Pressing sposobem na Press

sajt-jpg

June Pedersen i Faith Ikidi – bez nich o zwycięstwo w Göteborgu byłoby zdecydowanie trudniej (Fot. Nyhetsbyrån)

Dwa remisy, sześć porażek, bilans bramek 3-21 – tak jeszcze kilka godzin temu przedstawiał się dorobek piłkarek z Piteå w wyjazdowych meczach z Göteborgiem. Dane te są już jednak całkowicie nieaktualne, gdyż krocząca tej wiosny od zwycięstwa do zwycięstwa ekipa z Norrbotten w gorące, majowe popołudnie dokonała kolejnego historycznego wyczynu. Jeśli do tej pory komuś wydawało się, że dorobek punktowy Piteå jest przede wszystkim wypadkową stosunkowo korzystnego terminarza na początku rundy wiosennej, to dzisiejszy dzień pokazał, że drużyna z dalekiej Północy w tym roku naprawdę planuje rzucić wyzwanie ligowym potentatom. I żeby było jeszcze ciekawiej, póki co realizuje ów plan z żelazną konsekwencją.

Toczone w niemal trzydziestostopniowym upale spotkanie od pierwszej do ostatniej minuty było pojedynkiem dwóch taktycznych filozofii. Z tej batalii zwycięsko wyszedł ostatecznie Stellan Carlsson, który podobnie jak przed tygodniem Elisabet Gunnarsdottir w rywalizacji z Rosengård, postawił na wysoki pressing, a także otoczenie ścisłą opieką najgroźniejszej snajperki w zespole z Västergötland. Zagrożenia czyhającego ze strony Christen Press całkowicie zneutralizować się oczywiście nie udało, ale 98-krotna reprezentantka USA musiała włożyć mnóstwo wysiłku w wypracowanie sobie strzeleckiej okazji. Jak zwykle, kluczem do sukcesu Piteå okazała się postawa formacji defensywnej, na czele której niezmiennie stoi Nigeryjka Faith Ikidi. 31-letnia stoperka imponowała dziś nie tylko kryciem i przechwytami, ale również nienaganną techniką. Obrończyni z Afryki kilka razy bardzo odważnie wdała się w drybling na własnej połowie i za każdym razem wychodziła z niego zwycięsko! W przypadku większości defensorek taka gra najpewniej zakończyłaby się w końcu stratą i narażeniem swojej drużyny na niepotrzebne ryzyko, ale u Ikidi takiego niebezpieczeństwa zwyczajnie nie było.

Kibice z Göteborga mogą oczywiście narzekać, że gościom w kilku sytuacjach sprzyjało dziś szczęście i opinie te nie będą do końca pozbawione racji. Warto jednak mieć na uwadze fakt, że o ile na przykład po strzale Beaty Kollmats futbolówka rzeczywiście mogła równie dobrze polecieć kilka centymetrów niżej, o tyle w wielu innych przypadkach brak dokładności zawodniczek Marcusa Lantza był następstwem ofiarnej postawy piłkarek z Piteå, które niejednokrotnie całym zespołem skutecznie broniły dostępu do bramki Cajsy Andersson. Podobnie ma się sprawa z sytuacją, która przyniosła gościom zwycięskiego gola; z jednej strony to naprawdę niesamowite, że kopniętej przez June Pedersen futbolówki nikt nie strącił, ale z drugiej trzeba docenić niezwykłą precyzję doświadczonej Norweżki, która uderzając z ponad czterdziestu metrów zmieściła piłkę tuż przy słupku bramki Jennifer Falk. O tym, że w strzale tym nie było przypadku najlepiej świadczy to, że Pedersen wiele lat temu na boiskach Damallsvenskan zdobyła już niemal identycznego gola. Żeby było jeszcze zabawniej, wówczas także miało to miejsce w rywalizacji z Göteborgiem.

Osiemnaście punktów po sześciu rozegranych meczach to wynik, którego przed sezonem nikt w Piteå z pewnością nie zakładał. Czy oznacza on, że do czekających je w najbliższych tygodniach pojedynków z Linköping i Rosengård, piłkarki z Norrbotten będą mogły podejść bez większej presji? A może będzie dokładnie odwrotnie i presja ta będzie w tej sytuacji podwójna? Przekonamy się już za kilka dni, choć nie da się ukryć, że w dalszej części sezonu odpowiednie nastawienie mentalne może stanowić różnicę między zrobieniem kolejnego wyniku ponad stan, a zapisaniem się na zawsze w historii Damallsvenskan jako zespół, który był sprawcą najbardziej sensacyjnego rozstrzygnięcia w historii ligi. Kolejny test czeka piłkarki z Laponii już za tydzień, a w rolę egzaminatorek wcielą się tym razem wciąż urzędujące mistrzynie kraju.

******

Na pozostałych stadionach dzień upłynął pod znakiem potyczek derbowych. Zdecydowanie najbardziej szumnie zapowiadano starcie dwóch klubów ze stolicy, ale na Tele2 Arenie nie obejrzeliśmy dziś ani frekwencyjnego rekordu, ani porywającego widowiska. Obejrzeliśmy za to zwycięstwo występujących w roli gości piłkarek Djurgården, choć szczególnie w drugiej połowie to Hammarby sprawiało wrażenie zespołu bardziej sposobiącego się do wyprowadzenia decydującego ciosu. Wystarczył jednak moment nieuwagi i jedno zbyt krótkie wybicie defensorek Bajen, aby tuż przed linią pola karnego futbolówkę przejęła Mia Jalkerud i mierzonym strzałem zapewniła swojej drużynie komplet punktów, przerywając jednocześnie trwającą od początku obecnych rozgrywek serię meczów bez zdobytego gola. Sympatycy Djurgåden zapewne zgodziliby się co do tego, że lepszego momentu na przełamanie napastniczka ze Sztokholmu po prostu nie mogła sobie znaleźć.

Niespodzianki nie było w Växjö, gdzie w pierwszych w historii szwedzkiej ekstraklasy derbach Småland miejscowe piłkarki okazały się lepsze od Kalmar. Gospodynie zwyciężyły ostatecznie 4-1, a bohaterką drużyny prowadzonej przez Pierre’a Fondina była autorka trzeciego gola Jelena Cankovic, która zanim sama wpisała się na listę strzelczyń, miała udział przy trafieniach Anvegård i Karlsson. Dla byłej piłkarki Barcelony był to kolejny niezwykle udany występ na boiskach Damallsvenskan.

Swoje zadanie wykonały także piłkarki Rosengård, które zwycięstwem 2-0 nad Vittsjö odkuły się za poniesioną w identycznych rozmiarach porażkę w Kristianstad. Bohaterką klubu z Malmö była tym razem Fiona Brown, która dwukrotnie (po razie w każdej z połów) znalazła sposób na pokonanie swojej rodaczki Shannon Lynn. Dominacja wicemistrzyń Szwecji przez większą część meczu nie podlegała żadnej dyskusji, ale w końcówce to piłkarki z Vittsjö przejęły inicjatywę i dwukrotnie były bliskie zdobycia gola kontaktowego. Strzał Michelle De Jongh okazał się jednak minimalnie niecelny, a z próbą Lindy Sällström doskonale poradziła sobie Zecira Musovic, wykazując się przy tym bardzo dobrym refleksem.

Komplet niedzielnych wyników:

4

5

6

1

Twierdza wciąż niezdobyta

image

Ivarsson strzela, Kristianstad zwycięża – stały punkt wiosennego repertuaru (Fot. Kristianstadsbladet)

Choć na nowym stadionie w Kristianstad mieli już okazję zagrać wszyscy medaliści poprzedniego sezonu Damallsvenskan, otwarta w kwietniu tego roku arena wciąż pozostaje niezdobyta. Dziś próbę wywiezienia ze wschodniej Skanii kompletu punktów podjęła Eskilstuna, ale podobnie jak wcześniej między innymi Linköping oraz Rosengård, podopieczne Magnusa Karlssona wrócą do domu na tarczy.

Kluczowa dla losów sobotniego pojedynku okazała się 24. minuta, kiedy to Therese Ivarsson najlepiej odnalazła się w szesnastce gości i strzałem głową z najbliższej odległości pokonała Britę Elsert Gynning. Piąty w sezonie gol defensorki Kristianstad zapewnił zespołowi ze Skanii trzecie kolejne zwycięstwo i choć sam mecz nie był być może najbardziej porywającym widowiskiem, trzeba oddać, że ekipa prowadzona przez Elisabet Gunnarsdottir te trzy punkty sobie po prostu wybiegała. Zaangażowanie Ogonny Chukwudi, Becky Edwards, czy Alice Nilsson w walkę o każdy milimetr boiska było tak ogromne, że ich dzisiejszy występ spokojnie można pokazywać młodym adeptkom futbolu na całym świecie jako modelowy przykład pracy wykonywanej na rzecz drużyny. Świetną partię rozgrywała ponadto Amanda Edgren, która przy odrobinie szczęścia przynajmniej dwukrotnie mogła wpisać się dziś na listę strzelczyń (raz obiła poprzeczkę, raz kapitalną interwencją zatrzymała ją Elsert Gynning). Byłej pomocniczce Göteborga gola zdobyć się ostatecznie nie udało, ale jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości, czy Edgren na swojej pozycji należy do ścisłego, ligowego topu, to najpewniej właśnie zostały one całkowicie rozwiane.

Osobny akapit należy się także Eskilstunie, która po raz drugi podjęła próbę wydostania się ze strefy spadkowej i ponownie sztuka ta się jej nie powiodła. Od pierwszych minut dało się zauważyć, że planem Magnusa Karlssona na ten mecz miało być bazowanie na szybkości kwartetu Okobi – Larsson – Karlsson – Kullashi, ale pomimo narastającego szczególnie w ostatnim kwadransie zmęczenia defensorek Kristianstad, obrona ze Skanii wytrwała do końcowego gwizdka z czystym kontem. Co więcej, piłkarkom z Eskilstuny nie udało się oddać choćby jednego celnego strzału na bramkę Olsson, a z takimi statystykami zwyczajnie trudno liczyć na korzystny rezultat. Prawdą jest, że po stałych fragmentach gry oraz rajdach obu dynamicznych skrzydłowych, fanom ze Skanii kilka razy mogły zadrżeć serca, ale dyrygowanej przez niezwykle pewną Mię Carlsson formacji zawsze udawało się w porę zażegnać niebezpieczeństwo. Dobra komunikacja defensorek Kristianstad pozwalała im ponadto raz po raz łapać Kullashi i Karlsson na spalonym, co tylko potęgowało frustrację i bezradność gości z Eskilstuny.

Skromne zwycięstwo pozwoliło podopiecznym Elisabet Gunnarsdottir przeskoczyć w tabeli Rosengård i przynajmniej do jutra zajmować w niej drugą lokatę. Czy to już szczyt możliwości Kristianstad? Niekoniecznie, a mając na uwadze terminarz można nawet zaryzykować opinię, że to właśnie napędzana islandzką myślą szkoleniową drużyna ze Skanii może okazać się największą rewelacją tegorocznych rozgrywek. Ciekawe, czy gdy niespełna dwa miesiące temu Peter Gerhardsson w niezwykle uroczysty sposób otwierał nową arenę w Kristianstad, kibice tego klubu spodziewali się, że tak szybko na jej trybunach zacznie się całkowicie poważna dyskusja na temat gry miejscowych piłkarek w europejskich pucharach. Cóż, jak widać futbol lubi zaskakiwać.

Sobotni wynik:

3

Puchar nie dla Nilli

GettyImages-962159668

Lyon znów najlepszy w Europie (Fot. Getty Images)

Choć kadra Petera Gerhardssona na Ukrainę wybiera się dopiero za trzy tygodnie, jedna ze szwedzkich piłkarek już wczoraj miała okazję, aby w Kijowie wywalczyć niezwykle cenne trofeum. Niestety, prowadzony do boju przez Nillę Fischer VfL Wolfsburg nie sprostał w finale Ligi Mistrzyń francuskiemu Olympique Lyon, ulegając obrończyniom tytułu po dogrywce.

Choć do rozstrzygnięcia rywalizacji na stadionie im. Walerego Łobanowskiego mistrzynie Francji potrzebowały dodatkowych trzydziestu minut oraz superrezerwowej w osobie Shanice van de Sanden, nikt nie ma wątpliwości, że to właśnie w ich ręce powinien powędrować najcenniejszy puchar w klubowej piłce europejskiej. Lyon niemal przez cały mecz był stroną dyktującą warunki gry, ale podopieczne Reynalda Pedrosa nijak nie potrafiły przełożyć optycznej przewagi na konkrety w postaci goli lub choćby stuprocentowych okazji (a gdy już im się to udawało, to albo Le Sommer strzelała wprost w Almuth Schult, albo Jana Adamkova nie uznawała prawidłowo zdobytej bramki). Na początku dogrywki zrobiło się jeszcze bardziej interesująco, gdyż niezawodna Pernille Harder indywidualną akcją dała Wilczycom prowadzenie, ale później przyszło pięć minut, które wstrząsnęło drużyną z Niemiec. Najpierw drugą żółtą kartkę obejrzała Alexandra Popp, chwilę później do remisu doprowadziła Amandine Henry, a następnie podania van de Sanden na dwa kolejne trafienia zamieniły Le Sommer oraz Hegerberg. W samej końcówce Wolfsburg dobiła jeszcze kończąca niezwykle bogatą, piłkarską karierę Camille Abily (trzecia asysta Holenderki) i Lyon mógł rozpocząć świętowanie. Po raz piąty w historii ekipa z miasta nazywanego przez wielu kulinarną stolicą Francji nie miała sobie równych w Lidze Mistrzyń.

Jak zagrała Nilla Fischer? Kapitanka Wolfsburga długimi minutami była jedną z wyróżniających się postaci w drużynie mistrzyń Niemiec, a w swoich interwencjach była zdecydowanie bardziej pewna niż na przykład jej partnerka z środka defensywy Lena Goessling. Można by mieć pewne zastrzeżenia co do jej postawy przy kluczowym dla dalszego przebiegu meczu trafieniu Le Sommer, ale z drugiej strony musimy wziąć poprawkę na to, że zagrania najpierw Marozsan, a następnie van de Sanden były naprawdę najwyższej próby. Oczywiście, trochę szkoda, że Fischer nie dopisała do swojej niezwykle długiej listy trofeów jeszcze jednego zwycięstwa w Lidze Mistrzyń, ale lista szwedzkich triumfatorek tych rozgrywek i tak przedstawia się niezwykle imponująco.

Szwedzkie zwyciężczynie Ligi Mistrzyń:

2003 – Sofia Lundgren, Anna Paulson, Hanna Marklund, Maria Bergkvist, Linda Dahlkvist, Malin Moström, Anna Sjöström, Frida Östberg, Hanna Ljungberg, Ulrika Karlsson, Sofia Eriksson, Lotta Runesson, Madelene Göras, Maria Nordbrandt, Emma Lindqvist

2004 – Sofia Lundgren, Anna Paulson, Hanna Marklund, Maria Bergkvist, Malin Moström, Anna Sjöström, Frida Östberg, Marie Hammarström, Anna Hofwing, Sofia Eriksson, Linda Dahlkvist, Maria Nordbrandt, Therese Kapstad, Emma Lindqvist, Ulrika Karlsson, Kristina Wiklund

2011 – Lotta Schelin

2012 – Lotta Schelin

2014 – Nilla Fischer

2016 – Lotta Schelin

2017 – Caroline Seger

Szwedzkie finalistki Ligi Mistrzyń:

2002 – Sofia Lundgren, Anna Paulson, Hanna Marklund, Maria Bergkvist, Sofia Eriksson, Linda Dahlkvist, Marlene Sjöberg, Malin Moström, Anna Sjöström, Lotta Runesson, Therese Kapstad, Ulrika Karlsson, Maria Nordbrandt, Emma Lindqvist

2005 – Maja Åström, Helén Fagerström, Jane Törnqvist, Kristin Bengtsson, Elin Ekblom, Sara Thunebro, Malin Nykvist, Anna Hall, Ann-Marie Norlin, Linda Fagerström, Victoria Svensson, Jenny Curtsdotter, Linda Lekander

2007 – Carola Söberg, Anna Paulson, Johanna Frisk, Karolina Westberg, Maria Bergkvist, Lisa Dahlkvist, Hanna Ljungberg, Madelaine Edlund, Ulla-Karin Rönnlund, Emma Berglund, Emmelie Konradsson, Erika Karlsson

2008 – Ulla-Karin Rönnlund, Anna Paulson, Johanna Frisk, Karolina Westberg, Frida Östberg, Lisa Dahlkvist, Madelaine Edlund, Carola Söberg, Emma Berglund, Emmelie Konradsson, Emma Åberg-Zingmark, Sofia Jakobsson

2010 – Amelie Rybäck

2012 – Sara Thunebro, Jessica Landström

2013 – Lotta Schelin

2014 – Carola Söberg, Linda Sembrant, Lisa Dahlkvist, Caroline Seger, Malin Diaz, Lisa Klinga, Johanna Rytting Kaneryd, Madelaine Edlund

2015 – Kosovare Asllani

2016 – Nilla Fischer

2018 – Nilla Fischer

Tak, w całej historii Pucharu UEFA i Ligi Mistrzyń odbyły się zaledwie dwa (2006, 2009) finały bez udziału szwedzkich piłkarek. Wynik chyba całkiem przyzwoity, prawda?

Dramat Hammarby w końcówce

Dd-_ilfXkAAZ2sZ

To zdjęcie najlepiej podsumowuje sztokholmski horror (Fot. Simon Hastegard)

Porażki poniesione w ostatniej minucie bolą zawsze, ale ta, która właśnie stała się udziałem piłkarek Hammarby, na pewno będzie boleć podwójnie. Choć na przestrzeni całego meczu to Linköping stworzył sobie minimalnie więcej dogodnych okazji, waleczny zespół ze Sztokholmu swoją postawą jak najbardziej zasłużył na to, aby podnieść dziś z boiska przynajmniej jeden punkt. Remisowy wynik utrzymywał się zresztą na Hammarby IP bardzo długo, ale w ostatniej akcji meczu podopiecznym Henrika Jensena udało się przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Kibice Bajen mogą oczywiście zastanawiać się w jakich byliby obecnie nastrojach, gdyby po wybiciu Alexandry Lindberg futbolówka zamiast pod nogi Nicoline Sørensen potoczyła się za linię boczną boiska, ale na ich nieszczęście czasu nijak nie uda im się cofnąć. 20-letnia reprezentantka Danii piłkę ostatecznie przejęła, a jej dośrodkowanie przecięła w odpowiednim momencie Natasha Dowie, zapewniając w tej sposób mistrzyniom kraju niezwykle cenne zwycięstwo.

Zanim jednak była napastniczka Boston Breakers została bohaterką Östergötland, na Hammarby IP obejrzeliśmy stojący na naprawdę wysokim poziomie pojedynek na rzuty rożne. Najpierw swoje umiejętności w zakresie wykonywania ofensywnych stałych fragmentów gry zaprezentowały nam piłkarki z Linköping, które za sprawą centry Kosovare Asllani i niefortunnej interwencji naciskanej przez Annę Oskarsson Olgi Ekblom już w dziewiątej minucie wyszły na prowadzenie. Nie cieszyły się jednak z niego przesadnie długo, gdyż błyskawiczna odpowiedź Madeleine Tegström sprawiła, że po niespełna kwadransie na tablicy wyników znów był remis. W kolejnych minutach wciąż to stałe fragmenty sprawiały najwięcej problemów obu golkiperkom i formacjom defensywnym, choć przyjezdne potrafiły także od czasu do czasu postraszyć Emmę Holmgren dobrze skonstruowanym atakiem pozycyjnym (słupek po strzale Dowie, rajd Sørensen prawym skrzydłem). Swoje okazje miały rzecz jasna także gospodynie, po błędzie Haglund raz jeszcze na listę strzelczyń mogła wpisać się Tegström, ale aż do wspomnianej na wstępie 93. minuty zanosiło się na to, że spotkanie to zakończy się podziałem punktów. Wtedy jednak miało miejsce niefortunne wybicie Lindberg, od którego rozpoczął się trwający zaledwie kilkanaście sekund, ale niosący za sobą bardzo poważne skutki, dramat całego Hammarby.

******

Swojego meczu nie potrafiła wygrać także druga ekipa ze Sztokholmu, choć piłkarki Djurgården zrobiły naprawdę wiele, aby po meczu przeciwko Limhamn Bunkeflo dopisać do swego dorobku trzy oczka. Na drodze do pełni szczęścia stanęła im jednak dobrze dysponowana Emma Lind, a także sytuacja z 57. minuty, kiedy to Elisa Lang Nilsson z Mią Persson rozegrały jedną z piękniejszych dwójkowych akcji w historii szwedzkiej ekstraklasy. Dodajmy, że akcja ta – zakończona fenomenalnym strzałem Persson – przyniosła zespołowi z Malmö gola na wagę remisu. Niespełna trzy minuty wcześniej prowadzenie gospodyniom dała bowiem Ingibjörg Sigurdardottir, która korzystając z olbrzymiego zamieszania w szesnastce gości skutecznie dobiła piłkę po uderzeniu Michelle Wörner. Wynik 1-1 oznacza, że w pełni zadowolona murawy nie opuszczała żadna z drużyn, choć to w Skanii będą mieć po tej kolejne zdecydowanie więcej powodów do zadowolenia.

Komplet czwartkowych wyników:

1

2

6. kolejka – zapowiedź

ronja

Ronja Aronsson i Piteå przejdą w Göteborgu bardzo trudny test (Fot. Gunnar Westergren)

Derby Sztokholmu? Finał Ligi Mistrzyń z udziałem Nilli Fischer? Powołania na Chorwację i Ukrainę? Tak, to wszystko jest bardzo istotne, ale póki co nasza uwaga kieruje się w stronę rozpoczynającej się właśnie szóstej kolejki Damallsvenskan. Jak zwykle o tej porze roku, szwedzka ekstraklasa nabiera rozpędu, w związku z czym już dziś wieczorem czekają nas dwa niesamowicie elektryzujące spotkania, a później zrobi się jeszcze ciekawiej.

Mecz kolejki: Göteborg vs Piteå. Liderki z Norrbotten kroczą póki co od zwycięstwa do zwycięstwa, ale w najbliższą niedzielę czeka je naprawdę poważny test. Nie dość, że po raz pierwszy w sezonie przyjdzie im zmierzyć się z ekipą wyraźnie lepszą kadrowo, to jeszcze pojadą na teren, na którym w dotychczasowej historii udało im się wyszarpać jedynie dwa remisy. Jeśli misja zdobycia Göteborga zakończy się powodzeniem, to niewątpliwie będzie to sygnał, że piłkarki z Piteå w tym sezonie faktycznie rzucą wyzwanie najlepszym, ale trzeba powiedzieć jasno, że to gospodynie mają na ten moment po swojej stronie zdecydowanie więcej atutów. Po pierwsze, Christen Press z pewnością postara się zatrzeć niekorzystne wrażenie po meczu w Vittsjö. Po drugie, pomocniczki z Göteborga będą chciały udowodnić, że nieprzypadkowo w komplecie zyskały zaufanie selekcjonerów swoich reprezentacji narodowych. Po trzecie, Taylor Leach limit pecha na ten sezon już chyba wykorzystała. Co mogą przeciwstawić drużynie Marcusa Lantza goście z Norrbotten? Entuzjazm, zespołowość i nigeryjski mur w osobie Faith Ikidi. Czy to wystarczy? Przekonamy się za trzy dni.

Wydarzenie kolejki: sztokholmska próba generalna. Obie stołeczne ekipy obejrzymy w akcji już dziś wieczorem i dla obu spotkania te będą próbą generalną przed prawdopodobnie najważniejszym meczem rundy wiosennej. Hammarby spróbuje przełamać passę trzech kolejnych porażek w rywalizacji z nieobliczalnym w ostatnich tygodniach (i to niekoniecznie w pozytywnym znaczeniu tego słowa) Linköping, natomiast Djurgården (wciąż bez Malin Diaz, ale za to z Irmą Helin) podejmie na Stadionie Olimpijskim Limhamn Bunkeflo. Przed sezonem, za faworytów tych potyczek należałoby uznać odpowiednio Linköping oraz Djurgården, ale teraz nie jest to już aż takie oczywiste. Banusic, Dowie i Jalkerud zagubiły gdzieś strzelecką formę i jeśli nie odnajdą jej w upalny, czwartkowy wieczór, to na obu arenach możliwe będzie absolutnie każde rozstrzygnięcie.

Zagadka kolejki: kto zwycięży w starciu beniaminków? Za chwilę derby Sztokholmu, kilka dni później derby Malmö, niemal co kolejkę derby Skanii – potyczek dwóch, lokalnych rywali tej wiosny w Damallsvenskan z pewnością nie brakuje. Nieco w cieniu tych zdecydowanie bardziej medialnych konfrontacji, o ligowe punkty powalczą także dwa kluby ze Småland, które jeszcze rok temu rywalizowały na zapleczu szwedzkiej ekstraklasy. W Växjö liczą na magię Jeleny Cankovic oraz kliniczną precyzję Anny Anvegård. W Kalmar – na szybkość Amandy Fredriksson, technikę Shade Pratt i wydostanie się ze strefy spadkowej. Czyje prośby zostaną wysłuchane? Okaże się na Myresjöhus Arenie.

1431195_1080

Andrea Norheim – norweska nadzieja Laponii (Fot. Piteå IF)

Piłkarka pod lupą: Andrea Norheim. Jeśli w Piteå mogą czegoś zazdrościć ligowym rywalom, to z pewnością snajperki z prawdziwego zdarzenia. Skalę tego problemu najlepiej obrazuje fakt, że na kilka kolejek przed zakończeniem poprzedniego sezonu żadna z piłkarek z Norrbotten nie miała na swoim koncie więcej niż trzech goli. Z taką skutecznością trudno liczyć na walkę o najwyższe laury, więc zimą klub z LF Areny rozpoczął intensywne poszukiwania napastniczki z prawdziwego zdarzenia. Wybór padł na młodziutką Andreę Norheim, która wielkiej piłki uczyła się w Lyonie, co już samo w sobie jest niezwykle poważną referencją. 19-latka z Norwegii z pewnością ma papiery na wielkie granie, ale podstawowe pytanie brzmi, czy już teraz będzie w stanie wziąć na siebie odpowiedzialność w kluczowych dla zespołu momentach. W Norrbotten i na całej Północy z pewnością mają nadzieję, że tak właśnie będzie.

Na pozostałych stadionach: Po sensacyjnym, ale jak najbardziej zasłużonym zwycięstwie nad Rosengård, Kristianstad podejmie na własnym boisku Eskilstunę i na pewno nie zamierza ułatwiać Magnusowi Karlssonowi początków samodzielnej przygody trenerskiej w Damallsvenskan. Swój mecz w najbliższy weekend rozegra także drużyna Jonasa Eidevalla, która z kolei będzie odbudowywać się po sensacyjnej porażce domowym meczem z Vittsjö. Czyżby kroiła się kolejna niespodzianka w bezpośredniej rywalizacji klubów ze Skanii? Nie, tym razem chyba jednak faworyt punktów gubić już nie zamierza.

Zestaw par 6. kolejki:

omg6_01

omg6_02

omg6_03

omg6_04

omg6_05

omg6_06

Rekordowe derby?

hammarby

Piłkarki i kibice Hammarby świętują w Göteborgu. Czy tak samo będzie po niedzielnych derbach? (Fot. Peter Jonsson)

Frekwencyjnymi rekordami dumnie chwalą się w Anglii, we Francji, czy w Hiszpanii. Dlaczego zatem nie mielibyśmy pochwalić się nim i my? Najpierw jednak wypadałoby go pobić i taki właśnie cel postawiły sobie dwa sztokholmskie kluby.

Djurgården i Hammarby zmierzą się w niedzielę o godzinie 13:00 i choć mecz ten będzie dla obu ekip niezwykle istotny z powodów czysto sportowych, o aspekcie piłkarskim mówi się w stolicy stosunkowo niewiele. Emocje kibiców najbardziej rozbudza bowiem perspektywa pobicia dziesięcioletniego rekordu frekwencji na meczu Damallsvenskan, a także walka o miano numeru jeden w Sztokholmie. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego, gdyż przynajmniej do 12. sierpnia (wtedy właśnie odbędzie się spotkanie rewanżowe) sympatycy zwycięskiej drużyny będą mogli z podniesioną głową spacerować stołecznymi ulicami.

Z powodu dużego zainteresowania (a także chęci pobicia wspomnianego rekordu), mecz odbędzie się na mogącej pomieścić aż 30 tysięcy widzów Tele2 Arenie. Aż takiej liczby nie spodziewają się oczywiście w żadnym z obozów, ale w obu klubach panuje zgoda co do tego, że dopiero w przypadku osiągnięcia pułapu 10 tysięcy widzów będzie można mówić o jakimkolwiek sukcesie. Chcemy zrewanżować się za ubiegłoroczną porażkę, ale oczywiście chcemy też ustanowić ten rekord – podkreśla kapitanka Hammarby Olga Ekblom, a Markus Nilsson zapowiada, że derby Sztokholmu będą ważnym sygnałem dla całej, piłkarskiej Szwecji. Sporą mobilizację widać również w Djurgården, choć na ten moment można odnieść wrażenie, że to biało-zieloni fani będą stanowili większość na trybunach niezwykle efektownego stadionu.

Czy w najbliższą niedzielę dwóm sztokholmskim klubom uda się przynajmniej na jakiś czas zapisać na liście rekordów szwedzkiego futbolu? Z posiadanych przeze mnie informacji wynika, że do tej chwili sprzedano nieco ponad 3500 derbowych wejściówek, co biorąc pod uwagę fakt, że od meczu dzielą nas jeszcze cztery dni, należy uznać za bardzo optymistyczną prognozę i zapowiedź tego, że bez względu na ostateczny wynik, otoczki towarzyszącej tegorocznej rywalizacji Djurgården i Hammarby szybko nie zapomnimy. Teraz pozostaje sobie tylko życzyć, aby do tej atmosfery piłkarskiego święta swoją cegiełkę dołożyły również zawodniczki obu zespołów.