Trzy punkty podniesione z błota

Fot. Jessica Gow

Fot. Jessica Gow

Na debiut Petera Gerhardssona w roli selekcjonera reprezentacji Szwecji czekaliśmy z wielkimi oczekiwaniami, ale pogoda kolejny raz postanowiła zostać pierwszoplanową bohaterką rywalizacji szwedzkich i chorwackich piłkarek. Na około godzinę przed meczem, w Varazdinie rozpadało się tak bardzo, że przez moment zastanawialiśmy się, czy spotkanie w ogóle uda się rozegrać. Chęć gry wyraziły jednak oba zespoły i choć murawa z minuty na minutę znajdowała się w coraz gorszym stanie, zawodniczki obu ekip nie tylko rozpoczęły mecz, ale nawet dzielnie dotrwały na płycie boiska do końcowego gwizdka.

Z oczywistych względów, ciężko było liczyć dziś na piłkarskie fajerwerki, ale nawet mając na uwadze obiektywne trudności, nie sposób pochwalić szwedzkich piłkarek za grę w pierwszej połowie. Przewaga w posiadaniu piłki była oczywiście niepodważalna, ale próby rozegrania ataku pozycyjnego okazały się zdecydowanie zbyt schematyczne, a dobrze zorganizowane Chorwatki bez większego trudu wybijały nasze zawodniczki z uderzenia. Przed przerwą, bramce Doris Bacic tak naprawdę udało się zagrozić zaledwie raz i to w sposób stosunkowo przypadkowy, gdy po próbie dośrodkowania w wykonaniu Samuelsson futbolówka wylądowała na poprzeczce. Co gorsza, szwedzkiej defensywie, a konkretniej Nilli Fischer oraz Caroline Seger, przytrafiły się kompletnie niepotrzebne straty w okolicach linii środkowej, po których przed szansą na poważniejsze przetestowanie Lindahl mogły stanąć kolejno Sundov i Rudelic. Na szczęście, chorwackim piłkarkom w decydującym momencie ewidentnie brakowało konceptu i w obu przypadkach skończyło się jedynie na delikatnym ostrzeżeniu.

W drugiej części gry zdecydowanie bardziej ofensywnie ustawione zostały Samuelsson oraz Carlsson, co pozwoliło nam korzystać z nieco większej liczby wariantów w ofensywie. Wydaje się jednak, że najbardziej kluczową rolę w ustaleniu końcowego wyniku odegrało jednak narastające zmęczenie Chorwatek, które – może z wyjątkiem Ivy Landeki – w okolicach sześćdziesiątej minuty miały już ewidentnie dość gry w takich warunkach. Większe doświadczenie i lepsze przygotowanie motoryczne Szwedek sprawiło, że podopieczne Petera Gerhardssona z coraz większą łatwością radziły sobie ze sforsowaniem defensywy gospodyń i w końcu umieściły futbolówkę w bramce strzeżonej przez Doris Bacic. Na listę strzelczyń jako pierwsza wpisała się Lina Hurtig, ale trzeba podkreślić, że gola wypracowała jej efektowną, indywidualną akcją Stina Blackstenius, która urwała się prawym skrzydłem i spod linii końcowej wycofała do nabiegającej na bliższy słupek skrzydłowej Linköping. W kolejnych minutach nie brakowało okazji ku temu, aby zwycięstwo w Varazdinie uczynić nieco bardziej efektownym, ale najpierw Rolfö, a następnie Asllani myliły się z najbliższej odległości. Była piłkarka Manchesteru zrehabilitowała się jednak w doliczonym czasie gry, skutecznie dobijając strzał Rolfö i wykorzystując całkowitą bierność chorwackiej formacji obronnej.

Przed rozpoczęciem mini-zgrupowania w Chorwacji Peter Gerhardsson zapowiadał, że zrobi wszystko, aby grę prowadzonej przez niego reprezentacji oglądało się z przyjemnością. Mecz w Varazdinie z pewnością do takich nie należał, ale podniesione z chorwackiego błota trzy punkty na początek eliminacji warto docenić. Doskonale wiemy, że w tak nietypowych dla piłki nożnej warunkach niespodzianki zdarzają się stosunkowo często, a nam – jak by nie patrzeć – udało się pokonać zespół z kraju mającego wspaniałe tradycje w waterpolo. Prawdziwa próba sił czeka nas jednak za miesiąc w Göteborgu, gdyż Dunki udowodniły dziś, że to one wciąż pozostają faworytkami grupy 4 i nawet bezpośrednio po strajku stanowią siłę trudną do powstrzymania.

Reklamy

Biało-czerwona szachownica bez tajemnic

Allison_S

Fot. Croatia Week

Mistrzostwa Europy to turniej, którego zazdroszczą nam wszystkie pozostałe kontynenty, ale jednak z przyczyn oczywistych nie może wystąpić w nim wiele reprezentacji ze światowej czołówki. Igrzyska Olimpijskie to zdecydowanie największa impreza sportowa, ale jednak z przyczyn równie oczywistych przedstawicielki naszej dyscypliny nie są na niej pierwszoplanowymi aktorkami. Raz na cztery lata – za sprawą piłkarskich mistrzostw świata – mamy jednak możliwość delektować się globalnym futbolowym świętem na najwyższym poziomie. Czekający nas w czerwcu 2019 mundial we Francji już teraz zapowiada się na najlepszy w historii, więc nic dziwnego, że każda z 35 europejskich reprezentacji zaczynających właśnie decydującą fazę eliminacji wierzy, że to właśnie jej przypadnie jedno z ośmiu zaproszeń na docelową imprezę. Taki cel ma również prowadzona od niedawna przez Petera Gerhardssona kadra Szwecji, która niełatwą walkę o awans rozpocznie już w najbliższy wtorek na boisku w Varazdinie. Losowany z ostatniego, piątego koszyka rywal na papierze wydaje się jak najbardziej w zasięgu, ale w związku ze zbliżającym się wielkimi krokami meczem warto zastanowić cię, co tak naprawdę wiemy o chorwackiej piłce.

Jak dotąd, szwedzko-chorwackie kontakty w futbolu należały do rzadkości, o czym najlepiej świadczy fakt, że czekający nas za kilka dni pojedynek będzie pierwszym w historii seniorskich reprezentacji obu krajów. O tym, jak radzić sobie z zawodniczkami znad Adriatyku doskonale wiedzą za to w Göteborgu, gdyż to właśnie klub z Västergötland kilka lat temu bez większych problemów poradził sobie z Osijekiem w pierwszej fazie pucharowej Ligi Mistrzyń, zwyciężając w dwumeczu 11-0. Rewanżowa potyczka na Valhalli do historii przeszła jednak przede wszystkim ze względu na to, że po zaledwie ośmiu minutach została ona przerwana na niemal godzinę ze względu na padający nad stadionem … grad ze śniegiem. Sytuacja zrobiła się wówczas na tyle poważna, że nawet Johanna Almgren po wznowieniu gry zdecydowała się założyć koszulkę z długim rękawem, a jak doskonale wiemy, nie był to ulubiony strój meczowy późniejszej trenerki Kungsbacki. Meteorolodzy uspokajają jednak, że tym razem w Varazdinie nie powinniśmy spodziewać się podobnych anomalii pogodowych, w związku z czym będziemy mogli skupić się wyłącznie na wydarzeniach boiskowych.

Domyślam się, że dla wielu z was pierwszym skojarzeniem ze słowami „Chorwacja” oraz „piłka nożna” jest prawdopodobnie Iva Landeka. Kapitankę reprezentacji naszych najbliższych rywalek możemy bowiem regularnie podziwiać na boiskach Damallsvenskan, gdzie w barwach FC Rosengård walczy o odzyskanie mistrzowskiej korony dla klubu z Malmö. O tym, że 27-letnia Chorwatka cieszy się coraz większym zaufaniem Jacka Majgaarda dobitnie przekonaliśmy się w minioną niedzielę, gdyż to właśnie ona wykonywała wszystkie stałe fragmenty gry podczas starcia na szczycie szwedzkiej ekstraklasy z Linköping. Jedno z jej dośrodkowań przyniosło ekipie ze Skanii gola autorstwa Elli Masar, a gdyby Sanne Troelsgaard i – przede wszystkim – Anja Mittag miały tego dnia lepiej nastawiony celownik, to niewykluczone, że właśnie Landeka odebrałaby po ostatnim gwizdku nagrodę dla najbardziej wartościowej zawodniczki meczu. Miejmy nadzieję, że sztab Petera Gerhardssona poczynił na Malmö IP odpowiednie notatki, gdyż materiału do analizy można było zebrać naprawdę sporo.

Choć w chorwackiej kadrze nie ma już między innymi weteranki niemieckich i amerykańskich boisk Allison Scurich, Landeka nie jest bynajmniej jedyną piłkarką, na którą będziemy musieli zwrócić w najbliższy wtorek baczną uwagę. W kadrze Bozidara Mileticia nie znajdziemy może zawodniczek, których nazwiska automatycznie rozpalają wyobraźnię kibiców, ale biorąc pod uwagę, że mówimy tu o drużynie z piątego koszyka, każda formacja prezentuje się w niej naprawdę solidnie. W bramce mamy wicemistrzynię Belgii z brukselskim Anderlechtem Doris Bacic, która jednak w drużynie klubowej najczęściej występuje w roli zmienniczki Ines Fernandez. Obrona to przede wszystkim podstawowa defensorka niemieckiej Jeny Sandra Zigic oraz występująca na co dzień w lokalnym hegemonie z Osijeku Kristina Nevrkla. Niekwestionowaną liderką drugiej linii jest oczywiście Landeka, ale nie sposób nie wspomnieć tu także o największej nadziei chorwackiej piłki Ivanie Slipcevic, która w marcu tego roku w wieku zaledwie siedemnastu lat zadebiutowała w pierwszej drużynie monachijskiego Bayernu. W ataku Miletic może postawić na doświadczoną Kristinę Sundov ze szwajcarskiej Bazylei, Ivanę Rudelic z Jeny lub najmłodszą w tym gronie Monikę Conjar ze Splitu i ma ten luksus, że każdy z tych wyborów zagwarantuje pewną jakość.

Jak widać, istnieją więc realne przesłanki, aby słowa Petera Gerhardssona mówiące o trudnym wyzwaniu na początek eliminacji traktować jak najbardziej poważnie. Nie zmienia to jednak w niczym faktu, że w pierwszym w historii szwedzko-chorwackim starciu chętnie obejrzelibyśmy pierwsze zwycięstwo i to najlepiej takie odniesione w naprawdę dobrym stylu. Każdy inny wynik znacząco oddaliłby nas bowiem od Francji, a przecież nie po to przystępuje się do zawodów, aby potykać się już na pierwszym płotku.


Kadra Chorwacji na mecz ze Szwecją:

Bramkarki: Nensi Adamovic (Osijek), Doris Bacic (Anderlecht, Belgia)

Obrończynie: Isabella Dujmenovic (Erlaa, Austria), Mihaela Horvat (Split), Ana Jelencic (Łęczna, Polska), Maria Kunstek (Osijek), Kristine Nevrkla (Osijek), Sandra Zigic (Jena, Niemcy)

Pomocniczki: Ana Dujmovic (Split), Iva Landeka (Rosengård, Szwecja), Anela Lubina (Split), Ivana Maltasic (Osijek), Carina Roscic (Grasshoppers, Szwajcaria), Ivana Slipcevic (Bayern, Niemcy)

Napastniczki: Mateja Andrlic (Osijek), Matea Bosnjak (Leverkusen, Niemcy), Monika Conjar (Split), Ivana Rudelic (Jena, Niemcy), Kristina Sundov (Bazylea, Szwajcaria)

Göteborg i Örebro – historia upadku

at1.jpg

Fot. Örebro Tribune / Line Skaugrud

Göteborg i Örebro to miasta, w których jeszcze nie tak dawno gościła piłkarska Liga Mistrzyń. Drużyna z Västergötland dwukrotnie zameldowała się w ćwierćfinale tych niezwykle prestiżowych rozgrywek, tocząc w nich wyrównane, choć minimalnie przegrane boje z angielskim Arsenalem oraz francuskim Juvisy, zaś zespół z Behrn Areny zapamiętaliśmy przede wszystkim z niezapomnianego dwumeczu przeciwko PSG w listopadzie 2015 (dwa remisy i awans paryżanek dzięki bramce strzelonej na wyjeździe). Niestety, te całkiem świeże przecież wspomnienia, w obu wspomnianych klubach wyglądają z dzisiejszej perspektywy jak fragment jakiejś alternatywnej rzeczywistości. Choć ani w Göteborgu, ani w Örebro nie obserwowaliśmy wielkiego kryzysu finansowego, czy też masowego exodusu kluczowych piłkarek, zespoły te w zupełnie niewytłumaczalny sposób przebyły błyskawiczną drogę w dół futbolowej hierarchii i z bywalczyń europejskich salonów stały się ekipami desperacko walczącymi o pierwszoligowy byt. Na siedem kolejek przed zakończeniem sezonu 2017 oba kluby zajmują w tabeli Damallsvenskan miejsca oznaczające degradację i nawet jeśli ostatecznie uda im się – kosztem chociażby Hammarby lub Kvarnsveden – rzutem na taśmę uniknąć spadku do Elitettan, to skala ich sportowego upadku i tak jest w pewnym stopniu bezprecedensowa. Jasne, historia szwedzkiej piłki zna przypadki zespołów, które niedługo po odniesieniu historycznego sukcesu spadały w przepaść (Jitex, Tyresö), ale jednak wówczas stosunkowo łatwo można było podać konkretną przyczynę takiego, a nie innego rozwoju wypadków. W Göteborgu oraz w Örebro mamy natomiast do czynienia z sytuacją, która zaskoczyła nawet osoby na co dzień znajdujące się bardzo blisko klubu. W nieoficjalnych rozmowach można bowiem usłyszeć, że scenariusza, w którym być może do ostatniej kolejki przyjdzie drżeć o pierwszoligowy byt, nie zakładał w żadnym z obozów absolutnie nikt. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego, gdyż podczas tradycyjnego, przedsezonowego spotkania sami prędzej widzieliśmy te ekipy w roli potencjalnych czarnych koni niż największych rozczarowań. Co zatem poszło nie tak i w którym miejscu popełniony został błąd?

W poszukiwaniu odpowiedzi, na początek zajrzymy do Västergötland. Region ten był w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych minionego stulecia niekwestionowaną stolicą szwedzkiej piłki nożnej, ale od tej pory systematycznie tracił na znaczeniu. Szansa na powrót do lat świetności pojawiła się zimą roku 2004, kiedy to firma Kopparberg postanowiła odważniej postawić na futbol, otaczając swoją opieką pierwszoligowy klub z Göteborga. W największym mieście zachodniej Szwecji pojawiły się Hope Solo, Lotta Schelin oraz Ingvild Stensland, a w późniejszym okresie charakterystyczną, czarną koszulkę zakładały podczas ligowych meczów między innymi Mjelde, Dahlkvist, Press, Melis i Martens. Zwieńczeniem wieloletniego procesu budowania nowej, piłkarskiej marki miało być oczywiście wywalczenie przynajmniej jednego tytułu mistrzowskiego, ale pomimo tego, że nadzwyczaj ambitnego celu ostatecznie nie udało się zrealizować, klub znany od tej pory jako KGFC skutecznie ugruntował swoją pozycję w krajowej czołówce. Nic więc dziwnego, że gdy Göteborg stał się najpoważniejszym kandydatem do zorganizowania finału Ligi Mistrzyń 2021, Peter Bronsman odważnie zapowiadał, że jego drużynę stać nawet na to, aby zagrać na Gamla Ullevi. W tym celu, przed startem sezonu 2015 wdrożono w klubie nową strategię rozwoju, bliźniaczo podobną do tej, która w Linköping pozwoliła rozbłysnąć gwiazdom Harder, Blackstenius czy Rolfö. Szybko okazało się jednak, że w futbolu nie istnieje coś takiego, jak uniwersalna recepta na sukces, a metoda przynosząca fantastyczne efekty w jednym środowisku, niekoniecznie musi okazać się równie skuteczna w innych okolicznościach.

Zdecydowanie największym problemem Göteborga okazało się jednak to, że w klubie ewidentnie nie pomyślano o ciągłości i płynności podczas dokonywania, jak się później okazało, nieco zbyt radykalnych zmian. Perspektywa budowy zespołu, który w maju 2021 znajdzie się w szczytowym punkcie swoich możliwości pochłonęła wszystkich do tego stopnia, że całkowicie zapomniano, iż wcześniej trzeba będzie rozegrać kilka sezonów na poziomie ekstraklasy. Wprawdzie jeszcze jesienią ubiegłego roku właściciel znajdującego się wówczas w środku ligowej tabeli klubu zapowiadał, że wszystko jest pod kontrolą, ale kolejnego radykalnego odmłodzenia kadry nie udało się już przejść równie bezboleśnie. Do tegorocznych rozgrywek zgłoszono bowiem zespół o najniższej średniej wieku w Damallsvenskan, a za największą weterankę uchodziła w nim … 24-letnia Elin Rubensson. Podziękowanie za grę takim piłkarkom jak chociażby Ahlstrand czy Lindén i zastąpienie ich utalentowanymi nastolatkami z okolicznych klubów wyraźnie zachwiało równowagą między młodością i doświadczeniem, a – jak doskonale wiemy – bez niej trudno liczyć na sukcesy w poważnej lidze. Przykłady AIK czy Dalsjöfors pokazały, że w seniorskiej piłce nie da się zaistnieć korzystając wyłącznie z młodzieży i Göteborg także przekonał się o tym na własnej skórze. W końcu przyznał to nawet sam Peter Bronsman, który po wiosennym fiasku najwyraźniej zorientował się, że grając w Elitettan ciężko będzie zakwalifikować się do Ligi Mistrzyń. W trybie awaryjnym ściągnięto więc do Västergötland Dunkę Line Johansen oraz Amerykankę Taylor Leach, ale dopiero w listopadzie przekonamy się, czy zmiana obranego dwa lata wcześniej kursu nie nastąpiła przypadkiem zbyt późno.

Nieco inaczej miały się sprawy w Örebro, gdzie po wywalczonym w wielkim stylu wicemistrzostwie w sezonie 2014 (pamiętne 4-0 na Arenie Linköping), nie do wszystkich w porę dotarło, że lepsze najczęściej jest wrogiem dobrego. Osiągnięte rok później piąte miejsce przyjęto więc na Behrn Arenie ze sporym rozczarowaniem i nawet więcej niż przyzwoity występ w Lidze Mistrzyń nie stanowił jakichkolwiek okoliczności łagodzących. Przy takim podejściu włodarzy klubu rewolucja wydawała się nieunikniona i rzeczywiście nie ominęła ona ani kadry, ani ławki trenerskiej. W Örebro zbudowano przez zimę piłkarską Wieżę Babel, a opiekę nad nią powierzono greckiemu trenerowi George’owi Papachristou. Niestety, śródziemnomorska myśl szkoleniowa w połączeniu z afrykańsko-kanadyjsko-meksykańsko-nowozelandzką mieszanką na murawie w ogóle nie zdała egzaminu, a charyzmatyczny Grek zasłynął głównie tym, że podczas mało udanej rundy wiosennej więcej razy oglądał czerwoną kartkę niż zwycięstwo swoich podopiecznych. Latem podziękowano mu więc za współpracę, a sprowadzony w jego miejsce Martin Skogman z Eskilstuny w roli strażaka spisał się przyzwoicie, utrzymując drużynę w Damallsvenskan z dziesięciopunktową zaliczką nad strefą spadkową. Za zgodą nowego szkoleniowca, w zimowym okienku transferowym przez Örebro raz jeszcze przeszedł jednak wiatr zmian, którego bezpośrednim następstwem były wymiana dwóch trzecich kadry i rezygnacja z koncepcji wielonarodowościowej. Wbrew oczekiwaniom, drużyna oparta niemal wyłącznie na zawodniczkach krajowych, wśród których nie brakuje byłych i obecnych reprezentantek Szwecji (Söberg, Andersson, Dahlkvist, Pettersson-Engström, Spetsmark, Hjohlman), nie zaczęła jednak wygrywać, a kolejne porażki w końcu zepchnęły ją na samo dno ligowej tabeli. Oczywiście, trzeba wyraźnie podkreślić, że zespół z Behrn Areny zdecydowanie nie jest najsłabszą piłkarsko ekipą w tegorocznej Damallsvenskan, ale w związku z tym jeszcze bardziej nielogiczny wydaje się być jego aktualny dorobek punktowy. Drużyna mająca w składzie tak doświadczone i ograne w wielkim futbolu zawodniczki powinna bowiem częściej odwracać pozornie przegrane mecze niż wypuszczać zwycięstwa w ostatnich sekundach doliczonego czasu gry. Z niewiadomych przyczyn, jest jednak dokładnie odwrotnie.

W Örebro wciąż wierzą, że skuteczny finisz pozwoli niedawnemu uczestnikowi Ligi Mistrzyń uniknąć tego najmniej oczekiwanego scenariusza, a misję uratowania wielkiej piłki na Behrn Arenie powierzono tym razem Elin Magnusson. Wprawdzie do końca rozgrywek wieloletnia zawodniczka i legenda klubu będzie formalnie pełnić funkcję asystentki Skogmana, ale nikt nie ma wątpliwości, że ewentualne utrzymanie zespołu na pierwszoligowej powierzchni byłoby w dużym stopniu jej zasługą. 35-letnia Magnusson z oczywistych względów nie ma póki co bogatego doświadczenia w pracy szkoleniowej, ale jej trenerskie statystyki w seniorskiej piłce jak najbardziej budzą szacunek: jeden sezon, awans z pierwszego miejsca,  osiemnaście zwycięstw, trzy remisy i zaledwie jedna porażka w oficjalnym meczu. Jedyną wątpliwość może stanowić fakt, że tak wspaniałe wyniki udało jej się osiągnąć prowadząc męską drużynę. Czy w klubie, w którym podczas swojej kariery spędziła szesnaście niezwykle udanych lat, będzie w stanie je powtórzyć? Jeśli tak, to jeszcze bardziej utrwali swoją legendę. Jeśli nie, to niewykluczone, że otrzyma szansę przeprowadzenia klubu przez okres największych od ponad dwóch dekad turbulencji. Póki co, całe Örebro ma jednak nadzieję, że po kończącym sezon meczu z … Göteborgiem przynajmniej gospodynie będą miały okazję do świętowania.

Podsumowanie 15. kolejki

Jeśli któraś z drużyn Damallsvenskan może w tym roku narzekać na brak szczęścia do warunków atmosferycznych, to z pewnością jest to Limhamn Bunkeflo. Niezwykle istotny z punktu widzenia tabeli mecz z Göteborgiem był kolejnym, który piłkarki beniaminka z Malmö musiały rozegrać przy rzęsiście padającym deszczu, a ten szczególnie w pierwszej połowie mocno utrudniał boiskowe poczynania zawodniczkom obu ekip. W tym mało piłkarskim klimacie nieco lepiej radziły sobie bardziej zaprawione w pierwszoligowych bojach podopieczne Stefana Rehna, ale wystarczył moment nieuwagi, aby to gospodynie cieszyły się z pierwszego tego popołudnia gola. Na listę strzelczyń wpisała się młodzieżowa reprezentantka Szwecji Nellie Lilja, strzałem głową wykańczając składną akcję duetu Persson – Björklund. Stan rywalizacji przyjezdnym udało się wyrównać jeszcze przed przerwą i tym razem również wszystko, co najważniejsze wydarzyło się w powietrzu. Ze stojącej piłki dośrodkowała Rubensson, a w szesnastce Limhamn Bunkeflo najlepiej odnalazła się Kollmats. Drugą połowę piłkarki beniaminka rozpoczęły od bardzo mocnego uderzenia; Parikka urwała się prawym skrzydłem, dojrzała ustawioną na dwudziestym metrze Annę Welin, a defensywa z Västergötland tylko biernie przyglądała się, jak pomocniczka LB przekłada sobie futbolówkę i precyzyjnym strzałem pokonuje Line Johansen. Gol ten zapewnił ostatecznie drużynie Svena Sjunnessona trzy punkty, choć oba zespoły stworzyły sobie jeszcze przynajmniej dwie świetne okazje na podreperowanie strzeleckiego dorobku. Żałować mogły ich szczególnie przyjezdne, gdyż ani Hammarlund, ani Teegarden nie potrafiły wepchnąć piłki do siatki, mając przed sobą jedynie pustą bramkę. Czas pokaże, jak bardzo kosztowne okażą się te pomyłki, z których póki co najbardziej ucieszyli się w obozie beniaminka z Malmö.

01

W deszczowym Kristianstad piłkarki z Örebro bardzo chciały sięgnąć po pierwsze w rundzie jesiennej zwycięstwo, ale pomimo całkiem obiecującego początku, znów przyszło im opuszczać Skanię z poczuciem wypuszczonej w ostatniej chwili szansy. Po pierwszym kwadransie nic nie zapowiadało jednak dramatu przyjezdnych, które zdecydowanie lepiej weszły w mecz i po chytrym strzale Michelle De Jongh z narożnika pola karnego objęły prowadzenie. Kolejne minuty to już coraz większa przewaga Kristianstad i będące jej bezpośrednim następstwem zamieszanie w szesnastce gości po kolejnych rzutach rożnych dla gospodyń. Za pierwszym razem skończyło się na niefortunnym zderzeniu i kontuzji stopy Caroli Söberg, za drugim – na nieuznanym golu Chikwelu po rzekomym faulu Alice Nilsson, a za trzecim Therese Ivarsson w końcu doprowadziła do wyrównania. Stracony gol sprawił, że zawodniczki z Örebro znów zaczęły grać nieco odważniej, ale ani Spetsmark, ani Terry nie potrafiły wykorzystać fatalnych błędów Maron, która dwukrotnie źle obliczyła tor lotu podążającej w jej kierunku piłki. Równie wyrozumiała dla Söberg nie była Sif Atladottir i to właśnie islandzka defensorka na niespełna dwadzieścia minut przed końcem wyprowadziła Kristianstad na prowadzenie, wykorzystując centrę Rebecki Holm i niepewną interwencję doświadczonej golkiperki ze Skanii.  Gości z Örebro stać było na jeszcze jeden zryw i zdobycie w niezwykle kontrowersyjnych okolicznościach gola na 2-2, ale trenerski instynkt Elisabet Gunnardsottir w połączeniu z najbardziej nietypowym centrostrzałem kolejki w wykonaniu rezerwowej Tine Schryvers nie pozwolił im zabrać na Behrn Arenę choćby jednego punktu, który przynajmniej w minimalnym stopniu poprawiłby nastroje przed przerwą reprezentacyjną.

02

Pierwsza połowa starcia na Zinkendamms IP przebiegła według bardzo ciekawego schematu. W inauguracyjnym kwadransie atakowały wyłącznie piłkarki Kvarnsveden, w drugim – gospodynie, zaś w trzecim oglądaliśmy klasyczną wymianę ciosów. Pomimo wielu prób, żadnemu z zespołów nie udało się jednak znaleźć sposobu na przełamanie defensywy rywalek, w związku z czym na gole musieliśmy czekać do drugiej części gry. W niej przypomniała o sobie Chawinga, która w najbardziej charakterystyczny dla siebie sposób urwała się obrończyniom Hammarby i strzałem po ziemi wyprowadziła ekipę z Dalarny na prowadzenie. W kolejnych minutach można było odnieść wrażenie, że piłkarki Jonasa Björkgrena mają mecz pod całkowitą kontrolą i jedynie kolejne interwencje świetnie dysponowanej Emmy Holmgren sprawiają, że sztokholmianki przegrywają tylko 0-1, ale wtedy gospodynie postanowiły sięgnąć po swoją zdecydowanie najsilniejszą broń, która – wbrew przedmeczowym obawom – zafukncjonowała właściwie nawet pod nieobecność Filippy Angeldahl. W narożniku boiska ustawiła się Olga Ekblom, Lindberg wygrała główkę z Hermansson i zupełnie niespodziewanie zrobiło się 1-1. W tym momencie grające wcześniej bez pomysłu piłkarki Hammarby najwyraźniej uwierzyły, że ten mecz jest jeszcze do wygrania i w 85. minucie dopięły swego. Ponownie w roli asystentki wystąpiła Ekblom, a wprowadzona chwilę wcześniej na boisko osiemnastoletnia Astrid Larsson pierwszym w karierze ekstraklasowym golem zapewniła swojej drużynie bezcenne punkty. W doliczonym czasie gry remis gościom z Borlänge mogły jeszcze zapewnić kolejno Roddar oraz Salander, ale – pomimo niezwykle dramatycznej końcówki – sztokholmiankom udało się dowieźć skromne prowadzenie do końcowego gwizdka, co pozwoliło im przynajmniej na dwa tygodnie opuścić strefę spadkową.

03

W Damallsvenskan mamy okazję oglądać mecze wybitne, dobre, średnie oraz takie jak niedzielna potyczka Vittsjö – Piteå. Jeden celny strzał przez dziewięćdziesiąt minut (Amandy Persson z około czterdziestu metrów), poprzeczka Okobi, nieco przypadkowa okazja gości po rzucie rożnym Aronsson i wreszcie kilka pozbawionych wykończenia ataków pozycyjnych z obu stron to wszystko, czym piłkarki obu ekip uraczyły kibiców przybyłych na stadion w północnej Skanii. Przez większą część meczu stroną sprawiającą wrażenie bardziej zainteresowanej odniesieniem zwycięstwa były gospodynie, ale ponieważ jakość kompletnie nie szła w parze z chęciami, bezbramkowy remis był logicznym i jednocześnie najbardziej sprawiedliwym rozstrzygnięciem tego nadzwyczaj mało pasjonującego widowiska, o którym za kilkanaście godzin zapomną najpewniej nawet sympatycy obu zespołów. Nie będzie chyba żadnej przesady w stwierdzeniu, że jedyną trwałą pamiątką niedzielnego popołudnia w Vittsjö pozostanie punkt, który po jego rozegraniu oba kluby dopisały sobie w ligowej tabeli.

04

Zapowiadać starcie Rosengård i Linköping można było na tysiąc różnych sposobów, ale i tak kończyło się to konstatacją, że na ten mecz czekała absolutnie cała, piłkarska Szwecja. Choć do bezpośredniego pojedynku aktualne mistrzynie kraju przystępowały z czteropunktową zaliczką, zdecydowana większość obserwatorów była przekonana, że zwycięzca z Malmö IP stanie się automatycznie głównym pretendentem do mistrzowskiej korony. Plan Jacka Majgaarda zakładał, że od pierwszych minut to gospodynie ruszą do odważnych ataków na bramkę Cajsy Andersson, ale niespodziewanie to gościom udało się wykreować zdecydowanie najlepszą okazję w początkowej fazie meczu. Strzał Nicoline Sørensen z dystansu zatrzymał się jednak na słupku, więc patrząc od strony kibiców Rosengård skończyło się na stosunkowo łagodnym wymiarze kary za brak dyscypliny w kryciu duńskiej skrzydłowej. Tyle szczęścia piłkarki ze Skanii nie miały już jednak nieco ponad 20 minut później, kiedy to w szesnastce FCR bezkarnie hasała sobie Kristine Minde, której Asante i Viggosdottir pozwoliły nawet dobić swój własny strzał. Trafienie reprezentantki Norwegii było jedynym, jakie obejrzeliśmy przed przerwą, choć gospodynie miały kilka naprawdę dogodnych okazji, aby do szatni udać się przy nieco bardziej korzystnym dla nich wyniku. Najlepszą z nich był podyktowany za rzekomy faul Jonny Andersson na Anji Mittag rzut karny, ale z jedenastu metrów pomyliła się Caroline Seger. Trudno powiedzieć, o czym w przerwie rozmawiał ze swoimi zawodniczkami trener Majgaard, ale cokolwiek to było, przyniosło efekt odwrotny od zamierzonego. Na samym początku drugiej połowy dwójkowa akcja Hurtig – Banusic sprawiła bowiem, że piłkarki z Östergötland podwyższyły prowadzenie, a Rosengård znalazł się w tym momencie w niezwykle trudnym położeniu. Nieprzypadkowo jednak w drużynie z Malmö występuje Ella Masar, która niczym swego czasu Pernille Harder w LFC wzięła na siebie odpowiedzialność za wynik i swoją postawa przekonała klubowe koleżanki, że jeszcze nie wszystko stracone. Jej gol na 1-2 przywrócił w Skanii nadzieję, a gdy tuż przed końcem regulaminowego czasu gry Viggosdottir doprowadziła do remisu, wydawało się, że gospodynie mają jeszcze mnóstwo czasu na to, aby dobić coraz bardziej słaniającego się na nogach rywala. Pomimo całkowitej dominacji Rosengård oraz kilku naprawdę wybornych strzeleckich okazji, nie udało się jednak zdobyć zwycięskiego gola, ale podział punktów także gwarantuje nam niesamowicie ekscytując końcówkę sezonu. I tylko szkoda, że kolejny już raz w tak ważnym meczu najsłabszą ocenę trzeba było wystawić prowadzącej go trójce sędziowskiej, która momentami zupełnie nie panowała nad boiskowymi wydarzeniami, myląc się w obie strony.

05

Kibice na Tunavallen nie zdążyli jeszcze dobrze zająć swoich miejsc, a Eskilstuna już przegrywała z Djurgården. Autorką najszybszego jak dotąd gola w tegorocznej Damallsvenskan została Mia Jalkerud, korzystając nieco na pechowym rykoszecie od Björn po strzale Wörner. Stracona w cokolwiek nietypowych okolicznościach bramka zmobilizowała piłkarki United do bardziej zdecydowanych ataków, ale pomimo olbrzymiej przewagi w posiadaniu piłki, ze strony Larsson czy Kullashi zdecydowanie brakowało konkretów. Te pojawiły się za to u zawodniczek ze Sztokholmu gdy Jalkerud postanowiła odwdzięczyć się Wörner za sytuację z pierwszej minuty, ale tym razem od pełni szczęścia niemiecką pomocniczkę dzieliło kilkanaście centymetrów. Obraz gry nie uległ zmianie po przerwie, a jedyna różnica polegała na tym, że podopiecznym Viktora Erikssona w końcu udało się wepchnąć futbolówkę do siatki gości. W ogromnym zamieszaniu w szesnastce Djurgården najwięcej przytomności umysłu zachowała rozkręcająca się z akcji na akcję Fiona Brown i to właśnie ona jako pierwsza tego dnia pokonała Gudbjörg Gunnarsdottir. Na więcej, wybiegane, ale zaskakująco mało kreatywne piłkarki United nie mogły już jednak liczyć i pomimo wymienienia rekordowej liczby podań w ostatnim kwadransie, nie udało im się tym sposobem sięgnąć po zwycięstwo. Mając jednak na uwadze fakt, że to przyjezdne po jednym z kontrataków strzeliły jak najbardziej prawidłowego gola na 2-1 (dokonała tego Stegius, trochę przypadkowo trafiona piłką przez Rytting Kaneryd), na remis nikt na Tunavallen narzekać nie powinien. Planem minimum było bowiem zachowanie przewagi nad dowodzonym przez Djurgården ligowym peletonem i pomimo dość dużych kontrowersji ostatecznie został on przez zespół trenera Erikssona zrealizowany.

06

07

08

09

15. kolejka – zapowiedź

Seriefinal i cała reszta – w taki właśnie sposób większość mediów zapowiada nadchodzącą kolejkę w Damallsvenskan i trudno właściwie robić z tego zarzut. Jest bowiem całkowicie jasne, że to właśnie w najbliższą niedzielę odbędzie się kluczowy dla losów mistrzostwa Szwecji mecz, a od jego wyniku w dużym stopniu zależy, czy znajdziemy się bliżej, czy dalej odpowiedzi na najważniejsze pytanie sezonu 2017. Wiadomo, że obie ekipy przystąpią do decydującego boju na stadionie w Malmö mocno osłabione, choć sztaby medyczne robią absolutnie wszystko, aby maksymalnie największa liczba zawodniczek była na czas gotowa do gry. Mając jednak w pamięci chociażby niedawny finał krajowego pucharu, możemy być pewni, że bez względu na to, kto wybiegnie w wyjściowych jedenastkach, możemy spodziewać się ogromnych emocji od pierwszego do ostatniego gwizdka. Stawka meczu jest bowiem najwyższa z możliwych i choć na papierze Linköping ma obecnie cztery punkty przewagi, to w obu klubach zdają sobie sprawę, że porażka z najgroźniejszym rywalem może oznaczać początek większych kłopotów, w które w tak ważnym momencie sezonu nikt świadomie nie chce się pakować. Do niedzielnej potyczki na szczycie przygotowują się nie tylko piłkarki, ale i szkoleniowcy obu ekip, gdyż przy założeniu, że mecz będzie wyrównany, to właśnie ich odpowiednie reakcje na boiskowe wydarzenia mogą okazać się w końcowym rozrachunku kluczem do zwycięstwa. Komu tym razem uda się wygrać tę swego rodzaju taktyczną batalię? Przekonamy się już za kilkadziesiąt godzin.

Nieco w cieniu wielkiego hitu, Eskilstuna i Djurgården zmierzą się w meczu, którego stawką może okazać się miejsce na podium Damallsvenskan. Obecnie znajdują się na nim podopieczne Viktora Erikssona, ale do meczu z liderkami grupy pościgowej przystąpią one bez kontuzjowanej Petry Andersson. Czy jej nieobecność może zwiększyć szanse gości ze Sztokholmu na wywiezienie z Tunavallen korzystnego wyniku? Niewykluczone, tym bardziej, że Joel Riddez będzie mógł już skorzystać z pauzującej ostatnio za kartki Petronelli Ekroth. Postawa United w wysoko wygranym pojedynku z Limhamn Bunkeflo każe jednak upatrywać delikatnych faworytek w gospodyniach, które po serii rozczarowujących występów zdają się w końcu wracać na właściwe tory, w czym spory udział ma między innymi fenomenalna jokerka w osobie Lorety Kullashi.

Już tradycyjnie, niezwykle ciekawie będzie także w dolnych rejonach tabeli, gdzie aż w trzech spotkaniach zetrą się zespoły bardzo potrzebujące ligowych punktów. Rywalizacja Hammarby z Kvarnsveden, Limhamn Bunkeflo z Göteborgiem oraz Kristianstad z Örebro to zdecydowanie najlepsza możliwa propozycja na sobotnie popołudnie i gwarantuję, że jeśli postanowicie z niej skorzystać, nie będziecie później składać reklamacji. Równie zaskakująco może być w niedzielę w Vittsjö, gdzie sprawczynie największej sensacji minionego tygodnia tym razem zmierzą się z kompletnie nieobliczalnym Piteå i absolutnie każde rozstrzygnięcie jest tu możliwe. Czyli co, widzimy się w weekend?

omg15_1

omg15_2

omg15_3

omg15_4

omg15_5

omg15_6

 

W drodze po marzenia

vax_johanryden

Fot. Johan Rydén

Pamiętacie słynne hasło: półfinał Ligi Mistrzyń na dziesięciolecie? Przypuszczam, że tak. Mnie jednak bardziej interesuje, jaka była wasza pierwsza, intuicyjna reakcja na tę cokolwiek osobliwą zapowiedź. Niedowierzanie? Politowanie? A może ekscytacja? W końcu nie codziennie słyszymy, że właściciele klubów występujących w ligach regionalnych zapowiadają aż tak daleko sięgającą ekspansję. W Växjö nie zamierzali jednak bawić się w półśrodki i dziś – choć nie znajdujemy się jeszcze nawet w połowie tej niezwykle wyboistej drogi – gołym okiem widać, że nie były to jedynie puste słowa. Jasne, ta zdecydowanie najtrudniejsza do realizacji część planu jeszcze nawet nie zamajaczyła na horyzoncie, ale nie sposób nie docenić tego, co już do tej pory udało się zbudować w mieście, które jeszcze kilka lat temu było piłkarską pustynią.

Pierwotny plan zakładał włączenie się do walki o awans do Damallsvenskan w sezonie 2018, ale wszystko wskazuje na to, że uda się go wypełnić z dwunastomiesięcznym wyprzedzeniem. Już przed rozpoczęciem obecnego sezonu mówiło się, że klub ze Småland jak najbardziej może pokusić się o awans do krajowej elity, a na osiem kolejek przed jego zakończeniem jedyną niewiadomą wydaje się chyba wyłącznie przewaga, jaką po ostatniej serii spotkań piłkarki z Växjö osiągną nad ligowym peletonem. Otwartą kwestią pozostaje oczywiście także pobicie punktowego rekordu Elitettan, ale akurat ten fakt zdecydowanie bardziej emocjonuje statystyków niż którąkolwiek z osób znajdujących się w bezpośrednim otoczeniu klubu. Dla szkoleniowców, właścicieli i działaczy zdecydowanie ważniejsze jest bowiem odpowiednie przygotowanie się do rywalizacji na poziomie najwyższej klasy rozgrywkowej, co dla absolutnego debiutanta jest rzecz jasna nie lada wyzwaniem. W takim podejściu do tematu nie ma zresztą absolutnie nic dziwnego, bo w końcu przykłady beniaminków z ostatnich lat wyraźnie pokazują, że odpowiednie przepracowanie pierwszych tygodni po przyklepaniu awansu nierzadko okazuje się kluczowe dla dalszych losów klubu. Na szczęście, w Växjö nikogo nie trzeba było w tym temacie specjalnie uświadamiać.

Uzyskanie stosunkowo bezpiecznej przewagi w lidze sprawiło, że w Småland już latem na szeroka skalę zaczęto realizować projekt Damallsvenskan. Podpisana jeszcze w marcu umowa sponsorska z Vismą, a także wsparcie od lokalnych władz i naprawdę licznych dobrodziejów jak najbardziej gwarantowały klubowi płynność finansową nawet w przypadku zwiększonych kosztów bieżących, ale – jak już zdążyliśmy ustalić – jeśli mierzy się naprawdę wysoko, nie można zadowalać się wyłącznie półśrodkami. Na przełomie sierpnia i września z Växjö zaczęły więc napływać kolejne sensacyjne wiadomości i naprawdę trudno oszacować, która z nich okazała się największą bombą. Do wyboru mamy bowiem między innymi:

jansson_lina_alriksson

Fot. Lina Alriksson

– podpisanie wielomilionowej, wygasającej w grudniu 2021 umowy sponsorskiej z New Wave Group, potentatem na rynku skandynawskim, zachodnioeuropejskim, chińskim i północnoamerykańskim. Prezes holdingu, Torsten Jansson, osobiście ogłosił nawiązanie współpracy z klubem z Växjö, podkreślając przy tym, że bardzo ceni tych, którzy potrafią stawiać przed sobą wysokie cele. Im wyżej mierzysz, tym dalej zajdziesz. Jak najbardziej wierzę w to, że Liga Mistrzyń wkrótce zawita do Växjö – zakończył Jansson.

– podpisanie jeszcze jednej siedmiocyfrowej umowy sponsorskiej, także wygasającej w grudniu 2021. Tym razem nowym partnerem klubu została prężnie działająca na szwedzkim rynku nieruchomości firma APP Properties, a nieoficjalne źródła donoszą, że przez okres trwania umowy na konto klubu wpłynie dzięki niej przynajmniej dwa i pół miliona koron. Biorąc pod uwagę, że de facto mówimy tu o sponsorze dodatkowym, jest to zdecydowanie kwota nie do pogardzenia, tym bardziej, że może ona jeszcze ulec zwiększeniu.

– transfery Jeleny Cankovic (ex-Barcelona) oraz Meleany Shim (ex-Portland). Mówcie, co chcecie, ale uczestniczki Ligi Mistrzyń, czy też mistrzynie NWSL nie są na zapleczu szwedzkiej ekstraklasy częstym zjawiskiem. A nie zapominajmy, że w obu przypadkach mówimy tu o zawodniczkach, które właśnie wchodzą w najlepszy dla piłkarki wiek i za dwa-trzy lata mogą osiągnąć absolutny szczyt formy.

Poza tym, w Växjö dopięto jeszcze wiele pomniejszych kwestii, które w zestawieniu z powyższymi wydają się jedynie mało znaczącymi błahostkami, ale w szerszym obrazku wyraźnie pokazują, że już za chwilę w Damallsvenskan oficjalnie powitamy w pełni przygotowany do podjęcia kolejnego wyzwania klub. Już w tej chwili szacunkowe obliczenia wskazują, że beniaminek może dysponować nawet czwartym najwyższym budżetem w ekstraklasie i niewykluczone, że zimą dokona on kilku naprawdę interesujących transferów, o których głośno zrobi się w całej Szwecji. Padają już nawet pierwsze nazwiska, robione są pierwsze przymiarki, ale nie ma przy tym mowy o popadaniu w nadmierną ekscytację, czy też wydawaniu ponad stan. W Växjö mają bowiem jasną, przejrzystą strategię, a skoro póki co zaprowadziła ona zespół z lig regionalnych do Damallsvenskan (no, prawie), to chyba nie ma większego sensu, aby od niej odchodzić. Choć – jak zapewniają w klubie – jeśli tylko trafi się jakaś naprawdę wyjątkowa okazja wzmocnienia kadry, to żal będzie z niej nie skorzystać.

O ile pod względem logistycznym, Växjö już dziś mogłoby zacząć swoją pierwszoligową przygodę, o tyle sportowo kilka kwestii pozostało jeszcze do dogrania. Jasne, jeden rzut oka na tabelę pokazuje, jak wyraźnie klub ze Småland przewyższa swoją obecną konkurencję, ale jeden rzut oka na boisko pozostawia nas z konkluzją, że póki co wyniki tej drużyny zdecydowanie lepiej prezentują się w statystykach niż na murawie. Mecze z AIK, czy Kungsbacką – choć zwycięskie – raczej nie były w stanie wzbudzić strachu u żadnego z potencjalnych, przyszłorocznych rywali, a każdy upływający tydzień utwierdza nas w przekonaniu, że w obecnej formule trudno byłoby upatrywać w Växjö najbardziej prawdopodobną rewelację sezonu 2018 w Damallsvenskan. Z takim osądem w pełni zgadza się zresztą ekscentryczny szkoleniowiec klubu Pierre Persson, który również zauważa, że w wielu aspektach sporo jest jeszcze do poprawy. Zgranie i lepsza współpraca poszczególnych formacji, łatwość kreowania sytuacji strzeleckich, czy wreszcie większa dyscyplina taktyczna to kwestie, nad którymi z cała pewnością w Småland będą mocno pracować nie tylko jesienią, ale i zimą. Persson nie ukrywa jednak, że po wywalczeniu awansu niezbędne okażą się także wzmocnienia mające na celu zintensyfikowanie rywalizacji o miejsce w wyjściowej jedenastce. Trzy, może cztery topowe piłkarki to chyba optymalne rozwiązanie – mało dyplomatycznie, ale bardzo realistycznie ocenia sytuację trener. I patrząc na postawę jego piłkarek, trudno z tym osądem polemizować.

filip_sjofors

Fot. Filip Sjöfors

Nie oznacza to jednak, że w kadrze lidera Elitettan już teraz nie ma niezwykle interesujących zawodniczek. Z całą pewnością możemy do tego grona zaliczyć Fridę Boriero, która jest zdecydowanie najpoważniejszą kandydatką do tego, aby zgarnąć na koniec sezonu nagrodę dla najbardziej wartościowej piłkarki zaplecza szwedzkiej ekstraklasy. 21-letnia pomocniczka, nieco przypominająca stylem gry Filippę Angeldahl, wielokrotnie ratowała swojej drużynie niezwykle ważne punkty i obok doświadczonej Malin Fors jest jedną z głównych architektek zbliżającego się wielkimi krokami awansu. Już tradycyjnie, swoją robotę świetnie wykonują także Jonna Ståhl oraz Ritah Kivumbi, a z tygodnia na tydzień coraz większa rolę zaczynają odgrywać w zespole piłkarki sprowadzone do Småland w letnim okienku transferowym. Nie sposób nie wspomnieć w tym miejscu także o zmierzającej po drugi z rzędu tytuł królowej strzelczyń Elitettan Annie Anvegård, choć nie będzie wielkiej przesady w stwierdzeniu, że młodzieżowa reprezentantka Szwecji to zawodniczka cokolwiek zagadkowa i z wielkim zainteresowaniem będziemy obserwować, w jaki sposób zweryfikuje ją perspektywa gry w najwyższej klasie rozgrywkowej. Wiadomo, że napastniczki rozliczamy przede wszystkim z goli i pod tym względem trudno się do Anvegård przyczepić, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że niezwykle skuteczna 20-latka z Bredaryd nie daje swojej drużynie tyle, ile na tym samym poziomie dawała na przykład Mia Jalkerud w Djurgården (o Kvarnsveden i Tabicie Chawindze przez grzeczność nawet nie wspominamy). Pamiętajmy jednak, że wciąż mówimy tu o bardzo młodej piłkarce i nie można wykluczyć, że to właśnie w pierwszym sezonie występów w krajowej elicie nastąpi prawdziwa eksplozja jej niepodważalnego talentu. Na taki scenariusz z pewnością mocno liczą w Växjö, choć trudno jednoznacznie powiedzieć, czy którakolwiek z występujących obecnie w Elitettan zawodniczek wybiegnie za sześć i pół roku na boisko w dwumeczu, którego stawką będzie półfinał Ligi Mistrzyń. Czas przyniesie nam odpowiedź, a póki co pozostaje jedynie ściskać kciuki za powodzenie tego ambitnego, ale sukcesywnie realizowanego projektu, gdyż skorzystać może na nim nie tylko prowincja Småland, ale cała szwedzka piłka.