Podsumowanie roku – Umeå

bigoriginal

Fot. Johan Löf

Miejsce w tabeli: 11

Punkty: 13  (2 – 7 – 13)

Bramki: 16 – 47

Najlepsza strzelczyni: Hanna Sandström (4 gole)

Piłkarka sezonu: Rita Chikwelu

Największe rozczarowanie: Jenny Hjohlman

Przedsezonowa prognoza: 9. miejsce


Sezon w pigułce: Zaczęło się nawet całkiem obiecująco, bo od trzech remisów, ale seria porażek na przełomie maja i czerwca skutecznie zepchnęła ten zasłużony klub w okolice strefy spadkowej, z której – pomimo kilku szans – nie udało się wygrzebać już do końca sezonu. Analizując rok z perspektywy Umeå nie można oczywiście nie wspomnieć o niewiarygodnej wręcz pladze kontuzji, która wiosną i latem spadła na kluczowe piłkarki ekipy z Västerbotten, ale wydaje się, że liczne urazy najważniejszych ogniw zespołu nie mogą być jedynym wytłumaczeniem pierwszego od niemal dwóch dekad spadku z najwyższej klasy rozgrywkowej. Na degradację złożyło się bowiem wiele czynników, a coraz bardziej wyraźne sygnały alarmowe słyszane były w klubie już od kilku lat. Nawarstwiające się problemy finansowe, nieporozumienia na linii zarząd – zawodniczki i wreszcie zaskakujące zwolnienie cieszącej się sporym autorytetem szatni Marii Bergkvist nie mogło nie odbić się na postawie piłkarek z Umeå na boisku. Kulminację nieporadności w wykonaniu siedmiokrotnych mistrzyń kraju obejrzeliśmy podczas wysoko przegranego meczu w Vittsjö, gdzie wzmocniona już przecież kadrowo drużyna z Västerbotten stanowiła jedynie mało wyraziste tło dla poczynających sobie jak na treningu zawodniczek ze Skanii. Już tradycyjnie, zdecydowanie najmniej pretensji kibice w Umeå mogli mieć do walczącej jak zwykle o każdą piłkę Rity Chikwelu, ale Nigeryjka w pojedynkę nie mogła zapobiec nieuchronnemu i spadek do Elitettan stał się faktem.

Dzień, który zmienił wszystko: 18. lipca. Choć Umeå nie miało tego dnia zaplanowanego żadnego meczu, klub z Västerbotten od rana znalazł się na czołówkach wszystkich piłkarskich portali. Powód? Zarząd klubu postanowił, że ze względu na słabe wyniki sportowe Maria Bergkvist zostaje ze skutkiem natychmiastowym odwołana ze stanowiska trenerki pierwszego zespołu. Kolejne godziny przyniosły nam prawdziwą operę mydlaną ze scenariuszem, którego nie powstydziliby się nawet południowoamerykańscy klasycy gatunku. Zamiast dyskusji na temat zasadności tej decyzji mogliśmy obserwować publiczne obrzucanie się pretensjami, wzajemne wypominanie sobie braku taktu, stylu i wielu innych rzeczy, a na koniec usłyszeliśmy z ust samych piłkarek groźbę strajku generalnego. Chyba wszyscy przyznają, że przygotowywanie się do najważniejszej rundy od kilku sezonów w takich okolicznościach przyrody raczej nie zwiastowało szczęśliwego zakończenia.

I co dalej? W klubie oczywiście zarzekają się, że jedynym celem jest powrót do Damallsvenskan na stulecie istnienia klubu, ale póki co nie wydaje się to wcale takie oczywiste. Z pięciu piłkarek, które poziomem znacznie przewyższały swoje koleżanki, w kadrze nie ma już żadnej, a nie jest wcale powiedziane, że uda się zatrzymać resztę zespołu, gdyż przynajmniej dwie kolejne zawodniczki także sposobią się do odejścia. W ich miejsce pojawią się oczywiście następczynie, nie zabraknie z pewnością wzmocnień z wciąż stanowiącej wizytówkę klubu drużyny młodzieżowej, ale czy w okresie trzech najbliższych miesięcy rzeczywiście uda się na Północy zbudować ekipę gotową do walki o powrót na salony? Przekonamy się niebawem.

Podsumowanie roku – Mallbacken

2477802

Fot. Olle Persson

Miejsce w tabeli: 12

Punkty: 13  (3 – 4 – 15)

Bramki: 19 – 57

Najlepsza strzelczyni: Madelen Janogy (5 goli)

Piłkarka sezonu: Madelen Janogy

Największe rozczarowanie: Kirsty Yallop

Przedsezonowa prognoza: 11. miejsce


Sezon w pigułce: Patrząc zupełnie na chłodno, spadek Mallbacken był mniej więcej takim samym zaskoczeniem jak to, że po nocy przychodzi dzień. Jeśli bowiem założymy, że sezon wcześniej w niesamowicie dramatycznych okolicznościach pierwszą ligę dla Värmland uratował tercet Falk – McSorley – Larsson, a w obecnych rozgrywkach na Strandvallen nie oglądaliśmy żadnej z nich, to wszystko zacznie się nam układać w logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy. Oczywiście, w Sunne nikt nie zamierzał oddawać miejsca w Damallsvenskan bez walki, ale bardzo szybko okazało się, że Szkotki Alexander i Ness, które miały bezpośrednio zastąpić największe bohaterki poprzedniej kampanii, nie tylko nie dorównują im umiejętnościami, ale wręcz nie stanowią jakiegokolwiek wzmocnienia wyjściowej jedenastki. Uratować ekstraklasy nie pomogła także Antonia Göransson, która po niezwykle burzliwej amerykańskiej przygodzie, właśnie w Värmland postanowiła rozpocząć – jak sama przyznaje – swoje drugie, piłkarskie życie. Absolutny brak w kadrze piłkarek potrafiących brać na siebie odpowiedzialność w najtrudniejszych momentach, szczególnie widoczny w meczach z bezpośrednimi rywalkami w tabeli, był z pewnością jednym z powodów ostatecznej klęski Mallbacken. Do roli liderek ekipy z Sunne przymierzane były kolejno Tameka Butt oraz Kirsty Yallop, ale obie zawodniczki z Antypodów solidarnie zawiodły oczekiwania, co szczególnie w przypadku 100-krotnej reprezentantki Nowej Zelandii okazało się sporym, negatywnym zaskoczeniem. O ile wiosną piłkarki z Värmland stać było jeszcze na pojedyncze zrywy, o tyle jesienią ich gra wyglądała już fatalnie i mając to na uwadze za chyba największą niespodziankę można uznać fakt, iż Mallbacken tak naprawdę dopiero w ostatniej kolejce straciło szanse na utrzymanie w ekstraklasie.

Dzień, który zmienił wszystko: 27. sierpnia. Pierwszy mecz po letniej przerwie od razu okazał się klasycznym pojedynkiem o sześć punktów. Na Strandvallem przyjechała ekipa z Kristianstad i … odniosła pierwsze od ponad roku wyjazdowe zwycięstwo, które jeszcze niczego jej oczywiście nie zagwarantowało, ale w znacznym stopniu ustawiło rywalizację w dolnych rejonach tabeli. Całkowita bezradność piłkarek Mallbacken w tym meczu była bardzo niepokojącym sygnałem przed rundą jesienną, choć trzeba pamiętać, że mimo tak fatalnej postawy, zawodniczki z Värmland i tak miały w drugiej części gry okazję na to, aby spotkanie to zakończyć podziałem punktów. Niestety, Julia Karlernäs zamiast do bramki przeciwniczek, posłała futbolówkę w okolice rynku w Hagfors i kto wie, czy to właśnie w tym momencie nie rozpoczął się ostateczny zjazd zespołu z Sunne z pierwszoligowej karuzeli.

I co dalej? Spadek z najwyższej klasy rozgrywkowej zawsze wiąże się z rewolucją kadrową, więc nic dziwnego, że i w Värmland postąpiono według doskonale znanego scenariusza. Ze szkocko-nowozelandzkim zaciągiem pożegnano się raczej bez gorzkich łez i wielkich wzruszeń, ale już odejście Sary Bergman czy Madelen Janogy z pewnością wszystkich w Sunne zabolało znacznie bardziej. Wszystko wskazuje na to, że nie jest to jeszcze koniec zimowych osłabień, wobec czego najbardziej pilnym zadaniem dla włodarzy klubu, a także nowego sztabu szkoleniowego, będzie jak najszybsze znalezienie zawodniczek, które zapełnią zdecydowanie zbyt liczne na tę chwilę luki kadrowe, zapewniając przy tym odpowiednią jakość piłkarską. Takie rozmowy są już oczywiście prowadzone (między innymi w Kalmar i Karlstadzie), a ich efekty powinniśmy poznać w najbliższych tygodniach. Wydaje się jednak, że zbudowanie ekipy, która mogłaby od razu zawalczyć o natychmiastowy powrót do elity jest na dziś dość odległą, choć rzecz jasna nie pozbawioną do końca szans perspektywą.

Kadra na Norwegię i Anglię

Do styczniowych meczów towarzyskich z Norwegią i Anglią pozostało jeszcze kilka tygodni, ale Pia Sundhage już dziś zdecydowała się odkryć karty i podać do publicznej wiadomości nazwiska 25 piłkarek, które zamierza zabrać na będące kolejnym etapem przygotowań do przyszłorocznych finałów Mistrzostw Europy zgrupowanie w Hiszpanii. Po delikatnej, jesiennej rewolucji, kiedy to w kadrze na ostatnie mecze towarzyskie znalazło się kilka piłkarek rzeczywiście wyróżniających się w klubach (inna sprawa, że i tak zbyt wiele sobie nie pograły), obecne powołania jednoznacznie wskazują na powrót do doskonale wszystkim znanej taktyki obracania się w kręgu tych samych, sprawdzonych zawodniczek. Próżno więc szukać na liście chociażby Jennifer Falk, Julii Spetsmark czy Johanny Rytting Kaneryd, ale nie można zaprzeczyć, że znalazło się na niej kilka nazwisk, przy których warto zatrzymać się na nieco dłuższą chwilę.

Frauenfussball: U 19 Nationalmannschaft Deutschland 2004

Fot. Moritz Winde

Zaczniemy oczywiście od najbardziej wyczekiwanej debiutantki w osobie Katrin Schmidt. O tym, że pomocniczce Djurgården należy dać szansę w kadrze tak szybko, jak tylko będzie to formalnie możliwe, pisaliśmy już niemal rok temu, ale – co godne podkreślenia – w sprawie byłej młodzieżowej reprezentantki Niemiec jednym głosem mówiły chyba wszystkie media. Sundhage została więc niejako postawiona przed faktem dokonanym, choć niewykluczone, że i bez płynących niemal z każdej strony “podpowiedzi” również zdecydowałaby się dać Schmidt okazję do debiutu w żółto-niebieskich barwach (choć patrząc na logikę powołań, nie jest to wcale aż tak oczywiste). Wiadomo, że oczekiwania wobec piłkarki Djurgården są w zaistniałej sytuacji ogromne, ale chyba zdecydowanie bardziej zasadne byłoby traktowanie Schmidt w charakterze solidnego wzmocnienia, nie zaś recepty na wszelkie bolączki zadziwiająco niemrawej w ostatnich miesiącach szwedzkiej drugiej linii. Owszem, urodzona w Westfalii pomocniczka już wiele razy pokazywała, że potrafi w pojedynkę poprowadzić do zwycięstwa swoją drużynę, ale liczenie na to, że podobne obrazki będziemy od teraz oglądać przy okazji każdego meczu reprezentacji byłoby wyjątkową naiwnością. Oczywiście nie zmienia to faktu, że wszyscy liczymy, iż raz na jakiś czas Schmidt również w kadrze dołoży swoją cegiełkę do wywalczonych na boisku punktów, a jeśli jeden z takich dni trafi się akurat podczas otwarcie EURO 2017 przeciwko Niemkom, to chyba nikt nie będzie specjalnie protestował.

O ile obchodząca w przyszłym roku swoje 31. urodziny Schmidt jest zdecydowanie opcją na teraz, o tyle druga z potencjalnych debiutantek, Michelle De Jongh, nie jest raczej na chwilę obecną szykowana do tego, aby wychodzić w podstawowej jedenastce na holenderskim EURO. Nastolatka z Örebro to niewątpliwie wielki talent i jeśli tylko rozwinie się on we właściwym kierunku, to nasza kadra może mieć z niej w przyszłości bardzo wiele pożytku, ale jednak wydaje się, że na chwilę obecną nieco bardziej od De Jongh na nagrodę w postaci zaproszenia na zgrupowanie w San Pedro zapracowały chociażby Spetsmark (jej koleżanka klubowa) czy też Rytting Kaneryd (jej koleżanka z reprezentacji młodzieżowej). Trzecią i ostatnią z piłkarek, która w styczniu może rozegrać swój pierwszy mecz w seniorskiej kadrze jest Hanna Glas. Prawa defensorka Umeå, która od przyszłego sezonu występować będzie w Eskilstunie, z powodu odnawiających się urazów znajdowała się na uboczu poważnej piłki w zasadzie od sierpnia 2015, ale jeśli tylko po powrocie na boisko będzie spisywała się choć w dużym przybliżeniu tak, jak podczas ostatniej rozegranej w pełnym wymiarze rundy, to nie wątpimy, że jej miejsce jest właśnie w reprezentacji.

Pozostałe nazwiska kadrowiczek nie stanowią już jakiegokolwiek zaskoczenia, choć z kronikarskiego obowiązku warto odnotować na przykład powrót nieobecnych (z różnych powodów) podczas ostatniego zgrupowania w Göteborgu Fischer oraz Schelin. Na ten moment wydaje się jednak, że ważniejsze nawet od decyzji personalnych będzie uporządkowanie taktyczno-organizacyjnego chaosu, który zapanował w naszej kadrze po klęsce w Viborgu. Norwegia i Anglia na tę chwilę wydają się być niemal idealnymi rywalami, a oba styczniowe mecze – choć jedynie towarzyskie – jawią się jako niezwykle ważne sprawdziany, których przebieg może rzutować nie tylko na dalszą fazę przygotowań, ale nawet na występ w lipcowo-sierpniowych finałach Mistrzostw Europy. O powtórce z Danii nie może być zatem mowy.


Kadra na Norwegię i Anglię:

Bramkarki: Hilda Carlén (Piteå), Hedvig Lindahl (Chelsea), Emelie Lundberg (Eskilstuna)

Obrończynie: Jonna Andersson (Linköping), Emma Berglund (Rosengård), Magdalena Eriksson (Linköping), Nilla Fischer (Wolfsburg), Hanna Glas (Umeå), Hanne Gråhns (Örebro), Jessica Samuelsson (Linköping), Linda Sembrant (Montpellier)

Pomocniczki: Emilia Appelqvist (Djurgården), Kosovare Asllani (Manchester), Lisa Dahlkvist (Örebro), Michelle De Jongh (Örebro), Hanna Folkesson (Umeå), Fridolina Rolfö (Bayern), Elin Rubensson (Göteborg), Katrin Schmidt (Djurgården), Caroline Seger (Lyon)

Napastniczki: Stina Blackstenius (Linköping), Pauline Hammarlund (Göteborg), Sofia Jakobsson (Montpellier), Lotta Schelin (Rosengård), Olivia Schough (Eskilstuna)

Rok z reprezentacją

Z wielu stron słyszę opinie, że rok 2016 był bardzo dobrym, żeby nie powiedzieć wyśmienitym rokiem dla szwedzkiej reprezentacji. Niestety, moi rozmówcy najczęściej milkną w momencie, gdy proszę ich o wyliczenie tych wszystkich wyśmienitych meczów w wykonaniu naszej kadry. Bo chyba dobrze dedukuję, że świetny rok powinien charakteryzować się właśnie świetnymi meczami, prawda? Okazuje się jednak, że nie dla wszystkich. O ile drużyna Pii Sundhage faktycznie zasłużyła na pochwałę za to, że potrafiła zrobić na najważniejszej imprezie sezonu niesamowity wynik pomimo słabej gry, o tyle nawet przy największej dozie sympatii trudno pochwalić ją za prezentowany w ostatnich miesiącach styl. Dziś nie będziemy jednak po raz siedemnasty rozpoczynać dyskusji pod tytułem wynik vs wrażenia artystyczne, gdyż zajmiemy się czymś, co o tej porze roku wydaje się być rzeczą absolutnie naturalną. Mowa oczywiście o podsumowaniu roku 2016 w szwedzkiej i światowej piłce, które rozpoczniemy – jak nakazuje dobry obyczaj – właśnie od dokonań naszej reprezentacji. A zatem wyjmijmy z garderoby wieczorowe kreacje, udajmy się do Globen zasiądźmy przed ekranami komputerów/telefonów/innych urządzeń elektronicznych i przejdźmy do części zasadniczej tegorocznej gali portalu szwedzkapilka.com

Jak przystało na tego typu uroczystość, także i u nas nie zabraknie zwycięzców i pokonanych, ale zanim poznamy nazwiska (nie)szczęśliwych laureatek, pomówmy trochę o liczbach. Reprezentacja Pii Sundhage rozegrała w 2016 roku 18 oficjalnych spotkań. 10 z nich (czyli – jak łatwo obliczyć – niewiele więcej niż połowa) kończyło się naszymi zwycięstwami, 5 razy dzieliliśmy się punktami, a 3 razy musieliśmy uznać wyższość przeciwnika. Bilans bramkowy jest także korzystny dla naszych piłkarek i wynosi 38-12. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę jedynie potyczki z rywalami z czołowej dwudziestki światowego rankingu, wówczas statystyki szwedzkiej kadry stają się już znacznie mniej imponujące; na 11 takich spotkań wygraliśmy zaledwie 3, ujemny staje się także stosunek bramek (9-11). Wyraźnie zatem widać, że strzelanie goli przychodzi nam znacznie łatwiej, gdy mierzymy się ze znacznie niżej notowanym przeciwnikiem (średnia 4.16 bramki/mecz), a w starciach z nieco poważniejszymi rywalami sforsowanie ich defensywy jest dla kadry Pii Sundhage nie lada wyzwaniem, często zresztą niemożliwym do wykonania (średnia 0.82 bramki/mecz). Dla drużyny mającej ambicje sięgające pierwszej piątki na świecie, przytoczone powyżej statystyki nie są raczej powodem do dumy. Wróćmy jednak do naszego podsumowania, a żeby wprowadzić się w dobry nastrój, rozpoczniemy je od naprawdę miłej kategorii.

https-_blueprint-api-production-s3-amazonaws-com_uploads_card_image_180896_gettyimages-590199014

Fot. Martin Bernetti

Najlepszy mecz: Słowacja – Szwecja 0-3. Wpisywanie w tym miejscu zwycięskiego remisu z USA i/lub Brazylią byłoby zwyczajnie obrazą dla wszystkich zainteresowanych drużyn; wszak szwedzka piłka nie upadła jeszcze tak nisko, żeby za najlepszy występ roku uznać 120 minut mniej lub bardziej rozpaczliwego wybijania piłki z własnej szesnastki. Z podobnych względów na wstępie odrzuciliśmy kandydatury meczów z Norwegią i Holandią, choć tam desperacką obronę uskutecznialiśmy przede wszystkim w końcowej fazie gry. Na wyróżnienie z pewnością zasłużyły za to pojedynki ze Szkocją i Japonią, ale w nich zabrakło z kolei równej, solidnej postawy od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty. Drogą eliminacji decydujemy się więc na przyznanie zaszczytnej nagrody meczowi w Popradzie, gdyż tam na grę naszych piłkarek długimi fragmentami patrzyło się po prostu z przyjemnością, co akurat w minionym roku było przyjemnym wyjątkiem od reguły.

Najgorszy mecz: Dania – Szwecja 2-0. Owszem, w sierpniu przytrafiła nam się nie przynosząca splendoru klęska z Brazylią, ale dopiero na boisku w Viborgu przekonaliśmy się, jak wygląda prawdziwe upokorzenie. Pamiętacie słynne 0-4 z Anglią, przez wielu nazwane najgorszym meczem w historii szwedzkiej piłki? Od dwóch miesięcy można się naprawdę poważnie zastanawiać, czy przypadkiem w Danii nie byliśmy świadkami jeszcze większego blamażu niż swego czasu w Hartlepool.

Najładniejszy gol: Emilia Appelqvist (na 1-0 ze Słowacją). Jak to zwykle bywa w przypadku rozmaitych konkursów piękności, wybór ten jest całkowicie subiektywny i każdy może oczywiście w tym miejscu przedstawić swój własny, równie dobry typ. Mając to na względzie, trzeba jednak oddać, że pierwszy gol pomocniczki Djurgården w narodowych barwach był naprawdę wyjątkowej urody.

Piłkarka roku: Hedvig Lindahl. W tym przypadku bierzemy pod uwagę wyłącznie występy w reprezentacji, ale nie zmienia to faktu, że wyróżniona i tak zostaje tegoroczna laureatka Diamantbollen. Golkiperka Chelsea ponownie była najmocniejszą kartą w talii Pii Sundhage podczas najważniejszej imprezy roku, a w pozostałych spotkaniach prezentowała solidną, równą dyspozycję, która sprawiła, że jako jedna z niewielu nacji świata o obsadę bramki nie musieliśmy się martwić ani przez moment.

Rozczarowanie roku: Sofia Jakobsson. Przykro to pisać, ale bolesna prawda wygląda tak, że jedna z największych gwiazd francuskiej Division 1 nie zanotowała udanego występu w koszulce reprezentacji od wiosny 2015. Jest to o tyle zastanawiające, że przecież w barwach Montpellier Jakobsson w tym samym okresie radziła sobie wyśmienicie, nierzadko będąc postacią numer jeden swojej klubowej drużyny. Niestety, strzelająca jak na zawołanie i wygrywająca niemal w pojedynkę mecze piłkarka zmienia się nie do poznania w momencie przyjazdu na zgrupowania kadry. Pozostaje mieć nadzieję, że ta całkowicie niewytłumaczalna niemoc stanowi jedynie stan przejściowy (fakt, że trwający i tak zdecydowanie zbyt długo) i już za chwilę będziemy świadkami meczu na przełamanie, którego piłkarka Montpellier bardzo szybko potrzebuje.

Największa wygrana: Stina Blackstenius. Jest to kolejna “pozytywna” kategoria, w której wyboru musimy niestety dokonać drogą eliminacji. Eriksson naprawdę fenomenalne występy przeplatała tymi zdecydowanie słabszymi, a dodatkowo spisała się zdecydowanie poniżej oczekiwań na imprezie docelowej. Asllani, po niezwykle udanych występach wiosną, w drugiej części roku mocno spuściła z tonu. Bardzo mocne wejście do reprezentacji zaliczyła Rolfö, ale jej efektowny marsz w górę przerwała odniesiona w najgorszym możliwym momencie kontuzja. Zwyciężczynią zostaje zatem Stina Blackstenius, która na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy w reprezentacji wygrała chyba najwięcej i w niezwykle hermetycznej hierarchii napastniczek Pii Sundhage awansowała przynajmniej o kilka pozycji.

Najbardziej niedoceniana: Lina Nilsson. Na bokach defensywy nigdy nie narzekaliśmy na kłopoty bogactwa, więc rezygnowanie lekką ręką z zawodniczki regularnie wyróżniającej się w lidze może być co najmniej zastanawiające. Nigdy oczywiście nie dowiemy się, czy obrończyni z Malmö także nie zostałaby wsadzona na karuzelę przez dynamiczne Niemki lub Brazylijki, ale jednak całkowity brak zaufania do piłkarki mającej w zasadzie wszystko (doświadczenie, formę, warunki), co predestynowałoby ją do występów nawet w wyjściowej jedenastce bardzo mocno dziwi. Mając do dyspozycji gotową alternatywę, nasz sztab szkoleniowy konsekwentnie wolał jednak eksperymentować, w związku z czym na obu flankach defensywy oglądaliśmy nominalne stoperki, a nawet pomocniczki.

Nagroda specjalna: Lisa Dahlkvist. Piłkarki o jej charakterystyce niezwykle rzadko trafiają na czołówki artykułów. Trudno się nawet temu jakoś specjalnie dziwić, w końcu nasz świat skonstruowany jest tak, że ludzie zdecydowanie chętniej czytają o wirtuozkach niż o rzemieślniczkach. Tym bardziej jednak cieszy fakt, iż Dahlkvist w końcu doczekała się swojej chwili chwały, na którą wieloletnim poświęceniem dla reprezentacji zasłużyła jak mało kto. Perfekcyjnie wykonane rzuty karne, które otworzyły nam bramę najpierw do półfinału, a następnie do finału Igrzysk Olimpijskich, bez wątpienia zapewniły pomocniczce Örebro stałe miejsce w historii szwedzkiej piłki (i przy okazji w telewizyjnych archiwach), ale najważniejszym zagraniem w karierze Dahlkvist i tak pozostanie czterdziestometrowa asysta do Blackstenius w 61. minucie meczu przeciwko USA. Niewykluczone, że gdyby nie właśnie ten jeden niesamowity błysk, brazylijska bajka miałaby całkowicie inne zakończenie.

Raz jeszcze o Sundhage

Pia Sundhage to niewątpliwie postać charyzmatyczna, kontrowersyjna i wzbudzająca nierzadko skrajne emocje. Dziś jednak odłóżmy na bok wszystkie jej niezbyt fortunne wypowiedzi i całkowicie bezsensowną wojnę prowadzoną przez naszą selekcjonerkę z władzami ligi i spróbujmy maksymalnie obiektywnie odpowiedzieć na jedno pytanie: czy Sundhage była w 2016 roku jedną z trzech najlepszych trenerek świata?

680

Fot. Carl Sandin

Na początek uporządkujmy pewne fakty. Reprezentacja Szwecji zagrała w sierpniu w finale Igrzysk Olimpijskich. Abstrahując na moment od faktu, że na rozgrywany w Brazylii turniej awansowaliśmy tak naprawdę tylnymi drzwiami, wynik osiągnięty na boiskach Rio i okolic trzeba niewątpliwie docenić i traktować z należytym szacunkiem, bo wcale nie jest powiedziane, że w finałach wielkich imprez grać będziemy regularnie. Srebrne medale, uroczysta feta powitalna oraz stałe miejsce w historii szwedzkiego futbolu wydają się jednak być wystarczającą i sprawiedliwą nagrodą za trzy tygodnie emocji, których latem dostarczyła nam kadra narodowa. Ewentualne wyróżnienia indywidualne to już jednak całkowicie osobna kwestia i każdą z kandydatur należy rozpatrywać tu osobno, w oparciu o te same, obiektywne kryteria.

W moim rozumieniu, nagroda dla trenerki/trenera roku nie powinna być przyznawana za wygranie ligi, czy dojście do określonego etapu wielkiej imprezy, gdyż za te właśnie sukcesy przyznawane są wyróżnienia drużynowe. Gdyby patrzeć takimi kategoriami, to tegoroczne osiągnięcia Jacka Majgaarda powinniśmy cenić wyżej niż Stellana Calrssona (wszak Rosengård zajął lepszą pozycję w tabeli niż Piteå i dodatkowo awansował do ćwierćfinału Ligi Mistrzyń), a chyba nikomu z nas nie przeszło przez myśl, że to duński szkoleniowiec powinien tydzień temu odebrać statuetkę, która ostatecznie trafiła w ręce opiekuna rewelacyjnego zespołu z Norrland. Wracając do Sundhage, zastanówmy się, jak wielka była jej rola w osiągnięciu olimpijskiego finału? Czy rzeczywiście to jej obecność na ławce trenerskiej sprawiła, że pozostaliśmy w grze aż do ostatniego dnia turnieju? A może było zupełnie odwrotnie i bez Sundhage także wrócilibyśmy do domów w blasku srebra (albo nawet złota)?

Turniej w Brazylii rozpoczęliśmy od meczu z RPA i chyba wszyscy bardzo dobrze pamiętamy, że było to dość traumatyczne przeżycie. Wyłączając pierwszych pięć minut, nasza reprezentacja grała kompletnie bez pomysłu, taktyka na to spotkanie okazała się całkowicie nietrafiona, a korekty robione na bieżąco przyniosły więcej zamieszania niż pożytku. Koniec końców zwyciężyliśmy 1-0 tylko dlatego, że w 76. minucie Roxanne Barker w niegroźnej sytuacji postanowiła wrzucić futbolówkę do własnej bramki, ale chyba zgodnie przyznamy, że wybitnych zasług naszej selekcjonerki w tej wiktorii dopatrzeć się trudno. Później przyszła klęska z Brazylią, której nie będziemy szczegółowo analizować chociażby z tego powodu, że nawet Caroline Seger przyznała tuż po końcowym gwizdku, iż podczas bezpośrednich przygotowań do meczu z gospodyniami Igrzysk popełniono wiele błędów w aspekcie taktycznego rozpracowania rywala (podobnych wypowiedzi raczej nie słyszy się często), a na koniec fazy grupowej czekał nas jeszcze bezbramkowy remis po bezbarwnej grze z równie bezbarwnymi Chinkami. Możemy więc zaryzykować stwierdzenie, że większy od Sundhage udział w awansie Szwecji do fazy pucharowej miała chociażby wspomniana powyżej Barker; wszak niewykluczone, że gdyby nie mało odpowiedzialne zachowanie golkiperki Heerenveen, turniej zakończyłby się dla nas już po trzech spotkaniach.

Ćwierćfinał z USA i półfinał z Brazylią to pojedynki, które z pewnością za kilkadziesiąt lat staną się legendą, ale raz jeszcze należy zadać pytanie o to, jaką rolę odegrała w nich nasza selekcjonerka. Jasne, szczególnie w rywalizacji z Amerykankami udało się skutecznie zneutralizować wiele potencjalnych zagrożeń i za to sztabowi Sundhage należą się bezsprzecznie słowa uznania (inna kwestia, że spora w tym zasługa … Jill Ellis), ale nie wiem, czy w ujęciu czysto taktycznym nie wystawiłbym szwedzkiej trenerce wyższej noty za ubiegłoroczny remis z tym samym rywalem na kanadyjskim mundialu. Wówczas, na stadionie w Winnipeg, towarzyszyło mi poczucie delikatnego niedosytu, a spotkanie w Brasilii długimi fragmentami przypominało jednak mniej lub bardziej rozpaczliwą próbę dotrwania do dogrywki, a następnie rzutów karnych. Jeśli zaś chodzi o półfinał, to faktycznie wyglądał on minimalnie lepiej niż grupowe starcie z Brazylijkami (bo gorzej po prostu nie mógł), ale gdyby stworzyć listę osób, którym powinniśmy dziękować za awans do finału, to na samym szczycie znalazłaby się niewątpliwie dobrze dysponowana tego dnia Hedvig Lindahl, tuż za nią wyjątkowo nieskuteczne Canarinhas, a w dalszej kolejności trenerzy bramkarek i analitycy, którzy dobrze wykonali swoją pracę domową przy okazji konkursu jedenastek. Nazwisko Sundhage – jeśli w ogóle by się pojawiło – to najpewniej w kontekście pytania dlaczego nasza selekcjonerka przez 120 minut biernie przyglądała się temu, że Samuelsson i Rubensson raz po raz są niemal wkręcane w murawę przez dynamiczne skrzydłowe z Ameryki Południowej. Owszem, tym razem wszystko zakończyło się bez poważniejszych konsekwencji, ale już październikowa potyczka z Danią pokazała, że igranie z ogniem (w postaci braku jakiejkolwiek reakcji na boiskowe wydarzenia) najczęściej kończy się w dość smutny sposób.

Mecz w Viborgu był zresztą doskonałym podsumowaniem pracy wykonanej przez Pię Sundhage w roku 2016. Sama selekcjonerka zapowiadała, że to właśnie pojedynek z Danią będzie testem jej nowego, autorskiego pomysłu na kadrę i nie trzeba chyba nikomu przypominać, jakie były jego efekty. Szerzej o tej sprawie, jak i o pozostałych bolączkach reprezentacji według Sundhage pisaliśmy zresztą tutaj, nie ma więc sensu jeszcze raz powtarzać tych samych, wciąż niestety aktualnych zarzutów.

Na postawione na wstępie pytanie o zasadność dla nominacji Sundhage do tytułu Trenerki Roku 2016 należy zatem dać odpowiedź jednoznacznie negatywną. Nie ze względu na jakiekolwiek prywatne sympatie lub antypatie, ale ze względu na szacunek dla tych, którzy na takie wyróżnienie zwyczajnie bardziej w tym roku zasłużyli. A takich ludzi nie brakuje nawet w samej Szwecji, co zresztą zostało w bardzo ładny sposób zaakcentowane podczas Fotbollsgalan. Pii Sundhage z całego serca życzę jednak tego, aby za rok również znalazła się w gronie nominowanych i aby tym razem owa nominacja była już absolutnie niepodważalna.

Wczesnozimowy raport transferowy

Początek grudnia to zazwyczaj dopiero początek wzmożonego ruchu na rynku transferowym, ale w tym roku doszło już do tak wielu interesujących zmian barw klubowych, że chyba najwyższa pora na pierwszy z naszych corocznych, zimowych raportów. Przyjrzymy się bliżej sytuacjom kadrowym wszystkich klubów Damallsvenskan i omówimy zarówno transakcje już zrealizowane, jak i te, które najpewniej czekają nas w najbliższych dniach lub tygodniach.

fcbhippo-largesixteentonine

Fot. FCB

Na początek zajrzymy do Linköping i to nie tylko ze względu na szacunek dla mistrzowskiej korony, ale również dlatego, że właśnie w Östergötland dzieje się obecnie najwięcej. Niestety, gołym okiem dostrzec można sporo analogii z rokiem 2009, kiedy to tuż po zdobyciu pierwszego w historii klubu tytułu, z Linköping pożegnało się wiele kluczowych piłkarek. Już dziś wiemy, że w najbliższym sezonie na szwedzkich boiskach nie zobaczymy Pernille Harder oraz Fridoliny Rolfö, które zdecydowały się kontynuować swoje kariery w niemieckiej Bundeslidze, a jeśli dojdzie do skutku także transfer Stiny Blackstenius (napastniczka LFC jest już więcej niż jedną nogą we Francji), to łatwo obliczyć, że Martin Sjögren jednej tylko zimy straci 3/4 legendarnego już ofensywnego kwartetu. Do listy piłkarek opuszczających Linköping podczas tego okienka dopisać musimy oczywiście jeszcze Mariann Gajhede oraz Emilię Larsson i nawet jeśli w tym miejscu nastąpiłby koniec wyliczanki, to są to niewątpliwie ubytki, obok których nie można przejść obojętnie. Oczywiście, mistrz kraju natychmiast przystąpił do działania mającego na celi zminimalizowanie poniesionych strat, ale czy wzmocnienia w postaci Banusic, Hurtig, Rasmussen i Kildemoes okażą się wystarczające? Póki co – choć nie wątpimy, że LFC nie powiedział jeszcze tej zimy ostatniego słowa, a w planach jest przynajmniej jeden naprawdę hitowy transfer – poczynania klubu z Östergötland niepokojąco przypominają nam zimę 2009/10, ale mamy nadzieję, że efekt boiskowy będzie tym razem zupełnie inny.

Znacznie spokojniej końcówka jesieni przebiegła w Malmö, gdzie priorytetem na pierwszą częśc transferowego okienka było przede wszystkim utrzymanie aktualnego stanu posiadania. Cel udało się w większości przypadków osiągnąć, w związku z czym wiele kluczowych piłkarek przedłużyło umowy z klubem na kolejny sezon. Nie oznacza to oczywiście, że wszystkie je zobaczymy na wiosnę w barwach FCR, ale ewentualny nabywca będzie musiał się liczy z całkiem sporym wydatkiem. Niejasna jest jeszcze przyszłość amerykańsko-kanadyjskiego duetu Ella Masar – Erin McLeod, choć niektóre media już zdążyły poinformować, że ze względu na wynik wyborów prezydenckich w USA obie piłkarki przedłużyły umowy z Rosengård o cztery lata. Te rewelacje zdementowały rzecz jasna same zainteresowane, którym jednak rzeczywiście nie spieszy się do rychłego opuszczenia Skanii. Nową twarzą w ekipie z Malmö będzie za to powracająca do gry (i miejmy nadzieję wysokiej formy) rekonwalescentka Hanna Folkesson, która sprowadzona została do klubu w jednym celu: aby zapełnić lukę po Sarze Björk Gunnarsdottir. Przypomnijmy, że islandzka pomocniczka latem tego roku przeniosła się do Wolfsburga.

Mała, kadrowa rewolucja nie ominęła także Eskilstuny, a największym osłabieniem trzeciej drużyny poprzedniego sezonu będzie z pewnością odejście Louise Quinn. Przypomnijmy, że irlandzka defensorka dwa razy z rzędu znalazła się w naszej jedenastce sezonu, co najlepiej podsumowuje jej absolutnie pierwszoplanową rolę w zespole. Z United pożegnały się ponadto wspomniana już Banusic, a także Chloe Logarzo, Emma Jansson, Elena Sadiku oraz Frida Svensson, a bardzo bliska podjęcia takiej decyzji jest Glodis Perla Viggosdottir. Kto zatem przyszedł w zamian? Z transferów już “klepniętych” należy wspomnieć przede wszystkim o Hannie Glas oraz Sarze Bergman, które wzmocnią rywalizację w formacji defensywnej oraz o wracającej do grze po rocznej przerwie Petrze Johansson. Nie wątpimy jednak, że to jeszcze nie koniec transferowej aktywności.

Bez żadnych zaskoczeń przebiega za to zima w Piteå; z klubem z Norrland żegnają się zawodniczki, które wypromowały się w ostatnich dwunastu miesiącach, a w ich miejsce przychodzą te, które dopiero spróbują się wypromować. Kolejny rok z rzędu wydaje się, że z taką polityką transferową ekipa Stellana Carlssona będzie jednym z poważniejszych kandydatów do spadku, ale dwa ostatnie sezony nauczyły nas, że w Piteå żadne prawa logiki nie obowiązują. I nawet jeśli Helin wyjedzie ostatecznie do Niemiec, a do Grahn, Norlin, Hedquist i Bergkvist dołączą kolejne piłkarki, które zapragną spróbować szczęścia gdzie indziej (na listach życzeń bardziej możnych klubów znajdują się między innymi Carlén oraz Aronsson), to możemy być pewni, że wśród nowych nabytków znajduje się przynajmniej jedna potencjalna kandydatka do tytułu Odkrycia Roku 2017. Nie wiemy tylko, czy w tej roli obsadzona zostanie któraś z zawodniczek wyciągniętych wprost z trzeciej ligi (na przykład Cecilia Edlund lub Linn Viklund), czy może grające dotychczas w Mallbacken Madelen Janogy lub Julia Karlernäs.

KIF Örebro było zdecydowanie największym rozczarowaniem zakończonego przed trzema tygodniami sezonu i trudno się dziwić, że akurat w tym klubie doszło do największej chyba przebudowy kadrowej. Już od kilku miesięcy wiedzieliśmy, że w tym roku kariery zakończą dwie niezwykle doświadczone reprezentantki Kanady: Marie-Eve Nault oraz Melissa Tancredi, ale okazało się, że nie są to jedyne piłkarki, których w kolejnych rozgrywkach nie obejrzymy już na Behrn Arenie. Klub z Örebro postanowił bowiem pożegnać się także między innymi z Anną Björk Kristjansdottir, Sarą Michael, Veronicą Perez, Jennie Wecksell, Sejde Abrahamsson, Elin Johansson i Liną Domberg, a kontuzja praktycznie wyłącza z gry w 2017 roku Adelisę Grabus. W budowanej od nowa drużynie znajdzie się za to miejsce dla powracającej po kilkumiesięcznej przerwie Mariny Pettersson-Engström, która z miejsca powinna wskoczyć do wyjściowej jedenastki, a także dla pozyskanych kolejno z Mallbacken i Eskilstuny Emelie Andersson oraz Emmy Jansson. Trudno nie zauważyć, że w Örebro postawiono na model, który swego czasu doskonale zdawał egzamin miedzy innymi w Umeå i Linköping, ale czas pokaże czy taka filozofia także i na Behrn Arenie trafi na podatny grunt.

Wydaje się, że jednym z głównych kandydatów do spadku będzie w najbliższych rozgrywkach borykający się z ogromnymi kłopotami finansowymi Kristianstad, który w tym sezonie cudem uniknął degradacji. Z drużyną ze wschodniej Skanii już pożegnały się między innymi Johanna Rasmussen, Stina Lykke Petersen, Jenny Danielsson czy siostry Karlsson, a wszystko przemawia za tym, że na podobny ruch zdecydują się również Ida Rebecca Guehai oraz Amanda Edgren. O ile żadnego z powyższych transferów nie można nazwać zaskoczeniem, o tyle informacja, że właśnie w Kristianstad swoją karierę postanowiła kontynuować Rita Chikwelu, należy już traktować w kategoriach największej sensacji zimowego okienka transferowego. Gwiazda reprezentacji Nigerii, która miała propozycje ze znacznie lepiej zorganizowanych (pod każdym niemal względem) klubów zdecydowała, że właśnie w ekipie prowadzonej przez Elisabet Gunnarsdottir będzie kontynuować swoją karierę i nie pozostaje nam nic innego, jak tylko życzyć jej powodzenia w realizacji niemal niewykonalnej misji, jaką z pewnością będzie utrzymanie Kristianstad w Damallsvenskan.

W pozostałych klubach dzieje się póki co nieco mniej, lecz nie wątpimy, że chociażby obaj beniaminkowie tylko czekają na dogodny moment, aby włączyć się do gry, a szczególnie Hammarby nie ukrywa ambitnych, zimowych planów, a jedno z pierwszych miejsc na liście życzeń zajmuje Emma Holmgren. Z Kvarnsveden pożegnały się już Tiffany Weimer oraz Sarah Elnicky (niewykluczone, że to same uczyni Meghan Toohey, z którą wciąż toczone sa rozmowy), ale w Borlänge zapewniają, że w ich miejsce sprowadzone zostaną godne następczynie. Ewentualnych wzmocnień klub z Dalarny szuka przede wszystkim za granicą i nie jest wielką tajemnicą, że jednym z priorytetów jest znalezienie tam solidnej, pierwszoligowej bramkarki. O statusie quo mogą za to mówić w Vittsjö, Djurgården i Göteborgu, gdzie jedynymi godnymi uwagi wydarzeniami pierwszych dni okienka było pożegnanie z piłkarkami, które nie mieściły się w długofalowej wizji klubów. Za wyjątkiem kończących niezwykle długie i bogate kariery Lindén oraz Björck, nie były to jednak zawodniczki odgrywające w swych drużynach eksponowane role.