Zwycięstwo w prezencie

sve1048

Olivia Schough otworzyła wynik w deszczowym Helsingborgu (Fot. SvFF)

Dokładnie miesiąc po wspaniałej, duńskiej wiktorii, kadra Petera Gerhardssona znów wybiegła na boisko. Stawka meczu na pierwszy rzut oka była tym razem nieporównywalnie mniejsza, ale sam selekcjoner zapewniał, że starcie z Norwegią jest dla niego pierwszym z dziesięciu sprawdzianów, które mają stanowić właściwą bazę pod udany występ na francuskim mundialu. Rywalizacji w deszczowym (to już staje się powoli tradycją przy okazji meczów reprezentacji!) Helsingborgu towarzyszyło więc sporo emocji i choć szwedzkim piłkarkom ani na moment nie udało się wskoczyć na poziom zaprezentowany cztery tygodnie wcześniej w Viborgu, to kilka niezwykle cennych wniosków jak najbardziej możemy z dzisiejszej potyczki wyciągnąć.

Pierwszy z nich jest taki, że przynajmniej na ten moment Anna Anvegård niekoniecznie jest optymalnym wyborem na pozycję numer dziesięć. Dla 20-latki z Växjö nie był to oczywiście pierwszy w karierze występ w tej roli, ale ostatnimi czasy zdecydowanie częściej możemy oglądać byłą gwiazdę młodzieżowych reprezentacji Szwecji w formacji ofensywnej i trudno oprzeć się wrażeniu, że to właśnie tam czuje się ona najbardziej swobodnie. Wystarczyło zresztą, że na nieco ponad dwadzieścia minut przed końcem Anvegård została zmieniona przez Kosovare Asllani i przeskok jakościowy był aż nadto widoczny. Stosunkowo dyskretny występ zaliczyła również ustawiona u boku Caroline Seger Julia Karlernäs, która jak najbardziej ustrzegła się rażących błędów, ale w grze do przodu wybierała z reguły najprostsze rozwiązania. Noty pomocniczce Piteå nie podnosi (ale i nie obniża) również zachowanie przy bitym przez Magdalenę Eriksson stałym fragmencie gry. Karlernäs idealnie w tempo wyszła do zagranej przez defensorkę londyńskiej Chelsea futbolówki, całkowicie gubiąc przy tym krycie, ale pomimo naprawdę dobrego ustawienia nie była w stanie oddać groźnego strzału głową na norweską bramkę. Tym, co irytowało nas jednak zdecydowanie najbardziej, okazały się mnożące się w zasadzie od pierwszej do ostatniej minuty niecelne podania, które nie pozwalały nam złapać właściwego rytmu gry. Złe zagrania i całkowicie niewytłumaczalne kiksy przytrafiały się wszystkim zawodniczkom bez wyjątku, począwszy od Hedvig Lindahl, a skończywszy na napastniczkach. Wiadomo, że w konstruowaniu akcji ofensywnych nie pomagała ani zmoczona rzęsiście padającym deszczem murawa, ani wysoko pressująca Norwegia, ale jednak od piłkarek tej klasy powinniśmy wymagać zdecydowanie większej dokładności. A tej w grze szwedzkiej kadry naprawdę trudno było się doszukać.

Jeśli jednak my zaczęliśmy nasze podsumowanie od narzekania, to co mają w tej chwili powiedzieć Norweżki? Defensywa gości istniała dziś wyłącznie na papierze i chyba wszyscy zrozumieli dlaczego Maren Mjelde tak często występuje u Martina Sjögrena na środku obrony. Pod jej nieobecność norweska defensywa sypała się jak przysłowiowy domek z kart, a ubrane na czerwono piłkarki tak ochoczo rozdawały prezenty, że aż trzeba było zerknąć w kalendarz, czy przypadkiem nie zbliża się Nowy Rok. Pierwszy gol dla Szwecji padł w momencie, gdy gra podopiecznym Petera Gerhardssona wybitnie się nie kleiła, ale sekwencja fatalnych błędów po stronie gości pozwoliła nam całkowicie niespodziewanie otworzyć wynik meczu. Karuzelę pomyłek rozpoczęła słusznie nazywana jednym z największych odkryć norweskiego futbolu Guro Reiten, wycofując piłkę do … nikogo. Przytomne zachowanie Mimmi Larsson pozwoliło zabrać się z akcją Olivii Schough, ale skrzydłowa Göteborga cały czas czuła na sobie oddech Kristine Leine. Ta ostatnia nie uznała jednak za stosowne odważniej zaatakować szwedzkiej piłkarki, a że z opóźnieniem i mało energicznie zareagowała również Ingrid Hjelmseth, sygnalizowany strzał po ziemi przyniósł nam pierwszego gola. Drugi, zdobyty także przed przerwą, padł w jeszcze bardziej kuriozalnych okolicznościach. Rajd Eriksson lewym skrzydłem należy jak najbardziej pochwalić, ale wydawało się, że norweskie obrończynie bez większych problemów poradzą sobie z jej dośrodkowaniem. Stało się jednak dokładnie odwrotnie; najpierw Kristine Minde skierowała piłkę pod nogi Sofii Jakobsson, a chwilę później Leine do spółki z Thorisdottir dobiły ją do własnej bramki. Seria hojnych podarunków od rywalek trwała jednak w najlepsze i na przykład Ingrid Moe Wold tuż przed przerwą omal nie zapewniła nam trzeciego gola. Tym razem Schough pomyliła się jednak w bardzo dogodnej sytuacji.

Paradoksalnie, to Norweżki były zespołem, który potrafił od początku do końca stworzyć sobie więcej bramkowych okazji. Doskonale pamiętamy chociażby strzał w poprzeczkę w wykonaniu Fridy Maanum, czy też dwie minimalnie niecelne próby z dystansu w wykonaniu Caroline Hansen. Już po przerwie szansę na rehabilitację za sytuację z 13. minuty zmarnowała Reiten, a Herlovsen nie trafiła z kilku metrów do pustej bramki (tutaj akurat nie popisała się Sembrant). Urodzona w Niemczech była gwiazda Lyonu swojego gola ostatecznie i tak jednak zdobyła i choć w momencie podania od Synne Hansen znajdowała się na minimalnym spalonym, to trzeba przyznać, że z przebiegu gry ta bramka się gościom należała. W samej końcówce – za sprawą rezerwowych Asllani, Blackstenius i Rubensson – Szwedki raz jeszcze spróbowały odważniej zaatakować, ale wieńczącego zwycięski mecz celnego strzału na bramkę Fiskerstrand nie udało im się oddać.

Właśnie temu służą mecze towarzyskie, żeby testować i próbować różne rozwiązania – powiedział na gorąco po meczu Peter Gerhardsson. Jestem zadowolony z wyniku, ale jak najbardziej pewne aspekty naszej gry ofensywnej powinny wyglądać zdecydowanie lepiej. Spodziewaliśmy się ciężkiego meczu pomiędzy dwiema drużynami, które lubią grać wysokim pressingiem i to dostaliśmy. Norwegia potrafiła z niego wychodzić i pokazała nam, nad czym musimy jeszcze pracować. To był naprawdę pożyteczny mecz w przygotowaniach do mistrzostw świata. Mecz, którego potrzebowaliśmy – zakończył selekcjoner, który w tej roli nie przegrał jeszcze ani jednego meczu na szwedzkiej ziemi. Ta statystyka pozostanie zresztą aktualna przynajmniej przez kilka najbliższych miesięcy, gdyż do końca roku czekają nas już tylko spotkania wyjazdowe. Przed własną publicznością przyszło nam pożegnać rok 2018 zwycięstwem i choć nie było ono może najpiękniejsze spośród tych, które odnieśliśmy za kadencji Gerhardssona, to jak najbardziej warto za nie tej drużynie podziękować. A we wtorek … czas na misję Italia!

Reklamy

Podsumowanie 19. kolejki

dam

Czas na podsumowanie 19. kolejki sezonu 2018 w Damallsvenskan

Najlepszy mecz: Piteå 4-2 Linköping. O tym meczu powiedziano i napisano już chyba wszystko. Świetne tempo, wiele dynamicznych zwrotów akcji i wreszcie niezwykle cenne zwycięstwo gospodyń na oczach wypełnionej po brzegi LF Areny. Rzeczą, na którą nie wszyscy zwrócili być może uwagę (i słusznie, gdyż naprawdę trudno było oderwać wzrok od murawy) mogła być pozycja, w której większą część ostatniej fazy meczu obejrzał Stellan Carlsson. Charakterystyczny przyklęk à la Paul Riley sprawdził się w Północnej Karolinie, więc czemu podobnie nie miałoby być i pod kołem podbiegunowym? Szkoleniowiec z Piteå z pewnością także nie miałby nic przeciwko.

Najładniejszy gol: Julia Tunturi (Eskilstuna). W 51. minucie meczu przeciwko Djurgården Mimmi Larsson przeprowadziła indywidualny rajd, który w zasadzie powinien zamknąć temat najbardziej efektownego gola kolejki. Innego zdania była jednak Julia Tunturi i dosłownie chwilę później, mierzonym strzałem w okienko zza pola karnego, pozbawiła swoją klubową koleżankę tego wyróżnienia. Rozgrywająca dopiero drugi mecz w Damallsvenskan Jennifer Pelley mogła w tamtej chwili zacząć się zastanawiać, czy w tej lidze zawsze strzelają tak spektakularnie.

Najlepsza piłkarka: Julia Karlernäs (Piteå). Być może nie jest najlepszą piłkarsko zawodniczką biegającą po boiskach Damallsvenskan, ale pod wodzą Stellana Carlssona gra na sto procent swojego potencjału. W niezwykle ważnym meczu z Linköping znów zrobiła użytek z tego, co potrafi najlepiej, dzięki czemu dwukrotnie wpisała się na listę strzelczyń i to w dużym stopniu dzięki niej trzy punkty pozostały w Norrbotten. Jeśli Peter Gerhardsson też będzie potrafił zrobić użytek z jej największych atutów (a wiemy, że selekcjoner jak mało kto potrafi to robić), to 24-latka z Torsby może stać się naprawdę ciekawą opcją dla reprezentacji.


18. kolejka w liczbach:

Gole: 23  (średnia 3.83 / mecz)

Rzuty karne: 1  (wykorzystany)

Żółte kartki: 6

Czerwone kartki: 1

Najwyższa frekwencja: 2 789  (Piteå – Linköping)

Najniższa frekwencja: 118  (Limhamn Bunkeflo – Växjö)

Najszybszy gol: Nina Jakobsson (Piteå) – 6. minuta (vs. Linköping)

Najpóźniej strzelony gol: Julia Welin (Limhamn Bunkeflo) – 90+5. minuta (vs. Växjö)


Jedenastka kolejki:

TEAM_19

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Komplet wyników:

dam

Szczęście Rosengård, przygoda Linköping

Doa3mQYXoAAgFnQ

Format Ligi Mistrzyń jest jaki jest, więc jeśli przyszło ci znaleźć się wśród zespołów nierozstawionych, to możesz być w zasadzie pewny, że w następnej rundzie czeka cię interesująca przygoda. Z takim nastawieniem na losowanie 1/8 finału jechali przedstawiciele wciąż aktualnego mistrza Szwecji i trzeba powiedzieć, że się nie zawiedli. We francuskiej stolicy piłkarki z Linköping faworytkami oczywiście nie będą, ale okazja do zmierzenia się z dwukrotnym finalistą LM nie trafia się w końcu codziennie. Do europejskiej metropolii wybierze się również Rosengård Jonasa Eidevalla, który jednak w przeciwieństwie do LFC przystąpi do rywalizacji o ćwierćfinał w roli faworyta. Na drodze klubu ze Skanii do najlepszej ósemki staje bowiem Slavia Praga.

Wróćmy jednak do Linköping, gdyż w Östergötland na nieco ponad dwa tygodnie przed pierwszym meczem 1/8 finału problemów nie brakuje. Największe dotyczą rzecz jasna obsady bramki, w której wczoraj stanąć musiała … debiutująca w ogóle w seniorskiej piłce Julia Nyström. Siedemnastolatka na co dzień występuje oczywiście w zespole młodzieżowym i w nieformalnym zestawieniu byłaby najpewniej golkiperką numer pięć, ale Olof Unogård z różnych przyczyn nie może aktualnie skorzystać z usług między innymi Labbé, Carlén czy Haglund. Kontuzje nie omijają także pozostałych formacji, o czym boleśnie przekonała się ostatnimi czasy chociażby Johanna Rasmussen (na szczęście w jej przypadku nie sprawdziły najgorsze przypuszczenia mówiące o naruszeniu więzadeł). Czy zatem tak osłabiona i porozbijana drużyna ma szansę podjąć walkę z ekipą Emmy Berglund i Hanny Glas? Czemu nie! Pamiętajmy, że nie tak dawno PSG w dużym stopniu dzięki kilku przychylnym decyzjom szwedzkiej sędzi oraz nadmiernemu respektowi ze strony zawodniczek mistrza Norwegii w rewanżu poradził sobie w dwumeczu z Lillestrøm. Dodatkowym atutem ekipy z Östergötland będzie również fakt, iż presja w tej rywalizacji będzie w całości po stronie Francuzek. W końcu klub aspirujący do tego, aby wreszcie zdetronizować Lyon i stać się w ten sposób numerem jeden w Europie, powinien bez większych turbulencji przejechać się po średniaku z Damallsvenskan, którym – nie oszukujmy się – w ostatnich kilkunastu miesiącach stał się właśnie Linköping. Każda upływająca przy stanie 0-0 minuta będzie zatem działała na naszą korzyść, a nie jest wcale powiedziane, że Asllani, Maanum czy Hurtig nie zechcą dołożyć czegoś z przodu. A zatem: hej, przygodo i niech się dzieje!

Zdecydowanie większa odpowiedzialność spoczywa za to na Rosengård, bo w przypadku dwumeczu z praską Slavią żadne urazy (których w Skanii również nie brakuje) nie będą wystarczającym usprawiedliwieniem ewentualnej wpadki. Dokładnie dwanaście miesięcy temu na tym samym etapie rozgrywek Linköping okrutnie męczył się wprawdzie z innym przedstawicielem czeskiej stolicy, ale zespół Jonasa Eidevalla wydaje się jednak bardziej poukładany i choć o żadnych formalnościach mowy być nie może, to spodziewamy się, że piłkarska dojrzałość będzie w tym zestawieniu po naszej stronie. Sporym obciążeniem będzie dla klubu z Malmö konieczność pogodzenia rywalizacji na kilku frontach, co przy stosunkowo wąskiej kadrze może skutkować kumulacją zmęczenia, ale pomimo tego Slavię naprawdę warto przejść. Chociażby dlatego, że z roku na rok w tej fazie rywalizacji o takiego rywala może być coraz trudniej.

A co słychać w innych parach? Fridolina Rolfö wybierze się do Zurychu, Nilla Fischer do Madrytu, trio z Chelsea zmierzy się z Fiorentiną Stephanie Öhrström, a Sophie Sundqvist czeka na nordyckie derby. Emocji ze Szwedkami w rolach głównych nie zabraknie więc w zasadzie w każdym zakątku Europy.


Zestaw par 1/8 finału Ligi Mistrzyń:

FC Zürich (Szwajcaria) – FC Bayern Monachium (Niemcy)

VfL Wolfsburg (Niemcy) – Atletico Madryt (Hiszpania)

AFC Ajax (Holandia) – Olympique Lyon (Francja)

FC Barcelona (Hiszpania) – Glasgow City FC (Szkocja)

Linköpings FC – Paris SG (Francja)

Chelsea WFC (Anglia) – ACF Fiorentina (Włochy)

FC Rosengård – SK Slavia Praga (Czechy)

Lillestrøm SK (Norwegia) – Brøndby IF (Dania)

Pierwsze mecze 1/16 finału zostaną rozegrane 17. oraz 18. października, a rewanże dwa tygodnie później. Oba szwedzkie kluby rozpoczną rywalizację od meczów na własnym boisku.

Nie budźcie Piteå ze snu!

pa

Niemożliwe nie istnieje? Nie w tej lidze! Piteå znów o krok bliżej tytułu (Fot. Petra Älvstrand)

To była Damallsvenskan w najlepszym wydaniu! Choć na termometrach było zaledwie dziewięć stopni, na wypełnionej do ostatniego miejsca LF Arenie nikt nie odczuwał chłodu. Piłkarki z Piteå i Linköping wspólnie stworzyły widowisko, które okazało się nie tylko najciekawszym pojedynkiem dziewiętnastej kolejki, ale i mocnym kandydatem do miana meczu roku. Lider ostatecznie pokonał ustępującego mistrza 4-2, w związku z czym po ostatnim gwizdku naprawdę dobrze prowadzącej te zawody Pernilli Larsson cieszyć mogły się wyłącznie gospodynie, ale na wielkie słowa uznania zasłużyły dziś obie ekipy.

Zarówno Stellan Carlsson, jak i Olof Unogård zgodnie podkreślali, że starcie na LF Arenie może mieć kluczowe znaczenie dla układu sił w górnej połówce tabeli. Mocno pomylili się jednak ci, którzy w związku z powyższym oczekiwali od obu zespołów zachowawczej gry. Od pierwszych minut oglądaliśmy bowiem rywalizację na bardzo dużej intensywności i choć na stadionie w Norrbotten nikt nie odstawiał nogi, to w żadnym razie nie był to typowy mecz walki. Najpierw ukąsiły gospodynie; Maja Kildemoes pozostawiła zdecydowanie zbyt dużo miejsca szarżującej prawą flanką Lenie Blomkvist, a ta dośrodkowała idealnie na głowę Niny Jakobsson. Debiutująca na pierwszoligowych boiskach Julia Nyström (Stephanie Labbé przygotowuje się z reprezentacją Kanady do mistrzostw strefy CONCACAF) nie miała w tej sytuacji nic do powiedzenia. W Piteå nie zdążyli się dobrze nacieszyć świetnym otwarciem, a kilkadziesiąt sekund później, po niemal bliźniaczej akcji, ponownie mieliśmy remis. Tym razem w rolach głównych wystąpiły dwie rekonwalescentki grające w barwach LFC; asystowała Johanna Rasmussen, a skuteczną główką popisała się Lina Hurtig. Rollercoaster pod kołem podbiegunowym trwał w najlepsze i po niedługiej chwili Hurtig raz jeszcze umieściła futbolówkę w bramce Cajsy Andersson. Radość gości okazała się jednak przedwczesna, gdyż asystentka pani Larsson prawidłowo odgwizdała pozycję spaloną jedenastokrotnej reprezentantki Szwecji.

Po takim ładunku emocjonalnym w pierwszym kwadransie mogliśmy się zastanawiać, czy oba zespoły będą w stanie utrzymać ten ekstremalnie wysoki poziom przez dziewięćdziesiąt minut. Czasu na takie rozważania nie było jednak wiele, bo mecz trwał, a żadna ze stron nie wykazywała najmniejszych oznak fizycznego lub mentalnego zmęczenia. Najpierw stuprocentową okazję pod bramką Nyström zmarnowała Janogy, następnie po drugiej stronie boiska doskonale ustawiona Aronsson wygarnęła niechybnie zmierzającą do bramki piłkę z linii bramkowej, aż wreszcie to gospodynie wyprowadziły kolejny, skuteczny cios. Jak to często w ich przypadku bywa, zaczęło się od rzutu rożnego wykonywanego przez June Pedersen, który wprowadził popłoch w poczynania defensywy z Linköping, a skończyło na strzale głową potrafiącej wykorzystywać takie okazje Julii Karlernäs. 2-1 i znów to Piteå znalazło się bliżej upragnionego zwycięstwa.

Początek drugiej połowy to ponownie wzajemna wymiana uprzejmości w postaci strzałów i dośrodkowań, ale z tą różnicą, że tym razem to przyjezdnym udało się wykorzystać jedną ze stworzonych przez siebie okazji. Ellen Löfqvist straciła piłkę w strefie, w której pod żadnym pozorem nie powinna tego robić, a Hurtig zrewanżowała się Rasmussen za asystę sprzed kilkudziesięciu minut. Cała zabawa znów rozpoczynała się więc od nowa, ale … nie na długo, gdyż po czterech minutach Piteå znów wyszło na prowadzenie. Katastrofalny w skutkach błąd popełniła niedoświadczona Nyström, która wypuściła z rąk futbolówkę po centrostrzale Cecilii Edlund i Linköping raz jeszcze musiał odrabiać straty. Podobnie jak przed przerwą, podopieczne Olofa Unogårda postanowiły odpowiedzieć błyskawicznie, ale kapitalna parada Cajsy Andersson uchroniła zespół z Norrbotten przed utratą trzeciego gola. Sytuacja ta była o tyle kluczowa, że zamiast 3-3 po chwili zrobiło się 4-2. Jeszcze jeden korner Pedersen, jeszcze jedno potężne zamieszanie w szesnastce i jeszcze jeden raz najlepiej odnalazła się w nim Karlernäs. Sytuacja mistrzyń Szwecji robiła się coraz trudniejsza, ale Linköping nie w żadnym razie zamierzał tracić dziś resztek szans na obronę tytułu. Losy meczu odwrócić próbowała między innymi znajdująca się ostatnio w fenomenalnej dyspozycji Kosovare Asllani, ale jej strzał – podobnie jak próba Emmy Lennartsson – wylądował zaledwie na słupku bramki Andersson. Bliska szczęścia była także rezerwowa Alidou D’Anjou, lecz jej również nie udało się strzelić tak ważnego od strony psychologicznej gola kontaktowego.

Mecz zbliżał się ku końcowi, z powodu urazów murawę przedwcześnie opuściły Rasmussen oraz Oskarsson (Jakobsson pomimo ogromnego bólu w kolanie powróciła na boisko), ale tablica wyników niezmiennie informowała nas o dwubramkowej przewadze Piteå. Jeszcze seria rzutów rożnych dla gości, jeszcze strzał Filippy Angeldahl, jeszcze siedem doliczonych minut i … LF Arena eksplodowała po raz piąty tego popołudnia! Rewelacja rozgrywek zaskoczyła nas kolejny raz i w nagrodę przynajmniej przez najbliższe dwa tygodnie pozostanie na szczycie tabeli Damallsvenskan. A meta tego absolutnie niepodrabialnego sezonu 2018 zaczyna już powoli majaczyć w oddali …

******

Swoje zadanie nie bez problemu wykonali dziś dwaj inni pretendenci do mistrzowskiego tytułu. Rosengård po dwóch golach Anji Mittag pokonał w derbach Skanii ambitne Vittsjö, a Göteborg w ostatnich dwudziestu minutach rozstrzelał beniaminka z Kalmar. O trzy punkty wzbogaciło się także dzielnie walczące o pozostanie w Damallsvenskan Limhamn Bunkeflo, które okazało się o jedną bramkę lepsze od Växjö. Zwycięskiego gola dla klubu z Malmö w piątej minucie doliczonego czasu gry strzeliła osiemnastoletnia Julia Welin, dla której było to premierowe trafienie na tym poziomie rozgrywek. Kończący się weekend nie był za to udany dla obu pierwszoligowców ze stolicy; Hammarby nie sprostało na własnym boisku wciąż pozostającemu w grze o tytuł Kristianstad (choć trzeba zaznaczyć, że pani Lovisa Johansson nie uznała prawidłowego gola dla Bajen), a grający bez Gudbjörg Gunnarsdottir Djurgården uległ na Tunavallen miejscowej Eskilstunie.

Komplet wyników:

Hammarby – Kristianstad 0-1 (Edgren 44.)

Limhamn Buynkeflo – Växjö 2-1 (Hönnudottir 70., J. Welin 90+5. – Anvegård 9.)

Vittsjö – Rosengård 1-2 (Benediktsson 53. – Mittag 45+1., 62.)

Göteborg – Kalmar 5-1 (Zigiotti 15., Schough 26., Blomqvist 67., 81., Hammarlund 77. – Gunther 30.)

Piteå – Linköping 4-2 (Jakobsson 6., Karlernäs 42., 64., Edlund 58. – Hurtig 8., Rasmussen 53.)

Eskilstuna – Djurgården 3-1 (Larsson 14. (k), 51., Tunturi 57. – Jalkerud 52.)

#FIFAHallOfShame

HallOfShame.jpg

Kilka lat temu zdarzyło mi się powiedzieć, że najlepiej dla dyscypliny byłoby, gdyby publicznie na temat łyżwiarstwa figurowego wypowiadały się wyłącznie osoby potrafiące odróżnić flipa od lutza. Moją intencją nie było wówczas zniechęcanie ludzi do wyrażania swoich opinii (w końcu żyjemy w świecie, w którym każdy ma do tego prawo), lecz sprowokowanie pewnych refleksji. W erze nowoczesnych mediów łatwiej niż kiedykolwiek wcześniej kreuje się ekspertów w danych dziedzinach (w końcu do uzyskania tego statusu wystarczy odpowiednia liczba lajków i subów), a to z kolei niesie za sobą szereg poważnych konsekwencji. Niestety – z reguły negatywnych.

Ten wstęp jest oczywiście nawiązaniem do plebiscytu FIFA, który jak co roku rozpalił swoimi absurdalnymi wynikami całe środowisko piłkarskie. Wprawdzie obiecałem sobie, że tym razem nie będę już tego cyrku komentować, ale ponieważ kilka osób najwyraźniej ceni sobie moje zdanie, z szacunku do nich zdecydowałem się umieścić swoje przemyślenia w tym tekście. Z góry przepraszam, jeśli w niektórych punktach będzie on nie do końca spójny, ale chciałem bez wchodzenia w niepotrzebne detale poruszyć tu wszystkie najbardziej istotne kwestie.

Zacznijmy może od chyba najczęściej pojawiającego się pytania: Czy mam o to całe zamieszanie pretensje do FIFA? Nie, pretensji nie mam, gdyż nie mam prawa ich mieć. Jeśli uważająca się za poważnego gracza organizacja chce zrobić farsę z własnego plebiscytu, przy okazji ośmieszając się przed całym światem, to jest to wyłącznie jej sprawa. Jako obserwator tej zabawy, mam jednak kilka uwag. Oczywiście, doskonale zdaję sobie sprawę, że to nie FIFA bezpośrednio decyduje o wynikach głosowania. O jego formule FIFA decyduje już jednak jak najbardziej, a to właśnie kompletnie nietrafiona formuła sprawia, że ostateczne wyniki są takie, a nie inne. Analogicznie: jeśli FIFA podjęłaby decyzję, że mecze na MŚ 2023 rozgrywane będą bez spalonych i dziesięcioma piłkami jednocześnie to czy pretensje o wysokie wyniki meczów będziemy mieli do zawodniczek (bo tak dużo strzelają!), czy może do tych, którzy ustanowili aż tak oderwane od rzeczywistości reguły gry? Jeśli wybraliście opcję B, to chyba nie dziwicie się już, że zarzut o niewłaściwą formułę głosowania kieruję pod adres organizatora, którego logo było zresztą mocno eksponowane podczas całej ceremonii.

Do formuły głosowania jeszcze wrócimy, ale moja lista uwag do FIFA nie kończy się wcale na niej. Jeśli bowiem osoba (współ)odpowiedzialna za prowadzenie oficjalnego konta organizacji na jednym z portali społecznościowych twierdzi, że Samantha Kerr jest zawodniczką Sky Blue, to chyba dobitnie pokazuje to stosunek FIFA do wyborów najlepszej (najpopularniejszej?) piłkarki roku. Raz jeszcze zaznaczę, że nie jestem osobą, która chętnie wypomina innym błędy i pomyłki, bo – jak często powtarzam – nie popełnia ich tylko ten, co nie robi nic. Jest jednak bardzo niewiele rzeczy, które drażnią mnie tak, jak brak profesjonalnego podejścia do własnych obowiązków. Gdyby chociaż była to pierwsza tak wielka wpadka, to w drodze wyjątku można byłoby jeszcze przymknąć na nią oko. Niestety, wypuszczanie takich kwiatków przez oficjalki FIFA i UEFA wciąż pozostaje przykrą codziennością.

Wracając do tematu przewodniego, ktoś może powiedzieć, że przez wciągnięcie do zabawy aż tak szerokiego grona elektorów, FIFA chce, aby ostateczny wybór był możliwie najbardziej demokratyczny. Cóż, demokrację naprawdę szanuję, ale jednocześnie nie stoję na stanowisku, że o zdanie w kwestii tego, kto najlepiej kopie piłkę, należy pytać każdego z ponad siedmiu miliardów ludzi chodzących po naszej planecie. A to dlatego, że z tego grona zaledwie kilkaset (lub w wersji bardziej optymistycznej, choć zarazem mniej prawdopodobnej – kilka tysięcy) osób posiada kwalifikacje, aby się na ten temat wypowiadać. Nie ma w tym zresztą nic nadzwyczajnego, gdyż doba dla każdego z nas trwa zaledwie 24 godziny, w związku z czym nie sposób w tak ograniczonym limicie czasowym zgłębić tajniki każdej dyscypliny sportu, o innych dziedzinach życia nawet nie wspominając. Ja nie mam żadnego problemu z przyznaniem, że poza kobiecą piłką nożną i solowymi konkurencjami w łyżwiarstwie figurowym, jestem mniejszym lub większym laikiem w temacie każdej innej dyscypliny. Jasne, uwielbiam na przykład gimnastykę sportową, ale obecnie czas pozwala mi obejrzeć jedynie najważniejsze imprezy w gimnastycznym kalendarzu, co jak najbardziej upoważnia mnie do podjęcia dyskusji na temat pozytywnych aspektów coraz odważniejszego włączania elementów tańca współczesnego do ćwiczeń wolnych, ale już niekoniecznie do stworzenia rankingu pięćdziesięciu najlepszych gimnastyczek roku 2018. W związku z powyższym, moja przyjacielska rada dla decydentów z FIFA wygląda następująco. Po pierwsze, zrezygnujcie z głosowania kapitanek, trenerów i tzw. fanów. Po drugie, znajdźcie kilkanaście/kilkadziesiąt osób, które nie tylko mają pojęcie o tym, gdzie gra taka Kerr, ale wiedzą też jak tam sobie na co dzień radzi. I jak już wyselekcjonujecie taką kapitułę, to pozwólcie jej podjąć decyzję. Nie uwolni to nas oczywiście od wszystkich kontrowersji (bo te będą zawsze), ale przynajmniej poważna z założenia ceremonia przestanie być śmieszna. W porównaniu ze stanem bieżącym będzie to i tak spory krok naprzód.

Na sam koniec, warto jednak pamiętać o tym, że pewne rzeczy są na tyle niemierzalne, że nigdy nie da się sprowadzić ich do wspólnego mianownika. Z nieukrywaną radością czytam opinie, że zdaniem wielu najlepszą piłkarką świata jest obecnie Pernille Harder, ale w tym samym momencie zadaję sobie pytanie, czy Dunka w latach 2015-16 była aż tak wyraźnie gorszą zawodniczką niż obecnie. Moim zdaniem – niekoniecznie. Podstawowa różnica polega jednak na tym, że wówczas występowała ona na boiskach Damallsvenskan, a dziś gra w posiadającej większą, międzynarodową renomę Bundeslidze. Transfer do Wolfsburga i udane wejście do niemieckiej piłki sprawiły, że Harder błyskawicznie zaistniała w świadomości wielu tysięcy ludzi, którzy wcześniej postrzegali ją jako piłkarkę dobrą, ale kopiącą sobie gdzieś w Linköping. My natomiast znajdowaliśmy się w tej uprzywilejowanej sytuacji, że o absolutnej wyjątkowości Dunki mogliśmy przekonywać się w zasadzie co tydzień. I nawet jeśli ktoś z nas nie był do końca przekonany na początku (ja akurat do tej grupy się nie zaliczam, gdyż wielkim fanem jej talentu byłem od pierwszego obejrzenia), to szybko miał okazję się przekonać, że jednak rzeczywiście mamy do czynienia z zawodniczką jedyną w swoim rodzaju. Ci, którzy na szwedzkie boiska zaglądają od święta, takiej szansy już jednak nie mieli. Ta sama prawidłowość zachodzi oczywiście i w drugą stronę. Niewykluczone, że właśnie w tej chwili gdzieś we Włoszech lub w Szwajcarii zaczyna swoją wielką karierę talent, który nam w pełni objawi się dopiero za jakiś czas. I wtedy baczni obserwatorzy tamtych lig będą mogli powiedzieć, że oni przecież od dawna wiedzieli, że sprawy przybiorą taki obrót. Warto mieć to wszystko na uwadze, gdy będziemy krytykować te wybory innych, z którymi intuicyjnie nie zawsze potrafimy się zgodzić. Warto pamiętać również o tym, że każdy wybór jest w pewnym stopniu subiektywny, choć oczywiście dobrze jeśli jest oprócz tego przemyślany i poparty logicznym uzasadnieniem. I właśnie tego ostatniego powinniśmy wymagać od naszych elektorów.

Nie odpowiedziałem już chyba tylko na pytanie, jak wyglądałyby moje głosy w nieszczęsnym plebiscycie. Muszę przyznać, że organizatorzy przyjęli dość nietypowy okres, który należało brać pod uwagę podczas dokonywania wyboru, ale skoro tak, to moją trójkę stworzyłyby Kerr, Harder i Rapinoe. W takiej kolejności.

19. kolejka – zapowiedź

pite-jpg

Czy po meczu z mistrzyniami kraju piłkarki z Piteå będą miały powody do świętowania? (Fot. Bildbyrån)

Wyjazdy do Sztokholmu okazały się dla drużyn czołówki prawdziwą drogą przez mękę. O ile jednak Piteå potrafiło w wielkich bólach wyszarpać zwycięstwo na Stadionie Olimpijskim, o tyle Göteborg wracał do domu bez jakiejkolwiek zdobyczy punktowej w starciu z Hammarby. W tym samym czasie Rosengård stosunkowo pewnie pokonał Kristianstad w derbach Skanii i sytuacja w górnej połówce tabeli kolejny raz uległa mocnemu przetasowaniu. Czy najbliższy weekend także wstrząśnie układem sił w Damallsvenskan? Bardzo możliwe, bo już w niedzielę czeka nas mecz, który może mieć decydujący wpływ na to, kto będzie miał największe powody do radości 27. października. Przygotujmy się więc na porządną dawkę ligowych emocji!

Mecz kolejki: Piteå vs Linköping. Lider kontra mistrz. A jednocześnie prawdopodobnie najważniejszy mecz w historii klubu z Norrbotten. Zwycięstwo pozwoli podopiecznym Stellana Carlssona bardzo przybliżyć się do czegoś, co w Piteå i okolicach zagwarantuje im nieśmiertelność. Porażka sprawi, że historyczne osiągnięcie znów się od nich oddali. Na LF Arenę przyjeżdża coraz bardziej rozpędzony Linköping, który mistrzowskiego tytułu raczej już nie obroni, ale efektownym finiszem (jak to w przeszłości wielokrotnie bywało) spróbuje zaatakować ligowe podium. Czy Cajsa Andersson powstrzyma swoje byłe klubowe koleżanki? Jak spiszę się bezbłędna w ostatnich tygodniach ofensywa LFC? Kto wyjdzie obronną ręką z taktycznego pojedynku dwóch wysoko cenionych trenerów? Odpowiedzi na te pytania poznamy już w niedzielne popołudnie. Wtedy też dowiemy się, czy faktycznie staniemy u progu największej sensacji w historii szwedzkiej piłki klubowej. Na dalekiej Północy wszyscy mają nadzieję, że tak właśnie się stanie.

Wydarzenie kolejki: ostatnie takie derby. Dla obu zainteresowanych klubów będą to szóste i zarazem ostatnie derby Skanii w obecnym sezonie. Niewykluczone przy tym, że obie ekipy za rok zrobią sobie przerwę od bliższych kontaktów, gdyż kwestia pozostania Vittsjö w piłkarskiej elicie stanęła właśnie pod sporym znakiem zapytania. Drużyna trenerów Rossa i Mårtenssona przegrała w minioną niedzielę mecz o sześć punktów z Limhamn Bunkeflo, a teraz na jej drodze staje druga, ta zdecydowanie silniejsza ekipa z Malmö. Miejscowi fani liczą po cichu na to, że Lynn i Benediktsson tym razem unikną poważnych błędów, a De Jongh zapakuje coś z dystansu, ale o zwycięstwo nad grającym o równie wielką stawkę Rosengård będzie z pewnością ekstremalnie trudno. Chyba, że we znaki podopiecznym Jonasa Eidevalla zacznie dawać się napięty do granic, wrześniowy terminarz. Tak, czy inaczej, na Vittsjö IP komuś uda się osiągnąć swój cel. Tylko komu?

Zagadka kolejki: czy Limhamn Bunkeflo przedłuży zwycięską passę? Zwycięstwo na terenie bezpośredniego rywala w walce o utrzymanie jest oczywiście niezwykle cenne, ale jeśli w Malmö chcą za rok organizować pierwszoligowe derby, to nie można w tym momencie się zatrzymywać. Seria porażek na starcie rundy jesiennej sprawiła, że zespół prowadzony przez Otto Perssona musi najzwyczajniej w świecie robić swoje, nie oglądając się przy tym na nikogo. Do podniesienia z murawy pozostało jeszcze kilkanaście punktów i jeśli piłkarki Limhamn Bunkeflo nie chcą oddawać swojego losu w cudze ręce, to najlepiej byłoby po prostu zgarnąć je wszystkie. Pierwszą przeszkodę postawi na ich drodze niezwykle solidny beniaminek z Växjö. Czy Mia Persson, Anna Welin oraz Rakel Hönnudottir znajdą na niego sposób? Wiosną ta sztuka udała im się w samej końcówce spotkania, ale tym razem presja wyniku będzie nieporównywalnie większa.

BB180311AE027-Emma-Jansson

Emma Jansson we wrześniu imponuje skutecznością (Fot. Hammarby IF)

Piłkarka pod lupą: Emma Jansson. Do pewnego momentu sezonu pudłowała na potęgę, a złośliwi nie bez przyczyny nazywali ją mniej efektowną wersją Stiny Blackstenius. Kiedy jednak na szali leżało utrzymanie, najpierw dwa razy ukąsiła bramkarkę Limhamn Bunkeflo, a następnie przesądziła o niesamowicie ważnym zwycięstwie nad Göteborgiem. Jeśli jutro uda się jej podtrzymać tę strzelecką passę w rywalizacji z poobijanym dosłownie i w przenośni Kristianstad, to pozostanie Hammarby w Damallsvenskan na kolejny sezon może okazać się faktem zanim rywalizacja o ligowy byt wejdzie w swój punkt kulminacyjny. Czyżby zatem fani Bajen mieli – niespodziewanie nawet dla samych siebie – uniknąć październikowej nerwówki? Wszystko w nogach Emmy i jej koleżanek!

Na pozostałych stadionach: Göteborg w drugiej połowie września zgubił chyba wszystko, co tylko było można, ale w starciu z Kalmar zespół Marcusa Lantza będzie niemal stuprocentowym faworytem. Zwycięstwo nie jest więc opcją, lecz obowiązkiem, a jeśli spory udział będzie mieć w nim powracająca po wielomiesięcznej przerwie Pauline Hammarlund, to tym lepiej dla KGFC. Ważne punkty będą w grze również na Tunavallen, gdzie zarówno Eskilstuna, jak i Djurgården, poszukają zwycięstwa, które zapewniłoby im zdecydowanie spokojniejszą końcówkę sezonu.

Zestaw par 19. kolejki:

omg19_01

omg19_02

omg19_03

omg19_04

omg19_05

omg19_06