Kadra na Chorwację i Ukrainę

BB170828BB102

Karty odkryte! Dziś poznaliśmy kadrę na czerwcowe mecze eliminacyjne. (Fot. SvFF)

Konferencja Petera Gerhardssona, podczas której mieliśmy poznać nazwiska piłkarek powołanych na czerwcowe mecze z Chorwacją i Ukrainą, miała rozpocząć się o godzinie 13:00, ale ze względu na problemy komunikacyjne cała ceremonia opóźniła się o kilkanaście minut. Ten dodatkowy czas można było rzecz jasna wykorzystać na ostatnie dyskusje i polemiki, gdyż – jak to często w takich sytuacjach bywa – każdy miał swój pomysł na to, jak powinna wyglądać kadra na drugą połowę eliminacji mistrzostw świata. Decydujący głos należał jednak do selekcjonera, który niemal od razu po przybyciu do sali konferencyjnej na Gamla Ullevi zaczął po kolei odkrywać najważniejsze karty. Czy jego wybory okazały się zaskakujące? Absolutnie nie. Kontrowersyjne? Również niekoniecznie, choć mając na uwadze ostatnie tygodnie, można było oczekiwać nieco głębszej rotacji na kilku pozycjach.

W 23-osobowej kadrze znalazło się miejsce dla Jennifer Falk, która powołania doczekała się chyba w najmniej spodziewanym dla siebie momencie. Przypomnijmy, że 25-letnia golkiperka Göteborga pomimo świetnej postawy na ligowych boiskach była konsekwentnie pomijana przez Pię Sundhage, a teraz udało jej się zdobyć zaufanie sztabu szkoleniowego zaledwie dwoma solidnymi występami po dwunastomiesięcznej przerwie od piłki. Na liście Gerhardssona znalazła się ponadto Anna Anvegård, która podobnie jak poprzednie królowe strzelczyń Elitettan (Jalkerud, Chawinga) doskonale wprowadziła się do pierwszoligowego grania i również w Damallsvenskan jest kluczową postacią beniaminka z Växjö. Trudno przypuszczać, aby Anvegård wybiegła w podstawowej jedenastce na Chorwację, ale nie da się ukryć, że spośród wszystkich powołanych napastniczek to właśnie ona ma tej wiosny najlepsze statystyki strzeleckie. Zazwyczaj bardzo skuteczny duet z Montpellier pozostaje bowiem bez gola od 1. kwietnia, a na krajowych boiskach zacięły się także Mimmi Larsson oraz Loreta Kullashi. Z punktu widzenia reprezentacji byłoby oczywiście idealnie, gdyby cała czwórka odblokowała się jeszcze przed przyjazdem na zgrupowanie do Göteborga, ale nawet jeśli tak się nie stanie, to i tak warto zaufać decyzjom selekcjonera, gdyż te w zasadzie od początku trwania jego kadencji zazwyczaj okazywały się słuszne.

Mały żal do Gerhardssona można mieć jedynie o pominięcie Therese Ivarsson, która na nagrodę w postaci powołania do kadry zapracowała nie tylko świetną wiosną w barwach Kristianstad, ale także równą, solidną formą przez cały sezon 2017. Nawet jeśli selekcjoner na ten moment nie widzi miejsca dla tej konkretnej piłkarki w perspektywie przyszłorocznego mundialu, docenienie jej występów byłoby z pewnością bardzo miłym gestem. Nazwisko defensorki ze Skanii jest jednak jedynym, którego zabrakło nam dziś podczas krótkiej konferencji na Gamla Ullevi. Oczywiście, dałoby się podać mnóstwo argumentów za tym, aby w pierwszej reprezentacji znalazło się miejsce dla Emmy Holmgren, Sofii Wännerdahl, Ronji Aronsson, czy Nathalie Björn, ale Gerhardsson w porozumieniu z Ulfem Kristianssonem uznali, że lepiej będzie, jeśli wszystkie wymienione tu piłkarki zagrają w czerwcu w będącej bezpośrednim zapleczem seniorskiej kadry drużynie U-23. Jak by nie spojrzeć, takiemu rozumowaniu (abstrahując na moment od tego, na ile się z nim zgadzamy, gdyż tu trzeba byłoby rozpatrzeć indywidualnie każdy przypadek) trudno odmówić logiki.

Kadra na Chorwację i Ukrainę:

Bramkarki: Jennifer Falk (Göteborg), Hedvig Lindahl (Chelsea), Zecira Musovic (Rosengård)

Obrończynie: Jonna Andersson (Chelsea), Mia Carlsson (Kristianstad), Magdalena Eriksson (Chelsea), Nilla Fischer (Wolfsburg), Hanna Glas (Eskilstuna), Amanda Ilestedt (Turbine), Anna Oskarsson (Linköping), Linda Sembrant (Montpellier)

Pomocniczki: Kosovare Asllani (Linköping), Hanna Folkesson (Rosengård), Julia Roddar (Göteborg), Fridolina Rolfö (Bayern), Elin Rubensson (Göteborg), Olivia Schough (Göteborg), Caroline Seger (Rosengård)

Napastniczki: Anna Anvegård (Växjö), Stina Blackstenius (Montpellier), Sofia Jakobsson (Montpellier), Loreta Kullashi (Eskilstuna), Mimmi Larsson (Eskilstuna)


Kadra U-23 na Anglię:

Bramkarki: Matilda Haglund (Linköping), Emma Holmgren (Hammarby), Emma Lind (Limhamn Bunkeflo)

Obrończynie: Ronja Aronsson (Piteå), Nathalie Björn (Rosengård), Selina Henriksson (Umeå), Nellie Karlsson (Växjö), Emma Pennsäter (Brøndby), Josefine Rybrink (Kristianstad), Linnea Selberg (Piteå), Sofia Wännerdahl (Limhamn Bunkeflo)

Pomocniczki: Tove Almqvist (Linköping), Filippa Angeldahl (Linköping), Michelle De Jongh (Vittsjö), Nina Jakobsson (Piteå), Ellen Löfqvist (Piteå), Mimmi Löfwenius (Lyn), Ebba Wieder (Rosengård)

Napastniczki: Marija Banusic (Linköping), Rebecka Blomqvist (Göteborg), Madelen Janogy (Piteå), Emma Jansson (Hammarby), Julia Zigiotti (Hammarby)

Podsumowanie 5. kolejki

dam

Czas na podsumowanie 5. kolejki sezonu 2018 w Damallsvenskan

Najlepszy mecz: Kristianstad 2-0 Rosengård. Mecz, którego w Kristianstad nie zapomną bardzo, bardzo długo. Krocząca od zwycięstwa do zwycięstwa drużyna z Malmö została nie tylko zatrzymana, ale wręcz zdemolowana przez mniej utytułowanego, lokalnego rywala. Niby wiedzieliśmy, że derby rządzą się własnymi prawami, ale w żadnym razie nie spodziewaliśmy się oglądać aż tak bezradnych i zdezorientowanych gwiazd Rosengård. Taki, a nie inny obraz meczu był jednak wyłącznie zasługą fenomenalnej postawy podopiecznych Elisabet Gunnarsdottir, które nie tylko wymyśliły plan na pokonanie najlepszej ekipy w kraju, ale jeszcze potrafiły go z żelazną konsekwencją zrealizować.

Najładniejszy gol: Julia Roddar (Göteborg). Wprawdzie w słownikach piłkarskich (w przeciwieństwie do tych koszykarskich) nie istnieje coś takiego jak strzał za trzy punkty, ale trafienie Julii Roddar doprawdy trudno nazwać inaczej. Pomocniczka Göteborga przymierzyła zza linii pola karnego w samo okienko bramki Shannon Lynn i to właśnie jej uderzenie sprawiło, że zespół Marcusa Lantza zgarnął w Vittsjö pełną pulę.

Najlepsza piłkarka: Ogonna Chukwudi (Kristianstad). To ona postawiła pieczęć na derbowym zwycięstwie Kristianstad, o którym powiedziano i napisano już chyba wszystko. Gol z 54. minuty był jednak tylko wspaniałym podsumowaniem fenomenalnego występu nigeryjskiej skrzydłowej, która zaprezentowała nam nie tylko doskonale znane obserwatorom Damallsvenskan walory ofensywne, ale również tytaniczną pracę w defensywie. To właśnie Chukwudi była pierwszą przeszkodą, z którą piłkarki Rosengård musiały zmierzyć się przy próbach konstruowania ataków i nierzadko nie potrafiły znaleźć na nią sposobu.


5. kolejka w liczbach:

Gole: 16  (średnia 2.67 / mecz)

Rzuty karne: 2  (oba wykorzystane)

Żółte kartki: 15

Czerwone kartki: 1

Najwyższa frekwencja: 1 957  (Eskilstuna – Växjö)

Najniższa frekwencja: 274  (Limhamn Bunkeflo – Linköping)

Najszybszy gol: Elsa Karlsson (Kalmar) – 1. minuta (vs. Djurgården)

Najpóźniej strzelony gol: Julia Zigiotti (Hammarby) – 90+2. minuta (vs. Piteå)


Jedenastka kolejki:

TEAM_5

Klasyfikacja strzelczyń:

SKYTTE

Klasyfikacja asystentek:

ASSIST

Komplet wyników:

 

dam

Magiczna niedziela w Kristianstad

kdff

Tak się tworzy historię! Kristianstad zwycięski w derbach Skanii (Fot. SVT)

Przed derbami Skanii było jasne, że faworyt w tej rywalizacji może być tylko jeden i rzeczywiście na nowym stadionie w Kristianstad obejrzeliśmy spotkanie, w którym wyrównanej gry było stosunkowo niewiele. Przewidzieć nie udało się jedynie tego, że to skazywana na pewną porażkę drużyna Elisabet Gunnarsdottir przez pełne dziewięćdziesiąt minut będzie utrzymywać kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami, a w funkcjonującej od początku roku bez jakichkolwiek zgrzytów maszynie Jonasa Eidevalla nagle zatną się wszystkie trybiki. Kibice Kristianstad, którzy stosunkowo licznie wypełnili dziś trybuny efektownej areny, mogli być szalenie dumni ze swoich piłkarek, gdyż te zaprezentowały fenomenalny popis gry zespołowej. Fani z Malmö mogli natomiast zastanawiać się, gdzie podział się zespół, który do teraz zmiatał ze swojej drogi wszystkie pojawiające się na niej przeszkody.

Bezradność zawodniczek Rosengård w dzisiejszym meczu najlepiej obrazuje fakt, że bliżej było im do pokonania własnej bramkarki niż do umieszczenia futbolówki w siatce Moy Olsson. Zecirę Musovic najpierw postraszyła bowiem Nathalie Björn, a później jej czujność sprawdziła jeszcze Nellie Lilja. Żadnej z piłkarek dziesięciokrotnego mistrza Szwecji nie udało się wprawdzie zapisać w meczowym protokole golem samobójczym, ale Kristianstad w słoneczne, niedzielne popołudnie w ogóle nie potrzebował pomocy rywalek, aby odnieść niezwykle cenne, derbowe zwycięstwo. Piłkarki ze wschodniej Skanii pomogły sobie same i – co chyba jeszcze bardziej cenne – zrobiły to w stylu, który zapewne sprawi, że na kolejnych meczach ekipa prowadzona przez Elisabet Gunnarsdottir również nie powinna mieć problemów z frekwencją, bo tak grającą drużynę aż chce się oglądać.

Wyróżnianie którejkolwiek z piłkarek Kristianstad tak naprawdę mija się z celem, gdyż na dzisiejszy wynik jak najbardziej zapracowała cała drużyna. Z kronikarskiego obowiązku dodajmy może tylko, że Ogonna Chukwudi rozegrała jeden ze swych najlepszych meczów na szwedzkich boiskach (a w Damallsvenskan występuje przecież nie od wczoraj), a Sif Atladottir wyłączyła z gry Anję Mittag tak genialnie, jak niespełna dwanaście miesięcy wcześniej Tabithę Chawingę. Pisząc o pierwszoplanowych aktorkach dzisiejszego spektaklu nie sposób jednak nie wspomnieć o Ricie Chikwelu, której zabrakło dosłownie milimetrów do tego, aby niezwykle udany występ spuentować pięknym golem na 3-0. Swoją robotę świetnie wykonała także powracająca na środek defensywy Mia Carlsson, a Alice Nilsson do spółki z Therese Ivarsson były odpowiedzialne ze trafienie na 1-0, które jeszcze bardziej napędziło gospodynie do lepszej gry. Jeśli nazwisko którejś z piłkarek Kristianstad nie zostało wymienione w tym akapicie, to jedynie dlatego, aby nie rozrósł się on do gigantycznych rozmiarów, gdyż na otwartej zaledwie dwa miesiące temu arenie, piłkarki w pomarańczowych koszulkach odegrały nam cudowny, półtoragodzinny koncert na czternaście fortepianów.

Porażka w derbach Skanii nie zmienia oczywiście faktu, że to Rosengård wciąż pozostaje najpoważniejszym kandydatem do wygrania mistrzowskiego tytułu, ale dzisiejszy dzień z pewnością przyniósł Jonasowi Eidevallowi sporo materiału do analizy. Jego podopieczne w ogóle nie radziły sobie z presją wywieraną przez pomocniczki Kristianstad, a niedokładność piłkarek z Malmö raziła nawet najbardziej cierpliwych fanów tego klubu. Jakimś usprawiedliwieniem dla przyjezdnych może być tu kontuzja Sanne Troelsgaard, która jeszcze przed przerwą musiała opuścić boisko, ale nawet z reprezentantką Danii w składzie Rosengård prezentował się dziś po prostu bezbarwnie. A Kristianstad? Nie tylko dopisał do swojego dorobku trzy kolejne punkty, ale również pokazał pozostałym drużynom, że na ligowego potentata można znaleźć sposób. Czyli jak, Damallsvenskan zrobi się jeszcze ciekawsza?

******

Potknięcie Rosengård w stu procentach wykorzystały piłkarki z Piteå, choć do przerwy to Hammarby sprawiało lepsze wrażenie na LF Arenie. Druga połowa należała już jednak do zawodniczek z Norrland, a gole Lövgren i Karlenäs pozwoliły Laponkom jeszcze wygodniej usadowić się na fotelu lidera rozgrywek. Zdecydowanie mniej powodów do radości miał debiutujący w roli szkoleniowca Eskilstuny Magnus Karlsson, gdyż prowadzona przez niego drużyna tylko zremisowała na własnym boisku z beniaminkiem z Växjö, nie opuszczając tym samym strefy spadkowej. Prowadzenie gościom ze Småland dała w pierwszej połowie Anna Anvegård, lobując Britę Elsert Gynning po spektakularnym, prostopadłym podaniu Jeleny Cankovic, a do remisu doprowadziła po przerwie Vaila Barsley, której z kolei z rzutu rożnego asystowała Petra Johansson. Cenne, choć skromne zwycięstwo odniosły ponadto piłkarki z Göteborga, które po złotym golu Julii Roddar okazały się lepsze od Vittsjö.

Komplet niedzielnych wyników:

3

4

5

6

Mistrz zatopiony w porcie Malmö

-nktv7Iwxae_XJWaGHC54DSjv9M

Limhamn Bunkeflo zwyciężył drugi mecz z rzędu (Fot. Mathilda Ahlberg)

Choć stadion Limhamn Bunkeflo znajduje się w dzielnicy portowej, mistrzynie z Linköping z pewnością nie zakładały, że w sobotnie popołudnie to ich statek pójdzie na dno. Jeśli jednak pierwszy i zarazem jedyny celny strzał w meczu oddaje się w 81. minucie, trudno liczyć na jakąkolwiek zdobycz punktową. Podopieczne Henrika Jensena rozegrały w Malmö kolejne, bezbarwne spotkanie i jak najbardziej zasłużenie odpłynęły odjechały w kierunku Östergötland z drugą, ligową porażką na koncie.

Zwycięstwo piłkarek ze Skanii mogło być jeszcze bardziej okazałe, gdyż grające z olbrzymią werwą gospodynie stworzyły sobie trzy stuprocentowe okazje do pokonania Matildy Haglund. Zastępująca Hildę Carlén 21-letnia golkiperka doskonale poradziła sobie w sytuacji sam na sam z Sofią Wännerdahl, a tuż przed przerwą z dziewięciu metrów fatalnie pomyliła się Elisa Lang Nilsson. Ów kiks nie był jednak dla napastniczki z Malmö aż tak bolesny, jak być może powinien, gdyż kilkanaście minut wcześniej to właśnie ona wyprowadziła swoją drużynę na prowadzenie. Okoliczności, w których gospodynie zdobyły zwycięskiego – jak się miało później okazać – gola były dość kuriozalne, gdyż zawodniczki z Linköping tak nieudolnie wyprowadzały futbolówkę spod własnej szesnastki, że w końcu Lisa Lantz oddała ją Lang Nilsson, a ta doskonale wiedziała, co zrobić z miłym, aczkolwiek nieoczekiwanym prezentem. Oczywiście, w tej sytuacji nie sposób nie pochwalić piłkarek Limhamn Bunkeflo za skuteczny, wysoki pressing, ale z drugiej strony zespół, który jeszcze dwa miesiące temu rywalizował z Manchesterem o awans do półfinału Ligi Mistrzyń, takich goli tracić po prostu nie powinien.

W drugiej połowie mistrzynie kraju ruszyły w końcu do nieco odważniejszych ataków, ale tak naprawdę dopiero w ostatnim kwadransie, za sprawą rezerwowych Sørensen i Rasmussen, pod bramką Emmy Lind zaczęło się robić nieco bardziej gorąco. Wcześniej, pomimo ambitnej postawy próbującej na wszelkie sposoby dyrygować drugą linią LFC Kosovare Asllani, gościom nie udawało się stworzyć realnego zagrożenia, a Natasha Dowie oraz Marija Banusic wyróżniały się przede wszystkim tym, że z łatwością dawały się łapać na spalonym. Zryw w samej końcówce mógł przynieść obrończyniom tytułu wyrównanie, ale gdyby tak się stało, gospodynie miałyby pełne prawo mówić o sporym rozczarowaniu. Tak się jednak nie stało, gdyż fortuna tym razem postanowiła nagrodzić te, które dziś zrobiły zdecydowanie więcej, aby dopisać do swojego dorobku trzy punkty. Dwa kolejne zwycięstwa i dwa kolejne czyste konta sprawiają, że w Limhamn chyba na dobre zapomnieli już o falstarcie na inaugurację i choć podstawowym celem klubu niezmiennie pozostaje utrzymanie, piłkarki LB 07 będą mogły jutro udać się na niedzielny wypoczynek na plaży w Bunkeflo z poczuciem dobrze wykonanego zadania. W odmiennych nastrojach przebiegać będzie za to regeneracja w Linköping, gdzie słoneczny weekend trzeba będzie poświęcić na analizę nawarstwiających się problemów oraz znalezienie sposobu na zminimalizowanie strat, których zespół z Östergötland poniósł już tej wiosny zdecydowanie zbyt wiele.

******

W niezwykle istotnym dla układu sił w dolnej połówce tabeli meczu, osłabiony brakiem Malin Diaz Djurgården pokonał 3-2 beniaminka z Kalmar. Zwycięstwo nad niżej notowanym rywalem nie przyszło jednak podopiecznym Joela Riddeza łatwo, a decydującego gola dopiero w 87. minucie zdobyła z rzutu karnego reprezentantka Holandii Sheila van den Bulk. Wcześniej to gospodynie dwukrotnie wychodziły na prowadzenie, ale piłkarkom ze stolicy w obu przypadkach udawało się odrobić straty i to one w samej końcówce wyprowadziły decydujący cios. Sympatyków gości cieszyć może postawa rekonwalescentki Irmy Helin, która zarówno w ofensywie, jak i w defensywie była dziś absolutnie kluczową postacią swojej drużyny. Zawodniczki znad Bałtyku mogą natomiast zastanawiać się dlaczego drugi raz z rzędu, w ostatnich minutach, same tak bardzo skomplikowały sobie życie. Przecież zarówno czerwonej kartki Erin Gunther, jak i zagrania ręką Mathildy Johansson Prakt, spokojnie można było uniknąć.

Komplet sobotnich wyników:

f1

f2

5. kolejka – zapowiedź

johan nilsson

Hoppsan! Piłka za chwilę wpadnie do bramki, a Kristianstad pokona odwiecznego rywala (Fot. Johan Nilsson)

Dwa tygodnie przerwy w rozgrywkach ligowych przyniosły nam między innymi decydujące rozstrzygnięcia w Pucharze Szwecji, ogólnonarodową debatę na temat sędziowania i roszadę trenerską w Eskilstunie. A co przyniesie nam nadchodzący weekend?

Mecz kolejki: Kristianstad vs Rosengård. W poprzednim sezonie piłkarki z Kristianstad po raz pierwszy w historii pokonały na własnym boisku lokalne rywalki z Malmö, ale powtórzenie tego wyniku w niedzielnym starciu należałoby rozpatrywać w kategoriach wielkiej niespodzianki. Choć obie ekipy przystąpią do bezpośredniej rywalizacji bez choćby jednej, ligowej porażki, wszystkie sportowe atuty wydają się znajdować po stronie gości. Rozpędzająca się z tygodnia na tydzień maszyna Jonasa Eidevalla w niezwykle efektownym stylu zmiata ze swojej drogi kolejne przeszkody, a Mittag, Troelsgaard, Landeka i Seger to kwartet, na który sposobu nie znalazła w tym roku jeszcze żadna defensywa. Czy ta z Kristianstad ma szansę być tą pierwszą? Z całą sympatią do ekipy ze wschodniej Skanii, wydaje się to stosunkowo mało prawdopodobne, choć nie zapominajmy, że to właśnie Sif Atladottir swego czasu pokazała nam jak powstrzymać Chawingę.

Wydarzenie kolejki: nowe otwarcie w Eskilstunie. Jonas Björkgren miał być w Eskilstunie kolejnym trenerem na lata, ale rzeczywistość dość brutalnie zweryfikowała te plany, w efekcie czego były opiekun Kvarnsveden na Tunavallen do lata nawet nie dotrwał. Jego następcą został dobrze znający realia zespołu z Södermanland Magnus Karlsson i to właśnie pod jego wodzą klub, który trzy poprzednie sezony kończył na ligowym podium, ma rozpocząć marsz w górę tabeli. Po czterech kolejkach zawodniczki United niespodziewanie znalazły się bowiem na samym jej dnie i choć powroty po kontuzjach kluczowych piłkarek (Barsley, Glas) z pewnością pomogą się od niego odbić, w Eskilstunie liczą przede wszystkim na skok jakościowy; wszak od drużyny, której barwy reprezentują między innymi Larsson, Dahlkvist, Okobi i Kullashi należy oczekiwać nieco więcej niż piętnaście minut niezłej gry. Pierwsza okazja do rehabilitacji już w niedzielę, a rywalem nieobliczalne Växjö.

Zagadka kolejki: jak mocno potłukło się Djurgården? Przed sezonem wydawało się, że druga linia będzie zdecydowanie najsilniejszą bronią Djurgården, ale później, z tygodnia na tydzien, nastroje w stolicy robiły się coraz bardziej minorowe. Najpierw wypadła Tempest-Marie Norlin, później okazało się, że Joel Riddez nie będzie mógł liczyć również na Emilię Brodin, a w meczu przeciwko Rosengård z urazami opuściły boisko Irma Helin (wstrząs mózgu) oraz Malin Diaz (problemy z więzadłami). Z formacji, która miała straszyć ligowych rywali nie zostało już więc zbyt wiele, ale odpowiadające na ten moment za jej postawę Fanny Andersson oraz kapitanka reprezentacji Ghany Portia Boakye doskonale zdają sobie sprawę, że na skazywanym na degradację beniaminku z Kalmar bezwzględnie trzeba ugrać jakieś punkty. W przeciwnym razie, sytuacja sztokholmianek w połowie rundy wiosennej stanie się już naprawdę bardzo niebezpieczna.

martin rickett

Hilda Carlén wystąpi wiosną jeszcze w dwóch meczach ligowych (Fot. Martin Rickett)

Piłkarka pod lupą: Hilda Carlén. Informacja o nieplanowanej (tak ujęła to sama zainteresowana) ciąży 26-letniej bramkarki była dla wielu sporym zaskoczeniem. Zanim jednak golkiperka Linköping uda się na kilkumiesięczny, przymusowy urlop od piłki, czekają ją jeszcze dwa występy na ligowych boiskach. W pierwszym z nich Carlén spróbuje zatrzymać Mię Persson i jej koleżanki z Limhamn Bunkeflo. Czy po raz trzeci w tym sezonie uda się jej zachować czyste konto? Taki scenariusz z pewnością byłby idealny dla mistrzyń kraju, które kolejnych punktów gubić już po prostu nie mogą.

Na pozostałych stadionach: piłkarki Vittsjö nie wspominają najlepiej ostatnich starć z Göteborgiem, ale nie zapominajmy, że jedyne, domowe zwycięstwo nad najbliższym rywalem udało im się odnieść wtedy, gdy absolutnie nikt na nie nie stawiał. Tym razem gospodynie również nie będą faworytkami i w północnej Skanii z pewnością nie obraziliby się za powtórkę scenariusza sprzed sześciu lat. Emocji nie zabraknie również w Piteå, gdzie sensacyjne liderki z Norrbotten postarają się podtrzymać zwycięską passę w rywalizacji ze stołecznym Hammarby, które po bardzo obiecującej inauguracji mocno wyhamowało. Czy Andrea Norheim znajdzie sposób na Emmę Holmgren? A może tym razem to sztokholmianki znów zaszokują wszystkich ekspertów?

Zestaw par 5. kolejki:

omg5_01

omg5_02

omg5_03

omg5_04

omg5_05

omg5_06

Tess w ogniu krytyki

Tess Olofsson

Po finale pucharu Tess Olofsson znalazła się w ogniu krytyki (Fot. Bildbyrån)

Choć od finałowego starcia o Puchar Szwecji minęło już trochę czasu, ów mecz wciąż wzbudza w piłkarskim środowisku mnóstwo emocji. Niestety, jak to często w takich przypadkach bywa, pierwszoplanową postacią ogólnonarodowej dyskusji została nie zdobywczyni złotego gola Sanne Troelsgaard lub rozgrywająca najlepszą rundę od kilku sezonów Caroline Seger, a prowadząca tamto spotkanie Tess Olofsson. Wątpliwości co do postawy pani arbiter zgłaszało kilka piłkarek z Linköping, przy czym niektóre z nich nie zamierzały się bynajmniej ograniczać wyłącznie do kurtuazyjnych komentarzy. Opuszczająca przedwcześnie boisko z czerwoną kartką Marija Banusic wykonała w kierunku trybun gest, który sugerował stronniczą postawę sędzi z Malmö, a Kosovare Asllani zaproponowała, aby przysługującą pokonanemu finaliście premię w wysokości 50 tysięcy koron przeznaczyć w całości na dokształcanie szwedzkich rozjemców i rozjemczyń. Lista zarzutów pod adresem pani Olofsson nie zakończyła się jednak w tym miejscu, a co bardziej dociekliwi wyliczyli nawet odległość (ich zdaniem – zdecydowanie zbyt małą), która dzieli miejsce zamieszkania sędzi od stadionu FC Rosengård, a także wypomnieli jej, że jako młoda dziewczyna sama była zawodniczką najbardziej utytułowanego szwedzkiego klubu.

Aby uporządkować to całe zamieszanie, najbardziej zasadne wydawałoby się uzyskanie odpowiedzi na dwa kluczowe pytania. Pierwsze z nich powinno dotyczyć tego, czy pani Olofsson rzeczywiście wypaczyła wynik finałowej rywalizacji i choć w Linköping z pewnością mają na ten temat inne zdanie, ja nijak nie potrafię doszukać się argumentów, które pozwalałyby mi z czystym sumieniem dać tu odpowiedź twierdzącą. Jasne, sędziowanie w finale absolutnie nie było perfekcyjne, ale gdybyśmy postanowili rozłożyć ten mecz na detale i przeanalizować te najbardziej newralgiczne decyzje podjęte przez sędzię z Malmö, to naprawdę nie sposób dopatrzeć się w nich przejawów jakichkolwiek nieczystych intencji:

czerwona kartka dla Banusic – bez wątpliwości, jak najbardziej mogła (a nawet powinna) zostać pokazana.

brak czerwonej kartki dla Viggosdottir – tutaj faktycznie można dyskutować, gdyż Olofsson rzeczywiście miała prawo sięgnąć po drugą żółtą kartkę dla islandzkiej defensorki, ale nie zapominajmy o okolicznościach, w których piłkarka Rosengård otrzymała pierwsze ostrzeżenie (nie poprawia to noty sędzi, ale rzuca nowe światło na argument, że Viggosdottir powinna przedwcześnie udać się pod prysznic).

sytuacja bramkowa – znów brak wątpliwości; Carlén zachowała się niepewnie we własnej szesnastce, nie było mowy o przewinieniu którejkolwiek z piłkarek Rosengård.

Pani arbiter konsekwentnie odnosiła się ponadto do starć w polu karnym, bez względu na to, na której połowie boiska się znajdowaliśmy. Podobnie miały się sprawy z rzutami wolnymi i choć w kilku przypadkach moglibyśmy mówić o nie do końca właściwej interpretacji sytuacji, absolutnie nie było tak, że korzystały na tym wyłącznie piłkarki ze Skanii. Co więcej, to prowadzący przez większą część meczu grę Rosengård był stroną znacznie częściej wybijaną z uderzenia przez przerywający akcję gwizdek.

Moja opinia w tej sprawie jest zatem jednoznaczna: w żadnym razie nie uważam, aby decyzje pani Olofsson w zbyt dużym stopniu wpłynęły na wynik finałowego starcia. Puchar pozostał w Malmö nie dlatego, że spotkanie prowadziła sędzia pochodząca z tego miasta, a dlatego, że drużyna Jonasa Eidevalla na dystansie dziewięćdziesięciu minut była po prostu lepsza i potrafiła wykorzystać jedną ze stworzonych przez siebie sytuacji. To wszystko nie oznacza jednak, że decyzja o wyznaczeniu Tess Olofsson na rozjemczynię tak ważnego meczu została przeze mnie przyjęta z entuzjazmem. Było bowiem dokładnie odwrotnie, choć akurat ja swoje wątpliwości artykułowałem jeszcze zanim na Malmö IP rozbrzmiał w minioną niedzielę pierwszy gwizdek.

Szwecja jest jednym z niewielu krajów, w których na szczeblu centralnym można sędziować mecze drużynom z własnego miasta i regionu. Przepis ten najpewniej w najbliższych latach ulegnie zmianie, ale ja należę do nielicznego grona tych, którzy nie widzą w takim zapisie nic niestosownego. Nie wiem, być może wynika to z mojej ogromnej wiary w ludzi, ale naprawdę nie jestem sobie w stanie wyobrazić, aby ktoś w sposób całkowicie świadomy mógł pomagać swoimi decyzjami jednej z rywalizujących na boisku drużyn. Błędy są oczywiście nieodłącznym elementem pracy sędziów piłkarskich, ale narażanie własnej reputacji (a w konsekwencji być może kariery) w imię ewentualnych sympatii lub antypatii wydaje mi się być zbyt daleko posuniętą abstrakcją. Podobnie zresztą jak publiczne przedstawianie siebie jako osoby niekompetentnej.

Moim problemem z panią Olofsson nie była więc ani jej przeszłość, ani miejsce zamieszkania, lecz … zbyt słaba postawa w meczach ligowych. Jeśli przyjmiemy, że prowadzenie finału krajowego pucharu ma być zaszczytem i nobilitacją, to nijak nie potrafię zrozumieć, dlaczego to właśnie sędzia z Malmö została wytypowana przez SvFF. Od razu zaznaczam, że nie uważam się za wyrocznię w kwestiach sędziowskich (choć wciąż się w tej tematyce dokształcam), ale jako osoba, która od ponad trzech lat ogląda każdy mecz Damallsvenskan w pełnym wymiarze (niejednokrotnie przewijając najbardziej sporne sytuacje po kilkanaście razy), uważam się za osobę wystarczająco kompetentną, aby wyrazić w tej kwestii swoje zdanie. Niestety dla pani Olofsson, brzmi ono tak, że jest ona jedną z ostatnich osób, o których pomyślałbym przy ustalaniu obsady tak ważnego meczu. W sezonach 2015-2017 pani arbiter ze Skanii ani razu nie znalazła się w górnej połówce mojego, osobistego rankingu, co nawet przy założeniu, że nie jestem w tej dziedzinie nieomylnym ekspertem, nie jest raczej budzącym zachwyt wynikiem. Pani Olofsson zdecydowanie zbyt często zdarzały się mecze, w których traciła ona panowanie nad boiskowymi wydarzeniami (coś na ten temat mogą z pewnością powiedzieć na przykład w Örebro), w efekcie czego istniało uzasadnione prawdopodobieństwo, że przy dużej presji na Malmö IP, ryzyko popełnienia przez sędzię błędu zacznie narastać z każdą kolejną minutą. Paradoksalnie, choć finałowy występ zdecydowanie nie był jednym z najgorszych w jej karierze, to właśnie po nim o Tess Olofsson zrobiło się głośno w całym kraju.

Jedynym plusem afery sędziowskiej może okazać się to, że tempa nabierze dyskusja o wprowadzeniu do Damallsvenskan nowoczesnych technologii, które zredukują prawdopodobieństwo wypaczenia wyniku przez błędy sędziowskie. Mylić się jest oczywiście rzeczą ludzką, ale skoro współpraca człowieka z maszyną bez zarzutu sprawdza się na przykład w hokeju, to czemu piłka nożna ma pozostawać w tej kwestii w tyle? Ze znalezieniem środków na sfinansowanie takiego projektu problemu być nie powinno, ale nie zapominajmy, że w razie potrzeby chęć dołożenia czegoś do puli zaproponował przecież Linköping.