Linköping w mistrzowskiej koronie!

Z tabeli jasno wynikało, że już dziś możemy poznać nowego mistrza Szwecji, ale taki scenariusz wydawał się mimo wszystko stosunkowo mało prawdopodobny. Po pierwsze, piłkarki z Linköping musiały wywieźć komplet punktów z Vittsjö, gdzie nigdy nie gra się łatwo, a tym razem trzeba było jeszcze stawić czoła trudnym warunkom atmosferycznym, które z pewnością nie ułatwiały drużynie Martina Sjögrena zadania. Po drugie, Rosengård nie mógł poradzić sobie na własnym boisku z rywalem, z którym wygrał wszystkie dotychczasowe potyczki w historii. Trudno zatem dziwić się, że większość ekspertów zgodnie twierdziła, że najważniejsze rozstrzygnięcia na szczycie ligowej tabeli poznamy dopiero po przerwie reprezentacyjnej. W futbolu zawsze trzeba jednak być przygotowanym na niespodziewane rozstrzygnięcia i to właśnie one stały się w niedzielne popołudnie naszym udziałem. Dokładnie o godzinie 16:55 gwizdek Laury Rapp oznajmił, iż od tej chwili to Linköping jest siedzibą najlepszej piłkarskiej drużyny w kraju!

Wcześniej rozpoczął się mecz w Vittsjö i od pierwszych minut to piłkarki LFC sprawiały wrażenie zespołu nieco bardziej zainteresowanego zwycięstwem. O ile z przejęciem inicjatywy większych problemów nie było, o tyle stwarzanie czystych, bramkowych okazji stanowiło już nieco większe wyzwanie. Futbolówka raz po raz bezkarnie przelatywała wzdłuż szesnastki Katie Fraine, ale na pierwszą sytuację z gatunku tych naprawdę klarownych, trzeba było czekać ponad pół godziny. Cierpliwość została jednak w pełni wynagrodzona w 34. minucie, kiedy to Slegers przytomnie zacentrowała na głowę Minde, a Norweżka – wykorzystując niezdecydowanie grającej z konieczności na prawej obronie Hjälmkvist – podobnie jak tydzień temu, strzałem głową wyprowadziła swój zespół na prowadzenie. Najważniejsza część planu została tym samym wykonana; teraz zawodniczkom z Linköping pozostawało przede wszystkim zachować czujność w tyłach i – jeśli nadarzy się okazja – postarać się podwyższyć rezultat, gdyż jak doskonale wiemy wynik 1-0 trudno zaliczyć do tych najbardziej bezpiecznych.

Tyle tylko, że piłkarki Vittsjö robiły dziś bardzo niewiele, aby przeciwstawić się liderkom Damallsvenskan. Wprawdzie na placu gry znajdowały się jednocześnie Okobi, Markstedt oraz Sällström, ale to pozornie ofensywne ustawienie drużyny ze Skanii straszyło wyłącznie na papierze. Cajsa Andersson przez dziewięćdziesiąt minut tak naprawdę nie miała ani jednej poważniejszej interwencji, w przeciwieństwie do Fraine, która akurat nie musiała narzekać na brak zajęć. Zarówno amerykańska golkiperka, jak i stanowiące w tym meczu parę stoperek Dieke oraz Benediktsson przez większą część spotkania ze swoich zadań wywiązywały się nawet całkiem poprawnie, ale i im przydarzył się jeden błąd, w wyniku którego w sytuacji sam na sam znalazła się Blackstenius i golem na 2-0 przypieczętowała pewne zwycięstwo gości. Więcej bramek dla Linköping kibice już nie zobaczyli, choć okazji (słupek Harder, poprzeczka Blackstenius) na to, aby zwyciężyć jeszcze bardziej okazale nie brakowało. Dla drużyny z Östergötland najważniejsza w tym momencie była jednak nie liczba goli strzelonych na Vittsjö IP, a to, co w tym samym czasie działo się w oddalonym o nieco ponad sto kilometrów na południe Malmö.

Wprawdzie FC Rosengård przystępował do pojedynku z Eskilstuną poważnie osłabiony, ale cały czas to podopieczne duńskiego trenera Jacka Majgaarda uchodziły w tej rywalizacji za faworytki. Tym bardziej, że piłkarki United zaledwie dwa dni wcześniej wróciły do kraju po zwycięskiej, ale równocześnie niezwykle wyczerpującej wyprawie do Wielkiej Brytanii. Po zawodniczkach gości nie było jednak widać zmęczenia niezwykle wymagającym terminarzem, a momentami można było nawet odnieść wrażenie, że wyjazdowa wygrana w Lidze Mistrzyń dodała im jeszcze energii, z którą to przystąpiły do dzisiejszego spotkania. Jeśli założymy, że piłkarki United rzeczywiście napędzają się każdym kolejnym sukcesem, to w 19. minucie meczu w Malmö otrzymały jeszcze jeden pozytywny impuls, a sprezentować go postanowiła Ebba Wieder. Defensywna pomocniczka Rosengård w kompletnie niewytłumaczalny sposób straciła futbolówkę na trzydziestym metrze przed bramką Musovic, z czego najlepszy możliwy użytek zrobiły Diaz i Larsson i mistrzostwo znalazło się w tym momencie niesamowicie blisko Linköping.

Rosengård potrzebował dwóch goli, aby zachować choćby matematyczne szanse na obronę tytułu, więc skoro nie było już absolutnie czego bronić, Jack Majgaard postanowił rzucić wszystkie siły do ataku. Piłkarki z Malmö rzeczywiście momentami spychały Eskilstunę do nieco zbyt głębokiej defensywy, ale podopieczne Viktora Erikssona już w Airdrie udowodniły, że dobrze dysponowana formacja obronna United to zapora, którą wcale nie tak łatwo jest sforsować. Nie inaczej było także dzisiaj, a między 60., a 63. minutą to Rosengård przyjął dwa kolejne ciosy, po których ciężko było się już podnieść. Najpierw po starciu z Nathalie Björn boisko musiała opuścić Marta, a chwilę później podyktowany za faul taktyczny Ilestedt rzut wolny na drugiego gola dla Eskilstuny zamieniła niezwykle precyzyjnym strzałem Banusic. Piłkarki ze Skanii walczyły oczywiście do końca i za sprawą Andonowej (a także fatalnie interweniującej Lundberg, która puściła piłkę pod brzuchem) udało im się jeszcze zmniejszyć rozmiary porażki, ale na więcej ustępujących mistrzyń Szwecji nie było już po prostu stać. Grające niezwykle ambitnie zawodniczki United, a także ich sympatycy z Tuna12 drugi raz w tym tygodniu mogli świętować zwycięstwo na bardzo trudnym terenie i wciąż nie są bez szans, aby podobnie jak w poprzednim sezonie zakończyć ligowe zmagania na podium. W Malmö natomiast mogą już skupić się przede wszystkim na tym, aby na listopadowy dwumecz w Lidze Mistrzyń kadra zespołu prezentowała się znacznie lepiej niż dziś. Przypomnijmy, że obaj nasi pucharowicze swoje rywalki w następnej fazie europejskich zmagań poznają już jutro.

lfcguld

Damallsvenskan to taka liga, w której gra dwanaście drużyn, a największą rewelacją zawsze okazuje się Piteå. Ta wymyślona nie tak dawno maksyma sprawdza się również i w tym sezonie, gdyż ekipa z dalekiej Północy już chyba na dobre zakotwiczyła w tej części tabeli, w której przed startem rozgrywek nie widział jej chyba nikt.

Zwycięstwo drużyny Stellana Carlssona nad Kristianstad siłą rzeczy było dziś nieco w cieniu tego, co wydarzyło się na pozostałych boiskach, ale czy aby nie przywykliśmy już do tego, że na tym właśnie polega taktyka Piteå, nad którą nie bez powodu od wielu miesięcy się tak rozpływamy? Zawodniczki z Norrland nie grają być może najbardziej efektownej piłki na świecie, ale bez wielkich fanfar tydzień po tygodniu robią swoje, co na koniec sezonu zazwyczaj przekłada się na rezultat znacznie przewyższający “papierowy” potencjał tego zespołu. Dzisiejszy pojedynek na LF Arenie był niezwykle wyrównany i tak na dobrą sprawę mógł zakończyć się każdym wynikiem, ale to Piteå raz jeszcze zrobiło wystarczająco wiele, aby na koniec dnia dopisać do swojego dorobku trzy kolejne punkty. O zwycięstwie gospodyń przesądził efektowny strzał z dystansu Jakobsson, która w 66. minucie przymierzyła zza pola karnego w samo okienko bramki gości. Nieco wcześniej prowadzenie ekipie z Norrland dała Norlin, ale stan rywalizacji wyrównała … Faith Ikidi, która powoli wyrasta nam na specjalistkę od najbardziej spektakularnych goli samobójczych (ten dzisiejszy naprawdę warto obejrzeć!). Okazje na to, aby zapewnić drużynie ze wschodniej Skanii niezwykle ważny w kontekście walki o utrzymanie punkt miały jeszcze w końcówce między innymi Danielsson oraz Rasmussen, ale ostatecznie w powrotną podróż do domu piłkarki Kristianstad udały się wyłącznie z poczuciem niewykorzystanej szansy.

Orkiestra z Sunne gra do końca

Na boisku w Sunne spotkały się dwie drużyny znajdujące się od dłuższego czasu w strefie spadkowej, ale zarówno biorąc pod uwagę ich jesienną dyspozycję, jak i terminarz ostatnich kolejek, zdecydowanie więcej miały dziś do wygrania piłkarki z Umeå. Morale w ekipie z Västerbotten poprawił dodatkowo długo wyczekiwany powrót Jenny Hjohlman i wydawało się, że to drużyna z północnej części kraju wykona ważny krok w kierunku zachowania statusu pierwszoligowca. Zawodniczki Mallbacken wyszły jednak na murawę Strandvallen niezwykle zmotywowane, jakby chciały udowodnić, że nawet jeśli ostatecznie przyjdzie im się pożegnać z ekstraklasą, to nie będzie to spadek w stylu ubiegłorocznego AIK.

Pierwsze minuty należały właśnie do gospodyń, ale z biegiem czasu to Umeå zaczęło przejmować coraz większą kontrolę nad meczem. Drużyna Daniela Doverlinda zagrożenie pod bramką Lee Alexander stwarzała przede wszystkim po dobrze bitych stałych fragmentach gry, które przysporzyły defensywie Mallbacken sporo problemów. Po jednym z nich w sukurs gospodyniom musiała przyjść poprzeczka, innym razem – po główce Chikwelu – trzeba było wybijać futbolówkę z linii bramkowej, a tuż przed końcem pierwszej połowy fatalny błąd niezwykle doświadczonej Therese Stolpe sprawił, że w sytuacji sam na sam z Alexander znalazła się Hurtig. Szkocka golkiperka wygrała jednak pojedynek z piłkarką powołaną przez Pię Sundhage na najbliższe mecze z Iranem oraz Norwegią i do przerwy utrzymał się rezultat bezbramkowy.

Po zmianie stron wciąż to Umeå z większą determinacją dążyło do zdobycia zwycięskiego gola, ale coraz groźniej odgryzały się zawodniczki z Värmland i to właśnie im na kwadrans przed końcem udało się uszczęśliwić grupę najwierniejszych kibiców, która w sobotnie popołudnie przybyła na Strandvallen. Niezwykle aktywna w drugiej połowie Janogy urwała się lewym skrzydłem i świetnie wypatrzyła niepilnowaną na dwunastym metrze Göransson, a była reprezentantka Szwecji nieco szczęśliwie, po rykoszecie od jednej z piłkarek gości, umieściła futbolówkę w siatce Tove Enblom. Podopieczne Daniela Doverlinda natychmiast rzuciły się do odrabiania strat, ale tego dnia obrończynie Mallbacken spisywały się wyjątkowo solidnie, wobec czego ani Chikwelu, ani Hurtig, ani rezerwowa Bäckström nie były w stanie stworzyć sobie choćby jednej dogodnej okazji na wyrównanie. Porażka w Sunne sprawiła, że wielokrotne mistrzynie Szwecji na dwie kolejki przed końcem rozgrywek postawiły się pod ścianą i jeśli nie uda im się zwyciężyć w przynajmniej jednym z pozostałych do rozegrania meczów, to niewykluczone, że za rok ponownie spotkają się z Mallbacken, ale już w ramach Elitettan. Pochwały należą się za to drużynie z Värmland, która pomimo fatalnej sytuacji w tabeli pokazała, że w lidze szwedzkiej gra się do końca i sięgnęła po pierwszy od dokładnie czterech miesięcy komplet punktów.

******

Przed rozpoczęciem sezonu za najsłabszą formację Djurgården uważano defensywę, ale obrończynie beniaminka ze Sztokholmu w trakcie rozgrywek wielokrotnie udowadniały, że obawy te były zdecydowanie na wyrost. Dziś jednak mieliśmy okazję obejrzeć zdecydowanie najbrzydszą twarz drużyny, która w samej tylko drugiej połowie wykorzystała chyba limit błędów mniej więcej do czerwca przyszłego roku. Takiej dyspozycji, a właściwie niedyspozycji rywalek nie mogły nie wykorzystać piłkarki z Örebro, które po dwóch golach Ogonny Chukwudi sięgnęły po pierwsze tej jesieni zwycięstwo, ale prawda jest taka, że sama tylko Nigeryjka powinna zakończyć dzisiejszy mecz z przynajmniej pięcioma trafieniami na koncie. Wynik gospodyniom trzymała jednak najlepsza w ich szeregach Gudbjörg Gunnarsdottir, której interwencje uchroniły ekipę prowadzoną przez Yvonne Ekroth przed przykrym blamażem na własnym boisku. Żeby było jeszcze zabawniej, niewiele brakowało do tego, aby pięć minut w miarę przyzwoitej gry wystarczyło Djurgården do wywalczenia w tym spotkaniu jednego punktu, który niemal w pojedynkę mogła zapewnić swojej drużynie Alexandra Höglund. Wprowadzona na niespełna dziesięć minut przed końcem meczu pomocniczka z Bällinge najpierw pokonała Carolę Söberg mierzonym strzałem po długim słupku, a chwilę później była o krok od powtórzenia tego wyczynu. Za drugim razem golkiperka Örebro zachowała jednak czujność i dobrze, gdyż tego dnia drużyna ze stolicy na jakąkolwiek zdobycz punktową w najmniejszym stopniu nie zasługiwała.

******

Podobnie jak w rundzie wiosennej, pojedynek Göteborga z Kvarnsveden znów był niezwykle wyrównany, a o zwycięstwie ekipy z Västerbotten raz jeszcze zadecydowała nieco większa piłkarska dojrzałość. Trio Chawinga – Addo – Weimer kolejny raz pokazało, że w Damallsvenskan nie musi obawiać się absolutnie nikogo, a gol z 17. minuty był jedynie potwierdzeniem nieprzeciętnej jakości tego niesamowicie bramkostrzelnego tercetu. O jedno trafienie lepsza okazały się jednak podopieczne Stefana Rehna, a bramki dla zespołu z Valhalla IP strzelały niezawodna Hammarlund oraz Kollmats, która w zamieszaniu podbramkowym na początku drugiej połowy przesądziła o trzeciej kolejnej ligowej wiktorii Göteborga. Tak dobra seria oznacza, że piłkarki z Västergötland wciąż pozostają w grze o trzecie miejsce na koniec sezonu, ale nie są już w tej rywalizacji zależne wyłącznie od siebie. Pomóc im będą mogły chociażby zawodniczki Kristianstad, które jutro na LF Arenie rywalizować będą z Piteå w meczu, który – jak się okazuje – niezwykle istotny będzie nie tylko dla dwóch bezpośrednio zainteresowanych drużyn, ale także właśnie dla KGFC.

20. kolejka – zapowiedź

Zanim piłkarki szwedzkich klubów rozjadą się na ostatnią już w tym sezonie przerwę reprezentacyjną, czeka nas jeszcze jedna kolejka, którą warto śledzić przynajmniej z kilku powodów. Po pierwsze, już w najbliższą niedzielę około godziny 17:00 możemy oficjalnie poznać nowego mistrza Szwecji, a takie wydarzenie raczej głupio byłoby przegapić. Po drugie, w bezpośrednim pojedynku zmierzą się obaj nasi pucharowicze, a starcie dwóch spośród szesnastu najlepszych klubów Europy nie wymaga chyba dodatkowej reklamy. Po trzecie, przekonamy się, czy Piteå to rzeczywiście miasto cudów, w którym absolutnie wszystko da się zamienić w złoto (no, ewentualnie w brąz).

Zanim jednak dojdzie do rozstrzygnięć w górnej połówce tabeli, czeka nas mecz, który może okazać się kluczowym w kontekście walki o utrzymanie w Damallsvenskan. Sytuacja Mallbacken wydaje się być na tyle beznadziejna, że nawet zwycięstwo nad Umeå nie poprawiłoby jej w sposób znaczący, ale dla ekipy prowadzonej przez Daniela Doverlinda wyjazd do Värmland będzie pierwszym z trzech finałów, które pozostały jej tej jesieni do rozegrania. Siedmiokrotne mistrzynie Szwecji wciąż mogą zapewnić sobie pozostanie w krajowej elicie bez konieczności oglądania się na rywalki, ale jeśli chcą to uczynić, to na Strandvallen muszą koniecznie zapunktować. Nadzieje na korzystny wynik kibice w Västerbotten pokładają między innymi w występie powracającej do gry po kilkumiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją Jenny Hjohlman, która już wielokrotnie ratowała drużynę z Umeå w decydujących momentach i niewykluczone, że zechce zrobić to kolejny raz.

Pozostałe sobotnie mecze nie mają być może aż tak wielkiej stawki, ale ci, którzy zdecydują się spędzić popołudnie na Valhalli lub na Stadionie Olimpijskim także nie powinni mieć powodów do narzekania. Rewelacyjny beniaminek z Borlänge przyjedzie wprawdzie do Göteborga osłabiony brakiem Meghan Toohey, ale już sama rywalizacja Hammarlund z Chawingą czy Rubensson z Weimer zapowiada się wystarczająco apetycznie. Mecz w Sztohkolmie również nie będzie pozbawiony dodatkowych smaczków, gdyż piłkarki z Örebro z pewnością zechcą zrewanżować się lokalnemu rywalowi za wysoką porażkę na własnym stadionie. Wprawdzie drużyna Martina Skogmana ma obecnie spore problemy i z formą i z kadrą, ale możemy być pewni, że chociażby Spetsmark i De Jongh zrobią wszystko, aby trzy punkty wróciły wraz z nimi na Behrn Arenę.

O Piteå napisano już chyba absolutnie wszystko, ale – co godne podkreślenia – w przypadku tej ekipy każda pochwała ma swoje uzasadnienie. Podopieczne Stellana Carlssona stoją bowiem przed niezwykłą szansą, aby drugi rok z rzędu zakończyć ligowe zmagania na ligowym podium, co musi budzić absolutny podziw każdego, kto ma jakiekolwiek pojęcie o realiach Damallsvenskan. W najbliższą niedzielę piłkarki z LF Areny podejmą na własnym boisku słabo spisujące się na wyjazdach Kristianstad i jeśli uda im się w tym starciu zwyciężyć, to znajdą się dosłownie o krok od tego, aby wykonać absolutne maksimum, jakie mogły – oczywiście jedynie w tych najbardziej optymistycznych scenariuszach – zakładać przed startem sezonu.

Na zakończenie weekendu na boisko wyjdą ligowi potentaci, których czeka tym razem wyjątkowo ciężki test. Rosengård z Eskilstuną nie przegrał (ani nawet nie zremisował!) jeszcze nigdy w historii, a w bezpośrednich meczach stracił jedynie dwa gole (!), ale bez pauzującej za kartki Nilsson i kontuzjowanej Martens kolejne zwycięstwo wcale nie jest aż tak oczywiste. Wciąż aktualne mistrzynie Szwecji i tak pozostają jednak zdecydowanymi faworytkami tej potyczki, a w zdobyciu trzech oczek pomóc ma im między innymi powrót do gry Lotty Schelin, która najprawdopodobniej wybiegnie w wyjściowej jedenastce. Niełatwa przeprawa czeka także liderki z Linköping, które wprawdzie wiosną rozbiły swoje najbliższe rywalki aż 8-0, ale tym razem przyjdzie im zmierzyć się dodatkowo z naturalną murawą w Vittsjö, która niejednemu klubowi sprawiła już ogromny problem. W tym sezonie zwyciężyć w północnej Skanii potrafiło jedynie Piteå, a punkty zostawiały tam między innymi Rosengård, Göteborg i Eskilstuna. Za dwa dni przekonamy się czy LFC będzie drugim zespołem, któremu uda się odczarować Vittsjö IP.

Trochę bolało, ale się udało

Obaj przedstawiciele Damallsvenskan zameldowali się w najlepszej szesnastce piłkarskiej Ligi Mistrzyń, choć rywalizacja w 1/16 finału przypominała bardziej wspinaczkę górską niż wieczorny spacer nadmorską promenadą. Nie były to oczywiście jeszcze żadne Himalaje, ale już takie Kebnekaise – jak najbardziej. Na szczęście, zarówno w środę, jak i w czwartek, pucharowa wyprawa zakończyła się ostatecznie sukcesem i szwedzkie kluby w komplecie mogą przygotowywać się do kolejnego etapu rozgrywek, który czeka nas już w listopadzie.

Jako pierwsze awans wywalczyły piłkarki FC Rosengård, które po nadspodziewanie emocjonującym dwumeczu wyeliminowały islandzki Breidablik. Po skromnym zwycięstwie w Kopavogurze, kibice w stolicy Skanii szykowali się raczej na bezstresowy wieczór z Ligą Mistrzyń, a tymczasem o przepustkę do najlepszej szesnastki trzeba było drżeć aż do kończącego mecz gwizdka szkockiej sędzi. Jasne, to mistrzynie Szwecji były w obu spotkaniach stroną absolutnie dominującą i szczególnie na Malmö IP nie pozwalały rywalkom z Islandii na zbyt wiele, ale – podobnie jak kilka dni wcześniej podczas meczu na szczycie w Linköping – nie potrafiły przekuć przytłaczającej momentami przewagi na cokolwiek konkretnego. Zaczęło się bardzo obiecująco, gdyż już w 4. minucie po chytrym strzale Salmi futbolówka zatrzymała się na słupku. Nie był to jednak koniec kłopotów strzegącej bramki Breidabliku Sonny Thrainsdottir, gdyż niezwykle zmotywowane podopieczne Jacka Majgaarda wcale nie zamierzały zwalniać tempa i za sprawą między innymi Masar czy Andonowej w szesnastce gości raz po raz robiło się gorąco. Islandzka golkiperka broniła jednak z dużą dozą szczęścia, które nie opuściło jej także po przerwie, kiedy to wyższy bieg postanowiła włączyć Marta. Reprezentantka Brazylii doszła chyba do wniosku, że ten mecz wypadałoby po prostu wygrać, ale i jej nie udało się chociażby raz umieścić piłki w siatce rywalek. Najbliżej powodzenia była wtedy, gdy uderzona przez nią futbolówka odbiła się od poprzeczki bramki Breidabliku, choć i sytuacja, w której przegrała pojedynek sam na sam z Thrainsdottir należała raczej do takich, które akurat Marta zazwyczaj bez większych problemów wykorzystuje. Islandki niby nie stwarzały większego zagrożenia pod bramką Musovic, ale szczególnie biegająca po lewym skrzydła Fridriksdottir była piłkarką, na którą trzeba było zwracać baczną uwagę. To właśnie ta zawodniczka mogła zresztą w doliczonym czasie gry zafundować nam dodatkowe trzydzieści minut całkowicie niepotrzebnych emocji, ale tym razem skoczyło się na strachu, w związku z czym awans wywalczyła drużyna w przebiegu dwumeczu zdecydowanie lepsza. Inna sprawa, że styl, w którym tego dokonała, nie usatysfakcjonował w Malmö chyba nikogo.

******

Pierwszy w historii klubu europejski wyjazd trafił się piłkarkom z Eskilstuny do Glasgow, a mówiąc bardziej precyzyjnie, do położonego kilkanaście kilometrów od największego miasta Szkocji Airdrie. Nie mogło na nim oczywiście zabraknąć sympatyków drużyny z Södermanland, którzy na trybunach Excelsior Stadium stanowili w czwartkowy wieczór zdecydowanie najbardziej żywiołowo dopingującą grupę fanów. Wydaje się jednak, że nawet najwięksi optymiści z Tuna12 nie spodziewali się, że tak szybko zawodniczki United dadzą im jeszcze jeden powód do radości. Tymczasem po upływie zaledwie sześciu minut gry było już 1-0 dla wicemistrzyń Szwecji po tym, jak przepięknym wolejem po dośrodkowaniu Diaz popisała się Schough. Szybko zdobyty gol nie rozstrzygnął jeszcze definitywnie kwestii dwumeczu, gdyż – dokładnie jak przed tygodniem na Tunavallen – piłkarki z Glasgow zaczęły się budzić po kompletnie przespanym pierwszym kwadransie. To właśnie Szkotki stworzyły sobie doskonałą okazję w końcówce pierwszej połowy (na szczęście dla Eskilstuny w dogodnej sytuacji pomyliła się Love) i to one znacznie lepiej rozpoczęły także drugą odsłonę, błyskawicznie doprowadzając do remisu. Fatalny błąd Louise Quinn wykorzystała Crilly, przywracając tym samym swej drużynie nadzieję na odwrócenie losów rywalizacji. Piłkarki z Glasgow ewidentnie wyczuły, że oto właśnie nadszedł ich moment i kolejne minuty rywalizacji toczyły się pod ich wyraźne dyktando. Najpierw interwencją na refleks po strzale głowa popisała się Lundberg, następnie mieliśmy kontrowersję z niepodyktowanym dla gospodyń rzutem karnym po rzekomym faulu Anniki Svensson i wydawało się, że to Szkotki za chwilę na dobre przejmą kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Wtedy jednak miała miejsce akcja, o której jeszcze za kilkadziesiąt lat będzie się bez wątpienia opowiadać w Eskilstunie kolejnym pokoleniom piłkarek i kibiców. Mimmi Larsson ruszyła sprintem w kierunku bramki Glasgow, przytomnie wycofała do Diaz i choć strzał filigranowej pomocniczki został wyblokowany, to dobitka Schough sprawiła, że w jednej chwili eksplodował stadion w Airdrie (a przynajmniej jego najgłośniejszy sektor!), pub Pitchers oraz wszystkie inne miejsca, gdzie mecz śledzili sympatycy United. Do końca pozostawało jeszcze wprawdzie trochę czasu, obie drużyny miały jeszcze szansę na zmianę wyniku, ale właśnie akcja tercetu Larsson – Diaz – Schough sprawiła, że budowana bez przesadnego szastania pieniędzmi drużyna, która jeszcze przecież nie tak dawno biegała po trzecioligowych boiskach, właśnie stała się jedną z szesnastu najlepszych ekip na kontynencie. Pucharowy sen Eskilstuny wciąż trwa i pozostaje mieć nadzieję, że piłkarki United wybudzą się z niego dopiero wiosną, a najlepiej 1. czerwca, przy okazji kolejnej wizyty na brytyjskiej ziemi.

5885b097-e840-44f8-8322-cc309c69f65e_1000

Eskilstuna nie śpi, bo świętuje awans (Fot. NH)

Losowanie par 1/8 finału Ligi Mistrzyń odbędzie się w poniedziałek, 17. października.

Potencjalne rywalki FC Rosengård: FC Bayern Monachium (Niemcy), FC Zürich Frauen (Szwajcaria), ACF Brescia (Włochy), SK Slavia Praga (Czechy), FC Twente (Holandia), BIIK-Kazygurt (Kazachstan), Manchester City WFC (Anglia)

Potencjalne rywalki Eskilstuny United: Olympique Lyon (Francja), VfL Wolfsburg (Niemcy), Paris Saint-Germain (Francja), Fortuna Hjørring (Dania), Brøndby IF (Dania), FC Barcelona (Hiszpania), FC Rossijanka (Rosja)

Witamy w Damallsvenskan – LB07

Od wielu miesięcy wydawało się to być wyłącznie kwestią czasu, ale w klubie z Malmö przekonują, że niepewność zniknęła dopiero wtedy, gdy oficjalnie udało się postawić ostatni stempel. Niedzielne zwycięstwo w Östersundzie sprawiło, że na trzy kolejki przed zakończeniem rozgrywek Limhamn Bunkeflo zapewnił sobie historyczną promocję do Damallsvenskan, w związku z czym po raz pierwszy będziemy świadkami derbów Malmö na najwyższym szczeblu piłkarskiej piramidy. Ostatni mecz był dla drużyny Svena Sjunnessona niemal lustrzanym odbiciem całego, kończącego się właśnie sezonu. Niby kolejny raz udało się zwyciężyć różnicą trzech goli, ale do 81. minuty liderki Elitettan prowadziły jedynie 1-0 i nic nie wskazywało na to, aby planowały kontynuować strzeleckie popisy. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że to wciąż nie będąca pewna pozostania na zapleczu ekstraklasy ekipa z Östersundu stwarzała lepsze wrażenie i jeśli coś tego dnia wisiało w powietrzu nad Jämtkraft Areną, to było to bardziej wyrównanie niż podwyższenie wyniku. Prawda, nie zagrałyśmy dziś wielkiego meczu, dopiero po golu na 2-0 poczułyśmy ulgę i zaczęłyśmy grać swoją grę – samokrytycznie przyznała strzelczyni dwóch goli Mia Persson, a Anna Welin dodała: To cudowne uczucie wiedzieć, że już dziś udało się awansować. Grałyśmy dziś bardzo nerwowo, bo doskonale zdawałyśmy sobie sprawę, o co gramy. Gdyby się nie udało, miałybyśmy jeszcze trzy okazje na to, żeby zdobyć brakujące punkty, ale nam naprawdę zależało, żeby załatwić to już teraz.

Radość z awansu nie może jednak przesłonić faktu, że przed klubem z Malmö stoi teraz wiele wyzwań, a nadchodząca zima upłynie raczej pod znakiem wytężonej pracy niż celebracji. Uzupełnienia, a wręcz poważnego wzmocnienia, wymaga przede wszystkim kadra pierwszego zespołu ze szczególnym uwzględnieniem formacji defensywnej. W przerwie letniej udało się wprawdzie (przy sporym wsparciu Lotty Schelin) pozyskać Sabrinę Viguier, ale 93-krotna reprezentantka Francji nie okazała się (bo i okazać się nie mogła) uniwersalnym rozwiązaniem na kłopoty LB07 z defensywą, która jesienią wcale nie sprawia lepszego wrażenia niż wiosną. O tym, że problem rzeczywiście jest, świadczą nawet suche liczby; obecne liderki Eliettan straciły bowiem ponad dwa razy więcej goli niż rok temu piłkarki Kvarnsveden na tym samym etapie rozgrywek. Słabość tej formacji obnażana jest zresztą także przy okazji każdego – towarzyskiego lub pucharowego – starcia Limhamn Bunkeflo z którymkolwiek przedstawicielem Damallsvenskan. Najbliższy poważny test podopieczne Svena Sjunnessona przejdą zresztą już w listopadzie, gdyż los ponownie skojarzył je w Pucharze Szwecji z FC Rosengård i ten mecz być może da nam odpowiedź na pytanie, jak wiele pozostało jeszcze do zrobienia, aby wiosną być gotowym na ekstraklasę.

Awans do pierwszej ligi to także wyzwanie logistyczne, ale prezes klubu Johan Andersson uspokaja, że z Damallsvenskan Limhamn Bunkeflo przywita się na własnych obiektach. Gdybyśmy musieli szukać innego rozwiązania, to byłaby to prawdziwa katastrofa. Większość wymagań spełnimy relatywnie szybko, ale na pewno będą też kwestie, w których poprosimy o warunkową licencję. Ewentualna przeprowadzka oznaczałaby nie tylko większe koszty bieżące, ale także rozmycie się tożsamości, a tego za wszelką cenę chcemy uniknąć. Nie chcielibyśmy tez sprawiać problemów innym klubom i nie wyobrażam sobie, abyśmy mieli przygotowywać się do sezonu na przykład na obiektach FC Rosengård – zakończył Andersson.

Pewne jest, że w tym roku Limhamn Bunkeflo nie zapadnie w zimowy sen, a grudniowo-styczniowy zgiełk zarówno na piłkarskich obiektach, jak i w zacisznych zazwyczaj gabinetach będzie przypominał o tym, że już niebawem zacznie się pisać zupełnie nowy, pierwszoligowy rozdział w historii klubu. Dziś jeszcze nie wiemy, czy będzie on długą i piękną opowieścią o sukcesie, czy może zaledwie krótkim i mało znaczącym epizodem, ale bez względu na to, już teraz wypowiadamy słowa, które tak bardzo uwielbiamy, choć możemy je wypowiedzieć jedynie dwa razy w ciągu roku: Limhamn Bunkeflo – witamy w Damallsvenskan!

* Zainteresowanych zachęcam także do przeczytania poprzedniego tekstu na temat klubu z Malmö.

updezaepc2914bz_ervwfsecpgk-jpeg

Fot. Christian Örnberg