Kristianstad umie w wyjazdy

Zwycięskie gole w doliczonym czasie gry podobno cieszą najbardziej (Fot. Kristianstadsbladet)

Niespełna dwa lata temu w Linköping z wielkimi fanfarami rozpoczęto budowę drużyny, która miała stosunkowo szybko stać się wiodącą siłą ligi. Oparcie zespołu na reprezentantkach Szwecji miało zminimalizować ryzyko popełnienia ewentualnego błędu, ale nazwiska Asllani, Blackstenius, Hurtig, Fischer, Oskarsson i Larsson ostatecznie nie okazały się bynajmniej gwarancją sukcesu. Nie czas i pora dywagować co i w którym momencie poszło nie tak, ale zamiast kolejnych zwycięstw obserwowaliśmy w Östergötland kolejne roszady na ławce trenerskiej, a mająca kolekcjonować krajowe laury ekipa na dobre ugrzęzła w okolicach środka tabeli. Ów retrospektywny wstęp może na pierwszy rzut oka nieco dziwić, ale ma on z wydarzeniami minionego weekendu naprawdę wiele wspólnego. Większości wymienionych w tym akapicie piłkarek w Linköping już dawno nie ma, a w sobotnim meczu przeciwko Umeå po raz pierwszy od jesieni 2018 w wyjściowej jedenastce LFC nie wybiegła żadna z nich. Efekt? Najlepsze trzy kwadranse w wykonaniu podopiecznych Olofa Unogårda w sezonie 2020! Wszyscy mamy przecież doskonale w pamięci, jak jeszcze dwa miesiące temu zawodniczki beniaminka z Västerbotten długimi fragmentami dawały trzykrotnym mistrzyniom Szwecji lekcję futbolu. Tym razem przypadkowi obserwatorzy nie mieliby już jednak problemów ze wskazaniem drużyny, po stronie której jest większa piłkarska jakość. Do pewnego zwycięstwa poprowadziła gospodynie autorka dwóch goli Uchenna Kanu, choć pozyskanej z hiszpańskiej Sevilli Nigeryjce dzielnie asystowała tym razem druga linia LFC. Do poziomu regularnie wyróżniającej się na plus Fridy Maanum skutecznie dobiła młoda Dunka Sofie Bredgaard, a na skrzydłach świetną pracę dla drużyny wykonywały wahadłowe Johanna Alm oraz Elin Landström. Pamiętamy rzecz jasna o tym, że Umeå musiało w tej potyczce radzić sobie bez zawieszonej za kartki Therese Simonsson, ale wydaje się, że szczególnie w pierwszej połowie nawet obecność najlepszej snajperki w talii Roberta Bergströma nijak nie odmieniłaby obrazu gry. Po przerwie przyjezdne spróbowały trochę poszarpać, Emma Åberg Zingmark stanęła nawet przed stuprocentową okazją na ożywienie meczu golem kontaktowym, ale w sobotnie popołudnie futbolówka ewidentnie nie chciała wpaść do siatki Cajsy Andersson, dzięki czemu kibice spod znaku Lwa po raz pierwszy od dawna nie musieli drżeć o końcowy wynik do ostatniej akcji.

W rytmie 3-0 kroczyli także obaj liderzy, odprawiając właśnie w takim stosunku Djurgården i Eskilstunę. W obu tych meczach jak na dłoni widzieliśmy jakościową przepaść, jaka na ten moment dzieli Rosengård i Göteborg od ligowych średniaków. Drużynom prowadzonym przez trenerów Fondina i Karlssona nie sposób odmówić ambicji, szczególnie piłkarki United potrafiły na Valhalli stworzyć nawet kilka dogodnych sytuacji, ale prawda Damallsvenskan w pierwszej dekadzie września 2020 jest taka, że gdyby oba zwycięstwa były jeszcze bardziej okazałe, to nikt nie mógłby zgłaszać co do tego pretensji. W sobotę mieliśmy przecież zmarnowany przez Natalię Kuikkę rzut karny, a także nieprawdopodobne pudło Pauline Hammarlund, zaś w niedzielę Sanne Troelsgaard dwukrotnie obiła poprzeczkę sztokholmskiej bramki. Z kronikarskiego obowiązku: po jednym z tych strzałów futbolówka przekroczyła nawet całym obwodem linię bramkową, ale pani Sandra Almkvist nie zdecydowała się użyć gwizdka.

Bez zwycięstwa na LF Arenie niezmiennie pozostaje Piteå, choć Josefin Johansson do spółki z powracającą do regularnej gry Madelen Janogy robiły naprawdę wiele, aby ta katastrofalna passa dobiegła wreszcie końca. Ich starania przełożyły się ostatecznie na dwa gole, ale w rywalizacji z Kristianstad nie wystarczyło to nawet do tego, aby zapisać na swoim koncie jeden punkt. Wszystko to za sprawą niebywałej precyzji piłkarek ze Skanii, które w niedzielę zaprezentowały nam prawdziwy festiwal przepięknych goli. Rozpoczęła go w 10. minucie Therese Åsland, przymierzając z dystansu w samo okienko bramki strzeżonej przez jej rodaczkę Guro Pettersen. Norweska golkiperka mogła jedynie z uznaniem pokiwać głową, podobnie zresztą jak niespełna dwa kwadranse później, kiedy to pierwszego w sezonie gola zdobyła 19-letnia Tilda Persson, a my znów zachwycaliśmy się trajektorią lotu uderzonej przez nią piłki. Długo wydawało się, że pełna ostrej walki bitwa w Norrbotten zakończy się podziałem punktów, ale w doliczonym czasie gry Åsland i Summanen zrobiły to, co lubią najbardziej. A mówiąc bardziej dokładnie, pierwsza wrzuciła idealną centrę z narożnika boiska, a druga w swoim stylu wygrała walkę o górną piłkę i strzałem głową zapewniła swojej drużynie niezwykle cenne zwycięstwo. Trzy zdobyte w minioną niedzielę gole oznaczają, że Kristianstad znów poprawił swoje wyjazdowe strzeleckie statystyki, które na ten moment prezentują się następująco: siedem meczów i osiemnaście trafień. Widząc takie liczby zaczynamy rozumieć, dlaczego to zespół ze wschodniej Skanii jest obecnie głównym faworytem do tego, aby zakończyć ligowy sezon na najniższym stopniu podium. A Piteå? Zaledwie jeden punkt w dziewięciu ostatnich meczach zepchnął ubiegłoroczne mistrzynie tuż nad strefę spadkową, a przecież gdyby przedłużająca się strzelecka niemoc nie dopadła równocześnie klubów z Uppsali i Växjö, to sytuacja zespołu prowadzonego przez Stellana Carlssona byłaby jeszcze mniej komfortowa.


14. kolejka w liczbach:

Gole: 15  (średnia 2.50 / mecz)

Rzuty karne: 2  (1 wykorzystany)

Żółte kartki: 14

Czerwone kartki: 0

Najszybszy gol: Therese Åsland (Kristianstad) – 10. minuta (vs. Piteå)

Najpóźniejszy gol: Eveliina Summanen (Kristianstad) – 90+1. minuta (vs. Piteå)

Piłkarka kolejki: Filippa Curmark (Göteborg)

Gol kolejki: Therese Åsland (Kristianstad)


Komplet wyników:


Piłkarka kolejki:

Klasyfikacja strzelczyń:

Klasyfikacja asystentek:

14. kolejka – zapowiedź

thumb_k11fqfb5_004

Katrine Larsen pozostaje niepokonana od ponad pięciu godzin (Fot. Djurgården)

Sezon 2020 na boiskach Damallsvenskan ma wiele bohaterek, ale o niektórych z nich nie mówi się tyle, ile być może powinno. Za taki stan rzeczy odpowiada po części niezwykle intensywny terminarz, ale skoro wraz z nadejściem września częstotliwość rozgrywania meczów nieco spadła, to warto poświęcić ten czas na odpowiednie docenienie tych, które swoją postawą na to po prostu zasługują. Do tego grona bez wątpienia możemy zaliczyć bramkarkę, która nie puściła gola od ponad pięciu godzin (!), choć w tym czasie przyszło jej mierzyć się z dwoma ostatnimi mistrzyniami Szwecji oraz rewelacją tegorocznych rozgrywek. Dunka Katrine Larsen, bo o niej mowa, nie zalicza się do grona najbardziej efektownych golkiperek, ale akurat na jej pozycji zdecydowanie wyżej niż styl, cenić należy solidność i powtarzalność. A tych przymiotów pozyskanej zimą z Nordsjælland 27-latce zdecydowanie nie brakuje. Sama Larsen, nawet w wybitnej formie, nie byłaby jednak w stanie zatrzymać napastniczek z Malmö czy Kristianstad. To staje się możliwe dopiero z pomocą obrończyń, które za kadencji Pierre’a Fondina weszły na zupełnie inny poziom zarówno indywidualnie, jak i jako formacja. Gudrun Arnardottir, tak często krytykowana przez nas w poprzednim sezonie, w ostatnich tygodniach stała się centralnym punktem niesamowicie szczelnej defensywy Djurgården, a najczęściej występująca obok niej Rachel Bloznalis udowadnia, że przeskok z Elitettan do Damallsvenskan wcale nie musi być dla zawodniczek tylnych formacji drogą przez mękę. Boki obrony to królestwo Fanny Lång oraz Camili Huseby, czyli znów mamy do czynienia z zawodniczkami, dla których jest to pierwszy pełny sezon na tym poziomie, choć w trakcie gry ani trochę tego nie widać. I wreszcie Portia Boakye – pierwotnie lewa wahadłowa (a wręcz lewoskrzydłowa), która wraz z Arnardottir w razie potrzeby może w każdej chwili stworzyć na środku defensywy duet nie do przejścia. Ten zestaw, wspomagany jeszcze pomocniczkami w typie box-to-box (Malin Diaz, Frida Boriero), okazał się skuteczną receptą na ciągnące się od wielu miesięcy bolączki zespołu ze stolicy. I co by nie wydarzyło się w najbliższą niedzielę – warto nagrodzić ten fakt burzą oklasków. Szczególnie, jeśli wciąż mamy w pamięci jesień 2019.

Dosłownie za chwilę znajdujące się ewidentnie na fali wznoszącej zawodniczki Djurgården czeka kolejny poważny test. O podtrzymanie fenomenalnej passy na boisku w Malmö będzie jednak niezwykle trudno, gdyż w kadrze Rosengård nie brakuje piłkarek, które radziły sobie ze znacznie poważniejszymi wyzwaniami. Anna Anvegård nie tak dawno zabawiała się z defensywą reprezentacji USA, Mimmi Larsson dopiero co pięciokrotnie umieszczała futbolówkę w siatce Linköping, a Jelena Cankovic najprawdopodobniej za chwilę zacznie kręcić się niedaleko rekordu asyst w pojedynczym sezonie Damallsvenskan. Coraz pewniej krocząca po dwunasty w historii mistrzowski tytuł ekipa ze Skanii bez wątpienia będzie w tym starciu faworytem, ale nawet ewentualna strata punktów na terenie liderek nie powinna podłamać ambitnych sztokholmianek, które wreszcie odnalazły swój właściwy rytm. I możemy być pewni, że jeszcze wiele razy w tym sezonie nas pozytywnie zaskoczą.

O niespodziankę postara się także nieprzypadkowo dzierżąca miano postrachu faworytek Eskilstuna. Podopieczne Magnusa Karlssona obecnie sytuują się zaledwie cztery punkty nad strefą spadkową, ale w ich przypadku sugerowanie się wyłącznie tabelą nie ma najmniejszego sensu. Mówimy przecież o zespole, który w lipcu pokonał na wyjeździe Rosengård, a przed tygodniem – przy odrobinie szczęścia – mógł powtórzyć ten wyczyn na Tunavallen. A pamiętajmy, że w rywalizacji z Göteborgiem tradycyjnie idzie piłkarkom United jeszcze lepiej. Ot, weźmy chociażby ubiegłoroczny mecz na Valhalli, kiedy to długo wydawało się, że trzy punkty zostaną na zachodnim wybrzeżu. Na kwadrans przed końcem Jennifer Falk została jednak pokonana przez Loretę Kullashi i zespoły podzieliły się punktami. Niemal bliźniaczy przebieg miało zresztą również lipcowe starcie obu ekip, w którym remis znów uratowała Eskilstunie 21-letnia kadrowiczka Petera Gerhardssona. Czyli co, powtórka z rozrywki? Defensywa z Göteborga na pewno otoczy Kullashi szczególną opieką, ale to może oznaczać więcej przestrzeni dla Ngozi Okobi oraz Felicii Rogic, które także potrafią postawić na końcowym wyniku swoją pieczęć.

Pamiętacie jeszcze te chwile, gdy beniaminek z Umeå zamykał ligową stawkę z dorobkiem zaledwie jednego oczka w pięciu inauguracyjnych kolejkach? One należą już oczywiście do przeszłości, a marsz drużyny Roberta Bergströma w górę tabeli rozpoczął się od niewiarygodnego meczu przeciwko Linköping. Umeå przeważało w nim właściwie od pierwszego do ostatniego gwizdka, ale w 65. minucie Uchenna Kanu podwyższyła na 2-0 dla gości i wydawało się, że punkty raz jeszcze uciekną piłkarkom z Västerbotten. Super-rezerwowe w osobach Lovy Lundin, Olivii Holm i Moniki Jusu Bah pomogły jednak odwrócić losy meczu, dzięki czemu obejrzeliśmy najbardziej spektakularny come-back w obecnym sezonie Damallsvenskan. Teraz przyszedł czas na rewanż i w Linköping mają nadzieję, że tym razem na boisku będzie już wyraźnie widać, która z ekip jest zdecydowanie bardziej zaprawiona w pierwszoligowych bojach. Pytanie tylko, czy osłabione brakiem zaprezentowanej właśnie przez Juventus Liny Hurtig gospodynie mają wystarczająco dużo czysto sportowych argumentów, aby zdominować ambitnego beniaminka. Ech, kto by dwa miesiące temu pomyślał, że przed tym meczem formułować będziemy właśnie takie wątpliwości…

I na koniec trzy zespoły, które w najbliższy weekend spróbują przełamać trwającą już zdecydowanie zbyt długo passę porażek. Piteå podejmie na LF Arenie Kristianstad w poszukiwaniu pierwszego w tym roku zwycięstwa na stadionie, na który swego czasu bali się przyjeżdżać niemal wszyscy ligowi rywale. Uppsala postara się powstrzymać bramkostrzelną Emily Gielnik, a także zastopować dynamiczną Clarę Markstedt, gdyż bez zneutralizowania tych dwóch piłkarek nie ma co nawet myśleć o zdobyciu jakichkolwiek punktów na Vittsjö. I wreszcie czerwona latarnia z Växjö, gdzie przed meczem przeciwko Örebro warto byłoby wystosować do zawodniczek apel o następującej treści: Najwyższy czas zacząć trafiać, bo w przeciwnym razie niedługo na wyjazdy będzie się jeździć do Sunne i Alingsås.


Zestaw par 14. kolejki:

omg14_01

omg14_02

omg14_03

omg14_04

omg14_05

omg14_06

Kadra na Węgry i Islandię

contentlarge

Do boju! Reprezentacyjna piłka powraca do gry (Fot. Bildbyrån)

Powiedzieć, że eliminacje EURO 2021 2022 są wyjątkowe to tak naprawdę nie powiedzieć nic. W UEFA panuje obecnie taki chaos (dodajmy, że nie w stu procentach jest on winą wyłącznie piłkarskiej centrali, ale to niewielkie pocieszenie), że nie jesteśmy nawet pewni, kiedy ta kwalifikacyjna saga właściwie się zakończy. Pierwotnie zakładano uporać się z tym wyzwaniem podczas trzech, specjalnie wyznaczonych dla europejskich reprezentacji okienek w okresie jesienno-zimowym, ale to ze Szkocji, to z Portugalii, to z Azerbejdżanu napływają do nas kolejne rewelacje każące nam stawiać ów ambitny plan pod coraz większym znakiem zapytania. Na ten moment całkiem realny wydaje się scenariusz, w którym jedne grupy kończą zmagania na przełomie listopada i grudnia, a w innych na decydujące rozstrzygnięcia przyjdzie nam poczekać zdecydowanie dłużej. Jak długo? Póki co mówi się o lutym, ale czy ktoś dałby stuprocentową gwarancję, że jest to termin ostateczny? I czy aby na pewno system, w którym jedne ekipy grać będą kluczowe być może mecze, znając już układ tabeli w innych grupach, można nazwać sprawiedliwym? Nie trzeba przecież matematycznego geniusza, aby stwierdzić, że nie jest to rozwiązanie idealne, a jego potencjalne konsekwencje mogą za kilka miesięcy stać się tematem numer jeden w piłkarskich mediach.

Istnieje jednak pewien sposób, który pozwala skutecznie pokonać wszelkie przeciwności i jest on w swojej prostocie wręcz genialny. Wystarczy bowiem zakończyć rywalizację na pierwszym miejscu w grupie i wtedy wszelkie dywagacje można spokojnie odłożyć na bok. Kadra Petera Gerhardssona wykonała już w tym kierunku trzy ważne kroki, pokonując jeszcze w poprzedniej rzeczywistości kolejno Łotwę, Węgry i Słowację, ale teraz nadszedł moment, w którym trzecia ekipa ubiegłorocznego mundialu musi potwierdzić swoją prawdziwą wartość. Najpierw na Gamla Ullevi czeka nas rewanżowe starcie z reprezentacją Węgier, a pięć dni później – na nie zawsze gościnnej Islandii – zagramy prawdopodobnie jeden z najważniejszych meczów tych eliminacji, którego stawką może okazać się bezpośredni awans na EURO w Anglii. Dla nikogo nie jest to oczywiście idealny moment, aby szykować się na tak istotny bój, ale skoro w futbolu liczy się profesjonalizm, to właśnie tak trzeba podejść do tego zadania. I choć oba spotkania rozegrane zostaną przy pustych trybunach, warto dać spragnionym reprezentacyjnej piłki kibicom trochę radości, której w tych nadzwyczajnych czasach wszyscy przecież tak bardzo potrzebujemy.

Dzisiejsza konferencja selekcjonera dobitnie przypomniała nam, w jak nietypowych warunkach przychodzi nam wszystkim funkcjonować. Nic więc dziwnego, że w powołanej przez niego kadrze zabrakło miejsca na eksperymenty, choć na zgrupowaniu w Göteborgu pojawi się jedna debiutantka, która zresztą nie będzie musiała się udać w tym celu w daleką podróż. Jest nią oczywiście Filippa Curmark, która w obecnym sezonie wielokrotnie była wiodąca postacią w drużynie Matsa Grena. Wśród nieobecnych moglibyśmy natomiast wymienić chociażby jej klubową koleżankę Julię Roddar oraz kapitankę Kristianstad Alice Nilsson, która pomimo równej, dobrej dyspozycji wciąż nie może doczekać się pierwszej nominacji do najważniejszej drużyny w kraju. W każdym z tych przypadków trudno jednak mówić o kontrowersji, a wybory sztabu kadry na papierze wydają się bronić. Oby podobnie było za nieco ponad dwa tygodnie na boisku.


Kadra na Węgry i Islandię:

Bramkarki: Jennifer Falk (Göteborg), Hedvig Lindahl (Atletico), Zecira Musovic (Rosengård)

Obrończynie: Jonna Andersson (Chelsea), Nathalie Björn (Rosengård), Magdalena Eriksson (Chelsea), Nilla Fischer (Linköping), Hanna Glas (Bayern), Amanda Ilestedt (Bayern), Emma Kullberg (Göteborg), Jessica Samuelsson (Rosengård), Linda Sembrant (Juventus)

Pomocniczki: Kosovare Asllani (Real), Filippa Curmark (Göteborg), Lina Hurtig (Juventus), Fridolina Rolfö (Wolfsburg), Olivia Schough (Djurgården), Caroline Seger (Rosengård), Julia Zigiotti (Göteborg)

Napastniczki: Anna Anvegård (Rosengård), Stina Blackstenius (Göteborg), Pauline Hammarlund (Göteborg), Sofia Jakobsson (Real), Loreta Kullashi (Eskilstuna), Mimmi Larsson (Rosengård)


Terminarz kadry:

17. września, godz. 18:45: Szwecja – Węgry (Göteborg)

22. września, godz. 20:00: Islandia – Szwecja (Reykjavik)

Mistrzostwo przegrane w sześć dni?

svt

Moment, który być może rozstrzygnie mistrzowski wyścig (Fot. SVT)

Zaledwie tydzień temu piłkarki z Göteborga wychodziły na boisko w Malmö z zamiarem powiększenia przewagi nad najgroźniejszymi rywalkami w mistrzowskim wyścigu do sześciu punktów. Dziś, choć od tamtej chwili nie upłynęło wcale aż tak wiele czasu, sytuacja w górnych regionach ligowej tabeli zmieniła się tak znacząco, że perspektywa listopadowej fety na Valhalli wydaje się być scenariuszem z gatunku soccer fiction. I ponownie (który to już raz?) to, co w szwedzkim futbolu najważniejsze, wydarzyło się na stadionach w Skanii. O ile jednak po meczu przeciwko Rosengård zawodniczki z Göteborga mogły mieć poczucie, że uległy drużynie lepszej i dojrzalszej taktycznie, o tyle tym razem przyszło im przegrać przede wszystkim z własną nieskutecznością. Choć oczywiście oddajmy Kristianstad, co należne – zwycięski gol autorstwa Therese Åsland absolutnie nie był dziełem przypadku.

Zanim jednak w centrum uwagi znalazła się była pomocniczka Lillestrøm, to podopieczne Matsa Grena były zespołem bardziej dążącym do otwarcia wyniku. Nieobecność Stiny Blackstenius wcale nie wpłynęła negatywnie na jakość ofensywy Göteborga, która raz po raz robiła mnóstwo zamieszania pod bramką Brett Maron. Dogodnych sytuacji stwarzanych przez gości było tak wiele, że oglądający ten mecz przed ekranami telewizorów kibice KGFC z pewnością niejeden raz zdążyli nawet rozpocząć celebrację, ale za każdym razem było to świętowanie cokolwiek przedwczesne. Nawet wówczas, gdy wydawało się, że Pauline Hammarlund musi tylko na wślizgu wjechać z piłką do bramki gospodyń, a futbolówka minęła prawy słupek o centymetry z tej niewłaściwej strony. A Kristianstad? Zawodniczki Elisabet Gunnarsdottir grały swój mecz, skupiając się przede wszystkim na szybkich i kompaktowych kontratakach. Po jednym z nich w doskonałej sytuacji znalazła się Hailie Mace, ale z jej strzałem nie bez trudu poradziła sobie Jennifer Falk. Wobec uderzenia Åsland rezerwowa bramkarka szwedzkiej kadry była już jednak całkowicie bezradna, w efekcie czego to Kristianstad prowadził 1-0, a do końca spotkania pozostawały równo dwa kwadranse. Miejscowym fanom dłużyły się one niemiłosiernie, gdyż nawet grające fenomanalny mecz Kajsa Törnkvist oraz Josefine Ryrink nie były w stanie powstrzymać szturmu przyjezdnych, które coraz bardziej desperacko szukały przynajmniej wyrównującego gola. Szczęście tego dnia było jednak po stronie piłkarek ze Skanii, a coś na ten temat na pewno miałaby do powiedzenia Emily Sonnett, która dwukrotnie obiła obramowanie bramki Kristianstad. Sposobu na zmuszenie Brett Maron do kapitulacji nie znalazła jednak ani amerykańska mistrzyni świata, ani żadna z jej klubowych koleżanek, z czego najbardziej ucieszyli się prawdopodobnie w Malmö.

Strata punktów przez Göteborg oznaczała bowiem, że Rosengård po raz pierwszy w tym sezonie stanął przed szansą na objęcie samodzielnego przodownictwa w przejściowej tabeli. I szansy tej nie zmarnował, choć Eskilstuna raz jeszcze udowodniła, że jest mocno niewygodnym przeciwnikiem dla zespołu Jonasa Eidevalla. Piłkarki z Malmö prowadzenie na Tunavallen objęły już po 246 sekundach, ale szybki gol Anny Anvegård nie załamał bynajmniej zawodniczek United, dzięki czemu w niedzielny wieczór obejrzeliśmy naprawdę ciekawy, piłkarski spektakl. I choć ani przez moment nie było wątpliwości, po której stronie jest sportowa jakość, o końcowym wyniku tej potyczki zadecydowały ostatecznie detale. W 65. minucie Sara Wiinikka zdecydowała się podyktować rzut karny za faul na Jelenie Cankovic i choć początkowo wydawało się, że decyzja ta była jak najbardziej właściwa, każda kolejna powtórka dostarczała nam w tym względzie coraz to nowych wątpliwości. Decyzja pani arbiter ze Svensbyn była jednak ostateczna, a Anna Anvegård z dwunastu jardów mylić się nie zamierzała, dzięki czemu komplet punktów pojechał do Malmö. Gospodyniom w sprawieniu kolejnej w tym roku sensacji nie pomogła ani fantastycznie dysponowana Cosette Morche, ani aktywna jak zawsze Loreta Kullashi, która w samej końcówce mogła jeszcze po raz drugi tego dnia doprowadzić do remisu. Skończyło się jednak na próbach i rozważaniach, czy interwencja Zeciry Musovic aby na pewno mieściła się w ramach przepisów.

A propos niepodyktowanych rzutów karnych – na Stadionie Olimpijskim w Sztokholmie doczekaliśmy się dwóch takich przypadków. Najpierw pretensje do pani Lovisy Johansson zgłaszała ławka Djurgården, gdy w sposób nieprzepisowy powstrzymana została Olivia Schough, a dosłownie kilka minut później przy linii bocznej szalał trener Stellan Carlsson, próbując wytłumaczyć sędziemu technicznemu, jak ewidentny był faul na Cecilii Edlund. Jedyny tego dnia gol padł jednak nie po stałym fragmencie, a po składnej, zespołowej akcji ekipy ze stolicy. Całą zabawę zapoczątkowała Rachel Bloznalis, w swoim stylu na skrzydle urwała się Olivia Schough, a w roli egzekutorki wystąpiła tym razem Sheila van den Bulk. Trafienie to wystarczyło do sięgnięcia po pełną pulę, choć po przerwie piłkarki ze Sztokholmu aż trzykrotnie broniły się, wybijając futbolówkę z linii bramkowej. Za każdym razem niebezpieczeństwu udawało się jednak zażegnać, dzięki czemu zespół Pierre’a Fondina zapisał na swoim koncie trzeci kolejny mecz z czystym kontem, co niewątpliwie zasługuje na szacunek. A nazwiska Katrine Larsen, Gudrun Arnardottir, Fanny Lång oraz Portii Boakye na specjalne wyróżnienie, gdyż to właśnie ich postawa sprawiła, że bez jakiejkolwiek zdobyczy kończyły rywalizację z Djurgården napastniczki kolejno Rosengård, Kristianstad i Piteå. Jak widać – całkiem niezły zestaw. Oklaskami pożegnaliśmy także Linę Hurtig, która w całkiem niezłym stylu przynajmniej na jakiś czas pożegnała się z rodzimą ligą. Do jej poziomu tradycyjnie nie dostosowały się jednak koleżanki z Linköping, w wyniku czego zespół prowadzony przez Olofa Unogårda dopiero w 89. minucie uratował remis na Behrn Arenie w Örebro. Swój marsz w górę tabeli kontynuują za to w Umeå oraz w Vittsjö, gdzie na bohaterkę trybun obok Clary Markstedt i Sandry Adolfsson wyrasta powoli niesamowicie efektywna Australijka Emily Gielnik.


13. kolejka w liczbach:

Gole: 12  (średnia 2.00 / mecz)

Rzuty karne: 2  (oba wykorzystane)

Żółte kartki: 7

Czerwone kartki: 1

Najszybszy gol: Nellie Karlsson (Växjö) – 4. minuta (vs. Vittsjö)

Najpóźniejszy gol: Frida Maanum (Linköping) – 89. minuta (vs. Örebro)

Piłkarka kolejki: Caroline Seger (Rosengård)

Gol kolejki: Frida Maanum (Linköping)


Komplet wyników:


Piłkarka kolejki:

lirare

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

13. kolejka – zapowiedź

united

Eskilstuna United zdecydowanie potrafi wygrywać z wyżej notowanymi rywalami (Fot. Morgan Nyberg Boussard)

Dwa starcia najpoważniejszych pretendentów do tytułu za nami, a na szczycie ligowej tabeli punktowy remis. To kto w końcu zostanie tym mistrzem? Odpowiedź na tak postawione pytanie jest w swej prostocie wręcz banalna: ten, który popełni mniej błędów. Przez nami jeszcze dziesięć jesiennych kolejek, a podczas nich – prawdopodobnie do samego końca sezonu – będziemy emocjonować się korespondencyjną rywalizacją Rosengård i Göteborga. Tydzień po tygodniu piłkarki dwóch czołowych szwedzkich klubów stawać będą przed niełatwą próbą charakteru, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że jedno choćby najmniejsze potknięcie może nieść za sobą nadzwyczaj przykre konsekwencje. A nie będzie już przecież okazji, aby ewentualne straty odrobić w bezpośredniej rywalizacji. Trenerzy Eidevall i Gren oczywiście gorąco wierzą w to, że prowadzonym przez nich zespołom żadna wpadka się nie przydarzy, ale zerkamy w terminarz i widzimy, że już w najbliższy weekend na obu liderów czyhają potencjalne niebezpieczeństwa. Zarówno Rosengård, jak i Göteborg czekają bowiem trudne i nieprzyjemne wyjazdy, z których nasze eksportowe ekipy wcale nie muszą wrócić z tarczą.

Zacznijmy od Göteborga, który z Kristianstad zmierzył się na inaugurację obecnego sezonu i zwyciężył w tej rywalizacji 5-1. Prawda, że był to łatwy i przyjemny mecz dla podopiecznych Matsa Grena? No właśnie nieprawda! Doskonale przecież pamiętamy, że przez nieco ponad czterdzieści minut to zawodniczki ze wschodniej Skanii sprawiały na Valhalli zdecydowanie lepsze wrażenie i kto wie, jak potoczyłyby się dalsze wydarzenia, gdyby tuż przed przerwą przyjezdne nie sprezentowały rywalkom z Göteborga dwóch goli. Podobnych podarunków w starciu z Rosengård nie zamierzała za to rozdawać Eskilstuna, która po dwóch trafieniach Lorety Kullashi odniosła w Malmö niezwykle cenne zwycięstwo. I choć o powtórkę z historii na Tunavallen może być ciężko, gdyż pędzący po dwunasty tytuł ekspres ze Skanii właśnie zbliża się do osiągnięcia prędkości maksymalnej, to cały czas miejmy na uwadze fakt, że United to zdecydowanie najmniej przewidywalna ekipa w całej lidze. Oczywiście, dla wszystkich jest całkowicie jasne, kto będzie w obu wspomnianych tu potyczkach faworytem, ale z drugiej strony czy naprawdę nazwiemy jakąś ogromnych rozmiarów sensacją scenariusz, w którym przynajmniej jeden z kandydatów do mistrzostwa straci w ten weekend punkty? Absolutnie nie i jest to tylko jeden z powodów, dla których kochamy tę ligę.

Damallsvenskan to jednak znacznie więcej niż tylko walka o tytuł, z czego doskonale zdają sobie sprawę na przykład w Uppsali oraz Växjö. Dla klubów z tych właśnie miast najbliższa kolejka ma bowiem równie kluczowe znaczenie, choć w ich przypadku gra toczy się o zdecydowanie mniej eksponowane cele. W przejściowej tabeli oba zespoły znajdują się aktualnie pod kreską i brak zwycięstwa w ten weekend może oznaczać stratę dystansu do jadącego w tym roku niezwykle szeroką ławą ligowego peletonu. W teorii, nieco łatwiejsze zadanie czeka piłkarki Jonasa Valfridssona, które miesiąc temu stosunkowo łatwo rozprawiły się z drugim z beniaminków. Umeå z lipca, a Umeå z sierpnia, to jednak dwa kompletnie inne zespoły i jeśli w Uppsali nie chcą stać się kolejnym trofeum na półce łowczyń z Västerbotten, to znalezienie sposobu na bramkostrzelny ostatnimi czasy duet Lundin – Simonsson, powinno stać się przynajmniej chwilowo absolutnym priorytetem. Na brak zmartwień przed niedzielnym meczem nie może narzekać także Maria Nilsson, gdyż jej podopieczne staną naprzeciwko wracającemu na właściwe tory Vittsjö, które coraz bardziej zaczyna przypominać z wyglądu trzecią drużynę poprzedniego sezonu. A walcząc ze wszystkich sił o ligowy byt chciałoby się napotykać na swojej drodze nieco bardziej wygodne rywalki niż szybka jak błyskawica Clara Markstedt, mistrzyni przygotowania motorycznego Emily Gielnik, imponująca kreatywnością Michelle De Jongh, czy wreszcie precyzyjna jak nigdy dotąd Ebba Wieder.

Po jednej stronie Djurgården, dla którego wreszcie zdaje się świecić słońce, a po drugiej znajdujące się w coraz trudniejszym położeniu Piteå. Złośliwi żartują, że daty ostatniego ligowego zwycięstwa klubu z Północy nie pamięta już nawet trener Stellan Carlsson, ale odkładając uszczypliwości na bok, nie sposób przejść obojętnie obok faktu, że drużyna reprezentująca Szwecję w cały czas trwającej (!) edycji Ligi Mistrzyń, za chwilę może z hukiem polecieć w otchłań Elitettan. I wbrew pozorom, problemem nie jest już wyłącznie brak klasowej dziewiątki, gdyż pomijając kilka chlubnych wyjątków (Guro Pettersen, Faith Ikidi, Josefin Johansson), w Piteå na zadowalającym poziomie nie funkcjonuje obecnie nic. Nadzieja w Madelen Janogy? Kto wie, ale pewne jest, że ten zespół jak najszybciej potrzebuje ożywczego impulsu. Dobrego meczu na przełamanie mocno potrzebowaliby również w Linköping, gdzie uzbierali już wprawdzie 22 punkty, ale oglądanie z bliska boiskowych poczynań drużyny prowadzonej przez Olofa Unogårda przypomina długimi momentami sport wyjątkowo ekstremalny. Czy na Behrn Arenie piłkarki z Östergötland zaprezentują się w końcu na miarę zespołu rywalizującego o europejskie puchary? A może ambitne plany popsują im niezwykle ostatnio efektywne Heidi Kollanen oraz Karin Lundin, które równie nieoczekiwanie, co niepostrzeżenie stworzyły jeden z najciekawszych i najtrudniejszych do powstrzymania duetów w Damallsvenskan? Najbezpieczniej będzie chyba powiedzieć, że obie opcje wydają się mniej więcej tak samo (nie)prawdopodobne.


Zestaw par 13. kolejki:

omg13_01

omg13_02

omg13_03

omg13_04

omg13_05

omg13_06

Mimmi wskazała drogę

larsson

Mimmi Larsson w formie – nastroje w Malmö w normie (Fot. Bildbyrån)

To mógł być historyczny wieczór dla klubu z Göteborga. Wystarczyło tylko strzelić przynajmniej o jednego gola więcej od odwiecznych rywalek z Malmö, a dwa czekające już pół wieku na realizację marzenia w jednej chwili stałyby się rzeczywistością. Historia mocno przestrzegała jednak kibiców z Västergötland przed zbytnim optymizmem, bo skoro pomimo kilkudziesięciu podjętych do tej pory prób piłkarkom KGFC nie udało się odnieść choćby pojedynczego wyjazdowego zwycięstwa nad FC Rosengård, to tym razem o łatwej przeprawie także nie mogło być mowy. I łatwo – patrząc z perspektywy gości – faktycznie nie było. Co więcej, gdy w 50. minucie Mimmi Larsson wykorzystała katastrofalny błąd Emmy Kullberg i wyłożyła idealną piłkę Annie Anvegård, a królowa strzelczyń poprzednich rozgrywek pewnym strzałem podwyższyła wynik na 3-0, przynajmniej jedno z przywołanych tu marzeń można było spokojnie odłożyć na półkę o nazwie „Do realizacji w bliżej nieokreślonej przyszłości”. I choć od tamtego momentu gra toczyła się niemal wyłącznie na połowie ekipy z Malmö, ambitnym zawodniczkom z Göteborga nie udało się nawet osłodzić tej podwójnie gorzkiej porażki honorowym trafieniem. A my, choć statystyki wskazują na coś dokładnie odwrotnego, wcale nie mieliśmy poczucia, że nawet ten jeden gol im się należał. W niedzielę wygrała bowiem drużyna dojrzalsza, bardziej efektywna i mająca na ten mecz po prostu lepszy pomysł.

A przecież to całe zamieszanie na szczycie Damallsvenskan wcale nie musiało skończyć się aż tak pomyślnie z perspektywy Rosengård. O ile przed trzema tygodniami na Valhalli piłkarki Jonasa Eidevalla od pierwszego gwizdka zmuszały przeciwniczki do głębokiej defensywy wysokim pressingiem, o tyle tym razem byliśmy świadkami całkiem wyrównanego początku. Może z lekkim wskazaniem na gospodynie, które nieco częściej znajdowały się w posiadaniu piłki, ale z drugiej strony to Stinie Blackstenius udało się oddać pierwszy tego wieczora celny strzał. Błyskawicznie odpowiedziała na niego Anvegård i mogło się wydawać, że przynajmniej do końca pierwszej połowy spotkanie to będzie toczyć się w rytmie falującym, a ciężar gry przenosić się będzie spod jednej pod druga szesnastkę. Na nieszczęście gości, mniej więcej po 20 minutach Mimmi Larsson przypomniała sobie, że w tej chwili jest najlepszą piłkarką biegającą po boiskach Damallsvenskan. A gdy to nastąpiło, była napastniczka między innymi Eskilstuny oraz Linköping błyskawicznie przystąpiła do działania. Efekt? Perfekcyjna wystawka do Ali Riley, która strzałem po ziemi pokonała zasłoniętą Jennifer Falk. Zawodniczki i trenerzy z Göteborga reklamowali jeszcze spalonego, ale pani Pernilla Larsson podjęła jak najbardziej słuszną decyzję, uznając gola na 1-0. A skoro na listę strzelczyń wpisała się lewa wahadłowa Rosengård, to Jessica Samuelsson nie mogła przecież być gorsza i jeszcze przed przerwą prawa defensorka z Malmö także dodała swoje nazwisko do najważniejszej rubryki w meczowym protokole, dobijając strzał Mimmi Larsson. Warto zaznaczyć, że dla obu piłkarek było to pierwsze ligowe trafienie w sezonie 2020, co jeszcze bardziej uwydatnia ogromny potencjał drzemiący w zespole prowadzonym przez Jonasa Eidevalla. Grając przeciwko Rosengård musisz być bowiem przygotowana na to, że maksymalne niebezpieczeństwo czyha ze strony dosłownie każdej piłkarki. W pierwszej połowie pokazały to działające bez jakichkolwiek zastrzeżeń wahadła, a na samym początku drugiej swoje dołożył bramkostrzelny duet napastniczek Larsson – Anvegård. I w zasadzie można było się rozejść. Przyjezdne, jak już wspomniano, do samego końca próbowały jeszcze cokolwiek zmienić, ale nawet gdy wydawało się, że gol dla nich paść musi, na linii bramkowej jak spod ziemi wyrastała Sanne Troelsgaard lub Katrine Veje, odbierając rywalkom resztki chęci do dalszej gry.

Za chwilę w Göteborgu z pewnością rozpoczną się głębokie analizy tej niezaprzeczalnie dotkliwej porażki. Padną pytania, czy zasadne było wystawianie w wyjściowej jedenastce Amerykanki Emily Sonnett, która do Szwecji przyleciała zaledwie kilka dni przed meczem i w tym czasie zdołała odbyć z drużyną jeden pełny trening (i jeden niepełny). Mats Gren zdecydował się jednak podjąć to ryzyko i trudno powiedzieć, aby popełnił w tym miejscu jakiś niewybaczalny błąd. Oczywiście, im więcej powtórek tego starcia obejrzymy, tym bardziej będziemy dostrzegać brak zgrania reprezentantki USA z koleżankami z formacji defensywnej oraz – przede wszystkim – z pięcioosobowym blokiem w drugiej linii, ale Sonnett w żadnym wypadku nie można nazwać winowajczynią numer jeden. Nie mamy absolutnie jakiejkolwiek gwarancji, że gdyby zamiast niej zagrała doprowadzona w ostatniej chwili do stanu boiskowej używalności Emma Berglund, to końcowy rezultat wyglądałby inaczej. Można byłoby oczywiście zastosować jeszcze wariant bezpieczny polegający na wycofaniu do obrony Emmy Koivisto lub Filippy Curmark, ale czy on zagwarantowałby sukces w rywalizacji z rozpędzonymi dosłownie i w przeności Samuelsson i Riley, z profesorką środka pola Caroline Seger oraz z rozdzielającą piłki z niebywałą precyzją Jeleną Cankovic? Można naprawdę mocno wątpić. Porażkę gości z Göteborga trudno usprawiedliwiać również kontuzją Stiny Blackstenius, która jeszcze przed przerwą zmuszona była opuścić murawę. Zastępująca ją Rebecka Blomqvist zaliczyła bowiem całkiem udane wejście, które jednak nijak nie przełożyło się na konkrety po stronie goli. A skoro skuteczności i precyzji zabrakło i jej i niezwykle ostatnio regularnej Pauline Hammarlund, to czy gwarancją sukcesu byłaby mająca zazwyczaj olbrzymi problem akurat z tym elementem piłkarskiego rzemiosła Blackstenius? Raz jeszcze jest to mocno wątpliwa teza.

To nie jest tak, że Göteborg zagrał wczoraj źle. To Rosengård zagrał po prostu lepiej i w pełni zasłużenie sięgnął po pełną pulę. Mistrzowski wyścig wciąż jednak trwa, choć od teraz – jak przystało na czasy globalnej epidemii – wyłącznie w formie korespondencyjnej. Póki co minimalną przewagę ma w nim drużyna z Malmö, ale na pewno wiemy jedynie tyle, że mistrzem za trzy miesiące zostanie ten, który w rundzie rewanżowej popełni mniej błędów. Mats Gren i jego piłkarki wciąż mogą zatem przejść do historii, choć od kilkunastu godzin zmieniło się jedno: nie są już w tej kwestii zależni wyłącznie od siebie. Eskilstuna United lubi to.

Co jeszcze zapamiętamy z 12. kolejki? Długo dyskutowany rzut karny, który pozwolił piłkarkom z Umeå ustawić sobie Derby Północy, a także kapitalną pogoń Eskilstuny, która odrobiła w Vittsjö wszystkie straty, a następnie w niespełna sześćdziesiąt sekund wypuściła z rąk wyszarpany z tak wielkim trudem punkt. Fani z Örebro na pewno wspomnieliby jeszcze o przepięknej urody golu Karin Lundin, który odwrócił losy meczu w Uppsali, a ci ze Sztokholmu o tym, że Djurgården w pełni zasłużenie wywiózł komplet punktów z niezdobytego od dawna Kristianstad.  I tylko kibice z Växjö westchnęłiby głęboko, rozmyślając dlaczego znów nie udało się strzelić choćby jednego gola. A szansa była większa niż kiedykolwiek wcześniej, gdyż w starciu z bezbarwnym i grającym bez żadnego polotu Linköping, to gospodynie miały przez większą część meczu inicjatywę. O końcowym wyniku przesądził jednak jeden perfekcyjnie wykonany stały fragment gry.


12. kolejka w liczbach:

Gole: 16  (średnia 2.67 / mecz)

Rzuty karne: 1  (wykorzystany)

Żółte kartki: 5

Czerwone kartki: 1

Najszybszy gol: Therese Simonsson (Umeå) – 13. minuta (vs. Piteå)

Najpóźniejszy gol: Emily Gielnik (Vittsjö) – 90. minuta (vs. Eskilstuna)

Piłkarka kolejki: Mimmi Larsson (Rosengård)

Gol kolejki: Karin Lundin (Örebro)


Komplet wyników:


Piłkarka kolejki:

lirare

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist