Banusic, gol i wakacje

Jedyną osobą, której w dzisiejszym meczu nie można było odmówić stuprocentowego zaangażowania była bez wątpienia Pernilla Larsson. Sędzia z Trollhättan nawet pierwszą połowę przedłużyła aż o trzy minuty, a po boisku poruszała się z większą werwą niż wiele piłkarek. Obie drużyny sprawiały natomiast wrażenie, jakby mentalnie były już na wakacjach, co dziwi o tyle, że zarówno Eskilstuna, jak i Umeå, miały dziś całkiem sporo do ugrania.

W pierwszych dwudziestu pięciu minutach stroną aktywniejszą były o dziwo podopieczne Marii Bergkvist. Nie przełożyło się to wprawdzie na jakieś bardziej konkretne zagrożenie pod bramką Emelie Lundberg, ale zawodniczki z Umeå często rozgrywały piłkę na połowie rywalek i to one sprawiały wrażenie drużyny, której bardziej zależy na tym, aby publiczność na Tunavallen obejrzała choćby namiastkę pierwszoligowego futbolu. Trzeba także odnotować, że w 9. minucie Pernilla Larsson mogła, a nawet powinna podyktować rzut karny dla gości, po tym jak ręką we własnej szesnastce zagrała Viggosdottir. Oczywiście, ewentualną jedenastkę trzeba byłoby jeszcze wykorzystać (a wiemy, że akurat w Umeå miewali z tym ostatnio duże problemy), ale nie zmienia to faktu, że błąd pani arbiter znacząco wpłynął na dalszy przebieg spotkania. Na tablicy wyników wciąż widniał bowiem rezultat bezbramkowy, a w ostatnim fragmencie pierwszej połowy zawodniczkom z Eskilstuny przypomniało się, że w piłkę potrafią grać nieco lepiej od dzisiejszych rywalek i chyba najwyższy czas zrobić z tego użytek.

Rzeczywiście, jedno mocniejsze nadepnięcie na pedał gazu wystarczyło, aby jeszcze przed przerwą praktycznie rozstzygnąć losy meczu. Defensywa z Umeå, zmuszona do gry pod nieco większą (lub mówiąc bardziej dosłownie – pod jakąkolwiek) presją zaczęła się gubić, a gospodynie dwukrotnie w odstępie siedmiu minut umieściły futbolówkę w siatce Tove Enblom, dając w ten sposób znak, że zabawa w poniedziałkowy wieczór właśnie się skończyła. Gdyby ktoś tuż po drugim golu dla Eskilstuny zdecydował się opuścić stadion lub przełączyć na nadawany w tym samym czasie na TV7 serial dokumentalny o weterynarzach, na pewno nie miałby powodów, aby przesadnie żałować podjętej decyzji. To znaczy – nie zobaczyłby oczywiście jak Henriksson dwukrotnie w dogodnej pozycji nie potrafi trafić czysto w piłkę, Schjelderup pudłuje z pięciu metrów, a Rydell posyła futbolówkę poza stadion, ale umówmy się – nie byłaby to przesadnie wielka strata.

Jeśli już jesteśmy przy stratach, to taką z pewnością nie była dla drużyny Viktora Erikssona nieobecność Olivii Schough. Miejsce konsekwentnie powoływanej bez względu na okoliczności przez Pię Sundhage zawodniczki zajęła w wyjściowej jedenastce Marija Banusic i to właśnie jej gole zapewniły Eskilstunie trzecią lokatę na koniec rundy. Była napastniczka Chelsea najpierw wykorzystała nie najlepsze ustawienie Enblom i precyzyjnym strzałem w okienko wyprowadziła swoją drużyną na prowadzenie, a następnie rozegrała świetną, dwójkową akcję z Mimmi Larsson, którą sfinalizowała równie dobrym uderzeniem po ziemi. Błysk Banusic przypomniał nam, że jeszcze kilka lat temu to właśnie ta piłkarka była nazywana w Szwecji największym talentem od czasów Hanny Ljungberg. Ostatnie dwa lata były niestety dla niej przede wszystkim pasmem rozczarowań, ale być może dzisiejszy mecz będzie kolejnym przełomem, od którego rozpocznie się ponowny marsz w górę krajowej (i nie tylko) hierarchii napastniczek. Zanim jednak on nastąpi, oba kluby czekają ligowe wakacje, na które wyczekiwano zresztą już od 44. minuty.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s