Gramy dalej

4848849

Fot. Peter Jigerström

Przez około sto pięćdziesiąt minut mistrz Szwecji absolutnie nie był lepszą drużyną w rywalizacji z mistrzem Cypru. Oczywiście, trzeba odnotować, że Linköping tydzień temu przywiózł z Wyspy Afrodyty korzystny rezultat, a w rewanżu po perfekcyjnie wykonanym stałym fragmencie gry błyskawicznie objął prowadzenie 1-0, ale gdyby zliczyć klarowne okazje bramkowe stworzone przez obie ekipy, to obraz tego dwumeczu wcale nie przedstawiał się aż tak optymistycznie. Cajsa Andersson znów musiała dwukrotnie ratować swój zespół przed utratą gola i nie będzie wielkiej przesady w stwierdzeniu, że to właśnie bramkarka była najbardziej wyróżniającą się piłkarką LFC w pierwszej połowie. W ostatnich dwóch kwadransach wreszcie obejrzeliśmy jednak tę zdecydowanie bardziej efektowną twarz Linköping, a bohaterką wieczoru w Östergötland została znajdująca się ostatnio w wybornej dyspozycji Lina Hurtig. Reprezentacyjna lewoskrzydłowa w odstępie zaledwie czterech minut dwukrotnie pokonała Amerykankę Libby Stout, całkowicie pozbawiając Apollon resztek nadziei na awans do najlepszej szesnastki. W samej końcówce, rezultat powinna jeszcze podwyższyć Nicoline Sørensen, ale pozyskana latem z Brøndby Dunka przegrała pojedynek z golkiperką mistrzyń Cypru. Niewykorzystana okazja w żaden sposób nie zmąciła jednak nastroju wielkiego święta na Arenie Linköping, gdyż wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę, że – wbrew stosunkowo wysokiemu wynikowi – wcale nie tak wiele dzieliło drużynę Kima Björkegrena od porażki. Na szczęście, tego najbardziej czarnego scenariusza udało się uniknąć, a oprócz formy strzeleckiej Hurtig i kolejnego dobrego występu Asllani (asysta, kluczowe podanie i spora aktywność w drugiej linii), sympatycy LFC mogli jeszcze fetować powrót do gry Claudii Neto. Po kapitance reprezentacji Portugalii było wprawdzie widać, że ostatnie tygodnie spędziła przede wszystkim na rehabilitacji, ale jej obecność może okazać się kluczowa w perspektywie czekającego nas już za chwilę finiszu ligowych zmagań.

Zdecydowanie mniej emocji dostarczył nam drugi przedstawiciel Damallsvenskan w europejskich pucharach, choć Rosengård na trzydzieści minut przed końcem rewanżowego spotkania z rumuńską Olimpią Kluż również prowadził zaledwie 1-0. Wicemistrzynie Szwecji ani na moment nie dały jednak rywalkom z Transylwanii przejąć inicjatywy na boisku w Skanii, a gole zdobyte w ostatniej fazie meczu przed Landekę, Folkesson oraz Viggosdottir były jedynie podkreśleniem różnicy, jaka tego dnia dzieliła piłkarki z Malmö i ich zdecydowanie niżej notowane przeciwniczki. Największym wydarzeniem nie tylko tego meczu, ale i całego dnia pucharowych zmagań, okazało się jednak trafienie Anji Mittag z pierwszej połowy, dzięki któremu niemiecka snajperka jako pierwsza zawodniczka w historii dobiła do magicznej granicy 50 goli w rozgrywkach Ligi Mistrzyń. Cóż, jak widać, szwedzka piłka ma to do siebie, że nawet podczas pozornie spokojnych meczów, to właśnie tu pisze się historia futbolu. Nie da się bowiem zaprzeczyć, że ci, którzy pofatygowali się w środowy wieczór na Malmö IP, byli świadkami wydarzenia cokolwiek historycznego.

******

Już tradycyjnie, szwedzkie piłkarki grały właściwie w całej Europie i (również tradycyjnie) w wielu przypadkach były absolutnie pierwszoplanowymi bohaterkami boiskowych spektakli. Rekonwalescentka Sofia Jakobsson na własnych barkach zaniosła Montpellier do 1/8 finału i razem ze Stiną Blackstenius oraz Lindą Sembrant będzie kontynuować swoją pucharową przygodę w listopadzie. Co ciekawe, w dwumeczu wicemistrzyń Francji z rosyjską Zwiezdą Perm wszystkie gole zostały zdobyte przez Szwedki; większa ich część na szczęście do właściwej bramki. Równie spory wkład w awans swojego zespołu miała Stephanie Öhrström, która wybroniła Fiorentinie zwycięski remis w Hjørring i za miesiąc (miejmy nadzieję, że już wspólnie z Antonią Göransson) powalczy o historyczny ćwierćfinał dla Florencji. Popołudnie pełne ciekawych i niespotykanych doznań ma za sobą także Nilla Fischer, gdyż jej Wolfsburg dosłownie zabawił się z madryckim Atletico (kto nie widział, niech koniecznie zobaczy). W pozostałych “szwedzkich” meczach Brøndby nie sprostało na własnym boisku Lillestrøm, a Bayern pokonał 2-1 londyńską Chelsea i – podobnie jak przed dwoma laty – pożegnał się z Ligą Mistrzyń już w październiku. Paradoksalnie, spośród wszystkich kadrowiczek Petera Gerhardssona występujących w ostatnim z wymienionych spotkań, zdecydowanie najlepsze wrażenie zostawiła po sobie Fridolina Rolfö. Jej dobry występ, dodatkowo okraszony sporym udziałem przy golu na 1-1, nie wystarczył jednak wicemistrzyniom Niemiec do awansu, z którego ostatecznie cieszyły się Hedvig Lindahl oraz Magdalena Eriksson.

******

Jeśli w jutrzejszych meczach nie wydarzy się nic niespodziewanego, Linköping – w przeciwieństwie do Rosengård – nie będzie mógł liczyć na rozstawienie w poniedziałkowym losowaniu par 1/8 finału. Czy jednak w Östergötland na pewno powinni z tego powodu załamywać ręce? Sprawdźmy, jak przedstawia się lista potencjalnych rywali obu szwedzkich klubów w kolejnej fazie zmagań:

Potencjalni rywale Rosengård: Chelsea, Montpellier, Lillestrøm, Kazygurt, Gintra, Stjarnan, Fiorentina

Potencjalni rywale Linköping: Lyon, Wolfsburg, Barcelona, Manchester, Brescia, Slavia, Sparta

Jak widać, w Malmö najbardziej mogą obawiać się ewentualnego starcia z Chelsea lub Montpellier, choć jednocześnie w obu tych przypadkach doszłoby do elektryzującej wielu kibiców wizyty Hedvig Lindahl lub Sofii Jakobsson w Skanii. Zdecydowanie bardziej skrajne nastroje mogą za to panować w Linköping, gdyż dla aktualnych mistrzyń Szwecji los okaże się albo niezwykle łaskawy (Brescia lub kluby czeskie), albo jeszcze bardziej okrutny (Lyon, Wolfsburg, Barcelona, Manchester).

Podsumowanie 18. kolejki

Napisać, że mecz przeciwko Limhamn Bunkeflo był dla piłkarek z Örebro meczem o sześć punktów, to właściwie nie napisać nic. Dla zajmującego niezmiennie ostatnią lokatę w tabeli zespołu z Behrn Areny, każde z pozostałych do rozegrania spotkań może bowiem okazać się kluczowym w kontekście zachowania szans na utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Mając na uwadze sytuację obu klubów, wszyscy spodziewali się, że od pierwszych minut do huraganowych ataków na bramkę Emmy Lind ruszą potrzebujące punktów niczym tlenu podopieczne Martina Skogmana oraz Elin Magnusson, ale boisko – jak to często bywa – zweryfikowało te oczekiwania. To ekipa z Malmö sprawiała wrażenie zdecydowanie lepiej zorganizowanej i gdyby nie dobra postawa doświadczonej golkiperki Örebro Caroli Söberg, Anna Welin lub Eveliina Parikka wyprowadziłyby beniaminka na prowadzenie. Co nie udało się gościom, udało się gospodyniom, gdy po efektownym slalomie w wykonaniu Emelie Andersson, niezawodna Hanna Terry przymierzyła idealnie z linii pola karnego. Jeśli jednak ktoś spodziewał się, że zdobyty przez piłkarki z Behrn Areny gol odmieni obraz meczu, ten srodze się zawiódł. Po przerwie, inicjatywa cały czas należała bowiem do zawodniczek ze Skanii, a najlepsza na placu Anna Welin do świetnej gry tym razem dołożyła jeszcze skuteczność. Dwa gole jej autorstwa przesądziły nie tylko o zwycięstwie Limhamn Bunkeflo nad Örebro, ale również o tym, że pierwszy w historii klubu z Malmö sezon w Damallsvenskan z całą pewnością nie będzie równocześnie ostatnim.

01

Jeżeli piłkarki z Göteborga przed pierwszym gwizdkiem Lovisy Johansson wizualizowały sobie wymarzony początek meczu w Vittsjö, to z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy przypuszczać, że pragnienia te udało się w stu procentach urzeczywistnić. Po zaledwie kilkudziesięciu sekundach gościom udało się wywalczyć rzut rożny, z narożnika dośrodkowała Elin Rubensson, jej centrę przedłużyła Teegarden, a Filippa Curmark mierzonym strzałem głową nie dała szans Shannon Lynn. Podopieczne Stefana Rehna w ogóle nie celebrowały jednak błyskawicznie zdobytego gola, gdyż ich jedynym celem było tego dnia zwycięstwo, a do jego odniesienia niezbędne było utrzymanie maksymalnej koncentracji przez przynajmniej dziewięćdziesiąt minut. Przyjezdne wciąż grały więc bardzo uważnie, a gdy jeden jedyny raz defensywa z Göteborga dopuściła do tego, aby w sytuacji sam na sam znalazła się Linda Sällström, świetnym refleksem popisała się Line Johansen. Zdecydowanie więcej prostych błędów przytrafiało się za to gospodyniom i gdyby tylko Hammarlund lub Persson zachowały w dogodnych sytuacjach więcej zimnej krwi, już na początku drugiej połowy mogło być w zasadzie po zabawie. Najlepsza snajperka KGFC brak skuteczności powetowała sobie częściowo na kwadrans przed końcem, gdyż to właśnie po faulu na niej został podyktowany rzut karny, który na bramkę zamieniła chwilę później Rubensson. Warto podkreślić, że o ile w tamtej sytuacji decyzja o przyznaniu gościom jedenastki była jak najbardziej prawidłowa, o tyle w kilku innych przypadkach sędzia z Grums nie do końca potrafiła zapanować nad boiskowymi wydarzeniami. Przewaga gości z Göteborga była jednak na szczęście na tyle wyraźna, że owe kontrowersje nie wypaczyły ostatecznie końcowego rozstrzygnięcia, a co za tym idzie – kształtu ligowej tabeli w decydującej fazie sezonu.

02

Stare piłkarskie powiedzenie mówi, że lepiej wygrać pięć razy 1-0 niż raz 5-0, ale piłkarki Rosengård chyba nie wzięły go sobie do serca i po czterech meczach bez zwycięstwa postanowiły urządzić sobie na Malmö IP strzelecką ucztę. Zadanie to okazało się o tyle prostsze, że mający robić tego dnia za rywala Djurgården przyjechał do Skanii bez formacji defensywnej, która najwyraźniej zagubiła się gdzieś podczas podróży ze Sztokholmu. Biorąc pod uwagę olbrzymi potencjał, jakim dysponuje z przodu drużyna Malin Levenstad, nie były to dobre informacje dla gości i rzeczywiście jeszcze przed przerwą Gudbjörg Gunnarsdottir aż czterokrotnie musiała sięgać do siatki, aby wyciągać z niej piłkę. Choć w dwóch sytuacjach islandzka golkiperka mogła zachować się lepiej, to trzeba oddać, że na jakąkolwiek pomoc ze strony koleżanek z pola tego dnia liczyć nie mogła. Riley wchodziła w szesnastkę gości z większą swobodą niż na co dzień wchodzi do własnej łazienki, a Seger i Masar tyle miejsca do rozgrywania miały ostatnio podczas wakacyjnego wypadu na Ibizę czy inną Florydę. W drugiej połowie zrobiło się jeszcze bardziej interesująco, gdyż poziomem do przeciwniczek dostosowały się także obrończynie z Malmö i w pewnym momencie, po golu nieustępliwej Katrin Schmidt, zrobiło się tylko 4-3 dla miejscowych. Końcówka ponownie należała jednak do Rosengård, który w iście hokejowym stylu (piłkarki ze Sztokholmu rzuciły dosłownie wszystkie siły do ataku) wyprowadził dwa nokautujące ciosy. Najpierw raz jeszcze po skrzydle przebiegła się Riley, następnie Seger dobiła niewykorzystaną przez Masar jedenastkę i najbardziej nietypowy mecz tegorocznego sezonu przeszedł do historii. Gospodynie wciąż pozostają w grze o tytuł, natomiast przyjezdnym życzymy, aby w drodze powrotnej udało im się odnaleźć zagubioną defensywę, która jeszcze w tej rundzie może się przecież przydać.

03

Jak co roku, jeden ze swoich październikowych meczów piłkarki z Eskiltuny zagrały w różowych strojach, wspierając tym samym fundację zajmującą się profilaktyką i leczeniem nowotworów piersi. Trudno powiedzieć, czy to właśnie ów szczytny cel zmobilizował podopieczne Viktora Erikssona do lepszej postawy, ale po raz pierwszy od wielu tygodni kibice na Tunavallen mieli możliwość obejrzenia dobrego występu swoich ulubienic. Początkowe minuty należały wprawdzie do Ogonny Chukwudi i jej koleżanek z Kristianstad, ale im dłużej trwało to spotkanie, tym bardziej do głosu dochodziły zawodniczki United. To one, za sprawą Olivii Schough oraz Mimmi Larsson, otworzyły zresztą wynik, ale tuż przed przerwą straty gości wyrównała w niesamowicie spektakularny sposób Mia Carlsson. Reprezentacyjna defensorka najwyraźniej pozazdrościła Tine Schryvers zdobytego osiem dni wcześniej w derbach Skanii efektownego gola i przepięknym wolejem zza pola karnego nie dała najmniejszych szans Emelie Lundberg. W drugiej połowie inicjatywa należała już zdecydowanie do gospodyń, ale szczelna i zagęszczona przez trenerkę Gunnarsdottir defensywa Kristianstad długimi fragmentami skutecznie neutralizowała zagrożenie czyhające ze strony Larsson i Kullashi. Na osiem minut przed końcem sposób na nią znalazła jednak Schough i to właśnie ona przesądziła o tym, że Eskilstuna znów znalazła się na pole position w walce o brązowe medale tegorocznej Damallsvenskan. Pomimo pierwszej od czterech kolejek porażki, powodów do smutku nie powinni mieć także w Kristianstad, gdyż wczorajszy mecz tylko potwierdził, że w tym sezonie we wschodniej Skanii udało się zbudować naprawdę ciekawy zespół.

04

Trudno było zapowiadać rywalizację Kvarnsveden z Piteå inaczej niż jako starcie najlepszej ofensywy z najlepszą defensywą w Damallsvenskan. Kibice w Norrbotten z pewnością mieli nadzieję, że formacja dowodzona przez stanowiącą często zaporę nie do przejścia Faith Ikidi znajdzie receptę na zatrzymanie rozpędzonej Tabithy Chawingi, ale raz jeszcze okazało się, że napastniczka z Malawi gra w tym sezonie w innej lidze. Zdobyte w odstępie zaledwie pięciu minut dwa gole jej autorstwa (w roli asystentki młodszą siostrę Temwę zastąpiła tym razem reprezentantka Ghany Elizabeth Addo) były niewątpliwie punktem zwrotnym niedzielnego pojedynku na Ljungbergsplanen, a że nieco wcześniej jedno trafienie dołożyła Armisa Kuc, spotkanie wydawało się całkowicie rozstrzygnięte. W ostatnim kwadransie defensywa z Borlänge postanowiła nam jednak przypomnieć, że od pierwszoligowego poziomu dzielą ją całe lata świetlne, dzięki czemu w Dalarnie załapaliśmy się jeszcze na nadprogramowe emocje. Zaczęło się od Salander asystującej przy golu Janogy, następnie za dwie absolutnie zasłużone żółte kartki z boiska wyleciała Hermansson, a w ostatniej minucie przyjezdne dostały do tego w gratisie zmarnowany ostatecznie przed Pedersen rzut karny. Co więcej, gdyby tylko pani Camilla Eriksson zechciała być wczoraj trochę bardziej skrupulatna, Kvarnsveden kończyłby mecz w dziewiątkę. Te wszystkie problemy są jednak niczym wobec kontuzji ręki, której przy wyskoku do górnej piłki nabawiła się Tabitha Chawinga. Najlepsza snajperka Damallsvenskan opuściła boisko w 74. minucie z grymasem bólu na twarzy i możemy być pewni, że informacje o jej stanie zdrowia będą w najbliższych dniach wiadomością numer jeden nie tylko w Borlänge, ale i w całej Dalarnie.

05

Mecze przeciwko Djurgården i Apollonowi pokazały, że Linköping z jesieni 2017 wciąż nie jest drużyną kompletną. W tamtych spotkaniach słabszą postawę udawało się jeszcze przykryć korzystnym wynikiem, ale w starciu z Hammarby to do drużyny Olofa Unogårda należało ostatnie słowo. Co więcej, piłkarki ze stolicy mają pełne prawo wyjeżdżać z Östergötland z niedosytem, gdyż z przebiegu gry w pełni zasłużyły na to, aby z terenu mistrza wywieźć więcej niż jeden punkt. Godzący grę na trzech frontach Kim Björkegren postanowił zamieszać nieco w wyjściowej jedenastce przed meczem z beniaminkiem, ale w pierwszych minutach to jego zawodniczki sprawiały wyraźnie lepsze wrażenie. Optyczną przewagę udało się nawet udokumentować golem Almqvist po świetnym dośrodkowaniu Jonny Andersson, ale gospodynie – zamiast pójść za ciosem – postanowiły że przez osiemdziesiąt minut będą bronić wyniku. Taktyka ta zemściła się tuż przed gwizdkiem na przerwę, gdy fenomenalnym strzałem w okienko popisała się Frida Sjöberg, a niespełna pół godziny później grającą kompletnie bez wyrazu drużynę Kima Björkegrena dwukrotnie mogła pogrążyć Angeldahl. Nieco ożywienia w grę mistrzyń Szwecji wniosły wprowadzone w trybie awaryjnym Asllani oraz Hurtig, ale nawet one nie potrafiły tego dnia przesądzić o zwycięstwie Linköping. Faworytki raz jeszcze znalazły się wprawdzie na prowadzeniu po nieco przypadkowym (choć ładnym w obrazku) strzale Maanum, ale grający ambitnie beniaminek znów przejął inicjatywę, znów stwarzał sytuacje i w trzeciej minucie doliczonego czasu gry – za sprawą rezerwowej Nygren – znów doprowadził do remisu. Kto wie, być może w końcowym rozrachunku to właśnie ten wywalczony w takich okolicznościach punkt okaże się dla sztokholmianek kluczowy?

06

07

08

09

18. kolejka – zapowiedź

Pomiędzy meczami 1/16 finału piłkarskiej Ligi Mistrzyń, Linköping i Rosengård wracają na ligowe boiska, aby kontynuować szwedzką grę o tron w piłkarskim wydaniu. W najbliższą niedzielę obaj pretendenci do tytułu zagrają u siebie, a ich przeciwnikami będą drużyny ze Sztokholmu. Czy mając na uwadze napięty do granic możliwości terminarz trenerzy Björkegren i Levenstad zdecydują się na roszady w wyjściowej jedenastce? A może będzie dokładnie odwrotnie i to Damallsvenskan okaże się na tę chwilę priorytetem? Bez względu na to, punkty w najbliższej kolejce zdobyć po prostu wypada, gdyż szczególnie ekipa z Malmö ostatnimi występami mocno skomplikowała swoją sytuację. W przeciwieństwie do Linköping, piłkarki ze Skanii nie potrafią bowiem rozstrzygać na swoją korzyść stykowych meczów i ewentualne potknięcie przeciwko Djurgården może oznaczać koniec jakichkolwiek marzeń o jedenastym w historii klubu tytule mistrzyń Szwecji. Przeciwko takiemu scenariuszowi z pewnością nie miałby nic Joez Riddez, gdyż pokonanie nawet osłabionego i rozbitego Rosengård mogłoby stanowić dla jego zawodniczek niezwykle solidną bazę przed zapowiadanym szturmem na medalowe pozycje.

Dzień wcześniej kluczowe w kontekście walki o pozostanie w ekstraklasie mecze rozegrają za to Göteborg oraz Örebro. O ile do tej pory mogło się wydawać, że opuszczenie przez oba te kluby strefy spadkowej jest wyłącznie kwestią czasu, o tyle brak zwycięstwa w najbliższej kolejce sprawi, że perspektywa spędzenia następnego sezonu w Elitettan stanie się nie tyle realna, co wielce prawdopodobna. Żeby było jeszcze bardziej interesująco, rywalami obu ekip będą dziś zespoły ze Skanii, które z kolei wygrywając mogą przyklepać sobie utrzymanie, unikając w ten sposób nerwowej końcówki sezonu. Taka opcja byłaby zdecydowanie najbardziej pożądana przez Limhamn Bunkeflo, gdyż po aferze na koniec okienka transferowego skutkującej rozwiązaniem kontraktów z Johnsson i Rydahl, beniaminek ewidentnie wytracił impet. Czy odzyska go na Behrn Arenie, spychając tym samym w przepaść zespół, w którym występują tak uznane nazwiska jak Dahlkvist, Spetsmark, czy Söberg? Przekonamy się już za kilka godzin, choć więcej szans na zwycięstwo z pewnością trzeba przyznać Örebro.

W pozostałych spotkaniach stawiająca na efektywność Piteå uda się do Borlänge, aby przekonać się, czy najbardziej szczelna defensywa Damallsvenskan znajdzie sposób na powstrzymanie sióstr Chawinga, a tracąca z każdym tygodniem impet Eskilstuna podejmie na Tunavallen rozpędzający się Kristianstad. Ten ostatni mecz można byłoby zareklamować jako pojedynek dwóch bardzo różniących się warunkami fizycznymi playmakerek w osobach Malin Diaz oraz Rity Chikwelu, ale Nigeryjka w spotkaniu przeciwko United niestety nie zagra. Czy jej absencja przeszkodzi podopiecznym Elisabet Gunnarsdottir w kontynuowaniu zwycięskiej serii? Pamiętajmy, że Kristianstad jeszcze nigdy w historii nie pokonał Eskilstuny na Tunavallen, ale przecież przed tygodniem to właśnie Tine Schryvers i spółka przekonały nas, że nie ma takiej passy, której one nie potrafiłyby zakończyć.

omg18_1

omg18_2

omg18_3

omg18_4

omg18_5

omg18_6

Zaliczka jest, euforii nie ma

hon-gav-lfc-dromlage-i-champio

Fot. Rebecca Candevi

Wszyscy doskonale znamy powiedzenie, że pierwszy krok często bywa najtrudniejszy. Oby sprawdziło się ono w przypadku tegorocznego występu szwedzkich klubów w piłkarskiej Lidze Mistrzyń, gdyż po tym, co wczoraj i dziś zaprezentowali dwaj eksportowi przedstawiciele Damallsvenskan, naprawdę trudno o jakiekolwiek pokłady optymizmu. Największym pozytywem są oczywiście wyniki oraz punkty, które Linköping oraz Rosengård dopisały sobie do klubowego rankingu, ale w tym miejscu w zasadzie można byłoby zakończyć wymienianie plusów cypryjsko-rumuńskiej eskapady. Jasne, pochwalić możemy jeszcze chociażby fenomenalny strzał Ebby Wieder lub pojedyncze zagrania Maanum i Asllani, ale ogólny obraz zmagań z przeciwnikami z południowo-wschodniej części kontynentu, na półmetku rywalizacji żadną miarą nie wygląda dobrze.

Jako pierwsze na murawie zaprezentowały się podopieczne Kima Björkegrena, które w Nikozji próbowały niejako zmazać unoszącą się nad szwedzką piłką klubową od czasów słynnej klęski Umeå cypryjską traumę. Już po kilkudziesięciu sekundach Linköping mógł objąć w tym meczu prowadzenie, ale niespełna godzinę później okazało się, że okazja Liny Hurtig była jedyną, jaką mistrzynie i liderki Damallsvenskan potrafiły przed przerwą wykreować. Zdecydowanie bardziej korzystnie prezentowały się za to piłkarki Apollonu i jedynie kapitalna robinsonada Cajsy Andersson po strzale Sidiry, a także słupek po uderzeniu Lagonii pozwoliły gościom udać się do szatni bez bramkowych strat. Obraz gry niestety nie zmienił się również w drugiej połowie i gdyby tylko Rumunka Rus lub Angielka Ayane wykazały się minimalnie większą precyzją, sytuacja mistrzyń Szwecji stałaby się nie do pozazdroszczenia. Zawodniczki klubu z Limassol nie potrafiły jednak zamienić na gola żadnej z wielu naprawdę dogodnych okazji, a Linköping potrzebował zaledwie dwóch długich, prostopadłych podań, aby Minde urwała się Sidirze i Ioannidou, stanęła oko w oko ze Stout i zapewniła swojej drużynie olbrzymią zaliczkę przed rewanżem. Jeśli jednak w Östergötland realnie myślą o 1/8 finału, to bez względu na wczorajszy wynik, na własnym stadionie trzeba będzie zagrać po prostu zdecydowanie lepiej, bo drugi raz tyle szczęścia możemy już nie mieć.

Dwadzieścia cztery godziny później swego rodzaju powtórkę z cypryjskiej rozrywki zapewnił nam FC Rosengård. Piłkarki z Malmö kolejną przygodę z Ligą Mistrzyń rozpoczęły od wyjazdu do Transylwanii, ale choć ta położona w większości na terenie dzisiejszej Rumunii kraina słynie głównie z zamieszkujących ją fantastycznych stworzeń i bohaterów, to fantazji na boisku w Kluż było w czwartkowe popołudnie jak na lekarstwo. Błysk magii tuż przed końcem pierwszej połowy zaprezentowała jedynie Ebba Wieder i to właśnie będące ozdobą tego średniej jakości widowiska trafienie młodej pomocniczki Rosengård sprawiło, że ekipa prowadzona od niedawna przez Malin Levenstad jeszcze bardziej nie przedłużyła trwającej zdecydowanie zbyt długo passy meczów bez zwycięstwa. O ile w pierwszej połowie wicemistrzynie Szwecji faktycznie sprawiały wrażenie ekipy, która piłkarską jakością przewyższa swojego dzisiejszego rywala, o tyle po przerwie oglądaliśmy już klasyczny mecz walki, w którym bardziej klarowne sytuacje potrafiła stworzyć sobie drużyna z Rumunii. Podobnie jak dzień wcześniej w przypadku Linköping, fortuna znów postanowiła jednak szeroko uśmiechnąć się do swoich szwedzkich wybrańców, dzięki czemu sympatycy Olimpii do teraz zastanawiają się, jakim cudem po efektownie rozegranej kombinacji Nagy – Leinert futbolówka ostatecznie nie znalazła drogi do bramki Erin McLeod.

Za niespełna tydzień, obaj przedstawiciele Damallsvenskan zagrają o awans do najlepszej szesnastki na kontynencie przed własną publicznością, ale rewanżowe potyczki wcale nie zapowiadają się na piłkarski spacerek. Ewentualny awans do następnej rundy w obu przypadkach trzeba będzie wyszarpać, a biorąc pod uwagę natężenie meczów na trzech frontach w tej fazie sezonu, trenerów Björkegrena i Levenstad czeka w najbliższym czasie wiele niezwykle ważnych decyzji. Oby okazały się one na tyle skuteczne, że 16. października będziemy mogli emocjonować się kolejnym losowaniem z udziałem dwóch naszych klubów, gdyż tego właśnie tak bardzo potrzebuje w tej chwili szwedzki futbol.

Podsumowanie 17. kolejki

Bezpośrednie starcie Limhamn Bunkeflo i Vittsjö było dla obu klubów doskonałą okazją ku temu, aby wykonać duży krok w kierunku pozostania w Damallsvenskan na kolejny sezon. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę szkoleniowiec miejscowej drużyny Sven Sjunnesson, nazywając derby Skanii ‘meczem o sześć punktów’; wiedziały o tym także piłkarki obu ekip, skupione przede wszystkim na tym, aby nie popełnić w defensywie błędu, który mógłby kosztować ich zespół utratę gola. Takie nastawienie zawodniczek sprawiło, że w pierwszej połowie na Limhamns IP oglądaliśmy słabej jakości widowisko, a wszystko, co najciekawsze wydarzyło się dopiero po przerwie. Strzelanie na murawie w Malmö rozpoczęła tradycyjnie bezbłędna z jedenastu metrów Linda Sällström, która skorzystała z faktu, że chwilę wcześniej Nellie Lilja zupełnie niepotrzebnie sfaulowała w narożniku pola karnego Nigeryjkę Okobi. Gospodynie odpowiedziały błyskawicznie i po trójkowej kombinacji Wännerdahl – Welin – Parikka futbolówka znalazła się w siatce Shannon Lynn, ale pani Laura Rapp – po długiej konsultacji z asystującą jej na linii Sophie Borck – anulowała zdobytego przez reprezentantkę Finlandii gola. Decyzja ta była o tyle istotna, że nie minęło kilka minut i zamiast 1-1 zrobiło się 0-2. Rekonwalescentka Emma Lind źle obliczyła lot dośrodkowanej przez Amandę Persson piłki, co bezlitośnie wykorzystała Osinachi Ohale. W tym momencie emocje na Limhamns IP w zasadzie się skończyły, gdyż gospodynie nie bardzo potrafiły znaleźć sposób na sforsowanie szczelnej defensywy Vittsjö, a usatysfakcjonowane prowadzeniem przyjezdne bez większych nerwów dowiozły korzystny rezultat do ostatniego gwizdka.

01

Już przed rozpoczęciem meczu na Vilans IP było jasne, że Malin Levenstad zapisze się w annałach szwedzkiej piłki jako najmłodsza trenerka, która poprowadziła swój zespół w Damallsvenskan, ale po jego zakończeniu okazało się, że pojedynek Kristianstad i Rosengård z jesieni 2017 pamiętać będziemy przede wszystkim z innego powodu. Przegrywając z drużyną Elisabet Gunnarsdottir, piłkarki z Malmö ustanowiły bowiem za jednym zamachem kilka znaczących, choć mało chwalebnych rekordów. Sympatyków Rosengård znacznie bardziej niż pierwsza w tym wieku ligowa porażka z rywalem ze Skanii, czy też passa czterech kolejnych meczów bez zwycięstwa, martwić mogła jednak bezradność, która w sobotnie popołudnie biła z zawodniczek Malin Levenstad. Na gola Alice Nilsson (piękna asysta Amandy Edgren) dziesięciokrotne mistrzynie kraju odpowiedziały wprawdzie wyrównującym trafieniem Caroline Seger, ale tak naprawdę ani przez moment piłkarkom grającym w białych koszulkach nie udało się zaznaczyć swojej przewagi. Co więcej, długimi fragmentami stroną bardziej aktywną były gospodynie i gdy w 54. minucie Tine Schryvers prześlicznym uderzeniem z rzutu wolnego ponownie wyprowadziła Kristianstad na prowadzenie, nikt nie mógł powiedzieć, że widniejący na tablicy rezultat nie oddaje przebiegu boiskowych wydarzeń. Zawodniczki z Malmö miały oczywiście swoje szanse, dwukrotnie w stuprocentowych sytuacjach pomyliła się Masar, ale biorąc pod uwagę dziewięćdziesiąt minut rywalizacji, zwycięstwo podopiecznych Elisabet Gunnarsdottir było jak najbardziej zasłużone. O tym, jak dobrze tego dnia dysponowane były gospodynie, najlepiej świadczy fakt, że jedną z wyróżniających się piłkarek Rosengård była Erin McLeod, która kilka razy udanymi interwencjami ratowała swój zespół przed jeszcze wyższą porażką. To właśnie postawa kanadyjskiej golkiperki sprawiła między innymi, że do protokołu meczowego jako strzelczyni jednej z bramek nie wpisała się ostatecznie rozgrywająca niemal perfekcyjny mecz Nigeryjka Ogonna Chukwudi.

02

W niedzielne popołudnie kibice obejrzeli na Valhalli żywy, interesujący i okraszony czteroma golami mecz, ale i tak – bez względu na sympatie klubowe – opuszczali stadion w centrum Göteborga z poczuciem olbrzymiego niedosytu. Miejscowi żałowali tego, że pomimo tylu wspaniałych okazji nie udało się sięgnąć w tym arcyważnym starciu po komplet punktów, natomiast goście z Dalarny nie mogli zrozumieć, dlaczego kolejny raz zwycięstwo wymknęło się ich piłkarkom po samobójczym golu w ostatnim kwadransie. Biorąc jednak pod uwagę wszystkie aspekty, remis wydaje się rezultatem, który nie krzywdzi żadnej ze stron, choć trzeba zaznaczyć, że to podopieczne Stefana Rehna nieco częściej zagrażały bramce strzeżonej przez Jenny Wahlén. Ofensywę gospodyń napędzała przede wszystkim prezentująca iście reprezentacyjną formę Elin Rubensson i to głównie dzięki niej druga linia Göteborga wreszcie sprawiała wrażenie formacji, która wie o co chodzi w pierwszoligowej piłce. Do pełnej satysfakcji tym razem zabrakło jednak zawodniczkom z Västergötland przede wszystkim szczęścia, bo gdyby uznany został prawidłowy gol Adeliny Engman lub futbolówka po dośrodkowaniu Landström poszybowała o kilka centymetrów niżej, w tym momencie pisalibyśmy prawdopodobnie, że drużyna Stefana Rehna opuściła właśnie strefę spadkową. Z drugiej strony, dużym nadużyciem byłoby stwierdzenie, że wywieziony z Valhalli punkt piłkarki Kvarnsveden zawdzięczają wyłącznie uśmiechowi fortuny. Nie zapominajmy bowiem o tym, że to one dwukrotnie wychodziły na prowadzenie, a poprzedzająca gola na 1-0 dwójkowa akcja sióstr Chawinga byłaby ozdobą każdej piłkarskiej areny.

03

Po popartym naprawdę solidną grą remisie z Rosengård, wszyscy w Örebro liczyli na to, że oto nadszedł moment, w którym zawodzące przez przeważającą część sezonu piłkarki z Behrn Areny w końcu przełamią się na dobre. Początek meczu w Piteå zdawał się nawet potwierdzać te optymistyczne prognozy, gdyż już po dziewiętnastu sekundach powinno być 1-0 dla gości, ale Julii Spetsmark zabrakło kilku centymetrów, aby wepchnąć dograną przez Michelle De Jongh futbolówkę do siatki. Znacznie bardziej precyzyjny wspomniany duet z Örebro okazał się kilkanaście minut później, ale radość z pokonania Hildy Carlén trwała bardzo krótko, gdyż pani Camilla Eriksson jak najbardziej słusznie dopatrzyła się w tej sytuacji pozycji spalonej. Do przerwy utrzymał się więc bezbramkowy remis i choć nie był to wynik marzeń dla żadnej z ekip, to przyjezdne mogły być zdecydowanie bardziej zadowolone ze swojej postawy. W drugiej połowie obraz gry uległ jednak zmianie i z każdą upływającą minutą coraz częściej gościliśmy w okolicach szesnastki Caroli Söberg. Podopieczne Stellana Carlssona nie rzuciły się może do huraganowych ataków, ale cierpliwa i metodyczna gra zaowocowała kilkoma stałymi fragmentami w bardzo interesujących sektorach boiska i to właśnie one ostatecznie przesądziły o końcowym wyniku. Dwa dośrodkowania Aronsson na głowę Ikidi oraz dwa precyzyjne strzały silnej fizycznie stoperki z Nigerii pozwoliły gospodyniom dopisać do swojego dorobku kolejne trzy punkty, dzięki czemu zespół z Norrbotten zupełnie niepostrzeżenie włączył się na poważnie do walki o medale. Gościom natomiast znów pozostała jedynie analiza popełnionych błędów, choć czasu na wyciągnięcie odpowiednich wniosków mają w Örebro coraz mniej.

04

Hammarby o utrzymanie, Eskilstuna o to, aby jeszcze postraszyć gubiący z niesamowitą wręcz regularnością punkty Rosengård – na Zinkendamms IP oba zespoły jak najbardziej miały o co grać, ale tylko wspieranym jak zwykle głośnym dopingiem biało-zielonych kibiców piłkarkom ze Sztokholmu udało się swój cel zrealizować. Podopieczne Olofa Unogårda nie w ogóle przestraszyły się wyżej notowanego rywala, a boisko potwierdziło, że rzeczywiście … nie było się czego obawiać. Piłkarki z Eskilstuny miały oczywiście przewagę w posiadaniu piłki, ale – wyłączając stuprocentową okazję doskonale obsłużonej przez Kullashi Mimmi Larsson – groźniejsze sytuacje stwarzały sobie gospodynie. Tak było w trzeciej minucie, gdy Zigiotti Olme przedłużyła głową podanie Lindberg i Tiernan mocno postraszyła stojącą między słupkami bramki United Emelie Lundberg. Tak było w sytuacji, gdy amerykańska napastniczka Bajen umieściła piłkę w siatce Eskilstuny, ale zdobyty przez nią w jak najbardziej prawidłowy sposób gol został ostatecznie anulowany. Tak było wreszcie na dziesięć minut przed końcem, gdy Hammarby przeprowadziło jedną z najbardziej efektownych akcji całej rundy jesiennej w Damallsvenskan. Rozpoczęła ją Amanda Johansson, najważniejsze podanie wykonała Filippa Angeldahl, a wszystko zwieńczyła celnym strzałem Julia Zigiotti Olme, zapewniając w ten sposób swojej drużynie trzy bezcenne punkty. Zwycięstwo nad Eskilstuną rzecz jasna nie zagwarantowało jeszcze skazywanemu przez wszystkich na pożarcie beniaminkowi pozostania w ekstraklasie, ale możemy być pewni, że zespół Olofa Unogårda bez walki swojego miejsca nikomu oddawać nie zamierza.

05

Jeśli wyjdziemy z założenia, że mistrzowskie drużyny poznaje się po tym, że potrafią rozstrzygać na swoją korzyść nawet te zdecydowanie słabsze mecze, to nikt nie zasłużył na tytuł bardziej niż ekipa Kima Björkegrena. Na murawie Stadionu Olimpijskiego piłkarki z Linköping nie prezentowały może porywającego futbolu, ale wystarczyło 120 sekund przyspieszenia i komplet punktów znów pojechał razem z nimi do Östergötland. Niepokonane w rundzie jesiennej zawodniczki Djurgården zostawiły na boisku mnóstwo zdrowia, z przebiegu gry były nawet drużyną minimalnie lepszą, ale chirurgiczna precyzja w wykańczaniu akcji sprawiła, że to przyjezdne schodziły do szatni przy komfortowym, dwubramkowym prowadzeniu. Jako pierwsza na listę strzelczyń wpisała się Minde, wykańczając efektowną akcję Banusic i Asllani, a dosłownie chwilę później centrę byłej piłkarki PSG i Manchesteru na drugiego gola zamieniła Anna Oskarsson. Od tego momentu zawodniczki z Linköping nastawiły się przede wszystkim na obronę korzystnego wyniku, z rzadka zapędzając się pod bramkę Gunnarsdottir, ale gdy już to robiły, to islandzka golkiperka znajdowała się w poważnych tarapatach. Stuprocentowe okazje na to, aby definitywnie rozstrzygnąć mecz miały kolejno Hurtig oraz Asllani, ale dwie fenomenalne interwencje Gunnarsdottir pozwoliły gospodyniom zachować resztki nadziei na odrobienie strat. Na dziesięć minut przed końcem spotkania odżyły one jeszcze bardziej, gdy w zamieszaniu po rzucie rożnym sztokholmiankom udało się zdobyć bramkę kontaktową, ale na więcej gospodyniom nie wystarczyło już ani czasu, ani pomysłu. Zwyciężając w stolicy, drużyna Kima Björkegrena ponownie powiększyła swoją przewagę w tabeli nad FC Rosengård, dzięki czemu obrona mistrzowskiego tytułu nagle stała się bardziej realna niż kiedykolwiek wcześniej.

06

07

08

09

Kadra na Danię, Węgry i Norwegię

bigOriginal

Swoją postawą w lidze Julia Roddar z pewnością zasłużyła na powołanie (Fot. Emil Langvad)

Październikowe mecze z Danią i Węgrami mogą albo znacząco przybliżyć nas do francuskich finałów, albo już na początku eliminacji mocno skomplikować sytuację w grupie. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę Peter Gerhardsson, który ogłosił dziś nazwiska zawodniczek powołanych na te dwa niezwykle istotne mecze. Zaskoczenia? Chyba można do nich zaliczyć brak Malin Diaz oraz Tove Almqvist, gdyż wydaje się, że przynajmniej jedna z nich powinna znaleźć się w kadrze. Selekcjoner postanowił jednak raz jeszcze zaufać zawodniczkom, które miał okazję obserwować podczas obozu w Chorwacji, ponieważ – jak sam twierdzi – w tej chwili nie jest dobry moment na większe eksperymenty. Dobrą informacją jest jednak z pewnością dostrzeżenie grającej na co dzień w Kvarnsveden Julii Roddar, które pokazuje, że w przeciwieństwie do wielu poprzedników, Gerhardsson potrafi nagrodzić zaproszeniem do reprezentacji piłkarki dobrze prezentujące się w lidze. Oczywiście, trudno spodziewać się, aby pomocniczka z Dalarny na Gamla Ullevi wybiegła w wyjściowej jedenastce, ale nie mamy wątpliwości, że takie powołanie może jedynie pomóc będącej jedną z największych odkryć Damallsvenskan w tym sezonie 25-latce.

Kadra na Danię i Węgry:

Bramkarki: Hilda Carlén (Piteå), Hedvig Lindahl (Chelsea), Zecira Musovic (Rosengård)

Obrończynie: Jonna Andersson (Linköping), Emma Berglund (PSG), Mia Carlsson (Kristianstad), Magdalena Eriksson (Chelsea), Nilla Fischer (Wolfsburg), Amanda Ilestedt (Turbine), Jessica Samuelsson (Arsenal), Linda Sembrant (Montpellier)

Pomocniczki: Kosovare Asllani (Linköping), Hanna Folkesson (Rosengård), Lina Hurtig (Linköping), Julia Roddar (Kvarnsveden), Elin Rubensson (Göteborg), Johanna Rytting Kaneryd (Djurgården), Caroline Seger (Rosengård), Julia Spetsmark (Örebro)

Napastniczki: Marija Banusic (Linköping), Stina Blackstenius (Montpellier), Mimmi Larsson (Eskilstuna), Fridolina Rolfö (Bayern)

Podczas dzisiejszej konferencji oficjalnie potwierdzono również daty dwóch meczów towarzyskich, które w najbliższych miesiącach czekają reprezentację Szwecji. 27. listopada podopieczne Petera Gerhardssona zmierzą się z Francją, natomiast 21. stycznia czeka je pojedynek z RPA. Oba spotkania zostaną rozegrane na terenie rywali.


W październiku w akcji ponownie zobaczymy także będącą bezpośrednim zapleczem pierwszej reprezentacji kadrę U-23. Drużyna prowadzona przez Anneli Andersén oraz Callego Barrlina zmierzy się w Gävle z Norwegią i jeśli ktoś ma możliwość wybrać się na to spotkanie, to nie powinien żałować wyboru. Grupa powołanych piłkarek prezentuje się bowiem niezwykle interesująco, co ostatnimi czasy wcale nie było regułą w przypadku szwedzkich młodzieżówek.

Kadra na Norwegię:

Bramkarki: Matilda Haglund (Linköping), Emma Holmgren (Hammarby)

Obrończynie: Emelie Andersson (Örebro), Ronja Aronsson (Piteå), Nathalie Björn (Eskilstuna), Anna Oskarsson (Linköping), Emma Pennsäter (Brøndby), Amanda Persson (Vittsjö), Sofia Wännerdahl (Limhamn Bunkeflo)

Pomocniczki: Tove Almqvist (Linköping), Fanny Andersson (Örebro), Filippa Angeldahl (Hammarby), Elin Bragnum (Piteå), Michelle De Jongh (Örebro), Malin Diaz (Eskilstuna)

Napastniczki: Anna Anvegård (Växjö), Pauline Hammarlund (Göteborg), Emma Jansson (Örebro)