Trener roku – Jonas Eidevall

coach_01

Charyzmatyczny, niepodrabialny, jedyny w swoim rodzaju. Konferencje z jego udziałem bywają dla przedstawicieli mediów bardzo trudne, szczególnie jeśli ktoś akurat niekoniecznie posiadł umiejętność rozumienia nordyckiego humoru. Podczas swojego pobytu w Anglii szczególnie podpadł sympatykom Manchesteru United, a niektórzy z nich do dziś wygwizdują go przy każdej możliwej okazji. Z drugiej jednak strony, mało który menedżer do tego stopnia potrafi zdejmować presję ze swoich zawodniczek, a całą uwagę – nierzadko poprzez kreowanie sztucznych kontrowersji – kierować na siebie. Ta nominacja to jednak nie wynik umiejętności interpersonalnych (choć i one nie są tu całkowicie bez znaczenia), a broniących go wyników. Bo choć w teorii nie wywalczył w ostatnich dwunastu miesiącach z Arsenalem żadnego trofeum, to jednak obok pewnych faktów nie da się przejść obojętnie. Mistrzostwo kraju przegrane z gwiazdorską Chelsea o zaledwie jeden punkt (ech, gdyby nie ta porażka w Birmingham!), awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzyń jako jedyny przedstawiciel angielskiej ekstraklasy, czy wreszcie jesienne 5-1 w Lyonie to wyniki zdecydowanie robiące wrażenie. I nawet jeśli po świetnym starcie kolejnej ligowej kampanii w północnym Londynie znów włączyli coroczny, zimowy motyw wpędzania się w kłopoty (domowe 2-3 z Manchesterem United), to nie da się zaprzeczyć, że szwedzki menedżer raz jeszcze powalczy wiosną o najwyższe laury na wszystkich frontach. A tego faktu nie sposób nie nagrodzić.

coach_02

Andrée Jeglertz – doświadczony trener powrócił do kraju zza Atlantyku i od razu podjął się cokolwiek niełatwej misji. Doprowadzenie zespołu z Linköping na ligowe podium było zadaniem o tyle trudnym, że zespół ten jak żaden inny potrafił gubić punkty w najmniej wytłumaczalnych okolicznościach. Pod wodzą Jeglertza prawidłowość ta odmieniła się jednak o sto osiemdziesiąt stopni, a wyjazdowe zwycięstwa nad Djurgården, Vittsjö i Hammarby były dowodem postępu, jaki stał się udziałem piłkarek LFC pod wodzą nowego szkoleniowca. Jedyna poważniejsza wpadka przytrafiła się w zasadzie na koniec sezonu z Kalmarem, ale niech będzie to po prostu zastrzykiem dodatkowej motywacji na kolejny, wcale nie łatwiejszy sezon.

Pablo Pinones-Arce – Chilijczyk z pochodzenia, ale jego serce jest w stu procentach zielono-białe. W Södermalm zasłynął przede wszystkim odważnymi decyzjami taktycznymi, nierzadko podejmowanymi na bieżąco w trakcie meczu. To właśnie z tego powodu rywalki Hammarby nieustannie muszą mieć się na baczności. Jak mało kto potrafi zarazić wszystkich wokół optymizmem, a niektóre z jego odpowiedzi już przeszły do kanonu szwedzkiej piłki. Ot, na przykład zapytany o to, jak wielkim wyzwaniem jest gra na przestrzeni kilkunastu dni przeciwko Roengård i Häcken, ze spokojem odparł: Rozumiem, że macie na myśli wyzwanie dla nich.

Progres roku – Fanny Andersson

progress_01

Suche liczby (dwa gole, dwie asysty) nie mówią nam wiele o tym, jak wielki jest wpływ 27-letniej pomocniczki na postawę drużyny z Piteå. Ale już obejrzenie choćby jednego meczu drużyny prowadzonej przez Stellana Carlssona wystarczy, aby zrozumieć, że obecność Andersson na boisku dodaje drugiej linii z Norrbotten przynajmniej pięćdziesiąt procent do jakości zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. Przekonaliśmy się o tym zresztą pod koniec sezonu, kiedy to klub z dalekiej Północy najpierw nieoczekiwanie najdłużej zachowywał status niepokonanego w rundzie jesiennej, a następnie – już pod nieobecność swojej liderki – zaplątał się z kolei w serię meczów bez zwycięstwa. Nic więc dziwnego, że na trybunach, a także w programach publicystycznych coraz głośniej zaczął pojawiać się temat występów Fanny Andersson w reprezentacji, bo czysto sportowo wybór ten absolutnie by się obronił. Pytanie tylko, jaką wizję ma w tej kwestii selekcjoner, który swoimi dotychczasowymi decyzjami daje jasny sygnał, że przed mundialem nie powinniśmy spodziewać się w kadrze personalnych rewolucji.

progress_02

Stina Lennartsson – wszyscy doskonale pamiętamy przeraźliwy krzyk, którym grająca jeszcze w barwach Växjö piłkarka oznajmiła światu, że oto właśnie doznała bardzo poważnej kontuzji. Powrót na boisko okazał się procesem długim i niełatwym, ale raz jeszcze okazało się, że cierpliwość i konsekwencja na koniec prowadzą do celu. A droga była niełatwa i wiodła przez przeprowadzkę do Linköping, a także zmianę boiskowej roli. Dziś można odnieść wrażenie, że gra na prawym wahadle od zawsze była jej powołaniem, a sportowe walory 25-latki dostrzegł nawet selekcjoner Gerhardsson, włączając ją do szerokiej kadry na październikowe zgrupowanie.

Paulina Nyström – o Eskilstunie mówiło się ostatnimi czasy albo źle, albo wcale, ale ta prawidłowość absolutnie nie dotyczy Pauliny Nyström. Zamiana teoretycznej stabilizacji w Vittsjö na niepewną przyszłość na Tunavallen była swego czasu szeroko komentowana, ale 22-letnia napastniczka najwyraźniej od początku doskonale wiedziała, co robi. I po kilkumiesięcznym okresie aklimatyzacji wystrzeliła z formą tak, że raz po raz zgłaszała swój akces do jedenastki kolejki. A przy tym kompletnie nie robiło jej różnicy, czy ma akurat zagrać przeciwko jednemu z beniaminków, czy przeciwko potentatkom z Hisingen. Dziękujemy i prosimy o więcej, oczywiście już w nowych barwach!

Drużyna roku – Reprezentacja A

team_01

Nie ma sensu się oszukiwać: rok 2022 nie był w wykonaniu kadry Petera Gerhardssona aż tak udany jak poprzedni. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że akurat w tym przypadku poprzeczka wisiała na takiej wysokości, że sam Armand Duplantis popatrzyłby na nią z szacunkiem. I nawet jeśli pod względem gry szwedzka kadra nie była może trzecią najlepszą drużyną angielskiego EURO, to nie sposób nie docenić faktu, że trzecia wielka impreza pod wodzą obecnego selekcjonera przyniosła nam trzeci kolejny awans do strefy medalowej. I coś mocno podpowiada nam, że – delikatnie mówiąc – w najbliższych latach tego typu serie nie będą raczej codziennością. Co równie istotne, ten sukces udało się osiągnąć w warunkach, w których wcale nie dysponujemy żadną złotą generacją, a kolejne młode talenty ani trochę nie szturmują drzwiami i oknami reprezentacyjnych bram. Wynik ponad stan? Być może, ale w takim razie tym bardziej warto to docenić. Tym bardziej, że szeroko pojęta światowa czołówka jest obecnie zdecydowanie bardziej wyrównana niż kiedykolwiek wcześniej, a o powtarzalność na tak wyśrubowanym poziomie jest zwyczajnie coraz trudniej.

Osiem zwycięstw, cztery remisy i dwie porażki, na dodatek obie w stosunku 0-4 – sam bilans szwedzkiej kadry w obecnym roku kalendarzowym nie jest może szczególnie wybitny. Tym bardziej, że potknięcia przytrafiały się nam w starciach z niżej notowanymi zespołami (Włochy, Irlandia), a i do stylu niektórych zwycięstw można byłoby mieć zastrzeżenia. Tak naprawdę przez długi czas jedynym naprawdę jasnym punktem tegorocznego terminarza była wyjazdowa wiktoria nad Finlandią, ale później przyszedł październik i cztery dni, które na dobre rozstrzygnęły kwestię tego wyróżnienia. Zaczęło się od niemal perfekcyjnych dwudziestu minut w Kordobie, a skończyło na cudownym koncercie przeciwko Francji, przy akompaniamencie coraz bardziej rozentuzjazmowanego Gamla Ullevi. Chwil takiej radości nie dał nam ostatnio żaden inny szwedzki zespół, co chyba dobitnie i ostatecznie wyjaśnia temat.

team_02

Linköping – absolutna rewelacja tegorocznych rozgrywek Damallsvenskan. Trzykrotne mistrzynie kraju wróciły na ligowe podium w sezonie, kiedy tak naprawdę mało kto tego od nich oczekiwał. Fenomenalna postawa Olgi Ahtinen, kliniczna precyzja Amalie Vangsgaard i japońska fantazja duetu Momiki – Takarada poprowadziły ekipę z Östergötland w kierunku w pełni zasłużonych medali. Do pełni szczęścia zabrakło jedynie nieco skuteczniejszej postawy w bezpośrednich starciach z topowymi rywalkami; z sześciu podejść aż pięć zakończyło się porażkami LFC.

Rosengård – pierwszy od trzynastu lat dublet (mistrzostwo + puchar) ma oczywiście swoją wymowę. Podobnie jak postawa w każdym z trzech meczów przeciwko Häcken, kiedy to mocno zmotywowane zawodniczki z Malmö wyraźnie pokazały, kto w tym roku jest numerem jeden w szwedzkiej piłce klubowej. A warto przypomnieć, że przed decydującymi momentami próby los nie był dla ekipy ze Skanii przesadnie łaskawy. Całe wrażenie psuje jednak wyraźnie słabsza druga połowa jesieni, kompletne fiasko w Europie (jedno zwycięstwo w ośmiu meczach) i cokolwiek chaotyczna polityka taktyczno-transferowa.

Czas podsumowań

numbers_on_podium

Koniec roku to jak zwykle czas podsumowań. Nie inaczej wygląda to i na naszym serwisie, ale tym razem spróbujemy trochę to całe twórcze, noworoczne zamieszanie przeorganizować. A niejako przy okazji przedstawić wszelkie rankingi i przemyślenia w zdecydowanie bardziej przejrzystej i – miejmy nadzieję – ekscytującej formie.

Jak zwykle o tej porze, spróbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie, kto najbardziej zasłużył na tytuł piłkarki, odkrycia i trenera roku w Szwecji. Do tego wszystkiego dołożymy jeszcze dwie zupełnie nowe kategorie, czyli Drużyna i Progres Roku. W tej ostatniej weźmiemy na tapet zawodniczki powyżej 21. roku życia, które na przestrzeni minionych dwunastu miesięcy zaliczyły największy skok jakościowy. Nie będzie wielką tajemnicą, że w niektórych zestawieniach tym razem nie narzekaliśmy na nadmiar kandydatek, ale koniec końców udało się znaleźć naprawdę godne laureatki. I teraz pozostaje tylko życzyć nam wszystkim, aby kolejne upływające lata jedynie utwierdziły nas w przekonaniu, że były to wybory trafione. Na deser, już po Nowym Roku, gorąco zapraszam za to na coroczne zestawienie szwedzkiego TOP-50, w którym uhonorujemy pięćdziesiąt najlepszych szwedzkich piłkarek roku 2022 z podziałem na pozycje. Mocno ufam więc, że materiału do czytania, analizy i polemik w najbliższych dniach stałym bywalcom tego serwisu zabraknąć nie powinno. A pierwsze teksty pisane już w roku 2023 pojawią się tradycyjnie w okolicach połowy stycznia. Wśród nich między innymi kolejna część zimowego raportu transferowego, a także felieton mówiący o tym dlaczego kadra Petera Gerhardssona nie będzie faworytem mundialu w Australii i Nowej Zelandii.

Ale zanim to wszystko, oto rozkład jazdy na najbliższe dni:

26. grudnia – Drużyna Roku 2022 – prezentacja

27. grudnia – Progres Roku 2022 – prezentacja

28. grudnia – Trener Roku 2022 – prezentacja

29. grudnia – Odkrycie Roku 2022 – prezentacja

30. grudnia – Piłkarka Roku 2022 – prezentacja

31. grudnia – życzenia noworoczne

3. stycznia – Szwedzkie TOP-50 – bramkarki

5. stycznia – Szwedzkie TOP-50 – obrończynie

7. stycznia – Szwedzkie TOP-50 – pomocniczki

9. stycznia – Szwedzkie TOP-50 – napastniczki

Lanie, lanie i wakacje

mukasa

Angel Mukasa nie zaliczyła gwiezdnego występu na miarę Zeciry Musovic (Fot. Getty Images)

Nie będziemy populistycznie pisać, że FC Rosengård jest najsłabszą drużyną fazy grupowej tegorocznej Ligi Mistrzyń. Nie byłoby to zresztą zgodne z prawdą, choć nieco bardziej smutny jest fakt, że za taki stan rzeczy możemy dziękować tylko i wyłącznie kontrowersyjnemu systemowi kwalifikacji, dzięki któremu w tej fazie rozgrywek pojawiają się takie wynalazki jak chociażby albańska Vllaznia. Bo niestety początek tegorocznej zimy mocno utwierdził nas w przekonaniu, że to właśnie z rywalkami tego pokroju może na tę chwilę równać się zespół, który dopiero co na szwedzkich boiskach sięgnął po pierwszy od trzynastu lat dublet. Przykre? Niestety prawdziwe.

Zbiorcze podsumowanie meczów mistrzyń Szwecji z Bayernem i Barceloną nie jest bynajmniej wynikiem lenistwa, a działaniem absolutnie przemyślanym. Bo z jakiej racji psuć sobie humor sześć razy, skoro można na przykład pięć? Tym bardziej, że relacje z potyczek piłkarek Renée Slegers z europejską czołówką można w zasadzie robić metodą kopiuj-wklej. I o ile na początku fazy grupowej przynajmniej końcowe wyniki były lepsze niż gra, a minimalne porażki w Monachium czy Lizbonie trochę zakłamywały rzeczywistość, o tyle z każdą kolejną serią spotkań tabela prezentowała się coraz gorzej. A my cały czas naiwnie łudziliśmy się, że może Angel Mukasa przedstawi się szerszej publiczności występem na miarę pamiętnego popisu Zeciry Musovic z Wolfsburgiem, że Gudrun Arnardottir obudzi w sobie ducha Glodis Perli Viggosdottir, skutecznie zamykając rywalkom bramę do pola karnego ekipy z Malmö, ale żadna z tych rzeczy nie miała miejsca. Co więcej, nawet liderki w osobach Schough, Holdt, czy Bredgaard z tygodnia na tydzień wykazywały jakby coraz mniej woli walki, a coraz więcej zniechęcenia i apatii. A pojedyncze przebłyski – jeżeli w ogóle miały miejsce – były dziełem tych, na które holenderska trenerka w trakcie sezonu stawiała raczej z konieczności. Ot, kolejny paradoks Damallsvenskan.

Oklaskiwać i podziwiać mogliśmy za to przeciwniczki, ale jak się nie ma co się lubi, to najwyraźniej trzeba polubić co się ma. Z niekłamanym podziwem oglądaliśmy zatem rozgrywającą swoją najlepszą rundę w karierze Carolin Simon, idealnie współpracujące ze sobą w drugiej linii Georgię Stanway oraz Sarę Zadrazil, czy wreszcie zaliczające kapitalne wejście do pierwszego zespołu osiemnastolatki: Franziskę Kett i Julię Landenberger. Tydzień później mogliśmy za to oklaskiwać katalońską maestrię i czuć pewnego rodzaju dumę, że częścią tak doskonale funkcjonującej maszyny jest między innymi szwedzka kadrowiczka Fridolina Rolfö. Choć akurat dziś w roli głównej wystąpiła nie ona, lecz Aitana Bonmati do spółki z Claudią Piną i Marioną Caldentey. Jasne, była piłkarka Linköping swojego trafienia na dobre zakończenie roku też się doczekała, ale to pomocniczki z Katalonii urzekły nas najbardziej, raz po raz rozmontowując defensywę Rosengård z taką gracją, że momentami przypominało to bardziej efektowną grę wideo niż prawdziwy futbol. Inna sprawa, że wśród gospodyń swoje chwile szczęścia miała dziś każda z zawodniczek z wyłączeniem bramkarki Gemmy Font, na listę strzelczyń wpisały się nawet obie stoperki, a resztek złudzeń niewielką grupę fanów ze Skanii jeszcze przed upływem inauguracyjnego kwadransa pozbawiła Asisat Oshoala. Wystarczy jednak szybkie spojrzenie na statystykę strzałów (30-1), celnych podań (795-240), czy posiadania piłki (70-30), żeby zrozumieć, iż na murawie w Barcelonie wystąpiła tylko jedna drużyna, które może z pełną powagą nazywać się ekipą na miarę występów w najbardziej prestiżowych rozgrywkach w Europie.

Nie tak dawno było całkiem głośno o mini-konflikcie pomiędzy Therese Sjögran i Peterem Gerhardssonem, w wyniku którego piłkarki Rosengård nie zostały puszczone na styczniowe zgrupowanie reprezentacji odbywające się poza oficjalnym okienkiem FIFA. Dyrektorka sportowa klubu z Malmö przekonywała, że jej zawodniczkom należy się przecież kilka tygodni wakacji i doprawdy trudno się z jej argumentami nie zgodzić. Szkoda tylko, że na w pełni zasłużone urlopy piłkarki ze Skanii udadzą się po serii występów, która nie przyniosła specjalnej chluby ani im samym, ani wizerunkowi szwedzkiego futbolu w Europie. Bo nawet jeśli nikt logicznie myślący nie oczekiwał walki o awans do ćwierćfinału, to jednak przegrywać też można na wiele różnych sposobów. A w Rosengård tym razem zdecydowali się postawić na ten zdecydowanie mniej atrakcyjny i chwalebny. Cóż, najwyraźniej czasami bywa i tak. Udanych wakacji, dziewczyny!

fcrfcb

fcbfcr

Końcowa tabela Grupy D:

tabela

Grudniowy raport transferowy

1637837619

Pauline Hammarlund na wiosnę pogra sobie w jednej z najciekawszych lig w Europie (Fot. Bildbyrån)

Grudzień w szwedzkiej piłce klubowej to przede wszystkim okres wzmożonych ruchów na transferowym rynku. Ten rok nie jest w tej kwestii wyjątkiem, choć wiele zespołów wciąż znajduje się na względnie początkowym etapie kompletowania kadry na sezon 2023. Ale tyle w tym dobrego, że i po Nowym Roku będziemy mieli zapewne całkiem sporo tematów do dyskusji i analizy. Póki co skupmy się jednak na transakcjach już dokonanych i wspólnie zastanówmy się, który z kandydatów do tytułu na tę chwilę wykorzystał miniony czas w najbardziej efektywny sposób.

Mistrzynie z Rosengård póki co skupiają się przede wszystkim na zakończeniu gry w fazie grupowej Ligi Mistrzyń, a także przedłużaniu wygasających z końcem grudnia umów. Z tej ostatniej opcji skorzystały między innymi Angel Mukasa oraz Jessica Wik, choć ta druga miała naprawdę poważnie rozważać propozycje z przynajmniej dwóch innych szwedzkich klubów. Jedyną zawodniczką, która na pewno po Nowym Roku definitywnie opuści Malmö, jest natomiast Mimmi Larsson. 28-letnia napastniczka w poszukiwaniu nowego impulsu w karierze najprawdopodobniej uda się aż za Atlantyk, gdzie ma reprezentować barwy sensacyjnego finalisty tegorocznych rozgrywek NWSL Kansas City Current.

Wicemistrzowskie Häcken również straci tej zimy niezwykle istotny element ofensywy, gdyż po słowie z włoską Fiorentiną wydaje się być Pauline Hammarlund. Klub z Hisingen pożegna się ponadto z Mille Gejl, Lottą Ökvist oraz Emily Madril, a wciąż pod znakiem zapytania stoi przyszłość innej reprezentantki Danii Stine Larsen. Dodatkowym problemem jest również kontuzja Anny Csiki, która zerwała więzadła krzyżowe i do treningów powróci najwcześniej w połowie rundy jesiennej. Jedną z powstałych w kadrze wyrw zapełnić ma rekonwalescentka Rosa Kafaji i to na jej doskonałą formę strzelecką na wiosnę liczą z pewnością wszyscy fani popularnych Os. Nie da się jednak ukryć, że decydujące tygodnie zimowego okienka cały czas są jeszcze przed zespołem prowadzonym przez Roberta Vilahamna.

Wydarzeniem grudnia w Linköping jest z całą pewnością informacja o zakończeniu kariery przez Nillę Fischer i nie ma w tym absolutnie nic dziwnego, wszak legendy szwedzkiego futbolu nie odchodzą na piłkarską emeryturę codziennie. Z czysto sportowego punktu widzenia zdecydowanie bardziej istotny jest jednak proces, który na potrzeby tego tekstu możemy nazwać drugim rozbiorem Eskilstuny. To właśnie w ramach tych działań kadrę LFC zasiliły tej zimy Emma Östlund oraz Felicia Saving, a wiele wskazuje na to, że absolutnie nie było to jeszcze ostatnie słowo działaczy z Östergötland. Co równie istotne, ważne umowy na kolejny rok mają także zwyciężczyni klasyfikacji strzelczyń Damallsvenskan Dunka Amalie Vangsgaard, a także kreatywny, japoński duet Momiki – Takarada.

Jeżeli priorytetem dla Elisabet Gunnarsdottir na zimę 2022-23 było zatrzymanie w Kristianstad dwóch kanadyjskich gwiazd, to ów plan udało się wykonać w dokładnie pięćdziesięciu procentach. Evelyne Viens na wiosnę znów będzie cieszyć swoją grą sympatyków futbolu we wschodniej Skanii, ale Gabrielle Carle zdecydowała się na przeprowadzkę do stolicy USA i występy w barwach Washington Spirit. Ponadto, w Kristianstad kontynuują doskonale znaną strategię wyrywania trzonowych zębów ligowym rywalkom, w efekcie czego skład Pomarańczowej Armii zasiliły Islandka Hlin Eiriksdottir z Piteå oraz Amerykanka Carly Wickenheiser z Örebro. Pozostałe kluczowe zawodniczki (z wyjątkiem Delaney Baie Pridham) zdecydowały się pozostać w klubie, dzięki czemu już dziś możemy śmiało typować Kristianstad w gronie poważnych pretendentów do tytułu.

Czy rok 2023 należeć będzie do stołecznego Hammarby? W Södermalm nie mają co do tego najmniejszych wątpliwości, a transfer Julii Roddar jak najbardziej wpisuje się w strategię systematycznego wzmacniania zespołu, która ostatecznie ma zaprowadzić Bajen na najwyższy stopień ligowego podium. Po stronie strat na uwagę zasługuje transfer Elise Kellond-Knight, która zdecydowała się na powrót do rodzinnej Australii, bo pozostałe ubytki – jakkolwiek zauważalne – dotyczą zawodniczek pełniących w ostatnich miesiącach role rzadko wchodzących z ławki rezerwowych.

Spokój i systematyczne działanie – to wizytówka grudniowych działań klubu z Vittsjö. W najsłynniejszej piłkarskiej wsi w Szwecji postawiono na sprawdzone rozwiązania, dzięki czemu udało się dojść do porozumienia z kluczowym, ofensywnym duetem Markstedt – Sällström. A wiele wskazuje na to, że klubowych barw zmieniać nie zamierza także mająca za sobą najbardziej udany w karierze rok Jutta Rantala. Zgodnie z przewidywaniami, nie udało się za to zatrzymać w Skanii najlepszej bramkarki Damallsvenskan dwóch ostatnich sezonów Sabriny D’Angelo, a jej miejsce między słupkami zająć ma pozyskana z fińskiego Åland United Amerykanka Lainey Burdett, która jest jednak swego rodzaju niewiadomą. W Vittsjö mają jednak nadzieję, że podjęte ryzyko i tym razem się opłaci.

A co słychać w ekipach spoza wielkiej szóstki? Oj, nieciekawie to wygląda! W Piteå udało się wprawdzie zatrzymać Maję Green, obie panie Andersson i do tego pozyskać Tuvę Skoog, ale jeśli klub marzy o tym, aby stać się czymś więcej niż tylko drużyną środka tabeli, to przed działaczami z Norrbotten tej zimy jeszcze naprawdę dużo wyzwań. Tym bardziej, że Amanda McGlynn, czy wspomniana już Eiriksdottir nie są zawodniczkami, które łatwo skutecznie zastąpić. Tradycyjna, noworoczna wyprzedać trwa w najlepsze na Behrn Arenie, gdzie trener Rickard Johansson znów będzie musiał rozpoczynać budowę swojego projektu niemal od zera. Niemal, bo jakimś plusikiem jest niewątpliwie podpisanie na kolejny sezon Nathalie Hoff Persson, która w przeciwieństwie do Wickenheiser, Agustsdottir, Pechersky, Öhman, czy Pikkujämsy zdecydowała się pozostać w Örebro. W Djurgården póki co skupiają się przede wszystkim na debatowaniu o wizjach na świetlaną przyszłość (oby przynajmniej cokolwiek z tego wyszło), w Kalmarze – jak zresztą zwykle – trzy czwarte kadry i cały sztab szkoleniowy radośnie rozjechali się na cztery strony świata, a beniaminkowie … no cóż, są ze swoją budową daleko w lesie. A, i w tym wszystkim jest jeszcze utrzymana po barażach Bromma, którą zbawiać mają Fanny Hjelm do spółki z Elsą Karlsson. I choć fajnie w życiu pozostawać optymistą, to trudno oprzeć się wrażeniu, że w niektórych miejscach transferowe działania zdecydowanie bardziej przypominają prowizorkę niż profesjonalne środowisko. A szkoda, bardzo szkoda …