Beniaminek kradnie show

Zdecydowanie nie tak wyobrażali sobie sympatycy FC Rosengård to sobotnie, lipcowe popołudnie. Wydarzeniem dnia miało być przecież przywitanie Lotty Schelin, która jeszcze przed oficjalnym debiutem w nowych barwach doczekała się w Malmö aż dwóch bannerów na swoją cześć (nie licząc tych mniejszych, okolicznościowych). Wieloletnia gwiazda Lyonu na placu gry miała pojawić się na mniej więcej kwadrans przed końcem spotkania, a jej gol w ostatniej minucie miał przypieczętować efektowne zwycięstwo mistrza nad beniaminkiem. Jakąś część tego planu udało się nawet zrealizować, ale okoliczności, w których to nastąpiło były zdecydowanie dalekie od uroczystych głównie ze względu na to, że ktoś zapomniał ów scenariusz przedstawić piłkarkom Djurgården.

Drużyna prowadzona przez Yvonne Ekroth przyjechała do Malmö bez dwóch filarów formacji defensywnej, która niejako z konieczności prezentowała się dość eksperymentalnie. Parę stoperek z Sheilą van den Bulk stworzyła Kim Sundlöv, a miejsce na lewej flance przypadło Lisie Moazzeni. Szczególnie obsada tej ostatniej pozycji wzbudzała spore wątpliwości, gdyż wystawienie nieogranej 24-latki na skrzydle, po którym hasają niezwykle dynamiczne Marta oraz Lina Nilsson można było odczytać jako wysłanie zawodniczkom Rosengård zaproszenia do konstruowania ataków właśnie tą stroną. Piłkarki z Malmö szybko zorientowały się w zaistniałej sytuacji i rzeczywiście Moazzeni przez dziewięćdziesiąt minut nie miała dziś łatwego życia. Jak można było przypuszczać, defensorka Djurgården błędów się nie ustrzegła, ale powstałe luki natychmiast starała się łatać van den Bulk, a z pomocą przychodziły jej wykonujące olbrzymią pracę w defensywie Schmidt oraz Rytting Kaneryd.

Pierwsza rysa na planie Rosengård pojawiła się jednak za sprawą Nataszy Andonowej, która z powodu kontuzji musiała opuścić boisko po niespełna dwudziestu minutach. Oznaczało to tyle, że tak bardzo wyczekiwany debiut Lotty Schelin będzie miał miejsce znacznie wcześniej niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Kolejne nieszczęście klubu z Malmö polegało na tym, że nowa gwiazda w talii trenera Majgaarda wchodziła na boisko już przy stanie 0-1. Beniaminek ze Sztokholmu w najlepszy możliwy sposób wykorzystał bowiem fakt, że w wyniku powstałego zamieszania przez trzy minuty grał w liczebnej przewadze. Schmidt wygrała przebitkę z Pennsäter, która zachowała się bardzo nieodpowiedzialnie tuż przed własnym polem karnym, w tempo odegrała do dobrze pokazującej się Jalkerud, a napastniczka Djurgården zachowała zimną krew, poczekała na ruch Musovic i strzałem w długi róg wyprowadziła swą drużynę na sensacyjne prowadzenie.

Taki wynik utrzymał się do końca pierwszej połowy i – co jeszcze bardziej zaskakujące – prowadzenie Djurgården było jak najbardziej zasłużone. To podopieczne Yvonne Ekroth oddały przed przerwą więcej strzałów i tylko one trafiały (zresztą aż trzykrotnie) w światło bramki. Przewaga Rosengård zaczęła uwidaczniać się dopiero po przerwie, ale trzeba zaznaczyć, że dzisiejszy mecz w niczym nie przypominał chociażby pojedynku Francji z Kolumbią z ubiegłorocznego mundialu. Drużyna ze Sztokholmu ani na moment nie pozwoliła bowiem zepchnąć się do zbyt głębokiej defensywy, a w poczynaniach piłkarek Djurgården trudno było doszukać się paniki czy lęku przed wywiezieniem punktów z niezwykle gorącego terenu. Na ratunek gospodyniom kolejny raz przybyła jednak kto wie czy nie najlepsza zawodniczka Rosengård w rundzie wiosennej. Ella Masar w typowy dla siebie sposób zmieniła tor lotu piłki po dośrodkowaniu Liny Nilsson, kompletnie zaskakując tym Gunnarsdottir. W tym momencie do końca meczu pozostawało pół godziny, a wynik brzmiał 1-1.

Licznie zebrana na Malmö IP publiczność spodziewała się, że teraz rozpocznie się prawdziwy sztorm na bramkę gości, a tymczasem cztery minuty później znów trzeba było odrabiać straty. Kontratak Djurgården rozpoczęła van den Bulk, która z piłką przy nodze przebiegła przynajmniej czterdzieści metrów, po czym zdecydowała się na odegranie do lewego skrzydła. Ze strzałem Jalkerud poradziła sobie wprawdzie Musovic, dobitkę van den Bulk wyblokowały jeszcze obrończynie, ale uderzenie Appelqvist znalazło już drogę do siatki. Piłkarki ze Sztokholmu znów w pełni zasłużenie prowadziły, a fakt, że przy korzystnym przecież wyniku ekipa gości zdecydowała się zaangażować w akcję ofensywną aż tyle zawodniczek, najlepiej ukazuje to, że podopieczne Yvonne Ekroth grały dziś bez jakiegokolwiek strachu przed mistrzem.

Niezwykłe spotkanie w Malmö zakończyło się ostatecznie remisem, a jeden punkt w niesamowitych okolicznościach uratowała gospodyniom … Lotta Schelin. W ostatniej minucie regulaminowego czasu gry Marta posłała dośrodkowanie rozpaczy w pole karne, lecącej wzdłuż bramki piłki nie zdołała wybić van den Bulk (Holenderce do szczęścia zabrakło kilku centymetrów), Moazzeni pozwoliła się uprzedzić Asante, a w podbramkowym zamieszaniu najszybciej odnalazła się Schelin i zrobiła to, co w podobnych sytuacjach robi bezbłędnie od przynajmniej kilkunastu lat. Błysk z dziewięćdziesiątej minuty to niestety jedyny pozytyw z występu nowej piłkarki Rosengård, która do tego momentu wyróżniała się przede wszystkim tym, że często dawała się złapać na spalonym. Jack Majgaard przed meczem jasno dawał do zrozumienia, że Schelin na chwilę obecną nie jest jeszcze gotowa do gry w pełnym wymiarze, nie precyzując jednak czy miał na myśli aktualną dyspozycję napastniczki, czy bardzo widoczny dziś brak zgrania z resztą zespołu. Na niespełna trzy tygodnie przed inauguracją Igrzysk pozostaje wierzyć w tę drugą ewentualność.

Reklamy

1 thought on “Beniaminek kradnie show

  1. Pingback: Do przerwy 0-1 | Szwedzka piłka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s