Mizeria à la Vittsjö

Po trzydziestu minutach pojedynku Vittsjö i Piteå zdecydowanie najbardziej zadowoleni byli ci, którzy to słoneczne, niedzielne popołudnie zdecydowali się spędzić z dala od piłkarskiego stadionu. Wprawdzie w statystykach obu drużynom zapisano po jednym celnym strzale, ale uderzenie Ngozi Okobi bardziej przypominało nieudane dośrodkowanie, a po próbie Faith Ikidi piłka została wyblokowana tak szybko, że Katie Fraine nawet nie zdążyła się zaniepokoić trajektorią jej lotu. Nie będzie wielkiego przekłamania w stwierdzeniu, że w poczętkowej fazie gry najciekawszym wydarzeniem był aut wykonany przez Irmę Helin wyraźnie … sprzed linii bocznej. Mecz toczył się więc w spacerowym tempie, aż tu nagle padł gol. Pedersen wrzuciła futbolówkę w szesnastkę Vittsjö, defensorki ze Skanii zastanawiały się w tym czasie co ciekawego będzie można dziś wieczorem robić w Hässleholm, a zamykająca akcję Lena Blomkvist niespodziewanie chyba nawet dla samej siebie umieściła piłkę w siatce. Zdobyta przez gości bramka wcale nie ożywiła jednak sennego widowiska, a jedynym godnym odnotowania wydarzeniem z końcówki pierwszej połowy był chytry strzał Pedersen z rzutu wolnego, po którym ekipa z Norrland mogła prowadzić już 2-0.

Po przerwie spodziewaliśmy się nieco bardziej otwartej gry, chociażby z tego powodu, że gospodynie nie miały już specjalnie czego bronić. Pod bramką Hildy Carlén wciąż nie działo się jednak nic ciekawego, a reprezentacyjna golkiperka nawet gdyby chciała przypomnieć się Pii Sundhage jakąś efektowną interwencją jeszcze przed ogłoszeniem wąskiej kadry na Igrzyska, to zwyczajnie nie miała takiej okazji. Piłkarki Vittsjö atakować próbowały głównie skrzydłami, ale Faith Ikidi oraz Emelie Lövgren bez większych problemów radziły sobie z dośrkodkowaniami Okobi i Klingi. Defensywa z Piteå zdrzemnęła się wprawdzie na kwadrans przed końcem spotkania, ale akurat wtedy piłkarkom z Norrland dopisało szczęście. Po centrze Rachel Mercik w doskonałej sytuacji znalazła się Ebba Hed, ale szesnastolatka ze Skanii z najbliższej odległości posłała piłkę w słupek. Bardziej precyzyjna była w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry Sandra Adolfsson, ale Carlén zachowała koncentrację i zażegnała niebezpieczeństwo wybiciem na rzut rożny.

Dzisiejszy mecz miał być dla Vittsjö szansą na odbudowanie się po pamiętnej klęsce w Linköping, ale nic takiego ostatecznie nie nastapiło. Owszem, drużyna Thomasa Mårtenssona miała swoje okazje, ale chyba nikt z neutralnych widzów nie będzie żałował, że po takiej grze ostatecznie schodziła z boiska bez jakiejkolwiek zdobyczy punktowej. Jeśli kolejne mecze nie przyniosą jakiegoś wyraźnego przełomu, to wszystko wskazuje na to, że tegoroczna jesień w Vittsjö będzie niezwykle gorąca i to bez wzgęldu na wskazania termometrów. Znacznie lepsze humory panują za to w Piteå, ale po trzecim z rzędu wyjazdowym meczu zagranym na zero z tyłu trudno się temu dziwić. Rozkręcająca się z meczu na mecz rewelacja poprzedniego sezonu udowadnia, że choć w tym roku nie gra póki co aż tak efektownie, to i tak zawsze i wszędzie trzeba się z nią liczyć.

Reklamy

Örebro, mamy problem!

Gdyby ktoś wybudził się dziś z kilkumiesięcznego snu i postanowił przeanalizować aktualną tabelę Damallsvenskan, jedna rzecz z pewnością wzbudziłaby niemałe zaciekawienie. KIF Örebro w strefie spadkowej? Coś tu ewidentnie się nie zgadza. Jasne, nie możemy zapominać, że piłkarki trenera Papachristou przed letnią przerwą rozegrają jeszcze trzy mecze i w każdym z nich wydają się być mniej lub bardziej zdecydowanym faworytem. Tyle tylko, że według stanu na 25. czerwca 2016, drużyna z Behrn Areny zajmuje aktualnie lokatę, która gwarantowałaby jej … występy w Elitettan w sezonie 2017. Nawet wywalczenie kompletu punktów w trzech najbliższych kolejkach (co – nawiasem mówiąc – powinno być w Örebro traktowane jako obowiązek) nie będzie w stanie zamazać fatalnego wrażenia, jakie w rundzie wiosennej pozostawiła po sobie drużyna, która jeszcze kilka miesięcy temu stoczyła w Lidze Mistrzyń niezwykle wyrównany i pechowo przegrany dwumecz z PSG.

Co jest główną przyczyną greckiej tragedii w ośmiu aktach (pomijamy jedyny zwycięski mecz przeciwko Kristianstad), którą w ostatnich tygodniach oglądaliśmy w wykonaniu Örebro? Odpowiedź na to pytanie również pomoże nam znaleźć analiza tabeli, z której dość jasno wynika, że podopieczne George’a Papachristou mają ogromny problem ze zdobywaniem goli. W rozegranych dotychczas dziewięciu meczach ligowych, piłkarkom z Örebro zaledwie sześciokrotnie udawało się pokonać bramkarkę drużyny przeciwnej. Oczywiście, zrzucanie całej winy na zawodniczki ofensywne byłoby sporym uproszczeniem przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, w dzisiejszej piłce coraz bardziej zaciera się umowna granica między atakiem i obroną, co najlepiej pokazują wyznaczające nowe trendy czołowe piłkarki świata. Po drugie, nie możemy zapominać, że wysokie porażki z Djurgården czy Eskilstuną były przede wszystkim pokłosiem niespotykanych zbyt często na tym poziomie indywidualnych błędów w obronie. Fakty są jednak takie, że aby wygrywać trzeba samemu strzelać, a drużyna z Örebro póki co może się pochwalić niezbyt imponującą średnią 0,67 gola na mecz. Jest to najsłabszy wynik w lidze, lepszy wykręciła nawet prowadzona przez Marię Bergkvist ekipa z Umeå, która wobec olbrzymiej plagi kontuzji w pewnym momencie musiała straszyć rywalki niebudzącym chyba w nikim specjalnej grozy atakiem Bäckström – Sandström.

Czy strzelecka niemoc Örebro spowodowana jest tym, że w kadrze klubu brakuje zawodniczek prezentujących odpowiedni poziom? Absolutnie nie! Środek pomocy tworzy niezwykle ciekawy duet De Jongh – Perez. Pierwsza w poprzednim sezonie była absolutnym objawieniem Damallsvenskan, a niektórzy eksperci już widzieli ją w reprezentacji Pii Sundhage. Druga to absolwentka University of Washington, swego czasu gwiazda rozgrywek akademickich w USA, a dziś jedna z liderek kadry Meksyku. Równie okazale w klubie z Behrn Areny prezentują się skrzydła: po lewej stronie mamy niezwykle wszechstronną Nigeryjkę Ogonnę Chukwudi, po prawej zaś dynamiczną i szybką Julię Spetsmark, która dodatkowo świetnie współpracuje z biegającą po tej samej flance ofensywnie usposobioną Hanne Gråhns. Zestaw ten uzupełnia grająca na szpicy, imponująca świetnymi warunkami fizycznymi, 118-krotna reprezentantka Kanady Melissa Tancredi, której nie trzeba chyba szerzej przedstawiać, wspomagana w razie potrzeby przez obdarzoną nieprzeciętnym talentem Adelisę Grabus. Na papierze, bez specjalnie długich negocjacji, na ofensywę zamieniłoby z Örebro większość klubów Damallsvenskan. Tylko, że papier – co wiemy zresztą doskonale – goli nie strzela.

Ostatnie dni przyniosły nam informację o powrocie do Örebro Lisy Dahlkvist (swoją drogą – będzie to dla niej już trzeci epizod w tym klubie) i kto wie, czy pod względem sportowym nie jest to najciekawszy transfer tego roku w szwedzkiej piłce. Reprezentacyjna pomocniczka może stać się bowiem tym elementem, który pomoże ekipie z Behrn Areny odbić się od dna, na którym ta mająca niewspółmiernie wysokie względem osiąganych wyników ambicje drużyna dość nieoczekiwanie się znalazła. Dahlkvist nie jest być może piłkarką przesadnie efektowną, ale w Örebro potrzebują przede wszystkim efektywności, którą Lisa bezsprzecznie gwarantuje. Gdyby zrobić ranking najlepszych „szóstek” i „ósemek” na świecie, w obu tych klasyfikacjach, gdzieś zaraz za ścisłą czołówką, znalazłoby się miejsce właśnie dla reprezentantki Szwecji. Jest to o tyle interesujące, że w przeciwieństwie do chociażby Sary Björk Gunnarsdottir, Dahlkvist nie jest zawodniczką grającą przez dziewięćdziesiąt minut klasyczne box to box. Jej atutem jest za to niezwykle umiejętne wykorzystywanie świetnych warunków fizycznych, co sprawia, że jest niezwykle pomocna przy zarówno ofensywnych, jak i defensywnych stałych fragmentach gry.

Ostatnie miesiące przyniosły wiele zmian w życiu Lisy Dahlkvist. W listopadzie na świat przyszła jej córka Penny (to właśnie jej imię ma wypisane na butach), a przed kilkoma dniami reprezentantka Szwecji zdecydowała się poślubić swoją wieloletnią partnerkę Jessikę Danielsson. Można więc powiedzieć, że w pewnym sensie powrót do Örebro jest dla Dahlkvist początkiem nowego rozdziału. Pozostaje życzyć, aby na wszystkich płaszczyznach był on pasmem samych sukcesów.

dahlkv

Fot. TT

Sara i Marta – najlepsza karta

Przez nieco ponad godzinę piłkarki z Eskilstuny mogły się łudzić, że oto nastał dzień, w którym pierwszy raz w historii uda im się pokonać hegemona z Malmö. Wtedy jednak Marta wraz z grającą swój ostatni mecz w koszulce Rosengård Sarą Björk Gunnarsdottir jedną akcją przypomniały, kto w tym zestawie jest mistrzem, a kto wciąż jedynie pretendentem.

Zawodniczki z Eskilstuny musimy jednak pochwalić, gdyż nawet w bajkowym dla siebie sezonie 2015 nie potrafiły stoczyć z bardziej utytułowanym rywalem tak wyrównanego pojedynku. Co więcej, gdyby to drużyna Viktora Erikssona schodziła dziś z boiska jako zwycięzca, nikt nie miałby prawa mówić o jakiejkolwiek niesprawiedliwości. Piłkarkom United zabrakło jednak tych tak często przywoływanych detali, które na tym poziomie nierzadko stanowią granicę między sukcesem, a porażką. Od pierwszych minut to Rosengård zdominował statystykę posiadania piłki, ale przed przerwą znacznie bliższa tego, aby otworzyć wynik, była drużyna z Eskilstuny. Mimmi Larsson aż dwukrotnie miała okazję, aby wykorzystać fatalne błędy w komunikacji na linii Emma Berglund – Sofia Lundgren, ale na szczęście dla gości skończyło się jedynie na strachu. Ponadto, gospodynie aż dwa razy domagały się podyktowania rzutu karnego i o ile sytuacja z Larsson większych kontrowersji nie budzi (trudno dopatrzyć się tam przewinienia), o tyle z odgwizdania jedenastki za faul Asante na Olivii Schough pani Sara Persson z pewnością by się wybroniła.

Swoje szanse miały także piłkarki ze Skanii, ale albo brakowało precyzji, albo na drodze stawała im Emelie Lundberg. Kolejny nie najlepszy mecz rozegrała Natasza Andonowa i choć bywają znacznie poważniejsze powody do zmartwień niż konieczność wystawiania reprezentantki Macedonii na dziewiątce, to jednak w Malmö z coraz większym zniecierpliwieniem wypatrują sierpnia, gdyż właśnie wtedy Jack Majgaard będzie mógł skorzystać z gwarantującego najwyższą piłkarską jakość duetu Schelin – Enganamouit. Zmartwieniem nie jest za to dyspozycja Elli Masar. Była piłkarka Houston Dash znów wyróżniała się aktywnością i to właśnie z jej strony na defensywę Eskilstuny czyhało ogromne niebezpieczeństwo. Bramkowa akcja była jednak dziełem dwóch najjaśniej świecących gwiazd konstelacji z Malmö. Gunnarsdottir popisała się mierzonym, kilkudziesięciometrowym podaniem, a jej zamiar świetnie odczytała Marta, która stosunkowo łatwo poradziła sobie z Björn i strzałem po ziemi zapewniła swojej drużynie trzy punkty. Trzeba jednak zaznaczyć, że w tej konkretnej sytuacji źle interweniowała rozgrywająca do tego momentu naprawde niezłe spotkanie Lundberg.

Rywalizację Eskilstuny z Rosengård obserwowaliśmy także pod kątem czekającego nas już za kilka dni ogłoszenia wąskiej kadry na Igrzyska w Brazylii. Z bardzo słabej strony pokazała się dzisiaj Emma Berglund, ale w jej przypadku możemy mówić o jednorazowej wpadce, gdyż we wcześniejszych meczach doświadczona defensorka imponowała stabilną, wysoką formą. Na dłużej zatrzymamy się jednak przy napastniczkach Eskilstuny, gdyż zakończone właśnie spotkanie jedynie utwierdziło nas w przekonaniu, że gdyby w reprezentacji na Rio miało się znaleźć miejsce dla tylko jednej ofensywnej piłkarki United, to – pomimo całej sympatii dla Olivii Schough – powinna być nią Mimmi Larsson. Jeśli dziś pod bramką Sofii Lundgren robiło sie groźnie, to w większości przypadków inicjatorką tych akcji była właśnie piłkarka grająca do niedawna w Mallbacken.

Kristianstad już nad kreską

W pierwszych ośmiu kolejkach ugrały zaledwie dwa punkty, w dwóch następnych – sześć. Opuszczenie przez Kristianstad strefy spadkowej wydawało się być wyłącznie kwestią czasu i rzeczywiście, dzięki zwycięstwu nad Mallbacken, podopieczne Elisabet Gunnarsdottir nie muszą już spoglądać na sam dół tabeli, aby sprawdzić, na której pozycji się aktualnie plasują. Pozaboiskowe wieści płynące ze wschodniej Skanii są wprawdzie mało optymistyczne, a statek o nazwie Kristianstad z tygodnia na tydzień zdaje się nabierać więcej wody, ale na murawie Vilans IP pomarańczowa orkiestra, niczym ta na legendarnym Titanicu, przygrywa coraz radośniej. Pozostaje mieć nadzieję, że ta piłkarska saga nie zakończy się zderzeniem z górą lodową w postaci komisji licencyjnej.

Dzisiejsze zwycięstwo jest przede wszystkim zasługą piłkarek, bez których trudno wyobrazić sobie kadrę Kristianstad. Asystę zaliczyła bohaterka niedawnego meczu z Kvarnsveden – Ida Rebecca Guehai, a fenomenalne podanie Iworyjki na bramkę zamieniła Johanna Rasmussen. W ten sposób doświadczona duńska skrzydłowa sprawiła sobie przedwczesny prezent na 33. urodziny – jej trafienie okazało się bowiem jedynym golem obejrzanym dziś przed zgromadzonych na Vilans IP widzów. Mówiąc nieco bardziej precyzyjnie – jedynym uznanym golem, gdyż po przerwie obu drużynom udało się umieścić futbolówkę w siatce rywalek, ale Malin Johansson za każdym razem dopatrywała się pozycji spalonej. Szczególnie w sytuacji, w której Guehai mogła podwyższyć prowadzenie miejscowych, decyzja pani arbiter ze Sztokholmu wydaje się mocno kontrowersyjna.

Wygrana Kristianstad jest jednak nie tylko efektem świetnej współpracy tandemu Guehai – Rasmussen, czy rozgrywającej świetne zawody w drugiej linii Amandy Edgren. Dużą cegiełkę do końcowego wyniku dołożyły także piłkarki Mallbacken, które miały dziś niepowtarzalną szansę na odskoczenie od strefy spadkowej na względnie bezpieczną odległość, ale wspaniałomyślnie zdecydowały się z niej nie skorzystać. Nie chodzi tu nawet o dwie stuprocentowe okazje zmarnowane przez Madelen Janogy, która w przeciwieństwie do koleżanek przynajmniej dochodziła do sytuacji strzeleckich, ale o postawę całego zespołu w sytuacji, kiedy trzeba gonić wynik. Gdyby ktoś szukał materiału szkoleniowego, na bazie którego chciałby wytłumaczyć młodym adeptkom futbolu, jak absolutnie nie należy grać przegrywając 0-1, wystarczy włączyć ostatni kwadrans meczu Kristianstad – Mallbacken i kazać bacznie obserwować piłkarki w białych koszulkach. Choć brzmi to wręcz niebywale, zawodniczki z Värmland w tym okresie podejmowały wyłącznie błędne decyzje (jedyne dwa podania, które przyniosły gościom jakąkolwiek korzyść wykonała … bramkarka Lee Alexander) i choć wynik w teorii nie był bezpieczny, to Brett Maron spokojnie mogłaby pójść do szatni dziesięć minut wcześniej. Tak grająca ofensywa Mallbacken nie potrafiłaby skierować futbolówki nawet do pustej bramki.

W poprzednim sezonie ekstraklasę dla Sunne udało się uratować w niezwykle dramatycznych okolicznościach. Jeśli w tym roku jesień nie przyniesie podobnego cudu, to z pewnością w Värmland będą mogli żałować niewykorzystanej dziś szansy. Brak Kirsty Yallop absolutnie nie może stanowić jakiegokolwiek usprawiedliwienia, gdyż w kadrze Mallbacken nawet pod nieobecność Nowozelandki znajdują się piłkarki, które powinny chociażby podjąć walkę, a takiej próby w wykonaniu gości zupełnie zabrakło.

10. kolejka – zapowiedź

Dziesiątą serię gier zainaugurują jutro dwa spotkania, które w dużym stopniu reklamują się same. Na Tunavallen obejrzymy starcie Eskilstuny United z FC Rosengård, czyli pojedynek mistrza z wicemistrzem kraju. W poprzednim sezonie obie drużyny do ostatniej kolejki toczyły walkę o mistrzowski tytuł. Teraz sytuacja w tabeli wygląda nieco inaczej, ale wspierana jak zwykle przez niezwykle liczną grupę wiernych kibiców ekipa z Eskilstuny z pewnością zechce podjąć walkę z rywalem, z którym jeszcze nigdy w swojej historii nawet nie zremisowała.

Równie ciekawie będzie w Kristianstad, gdzie drużyna prowadzona przed Elisabet Gunnarsdottir podejmie próbę opuszczenia strefy spadkowej. Rywal – Mallbacken – wydaje się być jak najbardziej w zasięgu, ale nie zapominajmy, że piłkarki z Värmland jak mało kto potrafią grać na będącej zazwyczaj ogromnym atutem Kristianstad naturalnej murawie. W ostatniej kolejce obie drużyny odniosły zwycięstwa, na Vilans IP przekonamy się zatem, czy któraś z ekip będzie potrafiła podtrzymać dobrą passę. Więcej szans mimo wszystko przyznajemy gospodyniom.

Gdy późną jesienią zaczniemy robić mniej lub bardziej szczegółowe podsumowania sezonu, jedną z pierwszych rzeczy, które przyjdą nam do głowy będzie niestety żenująca postawa Vittsjö w meczu przeciwko Linköping. Drużyna przez wielu typowana do roli rewelacji sezonu zaprezentowała się tak, jakby do Damallsvenskan ktoś dolosował ją z piątego koszyka. Szansę na choćby minimalne zatarcie fatalnego wrażenia piłkarki ze Skanii otrzymają już w niedzielę. Piteå Stellana Carlssona wydaje się nabierać wiatru w żagle, ale cały czas jest to drużyna całkowicie w zasięgu Vittsjö. Mając jednak na uwadze ostatnie wydarzenia, w tym meczu nie zaskoczy nas absolutnie żadne rozstrzygnięcie.

Dobra wiadomość dla kibiców w Umeå jest taka, że najprawdopodobniej pierwszy raz w tym sezonie Maria Bergkvist będzie mogła wystawić w wyjściowej jedenastce swoje trzy największe gwiazdy. Otwarte jest jednak pytanie, czy nawet z Chikwelu, Hurtig i Hjohlman w składzie czerwona latarnia ligi będzie faworytem w starciu z rewelacyjnym beniaminkiem ze Sztokholmu? Jeśli tylko defensywa Djurgården będzie wystrzegać się prostych błędów, to Schmidt, Kaneryd i Jaklerud kolejny raz mogą zapewnić sobie i swoim kibicom bardzo przyjemne niedzielne popołudnie.

O ile Vittsjö skompromitowało się w poprzedniej kolejce, o tyle Örebro od początku sezonu spisuje się zdecydowanie poniżej oczekiwań. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, ta mająca naprawdę spory potencjał w ofensywie drużyna (Perez, De Jongh, Spetsmark, Chukwudi, Tancredi, niebawem do tego grona dołączy jeszcze Dahlkvist), strzeliła w dotychczasowych dziewięciu meczach dokładnie tyle samo goli co … Tabitha Chawinga. W starciu z Kvarnsveden najsłabsza ofensywa ligi z pewnością zechce nieco poprawić swoje statystyki, choć nie zdziwimy się bardzo, jeśli prędzej sztuki tej dokona napastniczka z Malawi.

Powrót na fotel lidera, awans do finału krajowego pucharu, piękna gra i efektowne gole – to, co jeszcze niedawno na tym etapie sezonu pozostawało w Linköping wyłącznie w sferze marzeń, teraz stało się rzeczywistością. W najbliższy poniedziałek ten sielankowy wręcz nastrój postarają się nieco popsuć podopieczne Stafana Rehna. Wprawdzie, gdy ostatni raz drużyna z Göteborga wywoziła z Linköping komplet punktów, zwycięstwo zapewniła jej trenująca dziś Kungsbackę Johanna Almgren, ale Pauline Hammarlund z pewnością nie miałaby nic przeciwko, aby pójść w jej ślady.

Kto do Rio? Analiza szans

Ostateczną kadrę na turniej w Brazylii poznamy wprawdzie dopiero za osiem dni, ale już dziś możemy pokusić się o wstępną analizę szans poszczególnych piłkarek na wyjazd do Rio. Pia Sundhage w ostatnich latach przyzwyczaiła nas do tego, że przy dokonywaniu wyborów raczej unika stosowania terapii szokowej, więc z dużym prawdopodobieństwem możemy założyć, że – jeśli w najbliższym czasie nie dojdzie do trzęsienia ziemi lub innego kataklizmu – właśnie tak będzie wyglądała nasza ekipa na Rio.

Bramkarki

Tutaj sytuacja jest zdecydowanie najbardziej klarowna – Hedvig Lindahl jest absolutnym numerem jeden. Bramkarka Chelsea nie notuje wprawdzie aż tak spektakularnego sezonu jak rok temu, ale nikt nie ma wątpliwości, że to właśnie ona (zakładamy, że po drodze nie będzie żadnych kontuzji ani wypadków losowych) 3. sierpnia stanie między słupkami naszej bramki w otwierającym turniej meczu przeciwko RPA. W ostatnich miesiącach wydawało się, że na pokład lecącego do Rio samolotu z pewnością wsiądzie także Hilda Carlen, ale doskonały występ Emelie Lundberg przeciwko Linköping pokazał, że golkiperka Eskilstuny absolutnie nie zamierza oddawać miejsca w wąskiej kadrze walkowerem. Niewykluczone, że walka o miano pierwszej zmienniczki rozstrzygnie się ostatecznie dopiero na ostatniej prostej, ale mimo wszystko wydaje się, że do decydującego starcia z pole position startuje zawodniczka Piteå.

Obrończynie

Nilla Fischer miewa w Wolfsburgu lepsze i gorsze dni, ale kadry na IO bez tej piłkarki nie wyobraża sobie chyba nikt. Także Linda Sembrant, jeśli tylko dopisze jej zdrowie, powinna być w Brazylii do dyspozycji selekcjonerki. Kolejne miejsca wśród stoperek obsadza duet z Rosengård, ale całkiem możliwy jest scenariusz, w którym zaledwie jedna z piłkarek mistrza Szwecji załapie się do szczęśliwej osiemnastki. Emma Berglund czy Amanda Ilestedt? Szanse wydają się być wyrównane, ale analizując tendencję stosowaną przy poprzednich powołaniach, gdyby rzeczywiście miało dojść do takiego wyboru, minimalnie większe szanse przyznalibyśmy bardziej doświadczonej z zawodniczek.

W ostatnich meczach obie flanki defensywy należały do przedstawicielek Linköping i wydaje się, że zarówno Jessica Samuelsson, jak i Magdalena Ericsson mogą powoli szykować się na sierpniową wyprawę za ocean. Szczególnie świetnie wykonująca stałe fragmenty kapitanka LFC może okazać się kluczowym elementem tej układanki, gdyż w razie potrzeby z powodzeniem potrafi zagrać także na środku bloku defensywnego. Jeśli Sundhage zdecyduje się na umieszczenie w wąskiej kadrze jeszcze jednej bocznej obrończyni (co – nawiasem mówiąc – byłoby raczej wskazane), to najprawdopodobniej będzie nią Lina Nilsson.

Pomocniczki

Wprawdzie nasza selekcjonerka często przy powołaniach nie stosuje podziału na pomocniczki i napastniczki, ale my już tradycyjnie przeanalizujemy osobno każdą z tych formacji. Wydaje się, że absolutną jasność mamy wśród piłkarek aspirujących do gry w drugiej linii. Do Brazylii polecą bowiem Caroline Seger, Lisa Dahlkvist, Kosovare Asllani, Elin Rubensson oraz Emilia Appelqvist (w tej wersji zakładamy, że pomocniczka Djurgården nie tylko stanie na nogi, ale także wróci do optymalnej formy). Brak powołania dla kogokolwiek z tej piątki byłby mniej więcej tak sensacyjny jak obecność w wąskiej kadrze Julii Spetsmark.

Napastniczki

Wprawdzie biorąc pod uwagę ostatnie miesiące najmniej produktywną napastniczką w kadrze była Lotta Schelin, ale czy ktoś w ogóle rozważa brak powołania dla wieloletniej supergwiazdy Lyonu? Nawet jeśli, to osobą tą nie jest Pia Sundhage. O kolejne miejsca walkę stoczy najpewniej pięć zawodniczek: Stina Blackstenius, Pauline Hammarlund, Sofia Jakobsson, Fridolina Rolfö oraz Olivia Schough. Gdyby w samolocie do Brazylii miało zabraknąć jednej z nich, to – biorąc pod uwagę wyłacznie względy czysto sportowe – w najsłabszej dyspozycji znajduje się obecnie piłkarka Eskilstuny. Czy dla Sundhage właśnie ten aspekt okaże się decydujący? Odpowiedź na to i inne pytania poznamy już za niewiele ponad tydzień.