Na zachodzie spore zmiany

danielstiller

Marcus Jodin mocno liczy na to, że do Hisingen niebawem zawitają europejskie puchary (Fot. Daniel Stiller)

Powiedzieć, że ostatni miesiąc był dla środowiska piłkarskiego w Göteborgu niezwykle absorbujący, to w zasadzie nie powiedzieć nic. Historia ta, gdyby nie wydarzyła się naprawdę, mogłaby stanowić gotowy scenariusz dla dobrego filmu sportowego z wątkami sensacyjnymi. Wydaje się jednak, że właśnie dotarliśmy w tej opowieści do punktu kulminacyjnego, a narastające dotąd z każdą godziną emocje, wreszcie zaczęły opadać. Co równie istotne, według stanu na 28. stycznia 2021, wszystko wskazuje na to, że ta niesamowicie pokręcona sprawa doczeka się ostatecznie szczęśliwego zakończenia, a jej główna bohaterka przeżyje. I choć nie wyjdzie z tego zamieszania bez ran i blizn, to gdzieś na horyzoncie zaczyna nawet majaczyć wizja świetlanej przyszłości. Wciąż oczywiście odległa i niepewna, ale z drugiej strony nie da się ukryć, że dla wszystkich związanych w jakikolwiek sposób z aktualnymi mistrzyniami Szwecji, dzisiejszy poranek był zdecydowanie najbardziej optymistycznym od miesiąca. A to już coś …

Wczorajsze głosowanie akcjonariuszy BK Häcken w sprawie fuzji ich klubu z FC Göteborg wcale nie było formalnością. Jeszcze na kilka godzin przed jego przeprowadzeniem, przedstawiciele oficjalnego klubu kibica ekipy z Hisingen głośno rozważali wszelkie za i przeciw obu dostępnych na stole wariantów. I choć powstrzymali się od jednoznacznej deklaracji, która mogłaby de facto przesądzić wynik głosowania, to w publikowanych przez nich oświadczeniach wyraźnie akcentowana była niechęć do stosowania drogi na skróty, czyli wspinania się po ligowej piramidzie w sposób inny niż boiskowa rywalizacja. Zaraz obok wybrzmiewała jednak aprobata dla jakiejś formy współpracy, która pozwoliłaby przynajmniej tymczasowo uratować pierwszoligową piłkę w mieście. Zdecydowanie bardziej entuzjastycznie podchodziły do tematu oba zarządy, które w przejęciu sekcji widziały zdecydowanie bardziej szansę niż zagrożenie lub pogwałcenie zasad fair play. Tak, czy inaczej, pewna doza niepewności istniała do ostatnich chwil, a rekordowa w historii BK Häcken frekwencja wśród głosujących oznaczała, że końcowy werdykt stał się jeszcze bardziej nieprzewidywalny. Tuż po godzinie 20 poznaliśmy wreszcie wynik wielotygodniowych przemyśleń, który zaskoczył chyba nawet największych orędowników fuzji. 416 głosów za, 35 przeciw, przy czterech głosach pustych i dziesięciu wstrzymujących. Następnego dnia w podobnej kwestii obradować miał także zarząd FC Göteborg, ale w tym przypadku decyzja była już raczej jasna zanim w ogóle specjalnie zwołane spotkanie zdążyło się rozpocząć. W ten właśnie sposób klub z pięćdziesięcioletnią historią rozpoczął drugie półwiecze funkcjonowania od wielkiej zmiany. Czy okaże się ona dobrą zmianą? Pokaże czas, ale burzliwy styczeń 2021 na pewno pozostanie miesiącem, którego fani futbolu w Västergötland szybko nie zapomną.

Piłkarki klubu, który przez niemal dwie minione dekady rozgrywał swoje domowe mecze na Valhalli, zdążyły już zapoznać się z ośrodkiem, który za kilka dni oficjalnie stanie się ich nowym domem. I trzeba przyznać, że warunków, w jakich przyjdzie im przygotowywać się do sezonu, może pozazdrościć im zdecydowana większość nordyckich klubów. Bravida Arena nie jest może najbardziej efektownym stadionem świata, ale ten mogący pomieścić nieco ponad sześć tysięcy widzów obiekt, niewątpliwie robi na tle wielu innych, pierwszoligowych aren naprawdę dobre wrażenie. I możemy być niemal pewni, że odwiedzający Göteborg rywale nie będą mieli wielu powodów do narzekania na nawierzchnię, co – jak doskonale wiemy – wcale nie jest w skandynawskich warunkach normą. Zdecydowanie bardziej imponująco prezentuje się za to Gothia Park Academy, czyli jeden z najbardziej nowoczesnych w kraju kompleksów treningowych. O ile do tej pory zawodniczki KGFC na co dzień funkcjonowały w warunkach raczej skromnych (oczywiście, jeśli weźmiemy pod uwagę sportową wartość klubu), o tyle po przeprowadzce do Hisingen czeka je w tym zakresie całkiem przyjemna odmiana. Jasne, same obiekty ligowych punktów nie załatwią, ale chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć jak wielki komfort może zapewniać odpowiednia baza. A nie wolno przecież zapominać o tym, że to właśnie BK Häcken jest pomysłodawcą znanego na całym świecie piłkarskiego festiwalu Gothia Cup, na który co roku tłumnie zjeżdżają młodzi adepci futbolu z każdego zakątka globu. Kto wie, być może już za kilka lat najbardziej wyróżniające się gwiazdy Gothii regularnie zasilać będą najpierw juniorskie, a następnie seniorską drużynę z Hisingen.

Długofalowe plany związane z dokonaną właśnie fuzją ma oczywiście właściciel Häcken Marcus Jodin. I trzeba oddać, że jego pierwsze słowa po ogłoszeniu długo wyczekiwanej decyzji wlały mnóstwo optymizmu w serca piłkarek oraz kibiców z Göteborga. Naszym pierwszym, krótkoterminowym zadaniem jest sprawić, aby zarówno piłkarki, jak i wszystkie osoby związane z klubem, odzyskały poczucie bezpieczeństwa po tych szalonych wydarzeniach. Musimy zapewnić im warunki, które pozwolą im wciąż utrzymywać najwyższy, sportowy poziom. Do czekającego nas wyzwania podchodzimy z wielką pokorą, ale ciężka i kreatywna praca polegająca na odkrywaniu nieodkrytych dotąd obszarów to coś, co nas inspiruje. Nasi członkowie podjęli wczoraj odważną decyzję, która w pełni wpisuje się w naszą wizję funkcjonowania klubu i teraz do nas należy to, aby odwdzięczyć się im za dane nam zaufanie – podkreślił Jodin. A na czym konkretnie ma polegać owo odwdzięczenie się? Plan długofalowy zakłada regularne występy w europejskich pucharach, a także wyszkolenie wielu przyszłych gwiazd pierwszoligowych boisk. I nawet jeśli brzmi to całkiem ambitnie, to pozostaje jedynie życzyć powodzenia i … wytrwałości, której wielu właścicielom piłkarskich klubów w przeszłości brakowało. A my, czekając na pierwsze owoce tej fuzji, cieszmy się, że w kwietniu wciąż będziemy mogli zapraszać na pierwszoligowe transmisje z Göteborga. Oczywiście pod warunkiem, że na przeszkodzie nie stanie coś innego.

Styczniowy raport transferowy

8725516

Jenna Hellstrom powraca do Örebro po rocznej przerwie (Fot. Rasmus Ohlsson)

Zimowe okienko transferowe trwa w najlepsze i choć zdarzały się lata, w których styczeń bywał pod tym względem jeszcze bardziej gorący, to i w tym roku każdy z dwunastu klubów Damallsvenskan dołożył jakąś cegiełkę do tego, abyśmy mieli całkiem sporo tematów do dyskusji i analizy. W sezonie 2021 (oczywiście pod warunkiem, że zostanie on w ogóle rozegrany, bo w dzisiejszej rzeczywistości niczego nie można być w stu procentach pewnym), na szwedzkich boiskach zobaczymy wiele naprawdę interesujących piłkarek, wśród których wyróżnić możemy chociażby najbardziej rozchwytywany talent islandzkiej piłki, zawodniczkę mającą za sobą debiut w reprezentacji Japonii, czy byłą stoperkę hiszpańskiej Valencii. Nie zabrakło także godnych odnotowania roszad na rynku krajowym oraz spektakularnych powrotów, na przykład z ligi angielskiej. Przyjrzyjmy się zatem aktywności transferowej szwedzkich klubów, biorąc pod lupę potencjalnie największe i najbardziej wartościowe zimowe wzmocnienie kadry każdego z nich*.

* – stan na 21.01.2021

AIK – Honoka Hayashi (z Cerezo Osaka) – 22-letnia pomocniczka była podstawową piłkarką rewelacji poprzedniego sezonu japońskiej ekstraklasy. Występy w barwach beniaminka Damallsvenskan będą dla niej pierwszą zagraniczną przygodą, ale sam fakt, że mówimy o zawodniczce mającej już za sobą debiut w pierwszej reprezentacji Japonii, jest niewątpliwie wyznacznikiem jej sportowej klasy.

Djurgården – Hayley Dowd (z Morön BK) – podczas dwóch sezonów spędzonych w Elitettan strzeliła 48 goli, a jedno z jej trafień mocno przyczyniło się do tego, że Hammarby nie cieszyło się z powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej już jesienią 2019. Ten drobny szczegół sprawił, że 26-letnia Amerykanka już wtedy wkupiła się w łaski kibiców Djurgården, ale teraz ma szansę stać się prawdziwą legendą Dumy Sztokholmu. Poprzeczka zawieszona jest jednak niezwykle wysoko, gdyż niełatwo przejmuje się pałeczkę od takiej osobowości jak Mia Jalkerud.

Eskilstuna – Emma Holmgren (z IK Uppsala) – jedna z najbardziej utalentowanych szwedzkich golkiperek młodego pokolenia. W poprzednim sezonie nie dała rady niemal w pojedynkę utrzymać Uppsali w Damallsvenskan, ale w tym czeka ją gra o zupełnie inne cele. Tak przynajmniej rozumują na Tunavallen, gdzie chcieliby jak najszybciej zapomnieć o katastrofalnej kampanii 2020, a piłkarki pokroju Holmgren mają być gwarancją tego, że tak nieudany rok szybko się w Sörmland nie powtórzy.

Göteborg – Lotta Ökvist (z Manchesteru United) – swego czasu uznawana za cudowne dziecko szwedzkiej piłki, co zaowocowało nawet występami w popularnym serialu dokumentalnym. Od tamtej pory jej kariera przebiega jednak w sposób absolutnie niestandardowy. Z jednej strony wpisała już do CV angielski Manchester United, trzy kluby amerykańskiej NWSL oraz jeden występ w kadrze A, z drugiej – regularnie w piłkę grała dotychczas wyłącznie na poziomie Elitettan. Transfer do Göteborga będzie dla niej prawdziwą próbą charakteru, którą – miejmy nadzieję – uda jej się zaliczyć celująco.

Hammarby – Madelen Janogy (z Piteå IF) – pierwsza zagraniczna eskapada nie zakończyła się w jej przypadku powodzeniem, ale każdy kto widział jej popisy w barwach Mallbacken i Piteå, doskonale zdaje sobie sprawę z jak wielkim talentem mamy do czynienia. To ona ma być jedną z postaci, które rozpoczną pisać nowy rozdział w historii Hammarby. A jak dobrze przyłożymy ucho, to da się usłyszeć, że plany w Södermalm mają cokolwiek mocarstwowe.

Kristianstad – Sveindis Jane Jonsdottir (z UBK Breidablik) – oj, dała się nam ta dziewiętnastolatka we znaki podczas wrześniowego meczu w Reykjaviku! Nic więc dziwnego, że zimą chęć posiadania tej piłkarki w swoich szeregach wyrażały niemal wszystkie czołowe kluby Europy, ale koniec końców przynajmniej przez najbliższych 12 miesięcy będziemy mogli podziwiać jej grę na boiskach Damallsvenskan. A rywale Kristianstad już mogą zacząć zastanawiać się, jak powstrzymać islandzki ekspres.

Linköping – Heidi Ellingsen (z Lillestrøm SK) – kolejna na liście młodych pomocniczek z Toppserien, które zdecydowały się kontynuować karierę w Linköping. Przykład Fridy Maanum pokazuje, że droga ta jak najbardziej może być naznaczona sukcesami, a Ellingsen papiery na solidne granie absolutnie posiada. Mistrzostwo wywalczone jeszcze w barwach Lillestrøm, a także trzy występy w kadrze Martina Sjögrena nie wzięły się przecież znikąd.

Piteå – Jennie Nordin (z Växjö DFF) – jedna z najbardziej niedocenianych szwedzkich piłkarek. Była podporą defensywy najpierw w norweskiej Vålerendze, a następnie w Växjö, gdzie szczególnie upodobała sobie występy przeciwko Piteå. Kibice z Norrland nie muszą już jednak obawiać się kolejnych konfrontacji z zawsze groźną 27-latką, gdyż od tego sezonu będzie ona reprezentować barwy drużyny prowadzonej przez Stellana Carlssona. Jak widać zasada jeśli nie potrafisz znaleźć sposobu na konkretną zawodniczkę, to sprowadź ją do siebie, wciąż ma się całkiem dobrze.

Rosengård – Ria Öling (z Växjö DFF) – być może niektórzy spodziewali się w tym miejscu nazwisk Berglund lub Schough, ale niewykluczone, że to właśnie reprezentantka Finlandii okaże się kluczem w sprowadzeniu Pucharu Księżniczki Wiktorii z powrotem do Malmö. Osoby śledzące Damallsvenskan doskonale wiedzą, jak istotną rolę odgrywała Öling w swoim poprzednim klubie, a transfery liderek Växjö do Rosengård to ostatnimi czasy strzały w sam środek tarczy. Szlak zdążyły już przetrzeć Cankovic i Anvegård, 26-letnia Finka musi po prostu podążyć ich śladem.

Vittsjö – Briana Campos (z Piteå IF) – w północnej Skanii póki co próżno szukać spektakularnych wzmocnień, ale nauczeni doświadczeniem nie zamierzamy podsumowywać aktywności transferowej Vittsjö przed oficjalnym zamknięciem okienka. Pozyskanie meksykańskiej defensorki warto jednak odnotować, gdyż ona swoją klasę zdążyła już potwierdzić niezwykle solidnymi występami w barwach Umeå, a także w fińskim Åland United.

Växjö – Shannon Woeller (z Valencii CF) – swego czasu była podstawową stoperką Eskilstuny, a w swoim CV ma także występy na boiskach Hiszpanii, Niemiec oraz powołanie na finały mistrzostw świata. Doświadczenie zdobyte na międzynarodowych arenach może okazać się niezwykle istotne, gdyż po odejściu Jennie Nordin do Piteå defensywa ze Småland będzie potrzebować piłkarki, która utrzyma w ryzach tę chimeryczną czasami formację. A 31-letnia Kanadyjka wydaje się wręcz idealną kandydatką do tej roli.

Örebro – Jenna Hellstrom (z Washington Spirit) – amerykańskich boisk nie zawojowała, więc wraca do klubu, w barwach którego rozegrała swój zdecydowanie najlepszy jak dotąd sezon. W Damallsvenskan reprezentowała już cztery zespoły, ale to właśnie w Örebro weszła na poziom, który pozwolił jej pojechać na mundial do Francji. W Närke mocno wierzą, że sezon 2021 będzie w tej materii powtórką z rozrywki, gdyż nadchodząca kampania nie zapowiada się na łatwą dla drużyny prowadzonej od niedawna przez Rickarda Johanssona.

O Göteborgu raz jeszcze

kgfc

Dwa miesiące temu klub z Göteborga świętował wywalczenie mistrzostwa Szwecji (Fot. Bildbyrån)

Zgodnie z zapowiedzią wracamy do noworocznej telenoweli z Göteborga, która na kilkadziesiąt godzin wstrząsnęła nie tylko szwedzką piłką. Cała ta historia wydaje się być tak bardzo absurdalna i nieprawdopodobna, że gdyby nie wydarzyła się naprawdę, to nikt nie byłby w stanie wymyślić tak pokręconego scenariusza. I choć wciąż do końca nie wiemy jaki będzie jej finał, to nie zaszkodzi pochylić się nad tym, co już za nami. A jest tego wszystkiego tyle, że bez stworzonego specjalnie na potrzeby tej historii kalendarium raczej się nie obędzie. Bo choć w punkcie kulminacyjnym zwroty akcji były błyskawiczne, to nie da się analizować zamieszania z Peterem Bronsmanem w roli głównej bez osadzenia go w szerszym kontekście. Tym bardziej, że jeszcze dwa miesiące temu właściciel klubu z Göteborga był w oczach wielu bohaterem jednoznacznie pozytywnym.

Göteborggate 2020-21 – kalendarium zdarzeń:

7. listopada – okazałe zwycięstwo nad Linköping oznacza, że na kolejkę przed zakończeniem rozgrywek klub z Göteborga zapewnia sobie pierwszy w swojej historii mistrzowski tytuł.

13. listopada – Filippa Curmark oraz Jennifer Falk przedłużają umowy wiążące je z klubem z Göteborga o dwa lata.

15. listopada – ostatnia kolejka Damallsvenskan 2020, Göteborg potwierdza mistrzowską dyspozycję, pokonując Vittsjö 3-1.

24. listopada – losowania 1/16 finału Ligi Mistrzyń. Rywalem Göteborga zostaje wicemistrz Anglii Manchester City.

30. listopada – wskutek błędnej polityki kadrowej wygasają kontrakty Emmy Berglund, Rebecki Blomqvist, Natalii Kuikki oraz Emily Sonnett. Cała czwórka decyduje się na odejście z klubu. Vilde Bøe Risa przedłuża swój kontrakt do 16. grudnia, aby móc wystąpić w dwumeczu Ligi Mistrzyń.

1. grudnia – Peter Bronsman zostaje wybrany przez lokalne media jednym z najbardziej wpływowych ludzi sportu w Göteborgu i okolicach. Sam zainteresowany bardzo docenia ów wybór, snując przy tym odważne plany kolejnych sukcesów. Zakładają one, że wywalczenia tak długo wyczekiwanego mistrzostwa Szwecji absolutnie nie było celem ostatecznym, a jedynie narzędziem, które pozwoli zrealizować te prawdziwe cele.

9. grudnia – pierwszy mecz 1/16 finału piłkarskiej Ligi Mistrzyń. Manchester City zwycięża na Valhalli 2-1, a honorowe trafienie dla Göteborga zapisuje na swoim koncie Vilde Bøe Risa.

14. grudnia – Göteborg dokonuje pierwszego wzmocnienia w zimowym okienku transferowym. Piłkarką klubu znad Göty zostaje występująca dotychczas w FC Rosengård Johanna Rytting Kaneryd. Dodatkowo, dobrze poinformowane źródła donoszą, że bliski finalizacji jest także transfer Lotty Ökvist z Manchesteru United.

16. grudnia – Manchester City pieczętuje awans do 1/8 finału Ligi Mistrzyń, pokonując Göteborg 3-0 w spotkaniu rewanżowym.

17. grudnia – odbywa się spotkania zarządu w bardzo wąskim gronie, na którym ważą się losy dalszego funkcjonowania klubu. Po raz pierwszy pojawia się temat zaprzestania finansowania zespołu przez firmę Kopparberg, która przez siedemnaście ostatnich lat była głównym sponsorem klubu. Rozmowy te odbywają się za zamkniętymi drzwiami i przez kolejnych dwanaście dni prawie wszystkie osoby zatrudnione w klubie nie będą miały pojęcia, że przyszłość klubu dosłownie wisi na włosku.

29. grudnia – w godzinach porannych zostaje zdetonowana prawdziwa bomba. Właśnie tego dnia cały świat dowiaduje się, że Peter Bronsman nie planuje wystąpić o pierwszoligową licencję na sezon 2021 dla klubu z Göteborga, co jest równoznaczne z wycofaniem go z rozgrywek na szczeblu centralnym. Oświadczenie to jest szokiem nie tylko dla opinii publicznej, ale i dla zainteresowanych piłkarek i trenerów, którzy o całej sprawie dowiedzieli się … pół godziny wcześniej niż media.

30. grudnia – trwają gorączkowe próby ratowania pierwszoligowej piłki dla Göteborga. W sprawę angażują się pozostali dotychczasowi sponsorzy, którzy na pospiesznie zwoływanych zebraniach deklarują chęć pomocy w większym niż dotąd wymiarze. Bardzo aktywny podczas zakulisowych rozmów jest trener Mats Gren i bardziej zorientowani jednoznacznie potwierdzają, że gdyby nie jego opór i zaangażowanie, historia ta wcale nie musiałaby mieć pozytywnego zakończenia. Nową sytuację sondują także inne kluby z miasta i okolic, rozważając zalety i wady ewentualnej fuzji.

31. grudnia – mamy oficjalny komunikat, którego treść pozwala nam wziąć głęboki oddech ulgi. Pierwszoligowa piłka w sezonie 2021 na pewno zawita do Göteborga. Co więcej, klub planuje zgłosić się do eliminacji przyszłorocznej Ligi Mistrzyń, co jest równoznaczne z zachowaniem ciągłości licencyjnej.

12. stycznia – Lotta Ökvist drugą piłkarką, która wzmocniła zimą drużynę z Göteborga. 23-letnia defensorka występowała ostatnio w angielskim Manchesterze United.

13. stycznia – staje się coraz bardziej jasne, że Göteborg przystąpi do pierwszej w historii obrony tytułu mistrzowskiego pod nazwą BK Häcken. Według bardzo wstępnych ustaleń klub czeka relokacja do dzielnicy Hisingen, a trenerem pierwszego zespołu pozostanie Mats Gren.

Tyle suchych faktów. A teraz przyszedł czas na mity, a właściwie na ich obalanie, zaczynając od tego chyba najbardziej powszechnego. W wielu miejscach można było przeczytać informację, że szokująca decyzja Petera Bronsmana była podyktowana w największym stopniu względami ekonomicznymi. Stwierdzenie to nie ma oczywiście nic wspólnego z prawdą. W ostatnich latach budżet klubu z Göteborga był stabilny (z reguły drugi lub trzeci najwyższy w lidze) i zapewne podobnie byłoby także w sezonie 2021. Zarówno sponsor główny Kopparberg, jak i nieco mniejsi partnerzy, pomimo niełatwych czasów nie zamierzali pierwotnie zmniejszać swoich nakładów na futbol, co zapewne przełożyłoby się na to, że Göteborg znów byłby wymieniany w gronie faworytów jeśli nie do tytułu, to na pewno do walki o europejskie puchary. O tym, że to nie finanse stanowiły problem, świadczyć może również fakt, iż właściciel klubu zapewnił, że wszystkie obowiązujące kontrakty będą przez niego honorowane aż do momentu znalezienia przez każdą z piłkarek nowego klubu. Czynnikiem, który ostatecznie utwierdził Petera Bronsmana w realizacji najbardziej drastycznego scenariusza okazały się kwestie czysto piłkarskie. Dwumecz przeciwko Manchesterowi City utwierdził go bowiem w przekonaniu, że na tę chwilę przedstawiciele Damallsvenskan nie są w stanie podjąć wyrównanej walki ze ścisłym, europejskim topem, a prezes KGFC walką o pomniejsze cele zainteresowany zwyczajnie nie był. Obserwując rywalizację z wicemistrzem Anglii Bronsman doszedł do wniosku, że dalsze funkcjonowanie projektu FC Göteborg w obecnym kształcie będzie skutkowało systematycznym powiększaniem się przepaści pomiędzy mistrzem Szwecji, a najlepszymi klubami z kontynentu, a ta perspektywa w najmniejszym stopniu nie była dla niego interesująca. Sam zainteresowany stwierdził, że tak odważna decyzja jest konieczna, aby futbol w regionie Västergötland narodził się na nowo, wyrażając jednocześnie przekonanie, że za dwadzieścia lat zrozumiemy jego dzisiejszą motywację i ostatecznie podziękujemy mu za ten ruch.

Zagraniczne media podawały także informację, że zawodniczki oraz sztab szkoleniowy zostali poinformowani o podjętej decyzji już 17. grudnia. Nic takiego nie miało oczywiście miejsca, choć prawdą jest, że właśnie tego dnia odbyło się podsumowujące kończący się rok spotkanie zarządu. Grupa osób, które dokładnie zdawały sobie sprawę z nadchodzącej burzy była jednak bardzo niewielka, a należeli do niej wyłącznie wybrani przedstawiciele zarządu firmy Kopparberg. Jeszcze 28. grudnia zarówno piłkarki, jak i cały sztab szkoleniowo-medyczny, a nawet pozostali sponsorzy klubu, kładli się spać w błogiej nieświadomości. Jak wspominała chociażby Emme Kullberg, decyzja ta była dla wszystkich szokiem i w pierwszej chwili wydawała się wyłącznie mało śmiesznym żartem. W taki obrót wydarzeń uwierzyć nie mogły także legendy klubu z Göteborga, czego dowód swoimi wpisami w mediach społecznościowych dały między innymi Lotta Schelin oraz Hedvig Lindahl.

I wreszcie trzecia kwestia, czyli współpraca klubu z Valhalli z IFK Göteborg. Nie jest wielką tajemnicą, że obie te marki żyły w bardzo przyjacielskich relacjach, a zawodniczki, które przechodziły przez roczniki juniorskie IFK niezwykle często zasilały ostatecznie szeregi KGFC. Sytuacja ta zmieniła się nieco od sezonu 2019, kiedy to IFK zgłosił do rozgrywek na najniższym szczeblu rozgrywkowym swoją własną drużynę seniorek. Od tego momentu celem niebiesko-białych stał się błyskawiczny marsz w górę piłkarskiej piramidy, ale niekoniecznie z wykorzystaniem tak dobrze znanej nam choćby z angielskich czy hiszpańskich boisk drogi na skróty. Z tego właśnie powodu temat fuzji KGFC z IFK, choć rzeczywiście pojawił się na stole, nie był nigdy rozpatrywany jako wielce prawdopodobna opcja.

Peter Bronsman marzył o tym, aby KGFC stał się częścią większego projektu, który będzie w stanie rzucić wyzwanie największym na kontynencie. Ani przez moment nie było jednak mowy o wyprowadzce z Göeborga do innego miasta. Mając zatem na uwadze postawione przez byłego już właściciela warunki brzegowe, wydaje się, że mistrzynie Szwecji trafiły ostatecznie najlepiej, jak mogły. Można tez powiedzieć, że historia w jakimś sensie zatoczyła koło, bo przecież to wejście do klubu Bronsmana było głównym powodem przeprowadzki z wyspy Landvetter do centrum Göteborga. Po zwieńczonych wywalczeniem długo wyczekiwanego tytułu siedemnastu latach faktem staje się natomiast  wyprowadzka z Valhalli, ale nowych warunków treningowych może piłkarkom z Göteborga pozazdrościć niemal każdy nordycki klub. BK Häcken dysponuje bowiem niezwykle nowoczesnymi obiektami Gothia Park Academy, na których znajdziemy między innymi boiska z różnymi rodzajami nawierzchni, co w takiej lidze, jaką jest Damallsvenskan, stanowi niezaprzeczalny atut. I choć zamiast charakterystycznych czarnych koszulek mistrzynie Szwecji najpewniej założą wiosną żółto-czarne trykoty, to pozostaje cieszyć się, że ta saga ma właśnie takie zakończenie. Jasne, coś się zakończyło, ale piłkarski krąg życia w Göteborgu nadal trwa. Oczywiście pod warunkiem, że na ostatniej prostej nie dojdzie do kolejnego dramatycznego zwrotu akcji. Wszak ostateczne decyzje zapaść mają w dniach 27.-28. stycznia, a przecież wcale nie tak dawno w pewnym mieście oddalonym o nieco ponad dwieście kilometrów od Göteborga podobna fuzja zakończyła się piękną katastrofą.

Nowa dekada na start

160px-Australia–New_Zealand_2023_FIFA_Women's_World_Cup_bid_logo.svg

Nowy rok, nowa dekada, nowe nadzieje i oczekiwania. Ale zanim na dobre wrócimy do spraw bieżących, czas na tradycyjny rajd przez wydarzenia ostatnich dwóch tygodni. Oczywiście te piłkarskie, gdyż tym razem futbolowi działacze, do spółki zresztą z samymi zawodniczkami, mocno zadbali o to, aby podczas długich, zimowych wieczorów nie zabrakło nam interesujących i rozpalających wyobraźnię tematów do dyskusji. A oto najważniejsze z nich:

Zamieszanie w Göteborgu. Oj, to był dopiero poranek. Zaskakujące i jednocześnie szokujące oświadczenie Petera Bronsmana sprawiło, że 29. grudnia szwedzka piłka klubowa po raz pierwszy od dłuższego czasu przebiła się na nagłówki portali internetowych na całym świecie. A później pozostawała na nich jeszcze przez kolejnych 48 godzin, podczas których przyszłość pierwszoligowego futbolu w pewnym mieście nad Götą jawiła się raz w jaśniejszych, a raz w ciemniejszych barwach. Koniec końców, przy znaczącym udziale trenera Matsa Grena, pożar udało się ostatecznie ugasić, dzięki czemu mistrzynie Szwecji 2020 przystąpią w kwietniu do obrony tytułu. Na dziś nie jesteśmy jednak w stanie powiedzieć pod jaką nazwą i w jakim składzie personalnym, choć historia Damallsvenskan podpowiada, że zimowe turbulencje akurat w tej lidze czasami potrafią przełożyć się na sportowy sukces. Kwestia noworocznego dramatu ze szczęśliwym (przynajmniej na ten moment) zakończeniem była jednak na tyle nośnym tematem, że do mediów, ze szczególnym uwzględnieniem tych zagranicznych, przebiło się w związku z nią mnóstwo nieprawdziwych lub niedoprecyzowanych informacji. A skoro tak, to do tematu powrócimy jeszcze w osobnym wątku, gdzie spróbujemy odtworzyć dokładny harmonogram grudniowych wydarzeń, zastanawiając się przy tym nad potencjalnymi przyczynami i skutkami deklaracji Bronsmana, która już na zawsze wpisała się w historię szwedzkiej piłki.

Odświeżona Damallsvenskan. Na tę zmianę zanosiło się już od kilku lat, ale przeciwnikom powiększenia ligi do pewnego momentu skutecznie udawało się odsunąć w czasie wejście w życie tej kontrowersyjnej idei. Ustrój demokratyczny charakteryzuje się jednak tym, że decyzje podejmuje w nim większość, a ta – przy naprawdę minimalnym sprzeciwie – zdecydowała o tym, że od sezonu 2022 w najwyższej szwedzkiej klasie rozgrywkowej występować będzie aż 14 zespołów. Dla porządku dodajmy, że idea ta cieszyła się także całkiem sporym poparciem społecznym, gdyż w różnego rodzaju ankietach pozytywnie wypowiadało się o niej średnio około 80% kibiców. Czy przyszłość przyzna im rację? Wątpliwości jest póki co wiele, a sceptycy nie bez racji zauważają, że bezmyślne powiększanie lig i turniejów póki co skutkuje przede wszystkim rosnącymi dysproporcjami między wąską grupą najlepszych i całą resztą. Argument o konieczności rozgrywania większej liczby meczów także wydaje się tutaj niekoniecznie trafny, gdyż identyczny (a nawet lepszy) efekt można byłoby osiągnąć na przykład poprzez modyfikację systemu rozgrywek. W tej materii dobry przykład dała nam chociażby Norwegia, która zdecydowała się pójść w kierunku zmniejszenia liczby drużyn na szczeblu centralnym przy jednoczesnym podziale ligi na grupę mistrzowską i spadkową (podobny system od lat obowiązuje również w Danii). My zdecydowaliśmy się jednak pójść własną drogą, dzięki której już za dwanaście miesięcy będziemy mieć najbardziej obok Hiszpanii rozbudowaną ligę piłkarską. Czy przełoży się to także na wzrost jej jakości? W tej materii naprawdę trudno być optymistą …

Dubaigate. Tutaj akurat darujemy sobie szczegółowe opisy i cięte riposty, gdyż wszystko w tej sprawie zostało już właściwie powiedziane. Skrajnie nieprofesjonalne zachowanie pewnej grupy profesjonalnych piłkarek angielskiej WSL uwypukliło nam jednak jeszcze jeden problem. Okazuje się bowiem, że przynajmniej na Wyspach Brytyjskich nazwa klubu ma znaczenie, a podejmujący kluczowe decyzje zawsze najpierw dokładnie sprawdzą, czy właśnie przychodzi im debatować nad losem Bristol City, Birmingham City, czy może jednak Manchester City. Oczywiście, formalnie niby da się wszystko wytłumaczyć, ale jakoś trudno oprzeć się wrażeniu, że brzydki zapach po tej sprawie zdecydowanie pozostał i póki co nie zanosi się, aby przestał się on unosić nad najbardziej profesjonalną ligą świata.

Szczęśliwa dwunastka. Od początku wiedzieliśmy, że będzie mało poważnie, a jedyną niewiadomą pozostawała skala kolejnej kompromitacji FIFA. Ta okazała się być … spodziewana i zgodnie z tym, na co zanosiło się od pewnego czasu, podczas mundialu na boiskach Australii i Nowej Zelandii zaprezentuje się nam maksymalnie dwunastu przedstawicieli Europy. Mając na uwadze chociażby aktualny ranking FIFA (a to jest akurat jedna z niewielu rzeczy, która się włodarzom światowej piłki w miarę udała) liczba ta wydaje się oczywiście ponurym żartem, ale bądźmy szczerzy: mając na uwadze chociażby względy polityczne chyba nikt nie liczył na to, że w ostatniej chwili dojdzie w tym temacie do nagłego zwrotu akcji. Dobre chociaż to, że wnioski z popełnionych przez siebie błędów zdaje się wyciągać przynajmniej UEFA, dzięki czemu kwalifikacje do australijsko-nowozelandzkiej imprezy najpewniej nie będą serią meczów z rywalkami pokroju Gruzji, Łotwy, czy Macedonii Północnej. Wszystkim wymienionym tu reprezentacjom należy się rzecz jasna szacunek, ale jednak nie da się zaprzeczyć, że przynajmniej na tę chwilę potyczki te nie dają nikomu absolutnie nic. A wracając już do samych finałów, warto ściskać podczas nich kciuki za wszystkich przedstawicieli Europy, gdyż ewentualny awans całej dwunastki do fazy pucharowej byłby chyba najlepszym możliwym argumentem w dyskusji na temat przyszłych decyzji w zakresie alokacji miejsc. Tyle teorii, bo w praktyce najpewniej zawsze znajdzie się ktoś gotowy pójść w ślady Hiszpanii i Szkocji.

Na podbój Europy. Na bardziej szczegółowe podsumowanie rynku transferowego przyjdzie jeszcze czas, ale póki co warto docenić fakt, że dwie szwedzkie bramkarki zdecydowały się tej zimy na zagraniczny transfer. Do niedawna obie reprezentowały jeszcze barwy FC Rosengård, ale w niemal tym samym momencie postanowiły opuścić doskonale im znaną Skanię i udać się w dwóch różnych kierunkach. Zecira Musovic ma już za sobą pierwsze treningi w barwach londyńskiej Chelsea, zaś Emma Lind dopiero co została zaprezentowana jako wzmocnienie kadry Turbine Poczdam. Obu odważnym golkiperkom pozostaje zatem życzyć, aby omijały je kontuzje, a czas aklimatyzacji w nowym środowisku przeszedł w ich przypadku sprawnie i bezboleśnie. O kwestie czysto sportowe jesteśmy bowiem względnie spokojni, choć oczywiście rywalizacja o miano bramkarki numer jeden w swoich klubach będzie dla obu poważnym wyzwaniem.

Szczęśliwego Nowego Roku!

80616429_455232465387855_600160965958303744_n

Kończący się właśnie rok narobił całkiem sporo zamieszania nie tylko w społeczności piłkarskiej. Dobra informacja jest jednak taka, że za kilkanaście godzin raz na zawsze go pożegnamy, wkraczając pełni obaw, ale i nadziei w nową dekadę. Wszystkim sympatykom szwedzkiej piłki (i nie tylko im!) życzę więc, aby rok 2021 był dla Was początkiem powrotu do normalności, której symbolem staną się przeprowadzone bez przeszkód Igrzyska w Tokio. Niech Wam i Waszym bliskim zawsze dopisuje zdrowie, bo jeśli ono będzie, to o resztę już sami się zatroszczymy. Pomimo wielu koszmarów, upływający rok uwolnił drzemiące dotąd głęboko w ludziach ogromne pokłady pozytywnej energii. Zabierzmy je więc ze sobą w Nowy Rok, bądźmy dla siebie dobrzy (no, jak się nie da, to przynajmniej neutralni) i celebrujmy naszą różnorodność, bo to właśnie ona jest siłą, która od wieków pcha ten świat do przodu. Dbajcie o siebie i do usłyszenia już w nowej dekadzie.

Szczęśliwego Nowego Roku!


* Serwis szwedzkapilka.com udaje się teraz na tradycyjną, noworoczną przerwę, ale mam nadzieję, że w tym samym, albo i szerszym składzie spotkamy się ponownie za około dwa tygodnie. A tematów do dyskusji z pewnością nam nie zabraknie: planowana reforma Damallsvenskan, nowości z transferowej giełdy i przyszłość europejskich pucharów już czekają, aby przyjrzeć się im z bliska. Do zobaczenia!

Szwedzkie TOP 50 – napastniczki

getty images

Kosovare Asllani chce poprowadzić madrycki Real do Ligi Mistrzyń (Fot. Getty Images)

Na początek szybka zagadka: jaki kolor najbardziej kojarzy nam się z madryckim Realem? Że niby biały? No tak, on oczywiście dominuje na pierwszym komplecie strojów piłkarek ze stolicy Hiszpanii, ale nie będzie przesady w stwierdzeniu, że w roku 2020 Madryt, a przynajmniej jego część, był niebiesko-żółty. Na wiosnę wynik zawodzącego na całej linii klubu ciągnęła Sofia Jakobsson, a jesienią postacią zdecydowanie pierwszoplanową była w jego szeregach Kosovare Asllani. Jasne, futbol to dyscyplina wybitnie zespołowa, ale z prawdopodobieństwem ocierającym się o pewność możemy stwierdzić, że bez swoich dwóch szwedzkich gwiazd sympatycy Realu raczej nie szykowaliby się w tej chwili na walkę o pierwszy w historii klubu występ w eliminacjach Ligi Mistrzyń. I właśnie to niech będzie najlepszym podsumowaniem wyczynów naszego eksportowego duetu na hiszpańskich boiskach.

W kraju rywalizację o miano napastniczki numer jeden stoczyły ze sobą Anna Anvegård z Pauline Hammarlund i trzeba przyznać, że niezwykle trudno wskazać w niej zwyciężczynię. Klasyfikację strzelczyń bezapelacyjnie wygrała oczywiście zawodniczka Rosengård, ale już po dodaniu do tego dorobku asyst i kluczowych podań na prowadzenie wysuwa się przedstawicielka mistrzowskiego Göteborga. Obie mocno zaznaczyły swoją obecność także podczas meczów reprezentacji, ale ze względu na to, że to Anvegård była autorką najważniejszego z perspektywy kadry gola (na 1-0 w Reykjaviku), to ona znalazła się w końcowym rankingu o oczko wyżej. Warto wspomnieć, że obie wspomniane w tym akapicie piłkarki miały w swoich klubach całkiem zacne towarzystwo. I tak, Hammarlund w stawianiu kolejnych kroków na drodze do mistrzostwa dzielnie sekundowały Rebecka Blomqvist oraz Stina Blackstenius, zaś Anvegård mogła niezmiennie liczyć na wsparcie Mimmi Larsson, która przez złapaniem kontuzji była nawet najskuteczniejszą napastniczką całej ligi. Trzecim klubem Damallsvenskan, o którym dużo mówiło się w kontekście piłkarek ofensywnych, była rozczarowująca na całej linii Eskilstuna. No, może nie na całej, bo do postawy duetu Loreta KullashiFelicia Rogic przyczepić się akurat nie sposób. Obie zakończyły ostatecznie sezon z dwucyfrową liczbą goli na koncie i to w dużej mierze ich trafienia spowodowały, że na wiosnę 2021 znów będziemy mogli zaprosić wszystkich zainteresowanych na pierwszoligowe transmisje z Tunavallen.

Na koniec zostały nam trzy piłkarki, które sklasyfikować było zdecydowanie najtrudniej. W przypadku Fridoliny Rolfö oraz Liny Hurtig problemem okazało się to, co zwykle, czyli kontuzje. Pierwsza potrafiła swoim golem wprowadzić Wolfsburg do finału Ligi Mistrzyń, druga omal nie stała się sprawczynią największej sensacji roku, jaką niewątpliwie mogła być klęska Olympique Lyon w Turynie. Mając jednak na uwadze cały rok, musimy pamiętać o tym, że na przestrzeni dwunastu miesięcy grały one jednak zdecydowanie mniej niż te, które w rankingu znalazły się na czołowych pozycjach. Powrót w wielkim stylu nie tylko do reprezentacji, ale i do serc szwedzkich fanów, zaliczyła natomiast Olivia Schough. 29-letnia skrzydłowa w iście spektakularnym stylu uratowała pierwszą ligę dla Djurgården i nic dziwnego, że w kolejnym sezonie – już w barwach Rosengård – przyjdzie jej rywalizować o zupełnie inne cele.

04