Finał godny święta

Puchar idzie w górę, a BK Häcken staje się częścią historii europejskiej piłki klubowej (Fot. UEFA)

Ach, co to był za finał! Zastanawialiśmy się, kreśliliśmy różne scenariusze, a na koniec tej sekwencji na murawę stadionu w Hisingen wyszły piłkarki Häcken oraz Hammarby i ponad wszelką wątpliwość udowodniły, że pomimo gwałtownych zmian na sportowej mapie Europy, Damallsvenskan wciąż potrafi. Historyczny finał Pucharu Europy był wewnętrzną batalią dwóch szwedzkich klubów i jednocześnie najlepszą reklamą i ekspozycją naszej piłki klubowej, na jaką mogliśmy liczyć. Do epokowego charakteru dzisiejszej potyczki dopasowała się nawet pogoda, bo o ile niemal cały kwiecień upłynął nam pod znakiem deszczowo-huraganowych zjawisk atmosferycznych, o tyle piątkowe popołudnie w Västergötland było w zasadzie pierwszym prawdziwie wiosennym. I jak się miało okazać, był to zaledwie początek dobrych informacji dla sympatyków aktualnych mistrzyń Szwecji.

Tak, zwyciężyć i przejść do historii tak naprawdę mógł tylko jeden z zespołów i podopieczne trenerki Eleny Sadiku ewidentnie wzięły sobie tę oczywistą prawdę mocno do serca. Bo nawet jeśli to Hammarby jako pierwsze spróbowało przejąć w tym starciu inicjatywę, to pierwszy, solidny konkret pojawił się zdecydowanie po stronie gospodyń. A chwilę później również i drugi, w wyniku czego przyjezdne z Södermalm znalazły się w nie lada kłopocie. I nie jest to bynajmniej przesada, skoro dwa ofensywne wypady na przestrzeni niespełna trzech minut wystarczyły, aby niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju Felicia Schröder zapisała na swoim koncie dublet. Tak, dziewiętnastoletnia snajperka najpierw bezbłędnie wykorzystała centrę Alvy Selerud, następnie zrobiła najlepszy możliwy użytek z jeszcze bardziej efektownej asysty Anny Anvegård i Hammarby znalazło się na podwójnym deficycie, zanim Melina Loeck oraz jej obrończynie zdążyły w ogóle złapać meczowy rytm. Feta na murawie i na sektorach zajmowanych przez fanów Os rozkręcała się zatem w najlepsze, wszak chyba nikt nie spodziewał się, że tak poukładana w tyłach ekipa, na dodatek uskrzydlona kolejnym błyskiem swojej liderki, pozwoli na dobre wrócić do gry mocno osłabionym przecież przeciwniczkom ze stolicy. Bo skoro na drodze do finału, mediolański Inter oraz Eintracht Frankfurt w sumie potrafiły złamać defensywę Häcken zaledwie jeden raz na przestrzeni czterech meczów, to jakim cudem Bajen miałoby dokonać tego trzykrotnie w niespełna osiemdziesiąt minut? Cóż, tyle teorii, bo futbol raz jeszcze pokazał, że co, jak co, ale zaskakiwać nas niezmiennie potrafi.

Na korzyść Hammarby ewidentnie zagrał fakt, iż również po ich stronie pierwsza czysta, bramkowa okazja została od razu zamieniona na gola. Swojego trafienia na europejskim gruncie doczekała się Svea Rehnberg, doskonale w tempo zamykając dośrodkowanie podłączającej się do akcji na prawej flance Stiny Lennartsson. Kontakt w tym meczu został więc złapany, a piłkarki trenera Strömberga najwyraźniej na powrót uwierzyły, że ta rywalizacja nie jest jeszcze rozstrzygnięta. Końcówka pierwszej połowy to coraz większa dominacja sztokholmianek, jednak tym razem bez bramkowego efektu, choć z niemałą kontrowersją już w doliczonym czasie gry. Po zderzeniu Anny Anvegård z Elin Sørum hiszpańska sędzia nie zdecydowała się jednak na odgwizdanie jedenastki dla gościń, choć głośno domagała się tego nie tylko ławka rezerwowych, ale i jak zawsze doskonale zorganizowana, liczna grupa kibiców z Södermalm. Ta ostatnia na swój wybuch radości poczekać musiała do wznowienia gry po przerwie, bo wtedy już nikt i nic nie stanęło Zielono-Białym na drodze do wyrównania stanu meczu. Z narożnika boiska dośrodkowała Vilma Koivisto, obrończyniom z Hisingen urwała się wspomniana Sørum i Fanney Inga Birkisdottir nie miała szans na skuteczną interwencję.

Powrót do meczu udał się zawodniczkom ze Sztokholmu znakomicie, lecz na ich nieszczęście po stronie Häcken cały czas biegały po murawie Anvegård i Schröder. Pierwsza znów popisała się dograniem najwyższej próby, a druga zrobiła to, z czego słynie już nie tylko w naszym kraju, kompletując tym samym finałowego hat-tricka. I gdyby sztuki tej dokonał ktokolwiek inny, zapewne wiązałoby się to z długim, entuzjastycznym opisem tego wyczynu, lecz przy okazji kolejnych strzeleckich popisów najskuteczniejszej snajperki Damallsvenskan, ze wszystkich istniejących superlatyw zdążyliśmy się już chyba… wystrzelać. Tak, czy inaczej piłkarki z Hisingen raz jeszcze wypracowały sobie w finale poduszkę bezpieczeństwa i pomimo ambitnej postawy rywalek, tym razem tej zaliczki z rąk już nie wypuściły. Tym samym, to właśnie zespół z Västergötland już na zawsze zapisał się w historii europejskiej piłki klubowej, wykonując jednocześnie ogromny krok w kierunku gry w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzyń bez konieczności przebijania się przez kwalifikacje. A my możemy po prostu czuć się uhonorowani, że dane nam było doświadczyć na żywo tak magicznego, wiosennego popołudnia, o którym za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat na pewno postanie niejeden film, serial lub dokument.

HÄCKEN, HAMMARBY – DZIĘKUJEMY ZA WSZYSTKO!!

Leave a comment