Z Bajen nie ma żartów

DntMh4qXoAMB8Yi

Julia Zigiotti załamana. Dziś cieszył się jej były klub (Fot. Hammarby IF)

Choć teoretycznie najciekawsze mecze 18. kolejki Damallsvenskan zaplanowano na niedzielę, dzisiejsze popołudnie ze szwedzką piłką także okazało się nadzwyczaj interesujące. Zadbały o to przede wszystkim piłkarki stołecznego Hammarby, które po raz drugi w tym sezonie okazały się lepsze od Göteborga, mocno komplikując w ten sposób drogę rywalek po mistrzowski tytuł. Po komplet punktów sięgnął dziś ponadto beniaminek z Växjö, a Linköping urządził sobie w deszczowym Kalmar trening strzelecki.

Wróćmy jednak do stolicy, bo tam działo się zdecydowanie najwięcej. Zaczęło się od prawdziwego trzęsienia ziemi, gdyż nie upłynęła jeszcze minuta gry, a Göteborg już musiał odrabiać straty. Co gorsza, piłkarki grające w czarnych strojach same sprowadziły na siebie całe nieszczęście, gdyż futbolówkę do bramki Jennifer Falk w kuriozalnych okolicznościach skierowała Beata Kollmats. A my mogliśmy tylko zastanawiać się dlaczego Marcus Lantz nie wyciągnął odpowiednich wniosków z porażki w Piteå i raz jeszcze w kluczowym momencie sezonu zdecydował się na eksperymenty między słupkami. Göteborg nie zamierzał oczywiście łatwo godzić się z porażką, bliskie pokonania Emmy Holmgren były między innymi Rubensson i Schough, ale urodzona w Uppsali golkiperka broniła dziś z dużym wyczuciem, a gdy zaszła taka potrzeba, sprzyjało jej również szczęście. Tego ostatniego ewidentnie zabrakło natomiast Kollmats, która w 70. minucie raz jeszcze miała spory udział przy golu dla Hammarby. Emma Jansson próbowała wykończyć akcję Amandy Johansson prawym skrzydłem, a kapitanka KGFC ustawiła się tak niefartownie, że odbita od niej piłka zupełnie zmyliła Falk. W końcówce przyjezdne stać było jeszcze na jeden zryw, ale przyniósł im on jedynie bramkę kontaktową autorstwa Tayor Leach po centrze Olivii Schough. Na więcej, pomimo olbrzymiego zamieszania w szesnastce Bajen w doliczonym czasie gry, zabrakło już gościom czasu, w efekcie czego po ostatnim gwizdku Sary Wiinikki cieszyli się nie tylko w Sztokholmie. Delikatne uśmiechy pojawiły się bowiem także na twarzach kibiców w Piteå, Malmö i Kristianstad.

Tydzień temu w Sztokholmie beniaminek z Växjö rozegrał swój prawdopodobnie najgorszy mecz w sezonie, ale trzecie z rzędu zwycięstwo na Myresjöhus Arenie szybko pozwoliło Pierre’owi Fondinowi i jego drużynie zapomnieć o tamtym niepowodzeniu. Mecz z osłabioną brakiem sprzedanej w ostatnich dniach francuskiego okienka transferowego do PSG Hanny Glas Eskilstuną od pierwszych minut układał się po myśli gospodyń. Wprawdzie Anna Anvegård w 18. minucie nie wykorzystała podyktowanego za faul Anniki Svensson rzutu karnego, ale zaledwie kilkadziesiąt sekund później najlepsza snajperka Växjö wzięła udany rewanż na Emelie Lundberg, korzystając z perfekcyjnego podania Signe Holt. Młoda Dunka w głównej roli wystąpiła także po przerwie, gdyż to ona wywalczyła drugą tego dnia jedenastkę dla gospodyń, którą tym razem pewnie wykonała Jelena Cankovic. Eskilstuna także miała w tym meczu momenty lepszej gry, ale pomimo starań bardzo aktywnego duetu Larsson – Okobi, gościom nie udało się zamienić na gola ani jednej spośród wykreowanych przez siebie okazji bramkowych. Trzy punkty pozostały więc w Småland, dzięki czemu zespół trenera Fondina może być już niemal pewny pozostania w Damallsvenskan na kolejny sezon.

O meczu w Kalmar nie ma sensu pisać wiele, gdyż gospodynie raz jeszcze udowodniły, że na ten moment nie są drużyną zasługującą na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej. Piłkarkom z Linköping należy się rzecz jasna pochwała za grę do końca, Kosovare Asllani znów pokazała, że we wrześniu złapała formę życia, Anna Oskarsson świetnie sprawdziła się na prawym wahadle, a Tove Almqvist dała fenomenalną zmianę, ale to wszystko działo się niestety na tle rywala, który umiejętnościami ewidentnie nie dorastał do rywalizacji na tym poziomie. W ostatnim kwadransie nad losem miejscowej drużyny płakać zaczęło nawet kalmarskie niebo, a spadające z niego obficie deszczowe łzy były najlepszym podsumowaniem piłkarskiej mizerii zaprezentowanej przez drużynę Martina Sjöstranda.

Komplet sobotnich wyników:

Växjö – Eskilstuna 2-0 (Anvegård 19., Cankovic 64. (k))

Kalmar – Linköping 1-9 (Haugstad 70. – Asllani 27. (k), 54., Maanum 35., Lantz 43., Rasmussen 63., Hurtig 75., 81., Angeldahl 79., Almqvist 90+1.)

Hammarby – Göteborg 2-1 (Kollmats 1. (s), Jansson 70. – Leach 89.)

Reklamy

18. kolejka – zapowiedź

image

Tine Schryvers i Rita Chikwelu potrafią grać przeciwko silnym rywalom (Fot. Bosse Nilsson)

Eskilstuna miała zakończyć mistrzowski sen Piteå, a tymczasem klub z Norrbotten niespodziewanie dla wszystkich znów przewodzi ligowej stawce. Taki już jest ten sezon, że przewidzieć nie da się w nim absolutnie niczego. W najbliższy weekend czekają nas między innymi podwójne derby Skanii, ale – nauczeni doświadczeniami z ostatnich miesięcy – w każdym zestawieniu jesteśmy mentalnie przygotowani na dosłownie każde rozstrzygnięcie. No, może zwycięstwo Kalmar nad Linköping byłoby sporych rozmiarów sensacją, choć z drugiej strony wciąż aktualne mistrzynie Szwecji przed dwoma dniami omal nie zostały wyrzucone z pucharu przez trzecioligowego średniaka. Jak więc widać, nawet w takich starciach nie można być już niczego pewnym.

Mecz kolejki: Rosengård vs Kristianstad. Derby Skanii, które przez lata miały jednego, wyraźnego faworyta. Dwa zwycięstwa podopiecznych Elisabet Gunnarsdottir nad zdecydowanie bardziej utytułowanym rywalem zza miedzy z pewnością pozwoliły jednak piłkarkom z Kristianstad uwierzyć, że Rosengård wcale nie jest zespołem z innej planety. Stawka meczu jest niezwykle wysoka, gdyż przegrany, jeśli nie zamknie sobie całkowicie drogi do tytułu mistrzowskiego, to z pewnością mocno ją sobie wydłuży. Ekipa ze wschodniej Skanii jeszcze nigdy w historii nie wywalczyła choćby punktu na Malmö IP. Czy pod nieobecność Nathalie Björn i Sanne Troelsgaard w szeregach gospodyń uda się napisać nowy rozdział derbowej rywalizacji? Jeśli na swoim poziomie z rundy jesiennej zagra Brett Maron, a Sif Atladottir z Mią Carlsson skutecznie powstrzymają ofensywne zapędy Mittag, Brown czy Utland, to niespodzianka wcale nie jest wykluczona, choć Rosengård oczywiście niezmiennie pozostaje papierowym faworytem.

Wydarzenie kolejki: jeszcze jedna próba lidera. Piteå już wiele razy w tym sezonie musiało bronić fotela lidera i podopiecznym Stellana Carlssona udawało się to ze zmiennym skutkiem. Sposób na rewelację rozgrywek znajdowały jednak wyłącznie ekipy ze Skanii, a Djurgården do takich się nie zalicza. Czy w związku z tym kibice z Norrbotten mogą przed potyczką na Stadionie Olimpijskim spać spokojnie? Niekoniecznie, bo w osobie Julii Spetsmark sztokholmianki wreszcie znalazły liderkę formacji ofensywnej, a Maddie Bauer okazała się nadspodziewanie solidnym wzmocnieniem środka pola. Powołana do kadry Petera Gerhardssona na październikowe zgrupowanie Cajsa Andersson może więc szykować się na kolejne intensywne popołudnie między słupkami strzeżonej przez siebie bramki.

Zagadka kolejki: dla kogo mecz o sześć punktów? Ani Vittsjö, ani Limhamn Bunkeflo nie mogą być pewne pozostania w Damallsvenskan na kolejny sezon. Sześciopunktowa zaliczka teoretycznie kazałaby nieco wyżej ocenić szanse zespołu Matta Rossa i Thomasa Mårtenssona, ale jesienny terminarz przemawia z kolei na korzyść ubiegłorocznego beniaminka. Wiele wyjaśni nam zatem bezpośrednie starcie, którego przebieg bacznie obserwować będą także sympatycy stołecznego Hammarby. W meczach decydujących o utrzymaniu emocji zawsze jest aż nadto, więc spędzenie niedzielnego popołudnia w towarzystwie Michelle De Jongh i Anny Welin nie jest wcale aż takim złym pomysłem.

original

Julia Zigiotti w październiku ma szansę zadebiutować w pierwszej reprezentacji (Fot. Expressen)

Piłkarka pod lupą: Julia Zigiotti. Rok temu dołożyła ogromną cegiełkę do utrzymania Hammarby w Damallsvenskan. Teraz, już jako piłkarka Göteborga, powróci do stolicy, aby pokonać swój poprzedni klub. Żeby było jeszcze bardziej interesująco, to wszystko dzieje się dosłownie chwilę po tym, jak po raz pierwszy w karierze otrzymała zaproszenie na zgrupowanie seniorskiej reprezentacji Szwecji. Nikt nie ma wątpliwości, że sobotni mecz będzie dla 20-letniej wychowanki Bollstanäs ogromnym przeżyciem emocjonalnym, ale jeśli w Västergötland wciąż marzą o mistrzostwie, to trzy punkty ze Sztokholmu podopieczne Marcusa Lantza przywieźć po prostu muszą. A Zigiotti znów może mieć w tym spory udział.

Na pozostałych stadionach: Już bez Hanny Glas, Eskilstuna wybierze się do Växjö, aby stanąć w szranki z nieobliczalnym beniaminkiem. Do Småland zawitają również piłkarki z Linköping, które w nadmorskim Kalmar spróbują przedłużyć najbardziej efektowną w tym roku passę zwycięstw.

Zestaw par 18. kolejki:

omg18_01

omg18_02

omg18_03

omg18_04

omg18_05

omg18_06

Kadra na Norwegię i Włochy

Fotboll, Dam, VM-kval, Sverige - Ukraina

Kadra Petera Gerhardssona na powrót rozkochała w sobie kibiców (Fot. Bildbyrån)

Zwycięski mecz w Viborgu był niewątpliwie jednym z najlepszych, jakie szwedzka reprezentacja piłkarska rozegrała w ostatnich latach. Niektórzy odważnie stawiają go nawet w takim nieformalnym zestawieniu na pierwszym miejscu i naprawdę nie ma w tym żadnej wielkiej przesady. Dla Petera Gerhardssona i jego sztabu duńska wiktoria stanowi już jednak przeszłość. Na horyzoncie widać kolejne cele i wyzwania i to właśnie na nich trzeba teraz skupić całą swoją uwagę. Bo jeśli w czerwcu chcemy pojechać do Francji po to, aby odegrać na mundialu jakąkolwiek znaczącą rolę, to nie możemy pozwolić sobie na luksus zmarnowania choćby jednego dnia. I dobrze, że selekcjoner doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

Nikt nie ma chyba wątpliwości co do tego, że Gerhardsson jest jednym z większych (jeśli nie w ogóle największym) zwycięzcą sierpniowo-wrześniowego zgrupowania. Postawa szwedzkich piłkarek w dwóch ostatnich meczach eliminacyjnych sprawiła, że zaufanie do trenera i jego decyzji poszybowało ostro do góry, a to z kolei skutkuje tym, że przynajmniej w najbliższej przyszłości klimat wokół kadry będzie pozytywny. Mając jeszcze całkiem świeżo w pamięci ostatni etap przygotowań do EURO 2017 w Holandii, doskonale wiemy, jak bardzo właśnie takich emocji nam wtedy brakowało. Zdobycie przychylności mediów nie jest jednak najcenniejszym skalpem Gerhardssona i jego ekipy. Zdecydowanie ważniejsze jest to, że wierzą w niego także same zawodniczki. Wiadomo, że w sportach zespołowych każda drużyna jest organizmem złożonym z wielu pojedynczych elementów, ale obecnemu selekcjonerowi udało się poukładać je tak, że efekty przeszły najśmielsze oczekiwania. Tu nie chodzi o to, że grałyśmy bardziej ofensywnie. My po prostu dokładnie wiedziałyśmy, co mamy grać – powiedziała na gorąco jedna z bohaterek starcia w Viborgu (nazwiska nie przytaczam ze względu na nieoficjalny charakter tamtej wypowiedzi) i słowa te chyba najlepiej oddają różnicę między kadrą Gerhardssona, a tym, co serwowano nam w przeszłości i do czego tak bardzo nie chcielibyśmy wracać.

Podczas dzisiejszej konferencji poznaliśmy nazwiska 24 piłkarek powołanych na październikowe mecze z Norwegią i Włochami. Zaskoczenia? Brak, jeśli uważnie śledzi się rozgrywki ligowe. Zaproszenie na zgrupowanie dostały bowiem te zawodniczki, które pozytywnie wyróżniały się w swoich drużynach klubowych. Trudno zresztą byłoby mi krytykować ten wybór, skoro każdą z trzech potencjalnych debiutantek regularnie umieszczałem ostatnimi czasy w jedenastkach kolejki, o czym doskonale wiedzą stali czytelnicy Szwedzkiej Piłki. Sam Gerhardsson wyraźnie daje jednak do zrozumienia, że selekcja nie została jeszcze zakończona. Przez rok w prowadzonej przeze mnie kadrze zagrało prawie 40 zawodniczek. To dużo, ale na pewno będziemy sprawdzać jeszcze kolejne. Przed finałami mistrzostw świata rozegramy jeszcze dziesięć meczów i każdy z nich będzie dla nas istotny – podsumowuje selekcjoner. I raz jeszcze trudno się z nim nie zgodzić.

Nie od dziś wiadomo, że mecze towarzyskie są idealnym polem do eksperymentów i niewątpliwie już w październikowych potyczkach możemy się ich spodziewać. Nie ma jednak mowy o eksperymentowaniu dla samego eksperymentowania, gdyż wszystko musi mieć swój cel. Tak było z wystawieniem czteroosobowego bloku defensywnego na Ukrainę, z przekwalifikowaniem Kosovare Asllani do roli klasycznej dziesiątki, czy wreszcie z całkowicie autorskim pomysłem na wykorzystanie do maksimum potencjału Stiny Blackstenius (swoją drogą ciekawe, czy ten ostatni patent skopiują w Montpellier) i tak będzie również w przyszłości. W meczach z Norwegią i z Włochami najważniejszy jest nie wynik (Co mi przyjdzie z samego zwycięstwa? – pytał retorycznie selekcjoner), a przetestowanie pewnych schematów na tle solidnych przeciwniczek. Gerhardsson chciałby, aby szwedzka ofensywa stała się jeszcze bardziej mobilna, a piłkarki czuły się bardziej komfortowo z piłką przy nodze, bo – jak sam zauważył – do Francji czy USA jeszcze sporo nam w tym względzie brakuje. Osobnym tematem są oczywiście stałe fragmenty gry i tu absolutnie wszyscy – z selekcjonerem na czele – widzimy ogromne rezerwy. Kluczowe jest jednak to, aby być w stanie sięgnąć do nich za dziewięć miesięcy.

A póki co pozostaje tylko podziękować Peterowi Gerhardssonowi za to, że mecze i zgrupowania kadry znów stały się wydarzeniem, na które czeka się z niekłamaną ekscytacją. Za to, że konflikty na linii reprezentacja – kluby zostały już dawno zażegnane, a selekcjoner nie tylko potrafi prowadzić partnerski dialog z opiekunami najlepszych drużyn w kraju, ale nawet liczy się z ich zdaniem. I wreszcie za to, że wreszcie udało się wyważyć drzwi i wpuścić trochę świeżego powietrza tam, gdzie poprzednia ekipa pozostawiła po sobie spaloną ziemię. Niby nic specjalnego, a jednak w ostatnich latach trochę odzwyczailiśmy się w niektórych aspektach od normalności.


Kadra na Norwegię i Włochy:

Bramkarki: Cajsa Andersson (Piteå), Hedvig Lindahl (Chelsea), Zecira Musovic (Rosengård)

Obrończynie: Jonna Andersson (Chelsea), Nathalie Björn (Rosengård), Mia Carlsson (Kristianstad), Magdalena Eriksson (Chelsea), Nilla Fischer (Wolfsburg), Hanna Glas (Eskilstuna), Anna Oskarsson (Linköping), Linda Sembrant (Montpellier)

Pomocniczki: Kosovare Asllani (Linköping), Lina Hurtig (Linköping), Nina Jakobsson (Piteå), Julia Karlernäs (Piteå), Julia Roddar (Göteborg), Elin Rubensson (Göteborg), Olivia Schough (Göteborg), Caroline Seger (Rosengård)

Napastniczki: Anna Anvegård (Växjö), Stina Blackstenius (Montpellier), Sofia Jakobsson (Montpellier), Mimmi Larsson (Eskilstuna), Julia Zigiotti (Göteborg)


Szwedzki rozkład jazdy:

4. października, godz.  18:45 (Helsingborg): Szwecja – Norwegia

9. października, godz. 18:15 (Cremona): Włochy – Szwecja

Podsumowanie 17. kolejki

dam

Czas na podsumowanie 17. kolejki sezonu 2018 w Damallsvenskan

Najlepszy mecz: Piteå 2-0 Eskilstuna. To miała być ciężka przeprawa dla podopiecznych Stellana Carlssona i … rzeczywiście tak było. Rozpędzona Eskilstuna postawiła bardzo trudne warunki, ale solidna postawa formacji defensywnej, a także dwie akcje napędzane przez duet Jakobsson – Janogy przesądziły o tym, że komplet punktów pozostał w Norrbotten. Piteå ewidentnie nie zamierza przedwcześnie wypisywać się z wyścigu o mistrzostwo, a my możemy się z tego powodu tylko cieszyć.

Najładniejszy gol: Sanne Troelsgaard (Rosengård). Reprezentantka Danii była niewątpliwie pierwszoplanową aktorką starcia w Linköping. W tej rubryce nie będziemy jednak wracać do cokolwiek kontrowersyjnej czerwonej kartki, lecz do strzału, który w 25. minucie uciszył kibiców z Östergötland. Tak perfekcyjnie uderzonej piłki Stephanie Labbé nie odbiłaby nawet wtedy, gdy w barwach Örebro rozgrywała swój najlepszy sezon w karierze.

Najlepsza piłkarka: Kosovare Asllani (Linköping). Jest forma? Pewnie, że jest! 118-krotna reprezentantka Szwecji od pewnego czasu znów jest najlepszą, boiskową wersją siebie i w Linköping z tego powodu na pewno nie zamierzają rozpaczać. Co innego w Malmö, bo przecież gdyby nie Asllani, Rosengård najpewniej przywiózłby wczoraj z Östergötland przynajmniej punkt. A tak, to znów trzeba gonić czołówkę.


17. kolejka w liczbach:

Gole: 21  (średnia 3.50 / mecz)

Rzuty karne: 0

Żółte kartki: 15

Czerwone kartki: 2

Najwyższa frekwencja: 1 842  (Piteå – Eskilstuna)

Najniższa frekwencja: 276  (Limhamn Bunkeflo – Hammarby)

Najszybszy gol: Rebecka Blomqvist (Göteborg) – 3. minuta (vs. Vittsjö)

Najpóźniej strzelony gol: Sofie Junge (Vittsjö) – 90+4. minuta (vs. Göteborg)


Jedenastka kolejki:

TEAM_17

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Komplet wyników:

dam

Niedziela cudów

5466359

Linköping górą! Ale na szczycie znów Piteå (Fot. Corren)

Takich emocji jak Damallsvenskan nie zapewni nie tylko żadna inna europejska liga, ale i wiele kasowych produkcji filmowych. O godzinie 16:00 Hammarby znajdowało się w niezwykle trudnym położeniu, obierając mocny kurs na Elitettan. W tym samym czasie korespondencyjną walkę o fotel wirtualnego lidera toczyły Göteborg i Rosengård, stosunkowo pewnie zmierzając w swoich meczach po trzy punkty. Kolejne trzy kwadranse przyniosły nam jednak więcej zwrotów akcji niż niejeden dobry thriller. Efekt końcowy? Hammarby dzięki znakomitemu finiszowi odskakuje od strefy spadkowej na siedem punktów, Rosengård traci dwa gole i dwie piłkarki, Vittsjö w ostatnich sekundach doliczonego czasu gry wyrywa punkt na Ullevi, a starym-nowym liderem zostaje w tym całym zamieszaniu … skreślone już w zasadzie przez wszystkich Piteå. Powiedzcie sami, czy jest na świecie inna liga, która dostarczyła dziś aż tylu przeżyć?

Niedziela cudów rozpoczęła się jednak spokojnie, od pewnego zwycięstwa Djurgården nad Växjö. W starciu z beniaminkiem ze Småland, sztokholmianki od pierwszych minut były stroną bardziej aktywną i stosunkowo szybko przyniosło to bramkowy efekt. Rozgrywająca swój najlepszy mecz na szwedzkich boiskach Portia Boakye wycofała futbolówkę do nieobstawionej Ingibjörg Sigurdardottir, a islandzka defensorka pokonała Katie Fraine strzałem w krótki róg. Djurgården nie zamierzał jednak zwalniać tempa i jeszcze przed przerwą skromne prowadzenie udało się gospodyniom podwyższyć. Gol na 2-0 padł w dość niecodziennych okolicznościach; rzut wolny wykonywała Irma Helin, a dośrodkowana przez nią w pole karne gości piłka zaskoczyła trajektorią lotu wszystkich z golkiperką Växjö włącznie. W drugiej połowie z mocno przedłużonej drzemki wreszcie obudziły się przyjezdne, dzięki czemu obraz gry nieco się wyrównał, ale pomimo kilku okazji nie udało im się złapać kontaktu bramkowego. Najbliżej umieszczenia piłki w siatce Gudbjörg Gunnarsdottir były Cankovic oraz Anvegård, ale ze strzałem pierwszej doskonale poradziła sobie bramkarka ze Sztokholmu, a uderzenie najlepszej snajperki Växjö zatrzymało się na poprzeczce. Sama końcówka znów należała do gospodyń, ale one także nie wykorzystały żadnej z dwóch doskonałych okazji na dobicie rywalek.

Prawdziwe emocje wciąż były jednak przed nami, gdyż drużyny walczące o najbardziej eksponowane miejsca w tabeli swoje mecze miały dopiero rozpocząć. Jako pierwsze przypomniały o sobie piłkarki z Göteborga i za sprawą niesamowicie skutecznej w obecnych rozgrywkach Rebecki Blomqvist już w 3. minucie starcia z Vittsjö otworzyły wynik spotkania. Chwilę później, dzięki Elin Rubensson, było już 2-0 dla podopiecznych Marcusa Lantza i można było skupić się na tym, co równocześnie działo się na Arenie Linköping. Na teren ustępującego (czy aby na pewno?) mistrza przyjechał bowiem Rosengård i w początkowej fazie meczu zepchnął opromieniony wysokim zwycięstwem na Ukrainie zespół Olofa Unogårda do głębokiej defensywy. Gospodyniom nawet całkiem skutecznie udało się odciąć niezwykle groźny duet Mittag – Utland od zagrywanych w ich kierunku prostopadłych piłek, ale na perfekcyjne uderzenie Sanne Troelsgaard z dystansu odpowiedzi nie miała ani Stephanie Labbé, ani defensywa LFC. Rosengård prowadził, wysyłając tym samym jasny sygnał do Göteborga, że gra o tytuł wciąż trwa.

Druga połowa zaczęła się od bardzo kontrowersyjnej czerwonej kartki dla Troelsgaard, która skutkowała tym, że zespół Jonasa Eidevalla przez niespełna 40 minut musiał grać w liczebnym osłabieniu. Linköping postanowił odważniej zaatakować, ale chyba nawet sama Kosovare Asllani nie spodziewała się, że jej stosunkowo lekki strzał w środek bramki całkowicie zaskoczy Zecirę Musovic. Skoro jednak golkiperka ze Skanii wyciągnęła do gospodyń pomocną dłoń, to żal byłoby z tego nie skorzystać i najwyraźniej Kosse wyszła z podobnego założenia. Wyrównujący gol nie zadowolił jednak ambicji znajdujących się ewidentnie w uderzeniu piłkarek z Linköping i siedem minut później rekonwalescentka Lina Hurtig jeszcze bardziej uszczęśliwiła miejscowych fanów. Była piłkarka Umeå zdecydowała się na rajd lewym skrzydłem, zbiegła do linii końcowej, a zagraną przez nią futbolówkę do własnej bramki skierowała Hanna Folkesson. Do pomocniczki Rosengård trudno mieć jednak w tej sytuacji pretensje, gdyż gdyby nie jej interwencja, to akcję i tak zamknęłaby celnym strzałem Filippa Angeldahl. W tym momencie było już jasne, że zawodniczki ze Skanii nie mają już czego bronić i nawet pomimo drugiej tego dnia czerwonej kartki (tym razem dla Nathalie Björn) przyjezdne do samego końca szukały przynajmniej gola wyrównującego. Bezskutecznie, ale już po ostatnim gwizdku Sary Persson otrzymały one pocieszenie w postaci najnowszej wiadomości z Göteborga. Samobój Filippy Curmark oraz pierwszy w sezonie gol Sofie Junge (ten drugi zdobyty w ostatniej akcji meczu!) sprawiły, że swojego meczu nie wygrał też dotychczasowy lider. Oj, to był prawdziwy, emocjonalny rollercoaster dla wszystkich uczestniczących w nim drużyn!

Nie mniej ciekawie było w Malmö, gdzie Limhamn Bunkeflo do przerwy prowadził z Hammarby po golu Rakel Hönnudottir (świetna asysta Björklund). Taki wynik oznaczał, że zespół Otto Perssona niemal zrównywał się punktami ze swoim dzisiejszym rywalem, co biorąc pod uwagę wrześniowy i październikowy terminarz, stawiało go w całkiem sympatycznej pozycji przed decydującymi meczami. Trzy gole Hammarby po przerwie całkowicie odwróciły jednak sytuację i za sprawą Emmy Jansson, która w najlepszym możliwym momencie przypomniała sobie, że jednak potrafi celnie strzelać, to drużyna Isaka Dahlina znalazła się w znacznie bardziej komfortowym położeniu. Czy to już koniec niedzielnych wrażeń? Ależ skąd! Na LF Arenie w Piteå klasą dla siebie była Madelen Janogy i to jej dwa podania pozwoliły najpierw Andrei Norheim, a następnie Julii Karlernäs pokonać Emelie Lundberg. Efekt? Lider znów wrócił do Norrbotten, choć takiego scenariusza nie spodziewali się chyba nawet najbardziej optymistycznie nastawieni do życia kibice z dalekiej Północy! Ach, jaka szkoda, że na kolejne emocje spod znaku Damallsvenskan musimy czekać aż do soboty …

Komplet niedzielnych wyników:

Djurgården – Växjö 2-0 (Sigurdardottir 16., Helin 33.)

Limhamn Bunkeflo – Hammarby 1-3 (Hönnudottir 25. – Jansson 62., 89., Mijatovic 85.)

Göteborg – Vittsjö 2-2 (Blomqvist 3., Rubensson 17. – Curmark 59. (s), Junge 90+4.)

Linköping – Rosengård 2-1 (Asllani 63., Folkesson 70. (s) – Troelsgaard 25.)

Piteå – Eskilstuna 2-0 (Norheim 39., Karlernäs 64.)

Tęsknić nie będziemy

kalmartranarspark-jpg (1)

To już jest koniec pierwszoligowej przygody IFK Kalmar (Fot. TT)

Zaledwie pół roku temu, tuż przed startem sezonu, głośno zastanawialiśmy się, czy debiutująca na najwyższym szczeblu rozgrywek drużyna z Kalmar ma szansę stać się trzecim – obok pięknego, renesansowego zamku oraz zawartej na nim ponad 600 lat temu Unii trzech państw skandynawskich – symbolem tego urokliwego, nadbałtyckiego miasteczka. Od tamtych chwil minęło dokładnie sześć miesięcy i choć do końca sezonu jeszcze daleko, już wiemy, że tak się nie stanie. Oficjalny wyrok podpisany zostanie dopiero za kilka dni (lub jutro, jeśli swojego najbliższego meczu nie przegra Hammarby), ale w Småland już mogą powoli przygotowywać się do powrotu na zaplecze Damallsvenskan. Przygoda z wielką piłką okazała się nadzwyczaj krótka, a zderzenie z najlepszymi zespołami w kraju – niezwykle bolesne.

Czy będziemy tęsknić za pierwszoligowymi relacjami z Kalmar? Mówiąc szczerze – nie bardzo. Prawda jest bowiem taka, że ani pod wodzą Jonasa Walfridssona, ani za kadencji Maritna Sjöstranda, beniaminek nie przypominał drużyny gotowej do rywalizacji na tym poziomie. Jasne, dziesiątkujące kadrę kontuzje nie pomagały żadnemu z wymienionych panów, ale wydaje się, że nawet ze zdrowymi Amandą Fredriksson czy Idą Strömblad (obie chętnie obejrzelibyśmy w przyszłości na boiskach Damallsvenskan!) misja utrzymania ekstraklasy dla Kalmar zakończyłaby się niepowodzeniem. Pojedyncze przebłyski, a takie miewały przecież chociażby Pratt, Gunther, Nilsén, czy Haugstad, to zdecydowanie zbyt mało, aby w dzisiejszych czasach utrzymać się na pierwszoligowej powierzchni. Doświadczone Aivi Luik oraz Ifeoma Dieke robiły, co mogły, aby wspomóc swoje znacznie młodsze koleżanki w nierównej walce, ale tego zespołu w tej formule na więcej stać zwyczajnie nie było.

Dzisiejszy mecz, który w zasadzie przesądził o losie Kalmar, był w pewnym sensie doskonałym podsumowaniem całego sezonu w wykonaniu klubu znad Bałtyku. Najpierw, w odstępie 120 sekund, Linę Lundqvist dwukrotnie pokonała Amanda Edgren, a dziesięć minut później – po asyście Ogonny Chukwudi – poprawiła jeszcze Rita Chikwelu. Upłynął zaledwie kwadrans, a tak naprawdę można było się rozejść; mecz na Arenie Kristianstad był już rozstrzygnięty. Przyjezdne próbowały jeszcze się odgryźć (bezskutecznie, bo dwustuprocentową sytuację zmarnowała szybko zmieniona przez trenera Sjöstranda Fanny Nilsson), ale decydujący fragment meczu znów przespały. Który to już raz w tym sezonie? Nie sposób policzyć, ale było tego zdecydowanie zbyt dużo, aby marzyć o odegraniu na boiskach Damallsvenskan jakiejkolwiek pozytywnej roli.

Sporo było o Kalmar, ale na koniec warto docenić postawę Kristianstad. Ekipa Elisabet Gunnarsdottir znów zwyciężyła, a co równie istotne, zrobiła to na swoich warunkach. Trzy szybkie gole błyskawicznie ustawiły mecz, a w końcówce zniechęcone rywalki dobiła jeszcze piętnastoletnia Evelina Duljan, dla której był to pierwsze trafienie w ekstraklasie. Za tydzień piłkarkom ze wschodniej Skanii tak łatwo już nie będzie, ale sam fakt, że w drugiej połowie września pojadą na derby z Rosengård jako drużyna wciąż licząca się w walce nawet o mistrzostwo, już jest ich ogromnym sukcesem. W Malmö będzie zatem można zagrać bez presji, a mając w pamięci wiosenne starcie obu ekip doskonale wiemy, że przedwcześnie skreślać Kristianstad absolutnie nie wolno. Miała być ciekawa, ligowa jesień? No to jest!

Sobotni wynik:

Kristianstad – Kalmar 4-0 (Edgren 5., 7., Chikwelu 17., Duljan 86.)