Zepsuty koniec roku

r0_0_800_600_w800_h600_fmax

Strzały Australijek zbyt często znajdowały drogę do szwedzkiej bramki (Fot. Joel Carrett)

Obecny rok w wykonaniu szwedzkiej kadry wygląda tak, że jak już przytrafi się jej porażka, to jest ona poniesiona w stylu niepozostawiającym żadnych wątpliwości co do tego, że jest całkowicie zasłużona. Tak było w pamiętnym półfinale EURO 2022 przeciwko Angielkom, tak było również dziś nad ranem przeciwko Australii. Ci kibice, którzy w oczekiwaniu na dobrą grę podopiecznych Petera Gerhardssona zdecydowali się zarwać noc, obejrzeli coś, czego ani trochę się nie spodziewali. Bo obraz bezradnej i nieporadnej drużyny, bezskutecznie próbującej rozbić postawiony przez rywalki mur to coś, od czego podczas kadencji obecnego selekcjonera zdążyliśmy się już trochę odzwyczaić. Popis efektywnej, a do tego momentami również efektownej gry dały jednak gospodynie, które na cztery różne sposoby pokonały dziś Zecirę Musovic i o żadnym z tych trafień nie możemy powiedzieć, że było ono dziełem przypadku. I nawet jeśli pozornie cały mecz wydawał się być wyrównanym widowiskiem, to nikt nie ma chyba wątpliwości, że to Matyldy w zasadzie od pierwszego do ostatniego gwizdka pokazały się w nim jako zespół bardziej dojrzały, mający pomysł na grę i – co najważniejsze – potrafiący go wyegzekwować.

Jakimś pocieszeniem może być oczywiście fakt, że w takim składzie personalnym zagraliśmy dziś po raz pierwszy i prawdopodobnie ostatni. Skoro jednak mecz ten nie miał w zasadzie żadnej stawki (bo i nawet punkty w rankingu FIFA nie są na tę chwilę aż tak palącą kwestią, jak jeszcze kilka miesięcy wcześniej), to wielka szkoda, że Gerhardsson nie wykorzystał go do realnych eksperymentów, które mogłyby przynieść jemu, a przy okazji i nam, jakieś konkretne odpowiedzi. Bo skoro w formacji defensywnej zabrakło Glas, Ilestedt, czy Eriksson, to aż prosiło się o to, aby swoją szansę na pokazanie się w większym wymiarze na poważnej scenie otrzymały na przykład Wijk, Sandberg czy Lundkvist. Niestety, dwie pierwsze w kadrze w ogóle się nie znalazły, a trzecia przeleciała pół świata tylko po to, aby cały mecz obejrzeć z perspektywy ławki rezerwowych. Nawiasem mówiąc, mając na uwadze intensywność meczów w hiszpańskiej ekstraklasie, jeśli nasz selekcjoner od początku planował młodym piłkarkom podróż na Antypody wyłącznie w charakterze turystek, to chyba bardziej zasadne byłoby powołanie dla jednej z zawodniczek Häcken, wszak Damallsvenskan zakończyła właśnie ligowy sezon. Tak, czy inaczej, w wyjściowej jedenastce obejrzeliśmy na przykład Emmę Kullberg stanowiącą tej jesieni najsłabszy punkt najsłabszej defensywy angielskiej FA WSL. I nie zdziwi nas chyba przesadnie fakt, że defensorka Brighton w decydujących momentach nie dojeżdżała, z czego raz po raz skwapliwie korzystała grająca na nią dynamiczna Hayley Raso. To właśnie kompilacja dwóch złych wyborów Kullberg doprowadziła do tego, że Australijki w 36. minucie meczu otworzyły wynik spotkania, choć po prawdzie mogły zrobić to zdecydowanie szybciej. Duży znak zapytania postawić możemy także przy nazwisku Lindy Sembrant, która w zamyśle miała dziś trzymać w ryzach szwedzką obronę, ale … na zamysłach najwyraźniej się skończyło. Stoperka Juventusu ewidentnie nie może wrócić do właściwego rytmu po wyleczeniu kontuzji kolana, czego potwierdzenie możemy zresztą otrzymać oglądając regularnie transmisje meczów włoskiej Serie A. Nie będziemy czepiać się oczywiście o niefortunny rykoszet po strzale Fowler (to mogło akurat przytrafić się każdemu), ale swoboda, z jaką w okolicach szwedzkiej szesnastki poruszała się Samantha Kerr, a także nieumiejętność radzenia sobie z prostopadłymi piłkami posyłanymi przez Katrinę Gorry muszą już budzić przynajmniej delikatny niepokój. Swojej zdecydowanie bardziej doświadczonej koleżance nie pomagała również Nathalie Björn, chyba sama nie pamięta meczu kadry, w którym zdarzyło się jej podjąć aż tyle niewłaściwych wyborów.

Podobne uwagi możemy wysnuć także w stosunku do drugiej linii, gdzie Bennison i Rubensson (a także zastępująca ją później Zigiotti) nie były w stanie dać swojej drużynie tyle jakości, co po drugiej stronie wspomniana już Gorry oraz Kyra Cooney-Cross. Przed meczem żartowaliśmy trochę, że kalendarzowy rok kończymy starciem z drużyną, która  wyjściowej jedenastce wystawia aż trzy piłkarki Vittsjö, ale dziewięćdziesiąt minut później to im było zdecydowanie bardziej do śmiechu. A skoro zahaczyliśmy już o Cooney-Cross, to raz jeszcze wyrazimy zdziwienie faktem, że w szwedzkich barwach nie obejrzeliśmy w większym wymiarze czasowym Matildy Vinberg. Pomocniczka Hammarby, w przeciwieństwie chociażby do Lundkvist, szansę debiutu wprawdzie otrzymała, ale pojawiła się na placu gry w momencie, gdy spotkanie było już całkowicie rozstrzygnięte. Podobnie ma się zresztą sprawa z Filippą Angeldal, co dziwi o tyle, że jeszcze nie tak dawno słyszeliśmy narrację, iż to właśnie w kadrze pomocniczka Manchesteru City będzie nadrabiać minuty, których nie dostaje w klubie od trenera Garetha Taylora. Tak nie stało się jednak ani w przypadku Angeldal, ani w przypadku Rebecki Blomqvist, cały mecz zagrała za to Sofia Jakobsson z San Diego Wave i choć chęci do gry i ochoty do biegania odmówić jej nie sposób, to w niczym nie przypominała ona zawodniczki, która jeszcze nie tak dawno swoim wejściem z ławki odwróciła losy meczu NWSL przeciwko Chicago Red Stars.

Jakie wnioski możemy wyciągnąć z australijskiej lekcji? Cóż, przede wszystkim mocno popsuła nam ona zakończenie piłkarskiego roku, bo po zwycięstwie nad Francją mogło się wydawać, że po raz pierwszy od dawna reprezentacyjna karuzela wreszcie zaczyna się kręcić we właściwą stronę. Jeśli jednak w niezwykle bolesny sposób na ziemię sprowadzają cię Gorry, Cooney-Cross i Grant, to jest to niewątpliwie znak, że trzeba pewne kwestie bardzo mocno przemyśleć. Już chyba zdążyliśmy pogodzić się z tym, że Gerhardsson oraz jego sztab chwilowo w ogóle nie przejmują się perspektywami dalszymi niż kilka najbliższych miesięcy i choć strategia spalonej ziemi nie wydaje się ani trochę tą właściwą, to przynajmniej mamy jasność, że wynik tu i teraz (czyli na mundialu w Australii i Nowej Zelandii) jest obecnie priorytetem, któremu podporządkowujemy wszystko i wszystkich. Obraz na dziś wygląda jednak tak, że kwestia ewentualnego sukcesu na Antypodach zależy wyłącznie od tego, w jakiej dyspozycji fizycznej i mentalnej będą w sierpniu przyszłego roku Eriksson, Ilestedt, Angeldal, Asllani, Rolfö i Blackstenius. Musimy bowiem pamiętać, że w fazie pucharowej mistrzostw świata od razu czeka nas wyzwanie w postaci rywalizacji z USA lub Holandią i – mówiąc brzydko, ale jednocześnie dosadnie – nasz mundialowy los wisi w tej chwili na tym, w jakiej formie będzie w dniu 1/8 finału szóstka naszych liderek. I choć nie jest to może perspektywa super optymistyczna, to warto niezmiennie zachować spokój i nie zapominać o jednym. Że w przeciwieństwie do innych, my przynajmniej mamy realnie na kogo liczyć, a to już naprawdę całkiem spory kapitał.

ausswe

Klasyfikacja punktowa Damallsvenskan

Choć sytuacja z dokładnością raportów meczowych Damallsvenskan wygląda już nieco lepiej niż jeszcze kilka lat temu, to jednak do oczekiwanego poziomu oficjalnemu serwisowi SvFF wciąż jest bardzo daleko. Wszystkim zainteresowanym stanem faktycznym (a wiem, że takich tu nie brakuje), jak co roku przestawiam więc pełną dokumentację goli i asyst każdego z czternastu klubów szwedzkiej pierwszej ligi. A skoro pojawia się jeszcze jedna okazja, to raz jeszcze gratuluję Amalie Vangsgaard (Linköping), a także Olivii Schough (Rosengård), czyli tegorocznym liderkom wśród strzelczyń i asystentek.

01 - aik

02 - bp

03 - dif

04 - esk

05 - hif

06 - bkh

07 - kal

08 - kdff

09 - lfc

10 - pif

11 - fcr

12 - uik

13 - vit

14 - ore

Jedenastka roku Damallsvenskan

01

Drugi rok z rzędu nie miała sobie równych i choć szósta lokata na koniec sezonu jest dla kibiców Vittsjö delikatnym rozczarowaniem, to akurat kanadyjska golkiperka nie ma sobie w tej kwestii nie do zarzucenia. Bo gdyby nie jej interwencje, to na koncie zespołu z okolic Hässleholm znajdowałoby się zdecydowanie mniej punktów. Obecnie mówi się, że zimą D’Angelo zamieni szwedzką prowincję na angielską metropolię i – bądźmy szczerzy – ani trochę nas to nie dziwi, bo miejsce byłej MVP jednego z finałów NWSL jest właśnie w najlepszych ligach świata. A skoro tak, to gratulujemy kapitalnego sezonu i życzymy powodzenia w kolejnych przedsięwzięciach!

02

W formacji defensywnej mamy klasyczne połączenie młodości z doświadczeniem. Centralnym punktem trzyosobowego bloku została 34-letnia Emma Berglund, której ewidentnie posłużyła przeprowadzka z Västergötland do Skanii. Nareszcie skończyły się notoryczne problemy z nawracającymi urazami, dzięki czemu drugi rok z rzędu mogliśmy przekonać się, że zdrowa Berglund stanowi wartość dodaną dla każdego zespołu w tej lidze i to zarówno we własnym polu karnym, jak i pod bramką rywalek. Prawdziwą rewelacją rozgrywek okazała się za to Hanna Wijk, czyli doskonale nam już znana osiemnastolatka z Hisingen. Ciesząca się ogromnym zaufaniem trenera Roberta Vilahamna zawodniczka wskoczyła do wyjściowej jedenastki Häcken bezpośrednio po zmianie na ławce trenerskiej i za otrzymaną szansę odwdzięczyła się w najlepszy możliwy sposób. A my nareszcie pomyśleliśmy, że być może udało się właśnie znaleźć potencjalne rozwiązanie na problemy z obsadą reprezentacyjnych wahadeł na najbliższe lata. I wreszcie pierwsza z przedstawicielek kanadyjskiego zaciągu w Kristianstad, czyli Gabrielle Carle. Absolwentka Florida State University imponowała formą przede wszystkim w meczach przeciwko rywalkom z górnej połówki tabeli, w których była zdecydowanie najpewniejszym punktem formacji defensywnej klubu ze wschodniej Skanii, a jej interwencje, wślizgi i odbiory na zawsze wbiły się w pamięć nie tylko wielu napastniczkom, ale i licznym skautom odwiedzającym od czasu do czasu stadion w Kristianstad.

03

Zaczynamy alfabetycznie, czyli od zawodniczki, która na własnych barkach zaniosła rewelację sezonu z Linköping na ligowe podium. Jej trafienia w wyjazdowych meczach przeciwko Vittsjö oraz Hammarby były prawdziwą ozdobą rozgrywek, a niejako przy okazji stały się symbolem udanej kampanii LFC. Podobnie zresztą, jak to, że bez wykartkowanej Ahtinen piłkarki trenera Jeglertza nie potrafiły poradzić sobie na własnym boisku z beznadziejnym Kalmarem, przez co pogrzebały szanse na jeszcze większy sukces w postaci wicemistrzostwa kraju. Obok fenomenalnej reprezentantki Finlandii stawiamy na równie efektowną, 20-letnią Dunkę. Sofie Bredgaard ligowy sezon również rozpoczynała w barwach Linköping, a do Malmö trafiła trochę z przypadku, a mówiąc nieco bardziej konkretnie: z powodów osobistych. Gdy jednak wychodziła na boisko, o żadnym przypadku nie było już mowy, a my mogliśmy jedynie klaskać i przecierać oczy ze zdumienia. Bo prawda jest taka, że mówimy o pomocniczce kompletnej, której talent właśnie zaczął eksplodować i jeśli tylko jej dalszego rozwoju nie zahamuje jakaś przyczyna pozasportowa, to nie mamy wątpliwości, że Bredgaard może czekać kariera przynajmniej na miarę Pernille Harder. Transfer Katriny Gorry do Vittsjö przyjęliśmy ze sporymi oczekiwaniami, a filigranowa Australijka – w przeciwieństwie do wielu innych piłkarek z zimowego importu – w całości im sprostała. Jej rzuty wolne oraz precyzyjne, prostopadłe podania stały się symbolem ligi, a o współpracy z Nellie Persson (która w teorii nie miała prawa się wydarzyć) zaczęły w północnej Skanii krążyć osobne legendy. Jak najbardziej oczywiście pozytywne. I wreszcie jedyna Szwedka w tym zestawieniu, czyli Fanny Andersson. Pomocniczka Piteå potrzebowała kilku miesięcy, aby na nowo zadomowić się na Północy, ale jej drugi sezon po powrocie na LF Arenę okazał się po prostu wybitny. I tylko szkoda, że nie udało się dokończyć go bez urazu, bo już zaczynaliśmy zastanawiać się, czy aby w Norrbotten nie dojrzewa nam kolejna piłkarka klasy reprezentacyjnej. Choć z drugiej strony, nie mamy wątpliwości, że po powrocie do treningów i gry, Andersson jeszcze nie raz zachwyci podejmowanymi przez siebie boiskowymi decyzjami nie tylko kibiców w Piteå.

04

Wspominaliśmy już dziś o przypadku, ale mówiąc o Amalie Vangsgaard po prostu nie da się tego tematu nie poruszyć. Pozyskana z Nordsjælland Dunka miała być docelowo filarem drugiej linii, ale transfer Uchenny Kanu do ligi meksykańskiej sprawił, że trochę niespodziewanie nawet dla samej siebie dostała szansę na dziewiątce. A dalszy ciąg tej historii napisało już boisko; 22 gole, tytuł królowej strzelczyń Damallsvenskan i cała seria występów bez których w Linköping nie mogliby marzyć o tak udanej, ligowej kampanii. Evelyne Viens, podobnie jak miało to miejsce w przypadku wspomnianej niedawno Gorry, miała z marszu stać się czołową postacią ligi. Nie było w tym zresztą nic dziwnego, wszak mówimy o mistrzyni olimpijskiej z Tokio, z przeszłością w takich klubach jak Gotham, czy Paris FC, na dodatek znajdującej się w swoim sportowym prime time. I rzeczywiście, po kilku tygodniach adaptacji kanadyjska napastniczka stała się liderką z prawdziwego zdarzenia, a wraz z Amerykanką Tabby Tindell stworzyła prawdopodobnie najbardziej niebezpieczny duet napastniczek w lidze. Porównywanie zawodniczek występujących w różnych sektorach boiska jest zadaniem niezwykle trudnym, ale kto wie, czy to właśnie nie Viens byłaby kandydatką numer jeden do nagrody MVP bez podziału na pozycje. A w Krisitianstad mogą się tyko cieszyć, że taką gwiazdę udało im się zatrzymać w klubie na dwa kolejne lata. Na koniec została nam jeszcze Olivia Schough, która w zakończonych rozgrywkach ustrzeliła klasyczne double-double (11 goli, 12 asyst). W tej drugiej klasyfikacji był to zresztą najlepszy wynik w lidze, ale 101-krotna reprezentantka Szwecji równie mocno imponowała także liczbą sprintów, rajdów, czy celnych dośrodkowań. I choć przekroczyła już trzydziestkę, to wydaje się, że właśnie teraz gra swój najlepszy futbol w karierze.

05

Jedenastka jedenastką, ale czym byłaby ona bez solidnej ławki, prawda? A na niej znajdziemy naprawdę sporo sportowej jakości, o czym dobitnie przekonuje obecność takich nazwisk jak chociażby Seger, Polkinghorne, czy Rubensson. Tych pań nie trzeba przecież przedstawiać nie tylko najbardziej zagorzałym kibicom piłki nożnej. Do tego dodajmy jeszcze wymienioną już przy niejednej okazji Tindell, a także Yukę Momiki, która szczególnie wiosną dokładała cegiełkę do wielu ofensywnych akcji LFC. Jesień należała za to do Rebecki Knaak, która wyleczyła wreszcie urazy i pokazała nam niemiecką szkołę defensywy w najlepszym możliwym wydaniu. Swój przełomowy rok miała także Matilda Vinberg i niejako w nagrodę – jako jedyna spośród niezwykle silnego kadrowo Hammarby – znalazła się w tym zestawieniu. A to chyba mówi naprawdę wiele o skali jej talentu.

Podsumowanie 26. kolejki

guld

FC Rosengård i mistrzowski puchar z kartonu (Fot. Getty Images)

Zakończenia mają do siebie to, że bywają naprawdę różne. Jedne są szczęśliwe, inne smutne, jeszcze inne sentymentalne, a w przypadku sezonu 2022 w szwedzkiej piłce klubowej najbardziej właściwym słowem będzie chyba “wyczekiwane”. Całe rozgrywki podsumujemy jednak przy osobnej okazji, a teraz przyjrzymy się nieco bliżej temu, jak wyglądał ostatni dzień zmagań w najwyższej klasie rozgrywkowej. A że graliśmy równocześnie aż na siedmiu boiskach, to przynajmniej w teorii na nudę i brak emocji narzekać nie powinniśmy. Czy jednak tym razem teoria znalazła potwierdzenie w praktyce?

Jedni powiedzą, że tak, bo przecież między 6. a 62. minutą piłkarki Häcken przegrywały 0-1 ze stołecznym Djurgården, a to oznaczało dokładnie tyle, że w przejściowej tabeli podopieczne trenera Vilahamna znajdowały się chwilowo na trzeciej lokacie. Bądźmy jednak szczerzy: czy ktoś z nas w ogóle dopuszczał realnie scenariusz, w którym zawodniczki Dumy Sztokholmu swoje pierwsze czyste konto w rundzie jesiennej wywalczą właśnie kosztem Häcken? Ja rozumiem, piłka nożna jest nieprzewidywalna i te sprawy, ale … to po prostu nie miało prawa się udać. Nie w tej lidze, nie w tym sezonie i wreszcie nie z tymi drużynami w rolach głównych. I rzeczywiście, choć wydawało się, że zagęszczona, pięcioosobowa formacja defensywna Djurgården funkcjonuje całkiem znośnie, to rywalki z Hisingen w drugiej połowie rozmontowały ją w sposób wręcz wzorowy. Co godne podkreślenia, dokonały tego aż trzykrotnie, choć do pełni szczęścia wystarczał im w zasadzie jeden gol, bo w równolegle rozgrywanym meczu Linköping ewidentnie nie miał pomysłu, jak ustrzelić cokolwiek na Behrn Arenie, a przy okazji dość szczęśliwie sam gola nie stracił. Wracając jednak do Os z Västergötland, raz jeszcze na wyróżnienie indywidualne zapracowała sobie przykładająca stempel do każdej z akcji bramkowych Anna Csiki, a także ewidentnie rozkręcająca się z tygodnia na tydzień Elin Rubensson i coś mówi nam, że akurat te piłkarki nie miałyby nic przeciwko temu, aby sezon potrwał sobie jeszcze przynajmniej kilka kolejek. Podobnego zdania byłaby zapewne rekonwalescentka Pauline Hammarlund, która pomimo długiej pauzy i tak została najlepszą strzelczynią swojego zespołu w bieżących rozgrywkach.

Wyjazdowe zwycięstwo odniósł też mistrzowski Rosengård, choć piłkarki z Malmö nadspodziewanie długo męczyły się ze znalezieniem sposobu na pokonanie Lovisy Koss. 26-letnia golkiperka z Brommy broniła bowiem jak w transie, a jej kapitalne parady po strzałach Brown czy Kullashi mogłyby spokojnie kandydować do miana interwencji sezonu w Damallsvenskan. W samej końcówce zawodniczki beniaminka nie były jednak w stanie wytrzymać narzuconego przez zdobywczynie podwójnej korony tempa, a na listę strzelczyń wpisały się kolejno Larsson, Lundgren i Persson. Sympatycy BP mogą być jednak o tyle usatysfakcjonowani, że 12 punktów zebranych w 26 meczach wystarczyło ich zawodniczkom do tego, aby o prawo gry w pierwszej lidze zawalczyć jeszcze w barażu z Uppsalą. Swoje mecze w ostatniej serii spotkań solidarnie przegrały bowiem AIK i Umeå, choć oba te kluby rozpoczęły sobotnie granie od szybko strzelonego gola. W ogólnym rozrachunku zdało się to jednak na nic, ale tęsknić za żadnym z tych zespołów na pewno nie będziemy. Podobnie zresztą jak za Brommą, jeśli ta przegra ostatecznie swój baraż.

Na dwóch stadionach rywalizowały zespoły znajdujące się w środkowej części tabeli i w obu przypadkach to goście wyszli z tych potyczek zwycięsko. Hammarby po dwóch późnych golach skutecznie odwróciło losy rywalizacji z VIttsjö, w czym spory udział miały występujące akurat w rolach super-rezerwowych Emilia Larsson oraz Matilda Vinberg. Gospodynie także jednak doczekały się tego popołudnia swojej chwili radości, kiedy to Clara Markstedt w niezwykle wzruszający sposób zadedykowała strzelonego przez siebie gola kończącej wieloletnią karierę na szwedzkich boiskach doświadczonej golkiperce Shannon Lynn. Na Tunavallen cieszyły się z kolei prowadzone do zwycięstwa przez Katrinę Guillou piłkarki z Piteå, choć trzeba przyznać, że w odniesieniu cennego, wyjazdowego triumfu wydatnie pomogły im fatalne błędy defensorek z Eskilstuny. Te ostatnie zdecydowanie nie znajdowały się na tym etapie sezonu w dobrej dyspozycji, a Matilda Plan do tego stopnia sfrustrowała się przebiegiem spotkania, że zamiast je kontynuować, zdecydowała się obejrzeć czerwoną kartkę. A prawda jest taka, że United równie dobrze mogły kończyć ten mecz w dziewiątkę. I tylko niezawodna Paulina Nyström znów zrobiła swoje, dając grupce najwierniejszych sympatyków futbolu w Eskilstunie choć trochę przyjemnych wspomnień z tego chłodnego, listopadowego popołudnia.

Komplet wyników:

picks26

Końcowa tabela Damallsvenskan:

dam2

Klasyfikacje indywidualne:

Szok! Sensowna decyzja UEFA!

4af50d4126367edb7582b2262144321822361d47

Szok, sensacja, niedowierzanie! UEFA podjęła istotną decyzję, której nie tylko nie sposób z miejsca skrytykować, ale nawet da się ją nagrodzić w pełni zasłużonymi brawami. Może nie będzie to jeszcze szał uwielbienia i lawina oklasków, ale pewne jest, że Liga Narodów jak najbardziej ma potencjał i jest to krok w kierunku, w którym jako dyscyplina jak najbardziej powinniśmy podążać. Szkoda oczywiście wielu zmarnowanych lat oraz tego, że musieliśmy rozegrać całkowicie absurdalne i nonsensowne kampanie eliminacyjne wyłącznie po to, aby ktoś wreszcie podrapał się po nosie i wysilił się na refleksję, że coś tu jest chyba nie do końca w porządku. Czasu jednak żadnym sposobem nie cofniemy, a skoro już wycierpieliśmy co nasze, to milo byłoby przynajmniej nie powielać ciągle tych samych błędów, oczekując przy tym innych rezultatów. W piłkarskiej centrali najwyraźniej doszli ostatecznie do podobnych wniosków, czego efektem była prezentacja zupełnie nowego systemu rozgrywek reprezentacyjnych w Europie, który zadebiutuje już jesienią przyszłego roku, tuż po zakończeniu australijsko-nowozelandzkiego mundialu. Oprócz usystematyzowanego i zdecydowanie bardziej sprawiedliwego procederu eliminacyjnego, dostajemy w pakiecie zupełnie nowe rozgrywki, które wydatnie odświeżą i uatrakcyjnią nam okienka na kadrę. A niejako przy okazji będą one szansą dla każdego; najlepsi grać będą o to, aby dopisać do swojej kolekcji trofeów niezwykle cenny skalp, którego wartość będzie przynajmniej taka sama, co złote medale EURO (choć moim osobistym zdaniem zdecydowanie większa, gdyż ligowa formuła rozgrywek wymaga pokazania swojej wartości na przestrzeni roku, a nie jedynie trzech tygodni), a federacje rozwijające się otrzymają szansę cyklicznego wspinania się po futbolowej drabinie. Bo jeśli awansujesz do wyższej dywizji, a następnie będziesz w stanie na przykład przez dwie kolejne edycje się w niej utrzymać, to będzie to klarowny znak dla wszystkich zainteresowanych tematem, że ewidentnie robisz coś dobrze, a sprawy idą we właściwym kierunku. Tym sposobem będziemy mogli wreszcie w miarę realnie ocenić, które nacje robią realny i systematyczny progres, bo w poprzednim systemie było to absolutnie niemożliwe. Przez ponad dekadę funkcjonowaliśmy w rzeczywistości, w której podczas kwalifikacji każdy rozgrywał maksymalnie dwa-trzy istotne mecze i choć od czasu do czasu trafiła nam się jakaś niespodzianka, to była ona najczęściej wypadkową kombinacji szczęścia i dyspozycji dnia. Teraz jednak o niczym podobnym nie będzie już mowy i jeśli taka Bośnia, czy inna Irlandia Północna będzie chciała raz jeszcze znaleźć się w centrum pozytywnej uwagi, to trzeba będzie wykazać się przede wszystkim systematycznością i powtarzalnością w starciach w rywalkami o podobnej sobie klasie.

ln

No dobrze, ale jak to wszystko będzie w praktyce wyglądać. Niektórzy twierdzą, że zasady Ligi Narodów są skomplikowane, ale mówić tak mogą jedynie ci, którym szkoda pięciu minut na zapoznanie się z tematem, a każdy tekst powyżej 280 znaków na Twitterze jest dla nich niewyobrażalnie długim esejem. Nadmierne komplikowanie sprawy też nie ma jednak sensu, więc spróbujemy najprościej jak się da: federacje zrzeszone w UEFA zostaną podzielone na trzy dywizje: A (reprezentacje z miejsc 1-16), B (miejsca 17-32) oraz C (pozostali). W ramach każdej dywizji ekipy zostaną podzielone na trzy- lub czterozespołowe grupy i to właśnie w ich obrębie toczyć się będzie właściwa rywalizacja. Na obecną chwilę kadra Petera Gerhardssona plasuje się na 4. miejscu w zestawieniu UEFA, dzięki czemu znalazłaby się (obok Anglii, Niemiec i Francji) wśród najwyżej rozstawionych drużyn dywizji A, co jest oczywiście niezwykle cenną zaliczką. Co ciekawe, stawkę nacji rywalizujących w najwyższej z lig uzupełniłyby na ten moment: Dania, Norwegia, Holandia, Hiszpania, Włochy, Belgia, Austria, Islandia, Portugalia, Walia, Szwajcaria i Szkocja, czyli – jak łatwo zauważyć – do najlepszej szesnastki nie załapałyby się żadne z naszych rywalek z zakończonych właśnie eliminacji MŚ 2023. I to tylko podkreśla, jak ogromnym absurdem był poprzedni system, który zostawmy już jednak w spokoju. Wracając do teraźniejszości: czterech zwycięzców grup zagra w historycznym (bo pierwszym!) turnieju finałowym Ligi Narodów, w których dodatkową stawką będą także dwa bilety na Igrzyska we Francji. Drużyny, które zakończą ligową część zmagań na ostatnich miejscach w grupie czekać będzie degradacja do niższej dywizji, zaś ekipy z trzecich miejsc zagrają baraże o utrzymanie z wicemistrzami dywizji B. I w ten sposób wyłoniony zostanie skład wszystkich dywizji na eliminacje EURO 2025, gdyż rozgrywana naprzemiennie z cyklami kwalifikacyjnymi Liga Narodów będzie z nimi w nierozerwalny sposób połączona. Sprawiedliwie? Jasne, że tak! I mogę w tym miejscu obiecać, że przynajmniej na tym serwisie nie przeczytacie już nawet jednego słowa narzekania na to, że musimy zagrać o punkty ze Słowacją lub Albanią. A to dlatego, że w obecnych realiach takie zestawienie oznaczać będzie tyle, że rzeczone Słowaczki lub Albanki prawy gry z najlepszymi wywalczyły sobie na boisku. A skoro tak, to droga wolna: niech wychodzą i udowadniają swoją wartość. Jeżeli zakończą grupowe zmagania z bilansem zera punktów i czterdziestoma bramkami na minusie, to oznacza to tyle, że dla nich to jeszcze nie ten moment i czas wrócić na właściwe sobie miejsce. Jeśli jednak jakimś cudem uda się im utrzymać wśród najlepszych, to brawo i zapraszamy do kolejnej edycji. Tak powinno to wyglądać już dawno, co zrozumieli chyba we wszystkich sportach zespołowych, w których nie ma pięćdziesięciu równorzędnych sportowo nacji (czyli wszędzie poza piłką nożną mężczyzn). My w tej samoświadomości znaleźliśmy się oczywiście na końcu, ale dobrze, że wreszcie doczekaliśmy się przynajmniej częściowego otrzeźwienia.

ln

Rozgrywane naprzemiennie z Ligą Narodów eliminacje MŚ oraz EURO toczyć się będą na identycznych zasadach, choć oczywiście – ze względu na nieco inną formułę – zmodyfikowana zostanie faza pucharowa. Z przyczyn oczywistych nie będzie turnieju finałowego dla zwycięzców czterech grup dywizji A, ale na szczęśliwców czekać będzie równie cenna nagroda w postaci bezpośredniego awansu na ME lub mundial. W przypadku EURO 2025 awans wywalczy też komplet wicemistrzów grup najwyższej dywizji, a do tego gospodarz (lub gospodarze) turnieju finałowego bez względu na ich wyniki eliminacyjne. Tutaj mamy jednak zastrzeżenie, że w przypadku organizacji imprezy finałowej w więcej niż dwóch krajach, jedynie dwóch najwyżej sklasyfikowanych gospodarzy może liczyć na dodatkową, automatyczną kwalifikację. Łatwo zatem obliczyć, że w tym momencie będziemy mieli obsadzonych 9 lub 10 spośród 16 miejsc w finałach EURO 2025. O sześć lub siedem kolejnych toczyć się będzie rywalizacja w dwustopniowych barażach rozgranych w systemie pucharowym: w pierwszej fazie pozostałe w grze ekipy z dywizji A zmierzą się z mistrzami grup z dywizji C, a dodatkowe zestawienia utworzą reprezentacje sklasyfikowane na miejscach 1-3 w czterech grupach dywizji B. Zwycięzcy tych match-upów awansują do kolejnej fazy, w której bezpośrednio powalczą już o awans do finałów. Identycznie wyglądać będzie również procedura europejskich eliminacji do MŚ 2027, choć ze względu na nieco mniejszą liczbę finałowych miejsc do obsadzenia, zmianie raz jeszcze ulegnie system rozgrywania baraży. Tak, czy inaczej od jesieni 2023 czeka nas naprawdę ekscytujący, czteroletni cykl z futbolem reprezentacyjnym. I po wielu smutnych tygodniach, miesiącach i latach, po bezcelowych wycieczkach po Gruzjach i Mołdawiach, jest to niewątpliwie głęboki oddech ulgi, porównywalny chyba tylko z tym, który towarzyszył zakończeniu selekcjonerskiej kadencji Pii Sundhage. Teraz tylko chciałoby się pójść za ciosem i w równie prosty, co logiczny sposób zreformować rozgrywki klubowe, bo Liga Mistrzyń w obecnej formule interesująca jest tylko i wyłącznie między kwietniem i majem (plus przez dwa dni podczas trzeciej rundy eliminacyjnej). Do tego jeszcze zredukujmy liczbowy skład Damallsvenskan i Elitettan do 10 drużyn i znów zrobi się ciekawie. Choć pewnie chcielibyśmy zbyt wiele, prawda?