Szwedzkie TOP-50 – bramkarki

falk

Jennifer Falk z wyróżnieniem zdała reprezentacyjny egzamin dojrzałości (Fot. Bildbyrån)

Oficjalnie zamykający piłkarski rok ranking zaczynamy tradycyjnie od bramkarek, czyli od pozycji, na której próżno szukać większych zawirowań. Po raz drugi z rzędu króluje nam Jennifer Falk i mając na uwadze ostatnich dwanaście miesięcy są to rządy absolutnie niepodzielne. Golkiperka Häcken regularnie pokazywała się z dobrej strony zarówno w lidze, jak i w europejskich pucharach i z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością możemy stwierdzić, że gdyby nie ona, porażki klubu z Hisingen z Bayernem czy Lyonem byłyby zdecydowanie bardziej dotkliwe. 28-latka z Göteborga zaimponowała ponadto występami w kadrze, gdzie wykorzystała każdą spośród otrzymanych przez selekcjonera szans. Jej kapitalne występy przeciwko USA (w kwietniowym meczu towarzyskim) oraz Nowej Zelandii (to już na Igrzyskach w Japonii) jednoznacznie pokazały, że Falk już teraz jest całkowicie gotowa do roli bramkarki numer jeden w najważniejszej drużynie w kraju. Póki co Peter Gerhardsson w decydujących starciach stawiał jednak na doświadczoną Hedvig Lindahl i trudno powiedzieć, aby wyszedł na tym źle. Legenda szwedzkiej bramki zaliczyła poprawny występ na turnieju w Tokio, a i w lidze nie zanotowała spektakularnych wpadek. Tyle tylko, że okazji do zaprezentowania swoich umiejętności kibicom madryckiego Atletico nie miała zbyt wiele, gdyż o miejsce między słupkami musiała ostro rywalizować zarówno wiosną (z Pauline Peyraud-Magnin), jak i jesienią (z Dolores Gallardo).

Na ławce rezerwowych Chelsea na dłużej utknęła natomiast Zecira Musovic, która regularne występy bardzo długo notowała jedynie w mniej prestiżowych rozgrywkach. I choć spisywała się w nich bez zarzutu, to wszyscy czekaliśmy na okazję do nieco poważniejszej weryfikacji. Ta nadarzyła się pod koniec roku, gdy z powodów zdrowotnych niezdolna do gry była Ann-Katrin Berger i … wszyscy wiemy, jak piękną katastrofą dla mistrzyń Anglii się ona zakończyła. Oczywiście, niezwykle kosztowne porażki z Reading i Wolfsburgiem nie są wyłączną winą golkiperki ze Skanii, ale szwedzka piłkarka na pewno nie dała tymi występami impulsu do tego, aby obecna hierarchia miała za chwilę ulec zmianie. Zdecydowanie inaczej mają się sprawy z Emmą Holmgren, która po całkiem udanej rundzie w Eskilstunie podpisała dwuletni kontrakt z wielkim Olympique Lyon i tyle ją na murawie widzieliśmy. Trochę szkoda, bo z jednej strony sama obecność w kadrze tak utytułowanego klubu jest ogromną nobilitacją, ale jednak dla zawodniczki w wieku 24 lat żaden trening z najlepszymi nie zastąpi meczowego rytmu. A tego ostatniego golkiperce z Uppsali ewidentnie póki co brakuje. Tegoroczną listę zamyka Cajsa Andersson, co mówi wiele nie tyle o niej samej, co o obecnej kondycji szwedzkiej bramki. Piłkarka Linköping znalazła się w zestawieniu pomimo faktu, że przez większą część roku zacięcie rywalizowała o skład z fińską nastolatką Anną Koivunen. Kołderka na tej pozycji jest jednak zdecydowanie krótsza niż kiedykolwiek wcześniej, ale czy może być inaczej, skoro zaledwie w dwóch (!!!) klubach Damallsvenskan pewne miejsce między słupkami miała w minionym sezonie rodzima bramkarka. A i w Elitettan proporcje te wyglądają gorzej niż kiedykolwiek wcześniej. Cóż, pozostaje cieszyć się, że póki co mamy Falk w fenomenalnej formie, gdyż zaplecza na horyzoncie na ten moment zwyczajnie nie widać.

01-mv

Szwedzka wiosna w Europie

uefa_women_s_champions_league_202122_quarter-finals_draw_16_.jpg

Tak w komplecie prezentują się pary ćwierćfinałowe obecnej edycji Ligi Mistrzyń

Porażka piłkarek Häcken w Lyonie oficjalnie zakończyła udział szwedzkich klubów w obecnej edycji Ligi Mistrzyń. Ekipa z Hisingen jako jedyna z grona trzech przedstawicieli Damallsvenskan udanie przebrnęła przez kwalifikacje, ale już sam start w fazie grupowej nie był dla podopiecznych Matsa Grena i Roberta Vilahamna specjalnie udany. Pięć porażek w sześciu meczach, a także festiwal indywidualnych błędów w formacji defensywnej sprawił, że debiutu nowego formatu najbardziej prestiżowych europejskich rozgrywek nie będziemy chyba wspominać z sentymentem. Drobnym pocieszeniem pozostaje fakt, iż dwa zwycięstwa Häcken nad Vålerengą (to jeszcze w eliminacjach) oraz wyszarpany triumf w Lizbonie pozwoliły nam przynajmniej na rok obronić piątą lokatę w krajowym rankingu UEFA, ale wynik ten można co najwyżej nazwać wypełnieniem absolutnego planu minimum. A i to wielu ekspertów poddałoby zapewne w wątpliwość. Dla porządku przypomnijmy jeszcze, że Rosengård pożegnał się z pucharami w trzeciej rundzie kwalifikacyjnej (przegrywając w kuriozalnych okolicznościach dwumecz z Hoffenheim), a Kristianstad potknął się na drugim płotku, którym okazało się francuskie Bordeaux. I znów: niby z takimi rywalkami odpaść nie wstyd, ale przecież doskonale pamiętamy te mecze i bardzo dobrze wiemy, że zdecydowanie lepsze wyniki były w nich dosłownie na wyciągnięcie ręki. O odpadnięciu obu ekip ze Skanii zadecydowały jednak detale i to one sprawiają, że piłkarską jesień 2021 w wykonaniu szwedzkich klubów oceniamy jednak na minus.

Skoro jednak my jesteśmy rozczarowani, to co mają w tym momencie powiedzieć Anglicy? Mierzący niezwykle wysoko Manchester City został wyjaśniony jeszcze w eliminacjach, a uchodząca za być może głównego faworyta całych rozgrywek Chelsea pożegnała się z marzeniami o końcowym triumfie już na etapie fazy grupowej. Wiosną honoru FA WSL bronić będzie więc jedynie Arsenal, choć i podopieczne doskonale znanego nam Jonasa Eidevalla promocję do ćwierćfinału wywalczyły w wielkich bólach i mękach na stadionie w Dietmara Hoppa. Na przeciwnym biegunie pod względem nastrojów znajdują się natomiast Hiszpanie, bo o ile do Barcelony grającej w swojej własnej lidze zdążyliśmy się już jako tako przyzwyczaić, to awans do ósemki zawodniczek Realu Madryt jest już pewnym zaskoczeniem. Tym bardziej, że po drodze do tej fazy zmagań piłkarki ze stolicy Hiszpanii skutecznie wyjaśniły między innymi wspomniany już Manchester City, o czym wielu zdążyło już zresztą zapomnieć. A przecież z równie dobrej strony pokazało się nam Levante, które wprawdzie nie wyrzuciło za burtę wielkiego Lyonu, ale potrafiło rozegrać z najbardziej utytułowanym, europejskim klubem naprawdę wyrównany dwumecz. Powody do radości mają ponadto sympatycy klubowego futbolu w wydaniu włoskim (to głównie za sprawą rewelacyjnego Juventusu), portugalskim, czy też ukraińskim. Solidna postawa Żytłobudu Charków sprawiła bowiem, że ostatnia z wymienionych lig w sezonie 2023-24 będzie reprezentowana w eliminacjach Ligi Mistrzyń przez nie jeden, lecz aż dwa kluby.

Przedstawicielek Damallsvenskan na etapie ćwierćfinałów próżno szukać, ale jeszcze przed dzisiejszym losowaniem było jasne, że w obecnych rozgrywkach po najcenniejsze trofeum sięgnie przynajmniej jedna Szwedka … albo Szwed. Tak się bowiem ciekawie złożyło, że w każdej z pozostałych na placu boju drużyn znajdziemy przynajmniej jeden niebiesko-żółty akcent, czy to w kadrze zawodniczej, czy na ławce trenerskiej. Dziś nie będziemy oczywiście analizować szans poszczególnych ekip na wygranie tegorocznej Ligi Mistrzyń (na trzy miesiące przed wznowieniem rozgrywek trochę mijałoby się to z celem), ale zobaczmy, jak zakończone właśnie losowanie przedstawia się ze szwedzkiej perspektywy. A jest ona na tyle ciekawa, że każdy mecz wiosennej części rozgrywek będzie dla nas niezwykle interesujący. Oczywiście, włącznie z wielkim finałem w Turynie i to bez względu na to, kto ostatecznie w nim wystąpi.


Ćwierćfinały Ligi Mistrzyń 2021-22:

FC Bayern München (Glas, Jakobsson) – Paris Saint-Germain (Ilestedt)

Juventus FC (Hurtig, Nildén, Sembrant) – Olympique Lyonnais (Holmgren)

Arsenal FC (Eidevall) – VfL Wolfsburg (Blomqvist)

Real Madrid CF (Asllani) – FC Barcelona (Rolfö)


Półfinały Ligi Mistrzyń 2021-22:

Real/Barcelona – Arsenal/Wolfsburg

Juventus/Lyon – Bayern/PSG


Finał Ligi Mistrzyń 2021-22:

Zwyciężczynie półfinału 1 – Zwyciężczynie półfinału 2

Żegnaj, Europo!

contentmedium

Beata Kollmats zupełnie nie radziła sobie z ofensywną siłą Lyonu (Fot. Getty Images)

Starcie pierwszej z ostatnią drużyną grupy D wyglądało dokładnie tak, jak stereotypowo wyobrażalibyśmy sobie klasyczną potyczkę lidera z outsiderem. Niestety, spora w tym zasługa samych piłkarek Häcken, które robiły naprawdę bardzo wiele, aby ułatwić rywalkom z Lyonu zadanie. A kolejne, tracone przez wicemistrzynie Szwecji gole napawały nas coraz większą beznadzieją, bo jak tu konkurować z najlepszymi w Europie, jeśli popełnia się seryjnie tak podstawowe, nijak nie pasujące do standardów Ligi Mistrzyń błędy.

Nie mamy pojęcia, czy trener Robert Vilahamn lubi grać w bingo, ale wczoraj wieczorem szkoleniowiec Häcken jak najbardziej mógł odhaczyć na liście w zasadzie wszystkie boiskowe zdarzenia, których w meczu z francuskim hegemonem chcieliśmy uniknąć. Mnożyły się straty na własnej połowie, szwankowała celność podań w poprzek placu gry, a boczne defensorki wielokrotnie traciły futbolówkę na rzecz zawodniczek Lyonu w newralgicznych sektorach boiska. To jednak nie wszystko, gdyż znów dały o sobie znać szkolne błędy indywidualne, dzięki którym rywalki nawet nie musiały się specjalnie wysilać, aby wpisywać się po kolei na listę strzelczyń. Jasne, możemy mówić, że na przykład gol na 1-0 był wypadkową szczęścia i przytomności umysłu Catariny Macario, ale zadajmy sobie pytanie, czy reprezentantka USA oddałaby w taj akcji jakikolwiek strzał, gdyby nie wydatna pomoc ze strony Beaty Kollmats. Stoperka z Hisingen miała swój udział także przy drugim golu dla Lyonu, kiedy to pozwoliła Adzie Hegerberg na zdobycie jednej z najłatwiejszych bramek w karierze. Nawiasem mówiąc, norweska napastniczka w identyczny sposób trafiała już do siatki rywalek kilkaset razy, ale jak widać cały czas ten stosunkowo prosty schemat jest w stanie rozmontować niejedną formację defensywną świata. Inna sprawa, że kapitalną pracę dla swojej klubowej koleżanki zrobiła w tej konkretnej sytuacji Selma Bacha, potwierdzając tym samym status jednego z największych odkryć rundy jesiennej nie tylko na francuskich boiskach. W ostatnim kwadransie zawodniczki z Lyonu dołożyły jeszcze dwa kolejne gole; najpierw do meczowego protokołu wpisała się doświadczona Amandine Henry, wykorzystując błąd Filippy Curmark przy próbie wyprowadzenia piłki, a przysłowiową wisienką na torcie okazało się trafienie po stałym fragmencie gry. Wiemy skądinąd, że po meczach przeciwko Benfice i Bayernowi to właśnie ten element ćwiczony był przez piłkarki z Hisingen najbardziej intensywnie, ale wystarczyła chwila nieuwagi i machnięcie się Johanny Kaneryd, aby Melvine Malard do spółki z Janice Cayman ustaliły wynik rywalizacji.

W poprzednim akapicie pojawiło się kilka nazwisk piłkarek Häcken, ale trzeba mieć na uwadze fakt, że nie były one jedynymi, którym przytrafiały się w omawianym tu meczu kompletnie niewytłumaczalne kiksy. Bardzo niebezpieczne straty zaliczały chociażby Anna Csiki, czy wczorajsza jubilatka Hanna Wijk, ale ich błędy nie prowadziły w linii prostej do kolejnych goli dla Lyonu. Nie jest to jednak w żadnym stopniu okoliczność łagodząca, podobnie zresztą jak w przypadku Luny Gevitz, która tak wiele razy została wsadzona przez francuską ofensywę na karuzelę, że w najbliższym czasie nie musi wybierać się w tym celu do parku rozrywki. Czy zatem w zespole wicemistrzyń Szwecji ktokolwiek zasłużył na wyróżnienie? Owszem, jak najbardziej znaleźliśmy dwie takie piłkarki, dzięki którym wynik wczorajszej rywalizacji nie prezentuje się jeszcze mniej ekskluzywnie. Jedną z nich jest oczywiście Jennifer Falk i jeśli ten mecz miał być pożegnaniem 28-letniej golkiperki z Hisingen, to ręce aż same składają się do oklasków. Interwencje po strzałach Delphine Cascarino, czy Janice Cayman były naprawdę najwyższej próby, a nie zapominajmy przecież o wszystkich momentach, kiedy to błyskawiczna reakcja bramkarki Häcken pozwoliła naprawić błędy koleżanek z formacji defensywnej. Drugą piłkarką zasługującą na pochwałę jest natomiast Stina Blackstenius, która na stadionie w Lyonie rozegrała jeden z lepszych meczów w obecnej edycji Ligi Mistrzyń. I bardzo szkoda, że szczególnie w drugiej połowie nie bardzo miała z kim grać, bo jej przegląd pola i wysoka celność podań naprawdę mogły przełożyć się w ofensywie na coś zdecydowanie bardziej konstruktywnego. Przebłyski solidnej gry miały ponadto Johanna Kaneryd oraz Elin Rubensson, ale to wszystko było zdecydowanie zbyt mało na dobrze dysponowany Lyon. Debiutancka przygoda z odnowioną Ligą Mistrzyń kończy się zatem dla Häcken piątą porażką w sześciu grupowych meczach i gdybyśmy mieli z dzisiejszej perspektywy przewidywać przyszłość, to trudno wyobrazić sobie, aby klub z Västergötland miał za rok znów zameldować się w gronie szesnastu najlepszych drużyn w Europie. Tym bardziej, że przez kwalifikacje będzie musiał przechodzić w zdecydowanie bardziej wymagającej ścieżce ligowej. Niezmiennie mamy jednak nadzieję, że mityczne wnioski z lekcji udzielonych przez Lyon i Bayern zostaną jednak wyciągnięte, bo mocne Häcken jest czyś, czego szwedzka piłka niewątpliwie potrzebuje.


15.12.2021.

Liga Mistrzyń 2021/22 – grupa D

Olympique Lyonnais 4-0 BK Häcken

1-0 Macario 35., 2-0 Hegerberg 52., 3-0 Henry 76., 4-0 Cayman 79.

Lyon: Endler – Carpenter, Buchanan, Renard, Morroni (59. Cayman) – Mbock Bathy (78. Julini), Henry (83. Banyahia) – Cascarino (59. Malard), Macario (78. Bruun), Bacha – Hegerberg

Häcken: Falk – Wijk, Gevitz, Kollmats, Ökvist – Rubensson, Curmark – Kaneryd, Larsen (80. Karlernäs), Csiki (57. Gejl) – Blackstenius


W drugim meczu grupy D Bayern Monachium pewnie pokonał Benfikę Lizbona po golach Karoliny Vilhjalmsdottir, Lei Schüller, Giulii Gwinn oraz Klary Bühl. Mistrzynie Niemiec umocniły się tym samym na drugim miejscu w grupie i wraz z Lyonem awansowały do ćwierćfinału Ligi Mistrzyń. Klub ze stolicy Portugalii zakończył natomiast grupową rywalizację na trzeciej lokacie.

Szwedki wśród wyróżnionych

47238d43-1f96-42d6-a9ef-3dd50a903c52

Magdalena Eriksson zyskała najwięcej głosów spośród szwedzkich piłkarek (Fot. SportsBeezer)

Na początek mała zagadka. Z czym kojarzy się kibicom piłki nożnej koniec roku? Ależ oczywiście, że z rankingami, plebiscytami i nagrodami. A ponieważ w ostatnich latach powstaje ich więcej niż teorii spiskowych na temat trwającej wciąż pandemii, to każdy znajdzie sobie takie zestawienie, którego wyniki akurat przypadną mu do gustu. A jeżeli takiego akurat na stanie nie będzie, to zawsze można zorganizować swój własny plebiscyt, wszak o rozrywkę w tym wszystkim tak naprawdę najbardziej chodzi. Już tradycyjnie, w drugiej połowie grudnia na stronie szwedzkapilka.com, znajdziecie tegoroczne zestawienie TOP-50, które podsumuje minione dwanaście miesięcy w wykonaniu szwedzkich piłkarek. Są jednak i tacy, którzy porywają się na plebiscyty o zasięgu zdecydowanie bardziej globalnym, a wśród nich niezwykle ciekawie wygląda głosowanie brytyjskiego Guardiana. Rich Laverty, twórca tego całego zamieszania, w tym roku zaprosił do zabawy niemal dziewięćdziesięcioosobowe jury, które zadecydowało, iż na tytuł najlepszej zawodniczki globu w roku 2021 zasłużyła sobie Alexia Putellas. Oprócz niej, w czołowej dziesiątce znalazło się jeszcze miejsce dla pięciu innych zawodniczek Barcelony (Caroline Hansen, Jennifer Hermoso, Irene Paredes, Lieke Martens, Aitana Bonmati), trzech przedstawicielek londyńskiej Chelsea (Samantha Kerr, Pernille Harder, Francesca Kirby) oraz jednej reprezentantki reszty świata (a przy okazji Arsenalu) w osobie Vivianne Miedemy. Nas jednak przede wszystkim interesuje to, jak w zestawieniu poradziły sobie reprezentantki Szwecji i trzeba jasno powiedzieć, że mamy w tym temacie naprawdę dobre wieści. Na liście znalazło się bowiem aż dziewięć (!) kadrowiczek Petera Gerhardssona i nawet jeśli niektóre z nominacji mogą zaskakiwać, a wpływ turnieju olimpijskiego oraz reputacji konkretnych nazwisk zrobił swoje, to i tak jest to wynik, z którego możemy i powinniśmy być dumni. A pełną listę wyróżnionych, szwedzkich piłkarek, wraz z krótkimi komentarzami oraz lokatami zajętymi przez nie w plebiscycie, znajdziecie oczywiście poniżej:

11. Magdalena Eriksson (Chelsea): W bardzo dużym uproszczeniu można powiedzieć, że gdyby kapituła Guardiana miała w tej kwestii decydujący głos, to Diamentowa Piłka trafiłaby w tym roku właśnie do kapitanki Chelsea. Czy słusznie? Z jednej strony nie da się ukryć, że za Eriksson jeszcze jeden niezwykle udany rok, a statystyki indywidualne niezmiennie plasują ją w ścisłej czołówce stoperek angielskiej FA WSL. Z drugiej jednak strony, dwa poprzednie sezony w jej wykonaniu były jeszcze bliższe perfekcji, a w tym roku konkurencja na krajowym podwórku też wydaje się jakby bardziej wyrównana. Pamiętajmy jednak, że z docenianiem piłkarek defensywnych w plebiscytach jest trochę jak z konkurencją par tanecznych w łyżwiarstwie figurowym, a nikt nie ma chyba wątpliwości, że przynajmniej raz (a pewnie i dwa) defensorka Chelsea jak najbardziej zasłużyła na to, aby znaleźć się w absolutnej, światowej topce. I nawet jeśli niekoniecznie był to akurat rok 2021, to docenienie klasy Eriksson przez świat – nawet jeśli minimalnie spóźnione – niezmiennie cieszy.

17. Stina Blackstenius (Häcken): Magia liczb działa jak widać na wyobraźnię nie tylko graczy gier liczbowych. Siedemnaście goli i dziesięć asyst na boiskach Damallsvenskan (pewne zwycięstwo w obu tych klasyfikacjach), a do tego ważne trafienia w kadrze i Pucharze Szwecji to wynik, którym napastniczka z Hisingen zamyka zdecydowanie najlepszy rok w swojej karierze. Wiele przemawia za tym, iż kolejny rozpocznie już w nowym klubie i niewątpliwie będzie to dla niej prawdziwa próba charakteru. Jeśli jednak jeszcze bardziej poprawi skuteczność i technikę (w obu tych segmentach wciąż są ogromne rezerwy), to za rok będziemy mogli wreszcie z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że niegdysiejsze cudowne dziecko szwedzkiej piłki wyrosło nam na gwiazdę światowych boisk.

24. Kosovare Asllani (Real): Stracony rok? Nie do końca, choć problemy wirusowo-kontuzyjne sprawiły, że niemal całą jesień musiała spisać na straty, a wcześniej także ze zdrowiem nie zawsze było wszystko w porządku. O jej niekwestionowanej klasie najlepiej świadczy jednak fakt, jak bardzo podniosła się jakość gry madryckiego Realu tuż po tym, gdy wróciła na boisko. Na niwie reprezentacyjnej również radziła sobie bardzo dobrze i choć z wiadomych przyczyn musiała opuścić wiele spotkań, to i tak została najlepszą asystentką kadry w roku 2021. To ostatnie wyróżnienie trafia zresztą w jej ręce regularnie, co dwanaście miesięcy, od początku kadencji Petera Gerhardssona.

33. Hanna Glas (Bayern): Amerykanie mówią na to breakthrough sesason! Zdecydowanie najlepsza prawa defensorka niemieckiej Bundesligi (głosowanie na swojej pozycji wygrała z rekordową przewagą!), a także jednak z głównych autorek sukcesu kadry na japońskich Igrzyskach. Prawdziwym popisem w jej wykonaniu był przede wszystkim lipcowy mecz przeciwko USA, za który zasłużyła na najwyższe możliwe noty. Jej historia jest najlepszym przykładem na to, że bariery są wyłącznie w naszych głowach, a każdą przeciwność losu można potraktować jako szansę. I jeśli młodzi adepci futbolu szukają godnej inspiracji, to warto w tym celu zerknąć na prawą flankę defensywy w zespole z Bawarii.

45. Fridolina Rolfö (Barcelona): Powiedzmy sobie szczerze: jeśli któraś Szwedka zasłużyła na to, aby w tym roku zakręcić się koło ścisłej czołówki, to była to właśnie zawodniczka Barcelony. Końcówkę przygody z Wolfsburgiem nieco storpedowały jej kontuzje, ale latem i jesienią dostaliśmy kolejny dowód na to, że jeśli tylko ze zdrowiem wszystko się zgadza, to Rolfö jest piłkarką, która bez trudu poradzi sobie w każdej drużynie świata. Igrzyska w Japonii to był jej turniej i to właśnie ona była największą – obok Ashley Lawrence i Vivianne Miedemy – gwiazdą najważniejszej w tym roku imprezy. Jesienią także ani myślała zwalniać tempa, a komplet punktów w eliminacyjnej kampanii do mundialu to w znacznym stopniu jej zasługa. Wejście do klubu z Katalonii? Równie imponujące i to pomimo faktu, iż w Barcelonie przyszło jej zapoznać się z nowymi, boiskowymi rolami; od wahadłowej po klasyczną dziewiątkę.

62. Sofia Jakobsson (Bayern): Jedno z dwóch największych zaskoczeń w zestawieniu. Wiosną w Madrycie byłą jedną z ważniejszych postaci w zespole wicemistrzyń Hiszpanii, choć nie błyszczała formą w takim stopniu, jak chociażby rok wcześniej. Po transferze do Bayernu nie było już jednak tak dobrze i w zespole z Bawarii przyszło pogodzić się jej z rolą rezerwowej (i to niekoniecznie takiej pierwszej do wejścia). W kadrze prezentowała się zazwyczaj solidnie, ale na tle koleżanek z formacji ofensywnej zabrakło jej zarówno konkretnych liczb, jak i boiskowych fajerwerków.

65. Hedvig Lindahl (Atletico): Drugie duże zaskoczenie w zestawieniu. W kadrze zagrała mniej więcej na zero; wybroniła to, co musiała, puściła to, co mogła. W finale olimpijskim potwierdziła, że dobrze radzi sobie w seriach rzutów karnych, ale na jej nieszczęście koleżanki z pola nie pozwoliły jej zostać bohaterką wieczoru w Jokohamie. W drużynie klubowej wiosną walczyła o miejsce w składzie z Pauline Peyraud-Magnin, a jesienią z Dolores Gallardo i żadnej z tych rywalizacji nie rozstrzygnęła jednoznacznie na swoją korzyść. W obecnych rozgrywkach wystąpiła w zaledwie pięciu meczach madryckiego Atletico, puszczając w nich dwa gole.

77. Caroline Seger (Rosengård): Tutaj naprawdę niełatwo o wyważoną, obiektywną ocenę, gdyż legenda szwedzkiej piłki ma za sobą niezwykle ciekawy rok. Na boiskach Damallsvenskan robiła swoje, choć gdyby zacząć mocniej analizować, to był to chyba jej najmniej spektakularny sezon od momentu powrotu do rodzimej ligi. Z bardzo dobrej strony pokazała się za to na Igrzyskach, a duet z Filippą Angeldal stał się synonimem może nie perfekcji, ale na pewno dużej solidności w środku pola. Jej obecność na liście może jednak mieć związek z jeszcze jednym wydarzeniem, które dokonało się przy okazji towarzyskiego starcia z Australią. Rekordowy, 215. występ w narodowych barwach (więcej meczów w reprezentacji nie zagrała dotąd żadna Europejka!) wyraźnie pokazuje, że mamy tu do czynienia z piłkarką wybitną. I w zasadzie tyle w temacie.

88. Lina Hurtig (Juventus): Wiosną byłą niczym bohaterka legendy, która zamieniała w złoto wszystko, czego dotknęła i gdyby zamykać ten ranking na przykład w kwietniu, to niewątpliwie znalazłaby się w nim zdecydowanie wyżej. Równie imponująca byłą w jej wykonaniu końcówka jesieni, którą podsumowała zresztą kapitalnym, zwycięskim trafieniem przeciwko Finlandii. Rok trwa jednak dwanaście miesięcy i pozostaje życzyć, aby w kolejnym zestawieniu nazwisko Hurtig było wspominane w kontekście równej, wysokiej dyspozycji przez cały ten okres. Bo co do tego, że tę piłkarkę na to stać, wątpliwości nie mamy absolutnie żadnych.

Jeszcze tylko Lyon i wakacje

contentmedium

Takim przykrym obrazkiem Hisingen pożegnało Ligę Mistrzyń. Na jak długo? (Fot. Bildbyrån)

Ostatni domowy mecz piłkarek Häcken w tegorocznej edycji Ligi Mistrzyń miał być dla wielu odpowiedzią na pytanie, czy poprzednie – zdecydowanie odbiegające od oczekiwań – występy powinniśmy traktować jako chwilową niedyspozycję, czy może jako symptomy nieco głębszego kryzysu. Potyczki z Bayernem wyczekiwaliśmy tym bardziej niecierpliwie, że miał być to również pierwszy test funkcjonowania drużyny pod wodzą nowego trenera Roberta Vilahamna, który na dwie kolejki przed końcem ligowych zmagań zastąpił na stanowisku Matsa Grena. Szkoleniowiec oraz jego sztab mieli niemal cztery tygodnie, aby przy pomocy treningów oraz gier towarzyskich odcisnąć na zespole znak jakości, ale czwartkowy wieczór przyniósł nam niezwykle bolesne zderzenie z futbolową rzeczywistością. I trudno nawet mieć pretensje, że część kibiców, którzy pomimo mocno niesprzyjającej aury szczelnie wypełnili trybuny Bravida Areny, zdecydowała się opuścić stadion na długo przed ostatnim gwizdkiem rumuńskiej sędzi. Bo o ile porażkę, szczególnie ze znacznie silniejszym rywalem, wybaczyć oczywiście trzeba, o tyle postawa zawodniczek z Hisingen w drugiej połowie z każdą upływającą minutą napełniała nas coraz większą frustracją. A przecież wcale nie musiało tak być, bo spotkanie zaczęło się dla nas naprawdę obiecująco …

Przez pierwszych trzydzieści minut mistrzyniom Niemiec ani razu nie udało się zmusić Jennifer Falk do poważniejszej interwencji, a nawet jeśli piłkarki Bayernu zapędzały się pod bramkę Häcken, to skutecznie i szczęśliwie radziła sobie z ich atakami szwedzka defensywa. Gospodynie nie ograniczały się jednak wyłącznie do obrony, dzięki czemu oglądaliśmy naprawdę intensywny, wyrównany mecz, a sporo zawodniczek w żółto-czarnych koszulkach naprawdę mogło się podobać. Skutecznymi interwencjami imponowała Luna Gevitz, szczelność drugiej linii gwarantowała Filippa Curmark, a Johanna Kaneryd raz za razem pokazywała próbki swoich technicznych umiejętności. Można było nawet zaryzykować stwierdzenie, że był to najlepszy fragment Häcken w obecnej edycji Ligi Mistrzyń (wyłączając może wyjazdowy mecz eliminacyjny z Vålerengą) i nie było żadnej niesprawiedliwości w tym, że to właśnie podopieczne trenera Vilahamna wyprowadziły pierwszy tego wieczora celny cios. Co więcej, dokonały tego po wspaniałej, zespołowej akcji, w której wzięła aktywny udział ponad połowa wyjściowej jedenastki, a kluczowe odegranie Stine Larsen do Stiny Blackstenius można spokojnie zakwalifikować do kategorii stadiony świata. Najlepsza snajperka Damallsvenskan stanęła zatem oko w oko z Janiną Leitzig i takiej okazji zmarnować po prostu nie mogła. Premierowy gol tej zawodniczki w fazie grupowej Ligi Mistrzyń stał się faktem, a my odruchowo spojrzeliśmy na znajdujący się nad sektorem gości zegar, aby upewnić się, jak wiele czasu dzieli nas od gwizdka kończącego pierwszą połowę.

Było to niespełna dziesięć minut, ale jak się miało za chwilę okazać, piłkarkom z Bawarii wystarczyło to nie tylko na odrobienie całych strat, ale nawet na wyjście na prowadzenie. Zabójcze dla Häcken okazały się dwa stałe fragmenty, czyli element gry, który tej jesieni był dla zawodniczek z Västergötland prawdziwą piętą achillesową. Jak zatem widać, miesiąc czasu na spokojne treningi nie wystarczył, aby podstawowe błędy wyeliminować i nawet jeśli zgodzimy się co do tego, że w obu wspomnianych sytuacjach przyjezdnym sprzyjało szczęście, to jednak od defensywy drużyny aspirującej do gry na topowym, europejskim poziomie musimy oczekiwać zdecydowanie więcej. I tylko szkoda w tym wszystkim Jennifer Falk, która w kapitalny, intuicyjny sposób odbiła futbolówkę po strzale Viggosdottir tylko po to, aby za chwilę wyciągać ją z siatki po dobitce Asseyi. Gol na 1-2, który padł w ostatniej akcji pierwszej połowy, był już wynikiem całkowitego zamieszania w polu karnym Häcken, a nieumiejętność wyekspediowania futbolówki gdziekolwiek przez Beatę Kollmats lub Hannę Wijk w najlepszy możliwy sposób wykorzystała Jovana Damnjanovic.

W pierwszych minutach po przerwie gospodynie spróbowały jeszcze ruszyć do przodu, w miejsce Lotty Ökvist na placu gry pojawiła się nieco bardziej ofensywnie usposobiona Anna Csiki, ale jedna kontra Bayernu skutecznie odebrała im resztkę chęci do gry. Atak mistrzyń Niemiec wzorowo zainicjowała Hanna Glas, z prawego skrzydła zacentrowała Klara Bühl, a całą zabawę zamknęła stojąca na wprost bramki Damnjanovic, która ewidentnie lubi trafiać w meczach przeciwko zespołom z Damallsvenskan. Od tego momentu grający przecież bez kilku podstawowych piłkarek Bayern przejął całkowitą kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami, a Häcken tuż po najlepszych dwóch kwadransach jesiennej przygody z Ligą Mistrzyń zaprezentował nam prawdopodobnie najgorszy moment w całej swojej pucharowej historii. A skoro tak, to nawet grające nie do końca na sto procent przedstawicielki Bundesligi musiały strzelać kolejne gole i już w 74. minucie dokonała tego Linda Dallmann, wykorzystując tak wspaniały prezent od Luny Gevitz, że mamy wielkie wątpliwości, czy reprezentantka Niemiec w tym roku otrzyma jeszcze od kogoś większy podarunek. Trafienie na 5-1 było natomiast wierną kopią trzeciego gola, z tą tylko różnicą, iż tym razem w rolach głównych wystąpiły rezerwowe dziś Rall i Beerensteyn, które w końcówce otrzymały od trenera Scheuera szansę krótkiego, meczowego rozruchu.

Po takiej porażce, jak wczorajsza, naprawdę trudno o jakiekolwiek pokłady optymizmu, a już za tydzień wicemistrzynie Szwecji czeka jeszcze przecież wyjazd na mało gościnny teren do Lyonu. Oczywiście, w futbolu teoretycznie wszystko jest możliwe, ale jednak mając na uwadze ostatnie wydarzenia jakoś trudno wyobrazić sobie, aby osłabione Häcken realnie postawiło się klubowi mocno pretendującemu do miana numeru jeden w Europie. Brak zwycięstwa na francuskiej ziemi oznaczać będzie dla podopiecznych trenera Vilahamna ostatnie miejsce w grupie i chyba do tego właśnie scenariusza powinniśmy się powoli przyzwyczajać. I sparafrazować popularny dowcip słowami: Jeszcze tylko lanie od Lyonu i wakacje. No, chyba że faktycznie czeka nas za kilka dni kolejny, zimowy cud …


09.12.2021.

Liga Mistrzyń 2021/22 – grupa D

BK Häcken 1-5 FC Bayern München

1-0 Blackstenius 36., 1-1 Asseyi 39., 1-2 Damnjanovic 45., 1-3 Damnjanovic 54., 1-4 Dallmann 74., 1-5 Beerensteyn 87.

Häcken: Falk – Wijk, Gevitz, Kollmats (68. Karlernäs), Ökvist (46. Csiki) – Rubensson, Curmark – Kaneryd, Larsen, Gejl (57. Mijatovic) – Blackstenius

Bayern: Leitzig – Glas, Viggosdottir, Kumagai (76. Hegering), Simon – Magull, Zadrazil – Asseyi (63. Rall), Dallmann (76. Vilhjalmsdottir), Damnjanovic (83. Beerensteyn) – Bühl (63. Jakobsson)


W drugim meczu grupy D Olympique Lyon pokonał na wyjeździe portugalską Benfikę Lizbona 5-0. W drużynie francuskiego potentata łupem bramkowym podzieliły się Ada Hegerberg (dwa gole), a także Wendie Renard, Griedge Mbock Bathy oraz Signe Bruun (po jednym trafieniu). Wynik ten oznacza, że Lyon zachował fotel lidera i wraz z Bayernem Monachium już zapewnił sobie awans do ćwierćfinału.

Daleka jest droga po puchar

contentmedium

W poprzedniej edycji Pucharu Szwecji najlepsze okazały się piłkarki z Hisingen (Fot. SvFF)

Choć od głośnej i budzącej wiele emocji reformy Pucharu Szwecji minęły zaledwie trzy lata, to nowy system rozgrywek bardzo szybko stał się nieodłącznym elementem naszego piłkarskiego krajobrazu. Podobnie zresztą jak fakt, iż pierwsza dekada grudnia to czas, w którym szesnastu uczestników fazy grupowej poznaje swoich kolejnych rywali na drodze ku upragnionemu trofeum. Nie inaczej było i w tym roku, a przed samą ceremonia znów podniosły się głosy sprzeciwu wobec geograficznych kryteriów, które rzeczywiście mają stosunkowo niewiele wspólnego z ideą fair play. Inna sprawa, że dzięki naprawdę sensacyjnym rozstrzygnięciom w rundach eliminacyjnych, w tym roku balans pomiędzy Północą i Południem wydaje się być zachwiany w zdecydowanie mniejszym stopniu niż miało to miejsce w latach poprzednich. Choć nie ma co ukrywać, że tradycyjnie głównych faworytek szukać będziemy w grupach oznaczonych cyferkami 1 oraz 2. Tam właśnie znajdują się broniące tytułu piłkarki Häcken, mistrzynie kraju z Rosengård, czy wreszcie zawsze groźny dla obu wymienionych wcześniej ekip Kristianstad. Nie jest jednak wykluczone, że to właśnie na wiosnę 2022, po raz pierwszy od czasu reformy, po puchar sięgnie któraś z drużyn z Północy, a wysokich aspiracji nie ukrywają chociażby stołeczne Hammarby i Djurgården. Jeśli jednak interesuje Was pełen skład wszystkich grup, to znajdziecie go poniżej:


Faza grupowa Pucharu Szwecji 2021-22:

Grupa 1: Rosengård, Linköping, Växjö, Alingsås. Tutaj w roli głównych faworytek wystąpią mistrzynie z Malmö, choć w Linköping mocno wierzą w to, że drużynę z Östergötland stać na pierwszy od czasu reformy awans do półfinału. Na korzyść podopiecznych trenerki Renée Slegers niewątpliwie działa jednak fakt, iż prawdopodobnie decydujący mecz między dwoma przedstawicielami Damallsvenskan zostanie rozegrany w stolicy Skanii. Zanim jednak do niego dojdzie, o niespodziankę w postaci postraszenia pierwszoligowych rywalek postarają się reprezentujące w tym gronie Elitettan ekipy Växjö i Alingsås.

Grupa 2: Häcken, Kristianstad, Örebro, Jitex. Obrończynie tytułu wylosowały bardzo niewdzięczną grupę. Bo nawet jeśli Kristianstad może nie mieć takiej siły rażenia jak przed rokiem, a Örebro zazwyczaj wolno wchodzi w sezon, to łatwych punktów w Hisingen spodziewać się absolutnie nie powinni. Innego typu wyzwaniem będą dla ekipy Roberta Vilahamna derby z występującym o klasę niżej Jitexem. Ostatnie poważne starcie tych drużyn zakończyło się bowiem dwucyfrowym wynikiem, co na pewno będzie stanowiło dla piłkarek z Möldnal sporą motywację.

Grupa 3: Eskilstuna, Djurgården, Piteå, Mallbacken. Zapowiada się nam wyścig trzech koni, z których każdy posiada wystarczającą liczbę argumentów, aby zakończyć go zwycięsko. Kto wie, czy potencjalny faworyt pierwszej z Północnych grup nie wyklaruje się nam dopiero podczas zimowego okienka transferowego, gdyż na ten moment siła rażenia wszystkich wylosowanych tu pierwszoligowców zdaje się być jak najbardziej zbliżona. Czwartym uczestnikiem pucharowej zabawy będzie w tym gronie występujący na zapleczu Damallsvenskan klub z Sunne, który faworytem do awansu nie będzie, ale jedną lub dwie niespodzianki sprawić jak najbardziej może.

Grupa 4: Hammarby, Umeå, Bromma, Bollstanäs. Dla zielono-białej części Sztokholmu losowanie fazy grupowej nie mogło potoczyć się lepiej. Dwójka beniaminków Damallsvenskan to rywale jak najbardziej w zasięgu rewelacyjnej armady Pabla Pinonesa-Arce, choć oczywiście w starciach z Umeå czy Brommą od pierwszej do ostatniej minuty trzeba będzie mieć się na baczności, bo szczególnie piłkarki z Västerbotten są bardzo chętne do sprawienia kolejnej pucharowej niespodzianki. Stawkę zmagań uzupełnia w tej grupie Bollstanäs będący jedynym uczestnikiem fazy grupowej występującym poza szczeblem centralnym. Czy trzecioligowiec zdoła wywalczyć w starciach z wyżej notowanymi rywalami jakiś punkt?

Pierwsze mecze fazy grupowej zostaną rozegrane 26. lutego 2022, a skład półfinałów poznamy 13. marca, tuż po zakończeniu trzeciej kolejki grupowych zmagań.