Taniec z Papuaskami

Wprawdzie z Papuą-Nową Gwineą nie udało się wygrać walki o organizację młodzieżowego mundialu, ale już w rywalizacji boiskowej nie było wątpliwości która z drużyn prezentuje większą jakość. Zwycięstwo 6-0 doskonale oddaje różnicę poziomów między mierzącymi się dziś ekipami, ale jednocześnie sprawia, że w kończącym grupowe zmagania niedzielnym meczu z Brazylią tylko trzy punkty zagwarantują szwedzkim piłkarkom awans do fazy pucharowej rozgrywanego w Oceanii turnieju.

Zgodnie z przedmeczowymi założeniami, emocje w pojedynku z gospodyniami imprezy trwały mniej więcej osiem minut. Właśnie wtedy Stina Blackstenius błyskawicznie urwała się defensywie Papui-Nowej Gwinei i bez najmniejszych problemów umieściła futbolówkę w siatce Laviny Holi. Od tej chwili jedyną niewiadomą były wyłącznie rozmiary zwycięstwa reprezentacji Szwecji, które – uprzedźmy fakty – powinno być zdecydowanie bardziej okazałe. Bardzo mocno szwankowała jednak skuteczność i nawet wspomniana Blackstenius, która ostatecznie zakończyła mecz z czterema trafieniami na koncie, z pewnością nie może być w pełni zadowolona ze swojej dzisiejszej postawy. Przypuszczamy, że stosunkowo najmniej zaskoczeni pewnego rodzaju indolencją strzelecką snajperki Linköping byli sympatycy klubu z Östergötland, a także czytelnicy naszego serwisu, gdyż marnująca kolejne stuprocentowe okazje Blackstenius była w zakończonym przed dwoma tygodniami sezonie stałym elementem ligowej rzeczywistości. Oczywiście, niezmiennie musi imponować łatwość, z jaką liderka kadry U-20 dochodzi do dogodnych sytuacji (szczególnie w klubie, gdy ma za plecami niesamowity tercet Rolfö – Harder – Minde), ale oglądając chociażby nieprawdopodobne pudło w doliczonym czasie gry meczu z Papuą-Nową Gwineą, chyba każdemu stanęły przed oczami obrazki na przykład z domowego meczu z Göteborgiem, podczas którego piłka także niespecjalnie chciała z Blackstenius współpracować.

Cztery gole strzelone przez napastniczkę LFC koniec końców trzeba jednak docenić, podobnie zresztą jak niezłą zmianę Johanny Rytting Kaneryd, która, dokładnie jak w meczu przeciwko Korei Północnej, dała drużynie pozytywny impuls wchodząc z ławki. Dziwić może jedynie fakt, iż – szczególnie biorąc pod uwagę bardzo słabą dyspozycję skrzydłowych – Calle Barrling oraz Anneli Andersén wciąż nie dają zawodniczce Djurgården, która za mniej więcej dwa tygodnie zostanie najpewniej ogłoszona Odkryciem Roku 2016 w szwedzkiej piłce, szansy w wyjściowej jedenastce. Nie jest jednak wykluczone, że zmieni się to już w kluczowym w kontekście walki o awans do ćwierćfinału spotkaniu z Brazylią. Mały plusik po dzisiejszym spotkaniu możemy postawić także obok nazwiska Filippy Angeldal, która świetnie antycypowała boiskowe wydarzenia i aż trzy razy to właśnie jej podanie otworzyło jednej z koleżanek drogę do zapisania się w meczowym protokole w najważniejszej z rubryk. Na tym niestety możemy zakończyć wyliczanie pozytywów, co – mając na uwadze klasę dzisiejszego rywala – może nieco niepokoić.

Mecz z Brazylią zadecyduje o dalszych losach obu drużyn, ale na cztery dni przed jego rozpoczęciem trudno jednoznacznie wskazać faworyta. Oba zespoły póki co na turnieju w Oceanii mocno rozczarowują, ale drabinka ułożyła się tak, że jeden z nich otrzyma szansę zmierzenia się ze zwyciężczyniami grupy B w meczu, którego stawką będzie awans do strefy medalowej. W Szwecji, jak chyba nigdzie indziej na świecie, doskonale wiemy, że nie trzeba grać pięknie, aby ostatecznie doczłapać nawet do finału, ale musimy przy tym pamiętać, że młodzieżowy mundial w jednym aspekcie różni się od tego seniorskiego czy Igrzysk Olimpijskich. Tutaj niestety nie da się wyjść z grupy z trzeciego miejsca. Miejmy nadzieję, że Calle Barrling oraz Anneli Andersén także zdają sobie z tego sprawę.

bez-tytulu

Fot. Maddie Meyer

Reklamy

Zimny prysznic na początek

Od porażki 0-2 z głównymi faworytkami grupy rozpoczęła udział w Młodzieżowych Mistrzostwach Świata reprezentacja Szwecji. Wynik ten nie przekreśla jeszcze oczywiście szans na awans do fazy pucharowej, ale pewne jest, że przed spotkaniami z Papuą-Nową Gwineą oraz – przede wszystkim – Brazylią – Calle Barrling i Anneli Andersén mają do przemyślenia sporo kwestii, a czasu na analizę i wyciągnięcie właściwych wniosków jest bardzo niewiele. Najprawdopodobniej kluczowy jeśli chodzi o końcową kolejność w grupie mecz czeka nas bowiem dokładnie za tydzień.

Pojedynek z Koreą Północną od początku układał się po myśli wicemistrzyń Azji, które natychmiast przejęły inicjatywę i nie oddały jej aż do mniej więcej 65. minuty. Co ciekawe, Koreanki imponowały nie tylko świetną techniką oraz opanowanymi niemal do perfekcji schematami rozgrywania akcji ofensywnych, ale także całkiem niezłym przygotowaniem fizycznym. Szczególnie w pierwszej połowie, Azjatki, nie dość, że nie unikały bezpośredniej walki o piłkę, to jeszcze od czasu do czasu potrafiły wyjść z niej zwycięsko. Zagrożeniem dla bramki Holmgren były ponadto rozgrywane w bardzo ciekawy i momentami niekonwencjonalny sposób stałe fragmenty gry, po których raz po raz kotłowało się w szwedzkiej szesnastce. Właśnie po takim zamieszaniu Koreanki mogły, a nawet powinny objąć w 18. minucie prowadzenie, ale zmierzającą do siatki futbolówkę z linii bramkowej wybiła dobrze ustawiona Ökvist. Kilkadziesiąt sekund później znów zrobiło się bardzo niebezpiecznie – tym razem za sprawą Hyo Sim Ju – i trudno było oprzeć się wrażeniu, że gol dla Korei jest jedynie kwestią czasu. To, co wydawało się nieuchronne, nastąpiło w końcu w 25. minucie; Hyang Sim Ri oraz So Hyang Kim we dwie rozklepały szwedzką defensywę, a ta pierwsza nie miała większych problemów ze skutecznym wykończeniem akcji. Prowadzenie Azjatek do przerwy mogło być jeszcze bardziej okazałe, ale tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę Holmgren popisała się udaną interwencją po strzale Un Hwa Choe, a chwilę wcześniej w dogodnej sytuacji pogubiła się strzelczyni pierwszego gola dla Korei Hyang Sim Ri.

Szwedzkie 4-4-2 w pierwszej części gry absolutnie nie zdało egzaminu, więc na drugą połowę nasze piłkarki wyszły w ustawieniu z trzema środkowymi obrończyniami. Zanim jednak zdążyły na dobre ustalić kto za kogo odpowiada, zrobiło się 0-2. Futbolówka jak po sznurku krążyła między koreańskimi zawodniczkami, aż w końcu So Yon Jon idealnie wypatrzyła stojącą na wprost bramki So Hyang Kim, a ta wykorzystała moment zawahania nieco zagubionych w tej sytuacji Löfqvist oraz Rybrink i strzałem z najbliższej odległości nie dała Holmgren najmniejszych szans na jakąkolwiek reakcję. Drugi gol dla Korei nie spowodował jednak zmiany obrazu gry, wciąż to rywalki były drużyną zdecydowanie groźniejszą i bardziej kreatywną, a zaordynowane w przerwie zmiany wydawały się przynosić skutek dalece inny od oczekiwanego. Mniej więcej w 65. minucie gry Calle Barrling oraz Anneli Andersén zdecydowali się więc na kolejną roszadę taktyczną i tym razem okazała się ona w pełni trafiona. Na murawie pojawiła się mająca za sobą fenomenalny sezon w barwach Djurgården Johanna Rytting Kaneryd, która dała zupełnie nowy impuls szwedzkiej drugiej linii, w ustawieniu z piątką pomocniczek uaktywniła się także całkowicie niewidoczna do tej pory Almqvist i nawet zupełnie odcięta wcześniej od gry Blackstenius mogła liczyć w ataku na nieco więcej opcji. Wciąż brakowało wprawdzie klarownych okazji strzeleckich, pierwszy – i zarazem jedyny – celny strzał na bramkę Myong Sun Kim udało się oddać dopiero w 93. minucie za sprawą Almqvist, ale w końcu na stadionie w Port Moresby mogliśmy oglądać spotkanie dwóch równych drużyn. Jego rezultat był już w tym momencie rzecz jasna rozstrzygnięty, ale jeśli przed kolejnymi meczami mamy szukać powodów do optymizmu, to znajdziemy je właśnie w dającej nadzieje końcówce.

Teraz przez reprezentantkami Szwecji starcie z gospodyniami imprezy i jest to mecz, w którym absolutnie nie można pozwolić sobie na jakąkolwiek wpadkę. Właśnie takie pojedynki, jak czekająca nas w najbliższą środę rywalizacja z Papuą-Nową Gwineą, potrafią niesamowicie zbudować morale zespołu, a jest niezwykle istotne, żeby na Brazylię nasze piłkarki wyszły w dobrych nastrojach i z zaufaniem do własnych umiejętności. Jeśli jednak mamy ambicje, żeby w Oceanii być kimś więcej niż tylko tygodniowymi gośćmi, to w żadnym z kolejnych meczów nie możemy pozwolić sobie na to, aby zacząć grać w 65. minucie, bo taka postawa zaprowadzi nas jedynie na lotnisko, a wracać już za tydzień do domu zdecydowanie nie chcemy.

hbn

Fot. Ian Walton

Nasza klasa 2010

Choć niektórym może się to wydać niewiarygodne, reprezentacja Szwecji dopiero po raz drugi bierze udział w najważniejszej imprezie w młodzieżowej piłce nożnej. Jedyny dotychczasowy start miał miejsce nie tak dawno, bo w 2010 roku, a rozegrany wówczas na niemieckich boiskach turniej był jednocześnie próbą generalną przed tym właściwym mundialem 2011, który z wielu powodów wspominać będziemy jeszcze długo. Młode Szwedki trafiły do grupy z … Koreą Północną, Brazylią oraz przedstawicielem Oceanii (jak widać, pewne rzeczy w przyrodzie pozostają niezmienne!) i choć nie były w tej stawce faworytkami, to zakończyły zmagania na pierwszym miejscu, a w pamięci kibiców pozostała szczególnie niezwykle dramatyczna końcówka meczu z Azjatkami. Piękny sen w ćwierćfinale dość brutalnie przerwały jednak będące prawdziwą rewelacją tamtego turnieju Kolumbijki, pewnie zwyciężając 2-0. Młodszym kibicom musimy w tym miejscu wyjaśnić, iż reprezentacja Kolumbii była na tamtych mistrzostwach odpowiednikiem dzisiejszej Wenezueli; efektowną, a jednocześnie ofiarną postawą drużyny prowadzonej przez Ricardo Rozo zachwycał się cały świat i nic dziwnego, że przeważająca większość neutralnych kibiców właśnie jej życzyła sięgnięcia po ostateczny triumf. Co ciekawe, Kolumbijki także miały w swoich szeregach duet Castellanos – Garcia, choć dla niepoznaki w ich wersji nazywał się on Andrade – Rincon i prezentował się równie spektakularnie.

Wróćmy jednak do Szwedek, gdyż to przede wszystkim o nich to wspomnienie. Nietrudno bowiem obliczyć, że piłkarki, które dokładnie sześć i pół roku temu walczyły w Niemczech o prymat w młodzieżowej piłce, właśnie w tej chwili powinny dobijać do szczytowych punktów swoich karier, stanowiąc przy okazji zauważalną część dorosłej reprezentacji. Czy rocznik 1990, który jako pierwszy w historii zdołał zakwalifikować się na MMŚ, rzeczywiście okazał się aż tak wyjątkowy? W jakim miejscu są dziś zawodniczki, którym wróżono największe sukcesy, ze Złotą Piłką włącznie? W przeddzień turnieju w Papui-Nowej Gwinei, staramy się odpowiedzieć na te właśnie pytania, przedstawiając dalsze losy każdej z absolwentek klasy 2010 od momentu, w którym przygasły reflektory niemieckich stadionów. Dokładnie jak w przypadku szkolnych roczników, tak i tutaj nie brakuje ani opowieści o wielkich sukcesach, ani historii znacznie bardziej smutnych, a momentami niestety nawet dramatycznych. Zapraszamy zatem do lektury, życząc jednocześnie tegorocznym reprezentantkom, aby w ich przypadku rozpoczynający się jutro turniej stanowił wyłącznie początek wspaniałej, piłkarskiej przygody (uwaga: w nawiasach podano wiek oraz przynależność klubową każdej zawodniczki w momencie wyjazdu na MMŚ 2010):

swe1

Klasa 2010 na kilka chwil przed rozpoczęciem meczu otwarcia z Nową Zelandią (Fot. Martin Rose)

1. Susanne Nilsson (18 lat, Göteborg) – podczas niemieckiego mundialu była rezerwową i dokładnie taką sama rolę pełniła w klubie z Göteborga. W poszukiwaniu bardziej regularnych występów trafiła najpierw do AIK, a następnie do Sunnanå, ale w barwach tych klubów dwa razy z rzędu poznała smak spadku z ekstraklasy. Przed rozpoczęciem sezonu 2015 trafiła do Djurgården, z którym to z kolei wywalczyła awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Niestety, na poziomie Damallsvenskan była zaledwie trzecią bramkarką ekipy ze Sztokholmu, a taka rola w najmniejszym stopniu nie mogła zaspokoić jej ambicji, w związku z czym latem 2016 zdecydowała się na transfer do trzecioligowego Mörön, gdzie występuje do dziś. Najlepszy mecz w karierze Nilsson rozegrała jednak nie w barwach któregokolwiek z wymienionych klubów, a reprezentacji … Serbii. W 2013 roku bramkarka zdecydowała, że w rozgrywkach międzynarodowych będzie reprezentować kraj, z którego pochodzą jej rodzice, a dwa lata później została niekwestionowaną bohaterką zakończonego ostatecznie remisem 1-1 meczu Serbek z Belgijkami.

2. Catrine Johansson (18 lat, Göteborg) – na mistrzostwach w Niemczech zagrała w trzech spotkaniach, za każdym razem od pierwszej minuty. Już w 2010 roku przebiła się także do wyjściowej jedenastki Göteborga i w tym właśnie klubie występuje bez przerwy do dziś. Miała mniejszy lub większy udział we wszystkich wywalczonych przez zespół z Västergötland trofeach (2 x puchar, 1 x superpuchar), a w Damallsvenskan uzbierała juz niemal 160 występów, z czego większość w pełnym wymiarze czasowym.

3. Jessica Samuelsson (18 lat, Linköping) – choć w Niemczech zanotowała zaledwie dwuminutowy epizod w meczu z Korea Północną, to właśnie ona zrobiła zdecydowanie największa karierę spośród wszystkich defensorek. Z reprezentacją Szwecji, w której do tej pory zagrała 40 razy, występowała na trzech wielkich imprezach (ME 2013, MŚ 2015, IO 2016), a z ostatniej z nich przywiozła srebrny medal. Równie imponująco prezentują się jej dokonania na niwie klubowej: w zakończonych właśnie rozgrywkach była podstawową piłkarką mistrzowskiej ekipy z Linköping, a wcześniej z tym samym klubem dwukrotnie wznosiła w górę Puchar Szwecji. Sporym sukcesem zakończył się ponadto australijski epizod w jej karierze; w sezonie 2014 Samuelsson wraz z koleżankami z Melbourne Victory zdobyła mistrzostwo tamtejszej W-League, a sama została uznana najbardziej wartościową zawodniczką całych rozgrywek.

4. Emma Kullberg (18 lat, Umeå) – na niemieckich mistrzostwach była piłkarką absolutnie kluczową, we wszystkich czterech meczach zagrała od pierwszej do ostatniej minuty. Niestety, w jej przypadku przejście z piłki młodzieżowej do seniorskiej nie wyglądało tak, jak życzyłaby sobie tego sama zainteresowana. Kullberg nie potrafiła się przebić ani w Umeå, ani w Öster, ani w Vittsjö i ostatecznie zakotwiczyła w trzecioligowym Team TG, w którym występuje od dwóch sezonów. Regularna gra na poziomie Division 1 z pewnością nie była jednak szczytem marzeń nazywanej niegdyś jedną z największych nadziei szwedzkiej piłki zawodniczki.

5. Elin Borg (20 lat, Stattena) – mundial w Niemczech rozpoczęła oczywiście w wyjściowej jedenastce, ale niestety zakończyła go przedwcześnie z powodu kontuzji i to właśnie notoryczne problemy ze zdrowiem stanęły jej na drodze do zrobienia kariery na miarę nieprzeciętnego talentu. Doliczyliśmy się zaledwie trzech sezonów, podczas których Borg więcej czasu spędziła na boisku niż w gabinetach lekarskich. 26-letnia dziś zawodniczka zmagała się zarówno z urazami typowo piłkarskimi, jak i problemami zupełnie nie związanymi z futbolem, ale za każdym razem dzięki wielkiemu uporowi i determinacji ostatecznie wracała na murawę. Obecnie Borg jest piłkarką Djurgården, ale sezon 2016 był dla niej całkowicie stracony i pozostaje jedynie mieć nadzieję, że w roku 2017 fatalna karta w końcu się odwróci.

6. Mia Carlsson (20 lat, Kristianstad) – na mundialu w Niemczech we wszystkich czterech meczach stanowiła wraz z Emmą Kullberg podstawową parę stoperek. Już wtedy jej znakiem firmowym była solidność, za którą – jak widać z wzajemnością – pokochali ją w Kristianstad. W klubie ze wschodniej Skanii Carlsson występuje nieprzerwanie do dziś i nie będzie wielkiej przesady w stwierdzeniu, że jest jedną z piłkarek, od których Elisabet Gunnarsdottir rozpoczyna ustalanie składu. Trudno się zresztą temu dziwić, wszak zdecydowana większość z jej 155 ekstraklasowych występów w koszulce KDFF była jedynie potwierdzeniem jej sporych umiejętności.

vogel1

0-2 z rewelacyjną Kolumbią zamknęło drogę do strefy medalowej (Fot. Friedemann Vogel)

7. Emilia Appelqvist (20 lat, AIK) – jak przystało na kapitankę, podczas turnieju w Niemczech nie opuściła murawy nawet na minutę. W 2011 roku zamieniła AIK na Tyresö, ale w sztokholmskim gwiazdozbiorze było jej niezwykle trudno przebić się do wyjściowej jedenastki. Kolejnym przystankiem na jej piłkarskiej drodze zostało więc Piteå i – podobnie jak w przypadku wielu innych zawodniczek – wyjazd do Norrland okazał się strzałem w dziesiątkę. Appelqvist nie tylko ugruntowała swoją pozycję w piłce klubowej, ale także doczekała się powołania do reprezentacji, z którą pojechała na mistrzostwa świata do Kanady oraz na Igrzyska Olimpijskie do Brazylii, gdzie wywalczyła srebrny medal. W lutym 2016 Appelqvist została zawodniczką Djurgården i wraz z Katrin Schmidt stworzyła tam jeden z najlepszych w historii szwedzkiej ekstraklasy duetów środkowych pomocniczek.

8. Josefine Alfsson (18 lat, Malmö) – na niemieckim mundialu zagrała we wszystkich spotkaniach, trzykrotnie wychodząc w podstawowej jedenastce, a raz (w spotkaniu z Nową Zelandią) wchodząc z ławki. W 2010 roku z klubem z Malmö wywalczyła mistrzostwo Damallsvenskan, ale jej wkład w zdobycie tytułu był wyłącznie symboliczny. Z rolą rezerwowej pogodzić musiała się także w Linköping, gdzie spędziła dwa kolejne sezony. Ostatni mecz na szczeblu ekstraklasy rozegrała w listopadzie 2012, a potem rozpoczął się prawdziwy zjazd, który zakończył się aż na piątym poziomie rozgrywek. W zakończonym właśnie sezonie Alfsson była zawodniczką czwartoligowego Falköping.

9. Sofia Jakobsson (20 lat, Umeå) – na turnieju w Niemczech była oczywiście podstawową zawodniczką, a w meczu z Koreą Północną strzeliła nawet niezwykle ważnego gola na 1-1. Po turnieju w Niemczech jej kariera nabrała jeszcze większego rozpędu, który pozwolił jej pojechać aż na pięć wielkich turniejów (MŚ 2011, IO 2012, ME 2013, MŚ 2015, IO 2016) z reprezentacją Szwecji, w której wystąpiła dotychczas już 79 razy. Jakobsson jest więc tym samym jedyną urodzoną w latach 90-tych szwedzką piłkarką, która posiada w dorobku medal zarówno mistrzostw świata (2011), jak i Igrzysk Olimpijskich (2016). Niezwykle oryginalnie prezentuje się także jej kariera klubowa; Jakobsson występowała kolejno w Rosji (mistrzostwo z Rossijanką), Anglii, Niemczech (spadek z ligi z Cloppenburgiem) i Francji, gdzie gra do dziś, będąc największą gwiazdą należącego do ścisłej czołówki Division 1 Montpellier.

10. Tilda Heimersson (18 lat, Linköping) – podczas turnieju w Niemczech była kluczową postacią szwedzkiej drugiej linii i trudno się temu dziwić; wszak już wtedy widziano w niej przyszłą rozgrywającą dorosłej kadry. Kariera Heimersson rozwijała się naprawdę błyskawicznie: już jako siedemnastolatka dołożyła swoją cegiełkę do pierwszego mistrzostwa dla Linköping, a rok później stała się podstawową piłkarką klubu z Östergötland. Niestety, tę pięknie zapowiadającą się historię zdecydowanie zbyt wcześnie przerwał los. Po pierwszym urazie więzadeł udało się jeszcze wrócić na boisko, po drugim także, ale trzecia kontuzja zmusiła Tildę do zakończenia kariery w wieku zaledwie 23 lat. O tym, jak wielka to strata dla szwedzkiej piłki, najlepiej świadczy fakt, iż kibice Linköping wciąż o niej nie zapominają i tworzą na jej cześć takie wideoklipy. Miłość do futbolu okazała się jednak na tyle silna, że kilka miesięcy temu Heimersson, która po zakończeniu kariery postanowiła wyjechać do Hiszpanii, ponownie wróciła do piłki, oczywiście póki co tej w wydaniu amatorskim.

1447

Tilda Heimersson podczas sesji zdjęciowej Linköping przed sezonem 2011 (Fot. LFC)

11. Olivia Schough (19 lat, Göteborg) – niemiecki mundial rozpoczęła w wyjściowej jedenastce, ale wypadła z niej po dwóch meczach grupowych. Do 2013 roku reprezentowała barwy klubu z Göteborga, z którym dwukrotnie sięgnęła po Puchar Szwecji. Swoich sił próbowała także w ligach zagranicznych, ale po nie do końca udanych przygodach w Rosji (Rossijanka) i Niemczech (Bayern), postanowiła wrócić do kraju, gdzie niemal z miejsca stała się jedną z podstawowych piłkarek rewelacyjnej Eskilstuny. Schough jest ponadto jedną z ulubionych zawodniczek Pii Sundhage; pod wodzą obecnej selekcjonerki rozegrała już 46 spotkań w pierwszej reprezentacji, z którą uczestniczyła w trzech turniejach mistrzowskich (ME 2013, MŚ 2015, IO 2016). Na ostatnim z nich wywalczyła srebrny medal, co bez wątpienia jest zdecydowanie największym sukcesem w jej dotychczasowej karierze.

12. Hilda Carlén (18 lat, Malmö) – na turnieju w Niemczech była podstawową bramkarką szwedzkiej kadry, ale o regularną grę w klubie nie było już tak łatwo, gdyż zarówno w Malmö, jak i w Linköping, nie zawsze łapała się nawet do meczowej osiemnastki. Przełomem okazał się transfer do drugoligowego wówczas Hammarby, gdzie pokazała się z tak dobrej strony, że dwanaście miesięcy później była już piłkarką Piteå. Pobyt w klubie z Norrland pozwolił jej nie tylko stać się jedną z czołowych golkiperek Damallsvenskan, ale także – pomimo niemałej przecież konkurencji – zadebiutować w seniorskiej reprezentacji, w której póki co zaliczyła 4 występy, za każdym razem zachowując czyste konto. Carlén jest kolejną srebrną medalistką z Rio, choć na turnieju w Brazylii – podobnie, jak rok wcześniej na mundialu w Kanadzie – we wszystkich meczach była rezerwową.

13. Amanda Ilestedt (17 lat, Malmö) – jedyna w tym gronie przedstawicielka rocznika 1993 rozpoczęła młodzieżowy mundial na ławce, ale w meczach przeciwko Korei Północnej oraz Kolumbii zagrała już od pierwszej do ostatniej minuty. Po krótkoterminowym wypożyczeniu do Vittsjö wróciła do Malmö, gdzie od sezonu 2012 jest podstawową stoperką najbardziej utytułowanego szwedzkiego klubu, z którym wywalczyła pięć tytułów mistrzowskich, jeden puchar i trzy superpuchary. Dobra i równa gra w lidze prędzej czy później musiała zaowocować powołaniem do reprezentacji, w której to Ilestedt rozegrała dotychczas 14 spotkań. Była także częścią szwedzkiej kadry na ME 2013 oraz MŚ 2015, ale jej ambicje sięgają zapewne jeszcze wyżej i na kolejną mistrzowską imprezę chętnie pojechałaby jako podstawowa zawodniczka. Jeśli tylko dalej będzie tak konsekwentnie realizować wyznaczane sobie cele – na pewno nie jest bez szans.

14. Sarah Storck (19 lat, Malmö) – na mistrzostwach w Niemczech zaliczyła 21 minut, wchodząc z ławki w dwóch ostatnich meczach turnieju. Na równie epizodyczne występy mogła liczyć w barwach klubu z Malmö, a szerszej publiczności na dobre przedstawiła się dopiero jako piłkarka drugoligowego IK Sirius. Wiosną 2014 słynąca z bezkompromisowości napastniczka postanowiła raz jeszcze spróbować sił w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale dwuletni pobyt w AIK zakończył się dość bolesną degradacją. Sezon 2016 Storck spędziła już w występującym na zapleczu ekstraklasy Östersund i dopiero w tym klubie zaczęła prezentować się na miarę swojego talentu i swoich oczekiwań. Czy jedenaście strzelonych goli okaże się przepustką do tego, aby kolejny raz otrzymać szansę w Damallsvenskan?

15. Antonia Göransson (19 lat, Kristianstad) – zdecydowanie największy talent w klasie 2010, dla kadry U20 była wówczas jeszcze ważniejszą postacią niż dziś Stina Blackstenius. Na niemieckich mistrzostwach jej gwiazda świeciła pełnym blaskiem, czego najlepszym dowodem był bezpośredni udział przy wszystkich sześciu golach (!) dla Szwecji i wymienianie jej nazwiska w kontekście MVP całego turnieju. Kolejnym krokiem był transfer do niemieckiej Bundesligi, gdzie wciąż zachwycała kibiców najpierw w barwach Hamburga, a następnie Turbine Poczdam. Z klubem z Brandenburgii wywalczyła w 2012 roku mistrzostwo Niemiec, a z pierwszą reprezentacją Szwecji, w której zagrała jak dotychczas 50 razy, sięgnęła po brązowy medal mistrzostw świata 2011 (oprócz tego była częścią kadry na IO 2012 oraz ME 2013). Gdy wydawało się, że to właśnie ona może zostać pierwszą szwedzką laureatką Złotej Piłki, jej kariera w tajemniczy sposób gwałtownie wyhamowała. Okazało się, że organizm zawodniczki zaatakowała podstępna choroba, która mogła odebrać jej nawet życie. W maju 2016 Göransson wróciła na boisko, a występy w barwach Mallbacken – jak sama stwierdziła – stanowią początek całkowicie nowego rozdziału w piłkarskiej karierze.

legionaerinnen107_v-ardgalerie

Antonia Göransson została gwiazdą Bundesligi (fot. sportschau.de)

16. Kristin Karlsson (19 lat, Jitex) – to właśnie ona była na niemieckich mistrzostwach jokerką w szwedzkiej talii, zagrała wówczas we wszystkich czterech meczach, choć ani razu od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty. Po tym, jak nie udało jej się wywalczyć miejsca w wyjściowej jedenastce Jitexu, już w wieku 21 lat zdecydowała się na wyjazd z kraju. Od czterech sezonów jest zawodniczką klubów z środka norweskiej ekstraklasy, ale tak naprawdę ani w Vålerendze, ani w Røa choćby przez chwilę nie była podstawową piłkarką swojej drużyny. Przez ostatnie dwa lata uzbierała w Toppserien niespełna 300 minut i nie jest to z pewnością wynik, z którego sama zainteresowana mogłaby być zadowolona.

kolumbien-schweden-u-20-wm-514

Kristin Karlsson demonstruje jak powinno się wyrzucać piłkę z autu (Fot. sid)

17. Jennifer Egelryd (20 lat, Tyresö) – niemiecki mundial rozpoczęła w pierwszym składzie, ale w dość pechowy sposób zakończyła go już po 58 minutach meczu przeciwko Nowej Zelandii. Na bardziej regularne występy tym bardziej nie mogła liczyć w budowanym za ogromne pieniądze Tyresö, więc w następnych sezonach była wypożyczana do coraz to nowych klubów. Tym sposobem zwiedziła kolejno fiński Åland United, Sirius i Piteå, aż w końcu zakotwiczyła w żegnającym się z ekstraklasą AIK. W żadnej z tych ekip nie potrafiła jednak w pełni się zaaklimatyzować i pokazać choćby namiastkę drzemiących w niej możliwości, w związku z czym latem 2016 postanowiła powrócić w miejsce, gdzie wszystko się dla niej zaczęło. Czwartoligowe Tyresö w niczym nie przypominało wprawdzie dawnej drużyny gwiazd, ale comeback okazał się względnie udany i już po jednej rundzie mogła świętować awans na trzeci poziom rozgrywkowy. Swój zdecydowanie najbardziej spektakularny sukces Egelryd osiągnęła jednak … w odległej Kambodży, z dala od piłkarskich boisk, gdzie zimą 2015 zwyciężyła w specjalnej edycji cieszącego się sporą popularnością telewizyjnego reality show o nazwie Robinson.

egelrys

Jennifer Egelryd w programie Robinson (Fot. TV4)

18. Amanda Wegerman (18 lat, Västerås) – niemieckim kibicom zaprezentowała się dwukrotnie, wchodząc z ławki w meczach z Nową Zelandią i Brazylią. Nigdy nie była typem liderki, ale mimo wszystko mało kto się spodziewał, że sześć i pół roku później wciąż będzie zawodniczką Västerås. Wygląda jednak na to, że właśnie w klubie z Västmanland Wegerman czuje się zdecydowanie najlepiej, a jej dziewięć goli i dokładnie tyle samo asyst w zakończonych właśnie rozgrywkach sprawiło, że Västerås po pięciu latach przerwy ponownie zagra na zapleczu ekstraklasy.

19. Emelie Lövgren (20 lat, Sunnanå) – na mundialu w Niemczech zaliczyła jedynie kilkudziesięciosekundowy epizod w końcówce meczu z Koreą Północną, ale w Sunnanå już wtedy była podstawową piłkarką, co w przypadku stoperek nie zdarza się wcale tak często. Po spadku zespołu ze Skellefteå z ekstraklasy została zawodniczką Piteå i barw klubu z Norrland broni z powodzeniem do dziś. Z powodu kontuzji straciła niemal cały sezon 2013, ale po dziesięciomiesięcznej pauzie powróciła jeszcze silniejsza i obecnie może z pełnym przekonaniem nazywać siebie kompletną, pierwszoligową piłkarką.

20. Tempest-Marie Norlin (18 lat, Hammarby) – jedyna piłkarka z pola, która całe niemieckie mistrzostwa przesiedziała na ławce rezerwowych. Przez długie lata uważana za zawodniczkę niezwykle pechową, gdyż w krótkim czasie aż trzy razy przyszło jej poznać smak degradacji. W 2011 roku spadła z Damallsvenskan wraz z Hammarby, a w następnych sezonach spadała z drugiej do trzeciej ligi kolejno z Vasalund oraz Brommapojkarna. Jej przykład najdobitniej pokazuje, że czasami na dobre momenty warto jednak trochę poczekać. Zakończone przed tygodniem rozgrywki były bowiem prawdziwym przełomem w jej karierze, a udane występy w barwach Piteå każą myśleć, że Norlin z pewnością nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

3683543_2051_1152

Tempest-Marie Norlin też doczekała się debiutu w Damallsvenskan (Fot. Alf Lindbergh)

21. Malin Reuterwall (19 lat, Västerås) – obdarzona świetnymi warunkami fizycznymi piłkarka była podczas turnieju w Niemczech bramkarką numer trzy i z podobnej pozycji przyszło jej rozpoczynać przygodę z Umeå, gdzie trafiła jako dwudziestolatka. Niezwykła ambicja i determinacja sprawiły, że już dwa lata później była podstawową golkiperką zespołu z Västerbotten, a jesienią 2014 zaliczyła nawet swój jedyny jak dotąd występ w drużynie narodowej. Niestety, od tego momentu sprawy zaczęły się komplikować, a większą część minionego sezonu Reuterwall spędziła na ławce jednego ze słabszych klubów Damallsvenskan. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że ta zawodniczka ma wszystko, aby już w najbliższej przyszłości powrócić na swój najwyższy poziom.

Spełnić marzenia na krańcu świata

Dziś nie ma już wielkiego sensu przypominać, że zabrakło naprawdę niewiele, a najważniejsza impreza dwóch ostatnich lat w młodzieżowej piłce nożnej odbywałaby się na stadionach w Örebro, Linköping, Eskilstunie i Sztokholmie. FIFA zadecydowała jednak, że lepszym gospodarzem mistrzostw świata do lat dwudziestu będzie Papua-Nowa Gwinea i to właśnie tam, niemal dokładnie na drugim krańcu świata, nasze piłkarki zrobią wszystko, aby sięgnąć gwiazd i spełnić swoje marzenia.

Stojąca u progu najważniejszej próby kadra rocznika 1996 jak dotychczas dała nam mnóstwo radości, dochodząc do finału każdej imprezy, w której przyszło jej startować. Musimy mieć jednak świadomość, że powtórzyć ten rezultat na boiskach Oceanii będzie niezwykle trudno, choć oczywiście nie jest to zadanie z gatunku niemożliwych. Przede wszystkim, musimy powiedzieć otwarcie, że sporo szczęścia mieliśmy już podczas losowania grup turnieju finałowego, do którego przystępowaliśmy z ostatniego koszyka, a trafiliśmy na rywali będących jak najbardziej w zasięgu. Najtrudniejszą przeszkodą na tym etapie może okazać się jak zwykle nieobliczalna reprezentacja Korei Północnej i chyba nikt nie miałby nic przeciwko powtórce sprzed sześciu lat, kiedy to po niezwykle emocjonującym i pełnym dramaturgii widowisku nasze piłkarki pokonały rywalki z Azji w stosunku 3-2. Z Koreankami zagramy na otwarcie tegorocznych mistrzostw, a zmagania grupowe zakończymy pojedynkiem z Brazylią, której oczywiście nie można lekceważyć, ale nie jest to też drużyna, której trzeba się przesadnie obawiać. Owszem, najlepsze roczniki Canarinhas potrafiły w przeszłości zrobić na tego typu imprezach sporo zamieszania, ale jakoś nie widać, żeby nowe Marty czy Sissi dobijały się ze wszystkich stron. Stawkę w grupie A uzupełniają Papuaski, ale nad nimi znęcać się nie będziemy, gdyż to nie ich wina, że kazano im wystąpić w tym turnieju.

Jak widać, awans z grupy wydaje się być celem całkiem realnym, a w ewentualnym ćwierćfinale czeka nas mecz, w którym nasze piłkarki – bez względu na to, z kim przyjdzie im się zmierzyć – na pewno nie wystąpią w roli faworytek. Potencjalne przeciwniczki prezentują się bowiem następująco:

Japonia, czyli perfekcyjnie nastrojona mistrzowska maszynka Asako Takakury.

Nigeria, czyli (z wiadomych przyczyn, o których nie trzeba pisać otwartym tekstem) jeden z dyżurnych faworytów każdego turnieju w tej kategorii wiekowej i to nawet biorąc poprawkę na rozgrywany równolegle Puchar Narodów Afryki.

Hiszpania, czyli dobry znajomy z rywalizacji o prymat na Starym Kontynencie.

Kanada, czyli – nawet pod nieobecność Jessie Fleming – jeden z najlepszych roczników w historii kanadyjskiej piłki, dodatkowo wzmocniony ewentualnym wyjściem z tak trudnej grupy.

Podobnie jak w przypadku innych wielkich, piłkarskich imprez, tak i tu, wybieganie w aż tak odległą przyszłość nie ma jednak najmniejszego sensu. Jedyną drogą, która może nas zaprowadzić do sukcesu jest bowiem skupianie się wyłącznie na najbliższym rywalu, a znając filozofię Callego Barrlinga oraz Anneli Andersén możemy być pewni, że właśnie tak będzie wyglądało podejście do turnieju w szwedzkim obozie. Oczywiście, na kilka godzin przed jego rozpoczęciem wszyscy – podobnie zresztą jak mieszkańcy piętnastu innych krajów – mamy nadzieję, że zakończy się on zwycięskim finałem na początku grudnia, ale w końcowym rozrachunku najważniejsze będzie to, aby każda z naszych piłkarek podczas niezwykle długiej podrózy powrotnej do Szwecji mogła uśmiechnąć się do siebie i pogratulować sobie udanego występu na mistrzostwach, który stanowić będzie preludium do pełnej sukcesów kariery. Przynajmniej takiej, jaka stała się udziałem Sofii Jakobsson.


Kadra Szwecji na MMŚ 2016:

1. Emma Holmgren (19 lat, Sirius)

2. Ronja Aronsson (18 lat, Piteå)

3. Julia Ekholm (20 lat, Hammarby)

4. Ellen Löfqvist (19 lat, Piteå)

5. Lotta Ökvist (19 lat, Piteå)

6. Michelle De Jongh (19 lat, Örebro)

7. Anna Oscarsson (20 lat, Hammarby)

8. Filippa Angeldal (19 lat, Hammarby)

9. Stina Blackstenius (20 lat, Linköping)

10. Anna Anvegård (19 lat, Växjö)

11. Tove Almqvist (20 lat, Linköping)

12. Moa Öhman (18 lat, Piteå)

13. Maja Göthberg (19 lat, Göteborg)

14. Josefine Rybrink (18 lat, Kungsbacka)

15. Amanda Persson (18 lat, Växjö)

16. Rebecka Blomqvist (19 lat, Göteborg)

17. Johanna Rytting Kaneryd (19 lat, Djurgården)

18. Loreta Kullashi (17 lat, AIK)

19. Olivia Welin (20 lat, Limhamn Bunkeflo)

20. Nellie Lilja (17 lat, Limhamn Bunkeflo)

21. Agnes Granberg (17 lat, Team TG)

u20_96_lagbild_sep2016

Fot. SvFF

Cudu nie było

Czwartkowy wieczór przebiegał na Tunavallen pod znakiem opadów. Najpierw na murawę spadł śnieg, następnie na gospodynie spadł grad węgierskich goli, a gdy już wszyscy szykowaliśmy się do opuszczenia stadionu, dosłownie i w przenośni jeszcze bardziej zmroziła nas fatalnie wyglądająca kontuzja prawej nogi Nathalie Björn. Na boisku wszystko potoczyło się za to zgodnie z planem, a tak mocno wyczekiwanego cudu nie było, bo i po prostu być nie mogło. Wicemistrzynie Niemiec zagrały dokładnie tak, jak przystało na faworytki, a pięć strzelonych przez Wolfsburg goli definitywnie załatwia kwestię awansu do ćwierćfinału. Zawodniczki Viktora Erikssona możemy pochwalić za niezwykle ambitną postawę, ale niestety poza determinacją miały one dziś bardzo niewiele do zaoferowania.

Wysoka porażka była dla Eskilstuny tym bardziej bolesna, że w minioną sobotę piłkarki z Tunavallen w równie słabym stylu uległy na koniec sezonu ligowego Linköping. Także i tym razem o losach meczu zadecydował pierwszy kwadrans, w którym to Wolfsburg przejął całkowitą kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami, a swoją przytłaczającą momentami przewagę udokumentował dwoma golami autorstwa Zsanett Jakabfi. Szczególnie druga bramka dla przedstawicielek Bundesligi padła w dość szczęśliwych okolicznościach (po rykoszecie od jednej z defensorek), ale w niczym nie zmienia to faktu, że piłkarki gości prowadziły jak najbardziej zasłużenie, a gdyby Wullaert i Gunnarsdottir wykorzystały dogodne sytuacje, wynik do przerwy mógł być jeszcze wyższy. W drugiej części gry węgierska skrzydłowa, która mniej więcej miesiąc temu wyróżniła się hat-trickiem przeciwko Chelsea, kontynuowała swoje strzeleckie popisy i jeszcze dwa razy umieściła futbolówkę w siatce Lundberg, ponownie wykorzystując wyjątkowo niepewną postawę defensywy United. Bramkowe szaleństwo na Tunavallen zakończył efektowny strzał głową Popp z 76. minuty, choć Wolfsburg wcale nie zamierzał poprzestawać na pięciu trafieniach i jeszcze w doliczonym czasie gry stworzył sobie stuprocentową okazję do podwyższenia rezultatu.

Honor Eskilstuny uratować zdołała Marija Banusic, która w końcowej fazie pierwszej połowy zmieściła piłkę tuż przy słupku bramki strzeżonej przez Schult. Był to jednak jeden z bardzo niewielu momentów, kiedy piłkarki United mogły pozwolić sobie na to, aby na nieco dłużej zagościć w okolicach szesnastki wicemistrzyń Niemiec. Pomimo niezwykle ofiarnej postawy Diaz oraz Schjelderup, gospodynie wyraźnie przegrały walkę o środek pola i choć do ostatnich minut robiły wszystko, aby uradować nadzwyczaj licznie przybyłych kibiców drugim golem, to po przerwie nie udało im się oddać choćby jednego groźnego strzału na bramkę Schult (najbliżej powodzenia była zresztą właśnie wspomniana chwilę wcześniej Norweżka Schjelderup). Oczywiście, bez względu na ostateczny rezultat, dzisiejszy mecz i tak na zawsze pozostanie w pamięci nie tylko samych zawodniczek, ale i wszystkich sympatyków futbolu w Södermanland, ale ubiegłoroczne finalistki Ligi Mistrzyń tym razem okazały się niezwykle surowymi i wymagającymi nauczycielkami. Nie pozostaje zatem nic innego, jak tylko wyciągnąć z otrzymanej przed chwilą lekcji odpowiednie wnioski i przy następnej okazji ustrzec się popełnionych dziś błędów, które pojawiły się w zdecydowanie zbyt dużej ilości. Szansa na poprawę nadarzy się przecież stosunkowo szybko, bo juz za tydzień.

05cf1a01-58fe-4f1d-8bbf-eb11bbe95a80_1000

Fot. Anders Nilsson

Piłkarki FC Rosengård pokonały w pierwszym meczu 1/8 finału piłkarskiej Ligi Mistrzyń Slavię Praga 3-1, ale końcowy wynik jest dla ekipy ze Skanii tak naprawdę jedynym powodem do radości. Mniej więcej przez trzydzieści minut byliśmy w stolicy Czech świadkami niesamowicie wyrównanego pojedynku, w którym znacznie bliżej zdobycia gola były gospodynie. Zecira Musovic popisała się jednak kapitalną interwencją po uderzeniu Kozarovej, a dobitkę Divisovej w ostatniej chwili wyblokowały obrończynie z Malmö. Wicemistrzynie Szwecji postanowiły przyspieszyć na kwadrans przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę i w odstępie zaledwie dziesięciu minut załatwiły sprawę nie tylko zwycięstwa, ale i dwumeczu. Najpierw Masar wykorzystała zamieszanie po rzucie rożnym wykonywanym przez Andonową, następnie prowdzenie gości podwyższyła mierzonym strzałem Nilsson, a na koniec Enganamouit wykorzystała rzut karny po zagraniu ręką Budusovej w obrębie własnej szesnastki, choć trzeba przyznać, że Kamerunka nie wykonała tego rzutu karnego idealnie.

Pierwsze minuty po przerwie zwiastowały dalszy ciąg huraganu ze Skanii, ale wicemistrzynie Szwecji bardzo szybko zadowoliły sie trzybramkowym prowadzeniem, całkowicie oddając Czeszkom inicjatywę. Zawodniczki z Pragi często egzekwowały stałe fragmenty gry, okazje na zmniejszenie rozmiarów porażki miały między innymi Necidova oraz Pincova, ale bezbłędnie spisywała się zdecydowanie najlepsza w szeregach gości Musovic i jedynie dzięki niej Rosengård zachował czyste konto aż do 92. minuty. Młoda bramkarka, której tak bardzo będzie brakować nam podczas rozpoczynającego się już za trzy dni turnieju w Papui-Nowej Gwinei, skapitulowała ostatecznie po strzale Svitkovej z rzutu wolnego, ale trzeba głośno powiedzieć, że to przede wszystkim dzięki niej w Malmö już dziś mogą myśleć o losowaniu ćwierćfinałów. Aby jednak zaprezentować się w nich z dobrej strony, trzeba będzie zagrać zdecydowanie lepiej.

Wilczy apetyt United

Doczekaliśmy czasów, w których niemal co miesiąc media karmią nas informacjami o kolejnych meczach/walkach/turniejach stulecia we wszystkich możliwych dyscyplinach sportu. Oczywiście, ogromna większość z tych zapowiedzi ma na celu wyłącznie zapewnienie konkretnemu wydarzeniu odpowiedniej otoczki medialnej, ale raz na jakiś czas naprawdę mamy okazję być świadkami czegoś rzeczywiście wyjątkowego. Dla wieloletnich sympatyków klubu z Eskilstuny taki dzień nadszedł właśnie dziś, gdyż dosłownie za kilka godzin ich ukochana drużyna wyjdzie na murawę Tunavallen, aby rozegrać zdecydowanie najważniejszy mecz w całej historii klubu.

Bez względu na końcowy rezultat dwumeczu, dzięki rywalizacji z Wolfsburgiem o Eskilstunie będzie się przez najbliższy tydzień mówić na całym świecie. Już to, że w najdalszych zakątkach globu opowiadać będą historię drużyny, która jeszcze sześć lat temu rywalizowała na trzecioligowych boiskach, trzeba nazwać niesamowitym osiągnięciem. Tym bardziej, że – będziemy to powtarzać do znudzenia – droga Eskilstuny w niczym nie przypominała choćby od początku skazanego na klęskę eksperymentu z Tyresö. Trudno jednak przypuszczać, że ambitne zawodniczki z Södermanland zadowolą się wyłącznie tym, że miłośnicy piłki nożnej w Ameryce czy na Bałkanach dowiedzą się o istnieniu Tunavallen i poznają sympatyczną grupę kibiców z Tuna12. Ich nadrzędnym celem jest bowiem awans do ćwierćfinału, a fakt, że trzeba o niego rywalizować z jedną z najlepszych drużyn w Europie stanowi jedynie dodatkową i zarazem niezwykle pozytywną motywację. Nie możemy również zapominać, że wyeliminowanie Wolfsburga wiązałoby się także z niebywałymi profitami pozasportowymi. Za kilka tygodni wygasa bowiem podpisana przed trzema laty i opiewająca na kwotę kilku milionów koron umowa z głównym sponsorem klubu, Sparbanken Rekarne. Trudne negocjacje z aktualnymi i potencjalnymi dobrodziejami, od których bezpośrednio zależeć będzie wysokość budżetu na kolejny sezon, na pewno będą zatem jednym z priorytetów na nadchodzącą przerwę zimową, a wyrzucenie z Ligi Mistrzyń ubiegłorocznych finalistek mogłoby stanowić w nich niesamowicie mocną kartę przetargową.

Oczywiście, musimy pozostać realistami, a to każe nam przypomnieć, że zdecydowanymi faworytkami potyczki wicemistrzyń Niemiec z trzecią drużyną Szwecji są bez wątpienia piłkarki Wolfsburga. Futbol jest jednak piękną grą właśnie dlatego, że nie zawsze wszystko odbywa się w niej według najbardziej prawdopodobnego scenariusza i w Eskilstunie mają nadzieję, że akurat w tej rywalizacji będziemy mieli do czynienia z jedną z takich właśnie niespodzianek. Powodzenie misji United w dużej mierze zależeć będzie jednak od wyniku taktycznego pojedynku Viktora Erikssona z Ralfem Kellermanem. Możemy w ciemno zakładać, że przynajmniej w pierwszym meczu zawodniczki z Eskilstuny wyjdą w ustawieniu 3-5-2 (płynnie przechodzącym w 5-3-2), ale tajemnicą wciąż pozostaje obsada kilku newralgicznych pozycji. Jedna z kluczowych decyzji dotyczyć będzie trójki środkowych pomocniczek, ale obserwacje poczynione podczas ostatnich przedmeczowych dni wskazują raczej na niezwykle ostrożne ustawienie z Petrą Andersson w roli klasycznej szóstki i grającymi tylko niewiele wyżej dwiema piłkarkami o inklinacjach defensywnych (w tej roli obejrzeć możemy na przykład Diaz oraz Schjelderup). Inną ciekawą kwestią jest zestawienie pary napastniczek; wydaje się, że stosunkowo pewne miejsce w wyjściowej jedenastce ma na ten moment Mimmi Larsson, ale trudno wskazać kto powinien zagrać obok niej. W starciu z mocną fizycznie defensywą Wolfsburga szybkość i dynamika Schough teoretycznie mogą przydać się bardziej niż siła i dobra gra tyłem do bramki Banusic, ale z drugiej strony wycofanie nominalnej skrzydłowej do drugiej linii lub wręcz wpuszczenie jej do gry na nieco bardziej zmęczone rywalki także miałoby swoje zalety.

W minioną sobotę piłkarki Eskilstuny rozegrały w Linköping zdecydowanie najgorszy mecz w sezonie. Pojedynek, który miał być próbą generalną przed Wolfsburgiem, zamienił się w absolutny koszmar trwający od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty. Fani United pocieszają się jednak, że dwóch tak katastrofalnych meczów z rzędu zagrać się po prostu nie da, a drużyna trenera Kellermana także ma swoje problemy, co najlepiej pokazało jej ligowe starcie z Poczdamem. Pierwszy gwizdek na Tunavallen już o 19:00 i bez względu na wszystko – będzie się działo!

cupuyvawiaat2xc

Fot. Jim Ahlerup

Pół godziny wcześniej swój mecz w 1/8 finału Ligi Mistrzyń rozegra także FC Rosengård, ale w przypadku dziesięciokrotnych mistrzyń Szwecji każdy inny wynik niż taki, który zagwarantuje względny komfort przed rewanżem będzie niemiłym zaskoczeniem. Nie ma oczywiście mowy o lekceważeniu praskiej Slavii, ale jednak drużyna, która celuje przynajmniej w najlepszą czwórkę, takie przeszkody powinna po prostu pokonywać z odpowiednim zapasem. Tym bardziej, że po przegranym nadspodziewanie szybko sezonie ligowym, piłkarki z Malmö miały naprawdę sporo czasu, aby pod każdym względem optymalnie przygotować się do rywalizacji z mistrzyniami Czech.