Zwycięski marsz dzielnych Laponek

ca775b98-0744-4c2d-9d68-37535aa8ac14

Cztery mecze, cztery zwycięstwa – dobre humory w Piteå nie mogą dziwić (Fot. Bildbyrån)

Przed rozpoczęciem sezonu chyba nikt nie zakładał, że w czwartej kolejce na Myresjöhus Arenie oglądać będziemy mecz na szczycie Damallsvenskan. Solidna postawa przede wszystkim formacji defensywnych z Växjö i Piteå sprawiła jednak, że oba zainteresowane kluby wczesną wiosną zadomowiły się w górnych rejonach tabeli, a w bezpośrednim starciu walczyły o podtrzymanie passy zwycięstw.

Jak można było przewidzieć, na efektownym stadionie w Småland przez znaczną część meczu oglądaliśmy taktyczny pojedynek dwóch godnych siebie rywali, którzy metodycznie próbowali rozmontować obronne zasieki postawione przez przeciwnika. Efekty tych działań były raz lepsze, raz gorsze, ale bynajmniej nie jest to równoznaczne z tym, że Katie Fraine oraz Cajsa Andersson mogły w niedzielne popołudnie narzekać na nudny dzień w pracy. Obie golkiperki poważnie rozgrzane zostały bowiem już w pierwszych minutach, gdy na strzał Anny Anvegård błyskawicznie odpowiedziała Ronja Aronsson. Jak się później okazało, była to zapowiedź całkiem niezłych trzech kwadransów w wykonaniu obu zespołów, choć trzeba zaznaczyć, że to bijące z niezwykłą regularnością stałe fragmenty gospodynie były w tym okresie zdecydowanie bliższe otwarcia wyniku. Gościom z Norrbotten udało się jednak nie tylko odeprzeć ów najbardziej zdecydowany atak piłkarek beniaminka, ale także samemu wyprowadzić nokautujący cios. Na trzy minuty przed przerwą dokonała tego Nina Jakobsson, wykorzystując kiks Elin Karlsson przy próbie wybicia dośrodkowania Aronsson. Można było przypuszczać, że tak wyglądający mecz może rozstrzygnąć jeden indywidualny błąd i na nieszczęście gospodyń popełniła go akurat defensorka Växjö.

W drugiej połowie podopieczne Pierre’a Fondina nie miały już wiele do stracenia, ale ich ataki z zadziwiającą łatwością rozbijała dowodzona przez nigeryjską skałę w osobie Faith Ikidi defensywa z Piteå. Przyjezdne robiły dokładnie to, czego wymagałby od nich w takiej chwili każdy podręcznik gry w piłkę nożną i choć z perspektywy neutralnego kibica, szarpany mecz, toczony właściwie bez tempa, nie był najlepszą reklamą futbolu, to jesteśmy dziwnie spokojni, że na dalekiej Północy każde kolejne przerwanie akcji w wykonaniu piłkarek grających w czerwonych koszulkach nagradzane było gromkimi oklaskami. Nerwowo zrobiło się dopiero w samej końcówce, kiedy to najpierw dogodną okazję zmarnowała Anvegård, a następnie po strzale wprowadzonej chwilę wcześniej na boisko Kivumbi Cajsę Andersson musiał ratować słupek, ale skromne prowadzenie udało się gościom dowieźć do ostatniego gwizdka. Choć styl, w którym Piteå dopisało do swojego dorobku kolejne zwycięstwo nie był nawet w połowie tak spektakularny jak przed tygodniem, wynik 0-1 oznacza, że FC Rosengård nie nacieszył się długo fotelem lidera, a dwutygodniową przerwę w rozgrywkach spędzi w nim rewelacja rozgrywek z Laponii.

******

Powrót Hanny Glas i Vaili Barsley do wyjściowej jedenastki był najlepszą informacją dla nie rozpieszczanych tej wiosny przez swoje piłkarki kibiców z Eskilstuny. Prezentująca się zdecydowanie bardziej stabilnie formacja defensywna miała zapewnić debiutującej w tym sezonie między słupkami bramki United Bricie Elsert-Gynning zdecydowanie większy spokój i początek rywalizacji z Hammarby w całości potwierdzał te założenia. Co więcej, podopieczne Jonasa Björkgrena od pierwszego gwizdka ruszyły na swoje rywalki z takim impetem, jakby chciały jak najszybciej zetrzeć fatalne wrażenie po niedawnym popisie w Malmö i gdyby tylko miały w swoich szeregach snajperkę pokroju Anji Mittag, już po pięciu minutach najpewniej prowadziłyby różnicą dwóch goli. Obrończynie ze Sztokholmu sprawiały wrażenie kompletnie zagubionych i choć dzięki udanym interwencjom wyrastającej powoli na największą gwiazdę Hammarby Emmy Holmgren stosunkowo długo udawało im się zachować czyste konto, pierwszy gol dla Eskilstuny zdawał się być wyłącznie kwestią czasu. Nieuniknione dopełniło się w 38. minucie, gdy młoda golkiperkę z Uppsali pokonała Petra Johansson, choć gospodynie mogły, a nawet powinny rozpocząć strzelanie znacznie wcześniej. Swoje okazje solidarnie marnowały jednak Larsson i Kullashi, a Felicia Karlsson, mając przed sobą pustą bramkę, przyładowała z dużą siłą w słupek.

Zdobyty przed przerwą gol nieco uspokoił nastroje nie tylko na trybunach, ale i na boisku, przez co po przerwie byliśmy świadkami zdecydowanie mniej ciekawego widowiska. Przyjezdne próbowały się odgryzać, ale poza stałymi fragmentami w wykonaniu Elise Kellond-Knight (to od jej straty rozpoczęła się bramkowa akcja United) nie miały zbyt wiele do zaoferowania, a gospodynie sprawiały wrażenie w pełni usatysfakcjonowanych takim obrotem wydarzeń. Pierwsze w sezonie zwycięstwo na pewno pozwoliło im wziąć długo wyczekiwany głęboki oddech, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że nieco dłuższą przerwę w rozgrywkach w Eskilstunie i tak powitają jak dawno niewidzianego najlepszego przyjaciela.

Komplet niedzielnych wyników:

4.png

5

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s