Piłkarki z (zimowego) okienka

Każdej zimy w Damallsvenskan pojawia się wiele piłkarek, które dotychczas próbowały swoich sił w innych ligach. Początek letniej przerwy to doskonały moment, aby przyjrzeć się, jak w szwedzkiej ekstraklasie radzą sobie zawodniczki, które dołączyły do niej przed startem sezonu 2016.

Lista najlepszych i najgorszych transakcji zimowego okienka transferowego jest o tyle ciekawa, że bierze pod uwagę także czynnik nazywany przez ekonomistów stosunkiem jakości do ceny. W pierwszej grupie znalazły się przede wszystkim piłkarki, które z miejsca stały się niezwykle ważnymi ogniwami swoich drużyn, a ich wkład w osiągnięty wynik okazał się znacznie większy niż ktokolwiek pierwotnie przypuszczał. Drugą grupę stanowią zawodniczki sprowadzane jako potencjalne liderki lub przynajmniej solidne wzmocnienia wyjściowej jedenastki, które jednak póki co nie potrafią spełnić pokładanych w nich nadziei. Przekonajmy się więc, kto tym razem wykazał się największym, a kto najmniejszym sportowo-ekonomicznym wyczuciem (pod uwagę brane były tylko i wyłącznie piłkarki, które nie występowały w Damallsvenskan w sezonie 2015):


Najlepsze transakcje zimy 2015/16:

5. Jenny Danielsson (Honka -> Kristianstad)

Owszem, każdy z nas z pewnością jest w stanie wskazać przynajmniej kilka ciekawszych miejsc na rozpoczęcie międzynarodowej kariery niż niestabilne sportowo i finansowo Kristianstad. Fińska skrzydłowa zdecydowała się jednak wybrać właśnie do wschodniej Skanii i to między innymi jej postawa sprawia, że fani KDFF mogą mieć jeszcze nadzieję, że przynajmniej piłkarsko ekstraklasa jest jak najbardziej do uratowania. Danielsson to piłkarka, która zdecydowanie najlepiej czuje się wtedy, gdy może grać przeciwko najsilniejszym, co doskonale udowodniła chociażby w starciach z Göteborgiem czy Rosengård.

4. Gudbjörg Gunnarsdottir (Lillestrøm -> Djurgården)

Doświadczona golkiperka z Islandii stanowi w naszym zestawieniu swego rodzaju wyjątek. Gunnarsdottir zdążyła bowiem poznać nie tylko specyfikę szwedzkiej ligi, ale nawet zapach sztokholmskich szatni, wszak w latach 2009-2012 właśnie w barwach Djurgården rozegrała 81 spotkań na poziomie Damallsvenskan. Nie można jednak nie uhonorować faktu, że to właśnie sprowadzona z ligi norweskiej Islandka była wiosną zdecydowanie najbardziej solidną bramkarką ekstraklasy.

3. Ellen Löfqvist (Sundsvall -> Piteå)

Zgadza się, mówimy o zawodniczce, która jest młodzieżową reprezentantką Szwecji, ale jednak piłka seniorska to mimo wszystko trochę inna dyscyplina. Jeszcze kilka miesięcy temu ligową rzeczywistość Löfqvist stanowiły potyczki z rywalami pokroju Rimbo, Huge czy Djursholm, a dziś to właśnie ona – do spółki z Josefin Johansson – bez jakichkolwiek kompleksów dyryguje drugą linią Piteå. Magia Stellana Carlssona i ożywczego powietrza z Norrbotten najwyraźniej zadziałała także w tym roku.

2. Johanna Rytting Kaneryd (Älta -> Djurgården)

W zapowiedzi sezonu właśnie ją typowaliśmy na potencjalne odkrycie, ale takiej eksplozji talentu i umiejętności nie oczekiwał chyba nikt. Nastolatka z Köping w sześć miesięcy przeszła drogę od rezerwowej w jednym z najsłabszych klubów Elitettan do czołowej postaci rewelacji Damallsvenskan, której nazwisko bardzo poważnie wymieniane było nawet w kontekście pierwszej reprezentacji. W niemal każdym innym sezonie to ona byłaby niewątpliwie zwyciężczynią klasyfikacji, ale tym razem trafiła się jej jedna niezwykle godna rywalka.

1. Ella Masar (Houston -> Rosengård)

Złośliwi mówili, że do Szwecji sprowadzana jest wyłącznie w pakiecie ze swoją żoną i rzeczywiście nie da się ukryć, że to właśnie Erin McLeod była dla klubu z Malmö głównym celem transferowym. Niezwykle waleczna Amerykanka niepochlebnymi komentarzami zdawała się jednak nie przejmować, a gdy tylko otrzymała szansę, to miejsca w składzie już nie oddała. Dziesięć goli oraz pewne miejsce w jedenastce rundy to wynik, który do umiejętności Masar przekonał chyba nawet największych malkontentów, a fakt, iż sama zawodniczka przyznaje, że chętnie zostałaby w Szwecji na dłużej, może nas tylko i wyłącznie cieszyć.


Najgorsze transakcje zimy 2015/16:

5. Anna Green (Saitama -> Mallbacken)

Szwedzkie kluby potencjalnych wzmocnień szukają w niemal każdym zakątku świata, ale transfery z ligi japońskiej cały czas należą jednak do rzadkości. 25-latka, która podczas swojej niezbyt przecież długiej piłkarskiej kariery zwiedziła już między innymi Niemcy, Anglię oraz Australię miała być poważnym wzmocnieniem w walce o utrzymanie, a tymczasem jedyny udany występ zaliczyła w efektownie wygranym meczu przeciwko Piteå. Od etatowej reprezentantki Nowej Zelandii z pewnością można, a nawet trzeba wymagać znacznie więcej.

4. Freja Hellenberg (Avaldsnes -> Göteborg)

Dwa ostatnie sezony w Norwegii były dla niej tak udane, że w hierarchii krajowych stoperek wielu ustawiało ją nawet przed Emmą Berglund. Powrót do Szwecji miał sprawić, że debiut w reprezentacji będzie wyłącznie kwestią czasu, a tymczasem wiosną zapamiętaliśmy Hellenberg przede wszystkim z fatalnego zachowania przy trafieniu Emmi Alanen. Oczywiście, runda w wykonaniu byłej piłkarki Avaldsnes nie składała się wyłącznie z nieudanych zagrań, ale zawodniczka z takimi ambicjami z pewnością nieco inaczej wyobrażała sobie ponowne przywitanie się z Damallsvenskan.

3. Nkemjika Ezurike (Boston -> Vittsjö)

Obdarzona świetnymi warunkami fizycznymi, grająca w miarę regularnie w NWSL i wchodząca właśnie w najlepszy okres kariery pięciokrotna reprezentantka Kanady wydawała się być wręcz perfekcyjnym wyborem dla klubu z północnej Skanii. Zakładano, że nawet jeśli Ezurike nie stanie się od razu gwiazdą ligi, to i tak w każdej rundzie będzie gwarancją piłkarskiej jakości i solidności. Boiskowa rzeczywistość niestety dość brutalnie zweryfikowała te założenia: zero goli i jedna asysta to zdecydowanie nie są liczby marzeń żadnej środkowej napastniczki.

2. Ngozi Okobi (Washington -> Vittsjö)

Gdyby nigeryjska piłkarka prezentowała się na ubiegłorocznym mundialu tak, jak podczas swojej pierwszej rundy na szwedzkich boiskach, być może nie wspominalibyśmy dziś kanadyjskiego turnieju w kategoriach całkowitego niepowodzenia. Bohaterka meczu ze Szwecją, która na stadionie w Winnipeg nie odpuszczała absolutnie żadnej piłki, w najmniejszym stopniu nie przypominała zawodniczki, której rajdy przyprawiały nas wówczas o szybsze bicie serc. Pewnym pocieszeniem dla sympatyków Vittsjö może być to, że drugiej tak bezbarwnej rundy piłkarka tej klasy zagrać po prostu nie może.

1. Lee Alexander (Glasgow -> Mallbacken)

Najbardziej znaną w historii szkocką postacią tragiczną jest bez wątpienia Lady Makbet, ale Alexander zrobiła naprawdę wiele, aby dorównać swej sławniejszej rodaczce. Konsekwencje podejmowanych przez nią decyzji nie były być może aż tak spektakularne, ale szwedzka kariera byłej zawodniczki Glasgow to i tak przyzwoity materiał na dobrej klasy dramat. Zdajemy sobie sprawę, że zastąpienie Jennifer Falk było dla Alexander zadaniem wręcz karkołomnym, ale z drugiej strony nie spodziewaliśmy się, że w kilku kluczowych meczach Mallbacken będzie musiało radzić sobie bez żadnego wsparcia ze strony własnej bramkarki.

christer_thorell_15_56d1686b2a6b22b232ca579f

Fot. Christer Thorell

Dwadzieścia mgnień wiosny

73 mecze, 92 dni, 221 goli, 1 czerwona kartka dla George’a Papachristou – tak w największym skrócie wyglądała zakończona właśnie runda wiosenna sezonu 2016 w Damallsvenskan. Nie brakowało w niej emocji, kontrowersji, świetnych meczów, ale także fatalnych kiksów i zagrań, o których chcielibyśmy – choć nie bardzo potrafimy – jak najszybciej zapomnieć. Pora zatem na bardzo subiektywny ranking dwudziestu obrazków, z których zapamiętamy szwedzką, piłkarską wiosnę w wydaniu ligowym.

  1. Najlepszy mecz: Linköping – Piteå. Tak się złożyło, że piłkarki rozkręcały się w tym roku niezwykle powoli. Ostatnie tygodnie przyniosły nam jednak wiele stojących na więcej niż zadowalającym poziomie spotkań i aż szkoda, że właśnie w tym momencie musimy przerwać całą zabawę i udać się na wakacje/Igrzyska. Skoro jednak trzeba zdecydować się na jeden mecz, to chyba nic nie przebiło ośmiu minut, które zatrzęsły Linköping i następującej po nich, zwieńczonej ostatecznie sukcesem pogoni.
  2. Najpiękniejszy gol: Kristine Minde. Kategoria niezwykle subiektywna, zresztą jak wszystkie konkursy piękności. W niezwykle efektowny sposób na listę strzelczyń wpisywały się chociażby Harder, Ökvist, Lindén czy De Jongh, ale ostatecznie wygrywa trafienie Norweżki z pamiętnej kanonady przeciwko Vittsjö.
  3. Najbardziej efektowna asysta: Sheila van den Bulk. Sztokholm zupełnie niepostrzeżenie wyrasta nam na europejską stolicę kultury najwspanialszych goli samobójczych i asyst przy bramkach rywalek. Rok temu w całej Europie furorę robiło trafienie Helen Eke, tym razem na pierwszy plan wysunęła się wspomniana van den Bulk, która przy specjalnym udziale Hanny Sandström całkowicie zmyliła Gudbjörg Gunnarsdottir. Warto docenić, gdyż na islandzką golkiperkę sposobu bardzo często nie potrafiły znaleźć nawet rywalki.
  4. Najbardziej przewidywalne derby: Umeå – Piteå. Bez względu na to, ile miejsc dzieli akurat oba kluby w ligowej tabeli, nic nie jest w stanie zakłócić przebiegu Derbów Północy, które po raz szósty z rzędu zakończyły się podziałem punktów.
  5. Najmniej przewidywalne derby: Örebro – Eskilstuna. Cóż, ciężko chyba znaleźć choć jedną osobę, która przypuszczała, że gospodynie podczas jednego meczu podarują rywalkom aż cztery gole, a dwa z nich zdobędzie Olivia Schough. Tak, w aktualnej formie. Tego dnia piłkarki Örebro oprócz czerwonych koszulek spokojnie mogły założyć jeszcze czapki w tym samym kolorze.
  6. Najlepsza muzyka po strzelonym golu: Djurgården. Pozostajemy w klimatach świąteczno-noworocznych. Każdy, kto choć trochę tęskni za zimą, powinien natychmiast wybrać się na Stadion Olimpijski i ściskać kciuki za gole podopiecznych Yvonne Ekroth. Satysfakcja gwarantowana.
  7. Najlepiej wykonany rzut karny: Lejla Basic. 21-latka z Örebro rozgrywała właśnie swój pierwszy pełny mecz na poziomie ekstraklasy. W 72. minucie podeszła do ustawionej na jedenastym metrze piłki i … skompletowała hat-tricka, pokazując jednocześnie bardziej doświadczonym koleżankom, co należy robić w tego typu sytuacjach.
  8. Najgorzej wykonany rzut karny: Jenny Hjohlman. Napastniczka z Umeå w ekstraklasie debiutowała wprawdzie stosunkowo dawno, ale umiejętność skutecznego strzelania z jedenastu metrów wciąż pozostaje dla niej niezbadanym terytorium. Tej wiosny miała dwie szanse, aby w niezwykle ważnych momentach przechylić szalę zwycięstwa na stronę swej drużyny. Nie potrafiła wykorzystać żadnej z nich.
  9. Najlepsza pogoń za wynikiem: Linköping. Ten wyczyn wspominaliśmy już w punkcie pierwszym, ale warto raz jeszcze docenić to, czego w starciu z Piteå dokonała drużyna prowadzona przez Martina Sjögrena. Kto wie, czy w listopadzie nie okaże się, że właśnie wtedy, na Arenie Linköping, rozstrzygała się kwestia mistrzowskiego tytułu.
  10. Najgorsza pogoń za wynikiem: Mallbacken. Kristianstad nie prezentował tego dnia nic wielkiego, ale piłkarki z Värmland grały w tym meczu o sześć punktów tak, jakby to one broniły korzystnego wyniku. Brett Maron chyba do dziś żałuje, że ostatecznie nie udała się pod prysznic przynajmniej pół godziny wcześniej, gdyż tego dnia drużyna z Sunne nie skierowałaby piłki nawet do pustej bramki.
  11. Największy hit trybun: Heja United!. Nie można nie wspomnieć o nieśmiertelnym Andra sidan, är ni klara?, a także o szerokim repertuarze kibiców z Malmö oraz Piteå, ale tym razem wszystkich przebija niezwykle liczny band Tuna12 z Tunavallen. Swoją drogą, to bardzo ciekawe, że akurat w katerogii muzycznej zwycięża drużyna mająca w kadrze Olivię Schough.
  12. Najbardziej przydatny gadżet: Tęczowe opaski i chorągiewki. Niby kwestia oczywista, ale nawet o takich warto od czasu do czasu przypominać. Akcję zapoczątkował Rosengård, czyli klub, który od lat bardzo aktywnie przeciwstawia się wszelkim formom dyskryminacji. Piękną inicjatywę niemal od razu podłapały kolejno Piteå, Örebro, Umeå i Eskilstuna i miejmy nadzieję, że niebawem w jednej drużynie grać będzie już cała liga.
  13. Najbardziej radosne powitanie: Kvarnsveden w ekstraklasie. Absolutny beniaminek z Borlänge wszedł na salony jak do siebie. Pomimo braku jakichkolwiek spektakularnych transferów, drużyna Jonasa Björkgrena Tabithy Chawingi od pierwszych dni zdumiewała swoją postawą wszystkich wieszczących jej niechybną degradację. Pod koniec rundy entuzjazm nieco opadł, ale i tak dzięki Kvarnsveden Dalarna przestała być anonimowym punktem na piłkarskiej mapie Szwecji.
  14. Najbardziej smutne pożegnanie: Calevi Hämäläinen. Człowiek – legenda. Człowiek, który wymyślił, że na wsi nieopodal Hässleholm da się zbudować coś trwałego. Postaci charyzmatycznego przedsiębiorcy z Karelii poświęciliśmy niedawno cały artykuł, który warto przeczytać, aby zrozumieć fenomen najbardziej znanej ekstraklasowej wsi na świecie.
  15. Największa nieobecna Igrzysk w Rio: Linda Sällström. Niestety, w Brazylii nie obejrzymy w akcji fińskiej sztafety sprinterek. Jeśli jednak Finlandia ma ambicje, aby w przyszłości znaczyć nieco więcej w tej lekkoatletycznej specjalności, warto już teraz udać się do Skanii i poprosić napastniczkę Vittsjö o gościnne występy. Przy okazji, chyba nie tylko my bylibyśmy ciekawi wyniku rywalizacji Sällström z Elodie Thomis. Oczywiście na bieżni.
  16. Najdziwniejszy powód przerwania meczu: Awaria chorągiewki sędzi liniowej. Skoro mamy przerwany w niecodziennych okolicznościach mecz, to na murawie musi znajdować się drużyna z Göteborga. Kilka lat temu, podczas meczu Ligi Mistrzyń z Osijekiem, mieliśmy bliżej niezidentyfikowany, za to niezwykle bolesny opad atmosferyczny, a tym razem w Eskilstunie współpracy odmówiła chorągiewka. Dodajmy, że bynajmniej nie tęczowa.
  17. Najbardziej ambitna sędzia. Pernilla Larsson. Podczas meczu Eskilstuny z Umeå, od pewnego momentu wszystkim biegającym poruszającym się po murawie Tunavallen ewidentnie przestało się chcieć. Jedynym wyjątkiem była w tym towarzystwie pani arbiter z Trollhättan, która swoim zaangażowaniem przewyższała większość piłkarek. Szkoda jedynie, że nie dojrzała zagrania piłki ręką przez Glodis Perlę Viggosdottir we własnym polu kranym.
  18. Najlepszy cytat rundy. Pernille Harder i Vaila Barsley. W tej kategorii konkurencja była nadzwyczaj silna. Mieliśmy przecież chociażby Therese Sjögran tłumaczącą Pii Sundhage, że w piłce klubowej to nie narodowość zawodniczek jest decydującym kryterium, a także Lottę Schelin cieszącą się, że w końcu będzie miała możliwość gry w nieco bardziej wyrównanej lidze. Główną nagrodę dzielimy jednak między Pernille Harder za Nie nazywajcie mnie gwiazdą, dopóki nie będę najlepsza na świecie oraz Vailę Barsley za Mam już dość nazywania mnie importem.
  19. Najlepsza aktorka pierwszoplanowa: Pernille Harder. Rok temu zgarnęła nagrodę dla najbardziej wartościowej piłkarki ligi i bardzo prawdopodobne, że za kilka miesięcy ten scenariusz się powtórzy. Wyłączając Tabithę Chawingę, ciężko wskazać inną zawodniczkę, która miałaby aż taki wpływ na postawę całej drużyny. Harder w Linköping robi po prostu wszystko: strzela, asystuje, przechwytuje i wścieka się o niepodyktowanie rzutu wolnego w 60. minucie w okolicach linii środkowej. Jednym słowem: gwiazda fenomen.
  20. Najlepsza aktorka drugoplanowa: Pia Sundhage. Jeśli na moment założymy, że słowa “Sundhage” i “drugoplanowa” można w drodze wyjątku zawrzeć w jednym zdaniu, to wybór jest całkowicie oczywisty. Trudno bowiem znaleźć inną osobę, o której mówiłoby się tak wiele nawet wtedy, gdy znajduje się kilkaset kilometrów od centrum wydarzeń.
760

Fot. Pic-Agency Sweden

Beniaminek kradnie show

Zdecydowanie nie tak wyobrażali sobie sympatycy FC Rosengård to sobotnie, lipcowe popołudnie. Wydarzeniem dnia miało być przecież przywitanie Lotty Schelin, która jeszcze przed oficjalnym debiutem w nowych barwach doczekała się w Malmö aż dwóch bannerów na swoją cześć (nie licząc tych mniejszych, okolicznościowych). Wieloletnia gwiazda Lyonu na placu gry miała pojawić się na mniej więcej kwadrans przed końcem spotkania, a jej gol w ostatniej minucie miał przypieczętować efektowne zwycięstwo mistrza nad beniaminkiem. Jakąś część tego planu udało się nawet zrealizować, ale okoliczności, w których to nastąpiło były zdecydowanie dalekie od uroczystych głównie ze względu na to, że ktoś zapomniał ów scenariusz przedstawić piłkarkom Djurgården.

Drużyna prowadzona przez Yvonne Ekroth przyjechała do Malmö bez dwóch filarów formacji defensywnej, która niejako z konieczności prezentowała się dość eksperymentalnie. Parę stoperek z Sheilą van den Bulk stworzyła Kim Sundlöv, a miejsce na lewej flance przypadło Lisie Moazzeni. Szczególnie obsada tej ostatniej pozycji wzbudzała spore wątpliwości, gdyż wystawienie nieogranej 24-latki na skrzydle, po którym hasają niezwykle dynamiczne Marta oraz Lina Nilsson można było odczytać jako wysłanie zawodniczkom Rosengård zaproszenia do konstruowania ataków właśnie tą stroną. Piłkarki z Malmö szybko zorientowały się w zaistniałej sytuacji i rzeczywiście Moazzeni przez dziewięćdziesiąt minut nie miała dziś łatwego życia. Jak można było przypuszczać, defensorka Djurgården błędów się nie ustrzegła, ale powstałe luki natychmiast starała się łatać van den Bulk, a z pomocą przychodziły jej wykonujące olbrzymią pracę w defensywie Schmidt oraz Rytting Kaneryd.

Pierwsza rysa na planie Rosengård pojawiła się jednak za sprawą Nataszy Andonowej, która z powodu kontuzji musiała opuścić boisko po niespełna dwudziestu minutach. Oznaczało to tyle, że tak bardzo wyczekiwany debiut Lotty Schelin będzie miał miejsce znacznie wcześniej niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Kolejne nieszczęście klubu z Malmö polegało na tym, że nowa gwiazda w talii trenera Majgaarda wchodziła na boisko już przy stanie 0-1. Beniaminek ze Sztokholmu w najlepszy możliwy sposób wykorzystał bowiem fakt, że w wyniku powstałego zamieszania przez trzy minuty grał w liczebnej przewadze. Schmidt wygrała przebitkę z Pennsäter, która zachowała się bardzo nieodpowiedzialnie tuż przed własnym polem karnym, w tempo odegrała do dobrze pokazującej się Jalkerud, a napastniczka Djurgården zachowała zimną krew, poczekała na ruch Musovic i strzałem w długi róg wyprowadziła swą drużynę na sensacyjne prowadzenie.

Taki wynik utrzymał się do końca pierwszej połowy i – co jeszcze bardziej zaskakujące – prowadzenie Djurgården było jak najbardziej zasłużone. To podopieczne Yvonne Ekroth oddały przed przerwą więcej strzałów i tylko one trafiały (zresztą aż trzykrotnie) w światło bramki. Przewaga Rosengård zaczęła uwidaczniać się dopiero po przerwie, ale trzeba zaznaczyć, że dzisiejszy mecz w niczym nie przypominał chociażby pojedynku Francji z Kolumbią z ubiegłorocznego mundialu. Drużyna ze Sztokholmu ani na moment nie pozwoliła bowiem zepchnąć się do zbyt głębokiej defensywy, a w poczynaniach piłkarek Djurgården trudno było doszukać się paniki czy lęku przed wywiezieniem punktów z niezwykle gorącego terenu. Na ratunek gospodyniom kolejny raz przybyła jednak kto wie czy nie najlepsza zawodniczka Rosengård w rundzie wiosennej. Ella Masar w typowy dla siebie sposób zmieniła tor lotu piłki po dośrodkowaniu Liny Nilsson, kompletnie zaskakując tym Gunnarsdottir. W tym momencie do końca meczu pozostawało pół godziny, a wynik brzmiał 1-1.

Licznie zebrana na Malmö IP publiczność spodziewała się, że teraz rozpocznie się prawdziwy sztorm na bramkę gości, a tymczasem cztery minuty później znów trzeba było odrabiać straty. Kontratak Djurgården rozpoczęła van den Bulk, która z piłką przy nodze przebiegła przynajmniej czterdzieści metrów, po czym zdecydowała się na odegranie do lewego skrzydła. Ze strzałem Jalkerud poradziła sobie wprawdzie Musovic, dobitkę van den Bulk wyblokowały jeszcze obrończynie, ale uderzenie Appelqvist znalazło już drogę do siatki. Piłkarki ze Sztokholmu znów w pełni zasłużenie prowadziły, a fakt, że przy korzystnym przecież wyniku ekipa gości zdecydowała się zaangażować w akcję ofensywną aż tyle zawodniczek, najlepiej ukazuje to, że podopieczne Yvonne Ekroth grały dziś bez jakiegokolwiek strachu przed mistrzem.

Niezwykłe spotkanie w Malmö zakończyło się ostatecznie remisem, a jeden punkt w niesamowitych okolicznościach uratowała gospodyniom … Lotta Schelin. W ostatniej minucie regulaminowego czasu gry Marta posłała dośrodkowanie rozpaczy w pole karne, lecącej wzdłuż bramki piłki nie zdołała wybić van den Bulk (Holenderce do szczęścia zabrakło kilku centymetrów), Moazzeni pozwoliła się uprzedzić Asante, a w podbramkowym zamieszaniu najszybciej odnalazła się Schelin i zrobiła to, co w podobnych sytuacjach robi bezbłędnie od przynajmniej kilkunastu lat. Błysk z dziewięćdziesiątej minuty to niestety jedyny pozytyw z występu nowej piłkarki Rosengård, która do tego momentu wyróżniała się przede wszystkim tym, że często dawała się złapać na spalonym. Jack Majgaard przed meczem jasno dawał do zrozumienia, że Schelin na chwilę obecną nie jest jeszcze gotowa do gry w pełnym wymiarze, nie precyzując jednak czy miał na myśli aktualną dyspozycję napastniczki, czy bardzo widoczny dziś brak zgrania z resztą zespołu. Na niespełna trzy tygodnie przed inauguracją Igrzysk pozostaje wierzyć w tę drugą ewentualność.

Awans – i co dalej?

Tegoroczna wiosna w Damallsvenskan, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę sytuację na miejscach 3-12, była w pewnym sensie nietypowa. Prawdziwa zabawa rozpoczyna się jednak dopiero w Elitettan, czyli w rozgrywkach, w których niemal każdy może wygrać z każdym. Poprawne wytypowanie kolejności na zapleczu szwedzkiej ekstraklasy z pewnością nie należy do najłatwiejszych zadań, ale portal szwedzkapilka.com poradził sobie z nim znacznie lepiej niż większość krajowych i zagranicznych ekspertów (zainteresowanych odsyłam do tekstu zapowiadającego sezon). Na czele, zgodnie z przewidywaniami, mamy bowiem duet Limhamn Bunkeflo – Hammarby, za ich plecami czają się Hovås Billdal, Växjö oraz Kalmar, a o utrzymanie walczą niemal w komplecie drużyny, którym na początku kwietnia wieszczyliśmy właśnie taki los. Jedynie QBIK postanowił napisać swój własny scenariusz i zamiast pukać z drugiego szeregu do bram ekstraklasy, wylądował na samym dnie drugoligowej tabeli. Klub z Karlstad nie pierwszy raz jednak udowadnia, że mógłby spokojnie wystartować w konkursie na najgorzej zarządzaną drużynę w Szwecji, więc ewentualny spadek do Division 1 byłby dobrym momentem na przewartościowanie dotychczasowego pojmowania rzeczywistości. Wynik poniżej oczekiwań osiągnęło wiosną także Sunnanå, ale w Skellefteå przez całą rundę zmagano się z tak ogromną plagą kontuzji, że momentami sami dziwiliśmy się, że udawało im się sklecić kadrę bez konieczności wpisywania trenerek i masażystek do meczowego składu.

Dziś skupimy się jednak przede wszystkim na klubie, który na półmetku rozgrywek znajduje się na przeciwległym biegunie Elitettan. Limnhamn Bunkeflo wypracował sobie bowiem na tyle solidną przewagę (aktualnie jedenaście punktów nad trzecim Hovås Billdal), że chyba nikt nie wyobraża sobie, aby “tej drugiej” drużyny z Malmö miało za rok zabraknąć w Damallsvenskan. Skoro gdzieś w okolicach października awans najpewniej stanie się faktem, najwyższy czas zacząć zastanawiać się, jak ekipa prowadzona przez Svena Sjunnessona odnajdzie się w nowej rzeczywistości, bo przecież promocja do ekstraklasy dla nikogo nie może być celem samym w sobie. W Malmö generalnie panuje opinia, że po delikatnym zimowym liftingu skuteczna rywalizacja w Damallsvenskan będzie jak najbardziej realna, choć od czasu do czasu, nawet u najważniejszych osób w klubie pojawiają, się pewne wątpliwości.

Takie zgłaszał chociażby trener Sjunnesson, który po rekordowym (7-2) zwycięstwie nad Sunnanå bardzo krytycznie ocenił postawę swojego zespołu. Do poprawy jest mnóstwo rzeczy, a taka gra w defensywie jest na tym poziomie po prostu niedopuszczalna – mówił bezpośrednio po demolce w Skellefteå szkoleniowiec klubu ze Skanii i … trudno nie przyznać mu racji. Owszem, jeżeli po drugiej stronie biega słabszy piłkarsko, a na dodatek grający z konieczności w mocno rezerwowym składzie rywal, końcowy wynik wygląda zazwyczaj całkiem znośnie. Sjunesson myślami wybiega już jednak w przyszłość, a za pół roku obrończynie LB07 będa musiały skutecznie powstrzymać nie tylko Christine Tjärnlund (która i tak strzeliła im dwa gole), a na przykład duet Schelin – Enganamouit. Grając przeciwko zawodniczkom takiej klasy nie można pozwolić sobie na najmniejszy choćby błąd, gdyż w przeciwnym razie może skończyć się to w podobny sposób, jak ubiegłoroczne derby Malmö. W listopadzie 2015 los skrzyżował oba kluby z największego miasta Skanii w Pucharze Szwecji, a Rosengård zabawił się z lokalnym rywalem, pewnie zwyciężając 10-3. Dla Limhamn Bunkeflo ten rezultat może być nie tylko przestrogą, ale i doskonałym materiałem do wyciągnięcia odpowiednich wniosków.

We wspomnianym meczu w Skellefteå defensywa LB07 zagrała w składzie Björklund – Pettersson – Ollerstam – Wännerdahl. W kolejnych spotkaniach trener Sjunnesson próbował szukać optymalnego ustawienia, w roli stoperki kilka razy zagrała między innymi Anna Welin, ale żadne z proponowanych rozwiązań nie gwarantowało spokoju i stabilności w tyłach. Nawet na tle drużyn z Elitettan obrona Limhamn Bunkeflo nie prezentowała się przesadnie solidnie, co wykorzystać potrafiła chociażby nienależąca przecież do ligowych tuz Kungsbacka, która przyjechała do Malmö i strzeliła tam trzy gole. Pewnym wytłumaczeniem może być niepokojąco niska średnia wieku defensorek LB07, ale w Damallsvenskan nikt nie zastosuje wobec nich z tego powodu taryfy ulgowej, a czasu na nabranie choćby drugoligowego doświadczenia pozostało im naprawdę niewiele.

Nieco lepiej przedstawia się sytuacja w przednich formacjach, w których pierwsze skrzypce grają piłkarki w większości mające już za sobą ekstraklasowy debiut (inna sprawa, że żadna z nich nie może powiedzieć, że w którymkolwiek momencie kariery odgrywała w Damallsvenskan wiodącą rolę). Doświadczenie wyniesione z pobytu w Rosengård czy Kristianstad sprawia, że Gunnarsson, Ejdelind i Olivia Welin bez wątpienia należą w Elitettan do wyróżniających się zawodniczek. To samo dotyczy również Michaeli Johnsson, która wróciła do Skanii po niezbyt udanej holenderskiej przygodzie, niemal z miejsca stając się najlepszą snajperką klubu. Trudno jednak nie zadać sobie pytania, czy to, co tak świetnie funkcjonuje na zapleczu, da się z podobnym lub chociaż zbliżonym efektem przełożyć na ekstraklasowy grunt. I w tym miejscu – niestety dla klubu z Malmö – zaczynają się pojawiać olbrzymie znaki zapytania.

W ostatnich latach beniaminkowie radzili sobie w Damallsvenskan zadziwiająco dobrze, a historia na przykład Eskilstuny może stanowić dla Limhamn Bunkeflo niebywałą inspirację. Jeśli w Malmö na poważnie myślą o tym, aby po ewentualnej promocji stać się w ekstraklasie kimś więcej niż tylko jednosezonową ciekawostką, to najważniejsza rozgrywka powinna rozpocząć się już teraz. Do pierwszego meczu sezonu 2017 pozostało mniej więcej osiem miesięcy i w tym okresie ani zawodniczki, ani działacze LB07 absolutnie nie mogą pozwolić sobie na to, aby zmarnować choć jeden dzień. Fundamenty pod ewentualny sukces należy bowiem zacząć stawiać już jesienią i zimą. W przeciwnym razie Rosengård znów przyjedzie na Limhamns IP tylko i wyłacznie po to, aby się dobrze zabawić.

Fotboll, Elitettan, dam, Limhamn Bunkeflo - Kvarnsveden

Fot. Daniel Nilsson

Banusic, gol i wakacje

Jedyną osobą, której w dzisiejszym meczu nie można było odmówić stuprocentowego zaangażowania była bez wątpienia Pernilla Larsson. Sędzia z Trollhättan nawet pierwszą połowę przedłużyła aż o trzy minuty, a po boisku poruszała się z większą werwą niż wiele piłkarek. Obie drużyny sprawiały natomiast wrażenie, jakby mentalnie były już na wakacjach, co dziwi o tyle, że zarówno Eskilstuna, jak i Umeå, miały dziś całkiem sporo do ugrania.

W pierwszych dwudziestu pięciu minutach stroną aktywniejszą były o dziwo podopieczne Marii Bergkvist. Nie przełożyło się to wprawdzie na jakieś bardziej konkretne zagrożenie pod bramką Emelie Lundberg, ale zawodniczki z Umeå często rozgrywały piłkę na połowie rywalek i to one sprawiały wrażenie drużyny, której bardziej zależy na tym, aby publiczność na Tunavallen obejrzała choćby namiastkę pierwszoligowego futbolu. Trzeba także odnotować, że w 9. minucie Pernilla Larsson mogła, a nawet powinna podyktować rzut karny dla gości, po tym jak ręką we własnej szesnastce zagrała Viggosdottir. Oczywiście, ewentualną jedenastkę trzeba byłoby jeszcze wykorzystać (a wiemy, że akurat w Umeå miewali z tym ostatnio duże problemy), ale nie zmienia to faktu, że błąd pani arbiter znacząco wpłynął na dalszy przebieg spotkania. Na tablicy wyników wciąż widniał bowiem rezultat bezbramkowy, a w ostatnim fragmencie pierwszej połowy zawodniczkom z Eskilstuny przypomniało się, że w piłkę potrafią grać nieco lepiej od dzisiejszych rywalek i chyba najwyższy czas zrobić z tego użytek.

Rzeczywiście, jedno mocniejsze nadepnięcie na pedał gazu wystarczyło, aby jeszcze przed przerwą praktycznie rozstzygnąć losy meczu. Defensywa z Umeå, zmuszona do gry pod nieco większą (lub mówiąc bardziej dosłownie – pod jakąkolwiek) presją zaczęła się gubić, a gospodynie dwukrotnie w odstępie siedmiu minut umieściły futbolówkę w siatce Tove Enblom, dając w ten sposób znak, że zabawa w poniedziałkowy wieczór właśnie się skończyła. Gdyby ktoś tuż po drugim golu dla Eskilstuny zdecydował się opuścić stadion lub przełączyć na nadawany w tym samym czasie na TV7 serial dokumentalny o weterynarzach, na pewno nie miałby powodów, aby przesadnie żałować podjętej decyzji. To znaczy – nie zobaczyłby oczywiście jak Henriksson dwukrotnie w dogodnej pozycji nie potrafi trafić czysto w piłkę, Schjelderup pudłuje z pięciu metrów, a Rydell posyła futbolówkę poza stadion, ale umówmy się – nie byłaby to przesadnie wielka strata.

Jeśli już jesteśmy przy stratach, to taką z pewnością nie była dla drużyny Viktora Erikssona nieobecność Olivii Schough. Miejsce konsekwentnie powoływanej bez względu na okoliczności przez Pię Sundhage zawodniczki zajęła w wyjściowej jedenastce Marija Banusic i to właśnie jej gole zapewniły Eskilstunie trzecią lokatę na koniec rundy. Była napastniczka Chelsea najpierw wykorzystała nie najlepsze ustawienie Enblom i precyzyjnym strzałem w okienko wyprowadziła swoją drużyną na prowadzenie, a następnie rozegrała świetną, dwójkową akcję z Mimmi Larsson, którą sfinalizowała równie dobrym uderzeniem po ziemi. Błysk Banusic przypomniał nam, że jeszcze kilka lat temu to właśnie ta piłkarka była nazywana w Szwecji największym talentem od czasów Hanny Ljungberg. Ostatnie dwa lata były niestety dla niej przede wszystkim pasmem rozczarowań, ale być może dzisiejszy mecz będzie kolejnym przełomem, od którego rozpocznie się ponowny marsz w górę krajowej (i nie tylko) hierarchii napastniczek. Zanim jednak on nastąpi, oba kluby czekają ligowe wakacje, na które wyczekiwano zresztą już od 44. minuty.