuje w tym zestawie jedynie Pii Sundhage oraz Lisy Dahlkvist, ale mówiąc już całkiem poważnie – nikt nie ma wątpliwości, jak przedstawia się grupa pociągająca w Malmö za najważniejsze sznurki.

Nas jednak zdecydowanie bardziej od kwestii pozasportowych interesuje to, jak kwartet Levenstad – Seger – Sjögran – Schelin poradzi sobie z przygotowaniem zespołu do najważniejszych meczów w sezonie. Nikt nie ma bowiem złudzeń, że wiele decyzji podejmowanych będzie kolektywnie, a zatrudniona pierwotnie w roli … trenerki przygotowania fizycznego Levenstad przynajmniej na początku będzie mogła liczyć na słowne wsparcie bardziej doświadczonych koleżanek. Nie da się ukryć, że sytuacja, w której klub z trzecim najwyższym współczynnikiem w Europie powierza najważniejszą funkcję osobie, która dotychczas zajmowała się przede wszystkim analizą wskaźników motorycznych piłkarek (i nie tylko) jest absolutnie bezprecedensowym eksperymentem i nie sposób przewidzieć jego skutek. W przypadku powodzenia – Therese Sjögran bez wątpienia okrzyknięta zostanie cudotwórczynią. W przypadku klęski – nie obędzie się bez wielu gorzkich pytań o profesjonalne zarządzanie klubem i wystawienie uznanej na całym świecie marki na śmieszność. Bez względu na to, który scenariusz się ziści, 28. września 2017 i tak zapisze się w historii jako bardzo ważna data dla zespołu z Rosengård. Od determinacji Levenstad i spółki zależy teraz to, czy będzie ona wspominana jako preludium wielkiego sukcesu, czy stanie się na zawsze synonimem bezradności i nieudolności.

Jak co roku – FIFA Muppet Show

muppets30-590x295

Czy tak będzie przedstawiać się lista nominowanych za rok? Jeśli tak, to znajdzie się na niej reprezentant Szwecji.

Być może są tacy, którzy myślą, że pisanie tego tekstu przynosi mi satysfakcję, ale zapewniam, że jest dokładnie odwrotnie. Podobnie jak każdy, komu zależy na tym, żeby naszą ukochaną dyscyplinę traktowano w stu procentach poważnie chciałbym, aby najbardziej prestiżowa w piłkarskim świecie nagroda faktycznie była wyznacznikiem sportowej klasy. Powiem więcej, marzyłaby mi się sytuacja, w której za kilkadziesiąt lat, kiedy futbol w żeńskim wydaniu będzie sportem absolutnie globalnym (co do tego, że tak się stanie, nie mam najmniejszych wątpliwości), lista laureatek plebiscytu FIFA stanowiłaby dla przyszłych pokoleń piękną i inspirującą lekcję historii. Niestety, mniej więcej co dwanaście miesięcy spotyka mnie w tym względnie kolejne, bolesne rozczarowanie, a stężenie absurdu – o ile to jeszcze w ogóle możliwe – staje się jedynie coraz większe.

Jako osoba, która kilka lat temu była jednym z niewielu krytykantów wyborów FIFA, z radością obserwuję, że z roku na rok liczba sceptycznie nastawionych wobec plebiscytu rośnie lawinowo. Szkoda jedynie, że póki co piłkarska centrala z wygłaszanej coraz wyraźniej konstruktywnej krytyki nie robi sobie nic. W tym roku szumnie zapowiadano ekspercką kapitułę, przemyślane nominacje i poważne podejście do tematu, a tymczasem otrzymaliśmy listę, która tydzień po jej opublikowaniu wciąż jest gorąco komentowana od Ameryki, przez Skandynawię aż po Australię i to bynajmniej nie ze względu na jej profesjonalny kształt. Co tym razem poszło nie tak? Jak długo jeszcze przyjdzie nam obserwować powtórkę z coraz mniej zabawnej rozrywki?

Przyczyn takiego stanu rzeczy jest bardzo wiele i nie ma chyba większego sensu rozpoczynanie osobnej dyskusji na temat każdego z nich. Tym bardziej, że już wielokrotnie inicjowałem tego typu polemikę i moje zdanie nie zmieniło się w tej kwestii ani o milimetr. Jedyną dodatkową sugestię stanowiłaby być może prośba o bardziej uważne dobieranie członków panelu jurorskiego, gdyż obsadzanie w tej roli byłych wybitnych piłkarek od początku wzbudzało we mnie pewne obawy. Oczywiście, jeśli tylko któraś z moich dawnych idolek z murawy (a do takich zaliczała się chociażby Mia Hamm) jest na tyle kompetentna, aby dokonać profesjonalnego wyboru, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby to robiła, ale w przeciwnym razie zdecydowanie lepszym i korzystniejszym dla wszystkich zainteresowanych stron pomysłem byłoby wykorzystanie wspomnianych legend w roli ambasadorek futbolu w różnych zakątkach świata. Osobnym tematem jest oczywiście głosowanie obecnie grających zawodniczek, z którego bezwarunkowo zrezygnowałbym z pierwszej kolejności. Dlaczego? Cóż, gdybym był kapitanką reprezentacji Urugwaju raczej nie odpalałbym transmisji z niemieckiej Bundesligi, aby sprawdzić, jak w starciu z defensorkami Hoffenheim poradziła sobie Pernille Harder, a gdybym był wspomnianą Harder, to raczej nie zarywałbym nocy tylko po to, aby sprawdzić, jak w ostatnim meczu Sky Blue spisała się Samantha Kerr. A skoro bym tego nie robił, to chyba jasne jest, że nie miałbym wystarczających kompetencji, aby przyznawać im jakiekolwiek punkty. Oczywiście, nie wykluczam sytuacji, że wśród czynnych piłkarek są takie, które namiętnie oglądają relacje z NWSL, Nadeshiko League i norweskiej Toppserien, ale … mam jednak nadzieję, że tak nie jest. Dość mocno zaburzyłoby to bowiem pewien naturalny porządek, w którym piłkarki są od grania i trenowania, trenerzy od planowania i prowadzenia zajęć, a media od analizy i oceniania gry zawodniczek. Tak przedstawia się najbardziej optymalny podział ról i chyba najlepiej będzie, jeśli jednak przy nim zostaniemy.

Jak już wspomniałem, lista błędów regularnie popełnianych przez FIFA w związku z plebiscytem jest niesamowicie długa, a na samym jej szczycie znajduje się niezmienne ignorowanie dokonań w piłce klubowej (i to zarówno w przypadku nominacji zawodniczek, jak i trenerów). Podstawową kwestią jest jednak to, aby ktoś w piłkarskiej centrali w końcu zreflektował się, że od pewnego czasu dryfujemy w niewłaściwym kierunku i chyba nadszedł już czas na zdecydowaną zmianę kursu. Jeśli jednak futbolowi decydenci są zadowoleni z obecnego stanu rzeczy, to z dobrego serca mam dla nich inną, znacznie mniej praco- i czasochłonną alternatywę uciszenia tych złych i prześmiewczych krytyków. Wystarczy po prostu zmienić nazwę plebiscytu z Najlepsza na Najpopularniejsza piłkarka świata i już wszystko będzie w idealnym porządku. Prawda, że proste? Co więcej, mogę obiecać, że w przypadku wyboru tej opcji aktywnie włączę się w promocję nowej zabawy. Już nawet zdecydowałem, że pierwszym krokiem będzie założenie konta na Instagramie.

Podsumowanie 16. kolejki

Jeżeli czegokolwiek w Damallsvenskan możemy być pewni, to tego, że nazwisko Chawinga jest synonimem najwyższej, sportowej klasy. Nic więc dziwnego, że powrotu z reprezentacyjnych wojaży Tabithy, a także debiutu na szwedzkich boiskach jej młodszej siostry Temwy, kibice znajdującego się w trudnej sytuacji Kvarnsveden wyczekiwali jak ostatniej nadziei na uratowanie ekstraklasy dla Borlänge. Pierwsze minuty pojedynku na Ljungbergsplanen należały jednak do Eskilstuny, która momentalnie zepchnęła gospodynie do głębokiej defensywy. Początkowy napór gości udało się jeszcze podopiecznym Jonasa Björkgrena przetrwać, ale niefortunny wślizg Michaeli Hermansson oraz mierzony strzał Kullashi zza pola karnego sprawiły, że do szatni piłkarki United schodziły przy w pełni zasłużonym prowadzeniu. Po przerwie nadszedł jednak czas fenomenalnych sióstr z Malawi, które potrzebowały zaledwie 120 sekund, aby wstrząsnąć Eskilstuną. Dwie asysty Temwy i dwa gole Tabithy sprawiły, że sytuacja odwróciła się o sto osiemdziesiąt stopni i teraz to drużyna Viktora Erikssona musiała odrabiać straty. Sztuka ta udała im się na kwadrans przed końcem spotkania, gdy po dośrodkowaniu Schough z rzutu rożnego Barsley wygrała pojedynek główkowy z Reed, ale na strzelenie zwycięskiego gola zabrakło już gościom czasu. Pomimo dogodnej okazji w doliczonym czasie gry, kompletu punktów nie udało się wywalczyć również gospodyniom, a remis 2-2 okazał się rezultatem, który w pełni nie usatysfakcjonował ani broniącego się przed spadkiem Kvarnsveden, ani mierzącej w trzeci kolejny medal Eskilstuny. Zadowolone ze swojego występu mogły być jedynie siostry Chawinga, które wysłały jasny sygnał, że tej jesieni mogą być najbardziej wartościowym duetem szwedzkiej ekstraklasy.

01

Przed wyjazdem do Sztokholmu w obozie beniaminka z Malmö działo się dużo i niekoniecznie dobrze, ale na boisku piłkarki Limhamn Bunkeflo udowodniły, że pozasportowe zamieszanie nie wpłynęło negatywnie na ich dyspozycję. Początek spotkania to wprawdzie wyraźna przewaga Djurgården, udokumentowana szybko zdobytym golem po dwójkowej kombinacji Stegius – Jalkerud, ale po mniej więcej dwudziestu minutach inicjatywę na Stadionie Olimpijskim zaczęły przejmować przyjezdne. Już tradycyjnie, pierwsze skrzypce w drugiej linii zespołu ze Skanii grała Anna Welin i to właśnie za sprawą jej prostopadłego podania Eveliina Paarikka znalazła się w sytuacji sam na sam z Gunnarsdottir i tak doskonałej okazji nie zmarnowała. Chwilę później, w równie perfekcyjny sposób obsłużona została Mia Persson, ale akcję gości przerwała gwizdkiem Camilla Eriksson, gdyż jej asystentka w sobie tylko znany sposób dopatrzyła się pozycji spalonej. Druga połowa rozpoczęła się podobnie do pierwszej; znów to gospodynie były stroną bardziej aktywną i ponownie za sprawą Jalkerud znalazły się na prowadzeniu. W tym momencie skończyły się jednak analogie, gdyż tym razem to piłkarki ze Sztokholmu stwarzały sobie kolejne sytuację, ale ani Schmidt, ani Ekroth ani Stegius nie potrafiły umieścić futbolówki w siatce Bahrenscheer. Niefrasobliwość zawodniczek Djurgården o mało co nie zemściła się na nich w samej końcówce, ale najpierw Gunnarsdottir popisała się efektowną paradą po strzale Welin, a kilkadziesiąt sekund później trzy punkty uratowała gospodyniom Gisladottir, wybijając trąconą chwilę wcześniej przez Winberg piłkę z linii bramkowej.

02

Zamykający ligową tabelę zespół z Örebro wiosną potrafił zremisować na boisku FC Rosengård 2-2, a gdyby nie kilka bardzo kontrowersyjnych decyzji sędziowskich pani Tess Olofsson, mógł nawet pokusić się o wywiezienie ze Skanii kompletu punktów. Mało kto spodziewał się jednak, że ów scenariusz uda się powtórzyć zaledwie kilka miesięcy później, gdy najbardziej utytułowany szwedzki klub przyjechał na Behrn Arenę. Faworytki rzeczywiście rozpoczęły spotkanie z wielkim animuszem, jakby chciały już na samym początku onieśmielić niżej notowanego rywala, ale im dłużej trwała pierwsza połowa, tym odważniej poczynały sobie na murawie zawodniczki Örebro i to właśnie im udało się otworzyć wynik meczu, gdy Emelie Andersson świetnie dośrodkowała na głowę Emmy Jansson. Zgodnie z oczekiwaniami, Rosengård natychmiast rzucił się do odrabiania strat, ale zbyt schematyczna gra drugiej linii drużyny prowadzonej przez Jacka Majgaarda była nadspodziewanie łatwa do rozczytania przez niesamowicie zdyscyplinowaną defensywę gospodyń. Co więcej, gdy w 58. minucie Hanna Terry doskonale wypatrzyła urywającą się spod opieki Viggosdottir Julię Spetsmark, a ta efektowną podcinką pokonała Erin McLeod, na Behrn Arenie zapachniało prawdziwą sensacją. W tym momencie do gości z Malmö uśmiechnęła się jednak fortuna, zamieniając nieudaną centrę Sanne Troelsgaard w strzał, który całkowicie zaskoczył kompletnie nieprzygotowaną do interwencji Carolę Söberg. Żeby było zabawniej, w równie niecodziennych okolicznościach padł chwilę później gol wyrównujący, bo choć samo uderzenie Troelsgaard było absolutnie najwyższej próby, to piłka pod nogami duńskiej skrzydłowej znalazła się w wyniku wygranej przez Riley przebitki w okolicach linii środkowej. Po doprowadzeniu do remisu, zawodniczki z Malmö miały jeszcze bardzo dużo czasu na to, aby poszukać zwycięskiej bramki, ale kolejne mało produktywne próby zawiązania akcji jedynie utwierdziły nas w przekonaniu, że to ewidentnie nie był ich dzień i w tych warunkach nawet niewiele dający punkt przywieziony z Örebro trzeba było mocno szanować.

03

Pierwsza połowa rywalizacji Göteborga z Kristianstad nie dostarczyła nam oczekiwanych emocji. Oczywiście, sporym nadużyciem byłoby stwierdzenie, że na Valhalli nie działo się kompletnie nic, ale jednak obu ekipom wyraźnie brakowało ostatniego, otwierającego drogę do bramki podania, a zdecydowanie najwięcej emocji wzbudziła decyzja Laury Rapp, która zdecydowała się puścić grę po dość ostrym starciu Kollmats i Nilsson w szesnastce gospodyń. Piłkarki ze Skanii nie zamierzały jednak analizować kontrowersyjnej decyzji pani arbiter i w 55. minucie za sprawą wszędobylskiej Rity Chikwelu i tak udało im się otworzyć wynik spotkania. Nigeryjka wpisała się na listę strzelczyń tego w stylu, który nie pozostawiał absolutnie żadnych wątpliwości, a gdy chwilę później rozgrywająca rewelacyjny sezon Mia Carlsson podwyższyła na 2-0, stało się jasne, że podopieczne Elisabet Gunnarsdottir nie zamierzają wracać do Skanii bez kompletu punktów. Gospodyniom należą się słowa uznania za to, że pomimo ewidentnie niekorzystnego wyniku spróbowały raz jeszcze zerwać się do boju, ale zdobyty na kwadrans przed końcem kontaktowy gol autorstwa Pauline Hammarlund okazał się wyłącznie trafieniem na otarcie łez. Zwycięstwo gości oznacza, że piłkarkom z Kristianstad po raz pierwszy w historii ligowych występów udało się zdobyć Valhallę, ale w Göteborgu bardziej niż popsuciem historycznych statystyk z pewnością martwią się sytuacją w tabeli. Do końca rozgrywek pozostało bowiem zaledwie sześć kolejek, a zawodniczki Stefana Rehna wciąż nie potrafią wydostać się ze strefy spadkowej.

04

Od pierwszych minut pojedynku Piteå z Hammarby stało się jasne, że inicjatywa w tym meczu należeć będzie do gospodyń. Ustawione chyba aż za bardzo defensywnie piłkarki ze Sztokholmu nawet nie próbowały udawać, że są zainteresowane czymś więcej niż spowalnianiem tempa gry, rozbijaniem akcji rywalek i liczeniem na dopracowane do perfekcji stałe fragmenty gry oraz kontrataki. Taktyka ta może nawet miałaby szanse powodzenia, gdyby Olofowi Unogårdowi udało się trafić z nią na słabszy dzień rywalek, ale jak na złość, w niedzielne popołudnie zawodniczki z Norrbotten zagrały jeden z najbardziej udanych meczów w obecnym sezonie. Spora w tym zasługa niezwykle dynamicznych skrzydłowych, które na tyle skutecznie rozbujały ofensywę Piteå, że momentami można było zastanawiać się, czy przypadkiem nie przenieśliśmy się z powrotem do jesieni 2015, kiedy to cały kraj zakochał się w grze piłkarek Stellana Carlssona. Żeby było sprawiedliwie, to właśnie najlepszy na planu gry duet zainicjował akcję, która przyniosła gospodyniom prowadzenie; debiutująca na boiskach Damallsvenskan Cecilia Edlund dograła z prawego skrzydła, a pięknym, mierzonym strzałem wykończyła ją Elin Bragnum. Była pomocniczka AIK po przerwie wypracowała również gola, który nie tylko pozwolił zawodniczkom z Piteå uniknąć całkowicie niepotrzebnej nerwowej końcówki, ale także wyzerował tykający od jedenastu miesięcy licznik strzeleckiej niemocy Felicii Karlsson. Więcej goli kibice na LF Arenie już nie obejrzeli, ale i tak po raz pierwszy od dawna mogli opuszczać stadion bez poczucia niedosytu.

05

Wychodząc na murawę Areny Linköping, piłkarki mistrza Szwecji znały rezultat z Behrn Areny i doskonale zdawały sobie sprawę, że oto właśnie otwiera się szansa na to, aby odskoczyć w ligowej tabeli najgroźniejszemu rywalowi na dwa kolejne punkty. Aby tak się stało, trzeba było oczywiście pokonać Vittsjö, więc osłabione brakiem kontuzjowanej Claudii Neto podopieczne Kima Björkegrena natychmiast przystąpiły do dzieła. W pierwszych minutach doskonałe okazje bramkowe marnowały kolejno Minde, Hurtig oraz Oskarsson, ale napór miejscowych był tak olbrzymi, że chyba wszyscy na stadionie byli spokojni, że worek z bramkami szybko się rozwiąże. Gościom z północnej Skanii udało się jednak bez większych strat przetrwać początkową nawałnicę i po okresie dominacji Linköping, gra nieco się uspokoiła. Oczywiście, piłka przez zdecydowaną większość czasu wciąż znajdowała się na połowie Vittsjö, ale Shannon Lynn i ustawione przed nią stoperki nie znajdowały się już pod ciągłą presją. Zwycięskiego – jak się później okazało – gola gospodyniom udało się strzelić na początku drugiej połowy. Linköping znów rozpoczął odważnie i tym razem defensywa gości dała się zaskoczyć. Wysoko podeszła Maja Kildemoes, która zagrała w tempo do zbiegającej z lewego skrzydła Liny Hurtig, a reprezentacyjna pomocniczka wbiegła pomiędzy Klingę i Benediktsson i strzałem głową pokonała Lynn. Gol ten był o tyle istotny, że w późniejszej fazie meczu gospodynie znów raziły nieskutecznością i pomimo okazji Banusic czy Maanum nie były w stanie podwyższyć skromnego prowadzenia. To jednak udało się utrzymać do końcowego gwizdka, w związku z czym podstawowy plan na niedzielę można było uznać za zrealizowany.

06

07

08

09

16. kolejka – zapowiedź

Po dwóch tygodniach na boiska wracają piłkarki najbardziej atrakcyjnej ligi Europy. Tym razem, długa przerwa reprezentacyjna w szczególności ucieszyła obu głównych kandydatów do mistrzowskiego tytułu, gdyż na początku rundy jesiennej, zarówno w Malmö, jak i w Linköping, kontuzje zrobiły niemałe spustoszenie w kadrze. W czternaście dni nie udało się oczywiście rozwiązać wszystkich problemów, ale w najbliższy weekend Kim Björkegren oraz Jack Majgaard i tak będą mieli znacznie szersze pole manewru niż miało to miejsce chociażby na przełomie sierpnia i września. To z kolei z pewnością nie jest dobrą informacją dla Vittsjö i Örebro, ale oba walczące o pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej kluby potrafiły już w tym sezonie urwać punkty ligowym potentatom. Czy uda im się dokonać tego jeszcze raz?

O utrzymaniu marzą także w Göteborgu, a mecz przeciwko Kristianstad wydaje się wręcz idealną okazją na dopisanie do swojego dorobku kompletu punktów. Zespół prowadzony przez Elisabet Gunnarsdottir jeszcze nigdy nie ugrał bowiem na Valhalli choćby remisu, a w kadrze gospodyń znajduje się Adelina Engman, która wprost uwielbia strzelać gole przeciwniczkom ze wschodniej Skanii. Stefan Rehn z pewnością liczy na to, że w niedzielę skrzydłowa z Wysp Alandzkich zechce podtrzymać swoją passę, gdyż w przypadku kolejnej straty punktów sytuacja jego zespołu może zrobić się cokolwiek dramatyczna.

Tabitha oraz Temwa Chawinga w ostatnich dniach zachwycały swoją postawą w reprezentacji Malawi i w Dalarnie mają nadzieję, że podobną formę strzelecką siostry zaprezentują także na boiskach Damallsvenskan. Stawka jest niezwykle wysoka, terminarz ewidentnie nie sprzyja, ale w Borlänge zapewniają, że nic jeszcze nie jest stracone, a ofensywy Kvarnsveden obawiać powinien się każdy z ligowych rywali. Z taką argumentacją nie można się nie zgodzić, ale pamiętajmy, że aby misja ratowania ekstraklasy dla Dalarny okazała się skuteczna, włączyć musi się w nią nie tylko fenomenalne afrykańskie trio Chawinga – Chawinga – Addo, ale także grająca dotychczas biernie i miernie defensywa, która na początek spróbuje powstrzymać Mimmi Larsson, Olivię Schough oraz Loretę Kullashi.

Sympatycy Limhamn Bunkeflo mogą być dumni z dotychczasowej postawy swojego klubu, ale ostatnie doniesienia z obozu beniaminka mogą budzić delikatny niepokój. Zapowiedź roszady na ławce trenerskiej, otwarty konflikt na linii sztab szkoleniowy – zawodniczki, czy wreszcie rozwiązanie kontraktów z Simone Rydahl oraz Michaelą Johnsson z pewnością nie pomogły w przygotowaniach do meczu z Djurgården. Czy pomimo wspomnianych turbulencji największe rewelacja tegorocznych rozgrywek będzie w stanie pokusić się o niespodziankę na Stadionie Olimpijskim? Jeśli tak, w praktyce zapewni sobie pozostanie w ekstraklasie. Jeśli nie, końcówka sezonu może jeszcze okazać się dla absolutnego beniaminka ze Skanii bardzo nerwowa.

Piteå Stellana Carlssona oraz Hammarby Olofa Unogårda to ekipy, które w obecnym sezonie niezwykle rzadko zachwycają nas piłkarskimi fajerwerkami, ale trzeba im oddać, że sztukę efektywnego kolekcjonowania punktów opanowały do perfekcji. Bezpośrednie starcie na LF Arenie reklamowane jest przede wszystkim jako pojedynek dwóch niezwykle szczelnych formacji defensywnych, ale skoro Damallsvenskan uwielbia nas zaskakiwać, to może właśnie w Norrland obejrzymy największy festiwal strzelecki najbliższej serii spotkań? Takiego scenariusza z pewnością nie można wykluczyć, więc może warto zaufać intuicji i w niedzielę odwiedzić daleką Północ?

omg16_1

omg16_2

omg16_3

omg16_4

omg16_5

omg16_6

Co wiemy po Chorwacji?

bigOriginal

Fot. Jessica Gow

Pierwszy mecz, pierwsze zwycięstwo i pierwsze wątpliwości. Długi marsz na francuskie mistrzostwa świata reprezentacja Szwecji rozpoczęła od wywalczenia kompletu punktów na boisku w Varazdinie, ale styl zaprezentowany przez reprezentację Petera Gerhardssona nie mógł zadowolić licznych sceptyków. Nie jest zatem chyba specjalnie wielkim zaskoczeniem, że jeszcze zanim zawodniczki zdążyły na dobre rozjechać się do swoich klubów, na nowego selekcjonera oraz jego sztab spadła całkiem spora fala krytyki. Czy słusznie?

Aby w ogóle rozpoczynać jakąkolwiek polemikę w tym temacie, warto najpierw odpowiedzieć na dwa niezwykle istotne pytania:

Czy w Varazdinie gra szwedzkich piłkarek wyglądała gorzej niż podczas kadencji Sundhage? Nie.

Czy w Varazdinie gra szwedzkich piłkarek wyglądała lepiej niż podczas kadencji Sundhage? Nie.

Biorąc pod uwagę wyłącznie styl i jakość gry, trudno dopatrzeć się większych różnic w porównaniu z tym, co z niezwykłą regularnością oglądaliśmy przez cztery ostatnie lata. Znów brakowało kreatywności w drugiej linii, znów konstruowanie ataków pozycyjnych odbywało się w wielkich mękach, znów szwankowała współpraca środkowych pomocniczek ze skrzydłowymi i wreszcie znów najwięcej zagrożenia pod bramką rywalek stwarzaliśmy po stałych fragmentach, indywidualnych rajdach lub wrzutkach spod linii końcowej. Warto jednak mieć na uwadze to, że o ile za czasów Sundhage i Persson bezradność szwedzkich kadrowiczek była stałym elementem programu, o tyle w chorwackim basenie sporo dołożyła od siebie pogoda. Jasne, że kompletnie niepotrzebnych strat Fischer czy Seger, a także zbyt dużej liczby niedokładnych podań nie da się wytłumaczyć jedynie padającym deszczem, ale z drugiej strony trudno było oczekiwać, że na tak fatalnie przygotowanej płycie obejrzymy wspaniały, futbolowy spektakl. Tym bardziej, że po drugiej stronie biegała drużyna zainteresowana przede wszystkim wybijaniem Szwedek z uderzenia i maksymalnym spowalnianiem tempa gry.

Podczas wielu nieformalnych rozmów Peter Gerhardsson zapowiadał, że interesuje go stworzenie reprezentacji, w której potencjał każdej zawodniczki będzie wykorzystany na sto procent, gdyż taką kadrę każdy będzie oglądał z przyjemnością. Nie ma sensu udawać, że ów cel udało się zrealizować już w Chorwacji, ale nawet pomijając wyjątkowo niesprzyjającą aurę, warto najzwyczajniej w świecie dać nowemu selekcjonerowi czas. Podczas pierwszego mini-zgrupowania wiele piłkarek bardzo pozytywnie oceniało pracę Gerhardssona oraz jego sztabu i pozostaje mieć nadzieję, że już niebawem wspomniane pozytywy dostrzegać będziemy także na boisku. Margines błędu jest rzecz jasna stosunkowo niewielki, gdyż już za miesiąc czeka nas mecz, od którego w największym stopniu może zależeć kwestia pierwszego miejsca w grupie eliminacyjnej, ale tęskniącym za dawnym ładem przypominam, że to właśnie pod wodzą Pii Sundhage reprezentacja Szwecji rozegrała swój zdecydowanie najgorszy mecz w skądinąd całkiem długiej historii potyczek z Danią. Kto widział Viborg, ten doskonale wie, o czym mówię. Kto nie widział, niech się cieszy, bo tak wielka trauma pozostawia trwały ślad. Jestem jednak dziwnie spokojny, że bez względu na wynik październikowego starcia (a nie muszę chyba przypominać, kto będzie w nim faworytem) obędzie się bez powtórki z ubiegłorocznej żenady i na poparcie tej tezy mam nawet kilka argumentów.

Przede wszystkim, w końcu na ławce trenerskiej zasiadają ludzie, którzy żyją podczas trwania meczu. Od razu spieszę z wyjaśnieniem, że przez życie rozumiem nie nadmiernie ekspresyjną radość po wymęczonym 1-0 ze Szkocją czy Meksykiem, lecz odpowiednią reakcję na boiskowe wydarzenia, czyli coś, czego niewątpliwie brakowało nam przez ostatnie lata. Zostawiając już nawet nieszczęsny Viborg, obraz Marty i Andressy raz po raz w identyczny sposób wkręcających w ziemię nasze defensorki, na zawsze stał się symbolem tamtej epoki. Podobnie zresztą jak przegrany w dużej mierze przez brak właściwego impulsu z ławki mecz z Włoszkami. Nikt nie zaprzeczy, że w Chorwacji zobaczyliśmy pod tym względem nową jakość, a każdą ze zmian taktycznych lub personalnych dało się w logiczny sposób uzasadnić. I to nawet w przypadku, gdy z częścią z nich nie do końca mogłem się zgodzić.

Bardzo podoba mi się również system stosowany przez Gerhardssona podczas powołań i mam nadzieję, że akurat w tej kwestii bez względu na okoliczności selekcjoner wytrwa w swoim postanowieniu. Wybór dokładnie dwóch zawodniczek na każdą pozycję broni się sam i zapewnia nam odpowiednią głębię w każdym sektorze boiska. Oczywiście, w kadrze mamy przynajmniej kilka piłkarek wszechstronnych, które mogą z powodzeniem stanowić dodatkową alternatywę w sytuacji awaryjnej, ale taki system powołań niejako gwarantuje nam, że nigdy więcej nie przytrafi nam się sytuacja, w której nie posiadamy naturalnej opcji rezerwowej dla kontuzjowanej na rozgrzewce lewej obrończyni.

Nie mam rzecz jasna żadnej pewności, że październikowy dwumecz analizować będziemy w dobrych humorach, ale myślę, że naprawdę warto dać tej kadrze szansę. Ponownie doczekaliśmy się bowiem reprezentacji, w której chęć gry wyrażają wszystkie piłkarki oraz sztabu szkoleniowego, który rozumie, że z drużynami klubowymi warto współpracować, a nie toczyć bezsensowne wojny. Czy to okaże się wystarczającym kapitałem, aby zatrzymać Pernille Harder? Przekonamy się szybciej, niż komukolwiek się wydaje, ale na wypadek ewentualnego potknięcia warto pamiętać, że czas wystawiania końcowych ocen nadejdzie po zakończeniu eliminacji. Tym bardziej, że ostatni udany mundial zaliczyliśmy, kwalifikując się na niego po barażach.