
Mają lidera, w Kristianstad mają lidera! (Fot. kdff.nu)
Powrót do ligowego grania upłynął nam pod znakiem mocno niesprzyjających warunków atmosferycznych. Bo tak naprawdę powiedzieć, że szwedzka, sobotnio-niedzielna aura do gry w piłkę nie zachęcała, to w zasadzie nie powiedzieć nic. W stolicy mieliśmy zacinający deszcz, co gorsza w skrajnych momentach przechodzący w wyjątkowo nieprzyjemny grad, w Kristianstad wiało tak mocno, że chwilami futbolówka zaczynała po prostu żyć własnym życiem, ani trochę nie zważając przy tym na cele, zamiary i plany zawodniczek obu ekip, zaś w Uppsali przeszliśmy przez niemal wszystkie etapy meteorologicznego załamania, nie wyłączając z tego równania huraganowych podmuchów i śnieżnych burz. Zabrakło może tylko piorunów, ale to akurat dobrze się składa, gdyż dzięki temu wszystkie zaplanowane potyczki udało się ostatecznie doprowadzić do szczęśliwego końca.
A skoro jesteśmy już przy zadowoleniu, to pierwszego dnia rywalizacji najbardziej cieszyli się w Kristianstad, gdyż to właśnie ekipa z północno-wschodniej Skanii jako jedyna mogła dopisać sobie do ligowego dorobku komplet punktów. Trochę jak na ironię, gdyż z przebiegu gry to właśnie konfrontacja zespołów trenerów Chamberlaina i Unogårda okazała się starciem najbardziej wyrównanym. O końcowym wyniku przesądziła jednak islandzka trójkombinacja już z trzeciej minuty, którą to celnym strzałem spuentowała Elisa Lana Sigurjonsdottir. Gościnie z Växjö szybkim deficytem zdawały się przesadnie nie przejmować, lecz najpierw Moa Olsson stanęła na wysokości zadania wobec błyskawicznej próby odpowiedzi w wykonaniu Sophii Redenstrand, a następnie po strzale Mai Bodin w sukurs miejscowym przyszła poprzeczka. Zawodniczki z Kronobergu w dążeniu do wywiezienia z terenu liderek in spe nie ustawały aż do końcowego gwizdka, kiedy to kapitalnym, kilkudziesięciometrowym podaniem popisała się ustawiona tym razem jako fałszywa dziewiątka Elin Nilsson, lecz ostatecznie do siatki KDFF futbolówki nie potrafiła wepchnąć ani aktywna jak zawsze Bodin, ani podążająca za akcją Saga Swedman.
Na pozostałych arenach sobotnie granie przyniosło nam podziały punktów, choć zarówno w Uppsali, jak i w Kristinebergu, fani obu rywalizujących zespołów przeżywali istny, emocjonalny swing. Skazywany na niemal pewną degradacją beniaminek dzielnie stawiał się przeżywającym ewidentny kryzys czternastokrotnym mistrzyniom kraju z Rosengård, a plan przygotowany przez trenera Brekkana działał do tego stopnia perfekcyjnie, że sama tylko Älvali Lindström zmarnowała dwie stuprocentowe okazje do wyprowadzenia gospodyń na prowadzenie. Inna kwestia, że w przypadku drugiej z nich kapitalną interwencją na wślizgu popisała się Molly Johansson, niejako ratując swój zespół przed niechybną katastrofą. Konsekwentnie grające piłkarki z Uppsali celu ostatecznie dopięły za sprawą mierzonego strzału Amandy Sundström zza pola karnego, lecz rosnący napór Rosengård pozwolił gościniom wrócić do gry za sprawą wyrównującego trafienia Remy Siemsen. Na zgarnięcie pełnej puli zawodniczkom ze Skanii zabrakło już jednak konceptu, dzięki czemu ofiarnie broniące się zawodniczki beniaminka wciąż pozostają w tegorocznej kampanii niepokonane na własnym obiekcie. 1-1 to także końcowy wynik rywalizacji Djurgården z Norrköping i w niczym nie zmienia tego fakt, że sama tylko Urara Watanabe w sobotnie popołudnie strzeliła dwa jak najbardziej prawidłowe gole. O taki stan rzeczy Duma Sztokholmu pretensje może mieć jednak wyłącznie do siebie, gdyż pomijając postawę ekipy sędziowskiej, Djurgården w dwóch inauguracyjnych kwadransach wypracował sobie tak kolosalną przewagę, że ten mecz już wówczas powinien być w zasadzie rozstrzygnięty. Taśmowo niewykorzystywane okazje zemściły się już przy okazji pierwszego, ofensywnego wypadu przyjezdnych, kiedy to po akcji Carrie Jones do remisu doprowadziła sytuacyjnym strzałem przy dalszym słupku Matilda Kristell. A druga połowa przyniosła nam już zdecydowanie bardziej wyrównany obraz gry i w tej fazie meczu to Anna Koivunen musiała wykonać najbardziej efektowną interwencję, ratującą swojemu zespołowi przynajmniej jeden punkt.
Ligową niedzielę rozpoczęliśmy rywalizacją, która spokojnie mogłaby być personifikacją Damallsvenskan. Wczesne popołudnie, chłodna i wietrzna aura, na murawę wychodzą piłkarki Piteå oraz Vittsjö, gospodynie grają, przyjezdne odgryzają się pojedynczymi, lecz zdecydowanie bardziej konkretnymi wyskokami, a na koniec któraś ze stron wygrywa 1-0. Jedyna niezgodność polegała w zasadzie na tym, iż zwycięskie trafienie nie było efektem absurdalnego kiksu, a mądrej, przemyślanej, zespołowej akcji, w której w pierwszoplanowych rolach wystąpiły Japonka Shiho Matsubara oraz Amerykanka Amirah Ali. Mówiąc jednak całkiem serio, w tym meczu po komplet punktów sięgnęła drużyna lepsza tego dnia w każdym elemencie futbolowego rzemiosła i trener Blagojevic zdecydowanie ma o czym myśleć. Podobnie jak Vittsjö, zerowym dorobkiem punktowym po trzech rozegranych meczach legitymuje się także ekipa z Brommy. Wystarczy jednak pobieżnie zerknąć w ligowy terminarz, aby skonstatować, że dla zawodniczek z zachodniego Sztokholmu właściwy sezon zaczyna się dopiero w najbliższy weekend. Zdecydowanie więcej powodów do niepokoju mają za to w Malmö, bo choć pojedyncze zawodniczki Błękitnych (Hoff Persson, D’Aquila, Nevin, czy Kanutte) złapały u progu wiosny oczekiwany flow, to jednak całościowo drużyna trenera Valfridssona absolutnie w niczym nie przypomina głównego faworyta do mistrzowskiego tytułu. A czasu na dokonywanie niezbędnych korekt z każdym upływającym dniem zostaje coraz mniej.
Komplet wyników:
Przejściowa tabela:

Liczby kolejki:

Jedenastka kolejki:





