Zimny prysznic na początek

Od porażki 0-2 z głównymi faworytkami grupy rozpoczęła udział w Młodzieżowych Mistrzostwach Świata reprezentacja Szwecji. Wynik ten nie przekreśla jeszcze oczywiście szans na awans do fazy pucharowej, ale pewne jest, że przed spotkaniami z Papuą-Nową Gwineą oraz – przede wszystkim – Brazylią – Calle Barrling i Anneli Andersén mają do przemyślenia sporo kwestii, a czasu na analizę i wyciągnięcie właściwych wniosków jest bardzo niewiele. Najprawdopodobniej kluczowy jeśli chodzi o końcową kolejność w grupie mecz czeka nas bowiem dokładnie za tydzień.

Pojedynek z Koreą Północną od początku układał się po myśli wicemistrzyń Azji, które natychmiast przejęły inicjatywę i nie oddały jej aż do mniej więcej 65. minuty. Co ciekawe, Koreanki imponowały nie tylko świetną techniką oraz opanowanymi niemal do perfekcji schematami rozgrywania akcji ofensywnych, ale także całkiem niezłym przygotowaniem fizycznym. Szczególnie w pierwszej połowie, Azjatki, nie dość, że nie unikały bezpośredniej walki o piłkę, to jeszcze od czasu do czasu potrafiły wyjść z niej zwycięsko. Zagrożeniem dla bramki Holmgren były ponadto rozgrywane w bardzo ciekawy i momentami niekonwencjonalny sposób stałe fragmenty gry, po których raz po raz kotłowało się w szwedzkiej szesnastce. Właśnie po takim zamieszaniu Koreanki mogły, a nawet powinny objąć w 18. minucie prowadzenie, ale zmierzającą do siatki futbolówkę z linii bramkowej wybiła dobrze ustawiona Ökvist. Kilkadziesiąt sekund później znów zrobiło się bardzo niebezpiecznie – tym razem za sprawą Hyo Sim Ju – i trudno było oprzeć się wrażeniu, że gol dla Korei jest jedynie kwestią czasu. To, co wydawało się nieuchronne, nastąpiło w końcu w 25. minucie; Hyang Sim Ri oraz So Hyang Kim we dwie rozklepały szwedzką defensywę, a ta pierwsza nie miała większych problemów ze skutecznym wykończeniem akcji. Prowadzenie Azjatek do przerwy mogło być jeszcze bardziej okazałe, ale tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę Holmgren popisała się udaną interwencją po strzale Un Hwa Choe, a chwilę wcześniej w dogodnej sytuacji pogubiła się strzelczyni pierwszego gola dla Korei Hyang Sim Ri.

Szwedzkie 4-4-2 w pierwszej części gry absolutnie nie zdało egzaminu, więc na drugą połowę nasze piłkarki wyszły w ustawieniu z trzema środkowymi obrończyniami. Zanim jednak zdążyły na dobre ustalić kto za kogo odpowiada, zrobiło się 0-2. Futbolówka jak po sznurku krążyła między koreańskimi zawodniczkami, aż w końcu So Yon Jon idealnie wypatrzyła stojącą na wprost bramki So Hyang Kim, a ta wykorzystała moment zawahania nieco zagubionych w tej sytuacji Löfqvist oraz Rybrink i strzałem z najbliższej odległości nie dała Holmgren najmniejszych szans na jakąkolwiek reakcję. Drugi gol dla Korei nie spowodował jednak zmiany obrazu gry, wciąż to rywalki były drużyną zdecydowanie groźniejszą i bardziej kreatywną, a zaordynowane w przerwie zmiany wydawały się przynosić skutek dalece inny od oczekiwanego. Mniej więcej w 65. minucie gry Calle Barrling oraz Anneli Andersén zdecydowali się więc na kolejną roszadę taktyczną i tym razem okazała się ona w pełni trafiona. Na murawie pojawiła się mająca za sobą fenomenalny sezon w barwach Djurgården Johanna Rytting Kaneryd, która dała zupełnie nowy impuls szwedzkiej drugiej linii, w ustawieniu z piątką pomocniczek uaktywniła się także całkowicie niewidoczna do tej pory Almqvist i nawet zupełnie odcięta wcześniej od gry Blackstenius mogła liczyć w ataku na nieco więcej opcji. Wciąż brakowało wprawdzie klarownych okazji strzeleckich, pierwszy – i zarazem jedyny – celny strzał na bramkę Myong Sun Kim udało się oddać dopiero w 93. minucie za sprawą Almqvist, ale w końcu na stadionie w Port Moresby mogliśmy oglądać spotkanie dwóch równych drużyn. Jego rezultat był już w tym momencie rzecz jasna rozstrzygnięty, ale jeśli przed kolejnymi meczami mamy szukać powodów do optymizmu, to znajdziemy je właśnie w dającej nadzieje końcówce.

Teraz przez reprezentantkami Szwecji starcie z gospodyniami imprezy i jest to mecz, w którym absolutnie nie można pozwolić sobie na jakąkolwiek wpadkę. Właśnie takie pojedynki, jak czekająca nas w najbliższą środę rywalizacja z Papuą-Nową Gwineą, potrafią niesamowicie zbudować morale zespołu, a jest niezwykle istotne, żeby na Brazylię nasze piłkarki wyszły w dobrych nastrojach i z zaufaniem do własnych umiejętności. Jeśli jednak mamy ambicje, żeby w Oceanii być kimś więcej niż tylko tygodniowymi gośćmi, to w żadnym z kolejnych meczów nie możemy pozwolić sobie na to, aby zacząć grać w 65. minucie, bo taka postawa zaprowadzi nas jedynie na lotnisko, a wracać już za tydzień do domu zdecydowanie nie chcemy.

hbn

Fot. Ian Walton

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s