Nasz rywal – Brazylia

Pokonać Brazylię nigdy nie jest łatwo, ale prawdziwym wyzwaniem jest dokonać tej sztuki na terenie rywala. Za niewiele ponad trzydzieści godzin przed taką właśnie szansą staną podopieczne Pii Sundhage, które niejako przy okazji postarają się także zagwarantować sobie miejsce w ćwierćfinale. Jutrzejsze spotkanie nie będzie oczywiście decydowało jeszcze o rozdziale medali, ale dobry występ na wypełnionym w przeważającej większości brazylijskimi kibicami Stadionie Olimpijskim w Rio de Janeiro może być dla naszych piłkarek fantastycznym zastrzykiem pozytywnej energii przed decydującą fazą turnieju.

Na początku każdego artykułu traktującego o reprezentacji Brazylii pada zazwyczaj jedno imię. Nie ma jednak sensu silić się na wymuszoną oryginalność, gdyż Marta, jak mało kto, zasługuje na honorowe miejsce w każdej piłkarskiej encyklopedii. Bardziej szczegółowy opis tej zawodniczki możemy sobie darować także z tego powodu, że akurat w kraju, który stał się dla Marty drugim domem, wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, jaki poziom prezentuje jedna z najwybitniejszych piłkarek w historii tej dyscypliny sportu. W tym wszystkim nie możemy jednak zapominać, że kadra Brazylii składa się nie z jednej, a z osiemnastu zawodniczek i żadna z nich nie znalazła się w tym miejscu przypadkowo. Szczególnie imponująco prezentuje się formacja ofensywna Canarinhas, w której w zależności od potrzeb występować mogą we wszystkich możliwych konfiguracjach Cristiane, Raquel, Beatriz czy Debinha. Nie ma na świecie wielu reprezentacji, które mogłyby się pochwalić tak wszechstronną i jednocześnie będącą gwarancją piłkarskiej jakości pierwszą linią. Niezwykle ważną rolę pełni w brazylijskiej kadrze także zbliżająca się powoli do czterdziestych urodzin Formiga. Mimo upływu lat, grająca niegdyś w Malmö filigranowa pomocniczka wydaje się być niezniszczalna, a jej kariera może być drogowskazem dla wielu młodych adeptek futbolu nie tylko w Brazylii. Najlepszy piłkarsko okres przed sobą mają za to Andressinha oraz Andressa Alves, które jednak już teraz chciałyby osiągnąć z reprezentacją pierwszy, poważny sukces.

Nieco mniej pewnie prezentuje się dla odmiany brazylijska defensywa, ze szczególnym uwzględnieniem obu bramkarek. Zarówno Barbara, jak i Aline, często prezentują bowiem bardzo nierówną formę i nawet na przestrzeni jednego meczu zdarza im się przeplatać kapitalne parady fatalnymi kiksami. Barbara jest wprawdzie znacznie bardziej doświadczona od swojej klubowej koleżanki (osiem lat temu przywiozła nawet z Pekinu olimpijskie srebro), ale każda podejmowana przez nią próba wejścia na wyższy poziom kończyła się dotychczas zawsze w ten sam sposób, czyli bolesnym zderzeniem ze ścianą. Brazylijka odbijała się od niej kolejno we Włoszech (Napoli), Szwecji (Sunnanå) oraz w Niemczech (Cloppenburg). Być może udany występ na turnieju w Rio sprawi, że Barbara raz jeszcze zdecyduje się spróbować szczęścia w mocniejszej lidze.

Nie ma wątpliwości, że brazylijska piłka od kilku lat znajduje się w delikatnym kryzysie, ale z drugiej strony trudno wyobrazić sobie lepszy moment na ponowne doszlusowanie do ścisłej światowej czołówki niż rozgrywany u siebie w domu wielki turniej. Z takiej szansy żal byłoby nie skorzystać, więc jutro musimy być przygotowani na niezwykle intensywny od pierwszego do ostatniego gwizdka mecz. Jak widać, nieprzypadkowo to właśnie samba jest chyba najbardziej wymagającym sposród wszystkich tańców latynoamerykańskich.


Bilans meczów z Brazylią: 8 meczów; 3 zwycięstwa, 1 remis, 4 porażki; bramki 8-9

Ostatnie mecze Brazylii: Chiny [d] 3-0, Australia [d] 3-1, Kanada [w] 0-1, Kanada [w] 2-0, Kanada [n] 1-2

Ciekawostka: Zdobywając jedną z bramek w wygranym 2-0 meczu z Koreą Południową na kanadyjskim mundialu, Formiga stała się najstarszą strzelczynią gola w historii mistrzostw świata. Brazylijka miała wówczas 37 lat i 98 dni.

Falstart był blisko

Pierwszych pięć minut dzisiejszego meczu w najmniejszym stopniu nie zwiastowało, że w środowe popołudnie będziemy w Rio de Janeiro świadkami wielkich męczarni szwedzkiej kadry. Podopieczne Pii Sundhage wyszły na murawę Stadionu Olimpijskiego niesamowicie naładowane, jakby miały zamiar kontynuować koncert, który rozpoczęły jeszcze w ostatnim kwadransie pojedynku z Japonią. Gdy po soczystym strzale Sofii Jakobsson zadrżała poprzeczka bramki RPA wydawało się, że gole są w tym spotkaniu tylko i wyłącznie kwestią czasu. Niestety, zamiast pójść za ciosem i szybko pozbawić rywalki z Afryki nadziei na korzystny rezultat, nasze piłkarki postanowiły włączyć wsteczny bieg, w efekcie czego na otwarcie Igrzysk byliśmy bardzo bliscy całkowicie nieoczekiwanego falstartu.

Reprezentantki RPA już w meczu przeciwko USA udowodniły, że doskonale wiedzą na czym polega piłka nożna, ale nawet mając w pamięci ambitną grę Afrykanek w tamtym spotkaniu, dzisiejsza nieporadność Szwedek jest trudna do wytłumaczenia. Jej skalę najlepiej oddaje fakt, że po wspomnianym strzale Jakobsson, na kolejną bramkową szansę musieliśmy czekać aż do … drugiej połowy. Ericsson i Samuelsson często starały podłączać się do akcji ofensywnych, ale pochwalić możemy je wyłącznie za dobre chęci, bo zagrożenia pod bramką Roxanne Barker po ich rajdach i dośrodkowaniach najczęściej nie było żadnego. Sposobu na sforsowanie defensywy dobrze zorganizowanych przeciwniczek nie miały także grające zdecydowanie zbyt schematycznie nasze pomocniczki. Na ich tle całkiem nieźle prezentowały się za to znacznie niżej notowane rywalki, które ewidentne braki w wyszkoleniu nadrabiały niesamowitą ambicją i zaangażowaniem. W tym aspekcie wyróżniała się przede wszystkim zaledwie osiemnastoletnia Linda Motlhalo, ale nie była ona bynajmniej jedyną piłkarką RPA, dla której na murawie w Rio nie było dziś straconych piłek.

Od kompromitacji, bo za taką z pewnością należałoby uznać bezbramkowy remis po kompletnie bezbarwnej grze, uratowała nas na piętnaście minut przed końcowym gwizdkiem Roxanne Barker. Spisująca się do tego momentu bardzo poprawnie bramkarka Heerenveen w jednej akcji popełniła dwa koszmarne błędy, ostatecznie wrzucając sobie piłkę do bramki. Szukając na siłę plusów można pokusić się o stwierdzenie, że zgodnie z zapowiedziami sztabu szkoleniowego już w pierwszym meczu udało się zamienić na gola jeden ze stałych fragmentów gry, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że zdecydowanie największy udział w bramkowej akcji miała golkiperka RPA. Pomimo czystego konta, trudno także o pochwały pod adresem formacji defensywnej, która również nie stanowiła dziś monolitu. Naszym obrończyniom doskonale udawało łapać się rywalki na pozycji spalonej, ale już indywidualne rajdy i wrzutki z bocznych sektorów od czasu do czasu wprowadzały delikatny chaos w poczynaniach naszej defensywy. Swoimi umiejętnościami wykazać musiała się także Hedvig Lindhl, która trochę w stylu hokejowej bramkarki zatrzymała futbolówkę po strzale Seoposenwe.

Krytykując dzisiejszy występ naszych piłkarek, nie możemy zapomnieć o dwóch niezwykle ważnych faktach. Po pierwsze, pomimo mało efektownej gry, koniec końców udało się zapisać na swoim koncie komplet punktów, co znacząco przybliża drużynę Pii Sundhage do fazy pucharowej. Po drugie, pamiętajmy, że Igrzyska Olimpijskie to turniej i jeśli kiedyś miał przytrafić się nam mniej spektakularny mecz, to lepiej, że stało się to teraz, a nie na przykład w ćwierćfinale. Wymęczone zwycięstwo nad RPA sprawia jednak, że na znaczeniu bardzo zyskało czekające nas już za trzy dni spotkanie z Brazylią. Mecz z gospodyniami turnieju może nie tylko zadecydować o pierwszym miejscu w grupie, ale także dać nam odpowiedź na pytanie, czy dzisiejsza bezradność była jedynie wynikiem słabszej dyspozycji dnia, czy pochodną znacznie głębszego problemu.

Nasz rywal – RPA

Reprezentacja RPA wciąż czeka na debiut w finałach mistrzostw świata, ale w turniejach kwalifikacyjnych do Igrzysk Olimpijskich Banyana Banyana radzą sobie zdecydowanie lepiej. Stosunkowo udany występ w Londynie wzmógł jedynie apetyty południowoafrykańskich kibiców, którzy tym razem raczej nie zadowolą się jedynie honorowymi porażkami. Tym bardziej, że sukces Kamerunu na ubiegłorocznym mundialu pokazał, iż ekipy z Czarnego Lądu także na seniorskich imprezach potrafią być wymagającym rywalem dla światowej czołówki.

Bardzo często można spotkać się z opinią, że zdecydowanie największą gwiazdą południowoafrykańskiej kadry jest obecnie Vera Pauw. Holenderska selekcjonerka, która w przeszłości pracowała między innymi w Szkocji i w Rosji, opiekuje się reprezentacją RPA od marca 2014 i rzeczywiście jej olbrzymie doświadczenie może okazać się w Rio sporym atutem. Połączenie znanego na całym świecie afrykańskiego entuzjazmu z europejskim spokojem oraz dyscypliną taktyczną już wiele razy okazywało się perfekcyjną mieszanką i nie jest wykluczone, że podobnie będzie w przypadku piłkarek z RPA. Tym bardziej, że lipcowy sparing z USA udowodnił ponad wszelką wątpliwość, iż Vera Pauw faktycznie dysponuje zawodniczkami, które z powodzeniem potrafią realizować nakreślone przez nią założenia nawet wtedy, gdy przyjdzie im zmierzyć się z najlepszą drużyną globu.

Jedną z najciekawszych piłkarek w kadrze RPA jest bez wątpienia jej kapitanka, Janine van Vyk. Niespełna trzydziestoletnia stoperka rozegrała dotychczas aż 132 mecze w reprezentacyjnej koszulce, ale historia jej kariery jest wyjątkowa z zupełnie innego powodu. Van Vyk od dwóch lat jest bowiem zawodniczką klubu, który … sama założyła i nazwała własnymi inicjałami. Ekipa JVV FC występuje obecnie w południowoafryańskiej ekstraklasie, a oprócz wspomnianej fundatorki w jej kadrze znajdują się między innymi Nompumelelo Nyandeni (była gwiazda ligi rosyjskiej), a także Mamello Makhabane, która na Igrzyskach w Londynie nie mogła wystąpić z powodu kontuzji. W ostatnich miesiącach sporą furorę robi ponadto broniąca na co dzień barw uniwersytetu Samford Jermaine Seoposenwe. To właśnie jej gol w decydującym o wywalczeniu przez jedną z drużyn olimpijskich przepustek meczu z Gwineą Równikową zapewnił reprezentantkom RPA prawo gry na tegorocznych Igrzyskach. Inną piłkarką, na którą z pewnością warto zwrócić baczną uwagę, jest Roxanne Barker. Podstawowa bramkarka południowoafrykańskiej kadry od nowego sezonu będzie zawodniczką holenderskiego Heerenveen, a w przeszłości ze zmiennym szczęściem występowała na islandzkich, a także amerykańskich boiskach. Trzy lata temu Barker była nawet częścią mistrzowskiej kadry Portland Thorns, ale akurat w NWSL wielkiej kariery póki co nie zrobiła.

Pod wodzą Very Pauw reprezentacja RPA stała się ekipą, która nie lęka się żadnego wyzwania i chociażby z tego powodu absolutnie nie wolno jej lekceważyć. Tym bardziej, że w południowoafrykańskiej kadrze znajduje się wiele zawodniczek, które potrafią wyrządzić boiskowym rywalkom sporo piłkarskich krzywd. Jeśli jednak nasze piłkarki podejdą do meczu otwierającego całe olimpijskie zmagania w pełni profesjonalnie i szybko wytrącą przeciwniczkom z rąk ich największe atuty, to niemiłej niespodzianki na inaugurację Igrzysk powinniśmy uniknąć. Możemy być jednak w stu procentach pewni, że ewentualne zwycięstwo nad RPA absolutnie nie przyjdzie nam łatwo.


Bilans meczów z RPA: 1 mecz; 1 zwycięstwo; bramki 4-1

Ostatnie mecze RPA: Nowa Zelandia [n] 1-4, USA [w] 0-1, Holandia [w] 0-2, Zimbabwe [d] 1-0, Gwinea Równikowa [w] 1-0

Ciekawostka: Szwecja i RPA także cztery lata temu zmierzyły się ze sobą już pierwszego dnia Igrzysk. Nasze piłkarki zwyciężyły wówczas 4-1, a bramkowym łupem podzieliły się Fischer, Dahlkvist oraz Schelin. Autorką honorowego trafienia dla rywalek była Portia Modise.

Czas kadry

Raz na pewien czas zdarza się, że problemy, które zazwyczaj w znacznym stopniu zajmują nam myśli, zupełnie niepostrzeżenie usuwają się w cień, aby zrobić miejsce kwestiom nadrzędnym. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki rozmywa się grecka tragedia w Örebro, na dalszy plan schodzi chaos i niepewność jutra w Umeå, a fatalne zarządzanie w Karlstad irytuje jakby mniej. Spośród wszystkich drużyn liczy się przede wszystkim jedna, grająca zazwyczaj na żółto i niebiesko, i to właśnie ona staje się na kilka tygodni tematem większości dyskusji i polemik. Żeby było zabawniej, drużyna ta ma w sobie chyba jakieś niewidzialne, nadprzyrodzone moce, gdyż jej losem żywo interesują się nawet ci, którym w ligowe weekendy na stadiony piłkarskie zupełnie nie po drodze, a z widzenia kojarzą jedynie Pię Sundhagę oraz Lottę Schelin. Igrzyska Olimpijskie różnią się wprawdzie od mistrzostw świata czy Europy tym, że swoją chwilą sławy muszą podzielić się przedstawiciele wszystkich dyscyplin sportu (szwedzka ekipa na Rio liczy sobie 152 zawodników), ale gry zespołowe i tak zawsze znajdują się w centrum uwagi i często to właśnie od nich rozpoczynają się najważniejsze serwisy informacyjne.

Przygotujmy się więc na to, że w najbliższych tygodniach w najmniej spodziewanym momencie możemy natknąć się na analizę dryblingu Caroline Seger czy rajdu Sofii Jakobsson, a osoby, po których byśmy w ogóle się tego nie spodziewali z przejęciem zaczną wypytywać, czy szanse w ćwierćfinale nie byłyby jednak większe, gdyby od pierwszej minuty postawić na Rolfö/Blackstenius. Ten krótkotrwały, piłkarski boom może oczywiście złościć, ale trudno obrażać się na to, że grająca (miejmy nadzieję, że z sukcesami) na wielkim turnieju reprezentacja pobudza wyobraźnię. Oczywiście, nawet przywieziony z Rio złoty medal nie sprawi, że setki tysięcy kibiców nagle zaczną z pasją liczyć udane przechwyty Alice Nilsson, czy wygrane pojedynki główkowe Julii Karlernäs, ale fakt, iż niektórzy z nas widzieli w całości mecz Kristianstad – Mallbacken w żaden sposób nie czyni z nas lepszej kategorii kibiców. W tych dniach wszyscy jesteśmy wielką, niebiesko- żółtą drużyną, a jeśli postawa Dahlkvist czy Fischer na brazylijskich boiskach zachęci choć jedną osobę do tego, aby po zakończeniu letniej przerwy odwiedziła lokalny stadion, to już będzie to niebywały powód do radości. Rozumiem, że niektórym marzy się kilkunastotysięczna widownia na meczu decydującym o utrzymaniu w Elitettan, ale zamiast oglądać się na Portland, doceńmy to, co mamy i nie ustawajmy w działaniach, aby w przyszłości było jeszcze lepiej. Ktoś powie, że jest bardzo źle? To co w takim razie mają powiedzieć przedstawiciele pozostałych sportów drużynowych, skoro żadna z żeńskich lig nawet w połowie nie może równać się z Damallsvenskan, a dziewięć spośród dziesięciu kobiecych klubów z najwyższą frekwencją i dochodami w kraju to właśnie drużyny piłkarskie.

Nie sądzę, aby Igrzyska w Rio znacząco wpłynęły na liczbę widzów regularnie odwiedzających Vilans IP, ale niezależnie od tego cieszę się, że raz na jakiś czas piłka nożna znajduje się w centrum uwagi. Wciąż mam w pamięci niezapomniane EURO 2013, olbrzymi entuzjazm mieszkańców miast-gospodarzy, świetną atmosferę na stadionach i poza nimi, czy wreszcie porozstawiane w najbardziej eksponowanych miejscach gigantyczne podobizny piłkarek wszystkich drużyn biorących udział w turnieju (do dziś bez trudu potrafię wskazać punkt, w którym można było spotkać Lottę Schelin w formacie XXL). Piłkarska reprezentacja bez wątpienia stała się wówczas najważniejszą drużyną w kraju, a już za kilkanaście dni – szczególnie w przypadku udanego występu – może stać się nią raz jeszcze i nawet jeśli będzie to wyłącznie stan przejściowy, to i tak zdecydowanie warto go przeżyć. Tak, czy inaczej, pewni możemy być jednego – znów nadchodzi wyjątkowy czas. Czas kadry.

aBB150922CS066

Fot. Bildbyrån

Komu olimpijskie złoto?

Już tradycyjnie to właśnie piłkarkom przypadnie zaszczyt zainaugurowania sportowej rywalizacji na olimpijskich arenach. Czas, który dzieli nas od pierwszego gwizdka w meczu Szwecja – RPA odliczamy już nie w dniach, lecz w godzinach i coraz częściej zastanawiamy się, komu na brazylijskim turnieju przypadnie rola faworyta, czarnego konia czy absolutnego outsidera. Jak zwykle, bardzo poważnymi kandydatami do końcowego triumfu są USA, Francja czy Niemcy, ale nie zapominajmy, że każda z dwunastu reprezentacji przyjechała do Rio po to, aby właśnie tu spełnić swe marzenia. Baron de Coubertin, ojciec nowożytnego olimpizmu, często przekonywał, że na Igrzyskach liczy się przede wszystkim sam udział, a szans na zwycięstwo nie należy przed rozpoczęciem współzawodnictwa odbierać żadnemu z uczestników. Jeszcze przynajmniej przez kilka dni każda z uczestniczących w turnieju nacji ma zatem pełne prawo marzyć, że 19. sierpnia 2016 na Stadionie Olimpijskim to właśnie jej przypadnie zaszczyt odebrania złotych medali. Spośród dwunastu pięknych snów spełni się oczywiście tylko jeden, ale póki co nie zabijajmy marzeń, nawet jeśli niektóre z nich są pozbawione logicznych przesłanek.

Dlaczego wygra Brazylia? Bo Marta po prostu nie może zakończyć kariery bez poważnego sukcesu z reprezentacją, a lepszej okazji mieć już nie będzie. Kto wie, czy dla brazylijskiej supergwiazdy nie jest to ostatnia szansa, aby w roli niekwestionowanej liderki poprowadzić kadrę do spektakularnego zwycięstwa.

Dlaczego wygrają Chiny? Bo nie można cały czas mieć pecha. Reprezentacja Chin wielokrotnie na wielkich turniejach była ofiarą kontrowersyjnych decyzji sędziowskich, a teraz nadszedł czas, aby bilans szczęścia w końcu się wyrównał. Podopieczne Bruno Biniego w ostatnim roku pokonały wszystkich medalistów kanadyjskiego mundialu, więc czemu nie miałyby pokazać klasy także na Igrzyskach?

Dlaczego wygra Szwecja? Bo trzon szwedzkiej kadry stanowią zawodniczki, dla których turniej w Rio wypadł w idealnym momencie kariery; w Londynie ich czas jeszcze do końca nie nadszedł, a w Tokio pałeczkę przejmie już nowa generacja. Poza tym, Pia Sundhage ewidentnie ma patent na wygrywanie Igrzysk.

Dlaczego wygra RPA? Bo piłka nożna to zdecydowanie najbardziej nieprzewidywalny ze sportów zespołowych, a na Japonię przed mundialem w 2011 roku też nie stawiał nikt. Oczywiście, ewentualne złoto dla Banyana Banyana byłoby jeszcze większym wydarzeniem, ale właściwie dlaczego w Johannesburgu nie miałby stanąć pomnik Very Pauw?

Dlaczego wygra Kanada? Bo przywozi do Rio najlepszą reprezentację w historii. Młode Buchanan, Fleming czy Beckie to piłkarki, które przez długie lata stanowić będą o sile kanadyjskiej kadry, a doświadczone Sinclair i Schmidt specjalnej rekomendacji chyba nie wymagają. Ta mieszanka jest skazana na sukces.

Dlaczego wygra Australia? Bo Alen Stajcic to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Każdy z nas wiele razy słyszał, a nawet wygłaszał opinie, że są trenerzy, którzy nie potrafią w pełni wykorzystać potencjału prowadzonych przez siebie drużyn. Z reprezentacją Australii jest dokładnie odwrotnie, o czym boleśnie przekonują się jej kolejni rywale.

Dlaczego wygra Zimbabwe? Bo Robert Mugabe wyda odpowiedni dekret. Reprezentacja Zimbabwe z pewnością nie zalicza się w tym turnieju do faworytów, ale cuda czasami się zdarzają i właśnie w tym trzeba upatrywać szansy piłkarek ze wschodniej Afryki. Przynajmniej do 3. sierpnia, gdyż wtedy czeka je mecz z Niemkami.

Dlaczego wygrają Niemcy? Bo Silvia Neid została z kadrą tylko po to, aby zdobyć z nią ostatni tytuł, którego jeszcze nie ma w kolekcji. Jeśli Marozsan uzna, że jednak warto na brazylijskich boiskach się trochę pomęczyć, a któraś z napastniczek będzie gwarancją goli nie tylko w meczu przeciwko Zimbabwe, to niemiecka selekcjonerka może mieć całkiem udane pożegnanie.

Dlaczego wygrają Stany Zjednoczone? Bo mają zdecydowanie najsilniejszą kadrę. Reprezentacja USA składa się z osiemnastu piłkarek, z których każda w dowolnym momencie jest w stanie jednym zagraniem przesądzić o losach meczu. Solo, Sauerbrunn, Lloyd czy Pugh to zawodniczki, które gen zwycięstwa mają zapisany w DNA, a w przywiezieniu złota z Rio nie przeszkodzi im nawet Jill Ellis absolutnie nikt.

Dlaczego wygra Nowa Zelandia? Bo najlepsza reprezentacja Oceanii będzie chciała udowodnić, że najwyższy czas przestać traktować jej udział w turniejach finałowych jako statystyczną ciekawostkę. Siłą drużyny Tony’ego Readingsa jest kolektyw, a brak zdecydowanie najsłabszego ogniwa na wielkich imprezach jest zawsze niezaprzeczalnym atutem.

Dlaczego wygra Francja? Bo grając tak piękny futbol nie da się wiecznie przegrywać. Francuska kadra od lat zbiera pochwały za świetną postawę w kolejnych turniejach, ale zawsze w decydującym momencie coś staje jej na drodze. Tym razem ma być jednak inaczej, a zamiast seryjnego obijania słupków i poprzeczek, podziwiać będziemy efektowne gole.

Dlaczego wygra Kolumbia? Bo mundial w Kanadzie uzmysłowił Kolumbijkom, że niemożliwe nie istnieje, a granice wymyślono wyłącznie po to, żeby je przekraczać. Skoro rok temu można było pokonać Francję i przez niemal godzinę toczyć wyrównany bój z USA, to czemu teraz ci sami rywale mieliby być absolutnie poza zasięgiem?

160721-damlandssverige-284228-se-ttela-0-jpg

Fot. Mikael Fritzon

Waga Igrzysk

W wielu dyscyplinach sportu, szczególnie tych indywidualnych, Igrzyska Olimpijskie to bez wątpienia najważniejsza impreza czterolecia. W piłce nożnej sytuacja przedstawia się jednak nieco inaczej, choć oczywiście są kraje, które olimpijskie złoto cenią nawet wyżej niż triumf w mistrzostwach świata. Do tego grona z pewnością można zaliczyć na przykład USA i Kanadę, gdzie Igrzyska bez względu na okoliczności zawsze traktowane są priorytetowo, a także marzącą o pierwszym znaczącym międzynarodowym sukcesie Australię. Trochę mniejszy okołoturniejowy entuzjazm panuje zazwyczaj w Europie, gdzie nie brakuje nawet opinii, że znacznie bardziej prestiżową i jednocześnie trudniejszą do wygrania imprezą będzie na przykład EURO 2017, które za niespełna dwanaście miesięcy rozegrane zostanie na boiskach Holandii. Płynące głównie z Anglii i Niemiec głosy krytyki dotyczą między innymi formatu kwalifikacji do Igrzysk, podziału miejsc między poszczególne kontynenty, czy wreszcie zbyt małej zdaniem wielu liczby drużyn uczestniczącej w turnieju finałowym.

Jaka jest zatem prawdziwa wartość Igrzysk z piłkarskiej perspektywy? Czy – jak twierdzą Amerykanie – jest to jeszcze bardziej elitarna wersja mistrzostw świata, czy może jedynie namiastka wielkiego turnieju, na dodatek zabijana przez względy polityczno-geograficzne? Wreszcie – czy warto w ogóle emocjonować się tym, co w najbliższych tygodniach wydarzy się na arenach w Rio, a mówiąc bardziej dokładnie całej Brazylii, bo przecież cztery drużyny czeka nawet wątpliwa przyjemność rozegrania jednego z meczów … pośrodku amazońskiej dżungli? Odpowiedź na ostatnie z postawionych tu pytań jest rzecz jasna banalnie prosta i zawiera się w trzech słowach – oczywiście, że warto! Wprawdzie sam zaliczam się do grona osób, które na kadrę narodową patrzą przez pryzmat czteroletnich cyklów (od mundialu do mundialu), ale zarówno Igrzyska, jak i Mistrzostwa Europy, to bez wątpienia zdecydowanie najważniejsze sprawdziany na drodze po upragnioną gwiazdkę na reprezentacyjnych koszulkach. Sprawdziany, które zaliczyć po prostu trzeba, najlepiej w stylu, który pozwoli z jeszcze większym entuzjazmem zabrać się za realizację kolejnej misji, która w tym konkretnym przypadku będzie miała kryptonim Holandia.

Reprezentacja Szwecji, jako jedyna w Europie, wystąpiła we wszystkich (!) dotychczasowych turniejach olimpijskich. Biorąc pod uwagę fakt, że w piłce nożnej na Igrzyska zakwalifikować się niezwykle trudno, jest to rezultat, którego nie można nie docenić. Znacznie skromniej prezentuje się niestety medalowy dorobek naszych piłkarek, które na olimpijskim podium stały póki co dokładnie tyle samo razy, co Jamajka czy Papua-Nowa Gwinea. Na Igrzyskach sukcesu nie udało się odnieść nawet tym pokoleniom zawodniczek, które z powodzeniem grały w finałach mistrzostw świata i Europy. Czy istnieje prawdopodobieństwo, że tę nie najlepszą passę uda się odwrócić właśnie w tym roku? Po ostatnim kwadransie meczu z Japonią trudno nie być optymistą, ale nie możemy zapominać, że turniej olimpijski, jak chyba żaden inny, rządzi się własnymi prawami.

Specyfika Igrzysk polega na tym, że zdecydowanie łatwiej wyjść na nich z grupy niż w ogóle się na nie zakwalifikować. Tym bardziej, że – nie oszukujmy się – grupa E akurat do najsilniejszych nie należy, a awans do ćwierćfinału najpewniej zagwarantuje wyprzedzenie choćby jednego spośród trzech rywali (RPA, Brazylia, Chiny). Na tym etapie zaczyna się jednak prawdziwa zabawa, gdyż od postawy w jednym zaledwie meczu zależy, czy drużyna zagwarantuje sobie grę o medale, czy może wróci do domu z niczym. Analizując turniejową drabinkę wydaje się, że w tym zdecydowanie najważniejszym dniu Igrzysk rywalkami naszych piłkarek będą prawdopodobnie Kanadyjki lub Australijki, ale z wielu poprzednich imprez wiemy, że tego typu przewidywania zazwyczaj szybko tracą na aktualności. Dlatego, zamiast skupiać się na ewentualnych potencjalnych przeciwniczkach w kolejnych fazach, należy skoncentrować się na tym, aby w każdym meczu zagrać na sto procent swoich możliwości, a wtedy nie musimy bać się żadnego z rywali.

Co ciekawe, wiara Szwedów w sukces piłkarskiej reprezentacji na Igrzyskach w Rio de Janeiro nie jest wcale aż tak duża, jak przynajmniej w teorii mogłaby być. Wprawdzie 51% ankietowanych twierdzi, że awans do strefy medalowej jest jak najbardziej w zasięgu naszych piłkarek, ale w zwieńczenie turnieju zwycięskim finałem nie wierzy prawie nikt. Ujawniła się za to zaskakująco liczna grupa malkontentów wieszcząca kadrze Pii Sundhage całkowitą klęskę. Dokładnie co szósty badany jest bowiem zdania, że olimpijska przygoda szwedzkich piłkarek zakończy się po trzech meczach. Wydaje się, że racjonalnych powodów do aż tak daleko posuniętego pesymizmu raczej nie ma, ale okazuje się, że jak zwykle sceptyków w narodzie nie brakuje.

os