Raz jeszcze o Sundhage

Pia Sundhage to niewątpliwie postać charyzmatyczna, kontrowersyjna i wzbudzająca nierzadko skrajne emocje. Dziś jednak odłóżmy na bok wszystkie jej niezbyt fortunne wypowiedzi i całkowicie bezsensowną wojnę prowadzoną przez naszą selekcjonerkę z władzami ligi i spróbujmy maksymalnie obiektywnie odpowiedzieć na jedno pytanie: czy Sundhage była w 2016 roku jedną z trzech najlepszych trenerek świata?

680

Fot. Carl Sandin

Na początek uporządkujmy pewne fakty. Reprezentacja Szwecji zagrała w sierpniu w finale Igrzysk Olimpijskich. Abstrahując na moment od faktu, że na rozgrywany w Brazylii turniej awansowaliśmy tak naprawdę tylnymi drzwiami, wynik osiągnięty na boiskach Rio i okolic trzeba niewątpliwie docenić i traktować z należytym szacunkiem, bo wcale nie jest powiedziane, że w finałach wielkich imprez grać będziemy regularnie. Srebrne medale, uroczysta feta powitalna oraz stałe miejsce w historii szwedzkiego futbolu wydają się jednak być wystarczającą i sprawiedliwą nagrodą za trzy tygodnie emocji, których latem dostarczyła nam kadra narodowa. Ewentualne wyróżnienia indywidualne to już jednak całkowicie osobna kwestia i każdą z kandydatur należy rozpatrywać tu osobno, w oparciu o te same, obiektywne kryteria.

W moim rozumieniu, nagroda dla trenerki/trenera roku nie powinna być przyznawana za wygranie ligi, czy dojście do określonego etapu wielkiej imprezy, gdyż za te właśnie sukcesy przyznawane są wyróżnienia drużynowe. Gdyby patrzeć takimi kategoriami, to tegoroczne osiągnięcia Jacka Majgaarda powinniśmy cenić wyżej niż Stellana Calrssona (wszak Rosengård zajął lepszą pozycję w tabeli niż Piteå i dodatkowo awansował do ćwierćfinału Ligi Mistrzyń), a chyba nikomu z nas nie przeszło przez myśl, że to duński szkoleniowiec powinien tydzień temu odebrać statuetkę, która ostatecznie trafiła w ręce opiekuna rewelacyjnego zespołu z Norrland. Wracając do Sundhage, zastanówmy się, jak wielka była jej rola w osiągnięciu olimpijskiego finału? Czy rzeczywiście to jej obecność na ławce trenerskiej sprawiła, że pozostaliśmy w grze aż do ostatniego dnia turnieju? A może było zupełnie odwrotnie i bez Sundhage także wrócilibyśmy do domów w blasku srebra (albo nawet złota)?

Turniej w Brazylii rozpoczęliśmy od meczu z RPA i chyba wszyscy bardzo dobrze pamiętamy, że było to dość traumatyczne przeżycie. Wyłączając pierwszych pięć minut, nasza reprezentacja grała kompletnie bez pomysłu, taktyka na to spotkanie okazała się całkowicie nietrafiona, a korekty robione na bieżąco przyniosły więcej zamieszania niż pożytku. Koniec końców zwyciężyliśmy 1-0 tylko dlatego, że w 76. minucie Roxanne Barker w niegroźnej sytuacji postanowiła wrzucić futbolówkę do własnej bramki, ale chyba zgodnie przyznamy, że wybitnych zasług naszej selekcjonerki w tej wiktorii dopatrzeć się trudno. Później przyszła klęska z Brazylią, której nie będziemy szczegółowo analizować chociażby z tego powodu, że nawet Caroline Seger przyznała tuż po końcowym gwizdku, iż podczas bezpośrednich przygotowań do meczu z gospodyniami Igrzysk popełniono wiele błędów w aspekcie taktycznego rozpracowania rywala (podobnych wypowiedzi raczej nie słyszy się często), a na koniec fazy grupowej czekał nas jeszcze bezbramkowy remis po bezbarwnej grze z równie bezbarwnymi Chinkami. Możemy więc zaryzykować stwierdzenie, że większy od Sundhage udział w awansie Szwecji do fazy pucharowej miała chociażby wspomniana powyżej Barker; wszak niewykluczone, że gdyby nie mało odpowiedzialne zachowanie golkiperki Heerenveen, turniej zakończyłby się dla nas już po trzech spotkaniach.

Ćwierćfinał z USA i półfinał z Brazylią to pojedynki, które z pewnością za kilkadziesiąt lat staną się legendą, ale raz jeszcze należy zadać pytanie o to, jaką rolę odegrała w nich nasza selekcjonerka. Jasne, szczególnie w rywalizacji z Amerykankami udało się skutecznie zneutralizować wiele potencjalnych zagrożeń i za to sztabowi Sundhage należą się bezsprzecznie słowa uznania (inna kwestia, że spora w tym zasługa … Jill Ellis), ale nie wiem, czy w ujęciu czysto taktycznym nie wystawiłbym szwedzkiej trenerce wyższej noty za ubiegłoroczny remis z tym samym rywalem na kanadyjskim mundialu. Wówczas, na stadionie w Winnipeg, towarzyszyło mi poczucie delikatnego niedosytu, a spotkanie w Brasilii długimi fragmentami przypominało jednak mniej lub bardziej rozpaczliwą próbę dotrwania do dogrywki, a następnie rzutów karnych. Jeśli zaś chodzi o półfinał, to faktycznie wyglądał on minimalnie lepiej niż grupowe starcie z Brazylijkami (bo gorzej po prostu nie mógł), ale gdyby stworzyć listę osób, którym powinniśmy dziękować za awans do finału, to na samym szczycie znalazłaby się niewątpliwie dobrze dysponowana tego dnia Hedvig Lindahl, tuż za nią wyjątkowo nieskuteczne Canarinhas, a w dalszej kolejności trenerzy bramkarek i analitycy, którzy dobrze wykonali swoją pracę domową przy okazji konkursu jedenastek. Nazwisko Sundhage – jeśli w ogóle by się pojawiło – to najpewniej w kontekście pytania dlaczego nasza selekcjonerka przez 120 minut biernie przyglądała się temu, że Samuelsson i Rubensson raz po raz są niemal wkręcane w murawę przez dynamiczne skrzydłowe z Ameryki Południowej. Owszem, tym razem wszystko zakończyło się bez poważniejszych konsekwencji, ale już październikowa potyczka z Danią pokazała, że igranie z ogniem (w postaci braku jakiejkolwiek reakcji na boiskowe wydarzenia) najczęściej kończy się w dość smutny sposób.

Mecz w Viborgu był zresztą doskonałym podsumowaniem pracy wykonanej przez Pię Sundhage w roku 2016. Sama selekcjonerka zapowiadała, że to właśnie pojedynek z Danią będzie testem jej nowego, autorskiego pomysłu na kadrę i nie trzeba chyba nikomu przypominać, jakie były jego efekty. Szerzej o tej sprawie, jak i o pozostałych bolączkach reprezentacji według Sundhage pisaliśmy zresztą tutaj, nie ma więc sensu jeszcze raz powtarzać tych samych, wciąż niestety aktualnych zarzutów.

Na postawione na wstępie pytanie o zasadność dla nominacji Sundhage do tytułu Trenerki Roku 2016 należy zatem dać odpowiedź jednoznacznie negatywną. Nie ze względu na jakiekolwiek prywatne sympatie lub antypatie, ale ze względu na szacunek dla tych, którzy na takie wyróżnienie zwyczajnie bardziej w tym roku zasłużyli. A takich ludzi nie brakuje nawet w samej Szwecji, co zresztą zostało w bardzo ładny sposób zaakcentowane podczas Fotbollsgalan. Pii Sundhage z całego serca życzę jednak tego, aby za rok również znalazła się w gronie nominowanych i aby tym razem owa nominacja była już absolutnie niepodważalna.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s