Lapońska piękność znów zachwyca

SJ

Julia Karlenäs właśnie doprowadziła do remisu, ale jej reakcja pokazuje, że w Piteå grają w tym roku o pełną pulę (Fot. Stefan Jerrevång)

Przez 73 minuty meczu na Linköping Arenie wydawało się, że piękna, zwycięska seria Piteå ma się ku końcowi. Dzielne zawodniczki z Laponii, choć piłkarsko absolutnie nie odstawały od wciąż aktualnych mistrzyń Szwecji, cały czas przegrywały 0-1 i nic nie wskazywało na to, aby za chwilę miały znaleźć sposób na pokonanie nadspodziewanie pewnie spisującej się w bramce LFC Matildy Haglund. Wtedy jednak sprawy w swoje ręce (a mówiąc bardziej precyzyjnie – nogi) wzięła June Pedersen i dwoma fenomenalnymi podaniami odwróciła losy meczu o sto osiemdziesiąt stopni.

Zanim jednak obejrzeliśmy szaloną końcówkę i nieprawdopodobny powrót podopiecznych Stellana Carlssona, to kibice z Linköping mieli dzisiejszego wieczora więcej powodów do radości. Dawała im je nie tylko wspomniana na wstępie Haglund, która najpierw popisała się udaną interwencją po strzale z dystansu Aronsson, a następnie wygrała pojedynek sam na sam z Jakobsson, ale także piłkarki formacji ofensywnej. Jak zwykle swoje robiła Asllani, na skrzydle starała się szarpać Sørensen, a Maanum nie bała się fizycznych pojedynków z rosłymi defensorkami Piteå, z których nierzadko wychodziła zresztą zwycięsko. Gra mistrzyń Szwecji niewątpliwie wyglądała zdecydowanie lepiej niż podczas większości spotkań rundy wiosennej, a zdobyty tuż przed końcem pierwszej połowy gol był niejako potwierdzeniem, że praca Henrika Jensena zaczyna powoli przynosić konkretne efekty. Nie da się ukryć, że samo trafienie było nieco szczęśliwe (w olbrzymim zamieszaniu podbramkowym o zgraną przez Oskarsson futbolówkę walczyły Pedersen, Sörensen i Dowie i to właśnie ta ostatnia – po rykoszecie od norweskiej obrończyni – wepchnęła ją do siatki), ale z drugiej strony w ostatnim kwadransie przed przerwą bramka dla Linköping wisiała w powietrzu i fakt, że to gospodynie schodziły do szatni z korzystnym wynikiem, nie był w żadnym razie dziełem przypadku.

Druga połowa rozkręcała się bardzo powoli i wydaje się całkiem prawdopodobne, że co bardziej niecierpliwi widzowie w okolicach siedemdziesiątej minuty zdecydowali się wyłączyć transmisję i udali się na przykład na relaksujący spacer z psem. Na tamten moment taka decyzja wydawała się zresztą w stu procentach zasadna, gdyż niewątpliwie istnieje przynajmniej tysiąc ciekawszych sposobów na spędzenie ciepłego, czerwcowego wieczora niż obserwowanie zawodniczek z Piteå próbujących bez wyraźnego konceptu rozbić defensywne zasieki postawione przez zespół z Linköping. Jeśli jednak ktoś – być może wbrew logice – postanowił pozostać do końca z Damallsvenskan, to stał się naocznym świadkiem dwudziestu minut niesamowitego, piłkarskiego rollercoastera. Cała ta jazda bez trzymanki zaczęła się całkiem niewinnie, bo od rzutu rożnego wywalczonego przez gości. Do ustawionej w narożniku futbolówki podeszła Pedersen, dośrodkowała na dalszy słupek, piłka o milimetry minęła szykujące się do wyjaśnienia sytuacji Lantz oraz Arnth, a stojąca dokładnie tam gdzie powinna Karlenäs uprzedziła Haglund i strzałem głową doprowadziła do remisu. Wynik 1-1 ewidentnie nie satysfakcjonował żadnej ze stron, w związku z czym na stadionie w Östergötland rozpoczęła się regularna wymiana ciosów. Po jednej stronie boiska doskonałą okazję na rozstrzygnięcie losów meczu miała Edlund, po drugiej wystarczyło, aby do lecącej wzdłuż bramki piłki nogę dostawiła Dowie; mnożyły się rzuty rożne i wolne, z kontuzją plac gry musiała opuścić Asllani, ale rezultat wciąż nie ulegał zmianie. Z podziałem punktów powoli zaczynali godzić się sympatycy obu ekip, ale w żadnym razie nie zamierzała tego robić Pedersen. Doświadczona Norweżka w 93. minucie raz jeszcze doskonale wypatrzyła Karlenäs, ta zgrała futbolówkę pod nogi nabiegającej Edlund, a 23-letnia wychowanka Trångfors IF nie do końca przygotowanym strzałem uszczęśliwiła nie tylko kilkunastoosobową grupkę fanów z Norrbotten, ale całą północną Szwecję.

Zwycięstwo wydarte przeciwnikowi w takich okolicznościach bez wątpienia smakuje podwójnie i nic dziwnego, że w Piteå już nie mogą się doczekać następnej, ligowej potyczki. 16. czerwca drużyna Stellana Carlssona zmierzy się w nocnym meczu na szczycie z Rosengård i patrząc na aktualną tabelę trudno nie zauważyć, że tym razem jego stawką będzie znacznie więcej niż zwycięstwo w odwiecznej rywalizacji Północy z Południem. Piłkarki z Piteå z każdą następną kolejką są bowiem coraz bliżej tego, aby zrobić sobie nieoczekiwany prezent na stulecie istnienia klubu. Prezent, którego całe Norrbotten z pewnością nigdy nie zapomni.

Piątkowy wynik:

3

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s