Kryzys czy realia?

lb

Statek z Limhamn idzie na dno – LB 07 nie zagra w Elitettan!

Limhamn Bunkeflo, spadkowicz z Damallsvenskan, z powodów ekonomicznych nie przystąpi w sezonie 2020 do rozgrywek na zapleczu szwedzkiej ekstraklasy. Kungsbacka, drugi z ubiegłorocznych spadkowiczów, był również o krok od podjęcia trudnej decyzji o przesunięciu się o kilka szczebelków w dół na piłkarskiej piramidzie. Ostatecznie, przynajmniej według stanu na dziś, klub z Halland pozostanie na szczeblu centralnym, ale wielkich szans na sportowe utrzymanie w Elitettan nie dają mu nawet najwięksi optymiści. Czy zatem jesteśmy właśnie świadkami największego od lat kryzysu szwedzkiej piłki klubowej? Czy może narastająca panika medialna jest jednak trochę wyolbrzymiona?

Niecodzienna sytuacja na niespełna dwa miesiące przed startem sezonu ligowego sprawia, że na temat problemów obu spadkowiczów z Damallsvenskan bardzo chętnie wypowiadają się mniej lub bardziej tą kwestią zainteresowani. Do tej drugiej grupy z pewnością zalicza się dyrektor sportowy IFK Kalmar Tommy Nyberg, który winą za taki stan rzeczy obarcza przede wszystkim Szwedzki Związek Piłki Nożnej. Działacz ze Småland twierdzi, że kluby otrzymują zdecydowanie zbyt małą pomoc od centrali i często pozostawione są ze swoimi problemami same sobie. Potrzebujemy dialogu, jeśli chcemy pomóc szwedzkiej piłce przetrwać. Póki co wysyłamy do społeczeństwa, do kibiców i do potencjalnych partnerów sygnały, że nasza dyscyplina nie ma przyszłości. Związek powinien mocno przemyśleć swój dotychczasowy plan działania i wyciągnąć z niego właściwe oceny – twierdzi Nyberg. W podobnym tonie wypowiada się obecnie większość mediów, bo rzeczywiście okoliczności, w których dwa kluby bezpośrednio po spadku z najwyższej klasy rozgrywkowej stają na krawędzi bankructwa, są dalekie od optymalnych. Kwestią sporną pozostaje jednak to, czy odzwierciedlają one wyłącznie aktualne położenie naszej dyscypliny, czy są one po prostu częścią realiów współczesnego, skomercjalizowanego do granic możliwości sportu.

Wydawanie ponad stan zawsze wiąże się ze sporym ryzykiem, a sprawę z tego zdaje sobie każdy, kto choć raz dysponował jakimkolwiek budżetem. Postawienie wszystkiego na jedną kartę w pojedynczych przypadkach się opłaca, ale zdecydowanie częściej zwiastuje jednak nadejście przejściowych lub trwałych kłopotów. Historie Kungsbacki oraz Limhamn Bunkeflo, choć od siebie różne, są niestety modelowym potwierdzeniem tej tezy. Klub z Halland swoje problemy miał już przecież długo przed wywalczeniem sensacyjnej promocji do Damallsvenskan, a pod względem zaplecza finansowego prezentował się marnie nawet na tle drugoligowców. Pomimo tego, w Kungsbace zdecydowali się wystąpić o pierwszoligową licencję i rozegrać cały sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej, choć od początku było wiadomo, że domowe mecze przez cały rok trzeba będzie rozgrywać w oddalonym o pięćdziesiąt kilometrów Varbergu. Wielomiesięczna, ekstraklasowa tułaczka nie zakończyła się jednak sukcesem ani sportowym, ani ekonomicznym, w efekcie czego do ostatnich chwil ważyło się, czy dysponująca obecnie mocno juniorską kadrą Kungsbacka w ogóle przystąpi na wiosnę do gry na szczeblu centralnym. W Limhamn Bunkeflo problemów z pozyskaniem sponsorów nie było do chwili, w której fiaskiem zakończyły się rozmowy na temat fuzji klubu z Malmö FF. Tak przynajmniej sprawia sprawę prezes zespołu ze stolicy Skanii Robert Lenir. Jeszcze w grudniu mieliśmy perfekcyjnie zbilansowany budżet, ale wszystko zaczęło się zmieniać w niedalekiej przeszłości. Kilku naszych poważnych partnerów zdecydowało się zakończyć współpracę – mówi Lenir i zaznacza, że sporą cegiełkę do obecnego kryzysu dołożył zarząd Malmö FF. My odrobiliśmy swoje zadanie domowe bez zarzutu. Oni natomiast mogli zdecydowanie lepiej przedstawić temat fuzji swoim udziałowcom, ale woleli być cicho – z żalem konstatuje Lenir.

W obu przypadkach nie da się zaprzeczyć tragediom konkretnych klubów oraz personalnym tragediom konkretnych, mocno zaangażowanych w sprawę osób. Warto mieć jednak na uwadze fakt, że podobne sytuacje mają miejsce właściwie we wszystkich ligach, wszystkich krajach i wszystkich dyscyplinach sportu. Bankructwo ogłaszały przecież chociażby zespoły będące częścią zawodowych lig w USA, a także potężne kluby hokejowe, czy piłkarskie. Ot, żeby nie szukać daleko, dosłownie za chwilę z mapy Herrallsvenskan może zniknąć klub, który jeszcze nie tak dawno był na ustach całej sportowej Szwecji i dzielnie reprezentował swoją ligę w europejskich pucharach. W Östersund do sezonu planują wprawdzie przystąpić, ale bez żadnej gwarancji, że w ogóle uda się dograć go do końca. A przypomnę, że mówimy nie o klubie balansującym na granicy lig, a o drużynie, która dopiero co napisała jedną z najpiękniejszych historii szwedzkiej piłki klubowej ostatnich lat. To nie uchroniło jej jednak przed znalezieniem się nad przepaścią. Warto mieć to wszystko na uwadze, zanim znów zaczniemy wylewać gorzkie łzy i lamentować nad stanem naszej dyscypliny. Oczywiście można, a nawet trzeba podejmować dyskusje na temat formuły współpracy klubów ze Związkiem. Kto wie, być może uda się nawet dojść podczas nich do tak konstruktywnych wniosków, że skorzystają na tym wszyscy zainteresowani, a stan ogólny Damallsvenskan i Elitettan poprawi się z dnia na dzień. Obarczanie czynników zewnętrznych i obiektywnych winą za katastrofę ekonomiczną dwóch ubiegłorocznych spadkowiczów, jest chyba jednak sporych rozmiarów nadużyciem. I dobrze, jeśli w porę wszyscy zdamy sobie z tego sprawę.

* Zwolnione przez Limhamn Bunkeflo miejsce w rozgrywkach Elitettan zajmie mające pierwszoligową przeszłość Sunnanå. Trenerką klubu z położonego w północnej części kraju miasta Skellefteå jest aktualnie legenda szwedzkich boisk, a także wielokrotna reprezentantka Finlandii Annika Kukkonen.

Z kim na Igrzyskach?

photo-02

Takie medale czekają na trzy najlepsze drużyny tegorocznych Igrzysk (Fot. Getty Images)

Już tylko niespełna miesiąc dzieli nas od pierwszego w tym roku oficjalnego meczu kadry Petera Gerhardssona. Starcie z Niemkami, choć oczywiście niezwykle ważne, będzie jednak jedynie elementem przygotowań do zdecydowanie najważniejszej imprezy w piłkarskim kalendarzu, która to odbędzie się na przełomie lipca i sierpnia na boiskach Japonii. Szwedzka kadra znajduje się w o tyle komfortowej sytuacji, że bilety do Tokio zarezerwowała sobie już latem 2019, ale na innych kontynentach turnieje kwalifikacyjne wciąż trwają w najlepsze. Wczoraj poznaliśmy dwóch zwycięzców eliminacji w strefie Ameryki Północnej i Karaibów (zgodnie z przewidywaniami, bezkonkurencyjne okazały się w nich reprezentacje USA i Kanady), a na decydujące rozstrzygnięcia w Azji i Afryce poczekamy aż do połowy marca. Olimpijskie karty systematycznie zaczynają się jednak odkrywać, a co za tym idzie z coraz większą precyzją możemy wytypować prawdopodobnych grupowych rywali naszej kadry w turnieju finałowym. Podstawowy wniosek płynący z tej analizy jest dość oczywisty – na Igrzyskach, w przeciwieństwie na przykład do rozdmuchanego do granic absurdu mundialu – prawdziwe granie rozpocznie się już od pierwszego meczu. I to w zasadzie bez względu na to, którego z przeciwników przydzieli nam w nim los. Stawka potencjalnych rywali przedstawia się bowiem nad wyraz godnie.

Koszyk pierwszy to perspektywa starcia z gospodyniami z Japonii lub mistrzyniami świata z USA. Patrząc na ten zestaw czysto piłkarsko, minimalnie łatwiejszą opcją wydaje się rywalizacja z Nadeshiko, ale nie zapominajmy, że dla podopiecznych Asako Takakury to właśnie tegoroczne Igrzyska są turniejem docelowym, wieńczącym pewien cykl. Musimy być zatem gotowi na najlepszą wersję japońskiej kadry, której dodatkowo będą sprzyjać ściany. Nie zapominajmy jednak, iż ewentualnym plusem znalezienia się w grupie „amerykańskiej” może być fakt, że w przypadku wspólnego awansu do fazy pucharowej, na pewno nie będziemy mierzyć się z USA na etapie ćwierćfinału. Taki właśnie scenariusz, z całkiem dobrym skutkiem, przerabialiśmy zresztą na francuskim mundialu. Tak, czy inaczej, bez względu na to, którego z wyżej wymienionych rywali przydzieli nam los, kadrę Petera Gerhardssona czeka duże, sportowe wyzwanie. Tytułem uzupełnienia, trzecią ekipą w pierwszym koszyku najpewniej będą mistrzynie Europy z Holandii, ale ze względu na ścisłe kryteria geograficzne, akurat z nimi w grupie nie zagramy na pewno.

Skład koszyka trzeciego pozostanie niewiadomą przynamniej do momentu zakończenia eliminacji azjatyckich, ale na potrzeby tej analizy przyjmujemy, że – zgodnie z tym, co podpowiadają nam ranking FIFA i rozsądek – awans z tej strefy wywalczą Australia oraz ktoś z pary Korea Południowa / Chiny. Jeśli tak się stanie, to w fazie grupowej czeka nas rywalizacja albo z Brazylią Pii Sundhage, albo z Kanadą Kennetha Heinera-Møllera. A to oznacza, że tematów do pisania latem na pewno nam nie zabraknie, a o sportowych i pozasportowych podtekstach tej rywalizacji będzie się mówić na długo przed pierwszym gwizdkiem. Koszyk trzeci w takim układzie uzupełniłyby zwyciężczynie wspomnianych już baraży w strefie azjatyckiej, które automatycznie przypisane zostałyby do grupy „amerykańskiej”. Wylosowanie USA oznaczałoby zatem tyle, że szwedzki sztab musi szybko zabrać się za analizę gry Chinek lub Koreanek.

I wreszcie koszyk czwarty, najbardziej egzotyczny, a co za tym idzie – bardzo nieprzewidywalny. O futbolu w Nowej Zelandii wiemy z tego grona zdecydowanie najwięcej, mając w pamięci chociażby fenomenalną postawę Ali Riley czy Catherine Bott na boiskach Damallsvenskan. Z Chilijkami mieliśmy okazję zmierzyć się na francuskim mundialu i pamiętamy, że wcale nie był to spacerek po trzy punkty. Do tego dochodzą jeszcze Kamerun z niezwykle trudną do powstrzymania Ajarą Nchout oraz nieobliczalna Zambia, która w olimpijskich kwalifikacjach raz po raz szokuje cały świat. Trzy z wymienionych tu ekip znajdą się w gronie potencjalnych rywali szwedzkiej kadry i choć w starciu z którąkolwiek z nich będziemy faworytkami, to dopisywanie sobie kompletu punktów przed rozegraniem meczu absolutnie nie wchodzi tu w grę. Na Igrzyskach nie ma bowiem przypadkowych drużyn, a prawdziwa gra naprawdę zaczyna się tu wraz z pierwszą kolejką fazy grupowej. I całe szczęście, bo właśnie tak powinien wyglądać poważny turniej.

Symulacja fazy grupowej IO 2020 (stan na 8. lutego):

kos

Gerhardsson Trenerem Roku!

peter

Peter Gerhardsson – Trener Roku 2019 w Szwecji (Fot. Bildbyrån)

Towarzyskie starcie Kalmaru z Kristianstad, wygrane przez pierwszoligowca 2-0, oficjalnie zainaugurowało szwedzki pre-season. A to z kolei oznacza, że już niespełna miesiąc dzieli nas od momentu, w którym kluby Damallsvenskan i Elitettan rozpoczną poważne granie o punkty. Jeszcze nie te ligowe, ale te w fazie grupowej zmagań o Puchar Szwecji, gdyż po odświeżeniu formuły to właśnie te rozgrywki oficjalnie otwierają nam piłkarski rok kalendarzowy. Zanim jednak zaczniemy na dobre zastanawiać się, co wydarzy się na szwedzkich stadionach na przełomie lutego i marca, a także pochylimy się nad losem przeżywającej ogromne problemy natury pozasportowej Kungsbacki (to akurat materiał na osobną historię), warto jeszcze ten jeden ostatni raz pocelebrować to, co już za nami. Tym bardziej, że naprawdę są ku temu powody.

Oczywiście, zdanie na temat wszelkiej maści sportowych plebiscytów dobrze mieć wyrobione. Tego typu eventy w najlepszym razie traktować można jak konkursy popularności i nawet jeśli ich wynik chwilowo pokrywa się z naszymi osobistymi preferencjami, nie zmienia to postaci rzeczy. Zostać docenionym zawsze jest jednak miło, a właśnie taki zaszczyt spotkał piłkarską reprezentację Szwecji oraz jej selekcjonera na uroczystej gali podsumowującej sportowy rok 2019. A warto przy tym zaznaczyć, że konkurencja była naprawdę spora, a chętnych do tego, aby znaleźć się w ścisłym gronie nominowanych nie brakowało w żadnej z kategorii.

Rozpocznijmy może od zdecydowanie największego – patrząc z piłkarskiej perspektywy – bohatera dzisiejszej gali. Peter Gerhardsson, bo o nim mowa, otrzymał statuetkę Trenera Roku 2019 w Szwecji, zostawiając w pokonanym polu pozostałych nominowanych, reprezentujących lekkoatletykę, biegi narciarskie oraz biegi na orientację. Kapituła doceniła nie tylko wywalczony na francuskim mundialu brązowy medal, ale także styl, w którym ten wykraczający poza najbardziej optymistyczne oczekiwania sukces udało się osiągnąć. I chyba każdy, kto regularnie śledzi losy szwedzkiej reprezentacji narodowej, jednocześnie potrafiąc właściwie ocenić jej potencjał, w pełni się z takim uzasadnieniem zgodzi. To, że wiele piłkarek w kadrze prezentuje się obecnie zdecydowanie bardziej korzystnie niż w drużynach klubowych nie jest absolutnie dziełem przypadku i naprawdę aż trudno uwierzyć, że w nie aż tak przecież odległej przeszłości głośno zastanawialiśmy się dlaczego na przykład Sofia Jakobsson w koszulce reprezentacji nijak nie potrafi dobić do poziomu, który regularnie prezentuje w Montpellier. Rozdział ten na szczęście został już jednak definitywnie zamknięty i miejmy nadzieję, że nieprędko przyjdzie nam pisać kolejną jego część.

Bliska wywalczenia nagrody w kategorii Drużyna Roku była także piłkarska kadra, ale ostatecznie przyszło jej uznać wyższość sztafety biegaczek narciarskich w składzie Ebba Andersson, Frida Karlsson, Charlotte Kalla, Stina Nilsson. Z tym werdyktem także trudno polemizować, bo choć serca wszystkich przedstawicieli środowiska piłkarskiego biły tego wieczora dla brązowych medalistek francuskiego mundialu, to wagę złota przywiezionego przez narciarki z austriackiego Seefeld, również należy docenić. Tym bardziej, że wyżej wymienione – dokładnie tak samo jak piłkarki – nie przystępowały do decydującej, medalowej rozgrywki w roli faworytek.

W najbardziej prestiżowych kategoriach indywidualnych tym razem obyło się bez zaskoczeń; z wyróżnień cieszyli się Tove Alexandersson (biegi na orientację) wśród kobiet oraz Daniel Ståhl (lekkoatletyka) wśród mężczyzn. Ta pierwsza, absolutna dominatorka w swojej specjalności, aż siedmiokrotnie stawała w minionym roku na podium mistrzostw świata (trzy złote medale w klasycznej, plus dwa złote i dwa srebrne w narciarskiej odmianie tej dyscypliny), a do tego i tak pokaźnego dorobku dołożyła jeszcze szósty z rzędu triumf w klasyfikacji Pucharu Świata. To wszystko wystarczyło, aby w pokonanym polu zostawić biegaczkę narciarską Stinę Nilsson, biathlonistkę Hannę Öberg oraz czterokrotną laureatkę plebiscytu, pływaczkę Sarę Sjöström. 27-letni dyskobol ze Sztokholmu przekonał do siebie kapitułę złotym medalem przywiezionym z mistrzostw świata w katarskiej Dosze, a także ustanowieniem nowego, fenomenalnego rekordu kraju. Oprócz zwycięzcy w finałowej czwórce nominowanych znalazło się jeszcze miejsce dla Gustava Bergmana (biegi na orientację), Armanda Duplantisa (lekkoatletyka, skok o tyczce) oraz Oskara Rozenberga Hallberga (jazda na deskorolce, park). Ponadto, Odkryciem Roku w szwedzkim sporcie została biegaczka narciarska Frida Karlsson, statuetka za Występ Roku trafiła w ręce tenisisty stołowego Mattiasa Falcka, a publiczność w głosowaniu otwartym postanowiła przyznać swoją nagrodę zdecydowanie największej bohaterce dzisiejszej gali Tove Alexandersson.

Czy za mniej więcej dwanaście miesięcy znów przyjdzie nam raportować o tym, że piłka nożna ma się dobrze i pozostaje odpowiednio doceniona? Cóż, przed nami rok Igrzysk Olimpijskich, ale nie zapominajmy, że kadra Petera Gerhardssona także wybiera się w lipcu do Japonii. A skoro tak, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby z dalekiej Azji przywieźć nie tylko wspomnienia. Znalezienia się w gronie nominowanych za rok warto jednak życzyć każdemu, bez względu na dyscyplinę, bo na końcu nas wszystkich łączy przecież wspólna pasja. A zatem, niech lista kandydatów do przyszłorocznych nagród będzie dłuższa niż kiedykolwiek wcześniej i niech to kapituła ma problem z wyborem. Do zobaczenia za rok!

Styczniowy raport transferowy

linda

Reprezentantka RPA Linda Motlhalo związała się z Djurgården dwuletnim kontraktem (Fot. Getty Images)

Sezon zakupowy w pełni, transferowe okno – choć pogoda nie zachęca – otwarte na oścież, a skoro tak, to najwyższa pora na kolejny raport ze szwedzkiego bazarku. Od poprzedniej aktualizacji nie mieliśmy może wysypu zimowych hitów, ale kilka klubów dokonało wzmocnień, nad którymi naprawdę warto się pochylić. Ot, spójrzmy chociażby na taki Linköping. Jeszcze dwa miesiące temu nawet najwierniejsi sympatycy zespołu z Östergötland wyczekiwali nadejścia zimy raczej z lękiem niż ekscytacją, a tymczasem zapowiadana szumnie rewolucja kadrowa wcale nie musi wyjść trzykrotnym mistrzyniom Szwecji na złe. Oczywiście, wiele zależeć będzie także od atmosfery w klubowej szatni oraz idealnego trafienia z taktyką, która do maksimum wykorzysta potencjał nowych zawodniczek, ale póki co na papierze kadra LFC – choć znacznie mniej gwiazdorska niż ostatnio – prezentuje się nadzwyczaj solidnie. A ściągnięcie do Linköping duetu Petra Johansson – Synne Skinnes Hansen automatycznie przywołuje skojarzenia z okresem, gdy mistrzowską ekipę w Östergötland z sukcesami budował Martin Sjögren.

Na przełomie dekad swoją kadrę na najbliższy sezon skompletował beniaminek z Uppsali, który całkiem słusznie hołdował zasadzie, iż drużynę do walki o utrzymanie w Damallsvenskan najlepiej budować od tyłu. A skoro tak, to do bardzo solidnej golkiperki w osobie Emmy Holmgren dołączył norwesko-islandzki duet defensorek Lena Soleng Hansen – Anna Rakel Petursdottir. Szyki obronne jeszcze mocniej postanowiła zewrzeć także rewelacja poprzedniego sezonu z Vittsjö, w efekcie czego w północnej Skanii zameldowały się Emma Pennsäter oraz znana chociażby z występów w angielskim Manchesterze Mie Leth Jans. Na początku nowego roku wiadomością numer jeden w piłkarskich serwisach był niewątpliwie powrót Lisy Dahlkvist do Umeå, choć musimy pamiętać, że 120-krotna reprezentantka Szwecji w pełni gotowa do gry będzie najpewniej dopiero na start rundy rewanżowej. Zawirowania na rynku bramkarskim sprawiły, że tej zimy do Szwecji zawitały ponadto dwie niezwykle interesujące golkiperki. Występująca dotychczas w mającej ogromne aspiracje norweskiej Vålerendze Guro Pettersen zasiliła znajdujące się w okresie podmistrzowskiej przebudowy Piteå, zaś Dunka Kathrine Østergaard Larsen przez najbliższe miesiące bronić będzie barw na nowo poszukującego swej piłkarskiej tożsamości Djurgården. Czy dla obu wymienionych klubów transfery nowych bramkarek okażą się zapowiedzią nadejścia lepszych dni? Na udany rok mają nadzieję także na Berhn Arenie, choć w ostatnich tygodniach z kadry Örebro regularnie ubywały jej kluczowe elementy. Zastąpienie piłkarek pokroju Rice, Kullberg, Hellstrom, czy Summanen z pewnością nie będzie łatwym zadaniem, ale skoro w Närke pojawiła się Cali Farquhasron (ex-Washington Spirit), to jest to znak, że podopieczne Stefana Ärnsveda spróbują skuteczne przeciwstawić się słynnej klątwie drugiego sezonu. I w żadnym razie nie są w tej walce pozbawione szans. Jeśli jednak chcecie sami ocenić, który z klubów jest jak dotąd największym zwycięzcą zimowego okienka, poniżej znajdziecie aktualną listę wszystkich transferów dokonanych w nim przez dwanaście zespołów z najwyższej klasy rozgrywkowej w Szwecji:

Bilans transferowy klubów Damallsvenskan (stan na 19. stycznia):

dju

esk

kgfc

kdff

lfc

pif

fcr

uik

upp

vgik

vdff

ore

Wyzwanie na początek roku

algarve_omg1_2

Oficjalna drabinka tegorocznego turnieju o Pucharu Algarve

Tegoroczny turniej towarzyski o Puchar Algarve odbędzie się w nieco zmienionej formule, ale w żadnym razie nie oznacza to, że na portugalskich boiskach zrobi się mniej ciekawie niż dotychczas. Co więcej, za sprawą losowania pucharowej drabinki, kadra Petera Gerhardssona rozpocznie nowy, piłkarski rok od naprawdę poważnego wyzwania. Bo czy można inaczej określić kolejny rozdział rywalizacji z reprezentacją Niemiec? Oczywiście, nazywanie marcowego starcia potencjalnym rewanżem za ubiegłoroczną wojnę na wyniszczenie w upalnym Rennes jest sporych rozmiarów nadużyciem, ale wszyscy doskonale pamiętamy, że historia szwedzko-niemieckich potyczek ma swoją całkiem bogatą historię także na portugalskiej ziemi. Coś na ten temat wie chociażby Sofia Jakobsson, która właśnie podczas jednego z turniejów o Puchar Algarve rozegrała swój najlepszy jak dotąd mecz w kadrze. Działo się to niemal dokładnie pięć lat temu, kiedy to los także skojarzył ze sobą reprezentacje Szwecji i Niemiec już na inaugurację całej imprezy. Ówczesne mistrzynie świata potrzebowały wówczas niespełna trzech minut, aby za sprawą goli autorstwa Marozsan i Laudehr wyjść na dwubramkowe prowadzenie, ale właśnie wtedy rozpoczął się jeden z najbardziej niezapomnianych powrotów w wykonaniu naszej kadry, która ani myślała poddawać się nawet po dwóch tak bolesnych ciosach. Cały mecz zakończył się ostatecznie zwycięstwem 4-2, choć szwedzki triumf mógł – i chyba powinien – być jeszcze bardziej okazały. Łupem bramkowym sprawiedliwie podzieliły się Seger i Jakobsson, a występująca obecnie w hiszpańskim Tacon skrzydłowa była tamtego dnia klasą dla siebie.

Miłe skądinąd wspomnienia należą już jednak do przeszłości, a w futbolu skupiać trzeba się raczej na tym co tu i teraz. Z takiego założenia wychodzi także szwedzki selekcjoner, który skomentował losowanie w charakterystyczny dla siebie sposób: Na to nie mamy specjalnie wpływu. Na turniej przyjeżdżają tylko dobre zespoły i nie ma wielkiej różnicy, czy przeciwko Niemkom zagramy pierwszy, drugi, czy trzeci mecz. Najważniejsze, że znamy już nasze rywalki, więc możemy wreszcie rozpocząć właściwe przygotowania do najbliższego meczu. To będzie dobre wejście w rok 2020 – podsumował Gerhardsson.

Warto przy okazji zaznaczyć, że bez względu na wynik konfrontacji z Niemkami, trzy dni później czeka nas kolejna rywalizacja z przeciwnikiem z absolutnie najwyższej półki. W wyniku losowania, w szwedzkiej połówce drabinki oprócz mistrzyń olimpijskich znalazły się także reprezentacje Danii oraz Norwegii i to właśnie ze zwycięzcą (lub przegranym) z tej pary kadra Petera Gerhardssona zmierzy się 7. marca. Na koniec Pucharu Algarve czeka nas natomiast rywal z puli Portugalia/Włochy/Nowa Zelandia/Belgia i całkiem ciekawą opcją wydaje się tu potencjalne starcie z ostatnią z wymienionych ekip. Na przestrzeni lat nie mieliśmy bowiem zbyt wielu okazji do przetestowania piłkarskich umiejętności Belgijek, a całkiem prawdopodobny wydaje się scenariusz, w którym to właśnie Czerwone Płomienie z Beneluksu będą jednymi z naszych grupowych rywalek podczas EURO 2021. Towarzyskie starcie z dawno niewidzianym rywalem na gościnnym, portugalskim wybrzeżu mogłoby w takiej sytuacji stanowić naprawdę przydatny materiał poglądowy.


Terminarz szwedzkiej kadry podczas Pucharu Algarve:

4. marca: Szwecja – Niemcy

7. marca: Szwecja – Norwegia/Dania

10. lub 11. marca – Szwecja – Portugalia/Włochy/Nowa Zelandia/Belgia

UWAGA: Pierwszy w bieżącym roku kalendarzowym mecz o punkty reprezentacja Szwecji rozegra 14. kwietnia. Na Gamla Ullevi w Göteborgu podopieczne Petera Gerhardssona zmierzą się z Węgierkami w ramach eliminacji EURO 2021.

Ta dekada będzie należeć do nich

monica

Monica Jusu Bah – jeden z wielu talentów z Umeå (Fot. Folkbladet)

Zakończona właśnie dekada miała niewątpliwie swoje bohaterki i choć kolejność, w jakiej wymieniamy ich nazwiska zależna jest bezpośrednio od perspektywy, z której obserwujemy piłkarski świat, to nie ma najmniejszych wątpliwości, że jako dyscyplina wykonaliśmy w ostatnim dziesięcioleciu ogromny krok do przodu. Pewne wydaje się również to, że z raz obranej ścieżki zbaczać nie będziemy także w latach dwudziestych i choć brak jakichkolwiek sukcesów reprezentacji młodzieżowych wzbudza delikatny niepokój, to Lindahl, Fischer i Seger w żadnym razie nie muszą się martwić o brak potencjalnych następczyń. Sztafeta pokoleń w szwedzkim futbolu nie jest bynajmniej zjawiskiem nowym i choć najczęściej towarzyszy jej smutek i nostalgia, to warto zauważyć, że każda dotychczasowa generacja zapisała się w historii przynajmniej jednym medalowym osiągnięciem. Bardzo chcielibyśmy, aby ów trend był kontynuowany, ale trzeba powiedzieć sobie jasno, że chętnych do walki o najwyższe cele przybywa nam z każdym kolejnym turniejem. Dla szwedzkich piłkarek nie ma jednak rzeczy niemożliwych, więc na dobry początek dekady przyjrzyjmy się tym, które być może za dziesięć lat będą stanowić o sile naszej kadry. Oto subiektywna lista największych nastoletnich talentów szwedzkiego futbolu A.D. 2020.

Hanna Bennison (2002, Rosengård) – jako jedyna w tym gronie zdążyła już na dobre przedstawić się nie tylko szwedzkiej, ale i międzynarodowej publiczności. I jeśli jej dalsza kariera ma wyglądać choć w części tak efektownie jak wejście do Damallsvenskan, czy do kadry selekcjonera Gerhardssona, to musimy przyznać, że nie możemy doczekać się kolejnego rozdziału tej historii. Gdyby dziś zapytać ekspertów, kto za dziesięć lat będzie główną ambasadorką szwedzkiego futbolu na świecie, większość ankietowanych bez wahania wskazałoby właśnie na pomocniczkę ze Skanii. I niech to będzie jej największą rekomendacją.

Linn Bogren (2000, Florida State) – występująca do niedawna w Linköping defensorka jak dotąd zapisała się w pamięci kibiców przede wszystkim niepotrzebną czerwoną kartką obejrzaną w spotkaniu z Kungsbacką. Kto jednak widział jej występy w reprezentacjach młodzieżowych, ten doskonale zdaje sobie sprawę, jak olbrzymi jest jej potencjał. A historia chociażby Julii Roddar pokazuje, że występy z rozgrywkach NCAA potrafią bardzo przysłużyć się szwedzkim piłkarkom. Pozostaje więc życzyć, aby i w tym przypadku powrót zza oceanu do Europy oznaczał dopiero początek pięknej przygody.

Saga Carlsson (2003, Umeå) – pomimo bardzo młodego wieku, w futbolu osiągnęła już całkiem sporo. Jako kapitanka prowadziła jedenastkę z Umeå do medali w każdej kolejnej kategorii wiekowej i absolutnie nikt w Västerbotten nie wyobraża sobie, aby inna zawodniczka stanowiła centralny punkt bloku defensywnego. Rok 2020 będzie dla niej pełen wyzwań, a na liście celów z pewnością znajdują się debiut na boiskach Damallsvenskan oraz historyczny awans z kadrą U-17 na mistrzostwa świata w Indiach. Powodzenia!

Evelina Duljan (2003, Kristianstad) – jeśli debiutujesz w najwyższej klasie rozgrywkowej w wieku trzynastu lat, a dwa lata później regularnie wybiegasz na boiska ekstraklasy w wyjściowej jedenastce, to pewne jest jedno: musisz mieć talent! I to nawet w wypadku, gdy twoją klubową trenerką jest Elisabet Gunnarsdottir, która nigdy nie bała się odważnie stawiać na młodzież. O tym, jak dynamiczną i nieprzewidywalną (w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa) piłkarką jest skrzydłowa z Kristianstad przekonało się już wiele defensorek w Damallsvenskan, ale chyba jedynie kwestią czasu pozostaje moment, w którym nazwisko Duljan znać będą nie tylko na Półwyspie Skandynawskim.

Agnes Granberg (2000, Umeå) – co jakiś czas w piłkarskich mediach powraca temat sytuacji w reprezentacyjnej bramce po zakończeniu kariery przez Hedvig Lindahl. Nie jest jednak wykluczone, że receptą na wszelkie bolączki okaże się dziewiętnastolatka z Umeå, która w minionym sezonie w pełni zasłużenie znalazła się w jedenastce sezonu Elitettan. Najbliższy rok młoda golkiperka spędzi już w najwyższej klasie rozgrywkowej, a stamtąd do kadry jest już przecież całkiem niedaleko. Oczywiście, trzeba jeszcze udowodnić swą sportową wartość na ligowych boiskach, ale kto ma tego dokonać, jeśli nie ona?

Elma Junttila Nelhage (2003, Göteborg) – gdyby ktoś chciał poznać definicję nowoczesnej defensorki, to przywołanie personaliów szesnastolatki z Västergötland w zasadzie wyczerpałoby w takich okolicznościach temat. Potrafi wyprowadzić piłkę, potrafi zachować odpowiedni balans pomiędzy obowiązkami ofensywnymi i defensywnymi, a na najwyższe obroty wchodzi wtedy, gdy zespół najbardziej tego potrzebuje. To dzięki takim zawodniczkom jak ona Göteborg przestał wreszcie być pustynią w piłce młodzieżowej. Czy z jej pomocą uda się także sięgnąć po upragnione i wytęsknione przez kibiców KGFC mistrzostwo?

Monica Jusu Bah (2003, Umeå) – swoją przygodę ze sportem (i z wygrywaniem) rozpoczynała od innebandy, ale na nasze szczęście to na piłkarskich boiskach jej talent rozbłysnął pełnym blaskiem. A ponieważ akurat w Umeå talenty rozwijać umieją jak mało gdzie, to pierwsza linia klubu z Västerbotten oraz kadry U-17 już dziś ma z niej całkiem sporą pociechę. Tytuł królowej strzelczyń młodzieżowego EURO wydaje się być jak najbardziej w jej zasięgu, a jeśli to właśnie gol jej autorstwa zapewni nam awans na mundial w Indiach, to też ani trochę się takim obrotem spraw nie zdziwimy. Bo dziurawienie siatki kolejnych rywalek weszło jej już w nawyk.

Rusul Rosa Kafaji (2003, AIK) – jeśli jedną z jej poprzedniczek na tej liście nazwaliśmy kompletną defensorką, to w jej przypadku możemy mówić o kompletnej piłkarce ofensywnej. Choć prezentowany przez nią styl odbiega nieco od tego, który w jej wieku prezentowała nam Kosovare Asllani, to właśnie ona wydaje się najbardziej naturalną kandydatką do tego, aby zastąpić Kosse w roli najlepszej szwedzkiej dziesiątki. Nie ma ani krzty przypadku w tym, że o zawodniczkę stołecznego AIK pytały już naprawdę uznane kluby, a coś mówi nam, że za dwanaście miesięcy jej wartość może być wyłacznie jeszcze wyższa niż obecnie.

Elsa Törnblom (2001, AIK) – chyba najbardziej wszechstronna w całym zestawieniu, ale akurat w jej przypadku jest to absolutnie zaletą. Dla niej nie stanowi wielkiego problemu ani gra w czteroosobowym bloku defensywnym, ani na wahadle, ani na skrzydle – na każdej z tych pozycji stanowiła wartość dodaną bijącej się o najwyższe cele młodzieżówki AIK. Rok temu wystąpiła w 19 meczach pierwszego zespołu na poziomie Elitettan, ale wydaje się, że te liczby stanowią dopiero preludium do tego, co pokaże nam w przyszłości. Kto wie, być może już w tej najbliższej?

Filippa Wallén (2000, West Ham) – jeszcze jedna sztokholmianka na liście, choć zimą zdecydowała się zamienić stołeczną Brommę na londyński West Ham. I wydaje się, że był to krok we właściwym kierunku, gdyż w bardzo międzynarodowej kadrze Młotów piłkarki o tej charakterystyce jak dotąd doskonale się odnajdywały. Przez lata w szwedzkim futbolu utarło się powiedzenie, że najwięcej problemów kadrowych reprezentacja ma na bokach obrony, ale jeśli w kolejce do gry w najważniejszej drużynie w kraju czekają takie zawodniczki, to obawy te wydają się cokolwiek przesadzone. Albo przynajmniej tymczasowo nieaktualne.