Najniższy wymiar kary

Dwa stracone gole, zaledwie dwa celne strzały (oba już w doliczonym czasie drugiej połowy) i dwie wymuszone zmiany – taki jest bilans występu reprezentacji Pii Sundhage na boisku w Viborgu. O ile w ostatnich miesiącach grającą najczęściej znacznie poniżej oczekiwań szwedzką kadrę broniły z reguły wyniki, o tyle dziś nie było ani stylu, ani punktów. A gdyby Dunki wykorzystały wszystkie stworzone przez siebie okazje, to końcowy rezultat wyglądałby znacznie, znacznie gorzej.

Można oczywiście próbować tłumaczyć się, że dziś to rywalki grały o większa stawkę (co jest oczywiście nieprawdą), że brakowało kilku teoretycznie podstawowych zawodniczek (co prawdą akurat jest, ale usprawiedliwieniem fatalnego występu już niekoniecznie), czy wreszcie, że zakończony właśnie pojedynek miał służyć testowaniu nowych wariantów i schematów. Rzeczywistość wyglądała jednak tak, że od pierwszej do dziewięćdziesiątej czwartej minuty to ekipa prowadzona przez Nilsa Nielsena niepodzielnie panowała nad boiskowymi wydarzeniami, a licznie przybyła na stadion w Viborgu miejscowa publiczność ani przez chwilę nie musiała drżeć o wynik. Dopiero w ostatnich sekundach Stinę Petersen postanowiły przetestować kolejno Schough oraz Berglund, ale golkiperka Kristianstad z obu tych prób wyszła obronna ręką. Wcześniej duńska bramkarka ani razu nie musiała wykazywać się swoim kunsztem, a najbliżej jej pokonania była … Simone Boye, która o mało co nie zdobyłaby gola samobójczego.

Znacznie więcej działo się za to po drugiej stronie boiska. W 13. minucie fatalny błąd na mniej więcej trzydziestym metrze przed własną bramką popełniła Berglund, co momentalnie wykorzystała Rasmussen i przepięknym strzałem z dystansu wyprowadziła Danię na prowadzenie. Warto w tym miejscu zauważyć, że defensorka Rosengård już trzeci raz w bardzo krótkim odstępie czasu zanotowała podobną stratę w tym sektorze boiska i tym razem przyszło za nią zapłacić najwyższą możliwą cenę. Po zdobytym golu Dunki absolutnie nie zamierzały się cofać i jeszcze przed przerwą stworzyły sobie dwie dogodne okazje do podwyższenia wyniku, ale żadnej nie udało im się wykorzystać. Ta sztuka powiodła się za to na początku drugiej połowy; Julie Jensen dośrodkowała z rzutu rożnego, osaczona przez cztery szwedzkie piłkarki (!) Harder zdołała oddać strzał, który zatrzymał się na słupku, a niepilnowana dla odmiany przez nikogo (!) Nadim spokojnie złożyła się do dobitki. Trudno nawet jednoznacznie stwierdzić, czy bardziej w tej sytuacji powinniśmy niepokoić się tym, że cztery nasze zawodniczki nie potrafiły skutecznie upilnować jednej przeciwniczki, czy może tym, iż napastniczka rywalek miała w szwedzkim polu karnym tyle swobody, że przed oddaniem strzału zdążyłaby jeszcze spokojnie odwiedzić znajomych w Hjørring. Swojego gola szukała dziś także Sanne Troelsgaard, ale z pierwszym z jej strzałów poradziła sobie Lindahl, a po drugim ofiarną interwencją uratowała nas Lisa Dahlkvist, która jednak swoje poświęcenie okupiła kontuzją i – podobnie jak kilkanaście minut wcześniej Caroline Seger – musiała przedwcześnie opuścić boisko.

Szukając w dzisiejszym meczu pozytywów, na pewno trzeba wspomnieć o Kosovare Asllani, która była zdecydowanie najlepszą szwedzką piłkarką na boisku. Wprawdzie stałe fragmenty w wykonaniu pomocniczki Manchesteru wciąż pozostawiają sporo do życzenia (choć dziś i w tym elemencie można było dostrzec poprawę), ale na tle wyraźnie zagubionych koleżanek Asllani sprawiała wrażenie jedynej, która w pełni zrozumiała pieczołowicie nakreślone przez Pię Sundhage założenia taktyczne. To jej podania dwukrotnie mogły otworzyć partnerkom drogę do bramki, ale niestety w obu przypadkach skończyło się na błędzie w przyjęciu lub rozegraniu. Przyzwoity występ zaliczyły ponadto Appelqvist, Seger oraz – jako jedyna przedstawicielka formacji defensywnej – Samuelsson. Niezłą zmianę dała także wracająca po przerwie spowodowanej chorobą Blackstenius, a poniżej swojego poziomu nie zeszła także Lindahl, którą jednak zdarzało nam się już oglądać w lepszej dyspozycji. Martwić może natomiast postawa pary stoperek, po których absolutnie nie było widać automatyzmu wynikającego ze wspólnej gry w klubie. Jeśli w najbliższych godzinach duet Ilestedt – Berglund nie przejdzie jakiejś metamorfozy, to na miejscu sympatyków FC Rosengård zaczynalibyśmy obawiać się nadchodzącego weekendu. Wszak nie trzeba chyba przypominać, kto w Kristianstad hasa po skrzydle.

2406634_ultrawide

Fot. Anders Kjærbye

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s