Ostre fińskie strzelanie

lindsa

Linda Sällström poprowadziła Vittsjö do zwycięstwa (Fot. Bildbyrån)

Cztery kolejne porażki i cztery mecze bez zdobytego gola – tak prezentowały się liczby Vittsjö przed dzisiejszym meczem przeciwko Växjö. Nic więc dziwnego, że choć do końca sezonu daleko, to do starcia z beniaminkiem ze Småland w północnej Skanii przygotowywali się jak do najważniejszej potyczki roku. Przełamanie złej passy było bowiem piłkarkom Matta Rossa i Thomasa Mårtenssona potrzebne jak powietrze, a perspektywa spędzenia przerwy reprezentacyjnej w strefie spadkowej nie przedstawiała się ani trochę interesująco.

Zawodniczki z Vittsjö od pierwszych minut ruszyły z impetem na rywala i na efekty tej nawałnicy nie trzeba było długo czekać. Zepchnięte do defensywy piłkarki gości raz po raz zmuszane były do przerywania akcji faulami i po jednym z rzutów wolnych zostały za to skarcone. Ze stojącej piłki w pole karne dośrodkowała Benediktsson, a w szesnastce gości najlepiej odnalazła się Sällström i sytuacyjnym strzałem głową dała swojemu zespołowi prowadzenie. Jak się miało później okazać, dla reprezentantki Finlandii był to dopiero początek niezwykle udanego popołudnia, ale zanim najlepsza snajperka Vittsjö kontynuowała strzeleckie popisy, swoje szanse na powrót do meczu stworzyły sobie podopieczne Pierre’a Fondina. Najbliżej powodzenia była rozgrywająca kolejny świetny mecz tej wiosny Jelena Cankovic, ale po jej strzale futbolówka zatrzymała się na poprzeczce bramki Shannon Lynn. Szkockiej golkiperce czyste konto udało się zachować również po próbach Jennie Nordin (słupek) oraz Nellie Karlsson, a później zaczął się zapowiadany wcześniej Sällström-show.

Momentem zwrotnym tego toczonego w niesamowitym upale meczu z pewnością możemy nazwać 63. minutę. Wtedy właśnie – po okresie optycznej przewagi Växjö – Sällström wycofała piłkę do De Jongh, a pozyskana przed sezonem ze zdegradowanego Örebro pomocniczka przymierzyła nie do obrony z trzydziestu metrów. Obserwując ten mecz z perspektywy trybun, można było odnieść wrażenie, że gol na 2-0 dodał gospodyniom nie tylko wiary w końcowe zwycięstwo, ale i energii, której w początkowej fazie drugiej połowy trochę zaczynało im brakować. Dynamiką imponowała oczywiście nie tylko fińska napastniczka, ale to ona w 79. minucie ustaliła wynik spotkania, skutecznie dobijając strzał Emmy Lundh i popychając w tej sposób Vittsjö na dziewiątą lokatę w przejściowej klasyfikacji. W północnej Skanii z pewnością nie mieliby nic przeciwko, aby to efektowne zwycięstwo było początkiem marszu w górę tabeli, ale nie zapominajmy, że identyczne plany mają również w przynajmniej kilku innych miastach.

******

Trzy punkty dopisały do swojego dorobku również piłkarki z Göteborga, przerywając w tej sposób serię dziewięciu meczów bez porażki Kristianstad. Na zwycięskiego gola kibice na Valhalli musieli jednak poczekać aż do 89. minuty, kiedy to po bitym przez Elin Rubensson rzucie wolnym na listę strzelczyń wpisała się Adelina Engman. Dla pochodzącej z Wysp Alandzkich skrzydłowej było to jedenaste trafienia na boiskach Damallsvenskan, a ponad połowa z nich miała miejsce właśnie w meczach przeciwko Kristianstad. To się nazywa mieć patent na konkretnego rywala!

Komplet niedzielnych wyników:

5

6

Promyk słońca dla United

holm

Loreta Kullashi przełamała strzelecką niemoc (Fot. Niklas Holm)

Zarówno Kalmar, jak i Eskilstuna, przystępowały do bezpośredniego starcia z zaledwie jednym zwycięstwem w sześciu ligowych meczach. O ile w przypadku beniaminka ze Småland taki bilans nie był żadnym zaskoczeniem (a jeśli już, to raczej na plus), o tyle trzecia drużyna poprzednich rozgrywek z pewnością miała zdecydowanie większe apetyty. Wprawdzie przed rozpoczęciem sezonu niejednokrotnie podkreślaliśmy, że ten rok będzie dla Eskilstuny najtrudniejszym testem od czasu awansu do Damallsvendskan, ale taką postawę zespołu, którego barwy reprezentują między innymi Larsson, Dahlkvist, Glas, Barsley, czy Kullashi, ciężko było nazwać inaczej jak sporego kalibru rozczarowaniem.

Papierowy faworyt mógł być więc tylko jeden, ale ponieważ nasza liga zdążyła już przyzwyczaić wszystkich do niespodziewanych rozstrzygnięć, pierwszego gwizdka na Gröndals IP wyczekiwaliśmy z niemałym zaciekawieniem. Tym razem obyło się jednak bez sensacji, a przewyższająca swoje rywalki w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła drużyna Magnusa Karlssona stosunkowo szybko pokazała ekipie z Kalmar miejsce w szeregu. Pierwszego gola przyniósł gościom stały fragment gry i to pomimo tego, iż dośrodkowana przez Petrę Johansson futbolówka nie dotarła ani do Vaili Barsley, ani do Hanny Glas. Niefortunna interwencja Jones sprawiła jednak, że przed szansą na pokonanie Tove Enblom stanęła Felicia Karlsson i okazji tej nie zmarnowała. Niespełna pięć minut później prowadzenie United podwyższyła po indywidualnej akcji Loreta Kullashi, dla której był to pierwszy gol po ponad dwumiesięcznej przerwie, a dzieła zniszczenia Kalmar dopełniła już w drugiej połowie Mimmi Larsson, popisując się niezwykle efektownym uderzeniem zza pola karnego.

Eskilstuna mogła wygrać to spotkanie zdecydowanie wyżej, ale to nie rozmiary zwycięstwa były dziś kluczowe dla zespołu Magnusa Karlssona. Po fatalnym początku sezonu, piłkarkom z Tunavallen potrzebny był mecz, który przywróci im wiarę we własne umiejętności i trudno nie zgodzić się z opinią, że na boisku w Kalmar właśnie taki mecz zagrały. Oczywiście, biorąc pod uwagę zarówno klasę rywala, jak i jego aktualną dyspozycję, poprzeczka nie była zawieszona ekstremalnie wysoko, ale w takich okolicznościach ewentualne potknięcie na Gröndals IP tym bardziej mogło nieść za sobą naprawdę poważne skutki. Na szczęście dla sympatyków United, tego najbardziej czarnego scenariusza udało się zawodniczkom z Eskilstuny uniknąć i choć ich sytuacja wciąż jest daleka od komfortowej, to na Tunavallen w końcu mają racjonalne podstawy, aby wierzyć, że najgorszy okres właśnie się zakończył, a po przerwie reprezentacyjnej będzie już tylko lepiej. Podstawy te nie mają wprawdzie przesadnie mocnych fundamentów, ale z drugiej strony dziś i tak nie dało się ugrać więcej.

Sobotni wynik:

4

Lapońska piękność znów zachwyca

SJ

Julia Karlenäs właśnie doprowadziła do remisu, ale jej reakcja pokazuje, że w Piteå grają w tym roku o pełną pulę (Fot. Stefan Jerrevång)

Przez 73 minuty meczu na Linköping Arenie wydawało się, że piękna, zwycięska seria Piteå ma się ku końcowi. Dzielne zawodniczki z Laponii, choć piłkarsko absolutnie nie odstawały od wciąż aktualnych mistrzyń Szwecji, cały czas przegrywały 0-1 i nic nie wskazywało na to, aby za chwilę miały znaleźć sposób na pokonanie nadspodziewanie pewnie spisującej się w bramce LFC Matildy Haglund. Wtedy jednak sprawy w swoje ręce (a mówiąc bardziej precyzyjnie – nogi) wzięła June Pedersen i dwoma fenomenalnymi podaniami odwróciła losy meczu o sto osiemdziesiąt stopni.

Zanim jednak obejrzeliśmy szaloną końcówkę i nieprawdopodobny powrót podopiecznych Stellana Carlssona, to kibice z Linköping mieli dzisiejszego wieczora więcej powodów do radości. Dawała im je nie tylko wspomniana na wstępie Haglund, która najpierw popisała się udaną interwencją po strzale z dystansu Aronsson, a następnie wygrała pojedynek sam na sam z Jakobsson, ale także piłkarki formacji ofensywnej. Jak zwykle swoje robiła Asllani, na skrzydle starała się szarpać Sørensen, a Maanum nie bała się fizycznych pojedynków z rosłymi defensorkami Piteå, z których nierzadko wychodziła zresztą zwycięsko. Gra mistrzyń Szwecji niewątpliwie wyglądała zdecydowanie lepiej niż podczas większości spotkań rundy wiosennej, a zdobyty tuż przed końcem pierwszej połowy gol był niejako potwierdzeniem, że praca Henrika Jensena zaczyna powoli przynosić konkretne efekty. Nie da się ukryć, że samo trafienie było nieco szczęśliwe (w olbrzymim zamieszaniu podbramkowym o zgraną przez Oskarsson futbolówkę walczyły Pedersen, Sörensen i Dowie i to właśnie ta ostatnia – po rykoszecie od norweskiej obrończyni – wepchnęła ją do siatki), ale z drugiej strony w ostatnim kwadransie przed przerwą bramka dla Linköping wisiała w powietrzu i fakt, że to gospodynie schodziły do szatni z korzystnym wynikiem, nie był w żadnym razie dziełem przypadku.

Druga połowa rozkręcała się bardzo powoli i wydaje się całkiem prawdopodobne, że co bardziej niecierpliwi widzowie w okolicach siedemdziesiątej minuty zdecydowali się wyłączyć transmisję i udali się na przykład na relaksujący spacer z psem. Na tamten moment taka decyzja wydawała się zresztą w stu procentach zasadna, gdyż niewątpliwie istnieje przynajmniej tysiąc ciekawszych sposobów na spędzenie ciepłego, czerwcowego wieczora niż obserwowanie zawodniczek z Piteå próbujących bez wyraźnego konceptu rozbić defensywne zasieki postawione przez zespół z Linköping. Jeśli jednak ktoś – być może wbrew logice – postanowił pozostać do końca z Damallsvenskan, to stał się naocznym świadkiem dwudziestu minut niesamowitego, piłkarskiego rollercoastera. Cała ta jazda bez trzymanki zaczęła się całkiem niewinnie, bo od rzutu rożnego wywalczonego przez gości. Do ustawionej w narożniku futbolówki podeszła Pedersen, dośrodkowała na dalszy słupek, piłka o milimetry minęła szykujące się do wyjaśnienia sytuacji Lantz oraz Arnth, a stojąca dokładnie tam gdzie powinna Karlenäs uprzedziła Haglund i strzałem głową doprowadziła do remisu. Wynik 1-1 ewidentnie nie satysfakcjonował żadnej ze stron, w związku z czym na stadionie w Östergötland rozpoczęła się regularna wymiana ciosów. Po jednej stronie boiska doskonałą okazję na rozstrzygnięcie losów meczu miała Edlund, po drugiej wystarczyło, aby do lecącej wzdłuż bramki piłki nogę dostawiła Dowie; mnożyły się rzuty rożne i wolne, z kontuzją plac gry musiała opuścić Asllani, ale rezultat wciąż nie ulegał zmianie. Z podziałem punktów powoli zaczynali godzić się sympatycy obu ekip, ale w żadnym razie nie zamierzała tego robić Pedersen. Doświadczona Norweżka w 93. minucie raz jeszcze doskonale wypatrzyła Karlenäs, ta zgrała futbolówkę pod nogi nabiegającej Edlund, a 23-letnia wychowanka Trångfors IF nie do końca przygotowanym strzałem uszczęśliwiła nie tylko kilkunastoosobową grupkę fanów z Norrbotten, ale całą północną Szwecję.

Zwycięstwo wydarte przeciwnikowi w takich okolicznościach bez wątpienia smakuje podwójnie i nic dziwnego, że w Piteå już nie mogą się doczekać następnej, ligowej potyczki. 16. czerwca drużyna Stellana Carlssona zmierzy się w nocnym meczu na szczycie z Rosengård i patrząc na aktualną tabelę trudno nie zauważyć, że tym razem jego stawką będzie znacznie więcej niż zwycięstwo w odwiecznej rywalizacji Północy z Południem. Piłkarki z Piteå z każdą następną kolejką są bowiem coraz bliżej tego, aby zrobić sobie nieoczekiwany prezent na stulecie istnienia klubu. Prezent, którego całe Norrbotten z pewnością nigdy nie zapomni.

Piątkowy wynik:

3

Iva i Fiona ostudziły emocje

andreas hillergren

W Malmö bez zmian – FCR wciąż numerem jeden (Fot. Andreas Hillergren)

Starcie Rosengård z Limhamn Bunkeflo zapowiadało się naprawdę elektryzująco, ale emocje na stadionie w Malmö skończyły się zanim w ogóle zdążyliśmy dobrze wejść w klimat meczu. Po zaledwie dwóch minutach gry Mia Persson niepotrzebnie sfaulowała w obrębie własnej szesnastki Anję Mittag, a rzadko myląca się z jedenastu metrów Iva Landeka całkowicie zmyliła Emmę Lind i faworytki prowadziły 1-0. Plan Otto Perssona, który zakładał przetrwanie pierwszych dwudziestu minut bez większych strat, można było już w tym momencie wyrzucić do kosza, ale piłkarki Rosengård postanowiły pójść za ciosem i stosunkowo szybko dołożyły do swojego dorobku jeszcze jednego gola. Na odważną szarżę środkiem boiska zdecydowała się Sanne Troelsgaard, a ponieważ defensorki Limhamn Bunkeflo nie wyrażały większego zainteresowania odebraniem piłki reprezentantce Danii, ta popisała się fenomenalnym podaniem do Fiony Brown, której pozostało jedynie dokończyć dzieła. Pokonanie Lind nie okazało się zadaniem przerastającym możliwości znajdującej się ostatnio w świetnej dyspozycji szkockiej skrzydłowej, w efekcie czego po zaledwie dwudziestu pięciu minutach derby Malmö można było oficjalnie uznać za rozstrzygnięte.

Do końca meczu pozostawało oczywiście jeszcze bardzo dużo czasu, ale grająca dziś bez Caroline Seger drużyna Jonasa Eidevalla po podwyższeniu wyniku postanowiła zagrać resztę spotkania z ogromnym szacunkiem do wypracowanego na jego początku dwubramkowego prowadzenia i bez większych turbulencji dowiozła je do ostatniego gwizdka. Momentami można było odnieść wrażenie, że skupiający się głównie na defensywie Rosengård cofa się za głęboko, ale występującym dziś w roli gospodyń zawodniczkom w czerwonych koszulkach inwencji i zapału nie wystarczyło nawet na zdobycie kontaktowego gola. W niektórych sytuacjach mogło się wydawać, że odrobienie połowy strat jest właściwie całkiem blisko (słupek Welin po centrze Wännerdahl, strzał Kristjansdottir po zamieszaniu w polu karnym, czy wreszcie szansa Persson po błędzie Musovic), ale od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty Limhamn Bunkeflo niezmiennie sprawiał wrażenie zespołu, który sam nie wierzy w to, że dziś jest w stanie ugrać korzystny wynik. Takie nastawienie nie ma rzecz jasna wiele wspólnego ze sportową postawą, ale biorąc pod uwagę potencjał obu ekip, przesadnie ostra krytyka pod adresem podopiecznych Otto Perssona nie miałaby większego sensu. One same muszą odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego dzisiejszy mecz wyglądał tak, a nie inaczej i do następnej potyczki z derbowym rywalem podejść ze zdecydowanie innym nastawieniem. A wtedy emocji będziemy mieć zdecydowanie więcej i – co najważniejsze – potrwają one zdecydowanie dłużej.

Czy Rosengård był dziś do pokonania? Nie wiadomo, ale gdy opadnie meczowa adrenalina, piłkarki Limhamn Bunkeflo z pewnością największy żal będą mieć do siebie o to, że nie potrafiły nawet tego porządnie sprawdzić.

Czwartkowy wynik:

1

7. kolejka – zapowiedź

bAh6ume7kcTg8hEW5gllqS8SX7o

Ella Masar za chwilę pokona bramkarkę Limhamn Bunkeflo (Fot. Björn Lindgren)

Złoty gol Mii Jalkerud zapewnił piłkarkom Djurgården niezwykle prestiżowe zwycięstwo nad Hammarby, ale najciekawsze rozstrzygnięcia siódmej kolejki Damallsvenskan wciąż przed nami. Oto piłkarski rozkład jazdy na najbliższe dni.

Mecz kolejki: Limhamn Bunkeflo vs Rosengård. Choć to derby Sztokholmu zapowiadane były zdecydowanie bardziej szumnie, istnieje całkiem duże prawdopodobieństwo, że to właśnie dwa kluby z Malmö zagwarantują nam w tej serii spotkań najwyższą, piłkarską jakość. Pomimo tego, że ligowa rywalizacja Rosengård z Limhamn Bunkeflo nie ma przesadnie długiej historii (oba zespoły po raz pierwszy spotkały się w poprzednim sezonie i w przeciwieństwie do kilku krajów kontynentalnej Europy nie będziemy nazywać jej klasykiem), obie ubiegłoroczne potyczki miejscowych klubów zapewniły fanom futbolu w stolicy Skanii olbrzymią dawkę emocji. Wiosną, bohaterką Rosengård była Lieke Martens, która żegnając się z publicznością na Malmö IP dała próbkę tego, co kilka tygodni później oglądaliśmy podczas holenderskiego EURO, a jesienią – w obecności ponad siedmiu tysięcy widzów – zawodniczki Limhamn Bunkeflo były o krok od sprawienia niespodzianki, ale skromne zwycięstwo zapewniła ostatecznie faworytkom Ella Masar, strzelając decydującego gola po asyście … swojej żony Erin McLeod. Czy jutro wieczorem o wyniku ponownie może zadecydować rodzinna akcja? Jeśli tak, to cieszyć będą się sympatycy LB 07, ale w obozie Rosengård nikt nie zakłada takiego scenariusza. W ostatnich dniach z mniej lub bardziej dokuczliwymi dolegliwościami zmagały się Boye, Troelsgaard i Seger, ale Jonas Eidevall doskonale zdaje sobie sprawę, że bez względu na zestawienie wyjściowej jedenastki (wszystkie wymienione piłkarki mają być gotowe do gry), jego zespół na kolejną stratę punktów po prostu nie może sobie w tym momencie pozwolić.

Wydarzenie kolejki: mistrz sprawdza lidera. Sześć meczów – sześć zwycięstw. Pomimo przedsezonowej plagi kontuzji i niespodziewanych zawirowań na ławce trenerskiej, Piteå jak dotąd gra tej wiosny bezbłędnie. Całkowicie odmienne nastroje panują za to w Linköping, gdzie wspomnienia mistrzowskiej fety i ćwierćfinału Ligi Mistrzyń stają się z każdym dniem coraz bardziej odległą przeszłością. Wydawałoby się, że w takich okolicznościach to w gościach należałoby upatrywać faworytek piątkowego starcia, ale – paradoksalnie – seria rozczarowujących występów może w końcu zacząć działać na korzyść zespołu z Östergötland. Z każdą kolejką wymagania kibiców i ekspertów w stosunku do ekipy Henrika Jensena stają się bowiem coraz skromniejsze, a to od Piteå zaczyna się oczekiwać konkretów. Czy perspektywa gry pod nieco mniejszą niż jeszcze chociażby przed miesiącem presją rzeczywiście pomoże obrończyniom tytułu? Cóż, na pewno im nie zaszkodzi, ale nie zapominajmy, że Stellan Carlsson potrafi znaleźć sposób na każdego rywala.

Zagadka kolejki: kto wydostanie się ze strefy spadkowej? Kalmar i Eskilstuna. Drużyny o całkowicie odmiennej charakterystyce, które niespodziewanie połączyła lokata w strefie spadkowej. O ile w przypadku Kalmar trudno mówić tu o zaskoczeniu, o tyle kończąca każdy z trzech ostatnich sezonów na ligowym podium Eskilstuna celowała raczej w inne rejony tabeli. Bezpośrednie starcie będzie dla obu zespołów szansą na wydostanie się nad kreskę. Komu uda się ją wykorzystać? Czy Mimmi Larsson i Loreta Kullashi zamkną usta krytykom i udowodnią, że powołanie od Petera Gerhardssona nie było na wyrost? A może napastniczki United pogodzi niezwykle dynamiczna Amanda Fredriksson, uszczęśliwiając w ten sposób nadbałtycką część Småland? Kalmar może, Eskilstuna musi, my czekamy na wielkie emocje.

pobrane

Moa Olsson spróbuje powstrzymać napastniczki z Göteborga (Fot. Peter Åklundh)

Piłkarka pod lupą: Moa Olsson. Jeśli w Kristianstad mają plan, aby status niepokonanej w obecnych rozgrywkach drużyny utrzymać przynajmniej do zakończenia przerwy reprezentacyjnej, 20-letnia golkiperka w niedzielne popołudnie będzie musiała zdać swój jak dotąd najpoważniejszy, piłkarski egzamin na boiskach Damallsvenskan. W dwóch ostatnich meczach defensywa Kristianstad dopuściła do zaledwie jednego celnego strzału na bramkę Olsson, ale możemy spodziewać się, że mocno podrażnione pechową porażką z Piteå zawodniczki z Göteborga zechcą nieco częściej sprawdzić kwalifikacje młodej bramkarki. Czy będzie ona na to gotowa? We wschodniej Skanii zapewniają, że tak, ale nie zapominajmy, że ze strzałami Press, Rubensson, Schough, czy Kollmats problemy miewały zdecydowanie bardziej doświadczone golkiperki.

Na pozostałych stadionach: Vittsjö od czterech kolejek nie potrafi strzelić choćby jednego gola, Växjö w miniony weekend strzeliło ich aż cztery. Nie jest jednak powiedziane, że tendencja ta za chwilę się nie odwróci, gdyż poza pojedynczymi wyjątkami, piłkarki obu zainteresowanych zespołów nie należą w tej rundzie do najbardziej powtarzalnych. Kto zatem ucieszy się w niedzielę? Na pewno nie zagraniczni komentatorzy, którym przyjdzie relacjonować to spotkanie.

Zestaw par 7. kolejki:

omg7_02

omg7_03

omg7_04

omg7_05

omg7_06

Podsumowanie 6. kolejki

dam

Czas na podsumowanie 6. kolejki sezonu 2018 w Damallsvenskan

Najlepszy mecz: Göteborg 0-1 Piteå. Kolejny raz w tym sezonie mecz typowany na hit kolejki nie zawiódł. Pomimo niesprzyjających warunków atmosferycznych, oba zespoły stworzyły na Valhalli niesamowite widowisko, z którego po złotym golu Norweżki June Pedersen zwycięsko wyszły piłkarki z Norrbotten. Dla Piteå trzy punkty wywiezione z Göteborga oznaczały nie tylko odczarowanie niezdobytego nigdy wcześniej stadionu, ale także utrzymanie bezpiecznej, pięciopunktowej przewagi w tabeli nad najgroźniejszym rywalem z Malmö. Czyżby rywalizacja Północy z Południem miała być w tym roku bardziej zacięta niż ktokolwiek przypuszczał?

Najładniejszy gol: Mia Persson (Limhamn Bunkeflo). Już drugi raz trafienie właśnie tej piłkarki zdobywa największe uznanie, choć tym razem Persson powinna podzielić się nagrodą z Elisą Lang Nilsson. Trudno bowiem orzec, czy więcej magii było w odegraniu piłki przez 18-letnią napastniczkę ze Skanii, czy w strzale jej bardziej doświadczonej klubowej koleżanki. Tak, czy inaczej, doskonała współpraca dwóch zawodniczek z Malmö pozwoliła doprowadzić do remisu na Stadionie Olimpijskim, dzięki czemu Limhamn Bunkeflo wywalczył w Sztokholmie jeden punkt.

Najlepsza piłkarka: Nellie Karlsson (Växjö). Kandydatek do MVP kolejki było tym razem sporo, ale defensorka Växjö skutecznie pogodziła całą konkurencję. Nie mogło jednak być inaczej, skoro Karlsson to bezbłędnej gry w obronie i niezwykle precyzyjnych, długich podań dołożyła jeszcze gola po stałym fragmencie gry. Przed rozpoczęciem rozgrywek można było zastanawiać się, czy w najwyższej klasie rozgrywkowej beniaminek ze Småland nie powinien zrezygnować z ustawienia z trójką defensorek, ale Pierre Fondin odważnie postawił na sprawdzone wzorce i póki co wychodzi na jego.


6. kolejka w liczbach:

Gole: 14  (średnia 2.33 / mecz)

Rzuty karne: 0

Żółte kartki: 7

Czerwone kartki: 0

Najwyższa frekwencja: 1 114  (Hammarby – Linköping)

Najniższa frekwencja: 220  (Djurgården – Limhamn Bunkeflo)

Najszybszy gol: Anna Anvegård (Växjö) – 4. minuta (vs. Kalmar)

Najpóźniej strzelony gol: Natasha Dowie (Linköping) – 90+3. minuta (vs. Hammarby)


Jedenastka kolejki:

TEAM_6.png

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Komplet wyników:

dam