Kadra zagrała na piątkę

BB170919BB538

Fot. Bildbyrån

Jeszcze dwa tygodnie temu październikowa faza eliminacji piłkarskich mistrzostw świata we Francji wzbudzała w nas całkowicie uzasadniony niepokój. Znajdująca się ewidentnie w fazie budowy kadra Petera Gerhardssona miała bowiem już na tym etapie zmierzyć się ze zdecydowanie najtrudniejszym z grupowych rywali, a zaledwie cztery dni później stanąć naprzeciw zawsze nieobliczalnych Węgierek. Taki układ gier z pewnością nie należał do najłatwiejszych, ale wydarzenia ostatnich dni sprawiły, że zamiast pełnej trudności i przeszkód wyboistej drogi ku awansowi, przed reprezentantkami Szwecji pojawił się czerwony dywan prowadzący wprost na francuski mundial. Duński bojkot oraz kontuzja Zsanett Jakabfi, która poprzednią wizytę na szwedzkiej ziemi zakończyła z hat-trickiem na koncie, zdecydowanie ułatwiły zadanie, ale oczywiście trzeba było jeszcze wyjść na murawę i wykonać swoją część planu. Pamiętając nie tak dawne męczarnie ze Słowacją, RPA, czy Meksykiem, ciężko było tak do końca pozbyć się towarzyszących nam obaw, ale drużyna Gerhardssona pokazała, w jaki sposób powinno się rozgrywać mecze z niżej notowanymi przeciwniczkami. We wtorkowy wieczór na stadionie w Borås obejrzeliśmy pierwszy od długiego czasu mecz tej reprezentacji, po którym można było naprawdę szeroko się uśmiechnąć.

Podobnie jak w debiucie selekcjonerskim Petera Gerhardssona, aura ewidentnie nie była dziś sprzymierzeńcem szwedzkich piłkarek. Szczęście w nieszczęściu, że murawa znajdowała się jednak w zdecydowanie lepszym stanie niż ta w Varazdinie, w efekcie czego rozgrywane przez Seger czy Asllani piłki nie stawały co chwilę w kałużach. Inna sprawa, że gospodynie od pierwszej minuty prezentowały się tak, że chyba żadne warunki nie byłyby im tego dnia straszne. Co ciekawe, pierwszą dogodną okazję do strzelenia bramki stworzyły sobie nawet Węgierki, ale próba strzału w wykonaniu Mosdoczi była jedynie niewiele znaczącym epizodem w całkowicie zdominowanym przez Szwedki meczu. Strzelanie w Borås rozpoczęła w 14. minucie Hurtig, wykorzystując w równym stopniu fenomenalne dogranie Rolfö oraz bierną postawę defensorek gości. Chwilę później było już 2-0 i raz jeszcze nie popisały się węgierskie obrończynie, które tak nieudolnie wybijały futbolówkę z własnej szesnastki, że ta najpierw znalazła się pod nogami Sembrant, a następnie Fischer, która w swoim stylu posłała petardę z dziesięciu metrów w sam środek bramki. Kapitanka Wolfsburga zdobytego przez siebie gola uczciła w niezwykle sympatyczny sposób, ale na tym wcale nie skończyły się tego dnia strzeleckie popisy Szwedek. Tuż przed przerwą, w odstępie zaledwie kilkudziesięciu sekund, bezradną Csiszar pokonały kolejno Asllani (przepięknym wolejem) oraz Seger (mierzonym uderzeniem z dystansu), w efekcie czego kibice mogli w przerwie spierać się o to, który z obejrzanych przez nich goli był najładniejszej urody (nawiasem mówiąc, przynajmniej trzy z nich o kilka długości deklasowały tak bardzo uwielbiany przez wielu gol Wenezuelki Castellanos). Wynik meczu na 5-0 ustaliła na początku drugiej połowy Asllani, która miała nawet okazję na to, aby ustrzelić najbardziej efektownego hat-tricka tych eliminacji. Niestety, na drodze do tego osiągnięcia stanął jej słupek, a ponieważ w stuprocentowych sytuacjach fatalnie pudłowały między innymi Rolfö i Blackstenius, więcej goli na stadionie w Borås już nie obejrzeliśmy. Po raz pierwszy od dawna nie musieliśmy jednak z tego powodu przesadnie narzekać, gdyż robiąc bilans plusów i minusów nawet najwięksi malkontenci musieli przyznać, że reprezentantki Szwecji wszystko nam z z nawiązką wynagrodziły.

Wiadomo, że Węgry – do tego grające bez swojej zdecydowanie największej gwiazdy – nie są idealnym papierkiem lakmusowym. Nie można jednak nie docenić tego, że nareszcie w grze ofensywnej reprezentacji Szwecji pomysł było widać nie tylko na konferencji przedmeczowej, ale także – a może przede wszystkim – na boisku, że coraz częściej do lotu wzbijały się mocno podcięte ostatnimi czasy skrzydła, a ofensywne stałe fragmenty (choć ćwiczone znacznie krócej niż podczas słynnych treningów tandemu Sundhage – Persson) w końcu stały się bardziej efektywne niż efektowne. Wiadomo, nie wszystko zagrało dziś w stu procentach perfekcyjnie, martwić może, że zimowo-wiosenną formę ewidentnie zagubiła Banusic, a Fischer i Sembrant miewają momenty przestoju, w których stanowią większe zagrożenie dla Lindahl niż napastniczki rywalek, ale mamy pełne prawo wierzyć, że i te elementy uda się podczas najbliższych zgrupowań poprawić. Skoro zaledwie dwa mecze wystarczyły do tego, abyśmy po raz pierwszy od niepamiętnych czasów zobaczyli dobrze funkcjonującą szwedzką ofensywę, to chyba jest to znak, że sztab szkoleniowy zasłużył na duży kredyt zaufania. Wszystko wskazuje na to, że najbliższy mecz o punkty zagramy dopiero w kwietniu, więc czasu na ewentualne eksperymenty i poszukiwania nowych wariantów pozostało naprawdę sporo. Tym bardziej, że tym razem nie będą one raczej przypominały błądzenia po omacku. Jasne, już za miesiąc na ziemię sprowadzić nas może znajdująca się w olbrzymim uderzeniu Francja, ale dziś zwyczajnie pozwólmy sobie na chwilę radości, wszak ostatnio nie było ich przecież tak wiele.

Beniaminkiem być

2017-09-09_00016

Beniaminek ze Sztokholmu wniósł do Damallsvenskan mnóstwo pozytywnego entuzjazmu (Fot. Peter Jonsson)

W Europie mamy bardzo wiele krajów, w których ruch między pierwszą i drugą klasą rozgrywkową odbywa się według w pełni usystematyzowanego schematu. Dobrym przykładem mogą być tu chociażby Niemcy, gdzie takie Kolonia czy Brema z zadziwiającą regularnością przesuwają się na piłkarskiej piramidzie naprzemiennie w górę i w dół. W Szwecji obracamy się jednak w nieco innej rzeczywistości, która wcale nie skazuje z definicji beniaminków Damallsvenskan na bój o pozostanie w krajowej elicie, a spadkowiczom nie wróży rychłego powrotu do ekstraklasy. Mając to na uwadze, ambitne plany właścicieli Växjö na kolejny sezon jak najbardziej powinniśmy traktować z należytą powagą, choć jednocześnie warto wiedzieć, że ewentualne włączenie się piłkarek ze Småland do gry o medale byłoby jednak wydarzeniem bezprecedensowym. Oto jak w obecnej dekadzie radziły sobie szwedzkie kluby szczebla centralnego w pierwszych miesiącach po awansie:

Beniaminkowie 2011 – Piteå i Dalsjöfors

Drużyna z Norrbotten powróciła wówczas do ekstraklasy po krótkiej przerwie i nie powtórzyła błędu, który za pierwszym razem kosztował ją szybką degradację. Bardzo dobra dyspozycja kanadyjskiej golkiperki Stephanie Labbe oraz trzymająca poziom defensywa pozwoliły w pierwszej części sezonu wyszarpać kilka ważnych punktów, które pozwoliły przystąpić do decydujących spotkań ze znacznie bardziej komfortowej pozycji. Utrzymanie w zasadzie udało się przyklepać zwycięstwem w Sztokholmie na trzy kolejki przed zakończeniem rozgrywek, a zawodniczkom z Piteå tak bardzo spodobało się w Damallsvenskan, że z powodzeniem występują w niej do dziś. Zdecydowanie inny los spotkał za to drugiego z beniaminków, choć w kadrze Dalsjöfors także nie brakowało uznanych nazwisk z Ameryki Północnej (Erin McLeod, India Trotter, Alex Singer). Całość nie zagrała jednak na tyle, aby pierwszoligową przygodę udało się przedłużyć o kolejny rok.

Beniaminkowie 2012 – Vittsjö i AIK

Historię Vittsjö wszyscy znamy chyba na pamięć, więc ograniczymy się wyłącznie do przypomnienia najważniejszych faktów. Drużyna ze wsi w północnej Skanii miała – zdaniem wielu fachowców – szybko wrócić tam, gdzie jej miejsce, a tymczasem na półmetku rozgrywek wspólnie z hegemonami z Malmö i Tyresö okupowała ligowe podium! Wprawdzie jesienią zawodniczki spod Hässleholm mocno wyhamowały, ale szósta lokata na koniec sezonu i tak była wynikiem dalece wykraczającym poza nawet te najbardziej optymistyczne prognozy. Zdecydowanie gorzej powiodło się za to drugiemu z beniaminków, który postanowił punktować wyłącznie w starciach z potentatami. Cztery oczka z Göteborgiem, zwycięstwo nad Malmö i remis w Linköping wprawiały opinię publiczną w zakłopotanie, ale utrzymania koniec końców drużynie ze Sztokholmu nie zagwarantowały, w efekcie czego Folkesson, Diaz, Chalupny i reszta ekipy spod znaku AIK poznała smak degradacji.

Beniaminkowie 2013 – Sunnanå i Mallbacken

Rok absolutnie wyjątkowy, ponieważ nie dość, że obaj beniaminkowie natychmiast wrócili skąd przyszli, to jeszcze dokonali tego w wyjątkowo marnym stylu. Sunnanå zaczęło nawet obiecująco (remis w Linköping), ale były to wyłącznie miłe złego początki, gdyż nigeryjski zaciąg z doświadczoną Perpetuą Nkwochą na czele nie potrafił wygrać w sezonie ligowym choćby jednego meczu! Walczyć próbowało za to Mallbacken, które – podobnie jak rok wcześniej AIK – potrafiło urwać punkty wszystkim medalistom. Niestety, w starciach w bezpośrednimi rywalkami w walce o utrzymanie piłkarki z Värmland nie okazały się równie efektywne, w efekcie czego na dwie kolejki przed końcem sezonu było już właściwie po zabawie.

Beniaminkowie 2014 – Eskilstuna i AIK

Gdyby ktoś zapomniał, jak może wyglądać naprawdę efektowne wejście, to warto przypomnieć sobie Eskilstunę z wiosny 2014. Zwycięstwa nad Tyresö, Örebro i Jitexem sprawiły, że ekipa z Tunavallen szturmem wzięła fotel lidera i choć w późniejszej fazie sezonu przyszło zderzenie z pierwszoligową rzeczywistością (że przypomnę chociażby 1-6 w Umeå), to siódma lokata na koniec sezonu i tak była wynikiem bardzo obiecującym. Dowodzona przez Viktora Erikssona mieszanka rutyny (Thunebro, Svensson) z młodością (Wahlström) i fantazją (Enganamouit) z całą pewnością spisała się więcej niż poprawnie. Zdecydowanie mniej spektakularnie prezentowały się na boiskach Damallsvenskan piłkarki AIK, które już tradycyjnie nie dały się pokonać Linköping. Tym razem sztokholmiankom udało się jednak utrzymać w ekstraklasie, choć trzeba pamiętać, że spory wpływ miały na to również względy pozasportowe.

Beniaminkowie 2015 – Mallbacken i Hammarby

Tym razem duet beniaminków wystąpił w rolach głównych w ostatniej kolejce, gdyż to właśnie Mallbacken i Hammarby stoczyły między sobą epicki, korespondencyjny bój o pozostanie w ekstraklasie. Zwycięsko wyszły z niego ostatecznie piłkarki z Värmland, które w przekroju całego sezonu okazały się lepsze od konkurentek o … jednego gola. Zdecydowanie największy wkład w powodzenie misji ratowania pierwszej ligi dla Sunne miał tercet Falk – McSorley – Larsson, a w Sztokholmie mogli tylko żałować, że w Hammarby nie udało się zbudować równie solidnego kręgosłupa. Żałować mogła także Helen Eke, że akurat w tym sezonie przyszło jej strzelić najbardziej efektownego samobója wszechczasów.

Beniaminkowie 2016 – Kvarnsveden i Djurgården

Mówisz Kvarnsveden – myślisz Chawinga. Napastniczka z Malawi najpierw pobiła wszystkie możliwe rekordy wszechczasów w Elitettan, a następnie awansowała ze swoim klubem do Damallsvenskan i w najlepszej lidze północnej Europy poczynała sobie równie śmiało. Oczywiście, szczególnie w jesiennej fazie zmagań Chawinga mogła liczyć na delikatne wsparcie ze strony afrykańsko-amerykańskiego letniego zaciągu, ale nie łudźmy się – bez niej końcówka sezonu w Dalarnie wyglądałaby zdecydowanie bardziej nerwowo. Cały czas spokojnie było za to w obozie drugiego z beniaminków, który bez wielkich fanfar powtórzył wynik Vittsjö sprzed czterech lat, kończąc ligowe zmagania w górnej połówce tabeli. Sukces drużyny prowadzonej przez Yvonne Ekroth był absolutnie niepodważalny, a efektowne rajdy będącej prawdziwym odkryciem tamtych rozgrywek Johanny Rytting Kaneryd na zawsze pozostaną jego symbolem.

Beniaminkowie 2017 – Limhamn Bunkeflo i Hammarby

Przed startem rozgrywek mówiło się, że tak słabego zestawu beniaminków nie mieliśmy już dawno, a ewentualne utrzymanie któregokolwiek z nich rozpatrywano w kategoriach ogromnej niespodzianki. Potem jednak zaczęło się granie, a piłkarska murawa kolejny raz pokazała nam, jak mało wiemy na temat futbolu. Limhamn Bunkeflo na półmetku zmagań zajmowało bowiem fantastyczną, czwartą lokatę i choć pozycji w okolicach podium nie udało się ostatecznie obronić, to zapewnienie sobie pozostania w ekstraklasie na cztery kolejki przed końcem rozgrywek niewątpliwie było dla piłkarek z Malmö wielkim wydarzeniem. Zdecydowanie bardziej w walkę o pierwszoligowy byt zaangażowane było Hammarby Olofa Unogårda, ale bez względu na jej ostateczny efekt (na chwilę obecną jest on więcej niż pomyślny – cztery punkty zapasu nad strefą spadkową), młoda drużyna ze Sztokholmu i tak już dokonała niemożliwego, tocząc wyrównane boje ze znacznie bardziej doświadczonymi rywalkami.

Za rok, swój rozdział do powyższej listy dopiszą między innymi piłkarki Växjö. Czy wzorem Vittsjö, Djurgården i Eskilstuny uda im się wziąć ekstraklasę szturmem? W Småland mają dokładnie taki plan, ale nie od dziś wiemy, że Damallsvenskan potrafi pisać najbardziej  nieprawdopodobne scenariusze. W stu procentach pewni możemy być więc jedynie tego, że absolutny beniaminek doda naszej lidze jeszcze więcej kolorytu, a to z kolei jest zapowiedzią jeszcze jednego niezwykle ekscytującego sezonu. Dobre wieści? Absolutnie, wszak nadmiar emocji nie zaszkodził jeszcze żadnym rozgrywkom na świecie.

Mecz, którego nie będzie

Fot. Liselotte Sabroe

W tym miejscu miała pierwotnie znajdować się zapowiedź kluczowego meczu eliminacji piłkarskich mistrzostw świata. Nordyckie, szwedzko-duńskie derby miały dać nam odpowiedź na pytanie, która z tych reprezentacji znajdzie się zdecydowanie bliżej awansu na francuski mundial. Niestety, rzeczywistość napisała taki scenariusz, że dziś przyszło nam zastanawiać się nie nad tym, w jaki sposób powstrzymać Nadię Nadim, Sanne Troelsgaard, czy Pernille Harder, lecz nad tym, dlaczego tak ważny mecz w ogóle nie dojdzie do skutku.

O proteście reprezentantek Danii było wiadomo od dawna. Wszyscy zdawali sobie chyba sprawę, że podpisane przed wyjazdem na Węgry tymczasowe umowy nie rozwiążą tego konfliktu, ale początkowo mało kto wierzył, że sprawy zajdą aż tak daleko. Nic więc dziwnego, że wczorajsze oświadczenie duńskiej federacji było dla niektórych sporym zaskoczeniem. Owszem, temat odwołania meczu na Gamla Ullevi powracał w ostatnich dniach jak bumerang, ale jednak wydawało się, że obie strony koniec końców będą potrafiły – dla dobra wszystkich zainteresowanych podmiotów – dojść do porozumienia. Stało się jednak inaczej.

Nietrudno się domyślić, że nieprzystąpienie czołowej europejskiej reprezentacji do ważnego meczu eliminacyjnego natychmiast wywołało lawinę komentarzy na całym świecie. Jak to zwykle bywa, opinie są w tej kwestii bardzo zróżnicowane, choć przynajmniej w mediach nordyckich da się zauważyć tendencję do sympatyzowania w tym konflikcie z piłkarkami oraz podmiotami reprezentującymi ich interesy. Nie brakuje jednak również obrońców stanowiska prezentowanego przez federację oraz głosów, że to zawodniczki swoją postawą zdradziły własnych kibiców, jednym ruchem przekreślając fenomenalny dorobek ostatnich miesięcy. Która ze stron ma rację lub przynajmniej znajduje się bliżej prawdy? Dysponując jedynie szczątkowymi i na dodatek wykluczającymi się wzajemnie informacjami, nie sposób wystąpić tu w roli arbitra ludzkich sumień (nawiasem mówiąc, w takiej roli najlepiej w ogóle nie występować). Decyzja została podjęta i jedyne, co można zrobić, to ją w pełni uszanować. Jasne, argument, że gra w kadrze powinna być nobilitacją i wyróżnieniem brzmi niezwykle wzniośle i tak do końca nie sposób odmówić mu racji, ale wierzyć się nie chce, żeby chociażby Pernille Harder dobrowolnie rezygnowała z być może największej szansy na to, aby zagrać na mistrzostwach świata, gdyby nie miała ku temu konkretnych powodów. Czy rzeczywiście są one wystarczająco silne? Czy towarzyszy im przede wszystkim troska o własne interesy (co samo w sobie nie jest oczywiście także niczym nagannym), czy może o lepsze perspektywy dla młodych adeptek futbolu? Czy kolejne pokolenia duńskich piłkarek faktycznie będą za kilkadziesiąt lat dziękować dzisiejszym reprezentantkom? Odpowiedzi na te i inne pytania zależą w znacznej mierze od indywidualnego postrzegania rzeczywistości i chyba bezpieczniej będzie zachować je dla siebie, mając przy tym nadzieję, że już nigdy więcej nie będziemy zmuszeni do takich przemyśleń, gdyż zdecydowanie największym przegranym takich dni jak dzisiejszy jest niestety futbol.

Gdzieś z tyłu głowy pojawia się oczywiście myśl, że taki obrót spraw zdecydowanie ułatwił szwedzkim piłkarkom drogę na francuski mundial, ale nie spotkałem jeszcze osoby, która popadłaby z tego powodu w euforię. Na analizę sytuacji w grupie 4 (dziś punktami podzieliły się w niej Chorwacja i Węgry) przyjdzie jeszcze czas, ale bez względu na to, jakie decyzje podejmie ostatecznie UEFA, zdobytych w takich okolicznościach punktów nikt świętować nie będzie i nie jest to wyłącznie kurtuazja, ale nordycka rzeczywistość. Inna sprawa, że władze europejskiej piłki także stoją w tej chwili przed nie lada dylematem, gdyż obowiązujące przepisy nie do końca precyzują konkretne modele postępowania w takich przypadkach, co niejako automatycznie otwiera więcej niż jedną furtkę. Z której z nich ostatecznie skorzysta UEFA? Pozostaje liczyć na mądrość i rozwagę piłkarskich decydentów, choć historia pokazuje, że akurat z tym w przeszłości bywało różnie.

Do dnia wczorajszego na mecz Szwecja – Dania sprzedanych zostało około ośmiu tysięcy biletów i pomimo mało sprzyjającej prognozy pogody, frekwencja na Gamla Ullevi zapowiadała się więcej niż przyzwoicie. Dziś wiemy już, że ekscytującej, boiskowej rywalizacji jutro w Göteborgu nie zobaczymy, ale nie oznacza to, że Peter Gerhardsson oraz jego kadrowiczki nie pojawią się w piątkowy wieczór na Stadionie Narodowym. O 17:45 otwarte zostanie wejście nr 9 (od strony Ullevigatan), a pół godziny później rozpocznie się spotkanie zawodniczek z kibicami, na którym mile widziani są również ci, którzy nie zdążyli zaopatrzyć się w bilet na mecz, zanim ten został odwołany. Sesja zdjęciowo-autografowa potrwa nie krócej niż 60 minut.

Podsumowanie 19. kolejki

Wysokie zwycięstwo nad Limhamn Bunkeflo w rundzie wiosennej, a także dobra postawa całego zespołu w meczu przeciwko Piteå sprawiły, że piłkarki Kvarnsveden przyjechały do Malmö w całkiem niezłych nastrojach. Dodatkowo potęgował je jeszcze fakt, że zdolna do gry od pierwszej minuty była Tabitha Chawinga, która jesienią strzelała absolutnie każdemu, bez względu na klasę rywala. Na boisku w Skanii napastniczka z Malawi także była jedną z bardziej aktywnych zawodniczek, ale – pomimo wyraźnej dominacji gości z Dalarny – tak naprawdę ani razu nie udało jej się urwać defensorkom beniaminka. Długo wydawało się jednak, że gol dla przyjezdnych i tak musi w końcu paść, gdyż nie stanowiąca przecież monolitu formacja obronna Limhamn Bunkeflo nie próbowała nawet konstruować akcji ofensywnych, ograniczając się głównie do przeszkadzania i wybijania futbolówki byle dalej od bramki Emmy Lind. W teorii, taktyka ta powinna się w końcu zemścić, w praktyce – ani siostry Chawinga, ani Elizabeth Addo nie miały w sobotę swojego dnia, a zamiast nich na listę strzelczyń wpisała się Mia Persson. Kapitanka zespołu z Malmö dostała bardzo dobre podanie od Anny Welin i w 86. minucie zamieniła na gola pierwszą dogodną okazję, jaką w całym meczu stworzyły sobie gospodynie. Poniesiona w niezwykle dramatycznych okolicznościach porażka mocno skomplikowała sytuację Kvarnsveden w ligowej tabeli, ale trzeba uczciwie przyznać, że największe pretensje piłkarki z Dalarny mogą mieć przede wszystkim do siebie.

01

Pojedynek Djurgården z Vittsjö z całą pewnością nie był najlepszym, jaki w tym sezonie obejrzeli kibice na Stadionie Olimpijskim. Grające w całkowicie nowym dla siebie ustawieniu gospodynie szczególnie w pierwszej fazie meczu sprawiały wrażenie nieco onieśmielonych otrzymaną przed tygodniem z rąk Rosengård lekcją futbolu, natomiast piłkarki z północnej Skanii przyjechały do stolicy przede wszystkim po to, aby nie przegrać. Upragniony punkt podopiecznym Thomasa Mårtenssona i Andersa Johanssona koniec końców udało się zresztą zdobyć, choć to sztokholmianki jako pierwsze miały w sobotnie popołudnie powody do radości. Tuż przed przerwą, na akcję w swoim stylu zdecydowała się Johanna Rytting Kaneryd, a dośrodkowaną przez nią piłkę do siatki Vittsjö z najbliższej odległości wepchnęła Schmidt. Zdobyty do szatni gol sprawił, że piłkarki Djurgården wyraźnie odzyskały luz i w pierwszym kwadransie drugiej połowy stworzyły sobie kilka naprawdę niezłych okazji na podwyższenie wyniku. Okresu dobrej gry nie udało im się jednak spuentować kolejnymi trafieniami, a sympatycy drużyny prowadzonej przez Joela Riddeza mogli jedynie łapać się za głowy po strzale w poprzeczkę Kukkonen lub efektownej paradzie Lynn po uderzeniu Rytting Kaneryd. Niewykorzystanych szans żal mogło być tym bardziej, że w 88. minucie Daughetee wrzuciła piłkę w pole karne gospodyń, a nabiegająca na wprost bramki Sällström w niesamowicie efektowny sposób pokonała Gunnarsdottir, zapewniając swojej drużynie remis, który zdecydowanie bardziej ucieszył gości z Vittsjö.

02

Ileż to mieliśmy w obecnym sezonie Damallsvenskan meczów o sześć punktów? Całe mnóstwo, a starcie Hammarby z Örebro było niewątpliwie jednym z nich. Obie drużyny doskonale wiedziały, o co grają, ale tylko jedna zrobiła dostatecznie dużo, aby po ostatnim gwizdku Lovisy Johansson móc pogratulować sobie perfekcyjnie wykonanego zadania. Wszystko zaczęło się w sposób klasyczny dla Hammarby Olofa Unogårda, czyli od zamienionego na bramkę rzutu rożnego. Jak zwykle, w rolę asystentki wcieliła się Filippa Angeldahl, a futbolówkę do siatki brzuchem wepchnęła Julia Zigiotti Olme. Piłkarki z Örebro nie zdążyły się jeszcze dobrze otrząsnąć po pierwszym ciosie, a już musiały przyjąć dwa kolejne. Tym razem w rolach głównych wystąpiły bohaterki z Linköping Frida Sjöberg oraz Alma Nygren, które postanowiły zabawić się ze zdecydowanie bardziej od nich doświadczonymi defensorkami gości, dając im przy okazji lekcję technicznego futbolu. Jeśli ktoś w Örebro pocieszał się tym, że Hammarby potrafiło już w tym sezonie wypuścić z rąk trzybramkową przewagę, to dwójkowa akcja Zigiotti Olme – Nyberg tuż przed końcem pierwszej połowy dała ostateczną odpowiedź na pytanie, która z drużyn rządzi tego dnia na Zinkendamms IP. Pomimo starań najlepszych w szeregach gości Spetsmark i Hjohlman, druga połowa była dla miejscowych wyłącznie niezwykle przyjemnym dopełnieniem formalności, a asysta Sund przy ustalającym wynik na 6-1 trafieniu Olgi Ekblom okazała się przysłowiową wisienką na przepysznym, zwycięskim torcie, którym każda z piłkarek Bajen miała pełne prawo się delektować.

03

Tylko zwycięstwo w Göteborgu pozwalało piłkarkom Rosengård przedłużyć nadzieję na wywalczenie jedenastego w historii klubu mistrzostwa Szwecji. Podopieczne Malin Levenstad miały jednak pełne prawo oczekiwać, że na boisku rozpaczliwie broniącego się przed spadkiem rywala to one będą stroną dyktującą warunki gry. Dziesięć goli strzelonych przez zespół z Malmö w dwóch ostatnich meczach miało być sygnałem, że w końcu udało się znaleźć system pozwalający na maksymalne wykorzystanie ofensywnego potencjału, a na Valhalli w obecnym sezonie festiwal bramkowy urządzały sobie przecież nawet Hammarby czy Limhamn Bunkeflo. Raz jeszcze przekonaliśmy się jednak, że w tegorocznej Damallsvenskan przewidzieć nie sposób absolutnie niczego. Zaczęło się wprawdzie zgodnie z planem, gdyż to piłkarki ze Skanii ruszyły od pierwszych minut do zdecydowanych ataków i stosunkowo szybko – za sprawą niezastąpionej w takich sytuacjach Elli Masar – udało im się wyjść na prowadzenie, ale nonszalancka postawa gości w defensywie sprawiła, że korzystny dla nich wynik nie utrzymał się przesadnie długo. W 32. minucie slalom między zawodniczkami z Malmö urządziła sobie Rubensson, Engman wycofała do nabiegającej na bliższy słupek Hammarlund, a była napastniczka między innymi Linköping i Piteå sfinalizowała składną akcję gospodyń przepięknym uderzeniem z pierwszej piłki. Mając na uwadze przebieg spotkania można było oczekiwać, że to dopiero początek strzeleckich popisów obu ekip, ale pomimo naprawdę wielu wspaniałych okazji pod obiema bramkami, żadnej z piłkarek nie udało się zapisać na swoim koncie trafienia na wagę trzech punktów, których zarówno Göteborg, jak i Rosengård, tak bardzo przecież potrzebował.

04

Gdy sympatycy drużyny prowadzonej przez Stellana Carlssona dowiedzieli się, że Piteå wyjdzie na mecz przeciwko Eskilstunie trójką w obronie, mogli mieć podstawy do niepokoju. Kiedy ostatni raz piłkarki z Norrland eksperymentowały z takim właśnie ustawieniem, dopiero przy stanie 0-2 udało im się dojść do porozumienia w kwestii podziału ról w formacji defensywnej. Na szczęście dla gospodyń, tym razem powtórki z rozrywki nie było, choć czyste konto w pierwszym kwadransie było przeze wszystkim zasługą świetnego refleksu Hildy Carlén oraz … gęstej mgły nad LF Areną, która sprawiła, że Sara Wiinikka nie zauważyła ewidentnego faulu na Mimmi Larsson w polu karnym. Im dłużej trwał mecz, tym bardziej do głosu dochodziły jednak podopieczne Carlssona i choć po strzale z dystansu Lotty Ökvist gości uratowała jeszcze poprzeczka, to w kolejnej sytuacji Emelie Lundberg musiała już wyciągać piłkę z siatki. Dynamiczna Elin Bragnum zatańczyła przy linii końcowej z Hanną Glas i dograła do Janogy, która płaskim strzałem otworzyła wynik spotkania. Tuż przed przerwą, skromne prowadzenie udało się piłkarkom z Piteå jeszcze podwyższyć, gdy po centrze Pedersen z rzutu rożnego futbolówka niefortunnie odbiła się od dwóch defensorek United i – ku ich rozpaczy – wtoczyła się do siatki. Gospodynie miały więc w rękach wszystkie atuty, a gdy po faulu na wychodzącej na czystą pozycję Janogy, Matilda Plan musiała udać się pod prysznic nieco wcześniej niż zakładała, sytuacja Eskilstuny zrobiła się ekstremalnie trudna. Z tego samego założenia wyszły najwyraźniej piłkarki z Norrbotten, które postanowiły po prostu dograć ostatnie trzydzieści minut na zwolnionych obrotach, za co przyszło im zapłacić wysoką cenę. Najpierw kontaktowego gola dla Eskilstuny zdobyła Petra Johansson, a na trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry do remisu doprowadziła Olivia Schough, pewnie wykorzystując wywalczony chwilę wcześniej rzut karny. Gospodynie spróbowały raz jeszcze zerwać się do rozpaczliwych ataków, Janogy i Aronsson doszły nawet do sytuacji strzeleckich, ale więcej bramek na LF Arenie już nie zobaczyliśmy. Kolejne, niesamowicie interesujące spotkanie z udziałem obu ekip zakończyło się zatem podziałem punktów.

05

Wszystko, co najciekawsze w meczu pomiędzy Linköping i Kristianstad, wydarzyło się w jego jedenastej minucie. Właśnie wtedy na rajd przez niemal całe boisko z piłką przy nodze zdecydowała się Kristine Minde, urwała się próbującej ratować sytuację faulem Edwards, jednym zwodem oszukała Törnkvist i mocnym strzałem przy bliższym słupku pokonała Brett Maron. Indywidualna akcja, w której reprezentantka Norwegii zaprezentowała próbkę swoich nieprzeciętnych umiejętności, okazała się o tyle istotna, że to właśnie dzięki niej podopieczne Kima Björkegrena dopisały do swojego dorobku kolejne, jednobramkowe zwycięstwo. Styl, w jakim tego dokonały znów pozostawiał sporo do życzenia, choć w porównaniu chociażby z meczami przeciwko Apollonowi czy Hammarby, w grze mistrzyń Szwecji dało się zauważyć pewną poprawę. Oprócz wspomnianej Minde, z dobrej strony pokazały się ustawione na skrzydłach Sørensen oraz Hurtig, a ze swoich defensywnych zadań w drugiej linii wyśmienicie wywiązywała się Asllani. Piłkarki z Östergötland nie byłyby jednak sobą, gdyby w końcowej fazie spotkania nie wystawiły swoich kibiców na ciężką próbę, ale skuteczne piąstkowanie Cajsy Andersson, a także bezbłędna interwencja Jonny Andersson na linii bramkowej sprawiły, że scenariusza sprzed tygodnia tym razem udało się uniknąć. Zwycięstwo 1-0 na własnym boisku z niżej notowanym rywalem może i nie wygląda przesadnie efektownie na papierze lub ekranie, ale to takie mecze sprawiają, że od obrony mistrzowskiego tytułu dzieli piłkarki z Linköping już tylko jeden, mały kroczek.

06

07

08

09

Ze zmiennym szczęściem

uwcl.jpg

Już w poprzedniej rundzie przekonaliśmy się, że w obecnym kształcie piłkarskiej Ligi Mistrzyń, rozstawienia są przede wszystkim ciekawostką, a dzisiejsze losowanie jedynie nas w tym utwierdziło. Linköping, który przynajmniej w teorii musiał liczyć się z ewentualnością trafienia potencjalnie silniejszego rywala, o ćwierćfinał powalczy z praską Spartą, zaś legitymujący się trzecim najwyższym współczynnikiem w Europie Rosengård musi szykować się na batalię z londyńską Chelsea. Nic dziwnego, że to w Östergötland wyniki losowania spotkały się ze zdecydowanie bardziej pozytywnym przyjęciem, choć nie jest wcale wykluczone, że wiosną w pucharach wciąż będziemy oglądać dwóch przedstawicieli Damallsvenskan. Oczywiście, w starciu z przeżywającym olbrzymi kryzys (jedno zwycięstwo w sześciu ostatnich meczach ligowych) klubem ze Skanii to wicemistrzynie Anglii będą zdecydowanym faworytem, ale kibice w Malmö w tym roku widzieli już nie takie sensacje. Jasne, w większości przypadków to oni byli ich “ofiarami”, ale dlaczego tym razem role nie miałyby się odwrócić? Drużynę Hedvig Lindahl i Magdaleny Eriksson – jak zresztą każdą inną – też da się przecież pokonać.

W pozostałych interesujących nas parach Fiorentina Stephanie Öhrström zmierzy się z Wolfsburgiem Nilli Fischer, Lillestrøm zagra z angielskim Manchesterem, zaś Montpellier z włoską Brescią.

Pierwsze mecze 1/8 finału Ligi Mistrzyń rozegrane zostaną 8/9 listopada; rewanże tydzień później. Oba szwedzkie kluby najpierw zagrają na wyjeździe.

19. kolejka – zapowiedź

Dziś i jutro piłkarki Damallsvenskan rozegrają ostatnią kolejkę przed przerwą reprezentacyjną, ale możemy być pewni, że żadna z kadrowiczek nie będzie się w najbliższych godzinach oszczędzać. Każdy z dwunastu klubów gra bowiem o niezwykle wysoką stawkę, a czasu na odrabianie ewentualnych strat zostało coraz mniej. Wiedzą o tym przede wszystkim w Örebro, gdyż po niespodziewanej porażce przed tygodniem, sytuacja klubu z Behrn Areny stała się niemal dramatyczna. Potknięcie w starciu z Hammarby może skutkować tym, że drużyna, której barwy reprezentuje wiele byłych i obecnych reprezentantek Szwecji, stanie się głównym kandydatem do spadku. Co więcej, w otchłań Elitettan może zepchnąć ją zespół, który zdaniem wielu sam miał obecnie znajdować się na jej miejscu. Niebywała historia? Jak najbardziej, ale przy okazji doskonała wizytówka fenomenalnego sezonu w szwedzkiej piłce klubowej.

Równie istotne dla układu sił w dolnej połówce tabeli będą ponadto potyczki Djurgården z Vittsjö oraz Kvarnsveden z Limhamn Bunkeflo. Sztab medyczny z Borlänge dokonywał cudów, aby na ten bardzo ważny w kontekście całego sezonu mecz gotowa do gry była możliwie największa liczba piłkarek i wszystko wskazuje na to, że wysiłki te nie poszły na marne. Jeśli więc w obozie beniaminka z Malmö liczono na przykład na absencję sióstr Chawinga, to chyba najwyższy czas, aby nakreślić plan B na pojedynek z ekipą z Dalarny. W przeciwnym razie, zderzenie z afrykańskim tercetem Kvarnsveden może zakończyć się równie boleśnie, co w rundzie wiosennej. Innym klubem, który stanie przed szansą na zdobycie być może kluczowych w kontekście walki o utrzymanie punktów będzie Göteborg, ale Rosengård przyjedzie na Valhallę podbudowany nie tylko przełamaniem fatalnej passy meczów bez zwycięstwa, ale i odnalezieniem zagubionej podczas letniej przerwy skuteczności. Po serii słabszych występów, zespół z Malmö w końcu zaczął strzelać, a to z kolei nie jest dobrą informacją dla Stefana Rehna i jego podopiecznych.

Jeśli w Linköping chcą uniknąć nerwowej końcówki sezonu, to zwycięstwo na własnym boisku z Kristianstad jest obowiązkiem drużyny prowadzonej przez Kima Björkegrena. Goście ze Skanii przyjadą do Östergötland osłabieni brakiem Ogonny Ckukwudi, ale Piteå i Hammarby pokazały w ostatnich tygodniach, że wyjazdów na teren mistrza absolutnie nie należy się przesadnie obawiać. Linköping z jesieni 2017 to póki co mocno uśpiony tygrys, ale długo wyczekiwany powrót na ligowe boiska Portugalki Claudii Neto może okazać się dla obrończyń tytułu przysłowiowym światełkiem w tunelu. Meczem, który zamknie dziewiętnastą kolejkę, będzie starcie Piteå z Eskilstuną. Piłkarki Viktora Erikssona ponownie odwiedzą stadion, na którym przed dwoma laty pogrzebały szansę na wywalczenie sensacyjnego mistrzostwa kraju i choć tym razem stawką mogą okazać się “zaledwie” brązowe medale (w Szwecji nazywane popularnie małym srebrem), to możemy być pewni, że determinacji i woli walki nie zabraknie po obu stronach, a każde rozstrzygnięcie wydaje się na ten moment tak samo prawdopodobne.

omg19_1

omg19_2

omg19_3

omg19_4

omg19_5

omg19_6