Z Sanne po puchar

1-0

Sanne Troelsgaard uszczęśliwia kibiców na Malmö IP (Fot.SvFF)

Choć Rosengård i Linköping w finale Pucharu Szwecji zmierzyły się po raz czwarty, to nigdy wcześniej rywalizacja tych dwóch ekip na tym etapie rozgrywek nie miała aż tak zdecydowanego faworyta. Piłkarki z Malmö podchodziły do niej napędzane nie tylko passą trzech kolejnych zwycięstw, ale również świadomością, że tej wiosny w Damallsvenskan po prostu nie ma na nie mocnych. Pod wodzą Jonasa Eidevalla drużyna ze Skanii ewidentnie odzyskała radość z gry i choć nowy szkoleniowiec od początku swojej kadencji ufa w zasadzie żelaznej jedenastce (spośród rezerwowych w rotacji uczestniczą jedynie Lisa-Marie Utland oraz Ebba Wieder), ta odwdzięcza mu się w najlepszy możliwy sposób, czego kulminację mogliśmy oglądać w niedawnym starciu z Eskilstuną. Zdecydowanie inne nastroje panują za to w Linköping, gdzie po serii rozczarowujących występów pożegnano Marcusa Walfridsona, a zastępujący go do końca rundy tymczasowy, duński trener od razu stanął przed równaniem z wieloma niewiadomymi. Jak uszczelnić wolną, mało zwrotną i popełniającą zbyt wiele błędów defensywę? Kim zastąpić kontuzjowaną Linę Hurtig? Kto ma odpowiadać za strzelanie goli? Co stało się z drugą linią, która na papierze jest zdecydowanie najsilniejszą formacją zespołu? Te i inne pytania wciąż pozostawały bez jednoznacznej odpowiedzi i choć bezcenne zwycięstwo w ostatnim, ligowym meczu nad Göteborgiem było niczym balsam na skołatane nerwy sympatyków Linköping, do finałowej potyczki na Malmö IP podopieczne Henrika Jensena i tak przystępowały w foli wyraźnego underdoga.

Szwedzka piłka charakteryzuje się jednak tym, że nie ma w niej rzeczy i wyników niemożliwych, więc trudno się dziwić, że dość liczna grupa kibiców z Östergötland przybyła do stolicy Skanii z nadzieją wywalczenia szóstego w historii klubu z Linköping pucharu. Już pierwsze minuty pokazały jednak, że tym razem o sprawienie niespodzianki będzie gościom niezwykle trudno, a błędy indywidualne Kosovare Asllani oraz Hildy Carlén sprawiły, że już po kwadransie piłkarki ze Skanii powinny prowadzić 2-0. Celowniki podopiecznych Jonasa Eidevalla nie były jednak tego dnia dokładnie uregulowane i tylko temu zawodniczki z Linköping mogą zawdzięczać fakt, że na przerwę obie ekipy udały się przy bezbramkowym remisie. Dla zawodniczek z Östergötland była to niestety jedyna dobra wiadomość, gdyż piłkarsko prezentowały się one gorzej od swoich rywalek w każdym elemencie futbolowego rzemiosła.

Obraz gry niewiele zmienił się po przerwie i już po pierwszym, bitym przez Ivę Landekę rzucie rożnym, przyjezdne musiały ratować się rozpaczliwym wybiciem z linii bramkowej. Ostrzeżenie to nie dało im jednak wystarczająco dużo do myślenia i kilka minut później kolejny korner w końcu (mając na uwadze przebieg meczu) przyniósł ekipie z Malmö upragnionego gola. W szesnastce Carlén najlepiej zachowała się Troelsgaard i to właśnie duńska skrzydłowa – podobnie jak przed rokiem – otworzyła wynik decydującego starcia o Puchar Szwecji. Od tego momentu piłkarki z Linköping do stracenia nie miały już nic z wyjątkiem kolejnych goli, w efekcie czego w upalny, niedzielny wieczór wreszcie oglądaliśmy mecz godny finału. W odstępie zaledwie kilkudziesięciu sekund Zecirę Musovic mogły pokonać kolejno Banusic i Arnth, a po przeciwnej stronie boiska wyborną okazję na to, aby definitywnie rozstrzygnąć mecz miała Troelsgaard, ale tym razem na drodze do pełni szczęścia stanęła jej poprzeczka. W ostatnich minutach w słupek bramki Carlén przylutowała jeszcze Mittag, Banusic wyleciała z boiska z czerwoną kartką i w bardzo mało elegancki sposób pozdrowiła kibiców z Malmö, ale więcej goli w stolicy Skanii już nie obejrzeliśmy. Skromne, lecz jednocześnie nie pozostawiające rywalkom najmniejszych wątpliwości 1-0 pozwoliło Jonasowi Eidevallowi sięgnąć po pierwszy w jego trenerskiej karierze Puchar Szwecji, a prowadzonemu przez niego zespołowi wykonać ważny krok w kierunku wywalczenia dubletu, o którym w Malmö zaczyna być coraz głośniej.

Raport z lig zagranicznych

Bayern Muenchen Women's v SC Freiburg Women's - Allianz Frauen Bundesliga

Bayern Fridoliny Rolfö pod koniec sezonu Bundesligi zagra m.in. z Wolfsburgiem (Fot. Weltfussball)

Dwutygodniowa przerwa w rozgrywkach Damallsvenskan to doskonały moment, aby nieco bliżej przyjrzeć się dokonaniom szwedzkich piłkarek grających poza granicami kraju. Zestawienie to nie jest oczywiście kompletne (gdyby miało takie być, musielibyśmy uwzględnić w nim w zasadzie cały świat od Kanady po Nową Zelandię), ale z pewnością nie brakuje w nim żadnego z nazwisk, które potencjalnie mogło znaleźć się w notesie Petera Gerhardssona. Sporo miejsca poświęcamy w nim również zawodniczkom występującym na co dzień w innych ligach nordyckich, a także naszej jedynaczce w amerykańskiej NWSL. Oto najbardziej aktualna lista svenska utlandsproffs:

Anglia

Hedvig Lindahl, Magdalena Eriksson oraz Jonna Andersson w miniony weekend zagrały w wyjściowej jedenastce Chelsea, która pokonała Arsenal w finale Pucharu Anglii. Klub z Londynu najpewniej do ostatniej kolejki pozostanie również w grze o odzyskanie tytułu mistrzowskiego i możemy spodziewać się, że szwedzki tercet będzie w tej walce odgrywać pierwszoplanowe role. O najwyższe, ligowe laury walczą także Manchester i Arsenal, ale niestety bez większego udziału Julii Spetsmark i Jessiki Samuelsson. Była skrzydłowa Örebro wciąż nie może w pełni przekonać do siebie Nicka Cushinga, zaś prawa defensorka właśnie wraca do gry po długiej przerwie spowodowanej koszmarną kontuzją stopy.

Cypr

Na koniec niezwykle bogatej kariery Therese Björck dopisała do swojego dorobku wicemistrzostwo Cypru. W przypadku Apollonu, który w poprzednich latach całkowicie zdominował krajowe rozgrywki, wynik ten w żadnym razie nie mógł jednak zostać uznany za sukces. Oprócz 37-letniej defensorki, w kadrze klubu z Limassol w zakończonym niedawno sezonie znajdowała się także była bramkarka pierwszoligowców ze Skanii Johanna Henriksson.

Dania

Porażka w bezpośrednim meczu z Fortuną Hjørring mocno skomplikowała ligową sytuację Brøndby i wszystko wskazuje na to, że najbardziej utytułowany klub duńskiej ekstraklasy w tym roku skupi się jedynie na walce o wicemistrzostwo. Powodzenie tej misji zależeć będzie między innymi od dyspozycji trzech szwedzkich piłkarek; do Emmy Pennsäter (pewny punkt kopenhaskiej defensywy) oraz Hanny Persson (trzy gole na duńskich boiskach), zimą dołączyła jeszcze jedna zawodniczka wypożyczona do Brøndby z FC Rosengård – 21-letnia napastniczka Sophie Sundqvist.

Finlandia

Liga ta jest na swój sposób wyjątkowa, gdyż oklaskiwać możemy w niej nie tylko szwedzkie piłkarki, ale i … szwedzki klub (mający swoją siedzibę na Wyspach Alandzkich Åland United). Piłkarki z bałtyckiego archipelagu nowy sezon rozpoczęły całkiem udanie (12 punktów i 4. lokata po sześciu kolejkach), a kluczowymi piłkarkami zespołu prowadzonego od niedawna przez Samuela Fagerholma są Sara Nordin (ex-Umeå) oraz Emelie Johansson (ex-AIK).

Francja

W Montpellier bez większych zmian. Opaskę kapitańską wciąż dzierży tam Linda Sembrant, a za strzelanie goli odpowiedzialne są Sofia Jakobsson oraz Stina Blackstenius. Pomimo tego, że najprawdopodobniej nie uda powtórzyć się ubiegłorocznego sukcesu (wicemistrzostwo), szwedzkie piłkarki mogą zaliczyć kończący się właśnie sezon do względnie udanych, choć szczególnie w przypadku obu napastniczek moglibyśmy życzyć sobie jeszcze więcej stabilizacji. Tej ostatniej nie brakowało Emmie Berglund, która jesienią rozegrała komplet ligowych meczów w barwach PSG, ale poważny uraz nie pozwolił jej pomóc drużynie w decydującej fazie sezonu.

Islandia

Sezon ligowy w Islandii rozpoczął się tradycyjnie w pierwszej dekadzie maja, a w najbardziej interesującym nas meczu inauguracyjnej kolejki Grindavik przegrał na własnym boisku z broniącym tytułu Thor/KA. W spotkaniu tym nie wystąpiła Malin Reuterwall, a jej miejsce między słupkami bramki gospodyń zajęła Brazylijka Vivianne Holzel.

Niemcy

Osiem goli i sześć asyst – takim bilansem na trzy kolejki przez zakończeniem swojego pierwszego pełnego sezonu na boiskach niemieckiej Bundesligi legitymuje się Fridolina Rolfö. Była zawodniczka Jitexu i Linköping jest w obecnych rozgrywkach postacią numer jeden monachijskiej ofensywy i jeśli klub z Bawarii utrzyma lokatę gwarantującą start w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzyń, to Rolfö niewątpliwie dołoży do tego sporą cegiełkę. Bardzo udaną rundę rozgrywa także Nilla Fischer, która jako kapitanka prowadzi Wolfsburg do kolejnych sukcesów w kraju i w Europie. Pewne miejsce w składzie Turbine Poczdam ma także Amanda Ilestedt, choć jej zarówno jesienią, jak i wiosną, występy wybitne zdarza się przeplatać tymi zdecydowanie słabszymi.

Norwegia

Takich powrotów chcielibyśmy oglądać więcej! Reprezentująca od niedawna barwy Lyn Oslo Mimmi Löfwenius zaliczyła bardzo udany początek sezonu, a skazywany przez wielu na desperacką walkę o utrzymanie beniaminek ze stolicy okazał się jedną z rewelacji tej fazy rozgrywek. Znacznie mniej powodów do radości ma natomiast Kristin Carlsson. Druga ze szwedzkich piłkarek grających na boiskach norweskiej ekstraklasy wystąpiła w zaledwie dwóch z pięciu meczów Røa, w obu przypadkach wchodząc na boisko z ławki.

USA

Przeprowadzkę Lotty Ökvist za ocean śledziliśmy z wielką uwagą, ale póki co kariera wychowanki Piteå u USA ogranicza się do … bycia bohaterką kolejnych ruchów transferowych. Ökvist, która na boiskach NWSL nie rozegrała jeszcze choćby minuty, zdążyła obskoczyć już trzy kluby, a ciągłe zmiany (dodajmy, że niezależne od niej) z pewnością nie ułatwiają jej walki o miejsce w rotacji. Na chwilę obecną, 21-latka z Norrbotten znajduje się w kadrze Orlando Pride i mając na uwadze specyfikę klubu z Florydy możemy żałować, że nie udało jej się złapać kilku ligowych występów podczas kwietniowego Copa America. W najbliższych tygodniach może być bowiem o to zdecydowanie trudniej.

Włochy

Kończący się sezon z pewnością nie należy do Stephanie Öhrström. Fiorentina za chwilę straci mistrzowski tytuł, a ona sama straciła na pewien czas miejsce w podstawowej jedenastce. Dziewięć występów w barwach Werony uzbierała wiosną Julia Molin, zaś Jenny Hjohlman i jej Florentię za chwilę czekają baraże o prawo gry w przyszłorocznej Serie A.

Podsumowanie 4. kolejki

dam

Czas na podsumowanie 4. kolejki sezonu 2018 w Damallsvenskan

Najlepszy mecz: Djurgården 1-2 Rosengård. Opromienione wysokim zwycięstwem nad Eskilstuną piłkarki Jonasa Eidevalla w świetnych humorach przyjechały do Sztokholmu i … naprawdę niewiele brakowało, aby zupełnie niespodziewanie zostawiły w stolicy punkty. Spisujące się jak dotąd poniżej oczekiwań Djurgården postawiło faworytkom z Malmö nadspodziewanie trudne warunki, a w meczu pełnym zwrotów akcji i kontrowersji paść mógł dosłownie każdy rezultat. O zwycięstwie gości przesądziły ostatecznie te mityczne, piłkarskie detale, które szerzej opisujemy poniżej.

Najładniejszy gol: Glodis Perla Viggosdottir (Rosengård). Zakończona właśnie kolejna przyniosła nam trzy piękne gole i każdy z nich okazał się trafieniem na wagę trzech punktów. Amanda Edgren w 88. minucie zatopiła beniaminka z Kalmar, Nicoline Sørensen pomogła Linköping powrócić na zwycięską ścieżkę, ale palma pierwszeństwa przypada tym razem Glodis Perli Viggosdottir, która niczym eksplodujący, islandzki gejzer wjechała w sztokholmską defensywę i spektakularną główką zaserwowała piłkarkom Djurgården trzecią porażkę z rzędu.

Najlepsza piłkarka: Iva Landeka (Rosengård). Urodzona w Hercegowinie 28-latka opuszczała Stadion Olimpijski z golem i asystą na koncie, ale nawet bez tych liczb miałaby spore szanse na zgarnięcie tytułu zawodniczki kolejki. Ustawiana zdecydowanie bardziej ofensywnie niż za kadencji Jacka Majgaarda piłkarka świetnie odnajduje się w proponowanym przez Jonasa Eidevalla systemie gry, dzięki czemu jest na najlepszej drodze do tego, aby rozpoczęta niedawno runda była najlepszą, jaką do tej pory rozegrała na szwedzkich boiskach. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że przynajmniej do 7. czerwca informacje o dobrej dyspozycji Chorwatek to dla nas raczej … złe informacje.


4. kolejka w liczbach:

Gole: 10  (średnia 1.67 / mecz)

Rzuty karne: 0

Żółte kartki: 8

Czerwone kartki: 0

Najwyższa frekwencja: 1 270  (Eskilstuna – Hammarby)

Najniższa frekwencja: 356  (Limhamn Bunkeflo – Vittsjö)

Najszybszy gol: Amanda Fredriksson (Kalmar) – 3. minuta (vs. Kristianstad)

Najpóźniej strzelony gol: Amanda Edgren (Kristianstad) – 88. minuta (vs. Kalmar)


Jedenastka kolejki:

TEAM_4

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Komplet wyników:

Nowy, zwycięski Linköping

680

Kosovare Asllani miała duży udział w zwycięstwie Linköping (Fot. Kenta Jönsson)

Poniedziałkowe starcie dwóch mierzących bardzo wysoko zespołów miało być przysłowiową wisienką na torcie tej kolejki, ale choć na Linköping Arenie faktycznie obejrzeliśmy potyczkę godnych siebie, dojrzałych taktycznie rywali, to trudno przypuszczać, abyśmy za kilka tygodni wspominali dzisiejszy wieczór z wypiekami na twarzach. Dla kibiców z Östergötland zdecydowanie najważniejsze było jednak to, że po serii mniej lub bardziej rozczarowujących występów, mistrzynie Szwecji wreszcie zagrały na poziomie, którego bezwzględnie powinniśmy od nich oczekiwać. Na podstawie pojedynczego meczu trudno oczywiście wyciągać zbyt daleko idące wnioski, ale z pewnością możemy zaryzykować stwierdzenie, iż w niejednym sercu zaczęła właśnie tlić się nadzieja, że majowa rewolucja w Linköping w dłuższej perspektywie przyniesie klubowi więcej korzyści niż strat.

Ani trochę nie zdziwiłbym się, gdyby kibice z Göteborga czytając te słowa przytomnie zauważyli, że dzisiejszy mecz równie dobrze mógł zakończyć się odwrotnym rezultatem. To wszystko prawda, bo przecież sama tylko Christen Press miała w pierwszej połowie dwie dogodne okazje, a tuż po przerwie Adelina Engman z pięciu metrów nastrzeliła Hildę Carlén. Warto jednak mieć na uwadze fakt, że w szesnastce Jennifer Falk również stosunkowo często robiło się gorąco, a odważny rajd Tove Almqvist lub strzał z dystansu Fridy Maanum także mogły przynieść bramkowy efekt. Gdyby oceniać mecz na wyłącznie na podstawie jego przebiegu, najbardziej sprawiedliwym wynikiem byłby chyba remis, ale to gospodyniom udało się wykorzystać jedną ze stworzonych przez siebie okazji, dzięki czemu trzy punkty ostatecznie zostały w Östergötland i absolutnie nie możemy nazywać takiego scenariusza rażąco niesprawiedliwym.

Z perspektywy Linköping, równie ważna jak złoty gol Nicoline Sørensen (swoją drogą – trafienie naprawdę przecudnej urody) była jednak postawa całego zespołu. Dla świetnie dyrygującej drugą linią Kosovare Asllani, wygrywającej pojedynki jeden na jeden Natashy Dowie, czy z reguły bardzo pewnej w swoich interwencjach Filippy Angeldahl, równie ważny jak drugie w sezonie ligowe zwycięstwo, był dziś zastrzyk pozytywnej energii, której w ostatnich tygodniach tak bardzo w mistrzowskim obozie brakowało. Odrodzenie uśpionego faworyta? Jeszcze nie, ale pierwszy krok we właściwym kierunku został właśnie przez piłkarki z Linköping wykonany.

Poniedziałkowy wynik:

lfc

Zwycięski marsz dzielnych Laponek

ca775b98-0744-4c2d-9d68-37535aa8ac14

Cztery mecze, cztery zwycięstwa – dobre humory w Piteå nie mogą dziwić (Fot. Bildbyrån)

Przed rozpoczęciem sezonu chyba nikt nie zakładał, że w czwartej kolejce na Myresjöhus Arenie oglądać będziemy mecz na szczycie Damallsvenskan. Solidna postawa przede wszystkim formacji defensywnych z Växjö i Piteå sprawiła jednak, że oba zainteresowane kluby wczesną wiosną zadomowiły się w górnych rejonach tabeli, a w bezpośrednim starciu walczyły o podtrzymanie passy zwycięstw.

Jak można było przewidzieć, na efektownym stadionie w Småland przez znaczną część meczu oglądaliśmy taktyczny pojedynek dwóch godnych siebie rywali, którzy metodycznie próbowali rozmontować obronne zasieki postawione przez przeciwnika. Efekty tych działań były raz lepsze, raz gorsze, ale bynajmniej nie jest to równoznaczne z tym, że Katie Fraine oraz Cajsa Andersson mogły w niedzielne popołudnie narzekać na nudny dzień w pracy. Obie golkiperki poważnie rozgrzane zostały bowiem już w pierwszych minutach, gdy na strzał Anny Anvegård błyskawicznie odpowiedziała Ronja Aronsson. Jak się później okazało, była to zapowiedź całkiem niezłych trzech kwadransów w wykonaniu obu zespołów, choć trzeba zaznaczyć, że to bijące z niezwykłą regularnością stałe fragmenty gospodynie były w tym okresie zdecydowanie bliższe otwarcia wyniku. Gościom z Norrbotten udało się jednak nie tylko odeprzeć ów najbardziej zdecydowany atak piłkarek beniaminka, ale także samemu wyprowadzić nokautujący cios. Na trzy minuty przed przerwą dokonała tego Nina Jakobsson, wykorzystując kiks Elin Karlsson przy próbie wybicia dośrodkowania Aronsson. Można było przypuszczać, że tak wyglądający mecz może rozstrzygnąć jeden indywidualny błąd i na nieszczęście gospodyń popełniła go akurat defensorka Växjö.

W drugiej połowie podopieczne Pierre’a Fondina nie miały już wiele do stracenia, ale ich ataki z zadziwiającą łatwością rozbijała dowodzona przez nigeryjską skałę w osobie Faith Ikidi defensywa z Piteå. Przyjezdne robiły dokładnie to, czego wymagałby od nich w takiej chwili każdy podręcznik gry w piłkę nożną i choć z perspektywy neutralnego kibica, szarpany mecz, toczony właściwie bez tempa, nie był najlepszą reklamą futbolu, to jesteśmy dziwnie spokojni, że na dalekiej Północy każde kolejne przerwanie akcji w wykonaniu piłkarek grających w czerwonych koszulkach nagradzane było gromkimi oklaskami. Nerwowo zrobiło się dopiero w samej końcówce, kiedy to najpierw dogodną okazję zmarnowała Anvegård, a następnie po strzale wprowadzonej chwilę wcześniej na boisko Kivumbi Cajsę Andersson musiał ratować słupek, ale skromne prowadzenie udało się gościom dowieźć do ostatniego gwizdka. Choć styl, w którym Piteå dopisało do swojego dorobku kolejne zwycięstwo nie był nawet w połowie tak spektakularny jak przed tygodniem, wynik 0-1 oznacza, że FC Rosengård nie nacieszył się długo fotelem lidera, a dwutygodniową przerwę w rozgrywkach spędzi w nim rewelacja rozgrywek z Laponii.

******

Powrót Hanny Glas i Vaili Barsley do wyjściowej jedenastki był najlepszą informacją dla nie rozpieszczanych tej wiosny przez swoje piłkarki kibiców z Eskilstuny. Prezentująca się zdecydowanie bardziej stabilnie formacja defensywna miała zapewnić debiutującej w tym sezonie między słupkami bramki United Bricie Elsert-Gynning zdecydowanie większy spokój i początek rywalizacji z Hammarby w całości potwierdzał te założenia. Co więcej, podopieczne Jonasa Björkgrena od pierwszego gwizdka ruszyły na swoje rywalki z takim impetem, jakby chciały jak najszybciej zetrzeć fatalne wrażenie po niedawnym popisie w Malmö i gdyby tylko miały w swoich szeregach snajperkę pokroju Anji Mittag, już po pięciu minutach najpewniej prowadziłyby różnicą dwóch goli. Obrończynie ze Sztokholmu sprawiały wrażenie kompletnie zagubionych i choć dzięki udanym interwencjom wyrastającej powoli na największą gwiazdę Hammarby Emmy Holmgren stosunkowo długo udawało im się zachować czyste konto, pierwszy gol dla Eskilstuny zdawał się być wyłącznie kwestią czasu. Nieuniknione dopełniło się w 38. minucie, gdy młoda golkiperkę z Uppsali pokonała Petra Johansson, choć gospodynie mogły, a nawet powinny rozpocząć strzelanie znacznie wcześniej. Swoje okazje solidarnie marnowały jednak Larsson i Kullashi, a Felicia Karlsson, mając przed sobą pustą bramkę, przyładowała z dużą siłą w słupek.

Zdobyty przed przerwą gol nieco uspokoił nastroje nie tylko na trybunach, ale i na boisku, przez co po przerwie byliśmy świadkami zdecydowanie mniej ciekawego widowiska. Przyjezdne próbowały się odgryzać, ale poza stałymi fragmentami w wykonaniu Elise Kellond-Knight (to od jej straty rozpoczęła się bramkowa akcja United) nie miały zbyt wiele do zaoferowania, a gospodynie sprawiały wrażenie w pełni usatysfakcjonowanych takim obrotem wydarzeń. Pierwsze w sezonie zwycięstwo na pewno pozwoliło im wziąć długo wyczekiwany głęboki oddech, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że nieco dłuższą przerwę w rozgrywkach w Eskilstunie i tak powitają jak dawno niewidzianego najlepszego przyjaciela.

Komplet niedzielnych wyników:

4.png

5

Złamane serca Djurgården

rosen-jpg

Smutek Djurgården i radość Rosengård (Fot. Bildbyrån)

Trochę szczęścia i trochę precyzji – tyle zabrakło piłkarkom Djurgården do tego, aby przerwać zwycięską serię Rosengård. Podopieczne Joela Riddeza, podobnie jak miesiąc temu w półfinale Pucharu Szwecji, postawiły głównym faworytkom Damallsvenskan bardzo trudne warunki, ale raz jeszcze gol w ostatnich minutach sprawił, że po końcowym gwizdku więcej powodów do radości mieli kibice z Malmö. Gospodynie mogą pocieszać się tym, że właśnie rozegrały swój zdecydowanie najlepszy mecz w obecnych rozgrywkach, choć gdy przegrywa się w tak przykrych okolicznościach i dodatkowo traci się dwie kluczowe zawodniczki (z urazami boisko opuściły Helin oraz Diaz), naprawdę trudno skupiać się na optymistycznych przesłankach.

Tych ostatnich z perspektywy Djurgården dziś jednak naprawdę nie brakowało, gdyż do dwudziestej minuty to piłkarki ze Sztokholmu były zdecydowanie lepszą drużyną. Co więcej, okres zdecydowanej przewagi udało im się nawet podkreślić golem, ale Sara Wiinikka postanowiła tej bramki nie uznać. Decyzja ta okazała się o tyle istotna, że chwilę później zamiast 1-0 zrobiło się 0-1. Iva Landeka perfekcyjnie wykonała rzut wolny, kopniętą przez Chorwatkę futbolówkę bardzo delikatnie trąciła jeszcze Caroline Seger i Gudbjörg Gunnarsdottir musiała po raz pierwszy dzisiejszego popołudnia wyciągać piłkę z siatki. Skuteczność gości z Malmö była naprawdę godna pozazdroszczenia, gdyż przed przerwą udało im się oddać jeszcze jeden celny strzał, po którym futbolówka znów znalazła się w bramce Djurgården. Na szczęście dla gospodyń, sędzia dopatrzyła się pozycji spalonej Sanne Troelsgaard i akurat za tę decyzję należy panią arbiter ze Svensbyn oraz jej asystentkę pochwalić, gdyż sytuacja ta nie była wcale aż tak oczywista do oceny.

Drugą połowę także lepiej rozpoczęły gospodynie i – dokładnie jak niespełna godzinę wcześniej – znów udało im się pokonać Zecirę Musovic. Tym razem nie było już najmniejszych wątpliwości co do tego, że gol zdobyty przez Michelle Wörner był jak najbardziej prawidłowy, a rezultat 1-1 oznaczał, że obie ekipy miały jeszcze nieco ponad czterdzieści minut na to, aby poszukać zwycięskiego gola. Okazji na jego zdobycie nie brakowało pod obiema bramkami, ale jedynie piłkarkom z Malmö udało się wykorzystać jedną ze stworzonych przez siebie sytuacji. Architektką trafienia na wagę trzech punktów ponownie okazała się Iva Landeka, a dośrodkowaną przez nią piłkę w niezwykle spektakularny sposób do siatki Djurgården skierowała Glodis Perla Viggosdottir. W 89. minucie w polu karnym Rosengård doszło do starcia Ebby Wieder z Ingibjörg Sigurdardottir, ale pani Wiinikka nie zdecydowała się sięgnąć w tej sytuacji po gwizdek, którego użyła kilka minut później, aby obwieścić Szwecji i światu, że przynajmniej do jutra lider pozostanie w Malmö.

******

Blisko sprawienia sporej niespodzianki były także piłkarki z Kalmar, które potrzebowały niespełna trzech minut, aby wyjść na prowadzenie w rywalizacji z Kristianstad. Kilkudziesięciometrowym, prostopadłym podaniem popisała się Elsa Karlsson, a całą akcję sfinalizowała Amanda Fredriksson, zdobywając w ten sposób swojego pierwszego gola na boiskach Damallsvenskan. Kolejne minuty toczyły się pod dyktando gości ze Skanii, ale dopiero pechowa interwencja Erin Gunther pozwoliła im na niewiele ponad kwadrans przed końcem wyrównać stan rywalizacji. Od tego momentu na Gröndals IP oglądaliśmy klasyczną wymianę ciosów, z której zwycięsko wyszedł zespół prowadzony przez Elisabet Gunnarsdottir, a gola na wagę pierwszego zwycięstwa Kristianstad w sezonie, efektownym uderzeniem zza pola karnego zdobyła Amanda Edgren.

Jeden gol rozstrzygnął natomiast derby Skanii, w których Limhamn Bunkeflo okazał się minimalnie lepszy od Vittsjö. Decydująca akcja miała miejsce w 57. minucie, kiedy to sprytnie wykonany przez Sofię Wännerdahl rzut rożny na bramkę zamieniła Mia Persson. Po stracie gola przyjezdne próbowały jeszcze uratować w tym meczu przynajmniej punkt, ale defensywa Limhamn Bunkeflo, do której w poprzednich kolejkach mieliśmy przecież całkiem sporo uwag, tym razem spisała się bez zarzutu.

Komplet sobotnich wyników:

1

2

3