Grzechy główne Sundhage

Na początek trzeba wyraźnie podkreślić, iż ten tekst nie został napisany w emocjach po klęsce w Viborgu. Owszem, pierwsza od 26. czerwca 2004 porażka w eliminacjach wielkiego turnieju nie jest niczym przyjemnym, ale w tym wszystkim zdecydowanie bardziej niż o sam wynik, chodzi o styl prezentowany w ostatnich miesiącach przez naszą kadrę. W dość dobitnych i prostych słowach opisała go zresztą Hope Solo i, choć styl i ton wypowiedzi amerykańskiej bramkarki zdecydowanie zasługuje na potępienie, to z tym, że dotknęła ona poważnego problemu, nie ma sensu nawet polemizować.

Gdyby przeanalizować występy reprezentacji sygnowanej nazwiskiem Pii Sundhage w roku 2016, to trudno znaleźć choć jeden mecz, po którym moglibyśmy z czystym sumieniem napisać, że właśnie zobaczyliśmy taką Szwecję, jaką chcielibyśmy oglądać zawsze. Ze Szkocją? Świetna druga połowa. Z Japonią? Fenomenalna końcówka. Ze Słowacją w Popradzie? No tak, chyba tutaj byliśmy najbliżej tego, aby w przekroju całego spotkania zaprezentować ładną dla oka, a przy okazji inteligentną grę. Kilka tygodni temu zdarzyło mi się napisać, że wyniki osiągane przez szwedzką kadrę zdecydowanie najlepiej prezentują się na papierze i rzeczywiście niewiele się w tej materii zmieniło. Zdecydowanie najlepsze zdanie o reprezentacji pod wodzą Sundhage w dalszym ciągu mają ci, którzy obserwują ją albo od przypadku albo z pewnej, bezpiecznej odległości.

Gdy bezpośrednio po zakończeniu Igrzysk w Rio do postawy naszych piłkarek na brazylijskich boiskach odniosłem się bez przesadnej euforii, spotkało się to ze sporym zdziwieniem. W najbardziej skrajnym przypadku zdarzyło mi się nawet usłyszeć, że przemawia przeze mnie … żal, że turniej potoczył się nie po mojej myśli, a ćwierćfinał przeciwko USA nie zakończył się wysoką porażką, która zapoczątkowałaby zmiany w sztabie szkoleniowym. Tego typu zarzuty były oczywiście całkowicie absurdalne, gdyż musiałbym być kompletnym idiotą, aby życzyć źle własnej reprezentacji i tworzącym ją zawodniczkom, z których wiele cenię i szanuję również poza boiskiem. Co więcej, jeszcze podczas Igrzysk wielokrotnie podkreślałem, że jedynie drużyna z ogromnym charakterem jest w stanie zrobić tak niesamowity wynik przy tak słabej grze. Tyle tylko, że chwaląc zaangażowanie, ofiarność i swego rodzaju konsekwentną postawę, która doprowadziła nas ostatecznie aż do finału, nie można było nie zauważyć, że nie wszystko w tej drużynie wygląda tak, jak wyglądać powinno. Niestety, blask olimpijskiego srebra okazał się tak oślepiający, że niektórzy na kilka tygodni zapomnieli, iż w drodze na podium wygraliśmy zaledwie jeden mecz (1-0 z RPA po samobójczym trafieniu Barker), a na same Igrzyska dostaliśmy się tylnymi drzwiami (w teorii awans wywalczyła przecież Anglia, która ze względów proceduralnych w Rio wystąpić nie mogła).

Wczorajszy mecz był więc jedynie dopełnieniem większego obrazu, choć jednocześnie jego przebieg zaskoczył chyba nawet największych sceptyków, gdyż drużyną, która w tak brutalny sposób sprowadziła nas na ziemię była nie Francja czy Niemcy, a „jedynie” przeżywająca przecież niełatwy okres Dania. Pia Sundhage ma oczywiście pełne prawo nie przejmować się rozstawieniami (przegrywając w Viborgu przekreśliliśmy swoje szanse na pierwszy koszyk podczas losowania grup EURO 2017), ale na tym, żeby prowadzona przez nią kadra nie przypominała na boisku grupy zagubionych piłkarek chyba już powinno jej zależeć. Mecz z Danią miał być doskonałą okazją na przetestowanie nowych schematów ofensywnych, ale więcej na ich temat usłyszeliśmy jedynie podczas konferencji naszej selekcjonerki. Patrząc wyłącznie na murawę, trudno było bowiem dostrzec w poczynaniach naszych zawodniczek jakiś głębszy zamysł. Żeby być do końca sprawiedliwym trzeba oddać, iż szczególnie w momentach przejścia na 4-4-2 mogliśmy zaobserwować zalążek tego, co w założeniu miało być sposobem na Dunki. Na zalążku niestety się skończyło, gdyż (może z jednym wyjątkiem) szwedzkie piłkarki nie czuły się w takiej grze komfortowo. Osobnym tematem jest oczywiście zachowanie całej drużyny przy golu na 0-2, gdyż na tym poziomie takie sytuacje zwyczajnie nie mogą mieć miejsca. Bramkę po stałym fragmencie gry straciliśmy zresztą także kilka dni wcześniej w starciu ze Słowacją, ale wtedy przynajmniej nasze defensorki nie obskoczyły jednej z rywalek ze wszystkich stron świata.

W tym miejscu dochodzimy do kolejnego problemu kadry Pii Sundhage, jakim niewątpliwie są personalia. Jeżeli w starciu z Danią mieliśmy (zgodnie z zapowiedziami selekcjonerki) grać maksymalnie kombinacyjną piłkę, to czy zagęszczanie środka pola tercetem Seger – Dahlkvist – Appelqvist miało jakieś uzasadnienie? Przecież przynajmniej dwie z wymienionych piłkarek to pomocniczki na wskroś defensywne, stworzone bardziej do przechwytów i fizycznej walki niż do kreowania gry. Owszem, każda z nich oczywiście potrafi popisać się fenomenalną asystą, ale nawet wtedy są to z reguły długie, mierzone, prostopadłe podania wynikające z dobrego antycypowania boiskowych wydarzeń, a nie finezyjne klepki na małej przestrzeni. Pomocniczka Lyonu też nie jest zresztą zawodniczką stworzoną pod nową koncepcję Sundhage, ale akurat ona jak najbardziej mogłaby się sprawdzić w tym ustawieniu na „ósemce”. Oczywiście, pod warunkiem, że cała druga linia zostałaby gruntownie przebudowana. Nie mniejsze wątpliwości wzbudza także obsada formacji ofensywnej. Podczas fragmentów zagranych w ustawieniu 4-4-2 mogliśmy doliczyć się aż czterech (!) różnych par napastniczek i o żadnej z nich nie można powiedzieć, że swoją postawą przekonała do siebie kogokolwiek. Najbardziej męczyła się w tym wszystkim Stina Blackstenius, która także nie potrafiła w pełni przystosować się do swojej nowej, boiskowej roli. Piłkarka Linköping zdecydowanie najlepiej czuje się jako lisica pola karnego i doskonale zdaje sobie z tego sprawę na przykład Martin Sjögren, który w klubie potrafił uczynić z kwartetu Rolfö – Harder – Minde – Blackstenius maszynę niemal perfekcyjną. W kadrze wygląda to jednak niestety nieco inaczej, choć przynajmniej w teorii wydaje się, że z tak zróżnicowanego pod niemal każdym względem duetu Blackstenius – Schough dałoby się wycisnąć znacznie więcej.

Wspomniany problem z personaliami wynika w znacznej mierze z faktu, iż obecny sztab z bardzo dużą rezerwą podchodzi do tematu jakichkolwiek roszad kadrowych. W efekcie tego, na każdej pozycji mamy swego rodzaju hierarchię, a zachwiać mogą nią jedynie wypadki losowe. Zdarza się, że bardzo dobra gra w klubie nie jest w stanie zagwarantować chociażby powołania na zgrupowanie, a przy okazji meczów wyjściową jedenastkę Szwecji z reguły trafić jest łatwiej niż wyniki meczów francuskiej ekstraklasy. Coś na ten temat wie chociażby znajdująca się nieprzerwanie od trzech sezonów w dwójce najlepszych golkiperek Damallsvenskan Jennifer Falk, czy Mimmi Larsson, która w Eskilstunie tydzień w tydzień prezentuje wyższą formę od regularnie powoływanych przez Sundhage kadrowiczek. Argument, że w kraju, w którym mniej więcej co dziesiąta kobieta kopie lub kopała piłkę, trzeba wciąż obracać się wokół tych samych dwudziestu nazwisk jest oczywiście kompletnie nietrafiony, co najdobitniej pokazują przykłady Anglii lub Francji, czyli krajów dysponujących (biorąc pod uwagę wyłącznie liczby bezwzględne) nawet mniejszym potencjałem.

Niedawno dowiedziałem się, że przygotowująca się już pod kątem eliminacji mistrzostw świata reprezentacja Polski na w planach rozegranie sparingu, podczas którego kadra A zmierzy się ze swoim bezpośrednim zapleczem. Choć jest to oczywiście pomysł, który nigdy nie doczeka się realizacji, jestem bardzo ciekawy, jak wyglądałby przebieg podobnego spotkania na szwedzkim gruncie. Reprezentacja Pii Sundhage kontra piłkarki w selekcji pomijane lub odgrywające w niej marginalna rolę. Skład tej drugiej drużyny mógłby wyglądać na przykład tak: Falk – Nilsson (Glas), Carlsson, Ericsson (Karlsson), Landström – Diaz, Adolfsson (Johansson) – Spetsmark, Löwfenius, Rytting Kaneryd – Larsson (Jalkerud), a poprowadzić mógłby ją ktoś z trójki Martin Sjögren, Stellan Carlsson, Yvonne Ekroth. Absolutnie nie uważam, że tak skonstruowana ekipa pokonałaby bez problemu reprezentację, ale przebieg takiego pojedynku mógłby okazać się nadzwyczaj ciekawy.

Do rozpoczęcia finałów EURO 2017 pozostało niespełna dziesięć miesięcy, czasu na to, aby dokonać niezbędnych korekt jest więc zarówno dużo i mało. Tym bardziej, że na mistrzostwach Europy nie da się wyjść z grupy z trzeciego miejsca, a podczas kadencji obecnej selekcjonerki tylko raz udało nam się na dużej imprezie zakończyć zmagania grupowe w pierwszej dwójce. Pomimo wielu gromadzących się od dłuższego już czasu wątpliwości mam jednak nadzieję, że projekt Holandia 2017 autorstwa Pii Sundhage w jakiś wymykający się logice sposób jednak wypali, a kadrę z przyszłorocznego EURO jeszcze po latach wspominać będziemy z sentymentem. Dla dobra szwedzkiej piłki chciałbym, żeby tak właśnie się stało, gdyż czasami naprawdę przyjemnie się pomylić.

3529009_2048_1152

Fot. Adam Ihse

1 thought on “Grzechy główne Sundhage

  1. Pingback: Raz jeszcze o Sundhage | Szwedzka piłka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s