Rok z reprezentacją

Z wielu stron słyszę opinie, że rok 2016 był bardzo dobrym, żeby nie powiedzieć wyśmienitym rokiem dla szwedzkiej reprezentacji. Niestety, moi rozmówcy najczęściej milkną w momencie, gdy proszę ich o wyliczenie tych wszystkich wyśmienitych meczów w wykonaniu naszej kadry. Bo chyba dobrze dedukuję, że świetny rok powinien charakteryzować się właśnie świetnymi meczami, prawda? Okazuje się jednak, że nie dla wszystkich. O ile drużyna Pii Sundhage faktycznie zasłużyła na pochwałę za to, że potrafiła zrobić na najważniejszej imprezie sezonu niesamowity wynik pomimo słabej gry, o tyle nawet przy największej dozie sympatii trudno pochwalić ją za prezentowany w ostatnich miesiącach styl. Dziś nie będziemy jednak po raz siedemnasty rozpoczynać dyskusji pod tytułem wynik vs wrażenia artystyczne, gdyż zajmiemy się czymś, co o tej porze roku wydaje się być rzeczą absolutnie naturalną. Mowa oczywiście o podsumowaniu roku 2016 w szwedzkiej i światowej piłce, które rozpoczniemy – jak nakazuje dobry obyczaj – właśnie od dokonań naszej reprezentacji. A zatem wyjmijmy z garderoby wieczorowe kreacje, udajmy się do Globen zasiądźmy przed ekranami komputerów/telefonów/innych urządzeń elektronicznych i przejdźmy do części zasadniczej tegorocznej gali portalu szwedzkapilka.com

Jak przystało na tego typu uroczystość, także i u nas nie zabraknie zwycięzców i pokonanych, ale zanim poznamy nazwiska (nie)szczęśliwych laureatek, pomówmy trochę o liczbach. Reprezentacja Pii Sundhage rozegrała w 2016 roku 18 oficjalnych spotkań. 10 z nich (czyli – jak łatwo obliczyć – niewiele więcej niż połowa) kończyło się naszymi zwycięstwami, 5 razy dzieliliśmy się punktami, a 3 razy musieliśmy uznać wyższość przeciwnika. Bilans bramkowy jest także korzystny dla naszych piłkarek i wynosi 38-12. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę jedynie potyczki z rywalami z czołowej dwudziestki światowego rankingu, wówczas statystyki szwedzkiej kadry stają się już znacznie mniej imponujące; na 11 takich spotkań wygraliśmy zaledwie 3, ujemny staje się także stosunek bramek (9-11). Wyraźnie zatem widać, że strzelanie goli przychodzi nam znacznie łatwiej, gdy mierzymy się ze znacznie niżej notowanym przeciwnikiem (średnia 4.16 bramki/mecz), a w starciach z nieco poważniejszymi rywalami sforsowanie ich defensywy jest dla kadry Pii Sundhage nie lada wyzwaniem, często zresztą niemożliwym do wykonania (średnia 0.82 bramki/mecz). Dla drużyny mającej ambicje sięgające pierwszej piątki na świecie, przytoczone powyżej statystyki nie są raczej powodem do dumy. Wróćmy jednak do naszego podsumowania, a żeby wprowadzić się w dobry nastrój, rozpoczniemy je od naprawdę miłej kategorii.

https-_blueprint-api-production-s3-amazonaws-com_uploads_card_image_180896_gettyimages-590199014

Fot. Martin Bernetti

Najlepszy mecz: Słowacja – Szwecja 0-3. Wpisywanie w tym miejscu zwycięskiego remisu z USA i/lub Brazylią byłoby zwyczajnie obrazą dla wszystkich zainteresowanych drużyn; wszak szwedzka piłka nie upadła jeszcze tak nisko, żeby za najlepszy występ roku uznać 120 minut mniej lub bardziej rozpaczliwego wybijania piłki z własnej szesnastki. Z podobnych względów na wstępie odrzuciliśmy kandydatury meczów z Norwegią i Holandią, choć tam desperacką obronę uskutecznialiśmy przede wszystkim w końcowej fazie gry. Na wyróżnienie z pewnością zasłużyły za to pojedynki ze Szkocją i Japonią, ale w nich zabrakło z kolei równej, solidnej postawy od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty. Drogą eliminacji decydujemy się więc na przyznanie zaszczytnej nagrody meczowi w Popradzie, gdyż tam na grę naszych piłkarek długimi fragmentami patrzyło się po prostu z przyjemnością, co akurat w minionym roku było przyjemnym wyjątkiem od reguły.

Najgorszy mecz: Dania – Szwecja 2-0. Owszem, w sierpniu przytrafiła nam się nie przynosząca splendoru klęska z Brazylią, ale dopiero na boisku w Viborgu przekonaliśmy się, jak wygląda prawdziwe upokorzenie. Pamiętacie słynne 0-4 z Anglią, przez wielu nazwane najgorszym meczem w historii szwedzkiej piłki? Od dwóch miesięcy można się naprawdę poważnie zastanawiać, czy przypadkiem w Danii nie byliśmy świadkami jeszcze większego blamażu niż swego czasu w Hartlepool.

Najładniejszy gol: Emilia Appelqvist (na 1-0 ze Słowacją). Jak to zwykle bywa w przypadku rozmaitych konkursów piękności, wybór ten jest całkowicie subiektywny i każdy może oczywiście w tym miejscu przedstawić swój własny, równie dobry typ. Mając to na względzie, trzeba jednak oddać, że pierwszy gol pomocniczki Djurgården w narodowych barwach był naprawdę wyjątkowej urody.

Piłkarka roku: Hedvig Lindahl. W tym przypadku bierzemy pod uwagę wyłącznie występy w reprezentacji, ale nie zmienia to faktu, że wyróżniona i tak zostaje tegoroczna laureatka Diamantbollen. Golkiperka Chelsea ponownie była najmocniejszą kartą w talii Pii Sundhage podczas najważniejszej imprezy roku, a w pozostałych spotkaniach prezentowała solidną, równą dyspozycję, która sprawiła, że jako jedna z niewielu nacji świata o obsadę bramki nie musieliśmy się martwić ani przez moment.

Rozczarowanie roku: Sofia Jakobsson. Przykro to pisać, ale bolesna prawda wygląda tak, że jedna z największych gwiazd francuskiej Division 1 nie zanotowała udanego występu w koszulce reprezentacji od wiosny 2015. Jest to o tyle zastanawiające, że przecież w barwach Montpellier Jakobsson w tym samym okresie radziła sobie wyśmienicie, nierzadko będąc postacią numer jeden swojej klubowej drużyny. Niestety, strzelająca jak na zawołanie i wygrywająca niemal w pojedynkę mecze piłkarka zmienia się nie do poznania w momencie przyjazdu na zgrupowania kadry. Pozostaje mieć nadzieję, że ta całkowicie niewytłumaczalna niemoc stanowi jedynie stan przejściowy (fakt, że trwający i tak zdecydowanie zbyt długo) i już za chwilę będziemy świadkami meczu na przełamanie, którego piłkarka Montpellier bardzo szybko potrzebuje.

Największa wygrana: Stina Blackstenius. Jest to kolejna „pozytywna” kategoria, w której wyboru musimy niestety dokonać drogą eliminacji. Eriksson naprawdę fenomenalne występy przeplatała tymi zdecydowanie słabszymi, a dodatkowo spisała się zdecydowanie poniżej oczekiwań na imprezie docelowej. Asllani, po niezwykle udanych występach wiosną, w drugiej części roku mocno spuściła z tonu. Bardzo mocne wejście do reprezentacji zaliczyła Rolfö, ale jej efektowny marsz w górę przerwała odniesiona w najgorszym możliwym momencie kontuzja. Zwyciężczynią zostaje zatem Stina Blackstenius, która na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy w reprezentacji wygrała chyba najwięcej i w niezwykle hermetycznej hierarchii napastniczek Pii Sundhage awansowała przynajmniej o kilka pozycji.

Najbardziej niedoceniana: Lina Nilsson. Na bokach defensywy nigdy nie narzekaliśmy na kłopoty bogactwa, więc rezygnowanie lekką ręką z zawodniczki regularnie wyróżniającej się w lidze może być co najmniej zastanawiające. Nigdy oczywiście nie dowiemy się, czy obrończyni z Malmö także nie zostałaby wsadzona na karuzelę przez dynamiczne Niemki lub Brazylijki, ale jednak całkowity brak zaufania do piłkarki mającej w zasadzie wszystko (doświadczenie, formę, warunki), co predestynowałoby ją do występów nawet w wyjściowej jedenastce bardzo mocno dziwi. Mając do dyspozycji gotową alternatywę, nasz sztab szkoleniowy konsekwentnie wolał jednak eksperymentować, w związku z czym na obu flankach defensywy oglądaliśmy nominalne stoperki, a nawet pomocniczki.

Nagroda specjalna: Lisa Dahlkvist. Piłkarki o jej charakterystyce niezwykle rzadko trafiają na czołówki artykułów. Trudno się nawet temu jakoś specjalnie dziwić, w końcu nasz świat skonstruowany jest tak, że ludzie zdecydowanie chętniej czytają o wirtuozkach niż o rzemieślniczkach. Tym bardziej jednak cieszy fakt, iż Dahlkvist w końcu doczekała się swojej chwili chwały, na którą wieloletnim poświęceniem dla reprezentacji zasłużyła jak mało kto. Perfekcyjnie wykonane rzuty karne, które otworzyły nam bramę najpierw do półfinału, a następnie do finału Igrzysk Olimpijskich, bez wątpienia zapewniły pomocniczce Örebro stałe miejsce w historii szwedzkiej piłki (i przy okazji w telewizyjnych archiwach), ale najważniejszym zagraniem w karierze Dahlkvist i tak pozostanie czterdziestometrowa asysta do Blackstenius w 61. minucie meczu przeciwko USA. Niewykluczone, że gdyby nie właśnie ten jeden niesamowity błysk, brazylijska bajka miałaby całkowicie inne zakończenie.

Reklamy

3 thoughts on “Rok z reprezentacją

  1. Pingback: Miedwiediewa, a sprawa szwedzka | Szwedzka piłka

  2. Pingback: Rok dobrej zmiany? | Szwedzka piłka

  3. Pingback: Dobra zmiana po szwedzku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s